kalendarz adwentowy YR do wygrania, rozdanie - instagram!

20 listopada 2019



Hej, hej, hej! Dzisiaj przychodzę do Was tylko na chwilę, a to dlatego, że mam dla Was bardzo ekstra wieści, przynajmniej ja bym się bardzo ucieszyła i podjarała! Na moim instagramie: @beautifulduty.pl od poniedziałku wisi rozdanie, w którym możecie zgarnąć kalendarz adwentowy marki Yves Rocher na ten rok - 2019! Ja go mam i będę też go otwierać w tym roku, więc możemy otwierać razem!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Lecimy z rozdaniem, a do wygrania jest kalendarz adwentowy marki YR na ten rok ! Kto jeszcze nie ma albo chce mieć więcej to bierzcie udział! ❤❤❤ Zasady: 1. Zaobserwujcie moje konto na IG. 2. Skomentujcie ten wpis do 4 grudnia, że bierzecie udział w rozdaniu 3. I oznaczcie 2 osoby, które też by chciały wziąć udział w rozdaniu! Powodzenia 🎄🎄🎄 *udostępniajcie tez info o rozdaniu! ❤ Wyjeżdżam, dlatego możecie się zglaszac do 4 grudnia. Sponsorem nagrody jestem ja, paczkę wyślę* najpozniej 6 grudnia (postaram się 5) Informacja o zwycięzcy pojawi się na instastory 5bgrudnia :) *wysyłka tylko na terenie Polski #rozdanie #blogowerozdanie #konkurs #swiatecznerozdanie #swiatecznykonkurs #kalendarzadwentowy #kalendarzadwentowy2019 #kalendarzadwentowyyvesrocher #yvesrocherpolska #yvesrocherkalendarzadwentowy #adventcalendar #adventcalendar2019 #dowygrania #kalendarzkosmetyczny #kosmetykiyvesrocher #blogmas2019 #nagroda #christmaschallenge2019 #wymarzoneblogowanie #wygraj #konkursy #swieta2019 #kosmetykidowygrania #kosmetyki #konkurs2019 #wygrajkosmetyki #instakonkurs #polishgiveaway #instagiveaway
Post udostępniony przez Paulina (@beautifulduty.pl)


Koniecznie wbijajcie, bierzcie udział, oznaczajcie znajomych i obserwujcie mnie na instagramie, tutaj na blogu, jak i na fejsie!

Zgłaszać możecie się do 4 grudnia! Wtedy wracam z podróży poślubnej, a następnego dnia informuję na insta o zwycięzcy i postaram się jak najszybciej wysłać paczkę, może właśnie do Ciebie! Najpóźniej zrobię to w Mikołajki w piątek - obiecuję!

*Jeśli zainteresowanie będzie w dalszym ciągu takie szalone, to biorę pod uwagę większą ilość zwycięzcy ;).

Powodzenia !

obecna pielęgnacja twarzy, oczyszczanie

17 listopada 2019


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? U mnie ostatnio bardzo dużo się dzieje, a ja mam ręce pełne roboty, bo przed nami grudzień, czyli blogmasy! Wiecie, ze jestem świątecznym szaleńcem, więc dla mnie ten czas jest najlepszy na świecie i w tym roku razem z Agą z @zamarzona.pl mam przyjemność organizować #blogmas2019! Jeśli chcecie do nas dołączyć to dodawajcie się do grupy FB BLOGMAS 2019! A i niedługo w końcu uciekamy w naszą podróż poślubną, której na maksa nie mogę się doczekać. To co prawda wiąże się z tym, że muszę wszystko zrobić trochę wcześniej, bo po prostu niedługo nie będę kompletnie w stanie. Ale obserwujcie mój instagram na bieżąco, bo niedługo szykuje się naprawdę czad w związku z naszym wyjazdem. Aj, już się nie mogę doczekać, dlatego żeby nie spalić i nie powiedzieć za dużo przechodzę do głównej myśli wpisu!


Więc dzisiaj mam dla Was zbiorczą recenzję trzech produktów, które obecnie towarzyszą mi w porannej i/lub wieczornej pielęgnacji. Nie zmieniam swoich produktów w zależności od pory roku, używam to, na co obecnie mam ochotę i co mi wpada w ręce. Na chwilę obecną kocham używam olejów w demakijażu, ale  jako że mam bardzo dużo produktów innego typu i muszę je zużyć, żeby się nie zmarnowały, to korzystam z mniej lub bardziej ulubionych produktów, więc może być różnie.

Bielenda, Botanic SPA Rituals, śmietanka do oczyszczania i demakijażu


Kiedy szukałam w drogerii jakiegoś olejku do demakijażu (i nie mogłam nic znaleźć kompletnie), trafiłam na tę śmietankę i stwierdziłam, wow, spróbujmy czegoś nowego, zobaczymy, jak to wyjdzie. I wyobraźcie sobie, że jak tylko weszłam do domu to ta śmietanka spadła mi na podłogę i pompka odpadła, haha. Co prawda jestem w stanie tego dalej używać, ale wszystko jest na czuja (po prostu jakoś próbuję położyć to coś do wyciskania w odpowiednim miejscu i jakoś działa, ale co chwilę odpada - nie da się tego naprawić). No, ale, na szczęście jako tako działa i używam.
Poza tą pompką, to opakowanie jest w porządku, bardzo mi się podoba ta estetyka serii Botanic SPA Rituals, bardzo wpada w moje gusta. Wszystkie informacje tam się znajdują, a i przez opakowanie widać ile produktu zużywamy i ile zostało nam do końca.
I przechodząc do działania. Śmietanka super rozpuszcza makijaż, ale nie zmyje go od razu za pierwszym razem, tak jak mój ulubiony olejek z Resibo. Zawsze później albo muszę używać dodatkowego oczyszczenia obecnie np. w postacie pasty oczyszczającej albo płynu micelarnego. Po olejku też stosowałam jeszcze dodatkowe oczyszczanie, ale już w innym celu, bo wiedziałam, że cały makijaż jest zmyty. Teraz nigdy nie mam takiej pewności, nawet przy takim codziennym mega delikatnym makijażu. Co ciekawe najgorzej radzi sobie z makijażem twarzy i nie jest to kwestia tego, że ja nakładam na twarz jakąś tragiczną tapetę, bo jakikolwiek makijaż oczu bym nie miała, brokaty, ciemne cienie, mocne tusze do rzęs, kredki itp. to z tym radzi sobie świetnie. 
Ale poza tym, produkt jest dość przyjemny, ma ciekawą kremową, ale i zarazem puszystą konsystencję, zapach jest dość niewyczuwalny. Produkt nie podrażnia ani twarzy ani oczu, nie powoduje zaczerwień i łzawienia oczu. Nie zauważyłam też, żebym po użyciu miała taką typową mgłę, więc tutaj fajnie wszystko działa. Dodatkowo ta śmietanka jest bardzo wydajna, używam jej dość sporo i już jakiś czas i mam wrażenie, że za wiele nie zużyłam jak na razie. Produkt nie jest zły, bo jasne mogę go użyć dwa i trzy razy, ale po prostu znam produkty, które działają lepiej, szybciej ale i są droższe.


