Najpiękniejszy i najważniejszy dzień w moim życiu

15 września 2019


to właśnie dzisiejszy dzień. Nie odzywałam się ostatnio, bo nie dałam rady się tak zorganizować, jak chciałam, ale powiem Wam, że nie spodziewałam się tego, że organizacja ślubu i wesela to taki pożeracz czasu! Tak ślubu, właśnie dzisiaj wychodzę za mąż. Mam największe szczęście, że właśnie dzisiaj wychodzę za mąż za najwspanialszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek miałam okazję poznać. 
Poza tym, dzisiaj mija dokładnie 1 rok i 7 miesięcy od kiedy się znamy, ale o tym jeszcze będę pisać, bo to będzie początek ślubnej serii. A, jak na razie zapraszam Was na mojego instagrama blogowego @beautifulduty.pl, jak i prywatnego @indecisee :) Myślę, że dużo się będzie działo!











Spam zdjęciowy, ale uwielbiam te zdjęcia! Odezwę się, jak się ogarnę ze wszystkim :)!

*wpis oczywiście napisałam wcześniej - zaplanowana publikacja
Nie siedzę na swoim weselu na blogu ;D.


Jak dbać o włosy na basenie?

08 września 2019


Jak pisałam wam w ostatnim wpisie "Za co lubię jesień?', to ta pora roku jest u mnie zazwyczaj początkiem działania i ruszania się. Często właśnie wtedy zaczynam jeździć na basen, co początkowo ze względu na moje włosy bardzo mnie przerażało, bo chlor, bo na basenie nie ma czasu na mega pielęgnację, jak w domu i co to będzie, co się z nimi stanie. Głównie bałam się, że chlor nie tylko zniszczy mi włosy, ale i je odbarwi na zielono, bo były rozjaśniane, jak i wypłucze mi szybciej keratynę z włosów.. I miałam jeszcze więcej tych ale! Na szczęście, udało mi się dojść do takiej wprawy w pielęgnacji włosów na basenie, że nic złego się z nimi nie stało. I właśnie dzisiaj mam zamiar się z Wami nimi podzielić!

Po pierwsze: czepek
To on głównie może ochronić Wasze włosy przed moczeniem ich w chlorze, dlatego zawsze go zakładajcie. Na moim basenie, bez czepka nie wjedziecie, ale są już i takie miejsca, gdzie nie jest on wymagany. Nie polecam materiałowych czepków, mimo że są dużo łatwiejsze w założeniu i mam wrażenie, że fajniejsze dla włosów, to te silikonowe przepuszczają mniej wody i są szczelniejsze, więc zawsze te włosy są trochę mniej narażone na chlor. Z drugiej strony, obawiałam się, że będą mi ciągnąć włosy, ale na to też znalazłam sposób..

Po drugie: olejowanie
To sprawdziło się u mnie zdecydowanie najlepiej ze wszystkich punktów. Przed nałożeniem czepka olejowałam włosy i to tak na maksa. Czasem na sucho, czasem na podkład z aloesu czy inne odżywki w sprayu, które się wygodnie nakłada, w zależności od mojego chcenia się i czasu. Skupiałam się głównie na końcówkach - wiadomo. Olej świetnie sobie poradził, bo nie tylko był dodatkową warstwą chroniącą włosy, ale i działało to trochę, jak olejowanie w domu, czyli nawilżało i odżywiało włosy. Co było super, tym bardziej po basenie, więc miałam tutaj zdecydowanie 2 w 1! Włosy nie tylko były dodatkowo zabezpieczone, ale i pielęgnowane. Od kiedy zaczęłam olejować włosy na basen, od razu zauważyłam różnice w ich stanie - bardzo polecam!
A tę czynność możecie nawet zrobić w domu i już macie zaoszczędzony czas.



