Uszczęśliwiająca biżuteria z Happiness Boutique
+ kod zniżkowy

09 czerwca 2019

 

Dzień dobry! Powoli, powoli zaczynamy wakacje, a to oznacza mnóstwo opcji do wyjazdów. Moje plany na wakacje będą się kręcić raczej okolicy gdzie mieszkam, ale to nic. Wiem, że odbijemy sobie później i to podwójnie. Na pewno pojedziemy w góry! Wiecie, że je uwielbiam i mają dla mnie mega duże znaczenie. Jestem w Zakopanem co najmniej 2 razy w roku i tam spotkało mnie dużo cudownych rzeczy. A to oznacza, że uwielbiam też wszystko co z nimi jest związane i otaczać się motywem gór, bp jest to zdecydowanie coś, co mnie uszczęśliwia. Oszalałam, jak tylko zobaczyłam na Happiness Boutique właśnie takie naszyjniki. I od razu nazwa mi się skojarzyła z uszczęśliwiającą biżuterią.




Naszyjnik z motywem gór jest piękny, w kolorze różowego złota czyli kolejny aspekt, który uwielbiam. Jak tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że muszę go mieć. Takie niby nic, ale wydaje mi się, że nikogo to nie dziwi. Poza tym, biżuteria nie czarnieje i nic się z nią nie dzieje, ale ja też staram się o nią dbać. Podoba mi się to, że jest to coś innego niż klasyczna, oklepana biżuteria, a o to mi zawsze chodzi, bo lubię niestandardowe wzory. A Happiness Boutique ma takich mnóstwo! Są utrzymane w minimalistycznym stylu, drobny element, ale robi robotę. A przy okazji, większość wzorów dostaniecie w trzech różnych kolorach, srebrny, złoty i różowe złoto. Więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Zresztą zobaczcie sami!


Muszę przyznać, że mi też mega podoba mi się motyw świata, co zresztą planuję kupić siostrze na kolejne urodziny. Podoba mi się to,że biżuteria pasuje do osobowości, a także można nią wyrażać siebie, swoje zainteresowania i zajawki. Do wszystkich naszyjników znajdziecie pasujące bransoletki z takim samym motywem.
Ja akurat do naszyjnika dobrałam sobie kolczyki, bo jest to moja zdecydowanie ulubiona część biżuterii. Zawsze mam jakieś kolczyki, a mam ich też mnóstwo par i ciągle mi mało. Wybór też nikogo nie powinien dziwić. Ja ostatnio uwielbiam długie, wiszące kolczyki, oczywiście w odcieniu złota (tak, jestem sroką!) no i motyw kół. Pasuje do wszystkiego, do swetra, do koszul, do sukienek, jak i na każdą okoliczność.



Powiem Wam, że na Happiness Boutique znajdziecie wszystko. Naszyjniki są w przeróżnych wzorach i stylach; warstwowe, na bogato, delikatne, minimalistyczne, długie, jak i chokery. Tak samo jest z kolczykami, znajdziecie na stronie nawet nausznice, które robią wrażenie. Poza tym, są tam również bransoletki, jak i nawet pierścionki. Niektóry motyw znajduje się w każdym rodzaju biżuterii, więc można sobie stworzyć genialny zestaw.



A! Mam również dla Was kod zniżkowy! Jeżeli wybierzecie rzeczy za minimum 19 euro (ok. 80zł) to otrzymacie 10% zniżki na hasło 'beautifulduty'. Jak coś to kod będzie działał tylko przez miesiąc do 9 lipca!
Udanych zakupów! I dawajcie znać na co się skusiliście ;)



Efektima, piankowa słodkość pod prysznic

06 czerwca 2019


Dzień dobry! Dzisiaj bez zbędnego gadania, b jest za gorąc na myślenie, więc przechodzę od razu do recenzji! Ja pod prysznic potrzebuję głównie produktu, który pięknie pachnie, super się pieni i nie wysusza mojej skóry. Już jakiś czas temu pojawiły się w drogeriach pianki pod prysznic i mega chciałam wypróbować, ale jakoś nie było mi po drodze  Na szczęście, Efektima wypuściła na rynek nowość, musy do ciała, które mają konsystencję pianki, więc tak! W końcu mogłam użyć i już spieszę z opinią.

