#38 Kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

15 czerwca 2019



Cześć! Kolejny kinomaniak przed Wami. Co prawda mam nadzieję, że zamiast oglądać filmy, wolicie spędzać czas na zewnątrz, jeździcie, zwiedzacie i chillujecie gdzieś pod parasolem.. Nieważne czy na rynku, czy na plaży. Ale, ja ostatnio lubię sobie włączyć wiatrak, schłodzić się z drinkiem i włączyć sobie serial czy film, więc może ktoś z Was jeszcze nie oglądał poniższych filmów? Dajcie znać! A przy okazji wielkimi krokami zbliża się kolejny sezon Stranger Things! Już 4 lipca na netflix, więc nie mogę się doczekać - nawet zapisałam sobie tę datę w kalendarzu, żeby nie przegapić. Kto wyczekuje tego tak samo, jak ja?


La La Land (2016) musical, romans

Ja za musicalami nie przepadam, chyba że jestem w operze. Wtedy - okej, jest fajnie, ale filmowe musicale to jest coś, czego nigdy nie zrozumiem i w ogóle mnie to nie kręci. Mamy romans, mamy miłość, mamy mijanie się i durne tańce do piosenek w między czasie, które psują efekt, psują historię i fabułę, a także u mnie sprawiają, że nie mam ochoty tego oglądać, mimo że każdy jarał się tą pozycją, jak nie wiem. Dajcie znać, czy może ktoś z Was lubi musicale w takiej formie, bo jestem ciekawa!

Wygrać miłość (2010) 'Just Wright' komedia romantyczna 

Lubię komedie romantyczne i chyba już doskonale o tym wiecie. Lubię miłość, lubię jak wszystko dobrze się kończy, lubię od czasu do czasu na specyficzny humor obejrzeć sobie film, który jest na maksa przewidujący. Mimo że przy każdym zwrocie akcji pojawia się chwila niepewności, to i tak wiem, że wszystko dobrze się skończy, a ONI będą razem. Ta komedia romantyczna jest dokładnie taka sama, ale przy okazji pokazuje genialny upór i walkę o marzenia w sportowym duchu. Ja wiem, że można powiedzieć 'takie rzeczy tylko w filmach'. Ale ja się z tym nie zgadzam. Jak się bardzo czegoś chce i dąży się do tego, to się da. Zawsze warto walczyć o marzenia, a ten film właśnie o tym przypomina, więc też fajnie.

Serce nie sługa (2018) komedia romantyczna 

Za polskimi filmami nie przepadam, ale akurat ta komedia jakoś się wyróżniła na tle pozostałych. Opowiada początkowo o oddzielnych miłosnych historiach kilkorga przyjaciół. Każdy ma swoje własne życie, ale wszyscy się wspierają, dają sobie jakieś rady, ale nie każdemu wychodzi i niestety, jak to w życiu bywa nie możemy być zawsze wszyscy super szczęśliwi. Ale te historie w końcu zaczną się przeplatać, przez umowę, jaką jedni sobie dali. Myślę, że każdy to zna z autopsji 'Jeśli do 40 roku życia nie będziemy mieć nikogo, to bądźmy razem'. Wiecie, taki Backup Plan. I nie chce mówić co dalej, obejrzyjcie, a nie zawiedziecie się  Film pełen śmiechu, ale i łez. Bardzo polecam!

40 dni i 40 nocy (2002) '40 Days and 40 Nights' komedia romantyczna 

Film jest śmieszny. Ma tak specyficzną fabułę i myśl przewodnią, że ja początkowo nie wierzyłam co oglądam. Ogólnie, to nastolatek po licznych romansach ma zamiar w końcu odpocząć i nie zadowalać się w jakikolwiek sposób. Wszyscy o tym wiedzą, a możemy się domyślać, jak taka wieść niesie po szkole średniej. Temat numer jeden, a chłopak ma trochę przewalone, bo każdy próbuje go złamać. Dość śmieszne, momentami bardzo, ale nie jest to komedia wysokich lotów, dla mnie troszkę głupkowata. Ale jak najbardziej możemy obejrzeć, kiedy nie mamy co robić i chcemy się lekko odmóżdżyć. Poza tym, film też dobrze i romantycznie się kończy, więc wszystkie serduszka będą zadowolone.

