Jak zmotywować się do ćwiczeń?

26 lutego 2019


Jesteście zdeterminowani? Jak coś chcecie to to robicie, czy znajdujecie zawsze tysiąc wymówek? Bo przecież jest tyle ważniejszych spraw, które muszą być najpierw zrobione. Oj ile razy ja tak miałam. Rano dzwonił budzik, a ja twierdziłam, że muszę tyle rzeczy załatwić, że się nie wyrobię z ćwiczeniami i... szłam spać. Budziłam się godzinę, czasem dwie później i jakoś nic ważnego mnie nie obudziło. Zawsze coś się znajdzie, a potem łatwo jojczeć, że ciuchy nie pasują. Wiadomo! Ale to muszę przyznać, że się na 'starość' strasznie rozleniwiłam! Jak sobie przypomnę, jak latałam w gimnazjum, czy liceum wszędzie; na trening, na spacer, na imprezę, wszystko jednego dnia i dalej było mi mało. Kwestia przyzwyczajenia, więc czas wrócić do niektórych przyzwyczajeń!
No to zaczynamy, jak się zmotywować, jak ruszyć tyłek i przestać narzekać, tym samym przestać denerwować ludzi wokół siebie?


*METODA 5 SEKUND
Ostatnio na kanale Fitlovers'ów usłyszałam o metodzie kilku sekund i nawet nie wiecie, jakie to prawdziwe! Chodzi w niej o to, że na podjęcie decyzji i rozpoczęcie działania mamy zazwyczaj kilka sekund. Kiedy przedłużamy ten czas, w naszym umyśle odezwie się opór i lenistwo, które z łatwością  sprawią, że nam się odechce. Pomysł i działanie,macie naprawdę kilka sekund, żeby zdziałać to co chcecie. Czyli, chcę ćwiczyć, przebieram się i idę ćwiczyć, bo inaczej.. będę farfoclem całe życie.
Poza tym, czytałam też o tym, że w takiej chwili warto zacząć odliczanie 5-4-3-2-1 to sprawi, że nasz mózg skupi się na odliczaniu, a część odpowiedzialna za emocje zostanie chwilowo wyłączona, więc wyłączycie myślenie, że wam się nie chce.

*SKIERUJ MYŚLI NA COŚ INNEGO
Nie jestem robotem i czasami po kilku minutach ćwiczeń przestaje mi się chcieć i mam ochotę przerwać. I wiecie, co? Wstyd się przyznać, ale nie raz przerywałam w połowie. Zresztą, raz nawet przebrałam się, włączyłam trening na youtube i stwierdziłam, że przecież wcale taka gruba nie jestem i poszłam na komputer --> strasznie lesersko brzmi, no nie? Haha, żenada!
Może to źle, ale nie skupiam się na ćwiczeniach w trakcie, nie myślę o bólu czy zmęczeniu. Zawsze kieruję myśli na coś innego. Zazwyczaj rozkminiam, co zrobię po, w jakiej kolejności i jak najlepiej będzie mi się zorganizować; zmywanie, pranie, odkurzanie, wpis na blogu, co napiszę dokładnie w danym wisie, co wrzucić na social media itp. 
Takie myślenie ma też dużo innych zalet! Jak już sobie zaplanuję 2-3 godziny ćwicząc, to potem wiem dokładnie jak się zorganizować, tak dokładnie sprecyzowany plan sprawia, że mam dużo więcej czasu niż myślałam, mimo że początkowo obawiałam się, że właśnie przez trening z niczym się nie wyrobię. 

*OTOCZ SIĘ ODPOWIEDNIMI LUDŹMI
Inne osoby, ich sukcesy i osiągnięcia jest mega motywujące. Jeżeli ktoś z Waszego otoczenia wstaje o 5 rano, idzie na siłownię, do pracy, ogarnia swoje życie zajebiście, no to szacun - też tak chcę. Ktoś jeździ w góry, na deskę, podróżuje, uprawia tysiąc innych sportów - no to wow, chyba też tak mogę jak się spróbuję. A z kolei, jak macie w towarzystwie osobę, która nic nie robi, ma wszystko podane na tacy, no to w głowie od razu pojawia się myśl: 'po co ja się będę zaharowywać". I przysłowie 'Kto z kim przystaje, takie się staje' jest niestety prawdziwe.
Mnie inspiruję dużo osób i z mojego otoczenia i obcy. Co tydzień jeżdżę z tatą na basen, bo aż mi głupio, że jemu się chce, a ja bym spała w tym czasie. Mimo że social media dają złudne wrażenie, że życie innych jest zajebiste, to w dalszym ciągu działają motywująco i budzą do działania. 


