Nawodnienie skóry suchej i odwodnionej dzięki Serum od Dermedic

15 maja 2018


Dzień dobry! Jak wasze samopoczucie? Osobiście muszę przyznać, że nigdy nie czułam się lepiej i nigdy nie byłam szczęśliwsza. Pogoda nas rozpieszcza w maju, jest wakacyjnie, ciepło, słońce świeci, a chwilowy deszcz czy ulewy kompletnie mi nie przeszkadzają, a nawet fajnie spaceruje się w takich okolicznościach. Aż się chce, chce się działać, chce się coś robić, a mnie cieszy fakt,że większość uwagi skupiam na ludziach i cudownych chwilach, a nie na telefonie i social media. Odcinam się coraz bardziej i wychodzi mi to na dobre. A Wy? Co działacie w taką pogodę?
W ostatnim czasie pokochałam używanie serum do twarzy, więc obecnie testuję przeróżne sera w różnych okolicznościach. Nie mam usystematyzowanego sposobu stosowania serum, czasem rano, czasem wieczorem, pod maskę/glinkę albo po prostu w ciągu dnia ot tak o. Jeżeli jesteście ciekawi, jak sprawdziło się serum od Dermedic to czytajcie dalej!

Dermedic, Hydrain3 Hialuro
Serum nawadniające
twarz, szyję i dekolt


Serum jest zalecany do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej w stanach mocnego przesuszenia do kuracji codziennej lub zamiennie z kremem z serii Hydrain3 Hialuro, jako wzmocnienie pielęgnacji podstawowej. 
Serum nawadniające zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, ujędrnia i chroni przed przedwczesnym starzeniem, odczuwalnie wygładza skórę. Serum zawiera olej migdałowy z dużą zawartością kwasu oleinowego oraz linolowego ze szczególnie silną zdolnością zmiękczenia naskórka i wzmacniania lipidowej bariery ochronnej skóry. Poza tym, witamina E wzmacnia działanie antywolnorodnikowe preparatu. Velvesil tworzy delikatny jedwabisty film na skórze wygładzający drobne nierówności. Serum posiada wzmocniony, skoncentrowany system przeciwstarzeniowy dzięki zawartości kwasu hialuronowego, który w 15% stężeniu powoduje 57% wzrost nawilżenia skóry po 15 minutach od nałożenia preparatu i aż 43% nawilżenie nawet po 2 godzinach od aplikacji.

*Dostosowania na noc i na dzień. *Nie zatyka porów. *Skoncentrowana ilość składników aktywnych. *Delikatna konsystencja doskonała pod makijaż.

Skład: Aqua, Sodium Hyaluronate, Hydrogenated Polydecene, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Amygdalus Dulcis Oil, Squalane, Ccyclopentasiloxane,C30-45 Alkyl Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Glyceryl Polymethacrylate, Glycoprotein, Faex Extract, Aleuritic Acid, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum.

Sposób użycia: nanieść na twarz, szyję i dekolt równomierną warstwę preparatu i pozostawić do wchłonięcia.


Serum przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu, buteleczka w środku jest bardzo dobrze zabezpieczona. Na opakowaniu znajdują się wszystkie najważniejsze informacje, dzięki czemu sama buteleczka jest utrzymana w stonowanym i estetycznym stylu, z niewielką ilością napisów, co bardzo mi się podoba. Niebieska buteleczka fajnie chroni serum przed światłem, a i widzimy na bieżąco zużycie. Ponadto mamy dołączoną pipetę do buteleczki, więc bardzo łatwo, szybko i przyjemnie można odmierzyć idealną ilość serum na twarz. U mnie jedna pipeta w zupełności wystarcza na twarz, szyję oraz dekolt.