Pomiędzy nami góry (2017) 'The Mountain Between Us' dramat 

I to jest film, który strasznie chciałam obejrzeć, jak tylko zobaczyłam kiedyś trailer w kinie. Dramaty uwielbiam, tematykę związaną z górami - zawsze i wszędzie - rewelacja. Film trzyma w napięciu cały czas, jest zima, jest niebezpiecznie, a dwójka nieznających się ludzi są uwięzieni w górach i muszą jakoś sobie poradzić, jakoś sobie dać radę. Czad. Ja oglądałam wpatrzona i nie mogłam się odkleić od ekranu. Rewelacja, nie chcę za bardzo mówić, co się tam dzieje, bo musicie to obejrzeć! Na pewno będziecie zadowoleni.

Do wszystkich chłopców, których kochałam (2018) 'To All the Boys I've Loved Before' komedia romantyczna 

Komedia spoko, przyjemne, opowiada o nastoletnim życiu i takich problemach, które w tym czasie wydają się być najczęściej końcem świata. Dziewczyna jest wkurzona na chłopaków i pisze listy, bo chce sobie ulżyć. Wydaje mi się, że każda z nas to kiedyś przeżywała. Te głupie rozterki miłosne, które teraz kompletnie nie mają znaczenia. Ona pisze listy, a one nagle zostają wysłane do tych chłopaków i zaczyna się dla niej wielki dramat. Ale na szczęście, jak to w filmach, taki dramat przemienia się potem w dość ciekawe sytuacje i zbiegi okoliczności. Komedia też dość głupkowata, ale można obejrzeć z braku laku.


Lirene, oczyszczanie i odświeżanie

12 czerwca 2019


Halo, halo - dzień dobry! Jak żyjecie podczas tych upałów? Powiem Wam szczerze, że ja nie znoszę gorąca, dużo łatwiej toleruję zimno i chłód, bo można się zawsze ubrać, a obecnie? Już bardziej się nie rozbiorę! To jest tak męczące, że podziwiam wszystkich pracujących na zewnątrz. No, ale jakoś sobie trzeba radzić, siedząc w domu i tak nie powinnam za bardzo narzekać. Dzisiaj mam dla Was recenzję produktów oczyszczających do twarzy, jeden płyn micelarny do demakijażu i pastę do ogólnego oczyszczania twarzy. Mimo że ostatni wychwaliłam olejek do demakijażu od Resibo, to płyn micelarny i tak się przydaje, więc enjoy!

Lirene, łagodzący płyn micelarny
Płyn micelarny z aloesem usuwa makijaż oczu oraz twarzy, głęboko nawilża, odświeża, dogłębnie oczyszcza, a także regeneruje. Dzięki 100% naturalnemu ekstraktowi z aloesu skutecznie załagodzi podrażnienia, a także ukoi skórę. Dzięki swoim właściwościom nawilży i przywróci skórze miękkość, pozostawiając ją na długo odświeżoną i zregenerowaną bez podrażnień.
Płyn micelarny jest do każdego typu skóry, również do cery wrażliwej.
Sposób użycia: Należy nanieść płyn na wacik i rozprowadzić, oczyszczając skórę twarzy i oczu. Powtarzać, aż wacik będzie czysty.
Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Poloxamer 188, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Hydroxyacetophenone, PPG-26-Buteth-26, PEG40 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Sodium Carbonate, BHT, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum.


Ja tego płynu używam po olejku do demakijażu w celu oczyszczenia szyi, bo nie jestem zwolenniczką ciapania się nad umywalką. Na początku, jeszcze przed olejkiem, używałam właśnie tego płynu micelarnego do całkowitego demakijażu twarzy, jak i oczu, więc spokojnie ale dobrze go poznałam
Jak widzicie płyn znajduje się w butelce o dość sporej pojemności 400 ml. Butelka jest przeźroczysta, zamykana na 'klik'. Tutaj nie mam się do niczego przyczepić, zabierałam też płyn ze sobą w podróże małe i duże, nigdy nie miałam sytuacji, że nagle mi się rozlał. Konsystencja jest standardowa, wodnista, ale za to zapach ma genialny, bardzo pobudzający, nie mam pojęcia z czym mi się kojarzy, ale bardzo mi się podoba i nie przeszkadza.
Płyn micelarny fajnie wylewa się z opakowania na wacik. Produkt bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem każdego makijażu; twarzy, konturowania, cieni, a także wszystkich brokatów, eyelinerów itp. Wszystko jest idealnie zmyte, a twarz ani oczy nie są podrażnione, nie powoduje  też łzawienia. Płyn nie pozostawia też po sobie żadnego filmu ani ściągnięcia skóry. Jeśli mam być szczera nie jest to tak szybki demakijaż jak za pomocą olejku, bo w tym przypadku musimy zużyć kilka wacików, żeby w końcu wszystko dokładnie zmyć. 
Zdarza się, że używam go rano lub po treningu, żeby dogłębnie oczyścić twarz i też jestem zadowolona. Fajnie odświeża cerę i przygotowuje pod kolejne zabiegi pielęgnacyjne. Nie jest za drogi, kosztuje około 20 zł, jest tez łatwo dostępny. Ogólnie daję radę, spełnia obietnice producenta, bo nie zauważyłam nadmiernego przesuszenia, czy podrażnień, ale na to składa się cała pielęgnacja, nie tylko ten jeden produkt. 
Gdyby nie fakt, że jestem zakochana w zmywaniu makijaży olejami, to byłabym na maksa zadowolona, bo robi co ma robić, skład też jest zadziwiająco krótki, no i zawiera mój ulubiony aloes (!). Jeżeli są osoby, które preferują płyny micelarne niż pozostałe opcje do demakijażu, to będziecie zadowoleni i mogę Wam go polecić.