*ZNAJDŹ CEL
Wszystko warto robić dla siebie, dla swojego samopoczucia, ale czasem znalezienie celu, który jest oddalony w czasie jest pomocne, bo w tydzień nic ze sobą nie zrobicie. Jeżeli coś Cię czeka za kilka miesięcy, to warto o tym pamiętać. Może to być ślub, wakacje, wyjazd w super miejsce, facet,  czy nawet udowodnienie komuś czegoś, ale też pamiętajmy o naszym zdrowiu, warto o nie zadbać już teraz.

*WPADNIJ W RUTYNĘ
Tak wiem, rutyna jest zła i tragiczna i prowadzi do nudy. Ale! Rutyna też może być dobra, jeśli mówimy o rzeczach dobrych i przydatnych. Przez pierwsze 2 tygodnie nie chcę Wam się ćwiczyć, zmuszacie się do tego i robicie to na maksa na siłę, ale gwarantuję Wam, że trzeciego tygodnia każda wolna chwile będzie idealna do treningu, będziecie czekać aż w końcu się przebierzecie i ruszycie tyłek.


A tak w ogóle to po co ten wpis?
A no własnie, żeby się zmotywować. Łatwo jest słuchać czyichś rad, trudniej swoich, a kiedy coś napiszę, wydają się nie być już takie moje i mogę przy okazji poukładać myśli w głowie i sprecyzować priorytety. Zresztą mówienie o czymś publicznie mnie też motywuje. Bo jeśli napisze tu albo powiem głośno, że halo ćwiczę to będę ćwiczyć.
I dajcie koniecznie znać, jak Wy się motywujecie!

hiper szybki sposób na demakijaż, Tołpa, żel micelarny do mycia twarzy i oczu

23 lutego 2019


Cześć! Znowu kolejny weekend, u mnie już niestety wiąże się on z powrotem do rzeczywistości po feriach. Ale, ale! Dziś jeszcze czeka nas impreza, więc trochę się zrelaksujemy. Dajce koniecznie znać, czy bawicie gdzieś na ostatkach! I przechodząc od razu do sedna wpisu, mam dla Was dzisiaj recenzję produktu marki Tołpa do oczyszczania twarzy. Do którego podchodziłam bardzo sceptycznie, ale muszę przyznać, że naprawdę pozytywnie się zaskoczyłam ;)


Tołpa: *green oils, oczyszczanie
żel micelarny do mycia twarzy i oczu


Dzięki zawartości oleju z nasion lnu [8] żel ma za zadanie nawilżyć oraz delikatnie oczyścić wrażliwą skórę, złagodzić podrażnienia, a także nadać jej warstwę ochronną. Olej również sprawia, że produkt jest delikatny, a zarazem skuteczny i ma pozytywny wpływ na każdy rodzaj skóry. Żel marki Tołpa nie powoduje dyskomfortu związanego z naruszeniem bariery ochronnej. Ponadto, usunie zanieczyszczenia, makijaż, również oczu. Zapobiegnie suchości, pozostawi skórę gładką, nawilżoną i odświeżoną.
Produkt jest hipoalergiczny. Przeznaczony do skóry wrażliwej, normalnej i suchej. Nie zawiera parabenów, mydła i SLS-u.

Skład: Aqua, Disodim Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer 184, Peat Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil [8], Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, Glycerin, Sodium Hydroxide,Sodium Chloride, Disodium EDTA, Parfum, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol.

Sposób użycia: należy rozprowadzić żel na powierzchni twarzy, oczu i szyi. Delikatnie masować kolistymi ruchami, a następnie spłukać wodą. Do stosowania rano i wieczorem.