Serum ma lekko wodnistą konsystencję, ale nierozlewającą się. Nie mam problemów z nałożeniem serum na twarz, staram się robić to dotykając dłońmi twarzy, tak żeby dodatkowo nie pocierać jej,ale wiadomo różnie to wychodzi. Jak pisałam wyżej, jedna pipeta jest wystarczająca na całą aplikację, a mimo to wydaje się, że nakładam spora ilość serum na skórę, ale nie mam na myśli, że jest jej za dużo. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia po sobie tłustego filmu, więc nie ma problemu z nakładaniem kolejnych produktów na twarz, co bardzo mi odpowiada. Poza tym, serum pięknie pachnie, śwież,lekko owocowo, trochę kwiatowo, ale zapach jest bardzo intensywny i pobudzający.
Efekty są widoczne już od pierwszej aplikacji. Twarz jest dużo fajniejsza,milsza i gładsza w dotyku. Wydaje się być niesamowicie nawilżona i odżywiona, co również przekłada się na to, że wygląda dużo zdrowiej. Nie zawsze nakładam krem na noc po serum,bo nie ma aż takiej potrzeby. Serum wystarczająco dobrze sobie radzi z różnymi podrażnieniami, a także świetnie nadaje się na opaloną skórę, daje ukojenie i idealne nawilżenie skóry.


Oczywiście, bardzo polubiłam się z tym serum. Dla mnie jest cudowne i działa niesamowicie dobrze, nawilża, odżywia, wygładza skórę i sprawia, że wygląda bardzo zdrowo i, promiennie. Skóra po użyciu tego serum jest naprawdę w świetnym stanie i nie mam mu nic do zarzucenia Jest niesamowicie wydajne, stosuję je już ponad 2 miesiące, a została mi ponad połowa buteleczki, więc wynik bardzo dobry. Jeżeli jesteście ciekawi tego serum zapraszam tutaj, w Internecie można je już zakupić za ok. 30zł, co nie jest wcale wygórowaną kwotą, a powinnyście być zadowolone!

Używacie serum, czy pomijacie ten krok w Waszej pielęgnacji? Dajcie znać!


Biopha Organic, naturalnie bielsze zęby!

13 maja 2018


I kolejna weekend za nami :). Jak spędziliście weekend, co robiliście ciekawego? U mnie jak zawsze jeżdżenie w te i we w te. Byliśmy na grillu u rodziców, Ci z Was co mnie śledzą w social media widzieli, że siedzieliśmy przy choince, ale co to przeszkadza, jak dawała dobre światło :D. A tak to błogi chill. Powiedzcie mi jak często dajecie sobie czas na wytchnienie, odkładacie telefon, wyłączacie telefon? Ja ostatnio w weekendy wyłączam się na maksa i służy mi to niesamowicie! Także od dziś skupiamy się na chillu!
Dziś mam dla Was nową recenzję produktu od https://www.ekodrogeria.pl a mianowicie o wybielającej paście do zębów marki Biopha Organic :)


BioPha naturalnie wybielająca pasta do zębów


Wybielająca pasta do zębów Biopha posiada certyfikat Ecocert, ma na celu wzmocnić szkliwo i odzyskać naturalną biel zębów. Została wzbogacona o sodę oczyszczoną oraz minerały, które w naturalny sposób polerują zęby i usuwają z nich osad, a wyciąg z mięty oraz chlorofilu sprawia, że oddech jest odświeżony na długo.

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Mentha Piperita Leaf Water, Xanthan Gum, Titanium Dioxide, Sodium Lauryl Sulfate, Aroma, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sodium Fluoride, Sodium Bicarbonate, Sodium Hydroxide, Mentha Veridis Leaf Oil.

98% składników pasty jest naturalne
18% pochodzi z gospodarstw ekologicznych
Pasta nie zawiera parabenów, fenoksyetanolu, silikonów. Nie jest sztucznie barwiona. Nie zawiera pochodnych chloru i nie jest na bazie chloru. Nie zawiera składników GMO.

Sposób użycia: szczotkować zęby przez minimum trzy minuty po każdym posiłku. Po myciu usta należy przepłukać wodą. Dzieci do 6 lat powinny na szczoteczkę nakładać nie więcej pasty niż ziarnko grochu oraz stosować tylko i wyłącznie pod nadzorem dorosłych. Jeżeli przyjmujesz fluor z innych źródeł, skonsultuj z lekarzem stosowanie pasty fluorowej. Nie połykać i przechowywać w temperaturze pokojowej.

