czy catzy zdradzi Ci sekret pięknych włosów i skutecznej kuracji przeciwłupieżowej?

18 sierpnia 2018



Heeeej! Dzisiaj wróciła do nas wakacyjna pogoda, więc lecimy z niej skorzystać i nie będę za dużo gadać tylko przechodzę od razu do konkretów. Zapraszam Was do recenzji szamponów marki Catzy, o której dowiedziałam się stosunkowo niedawno, kiedy to otrzymałam intrygujący mail dotyczący sekretu pięknych włosów. Mail był zniewalający, a wszystko było owiane tajemnicą, wiedziałam tyle, że nie mogłam się doczekać aż dostanę przesyłkę i będę mogła sprawić, że moje włosy będą w genialnym stanie. Mimo że nie miałam pojęcia o co chodzi ani co dostanę, spodziewałam się jedynej w swoim rodzaju kampanii reklamowej. No i do testowania dostałam szampony przeciwłupieżowe; jeden - czerwony do każdego rodzaju włosów, a drugi - zielony do włosów przetłuszczających się. Szkoda tylko, że mam włosy normalne i nie mam łupieżu, więc za wiele Wam nie powiem. Na szczęście siostra przetestowała dla mnie zieloną wersję, a ja o czerwonej powiem Wam ogólnie co i jak. Enjoy!

Catzy, Laboratories
szampony przeciwłupieżowe 


Szampony Healing zawierają 1% pirytionianu cynku; jest to substancja posiadająca właściwości przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybiczne. Natomiast, zielona wersja, została dodatkowo wzbogacona o ekstrakty z brzozy, rozmarynu, rumianku i pokrzywy, które posiadają właściwości przeciwłojotokowe i przeciwłupieżowe. Szampony są przeznaczone do stosowania w przypadku łupieżu do każdego rodzaju włosów, jak i do tych przetłuszczających się.

Sposób użycia: Przed użyciem należy wstrząsnąć. Niewielką ilość szamponu należy nanieść na mokre włosy, wmasować i spienić. Szampon należy pozostawić na włosach na kilka minut, a następnie spłukać obficie wodą. Czynność powtórzyć. Stosować codziennie, aż do uzyskania efektu kuracji.
W przypadku dostania się preparatu do oczu, przepłukać obficie wodą. 


Co to jest ten pirytionian cynku?
Jest to substancja czynna, która skutecznie zwalcza grzyby i pasożyty, hamuje podziały komórkowe oraz spowalnia proces odnawiania się komórek skóry, działa przeciwłojotokowo, przeciwłupieżowo i łagodzi stany zapalne.. Jest stosowana w zwalczaniu chorób skóry głowy. Pomaga zwalczyć suchy, jak i tłusty łupież; zapobiegając jego nawrotom. Substancja nie rozpuszcza się w wodzie, a zostaje na skórze w postaci krystalicznej, dzięki czemu działa nawet po zmyciu szamponu. 
Według SCCS, maksymalne 1% stężenie pirytionianu cynku w spłukiwanych produktach jest bezpieczne

WERSJA CZERWONA, do każdego rodzaju włosów

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Zinc Pyrithione, Parfum, Cl 42080, Methylchloroisothiazolinoone, Methylisothiazlinone. 

