Hean Slim no limit, czyli genialne peelingi cukrowe

23 czerwca 2018


Dzień dobry! Kolejny dzień, kolejny weekend, kolejny wpis. Obecnie w Łodzi jest See Bloggers, więc zastanawiam się ile Was tutaj w sumie zostało, ale jak nie dziś to od poniedziałku pewnie z większym powerem wrócicie do blogosfery i będziecie nadrabiać wszystko. Na event się dostałam, ale od początku nie byłam przekonana, żeby jechać... strasznie chciałam jechać nad morze i gdyby wydarzenie miało miejsce właśnie tam - to na pewno bym pojechała, a tak do Łodzi jakoś średnio. No cóż, może za rok ;).
A teraz mam dla Was recenzje peelingów do ciała, o której zabieram się już od bardzo dawna! Bo fajnymi kosmetykami tym bardziej chcę się z Wami dzielić i w końcu udało mi się ogarnąć i napisać, więc zapraszam :)!

Hean Cosmetics
Slim no limit


Peelingi cukrowe z tej serii mają za zadanie głównie modelować, ujędrnić i uelastycznić nasze ciało, złuszczyć martwe komórki naskórka, odświeżyć, oczyścić i wygładzić skórę. Ponadto pobudzają ukrwienie i dotleniają skórę, odświeżają i tonizują skórę, stymulują odnowę naskórka. Mają działanie przeciw-starzeniowe, przeciw-obrzękowe Przy okazji, nawilżają, zapobiegają podrażnieniom i sprawiają, że skóra jest miękka i gładka, a pory odblokowane.
Należy stosować je co najmniej dwa razy w tygodniu by uzyskać rezultat sprężystej skóry.
Jest jeszcze trzeci rodzaj peelingu z tej serii - peeling solankowy - ale jakoś nigdy na niego nie trafiłam.


JAGODA ACAI I WIŚNIA JAPOŃSKA
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Polyethylene, Cocamidopropyl Betaine, PEG-12 Dimethicone, Glycerin, Propylene Glycol, Triethanolamine, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Polysorbate 20, Glyceryl Laurate, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Prunus Serullata Flower Extract, Potassium Cocoyl Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Parfum, Hydrogenated Jojoba Wax, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, 3-diol, Cl 17200, Cl 42090.
Składniki aktywne: mikrogranulki olejku jojoba, ekstrakt z jagód acai, ekstrtakt z wiśni japońskiej, D-panthenol

Mój zdecydowany ulubieniec z całej dwójki. Pachnie mega winogronowo, soczyście i owocowo. Opakowanie jest też fajne, przeźroczyste, więc wszystko widać, na zatrzask, który się nie zacina i wygodnie jest go otwierać pod prysznicem, więc okej. Konsystencja peelingu jest drobniejsza od wersji limonkowej, przez co jest delikatniejszy i dla bardziej wrażliwej skóry będzie lepszy. Nie trzeba używać ogromnych ilości, raczej tak standardowo. Genialnie złuszcza martwy naskórek i sprawia, że skóra jest idealnie gładka, miękka i miła w dotyku. Wygładzenie oraz lekkie nawilżenie i odżywienie da się wyczuć już po pierwszym użyciu. Jedyne na co trzeba uważać to na fakt, że peeling lubi farbować, więc po użyciu trzeba dopilnować dodatkowego opłukania wanny czy kabiny prysznicowej. Ale ja jestem mega zadowolona i zawsze do niego wracam.

LIMONKA, ŻEŃ-SZEŃ
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Polyethylene, Cocamidopropyl Betaine, PEG-12 Dimethicone, Glycerin, Propylene Glycol, Polydorbate 20, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Glyceryl Laurate, Hederahelix Extract, Panax Ginseng Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Potassium Cocoyl Hydrolyzed Collagen, Parfum,  Limonene, Linalool, Panthenol, Sucrose, Hydrogenated Jojoba Wax, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, 3-diol, Cl 19140.
Składniki aktywne: mieszanka cukru i złuszczających drobinek, limonka, wyciąg z żeń-szenia, wyciąg z bluszczu, D-panthenol

Żółta wersja ma trochę grubsze drobinki, ale niewiele. Opakowanie ma takie samo, wszystie informacje znajdują się na tubce, zamykana jest na zatrzask, który jest bardzo solidny, więc nie ma obaw, że gdzieś się sam nam otworzy. Ogólnie zapach jest bardzo cytrusowy, odświeżający i energetyzujący idealne na poranki, kiedy nam się nic nie chce. Na pewno Was obudzi i postawi do działania. Skóra po jego użyciu jest tak samo wygładzona, odżywiona, miękka, gładka i miła w dotyku, martwy naskórek jest idealnie złuszczony. Peeling również lekko nawilża skórę, co jest super. Ten peeling akurat nie barwi, więc przy nim nie trzeba na nic uważać.


Podsumowując, mega uwielbiam te peelingi, są tanie, kosztują ok. 11zł i można je dorwać w Rossmannie i czasami nawet w zwykłych, większych sklepach, gdzie jest wszystko, co mega mi się podoba. Peelingi pachną obłędnie, mają idealną konsystencję, robią robotę dokładnie tak, jak powinny, więc mega. Ja polecam! 


