#1 Topestetic, Sesderma - walka z przebarwieniami z mgiełką depigmentującą

03 maja 2020


Dzień dobry! I można powiedzieć, że jesteśmy już po majówce. Majówka w tym roku inna niż wszystkie, więc dawajcie znać, jak się trzymacie? Co robiliście? My udaliśmy się na relaks u rodziców i powiem szczerze, że bardzo tego potrzebowałam. Całkiem inne środowisko niż tutaj, inna przyroda, świeże powietrze, inni ludzie i ah, człowiek aż odżył i jest po prostu szczęśliwszy! Pamiętajcie o swoim zdrowiu psychicznym, bo teraz to jest najważniejsze ;). Poza tym, miały być matury już jutro! Są tu jacyś maturzyści?
No, ale dzisiaj będzie pierwszy produkt, który miał mi pomóc w walce z przebarwieniami od TopEstetic! Jest to Sesderma, mgiełka depigmentująca i jest to pierwszy tego typu produkt w mojej łazience. Nigdy nie używałam takiej mgiełki, więc jaram się! Zapraszam do recenzji!


Sesderma
mgiełka depigmentująca


Mgiełka należy do linii rozjaśniającej przebarwienia Azelac RU. Ma za zadanie nie tylko rozjaśnić przebarwienia, ale i zapobiegać ich nawracaniu, jak i wyrównać koloryt skóry. W mgiełce została wykorzystana technologia liposomowa, która umożliwia szybsze wchłanianie składników, dzięki czemu pielęgnacja przynosi jeszcze lepsze efekty. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Lecithin, Alcohol, Polysorbate 20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Bellis Prennis Flower Extract, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Nicotiana Benthamiana Hexapeptide-40 Sh-Oligopeptide-1, Nicotiana Benthamiana Hexapeptide-40 Sh-Polypeptide-2, 3-O-Ethyl Ascorbic Ac., 4-Butylresorcinol, Ascorbyl Glucoside, Azelaic Ac., BHA, BHT, Caprylic/ Capric Triglyceride, Citronellyl Methylcrotonate, Diacetyl Boldine, Dipotassium Phosphate, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Glycyrrhetinic Ac., Hydrochloric Ac., Hydroxypropyl Cyclodextrin, Morus Alba Root Extract, Niacin, Nicotiana Benthamiana Sh-Polypeptide-7, Parfum, Phenoxyethanol, Potassium Phosphate, Retinal, Retinol, Sodium Chloride, Sodium Cholate, Sodium Hydroxide, Tocopheryl Acetate, Tranexamic Ac., Undecylenoyl Phenylalanine. 

Sposób użycia: mgiełką należy spryskać skórę twarzy, a następnie zaaplikować krem do codziennej pielęgnacji. Może być również stosowana w ciągu dnia w celu odświeżenie skóry. 


Mgiełka znajduję się w mega rozkosznej, dość niewielkiej buteleczce, która ma oczywiście atomizer rozpylający produkt na twarzy. Buteleczkę otrzymujemy w kartoniku w raz z karteczką, i tam znajdziecie wszystkie informacje, jakich tylko będziecie poszukiwać. Uwielbiam białe opakowania, połączenie koloru złota z czernią i takie klimaty, dla mnie to jest estetyka, elegancja i klasa. Atomizer działa bez zarzutu, rozpyla dość fajną mgiełkę, która pokrywa twarz. Oczywiście jednorazowo musimy rozpylić kilkukrotnie produkt, ale to w niczym nie przeszkadza. Mamy tutaj pojemność 30ml, która dla mnie jest dość spora, ze względu na sposób używania.
Pierwsze z czym się spotkacie to rewelacyjny zapach! Ten zapach to jest mistrzostwo świata, ja uwielbiam i jestem zakochana. Mogłabym się cała pokryć tą mgiełką, po stopy, żeby tylko otulić się tym aromatem. Pachnie mi lekko orzechowo, delikatnie i zapach przypomina mi trochę produkty, które stosujemy do i po opalaniu, tak mi się kojarzy. Ale zawsze po rozpyleniu mgiełki czuję jakbym się wbiła w mięciutki biały kocyk, gdzieś pośród chmur - poważnie tak genialny jest ten zapach!