Po trzecie: odżywka/maska
Nie rezygnuję z odżywki/maski na basenie, mimo że początkowo myślałam, że to mi zajmie bardzo dużo czasu. Ale wybieram te najmocniejsze, zazwyczaj są to maski, które są u mnie sprawdzone i nakładam je nawet na kilka minut, ale wiem, że one i tak fajnie zadziałają przez krótką chwilę. Więc, zazwyczaj myję włosy szamponem, nakładam odżywkę, a w tym czasie robię całą resztę, czyli myję samą siebie, a na sam koniec zmywam odżywkę czy tam maskę i jest git.
A odżywkę czy maskę zawsze możecie sobie przelać do mniejszego opakowania podróżnego.

Polecam: Yves Rocher, maska z owsa do włosów, L'Biotica, maseczka, keratyna lub jedwab







Po czwartek: olejki i odżywki bez spłukiwania
Na koniec nie rezygnuję jeszcze z odżywek bez spłukiwania i olejków. Aż tak się też na tym nie skupiam, na basenie robię wszystko dość szybko i zwinnie, bo też nie będę tam stać 2-óch godzin. Ale zawsze coś tam nałożę po osuszeniu włosów delikatnie ręcznikiem i w trakcie suszenia. Olejki i odżywki pomogą rozczesać włosy i sprawią, że po wysuszeniu będą lśniące i gładsze. Poza tym, zadziałają też trochę, jako termoochrona i pomogą ujarzmić bardziej te włosy ;).








I mimo, że przez to wszystko spędzam na basenie trochę więcej czasu, to widzę cudowną różnicę we włosach. Nie siedzę tam dwie godziny dłużej, jest to zazwyczaj kilka-kilkanaście minut. Ale kiedyś było tak, że po basenie w domu myłam włosy raz jeszcze z full pielęgnacją, co jest bezsensu. Jak wprowadziłam trochę szerszą pielęgnację na basenie, to mogłam już normalnie śmigać po swojemu cały dzień, jak gdyby nigdy nic.

Dajcie znać, jak Wy radzicie sobie z włosami w ekstremalnych sytuacjach :)! I czy może coś jeszcze byście dodali do mojej listy ? :)



*hello autumn!*
Dlaczego uwielbiam jesień?!

05 września 2019


https://www.instagram.com/pola_berrry/

Jedna z rzeczy, której możecie o mnie nie wiedzieć, to jest to, że po prostu uwielbiam jesień! Postanowiłam napisać ten post, bo ostatnio przeglądając blogi wszędzie natykałam się na wpisy żegnające lato! A ja się cieszę i jestem przeszczęśliwa, że te męczące upały się kończą i jestem na maksa pozytywnie nastawiona do zbliżającego się chłodu! Dlatego będę trochę dziwolągiem, ale zamiast żegnać lato - witam jesień mimo, że kalendarzowa zaczyna się za 3 tygodnie - wiem! Ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to dość rzadka cecha i zazwyczaj jak przychodzi jesień każdy cierpi na chandry, depresje, 'niechcemisie' itd, a znam osoby, które jakoś się przekonały do tej pory roku, więc może i na was zadziała ten wpis dość motywująco? A może nie jestem jedyna i jest nas więcej?

ZA CO UWIELBIAM JESIEŃ?


ZA UBRANIA I MOŻLIWOŚĆ KOMBINOWANIA
W lato musimy się rozbierać i nakładać jak najmniej ubrań, z kolei zimą musimy się ubierać tak ciepło, że najlepiej założyć cokolwiek. A jesienią? 
Mamy tyle różnych rzeczy do wyboru! Genialne płaszcze, swetry, masę różnych szali, sukienki i spódnice, które idealnie pasują do rajstop, wszystkie możliwe buty: botki, adidasy, a nawet obcasy! Uwielbiam modę jesienną, uwielbiam kolory, jakie wtedy królują, uwielbiam to, że mogę wtedy założyć golf, sweter, ale i bokserkę z fajnym dłuższym kardiganem, a do tego szal. Mamy wtedy tyle różnych możliwości!
Poza tym, uwielbiam skarpetki, haha! A Wy?


