Nawodnienie skóry suchej i odwodnionej dzięki Serum od Dermedic

15 maja 2018


Dzień dobry! Jak wasze samopoczucie? Osobiście muszę przyznać, że nigdy nie czułam się lepiej i nigdy nie byłam szczęśliwsza. Pogoda nas rozpieszcza w maju, jest wakacyjnie, ciepło, słońce świeci, a chwilowy deszcz czy ulewy kompletnie mi nie przeszkadzają, a nawet fajnie spaceruje się w takich okolicznościach. Aż się chce, chce się działać, chce się coś robić, a mnie cieszy fakt,że większość uwagi skupiam na ludziach i cudownych chwilach, a nie na telefonie i social media. Odcinam się coraz bardziej i wychodzi mi to na dobre. A Wy? Co działacie w taką pogodę?
W ostatnim czasie pokochałam używanie serum do twarzy, więc obecnie testuję przeróżne sera w różnych okolicznościach. Nie mam usystematyzowanego sposobu stosowania serum, czasem rano, czasem wieczorem, pod maskę/glinkę albo po prostu w ciągu dnia ot tak o. Jeżeli jesteście ciekawi, jak sprawdziło się serum od Dermedic to czytajcie dalej!

Dermedic, Hydrain3 Hialuro
Serum nawadniające
twarz, szyję i dekolt


Serum jest zalecany do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej w stanach mocnego przesuszenia do kuracji codziennej lub zamiennie z kremem z serii Hydrain3 Hialuro, jako wzmocnienie pielęgnacji podstawowej. 
Serum nawadniające zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, ujędrnia i chroni przed przedwczesnym starzeniem, odczuwalnie wygładza skórę. Serum zawiera olej migdałowy z dużą zawartością kwasu oleinowego oraz linolowego ze szczególnie silną zdolnością zmiękczenia naskórka i wzmacniania lipidowej bariery ochronnej skóry. Poza tym, witamina E wzmacnia działanie antywolnorodnikowe preparatu. Velvesil tworzy delikatny jedwabisty film na skórze wygładzający drobne nierówności. Serum posiada wzmocniony, skoncentrowany system przeciwstarzeniowy dzięki zawartości kwasu hialuronowego, który w 15% stężeniu powoduje 57% wzrost nawilżenia skóry po 15 minutach od nałożenia preparatu i aż 43% nawilżenie nawet po 2 godzinach od aplikacji.

*Dostosowania na noc i na dzień. *Nie zatyka porów. *Skoncentrowana ilość składników aktywnych. *Delikatna konsystencja doskonała pod makijaż.

Skład: Aqua, Sodium Hyaluronate, Hydrogenated Polydecene, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Amygdalus Dulcis Oil, Squalane, Ccyclopentasiloxane,C30-45 Alkyl Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Glyceryl Polymethacrylate, Glycoprotein, Faex Extract, Aleuritic Acid, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum.

Sposób użycia: nanieść na twarz, szyję i dekolt równomierną warstwę preparatu i pozostawić do wchłonięcia.


Serum przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu, buteleczka w środku jest bardzo dobrze zabezpieczona. Na opakowaniu znajdują się wszystkie najważniejsze informacje, dzięki czemu sama buteleczka jest utrzymana w stonowanym i estetycznym stylu, z niewielką ilością napisów, co bardzo mi się podoba. Niebieska buteleczka fajnie chroni serum przed światłem, a i widzimy na bieżąco zużycie. Ponadto mamy dołączoną pipetę do buteleczki, więc bardzo łatwo, szybko i przyjemnie można odmierzyć idealną ilość serum na twarz. U mnie jedna pipeta w zupełności wystarcza na twarz, szyję oraz dekolt.


Serum ma lekko wodnistą konsystencję, ale nierozlewającą się. Nie mam problemów z nałożeniem serum na twarz, staram się robić to dotykając dłońmi twarzy, tak żeby dodatkowo nie pocierać jej,ale wiadomo różnie to wychodzi. Jak pisałam wyżej, jedna pipeta jest wystarczająca na całą aplikację, a mimo to wydaje się, że nakładam spora ilość serum na skórę, ale nie mam na myśli, że jest jej za dużo. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia po sobie tłustego filmu, więc nie ma problemu z nakładaniem kolejnych produktów na twarz, co bardzo mi odpowiada. Poza tym, serum pięknie pachnie, śwież,lekko owocowo, trochę kwiatowo, ale zapach jest bardzo intensywny i pobudzający.
Efekty są widoczne już od pierwszej aplikacji. Twarz jest dużo fajniejsza,milsza i gładsza w dotyku. Wydaje się być niesamowicie nawilżona i odżywiona, co również przekłada się na to, że wygląda dużo zdrowiej. Nie zawsze nakładam krem na noc po serum,bo nie ma aż takiej potrzeby. Serum wystarczająco dobrze sobie radzi z różnymi podrażnieniami, a także świetnie nadaje się na opaloną skórę, daje ukojenie i idealne nawilżenie skóry.


Oczywiście, bardzo polubiłam się z tym serum. Dla mnie jest cudowne i działa niesamowicie dobrze, nawilża, odżywia, wygładza skórę i sprawia, że wygląda bardzo zdrowo i, promiennie. Skóra po użyciu tego serum jest naprawdę w świetnym stanie i nie mam mu nic do zarzucenia Jest niesamowicie wydajne, stosuję je już ponad 2 miesiące, a została mi ponad połowa buteleczki, więc wynik bardzo dobry. Jeżeli jesteście ciekawi tego serum zapraszam tutaj, w Internecie można je już zakupić za ok. 30zł, co nie jest wcale wygórowaną kwotą, a powinnyście być zadowolone!

Używacie serum, czy pomijacie ten krok w Waszej pielęgnacji? Dajcie znać!


Biopha Organic, naturalnie bielsze zęby!

13 maja 2018


I kolejna weekend za nami :). Jak spędziliście weekend, co robiliście ciekawego? U mnie jak zawsze jeżdżenie w te i we w te. Byliśmy na grillu u rodziców, Ci z Was co mnie śledzą w social media widzieli, że siedzieliśmy przy choince, ale co to przeszkadza, jak dawała dobre światło :D. A tak to błogi chill. Powiedzcie mi jak często dajecie sobie czas na wytchnienie, odkładacie telefon, wyłączacie telefon? Ja ostatnio w weekendy wyłączam się na maksa i służy mi to niesamowicie! Także od dziś skupiamy się na chillu!
Dziś mam dla Was nową recenzję produktu od https://www.ekodrogeria.pl a mianowicie o wybielającej paście do zębów marki Biopha Organic :)


BioPha naturalnie wybielająca pasta do zębów


Wybielająca pasta do zębów Biopha posiada certyfikat Ecocert, ma na celu wzmocnić szkliwo i odzyskać naturalną biel zębów. Została wzbogacona o sodę oczyszczoną oraz minerały, które w naturalny sposób polerują zęby i usuwają z nich osad, a wyciąg z mięty oraz chlorofilu sprawia, że oddech jest odświeżony na długo.

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Mentha Piperita Leaf Water, Xanthan Gum, Titanium Dioxide, Sodium Lauryl Sulfate, Aroma, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Fluoride, Sodium Bicarbonate, Sodium Hydroxide, Mentha Veridis Leaf Oil.

98% składników pasty jest naturalne
18% pochodzi z gospodarstw ekologicznych
Pasta nie zawiera parabenów, fenoksyetanolu, silikonów. Nie jest sztucznie barwiona. Nie zawiera pochodnych chloru i nie jest na bazie chloru. Nie zawiera składników GMO.

Sposób użycia: szczotkować zęby przez minimum trzy minuty po każdym posiłku. Po myciu usta należy przepłukać wodą. Dzieci do 6 lat powinny na szczoteczkę nakładać nie więcej pasty niż ziarnko grochu oraz stosować tylko i wyłącznie pod nadzorem dorosłych. Jeżeli przyjmujesz fluor z innych źródeł, skonsultuj z lekarzem stosowanie pasty fluorowej. Nie połykać i przechowywać w temperaturze pokojowej.

Testuję sporo różnych past wybielających, jak chyba większość osób obecnie. Każdy marzy o bielszym i piękniejszym uśmiechu. Zazwyczaj sięgam po te drogeryjne pasty, które są łatwo dostępne, a teraz pierwszy raz mam przyjemność testować coś bardziej naturalnego, bez tych wszystkich nadmiernych dodatków.


Pasta znajduje się w nietypowym, jak na pastę do zębów, opakowaniu. Tubka bardziej przypomina mi jakiś krem do rąk czy inny produkt, dlatego na początku nie mogłam się też przestawić na to, żeby sięgać właśnie po nią, myjąc zęby. Na lekko prześwitującym opakowaniu mamy wszystkie najważniejsze informacje. Zamknięcie jest bardzo solidne.
Konsystencja pasty Biopha Organic jest trochę bardziej gęsta od innych past, typowo fluorowa. Zapach jest bardzo mentolowy i, co mnie bardzo zaskoczyło, - mega naturalny i taki prawdziwy, czego się nie spodziewałam.