Efektima, myjący mus do ciała
ekstrakt z maliny & olej ryżowy


'Malinowy z olejem ryżowym myjący mus - to dla Twojego ciała tylko plus!'
Takie połączenie przyniesie każdej skórze świetne nawilżenie, a także ukojenie. Produkt wiąże się z dziką rozkoszą. Takie cudo pachnąco i zniewalająco rozpieści Twoje ciało i pozostawi skórę perfekcyjnie wypielęgnowaną.

Skład: Aqua, Glycerin, Sodium Cocoyl Isethionate, Sorbitol, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Stearic Acid, Parfum, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Oryza Sativa Bran Oil, Phenoxyethanol, Limonene, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Rubus Idaeus Fruit Extract, Linalool, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, DMDM Hydantoina, Cl 17200, Cl 15985, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Methylchloroisothiazolinone/ Methylisothiazolinone.

Sposób użycia: Należy nałożyć mus na ciało lekko zwilżone wodą. delikatnie wmasować w skórę, a na koniec należy opłukać wodą. 


Mus znajduje się w odkręcanym słoiczku, a ja za takimi opakowaniami niestety nie przepadam. Jak widzicie w środku było dodatkowe wieczko, zabezpieczające produkt. Lubię takie rozwiązania, bo przynajmniej wiem, że nikt wcześniej tego nie otwierał. Nie ma problemu z zakrętka nawet przy mokrych dłoniach. 
Po odkręceniu słoiczka od razu zaczynamy czuć malinowy i mocny zapach. Co prawda, nie jest to odzwierciedlenie świeżych malin, jest trochę sztuczny, ale dosyć szybko 'się rozpływa' i jest coraz ładniejszy. Konsystencja początkowo była fajnie piankowa, trochę jak wata cukrowa, trochę, jak chmurka - mega. Po pewnym czasie i chyba z reakcją z wodą, konsystencja zrobiła się trochę jak jogurt.


Początkowo nie wiedziałam, jak podejść do takiej konsystencji, czy używać z myjką, czy bezpośrednio na skórę. Wiadomo używając na skórę, wmasowujemy w ciało i wtedy produkt fajnie otula skórę. Ale używając produktu w taki sposób nie naużywamy się go zbyt długo. Dlatego preferuję myjkę, która sprawia, że produkt zaczyna się lekko pienić i nagle wystarcza nam niewielka ilość na umycie całego ciała. Po zastosowaniu musu, skóra jest idealnie umyta, gładka i miękka. Nie czuję, żeby zostawiał po sobie jakiś film.
Lekki zapach utrzymuje się na skórze po umyciu, jak i unosi się też w łazience. Aż milej wrócić do takiego pomieszczenia. Co prawda nie jest to długi efekt, a i ja też za każdym razem używam jakiegoś balsamu do ciała, więc zapach zostaje wyparty.


Produkt robi wrażenie, konsystencja jest zdecydowanie czymś nowym i rzadko spotykanym. Pachnie owocowo, świeżo i fajnie otula pod prysznicem, kiedy już się trochę ulotni. Konsystencja, jak i zapach zmieniają się po pewnym czasie. Czytałam, że dla niektórych osób jest niewydajny, ale tu przychodzi ratunek z myjką, która pomaga lekko poprawić tę wydajność, ale i tak dość szybko się kończy. Produkt jest całkiem fajny, ale jakoś tak bez WOW. Mimo to jest genialną odskocznią od zwykłych żeli pod prysznic, które mi się już trochę znudziły, więc od czasu do czasu można poużywać.


Ekspresowy demakijaż z Resibo

03 czerwca 2019


Dzień dobry! W końcu pogoda nas rozpieszcza i mega się z tego cieszę, mimo że te wysokie temperatury są dość meczące, ale nie narzekamy! Lepsze to niż ciągły deszcz i zimno. Dzisiaj nie przedłużając przechodzę od razu do recenzji!
Dopiero jakiś czas temu przerzuciłam się na demakijaż olejkami. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, myślałam, że za dużo z tym roboty, a jednak co płyn micelarny i waciki to szybko, sprawnie i  gotowe. Oj! Jak ja się myliłam to szok Teraz używam płynu micelarnego tylko w wyjątkowych okolicznościach i zdecydowanie nie ma to jak oleje. Stąd, dzisiejsza recenzja będzie dotyczyć olejku do demakijażu marki Resibo.