Fitomed, mój krem nr 10 - przeciwzmarszczkowy krem pod oczy

21 czerwca 2018


Dzień dobry! Gotowi na lato? Pogoda nas rozpieszcza w dalszym ciągu, chociaż na zbliżające się dni zapowiadają burze, których nie mogę się doczekać. Nie mogę się też doczekać lata, wyjazdów, wczoraj byłam na zakupach, więc nowe stroje kąpielowe są, flaming kupiony, więc można się lansować haha. Chociaż i tak, dla mnie mogłaby być już jesień, ale cierpliwie poczekam tych kilka miesięcy.
Dziś będzie o kremie pod oczy. Akurat recenzji tych kremów znajduje się na moim blogu wiele. Co chwilę testuję nowe produkty i sprawdzam, który lepszy, który gorszy. Przyznam, że mam w miarę szczęście do kremów, bo jeszcze nie trafiłam na jakiegoś ogromnego bubla. Dzisiaj będzie o kremie od Fitomed z białą herbatą.

Fitomed, Mój krem nr 10
przeciwzmarszczkowy krem pod oczy
"Biała herbata"


Krem pod oczy na dzień oraz na noc ma za zadanie nawilżyć oraz wygładzić skórę w okolicach oczu. Poza tym, chroni przed promieniami UV w niewielkim zakresie SPF. Dzięki obecności naturalnych substancji takich, jak antyoksydanty, witaminy oraz kwas hialuronowy działa również przeciwzmarszczkowo oraz odmładzająco. 

Składniki aktywne: świeży napar z białej herbaty, olej arganowy, olej z avocado, masło kakaowe, masło shea, kwas hialuronowy
Skład: Aqua, Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract, Argania Spinosa Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyspermum Parkii (Shea) Butter, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, D-Panthenol,, Trilaureth-4-Phosphate Caprylic/Capric Triglyceride, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Phenxyethanol, Ethylhexylglycerine.


Krem znajduje się w małej buteleczce z pompką, która działa bez zarzutu. Łatwo jest wycisnąć tyle produktu ile chcemy. Na opakowaniu znajduje się jedna naklejka, która się powoli odkleja, co widać nawet na zdjęciach. Opakowania są proste i w sumie estetyczne, ale wyglądają trochę tanio, tak jakbym sama sobie taki krem zrobiła. Może i taki jest zamysł producenta, ale ja bym wolała, żeby przynajmniej nic mi się nie odklejało z opakowania.
Konsystencja kremu jest dość gęsta, zbita i treściwa, ale zarazem lekka i bardzo fajnie rozsmarowuje się go na skórze. Niewiele produktu potrzeba, żeby nałożyć w okolice oczu. Zawsze na noc nakładam więcej produktu, a na dzień aplikuję cienką warstwę. Krem się dobrze i szybko wchłania, nie pozostawia po sobie tłustej ani lepkiej warstwy, więc szybko można również przejść do nakładania makijażu.
Zapach, jak dla mnie, jest kompletnie niewyczuwalny.


Po stosowaniu tego kremu widać większe nawilżenie cienkiej skóry pod oczami. Skóra była jeszcze bardziej delikatna oraz wygładzona. Muszę przyznać, że cienie pod oczami zostały lekko zmniejszone, dzięki czemu spojrzenie wygląda promiennie, świeżo i zdrowiej. Skóra nie została podrażniona, oczy mnie nie piekły ani nie łzawiły. Poza tym, krem jest bardzo wydajny, bo naprawdę nie trzeba nakładać nie wiadomo jakich ilości, co przy cenie 22zł, wygląda całkiem okej. Jestem bardzo zadowolona z tego kremu i mogę go wam serdecznie polecić.


Blogerki na Majówce - wygrane licytacje oraz upominki

19 czerwca 2018


Dzień dobry! Ostatnio wspomniałam Wam, że weekend majowy zakończyłam spotkaniem blogerek w starym i znanym mi gronie. Jeżeli chcecie poczytać o samym spotkaniu, restauracji oraz licytacji to koniecznie zajrzyjcie do poprzedniego wpisu. 
Dzisiaj pokażę Wam moje wygrane licytacje raz upominki od sponsorów - sporo nowości.
Zacznę od produktów z licytacji :)

Na książkę czaiłam się od samego początku, jak tylko ją zobaczyłam! 'Eat retty every day' to pozycja od firmy Znak, która ma na celu sprawić, że staniemy się najpiękniejszą wersją samych siebie dzięki rewolucyjnemu sposobowi na piękno, zdrowie i szczęście. Na każdy dzień roku mamy podany jakiś przepis, wskazówkę albo ciekawostkę, które mają zastosowanie oczywiście cały rok. Kolejne rzeczy, jakie wylicytowałam to pędzelki marki Nanshy. Jak tylko je zobaczyłam od razu stwierdziłam, że muszą być moje, więc podbijałam od razu wysoko, a co! I takim właśnie sposobem w moje ręce trafił zestaw pędzelków do makijażu oka, a także pędzelek do strobingu. A poniżej na zdjęciu znajduje się jeszcze olejek do demakijażu z genialną ściereczką marki Resibo, na którą ostatni choruję ;).


Za marką BingoSpa nigdy jakoś nie przepadałam, ale jak zobaczyłam ile cudowności marka dla nas przygotowała na licytację to musiałam wziąć udział i się udało! Takim sposobem będę testować kolagenowe mleczko do mycia rąk, serum szampon arganowy, peeling solny, arganową maskę do włosów, peeling błotny, żel pod prysznic, serum do ciała, balsam do dłoni i algową maskę do twarzy.