VisPlantis, płyn micelarny do twarzy i oczu


Płyn micelarny od VisPlantis znajduje się w ogromnej butelce, przeźroczystej, więc wszystko super widać. Na opakowaniu też wszystko co najważniejsze znajdziecie i wygodnie się z niej korzysta. Nie mam problemów, że za dużo produktu wylewa mi się na wacik, jak to czasem bywa, wszystko jest spoko. Konsystencja płynu jest standardowo wodnista, ma dosyć wyczuwalny zapach, ale nie przeszkadza mi on w niczym i też nie utrzymuje się za długo.
Jeśli chodzi o działanie, to płyn jak płyn. Nie działa hiper cudownie, że jeden wacik i wszystko mamy zmyte, tutaj tych wacików potrzebujemy dużo więcej. Szkoda, że nie ma nigdzie jakiejś tabelki określającej ile maksymalnie zużytych wacików to dobry płyn micelarny. Nie chcę liczyć, ale nie jest to zbyt mały wynik. Trochę muszę się namachać, żeby wszystko na pewno zmyć, co mnie niesamowicie męczy, tym bardziej po odkryciu olejków. Więc tutaj jako płyn micelarny, mam wrażenie, że produkt jest za słaby i działa trochę zbyt wolno. Ale lubię go używać rano, kiedy czuję, że moja twarz potrzebuje po prostu lepszego oczyszczenia, Poza tym, zawsze go używam po powyższej śmietance. Po samej śmietance wacik i tak jest dość brudny i jeszcze ze dwa muszę zużyć, co nie jest źle w takim duecie.
Produkt nie podrażnia, nie powoduje zaczerwień ani nic innego złego nie robi, jest bardzo średni jeśli chodzi o demakijaż, wolałabym szybsze oczyszczanie. Ale fajnie mi się sprawdza rano, czy w dni kiedy nie mam na twarzy makijażu także jakoś się go zużyje. Trochę mam wrażenie, że zostawia po sobie lepki film na skórze, ale zazwyczaj i tak używam toniku po, a i przy okazji ten efekt znika.


Garnier, Green Tea Detox, tonik oczyszczające - odświeżenie


I na koniec tonik! Tonik, jak to tonik. Nie mam zbyt wysokich wymagań jeśli chodzi akurat o ten rodzaj produktu. Opakowanie ma w porządku, bardzo mi się podoba to, że jest takie dość 'cienkie', dzięki czemu fajnie nam leży w dłoni i dosyć wygodnie zabiera się ze sobą, jakoś nie mam wrażenia, że zająłby mi pół walizki. Zapach ma mocny, ale bardzo ładny, taki dość odświeżający, a konsystencja znowu standardowa dla toników, czyli wodnista.
Toniku używam codziennie rano i wieczorem po demakijażu, jak i przed snem przed nałożeniem kremu, wszystko zależy od tego, jak wyjdzie i jak mi się chce. Tonik jest bardzo fajny. Super odświeża moją skórę, doczyszcza ją jeszcze z ewentualnych resztek makijażu czy innych rzeczy. Nie podrażnia oczu, więc zdarza mi się jeszcze zgarnąć jakiś tusz za pomocą wacika. Nie wysusza skóry, a fajnie ją przygotowuje pod dalsze kosmetyki.
Poza tym, jest dosyć wydany, a i bardzo łatwo i ogólnodostępny. No i tani, więc tutaj jest szansa, że kiedyś do niego wrócę przy jakiejś okazji ;)


No! A Wy dajcie znać, jak wygląda Wasza pielęgnacja i co ostatnio używacie i z czego jesteście na maksa zadowoleni, a co najchętniej wyrzucilibyście do kosza. Poza tym, zmieniacie swoją pielęgnację w zależności od pory roku? Dajcie znać!


Jak rozpoznać legalnego bukmachera?