Resibo, olejek do demakijażu


Główne zadania: * delikatnie usuwa nawet wodoodporny makijaż * pozostawia skórę gładką i oczyszczoną *

Olej lniany [1] ma działanie przeciwzapalne i normalizujące. Łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka. Olej manuka [6] działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie oraz antyalergicznie. Olej z pestek winogron [2] zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Jest najbogatszym źródłem kwasu linolowego oraz witaminy E - tzw. witaminy młodości. Zawiera sporą dawkę witaminy B6, lecytyny i flawonoidy, dzięki czemu działa jako doskonały antyutleniacz. Olej absyński [3] zapewnia intensywne nawilżenie, napina i wygładza skórę, redukuje zmarszczki.

Skład: Linum Usitatissimum Seed Oil [1], Vitis Vinifera Seed Oil [2], Crambe Abyssinica Seed Oil [3], Persea Gratissima Oil [4 - olej z awocado], Tocopherol [5], Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil [6],  Parfum, Limonene. 

Sposób użycia: Należy nanieść olejek na suchą lub wilgotną twarz i oczy. Wmasować go delikatnie w skórę, a następnie zmyć za pomocą ściereczki z mikrofibry zamoczonej w ciepłej wodzie. Ściereczkę należy przykładać do twarzy, nie naciągając skóry.


Po pierwsze, olejek jest dodatkowo zapakowany w ładną tubkę wraz ze ściereczką z mikrofibry w środku. Wszystko jest zachowane w ekologicznym stylu. Nie ma problemu z otwarciem tubki, a powiem Wam, że na wyjazdy jest idealna, bo czasem olejek może kapać z opakowania. Ściereczka jest super jakości, bardzo mięciutka, nie podrażnia skóry twarzy. A z kolei olejek znajduje się niby w zwykłej buteleczce, ale estetyka i design mi się bardzo podobają. Co najważniejsze, buteleczka jest wyposażona w pompkę, co bardzo ułatwia używanie olejku.
Konsystencja jest bardzo oleista, zabarwiona na pomarańczowo, nie spływa z dłoni, czuć też, że jest konkretna. Zapach jest dość specyficzny, ale pachnie pewnie jak jakiś olejek ze składu, którego ja nie znam, ale ogólnie pachnie w porządku.


Jeśli chodzi o używanie, to należy wycisnąć olejek na dłonie (używam jakoś 1-1,5 pompki w zależności od intensywności makijażu), a następnie należy wmasować w suchą lub wilgotną skórę. Ja zawsze lekko ją zwilżam. Olejek nie powoduje szczypania oczu, ani nie podrażnia i nie uczula. Łatwo się go wmasowuje w skórę i od razu czuć, że idealne zmywa i rozpuszcza makijaż - cały, razem z makijażem oka, nieważne od mocy cieni, ilości brokatu, tuszu do rzęs itp. Wszystko zostaje ładnie i pięknie rozpuszczone. Następnie należy ściągnąć wszystko z twarzy za pomocą ściereczki z mikrofibry, która od razu zbiera wszystko, co na tej twarzy było, nic nie zostawia. Od razu mówię, nie ma się co oszukiwać, bez ściereczki będzie bardzo ciężko wszystko zmyć! Ściereczka trochę szybko się brudzi, ale na szczęście łatwo możemy ją wyprać w pralce i wszystko się dopiero.


Ja jestem na maksa zadowolona, bo tak naprawdę nigdy nie miałam aż tak szybkiego i idealnego sposobu na demakijaż. Zawsze bawiłam się tysiącami wacików, a tutaj wystarczy raz wmasować olejek w twarz, a także w okolice oczu i wszystko jest ekstra zmyte, oczyszczone, a skóra po użyciu jest miękka i gładka w dotyku. Olejek jest może trochę drogi, cały zestaw wraz ze ściereczką dostaniecie za 59 zł na stronie producenta, ale jak dla mnie zdecydowanie warty każdej ceny. Dużo więcej wydacie na produkty do demakijażu, razem z wacikami, a i spędzicie dużo więcej czasu na takim demakijażu. Poza tym, olejek jest niesamowicie wydajny. Ja go stosuję już ponad miesiąc, a zużyłam tyle co nic.
Bardzo polecam! Olejek robi cudowną robotę z demakijażem, zmywa wszystko szybo i pięknie, oszczędzamy na innych produktach i akcesoriach, a i produkt jest na maksa wydajny, więc naprawdę szał!


Denko, maj 2019r!