ZA SPACERY, KOLOROWE DRZEWA, SZURAJĄCE LIŚCIE I KASZTANY
Jesienią nawet spacer po mieście nabiera magii, a z kolei po parku, czy lesie nabiera takiego vibu, że ja już nie mogę się doczekać, aż wyjdę z domu. Latem nie wychodzę, bo mi za gorąco, a żeby gdzieś iść to zawsze się zastanowię 5 razy, czy aby na pewno muszę.
Jesienią czuję się jak dziecko, robię zdjęcia drzewom, szuram w liściach i jaram się na widok kasztanów. Nie zbieram ich nałogowo co roku tak, że mam całą reklamówkę, zazwyczaj nie mam ani jednego kasztana w domu, ale jakoś tak sam fakt tego, że są przypomina mi ile one potrafią dać dzieciom frajdy! Poza tym, jesienią nawet słońce jest ładniejsze, promienie są takie klimatyczne!

ZA TO, ŻE HERBATA SMAKUJE LEPIEJ, ZA GRZAŃCA, GORĄCĄ CZEKOLADĘ I CAPPUCCINO
Dopiero niedawno nauczyłam się pić herbatę również latem, ale to i tak dopiero jesienią zaczyna smakować po swojemu, a dodajmy do niej sok malinowy, cytrynę, czy cytryny w rumie albo nalewkę! Wtedy możemy się rozgrzewać do woli. No i grzaniec, wyczekuję tego zawsze jesienią, jak i zimą, i wchodzi cudownie!
Poza tym, gorąca czekolada, cappuccino, kawa - ogólnie nie przepadam, ale raz na jakiś czas aż się chce napić smakowej czekolady, czy czegoś kawowego, w domu czy w kawiarni do ciacha. Nie mówcie, że nie!


ZA DŁUGIE JESIENNE WIECZORY
A wtedy mamy mnóstwo czasu na wszystko, co zamierzaliśmy zrobić cały rok. Mi ten czas zawsze kojarzy się z porządkami, ogarnianiem, planowaniem i nadrabianiem zaległości. Możecie obejrzeć wszystko, co chcieliście, a nigdy nie było czasu, możecie czytać książki, biegać albo zrobić gruntowne porządki w kosmetykach, ubraniach, wszystkich rzeczach, jakie zgromadziły się w domu.
A takim wieczorom może towarzyszyć Wam ciepły koc, cieple skarpety, pięknie pachnąca świeca, światełka i mega przytulny nastrój.

ZA BURZE, DESZCZ I MGŁĘ
Uwielbiam, kiedy pada deszcz, kocham patrzeć i podziwiać burze, od zawsze stałam w oknie i patrzyłam na błyskawice, jak zaczarowana słuchając grzmotów. Nie przeszkadza mi lekki deszczyk nawet jeśli mam gdzieś wyjść, wiadomo nie lubię przemoknąć do suchej nitki, ale nie jest to dla mnie też koniec świata. Uwielbiam słuchać deszczu stukającego o parapet, uwielbiam się wtedy grzać w domu pod kołdrą czy kocem. A czy tylko dla mnie mgła ma w sobie coś tajemniczego? Tak, też trochę kojarzy mi się z horrorami i czasem dreszcz mnie przechodzi, ale las powity mgłą, poranki z mgłą czy wieczory to jest zdecydowanie coś pięknego!


ZA TO, ŻE JEST PRZYTULNIE
Bo kiedy, jak nie na jesieni możemy wbić się pod koc, zaświecić światełka, cotton ballsy rozpalić świecę i przytulając się do ukochanej osoby oglądać filmy i robić wszystko to o czym pisałam wcześniej, tym bardziej mając na sobie milusi sweter i ciepłe skarpety, a do tego jakieś fajne kapcie. Wszystko ma swój klimat i wszystko sprawia, że jest fajnie!

ZA MOTYWACJĘ I INSPIRACJĘ DO DZIAŁANIA
Niech Was to nie dziwi, ale mi się zaczyna chcieć dopiero na jesieni. Wtedy mam więcej energii, więcej pomysłów, planów i jestem jakaś zainspirowana do zmian, do działania, do ćwiczeń i do kombinowania. Nawet wtedy mam więcej ochoty na długie spacery, wyjścia do knajp czy kawiarni. Dopiero na jesieni zaczynam jeździć na basen, w tym roku mamy w planach dodatkowo squasha i tańce. Najlepiej jest się ruszyć właśnie wtedy, kiedy robi się chłodno, a za oknem jest szaro i ciemno.