14 listopada 2019


Wybieramy legalnego bukmachera
Kobiety, bez względu na to czy interesują się sportem czy nie, często decydują się na obstawianie zakładów bukmacherskich. Jak jednak z całego mnóstwa firm oferujących zakłady wybrać tę odpowiednią dla siebie? Cóż, dla posiadania większego pola manewru lepiej nie zamykać się na tylko jednego bukmachera. Pamiętaj, że aby rozpocząć grę trzeba być osobą pełnoletnią i należy korzystać z usług tylko tych legalnych w naszym kraju bukmacherów.
Bukmacher nie taki straszny jak go malują
Kobiety do niedawna raczej stroniły od bukmacherki, która kojarzyła się głównie z podejrzanymi stronami internetowymi. Wraz z wprowadzeniem w 2017 roku zmian prawnych wizerunek bukmacherów uległ jednak zdecydowanej poprawie, a na polskim rynku regularnie pojawiają się nowe legalne firmy. To też zwiększa zainteresowanie obstawianiem różnych zdarzeń (nie tylko sportowych). Niezwykle ważne jest aby zwracać uwagę właśnie na to czy wybrany bukmacher posiada zezwolenie Ministra Finansów, ponieważ gra u nielegalnych bukmacherów grozi odpowiedzialnością prawną w postaci wysokiej kary finansowej, dlatego zanim zdecydujemy się zagrać u jakiegokolwiek bukmachera, powinnyśmy najpierw go dokładnie prześwietlić i nauczyć się odróżniać legalnych bukmacherów.
Najważniejsza jest licencja
Zezwolenie Ministra Finansów musi posiadać każdy bukmacher, który chce w legalny sposób działać na terytorium Polski. Ale jak sprawdzić czy dany bukmacher taką licencję posiada? Cóż, każda legalnie działająca firma z branży zakładów bukmacherskich eksponuje numer licencji na swojej stronie internetowej. Dodatkowo warto zweryfikować legalność bukmachera na specjalnej stronie Ministerstwa Finansów, na której prezentowane są numery zezwoleń wydane poszczególnym firmom. Warto też zauważyć, że o ww. licencję starać się mogą tylko i wyłącznie firmy zarejestrowane na terenie Unii Europejskiej oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Jeśli dane adresowe podane w serwisie internetowym wskazują na inny kontynent niż Europa, to takiego bukmachera od razu lepiej sobie odpuścić.
Punkt stacjonarny gwarancją legalności bukmachera
Punkty naziemne prowadzone przez bukmachera w zasadzie przesądzają o jego legalnej działalności, bo ciężko wyobrazić sobie aby bukmacher prowadził nielegalną działalność w budynku w centrum miasta. Nawet jeśli nie mamy ochoty żadnego takiego punktu wizytować, to taki punkt jest dla nas niemal gwarancją, że dany bukmacher działa w Polsce legalnie. Choć należy pamiętać, że wydawane są dwie osobne licencje – jedna na działalność w punktach stacjonarnych, a druga na działalność przez internet. Firma może więc posiadać pierwszą z tych licencji, a nie posiadać drugiej. Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, żeby bukmacher działający zgodnie z prawem w sposób stacjonarny zdecydował się na łamanie prawa przyjmując nielegalnie zakłady przez internet.
Domena z końcówką .pl, język polski i rozliczenia w złotówkach
Większość użytkowniczek sieci doskonale wie, czym jest domena. Niezorientowanym podpowiadamy, że jest to końcowa część adresu strony internetowej. Selekcjonując internetowych bukmacherów pamiętajmy, że serwisy legalnych w naszym kraju bukmacherów muszą znajdować się pod domenami z końcówką .pl. Legalni bukmacherzy powinni oferować rozliczenia w złotówkach i komunikować się z użytkownikami w języku polskim. Niespełnienie któregokolwiek z tych kryteriów powinno od razu budzić nasze podejrzenia co do legalności danego serwisu.
Jesteś pełnoletnia? Pokaż dowód
Samo bycie pełnoletnią nie wystarczy do rozpoczęcia gry u bukmacherów z zezwoleniem Ministra Finansów. Ze względu na ochronę nieletnich przed uzależnieniem od hazardu (od zakładów można uzależnić się bardzo szybko) każdy legalny w Polsce bukmacher ma obowiązek weryfikować wiek grających. W punktach stacjonarnych odbywa się to poprzez okazanie dokumentu tożsamości, a w serwisach internetowych podczas rejestracji najczęściej będziemy proszone o przesłanie skanu dowodu osobistego. Istnieje jednak możliwość utworzenia konta tymczasowego bez przesyłania dowodu, ale konto takie będzie posiadało spore ograniczenia, np. nie będzie możliwe wykonanie wypłaty pieniędzy bez weryfikacji tożsamości i wieku. Tak więc na dłuższą metę bez przesłania skanu dokumentu tożsamości się nie obejdzie.
Logo bukmachera na koszulkach ukochanej drużyny
Jeśli interesujesz się sportem, reklamy firm bukmacherskich na pewno nie raz zwróciły Twoją uwagę podczas zawodów. Sponsoring polskich drużyn sportowych to jeden ze stałych sposobów promowania się przez bukmacherów z licencją Ministra Finansów, dlatego wybierając ofertę firmy, której logo widoczne jest np. na koszulkach popularnego polskiego klubu sportowego, będziemy mieli niemal pewność, że wybieramy legalnego bukmachera, choć oczywiście należy to jeszcze zweryfikować.
Dlaczego wybierać tylko legalnych bukmacherów?
Sposobów na odróżnienie legalnych bukmacherów od nielegalnych jest oczywiście o wiele więcej, jednak te wymienione w tym artykule powinny wstępnie wystarczyć, żebyśmy mogły wstępnie przeanalizować legalność poszczególnych firm. Pamiętajmy też, że grając w firmach z zezwoleniem Ministra Finansów nie tylko postępujemy w zgodzie z przepisami i nie narażamy się na kary, ale też minimalizujemy ryzyko padnięcia ofiarą oszustwa. Żadna z nas nie chciałaby przecież, żeby uczciwie wygrane pieniądze przepadły gdzieś bez wieści, a mogłoby się tak stać w przypadku korzystania z oferty zagranicznych firm, niezweryfikowanych przez instytucje znajdujące się w Polsce. Najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o legalnych bukmacherach jest jednak strona internetowa Ministerstwa Finansów, na której znajduje się lista legalnych firm wraz z wydanymi numerami zezwoleń. Zawsze należy ostatecznie zweryfikować legalność bukmachera na stronie Ministerstwa.

oczyszczający detox dla twarzy, bielenda

11 listopada 2019


Hej! Jak się Wam udał długi weekend? Co działacie, co fajnego zrobiliście, a może ktoś gdzieś pojechał? Piszcie, piszcie! U nas standardowo byli goście, ale za to najlepsi. I uwielbiam ten dzisiejszy chill, możliwość spania do oporu bez pośpiechu, to jest coś co doceniam bardzo teraz, ze nie muszę biegać, latać tylko na spokojnie sobie możemy ogarniać. Bo i tak jeszcze się nalatamy :).
A dzisiaj mam dola Was pastę do mycia twarzą, którą kupiłam kiedyś w sumie przez przypadek i zapraszam do przeczytania mojej opinii na jej temat :)

Bielenda, Carbo - detox biały węgiel
pasta do mycia twarzy


Pasta - detox do mycia twarzy to produkt 3w1; 1. pasta oczyszczająca, 2. peeling wygładzający, 3.maseczka ściągająca pory. do cery mieszanej, tłustej i wrażliwej. 
Pasta ma działanie detoksykujące, szybko, głęboko i skutecznie oczyszcza i odświeża cerę. Formuła z białym węglem to połączenie węgla farmaceutycznego, sproszkowanego diamentu oraz białej glinki usunie toksyny ze skóry, zapobiegnie powstawaniu wyprysków, a także ładnie zmatuje cerę. Węgiel przyciągnie jak magnes i wchłonie toksyny, martwy naskórek i inne zanieczyszczenia. Poza tym, skutecznie odetka zatkane pory i wyrówna koloryt, a także odżywi i wygładzi skórę.
PASTA ma za zadanie: dokładnie umyć skórę, usunąć makijaż i nadmiar sebum.
PEELING z aktywnymi mikrogranulkami delikatnie złuszcza naskórek, wygładza i odblokowuje pory.
MASECZKA ściągnie pory, zmniejszy ich widoczność, zredukuje błyszczenie cery.