30 maja 2019



Dzień dobry! Kolejne denko, kolejny miesiąc już za nami i coraz bliżej do kolejnego, nowego etapu w życiu. Na maksa nie mogę się doczekać i chciałabym, żeby to już wszystko szybko się działo, ale niestety trzeba poczekać, trzeba zaplanować, zorganizować, pojeździć i pozałatwiać masę spraw. Ale to nic, jest dobrze, jest w miarę spokojnie, więc nie ma tragedii. Ja się trochę rozleniwiam, ale to tylko dlatego, że mam coraz mniej obowiązków i mam za dużo wolnego czasu, a tak jest zawsze. Jak mam dużo czasu to nie jestem w stanie się zmotywować do działania, bo przecież tyle czasu jeszcze mi zostało! Ale, nie przedłużając, przechodzę do sporego denka!


Sprawdzonych produktów, które pojawiają się prawie, co denko jest w tym zestawieniu najwięcej! Standardowo nie mogło zabraknąć tutaj: BeBeauty, płatki kosmetyczne, aloe vera, jak i Facelle, płyn do higieny intymnej oraz Facelle, chusteczki do higieny intymnej. Podstawowa pielęgnacja, i tego zużywa się najwięcej, tanie, dobre, a zdecydownie najlepsze. Nie znalazłam jeszcze nic fajniejszego, a niektóre produkty potrafią kosztować czasem 2/3 razy drożej, więc po co przepłacać? Ziaja, tonik zwężający pory na dzień/noc, liście manuka to kolejny produkt, który zużywam cały czas. Fajnie pachnie, fajnie działa, jest łatwo dostępny i ogólnie spoko. W końcu udało mi się też zużyć Skrzypovita, suplement diety, opakowanie ma lekko ponad 40 tabletek, więc coś trochę ponad miesiąc stosowania, a mi zajęło z tym 3 miesiące. Ale mimo mojej niesystematyczności, widać różnicę we włosach, szybko rosną, są fajniejsze, zdrowsze, więc, jak najbardziej warto się czasem suplementować i nie spinać, jak nie jesteście regularni. Kolejny stały produkt to Nivea, fresh natural, dezodorant, nic dodać nic ująć, spoko pachnie, odświeża i zapewnia komfort w ciągu dnia. I teraz cała masa produktów do włosów: Schwarzkopf, Taft, lakier do włosów mega strong to produkt zwykły, ale dobry, sam nam fryzury nie zrobi, ale najważniejsze, że mega utrzyma to, co udało nam się stworzyć. Z kolei, Schwarzkopf, got2be, fresh it up, suchy szampon to fajny produkt na dni, kiedy nie chce nam się za bardzo myć włosów. I ja wiem, że dla niektórych to jest chwila, ale u mnie suche szampony pojawiają się coraz częściej, bo jednak ratują życie. Ten ładnie pachnie i odświeża włosy. Poza tym, Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna, fiber therapy to odżywka, której nie mogło tu zabraknąć, cały czas kocham równie mocno, genialnie nawilża, regeneruje na bieżąco, nie obciąża i nie skleja włosów, więc dla mnie rewelacja. No i oczywiście, jak oczyścić włosy to tylko z Alterra, NaturKosmetik, szampon nawilżający, bio-owoc granatu & bio-aloes, nie ma zamiennika i nie będzie mieć. Najlepiej zmywa leje, najlepiej oczyszcza włosy i w ogóle wszystkie wersje są genialne.


