Majowe denko 2022r.!

31 maja 2022


 
Dzień dobry! Wróciliśmy z nad morza, pogoda była nienajgorsza, mogło być lepiej, ale mogło być też gorzej, więc nie ma co narzekać, bo ostatecznie wcale nie było tak źle. Marzenie spełnione; stanęłam na końcu Cyplu Helskiego, moje dziecko z okazji roku zobaczyło morze, czego chcieć więcej? A no właśnie, jak widzicie po zdjęciu na insta wszystko mam i jest bosko ;).
A dzisiaj zapraszam Was na majowe denko, znowu udało mi się coś podziałać i powyrzucałam nieużywaną kolorówkę i inne produkty, które leżą i już się dawno przeterminowały. To i tak jeszcze nie jest kompletny sukces, ale małymi kroczkami do przodu, w końcu wierzę, że uda mi się 'pozbyć' i ograniczyć zapasy kosmetyczne do większego minimum. Ale denko!


Z ulubieńców zużyłam Alouette, nawilżany papier toaletowy, który przydaje się bardzo w wielu różnych sytuacjach, a na wyjazdach w publicznych toaletach, to już w ogóle jest mój must have! Poza tym, Catrice, Liquid Camouflage, korektor, który pod oczami i na całej twarzy robi rewolucję, nie pamiętam od kiedy go kupuję, ale nie chcę nic innego. Standardem są też BeBeauty, płatki kosmetyczne, których nie zamienię na nic innego, te płatki są zdecydowanie najlepsze, tanie, łatwo dostępne, nie rozwarstwiają się i są super w dotyku! I raz jeszcze miałam okazję używać Dermedic, Hydrain3 Hialuro, krem-żel ultranawilżający, który uwielbiam. Ma super lekką konsystencję, pięknie nawilża i no po prostu jest ekstra.


  • Isana,GlamGold, kremowy żel pod prysznic - ja bardzo lubię te żele, dla mnie żel ma pachnieć, mieć fajną konsystencję, pienić się i najlepiej, jakby był tani. Te żele od Isany właśnie takie są, nic więcej mi nie trzeba ;)
  • The Body Shop, kokosowy krem do rąk - krem jest rewelacyjny, pięknie pachnie, bardzo szybko się wchłania, ma super lekką konsystencję, ale zarazem fajnie nawilża dłonie, jest bardzo konkretny i działający, a to jest najważniejsze. Mega mi się podoba, że jest taki mały i wszędzie się mieści. Niestety za szybko wylądował w denku, a to dlatego, że niunia go wywaliła z wózka i samochód po nim przejechał, no nic ;)
  • Lovenue, loveblender, gąbeczka do makijażu - ona jest rewelacyjna, jest cudownie miękka, a zarazem nie wsiąka nie wiadomo ile produktu. Super rozprowadza korektor, blenduje produkty, no i czad! Uwielbiam!


  • Yves Rocher, pomadka do ust, kolekcja świąteczna - bardzo duży średniak, ta pomadka mnie na maksa męczyła i wywalam ją wcześniej niż się zużyła, ale już zapach i 'smak' mnie na maksa męczył i nie mogłam już się z nim bawić. Ogólnie pomadka nie jest najgorsza, dobrze nawilża, ale nie idealnie.