Lirene, glinkowa pasta myjąca
Pasta myjąca z bambusem, miętą i pomarańczą ma za zadanie intensywnie oczyścić i odświeżyć cerę, złuścić martwy naskórek, odblokować i zwężyć pory, wygładzić i ujędrnić skórę, a także usunąć nadmiar sebum. Pasta pozostawi skórę gładką i rozjaśnioną, długotrwale nawilżoną, bez uczucia ściągnięcia. Regularne stosowania sprawi, że praca gruczołów łojowych zostanie uregulowana, a także widoczność porów zostanie zmniejszona. Produkt ma również właściwości antyseptyczne, łagodzące, relaksujące i pobudzające.
Pasta myjąca nadaje się do każdego typu skóry.
Sposób użycia: Należy rozprowadzić produkt na wilgotnej skórze twarzy, delikatnie wmasować omijając okolice oczu, następnie dokładnie spłukać. Stosować najlepiej codziennie, rano i wieczorem. W celu wzmocnienia efektu 2-3 razy w tygodniu można pozostawić pastę na skórze na 3-5 minut, a potem spłukać dokładnie letnią wodą.
Skład: Aqua, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Acrylates Copolymer, Glycerin, Triethanolamine, Disodium EDTA, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, Propylene Glycol, PEG-120 Methyl Glucose Trioleate, Zinc Gluconate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Alcohol Denat., Propylene Glycol, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Panthenol, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Sshoot Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Nymphaea Alba (Water Lily) Root Extract, Methylparaben, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum.


Pastę oczyszczającą używam różnie. Zazwyczaj rano (jeśli się nie spieszę) i czasem wieczorem jeśli akurat nie używam żadnego peelingu.
Pastę dostajecie w tubce, pod światło widać ilość zużytego produktu, a na opakowaniu znajdujecie wszystkie najważniejsze informacje. Jeśli chodzi o konsystencję, nie jest to pasta, jak w przypadku Ziaji, jest to bardziej gęsty,ale fajnie puszysty krem niezawierający żadnych drobinek, który pod wpływem wody zamienia się w delikatną piankę, co jest dość przyjemne w stosowaniu. Zapach jest genialny, pomarańczowy, lekko miętowy, bardzo fajnie używa mi się go rano, bo wtedy od razu się budzę i mam ochotę działać dalej. Jakoś tak od razu lepiej się czuję.
Po pierwsze produkt w żadne sposób mnie nie podrażnia, nawet jeśli coś tam znajdzie się zbyt blisko oczu. Pasta genialnie oczyszcza twarz z drobnych zanieczyszczeń, rano skóra jest fajnie stonowana, lekko zmatowiona, rzeczywiście mniej się świeci i przetłuszcza w ciągu dnia nawet przy tych upałach. Fajnie też współgra z innymi produktami. Jeśli chodzi o wieczór, to jest fajnie, ale ja mimo wszystko preferuję stosowanie peelingów (nawet codzienne), pasta oczyszcza, ale po makijażu i po całym dniu działania, wolę czuć drobinki pod palcami i mieć pewność, że wszystko jest fajnie doczyszczone. Musze przyznać, że skóra jest w fajnym stanie, nie zauważyłam wysypu krostek, ale tak, jak mówiłam ja jestem za stosowaniem produktu głównie rano.
W dalszym ciągu uczę się stosowania takich produktów rano, czasem jestem leniem i sięgam po wacik, ale ta pasta jest tak przyjemna, że dosyć często jej używam. Brakuje mi trochę konkretnej konsystencji, jakichś dodatkowych drobinek, ale na rano jest wystarczająco. bardzo podoba mi się efekt stonowanej cery!