Jeżeli chodzi o działanie pasty, to ja jestem bardzo z niej zadowolona. Dobrze myje zęby. Faktycznie da się odczuć, że są jakby wypolerowane, a od kiedy korzystam z tej pasty nie zauważyłam u siebie problemów z kamieniem czy próchnicą, więc na pewno dobrze je oczyszcza. Zęby są lekko bielsze, ale pamiętajmy, że pasta nie ma na celu wybielić naszych zębów, tylko przywrócić ich naturalny odcień. Pasta z Biopha Organic również odświeża oddech na długi czas, czego bym się nie spodziewała po naturalnym produkcie bez dodatkowych ulepszaczy. Jestem bardzo zadowolona!




Denko - kwiecień 2018r.

10 maja 2018


Z opóźnieniem, ale halo halo przychodzę z denkiem! Kosmetyki wylatywały już z mojej denkowej torebki, więc czas najwyższy się za to wziąć i ogarnąć, opisać i wyrzucić. Trochę tego wyszło w tamtym miesiącu,ale co miesiąc jestem w szoku, że tyle tych kosmetyków mi idzie. Zawsze się obawiałam, że o zrobię denko - zużyję 2-3 produkty maks, a to idzie i idzie, jak woda - co miesiąc. Nie byłam tego świadoma, dopóki nie zaczęłam właśnie robić denka. Jak wasze zużycia w zeszłym miesiącu? Zapraszam do zapoznania się z moimi!


Batiste, suchy szampon do włosów, dla szatynek - szampon zdecydowanie ratuje mnie w dni, kiedy kompletnie nie mam czasu na umycie włosów albo po prostu nie mam za bardzo, gdzie wyglądać ładnie, a dla własnego dobrego samopoczucia, chcę się czuć okej. Szampon genialnie odświeża włosy, nadaje im objętości i sprawia, że wyglądają lepiej. Dodatkowo, ta wersja dla szatynek nie wybiela mi włosów i nie mam żadnej siwizny, więc bardziej wolę tę wersję ;).

BeBeauty,płatki kosmetyczne - niby płatki, jak płatki, ale powoli przekonuję się, że zawsze wracam do tych, bo są po prostu najlepsze. Nie rozdwajają się, są fajne i miłe w dotyku (wiecie, niektórzy nie mogą dotyku waty), fajnie zmywają makijaż, nie wchłaniają za dużo produktu, więc bardzo mi pasują.

Alterra Naturkosmetik,szampon nawilżający, bio-owoc granatu & bio-aloes - jak zawsze, szampony przeze mnie uwielbiane i chyba prędko z nich nie zrezygnuję. Nic się z nimi nie równa, doczyszczają i domywają wszystko; oleje, odżywki, olejki itp.

Dermacol, oczyszczający płyn micelarny z kwasem hialuronowym - bardzo się polubiłam z tym płynem micelarnym i jestem właśnie w trakcie zużywania kolejnej buteleczki. Fajnie zmywa makijaż, nie podrażnia, nie uczula, nawet mnie w oczy nie szczypie, więc spory plus za to. Buteleczka jest dosyć spora i tym bardziej wydajna. Mi się bardzo dobrze go używa i czuję, że jednocześnie pielęgnuje moją skórę, więc jestem bardzo zadowolona.

Isana, zmywacz do paznokci - to jest dla mnie produkt tak wydajny, że masakra, w dodatku cena mnie powala na kolana, bo jest niesamowicie śmieszna, a zmywa lakier rewelacyjnie. Czego chcieć więcej? Niczego, bo te zmywacz da Wam wszystko, czego potrzebujecie.

Schwarzkopf, Glisskur, Fiber Therapy, odżywka ekspresowa w sprayu - kolejny produkt kultowy już na tej liście. Stosuję te odżywki od zawsze i będę już zawsze. Fajnie odżywiają włosy, pięknie pachną, są tanie, wydajne, odżywiają włosy między myciem, olejowaniem i maskami i pomagają mi utrzymać włosy w bardzo fajnej kondycji na bieżąco.

Venus, nawilżająca, pianka do golenia - pianki do golenia od Venus to są też produkty, po które sięgam zawsze. Moja ulubiona wiśniowa zniknęła mi z pola widzenia,więc teraz sięgam po jakiekolwiek wersje, ale tej marki i zawsze jestem zadowolona. Pachną ładnie i pomagają w goleniu.

Hean, peeling cukrowy do ciała, limonka, żeń-szeń - o te peelingi do ciała są cudowne! Są dwie wersje, a ja się czaję już jakiś czas, żeby napisać ich recenzje. Pięknie pachną te peelingi, są śmiesznie tanie, a tak cudownie gruboziarniste, że ja się rozpływam  za każdym razem, kiedy ich używam! Uwielbiam i jeśli jeszcze ich nie znacie, to koniecznie po nie sięgnijcie!

Garnier, płyn micelarny 3w1 - kolejny dobry, fajny płyn micelarny, który jest łatwo dostępny, co jest ego sporym plusem. Fajnie zmywa makijaż, ładnie i orzeźwiająco pachnie i nie mam mu nic do zarzucenia. Często do niego wracam.

Lirene, skarpetki regenerujące, dwustopniowy zabieg wygładzający - wiecie, że ja nie przepadam do końca za pielęgnacją stóp, więc muszę się ratować takimi silnymi środkami, które jednorazowo potrafią zdziałać cuda. Te skarpetki są genialne! Cudownie nawilżają i regenerują skórę stóp, sprawiają, że są gładkie, miękki i miłe w dotyku, właśnie takie jakie powinny być na lato! Bardzo je wam serdecznie polecam!


Femfresh, płyn do higieny intymnej, Everyday Care Daily - ten płyn do higieny intymne dostałam kiedyś ot tak o w drogerii do jakichś zakupów. Nie znam kompletnie marki i chyba nie poznam, bo płyn jak płyn. Dobrze mył i odświeżał, ale nic więcej. Chociaż największym jego plusem było zdecydowanie opakowanie, które było niewielki i łatwo do przewożenia.

Yves Rocher, woda toaletowa Un Matin Au Jardin, róża - jeżeli chodzi o zapachy to głównie polegam na Yves Rocher, gdzie większość perfum dostaję za darmo do jakichś większych czy nawet mniejszych zakupów. Mega mi się to podoba, bo dzięki temu odkryłam parę naprawdę świetnych zapachów i muszę chyba uzupełnić zapasy, bo powoli powoli nie mam czym pachnieć ;D. Te różane miały bardzo fajny zapach, są super wydajne i utrzymują się na skórze bardzo długo. Ale jednak ten zapach nie do końca do mnie przemawia na tyle, żebym skusiła się na kolejną buteleczkę.

Maroko Sklep, Słodycz migdałów, nawilżający balsam do ciała z masłem shea i olejem migdałowym - balsam miał fajny zapach, super opakowanie, z pompką, w miarę nawilża i odżywia, nie jest to jakieś ekstra hiper wow efekt, ale jest taki w miarę znośny. Może kiedyś wrócę do innej wersji z czystej ciekawości;)

Dermacol, relaksacyjny żel pod prysznic, z olejem kokosowym - ten żel pod prysznic nie był aż tak cudowny idealny, jak moja ukochana winogronowa wersja, ale zapach i tak był mistrzowski. Tak cudownie kokosowy, że dla fanów kokosa to będzie rewelacja. Ale niestety tuta opakowanie było tak ciężkie we współpracy, że masakra, strasznie ciężko było wycisnąć z niego produkt.

Barwa Ziołowa, Szampon pokrzywowy do włosów przetłuszczających się - ten szampon był bardzo średni,nie pomógł w problemie przetłuszczających się włosów, nie zrobił kompletnie nic, więc straszni zwyklak. Bo wiadomo,zapach ładnym,fajnie się pienił i dobrze mył włosy, ale obietnica producenta niespełnione.

Joanna, Tradycyjna receptura, szampon normalizujący, chmiel i drożdże piwne - i tutaj mamy powtórkę z rozrywki, czyli to samo co wyżej. Nie zrobił kompletnie nic z tego, co miał, a szkoda.

Pantene, odżywka do włosów, oczyszczanie i odżywianie - ta odżywka z kolei była dosyć spoko. Miała naprawdę obłędny zapach i fajnie wygładzała włosy, lekko je odżywiła i nawilżyła, ale nie były to jakieś efekty wow.