Last but no least, Constance Caroll to w miarę nowa marka w mojej kosmetyczce, ale pokochałam ją od razu, więc z chęcią zabrałam się za licytowanie ich kosmetyków. Na moim instagramie możecie zobaczyć piękną pomadkę, którą dostałam już kiedyś kiedyś, ale na jesień jest idealna! A udało mi się wylicytować matową kredkę do ust, tusz do rzęs, eyeliner, cień do powiek w fajnym neutralnym odcieniu oraz puder w kamieniu.


I teraz reszta produktów, czyli upominki od sponsorów. Wszystkie firmy przekazały produkty nie tylko na licytacje, ale również postanowiły obdarować nas wszystkie drobnostkami.

Od CD każda z nas dostała zestaw z serii Orange Blossom, składający się z dezodorantu w sprayu, dezodorantu w kulce oraz deo atomizera. 


Od Bourjois dostałyśmy zestaw kilku nowych pomadek The Lipstick, co oznacza, że brakuje mi już tylko jednej do kolekcji. Poza tym, w paczkach znalazła się jeszcze niebieska kredka, BB Cream Healthy Mix oraz tusz do rzęs z lusterkiem, który tak sobie upodobałam, że d jakiegoś czasu używam go codziennie.


Chias Suprfood to firma, którą widzę już jakiś czas, a specjalizuje się w płynnych przekąskach. Moje dwie poniżej jeszcze czekają na swoją premierę, ale niedługo zabiorę je gdzieś ze sobą i sprawdzimy, co to za dobroci ;).


Bi-es zafundowało nam różne perfumy. Do mnie trafiła Ti amo o pięknym różanym zapachu, a że róże to zdecydowanie coś, co lubię, to ja jestem mega zadowolona ;).


Ekert Nail zadbało o nasze paznokcie i dostałyśmy od nich lakier do paznokci, bazę pod hybrydy oraz różne akcesoria do wykonywania manicure.


Od Nanshy do mojej kolekcji dołączył kolejny pędzel tym razem do konturowania. Uwielbiam nakładać nim bronzer!


Chic Chiq podarowało nam maski, mi trafiła się czekoladowa.


Resibo poza przekazaniem produktu na licytację, podarowało wszystkim uczestniczkom spotkania pakiet próbek.


I na koniec, Constance Caroll czyli to samo, co udało mi się wylicytować x2. Jako, że kocham te kosmetyki to mega się ucieszyłam! W tej paczce dodatkowo doszedł mi jeszcze puder bambusowy ;).



Oke! To by było na tyle :). Od czego zacząć wielkie testowanie? Dawajcie znać w komentarzach, w sumie część produktów już używam :)


Blogerki na Majówce 05.05.2018r.

17 czerwca 2018


Spotkanie odbyło się ponad miesiąc temu, ale trzeba o nim wspomnieć prędzej czy później! Dostałam zaproszenie od Karoliny oraz Katarzyny i na maksa się ucieszyłam. Spotkanie w starym i sprawdzonym gronie, z dziewczynami, z którymi znam się już dobrych kilka lat i zawsze każde spotkanie z nimi jest wyjątkowe i genialne. Poza tym, w tym roku weekend majowy składał się w sumie z dwóch weekendów. Pierwszą część spędziłam w Zakopanem i był to niesamowity wyjazd, dlatego mega się ucieszyłam, że zakończę majówkę spotkaniem z dziewczynami i będę mogła opowiedzieć wszystko, co się działo i co się zmieniło ;)


5 maja spotkałyśmy się następującym składzie: Ania, Magda, Asia, Karolina, Katarzyna, Gabi, Asia oraz Mariola w Starym Browarze w Rzeszowie. Byłam tam po raz pierwszy, ale na pewno będę wracać do tego miejsca nie raz! Piwo mają przepyszne (i duże więc, można się napić raz, a dobrze), jedzenie też, restauracja jest ogromna,więc miejsca jest sporo. Dlatego na pewno tam jeszcze zawitam kiedyś nie raz ;).


Jak co spotkanie, musiałyśmy obgadać wszystko i wszystkich, bo dlaczego nie, haha. W końcu tyle się dzieje, nie tylko w blogosferze, ale i w naszych prywatnych sferach, a że zawsze się wspieramy i stoimy za sobą murem to chcemy być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami :) Jak na blogerki przystało gadałyśmy też sporo o kosmetykach, firmach, nowych markach, konferencjach i wszystkim, co z blogosferą jest związane. Dodatkowo piwko, drinki i pyszne jedzonko, więc czego chcieć więcej?






A no właśnie! Już od jakiegoś czasu na spotkaniach wspieramy nie tylko siebie, ale i innych. Lubimy pomagać i nigdy z tego nie rezygnujemy, jeżeli mam ku temu okazję. Tym razem dziewczyny postanowiły wesprzeć małą Lenkę chorą na padaczkę lekoodpornąi zorganizowały licytację. Fantów było naprawdę sporo i udało nam się uzbierać ok. 650zł! Sama się nieźle obkupiłam, bo było co licytować. Dziewczyny załatwiły nam świetne rzeczy, więc zdecydowanie było o co walczyć. Z całego serca dziękuję firmom za przyłączenie się do naszej akcji.






W następnym wpisie pokażę Wam, co dokładnie udało mi się wylicytować, a także upominki od sponsorów ;).Dziewczynom bardzo dziękuję za spotkanie i mam nadzieję, że już niedługo będziemy miały okazję zobaczyć się ponownie!