Skóra po rozpyleniu mgiełki jest mokra i potrzeba chwili aż produkt się wchłonie, ale to są sekundy. I jeszcze raz wspomnę, że ten zapach jest po prostu rewelacyjny! Po spryskaniu nie odczuwam raczej żadnego dyskomfortu na skórze, nic mnie nie piecze, nie pali - wszystko tutaj gra, nawet przy ewentualnych podrażnieniach. Aczkolwiek w okolicach oczu czasem mnie piecze skóra, ale to trwa chwilę. Mogę spokojnie przechodzić do nakładania kremu pod oczy, jak i do twarzy i nie zauważyłam żadnego negatywnego rezultatu po miksowaniu tej mgiełki z innymi produktami. Po nałożeniu skóra jest odświeżona i uwielbiam ten efekt, kiedy rano jestem dość zaspana i po gorącym prysznicu jest ze mną jeszcze gorzej, to ta mgiełka mnie odświeża, budzi i pomaga przejść do działania w ciągu dnia.
Mgiełka ma za zadanie głównie rozjaśnić nasze przebarwienia, wyrównać kolory i sprawić, żeby efekt utrzymał się dłużej. I powiem Wam, że to się dzieje naprawdę! Ja mam dość sporo przebarwień, plamek, pieprzyków i innych zmian skórnych. A ta mgiełka rzeczywiście jest w stanie zmniejszyć ilość plamek, skóra jest bardziej jednolita i wygląda zdecydowanie jakbym nałożyła jakiś co najmniej koloryzujący krem na twarz. Więc naprawdę super! Nie jest tak, że nagle moja cera jest jedwabiście gładka, jak po photoshopie. W dalszym ciągu coś tam mam, ale jest tego zdecydowanie mniej. Co prawda jestem świadoma tego, że czasy izolacji i niewychodzenia z domu na słońce sprzyja i wspomaga działanie tego produktu, ale i tak mogę powiedzieć, że wyrównuje kolory skóry na zadowalającym mnie poziomie.
Poza tym, mogę Wam powiedzieć, że skóra w ciągu dnia jest jakoś bardziej nawilżona i miękka. I niezależnie czy nakładam makijaż czy nie, skóra jest na prawdę gładsza i taka fajniejsza, bardziej promienna i zdrowsza. Przy okazji, kiedy w ciągu dnia spryskamy się tą mgiełką otrzymamy lekki efekt chłodzenia, odświeżenia, coś jakby po użyciu wody termalnej, a ja takie efekt lubię!


Nigdy nie używałam takiego produktu, ale mogę się przyznać, że od lat walczę z moimi przebarwieniami i zawsze jak coś użyłam to efekty były dość znikome, jeśli w ogóle zauważalne. Ja jestem w szoku i pod ogromnym wrażeniem, że tutaj efekty są zauważalne i to naprawdę różnica jest znacząca! Dla mnie czad, i jeżeli borykacie się z podobnym problemem, to jak najbardziej warto się zaopatrzyć w tę mgiełkę ;). Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć przed, ale nawet szczerze - nie spodziewałam się, że jakakolwiek różnica będzie, więc mam nauczkę na przyszłość.
Mgiełkę możecie kupić na stronie Topestetic, która w ostatnim czasie cieszy się dość spora popularnością. Nie ma się co dziwić, bo znajdziecie tam, dla mnie bardzo wyszukane produkty marek, z którymi ja nigdy nie miałam styczności, a i części nie widziałam nigdzie indziej. Przy okazji, strona zapewnia Wam również możliwość bezpłatnej konsultacji z kosmetologiem! Więc jeśli nie macie pewności co do wyboru konkretnego produktu, oni Wam pomogą, co dla mnie jest genialne!

A! Już za kilka dni, w następnym wpisie, będzie czekać na Was recenzja kolejnego produktu od Topestetic, też marki Sesderma, więc będziemy mieć duet! Jak myślicie, będzie idealne combo? :)


Denko, kwiecień 2020r.