Testuję sporo różnych past wybielających, jak chyba większość osób obecnie. Każdy marzy o bielszym i piękniejszym uśmiechu. Zazwyczaj sięgam po te drogeryjne pasty, które są łatwo dostępne, a teraz pierwszy raz mam przyjemność testować coś bardziej naturalnego, bez tych wszystkich nadmiernych dodatków.


Pasta znajduje się w nietypowym, jak na pastę do zębów, opakowaniu. Tubka bardziej przypomina mi jakiś krem do rąk czy inny produkt, dlatego na początku nie mogłam się też przestawić na to, żeby sięgać właśnie po nią, myjąc zęby. Na lekko prześwitującym opakowaniu mamy wszystkie najważniejsze informacje. Zamknięcie jest bardzo solidne.
Konsystencja pasty Biopha Organic jest trochę bardziej gęsta od innych past, typowo fluorowa. Zapach jest bardzo mentolowy i, co mnie bardzo zaskoczyło, - mega naturalny i taki prawdziwy, czego się nie spodziewałam.


Jeżeli chodzi o działanie pasty, to ja jestem bardzo z niej zadowolona. Dobrze myje zęby. Faktycznie da się odczuć, że są jakby wypolerowane, a od kiedy korzystam z tej pasty nie zauważyłam u siebie problemów z kamieniem czy próchnicą, więc na pewno dobrze je oczyszcza. Zęby są lekko bielsze, ale pamiętajmy, że pasta nie ma na celu wybielić naszych zębów, tylko przywrócić ich naturalny odcień. Pasta z Biopha Organic również odświeża oddech na długi czas, czego bym się nie spodziewała po naturalnym produkcie bez dodatkowych ulepszaczy. Jestem bardzo zadowolona!




Denko - kwiecień 2018r.

10 maja 2018


Z opóźnieniem, ale halo halo przychodzę z denkiem! Kosmetyki wylatywały już z mojej denkowej torebki, więc czas najwyższy się za to wziąć i ogarnąć, opisać i wyrzucić. Trochę tego wyszło w tamtym miesiącu,ale co miesiąc jestem w szoku, że tyle tych kosmetyków mi idzie. Zawsze się obawiałam, że o zrobię denko - zużyję 2-3 produkty maks, a to idzie i idzie, jak woda - co miesiąc. Nie byłam tego świadoma, dopóki nie zaczęłam właśnie robić denka. Jak wasze zużycia w zeszłym miesiącu? Zapraszam do zapoznania się z moimi!


Batiste, suchy szampon do włosów, dla szatynek - szampon zdecydowanie ratuje mnie w dni, kiedy kompletnie nie mam czasu na umycie włosów albo po prostu nie mam za bardzo, gdzie wyglądać ładnie, a dla własnego dobrego samopoczucia, chcę się czuć okej. Szampon genialnie odświeża włosy, nadaje im objętości i sprawia, że wyglądają lepiej. Dodatkowo, ta wersja dla szatynek nie wybiela mi włosów i nie mam żadnej siwizny, więc bardziej wolę tę wersję ;).

BeBeauty,płatki kosmetyczne - niby płatki, jak płatki, ale powoli przekonuję się, że zawsze wracam do tych, bo są po prostu najlepsze. Nie rozdwajają się, są fajne i miłe w dotyku (wiecie, niektórzy nie mogą dotyku waty), fajnie zmywają makijaż, nie wchłaniają za dużo produktu, więc bardzo mi pasują.

Alterra Naturkosmetik,szampon nawilżający, bio-owoc granatu & bio-aloes - jak zawsze, szampony przeze mnie uwielbiane i chyba prędko z nich nie zrezygnuję. Nic się z nimi nie równa, doczyszczają i domywają wszystko; oleje, odżywki, olejki itp.

Dermacol, oczyszczający płyn micelarny z kwasem hialuronowym - bardzo się polubiłam z tym płynem micelarnym i jestem właśnie w trakcie zużywania kolejnej buteleczki. Fajnie zmywa makijaż, nie podrażnia, nie uczula, nawet mnie w oczy nie szczypie, więc spory plus za to. Buteleczka jest dosyć spora i tym bardziej wydajna. Mi się bardzo dobrze go używa i czuję, że jednocześnie pielęgnuje moją skórę, więc jestem bardzo zadowolona.