Szampon otrzymujemy w kartoniku, wszystko ze sobą współgra kolorystycznie i mamy na opakowaniu same najważniejsze informacje. Opakowanie jest zrobione z dosyć grubego tworzywa, bo nawet pod światło nie zobaczymy zużycia produktu, ale to dobrze. Zamknięcie jest również solidne, na zatrzask i na pewno nic nam się nie rozleje. Szampon ma zaskakujący zielono-niebieski kolor i jest dosyć gęsty i zbity. Niewiele wystarczy, żeby nałożyć na skórę głowy, jak i na włosy, od razu zaczyna się fajnie pienić, dzięki czemu w wygodny i szybki sposób możemy umyć włosy. Zapach ma dosyć specyficzny, lekko migdałowy, ale mi się podoba.
W kwestii działania; nie mam pojęcia co z tym łupieżem. Może kiedyś, jak mnie on dopadnie to sprawdzę wtedy działanie tego szamponu. Wydaje mi się, że przez to, że nie zmagam się z łupieżem szampon mógł mi trochę wysuszyć skórę głowy i ją podrażnić, na szczęście po odstawieniu szybko to minęło. Na razie mogę powiedzieć Wam tyle, że szampon super oczyszcza włosy, nadaje się też do zmywania olejów, nie plącze ich i nie powoduje u mnie większego przetłuszczania się. Poza tym, po umyciu włosów tym szamponem, wyglądały one dobrze i miały większą objętość
Czerwoną wersję należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia.

WERSJA ZIELONA, do włosów przetłuszczających się 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Zinc Pyrithione, Propylene Glycol, Alcohol, Betula Alba Bark Extract, Chamomilla Recutita Flower Exract, Urtica Dioica Leaf Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Parfum, Cl 42080, Methylchloroisothiazolinoone, Methylisothiazlinone.

Wersja zielona ogólnie ma takie same właściwości. Fajne i solidne opakowanie, konsystencja i kolor taki sam, jak w czerwonej wersji, informacje na opakowaniu również są niemal identyczne. Jedyna różnica to zapach, jest dużo bardziej ziołowy, typowy dla szamponów do włosów przetłuszczających się.
Co do działania. Szampon również bardzo dobrze myje włosy, oczyszcza je i odświeża. Nie plącze włosów i dodatkowo nie wysusza ich. Nie przetłuszcza włosów, ale też nie przedłuża ich świeżości, a trochę szkoda. Z łupieżem radzi sobie całkiem okej, po krótkim czasie widać różnicę, że jest go zdecydowanie mniej. Natomiast po ok. 2-óch tygodniach można pozbyć się go całkowicie. Aczkolwiek siostra i tak stwierdziła, że na tle innych szamponów niczym szczególnym się nie wyróżnia - jest okej.
Zieloną wersję należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.



Fajnie jest to, że szampony są na maksa tanie, dostępne w Internecie oraz w aptekach. Są mega wydajne i wiadomo, że nadają się tylko do używania w kryzysowych sytuacjach, kiedy walczymy z łupieżem. Nie jest to mój sekret pięknych włosów, bo nie są to szampony dla mnie. Mimo wszystko uważam, że za taką cenę warto je wypróbować, bo widziałam sporo pozytywnych opinii na ich temat, a i moja siostra bardzo nie narzekała ;).
Dajcie znać mi i innym czytelnikom, czy znacie te kosmetyki i czy pomógł Wam z łupieżem :))


Roge Cavailles, kremowy prysznic z masłem shea i magnolią

16 sierpnia 2018


Cześć! Co tam? Ja Wam powiem szczerze, że ostatnio mega się cieszę na tą trochę gorszą i mniej wakacyjną pogodę. Trochę wytchnienia, odpoczynku od upałów, które są dla mnie na maksa męczące. Czekam na burze, bo uwielbiam błyskawice, grzmoty oraz deszcz. Poza tym, jestem zaskoczona tym, jak ostatnio wszystko dobrze się układa, dzień za dniem leci w lekko przyspieszonym tempie, a ja działam, planuję, zmieniam i po prostu się cieszę. Gdyby ktoś mi powiedział rok temu, że właśnie takie będę mieć teraz odczucia i tak będzie wyglądało moje życie to bym go wyśmiała. Poważnie. Bierzcie życie takim, jakie jest wszystko; jest po coś i warto doceniać nawet te beznadziejne rzeczy, bo karma wraca i szczęście jest przed Wami. 
Żeby nie zacząć pisać od rzeczy, zamykam się i zapraszam Was na recenzję kremu pod prysznic o wspaniałym zapachu, marki Roge Cavailles, którą poznałam dzięki tegorocznej konferencji Meet Beauty :)!