IV edycja Meet Beauty - przegląd upominków

15 czerwca 2018


Dzień dobry! Kolejna, ostatnia już, część związana z tegoroczną edycją Meet Beauty. Jeżeli jesteście ciekawe poprzednich części dotyczących samego wydarzenia oraz stoisk marek kosmetycznych to zapraszam, poniżej podaję Wam linki. Dzisiaj będzie głównie o produktach kosmetycznych i akcesoriach, które przywiozłam z konferencji. Trochę tego było, ale całe szczęście udało mi się w miarę zapakować i dojechać do domu.

Wśród marek kosmetycznych pojawiły się takie, które znałam i takie, o których w sumie nie miałam pojęcia, o czym w sumie pisałam w części drugiej. Najfajniejsze jest w sumie to, że wszystko, co przywiozłam to dla mnie całkowita nowość, więc będzie dużo testów!

Marka Neess zadbała o nasze paznokcie dając nam ich najnowszy produkt czyli bazę peel off, fajny letni - żółty lakier do paznokci i akcesoria do manicure. Produkty są przeznaczone do manicure hybrydowego, a ja akurat wolę tradycyjny, więc te dwa produkty poszły od razu do przyjaciółki. Dodatkowo w torbie znalazła się szczoteczka do makijażu, której recenzje możecie przeczytać na moim blogu. Poza tym, dostałyśmy jeszcze małe poręczne lusterko i brelok, z czego mega się cieszę, bo uwielbiam takie bajery.


IV edycja Meet Beauty - przegląd marek kosmetycznych i ich stoisk

13 czerwca 2018


W ostatnim wpisie opisałam Wam dokładnie, jak wyglądała konferencja Meet Beauty, gdzie skupiłam się głównie na wydarzeniu, panelach dyskusyjnych oraz warsztatach, w których miałam przyjemność brać udział. Jeżeli jesteście ciekawi co i jak było, to koniecznie zajrzyjcie do poprzedniego wpisu. Stwierdziłam, że nie chcę, żeby te wpisy związane z konferencją były nie wiadomo jak długie i zagmatwane, a chcę Wam pokazać jak najwięcej - to wolę rozdzielić je na trzy części, tym samym robiąc tydzień retrospekcję z Meet Beauty na blogu. Zachwycałam się ostatnio kreatywnością marek na stoisku, dlatego postanowiłam poświęcić im oddzielny wpis i pokazać Wam, jak to dokładnie wyglądało i co konkretna marka wymyśliła!

PIERRE RENE oraz MIYO 
Marka miała do dyspozycji cała salę dla siebie, więc zdecydowanie to stoisko było największe. W sumie ja się tam czułam, jak w jakiejś drogerii, bo były Pierre Rene szafy i stoiska praktycznie ze wszystkim, co tylko marka posiada w swojej ofercie. Można było wymacać sobie wszystko, testować,sprawdzać i dotykać. Świetna opcja, bo można było dowiedzieć się wszystkiego na temat każdego produktu, jaki by nas interesował. Poza tym, Klaudia Owczarek malowała dziewczyny na bieżąco, więc też fajna opcja, z której można było skorzystać. 
Poza tym, przy szafie Miyo można było znaleźć usta, z którymi wszystkie robiłyśmy sobie zdjęcia. Bardzo fajnie był ustawiony set z lampą, więc to naprawdę nam pomogło w uzyskaniu idealnych selfie, które potem brały udział w konkursie ;).

IV edycja Meet Beauty 2018r. - relacja z wydarzenia, paneli i warsztatów

11 czerwca 2018

Tak wiem, konferencja miała miejsce prawie półtora miesiąca temu, a ja dopiero się biorę za relację. Ale z instagrama wiecie, że w między czasie sporo się u mnie działo ostatnio, sporo zmian i nowości, więc dopiero teraz jestem w stanie nadrabiać wszystkie zaległości, dlatego przechodzę do wydarzenia moimi oczami!



Demacol, pielęgnujący olejek, który pachnie bosko

09 czerwca 2018


Dzień dobry! Co tam słychać? Dawajcie znać koniecznie co działacie, bo ja ostatnio znowu w biegu cały czas. I fajnie, brakowało mi tego. Byłam w Lublinie w sumie na jeden wieczór i nawet nie wiedziałam, że tak bardzo się stęskniłam za tym miastem! Poza tym, muszę przyznać, że się tak bardzo zmienił na plus i Plac Litewski wygląda teraz obłędnie, dlatego każdemu polecam wycieczki na wieczorne spacery po Lublinie - zakochacie się. W niedzielę jadę dalej na kilkudniowy wyjazd, więc będę się i szkolić i odpoczywać.
Przychodzę do Was dziś z kolejną recenzją produktu marki Dermacol, który wykończyłam jakiś czas temu, ale musiałam się z Wami podzielić opinią na jego temat, bo jak można zauważyć marka mnie rozkochała w sobie, a zapach tej serii jest zdecydowanie moim ulubieńcem, dlatego musicie o nim poczytać!


Dermacol Aroma Ritual
pielęgnujący olejek do ciała i masażu
winogrono i limonka


Olejek marki Dermacol jest niesamowicie pielęgnującym olejkiem do masażu, który jest bogaty w witaminy, które dbają, odżywiają, nawadniają i regenerują naszą skórę. Zapach winogron oraz limonki jest w stanie uwolnić skumuloway stres w ciele po całym ciężkim dniu oraz uspokoić ciało jak i umysł. Olejek wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia po sobie tłustego filmu. Nadaje się do każdego rodzaju ceru, szczególnie dla suchej i bardzo suchej.
Przebadany dermatologicznie.