W końcu zużyłam jakieś próbki! Przypomniałam sobie o nich, jak pakowałam się nad morze, stwierdziłam, że czas w końcu czegoś się pozbyć i wzięłam, zabrałam, używałam i czas powyrzucać niektóre opakowania i czad! Schwarzkopf, GlissKur, 7sec, express repair treatment, ekspresowa kuracja keratynowa do włosów - nie mam pojo skąd ja mam tę kurację, ale byłam pewna, że to maska, dopóki nie zaczęłam nakładać jej na włosy. Kuracja keratynowa mega wsiąkła we włosy, weszła je dogłębnie, pielęgnując i odżywiając - no czad! Poza tym, Anwen szampon łagodny, który fajnie umył włosy, bardzo ładnie pachniał i no fajnie się spisał! Tak samo, jak ArganiCare, odżywka do suchych i zniszczonych włosów - też spisała się ekstra. Zużyłam też Kundal, makadamia i miód, żel pod prysznic - który też jest fajny, miał bardzo specyficzny, ale świetny zapach. Rituals, The Ritual of Namaste, Glow przeciwstarzeniowe i rozświetlające serum do twarzy - ma bardzo lekką konsystencję, bardzo mi się podobała ta aplikacja, super pielęgnowało twarz, nawilżało, odżywiało i po prostu o nią dbało! Ja byłam zachwycona. I Douglas, nawilżający balsam do ciała - ładny zapach, lekka konsystencja, szybkie wchłanianie, też czad!


Tutaj, mamy produkty, które idą do kosza. Są to niestety bazy pod makijaż od Dermacol, których nie byłam w stanie rozkminić, nie wiedziałam za bardzo, jak je używać, kiedy nakładać, w jaki sposób, więc stwierdziłam, że no muszą iść out. Tutaj też produkty marki Bielenda, Pierre Rene i zwykła wazelina. A co do Emolium, krem do opalania SPF50, wzięłam, bo był turbo polecany dla dzieci, ale nie dało się go używać. Tak gęsty, tak twardy, mało plastyczny i masakrycznie bielił, jak już jakimś cudem dało go rozsmarować, więc do kosza.


Kolejne wyrzucone, tym razem jest to kolorówka, parę cieni do powiek, błyszczyków do ust i konturówek, marek: Dermacol, Felicea, Kobo, Eveline, MakeUpRevolution, W7, Constance Carroll, Essence, Pierre Rene, My Secret, Hean, Golden Rose, Rimmel i Douglas.


I tutaj standardowo:
  • Babydream, extra sensitive, delikatne chusteczki nawilżane - one są po prostu najlepsze i nie używam żadnych innych.
  • Dada, duże waciki kosmetyczne - coś a'la Kindii, nie widzę między nimi większej różnicy w jakości, są tak samo fajne, jak tamte, a dodatkowo są tańsze i w opakowaniu jest więcej wacików, więc win-win!

A jak tam Wasze denko? Dajcie znać, czy jesteście zadowolone, czy już dawno osiągnęłyście zadowalający stan Waszych zapasów!


Perfecta, kolejny perfekcyjny peeling cukrowy do ciała?

26 maja 2022


A witam się z Wami bardzo serdecznie! Co tam u Was słychać? My obecnie jesteśmy na naszym pierwszym wyjeździe w tym roku, na urodzinowych wakajkach mojej córki, która już w niedzielę kończy rok. I nie wiem, nie pytajcie, ja nie wiem, kiedy to zleciało i jak to możliwe, że tak szybko, ale moje dziecko przestaje być niemowlakiem, co jest wzruszające! Ale jeśli chcecie zobaczyć nasz trip na bieżąco, to standardowo odsyłam Was na insta @beautifulduty.pl!
A dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnego peelingu cukrowego do ciała od marki Perfecta. Ostatnio opisywałam Wam wersję bananową, która okazała się być u mnie hitem, więc ciekawi, czy wersja Pomelo powieliła ten sukces? :)

Perfecta, smooth&happy
Cukrowy peeling do ciała, pomelo



I tak, jak widać, peeling znajduje się w szerokim słoiku, czyli typowe opakowanie, których ja po prostu nie lubię, nie przepadam za grzebaniem palcami w kosmetykach, ale no przy peelingach cukrowych, ciężko jest wydobyć produkt z opakowania, a jak się produkt sam w sobie obroni, to na opakowanie mogę przymknąć oko. Mimo wszystko, pod prysznicem wygodnie się używa tego produktu, nie mam żadnych problemów z odkręcaniem i zakręcaniem. Na opakowaniu posiadacie też same najważniejsze informacje i wsio tutaj gra.
Konsystencja peelingu jest cukrowa, posiada bardzo dużo gruboziarnistych drobinek, które mają za zadanie złuścić naszą skórę. Muszę przyznać, że ta wersja jest bardziej tłusta niż ta bananowa i bardziej oleista, co jest dziwne (zapewne przez parafinę na początku składu..). A z kolei zapach jest taki o, nie jest tak pyszny i smaczny, jak bananowy, ale ujdzie. Nie ma tragedii. 