  • Sok z aloesu - nieważna marka, bo dla mnie każdy sok z aloesu jest rewelacyjny. Wiadomo musi mieć co najmniej 98% aloesu w sobie. Są genialne, ja ich używam do aloesowania włosów przed nałożeniem oleju. Genialnie nawilża, wypełnia włosy, dzięki niemu stają się one mięsiste, konkretne i genialnie nawilżone i odżywione. Rewelacja! Zwykły aloes, a naprawdę na moich włosach sprawdza się cudownie, poza tym dzięki niemu moje włosy też rosną szybciej, więc szał i polecam używać na skalp. Mi taka litrowa butelka wystarcza spokojnie na 3-4 miesiące użytkowania.
  • Efektima, peeling do ciała, sól &olej z awokado - ten peeling był genialny, mimo soli w sobie, która początkowo mnie odstraszyła, ale teraz wiem, że chętnie wrócę do tego produktu i proszę o większe opakowanie! Poza tym, zapach był mega orzeźwiający, energetyzujący i taki naprawdę poprawiający humor. Poza tym, naskórek jest genialnie speelingowany, skóra jest gładka, miękka, bez jakichkolwiek podrażnień, więc mega!
  • Fa, orzeźwiający żel pod prysznic, hawaii love - te żele są bardzo spoko, są tanie, łatwo dostępne, a poza tym mają bardzo dużo wersji zapachowych, a to lubię. Lubię zmieniać żele, lubię jak ładnie pachną, i jak dobrze się pienią. Więcej mi nie potrzeba, więc to bardzo spoko A przy okazji, nie wysuszają też skóry.
  • Rimmel, Stay Matte, baza pod makijaż - baza okazała się być naprawdę spoko, jest dość silikonowa, więc nie każdemu może podejść, ale ogólnie pod makijaż sprawdziła się genialnie! Super trzyma wszystko na twarzy, dodatkowo wygładza skórę, dzięki czemu twarz wygląda ładniej i naturalniej.
  • Adidas, 6w1, antyperspirant w kulce - antyperspirant, jak antyperspirant, ale ja go bardzo lubię. Najważniejsze, że ładnie pachnie, nie klei się, nie plami ubrań i pomaga utrzymać świeżość tak długo ile trzeba. Ja lubię.
  • Pierre Rene, compact powder, nr 17, chilly bronze - genialny, delikatny bronzer o chłodnym odcieniu. U mnie sprawdzał się genialnie, a ja używam sporo bronzera, bo lubię mieć mocno wykonturowaną twarz, a on daje fajną bazę pod kolejne produkty do konturowania i fajnie się sprawdził! Dzięki swojej delikatności, nie ma szans na plamy. Szkoda tylko, że bardzo szybko mi się skruszył, ale i tak jakoś dałam radę go zużyć.
  • Douglas, Home SPA, relaksująca pianka pod prysznic, kukui oil i nuni fruit - zazwyczaj niepełnowymiarowe produkty daję do innej kategorii, ale nie mogłam nie dać tej pianki do cudów. Tak cudownie pachnie, taka fajna konsystencja, a nie miałam jeszcze nigdy pianki pod prysznic, a tu się zakochałam. Dla mnie naprawdę rewelacja. Skończyła się dość szybko, ale to dlatego że na wyjazdy nie zabieram ze sobą myjki, więc przekłada się to na wydajność. Ale końcówkę wykończyłam w domu już z pomocą myjki i na dość długo mi starczyła. Myje świetnie, nie wysusza skry i muszę do niego kiedyś wrócić.


  • Efektima, peeling do ciała, cukier & olej kokosowy - ogólnie ten peeling jest dość fajny, pachnie ładnie, bardzo intensywnie i casteczkowo, działa też super, bo skóra po użyciu jest gładka i miękka, ale niestety pozostawia też po sobie tłusty film na skórze, który tak wpływa na żel pod prysznic, że przestaje się on pienić. Niby fajnie, ale jednak przeszkadza mi ten jeden szczegół, no i jak pisałam 'wersja na słono' jest lepsza!
  • Evree, deep moisture, balsam do ciała głęboko nawilżający - jest to bardziej mleczko niż balsam, ma dość lekką i rzadką konsystencję, ale pachnie dosyć ładnie, fajnie się wchłania i dość fajnie działa, ale nie jest to efekt wow. Jest przyjemny i nic więcej.
  • BioLaven, odżywczy krem do rąk - krem całkiem fajny, fajnie nawilża i odżywia dłonie, jedynym jego mankamentem jest dość mocny, intensywny i specyficzny zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu więc musicie sami to sprawdzić.
  • Efektima, peeling algowy, antycellu z zieloną herbatą - ten peeling jest bardzo bardzo zwykły Nic specjalnego, ale ja też mam takie zdanie, bo uwielbiam mocno zdzierające peelingi, uwielbiam czuć te drobinki. Ten jest bardzo delikatny, więc używałam go po depilacji, kiedy skóra jest lekko podrażniona,a wtedy delikatne produkty się nadają idealnie. 