Żel micelarny od Tołpy znajduje się w przeźroczystej tubce stojącej 'na głowie'. Widać przez opakowanie ile produktu zostało nam do końca, a i na opakowaniu znajdują się wszystkie dodatkowe informacje typowe dla marki. Zamykane na zatrzask, który niestety u mnie jest nieszczelny. Za każdym razem, jak biorę żel do reki to wylewa się trochę produktu, podobnie wygląda przy otwarciu. Również nagle wyciska się z niego produkt. Z kolei, kiedy sami wyciskamy produkt na dłoń, to trzeba uważać, bo bardzo łatwo wycisnąć za dużo.
Konsystencja żelu kojarzy mi się trochę z konsystencją aloesu, żelowa, ale też wodnista i lejąca się zarazem. Po kontakcie z wodą nie pieni się. Zapach mi się bardzo podoba, mimo że jest dosyć męski, ale pachnie jak facet. Zapach się nie utrzymuje na skórze, więc spokojnie dziewczyny, będziecie pachnieć po swojemu.


Jak pisałam żel się nie pieni, a bardzo wygodnie przemywa się nim całą twarz, nie ma problemu z dojściem produktu w załamania, w okolice nosa czy oczu. Ogólnie jest delikatny, ale jak spróbujecie otworzyć oczy to żel wywoła lekkie pieczenie, ale nie utrzymuje się to, nie powoduje też żadnego filmu na oczach. Poza tym, skóra nie jest ściągnięta, a miejsca już podrażnione nie zaczynają dodatkowo piec.
Jego działanie jest rewelacyjne. Naprawdę, podchodziłam na maksa sceptycznie do tego produktu, jak do większości po raz pierwszy. Zmyłam nim podstawowy makijaż i to był sztos! Tusz do rzęs, makijaż twarzy, konturowanie wszystko zeszło w moment. Kiedy przeleciałam jeszcze twarz dodatkowo wacikiem nasączonym płynem micelarnym to wacik był praktycznie czysty (czasem zostawały pojedyncze ślady po tuszu do rzęs). Ja jestem wniebowzięta, bo szukam czegoś co szybko zmyje makijaż i oczyści twarz wow! Jeśli chodzi o mocniejszy makijaż, to znowu zastanawiałam się, czy żel poradzi sobie z brokatami, czarnymi eyelinerami, toną konturowania itp., ale daje radę! Nieważne, jak mocny jest makijaż, żel go zmyje, na raz.
Co do stosowania żelu rano.to też jest spoko. Bardzo fajnie oczyszcza i odświeża twarz rano, w żelu nie ma żadnych drobinek, więc jest jak najbardziej bezpieczny dla wrażliwej skóry rano, nie będziecie mieć zaczerwienionej skóry. Bardzo podoba mi się to, że żel nie wysusza w ogóle skóry, mam wrażenie, że po użyciu nie ma potrzeby nakładania żadnego kremu do twarzy, bo skóra już jest w idealnym stanie i przygotowana pod makijaż. Dla mnie szał, chociaż ja nie jestem przyzwyczajona do mycia twarzy rano żelami, ale jeśli ktoś z Was lubi to również będzie zadowolony.


Podsumowując ja jestem hiper zadowolona. Nie spodziewałabym się tego i właśnie dlatego żel strasznie długo leżał u mnie na półce nieruszany, bo po prostu jakoś tak było mi zawsze nie po drodze z nim. Ale jak już użyłam to byłam tak zaskoczona, że naprawdę! Najbardziej podoba mi się to, że nie zużywam pierdyliarda wacików do zmycia makijażu wieczorami, a i tak czasem mam wrażenie, że jeszcze twarz jest niedoczyszczona. Ten żel radzi sobie z tym świetnie, wystarczą 2-3 minuty masowania i cały makijaż jest zmyty. Dla mnie sztos! I myślę, że będę do niego wracać, jeśli w ogóle nie zamienię normalnych płynów na niego!