W użyciu trochę przeszkadza mi ta tłustość i oleistość, kiedy nakładam produkt na skórę uwielbiam poczucie, że mam do dyspozycji mocnego zdzieraka, który wygładzi cudownie moją skórę, a tutaj najpierw czuję coś innego, a dopiero potem można zacząć peelingować skórę. To uczucie niestety jest obecne przez cały czas w trakcie używania peelingu, cały czas ta parafina mi niestety przeszkadza. 
Po wypeelingowaniu całego ciała, da się odczuć ładne nawilżenie, ujędrnienie i wygładzenie ciała. Skóra jest gładka, miękka i miła w dotyku, ale nie jest to tak mocny i fajny efekt, jak po wersji bananowej - aż się zastanawiam, czy to są te same produkty w różnych wersjach, czy jednak dwa całkiem oddzielne produkty.
Ja jestem osobą, której musi pasować wszystko, od zapachu, konsystencji, po efekt, a i przez wygodę użycia, tutaj jakoś tego nie mam. Męczę się używając tego produktu i nie jest to jakoś przyjemne.


Zdaję sobie sprawę, że mogę brzmieć trochę, jak księżniczka, ale no jestem wymagającą osobą, uwielbiam jak kosmetyki pachną, jak się ich fajnie używa, jak są przyjemne itd. A tutaj, ta parafina pierwsza w składzie, lekko mnie przeraża i odrzuca, obawiam się, że ona może mi dawać złudne uczucie nawilżenia i miękkości skóry.... No więc niestety... ale tutaj jestem na nie ;).
Ale bananową wersję, cały czas bardzo gorąco Wam polecam!


#ciążatime ustępujecie pierwszeństwa kobietom w ciąży?

22 maja 2022

 
Cześć! I co tam słychać nowego? Przebieram nogami i jaram się niesamowicie na wakajki. Będzie ciepło, słonecznie i mam nadzieję, że fajnie! Oby pogoda była w porządku i nie psuła naszych planów, bo ostatnio zawsze jak mamy jakiś fajny plan, cel to pogoda płata nam figle i no nie jest taka, jaka mogłaby być. Ale trzymamy kciuki, żeby to już się więcej nie powtórzyło!


A dzisiaj mam dla Was ostatni wpis z serii #ciążatime, ostatnie moje przemyślenia, jakie przyszły mi do głowy w trakcie ciąży i później po niej. Wszędzie trąbi się, że ciąża to stan wyjątkowy, stan błogosławiony, ciężarne powinny mieć pierwszeństwo w sklepach, w miejscach usługowych, w przychodniach, no w sumie to wszędzie. Powinno się ustępować im miejsca i przepuszczać w kolejce, żeby nie musiały za długo stać. Jak to wygląda u Was?

Dlaczego ciężarne mają pierwszeństwo w różnych miejscach?

Kobiety nie powinny stać za długo, o czym pisała mamaginekolog i odsyłam Was do jej wpisu: pierwszeństwo kobiet w ciąży. Ciężarne dużo lepiej się czują w ruchu, kiedy muszą stać, coś tam się dzieje w organizmie, że zaczynają się źle czuć, mogą zasłabnąć, zemdleć itp. Więc nie jest to nawet kwestia samopoczucia kobiety w ciąży danego dnia, ale jej fizjologii. Ale nie zapominajmy, będąc w ciąży też możemy czuć się różnie, a są rzeczy, które czasem nie mogą poczekać na lepszy dzień albo nie ma możliwości poprosić kogoś innego o wyręczenie nas. 