Skład: Aqua, Kaolin, Glycerin, Pumice, Sodium Laureth Sulfate, Coco-Glucoside, Glycol Distearate Cellulose Acetate, Salicylic Acid, Panthenol, Carbon Black (Activated Charcoal), Allantoin, Titanum Dioxide, Polymethysilsequioxane, Diamond Powder, Polysorbate 20, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum, Butylphenyl Methylpropional.

Sposób użycia: Pastę należy rozprowadzić na wilgotną skórę, delikatnie rozmasować i spłukać wodą, najlepiej stosować codziennie rano i wieczorem. Peeling należy wmasować w wilgotną i oczyszczoną skórę, spłukać i stosować co drugi dzień. Maseczkę należy nałożyć na czystą, suchą skórę, pozostawić na 3 minuty, następnie spłukać wodą, stosować 3 razy w tygodniu. 


Zaczynając od opakowania, to ogólnie wszystko jest spoko, ładne opakowanie, na którym znajdziecie wszystkie informacje, ale poza tym.... dramat. Musiałam niestety trafić na jakieś felerne opakowanie, które się nie domyka, co nawet widać na powyższym zdjęciu. To niestety powoduje, że ani nie wezmę ze sobą pasty nigdzie, a i niestety produkt zasycha strasznie na opakowaniu. Nie tylko wygląda to dość nieestetycznie, ale i zapycha mi wejście do opakowania i czasem nie da się kompletnie nic z niego wycisnąć, co jest straszne. Jakakolwiek by to pierdoła nie była, to ja nie lubię sobie utrudniać życia. A ta kwestia się trochę przełożyła na wszystko i chcę tę pastę wykończyć jak najszybciej, a czasem z tego powodu po prostu po nią nie sięgam.
Porównując do pasty z Ziaji, ma dość lekką i rzadką konsystencję. Nie jest to zbyt 'peelingowa' pasta, bardziej kremowa i tych peelingujących drobinek, czy mikrogranulek jest niewiele i są słabe do wyczucia.. Co do zapachu, to ogólnie jest dość w porządku, lekko słodki, ale to też zależy od konkretnego użycia, bo pachnie różnie.


A przechodząc od działania:
Jako pasta jest bardzo delikatna. Nie stosowałam jej do demakijażu twarzy, ale używałam do drugiego oczyszczania, kiedy ten makijaż na pewno nie był zmyty do końca i tutaj byłam bardzo zadowolona, bo fajnie doczyszcza twarz z resztek makijażu (czasem najgorszych do usunięcia) i innych zanieczyszczeń, Nie jest to takie mocne oczyszczenie, jak po niektórych peelingach, dlatego ja co jakiś czas muszę sięgać po bardziej oczyszczający produkt, bo uwielbiam peelingi.
Ale skóra nie jest ściągnięta, zaczerwieniona, podrażniona, a dobrze oczyszczona.

Jako peeling to szczerze nie widzę różnicy między używaniem pasty codziennie, a jako peelingu co kilka dni. I jeśli lubicie używać raz na jakiś czas mocnego peelingu do twarzy, to ta pasta będzie na pewno za słaba. Ja bym była niezadowolona, bo mam wrażenie, że co jakiś czas nie zrobi nic.

Jako maseczka zmienia zapach, co mnie strasznie dziwi, ale kiedy mam tę pastę na twarzy dłużej to nie mogę znieść tego zapachu. Strasznie mi przeszkadza i nawet nie wiem co on mi przypomina, ale po prostu mi nie pasuje. Co mnie boli, bo działanie tej pasty jako maska jest genialne! Twarz po zastosowaniu jest bardzo miękka, gładka w dotyku i widać po niej idealne zmatowienie. Jest taka uspokojona i dodatkowo oczyszczona. Trochę się trzeba namachać przy zmywaniu, bo pasta bardzo szybko zasycha, ale ja jestem bardzo zadowolona!


I własnie dlatego jakoś tak sama nie wiem, co mam myśleć o tej paście. Za każdym razem przed użyciem wkurza mnie opakowanie - niemiłosiernie ! No, ale działanie jako takie ma fajne! Co prawda ja lubię mocno zdzierakowe peelingi, ale od  czasu do czasu, jako dodatkowe oczyszczanie mogę znieść, kiedy mam produkt do demakijażu, który nie radzi sobie za pierwszym użyciem. Jako peeling totalnie nie rozumiem takiego używaniu,a le jako maska to jest naprawdę szał!  Szkoda tylko, że wtedy zapach jest nie do zniesienia, ale efekty są naprawdę zaskakujące!
Jeśli lubicie delikatne produkty nie do demakijażu, a do oczyszczania twarzy to powinniście być zadowoleni. Jest to fajna kremowa pasta oczyszczająca, która jeszcze lepiej sprawdza się jako maska. Pewnie, jak będę mieć jeszcze możliwość to wrócę do tego produktu, ale mam nadzieję, że wtedy opakowanie mnie nie zawiedzie.