30 kwietnia 2020



No i kolejny miesiąc za nami, ten był już bardziej domowy i izolacyjny od ludzi. Aż jestem w szoku, że cały miesiąc udało nam się wytrzymać! Co prawda obostrzenia powoli są cofane, ale jeszcze długo, długo nasze życie nie wróci do normy. I pewnie to spowodowało, że to denko jest takie mizerne, aż jestem w szoku, bo dawno nie zużyłam tak niewielu produktów Naprawdę aż się zdziwiłam, ale może to sprawi, że kolejny miesiąc będzie już w ogóle spory! Zobaczymy ;) Na razie przechodzimy do tego ;)


Ulubieńców zacznę tym razem do standardów, czyli oczywiście Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, co prawda słyszałam, że zostały zmienione opakowania i prawdopodobnie jakościowo też się zmieniły, ale tego jeszcze nie sprawdzałam jak coś. Poza tym, BeBeauty, płatki kosmetyczne - coraz mniej ich zużywam, co mnie naprawdę cieszy, ale w dalszym ciągu jak już mam jakieś zużyć to tylko te, są zdecydowanie najlepsze ;). Obowiązkowo zużyłam oczywiście, Schwarzkopf, Gliss Kur, Supreme Length, ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu no i co tu dużo mówić? Ja po prostu je uwielbiam i nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez nich. Tak wiem, powtarzam to za każdym razem, ale te odżywki naprawdę są świetne ;). No i przy okazji w końcu 'zjadłam' jeden blister suplementu diety Vitapil, ogólnie jestem na maksa niesystematyczna w tabletkach, więc wow, ale to tylko dlatego, że zaczęłam przyjmować inne suplementy i tak wyszło, ze się ogarnęłam. ja bardzo lubię ten suplement i naprawdę widzę po nim różnicę w moim organizmie. 



  • BingoSPA, serum odżywka SPA do włosów - odżywka mnie zachwyciła, używałam jej głównie jak odżywki, ale czasem też dodawałam pompkę do maski i muszę przyznać, że to działanie na moich włosach było naprawdę widoczne już od pierwszego użycia. Nie mam się do czego przyczepić, bo i wygodnie się jej używało, ładnie pachniała, no i włosy po użyciu miały praktycznie zawsze ghd, niezależnie od pozostałych użytych produktów.
  • Iwostin, booster nawilżający w formie serum - w dalszym ciągu ciężko jest mi się zmusić do regularnego używania serum, ale i tak jest lepiej niż wcześniej. To serum mnie uratowało w Kenii. Tam słońce było niemiłosiernie gorące, a ja ani nie przepadam za gorącem ani za jakimś szalonym opalaniem, więc to serum mi bardzo pomagało, nakładałam je wieczorem, rano i w ciągu dnia i nie miałam problemów z przesuszoną skórą. Poza tym, serum po powrocie też mi się przydało. Używałam przed maskami, czasem wieczorem, ale zauważyłam, że serum cudownie nawilża skórę.
  • Vichy, Aqualia Thermal ExtraSensitive, krem przeciw zaczerwienieniom i podrażnieniom - po pierwsze, to jest krem który się nigdy nie kończy. Ja go kończyłam chyba z 2 miesiąc,e tak długo widziałam, że dobija dna, a tu dalej nic, dalej był - szok. Ale krem był naprawdę super! Super nawilżał i odżywiał cerę, więc bardzo mi się podobał!




  • Holika, Holika, wielofunkcyjne żel aloesowy 99% aloesu - ja początkowo byłam na maksa zachwycona tym aloesem, włosy w genialnym stanie, super pełne, miałam wrażenie, ze aloes fajnie wypełnia ubytki we włosach. Ale... dość szybko zaczął się kończyć, a już w recenzji pisałam, że będę używać go na zmianę ze zwykłym sokiem z aloesu. I tak było. Starałam się go używać tak co najmniej raz na 2 tygodnie, a przez jakiś ostatni miesiąc tylko po warunkiem, że mąż był w domu, bo inaczej nie byłabym w stanie wycisnąć z niego czegokolwiek. Moje włosy bardzo szybko się do niego przyzwyczaiły i nie było takie efektu wow. Ogólnie produkt jest dobry nawet, ale za szybko się kończy, jest zbyt niewydajny i dosyć drogi, więc ja jednak postawię na standardowy sok z aloesu.