Jak pierwszeństwo kobiet w ciąży wygląda w praktyce?

W większości przypadkach, ciężarne muszą 'same walczyć o swoje'. Zdarza się, że i pracownicy umywają ręce i proszą, żeby zapytać się innych osób w kolejce, czy taka osoba może zostać przepuszczona. Wiem, że w niektórych sklepach, jak kasjerki zauważą ciężarną, to otwierają dla nich specjalnie kasę albo je wołają.

Powiem Wam, że w całej mojej 'ciążowej kadencji' spotkałam się z trzema sytuacjami, kiedy ktoś wziął pod uwagę to, że jestem w ciąży. Raz w przychodni pewien Pan ustąpił mi miejsca, raz w sklepie Pani w kolejce ustąpiła mi pierwszeństwa, bo przecież byłam uprzywilejowana i raz na stacji benzynowej przepuściły mnie osoby w kolejce i TYLE. Nie raz stałam w kolejkach na poczcie, w sklepach i nie spotkałam się z ustąpieniem pierwszeństwa. Osobiście i tak wolałam korzystać z kas samoobsługowych, jeśli była taka możliwość. Miałam to szczęście, że też za dużo nie wychodziłam, bo nie musiałam. Ale jak już wyszłam i było widać ewidentny brzuch ciążowy to ludzie udawali, że mnie nie widzą. I to było widoczne, kiedy tylko się zbliżałam gdziekolwiek, wzrok z twarzy przechodził na brzuch i szybko uciekał w innym kierunku.
I nie mam nikomu tego za złe, każdy się spieszy, każdy ma coś do załatwienia, inne osoby też mogą się źle czuć danego dnia nie tylko ciężarne. Poza tym, mimo że wszędzie są informacje o pierwszeństwie ciężarnych, to jednak nie uczula się na to ludzi 'od małego', jak np. na ustępowanie miejsc osobom starszym. 
Ja miałam to szczęście, że czułam się dobrze, nie mdlałam w kolejkach, więc cierpliwie czekałam i spoko. Nie korzystałam też na siłę z pierwszeństwa, nie pchałam się przed kolejkę, nie ściemniałam, że się źle czuję, bo nie lubię tak po prostu. Ale gdyby ktoś mnie przepuścił, ustąpił miejsca, zawsze bym korzystała, dla swojego bezpieczeństwa, wygody i dla innych ciężarnych. Wiecie jedna, druga, trzecia odmówi, to czwartej już się nie zaproponuje, a co jeśli ona akurat by potrzebowała?

Czy kiedykolwiek ustąpiłam pierwszeństwa kobiecie w ciąży?

Nie, nigdy, bo nie miałam takiej okazji albo byłam za młoda i byłam nieświadoma albo nie widziałam, że ktoś jest w ciąży. Nikt mnie nigdy nie uczulał na kobiety w ciąży (bo starszym ustępuję miejsca zawsze), więc możliwe, że je spotykałam, ale nie zwracałam na nie większej uwagi. Zaczęłam być świadoma, dopiero kiedy pierwsza przyjaciółka zaszła w ciąże, zaczęłam inaczej patrzeć na ten temat, ale wtedy z kolei nie spotykałam raczej nigdy kobiet w ciąży. Najczęściej je spotykałam, kiedy sama zaszłam w ciążę u lekarza czy na badaniach.


Wiem teraz na pewno, że jak tylko będę miała okazję przepuścić kobietę w ciąży, to na pewno to zrobię. Będę też chciała uczulać moje dzieci od początku na to, że takim kobietom warto ułatwić ten czas, nawet jeśli dobrze się czują, to nie wiemy co wydarzy się za 5 minut. Myślę, że gdyby w społeczeństwie zwracało się na to większą uwagę, uczyło się tego w domach, w szkole, w życiu codziennym to byłoby to częstsze i normalne. 