Znacie te produkty? Jak wygląda Wsze wieczorne oczyszczanie i cała pielęgnacja?

Uszczęśliwiająca biżuteria z Happiness Boutique
+ kod zniżkowy

09 czerwca 2019

 

Dzień dobry! Powoli, powoli zaczynamy wakacje, a to oznacza mnóstwo opcji do wyjazdów. Moje plany na wakacje będą się kręcić raczej okolicy gdzie mieszkam, ale to nic. Wiem, że odbijemy sobie później i to podwójnie. Na pewno pojedziemy w góry! Wiecie, że je uwielbiam i mają dla mnie mega duże znaczenie. Jestem w Zakopanem co najmniej 2 razy w roku i tam spotkało mnie dużo cudownych rzeczy. A to oznacza, że uwielbiam też wszystko co z nimi jest związane i otaczać się motywem gór, bp jest to zdecydowanie coś, co mnie uszczęśliwia. Oszalałam, jak tylko zobaczyłam na Happiness Boutique właśnie takie naszyjniki. I od razu nazwa mi się skojarzyła z uszczęśliwiającą biżuterią.




Naszyjnik z motywem gór jest piękny, w kolorze różowego złota czyli kolejny aspekt, który uwielbiam. Jak tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że muszę go mieć. Takie niby nic, ale wydaje mi się, że nikogo to nie dziwi. Poza tym, biżuteria nie czarnieje i nic się z nią nie dzieje, ale ja też staram się o nią dbać. Podoba mi się to, że jest to coś innego niż klasyczna, oklepana biżuteria, a o to mi zawsze chodzi, bo lubię niestandardowe wzory. A Happiness Boutique ma takich mnóstwo! Są utrzymane w minimalistycznym stylu, drobny element, ale robi robotę. A przy okazji, większość wzorów dostaniecie w trzech różnych kolorach, srebrny, złoty i różowe złoto. Więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Zresztą zobaczcie sami!


Muszę przyznać, że mi też mega podoba mi się motyw świata, co zresztą planuję kupić siostrze na kolejne urodziny. Podoba mi się to,że biżuteria pasuje do osobowości, a także można nią wyrażać siebie, swoje zainteresowania i zajawki. Do wszystkich naszyjników znajdziecie pasujące bransoletki z takim samym motywem.
Ja akurat do naszyjnika dobrałam sobie kolczyki, bo jest to moja zdecydowanie ulubiona część biżuterii. Zawsze mam jakieś kolczyki, a mam ich też mnóstwo par i ciągle mi mało. Wybór też nikogo nie powinien dziwić. Ja ostatnio uwielbiam długie, wiszące kolczyki, oczywiście w odcieniu złota (tak, jestem sroką!) no i motyw kół. Pasuje do wszystkiego, do swetra, do koszul, do sukienek, jak i na każdą okoliczność.



Powiem Wam, że na Happiness Boutique znajdziecie wszystko. Naszyjniki są w przeróżnych wzorach i stylach; warstwowe, na bogato, delikatne, minimalistyczne, długie, jak i chokery. Tak samo jest z kolczykami, znajdziecie na stronie nawet nausznice, które robią wrażenie. Poza tym, są tam również bransoletki, jak i nawet pierścionki. Niektóry motyw znajduje się w każdym rodzaju biżuterii, więc można sobie stworzyć genialny zestaw.



A! Mam również dla Was kod zniżkowy! Jeżeli wybierzecie rzeczy za minimum 19 euro (ok. 80zł) to otrzymacie 10% zniżki na hasło 'beautifulduty'. Jak coś to kod będzie działał tylko przez miesiąc do 9 lipca!
Udanych zakupów! I dawajcie znać na co się skusiliście ;)



Efektima, piankowa słodkość pod prysznic

06 czerwca 2019


Dzień dobry! Dzisiaj bez zbędnego gadania, b jest za gorąc na myślenie, więc przechodzę od razu do recenzji! Ja pod prysznic potrzebuję głównie produktu, który pięknie pachnie, super się pieni i nie wysusza mojej skóry. Już jakiś czas temu pojawiły się w drogeriach pianki pod prysznic i mega chciałam wypróbować, ale jakoś nie było mi po drodze  Na szczęście, Efektima wypuściła na rynek nowość, musy do ciała, które mają konsystencję pianki, więc tak! W końcu mogłam użyć i już spieszę z opinią.