  • Kobo, Mattyfying Liquid Foundation, podkład matujący - to jest zdecydowanie fluid, do którego nie wrócę i jak dobrze, że się w końcu skończył. Fluid jak na początku był fajne, daje ładne wykończenie i podoba mi się ten gumowy efekt, ale to jak się ściera ten fluid w ciągu dnia mnie dobija, zaczynam się świecić i w ogóle jest nie tak. Po prostu nie. 



  • Dermacol, Deep Cleansing Mask -  no niestety, ja chwilowo jestem bardzo na nie. Maska w płachcie, gdzie płachta już tak nawaliła, że samo używanie maski było średnim miłym doznaniem. Płachta się odklejała, odstawała, kapało z z niej i w ogóle. Aż szkoda, bo samo to już przysłoniło jakiekolwiek inne właściwości maski, i choćby działanie było genialne, to i tak się nie skuszę.


I oto moje denko w tym miesiącu! Używałam głównie masek w pełnowymiarowych opakowaniach, dlatego ich jakoś nie ma tutaj poza tą jedną. Ale, myślę, że kolejny miesiąc będzie lepszy, bo im mniej kończę w jednym miesiącu tym więcej jest zazwyczaj w kolejnym, ale się okaże! Dajcie znac, jak Wasze denko, czy izolacja też ma na nie wpływ? :)


Serum do ciała, jak delicje pomarańcozwe, BingoSPA

27 kwietnia 2020


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak humory? Jakieś konkretne plany na majówkę? Może jednak ktoś z Was gdzieś jedzie w zaciszne miejsce, gdzie nie ma nikogo? Uważam, ze jeśli ktoś ma tylko taką możliwość, to jak najbardziej można gdzieś pojechać. I mimo że ja zawsze siedzę w domu (może nie aż tyle) i powinnam być w miarę do tego przyzwyczajona to już ta cała izolacja, niewychodzenie mają na mnie dosyć negatywny wpływ. Strasznie tęsknię za normalnością, za normalnym wyjściem z domu bez maseczki, bez większych rozkmin. Dlatego, jak najbardziej mam już nadzieję, że to się wkrótce skończy, mimo że się na to nie składa, ale nadzieję można mieć ;)
No nic, dzisiaj będzie o balsami do ciała, który pachnie jak delicje pomarańczowe, marki BingoSPA! Zapraszam <3

BingoSPA
Serum czekoladowo pomarańczowe do ciała


Serum urzeknie Was zapachem połączenia pomarańczy z czekoladą. Ma za zadanie pielęgnować Twoją skórę, dzięki zawartości ziarna kakaowca [2] zmiękcza skórę, ma działanie odmładzające i odświeżające, jak i skutecznie likwiduje suchości skóry. Poza tym, antyoksydanty spowalniają proces starzenia się skóry, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników. Ponadto, serum drenuje i pobudza metabolizm komórkowy, regeneruje i działa kojąco. 

Skład: Aqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter [2], Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cetyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Parfum, Citral, Limonene, Linalool, Methylparaben, Ethylparaben Propylparaben, Phenoxyethanol, DMDM-Hydantoin.

Sposób użycia: serum należy rozprowadzić na skórze i delikatnie wmasować. Można używać codziennie, nie stosować na podrażnioną, zranioną skórę oraz w przypadku alergii.


Serum znajduje się w identycznym opakowaniu co Balsam brzoskwiniowy do dłoni i Odżywka keratynowa do włosów, czyli butelka z pompką. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa idealną ilość produktu, nie jest tego wiele, ale mi taka ilość mega pasuje. Po prysznicu, na raz mogę zużywać około 10 pompek na całe ciało (matematyka - policzyłam, haha). Mamy jeszcze zatyczkę, która chroni pompkę przed przypadkowym naciśnięciem. Konsystencja jest dość lekka, ale fajna, super się rozprowadza po skórze, nie pozostawia po sobie tłustego filmu i jest mega w porządku. No i zapach, o którym już pisałam w tytule - pachnie prawie jak delicje pomarańczowe, naprawdę. Dla mnie spoko i o dziwo nie powoduje, że chcę mi się jeść i mam ochotę na słodkie, więc dobrze haha.