Jak to wygląda u Was? Przepuszczacie kobiety w ciąży albo same byłyście przepuszczane, czy spotykacie się z obojętną, a nawet negatywną reakcją pozostałych osób? Macie takie sytuacje? Korzystacie ze swojego prawa do pierwszeństwa i mówicie o tym otwarcie, że wchodzicie pierwsze? Ciekawa jestem ;)


Miya, rozpylając kwiatowej nawilżenie dowoli

18 maja 2022

 
Dzień dobry! Standardowo, co słychać? Mam nadzieję, że u Was pogoda dopisuje, tak jak i u nas, jest cudownie. A ostatnio nie jest nawet aż tak gorąco, tylko chłodniej, ale w dalszym ciągu ciepło, a za to jak przyjemnie. No rewelacja. I jak sobie pomyślę, że tak ma teraz być przez najbliższych parę miesięcy, to jestem bardzo zadowolona. 
A dzisiaj, skoro już tryskam energią, optymizmem to mam produkt, który wydaje mi się, że nie jest must havem, nie jest niezbędnym krokiem w pielęgnacji, ale jest bardzo przyjemnym rytuałem, więc why not!

Miya, myBEAYTY essence, flower beauty
Aktywna esencja w lekkiej mgiełce



Mgiełka znajduje się w plastikowej buteleczce, przeźroczystej, więc widać zużycie, z naklejką ze wszystkimi najważniejszymi informacjami, no i a z atomizerem. Uwielbiam taki sposób aplikacji, nie dość, że jest to wygodne, szybkie to i przyjemne, tym bardziej teraz, kiedy nie mam czasu na przebywanie godzinami w łazience, a i jest gorąco, to mamy dodatkową opcję ochłodzenia się. Ogólnie wszystko tutaj działa bez zarzutu, nic się nie zacina, a atomizer pięknie rozpyla idealną mgiełkę, która pokrywa twarz, szyję i dekolt. 
Konsystencja jest bardzo wodnista, nie ma w sobie nic z tłustości, nie klei się, nie sprawia, żeby skóra się też świeciła, no normalnie czuję, jakbym spryskała twarz po prostu wodą, co dla mnie jest jak najbardziej okej. Tym bardziej, że można używać tę mgiełkę również i w ciągu dnia, na nałożone już kremy. 
Zapach jest super, bardzo kwiatowy, bardzo kobiecy, no bardzo ładny! Bardzo mi się podoba, chociaż nie jest wyczuwalny zbyt długo, a szkoda.


I teraz, tak jak mówiłam już na początku. to nie jest produkt niezbędny, bez którego moja pielęgnacja traci sens, ale jest to bardzo przyjemny punkt w niej i dla mnie bardzo funkcjonalny. Zazwyczaj po prysznicu i po umyciu żelem nie nakładam jeszcze serum, kremów z tego względu, że są zbyt tłuste, a zajmuję się córką, a że czasem po żelu oczyszczającym czuję lekkie ściągnięcie skóry to w tym miejscu, ta esencja sprawdza się u mnie znakomicie. Rano, kiedy mam czas to również używam przed nałożeniem kremu i czuję się wtedy bardziej dopieszczona, co jest super! W ciągu dnia, czasem w ramach odświeżenia, poczucia ulgi, również psiknę sobie esencją na twarz i daje to super orzeźwienie i swojego rodzaju ulgę. Ja jestem zachwycona.
Zauważyłam, że skóra jest w jakimś takim lepszym stanie, nawilżenie jest może ciut lepsze, ale ogólnie wydaje mi się że twarz nabrała blasku, jakiejś świeżości,, wygląda zdrowiej, nie jest już taka szara, co nie powiem po ciąży bardzo narzekałam na stan mojej skóry, a teraz? Jest powoli, powoli, krok po kroku jest coraz lepiej. 
Nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, nic złego nie robi. Dobrze współpracuje ze wszystkimi kremami, jak i z ewentualnym makijażem, więc klasa!