Nagietek, miodunka i pięciornik, czyli olejowanie włosów z Vianek

20 lutego 2019


Dzień dobry! U mnie powoli kończą się ferie, a to wiąże się z tym, że mój wolny czas jest coraz mniejszy. Chociaż i tak spodziewałam się dużo wolnego czasu, a ostatecznie okazało się, że było go niewiele, ale to nic. Kiedy ma się długoterminowe plany to inaczej podchodzi się do tego, co się dzieje teraz albo za tydzień, bo i tak najbliższe pół roku zleci w mgnieniu oka. Ale to dobrze, ja już się nie mogę doczekać!
Wczoraj byłam u fryzjera sprawdzić w jakiej kondycji są moje włosy po ostatnim rozjaśnianiu. Obecnie zależy mi bardzo na ich długości, więc potrójnie muszę zwracać uwagę na ich kondycję. Wróciłam na maksa do olejowania i jak możecie się domyślać w mojej łazience jest ok 5 rożnych olejków do włosów. Dzisiaj będzie o jednym, którego użyłam przypadkiem. Ciekawe jak wyszło!

Vianek, odżywczy olejek do włosów
z ekstraktem z nagietka, modunki i pięciornika


Odżywczy olejek zawiera wyciąg z nagietka lekarskiego [5], miodunki plamistej [6] i pięciornika gęsiego [7], jest przeznaczony do intensywnej pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Poza tym, wspomaga ich odbudowę i wzrost. Połączenie olejków bogatych w witaminy (z pestek moreli [2], rokitnikowego [9]) oraz masła awokado [4] z lecytyną sojową [10] i witaminą E [8] zapewnia długotrwałe nawilżenie, wygładzenie i połysk. Olejek sprawdza się idealnie w zabiegu olejowania włosów, a także do stosowania jako serum by zregenerować końcówki.

Skład: Glycine Soja Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil [2], Coco-Caprylate, Persea Gratissima Butter [4], Calendula Officinalis Flower Extract [5], Pulmonaria Officinalis Extract [6], Potentillae Anserinae Herba Extract [7], Tocopheryl Acetate [8], Hippophae Rhamnoides Oil [9], Lecithin [10], Parfum.

Sposób użycia: Odpowiednią ilość olejku należy zaaplikować na lekko zwilżone włosy, należy wmasować i owinąć włosy ręcznikiem. Najlepiej pozostawić na minimum 30 minut, a następnie zmyć delikatnym szamponem. Przy stosowaniu jako serum regenerujące należy niewielką ilość olejku wetrzeć w końcówki włosów.


Jak widzicie olejek znajduje się w plastikowej buteleczce posiadającą pompkę. Nie wiem czego cały czas byłam przekonana, że olejkiem można pryskać włosy, ale to nic. Taka aplikacja też jest wygodna do pierwszego nałożenia, potem mając już tłuste dłonie od olejku może być to trochę ciężkie, ale da się temu zaradzić. Szata graficzna typowa dla marki Vianek, charakterystyczna, przez to jak najbardziej mi pasuje.
Przy pierwszym użyciu od razu zwróciłam uwagę na zapach, jest cudowny! Pachnie słodko i cukierkami, naprawdę jakbym nakładała na włosy cukierki. Poza tym, konsystencja jest już typowa dla olejków, jest zabarwiona na pomarańczowo, ale poza opakowaniem nic innego nie jest zabrudzone ani odplamione.


Pierwszy raz użyłam olejek przed basenem. A wiadomo, że na basenie szkoda mi czasu na pełny włosing, nakładanie potem masek i odżywek, więc postawiłam po prostu na olej przed. Potem szybki szampon, odzywka na parę sekund i suszę włosy. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona! Od razu było widać różnicę między włosami, kiedy ich nie olejowałam na basenie. Były super gładkie, miękkie, nawilżona i odżywione. Dodatkowo sypkie i pięknie się układają. Nie elektryzują się i naprawdę sztos! I nie wyobrażam sobie teraz jechać na basen bez oleju.
Kiedy używam olejku w domu i część włosingu to również świetnie zdaje egzamin. Włosy są miękkie, delikatne, super nawilżone i odżywione. Olejek jest genialnym dopełnieniem całego włosingu, jaki przeprowadzam prawie przy każdym myciu włosów. Ale na wszelki wypadek, żeby włosy dostały jak najwięcej, to stosuje oleje na zmianę. Ale widzę, ze moje włosy go bardzo lubią i dzięki niemu ich kondycja jest naprawdę na plus!