Roge Cavailles, krem pod prysznic
masło shea & magnolia


Krem pod prysznic od Roge Cavailles został specjalnie stworzony do mycia skóry suchej oraz wrażliwej. Został wzbogacony o masło shea, które odpowiedzialne jest za głębokie odżywienie oraz chroni skórę przed wysuszeniem. Zapach jest bardzo delikatny, został lekko podkręcony ekstraktem z magnolii, dzięki połączeniu z bogatą kremową konsystencją zmieniają codzienny prysznic w przyjemny rytuał. Po zastosowaniu kremu pod prysznic, będziesz cieszyć się miękką, sprężystą oraz nawilżoną skórą. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Glutamate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Potassium Olivoyl Hydrolyzed Oat Protein, Butyrospermum Parkii Butter, Olive Oil PEG-7 Esters, Polysorbate 20, Magnolia Officinalis Flower Extract, Xanthan Gum, Glycol Distearate, Parfum, Citric Acid, Cocamide MEA, Titanium Dioxide, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA.


Krem pod prysznic marki Roge Cavailles znajduje się w przeźroczystej butelce, która utrzymana jest w spokojnej i delikatnej kolorystyce, co od razu kojarzy się z tym, że sam produkt też będzie delikatny i odpowiedni dla naszej skóry. Napisów jest sporo po francusku, ale na szczęście na odwrocie znajdziecie również dodatkową naklejkę z informacjami w języku polskim. Butelka jest bardzo wygodna w trzymaniu i użytkowaniu, nie zdarzyło mi się,żeby miała mi wypaść z dłoni. Zamknięcie jest bardzo solidne, Nie ma opcji, żeby się samo otworzyło czy coś przeciekało, a towarzyszył mi na niejednym wyjeździe.


Konsystencja jest rewelacyjna. Bardzo kremowa, nie za gęsta, nie za rzadka, a za to idealna i delikatna. Dla mnie rewelacja, czułam się trochę jak dziewczyna z reklam produktów pod prysznic, które otulają się kosmetykiem i wyglądają, jak w niebie. Mega. Poza tym, konsystencja była zbawienna dla mnie, gdy przezywałam poparzenie słoneczne, tak miło krem otulał moje ciało, nie podrażniał, a miałam wrażenie, że dodatkowo koi i łagodzi czerwoną skórę pod prysznicem. A zapach jest mega strzałem w 10! Delikatny, trochę maślany, da się wyczuć masło shea, które za chwile jest złamane pięknym, świeżym, kwiatowym zapachem magnolii. Dla mnie połączenie idealne.


Jak już wyżej pisałam, krem pod prysznic jest bardzo delikatny, łagodzi podrażnienia, nie powoduje żadnych alergii, nic nie piecze, nawet przy bardzo podrażnionej i poparzonej skórze, ten krem daje mega ukojenie. Początkowo bałam się trochę że taka konsystencja nie będzie współgrała z myjką i będę musiała bezpośredni aplikować krem na skórę, co przenosi się na wydajność. Na szczęście, z myjką fajnie współpracuje. Lekko, ale wystarczająco zaczyna się pienić i niewielka ilość wystarczy na użycie kremu na całe ciało. Zapach jest piękny, utrzymuje się też potem na skórze, no i myje bardzo dobrze. Mogę też powiedzieć, że krem pielęgnuję skórę, nie wysusza jej, lekko nawilża i zostawia ją w naprawdę fajnym stanie, miłą i gładką w dotyku. Praktycznie zawsze o kąpieli aplikuję na ciało jakiś balsam,ale wiadomo, że od czasu do czasu brakuje nam czasu albo po prostu mi się nie chce. Wtedy skóra i tak nie jest napięta ani wysuszona, co przemawia za tym, że ten krem pod prysznic wykonuje swoje zadanie bardzo dobrze.