Tak, jak pisałam, serum super się rozsmarowuje po ciele, nie ma żadnego problemu z tym, szybko i po sprawie. Serum też niesamowicie szybko się wchłania i ja nie mam żadnego problemu z ubieraniem ciuchów zaraz po aplikacji, nic się do siebie nie klei, wszystko gra, co mi mega pasuję, bo ja po porannym prysznicu raczej się spieszę i zawsze od razu się ubieram.
Jeśli chodzi o działanie to muszę przyznać, że zaskakująco serum naprawdę super nawilża skórę, miałam ostatnio mega przesuszenia niedaleko łokci (pewnie od ciągłego siedzenia przy biurku i pisania na laptopie) i serum poradziło sobie z nimi praktycznie po kilku użyciach - rewelacja! Poza tym, skóra po użyciu jest gładka, miękka i super miła w dotyku. Powiem, że jestem w szoku, bo tego się nie spodziewałam,, więc wow! Da się to nawet odczuć przy kolejnych prysznicach, że ta skóra jest taka jakaś inna, taka fajniejsza i aż chce mi się używać tego serum. I wiecie co? Cały czas jestem w stanie wyniuchać czekoladę na ciele, co jest tym bardziej genialne!


Jedyne do czego się przyczepię to fakt, że to serum jest dla mnie niesamowicie niewydajne, co prawda pojemność 135ml jest mniejsza niż standardowych balsamów, które zazwyczaj kupuję (150 - 200ml), ale i tak wydaje mi się, że zazwyczaj jednego balsamu używam minimum 2 miesiące. a tutaj praktycznie miesiąc minął, a on zaraz mi się skończy. No, ale ;) nie wiem jaka jest różnica między serum, a balsamem do ciała, ale ja nie widzę żadnej i jak zawsze mam jakieś ale do samej marki, to muszę przyznać, że ona coraz bardziej mi się podoba i coraz więcej produktów mi pasuje ;).
Z działania jestem bardzo zadowolona, balsam super nawilża skórę, zmiękcza ją i ją pielęgnuje, a to jest dla mnie najważniejsze ;). No i zapach, bardzo smakowity ;) Wszystko sprawdza, że jak najbardziej polecam ten produkt ;)

Szalony zapach od Salvatore Ferragamo na ciepłe dni

24 kwietnia 2020



Dzień dobry! Co tam, jak tam? Jak się trzymacie? Mam nadzieję, ze wszyscy dajecie jakoś radę! Dawajcie znać koniecznie.
A dziś będzie o perfumach, które dostałam od mojego już w sumie jakiś czas temu! Jestem kiepska w opisywaniu zapachów i mimo że początkowo nie należy do moich mega ulubieńców, to pomyślałam sobie, ze warto o nich napisać, bo wpisuje się on w dość w pogodę, jaką teraz mamy i jest to bardzo elastyczny zapach. No, już wyjaśniam o co mi chodzi.

Salvatore Ferragamo
Amo Ferragamo - Flowerful


Woda perfuma została stworzona dla nowoczesnej i namiętnej kobiety, gotowej do skorzystania z okazji, którą przynosi jej życie. Cechuje się kwiatowo orientalnym zapachem, ale i nadaje się do noszenia na co dzień i na specjalne okazje.

Nuty głowy: czarna porzeczka, rozmaryn, Campari
Nuty serca: rabarbar, yerba mate, jaśmin
Noty bazy: wanilia z Tahiti, ambroxan, drzewo sandałowe


Po pierwsze buteleczka jest przeurocza. Mimo że jest praktycznie całkowicie przeźroczysta, to w dalszym ciągu przebijają się przez nie odcienie różu, fioletu; to szkło jest dość grube i działa tak, że odbijają się w nim po prostu wszystkie odcienie tęczy. Nie pytajcie mnie, jak to działa, bo ja nie ogarniam, ale dość mi się to podoba. Poza tym, flakonik jest zrobiony z bardzo grubego szkła, i same perfumy wyglądają dość ciężko i topornie, a i przy okazji muszę przyznać, że jeśli chodzi o wagę to sam flakonik też jest ciężki.
Ale muszę przyznać, że bardzo podoba mi się zatyczka od tych perfum, zaokrąglona kulka z dodatkowym wzorkiem sprawia, że perfumy wyglądają bardzo kobieco, glamour, ekskluzywnie i tak na bogato - w sumie fajnie !