Olejek dostaniecie w buteleczce o pojemności 200 ml do 20 zł głównie w internecie. Poza tym, jego data ważności to 3 miesiące od otwarcia i ja się obawiam, że nie będę w stanie tego użyć w tym czasie, bo jest hiper wydajny! Osobiście jak już olejuję włosy to nie oszczędzam oleju i zawsze nakładam dosyć spore ilości, a mam wrażenie, że on się prawie nie zużywa, więc zobaczymy, jak długo będę go używać!
Przy okazji pochwale się, że na wczorajszej wizycie u fryzjera włosy zostały podcięte dosłownie o 1 mm, tylko w celu odświeżenia końców, więcej nie trzeba było. Byłam na regeneracji włosów pielęgnicą, a poniżej możecie zobaczyć efekty.


Zapraszam na insta, gdzie na bieżąco informuję o takich rzeczach i produktach ;)!

Rapan Beauty, Power of Nature czyli smocza krew, śluz ślimaka i inne takie

17 lutego 2019


Hejo! Jak tam po Walentynkach i po weekendzie?  Świętujecie, czy wolicie sobie odpuścić? Ja osobiście świętuję, bo każda okazja jest do tego idealna. Poza tym, mamy też nasze 'małe i duże' święta w między czasie, więc inaczej <3. Ja już czuję w powietrzu wiosnę i to też przekłada się na weekendy ostatnio coraz więcej zajęć, coraz więcej wyjść,bo jakoś tak bardziej się chce. 
Dzisiaj mam dla Was recenzję glinek do twarzy. Osobiście nie  przepadam za maskami, które muszę sama mieszać. Jestem wygodna i wolę wziąć, otworzyć, nałożyć i jestem zadowolona. A zazwyczaj glinki należy wcześniej rozmieszać z wodą, a mi się po prostu nie chce. Dodatkowo nigdy nie wiem ile tej wody mam wlać, żeby było okej,a szkoda, bo glinki są fajne dla cery. Na szczęście Rapan Beauty ma maski już gotowe w słoiczku, które należy wymieszać i można nakładać! Żadnych dodatkowych misek, łyżeczek, wystarczy pędzel, którym nakładam glinkę na twarz.
Różową wersję dostałam na Spotkaniu Blogerek jakiś czas temu i byłam tak zakochana, że postanowiłam domówić wszystkie wersje, jak tylko zużyłam tą moją. Jak myślicie, jest z tego potrójna miłość?

RAPAN BEAUTY, Power of Nature

Zawierają SMOC*, czyli innowacyjny kompleks naturalnych, mineralno - organicznych substancji aktywnych. Bazą jest mix peloidów (niebieska i żółta glinka), a także syberyjskie błoto iłowo - siarczkowe.


Błoto iłowo-siarczkowe wzmacnia skuteczność działania kosmetyków. Posiada sporo przeciwutleniaczy, głęboko oczyszcza skórę, minimalizuje pojawianie się zmarszczek rewitalizuje i przywraca blask.

Olej ze słodkich migdałów zapewnia maseczce walory aplikacyjne, działa jako naturalny emolient, wygładza raz nawilża skórę. Bardzo łatwo się wchłania, nie pozostawia tłustego filtra na skórze, a także ujędrnia i pielęgnuje.

Ekstrakt ze śluzu ślimaka zwiększy elastyczność skóry, pomaga w usunięciu blizn, posiada właściwości eksfoliacyjne. Nawilża głębokie warstwy skóry, tworzy ochronny film na jej powierzchni.

Ekstrakt z żywicy 'smoczego drzewa' to bogate źródło fenoli, fitosteroli i alkaloidów, chroni naturalne włókna elastyny i kolagenu. Zawiera taspinę, dzięki czemu działa przeciwzapalnie oraz przyspiesza procesy gojenia. Odnawia naskórek i odmładza skórę.