Isana, zmywacz do paznokci - to jest dla mnie produkt tak wydajny, że masakra, w dodatku cena mnie powala na kolana, bo jest niesamowicie śmieszna, a zmywa lakier rewelacyjnie. Czego chcieć więcej? Niczego, bo te zmywacz da Wam wszystko, czego potrzebujecie.

Schwarzkopf, Glisskur, Fiber Therapy, odżywka ekspresowa w sprayu - kolejny produkt kultowy już na tej liście. Stosuję te odżywki od zawsze i będę już zawsze. Fajnie odżywiają włosy, pięknie pachną, są tanie, wydajne, odżywiają włosy między myciem, olejowaniem i maskami i pomagają mi utrzymać włosy w bardzo fajnej kondycji na bieżąco.

Venus, nawilżająca, pianka do golenia - pianki do golenia od Venus to są też produkty, po które sięgam zawsze. Moja ulubiona wiśniowa zniknęła mi z pola widzenia,więc teraz sięgam po jakiekolwiek wersje, ale tej marki i zawsze jestem zadowolona. Pachną ładnie i pomagają w goleniu.

Hean, peeling cukrowy do ciała, limonka, żeń-szeń - o te peelingi do ciała są cudowne! Są dwie wersje, a ja się czaję już jakiś czas, żeby napisać ich recenzje. Pięknie pachną te peelingi, są śmiesznie tanie, a tak cudownie gruboziarniste, że ja się rozpływam  za każdym razem, kiedy ich używam! Uwielbiam i jeśli jeszcze ich nie znacie, to koniecznie po nie sięgnijcie!

Garnier, płyn micelarny 3w1 - kolejny dobry, fajny płyn micelarny, który jest łatwo dostępny, co jest ego sporym plusem. Fajnie zmywa makijaż, ładnie i orzeźwiająco pachnie i nie mam mu nic do zarzucenia. Często do niego wracam.

Lirene, skarpetki regenerujące, dwustopniowy zabieg wygładzający - wiecie, że ja nie przepadam do końca za pielęgnacją stóp, więc muszę się ratować takimi silnymi środkami, które jednorazowo potrafią zdziałać cuda. Te skarpetki są genialne! Cudownie nawilżają i regenerują skórę stóp, sprawiają, że są gładkie, miękki i miłe w dotyku, właśnie takie jakie powinny być na lato! Bardzo je wam serdecznie polecam!


Femfresh, płyn do higieny intymnej, Everyday Care Daily - ten płyn do higieny intymne dostałam kiedyś ot tak o w drogerii do jakichś zakupów. Nie znam kompletnie marki i chyba nie poznam, bo płyn jak płyn. Dobrze mył i odświeżał, ale nic więcej. Chociaż największym jego plusem było zdecydowanie opakowanie, które było niewielki i łatwo do przewożenia.

Yves Rocher, woda toaletowa Un Matin Au Jardin, róża - jeżeli chodzi o zapachy to głównie polegam na Yves Rocher, gdzie większość perfum dostaję za darmo do jakichś większych czy nawet mniejszych zakupów. Mega mi się to podoba, bo dzięki temu odkryłam parę naprawdę świetnych zapachów i muszę chyba uzupełnić zapasy, bo powoli powoli nie mam czym pachnieć ;D. Te różane miały bardzo fajny zapach, są super wydajne i utrzymują się na skórze bardzo długo. Ale jednak ten zapach nie do końca do mnie przemawia na tyle, żebym skusiła się na kolejną buteleczkę.