Przechodząc do zapachu. Ja jestem fanką dosyć ciężkich, intensywnych zapachów, nie przepadam za mega słodkimi nutami. No i pierwsze co czuję, kiedy rozpylam te perfumy, czuję mocną kwiatową i owocową słodycz, zapach kojarzy mi się z takimi trochę infantylnymi perfumami dla nastolatek. Szczerze? W życiu nie opisałabym ich tak, że zostały niby stworzone dla namiętnych kobiet, może nowoczesnych, ale na pewno młodych i szalonych kobiet, które wiedzą, czego chcą i czerpią z życia garściami - o tak bym opisała ten zapach!
Na szczęście, ta słodycz dość szybko się ulatnia i pozostawia po sobie taką trochę tajemniczą, kwiatową nutę, lekko zadymioną, co mi się podoba, trochę próbuje się przez to przebić jakaś owocowa słodycz, ale nie udaje jej się do końca tego zrobić i zaczyna być fajnym tłem do całego zapachu. I to jest coś, czego nigdy nie miałam w zapachach, więc mega przydaje się odskocznia od moich ciężkich perfum.
Na końcu, ja jestem w stanie wyczuć już jedynie lekką słodycz, nie jest ona aż tak intensywna, więc spoko, podoba mi się. I to sprawia, że perfumy idealnie wpasowują się w wiosnę i lato, kiedy jest czas szaleństw, wzmożonego ruchu i tworzenia genialnych wspomnień.


I właśnie dla mnie te perfumy są mega idealne na cieplejsze dni, kiedy np. wiem, że będę cały dzień w biegu i potrzebuję czegoś, co dodatkowo będzie mnie pchało do przodu i napędzało jak motorek. One właśnie to mi dają, nakręcam się i jest fajnie! Zapach bardzo mi się kojarzy ze słońcem i z wodą, ogólnie z plażowaniem i ze spędzaniem czasu na świeżym powietrzu. Taki dość szalony zapach, raczej nie na każdą okazję, bo na wieczór, na randkę, na imprezę na pewno wybrałabym coś innego ;). Ale tak, jak wspomniałam teraz używam go bardzo dużo, bo jest idealny na cieplejsze dni.
Aczkolwiek, szczerze muszę przyznać, że mimo że zapach mi się podoba, to nie kupiłabym ich sama ponownie, tym bardziej w regularnej cenie. Dostałabym coś podobnego pewnie w mniejszej cenie, np. dzięki jakiejś mgiełce. Ale wierzę, że są osoby, które uwielbiają takie klimaty, więc warto gdzieś tam poniuchać przy jakiejś okazji ;).

A Wy macie jakieś konkretne perfumy, których używacie głównie na wiosnę i lato? :)


#44 Kinomaniak, czyli ostatnie 6 filmów, jakie oglądałam!

21 kwietnia 2020


Dzień dobry! Pewnie macie już dość ślęczenia przed telewizorami, oglądania filmów i seriali? No ja powiem szczerze, że mega rzadko teraz oglądamy filmy, bo ja już mam dość leżenia, odpoczywania i nicnierobienia. Trafia mnie szlag, jak sobie pomyślę, że czekają mnie kolejne jeszcze dłuższe dni niż wcześniej. Niby fajnie, ale człowieka bardzo ciągnie na zewnątrz. Ale jeśli jeszcze ktoś siedzi w domu i byście jednak coś obejrzeli to zapraszam na mój najnowszy przegląd! Zadziwiająco nie będzie żadnej bajki!

Isi & Ossi (2020) komedia romantyczna


Na tel film trafiliśmy dość przez przypadek, a był najpopularniejszy w serwisie Netflix, a że ja nigdy nie potrafię się zdecydować, to włączyłam ten. I się nie zawiodłam! Ja lubię takie pewne i bezpieczne filmy, kiedy i tak wiadomo co się wydarzy na końcu. nie przeszkadza mi to, bo w trakcie oglądania będziecie świadkami naprawdę wielu zwrotów akcji! Jest wciągający i mimo że jest dość długi to nie ciągnie się i cały czas fajnie się ogląda! Poza tym, fajnie pokazuje realia bogatych i biednych, że to czasem wcale tak nie wygląda stereotypowo jak nam się wydaje. Dla mnie super i warty obejrzenia ;).