Skład: Olea Europaea Fruit Oil, Persea Gratissima Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Parfum, Glycine Soja Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Tocopherol, Caprylic/Capric Triglyceride, Citral, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, D-Limonene, Linalool.

Sposób użycia: po zastosowaniu żelu pod prysznic należy nanieść na całe ciało kilka kropel olejku. Następnie należy delikatnie wmasować okrężnymi ruchami i pozostawić do wchłonięcia. Nadaje się również na twarz oraz na włosy.
Osobiście stosowałam olejek tylko na włosy, przed praktycznie każdym myciem, skupiając uwagę na końcówkach.


Olejek znajduje się w niewielkiej szklanej buteleczce, wykonane z grubego szkła, przez co buteleczka jest trochę ciężka, ale dzięki temu nie powinno nam się tak łatwo stłuc. Na samej buteleczce za wiele informacji nie znajdziecie, ale tego najlepiej szukać w internecie. Olejek posiada pompkę, która zawsze jest mile widziana w kosmetykach. Dzięki pompce łatwo wydobywamy olejek z buteleczki, dozuje idealną ilość produktu jeżeli używamy olejku do ciała czy twarzy. Ja na włosy zawsze zużywałam ok. 5 pompek,bo i moje włosy lubią nadmiar.
Olejek jest rzadszy od innych tego typu produktów, nie jest też typowo lepki, ale mimo wszystko nie spływa z włosów i bardzo dobrze się w nie wchłania. Zapach jest cudowny. Mega zachwycam się tą serią i będę dalej, bo uwielbiam go. To już mój kolejny produkt pachnący winogronem i limonką i jestem wniebowzięta. Zdecydowanie mój zapach, który mogłabym niuchać bez przerw


Stosowałam olejek tylko na włosy. Nie przepadam za pielęgnacją twarzy ani ciała olejkami, bo zawsze wszystko jest dla mnie za tłuste i tak się przyzwyczaiłam, że olejki to tylko na włosy, bo to one ich potrzebują najbardziej. Powiem Wam, że ten olejek to jedna z najlepszych mieszanek, jakie kiedykolwiek kładłam na włosy. Olejek był wypijany przez nie w moment, przy zmywaniu miałam wrażenie, że nie ma czego zmywać, bo włosy wchłonęły wszystko. Możecie się domyślać, że dzięki temu włosy były niesamowicie nawilżone i odżywione, wyglądały bardzo zdrowo i w dotyku były gładkie, miękkie i w ogóle cudowne. Mam włosy mocno rozjaśniane, więc teraz  każdy produkt do włosów ma nie lada wyzwanie, ale ten olejek radzi sobie z nimi naprawdę genialnie. No i nie muszę mówić, że pachniały przy okazji obłędnie!


Jak możecie się domyślać jestem na maksa zadowolona z tego olejku i na pewno do niego wrócę. Dawno nie miałam włosów w tak fajnym stanie, tym bardziej, że moje rozjaśniane końce wymagają teraz dużo pielęgnacji i nawilżenia. Olejek genialnie działa. Ale niestety ma jedną wadę. Jest niewydajny. Może i ja go nadużywałam, bo podobał mi się zapach i moje włosy go wchłaniały od razu, więc nie oszczędzałam go, ale wydaje mi się, że zużyłam go jakoś w miesiąc,a zazwyczaj olejki posiadam dłużej. Ale da się to przeżyć, bo nadrabia efektami i zapachem!


Polecam również:

Denko - maj 2018r.

07 czerwca 2018



Halo halo, w końcu nadchodzę do Was z denkiem! Denko ogromne, nawet nie wiem kiedy ja wykańczam aż tyle produktów. Zawsze mnie to dziwi, bo w ciągu miesiąca wydaje mi się, że tam może z 2-3 produkty udało mi się zdenkować, a tu cała torba się uzbierała, więc bez zbędnego gadania - przechodzę od razu do cudów, średniaków i bubli. Przygotujcie sobie coś do picia i do przegryzienia, bo trochę tego jest ;)


Alterra, Naturkosmetik, szampon, biotyna & kofeina - standard na mojej liście, używam regularnie i za nic innego w świecie nie mam zamiaru ich zamienić. W dalszym ciągu idealnie myją, odświeżają, zmywają oleje i są najlepsze, najtańsze i po prostu bardzo dobre. Jest tu ktoś jeszcze, kto nie zna tych szamponów?

Facelle intim, chusteczki do higieny intymnej - dla mnie te chusteczki są najlepsze i najlepiej sprawdzają się w każdej sytuacji, czy po prostu w sytuacji odświeżenia, czy w 'te dni', co jakiś czas zdarza  mi się kupować inne, ale w sumie to zawsze wracam do tych chusteczek, są często na promocji, więc cenowo też wychodzą najkorzystniej.

BeBeauty care, płatki kosmetyczne z ekstraktem z aloesu - kolejny standard na mojej liście cudów, płatki jak płatki, ale te są zdecydowanie najlepsze i to właśnie je kupuję regularnie. Tanie i co najważniejsze nie rozwarstwiają się ani nie wchłaniają za dużych ilości produktu. Bardzo na tak!

Ziaja, tonik zwężający pory na dzień/ na noc, liście manuka - kolejny standard na mojej liście. Tonik jest genialny, wspaniale pachnie, cudownie działa na skórę, sprawia, że jest zawsze gładka, miła w dotyka i promienna, wygląda niesamowicie zdrowo i jest w dużo lepszym stanie, od kiedy używam regularnie ten tonik. Jeszcze nie raz go tu zobaczycie na pewno.

