L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds Maska tonująca do włosów blond i siwych

16 czerwca 2026

 
Dzień dobry! I jak się macie? Jak ja się cieszę, że mogę w końcu odetchnąć, że mam czas, żeby na spokojnie usiąść, ogarnąć pranie i po prostu na spokojnie sobie wszystko pozamawiać, po ogarniać. mam wrażenie, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem, więc jestem bardzo wdzięczna za ten czas i zamierzam wykorzystać go na maksa. Mam już ogromną listę rzeczy do zrobienia, więc stay tunned, chyba niedługo będę najbardziej zorganizowaną mamą w kosmosie!
A jak już jestem zorganizowana to mam też czas na kosmetyki, na swoją pielęgnację i na nadprogramowe kosmetyki, na które zazwyczaj szkoda mi czasu albo tak się spieszę, że po prostu o tym zapominam. A mam ostatnio jakiś gorszy czas jeśli chodzi o moje włosy, coś mi się w nich nie podoba i chyba szykują się zmiany, ale muszę wybrać się do fryzjera, żeby to z nim uzgodnić. Ale jak na razie chcę Wam wspomnieć dziś o masce tonującej do włosów blond od L'biotica!


L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds
maska tonująca do włosów blond i siwych





Maska znajduje się w fajnej fioletowej tubce, dość szerokiej, ale od razu widać, że pojemnej. Ja bardzo lubię ten kolor, zgaszony fiolet, który niesamowicie mnie uspokaja i już wszystko mamy utrzymane w tonacji tonującej. od razu wiemy, że coś tu się będzie działo konkretnego, bo widać to po samym opakowaniu. Znajdziemy tutaj też wszystkie najważniejsze informacje. Zatyczka jest na zatrzask, bardzo dobrze się trzyma i sprawdza.
Konsystencja jest typowa, jak dla maski, dość gęsta i zbita, ale bardzo fajnie siedzi na włosach, a przy takich produktach jest to dla mnie najważniejsze, żeby właśnie maska tonująca nie spływała z włosów. Zapach jest przepiękny, winogronowy, słodki, no pachnie bosko!



Ja oczywiście taką maskę zawsze zostawiam sobie na sam koniec, po pełnej pielęgnacji z olejem, peelingami, odżywkami czas na maskę tonującą, którą potrafię trzymać na włosach nawet i 30 minut. Mam wrażenie, że dłuższe przetrzymanie maski nie wpływa negatywnie na włosy, a mimo wszystko ten kolor się lepiej jakoś wybija. 
Super jest to, że maska nie wysusza włosów, mamy tutaj ciągle full pielęgnację i regenerację, a przy okazji pozbywamy się kurczaka z włosów, co jest mega ważne dla blondynek! Ja nie będę oszukiwać zapominam o tym i jakoś jest mi nie po drodze z takimi produktami, mimo że ostatnio mam ochotę zaszaleć i iść nawet trochę w róże, więc zobaczymy.
Maska spełnia swoje zadanie na 100%. Świetnie pozbywa się żółtych tonów z włosów, wychładza je i sprawi, że wyglądają znowu pięknie, jak zaraz po fryzjerze, a tym samym super wpływa na stan włosów. Włosy po użyciu są miękkie, gładkie i czuć, że są też nawilżone.



Jest to kosmetyk, o którym muszę zdecydowanie pamiętać częściej, ale na szczęście są efekty nawet jeśli się jest dość nieregularnym. Maska świetnie ochładza kolor blond włosów, pozbywając się żółtych nieładnych tonów. Przy okazji, cały czas regeneruje włosy, nawilża je i sprawia, że nie tracą na swojej dobrej kondycji, jak kiedy te szampony tonujące miały w zwyczaju. Tutaj jest wszystko super, włosy są fajnie odżywione, nie są sklejone ani obciążone. maska naprawdę super się sprawdza i spełnia swoje zadanie! Bardzo polecam!



A Wy używacie takich produktów? Pamiętacie o takiej pielęgnacji, macie blond włosy, a może lubicie ostatnio kombinować z kolorowymi tonami i idziecie w coś niestandardowego? Dajcie znać, chyba potrzebuję inspiracji i motywacji do zmian!