  • DermoFuture Precision, ekspresowa maska-krem wybielająca - miałam trzy różne saszetki z tej serii i możecie je zobaczyć w recenzji, pozostałe dwa zużyłam bardzo szybko i uwielbiałam ich używać, a ta maska wybielające meeeeeh. Na początku była spoko, bezproblemowa i fajnie mi się jej używało. Ale potem  męczyłam się z nią bardzo długo, a w sumie przestałam w końcu używać i tak leżała, leżała i stwierdziłam, że koniec czas wywalić i tyle.
  • AA, maska oczyszczająca, węgiel japoński i kwas azelainowy - zapach ma dość fajny, konsystencję też, ale niestety pojemność bardzo niewielka i działanie w sumie znikome.


  • Resibo, miejski krem ochronny - jaram się tą próbka, bo zużyłam w sumie trzy saszetki i powiem Wam, że krem jest rewelacyjny, na dzień ma świetne działanie delikatne nawilżenie, lekkie zmatowienie, świetny zapach i super nakłada się potem makijaż. Ja jestem zachwycona i na pewno kupię pełnowymiarowy produkt. 
  • Farmona, kuracja S.O.S dla zniszczonej skóry, silnie regenerujące serum do stóp - mam też pełnowymiarowy produkt, więc dla mnie rewelacja. super nawilżenie, odżywienie i po pierwszym użyciu widać różnicę na stopach, a wiecie, że ja  stopy dbać nie lubię, więc dla mnie szybie, doraźne produkty są na wagę złota i ten krem taki jest. Zadziała od razu!
  • Cameleo, mocny lakier do włosów - lakier, jak lakier. Potrzebowałam jakiejś miniaturki i była, ale wiadomo taki produkt wystarczy na krótko, więc za dużo powiedzieć nie jestem w stanie. Jest okej,ale musiałabym poużywać dłużej. 
  • Dermaglin, clear men mask, oczyszczająca maska - kupiłam narzeczonemu maski tej marki, tak w sumie z przypadku, fajnie wyglądały, więc wzięłam i powiem Wam, że działają równie dobrze! Fajnie oczyszczają, matowią i zostawiają skórę gładką i miłą w dotyku, więc genialne!
  • Marion, unicorn peel off, ujędrniająca maseczka peel off z brokatem - kupiłam maskę w Zakopanem, bo nie mogłam się oprzeć unicornowi i brokatowi w jednym. Trochę dziwnie się ją nakładało i brokatu nie było za wiele (a szkoda), czego się spodziewałam, ale przy działaniu to jest akurat nieważne, bo działanie ma ekstra. Fajnie nawilża, fajnie wygładza i skóra jest super stonowana i koloryt wyrównany, dla mnie bomba.


Przebrnęłam! A Wy? Jak Wasze zużycia w maju? :)


#37 kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

27 maja 2019



Filmy! Trochę ich tutaj nie było, ale ja też jakoś za dużo filmów nie oglądam ostatnio, bo po prostu brakuje mi czasu. Tyle rzeczy ile jest do ogarnięcia w tym momencie to szok i praktycznie na każdym filmie usypiam. Ale na szczęście mam kilka filmów, o których Wam jeszcze nie pisałam, więc będzie akurat! Co prawda liczę, że pogoda w końcu będzie wiosenna i letnia, i nie będziemy marnować czasu siedząc w domu, ale w razie w jakby jeszcze złapały nas deszcze, to filmy będą jak znalazł ;).

Fernando (2017) 'Ferdinand' animacja, familijny, komedia

Ostatnio usłyszałam od 4-letniej siostry narzeczonego, że skoro oglądam bajki, to jestem takim dużym dzieciątkiem. Jestem, bajki mnie odstresowują i w jakiś magiczny sposób przenoszą mnie w świat dzieciństwa, gdzie nie miałam żadnych problemów. Jeśli chodzi o Ferdynanda, to podchodziłam do niego kilka razy, bajka taka o, bez szału. Niby historia i fabuła dosyć fajna, morał też jest mocno podkreślony, ale jakoś tak mnie nie przekonała do końca, może ze względu na byki i walkę torreadorów, za którą nawet w bajce nie przepadam. Jakoś tak, nie przemówiła do mnie do końca.

