Tipli.pl, czyli jak wydawać żeby zaoszczędzić

25 marca 2019


Przed każdymi zakupami szukam jakichś kodów rabatowych, zajmuje mi to kilka minut, a zazwyczaj udaje mi się znaleźć. Też tak robicie? Mam zamiar coś kupić, a nagle okazuje się, że wydam mniej - to cieszy. Aczkolwiek, ostatnio zauważyłam, że takich kodów jest jakoś mniej, ale z pomocą przychodzi ostatni fenomen, czyli cashback Tipli.pl! Nie musicie czekać na promocje, na jakąś akcję rabatową, robicie zakupy kiedy chcecie, a mimo to zawsze oszczędzacie - ekstra!


Oferta zakupów na cashbackach jest mega szeroka; od kosmetyków i ubrań, przez dekoracje i rzeczy do domu, po usługi i części samochodowe - dosłownie wszystko. Znajduje się tam też sporo popularnych sklepów, z których na pewno korzystacie. Bo kto nie robi zakupów na allegro? Żałuję, że nie odkryłam tego wcześniej. Tyle zakupów ile poczyniłam w ostatnim czasie, że fajnie byłoby zapłacić mniej. Jak pomyślimy o różnych świętach, z okazji których coś kupujemy, urodziny, święta Bożego Narodzenia, rocznice - to naprawdę warto zainteresować się tym wcześniej. Poza tym, na na stronie znajdziecie również kody rabatowe, jak i gazetki reklamowe - wszystko w jednym miejscu.

Muszę się przyznać, że już próbowałam różnych cashbacków, ale zawsze o nich zapominałam i jak przychodziło, co do czego to było za późno na jakikolwiek zwrot. Na szczęście Tipli.pl ma wtyczkę do przeglądarki! Wystarczy ją zainstalować i od razu wiecie, że czeka na Was zwrot. Nie musicie wchodzić na stronę, robicie normalnie zakupy, jak zawsze w ulubionym przez Was miejscu, a przeglądarka wyśle do Was powiadomienie: 'Hej, hej, hej! Hajs' - i to się sprawdza - dla mnie rewelacja! Poza tym, powiadomienie nie jest ogromne, nachalne ani w żaden sposób przeszkadzające, więc nic nie będzie was irytować ;)


Znacie cashbacki? Robiliście już jakieś zakupy i otrzymywaliście zwroty? Najfajniejszy w tym jest to, że nie ponosicie żadnych kosztów związanych z rejestracją, która jest banalnie prosta, a spróbować nie zaszkodzi, jeśli się uda to przecież genialna sprawa!


Garnier Fructis, owocowe maski do włosów
odżywienie, wygładzenie i regeneracja

22 marca 2019


Dzień dobry! Jak samopoczucia? Dopiero teraz zauważyłam, że czas leci nieubłaganie, a ja co chwilę piszę, że kolejny piątek, czy sobota przed nami i jakie macie plany na weekend. Nim się nie obejrzę, a obudzę się pewnie w lipcu i będą błogie wakacje. No i fajnie! Potrzeba mi słońca, potrzeba mi ciepła, potrzeba mi takiego jakiegoś fajnego relaksu i szalonych pomysłów. Właśnie tak działa na mnie wiosna, że mi się chce i czas wrócić na właściwe działające tory.
A dzisiaj będzie recenzja kultowych masek do włosów, hair food, które można przez pomyłkę zjeść, bo ich zapachy są jedyne w swoim rodzaju i gwarantuję Wam, że jak tylko je powąchacie to poczujecie dokładnie to samo!

GARNIER FRUCTIS HAIR FOOD


* wegańska formuła * formuła w 96% biodegradowalna * testowana dermatologicznie *olejki roślinne *bez silikonów - dla naturalnej lekkości włosów * 98% pochodzenia naturalnego *

3 sposoby użycia:
Jako odżywkę: nanieś na mokre włosy, aby je wygładzić i ułatwić ich rozczesywanie, bez obciążenia.
Jako maskę: nanieś na mokre włosy, pozostaw na 3 minuty i dokładnie spłucz, aby intensywnie odżywić i wygładzić niesforne włosy.
Jako pielęgnację bez spłukiwania: nanieś niewielką ilość produktu na mokre lub suche włosy, aby je wygładzić i ograniczyć ich puszenie.