Maroko Sklep, Słodycz migdałów, nawilżający balsam do ciała z masłem shea i olejem migdałowym - balsam miał fajny zapach, super opakowanie, z pompką, w miarę nawilża i odżywia, nie jest to jakieś ekstra hiper wow efekt, ale jest taki w miarę znośny. Może kiedyś wrócę do innej wersji z czystej ciekawości;)

Dermacol, relaksacyjny żel pod prysznic, z olejem kokosowym - ten żel pod prysznic nie był aż tak cudowny idealny, jak moja ukochana winogronowa wersja, ale zapach i tak był mistrzowski. Tak cudownie kokosowy, że dla fanów kokosa to będzie rewelacja. Ale niestety tuta opakowanie było tak ciężkie we współpracy, że masakra, strasznie ciężko było wycisnąć z niego produkt.

Barwa Ziołowa, Szampon pokrzywowy do włosów przetłuszczających się - ten szampon był bardzo średni,nie pomógł w problemie przetłuszczających się włosów, nie zrobił kompletnie nic, więc straszni zwyklak. Bo wiadomo,zapach ładnym,fajnie się pienił i dobrze mył włosy, ale obietnica producenta niespełnione.

Joanna, Tradycyjna receptura, szampon normalizujący, chmiel i drożdże piwne - i tutaj mamy powtórkę z rozrywki, czyli to samo co wyżej. Nie zrobił kompletnie nic z tego, co miał, a szkoda.

Pantene, odżywka do włosów, oczyszczanie i odżywianie - ta odżywka z kolei była dosyć spoko. Miała naprawdę obłędny zapach i fajnie wygładzała włosy, lekko je odżywiła i nawilżyła, ale nie były to jakieś efekty wow.


W końcu trochę próbek! Ale tak to jest, jak w końcu miałam okazję ruszyć dupę i gdzieś pojechać, a wiadomo, że na wyjazdy niema nic lepszego niż próbki. Byłam w Warszawie na konferencji Meet Beauty i parę dni w Zakopanem, więc trochę próbek udało mi się zużyć (i przy okazji zgubić, więc byłoby ich więcej, ale no nic). Jak widzicie rzuciłam się na markę Sylveco, Vianek i Biolaven, tych próbek mam najwięcej, więc musiałam je w końcu zabrać ze sobą. Vianek, odżywczy krem do twarzy na dzień z ekstraktem z korzenia cykorii okazał się być bardzo ciekawym kremem, który fajnie odżywia skórę, a zarazem lekko ją matuje, więc pod makijaż sprawdza się genialnie. I dokładnie to samo mogę powiedzieć o tym Biolaven, krem do twarzy na dzień - z tym, że ten krem był mimo wszystko trochę cięższy i taki bardziej treściwy niż Vianek, ale i tak spoko. Jeżeli chodzi o kremy na noc to: Vianek, intensywnie nawilżający krem do twarzy na noc z ekstraktem z robinu akacowej oraz Vianek, wzmacniający krem do twarzy na noc z ekstraktem z kasztanowca - oba kremy super nawilżały i odżywiały skórę przez całą noc, cudownie działając na moje podrażnienia i czerwoną skórę, z którą zawsze mam problem, kiedy jestem chora.Skóra rano była fajnie nawilżona i miękka, więc kremy bardzo zdały egzamin. Egzamin zdały też kremy pod oczy: Vianek, nawilżający krem pod oczy z ekstraktem z lnu oraz Sylveco, łagodzący kem pod oczy - fajnie działały i pomogły utrzymać mi dobre nawilżenie cienkiej skóry pod oczami, ale nic więcej powiedzieć o tych kremach nie mogę, bo ile to jest kilka wieczorów. I jedyny rodzynek to właśnie Palmers, balsam do ciała czekoladowy, który pachnie tak cudownie czekoladowo, że nie mogłam wytrzymać i nie tylko a, bo kilka osób w trakcie konferencji mnie pytało właśnie co takiego pachnie czekoladą.