Cosnature, BioBeauty, Naturkosmetik, naturalna regenerująca maska do włosów z awocado i migdałami - zapach tej maski jest tak cudowny, że już za nim tęsknię. Poza tym, maska naprawdę genialnie działa na włosy, wygładza je, regeneruje, odżywia i nawilża. Dzięki niej włosy nie tylko wyglądają lepiej i zdrowiej, ale rzeczywiście ich dobra kondycja jest podtrzymana i lekko poprawiona. W sumie za wiele się po niej nie spodziewałam, ale mile się zaskoczyłam i chętnie do niej wrócę, bo moje włosy polubiły ją bardzo.

Ziaja, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom, liście manuka - kolejny uwielbiany przeze mnie produkt, pasta to najlepszy peeling jaki miałam kiedykolwiek, a przetestowałam już wiele. Ta pasta jest nie dość, że najtańsza to działanie ma najlepsze; oczyszcza cudownie skórę, wygładza ją i pomaga utrzymać ją w zdrowej i idealnej kondycji. Naprawdę, moja skóra się bardzo poprawiła dzięki tej serii<3.

Schwarzkopf, Glisskur, Supreme Length, ekspresowa odżywka regeneracyjna - w Rossmannie pojawiła się nowa odżywka regeneracyjna w sprayu i oczywiście od razu musiałam po nią sięgnąć. Co prawda nie posiadam jakoś nie wiadomo jak długich włosów, ale ta odżywka jest równie fajna, co innego wersje, więc na pewno trafi do mojej pielęgnacji na stałe :). Super pachnie, nawilża włosy, nie skleja ich i nie przetłuszcza, mega!

Yves Rocher, Moment de Bonheur - zdecydowanie mój zapach i te perfumy mam zawsze w zapasach w razie w gdyby mi się skończyły, uwielbiam je, uwielbiam ich zapach i nie patrzę nigdy na porę dnia, czy porę roku. One dla mnie są tak idealne, że żadnych innych nie potrzebuję.

Rimmel, Lasting Finish 25HR, breathable, korektor do twarzy - totalna nowość w mojej kosmetyczce, a od razu go pokochałam. Korektor idealnie jasny, cudownie pasuje do mojej cery i idealnie rozjaśnia okolice pod oczami. Nie zbiera się w załamaniach, nie waży się, a robi to co ma robić. Produkt zakończony jest gąbeczką, którą fajnie nakłada się produkt pod oczami, ale pod koniec, kiedy już zostaje nam niewiele produktu, ciężko się go wyciska. Da się, ale trzeba się ładnie napracować nad tym. Ale mimo wszystko uwielbiam go, bo rozjaśnia i nadaje twarzy promiennego i świeżego spojrzenia.

Dermedic, Normacne Preventi, tonik oczyszczająco - regulujący - o toniku dopiero, co pisałam, więc możecie jeszcze kojarzyć. Tonik zdaje egzamin, oczyszcza cerę, lekko ją matowi i sprawia, że wygląda zdrowo i promiennie. Pomaga w zwalczaniu trądziku i pozbyciu się pryszczy czy innych nieprzyjaciół. Koi i łagodzi podrażnienia i jest też mega delikatny, także bardzo go polubiłam.

Genera, regeneracyjna maska do włosów  - maskę kupiła moja siostra będąc w Bośni, więc niestety a początek ma ogromną wadę jeżeli chodzi o jej dostępność, ale jak tylko będziemy gdzieś w okolicy to zrobimy zapasy. Te maski mają super pojemność, a zarazem są niesamowicie tanie, kosztowała  ok. 1,5 euro, a działanie mają genialne. Dzięki niej włosy są lejące, gładkie, nawilżone, odżywione, odbudowane i wyglądają bardzo zdrowo. Przy okazji, pięknie pachnie. 


Yves Rocher, Un Matin Au Jardin, żel pod prysznic, bez - wszyscy wiedzą już chyba, że uwielbiam zapach bzu, tym bardziej w kosmetykach marki Yves Rocher, nie wiem jakim cudem, ale ta marka potrafi tak idealnie odwzorować ten zapach, że ja jestem zakochana. Wszystko byłoby spoko, gdyby ten żel był chociaż trochę wydajny. Może to moje zamiłowanie do bzu sprawiło, że wylewam go na siebie litrami, ale cały żel zużyłam chyba nawet w niecałe dwa tygodnie - szkoda.

Bentley Organic, pobudzający żel pod prysznic z palmarosą i pomarańczą - żel był na maksa wydajny i bardzo delikatny dla mojej skóry. Jeżeli ktoś ma problem z wrażliwą skórą czy skłonną do alergii to powinniście sięgnąć po ten żel. W średniakach ląduje tylko dlatego, że zapach mi jednak bardzo nie podszedł, a dla mnie w żelach pod prysznic, zapach jest najważniejszy. Ten był jakiś taki sztuczny i wcale nie pobudzający.

Natura Siberica, self-made peeling cukrowy do ciała - nie pisałam jeszcze relacji z Meet Beauty, ale dowiecie się z niej, że na warsztatach z Natura Siberica miałyśmy przyjemność stworzyć własny peeling! W sumie słyszałam, że to nie jest jakieś bardzo trudne, ale zaskoczyłam się bardzo, bo to jest banalnie proste, a ja peelingi cukrowe uwielbiam ;). Co prawda dowaliłam za dużo płatków róży do niego i za szybko się skończył, ale i tak był okej i zainspirował mnie do tego, żeby zrobić własne peelingi od czasu do czasu ;).