Wszystkie trzy maski znajdują się w takim samych opakowaniach, słoiczkach, odkręcanych od góry. Nie lubię takich opakowań i grzebać palcami w jakichkolwiek kosmetykach, ale maski to maski, tutaj mogę to przeżyć. Poza tym, opakowania są bardzo fajne, wygodne, dobrze się je odkręca i zakręca nawet przy mokrych dłoniach. Wszystko mi tutaj gra. Składy są też bardziej rozpisane, wiemy jaki składnik jest jaki i jakiego pochodzenia, więc też fajna opcja. Jak widzicie konsystencja masek jest bardzo gęsta, zbita i taka na maksa treściwa, dla mnie bomba, bo idealnie wnika wgłąb włosa.
Wszystkie maski mają właściwości nawilżające, odżywiające i ujarzmiające włosy. Pachną wspaniale,  nie ma opcji żeby przetłuściły czy obciążały wasze włosy. Co prawda nie stosowałam ich na suche włosy, bez spłukiwania, bo trochę się bałam, ale jako maska i odżywka - rewelacja! Różnią się od siebie głównie zapachem, niektórymi składnikami i przeznaczeniem, ale ja uwielbiam wszystkie trzy.
Maski są też hiper wydajne, wiadomo jedne używam częściej drugie rzadziej, ale ogólnie w mojej łazience już leżą na pewno z 2 miesiące i jeszcze sobie cześć z nich poleży. Ich dostępność też jest całkiem spoko, znajdziecie je praktycznie w każdej drogerii i niektórych supermarketach, cenowo jest różnie, do 30 zł, ale na jakiejś dobrej promocji spokojnie kupicie je za około 15zł.
A i jest jeszcze jedna wersja Goji Hair Food - maska nadająca blask do włosów koloryzowanych. A przechodząc do szczegółów na temat poszczególnych masek.

GARNIER FRUCTIS, PAPAYA HAIR FOOD
regenerująca maska do włosów zniszczonych

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Carica Papaya Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Glycine Soja Oil / Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil / Sunflower Seed Oil, Coco-Caprylate / Caprate, Cocos Nucifera Oil / Coconut Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylic / Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Limonene, Parfum.

Maska pachnie mi poziomkami i truskawkami. Albo tak pachnie papaja, a ja tego po prostu nie wiem. Maska jest tak samo gęsta, wnika we włosy i nie spływa z nich.
Włosy po użyciu tej maski są na prawdę gładkie, miękkie i odżywione. Nie jest to moja ulubiona maska z całej trójki, ale używałam jej często i moja siostra też i też jest zadowolona. Więc wydaje mi się, że maska jest idealnie uniwersalna i przyda się każdemu.


GARNIER FRUCTIS, BANANA HAIR FOOD
odżywcza maska do włosów bardzo suchych

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine,  Butyrospermum Parkii Butter / Shea Butter, Olea Europaea Oil / Olive Fruit Oil, Musa Paradisiaca Fruit Juice, Banana Fruit Juice, Glycine Soja Oil / Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil / Sunflower Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Rosemary Leaf Extract, Coco-Caprylate / Caprate, Cocos Nucifera Oil / Coconut Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Persea Gratissima Oil / Avocado Oil, Lactic Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Eugenol, Cumarin, Benzyl Alcohol, Parfum.

Bananowa wersja jest zdecydowanie moją ulubioną, uwielbiam banany i uwielbiam wszystko, co bananowe. Zapach jest dosłownie taki, jak powinien być - mega czarujący, uzależniający i no uwielbiam. Maska jest tak samo gęsta, treściwa, jak pozostałe.
Moje włosy tez najbardziej się lubią z tą maską. Są idealnie miękkie, gładkie, końcówki wyglądają mega treściwie, nie są poszczerbione, a włosy nie odstają, tylko wszystkie ładnie ze sobą współgrają i są hiper lejące. Dla mnie sztos, bo i włosy mi się genialnie po niej kręcą! Zapach utrzymuje się w łazience, na włosach niestety nie, ale i tak możemy się naniuchać.