W końcu trochę próbek! Ale tak to jest, jak w końcu miałam okazję ruszyć dupę i gdzieś pojechać, a wiadomo, że na wyjazdy niema nic lepszego niż próbki. Byłam w Warszawie na konferencji Meet Beauty i parę dni w Zakopanem, więc trochę próbek udało mi się zużyć (i przy okazji zgubić, więc byłoby ich więcej, ale no nic). Jak widzicie rzuciłam się na markę Sylveco, Vianek i Biolaven, tych próbek mam najwięcej, więc musiałam je w końcu zabrać ze sobą. Vianek, odżywczy krem do twarzy na dzień z ekstraktem z korzenia cykorii okazał się być bardzo ciekawym kremem, który fajnie odżywia skórę, a zarazem lekko ją matuje, więc pod makijaż sprawdza się genialnie. I dokładnie to samo mogę powiedzieć o tym Biolaven, krem do twarzy na dzień - z tym, że ten krem był mimo wszystko trochę cięższy i taki bardziej treściwy niż Vianek, ale i tak spoko. Jeżeli chodzi o kremy na noc to: Vianek, intensywnie nawilżający krem do twarzy na noc z ekstraktem z robinu akacowej oraz Vianek, wzmacniający krem do twarzy na noc z ekstraktem z kasztanowca - oba kremy super nawilżały i odżywiały skórę przez całą noc, cudownie działając na moje podrażnienia i czerwoną skórę, z którą zawsze mam problem, kiedy jestem chora.Skóra rano była fajnie nawilżona i miękka, więc kremy bardzo zdały egzamin. Egzamin zdały też kremy pod oczy: Vianek, nawilżający krem pod oczy z ekstraktem z lnu oraz Sylveco, łagodzący kem pod oczy - fajnie działały i pomogły utrzymać mi dobre nawilżenie cienkiej skóry pod oczami, ale nic więcej powiedzieć o tych kremach nie mogę, bo ile to jest kilka wieczorów. I jedyny rodzynek to właśnie Palmers, balsam do ciała czekoladowy, który pachnie tak cudownie czekoladowo, że nie mogłam wytrzymać i nie tylko a, bo kilka osób w trakcie konferencji mnie pytało właśnie co takiego pachnie czekoladą.

No i przebrnęłam i Wy też, podziwiam, bo trochę tego było i trochę się męczyłam z tym wpisem, także piszcie w komentarzach, jak wasze zużycia! I do następnego! <3


Pobudzający prysznic dzięki Bentley Organic palmarosa i pomarańcza

05 maja 2018


Dzień dobry Kochani! Co u Was?Majówka nas rozpieściła swoją pogodą totalnie! Słońce grzeje, jest mega ciepło i ja mam wrażenie, że są wakacje. W sumie nie ma co się dziwić; wróciłam z Warszawy z Meet Beauty, pochorowałam się, pojechałam do Zakopanego, potem na szybko do Krakowa, a dzisiaj - lecimy na Spotkanie Cudownych Podkarpackich Blogerek do Rzeszowa! Już się nie mogę doczekać, bo z częścią dziewczyn widziałam się na Meet Beauty, ale niektórych nie widziałam bardzo długo! Także nadrobimy dzisiaj wszystkie ploteczki. Ja co prawda wypadłam z obiegu i w przyszłym tygodniu będę nadrabiać wszystko na blogu i na instagramie, ale damy radę! Mały update też zrobię, bo dużo się ostatnio w moim życiu zadziało, także stay tunned!
Ja lecę się zbierać i ogarniać, a Was zapraszam na recenzję! Dzisiaj będę mówić o wegańskim i certyfikowanym żelu pod prysznic z palmarosą i pomarańczą, który ma za zadanie nas pobudzić od Bentely Organic!

Bentley Organic, Skin Blossom
pobudzający żel pod prysznic
z palmarosą i pomarańczą


Pobudzający żel pod prysznic z serii Skin Blossom. Energetyzujący zapach świetnie sprawdzi się o poranku. Żel pod prysznic z palmarosą i pomarańczą ma na celu nawilżyć oraz oczyścić skórę. 

Produkt certyfikowany wegański, o wysokiej koncentracji ekstraktu z pomarańczy.

Skład: Aqua, Cocoamidopropyl Betaine, Sodium Coco-Sulfate, Decyl Glucoside, Coco-Glucoside, Benzyl Alcohol, Glycerin, Sodium Chloride, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Parfum, Limonene, Sucrose, Laurate, Sodium Benzoate, Dehydroacetis Acid, Tocopherol, Citric Acid, Cymbopogon Martinii (Palmarosa), Pelargonium Graveolens (Rose Geranium) Flower Oil, Geraniol


Żel pod prysznic znajduje się w białym nieprześwitującym opakowaniu z pompką, którą można zablokować, co wiadomo jest ogromnym udogodnieniem. Na opakowaniu są wszystkie najważniejsze informacje. Dzięki pompce bardzo wygodnie dozuje się produkt na myjkę. Na raz wyciskam 2-3 pompki, bo żel słabo się pieni, a ja lubię pianę, ale tak ogólnie - jedna wystarczy. Plus często się zdarza, że żel ucieka mi z myjki, dlatego wolę sobie więcej wycisnąć "na zaś".
Konsystencja nie przypomina zwykłych i standardowych żelów pod prysznic, jest bardziej zbita, gęsta, lekko glutowata i pewnie dlatego czasem skapnie z myjki.
Zapach mi za bardzo nie podchodzi - pachnie mi gorzkimi pomarańczami, nie w moim stylu, ale skład nie jest niczym podrasowany, to pewnie dlatego. Kwestia przyzwyczajenia, ale nie jest dla mnie energetyzującym i pobudzającym zapachem.


Działanie żelu jest dobre, jak to żelu. Od nich wymagam tego, żeby fajnie umył ciało i nie wysuszył go. To robi; dobrze myje i oczyszcza skórę, która po prysznicu jest miękka, gładka i miła w dotyku. Czasem po kąpieli odczuwam lekkie ściągnięcie skóry, ale nie zawsze. Balsamu staram się używać po każdym prysznicu, ale jak czasem mi się zapomni, bo też nie mam problemów z suchą skórą. Nie podrażnia, nie uczula i nie wysusza.


Dla mnie żel przede wszystkim ma pięknie pachnieć i nie wysuszać skóry. Drugie się zgadza, ale pierwsze nie do końca. Zapach mi bardzo nie podpasował, dlatego ja do tego produktu już nie wrócę, bo mi musi pachnieć. Ale cała reszta jest jak najbardziej w porządku - nie podrażnia i nie wysusza. Poza tym, produkt będzie ideałem dla fanów organicznych i wegańskich produktów, bo ten taki jest na pewno.

Dajcie mi znać, czy znacie markę Bentley Organic? Bo ja pamiętam, że miałam kiedyś równoważące mleczko do ciała, którego zapach też nie do końca mi się podobał, ale to jak nawilżał skórę, to był sztos! Więc marka na pewno warta polecenia ;).


Cheers! naturalnie na zdrowie z Vitaminą C

29 kwietnia 2018


Witam Was ponownie! Mamy weekend, więc dawajcie mi znać co robicie i jakie macie plany! A jeżeli ktoś z Was jest w Zakopanem to dawajcie mi znać, bo ja tu jestem i może uda się spotkać, zrobić coś razem - fajnie by było! Jak coś to zapraszam na mój instagram, gdzie sporo górskich, tatrzańskich rzeczy się pojawia. Wiecie, że kocham Tatry i to moje małe miejsce na świecie, więc możecie się domyślać, że jestem tu najszczęśliwsza.
Kończąc moją ekscytację oraz radość, zapraszam Was dzisiaj na recenzję suplementu diety - Vitamina C marki Cheers! Naturalnie na zdrowie! 

Cheers, Vitamina C
suplement diety


Witamina C jest najbardziej znaną i niezbędną organizmowi do właściwego funkcjonowania witaminą. Jej działanie nie tylko wspiera układ odpornościowy, ale również bierze udział w produkcji kolagenu, przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania zębów, dziąseł, chrząstek i kości. Dobrze wpływa również na naczynia krwionośne. Zawiera również kwas elagowy oraz selen, nie posiada żadnych sztucznych dodatków, barwników oraz konserwantów. Są najwyższej jakości wegetariańskimi kapsułkami HPMC bez substancji żelujących. 
Poza tym, dzika róża przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu trawiennego, nerek i pęcherza moczowego. Dodatkowo acerola redukuje uczucie zmęczenia oraz pomaga chronić komórki przed stresem oksydacyjnym. Bioflawonoidy cytrusowe zwiększają potencjał antyoksydacyjny wit. C i wspomagają proces jej wchłaniania.