Oczywiście wiem, że jesień zaczyna się dopiero pod koniec września i że jeszcze zaskoczy nas piękne słońce i cieplejsze dni, ale i to wcale mi nie przeszkadza!
Poza tym wszystkim, pamiętajcie! Jesień oznacza, że święta Bożego Narodzenia zbliżają się coraz większymi krokami i nie ma owadów, nie ma pszczół, osy, przed którymi ja tak zawsze uciekam. Więc ja się cieszę! Ale zastanawiam się teraz, czy zawsze tak miałam i powiem szczerze, że nie. Sama zaczęłam tworzyć ten klimat, zaczęłam szukać plusów i zalet i to nie jest tak, że pozostałe pory roku są do dupy, też byłabym w stanie o nich napisać taki wpis i jak jakaś pora roku się kończy to nie mogę się doczekać tej kolejnej i wszystkie jej nowe cechy mnie ekscytują. Kwestia podejścia, a po co się budzić i psuć sobie humor deszczem? Skoro można do tego nastawić się trochę inaczej?


Denko, sierpień 2019r.

02 września 2019


Halo, halo! Witamy we wrześniu, a standardowo i tradycyjnie nowy miesiąc zaczniemy od denka za poprzedni miesiąc. Tym razem jest tego mnóstwo! Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale to rzeczy i ilości mnie przerażają, a uwierzcie mi, że kosmetyków ostatnio prawie nie kupuje, a i niewiele mi ich ubywa - więc mam nadzieję, że w końcu nadejdzie czas, że denka będę niewielkie, a ja nie będę miała jeszcze tony kosmetyków do użycia! Mimo że efektów nie widać to i tak mam nadzieję i wierzę, że jest tego coraz mniej!
Zaczynamy!


I ulubieńców się standardowo też trochę pojawiło! Facelle, chusteczki do higieny intymnej; BeBeauty, waciki do demakijażu; Alterra, Naturkosmetik, bio-papaja i bio-bambus, szampon do włosów dodający objętości; Garnier, czysta skóra, płyn micelarny 3w1 oraz Ziaja, tonik zwężający pory na dzień i na noc to zdecydowanie produkty, które pojawiają się tutaj regularnie, więc nie będę pisać o nich cały czas. Po prostu, jeśli ich nie znacie to poznajcie, bo to są moi zdecydowani ulubieńcy.
Z kolei w końcu przyjęłam jeden blister Vitapil, suplement diety, ja je uwielbiam bo naprawdę fajnie działają i mimo mojej nieregularności to efekty są super widoczne. Skład jest bardzo dobry i na pewno pomagają, Catrice, high coverage, Liquid Camouflage, korektor pod oczy to moje cudo nad cuda, które uwielbiam i bardzo ubolewam nad tym, że ciężko jest znaleźć i są często niedostępne, więc zawsze robię spore zapasy. Nie ma się co dziwić, jak coś jest super, to ludzie to wykupują. A mój ulubiony utrwalacz do włosów to zdecydowanie ten różowy od Schwarzkopf, Got2be, Volumania, lakier do włosów jest genialny! Nie tylko fajnie utrwala każdą fryzurę, ale i pięknie pachnie, nie udusicie się przy nim.