GARNIER FRUCTIS, MACADAMIA HAIR FOOD
wygładzająca maska do włosów suchych i niesfornych

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Isopropyl Myristate, Stearamidopropyl Dimethylamine, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Glycine Soja Oil / Soybean Oil, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil / Sunflower Seed Oil, Simmndsia Chinensis Seed Oil / Jojoba Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil / Sweet Almond Oil, Coco-Caprylate / Caprate, Cocos Nucifera Oil / Coconut Oil, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tartaric Acid, Cetyl Esters, Salicylic Acid, Caramel, Linalool, Geraniol, Cumarin, Limonene, Citral, Citronellol, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Parfum.

Tak maska też pachnie przerewelacyjnie, przez olejkowy zapach masła shea i innych olejków przebija się słodki i owocowy zapach, który jest tak wyrazisty, że cała kompozycja dla mnie jest genialna, bardzo energetyzująca i pobudzająca.
Maska ma identyczne właściwości, jak powyższe dwie; też fajnie wnika we włosy, odżywia, nawilża i regeneruje je. Lubię jej używać głównie wtedy, kiedy nie mam zamiaru zostawiać kręconych włosów, bo fajnie ujarzmia i wygładza włosy. Nic nie sterczy, nie odstaje,nie puszy się i wszystko fajnie się trzyma. Włosy są sypkie, lejące i wyglądają idealnie zdrowo, końcówki są w stanie genialnym, więc ja jestem zadowolona.


Znacie je?


#35 kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

19 marca 2019



Hej, hej ! Co tam, jak tam? Mam nadzieję, że wszystko w porządku i wiosna Was rozpieszcza. Miał być dzisiaj trochę inny wpis, ale w sumie jakoś tak nie miałam ostatnio weny na kosmetyczne wpisy, więc stwierdziłam, że będzie coś innego. Co prawda, liczę n to, że pogoda będzie tak idealna że nie będzie czasu na oglądanie filmów,ale mimo wszystko deszczowe popołudnia i wieczory jeszcze się trafiają, więc idealnie: zaszyć się w koc i włączyć jakiś film! No to go!

303. Bitwa o Anglię (2018) 'Hurricane: Squadron 303' dramat, wojenny

Mimo że z historią jest mi bardzo nie po drodze, to uwielbiam oglądać filmy historyczne i dokumenty. Wiadomo, że nie zawsze informacje z filmów mogą być wiarygodne, ale i tak ogólny zarys tego, co się działo jakoś łatwiej przyswajam z takich rzeczy. Jeśli chodzi o ten film, to jest to angielska wersja, nie mylcie z polską produkcją. Ale ja byłam naprawdę zadowolona i przejęta. Świetni aktorzy, historie poboczne, muzyka i wszystko. Nie tylko wątek historyczny jest rozwinięty. Ale to trzeba zobaczyć samemu.

Vaiana: Skarb oceanu (2016) 'Moana' animacja, familijny, przygodowy

Bajki oglądam i doskonale o tym wiecie - nawet je uwielbiam. Ale nie wszystkie bajki mi się podobają. Niektóre są po prostu powtórzeniem i połączeniem tysiąca innych bajek. I właśnie ta bajka Vaiana jest dokładnie taka. Nie podobała mi się totalnie, bardzo wtórne i mega nieciekawe, nudne no nie, serio drama. 

Szofer do usług (2016) 'Amateur Nght' komedia

Aktor z American Pie, więc jakiś tam sentyment się ma i film czakiem przyjemnie się ogląda, ale nie jest on wysokich lotów, nie szaleję za nim i nie wspominam go. Teraz jak piszę kinomaniaka to dopiero sobie przypomniałam, że faktycznie coś takiego oglądałam, ale szału nie ma. Biedny facet, farfocelek, który musi jakoś utrzymać rodzinę, nagle staje się powiedzmy alfonsem. Fajny film na spędzenie wieczoru, trochę się pośmiejecie, ale jeżeli nie lubicie takich żartów i wasze poczucie humoru odbiega od tematu seksu, to pewnie przez większość czasu będziecie zażenowani. Dużo prostytutek, alkoholu, narkotyków, a to wiąże się z innymi niezbyt ładnymi scenami ,a nie każdy to lubi.