*wzmacnia kości i stawy *wzmacnia naczynia krwionośne *zwiększa odporność organizmu *wzmacnia dziąsła i zęby
Witamina C produkowana przez Cheers pochodzi jedynie z najlepszych i naturalnych źródeł; zapewniając najszersze spektrum działania i najwyższą przyswajalność. Zalecana dzienna porcja do spożycia wynosi 3 kapsułki - popić ok. 300 ml wody, najlepiej podczas posiłku.

Skład: ekstrakt z owoców dzikiej róży; otoczka kapsułki - hydroksypropylometyloceluloza, ekstrakt z owoców gorzkiej pomarańczy; ekstrakt z owoców aceroli; ekstrakt z owoców pomarańcz słodkie;ekstrakt z nasion granatu właściwego, mąka ryżowa; drożdże wzbogacone w selen.


Swojego czasu faszerowałam się przeróżnymi suplementami, co wiadomo nie wyszło mi na dobre i zaczęłam czuć się po nich strasznie źle, więc na dłuższy czas przestałam brać jakiekolwiek tabletki. Niestety jestem świadoma tego, że moja dieta nie jest taka jaka być powinna i brakuje mi sporo witamin i innych minerałów, bo nie dość, że nie przepadam za gotowaniem to też za bardzo nie dbam o to, co jem; nigdy nie mam czasu i tak się potem kończy na czymkolwiek. Dlatego postanowiłam skusić się na przetestowanie suplementu diety marki Cheers! W końcu na zdrowie to musi być dobrze i naturalnie i zdrowo.


Suplement znajduje się w sporym opakowaniu, w którym jest 90 tabletek. Przy stosowaniu trzech dziennie powinno wystarczyć nam na miesiąc. Jako, że nie przepadam za tabletkami i jestem kiepska w systematyczności staram się brać co najmniej jedną dziennie, maksymalnie dwie - zależy jak wyjdzie i jak się uda. Tabletki są dosyć spore, ale nie mam problemów z ich połknięciem, wystarczy popić dużą ilość wody i wszystko gra. Wszystkie te suplementy mi nie pachną za bardzo i te też nie powalają.


Od kiedy zaczęłam brać suplement Cheers Vitaminę C, zaczęłam czuć się lepiej. Moja odporność jest i tak słaba, ale muszę przyznać, że czułam się zdrowsza, miałam więcej energii i po prostu wszystko było lepsze. Zauważyłam też, że skóra wyglądała zdrowiej, była bardziej promienna i żywsza. Jako blogerka kosmetyczna dbam o siebie bardzo od zewnątrz, nakładam różne kremy, maski itd., ale często zapominam własnie o tym, że dbanie od wewnątrz jest nawet ważniejsze! Ten suplement Cheers! pomaga mi utrzymać się w dobrej kondycji, a że ostatnio bardzo dużo ćwiczę i dbam o wysiłek fizyczny to witamina C bardzo mi się przydaje i pomaga w regeneracji.


Suplement wydaje się być drogie, kosztuje 120zł za miesięczną kurację - 90 kapsułek. Przy moim rzadszym stosowaniu opakowanie wystarcza mi na dłużej. Ja jestem bardzo zadowolona, zauważyłam sporą różnicę w samopoczuciu, które jest teraz dużo lepsze, czuję się zdrowsza i mam więcej energii. Dotarło do mnie, że dbanie o siebie od wewnątrz jest równie ważne i zaczęłam też przy okazji pić dużo więcej wody, więc wszystko wyszło mi na dobre! Polecam, bo produkt jest godny wszystkiego!



Santaverde, żel oczyszczający na bazie soku aloesowego

26 kwietnia 2018


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Ja niestety z Meet Beauty wróciłam trochę chora, więc na chwilę obecną staram się wykurować na maksa, bo jutro jadę do Zakopanego, a tam zdrowie się przyda, co by się nie zasapać na pierwszym podejście na górę! Tym bardziej, że mamy bardzo spore plany,co do wycieczek więc życzcie mi dużo zdrowia!
Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu z drogerii https://www.ekodrogeria.pl/ na bazie soku aloesowego, a że a bardzo lubię aloes to i kosmetyku byłam mega ciekawa!

Santaverde, Naturkosmetik
żel oczyszczający na bazie soku aloesowego


Lekki żel oczyszczający zawierający sok aloesowy jest przeznaczony do dokładnego i głębokiego oczyszczenia cery normalnej oraz tłustej. Dzięki zawartości soku aloesowego, soku jabłkowego oraz łagodnych substancji myjących pochodzenia roślinnego żel delikatnie usunie pył i pozostałości makijażu, a także wszelkie zanieczyszczenia bez jakiegokolwiek ryzyka naruszenia naturalnej bariery ochronnej skóry i jej wysuszenia. Żel również chroni skórę przed utratą wilgoci i pozostawia skórę gładką, oczyszczoną oraz odświeżoną.

Skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice, Pyrus Malus Fruit Juice, Sodium Lactate, Alcohol, Lauryl Glucoside, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Xanthan Gum, Chondrus Crispus Powder, Glyceryl Caprylate, Sodium Phytate, Levulinic Acid, P-Anisic Acid, Glucose, Glycerin, Sodium Levulinate, Sodium Hydroxide, Lactic Acid, Aroma.

Sposób użycia: Nałożyć na mokrą skórę twarzy, masować, pomijając okolice oczu, a następnie spłukać ciepłą wodą.

Wiecie, że uwielbiam mocne peelingi do twarzy i nie wyobrażam sobie swojej wieczornej pielęgnacji bez właśnie takiego produktu. Z drugiej strony wiem, że akurat moja skóra, a także włosy dogadują się z aloesem jak z żadnym innym składnikiem, więc nie mogłam się oprzeć wypróbowaniu tego produktu. Żel stosowałam praktycznie co rano i czasem wieczorem zamiast peelingu, kiedy czułam, że peeling na dany dzień będzie jednak zbyt mocny.


Po pierwsze, muszę przyznać, że opakowanie żelu jest bardzo ładne i estetyczne! Od jakiegoś czasu uwielbiam białe rzeczy, minimalistyczne, które w swojej prostocie mają coś niesamowitego, a produkty marki Santaverde są właśnie takie. Wszystkie w jednym tonie i stylu, co mi się bardzo podoba i sprawia, że mogłabym mieć każdy produkt. Tubka jest lekko prześwitująca, natomiast zamknięcie na zatrzask jest bardzo solidne i dobre jakościowo, na pewno nie zdarzy się Wam, że się nagle samo otworzy.
Konsystencja nie jest aż tak żelowa, jak nazwa na to wskazuje, jest lekko wodnista i rzadka, na szczęście nie przelewa się przez palce, a bardzo wygodnie nakłada się na twarz. W kontakcie z wodą nie wytwarza się piana, ale sposób stosowania jest i tak wygodny. Nie szczypie, nie piecze i nie podrażnia ani twarzy, ani oczu.
Zapach - to jest jedna z niewielu rzeczy, do których mogę się przyczepić. Nie jest to typowo ładny, kosmetyczny zapach, a nawet nie wiem, do czego go przyrównać. Co prawda, za zapachem aloesu też nie przepadam, a skoro nie jest on potem wyczuwalny, to jest okej.


Ja jestem bardzo zadowolona z tego żelu oczyszczającego. Jest delikatny, a zarazem bardzo dobrze i głęboko oczyszcza cerę ze wszystkiego: resztek makijażu, brudu, kurzu i innych zanieczyszczeń. Rano bardzo fajnie odświeża cerę i przygotowuje ją do porannej pielęgnacji. Nie przesusza mi skóry i też nie powoduje dodatkowego świecenia, a nawet mogę powiedzieć, że lekko matowi mi cerę.
Nie powoduje ściągnięcia skóry, a za to zostawia ją w bardzo fajnym stanie - gładką i oczyszczoną. Wieczorem, mimo wszystko, raczej zostanę przy peelingach, ale raz na jakiś czas, w gorszy dzień niemechaniczne oczyszczanie również się przyda.


Ja jestem na maksa zadowolona z tego produktu i potwierdza to moje zdanie na temat aloesu, że działa rewelacyjnie, a moje ciało się z nim bardzo lubi. Skóra jest cudownie oczyszczona, nieściągnięta, gładka i bardzo miła w dotyku. Cieszę się, że znalazłam produkt, który daje mi podobne oczyszczanie twarzy do peelingu, który będzie idealnie sprawdzał się w gorsze dni czy rano. Produkt sprawił, że jestem mega ciekawa wszystkich innych produktów marki Santaverde, tym bardziej, że skład jest genialny :).

A Wy znacie tę markę ? :)


Konkurs! Wygraj zestaw 4 pomadek marki Bourjois!

22 kwietnia 2018


Lubisz pomadki? Wolisz mocno pomalowane oczy czy usta? Uważasz, że pełny makijaż to taki z idealnie wymalowanymi i kolorowymi ustami? Jeżeli tak, to mam dla Ciebie fantastyczny konkurs, w którym możesz wygrać zestaw 4 pomadek marki Bourjois! Dwie osoby wygrywają, więc szanse masz całkiem spore!