  • Garnier Fructis, Macadamia Hair Food, wygładzająca maska do włosów suchych i niesfornych - maska była dla mnie zbawienna, kiedy jeszcze zależało mi na utrzymaniu efektu prostych włosów, wtedy naprawdę maska super działała i rzeczywiście te włosy wygładzała. Przy kręconych też się sprawowała fajnie, ale dopiero teraz widzę, że po jej odstawieniu włosy zaczęły się bardziej kręcić, więc coś w tym jest. Jednak i tak muszę przyznać, że maska świetnie nawilża i regeneruje włosy!
  • Fa, żel pod prysznic, Brasilia Vibes Ipanema Nigths - żel jak żel, niewiele tutaj potrzeba, żeby produkt okazał się  być fajny, ten żel pięknie pachnie, fajnie się pieni, jest wydajny, tani i macie ogromną możliwość różnych wersji!
  • Dermacol, Urea Body Milk, mleczko do ciała z mocznikiem (15%) - o tym mleczku pisałam dopiero co recenzję i wszystko podtrzymuje i podtrzymywać będę! Balsam jest genialny, nawilża, odżywia, regeneruje, koi podrażnienia, a także skórę po tatuowaniu, więc dla mnie jest to czad!
  • Vichy, Normaderm, Nuit Detox, krem na noc - produkt jest naprawdę wart uwagi i zakupu mimo swojej ceny i mimo tego, że jest trochę średnio wydajny, działa fajnie i intensywnie przez całą noc, rzeczywiście widoczne są efekty w stanie cery, działa przeciwtrądzikowo i robi wszystko to, co powinien. 
  • Efektima, Shiny Look, hydrożelowe płatki pod oczy - to są zdecydowanie najlepsze i najfajniejsze płatki pod oczy, jakie kiedykolwiek miałam. Super nawilżają, regenerują i dbają o naszą delikatną skórę pod oczami, sprawiają, że wyglądamy na wypoczęte i gotowe do działania, rewelacyjne przed imprezą, czy po i w sumie zawsze. I nie bez powodu wykorzystałam je na swój wieczór panieński
  • Nivea, olejek w balsamie, kakao i olejek makadamia - ma bardzo ładny zapach i przebija się w nim trochę kokosa i super konsystencję, która bardzo szybko się wchłania. Olejek ma super lekką konsystencję, która świetnie się rozprowadza, niewiele produktu potrzeba, żeby nałożyć, a i działa. Fajnie nawilża i odżywia, super.
  • Efektima, peeling węglowy do ciała, effect detox - z tych miniatur miałam trzy różne wersje i ta wersja jest zdecydowanie najlepsza! Świetnie działa na skórę, konsystencja bardzo peelingowa, dostajemy tutaj grafitową maź, która świetnie pokrywa ciało i ja się czuję wtedy jak w spa. Peeling zostawia skórę cudownie gładką, miękką, wygładzoną i nawilżoną, dla mnie rewelacja!
  • Coś do brwi - 
  • Nikel, balsam pod oczy i dookoła ust - jestem w szoku, że tak długo go miałam, ale on jest naprawdę niesamowicie turbo wydajny, a i na szczęście przez ten cały czas nic się złego z nim nie stało ani z moją skórą tez nie. Za to muszę przyznać, że dla mnie efekty są zniewalające. Początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do tej trochę tłustej konsystencji, ale ostatecznie skóra pod oczami była zregenerowana, napięta, nawilżona i wydarzyło się wszystko, co najlepsze!
  • Petal Fresh, Superfoods for hair, odżywka kale, omega 3, keratin, wzmacniająca odżywka do włosów z jarmużem -odżywka sprawdzała się genialne jeszcze w czasach keratynowego prostowania włosów, moja siostra tez jej używała i podziela zdanie, bo wzmacniała i przedłużała zdecydowanie efekt prostych włosów. Poza tym, ma fajny zapach, rozplątowuje włosy i ogólnie wszystko fajnie działa.
  • Senna, Brow Fix, Golden Brown X ogólnie produkt u mnie okazał się być genialny. Fajnie stylizował brwi i utrwalał efekt, który uzyskiwałam za pomocą cieni. Jak ktoś wie, co to - dawajcie znać.