No i przebrnęłam i Wy też, podziwiam, bo trochę tego było i trochę się męczyłam z tym wpisem, także piszcie w komentarzach, jak wasze zużycia! I do następnego! <3


Pobudzający prysznic dzięki Bentley Organic palmarosa i pomarańcza

05 maja 2018


Dzień dobry Kochani! Co u Was?Majówka nas rozpieściła swoją pogodą totalnie! Słońce grzeje, jest mega ciepło i ja mam wrażenie, że są wakacje. W sumie nie ma co się dziwić; wróciłam z Warszawy z Meet Beauty, pochorowałam się, pojechałam do Zakopanego, potem na szybko do Krakowa, a dzisiaj - lecimy na Spotkanie Cudownych Podkarpackich Blogerek do Rzeszowa! Już się nie mogę doczekać, bo z częścią dziewczyn widziałam się na Meet Beauty, ale niektórych nie widziałam bardzo długo! Także nadrobimy dzisiaj wszystkie ploteczki. Ja co prawda wypadłam z obiegu i w przyszłym tygodniu będę nadrabiać wszystko na blogu i na instagramie, ale damy radę! Mały update też zrobię, bo dużo się ostatnio w moim życiu zadziało, także stay tunned!
Ja lecę się zbierać i ogarniać, a Was zapraszam na recenzję! Dzisiaj będę mówić o wegańskim i certyfikowanym żelu pod prysznic z palmarosą i pomarańczą, który ma za zadanie nas pobudzić od Bentely Organic!

Bentley Organic, Skin Blossom
pobudzający żel pod prysznic
z palmarosą i pomarańczą


Pobudzający żel pod prysznic z serii Skin Blossom. Energetyzujący zapach świetnie sprawdzi się o poranku. Żel pod prysznic z palmarosą i pomarańczą ma na celu nawilżyć oraz oczyścić skórę. 

Produkt certyfikowany wegański, o wysokiej koncentracji ekstraktu z pomarańczy.

Skład: Aqua, Cocoamidopropyl Betaine, Sodium Coco-Sulfate, Decyl Glucoside, Coco-Glucoside, Benzyl Alcohol, Glycerin, Sodium Chloride, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Parfum, Limonene, Sucrose, Laurate, Sodium Benzoate, Dehydroacetis Acid, Tocopherol, Citric Acid, Cymbopogon Martinii (Palmarosa), Pelargonium Graveolens (Rose Geranium) Flower Oil, Geraniol


Żel pod prysznic znajduje się w białym nieprześwitującym opakowaniu z pompką, którą można zablokować, co wiadomo jest ogromnym udogodnieniem. Na opakowaniu są wszystkie najważniejsze informacje. Dzięki pompce bardzo wygodnie dozuje się produkt na myjkę. Na raz wyciskam 2-3 pompki, bo żel słabo się pieni, a ja lubię pianę, ale tak ogólnie - jedna wystarczy. Plus często się zdarza, że żel ucieka mi z myjki, dlatego wolę sobie więcej wycisnąć "na zaś".
Konsystencja nie przypomina zwykłych i standardowych żelów pod prysznic, jest bardziej zbita, gęsta, lekko glutowata i pewnie dlatego czasem skapnie z myjki.
Zapach mi za bardzo nie podchodzi - pachnie mi gorzkimi pomarańczami, nie w moim stylu, ale skład nie jest niczym podrasowany, to pewnie dlatego. Kwestia przyzwyczajenia, ale nie jest dla mnie energetyzującym i pobudzającym zapachem.


Działanie żelu jest dobre, jak to żelu. Od nich wymagam tego, żeby fajnie umył ciało i nie wysuszył go. To robi; dobrze myje i oczyszcza skórę, która po prysznicu jest miękka, gładka i miła w dotyku. Czasem po kąpieli odczuwam lekkie ściągnięcie skóry, ale nie zawsze. Balsamu staram się używać po każdym prysznicu, ale jak czasem mi się zapomni, bo też nie mam problemów z suchą skórą. Nie podrażnia, nie uczula i nie wysusza.


Dla mnie żel przede wszystkim ma pięknie pachnieć i nie wysuszać skóry. Drugie się zgadza, ale pierwsze nie do końca. Zapach mi bardzo nie podpasował, dlatego ja do tego produktu już nie wrócę, bo mi musi pachnieć. Ale cała reszta jest jak najbardziej w porządku - nie podrażnia i nie wysusza. Poza tym, produkt będzie ideałem dla fanów organicznych i wegańskich produktów, bo ten taki jest na pewno.