LINK DO KONKURSU

Jedyne, co musisz zrobić to wejść na mój instagram i napisać mi w komentarzu Jak wyglądają usta w Twoim stylu? Przy okazji oznacz trzy osoby, które również chętnie wezmą udział w konkursie i już za tydzień to właśnie do Ciebie mogę wysłać zestaw tych fantastycznych pomadek!

Regulamin konkursu --> https://goo.gl/MMVhu2



SheFoot, peeling gwarantujący naturalnie miękkie i gładkie stopy

20 kwietnia 2018


Dzień dobry! Jak się macie? Piszcie - kto się zbiera i pakuje na Meet Beauty?! Ja dopieszczam ostatnie szczegóły, dopakowuję walizkę, bo o dziwo mam jeszcze trochę miejsca i jak cholera nie mogę się doczekać aż wyląduję w Warszawie! Dzisiaj już zaczynamy z niektórymi dziewczynami zabawę i wielkie przygotowywania do konferencji, która zaczyna się już jutro, w co dalej nie wierzę! Jeżeli jesteście ciekawi, co się tam będzie działo to koniecznie zajrzyjcie na mojego instagrama, bo na instastory na pewno będzie grubo, będą i urywki konferencji i urywki afterparty i pokażę Wam inne fantastyczne dziewczyny, z którymi spędzę ten weekend! Poza tym, na instagramie możecie wygrać pomadki z Bourjois, więc możecie zyskać dwa w jednym!
Dzisiaj zapraszam Was na recenzję produktu do stóp. Wiecie, że o stopy nie lubię dbać, jestem słaba w regularnym smarowaniu itp., ale peeling to peeling, a ja peelingi lubię i muszę przyznać, że peeling trochę namieszał, ale na szczęście pozytywnie!


SheFoot, Peeling naturalny


Peeling posiada naturalne składniki peelingujące, dzięki czemu zmiękcza i usuwa twardy naskórek tym samym pozostawiając stopy gładkie i miękkie już po pierwszym zastosowaniu. Formuła dodatkowo wzbogacona jest D-Panthenolem, gliceryną oraz mocznikiem aby zapewnić skórze pielęgnacje i odżywienie.
Nie zawiera: bawników, parabenów, PEG, syntetycznych składników peelingujących
Tylko naturalne składniki ścieralne: pestki oliwek, łupiny orzecha włoskiego,łupiny orzechów macadamia
*hypoalergiczny, produkt przebadany dermatologicznie do skóry wrażliwek

Skład: Aqua, Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer, Sodium Laureth Sulfate, Juglans Regia Shell Powder, Urea, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin,Olea Europea Seed Powder, Macadamia Ternifolia Seedcake, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Hydroxide,DMDM Hydantoin, Panthenol, Paarfum, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal, Limonene Butylphenyl Methylpropional,Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Sposób użycia: Nanieś peeling na czystą skórę. Masuj kolistymi ruchami przez kilka minut, a następnie spłucz ciepłą wodą. Nakładanie peelingu to doskonała okazja aby sprawić stopom odrobinę przyjemności za pomocą masażu. Dla najlepszego efektu używaj peelingu dwa razy w tygodniu. Po zastosowaniu nałóż krem lub maskę do stóp.


Opakowanie peelingu jest bardzo w moim stylu; białe, estetyczne z najważniejszymi informacjami. Brakuje jedynie składu, ale on  znajduje się na kartoniku, w którym dostajemy peeling. Tubka ma bardzo solidne i mocne zamknięcie, więc spokojnie można brać ze sobą wszędzie. Poza tym, duży plus za matową tubkę, która nie wyślizguje się z rąk pod prysznicem.
Konsystencja jest dosyć gęsta, ale nie ma problemów z wyciskaniem produktu. Peeling ma w sobie mocno wyczuwalne drobinki i jest ich dosyć sporo, co mam nadzieję, że jest widoczne na kolejnym zdjęciu. Zapach jest średni, ale nie oszukujmy się, nie jest kompletnie wyczuwalny nawet pod prysznicem.


Działanie peelingu jest znakomite. Genialnie złuszcza martwy naskórek i wygładza stopy. Peeling jest gruboziarnisty, drobinek jest naprawdę sporo i bardzo fajnie działają na skórę. Efekty widoczne są już po pierwszym zastosowaniu, a regularne stosowanie naprawdę sprawia, że stopy wyglądają lepiej. Ponadto, skóra od razu jest bardziej nawilżona. Także miodzio!


Jeżeli chodzi o pielęgnację stóp, to jest to zdecydowanie mój najsłabszy punkt blogowania i dbania. Nie lubię, zawsze o tym zapominam i ciężko jest mi wyrobić sobie nawyk smarowania i regularnego ogarniania stóp. Dlatego wolę mocne działania raz na jakiś czas w postaci skarpetek złuszczających czy intensywnych masek regenerujących. Ale z tym peelingiem się bardzo polubiłam i ułatwił mi dbanie o stopy, które dzięki niemu są miękkie, gładkie i aż częściej zaczęłam sięgać po kremy - jakoś tak samo się stało. Jestem jak najbardziej zadowolona z tego produktu, bo dzięki niemu bardziej dbam o stopy, a przed latem to się przyda! Polecam Wam bardzo ten produkt ;).


Konferencja Meet Beauty - mój harmonogram
z kim się spotkam?

17 kwietnia 2018



Cześć Kochani! Uwierzycie, że konferencja Meet Beauty odbędzie się już w ten weekend? Masakra tak szybko czas mi jeszcze nigdy minął. A pamiętam, jak wrzucałam na facebook'a informację, że do wydarzenia zostało 100 dni i możemy zrobić studniówkę ;D. A ja już w ten piątek jadę do Warszawy, melduję się w Hotelu Lord i zaczynam imprezę w najlepszym towarzystwie ever! Na maksa nie mogę się już doczekać, a i tak nie mam jeszcze ogarniętego transportu, ciuchów ani nic! Aczkolwiek gwarantuję, że na instagram będzie się działo ;)). Czuję, że powinnam wziąć ze sobą co najmniej 5 powerbanków;.
Chociaż dobra, jedno mam! Swój harmonogram na konferencję:


Dajcie znać, czy z kimś z Was się spotkam na jakichś warsztatach, będę Was wyczekiwać i obczajać haha. Na pewno będę też na wykładach i panelach dyskusyjnych, bo niektórych nie mogę przegapić ;). Szkoda tylko, że się nie da rozdwoić i nie będę miała okazji być wszędzie, ale jakoś damy radę!
W ogóle mega się cieszę, że będzie tyle marek, których nie znam i mam wrażenie, że pod kątem organizacyjnym to będzie jedna z najlepiej ogarniętych imprez, na jakich miałam okazję być ;).


DermoFuture Precision, arbutyna, witamina C i śluz ślimaka

15 kwietnia 2018


Dzień dobry! Kochanie jak spędzacie weekend? Bo mi wiosna odbiła niemiłosiernie i jaram się wszystkim poza robalami, które już zaczynają wbijać mi do pokoju przez wiecznie otwarte okno. Ale kiedy jest tak ciepło to w sumie nic innego nie powinno mi aż tak przeszkadzać. I nic nie przeszkadza, jestem obecnie na maksa szczęśliwa i mam nadzieję, że ten stan utrzyma się jak najdłużej. Ale powiedzcie mi jak tu się nie cieszyć, kiedy nawet dzisiaj jest wyjątkowy dzień, a ja go spędzam w Krakowie w ZOO. Wbijajcie na mój instagram, bo myślę, że tam będę się chwalić zwierzątkami, które podziwiam. Mam zamiar zapolować na alpaki, które ostatnio uwielbiam, więc szykujcie się haha.
Dzisiaj mam dla Was recenzje bardzo fajnych produktów, masek-kremów z genialnymi składnikami, które rewelacyjnie oddziałują na naszą skórę. Są w fajnych 'próbkowych' opakowaniach, przez co mam wrażenie, że działają jak zastrzyk nawilżenia, odżywienia i regeneracji. Zresztą, poczytajcie sami!


DermoFuture Precision oferuje ekspresowe maski, kremy do twarzy z najlepszymi składnikami, jak np.: witamina C, arbutyna, śluz ślimaka, edenozyny czy ekstrakty roślinne i inne. Osobiście uwielbiam te kremy ze względu na idealne pojemności i opakowania, które można ze sobą zabrać wszędzie. Są, jak półwymiarowe produkty w próbkowych saszetkach. Nie są jednorazowe, co mnie mega cieszy, tylko właśnie można je zakręcić i ja je już używam bardzo długo, a na szczęście dzięki temu nie tracą swoich właściwości. Ja je stosuję na zmianę codziennie po głównym oczyszczaniu twarzy już od kilku tygodni i jeszcze trochę będę je używać na pewno ;).