Farmona Tutti Frutti Everybody glow - peeling do ciała

14 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Mamy to, kolejna niedziela, a zaraz kolejny nowy tydzień, matko powiedzcie mi, że Wam czas też tak ucieka przez palce, jak mi, bo ja nie ogarniam. Żyję od weekendu, do weekendu, a tu kolejny weekend się kończy i co ja mam teraz zrobić? Relaksować się, bo kolejny weekend będzie wymagający dość bardzo, ale nie ma co leżeć i nic nie robić. Ciśniemy dziś na Zawody Strażackie, a przy okazji jakieś lody i plac zabaw, bo dzieciom nic więcej do szczęścia nie trzeba.
A ja dzisiaj za to chciałabym Wam napisać, co nieco o peelingu do ciała od Farmona, Tutti Frutti! Jak u Was z peelingami? Używacie na bieżąco? Przypominam, że na zbliżające się lato warto sobie zrobić mocne oczyszczanie z martwego naskórka przed opalaniem, a skóra będzie i się prezentować dużo lepiej! To już przechodzę do recenzji.


Farmona Tutti Frutti
Everbody glow - peeling do ciała




Peeling znajduje się w różowej tubce dość sporej, ale jednak standardowej. Mamy tutaj fajny design, bardzo podoba mi się połączenie różu z tym tłem, jak i napisami - wszystko nam się tutaj pięknie układa w całość i wygląda bardzo ładnie. Oczywiście na opakowaniu znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje. Tubka zamyka się na zatrzask, które jest w porządku, samo się nie otworzy, ale też nie powiedziałabym, że jest super szczelne, bo znajdując się pod prysznicem zbiera się woda w tym zamknięciu. 
Konsystencja tego peelingu jest dość kremowo-żelowa, drobinek peelingujących w środku jest niewiele, ale konsystencja sprawia, że bardzo wygodnie rozprowadza się nią na skórze. Zapach jest bardzo ładny, energetyzujący i zdecydowanie dodający energii.



Peeling jest dla mnie zdecydowanie żelem peelingującym, nie pieni się jakoś bardzo, ale ze względu na fakt, że drobinek złuszczających jest tu niewiele, nie jest to peeling należący do moich ulubionych. Ogólnie były partie ciała, na których sprawdził się genialnie, jak np. dekolt. Tam poradził sobie bardzo przyjemnie z delikatnymi krostkami i wypryskami i ładnie wygładził tę skórę. Ale jeśli chodzi o całe ciało, ja zdecydowanie preferuję mocne peelingi gruboziarniste. Lubię czuć już w trakcie używania, że rzeczywiście wygładza skórę, a tutaj mam po prostu za słabe to uczucie.
Zdarzyło mi się też używać peelingu do twarzy, bo jest na tyle delikatny, że też się sprawdził całkiem wystarczająco. W dalszym ciągu na skórze twarzy też lubię mocne złuszczanie, ale z braku laku było okej.



Ja Wam powiem tak, że jest to na pewno fajny produkt dla osób, które wolą słabsze odczucia złuszczające, kiedy nie czuć mocnego pocierania i ścierania, za to jest to oczyszczanie i wygładzanie, ale po prostu delikatniejsze. Na pewno są osoby z bardziej wrażliwą skórą niż moją, które nie mogą stosować peelingów gruboziarnistych, więc ten peeling może być dla nich fajną opcją. Dla mnie zdecydowanie nie, ale to bardziej chodzi o uczucia towarzyszące stosowaniu peelingu. 


A jak jest u Was? Jakie peelingi wolicie? Gruboziarniste czy drobnoziarniste? Takie, kiedy czuć mocne oczyszczanie czy jednak wolicie wybierać delikatniejsze produkty? Dajcie znać, czy macie jakieś mocne peelingi do polecenia!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

so!flow by VisPlantis Oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy

12 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Jestem! Co tam? Jak się macie? Co ciekawego słychać? Ja standardowo działam, cisnę, planuję, rozkminiam, ale na szczęście już czuję, że mam trochę więcej przestrzeni i mam możliwość podziałać też coś ze swoimi rzeczami, a planów mam sporo! Czuję wakacje w kościach i bardzo się z tego cieszę, bo trochę odpoczynku mi też się przyda i jest przyjemnie, zdecydowanie potrzebowałam wolnej przestrzeni w głowie.
A jak w głowie mam więcej przestrzeni, tak na głowie mam i więcej włosów! Zajarałam się ostatnio peelingami do skóry głowy i muszę przyznać, że przepadłam, jest to taki etap w pielęgnacji, który zrewolucjonizował moje mycie włosów i chyba nawet się uzależniłam od niego. Dlatego dzisiaj mam dla Was markę so!flow by VisPlantis, o której ostatnio możecie u mnie dość często poczytać. 