Podsumowując, dla mnie kosmetyki pod prysznic mają głównie myć, pięknie pachnieć i nie wysuszać skóry. Ten krem pod prysznic gwarantuje mi nawet więcej niż te podstawowe wymagane rzeczy. Pielęgnuje moją skórę, lekko ją nawilża i dba o nią w taki sposób, że po wyjściu spod prysznica jest w naprawdę świetnej kondycji. Nie mam mu kompletnie nic do zarzucenia, fajnie się go stosuję bezpośrednio na skórę, jak i na myjkę, w każdej sytuacji jest wydajny, czego bym się nie spodziewała po takiej konsystencji. Na konferencji miałam możliwość sprawdzić pozostałe zapachy kremów, jak i olejków pod prysznic i bardzo chętnie przetestuję je wszystkie! Produkty Roge Cavailles znajdziecie niektórych aptekach oraz drogeriach.


Dajcie znać, czy znaliście markę wcześniej czy jest ona dla Ws taką samą nowością, jak i dla mnie! ;)


Dlaczego propsuję aktywność fizyczną

14 sierpnia 2018



Hej! Ostatnio mam masę energii, którą spożytkuję w przeróżny sposób. Sprzątam, ogarniam, wyrzucam, planuję i wróciłam do w miarę regularnych treningów. Piszę 'w miarę', bo nie mam ustalonych konkretnych dni, w które muszę ćwiczyć, ale jak mam dłuższą chwilę i mogę się ruszyć, to czego nie? Moim małym celem i jestem zadowolona jeżeli udaje mi się ćwiczyć minimum 3 razy w tygodniu. Jeżeli częściej to jeszcze lepiej! Ale to też działa w drugą stronę, jeżeli zrobię jeden trening w tygodniu trudno, fajnie, że chociaż jeden dzień udało mi się ruszyć tyłek. Bez spiny!
W sumie bycie fit jest cały czas na topie, a od kilku lat siłownie są oblężone nie tylko po Sylwestrze, ale wiem, że sporo jest jeszcze osób, które chciałyby zacząć, ale zawsze znajdzie się jakaś wymówka, odkładamy to na kolejny tydzień, miesiąc albo w ogóle kolejne stulecie. Znam to. Sama chodziłam na siłownię, karnet miałam jakieś 2-3 lata, a były miesiące, że nie pojawiałam się tam ani razu, bo COŚ. Więc będę mówić ze swojego doświadczenia; dlaczego ja ćwiczę, co mi to dało i jak się zmotywowałam, do czego zainspirowały mnie ostatni zakup, buty, które idealnie nadają się do ćwiczeń.


Dlaczego postanowiłam ćwiczyć?

Od zawsze byłam ruchliwym dzieckiem. W szkole jeździłam na wszystkie możliwe zawody, nawet w znienawidzoną prze ze mnie piłkę ręczną. Jakoś tak wychodziło. Potem pokochałam pływanie i siatkówkę, mocne treningi trzy razy w tygodniu, a na wakacjach obozy sportowe to było coś na co czekałam. Uwielbiałam to! Ale wiadomo, nie było to na tyle profesjonalne, że przetrwało i tak w liceum się zasiedziałam. Za dużo nie robiłam, bo mi się nie chciało, a najlepszym treningiem dla mnie było przetańczenie w klubie całej nocy w weekend. #zdrowo Ale w końcu zatęskniło mi się za jakimś ruchem.
Poza tym, ciało się zmieniało... Co prawda nigdy nie byłam gruba, taka budowa ciała, jestem niska, drobna i tragedii nie ma, ale nie mam ciała jak laski z instagrama. A fajnie byłoby takie mieć i to jest jeden z tych powodów, dla których ruszam swoje cztery litery  zapisałam się na studiach na siłownię. Ruch był, co prawda amatorski, ale było fajnie.
W tamtym roku moje życie zmieniło się o 180 stopni. Przeprowadzka z Lublina, drastyczne zmiany w życiu prywatnym, a dla mnie był to sygnał, że jest to idealny moment na jeszcze większą zmianę swojego życia. Chciałam być z siebie dumna, zadowolona i wtedy dotarło do mnie, że nie mogę uzależniać swojego szczęścia od osób trzecich, a nawet drugich i że jeżeli nie będę szczęśliwa sama ze sobą, to nikt inny tego prawdziwego szczęścia mi nie zagwarantuje. I bach, ćwiczyłam w domu.
Inna sprawa, która ma znaczenie cały czas to mój siedzący tryb życia i praca jaką wykonuję. Jestem tłumaczem, korepetytorem no i blogerką! Większość czasu siedzę, poza tym mieszkam w mieście, więc wszędzie mam blisko, nawet jeżeli chcę pojechać gdzieś dalej np. do Rzeszowa, to i przystanek mam pod nosem. A najgorsze co może być to zasiedzieć się - człowiek flaczeje, rozleniwia się i tak leci dzień za dniem.