Efektima, myjący mus do ciała
ekstrakt z maliny & olej ryżowy


'Malinowy z olejem ryżowym myjący mus - to dla Twojego ciała tylko plus!'
Takie połączenie przyniesie każdej skórze świetne nawilżenie, a także ukojenie. Produkt wiąże się z dziką rozkoszą. Takie cudo pachnąco i zniewalająco rozpieści Twoje ciało i pozostawi skórę perfekcyjnie wypielęgnowaną.

Skład: Aqua, Glycerin, Sodium Cocoyl Isethionate, Sorbitol, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Stearic Acid, Parfum, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Oryza Sativa Bran Oil, Phenoxyethanol, Limonene, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Rubus Idaeus Fruit Extract, Linalool, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, DMDM Hydantoina, Cl 17200, Cl 15985, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Methylchloroisothiazolinone/ Methylisothiazolinone.

Sposób użycia: Należy nałożyć mus na ciało lekko zwilżone wodą. delikatnie wmasować w skórę, a na koniec należy opłukać wodą. 


Mus znajduje się w odkręcanym słoiczku, a ja za takimi opakowaniami niestety nie przepadam. Jak widzicie w środku było dodatkowe wieczko, zabezpieczające produkt. Lubię takie rozwiązania, bo przynajmniej wiem, że nikt wcześniej tego nie otwierał. Nie ma problemu z zakrętka nawet przy mokrych dłoniach. 
Po odkręceniu słoiczka od razu zaczynamy czuć malinowy i mocny zapach. Co prawda, nie jest to odzwierciedlenie świeżych malin, jest trochę sztuczny, ale dosyć szybko 'się rozpływa' i jest coraz ładniejszy. Konsystencja początkowo była fajnie piankowa, trochę jak wata cukrowa, trochę, jak chmurka - mega. Po pewnym czasie i chyba z reakcją z wodą, konsystencja zrobiła się trochę jak jogurt.


Początkowo nie wiedziałam, jak podejść do takiej konsystencji, czy używać z myjką, czy bezpośrednio na skórę. Wiadomo używając na skórę, wmasowujemy w ciało i wtedy produkt fajnie otula skórę. Ale używając produktu w taki sposób nie naużywamy się go zbyt długo. Dlatego preferuję myjkę, która sprawia, że produkt zaczyna się lekko pienić i nagle wystarcza nam niewielka ilość na umycie całego ciała. Po zastosowaniu musu, skóra jest idealnie umyta, gładka i miękka. Nie czuję, żeby zostawiał po sobie jakiś film.
Lekki zapach utrzymuje się na skórze po umyciu, jak i unosi się też w łazience. Aż milej wrócić do takiego pomieszczenia. Co prawda nie jest to długi efekt, a i ja też za każdym razem używam jakiegoś balsamu do ciała, więc zapach zostaje wyparty.


Produkt robi wrażenie, konsystencja jest zdecydowanie czymś nowym i rzadko spotykanym. Pachnie owocowo, świeżo i fajnie otula pod prysznicem, kiedy już się trochę ulotni. Konsystencja, jak i zapach zmieniają się po pewnym czasie. Czytałam, że dla niektórych osób jest niewydajny, ale tu przychodzi ratunek z myjką, która pomaga lekko poprawić tę wydajność, ale i tak dość szybko się kończy. Produkt jest całkiem fajny, ale jakoś tak bez WOW. Mimo to jest genialną odskocznią od zwykłych żeli pod prysznic, które mi się już trochę znudziły, więc od czasu do czasu można poużywać.


Ekspresowy demakijaż z Resibo

03 czerwca 2019


Dzień dobry! W końcu pogoda nas rozpieszcza i mega się z tego cieszę, mimo że te wysokie temperatury są dość meczące, ale nie narzekamy! Lepsze to niż ciągły deszcz i zimno. Dzisiaj nie przedłużając przechodzę od razu do recenzji!
Dopiero jakiś czas temu przerzuciłam się na demakijaż olejkami. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, myślałam, że za dużo z tym roboty, a jednak co płyn micelarny i waciki to szybko, sprawnie i  gotowe. Oj! Jak ja się myliłam to szok Teraz używam płynu micelarnego tylko w wyjątkowych okolicznościach i zdecydowanie nie ma to jak oleje. Stąd, dzisiejsza recenzja będzie dotyczyć olejku do demakijażu marki Resibo.