so!flow by Vis Plantis
Oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy





Peeling znajduje się w takim samym opakowaniu, jak opisywana już przeze mnie kiedyś glinka, ale muszę przyznać, że jest to bardzo wygodne opakowanie. Na opakowaniu znajdują się wszystkie informacje, jakie potrzebujemy. Mamy dość niewielką tubkę zakończoną ostrym aplikatorem, który naprawdę świetnie się sprawdza przy nakładaniu peelingu na skórę głowy. Konsystencja jest bardzo na plus, nie spływa z włosów, nie wylewa się, a fajnie siedzi na skórze głowy i działa tam, gdzie ma działać. Zapach jest dość słodki, owocowy, ale bardzo ładny. 




Ja uwielbiam działanie tego peelingu. Nakładam peelingu, używam specjalnych grabek do rozprowadzenia peelingu na całej głowie, a potem chilluję i przechodzę do pełnej pielęgnacji skóry głowy, jak i włosów. I wow! Jakie są efekty! Peeling świetnie oczyszcza skórę głowy, sprawia, że włosy świetnie rosną, pojawia się dużo baby hair, a na dodatek są super odbite od nasady, rzadziej się przetłuszczają, peeling dodaje dodatkowo +1 dzień bez mycia włosów, a dla mnie to naprawdę dużo. 
Peeling nie podrażnia i nie uczula, nie powoduje zapchania porów, nie blokuje tam nic, co jest też super fajne. 



Ja jestem z tego peelingu hiper zadowolona! On sprawia, że moje włosy wyglądają świetnie, zawsze prezentują się dobrze, nie ma tutaj problemów o uzyskanie goodhairday. Używając tego peelingu jest to wielce prawdopodobne, że te włosy będą właśnie tak wyglądać. Są super odbite od nasady i rosną. A na dodatek skóra głowy jest bardzo dobrze oczyszczona. Wszystko tutaj dobrze gra, jest też wydajny, łatwo dostępny i można go dorwać w bardzo przystępnych cenach. Dla mnie rewelacja!

A czy w Waszej pielęgnacji znajduje się punkt z wykorzystaniem peelingu? Ja tak jak wspominałam, nie wyobrażam sobie tego nie robić, więc bardzo się cieszę i standardowo dziękuję Pure Beauty za możliwość poznawania tak super kosmetyków!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



Biotaniqe - nawilżenie dłoni i stóp

10 czerwca 2026


Dzień dobry! I jak tam? Co nowego słychać? Jak się macie? Co działacie? U nas coraz fajniej i coraz ciekawiej, jak i coraz więcej rzeczy się dzieje, jak i mamy w planach. Pogoda też się zmienia, może chwilowo jest trochę gorzej, ale na horyzoncie widzę słoneczko i na pewno już niedługo poczujemy mocne letnie słońce! 
A ja już się szykuję na nasze zbliżające się imprezy, czeka mnie panieński nad basenem, dwa wesela, na których będę miała odkryte buty, chrzciny i wakacje! A na wakacjach wiadomo, że nagle pokazuje się stopy i czasem może być zdziwko, a ja takiego zdziwka nie chcę mieć, więc działam kompleksowo z Biotaniqe! Wyciągnęłam sobie maskę do dłoni, jak i do stóp i zrobiłam sobie pełen relaks, a co - idealne na wakacje.