Znacie ten produkt? I biały węgiel? :)

aktuaizacje: schwarzkopf gliss kur ekspresowe odżywki regeneracyjne i garnier hair food maski

08 listopada 2019


Dzień dobry! Co tam słychać? U mnie jak zawsze masa rzeczy się dzieje, doba jest zdecydowanie za krótka, ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko się unormuje, a ja w końcu odpocznę, ale najpierw muszę się ogarnąć i zrobić tyle, żeby móc potem odpoczywać. Nie będzie łatwo, bo nie pamiętam kiedy ostatnio miałam dzień wolny, żebym mogła sobie poogarniać wszystko tak, jak bym chciała, bo co chwilę coś nowego się pojawia. Wy też tak macie? Że co chwilę coś robicie, a i tak Wam brakuje czasu?
Ale, ale, ale! Dzisiaj mam trochę inny wpis niż zazwyczaj, a to dlatego, że zaktualizowałam dwa poprzednie wpisy, jeden sprzed dwóch lat, a drugi z marca tego roku. Ale, ja jak lubię jakieś kosmetyki, to uwielbiam sobie posprawdzam praktycznie wszystkie jego wersje, a szczególnie jeśli chodzi o produkty do włosów, a że firmy cały czas się rozkręcają, to na bieżąco wypuszczają nowości, więc kupuję i sprawdzam i właśnie dzisiaj mam dla Was dwa zaktualizowane wpisy, ale i tutaj napiszę co nieco o tych produktach. Mamy tu jeden negatywny, a jeden pozytywny update!

Schwarzkopf Gliss Kur, BIO-TECH RESTORE



Tak, jak widzicie odżywka znajduje się w standardowym opakowaniu, odżywka ma formę sprayu, dzięki czemu mega wygodnie się jej używa. Jest bez spłukiwania i gwarantuję Wam brak obciążenia (oczywiście nie przesadzając z ilością), ale i ciągłe nawilżenie, czy odżywienie. Ja tych odżywek używam zawsze kiedy jestem w łazience, za każdym razem, rano, wieczorem i po prostu zawsze, kiedy mam taką możliwość.
Ta odżywka ma zapach totalnie różniący się od innych wersji. Nie jest to ani kosmetyczny, ani ładny zapach, strasznie ziołowy, więc jak ktoś lubi takie klimaty to będzie zadowolony. Ja nie za bardzo, więc trochę męczył mnie ten zapach.
Jeśli chodzi o działanie, to przyzwyczaiłam się do natychmiastowego nawilżenia, odżywienia i takiego efektu, jakby włosy same odżyły na nowo. Przy tej wersji nie było praktycznie żadnego efektu, nie wiem jakim cudem, ale psikam, psikam i nic. Mam wrażenie, jakby odżywka rozpuszczała się w powietrzu i w sumie nie robiła za wiele. Coś tam czytałam o co chodzi w tym Bio-tech, ale to do mnie nie dociera za bardzo i sama nie wiem, jak to działa i czego u mnie jakoś nie działa. Ale no niestety, nie zauważyłam kompletnie nic, a szkoda. Tym bardziej, że praktycznie wszystkie pozostałe wersje sprawdzają się u mnie rewelacyjnie.
Dajcie znać, czy mieliście akurat tę odżywkę, ja kupiłam jeszcze maskę przy okazji i nie używałam, ale już jestem średnio nastawiona do tego.

A jeśli chcecie przeczytać o pozostałych kilkunastu wersjach tych odżywek ekspresowych, które się naprawdę sprawdzają (!) to zapraszam poniżej:


Garnier Fructis, Aloe Hair Food



I to jest największe ostatnie moje odkrycie. Maska tak samo, jak i pozostałe wersje znajduje się w takim samym opakowaniu, które się bardzo dobrze odkręca. Nie ma też problemu z zakręcaniem, na pewno maska będzie szczelnie zamknięta, więc nie trzeba się o to martwić. Na opakowaniu też znajdziecie wszystkie informacje i dodatkowo super wytłumaczony skład, co dla mnie, jako dla laika jest to super opcją.
Konsystencja jest bardzo gęsta i treściwa, taka konkretna, mam wrażenie, że każdy najmniejszy milimetr maski jest nasycony świetnymi składnikami. Zapach to kolejny mega pozytywny aspekt tej maski! To pachnie mega słodko, zarazem bardzo kobieco, owocowo, troszeczkę kwiatowo, ale ja nie jestem w stanie do niczego porównać tego zapachu, a bardzo mi się podoba i umila korzystanie z tej maski.
Ja jej używam teraz najczęściej na tak około godzinę, ale zazwyczaj nie mam głowy do zakładania czepka i ręcznika, po prostu o tym zapominam, a i wydaje mi się, że nie mm czasu, że nałożę ją na 5 minut i tak to potem schodzi.


Ale efekty już od pierwszego użycia mnie tak pozytywnie zaskoczyły, że ja byłam w szoku! Włosy były cudownie nawilżone, odżywione, były na maksa miękkie w dotyku, błyszczały, a w dodatku miałam wrażenie, że były mega mięsiste, takie pełniejsze. Dodatkowo skręt był cudowny! Po tej masce moje loki odżyły i kręcą się, jak małe wariatki - poważnie. Bardzo pozytywnie wpływa też na przedłużenie trwałości loków. Zazwyczaj następnego dnia miałam na głowie siano, a po tej masce mam nawet nawet skręcone włosy, że nie wstyd wyjść do ludzi. Maska po nałożeniu czepek i na to ręcznika to już w ogóle jest istne szaleństwo. Włosy są tak cudownie i mocno nawilżone, że ja naprawdę jestem w szoku, ale pozytywnym. I jest to zdecydowanie mój ulubieniec. Kupiłam ostatnio sporo masek do włosów, ale nie chcę ich, chcę tylko tej. Po raz kolejny się przekonałam, że moje włosy lubią aloes i to bardzo!
Ja jestem zachwycona, jak widać!

A jeśli chcecie poczytać o pozostałych wersjach masek Hair Food, to zapraszam poniżej:
Garnier, Hair Food, maski do włosów [22.03.2019r.]


Znacie te 'nowości' albo inne wersje danych produktów? :)

Denko, październik 2019r.!

05 listopada 2019



Haj! Dzisiaj będzie denko, tradycyjnie wracam z denkami! W tym miesiącu denko będzie bardzo małe, w porównaniu do tych, jakie miałam okazję Wam tutaj pokazywać, ale nie ma się co dziwić. Przeprowadzając się zostawiałam część otwartych produktów w domu rodzinnym, bo tam też mi się przydadzą od czasu do czasu, a w Rzeszowie otworzyłam część nowych produktów, więc i tak jestem w szoku, że coś udało mi się zużyć. Żałuję, że nie ogarnęłam wrześniowego denka, ale ślub, wesele, nie było na to kompletnie czasu ani głowy ;) No to siup - zaczynamy!