DERMOFUTURE, EKSPRESOWA MASKA-KREM WYBIELAJĄCA
Ekspresowa maska ma podwójne działanie; wybielające oraz przeciwzmaszczkowe. Po użyciu skóra ma być rozświetlona, napięta, wygładzona, nawilżona i zrelaksowana. Ponadto, maska-krem zapewni utrzymanie kształtu włókien kolagenowych ii tworzenie nowych -młodych i zdrowych. Najlepiej stosować rano

Kiedy użyłam tej maski po raz pierwszy byłam przerażona, bo nie spodziewałam się aż takiego efektu wybieleniu - byłam biała, jak ściana i nie wiedziałam, czy to właśnie o to chodzi, czy przypadkiem nie użyłam za dużo produktu na raz. Więc efekt wybielenia jest niesamowity! Nie stosuję ich rano, bo nie jest to dla mnie efekt rozświetlenia, a wybielenia, a ja niestety jestem i tak strasznym bladziochem, więc dodatkowa biel mi nie jest potrzebna. Stosuję je co któryś wieczór, bo fajnie i długotrwale wyrównuje koloryt skóry i pomaga w pozbyciu się przebarwień. Ja jestem mega zadowolona, a jeżeli komuś zależy na wybieleniu skóry to tym bardziej powinien się skusić na ten produkt.


DERMOFUTURE, VITA-C PERFEKCYJNY KREM NA NOC
Krem, wzbogacony witaminą C, hamuje wytwarzanie melanicznego pigmentu w celu zwiększenia jasności skóry. Działa przeciwutleniająco, ochronnie, wychwytuje wolne rodniki, rozjaśnia skórę, nadaje jej świetlisty i promienny wygląd, oczyszcza koloryt skóry, dzięki czemu staje się gładsza. Ponadto krem zapewnia odpowiednie nawilżenie i odżywienie skóry.

Krem jest niesamowicie lekki, ale treściwy i od razu wiadomo, że cudownie działa na naszą skórę. Bardzo ładnie i soczyście pachnie, tak owocowo, co mi się podoba. Niewiele kremu potrzeba, żeby nałożyć na skórę, ponadto mega szybko się wchłania. Myślę, że jeżeli potrzebujecie większego nawilżenia skóry, to grubsza warstwa zadziała na Waszą skórę idealnie! Świetnie nawilża i odżywia skórę, sprawia, że staje się promienna i zdrowa - rewelacyjny efekt! Fajnie nadaje się też punktowo na bardziej suche miejsca, daje ulgę i sprawia, że skóra  się szybciej regeneruje. Ja jestem strasznie zadowolona z tego kremu, bo działanie ma mega i jest super wydajny.



DERMOFUTURE, PRZECIWZMARSZCZKOWY KREM NAPRAWCZY ZE ŚLUZEM ŚLIMAKA
Przeciwzmarszczkowy krem naprawczy natychmiast poprawia kondycję skóry, naprawia ją, pomaga w odnowieniu i przywróceniu jędrności i elastyczności, zapobiega starzeniu się, a także zapewnia maksymalne nawilżenie skóry. Ponadto, krem skutecznie unosi owal twarzy, redukuje drobne zmarszczki, łagodzi podrażnienia, a cera staje się gładka, nawilżona, promienna, lekko zmatowiona i odmłodzona.

Mój zdecydowany ulubieniec z całej trójki. Jestem typową laską bojącą się i brzydzącą się robali i wszystkiego,co obślizgłe, ale jeżeli chodzi o pielęgnację to własnie uwielbiam stosować takie bajery, jak śluz ślimaka, bo wiem, że to musi mieć sztos działanie. I na tym produkcie też się nie zawiedziecie. Cudownie nawilża i odżywia skórę, ma działanie mega długotrwale i podobnie, jak w przypadku poprzedniego kremu z witaminą C przyspiesza regenerację podrażnione i suchej miejscami skóry. Daje natychmiastową ulgę i sprawia, że skóra staje się na nowo jędrna, elastyczna i gładka. Nie wiem, jak z owalem twarzy, nie mi to oceniać, ale lekkie zmarszczki zostały spłycone, a cera wygląda bardzo dobrze! Krem nie ma żadnego specyficznego zapachu, a konsystencja jest fajnie tłusta, ale nie lepka. Szybko się wchłania i wystarcza na bardzo długo!


Powiem Wam szczerze, że sama marka mnie zaintrygowała,a to są pierwsze produkty, jakie miałam przyjemność testować. Dajcie mi koniecznie znać, jakie inne produkty są jeszcze warte uwagi :).


Dermacol winogronowy aromat pod prysznicem

13 kwietnia 2018


Dzień dobry ;). Pogoda już jest bardzo przednia, ciepło i słonecznie - normalnie lato, co mnie mega cieszy. Tym bardziej, że niedługo wybieram się do Zakopanego na długi weekend i  nie mogę się doczekać z wielu powodów. Znowu będziecie mieć spam pewnie w social media, bo jak ja jadę do Zakopanego to jaram się wszystkim i wszystkim muszę się chwalić także stay tunned, bo szykuje się naprawdę fajny wypad ;).
A dziś mam dla Was recenzję produktu, który idealnie nadaje się na taką pogodę, która nas pobudza do działania, bo żel ma takie same właściwości, a więc spotęgowane pobudzenie na pewno Was nakręci do zrobienia czegoś genialnego!

Dermacol, Aroma Ritual
antystresowy żel pod prysznic
winogrono i limetka


Antystresowy żel pod prysznic Aroma Ritual o kojącym zapachu winogron i limonki zawiera olejek z pestek winogron, który perfekcyjnie regeneruje skórę, jednocześnie utrzymując jej nawilżenie i wygładzenie. Ponadto, produkt został wzbogacony o glicerynę i zapobiega wysuszeniu. Owocowy zapach ukoi zmysły po całym i ciężkim dniu.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, PEG-40 Hydrogenated Oil, Parfum, Sodium Chloride, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Vitis Vinifera Seed Oil, Polyquaternium-7, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Hydrogenated Palm Glycerised, Tocopherol, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol,Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Hexyl Cinnamal, Linalool, D-Limonene, Citronellol,Cl 17200, Cl 42090.

Sposób użycia: należy nanieść na skórę, masować okrężnymi ruchami przez kilka minut, a następnie spłukać.

Od jakiegoś czasu zachwycam się już marką Dermacol. Każdy kolejny kosmetyk zaskakuje mnie swoimi właściwościami, konsystencją, zapachem, działaniem i wszystkim innym. Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnego kosmetyku, z mojej zdecydowanie ulubionej serii. Recenzowałam już peeling i okazał się być totalnym sztosem.


Żel znajduje się w ładny, kolorowym opakowaniu. Tubka od razu zwraca na siebie swoją uwagę i ja na pewno nie przeszłabym obok niej obojętnie, a pewnie skończyłoby się na tym, że kupiłabym wszystkie kolorowe wersje. Tubka jest wykonana z bardzo mocnego i sztywnego materiału, co trochę przekłada się na wyciskanie produktu z tubki. Nie jest zbyt elastyczne, przez co trzeba się trochę namocować, żeby wycisnąć.
Konsystencja jest typowa dla żeli pod prysznic. Tutaj nie mam nic do zarzucenia kompletnie. Niewiele produktu potrzeba, żeby się umyć, a pieni się bardzo! Co mnie mega cieszy, bo ja lubię pianę. Jeżeli chodzi o zapach to jest to zdecydowanie największy atut, jest genialny! Pobudzający, orzeźwiający, nigdy mi się nie znudzi i już za nim tęsknie!


W przypadku żeli pod prysznic, dla mnie mają głównie myć, oczyszczać i nie wysuszać dodatkowo mojej skóry. Ten żel idealnie się sprawdza w tym temacie. Fajnie myje, pieni się bardzo, nie wysusza skóry, więc jak kiedyś mi się nie chciało stosować balsamu po prysznicu to nic się nie stało. Skóra nie jest ściągnięta, a gładka i miła w dotyku. Poza tym, zapach utrzymuje się długo, co mnie mega cieszy, bo dla zapachu jestem w stanie wykupić całą serię. 


Jak widzicie ja jestem wniebowzięta stosując ten żel pod prysznic. Zapach jest genialny i nim zachwycam się od pierwszego powąchania, Świetnie myje, nie wysusza skóry i jest bardzo wydajny, a i tani. Dlatego ja jestem na maksa zadowolona i na pewno zobaczycie go u mnie jeszcze nie raz w denku, a i muszę się zakręcić obok innych wersji zapachowych.
Znacie? Jeżeli nie to bardzo, ale to bardzo polecam!


Denko - marzec 2018r.