Evan Wszechmogący (2007) 'Evan Almighty' fantasy, komedia

Film 'stary, jak świat', ale jaki genialny! Mimo wszystko te stare filmy mają coś w sobie, są niepowtarzalne, zabawne, niosą za sobą jakąś ważną lekcję i dobrze się je ogląda. Myślę, że każdy z Was kojarzy ten film (jeśli nie to koniecznie obejrzyjcie), a poza tym sam aktor Steve Carrell mnie rozbraja swoją mimiką,  gestykulacją i sposobem grania dodatkowo jego głos i wszystko łączy mi się w cudowną całość. Historia z motywem religijnym, ale pokazuje też inną wartość, która jest ponad wszystko: rodzina jest najważniejsza i od niej zawsze dostaniesz wsparcie, nawet przy najbardziej absurdalnych pomysłach. Dla mnie film bomba.

Milczące miasto (2012) 'Silent city' dramat, fantasy

Na ten film trafiłam jakoś rzez przypadek w necie. Szukałam chyba czegoś innego, a trafiłam na to i na początku byłam w szoku. Nie wiedziałam co chodzi - film jest creepy i przerażający, utrzymany w przedziwnym klimacie. Pojawia się dziewczyna w obcym, azjatyckim miejscu i chce pracować w gastronomii, kroi ryby prawie przez cały film i symbolika ryby też przewija się przez cały film. I w sumie chyba nadal nie wiem o co chodzi w tym filmie i jakoś do mnie nie przemówił, ale mimo wszystko oglądałam go jak zaczarowana, bo był na tyle dziwny i tajemniczy, że aż mnie przyciągnął. Ale chyba nie znajdzie z wielu fanów, więc raczej go nie szukajcie.

Kate i Leopold (2001) fantasy, komedia romantyczna

Wiecie, co jest ciekawe? Że mogą być takie osoby, których jeszcze nie było na świecie jak powstawał ten film. A ja uwielbiam takie historie, uwielbiam romantyczne historie, które są totalnie niemożliwe w realnym świecie. Uwielbiam filmy, w których miłość pokonuje wszystko, a nawet niemożliwe staje się możliwe. Nie często miesza się teraźniejszość z bardzo dawną przeszłością. Więc jeśli nie lubicie takich naciąganych historii to uważajcie. A Meg Ryan tez się świetnie nadaje do takich filmów i uwielbiam filmy z nią!


Dajcie mi koniecznie znać,co ostatnio oglądaliście! Na pewno wkrótce obejrzę wszystkie ;).


Gliss Kur, Supreme Length,
zamiast obcinać lepiej używać serum w sprayu?

16 marca 2019


No witam! Znowu weekend, znowu sobota, moje plany na dzisiaj nieco się zmieniły, ale to nic, nic nie ucieknie, nic się nie stanie, ale czasem tak jest, że rozkłada nas w najmniej oczekiwanym momencie. Dzisiaj działam, bo ostatnio zostałam totalnie wytrącona z mojego typowego planu dnia, przez co ciężko jest mi wrócić trochę na właściwe tory, ale jakoś się staram naprostować i ogarnąć.
A dzisiaj mam dla Was produkt do włosów; marki, którą uwielbiam jeśli chodzi o pielęgnację i mimo że nie wierzę, w żadne cuda spajające włosy, tak wierzyłam w ten produkt, że mi pomoże. I mam na maksa mieszane uczucia, więc zapraszam do recenzji.

Gliss Kur, Supreme Length
serum w sprayu na rozdwajające się końcówki


Serum przeznaczone jest to włosów długich, skłonnych do zniszczeń i rozdwajających się końcówek. Ma za zadanie intensywnie odżywić włosy, pomóc zredukować rozdwajanie się końcówek oraz przeciwdziałać ich powstawaniu aż do 95%.

Skład: Aqua, Dimethicone, Dimethylacrylamide/Ethyltrimonium, Chloride Methacrylate Copolymer, Paeonia Lactiflora Root Extract, Amodimethicone Morpholinomethyl Silsesquioxane Copolymer, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Stearamidopropyl Dimethylamine, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Phenoxyethanol, Citric Acid, Glycerin, Parfum, PPG-1 Trideceth-6, Methylparaben, C10-11 Isoparaffin, Linalool, Sorbitan Oleate, Benzyl Salicylate, Trideceth-5, Limonene, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin.

Sposób użycia: Przed użyciem wstrząsnąć. Należy zaaplikować na umyte włosy, odsączone ręcznikiem  lub całkowicie suche włosy. Nie spłukiwać.