Podwójne zagrożenie (1999) "Double Jeopardy' thriller


Trafiliśmy na ten film w telewizji, co było super, bo ja go w sumie kojarzyłam, ale chętnie sobie go przypomniałam, co tam się w nim działo. Na maksa trzyma w napięciu i muszę przyznać, że genialny pomysł na film! Niby wiadomo o co chodzi i raczej na początku każdy już jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy i jak on się skończy, ale to nie powoduje, że film staje się mniej ciekawy. On jest cały czas ciekawy i cały czas wyczekujemy tego, co ma się wydarzyć, dla mnie bomba i ja bardzo polecam!

Podwodna pułapka (2017) '47 Meters Down' thriller


Kiedyś kiedyś bardzo chciałam obejrzeć ten film, ale jakoś w ciągu tych dwóch lat stałam się tak bojaźliwa, że bałam się go obejrzeć, ale mąż chciał! Więc okej. Ostresowałam się swoje, obałam się swoje. Jeśli ktoś lubi takie filmy to w sumie zobaczycie tutaj to co chcecie, rekina, który zje jeśli dobrze pamiętam nie jedną osobę, ale niestety sama końcówka jest na tyle rozczarowując,a że możecie jakoś wyłączyć przed końcem i nie niszczyć sobie tego wszystkiego. Gdyby nie to, to chyba nawet i mi by się dość podobał.


Miłość jest ślepa (2020) 'Love is Blind' randkowy, reality show


Tak, ja wiem to jest program telewizyjny, nie film, ale warto i o nim tutaj wspomnieć, bo ja na niego ostatnio bardzo duży bum! Program jest fajny, wciągający i na swój sposób ciekawy, oczywiście jak większość reality show to nie jest do końca w 100% realny i spontaniczny, część rzecz na pewno  jest tez ukartowana, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Część par ostatecznie wzięło ślub i są razem do teraz, a program był kręcony półtora roku temu chyba, więc fajnie! Happy end jest to ja jestem zadowolona ;)


Sala Samobójców. Hejter. (2020) thriller


Wykupiliśmy możliwości obejrzenia tego filmu i muszę Wam przyznać, że nawet nie żałuję. Film jest nowy, a ja jestem zawsze sceptycznie nastawiona do polskich filmów, ale muszę przyznać, że ta pozycja jest bardzo interesująca i intrygująca! Wciąga, nie oderwiecie się od tego filmu za bardzo, jesteście mega ciekawi co się wydarzy i nawet jeśli ktoś się czegoś domyśla, to nigdy nie ma się pewności, czy aby na pewno tak się wydarzy. Film jest bardzo dobry, ale sprawia, że człowiek po obejrzeniu ma masę różnych przemyśleń i może być na maksa dołujący. Bo kto nigdy nie spotkał się z hejtem? Na pewno, więc film może otworzyć oczy ludziom, którzy jeszcze nie są tego świadomi, co zwykły typek w internecie może zrobić i spowodować.


Wszystkie jasne miejsca (2020) 'All the Bright Places' melodramat


I tu jest ciężko. Pierwsza część filmy, jakaś połowa była nudna jak flaki z olejem. Nic specjalnego, ciągnęło się i ciągnęło, młodzi ludzie niby się docierali, niby nie, wiadomo jak to wygląda, jak się jest młodym, problemy w szkole, problemy prywatne, śmierć itp. dość ciężkie tematy i tak samo ciężko było przez to przebrnąć. Ale potem, jak się rozkręciło, jak się wkręciłam, naprawdę super ! I aż żałuję, że porządek był taki trochę nijaki, może jakby był krótszy to jakoś tak może szybciej by się przez to przebrnęło. Zakończenie bardzo mi się podobało, film mega smutny i przykry, ale za to z cudownym morałem i mimo wszystko polecam, bardzo ;)!


I dajcie znać, co Wy ostatnio obejrzeliście i możecie mi polecić jakiś nowy program czy film ;) Myślę, że  w końcu się skuszę! :)
Poza tym, serio przez ostatnich prawie 40 Kinomaniaków nikt nie zauważył błędu w grafice? Haha, padłam jak to ostatnio zauważyłam, i tak od dwóch lat sobie to było niezmiennie!