Eveline Cosmetics, Ideal Cover Full HD, matujący podkład kryjący - dziwne, bo w sumie kiedyś byłam mega zachwycona tym fluidem, był dla mnie dobrym zamiennikiem Catrice i coś się z nim stało. Nie wiem, czy formuła się zmieniła czy ja trafiłam przez przypadek na jakieś felerne jedno opakowanie, ale już nie był tak fajny jak na początku. Krył i jest zajebiście matujący, ale tworzył mi trochę efekt maski na twarzy, więc krycie dla mnie już zbyt duże, a ja takiego na chwilę obecną nie potrzebuję i poza tym był zdecydowanie za ciężki. Poza tym, znikał mi sam z twarzy w ciągu dnia, więc nie wiem co to za zmiana. 

Lovenue, Purelove, płyn do czyszczenia pędzli i loveblendera - ogólnie do czyszczenia pędzli zawsze używam szamponu z Alterry, który pojawia się tu co miesiąc w cudach, ale zawsze chciałam spróbować jakiegoś specjalnego płynu do czyszczenia pędzli i wiecie co? Dupy nie urywa. Alterra zdecydowanie z nim wygrywa. Co prawda ładniej pachnie i myślę, że może pielęgnować włosie pędzli, ale ja miałam wrażenie, że trzeba było dokładniej zmywać płyn z pędzli, bo jakby je oblepiał. Myje dobrze, ale o dziwo schodziło mi z tym dłużej niż za pomocą zwykłego szamponu.

Safira, chłodzący żel do ciała z olejkiem eukaliptusowym - zdecydowanie przetrzymałam ten żel do ciała z nadzieją, że będzie cudownie działał po tylu latach, haha. Wtedy był spoko, strasznie chłodził i żałuję, że nie korzystałam z niego wtedy na oparzenia słoneczne. Z jakiegoś powodu nie zużyłam go do końca, bo nie miałam na co i nie miałam kiedy. Efekt chłodzący zdecydowanie za mocny, więc nie wiem kiedy bym miała go używać.

Green Pharmacy, szampon do włosów normalnych, pokrzywa zwyczajna - normalny zwyczajny szampon, jak na pokrzywy zapach ma bardzo ładny, roślinny, ziołowy, ale nie był zbyt intensywny ani nachalny. Fajnie mył i oczyszczał włosy, standardowo się pienił i był w miarę wydajny, ale nic więcej nie robił, nie pomógł przetłuszczającym się włosom, ani trochę. 

Eveline, Facemed+, maseczka oczyszczająco - detoksykująca - mam co do tej maski mieszane uczucia. Ogólnie wywarła na mnie dobre wrażenie, bo super się jej używa. Świetnie się nakłada, w ogóle nie ściąga skóry, bardzo dobrze się ją tez zmywa i ma fajny zapach, idealną konsystencję i opakowanie, ale efekty były średnie. Może też dlatego, że używałam ją dosyć rzadko, a nie tak jak zalecał producent czyli 2-3 razy w tygodniu, więc na razie średniak, ale dam jej jeszcze kiedyś szansę i sprawdzimy. 

Soraya, Ideal Beauty, lekki hydro-krem na dzień - lekki, fajny krem do twarzy. Wygodnie się go używało, wygląd ma również na plus. Fajnie działa, bo nawilża skórę, poprawia jej wygląda, sprawia, że staje się promienna, świeża i gładka, ale brakuje mi jakiegoś efektu wow, żebym chciała do niego wrócić za wszelką cenę. Z braku laku, chętnie po niego jeszcze kiedyś sięgnę, ale mimo ochów i achów jakoś nie sprawił, że jest moim ulubieńcem.



Polny Warkocz, mazidło pszeniczne - mimo, że mazidło jest genialne to u mnie niestety przegrywa z tym, że pojemność jest za duża, wydajność jest za duża, a mazidła możemy używać jedynie przez 6 miesięcy, a niestety to przekłada się na cenę i fakt, że musimy potem wyrzucić dużo produktów. W sumie wygrzebałam go z czeluści kosmetyków i się przeraziłam, że jeszcze go mam, bo powinnam wywalić go dawno temu. Bardzo gęste i ciężkie w rozsmarowywaniu, a ja nie lubię się męczyć i spędzać za dużo czasu na nakładaniu kremów itp. Działanie miał spoko, ale niewygoda w aplikacji  i fakt, że i tak wyrzucicie połowę niestety przeważa.

Perfecta, Your Time is Green, matujący booster - produkt jest w sumie bardzo nijaki, od razu po nałożeniu strasznie ściąga skórę, jest mega niewydajny i zużyłam go w niecałe 2 tygodnie. Samo serum bardzo źle się nakłada, może trafiłam na felerne opakowanie, ale pipeta niestety nie działała w ogóle, a to już dodatkowy problem. Na plus est jedynie zapach i fakt, że w miarę szybko się wchłania, więc nadaje się pod makijaż. Ale co z tego, jak w ogóle nie matowi?


Znowu zawaliłam sprawę z próbkami, ale nic na to nie poradzę. Niedługo wyjeżdżam na parę dni to mam nadzieję, że coś pójdzie bardzo do przodu. Tym razem, zużyłam mini żel pod prysznic Douglas, Home SPA, Breath of Amazonia, Acai Berry i marakuja i muszę przyznać, że zapach jest obłędny, konsystencja świetna, a ja nabrałam ochotę na pełnowymiarowy produkt. Poza tym, Equilibra, mini balsam do włosów, produktu ani marki nie muszę nikomu przedstawiać, ja uwielbiam ich produkty, bo bazują głównie na aloesie, a moje włosy kochają aloes!