Olejek z chińskiej cytryny (Yuzu) zapewnia dobudowę barierową zniszczonej i łuszczącej się skóry. Działa przeciwzmarszczkowo i nawilżająco.

Ekstrakt z owoców acai to bogate źródło polifenoli, kwasów Omega 6 i 9, witamin oraz mikroelementów.

Różowa wersja do każdego rodzaju skóry 

Zawiera mix peloidów, 'smoczą krew', a także śluz ślimaka. Jest prawdziwym bogactwem witamin, minerałów, peptydów antyoksydantów, a także innych substancji.
Skład: Illite, Kaolin, Sulphide Silt Mud, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Propanediol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycoprotein, Croton Lechleri Resin Powder, Glycerin, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Sodium Hyluronate, Copper Gluconate, Sodium PCA.

Różowa wersja jest zdecydowanie moim numerem 1. Idealnie wpasowuje się w moją skórę i idealnie się ja aplikuje. Nie miałam problemów z mieszaniem ani nakładaniem, a glinka też nie spływała z twarzy. Jest to mieszanka niebieskiej i żółtej, więc może dlatego zdaje egzamin na każdej płaszczyźnie. Zapach ma lekko irytujący, ale szybko idzie się do niego przyzwyczaić. Czasem po użyciu skóra lekko piekła w podrażnionych miejscach i dało się odczuć mrowienie, ale nie było to uprzykrzające. Skóra po użyciu była niezwykle gładka, miła w dotyku i zmatowiona. Od razu była widoczna zmiana, że w pewien sposób została odżywiona, nawilżona, bo wyglądała po prostu zdrowo. Skóra zachowywała się inaczej przy regularnym stosowaniu, nie pojawiały się wypryski i była bardziej oczyszczona. Dla mnie - miodzio!

Niebieska wersja do skóry suchej i mieszanej

Niebieska glinka z 'syberyjskiego Morza Martwego' odżywia, odświeża, regeneruje oczyszcza, nawilża i mineralizuje skórę. Posiada działanie złuszczające. Zawiera smoczą krew, a także owoc Yuzu Ceramide.
Skład: Blue Clay, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Croton Lechleri Resin Powder, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Niebieska glinka m lekkie niebieskie zabarwienie [wow], bardzo dobrze się ją nakłada na twarz i nie spływa  z niej. Przy tej wersji nie odczułam żadnego pieczenia, tylko lekkie mrowienie. Muszę przyznać, że moja cera po niebieskiej glince również była w świetnym stanie, ale nabrała więcej blasku i była bardziej nawilżona. Nie była bardzo zmatowiona, jak w przypadku różowej glinki, ale była w bardzo dobrym stanie. Poza tym, skóra jest super oczyszczona, wypryski się nie pojawiają, a jakiekolwiek podrażnienia zostały złagodzone.

Żółta wersja do skóry tłustej i mieszanej

Żółta glinka z 'syberyjskiego Morza Martwego' oczyszcza, nawilża, wygładza, regeneruje i mineralizuje skórę. Posiada właściwości antyoksydacyjne. Pomaga również zwalczyć trądzik. Zawiera śluz ślimaka oraz owoce acai.
Skład: Yellow Clay, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Snail Secretion Filtrate, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Jeśli chodzi o żółtą glinkę to jest ona najmniej dopasowana do mojej cery i to też widać, kiedy jej używam. Ale muszę przyznać, że jest ona też najbardziej płynną z całej trójki, więc nie ma co szaleć z nakładaną ilością. Powoli, niewielkie ilości, bo inaczej glinka Wam pospada wszędzie dookoła, a tych glinek tak łatwo się nie domywa. Powiem Wam szczerze, że glinka u mnie nie robi za wiele. Wiadomo, jak to glinka coś tam nawilży, odżywi, ale nie ma efektu wow. U mnie zdecydowanie sprawdza się najgorzej, więc zużyje ją do końca moja siostra, dla której akurat się nadaje.