  • Pro Skin Laboratories, żel pod prysznic, mandarin-mango/aloe - tak jak pisałam wcześniej, żel, jak żel, ale ten żel mnie wymęczył strasznie Dałabym go do bubli, gdyby nie fakt, że nic mi nie zrobił, bo fakt faktem mył, pienił się średnio, ale wystarczająco, ale zapachu nie miał wcale, a wcale! A taka pojemność jest tak ogromna, że szok i męczyłam się z nim, żeby w końcu go zużyć. No cóż, mi musi pachnieć pod prysznicem, koniecznie!
  • Venus, hipoalergiczny żel do higieny intymnej - i znowu, żel do higieny intymnej nic specjalnego. Był fajny, dobrze mył, nie uczulał, nie podrażniał, dobrze też nawilżał i tyle. Miałam płyny do higieny intymnej, które sprawiły, że wow, więc ten średnio, ale dobrze.
  • Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy, gold & collagen - jak Shiny Look mnie zachwyciły na maksa, tak wersja ze złotem wypadła dość średnio. Nie były złe, ale efekt mógł być fajniejszy, dodatkowo przy tych miałam problem ze zsuwaniem się i bardzo uważałam nawet leżąc czy na pewno mi nie spadną.
  • Selfie Project, czarna maska peel off - maską początkowo byłam bardzo zachwycona, ale nie jestem w stanie przyzwyczaić się do tego, jak mocno i ciężko odrywa się ją od twarzy. W zależności od dnia, ale czasem sprawiało mi to niesamowity ból, że miałam ochotę już ją zostawić i nic z tym nie robić. Tego nie jestem w stanie pokonać niestety. 
  • L'Oreal, Revitalift Filler + kwas hialuronowy, krem anti-age pod oczy - ten krem pod oczy jest fajny, produkt zakończony jest metalową końcówką, którą możemy wykonać masaż po nałożeniu produktu, co na pewno fajnie wpływa na stan skóry pod oczami, ale jakoś ciężko zauważyć wpływ na zmarszczki, bo to mnie jeszcze nie dotyczy.


  • Eveline, express face care, krem do twarzy pod prysznic - początkowo, jak zobaczył ten produkt byłam zachwycona. Myślałam sobie, że wow, zaoszczędzi mi to tyle czasu, ale genialny pomysł! Skończyło się tak, że za bardzo go nie używałam, jedyne co to po basenie, żeby trochę odratować i dodatkowo nawilżyć skórę. Ale i wtedy jakoś tak średnio działał, jakby nie do końca oddziaływał na skórę, dziwny i bezużyteczny u mnie ostatecznie.
  • Bioderma, spray do opalania - totalny niewypał, a drogi. Słabo się go używa, jakoś tak dziwnie się zachowuje na skórze, że gdzieniegdzie jest, gdzie indziej go nie ma no i jest strasznie tłusty.
  • Rival de Loop, płyn micelarny - o tym bublu pisałam wpis, więc jak chcecie to zapraszam do niego. Produkt jest straszny, nie zmywa żadnego makijażu, nie oczyszcza skóry, nie odświeża, a powoduje straszne łzawienie skóry, jeździł strasznie po twarzy i nie robił kompletnie nic!
  • Golden Rose, Make-Up Fixing Spray, utrwalacz makijażu - kolejny produkt, który nic nie robi. Miał fajnie utrwalać makijaż, a tu coś się stało z atomizerem i zamiast rozpylać fajną mgiełkę, to rozpyla dość skoncentrowany strumień płynu na twarz, który dosłownie dziurawi nam makijaż. A w miejscu tych dziurek automatycznie zmywa cały makijaż, czego nie da się w żaden sposób poprawić. Tragedia. 