Biotaniqe Dermoskin Expert 
maska do rąk z kolagenem wygładzająco-nawilżająca 2w1





Maska znajduje się w specjalnych rękawiczkach sporych rozmiarów, bez problemu zmieścimy w nie każde dłonie, więc jeśli macie upartych partnerów myślę, że kiedyś przy filmie jesteśmy w stanie ich namówić na dodatkową atrakcję w postaci maski! Maska dość dobrze przylega do dłoni, ale nie ma się co oszukiwać - nie jesteśmy w stanie w nich nic zrobić poza leżeniem i pachnieniem, co też jest fajne i przydatne! U mnie takie maski są na wagę złota, właśnie ze względu na to, że zmuszają mnie do leżenia i nic nierobienia, a ja tak nie umiem, więc fajnie jest zmusić się do 30 minut relaksu. Maska pachnie bardzo ładnie pachnie, oleiści i migdałowo, ja jestem zachwycona tym zapachem i bardzo mi on pasuje.



Dłonie oczywiście po tej masce są w niebywałym stanie! Są pięknie nawilżone, odżywione, miękkie, no wow! Aż się można miziać i miziać. Właśnie tego było mi trzeba. Co prawda na dłonie co jakiś czas stosuję krem, ale jednak nie jest to taka częstotliwość, jaka by mnie zadowalała. Skórki są w super stanie, nie są widoczne, paznokcie prezentują się bardzo ładnie, są zadbane - no wszystko tutaj jest tak jak ma być. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Jestem wypoczęta, zrelaksowana, wyłączona, bo przecież social media też się nie da scrollować, a na dodatek mam dłonie w super stanie! Uwielbiam to, naprawdę doceniam.



Biotaniqe Professional Korean Ritual 
zabieg do stóp aloesowo-hialuronowy nawilżający





Skarpetki są sporych rozmiarów, więc każdy będzie mógł z nich skorzystać, nawet nasi partnerzy. Zaraz po otwarciu roznosi się naprawdę fajny, dość męski zapach, ale nie jest to zapach intensywny i drażniący, ja się cieszyłam, że mi ładnie pachniało i po prosto się rozkoszowałam tym przez te 30 minut relaksu. Skarpetki mają dodatkową naklejkę, którą możemy sobie bardziej zacieśnić skarpetki na stopach, ja jestem zawsze team zakładania normalnych bawełnianych skarpetek na te z maski.
Sama maska jest bardzo przyjemna, mając na sobie normalne skarpetki jesteśmy w stanie się poruszać, choć jest to związane ze śmiesznym odgłosem, ale da się przeżyć i nie obudzić dzieci. Maska w ciągu tych 30 minut naprawdę jest w stanie zdziałać cuda.


Stopy po tej masce są niesamowicie miękkie i gładkie. Na dodatek, jakakolwiek sucha czy twarda która znika i zamienia się w super mięciutką skórę. Nie jest to skóra jak pupa niemowlaka, ale w dalszym ciągu efekt jest bardzo zadowalający! Ja jako osoba, która średnio dba o skórę stóp jestem bardzo zadowolona z tej maski. Skóra wokół paznokci wygląda bardzo ładnie, nie ma żadnych suchych skórek, skóra przestaje być twarda i nieprzyjemna w dotyku, wszystko jest super miękki i prezentuje się ładnie. Nie ma wstydu założyć klapek, szpilek czy wyjść na basen! Bomba! I właśnie o to mi chodzi!

Uwielbiam takie produkty! Jestem mega zadowolona, bo nie tylko mam skórę w lepszym stanie, ale i jestem wypoczęta. Uwielbiam tę markę, te produkty są naprawdę skuteczne, a efekty na maksa zadowalające! Uwielbiam tez Pure Beauty, które zawsze wie, co wrzucić do pudełek, żebyśmy były zadowolone! Tak właśnie było i z tymi maskami, w idealnym czasie trafiły w moje łapki!


[wpis reklamowy]

Garnier Ambre Solaire Ideal Bronze Olejek przyspieszający opalanie SPF30

08 czerwca 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Jak powrót do pracy, jak nowy tydzień? Jak działacie, co działacie? Powiem Wam, że ten czerwiec jest bardzo inny, bardzo dużo się dzieje, pogoda jest w kratkę, raz słońce, zaraz burza, a potem mega gorąc i naprawdę niewiadoma, co można planować, a z czym trzeba się wstrzymać. Szok, mam nadzieję, że niedługo latko do nas zawita na dobre, bo ja chciałabym Wam dzisiaj napisać o produkcie do opalania!
A dokładniej o produkcie, który przyspiesza opalanie! Garnier ma w swojej ofercie olejek, Ambre Solaire Ideal Bronze przyspiesza opalanie i posiada SPF30. Używałam go rok temu, kiedy zauważyłam, że ja potrafię się opalić i miałam dość duże oczekiwania, jak myślicie, jak się sprawdził?