Nie ma denka bez Be Beauty, płatki kosmetyczne i Facelle, chusteczki do higieny intymnej, nie wyobrażam sobie używać innych produktów w tej kwestii. Płatki są zdecydowanie najlepsze (nawet jeśli ostatnio znajduję w nich dość wadliwe sztuki, np połówki), a chusteczki tak samo. Nie wyobrażam sobie swojej pielęgnacji bez nich w trakcie okresu i poza, po prostu nie. Poza tym, Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający bio-owoc granatu i bio-aloes, dla mnie nie ma lepszych szamponów, oczyszczają, nie wysuszają, nie plączą włosów, zmywają olej najlepiej na świecie, tak samo doczyszczają pędzle no i są turbo tanie. I zużyłam kolejne opakowania Schwarzkopf, got2b volumania lakier dodający objętości, w sumie to zużyliśmy, bo mój mąż też używa i jest naprawdę mega. Ładnie pachnie, super utrzymuje fryzurę w ryzach i rzeczywiście dodaje objętości. I oczywiście mamy też Schwarzkopf Gliss Kur ekspresowa odżywka spray Ultimate Repair, to są odżywki, które zużywam cały czas na bieżąco i co denko i dobrze o tym wiedzie, więc nic więcej mówić nie muszę! I do kompletu produktów, które pojawiają się tu zawsze Catrice, Liquid Camouflage, high coveareg concealler, korektor, który jest moim ulubieńcem. Cudownie rozjaśnia okolice oczu i sprawia, że spojrzenie nabiera pięknego wyglądu, promiennego, świeżego i mega wypoczętego! A przy okazji ostatnio się upewniłam w przekonaniu, że nie ma nic lepszego niż Dove, gofresh, antyperspirant w kulce, jak kiedyś nie wyobrażałam sobie używania kulek, a teraz uważam, że są najlepsze, a te jeszcze w dodatku pachną nieziemsko!


  • Matrix, mega sleek iron smoother, spray wygładzający włosy - jeżeli szukacie produktu, który nie tylko ochroni Wasze włosy przed wysoką temperaturą, ale i pomoże je jeszcze bardziej wygładzić i uzyskać fajniejszy efekt prostych włosów, to ten produkt jest dla Was. Nie ma nic innego, co tak wygładzi włosy i z największego puchu i z najbardziej skręconych włosów może zrobić proste, lśniące włosy. Poza tym, wydłuża ten efekt i pomaga utrzymać proste włosy, co jest świetne. Bo czasem zdarza się, że nawet wyprostowane włosy zaczynają się puszyć.
  • Bielenda, skuteczny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu, bawełna - kiedy stwierdziłam, że czas zużyć wszystkie produkty micelarne to ten produkt mnie ratował przy zmywaniu makijażu oczu. A po przyzwyczajeniu się do olejów to ciężko jest mi się przestawić na coś innego. Na szczęście ten płyn cudownie sobie z tym radził, jest dość tłusty, ale dzięki temu zmywa makijaż w kilka sekund, nie podrażniając oczu ani nie powodując łzawienia. Ma bardzo delikatny zapach i jest naprawdę ekstra!
  • Douglas Essential, cleansing make up remover wipes, czyli chusteczki do zmywania makijażu - ratowałam się nimi w wielu sytuacjach, jakoś tak się składało, że zawsze je brałam ze sobą, nawet kiedy zapominałam o wacikach, więc musiałam zmywać nimi makijaż, a zazwyczaj traktowałam je bardziej jako odświeżenie, czy przy malowaniu pomagały mi szybko coś zmyć z twarzy. I muszę przyznać, że sobie świetnie radziły. Były fajnie i idealnie nasączone produktem, dodatkowo zapach był obłędny i zmywały przyjemnie makijaż. Nie było to zmycie jedną chusteczką, ale dwoma czy trzema się udawało, co przy takim produkcie dla mnie to bardzo ładny wynik.  
  • Sleek, paletka cieni Au Naturel - tę paletkę miałam dobrych kilka lat, nie udało mi się zużyć jej do końca, ani myślę, że nawet w połowie, ale niestety muszę się jej w końcu pozbyć, bo po wielu upadkach, zaczęła się rozpadać, wierzchnia część odpadła totalnie, cienie same w sobie również zaczęły się kruszyć. Szkoda. Bo ta paletka to życie i jest najbardziej wyeksploatowaną paletką, jaką mam i to właśnie po nią sięgałam zawsze zdecydowanie najczęściej. Miała idealne neutralne kolory na co dzień, ale i kilka mocniejszych kolorów, którymi można było podrasować na maksa makijaż! Będę tęsknić.
  • Le Cafe de Beaute, Cafe mimi, żel pod prysznic, czarna porzeczka i żurawina - kupiłam ten żel przez przypadek i się zakochałam, wielka szkoda, że to była miniaturka, chętnie sobie kupiłam pełnowymiarowy produkt, bo zapach jest obłędny! A to jest dla mnie zdecydowanie najważniejsze w żelach, dodatkowo przyzwoicie się pieni i jest fajny!
  • Maska Mediental Aura Alpha - maski kupiłam przy okazji w Tesco swojego wieczoru panieńskiego, jako prezent dla dziewczyn, które były ze mną w tym dniu. I wiecie co, one są naprawdę świetnie! Ekstra nawilżają, odżywiają i cudownie oddziałują na skórę. Dodatkowo płachta jest niesamowicie nawilżona płynem i spokojnie by Wam starczyła na 2-3 razy, jeśli odłożycie płachtę do opakowanie i jakoś ją szczelnie zamkniecie. 

  • Elfa Pharm, Very Berry, balsam do ust malina moroszka i olej cedrowy - początkowo byłam zakochana tym balsamem, tym bardziej, że uwielbiam balsamy w 'jajeczku'. Zapach fenomenalny, Pchnie zdecydowanie jak te cukierki Skittles! Ale na tym w sumie wszystko się kończy. Ten balsam był tak miękki, że przy malowaniu ust zostawały jego kawałki na ustach, co dla mnie momentalnie robiło się lekko obrzydliwe.  Bardzo się ciapał i coś mi tutaj nie pasowało w tej konsystencji. Nawet jeśli sam balsam całkiem spoko działał, to po prostu za dużo się go nakładało na usta i dla mnie to było bardzo niefajne. Biorę też pod uwagę, że mogłam trafić na jakiś pojedynczy nieudany produkt, zdarza się wszystkim ;), ale raczej nie będę sprawdzać na innej wersji.
  • Douglas, gąbeczka - wyciągnęłam ją jakoś dwa lata temu w kalendarzu adwentowym i od razu się śmiałam, że wygląda jak korek analny (i nie tylko ja tak uważam!), użyłam może 2 3 razy, ogólnie jest bardzo twarda i po prostu mi nie podeszła, w ogóle. Mega niewygodnie nakładało mi się nią makijaż, jak i korektor mimo fajnie i ciekawie zakończonej końcówki w szpic i myślałam, że będzie idealna do nakładania korektora, ale poddałam się, bo to było do dupy (no, haha).