A tutaj macie zestawienie wszystkich masek i próbek, które w końcu użyłam i w miarę ruszyłam z tym do przodu! W końcu! Zaczynając od bubli, to: Cettua, plasterki oczyszczające - na czoło oraz nos, jaki widzicie tych nie zużyłam. Leżały, leżały i w końcu stwierdziłam, że czas je wyrzucić, bo te które użyłam to za bardzo mnie nie zachwyciły., więc nie było parcia do używania Z kolei Cosnature, Naturkosmetik - kem pod oczy zapchał mnie przy pierwszym użyciu, co dziwne użyłam go lekko pod oczy i nagle pojawił się bolący wyprysk, masakra. Odstawiłam krem i problem zniknął w dwa dni, więc masakra, wyrzucam i koniec. Nie wiem czy próbka u mnie za długo leżała, czy co, ale no nie wyszło. Z kolei Dermacol, Subime DropFoundation, anti pollution fluid nie był zły. Jest to dla mnie nowość, taka próbka wystarczyła mi na dwa razy, ale produkt jest trochę za ciemny do mojej cery, a dodatkowo jeszcze zaczął ciemnieć, więc trochę skończyło się dramą, mimo że produkt sam w sobie może być fajny, ale kolor - niet.
Jeśli chodzi o Resibo. glow, rozświetlający krem do twarzy to on mi się spodobał, ale musicie być przygotowani na to, że on jest bardzo świecący i sprawia, że skóra się pięknie błyszczy i turbo promienieje. Lierac, krem do twarzy na dzień był świetny, piękny zapach i w ogóle wszystko grało, chociaż wiadomo użyłam tylko kilka razy, ale jak na tyle to spoko. A duet od Dermacol, HT 3D, hyaluron therapy, krem na dzień i na noc bardzo mi się spodobał! Pięknie pachniały te kremy i nie zapchały, nie uczuliły, nie podrażniły, a wszystko fajnie tutaj działało, ja jestem zachwycona i chętnie się skuszę na pełnowymiarowy produkt.
W przypadku masek użyłam: Mediheal Vita Maska wygłądzajaco-odświeżająca z kiwi i jabłkiem, a także Maska Mediental Energy Alpha i obie okazały się kozackie. Fajnie nawilżały, odżywiały, maski w płachcie ładnie leżały na twarzy, a w dodatku były bardzo mokre, myślę, że w niektórych sytuacjach starczyłyby nawet na dwa razy! więc czad.

Done! Dawajcie znać, jak Wasze denka!


Zadbana każda, nawet podrażniona skóra dzięki Dermacol

29 sierpnia 2019


Dzień dobry! CO tam, jak tam? Cieszę się, że ostatni wpis bardzo wam się spodobał, powiem szczerze, że ostatnio tak cisnę z recenzjami kosmetycznymi, że trochę cierpię na brak produktów do zrecenzowania, haha. Więc szykujcie się na to, że będzie coraz więcej wpisów niekosmetycznych, tym bardziej że bardzo dużo się u mnie zmienia, ja się zmieniam i powoli powoli zmieniają też mi się zajawki! Ale, na razie będzie jak najbardziej kosmetycznie.
Mam dla Was kolejny produkt marki Dermacol, mleczko do ciała z mocznikiem, który idealnie nadaje się na każde podrażnienia skóry, po nadmiernej ekspozycji na słońce, ale i na tatuaże! Zapraszam do czytania:

Dermacol, Urea Body Milk
Mleczko do ciała z mocznikiem (15%)


Mleczko do ciała zawiera mocznik [2], który jest korzystna dla wszystkich rodzajów skóry. Mocznik zapewnia intensywne nawilżenie i poprawia elastyczność skóry. Oliwa z oliwek [3] chroni skórę, czyni ją bardziej miękką i utrzymuje jej naturalny poziom nawilżenia. Szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia tłustej skóry. Skóra będzie pięknie zregenerowana, nawilżona i zmiękczona, a wszelkie podrażnienia zostaną złagodzone.
*Nie zawiera parabellów i silikonu.

Skład: Aqua, Urea [2], Olea Europaea Fruit Oil [3], Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate CItrate, Glyceryl Stearate, Ethylhexyl Stearate, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Tocopherol, Citric Acid, Tocopherol Acetate, Sodium Hydroxide, Carbomer, Parfum.

Sposób użycia: Nanieść odpowiednią ilość balsamu do ciała za pomocą delikatnych kolistych ruchów i pozostawić do wchłonięcia. Polecany do stosowania z innymi produktami Aqua Beauty.