Garnier Ambre Solaire Ideal Bronze
Olejek przyspieszający opalanie SPF30





Olejek znajduje się w bardzo przyjemnym opakowaniu, mamy tutaj kolorystykę sugerująca już piękną, złotą opaleniznę. Super butelka ze specyficznymi bokami, które ułatwiają użytkowanie i trzymanie w dłoni, tym bardziej kiedy jesteśmy na plaży i mamy już tłuste ręce. Na opakowaniu mamy najważniejsze informacje, chociaż tutaj wiadomo, nie ma wielkiej filozofii, co i jak używać. Mamy też pompkę, która bardzo ułatwia nakładanie olejku na ciało. 
Olejek ma konsystencję typową olejkową, nie jest jakoś bardzo tłusta i klejąca, ale też nie jest to suchy olejek. W dalszym ciągu jest w porządku, nie przykleja nam się wszystko do skóry, jest naprawdę fajnie. Dodatkowo olejek ma typowy zapach, ładny, który umila nam opalanie się i wylegiwanie w słońcu.



Powiem Wam, że ja oczekiwałam od tego olejku tego, że już po 1 razie będę opalona i w ogóle będzie szał ciał, ale prawda jest taka, że ten SPF30 naprawdę chroni! To nie jest tak, że mniejszy ochrona przeciwsłoneczna sprawi, że będzie zjarane, szok! Po pierwszym razie nie było nic, zero czerwonego śladu, ale z każdym kolejnym opalaniem się pojawiała się coraz ładniejsza brązowa opalenizna. Wszystko zdrowo, powoli, bo z odpowiednimi kosmetykami, dla mnie bomba! 
Olejek sprawia, że skóra przyciąga słońce, ale nie staje się poparzona, w dalszym ciągu znajdują się na niej ochronne filtry, które robią robotę i chronią naszą skórę przed tym szkodliwym promieniowaniem. Skóra staje się opalona, ale w dalszym ciągu jest nawilżona, odżywiona, nie staje się wysuszona ani podrażniona, nie męczymy się z czerwoną i piekącą skórą, wszystko tutaj jest tak, jak być powinno!



Ja jestem bardzo zadowolona z działania tego olejku, nie dość, że mamy całkiem spoko ochronę przeciwsłoneczną i przed promieniowaniem UVA, jak i UVB to w dalszym ciągu możemy mieć piękną, brązową opaleniznę. Skóra zyskuje piękny złocisto brązowy odcień, a w dalszym ciągu jest nawilżona i w super stanie, miękka oraz gładka! W tym roku na na pewno się znowu skusze na taki olejek, tym bardziej że już powoli staje się opalona, więc może być tylko lepiej.


Takie cuda, jak zawsze znajdują się w boxach od Pure Beauty, bo oni doskonale wiedzą, co i kiedy jest mi potrzebne. Uwielbiam to, bo przynajmniej wiem, że jestem idealnie zaopatrzona i mam wszystko, czego mi trzeba. Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do opalania? Dajcie mi znać!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]
 

Mixa multifunkcyjny krem kojący - Panthenol Comfort

06 czerwca 2026


Witam się z Wami ponownie w ten piękny weekend. U nas się dzieje, a to urodziny, a to odwiedziny albo Dzień Dziecka. Naprawdę jestem w szoku, jak wiele ostatnio imprez jest dookoła, co chwilę coś, co chwilę gdzieś - no szok! Ale mega fajne jest to, że teraz naprawdę jest dużo opcji, gdzie można pójść z dziećmi i zapewnić im po prostu atrakcje. 
A ja Wam powiem, że w tym roku planuję nie mieć białej skóry, ale też chcę opalić się w naturalny i zdrowy sposób! W tamtym roku namiastkę tego dała mi marka Mixa, która za pomocą balsamu do ciała przemieniła czerwoną opaleniznę w coś ładnego, więc w tym roku, jak skończyłam z czerwoną skórą - wiedziałam, że muszę sięgnąć właśnie po tę markę! Mamy tutaj multifunkcyjny krem kojący i naprawdę jest się czym zainteresować!