Opakowanie jest bardzo wyróżniające się i rzucające się w oczy przez sam róż, ale też kojarzy się z samą marką i serią kosmetyków do włosów, które u mnie królują w łazience już od dawna. Poza tym, posiada atomizer, więc można wygodnie spryskać nim włosy albo wylewać na dłoń i dopiero potem nakładać. Jak widzicie serum jest przeznaczone do długich włosów podatnych na zniszczenia. I tak, zdaję sobie sprawę, że lepiej obciąć włosy, niż sztucznie sklejać rozdwojone końce, ale bardziej traktuje ten produkt, jako serum zabezpieczające końcówki, żeby zapobiec rozdwojeniu. Konsystencja jest dość lejąca się, jeśli wolicie nakładać produkt z dłoni, to musicie na to uważać. Zapach jest bardzo ładny, dosyć intensywny i perfumowany, ale mi się bardzo podoba i nie przeszkadza.


Zawsze używałam tego serum spryskując lekko wilgotne włosy, na sam koniec po włosingu i tak zostawiałam do wyschnięcia. Końcówki wtedy były miękkie i gładkie i naprawdę milutkie w dotyku. Rewelacja. Kiedy używam go na suche włosy to głównie pomagał mi w ujarzmieniu puchu, odstających włosów i nieokiełznanych loków. Włosy wyglądają lepiej, ładniej, błyszczą i na maksa mi się podoba ten efekt. 
Nie przetłuszcza, nie skleja i nie obciąża włosów, przynajmniej moich, a zdarzało mi się czasami przesadzić z ilością i na początku włosy wyglądały na lekko posklejane, ale po jakimś czasie olejek ładnie się wchłaniał we włosy. I wiadomo, to co trzeba obciąć to trzeba obciąć, przed tym nie uciekniecie, a wszystko wyjdzie u fryzjera, ale! Zauważyłam, że włosy mniej się rozdwajają i mniej się niszczą. Co prawda, obecnie moja pielęgnacja zmieniła się diametralnie, bo wróciłam do regularnego olejowania i przestałam katować włosy suszarką i prostownicą, więc to że ich stan jest lepszy to na pewno zasługa tego wszystkiego, co obecnie robię. Dlatego ciężko mi powiedzieć, ile daje mi to serum i co by było gdyby nie ono.


Dlatego nie wiem, co o nim myśleć i nie wiem czy do niego wracać. Bo coś tam na pewno mi pomógł, pomagał mi ujarzmić włosy, kiedy były nieogarnięte, ale tak naprawdę takich produktów na mojej półce znajdzie się parę, a chcę ograniczyć teraz ich ilość. Zobaczę, jak mi się skończy czy mi go brakuje, a Wy o tym dowiecie się w denku. Bo niby spoko, ale wydaje mi się, że bez niego też bym sobie jakoś poradziła;).
A jeśli go znacie,to koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co Wy o  nim sądzicie;)!

Fanola niebieski szampon ochładzający odcień włosów

13 marca 2019


Halo, halo - dzień dobry! Dzisiaj może pogoda nas nie rozpieszcza,ale ja mam swoje małe święto, więc jak najbardziej się cieszę i nic mi dziś nie przeszkadza. Może padać, sypać śniegiem, w ciągu ostatnich kilku dni mamy wszystko, więc nawet się przyzwyczaiłam! Lecę się zbierać,bo od rana ogarniam, działam i co chwilę coś jeszcze muszę zrobić, a chcę się wyrobić, bo wiadomo czeka mnie dziś jeszcze praca ;).
Nigdy nie myślałam, że będę blondynką. poważnie, to była ostatnia rzecz o jaką się podejrzewałam i nawet  zawsze powtarzałam fryzjerce 'Nigdy w życiu'. N i o, coś mi nie wyszło haha. Dlatego też dzisiaj mam dla Was recenzję niebieskiego szamponu, ale że nigdy nie myślałam, że będę blondynką to mam wersję dla ciemnych włosów, a obecnie mam więcej blondu na sobie,ale to nic ;)

Fanola, No orange
szampon z dodatkowym niebieskim pigmentem


Szampon jest odpowiedni dla włosów farbowanych w ciemnych odcieniach. Ma za zadanie delikatnie umyć zarazem neutralizować niepożądane miedziane/czerwone refleksy. Poza tym, pozostawi włosy błyszczące i nawilżone.
Produktu nie należy używać na włosach rozjaśnianych i z pasemkami. Nie pozostawia lam na skórze głowy.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Citric Acid, Parfum, Acid Violet 43, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Triethylene Glycol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Cl 42090 (FD&C Blue 1), Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Sodium Chloride, Methylchloroisothiazolinone Methylisothiazolinone, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Gardenia Tachitensis Flower Extract, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Sodium Methylparaben.