Resibo, olejek do demakijażu


Główne zadania: * delikatnie usuwa nawet wodoodporny makijaż * pozostawia skórę gładką i oczyszczoną *

Olej lniany [1] ma działanie przeciwzapalne i normalizujące. Łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka. Olej manuka [6] działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie oraz antyalergicznie. Olej z pestek winogron [2] zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Jest najbogatszym źródłem kwasu linolowego oraz witaminy E - tzw. witaminy młodości. Zawiera sporą dawkę witaminy B6, lecytyny i flawonoidy, dzięki czemu działa jako doskonały antyutleniacz. Olej absyński [3] zapewnia intensywne nawilżenie, napina i wygładza skórę, redukuje zmarszczki.

Skład: Linum Usitatissimum Seed Oil [1], Vitis Vinifera Seed Oil [2], Crambe Abyssinica Seed Oil [3], Persea Gratissima Oil [4 - olej z awocado], Tocopherol [5], Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil [6],  Parfum, Limonene. 

Sposób użycia: Należy nanieść olejek na suchą lub wilgotną twarz i oczy. Wmasować go delikatnie w skórę, a następnie zmyć za pomocą ściereczki z mikrofibry zamoczonej w ciepłej wodzie. Ściereczkę należy przykładać do twarzy, nie naciągając skóry.


Po pierwsze, olejek jest dodatkowo zapakowany w ładną tubkę wraz ze ściereczką z mikrofibry w środku. Wszystko jest zachowane w ekologicznym stylu. Nie ma problemu z otwarciem tubki, a powiem Wam, że na wyjazdy jest idealna, bo czasem olejek może kapać z opakowania. Ściereczka jest super jakości, bardzo mięciutka, nie podrażnia skóry twarzy. A z kolei olejek znajduje się niby w zwykłej buteleczce, ale estetyka i design mi się bardzo podobają. Co najważniejsze, buteleczka jest wyposażona w pompkę, co bardzo ułatwia używanie olejku.
Konsystencja jest bardzo oleista, zabarwiona na pomarańczowo, nie spływa z dłoni, czuć też, że jest konkretna. Zapach jest dość specyficzny, ale pachnie pewnie jak jakiś olejek ze składu, którego ja nie znam, ale ogólnie pachnie w porządku.


Jeśli chodzi o używanie, to należy wycisnąć olejek na dłonie (używam jakoś 1-1,5 pompki w zależności od intensywności makijażu), a następnie należy wmasować w suchą lub wilgotną skórę. Ja zawsze lekko ją zwilżam. Olejek nie powoduje szczypania oczu, ani nie podrażnia i nie uczula. Łatwo się go wmasowuje w skórę i od razu czuć, że idealne zmywa i rozpuszcza makijaż - cały, razem z makijażem oka, nieważne od mocy cieni, ilości brokatu, tuszu do rzęs itp. Wszystko zostaje ładnie i pięknie rozpuszczone. Następnie należy ściągnąć wszystko z twarzy za pomocą ściereczki z mikrofibry, która od razu zbiera wszystko, co na tej twarzy było, nic nie zostawia. Od razu mówię, nie ma się co oszukiwać, bez ściereczki będzie bardzo ciężko wszystko zmyć! Ściereczka trochę szybko się brudzi, ale na szczęście łatwo możemy ją wyprać w pralce i wszystko się dopiero.


Ja jestem na maksa zadowolona, bo tak naprawdę nigdy nie miałam aż tak szybkiego i idealnego sposobu na demakijaż. Zawsze bawiłam się tysiącami wacików, a tutaj wystarczy raz wmasować olejek w twarz, a także w okolice oczu i wszystko jest ekstra zmyte, oczyszczone, a skóra po użyciu jest miękka i gładka w dotyku. Olejek jest może trochę drogi, cały zestaw wraz ze ściereczką dostaniecie za 59 zł na stronie producenta, ale jak dla mnie zdecydowanie warty każdej ceny. Dużo więcej wydacie na produkty do demakijażu, razem z wacikami, a i spędzicie dużo więcej czasu na takim demakijażu. Poza tym, olejek jest niesamowicie wydajny. Ja go stosuję już ponad miesiąc, a zużyłam tyle co nic.
Bardzo polecam! Olejek robi cudowną robotę z demakijażem, zmywa wszystko szybo i pięknie, oszczędzamy na innych produktach i akcesoriach, a i produkt jest na maksa wydajny, więc naprawdę szał!