Mixa multifunkcyjny krem kojący
Panthenol Comfort





Mój krem znajduje się w dość niskim słoiczku, mam tutaj mniejszą pojemność, ale ten krem znajduje się w różnych opakowaniach, więc fajne jest to, że każdy może wybrać dla siebie odpowiednie opakowanie, w tym opakowanie z pompką. Na opakowaniu są najważniejsze informacje i wszystko tutaj działa bez zarzutu. Opakowanie można mocno zakręcić i wszystko jest szczelne, co jest super. 
Konsystencja jest dość gęsta, jest to taki krem, który ma zbitą konsystencję, ale przekłada się to na wydajność. Zapach jest lekko ziołowy, nie jest jakiś przepiękny, ale jest na tyle ciekawy, że ja go lubię. podoba mi się, na mnie działa jak aromaterapia i ja się relaksuję, kiedy go wącham.



Ja tego kremu używam codziennie wieczorem. Kiedyś byłam ogromnym antyfanem takich opakowań, ale teraz radzę sobie po prostu za pomocą szpatułki lub łyżeczki i wszystko gra, a ja jestem zadowolona. Ten krem ma gęstą konsystencję, ale w dalszym ciągu mega wygodnie się ją rozsmarowuje po skórze. Wystarczy dosłownie garstka i nagle cała skóra jest wybalsamowana. 
A po nałożeniu skóra jest niesamowicie miękka, gładka i super nawilżona, jak i odżywiona. Ten krem naprawdę super wpływa na skórę, odżywia ją i sprawia, że jest w genialnym stanie. Muszę też się pochwalić, że w końcu mam jakąś opaleniznę. Ja nie wiem, zawsze się męczyłam ze schodząca skórą i plamami, ale teraz wystarczy Mixa, a ja mam opalone ręce, opalone dłonie, zero schodzącej skóry, pieczenia i zdychania. Ten krem praktycznie po pierwszym razie przyniósł mi ogromną ulgę, ukojenie, jak i niesamowitą regenerację. Jestem zachwycona!



Jestem tak bardzo zachwycona, że aż chyba brak mi słów. Ten krem robi wszystko, co ma robić, daje ukojenie, nawilżenie, jak i mocną regenerację, po opalaniu jest to rewelacyjny produkt, który uratuje każdą skórę, jak i opaleniznę. No ten krem jest boski, ona ma super konsystencję, produkt jest tak konkretny i daje skórze wszystko! Ten krem jest świetny i będę go polecać każdemu. Ja się cieszę, bo mam ładnie opaloną skórę, ale przy okazji nawilżoną i odżywioną, no czad.


Krem ma jeszcze taki plus, że każdy może go sobie kupić w takim opakowaniu, w jakim mu pasuje, mamy opcję większej pojemności lub z pompką, więc naprawdę jest to hit! Ja polecam, a teraz na lato i to słońce, które już niedługo nas nawiedzi to będzie mój produkt numer 1 - zdecydowanie! Jak ja się cieszę, że Pure Beauty ma w swoich kosmetykach takie cuda!



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

Reprintic krem do codziennej pielęgnacji tatuaży

04 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Znowu mamy długi weekend, tzn. znowu ja mam długi weekend, ale tym razem jest dla wszystkich! Co robicie? Jakie macie plany? pojechaliście gdzieś, czy odpoczywacie w domu? U nas imprezowo, bo nadszedł czas na urodziny córki, co prawda choroby trochę pokrzyżowały nam plany, ale nie poddajemy się, trzeb sprawić, żeby ten dzień był dla niej wyjątkowy mimo wszystko, więc wierzę, że będzie fajnie!
A dzisiaj mam dla Was produkt do tatuaży, ja mam w sumie już pięć tatuaży i jeden bardzo świeży bo zrobiony jakoś 3-4 miesiące temu! Wszystkie moje tatuaże mają mniejsze lub większe znaczenie, ale jakieś mają i w sumie o niektóre dbałam mniej, a o niektóre bardziej. Ten zrobiony teraz jest jednym z najważniejszym, więc o niego chcę dbać i zależy mi, żeby utrzymać jego dobrą jakość. Dlatego ucieszyłam się, że w Pure Beauty był produkt do tatuaży! Nie znam żadnych marek, które specjalizacją się w pielęgnacji tatuaży, więc cieszę się, że mogę poznać markę Reprintic i ich krem.