10 kwietnia 2018



Dzień dobry! Tym razem denko pojawia się trochę później,bo nie byłam w stanie tego dograć wcześniej. Najpierw czas mi się lekko skrócił, a potem miałam mega problemy z komputerem, telefonem, przesyłaniem zdjęć i takich pierdół, których zazwyczaj nie ogarniam, ale jestem ja i jest denko! Co prawda w tym miesiącu nie będzie nowości, bo jakoś miesiąc mi się rozlazł i nie mam pojęcia, co do mnie trafiło w marcu,ale zamiast nowości jest spory przegląd kolorówki, które udało mi się pozbyć, dzięki przyjaciółce, której chciało się wszystko przejrzeć. Zabieram się do roboty, bo produktów bardzo dużo, więc zabieram się od razu do roboty.



Equilibra szampon aloesowy - szampon marki Equilibra to produkt, który sprawił, że pokochałam się z aloesem. Szampon idealnie oczyszcza moje włosy ze wszystkich zanieczyszczeń, innych produktów, a nawet olei! Co bardzo mnie cieszy, bo z nim mam pewność, że wszystko się ładnie pięknie domyje. Poza tym, kiedy byłam w Anglii i stosowałam tylko te produkty, bo za bardzo nie miałam tam czasu na olejki, spraye i inne cuda niewidy, moje włosy i tak były w dość dobrym stanie, więc naprawdę polecam.

Schwarzkopf, Gliss Kur spray do włosów, regeneracja w olejku, Fiber Therapy oraz Ultimate Resist - powiem szczerze, że na samym początku bardzo się obawiałam tych produktów, bo olejek w sprayu brzmi bardzo przetłuszczającą i obciążająco, ale nic bardziej mylnego. Te kosmetyki od razu pokochałam i zostaną w mojej pielęgnacji włosów na stałe. Po rozjaśnianiu włosów, olejki są u mnie teraz na pierwszym miejscu, a te idealnie dają radę, moje włosy,a szczególnie końcówki piją je jak szalnoe. Co prawda zużywam, jak na razie jedno opakowanie w 2 tygodnie, co jest średnio opłacalne, ale nic na to nie poradzę, że sama ich nadużywam ;).

Head&Shoulders, szampon przeciwłupieżowy, citrus fresh - szampon, który nadaje się zawsze na ekstremalne sytuacje. Rzadko kiedy mam problem z łupieżem, ale jak już to zawsze sięgam po ten. Dobrze oczyszcza włosy, uspokaja skórę głowy i potrafi zdziałać cuda praktycznie od razu od samego początku stosowania.

Ziaja, tonik zwężający pory, liście manuka - ten tonik pojawia się już tutaj któryś raz z kolei. Uwielbiam jego działanie, zapach, butelkę, design i fakt, że można go rozpylać. Cudownie działa na moją skórę, uspokaja ją i pomaga mi utrzymać ją w stanie idealnym przez cały czas. Fajnie też działa pod różne maski, rano, wieczorem - zawsze. Poza tym, jest tani i na maksa wydajny, więc lepiej być nie może.

Isana, zmywacz do paznokci - od kiedy pamiętam stosuję tylko i wyłącznie ten zmywacz do paznokci. Jest mega wydajny, strasznie tani i w dodatku można go dorwać często na promkach w Rossmannie, więc dla mnie produkt idealny i na pewno będę do niego zawsze wracać.

Dermedic, krem pod oczy do skóry odwodnionej - krem bardzo polubiłam. W między czasie miałam/mam już inne produkty, ale bardzo chętnie wrócę właśnie do tego produktu, kiedy przetestuję wszystkie inne kremy pod oczy. Bardzo podoba mi się tubka, która jest niewielka, zajmuje mało miejsca i bardzo łatwo zabrać ją ze sobą dosłownie wszędzie. Działanie ma równie genialne. Fajnie nawilża skórę pod oczami, sprawia, że jest napięta, jędrna, a spojrzenie wygląda cały czas promiennie.

Naturalis, wiesiołkowa pomadka do ust - ten produkt odkryłam dopiero po jakimś czasie. Bardzo długo miałam tę pomadkę, ale jakoś stosowanie jej nie było u mnie po drodze, a z pomadkami mam to samo co z kremami do rąk, potrafię jeden produkt męczyć długimi miesiącami zanim w końcu uda mi się już wykończyć do końca. Ta pomadka mega nawilża i odżywia usta, stają się dzięki temu mega miękkie i gładki w dotyku, więc ja bardzo się z nią polubiłam.

Dermacol, żel pod prysznic winogrono i limetka - to jest zdecydowanie mój zapachowy ulubieniec tego roku. Marka odkryta jakoś w październiku, a gdybym mogła wzięłam bym dosłownie wszystko te marki o tym zapachu. Nigdy nie miałam niczego aż tak orzeźwiającego i sprawiającego, że mi się chce. Że mi się chce działać,coś robić i w ogóle przy okazji pachnę ładnie. Dla mnie cudo, bo wiadomo, że żel ma głównie pachnieć i nie wysuszać skóry, a ten żel to robi!


Lirene, multi-regenerujący balsam do ciała -  kolejny balsam marki Lirene, który okazał się być mocnym średniakiem. Zapach standardowo ładny, konsystencja też bardzo fajna i nawet szybko się wchłania. Posiadał w sobie przy okazji jakieś drobinki, które również pod wpływem ciepła się rozpuszczały i nie było po nich śladu. Działa, jak każdy inny balsam, lekko nawilża, odżywia i sprawia, że skóra jest idealna w dotyku, ale nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym.

Joanna, peeling myjący wygładzający z wiśnią - zastanawiam się, czy te peelingi w ogóle jeszcze istnieją, bo ja znalazłam jeszcze jakieś stare w szafce z nie wiadomo nawet kiedy, ale lubiłam je. Są gruboziarniste, zapach mają mega intensywny, ale niestety wystarczają na kilka użyć. Mega niewydane, szybko się kończą i nawet nie wiem czy jeszcze gdzieś można je w ogóle dorwać.

Dermacol, Aroma Ritual, olejek do ciała, olejek winogronowy z limetką - olejek będzie miał na pewno swoją oddzielną recenzję, ale jak bardzo go uwielbiałam, bo zapach mi spasował tak samo, jak i żel pod prysznic z te samej serii. Działanie miał również świetne. Włosy były nawilżone, gładkie, miłe w dotyku, mięsiste i nie miałam im nic kompletnie do zarzucenia. Ale niestety olejek w moim przypadku skończył się w dosłownie 5-6 użyć. Ja wiem, że nie oszczędzam takich rzeczy i zawsze nawalam bardzo dużo olejku na włosy, ale no niestety za bardzo mało wydajny.

Catrice, HD Liquid Coverage Foundation - ten fluid już się tu pojawiały w różnych kategoriach. Ostatecznie ląduje w średniakach, bo to jak mnie zapchał to niestety szkoda. Uwielbiam jego odcień, to jak się wtapia w skórę i jest na niej dosłownie cały dzień,ale wkurza mnie to, że kiedy go używam to co chwilę pojawiają się nowe niedoskonałości.

Bioliq, intensywne serum rewitalizujące - serum Bioliq było pierwszym tego typu produktem z jakim miałam do czynienia. Byłam z niego bardzo zadowolona, miał mega orzeźwiający zapach, idealnie nadawał się pod różnego rodzaju maski czy mocniejsze kremy, a skóra wyglądała dużo lepiej niż wcześniej. Ale! Znalazłam lepsze serum, dlatego ten ląduje w średniakach, a moim nowym cudzie już niedługo przeczytacie.

Be Beauty, płatki kosmetyczne - płatki, jak płatki. Najlepsze te biedronkowe, bo najbardziej opłacalne, nie rozwarstwiają się inie 'piją' za dużo produktu. W sumie dopiero teraz zauważyłam, że są jakieś dwie wersje; zwykłe i z dodatkiem aloesu, ale ja jakoś różnicy między nimi nie widzę.

Apart Natural, Liquid Soap Cream, mydło w płynie - i znowu podoba sytuacja, co wyżej. Mydło, jak mydło, zawsze biorę jakiekolwiek. Najważniejsze to żeby ładnie pachniało i nie wysuszało dłoni, a że trafiam na same takie to nie mam jeszcze swoich ulubieńców, a Wy?

Marion, chusteczki do higieny intymnej - i tu znowu podoba sytuacja. Chusteczek do higieny intymnej nie mam ulubionych. Biorę jakiekolwiek, bo mam wrażenie, że wszystkie mają takie same odświeżające działanie; ).


Nivea, dry comfort, antyperspirant - produkt jest ogólnie fajny, ładnie pachnie, ale ta konkretna wersja strasznie brudzi ubrania. Co dziwne, tylko ta, bo inne zapachy już tak nie robią ;).