Jak się zmotywowałam?

Okej powody, dla których zaczęłam ćwiczyć są, ale to nie jest jeszcze wystarczające, żeby podnieść tyłek i się ruszyć. Mówić można wiele, ale żeby przejść do czynów to totalnie inna kwestia.
Najbardziej motywujący są dla mnie inni ludzie. Na siłownię zapisałam się, bo moja dobra koleżanka chodziła i mnie namówiła. W domu widziałam regularnie ćwiczącą siostrę, a obecnie mam narzeczonego, który też o siebie dba, a wiadomo, że chcę mu się podobać. Poza tym, instagram - kopalnia motywacji, dobrych dupeczek, które pokazują, że się da, a jak komuś się udaje, to dlaczego mi miałoby się nie udać?
Ja też objęłam inną strategię. Zaczęłam kupować; maty, buty, legginsy, stepy, obciążenia, koszulki i wszystko, co tylko mogło mi się przydać. A jak już wydałam na to pieniądze to głupio byłoby, żeby to leżało i się kurzyło. Jestem estetką, lubię rzeczy ładne, dlatego nie oszczędzałam ani na sprzęty ani na ciuchy Bo jak mi miło i przyjemnie się na coś patrzy albo mam na sobie super spodnie i top z motywującym napisem, to ćwiczenia same się robią!
Przy okazji, buty są bardzo ważną rzeczą. Ja znalazłam swoje idealne na Footway - Nike  Air Max. Są niesamowicie wygodne, lekkie i nogi same w nich się ruszają i prują do przodu. Mega wygodnie mi się w nich ćwiczy, chodzi, spaceruje i po prostu żyje. Mogę w nich nawet spać, bo tak bardzo je pokochałam. Przy okazji, powiem Wam, że buty na Footway są czasem tańsze niż na polskich stronach, a przesyłka dociera do Was zdecydowanie szybciej niż z polskich sklepów. Buty są wysyłane ze Szwecji i dotarły do mnie praktycznie w jeden weekend, więc też szybciej niż z polskich sklepów.
Ważne jest też znalezienie sobie treningów na yt, które Wam podpasują i z przyjemnością będziecie z nich korzystać. Jeżeli dobrze poszukacie znajdziecie coś dla siebie. Na yt znajdują się treningi 5-, 20-, 40-, 60- czy 90-minutowe treningi; cardio, tabata, taneczne, z elementami kick-boxingu czy typowo siłowe. Przygotowuję dla Was wpis, gdzie podzielę się z moimi ulubionymi :)
A jeżeli nie przepadacie za takimi treningami w domu na maksa polecam Wam basen albo squasha.


Co mi dają treningi i ćwiczenia?