Sposób użycia: należy nakładać na mokre włosy używając rękawiczek ochronnych, masować i pozostawić na 1-5 minut, następnie spienić i spłukać. Powtórzyć aplikację.


Jak widzicie opakowanie jest niebieskie, co dobrze się kojarzy i przynajmniej nigdy nie pomylę opakowania z innym kosmetykiem. Żeby wydobyć szampon z opakowania należy wcisnąć część zatyczki i wtedy wysunie się otwór, przez który wydobywamy szampon (na pewno znacie ten mechanizm) i wylewamy na dłoń. Szampon ma mocny i męski zapach. Nie utrzymuje się on na włosach, ale może podrażnić lekko oczy. Z kolei, konsystencja jest bardzo aksamitna i granatowa wpadająca w czerń. Nie używam rękawiczek ochronnych i nie wyglądam jak avatar. Ale muszę pamiętać o dokładnym umyciu dłoni najlepiej jakimś olejkiem i wanny, bo z tym jest różne, a najczęściej niebiesko. Nie zdarzyło te mi się mieć pofarbowanej twarzy, więc chill. Ale prawda jest taka, że odcień z dłoni sam się zmywa tez i podczas nakładania kolejnych odżywek, maseczek itp.
Zacznę od tego, że ja mam rozjaśniane włosy, więc nie powinnam go w ogóle używać. Poza tym, w momencie kiedy go dostałam miałam ciemne włosy, teraz większość moich włosów pokryta jest blondem, a on jest przeznaczmy właśnie do ciemnych włosów i ma zapobiec pojawienia się niechcianych miedzianych i czerwonych refleksów, ale i mi coś tam daje!


Jak już go używam to bardzo rzadko, głównie po wizycie u fryzjera, bo wtedy słyszę, że coś tu się zadziało nie tak z kolorem, a ja się budzę, że faktycznie dawno go nie używałam. Nie używam go też, jako szamponu - bardziej jako toner. Nakładam na mokre włosy i trzymam tak do ok. 15 minut i potem jeszcze raz powtarzam to samo. I nie kończę z fioletowymi włosami, ale prawda jest też taka, że moje włosy aż tak nie żółcieją, więc u mnie efekty też będą trochę inne.
No i po pierwsze! Po nałożeniu szamponu na włosy zamienia się on od razu w błękitną pianę. Według mnie szampon lekko stępia włosy, po jego użyciu są twarde, sztywne, szorstkie i niefajne w dotyku, dlatego nie lubię używać go za często. Po nim muszę koniecznie nałożyć jakaś maskę, odżywkę itd (zawsze się zastanawiam czy taka ilość innych produktów nie niszczy efektów). Efekty na włosach są delikatne. Po jednym użyciu nawet takim dłuższym trzymaniu na głowie nie będziecie mieć idealnie ochłodzonego koloru. Efekt jest delikatny, a różnica jest niewielka, ale da się zauważyć ochłodzenie koloru ima się wrażenie, że został on stonowany, ogarnięty. Albo właśnie używać go raz, a dobrze czyli na dłużej albo częściej. Wystarczy używać go regularnie na 10-15 minut raz w tygodniu i to wystarczy, żeby uchronić Wasz odcień włosów.


Ja ogólnie jestem zadowolona. nie jest to efekt wiadomo na miarę fryzjera, ale myślę, że jak na domowe zacisze efekt jest zadowalający. Ja na pewno przy bardziej regularnym stosowaniu miałam bardziej chłodny odcień więc muszę się ogarnąć, bo niedługo skończę z jajem na głowie. Ale na tyle na ile używam, jest spoko!
Aczkolwiek wiem, że wersja przeznaczona do bardzo jasnego blondu potrafi aż pofarbować włosy na lekkie odcienie niebieskiego czy fioletu!