  • AA Beauty Bar, maska węglowa, oczyszczająca -  tą maskę znalazłam randomowo w swoich maskowych zbiorach i podchodziłam do niej dosyć sceptycznie, a szkoda, bo jest całkiem w porządku. Fajnie oczyściła moją skórę i ją zmatowiło, przy okazji jej nie wysuszając i nie podrażniając. Ja się zachwyciłam, chociaż nie mam pojęcia czy ona jest w ogóle jeszcze dostępna.
  • Lierac, dioptride, wypełniający krem korygujący zmarszczki wokół oczu - ostatnio używam głównie takie próbki kremów pod oczy, bo muszę je w końcu zużyć, i ten krem wystarczył mi na dłużej niż zazwyczaj. Bardzo ładnie pachniał, nie podrażniał oczu, nie powodował łzawienia. Mam wrażenie, że trochę rozjaśnił mi okolice oczu i mógł lekko zlikwidować cienie, ale jednak za mało razy użyłam, żeby coś więcej powiedzieć, poza tym, że jest przyjemny ;)
  • Pierre Rene, Iconic lashes mascara, tusz do rzęs - bardzo mi szkoda, że pozbywam się tych tuszy, ale muszę sukcesywnie robić i w nich porządek. Te mi już wyschły, ale pamiętam, że byłam z nich nawet zadowolona. Efekt dawały dość naturalny, ale jednak dało się zauważyć delikatne wydłużenie rzęs, taki idealny dla mnie tusz na co dzień, żeby nie męczyć się ze zmywaniem, lubię takie!
  • Delia, Collagen Lash Super Curl Up - kolejny tusz, który zużyłam już dawno temu i leżał długo wśród innych tuszy. Nie znam innego tuszu z tak powydziwianą szczoteczką i powykręcaną, ale ona działa i potrafi zdziałać super cuda! Pięknie podkreślał rzęsy, wydłużał je niesamowicie i lekko pogrubiał i zagęszczał, ale tutaj aż tak bym się nie zachwycała. Najbardziej mi się podobało to, że tym tuszem z łatwością docierałam do nawet najkrótszych rzęs ;)!
  • No name, gąbeczka - i tu nie mam pojęcia skąd jest ta gąbeczka, i czy w ogóle jej używałam. Powinnam je jakoś podpisywać po wyciągnięciu z opakowania i używać tylko ich, żeby jednak użyć. Ale nie ma się co oszukiwać, że w końcu użyję, tym bardziej jak morduję do końca moją ulubioną LoveBlender.

I własnie tak się prezentuje moje denko. Mam nadzieję, że listopadowe będzie troszkę więcej i będzie troszkę więcej nowości, bo chyba jestem coraz bardziej monotematyczna, jak widzę, ile produktów pojawia się w denku co miesiąc haha. A jak Wam poszło?


I kiedy masz kolejne urodziny....

01 listopada 2019


...i nie potrzebujesz niczego więcej, bo masz wszystko. 

To już któreś moje urodziny na blogu i co roku staram się wymyślać, jakieś konkretne wpisy, bo to ma dla mnie dosyć spore znaczenie. Podsumowanie roku, przemyślenie sobie kilku rzeczy, taki rachunek sumienia, który pomagał mi zawsze ustalić w jakim momencie życia się właśnie znajduję. W tym roku jest zupełnie inaczej.

Nie mam balonów, nie mam planu, nie szykuję żadnej mega wielkiej imprezy, nawet nie wiem, w co się ubiorę, i nie przywiązuję do tego żadnej wagi na chwilę obecną. Wyszłam za mąż, więc są to moje pierwsze urodziny z mężem, a także pierwsze Wszystkich Świętych razem z nim, kiedy to we dwójkę pojedziemy na cmentarze, odwiedzimy groby naszych bliskich, razem, i razem pojedziemy odwiedzić moją babcię, która jak co roku robi dla wszystkich swoich dzieci i wnuków gołąbki. I nie zamieniłabym tego na żaden nawet najdroższy prezent świata. Chcę spędzić czas z rodziną, z przyjaciółmi, ze znajomymi i nic więcej. Nie muszę już uświetniać swoich urodzin jakimiś dodatkami, żeby pokazać, jaka to ja nie jestem szczęśliwa. Właśnie dlatego, że w końcu jestem naprawdę szczęśliwa, wiem, że mogę wszystko i mam wszystko, co sprawia, że mam cudowne życie i ludzi wokół, którzy zawsze mnie wspierają i pchają do przodu. Czego chcieć więcej?

A, w sumie wiem! Chciałabym zobaczyć i pomacać alpaki i może się uda pojechać w ten weekend! 

Życie mnie zaskakuje na każdym kroku, ja sama siebie zaskakuje i tego sobie życzę, żeby zaskakiwało mnie dalej jak najbardziej pozytywnie. 

A tak w ogóle to niby nic nie potrzebuję, ale sobie kupuję, a w tym miesiącu cały czas z myślą, że 'O! Będzie na urodziny!'. I w taki sposób kupiłam sobie kalendarz adwentowy z Yves Rocher, książkę o Przyjaciołach, a także grę Gierki Małżeńskie! A i jeszcze wykupiłam trzy seanse na oglądanie Przyjaciół w kinie Helios! Tak można żyć. I wydaje mi się, że jeszcze przez cały listopad będę sobie coś kupować z myślą o urodzinach haha. Też tak robicie?


 

Miłego dnia ! 


Wygrane aukcje charytatywne i upominki od sponsorów, zls2019

26 października 2019


Dzień dobry! Tak, jak wspominałam ostatnio przychodzę dziś do Was z kolejnym wpisem związanym z naszym ostatnim spotkaniem w Lubartowie, Spotkanie Lubelskich Straszydełek, a mianowicie dzisiaj chciałabym Wam pokazać, co udało mi się wylicytować w trakcie spotkania i ogólnie co obecnie wchodzi u mnie do testów, ciekawi? To zapraszam !