Reprintic krem do codziennej
pielęgnacji tatuaży





Krem znajduje się w dość wąskiej tubce, która jest bardzo wygodna w użytkowaniu, ma fajny ergonomiczny kształt, dzięki czemu idealnie siedzi w dłoni. Opakowanie jest dość proste, ale to piórko robi wrażenie i zwraca uwagę, uwielbiam tatuaże w takim stylu - bardzo mi się podobają. Opakowanie ma zamknięcie na zatrzask, nie zacina się i nie otwiera.
Konsystencja jest kremowa, dosyć gęsta, niewielka ilość wystarczy do pokrycia całego makijażu, nie ma potrzeby dokładania kolejnych warstw, bo tutaj jedna cienka w zupełności wystarczy. Krem ma delikatny zapach, praktycznie niewyczuwalny. 



Tak jak pisałam wcześniej, mam już dość sporo tatuaży, pierwszy najstarszy ma już z 15 lat, a najświeższy parę miesięcy. Jakościowo te tatuaże się różnią, niektóre są rozlane, niektóre, czasem coś tu poszło nie tak, ale ja uważam, że każdy tatuaż nieważne jak wygląda niesie za sobą jakąś historię i dla mnie lekcje i uwielbiam je wszystkie. Są takie, do których nie mam dostępu i nawet nie wiem, jak wygląda, ale wszystkie są czarne, bez koloru.
Kremu używałam na starych tatuażach, żeby je trochę ożywić, żeby wzmocnić ich kolor, żeby wyglądały bardziej świeżo. Używałam go głównie raz dziennie, czasem zdarzyło się dwa razy dziennie, jak akurat byłam w domu. Tatuaże wyglądały ładniej, miały zdecydowanie mocniejszy kolor, czarny wyglądał na świeższy i naprawdę byłam pod wrażeniem, że kremowi udało się podbić i nasycić ten kolor tatuażu. Nie jest to też jakiś mega spektakularny efekt, tatuaże nie wyglądają jak nowe i te rozlane w dalszym ciągu są rozlane, ale i tak jestem zadowolona. 



Mam wrażenie, że wytatuowana skóra potrzebuje specjalnej ochrony ze względu na to, że jednak tatuaż to rana, wprowadzenie tuszu pod skórę, co ma swoje plusy wizualne, ale i na pewno minusy, więc o te skórę trzeba dbać, a o tatuaże też jeśli chcemy, żeby wyglądały ładnie cały czas! Pamiętamy o ochronie SPF, ten krem ma SPFna poziomie 15 co dla mnie jest zdecydowanie za mało, więc w ciągu dnia w słoneczne dni zdecydowanie stawiam na 50, ale fajnie, że jest cokolwiek. Czasem jak się spieszymy lepsze to niż nic. Krem daje mi poczucie, że robię coś więcej, że się staram, pomaga mi wyrobić nawy dbania o te tatuaże od nowa, bo nie oszukujmy się o niektórych zapomniałam. 
Ten krem jest wydajny, nie podrażnia i nie uczula, jest też bardzo przyjemny dla skóry. Najważniejsze jest też to, że ładnie nawilża i odżywia skórę, regeneruje ją i dba. 


Fajnie! Ciekawa jestem, jakie są inne produkty, ale i myślę, że ten krem mógłby się wykazać przy kolorowych tatuażach i wtedy efekt byłby naprawdę fenomenalny i na maksa widoczny! Nie mam możliwości tego sprawdzić, ale fajnie podbił czerń, więc inne kolory tym bardziej by się tutaj wzmocniły. Jest tu osoba, która korzystała z tego kremu przy kolorowych tatuażach> Dajcie znać, jak Wasze odczucia !