Cudowny chłopak (2017) 'Wonder' dramat, familijny, komedia

Ten film jest porostu piękny i każdy powinien go obejrzeć przynajmnej raz. Nie wyobrażałam sobie trochę Owen'a Wilson'a w bardziej poważnej roli, ale genialnie tam pasował. Chłopiec ze zdeformowaną twarzą, który chce żyć normalnie, ale wiadomo jak to bywa w dzisiejszych realiach, kiedy kanon piękna jest nawet tak przerysowany,że aż niemożliwy do osiągnięcia bez photoshop'a. Jednak chłopak daje rade, ma wspaniałą rodzinę, przyjaciela i pasję, która wiele mu daje, co jest mega. Film też przypomina o tym, że zawsze może być gorzej, ale i że nie ma takich przeszkód, których się nie da nie przeskoczyć.

Plan B (2010) 'The Back-Up Plan' komedia romantyczna

Uwielbiam ten film i tak samo uwielbiam Jennifer Lopez. Bo życie bywa przewrotne i go się nie da zaplanować. Co z tego, że w głowie wymyślimy sobie jakiś konkretny scenariusz, jak za rogiem czeka na nas wielka niespodzianka i cały pomysł trafia szlag. Ale ja jestem zdania, że oto właśnie chodzi w życiu, nie jest łatwo, nie jest tak jak chcemy, ale życie nam niesie same niespodzianki, a zazwyczaj są one pozytywne, tylko musimy nauczyć się z tego korzystać, a gwarantuję, że w większości przypadków wszystko skończy się szczęśliwie. I to jest piękne, że nie da się wszystkiego zaplanować. I taki sam jest ten film. Czasem trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, być szczerym, a będzie dobrze. Bo czasem tak musi się zadziać,żeby było maks cudownie.

Polowanie na drużbów (2015) 'The Wedding Ringer' komedia

Business is business i jak coś wydaje się być głupie, a działa - to wcale nie jest głupie. Kto by pomyślał, że można wynająć drużbę? A nawet kilkunastu? Mi się bardzo spodobała fabuła, bo była zdecydowanie dla mnie czymś nowym, innym, z czym jeszcze się nie spotkałam. Poza tym, uwielbiam Kevin'a Hart'a. On może stać i nic nie robić, a i tak mnie rozśmiesza swoją wrodzoną głupkowatością haha. Wiadomo, że na końcu wszystko kończy się dobrze, a nawet lepiej niż miało, a jest tyle zwrotów akcji w tym filmie, że naprawdę super się to ogląda. Fajna komedia, zabawna i super spędzicie czas oglądając ten film.

Noc w muzeum (2006) 'Night at the Museum' Noc w muzeum 2 (2009) 'Night at the Museum: Battle of the Smithsonian' Noc w muzeum: Tajemnica grobowca (2014) 'Night at the Museum: Secret of the Tomb' familijny, fantasy, komedia 

Są filmy, z którymi mi na maksa nie po drodze, ale wszyscy o nich swojego czasu gadali, a czasem i nawet gadają cały czas, a w telewizji puszczane są co jakiś czas. A ja wtedy odczuwam dziwny przymus, że jak wszyscy, to ja też powinnam obejrzeć te pozycje. No i niedawno siadłam do wszystkich części i obejrzałam Noce w muzeum. Dużo historii, na której ja się nie znam, kojarzyłam niewiele wątków (przyznaję się bez bicia). Historia wiadomo, że niemożliwa, ale coś tam ma w sobie. Film do obejrzenia w jakieś popołudnie, z całą rodziną - całkiem fajna opcja. Nie jest to film, który zmienia moje życie, ale jest fajny, całkiem zabawny, no i dla samego Bena Stillera warto obejrzeć.

Żona czy mąż? (2017) 'Moglie e marito' komedia

Kiedyś nie oglądałam za dużo francuskich komedii (w sumie to wcale), ale na szczęście narzeczony to zmienił i mega się cieszę. Ta komedia jest tak przewrotna, że wow. Fajnie jest widzieć, jak ludzie zamieniają się nie tylko miejscami, ale i ciałami i muszą sobie jakoś poradzić Ciężko jest postawić się na czyimś miejscu, zobaczyć ile ma na głowie, zawsze nam się wydaję, że 'Eee, on/ona przecież nic nie robi całe dnie'. A tu niespodzianka, od razu inaczej się patrzy na danego człowieka. Szkoda, że jest w nas tak mało empatii. Ta komedia fajnie to pokazuje, że możemy być mega zmęczeni życiem, ale warto spojrzeć łaskawiej na drugą połówkę i przynajmniej spróbować ją zrozumieć. Film na pewno uczy empatii!


Standardowo, czekam na Wasze polecajki dotyczące filmów!