I ja polecam Wam ten produkt. Jeżeli chcecie się dopieścić, chcecie poczuć się trochę bardziej zadbane, zaopiekowane to ta esencja Wam to da na pewno! Nie robi nic złego, a daje same dobre rzeczy, co prawda niektóre z Was pewnie są w stanie uzyskać te efekty za pomocą innych produktów, ale dla mnie, dla młodej mamy, która nie ma czasu na rozbudowaną pielęgnacją, to jest coś, co daje mi trochę piękna. 
Więc MIYA, to nasze pierwsze spotkanie, ale na pewno nie ostatnie! Bardzo dziękuję za taki produkt.


Znacie te kosmetyki? Może polecicie mi coś innego z tej marki? :)


Bandi, żelowy krem pod oczy

14 maja 2022


Dzień dobry! Standardowe pytanie, co tam u Was słychać? Jak się macie, co nowego, co starego słychać? mam nadzieję, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Ja już na maksa się nie mogę doczekać tego, co nas czeka, naszych wyjazdów, planów, mniejszych i większych wycieczek, no mega! A to już zbliża się do nas wielkimi krokami, więc czad.
Poza takimi rzeczami typowo wycieczkowymi, mam w planach ogromne porządki, w życiu, w przestrzeni i w różnych aspektach życia, i trochę mi z tym zejdzie, ale już się nie mogę doczekać tych zian, jakie na nas czekają.
A poza tym wszystkim, to dzisiaj mam dla Was recenzję kremu pod oczy marki Bandi!

Bandi, Hydro Care
krem-żel pod oczy




Jak widzicie krem pod oczy znajduje się w super opakowaniu, mamy pompkę typu airpress (jeśli się nie mylę), ale spokojnie wyciskamy sobie produkt z opakowania, można dowoli dozować sobie ilość produktu, jaką tylko chcemy. Ogólnie opakowanie mi się podoba, estetyczne, białe, najważniejsze informacje są na opakowaniu, z kolei na kartoniku znajduje się wszystko, co tylko chcecie. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się, wszystko tutaj gra. Zatyczka też jest dość solidna, dobrze trzyma, nie ma opcji, żeby samo się gdzieś otworzyło. 
Konsystencja kremu jest bardzo kremowa, nie wiem, co on ma wspólnego z żelem, jak mówi o tym producent, dla mnie nic. Ale formuła jest bardzo lekka, krem nie jest tłusty, oleisty, tylko bardzo lekki i przyjemny, fajnie rozsmarowuje się pod oczami. Krem ogólnie szybko się wchłania, ale nie znika z twarzy tak, jakby go wcale nie było. Następnego dnia ja dalej jestem w stanie wyczuć fajną warstwę pod oczami, która jest bardzo przyjemna. 


Co do działania, to no.. jest okej. Krem naprawdę bardzo ładnie nawilża skórę pod oczami, jest sprężysta i elastyczna i nic więcej. Nie zredukował mi żadnych cieni, jak były tak są nadal. Podrażnień żadnych nie miałam, więc tutaj nie mam co się odzywać, ale nowych nie spowodował. W sumie miałam parę dni jęczmień na oku, to krem nie wyrządził mi żadnej dodatkowej krzywdy, więc spoko. Tylko no ja szukam kremu pod oczy, który rzeczywiście sprawi, że cienie zostaną zredukowane, zmarszczki spłycone, a worków nie będzie widać. Ten krem ładnie nawilży Waszą skórę pod oczami, więc jeśli nie macie problemów z cieniami czy worami to będziecie mega zadowolone! 

Tak, jak mówię, ja od kremu wymagam dużo więcej, więc nie wrócę do niego, ale jeśli zależałoby mi na samym nawilżeniu to byłby sztos. Tak to szukam dalej, więc jeśli macie coś godnego polecenia do walki z cieniami i workami pod oczami, to dawajcie mi znać!