Jak wspominałam glinki ogólnie mają prawie takie same właściwości, jak konsystencję i zapach. Różnica jest widoczna w działaniu i u mnie zdecydowanie najlepiej sprawa się różowa, myślę że jest też najbezpieczniejszą wersją. Poza tym, glinka działa też trochę, jak peeling ze względu na konsystencję i sposób zmywania. Nie ma opcji, żeby glinka nie 'jeździła' po twarzy tym samy trochę ją peelingując, co dla mnie jest dużym plusem. Największym minusem jest z kolei sprzątanie po niej. Nieważne, jak bardzo będę się starać ją zmywać, zawsze cała umywalka będzie zielono jakaś i róbcie to od razu. Jak cokolwiek zaschnie to będzie bardzo ciężko to domyć. Ostrzegam też, że w momencie zasychania glinka lubi się osypywać, ja zazwyczaj przesiaduję przy komputerze, więc całe biurko jest pokryte lekkim zielonym pyłkiem.
Poza tym, moje glinki mają inną szatę graficzną niż te, jakie są teraz dostępne. Ja te zdjęcia zrobiłam bardzo dawno, więc nie wszystko jest takie, jak było. Widzę też niewielkie różnice w składach. Ale ogólnie ja jestem bardzo zadowolona;)
Znacie te glinki?


Jak stworzyć udany związek?

14 lutego 2019


Mamy Walentynki. Zdaje sobie sprawę z tego, że akurat na to święto jest jakaś dziwna nagonka wśród ludzi, o czym już pisałam dawno temu tutaj: Kontrowersyjne Walentynki. Ja jestem zdania, że każdy robi to co chce. Można świętować, można pić, można leżeć, można olać, ale każdy niech robi to, co sprawia mu przyjemność i nie ma sensu rzucać tekstami 'huehue, kochacie się tylko w walentynki'. Dzisiaj będzie tematycznie, bo związkowo. Co prawda psychologiem nie jestem, ale mam za sobą parę mniej lub bardziej poważnych, krótszych czy dłuższych związków i trochę już udało mi się zaobserwować. Miałam parę pomysłów na taki wpis, ale wszystkie miały dość negatywny wydźwięk, a nie chciałam żeby ktokolwiek poczuł się bezpośrednio urażony, więc ostatecznie stwierdziłam, że taka forma będzie najlepsza.
To wszystko wydaje się takie proste, ale prawda jest taka, że nawet ja kiedyś nie miałam tego wszystkiego, a wydawało mi się, że jest świetnie, że tak ma być i byłam szczęśliwa (?) Zaryzykowałam, zwyciężyłam z przyzwyczajeniem i mimo że nie było łatwo, to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu, bo teraz wiem, że można inaczej, lepiej, tak jak zawsze marzyłam.
Co sprawi, że Wasz związek będzie lepszy i czego szukać w nowym związku?


ROZMOWA
Każda i na każdy temat. Nie chodzi tylko o zapytanie się, jak minął dzień, ale chodzi też o głębsze przemyślenia, o życiowe rozkminy, czy pierdoły. Dla mnie nie ma tematów tabu, potrafię zapytać o wszystko, co mnie ciekawi, czy śmieszy i jestem otwarta na każdy temat. Ludzie coraz mniej ze sobą rozmawiają, zresztą każdy mówi o tym, że widzi się parki w knajpach, które siedzą przy sobie na telefonach. Tak, ja też to przeżywam, ale aż wstyd się przyznać, jak często ja sama wyciągam telefon przy kimś, komu chcę poświęcić swój czas, a jednak ten telefon sam ląduje w dłoni. 
Poza tym, jeżeli tylko jest jakaś kiepska sytuacja między Wami to nie ma co udawać, że się nic nie stało, odwlekać temat, czy robić sobie ciche dni. Najlepszą opcją jest też rozmowa. Możecie poczekać chwilę, ochłonąć, zebrać myśli, pomilczeć, ale rozmowa, rozmowa, ROZMOWA. Kilka lat temu usłyszałam radę pewnej pary, że Nigdy nie kłócą się przy dzieciach i nigdy nie zasypiają pokłóceni. Dzieci nie mam, ale zawsze wszystko wyjaśniam od razu, nawet jeśli wiąże się to z rozmową do rana.