Dior, Diorshow Iconic Overcurl, Catwalk tusz do rzęs - trafił do mnie kiedyś na maksa z dupy i przez przypadek i do dupy się okazał. Myślałam, że będzie sztos, atu wyszła klapa. Zapach miał tragiczny, rzęsy sklejał przeokropnie i  w sumie nic mi w nim nie pasowało. Nie wiem czy to jakaś beznadziejna wersja mi się trafiła, co w sumie by mnie nie zdziwiło, ale użyłam go tylko raz i nigdy więcej.

Revitalash, spotlight highlighting pencil, zaczarowany ołówek do rozświetlania urody - ołówek do rozświetlania nie nadaje się do niczego. Był strasznie twardy, żeby móc cokolwiek nim zrobić trzeba było mocno przyciskać ołówek do skóry, a to wiadomo, że nie jest za fajne, bo i zostawiał grudki i nie dało się go rozetrzeć, nic. Kolor też mi się nie podobał był taki jakby zabrudzony żółty - nieładny.


Próbek, jak zawsze mało, haha. Myślałam,że jak zacznę chodzić na basen to w końcu będę zużywać i zużywać, a tu nic. No, ale - może w końcu się ogarnę! To co mogę Wam powiedzieć to żel pod prysznic z Isany jest bardzo fajny, żeby go gdzieś ze sobą zabierać, idealna konsystencja no i zapach mega, więc może kiedyś przy okazji skuszę się na pełnowymiarowy produkt. Dalej mamy maskę Carbo Detox Bielenda, którą nakładało się na twarz bardzo fajnie. Często mam problemy z tego typu produktami, ale akurat ta maska super się nałożyła, nic nie spływało, kapało, idealnie się ściągnęła. Użyłam jej raz, więc co do działania za dużo nie mogę powiedzieć, ale skóra po była oczyszczona, koloryt był wyrównany i wszystko grało.

No i teraz przechodzimy do wyrzuconej kolorówki, którą przejrzałam razem z przyjaciółką. I gdyby nie ona, wiem, że to wszystko dale leżało by u mnie w pudełkach- standardowo nieużywane. Nie pozbyłam się tych produktów, bo były beznadziejne, ale niektóre miałam już w kosmetyczce dobrych kilka lat - pewnie z 5 -6 nawet haha, niektóre nieużywane, bo kolory nie te itd.


Paletki cieni od Eveline i Hean zostawiłam sobie kilka, bo je uwielbiam, te wyrzucam, bo powielają mi się kolory. Paletki Eveline są genialne, mocno napigmentowane, znajdziemy tam brokatowe i matowe cienie, fajne połączenia, dzięki którym będzie można wyczarować kilka różnych fajnych makijaży. Te z Hean są mniej napigmentowane, większość jest matowych i trochę się osypują, ale z nich korzystam, kiedy mam ochotę na delikatny make-up. Cienie z Virtual, Vipery i Joko to chyba jedne z pierwszych, jakie dostałam na pierwszych spotkaniach blogerek. Potrójne cienie z Virtual i Joko mają zdecydowanie nie moje kolory. I jeszcze jeden cień od Peggy Sage, zbyt rudawy, jak dla mnie.


Kolejne, tym razem, cienie od Bell w kredce, które osobiście uwielbiam. Nie wiem tylko na co mi ten piękny niebieski kolor, który sama kupiłam, ale tak to jest kiedy promocje uderzają do głowy haha. Z kolei brąz był piękny, świetny kolor, jakościowo też są rewelacyjne, ale coś się z nim stało, że już za bardzo nie da się nim malować. Kilka kredek do oczu, które leżały nieużywane bardzo długo; Paese, Lovely, Mariza, Sensique. Jak widzicie kolory różne, kiedyś kiedyś kombinowałam, używałam, ale teraz już się przestałam oszukiwać, że wrócę do nich.  Pozbyłam się też dwóch pomadek od Paese i Joko. chociaż osobiście myślałam, że więcej pójdzie w odstawkę, ale dobre i to. Z kolei baza pod cienie od Lily Lolo mi niestety nie spasowała. Była zbyt twarda i nie dało się łatwo nałożyć na powieki, odcienie też były dziwne i mam wrażenie, że w ogóle nie działała, jak powinna; cienie się rolowały i w ogóle nie wiem po co ją tyle trzymałam.

No i takie denko się zrobiło w tym miesiącu. Cieszę się, że udało mi się pozbyć trochę kolorówki, zawsze to lżej na duszy. A ogólnie denko wyszło mi na: prawie 800zł. Trochę masakra, ale tym razem doszło sporo kolorówki, produkty Dior'a i Revitalsh'a, więc nic dziwnego.

Jak Wasze zużycia w marcu :)?


Wyniki konkursu z Ekodrogeria

06 kwietnia 2018


Hej Wam! Dzisiaj szybka akcja, bo przychodzę do Was z wynikami ostatniego konkursu, w którym można było wygrać balsam pod oczy marki Nikel, dzięki Ekodrogeria.pl 

Już niedługo odezwę się do następujących trzech osób:
Gratulacje dziewczyny!




Gratuluję <3 !


W.KRUK sprawia, że czuję się wyjątkowa

03 kwietnia 2018




Na tle wszystkich sklepów z biżuterią, W.KRUK od zawsze przyciągał moją uwagę i był dla mnie symbolem czegoś wyjątkowego i wartościowego. Uwielbiałam przeglądać na wystawie biżuterię, która dla mnie jest powiązaniem stylu i klasyki z nowoczesnością, która pasuje do wszystkiego. Zawsze wtedy myślałam, że pewnego dnia będę mogła zakładać biżuterię właśnie marki W.KRUK, jako elegancka, spełniająca się i szczęśliwa kobieta. 


I wiecie co?


Mogę śmiało przyznać, że jestem bliska uzyskaniu właśnie tego, co sobie wymarzyłam x lat temu. Zaczynam rozumieć sens kupowania właśnie takiej biżuterii, jaką oferuje nam W.KRUK, czyli eleganckiej, dobrze wykonanej, z którą na pewno prędko się nie rozejdziemy. Wszystko zaczęło się na studiach, kiedy z dziewczynami obdarowałyśmy się na urodziny takimi samymi naszyjnikami. Wszystkie trzy jesteśmy różne, a mimo wszystko ten naszyjnik pasuje każdej, co świadczy o tym, że ta marka ma naprawdę w sobie coś magicznego, co przyciąga wiele osób. Muszę Wam powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona jakością tej biżuterii, często zdarzało się, że coś mi szarzało, czy po prostu się psuło, z tym naszyjnikiem już od kilku lat nie mam żadnych problemów, cały czas wygląda znakomicie i jak nowy.





Z kolei, motyw kwiatu lotosu jest przy mnie już od bardzo dawna, chodzi za mną nawet pomysł zrobienia sobie takiego tatuażu. Jest bardzo kobiecy i sprawia, że nie potrzebuję żadnej innej biżuterii. Muszę przyznać, że sam design też jest ciekawy, a mianowicie te dodatkowe łańcuszki łączące się z kwiatem, dodają mu wyjątkowego charakteru, a ja jestem na maksa zakochana. Pasuje mi on do wszystkiego; do eleganckich sukienek, koszul, zwykłych T-Shirtów, koronkowych ładniejszych bluzek, każdej stylizacji doda wyjątkowego charakteru.


Wiele osób mnie już o niego pytało na Instagramie, skąd on jest, więc tajemnica rozwiana - W.KRUK.




Poza tym, jest coś jeszcze na co chciałabym zwrócić Waszą uwagę. Koniecznie musicie zobaczyć kolekcję Kwiaty Nocy! Jest tak przepiękna, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Biżuteria będzie towarzyszyć mojej koleżance w dniu jej ślubu i wybór mnie całkowicie nie dziwi. Biżuteria ma coś w sobie, jest przepiękna, niepowtarzalna i wyjątkowa dokładnie tak samo jak okazja. Dzięki unikatowemu wyglądowi podkreśli i strój panny młodej i samą uroczystość. Mamy do wyboru chabry, maki, lilie oraz bratki. Dla mnie zdecydowanie wygrywają lilie oraz chabry pod względem motywu, jak i kolorystycznie. Dajcie znać, na co Wy byście postawili ;).



Niesamowite jest to, jak człowiek się zmienia. Kiedyś obwieszałam się tanią i jakąkolwiek biżuterią od góry do dołu, a teraz stawiam na elegancję i prostotę, wolę zdecydowanie klasykę, która pasuje mi do wszystkiego. Jeżeli nie znacie marki to gwarantuję Wam, że zakochacie się od pierwszego wejrzenia w wyglądzie i jakości, jak tylko się z nią zetkniecie. Wejdźcie TUTAJ i sprawdźcie przepiękną kolekcję Kwiaty Nocy od W.KRUK.