Satysfakcję i radość. I to jest najbardziej ciesząca mnie rzecz. Wiadomo, że się nie chce, jesteśmy tylko ludźmi, fajnie jest leżeć i nic nie robić, ale mimo wszystko przeżyć życia w taki sposób nie chcę. A każdy skończony trening, zmęczenie i ból w mięśniach jest dla mnie sygnałem, że coś robię dla siebie, żeby czuć się lepiej. 
Zdrowie to kolejny czynnik, który też ma ogromne znaczenie. Zazwyczaj chorowałam raz w miesiącu; przeziębienie, grypa, angina, byłam do tego tak przyzwyczajona, że po prostu czekałam na to aż znowu się pochoruję. Od kiedy ćwiczę więcej, rzadko kiedy choruję, zdarza się, ale w porównaniu do tego, co było kiedyś to naprawdę jest różnica. 
Wygląd też się poprawia, skóra się ujędrnia, jest bardziej elastyczna, wygląda lepiej i zdrowiej. Ciało staje się smuklejsze, bardziej zbite, a mniej farfoclowate, tyłek się pojawia, brzuch znika, uda się nie ocierają, te efekty naprawdę się pojawiają i są motorem do kolejnego działania.


I żeby była jasność. Nie jestem treningowym freakiem, nie mam wyrzeźbionego brzucha (chociaż fajnie by było), nie ważę jedzenia, nie liczę kalorii, jem słodycze, mam cellulit i nie wali mi się świat jeżeli pominę trzy treningi pod rząd. Bez spiny, to ma być przyjemność. Zdaje sobie sprawę, że gdybym się spięła to efekty byłyby sto razy lepsze i zniewalające, ale nie mam zamiaru się katować i odmawiać sobie innych przyjemności albo uzależniać mojego życia tylko od treningów, bo wokół tego się ono nie kręci. Cała reszta, jak poprawa zdrowia, sylwetki, lepsze samopoczucie i tak się pojawia, co mnie cieszy. 
A Wy? Trenujecie coś? Lubicie ćwiczyć, czy się w ogóle nie spinacie?


Resibo, naturalny płyn mcelarny

12 sierpnia 2018


Dzień dobry. Jak tam weekend? Ja właśnie wracam z Lublina do domu po lekko meczacym weekendzie. Odwiedziłam koleżankę i stare śmieci, w piątek balowalyśmy do 6 nad ranem, więc wczoraj padlyśmy. Przy okazji bylam na mini zakupach i znalazłam sukienkę na wesele, więc mega. Ale powiem wam, że nigdy nie byłam tak super wyspana, a zarazem mega zmęczona, miał tak ktoś z Was kiedyś?
Wpis miał się pojawić wczoraj, ale wiadomo jak to jest na wyjazdach. Na szczęście nic nie ucieknie i pojawia się teraz :). Zapraszam was do zapoznania się z recenzją płynu micelarnego marki Resibo.

Resibo, naturalna świeżość skóry
płyn micelarny


Płyn micelarny delikatnie usunie makijaż, mocno nawilży i odświeży skórę. Przyciągnie zanieczyszczenia, jak magnes, pochłonie nadmiar sebum, zmyje cały makijaż, nawet oczu bez rozmazywania. jak i zniweluje ryzyko wystąpienia podrażnień czy alergii. Ponadto, posiada właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych oraz zachowa naturalną równowagę skóry. Poza tym, płyn micelarny chroni skórę, poprawia jej ogólny wygląd, a także sprawi, że jest gładka, miękka oraz napięta. 
Buteleczka ze sprayem ułatwia dozowanie i zaewnia wydajność. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol*, Panthenol, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Mannitol*, Lecthin*, Salvia Officinalis Leaf Extract, Sodium PCA*, Sodium Lactate*, Soium Ccoyl Glutamate*, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Capylate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.
Składniki aktywne: lecytyna, ekstrakt z szałwii, gliceryna oraz roślinny propanediol [naturalna substancja otrzymywana z kukurydzy].
*składniki posiadają certyfikat naturalności, w 98,3% naturalny, produkt vege

Sposób użycia: należy nasączyć płatek kosmetyczny niewielką ilością płynu lub bezpośredni spryskać twarz i przetrzeć skórę.