Zaczynając od rzeczy wylicytowanych, chciałabym raz jeszcze przypomnieć, że w tym roku licytowałyśmy dla Łukasza z Krasnegostawu, udało nam się zebrać dość ładną sumę pieniędzy i jeśli jesteście chętni o również możecie się przyłączyć do nas! Zapraszam na: Zbiórka dla Łukasza!

Do naszej akcji charytatywnej przyłączyli się również następujące marki: Tahe Polska, Chic chiq Beauty, Over Cosmetics, Drogeria Ekozuzu, Ecospa, Indigo Lublin - wygrane przez pozostałe dziewczyny!

  • MONPLER - Phyto Nature, rewitalizujący tonik do włosów jasnych i siwych


  • BINGO SPA - serum, odżywka SPA do włosów; keratynowa maska do włosów; serum szampon keratynowy


  • BIELENDA, Botanic Formula - kremowy olejek do mycia twarzy; mleczko do demakijażu; olejek przeciwzmarszczkowy; krem przeciwzmarszczkowy


  • Sklep KEJ - hydrolat, woda kwiatowa z lawendy


  • KOLASTYNA - 2 zestawy kosmetyków do opalania i po opalaniu



  • BIO DERMIC - maska aloesowa, krem na noc, krem na dzień i próbki


I teraz mam dla Was upominki, które każda z nas dostała i są to naprawdę perełki!


  • LAQ - żel pod prysznic z ekstraktem z piwonii dla prawdziwych kocic oraz żel pod prysznic z ekstraktem z dębu dla dzikusów z lasu


  • Sklep KEJ - hydrolat, woda kwiatowa z gorzkiej pomarańczy


  • BIELENDA -  magiczna baza pod makijaż




  • KOLASTYNA - zestaw kosmetyków do i po opalaniu 



  • ESSENCE -  paletka cieni, Hello New York oraz Salut Paris, paletka rozświetlaczy Glow Up, dwa błyszczyki, tusz do rzęs i lakier do paznokci





To od czego mam zacząć testowanie ;D?


#zls2019, czyli trzeci zlot lubelskich straszydełek 20.10.2019r.

23 października 2019



Dzień dobry! Tak, jak pisałam Wam ostatnio, w niedzielę miałam przyjemność być na spotkaniu blogerek w Lubartowie, był to Zlot Lubelskich Straszydełek zorganizowany przez Sylwię z Czerwonousta oraz Olę z Malowane Oczy! Był to już mój drugi zlot i muszę przyznać, że uwielbiam te cykliczne spotkania, na których mam okazję poznać nowe dziewczyny i pogadać znowu z tymi, z którymi się widziałam kilka albo nawet kilkanaście miesięcy temu. Zresztą zobaczcie sami, jak z nami jest fajnie!
A tak w ogóle zdjęcia mam głównie od Madzi z bloga Mazgoo, a także od Gabrysi z bloga Kosmetyki na kozetce. Love ya!






Spotkałyśmy się w Restauracji w Bramie w Lubartowie, jak co roku. Restauracja jest genialna, bardzo ją polecam osobom z okolic, bo i miejsce jest fajne i klimatyczne, a i jedzenie jest przepyszne! Już długo przed spotkaniem nie mogłam się doczekać aż znowu zjem tego kurczaka z sosem mango i jalapeno! Ale, nie jedzenie było najważniejsze, a my!

A było nas 16: organizatorki; Ola Malowane Oczy, a także Sylwia Czerwonousta, no i oczywiście: Kasia Kolorowe Maliny, Madzia The Women Life, Karolina Pitbajka, Klaudia Czarnulkaa, Marta Kicia MakeUpArt, Kasia Porady Mamy Kasi, Madzia Mazgoo, Diana Dajanalogist, Kasia Zołza z kitką, Gabrysia Kosmetyki na kozetce, Iwonka Eteryczny Świat, Małgosia Esy Floresy Fantasmagorie i Emilka Szafa Zapachów
Całe spotkanie było przepełnione rozmowami, śmiechem, poznawaniem się, wspominaniem i wszystkim. Były dziewczyny, które spotkałam po raz pierwszy, ale i miałam też okazję porozmawiać z dziewczynami, które kiedyś już poznałam, ale nie było za bardzo czasu na rozmowy, więc udało się nadrobić! Z niektórymi jeszcze można ponadrabiać, ale powiem Wam, że uwielbiam te dziewczyny. Rozmowy, które nie skupiają się tylko na blogowych i kosmetycznych rzeczach są dla mnie tak wartościowe, że szok! Bo to jest coś niesamowitego, że z kimś z internetu rozmawiasz o rodzinie, o ślubie, o weselu, o planach na przyszłość, a i o rzeczach turbo i mniej ważnych, o których nie mówi się pierwszej lepszej osobie. I to doceniam najbardziej w tych naszych spotkaniach i nie ma nic bardziej wartościowego, i jestem za to wszystko bardzo wdzięczna ;)







Dobra, jest jeszcze jeden mega ważny i wartościowy aspekt, a mowa tu o naszych aukcjach charytatywnych. Tym razem zbierałyśmy pieniądze dla Łukasza, 14-letniego chłopaka z Krasnegostawu, który uległ poważnemu wypadkowi i teraz potrzebne są fundusze na rehabilitację, Udało nam się zebrać niecałe 1300 zł, co jest kroplą w morzu, ale to właśnie te krople tworzą całe morze!  Poza tym, Łukasz może być inspiracją, bo taka motywacja i determinacja nie zdarza się często ;). Jeśli chcecie, też możecie dołączyć do zbiórki, poniżej wrzucam link:









I właśnie ten sposób spędzania dni dla blogerek jest najlepszy! Cudowne spotkanie, baterie naładowane, ja jestem zmotywowana, zainspirowana i po prostu szczęśliwa, że mogłyśmy się znowu zobaczyć i przy okazji pomóc Łukaszowi ;).
W następnym wpisie pokaże Wam w szczegółach, co przywiozłam ze sobą od sponsorów spotkania, jak i licytacji ;) Pozdrawiam !