SZACUNEK
Kolejna rzecz, którą uważam za logiczną, ale jak sobie przypomnę ile razy pozwoliłam komuś mnie obrazić to aż mnie ściska. Nie i koniec. Cokolwiek się dzieje, nikt nie ma prawa nikogo urazić, rzucać obelgami, i nie ważne czy to w gniewie, w złości czy po pijaku. Mam wrażenie, że jak się powie coś raz to to zostaje między Wami. Szacunek obowiązuje nie tylko w stosunku do siebie, ale jak się opowiada o drugiej połówce, czasem słyszę tak straszne rzeczy publicznie, że aż mi się robi przykro. Wiadomo, że nie zawsze jest kolorowo, ale można zostawić niektóre rzeczy dla najlepszej przyjaciółki. Szacunek do siebie, szacunek do kogoś, liczenie się z czyimś zdaniem, empatia i zrozumienie, to mega ważne.

SZCZEROŚĆ
Nie ma co owijać w bawełnę, kręcić i ściemniać, bo to i tak wyjdzie na jaw (sama się o tym przekonałam - nie jestem święta). Wiadomo, nie o wszystkim trzeba mówić od razu na wstępie, ale chodzi o prawdę, o nieukrywanie czegoś na siłę. Mam wrażenie, że na początku jak się zacznie kręcić z różnych powodów, to potem będzie coraz trudniej z tego wyjść. 

ZAUFANIE
Osobiście myślałam, że już nigdy więcej nie będę mogła nikomu zaufać, że zawsze będę tą laską, która sprawdza czyjś telefon, maile, social media i musi wiedzieć wszystko! I wiecie, co? Ufam, najbardziej na świecie i to jest jedna z najlepszych rzeczy na świecie, ten spokój, brak chorej ciekawości, brak rozkmin - po prostu zdrowo! Jakiekolwiek domysły, narzucanie komuś nieprawdy, wmawianie czegoś - potrafi doprowadzić do samych beznadziejnych sytuacji.

SPĘDZANIE ZE SOBĄ CZASU
Okej, nie chodzi mi o to, że 24h/7 macie siedzieć razem i nic więcej nie robić, z nikim innym się nie widzieć, ale słyszałam różne rzeczy i doświadczyłam też różnych. Bo jeżeli ktoś woli spędzać czas z kimś innym, nie ma dla Ciebie czasu albo po prostu nie ma potrzeby widzieć się z Tobą przez kilka dni - to chyba coś jest nie tak. Z drugiej strony jeśli myślicie o kimś poważnie i 'chcecie' z nim spędzić resztę życia, a widujecie się raz na tydzień i to jest wystarczające, to potem można się zdziwić, kiedy nagle z kimś zamieszkacie.
Wspólne zajawki są idealne, można robić coś co się uwielbia razem = jeszcze więcej szczęścia. Ale mogą to być i drobne rzeczy. Jestem też zdania, że każdy musi mieć swój własny kwadrat tylko dla siebie, nie trzeba robić wszystkiego razem. Zachowajmy też balans.

WSPÓLNE WARTOŚCI
Jasne, można walczyć ze sobą całe życie i kłócić się o dzieci, ślub, religie albo spróbować jakoś to pogodzić. Podziwiam takich ludzi, bo dla mnie takie różnice są nie do przeskoczenia. Nie chce mi się walczyć, kłócić albo rezygnować z rzeczy dla mnie ważnych albo je odkładać w czasie, bo tej drugiej coś nie pasuje. Tak samo ta druga osoba może zrezygnować z czegoś dla mnie, nie tylko jedna strona musi się poświęcać, więc osobiście uważam, że takich związków nie ma co ciągnąć, bo raczej szczęśliwi w pełni nie będziecie.


Nie miałam tego wszystkiego o czym mówię i nigdy mi to nie przeszkadzało, myślałam, że tak ma być, że to jest normalne, że nie da się inaczej. A jednak się da. Wystarczy trafić na odpowiednią osobę. Obecnie, jestem na maksa zakochana, turbo szczęśliwa i planuję ślub i jest idealnie. Nie ma co się obawiać o przyszłość, lepiej zrezygnować z czegoś wcześniej niż nigdy, bo jest już za późno.
Dajcie znać, co jeszcze dodalibyście do mojej listy! :)