Płyn micelarny znajduje się w fajnej buteleczce z atomizerem, co bardzo ułatwia sprawę dozowania, dzięki czemu produkt jest bardziej wydajny niż normalnie. Poza tym, sama buteleczka znajduje się w fajnej tubce, wszystko wykonane jest z naturalnych rzeczy i nadaje się do recyclingu, za to plus. Na obu opakowaniach znajdują się wszystkie najważniejsze informacje dotyczące produktu. Poza tym, już kiedyś na instastory się jarałam tym, jak bardzo podoba mi się estetyka oraz design produktów z Resibo. Te kolory, dobór motywu, na maksa charakterystyczny, ładny i w dodatku rzucający się w oczy. Obok czegoś takiego nie przejdziecie bez zwrócenia uwagi, a tym bardziej zapadnie Wam to w pamięć.
Konsystencja jest wodnista, typowy płyn micelarny, niezawierający w sobie żadnych tłustych olejków. Nie pozostawia po sobie żadnego filmu na skórze. Zapach ma mega specyficzny, lekko przytłaczający, ale jednak ma coś w sobie takiego uzależniającego. Nie mam pojęcia, co mi przypomina, ale jest bardzo charakterystyczny.


Płyn bardzo fajnie radzi sobie z makijażem twarzy. Bardzo polubiłam bezpośrednio spryskiwać sobie nim twarz i dawać mu chwile, żeby mógł wsiąknąć w makijaż, a następnie wacikiem ściągam makijaż z twarzy. W taki sposób bardzo szybko wykonuje się demakijaż. Uważałabym na oczy, mimo że napisane jest, że makijaż oczu również zmyje ,ale mnie niestety podrażniał. Oczy mnie piekły i zaczynały łzawic. Nie działo się tak w momencie, kiedy najpierw piskałam na wacik, a dopiero potem zmywałam makijaż z oczu. Mimo wszystko wolałam na tę część twarzy stosować olejki albo jakiś konkretny produkt do demakijażu oczu. Aczkolwiek i tak, z twarzą radził sobie na tyle dobrze, że jestem bardzo zadowolona.


Jak widzicie płyn świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy, ma super konsystencję, nie pozostawia po sobie żadnego filmu i specyficznie, ale intrygująco pachnie. Poza tym, jest naprawdę wydajny; atomizer jest genialny i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Jedyne co mnie dziwi to fakt, że moja buteleczka trochę przecieka, nie wiem co się stało, bo nie zauważyłam, żadnych dziur czy przecięć, więc nie wiem skąd te przecieki, ale mimo wszystko płyn micelarny i tak mam już długo, więc wydajność, mimo wszystko, pierwsza klasa.


Cały produkt jest naprawdę świetnej jakości i wszystko mi się w nim podoba. Szkoda, że podrażnia mi oczy, ale od tego mam inne produkty, ale tak super i szybko rozpuszcza makijaż, że z chęcią wypróbuję pozostałe kosmetyki Resibo.


Nowość NIVEA, lekki olejek w balsamie idealny na lato

09 sierpnia 2018


Hej! Ostatni narobiłam tyle zdjęć i napisałam tyle recenzji, że aż lżej i milej na sercu, kiedy wiem, że mam co wrzucać i o czym pisać. Taka ulga, że mam rzeczy zrobione do przodu, dzięki czemu mogę skupić się na pozostałych sprawach do ogarnięcia. Na razie szykuję się na weekend w Lublinie i mam nadzieję, że prognozowany deszcz nas jednak nie zaskoczy, a pogoda będzie idealna. Mam też w planach większe zakupy i cieszę się na myśl spędzenia dwóch godzin w busie, bo przynajmniej będę miała czas żeby ogarnąć, co potrzebuję i co muszę kupić.  Miało być bez zbędnego gadania, a jak zawsze się rozpisałam, więc koniec tego i zapraszam Was na recenzję nowości marki Nivea, a mianowicie olejku w balsamie o zapachu Kwiatu Pomarańczy 