Balsam, jak to balsam znajduje się w zwykłej tubce, z dość prostym wyglądem. Tubka biało różowa, bardzo fajnie mi się kojarzy i pasuje mi do głównego motywu Dermacolu. Pod światło widzimy, ile produktu zostało nam do końca, na opakowaniu też znajdziecie najważniejsze informacje po angielsku. Tubka zamykana jest na zatrzask, czasem mam wrażenie, że opakowania nie domknęłam, ale zaraz mam lekki problem z ponownym otwarciem, więc tutaj jest bardzo fajnie i solidnie. 
Konsystencja jest bardzo lekka i pasuje mi do mleczka. Produkt jest trochę rzadki, ale nie wpływa to na jakość produktu, za to dzięki temu niewielka ilość wystarczy, żeby nałożyć i wsmarować w całe ciało.
Zapach to jest coś, czego totalnie nie jestem w stanie ocenić. Jest trochę mocny, ale zarazem nie utrzymuje się długo na skórze i nie pachnie mi nim. Trochę jakby owocowy, trochę nie, totalnie nie wiem czym mi to pachnie. Ale ogólnie zapach nie jest brzydki, więc to najważniejsze.


Balsamu używałam codziennie po kąpieli, jak normalnego balsamu. Po tym, jak zrobiliśmy sobie z narzeczonym tatuaże w dalszym ciągu smarowałam się tym balsamem i nie patrzyłam, żeby omijać okolice tatuażu. Poza tym, kiedy za bardzo się opaliłam i byłam czerwona jak burak, to próbowałam wszystkiego, więc tak samo i wtedy ten balsam poszedł w użycie. Jak się sprawdził?
Jeśli chodzi o codzienne nawilżanie to balsam sprawdza się po prostu ekstra. Nawilża, wygładza, odżywia, nie mam problemów z suchymi skórkami, czy ze ściągniętą skórą. Wszystko jest tutaj bardzo poprawne, ale powiem szczerze, że ja mam tak z większą ilością balsamów. Nie mam problemu z bardzo suchą czy odwodnioną skórą, więc nie było efektu WOW. Fajnie się też sprawdził na podrażnioną skórę po goleniu czy po depilacji woskiem. Od razu dał skórze ulgę i sprawił, że było milej.


Tak, jak pisałam używałam go też codziennie na tatuaż. I po jakimś czasie dopiero zwróciłam na to uwagę, że skoro balsam świetnie działa na podrażnioną skórę po goleniu, to jak to wygląda z tatuażem? No i muszę przyznać, że tatuaż mi się bardzo szybko i rewelacyjnie zagoił, szybciej niż ten pierwszy, a miejsce teraz było bardzo podatne na dodatkowe podrażnienia. Nic się nie rozlało, w żadnym miejscu pigment się nie wykruszył ani nie zbledniał. Jako, że narzeczony pracuje na słońcu jego tatuaż był stale podrażniony i zaczerwieniony. Po użyciu tego balsamu problem zniknął bardzo szybko! Balsam lepiej radził sobie skórą tak podrażnioną niż Bepanthen polecany przez tatuażystów. Więc jeśli o to chodzi, to naprawdę balsam zdziałał cuda i zregenerował skórę w trybie natychmiastowym.
Przechodząc do opalania się, to balsam tak samo świetnie sobie radził z opaloną i zaczerwienioną skórą. Podobnie jak balsamy typowe 'po opalaniu'. Czuć było ulgę, skóra była ładnie nawilżona i odżywiona i nie schodziła skóra, więc ekstra!


Balsam możecie znaleźć w internecie, w dwóch pojemnościach 250 ml, jak i 400 ml. Cenowo standardowo przedstawia się różnie, jak dobrze poszukacie to kupicie większą pojemność za niecałe 25 zł. A produkt jest bardzo wydajny, nadaje się do wielu różnych zastosowań. I mi trochę szkoda, że tak późno odkryłam jego inne zastosowania, i trochę go zmarnowałam na zwykłe codzienne balsamowanie się. Nie zrozumcie mnie źle, ale moja skóra nie wymaga tak mocnego codziennego nawilżania, jakie daje to mleczko. Dlatego bardzo go polecam dla osób, które cierpią na suchą i odwodnioną skórę, będziecie bardzo zadowoleni! Mogłam go oszczędzać, ale na pewno kupię sobie jedno opakowanie, które przyda się na silne podrażnienia i do czasu do czasu balsamowanie się. Więc bardzo go polecam, balsam do wszystkiego i do zadań specjalnych!