Ostatecznie cena całego denka to około 550zł. Kto by pomyślał, że tyle możemy wydawać na kosmetyki, które wykańczamy w ciągu jednego miesiąca? Kto przebrnął do końca? Dajcie znać i moje uznanie, podziwiam! :)



Dermedic, NormAcne Preventi, oczyszczamy i regulujemy cerę

04 czerwca 2018


Hej! Kolejny miesiąc przed nami, lato w pełni, burze występują coraz częściej - co mnie niesamowicie cieszy, bo uwielbiam burze, uwielbiam zapach deszczu i to jak świeże powietrze może być po. Lekkie plany na wakacje też już mamy. Jak zazwyczaj padało u mnie na góry, tak tym razem jadę w końcu nad jezioro, będę się smażyć, kąpać i odpoczywać i nie mogę już się tego doczekać. Mam jeszcze sporo do nadrobienia na blogu, sporo relacji z eventów, sporo nowości kosmetycznych się też u mnie znalazło, no i czeka mnie chyba opisanie jednego z największych denek na tym blogu ever. Ale damy radę! Czasu mam coraz więcej, więc na pewno wszystko szybko nadgonię.
Tonik marki Dermedic z serii NormAcne Preventi ma głównie oczyszczać, regenerować, działam przeciwbakteryjnie i sprawić, że nasza cera będzie zawsze w dobry stanie, świeża, oczyszczona i bez żadnych wyprysków. Brzmi bardzo zachęcająco, a jak jest w praktyce?

Dermedic, NormAcne Preventi,
tonik regulująco-oczyszczający


Tonik  działa przeciwbakteryjnie  i przeciwzapalnie dzięki zawartości kompleksu Acnacidol, który zmniejsza liczbę miejscowych odczynów zapalnych, a także ogranicza rozwój bakterii i mikroorganizmów bez wywoływania efekty cytoksycznego. Poza tym, dzięki zawartości kwasów w kompleksie Acnacidol, tonik zmniejszy liczbę aktywnych gruczołów łojowych, reguluje wydzielanie sebum i ogranicza intensywność trądziku. Tonik również koi podrażnienia, dzięki zawartości soku z brzozy, łagodzi je, działa regenerująco i oczyszczająco na wrażliwą skórę. Poza tym, że tonik przywraca równowagę bakteryjną skórze, to również nie wysusza skóry, dzięki glicerynie, która przenika w głąb naskórka i pozostaje w skórze, wiążąc cząsteczki wody.
Tonik nie zawiera alkoholu. Polecany jest do codziennego oczyszczania skóry tłuste i mieszanej; ze skłonnością do zmian trądzikowych.

Skład: Aqua, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Betula Alba Juice, Sebacic Acid, 10-Hydroxydecanoic Acid, Biotin, Sodium Citrate, Citric Acid, Butylene Glycol,1,10-Decenediol, Cetrimonium Bromide, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Parfum.

Sposób użycia: Należy rano i wieczorem przetrzeć oczyszczoną skórę tonikiem przy użyciu płatka lub wacika kosmetycznego. 


Jak widzicie tonik znajduje się w fajnej, przeźroczystej buteleczce z całkiem sporym otworem, przez który wylewamy odpowiednią ilość toniku na wacik. Na opakowaniu znajdują się wszystkie najważniejsze informacje, nic się nie odkleja ani nie ściera, więc w każdej chwili możemy wrócić do opisu czy sposobu stosowania. Zamknięcie na zatrzask jest bardzo solidne i wytrzymałe, gwarantuję, że samo się na pewno nie otworzy, więc można zabierać ze sobą.
Konsystencja jest typowa dla toników; jak woda, nie jest ani tłusta, ani oleista, więc nie pozostawia po sobie żadnego filmu na skórze; wchłania się też bardzo szybko, nie pozostawia po sobie nawet efektu mokrej skóry. Bardzo mi się to podoba, bo można stosować rano i wieczorem, a nawet w każdej chwili w ciągu dnia i szybko przejść do kolejnych punktów naszej pielęgnacji. 
Zapach ma bardzo odświeżający i energetyzujący, mi się zawsze takie zapachy kojarzą z ogórkami i jestem wielką fanką tego rodzaju zapachów. Jest przyjemny, nie za bardzo intensywny, ale i tak nie utrzymuje się na skórze i nie jest kompletnie wyczuwalny.


Efekty da się zauważyć bardzo szybko, pod warunkiem że regularnie stosujemy tonik. Skóra jest oczyszczona i uspokojona. Nie mam co prawda wielkich problemów z trądzikiem, raz na jakiś czas coś się pojawi, ale dzięki niemu pojawia się ich jeszcze mniej, a jak już się coś pojawi, to też szybciej znika. Skóra jest w dużo lepszym stanie i wygląda zdrowiej i promienniej. Poza tym, mam wrażenie, że tonik potrafi też lekko zmatowić skórę, dzięki czemu nakładany makijaż wygląda lepiej. Teraz, kiedy nasza cera jest też podrażniana regularnie promieniami słonecznymi, tonik zdaje świetnie egzamin łagodząc podrażnienia, jest też bardzo delikatny.
Tonik jest wydajny i super działa, więc na maksa polecam i chętnie do niego wrócę! :)