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Amaderm delikatny syndet do mycia twarzy i ciała

02 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Wróciłam! Cała i zdrowa, zadowolona, trochę niewyspana, ale nawet wypoczęta! Korzystałam z tego czasu bez dzieci, może nie tak, jakbym to zrobiła normalnie, bo jednak wieczór panieński rządzi się swoimi prawami, ale takie dwa dni były mi mega potrzebne! Jestem też z siebie dumna, bo przejechałam dosyć sporo sama samochodem, co daje mi skilla w prowadzeniu, więc się cieszę dodatkowo.
A dzisiaj mam dla Was markę, która dla mnie jest tajemnicą w dalszym ciągu, mimo że lubi pojawiać się w pudełkach Pure Beauty, a mowa tu o Amaderm. Mam dzisiaj dla Was do opisania produkt, który jest syndetem, i nadaje się do mycia twarzy i ciała. Nowa dla mnie nazwa, a produkt uniwersalny, bo mogę go użyć na parę sposobów, a wiecie, że bardzo lubię takie rozwiązania, a na dodatek nadaje się do stosowania u dzieci od 1go dnia życia. 


Amaderm, delikatny syndet
do mycia twarzy i ciała





Syndet do ciała oraz twarzy znajduje się w dość dużym opakowaniu, mamy tutaj aż 4000ml, co naprawdę sprawia, że produkt jest wydajny, ale jest to zdecydowanie na plus, jeśli możemy używać jednego produktu do twarzy, jak i ciała. Butelka jest wyposażona w pompkę, więc wygodne jest używanie produktu, ja uwielbiam. Na opakowaniu mamy wszystkie najważniejsze informacje, a sama butelka jest dość prosta, ale estetyczna, przejrzysta i wszystko jest jasne i logiczne. 
Syndet ma bardzo zwykłą konsystencję, lekko żelowa, trochę wodnista, ale bardzo fajnie sprawdza się do mycia ciała, jak i skóry twarzy. Zapach jest bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny, co jest ogromnym plusem dla osób ze skórą wrażliwą. Ja jednak jestem osoba, która lubi ładne zapachy. 



Głównie używam tego syndetu do mycia twarzy, a mianowicie do zmywania makijażu z użyciem odpowiedniej gąbeczki. Musze przyznać, że naprawdę super się sprawdza w tej funkcji, makijaż jest zmyty w całości, bardzo dokładnie, nie tylko makijaż twarzy, ale i makijaż oczu. Nie powoduje łzawienia, nie powoduje podrażnienia oczu, za to fantastycznie zmywa cały makijaż i z tego jest na maksa zadowolona! Po użyciu co prawda skóra jest lekko ściągnięta, ale ja mam zawsze pod ręką nawilżające mgiełki do twarzy i nimi się ratuję. Skóra w dalszym ciągu jest miękka i gładka w dotyku, co jest naprawdę super!
Pod koniec używałam też i do mycia ciała, skończył się mój żel pod prysznic, a stwierdziłam, że mogę szybciej umyć wszystko, skończyć produkt i zacząć testowanie dwóch nowych produktów, a ja to uwielbiam. Do mycia ciała też się fajnie sprawdził. Pienił się bardzo delikatnie, ale wystarczająco, żeby móc się umyć. 



Syndet do mycia twarzy i ciała bardzo fajnie się sprawdzał. Uwielbiam to, jak zmywał makijaż, robił to naprawdę bardzo dokładnie, skutecznie i szybko. Uwielbiam taki demakijaż, tym bardziej wieczorem, kiedy jestem turbo zmęczona! Nie przeszkadza mi lekkie ściągnięcie skóry, bo mam arsenał kosmetyków, którymi jestem w stanie to podratować. Cieszę się, że od kiedy używam tego syndetu moja skóra jest w naprawdę w fajnym stanie. Jeśli chodzi o ciało to wygodne było używanie jednego produktu do mycia twarzy, jak i ciała, ale zdecydowanie w tej funkcji wolę produkt pachnący wszystkim, co się da, uwielbiam perfumowane prysznice, kiedy zapach unosi się i czuć go nawet długo po. Syndet sprawdził się naprawdę fajnie! Wygodnie jest używać jednego produktu do kilku funkcji, co byłoby świetne też i na wyjazdach.


Jestem bardzo ciekawa produktów marki Amaderm, ciekawa jestem jakby się sprawdził kosmetyk stricte przeznaczony do skóry twarzy, myślę, że marka jeszcze może nas zaskoczyć czymś naprawdę świetnym! A jeśli znacie jakiś produkt warty uwagi, koniecznie dajcie mi o tym znać! Demakijaż z tym cudeńkiem to czysta przyjemność.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]