Nivea, olejek w balsamie
kwiat pomarańczy i olejek awokado


Olejek w balsamie szybko się wchłania i rozpieszcza orzeźwiającym zapachem kwiatu pomarańczy do skóry normalnej i suchej.
Nivea dzięki swojemu 100-letniemu doświadczeniu w pielęgnacji skóry stworzyła balsam zawierający drogocenny olejek awocado, który został starannie połączony z balsamem. Energetyzujący i świeży zapach pobudzi Twoje zmysły. Balsam ma za zadanie zapewnić głębokie, 24-godzinne nawilżenie bez uczucia lepkości, nie powinien pozostawić po sobie tłustego filmu. Skóra po zastosowaniu będzie gładka i promienna. 

Skład: Aqua, Glycerin, Dicaaprylyl Ether, Alcohol Denat., Glyceryl Stearate SE, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima Oil, Dimethicone, Carbomer, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hydroxide, Trisodium EDTA, Phenxyethanol, Limonene, Linalool, Citronellol, Benzyl Alcohol, Parfum.
Tolerancja dla skry została potwierdzona dermatologicznie, a składniki zostały starannie wyselekcjonowane z zachowaniem najwyższych standardów jakości.

Sposób użycia: olejek w balsamie należy stosować przy codziennej pielęgnacji całego ciała.


Balsam znajduje się w fajnej buteleczce, bardzo poręcznej, która zwęża się ku górze, co w pewien sposób ułatwia używanie i wygodniej trzyma się ją w dłoni. Na opakowaniu znajduje się wszystko, co najważniejsze. Dodatkowo estetyka i kolorystyka jest typowa dla marki Nivea, co mega mi się podoba. Proste, ale jednak przykuwa uwagę. Poza tym, zamknięcie jest bardzo solidne i trwałe, nie ma opcji, żeby samo się otworzyło i w trakcie stosowania też się nie luzuje. 
Olejek w balsamie ma niesamowicie lekką konsystencję, nie jest tłusta, lejąca się ani gęsta. Bardzo lekka i rzadka, którą idealnie rozsmarowuje się po ciele. Zapach jest genialny; mega orzeźwiający, kwiatowo - owocowy i intensywny, ale wszystko jest utrzymane w idealnych proporcjach. ie przypomina pomarańczy ani awocado, ale i tak jest spoko. Bardzo letni i pachnie mega. Zapach idealny na lato i przez jakiś czas utrzymuje się na skórze, co jest mega fajne.


Balsam wchłania się w ekspresowym tempie, wystarczy chwila spędzona na jakimś ogarnianiu łazienki czy myciu zębów i już można się ubierać, bo po balsamie nie ma śladu na skórze. Ale nie oznacza to, że balsam nic nie robi. Nawilża i odżywia skórę, przy okazji lekko chłodzi. Używałam balsamu co jakiś czas również po poparzeniu słonecznym i był w stanie dać mi idealną ulgę, łagodził podrażnienia, a także rozluźniał mocno napiętą skórę. Dzięki niemu skóra była cały czas nawilżona i w bardzo fajnym stanie, dodatkowo gładka i miękka przez cały czas. Olejek w balsamie wnikał bardzo głęboko w skórę, co dało się odczuć.


Osobiście jestem mega zadowolona z działania tego balsamu. Kilka dla mnie najważniejszych cech zostało spełnionych, czyli szybka wchłanialność, piękny zapach, nawilżenie oraz odżywienie, jak i również nie pozostawia po sobie żadnego tłustego filmu na skórze, mimo iż z nazwy ma coś w sobie z olejku. Ja bardzo polecam i strasznie chcę wypróbować pozostałe wersje zapachowe, bo coś czuję, że mogą pachnieć fenomenalnie.