Dajcie mi znać, czy znacie markę Bentley Organic? Bo ja pamiętam, że miałam kiedyś równoważące mleczko do ciała, którego zapach też nie do końca mi się podobał, ale to jak nawilżał skórę, to był sztos! Więc marka na pewno warta polecenia ;).


Cheers! naturalnie na zdrowie z Vitaminą C

29 kwietnia 2018


Witam Was ponownie! Mamy weekend, więc dawajcie mi znać co robicie i jakie macie plany! A jeżeli ktoś z Was jest w Zakopanem to dawajcie mi znać, bo ja tu jestem i może uda się spotkać, zrobić coś razem - fajnie by było! Jak coś to zapraszam na mój instagram, gdzie sporo górskich, tatrzańskich rzeczy się pojawia. Wiecie, że kocham Tatry i to moje małe miejsce na świecie, więc możecie się domyślać, że jestem tu najszczęśliwsza.
Kończąc moją ekscytację oraz radość, zapraszam Was dzisiaj na recenzję suplementu diety - Vitamina C marki Cheers! Naturalnie na zdrowie! 

Cheers, Vitamina C
suplement diety


Witamina C jest najbardziej znaną i niezbędną organizmowi do właściwego funkcjonowania witaminą. Jej działanie nie tylko wspiera układ odpornościowy, ale również bierze udział w produkcji kolagenu, przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania zębów, dziąseł, chrząstek i kości. Dobrze wpływa również na naczynia krwionośne. Zawiera również kwas elagowy oraz selen, nie posiada żadnych sztucznych dodatków, barwników oraz konserwantów. Są najwyższej jakości wegetariańskimi kapsułkami HPMC bez substancji żelujących. 
Poza tym, dzika róża przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu trawiennego, nerek i pęcherza moczowego. Dodatkowo acerola redukuje uczucie zmęczenia oraz pomaga chronić komórki przed stresem oksydacyjnym. Bioflawonoidy cytrusowe zwiększają potencjał antyoksydacyjny wit. C i wspomagają proces jej wchłaniania.

*wzmacnia kości i stawy *wzmacnia naczynia krwionośne *zwiększa odporność organizmu *wzmacnia dziąsła i zęby
Witamina C produkowana przez Cheers pochodzi jedynie z najlepszych i naturalnych źródeł; zapewniając najszersze spektrum działania i najwyższą przyswajalność. Zalecana dzienna porcja do spożycia wynosi 3 kapsułki - popić ok. 300 ml wody, najlepiej podczas posiłku.

Skład: ekstrakt z owoców dzikiej róży; otoczka kapsułki - hydroksypropylometyloceluloza, ekstrakt z owoców gorzkiej pomarańczy; ekstrakt z owoców aceroli; ekstrakt z owoców pomarańcz słodkie;ekstrakt z nasion granatu właściwego, mąka ryżowa; drożdże wzbogacone w selen.


Swojego czasu faszerowałam się przeróżnymi suplementami, co wiadomo nie wyszło mi na dobre i zaczęłam czuć się po nich strasznie źle, więc na dłuższy czas przestałam brać jakiekolwiek tabletki. Niestety jestem świadoma tego, że moja dieta nie jest taka jaka być powinna i brakuje mi sporo witamin i innych minerałów, bo nie dość, że nie przepadam za gotowaniem to też za bardzo nie dbam o to, co jem; nigdy nie mam czasu i tak się potem kończy na czymkolwiek. Dlatego postanowiłam skusić się na przetestowanie suplementu diety marki Cheers! W końcu na zdrowie to musi być dobrze i naturalnie i zdrowo.


Suplement znajduje się w sporym opakowaniu, w którym jest 90 tabletek. Przy stosowaniu trzech dziennie powinno wystarczyć nam na miesiąc. Jako, że nie przepadam za tabletkami i jestem kiepska w systematyczności staram się brać co najmniej jedną dziennie, maksymalnie dwie - zależy jak wyjdzie i jak się uda. Tabletki są dosyć spore, ale nie mam problemów z ich połknięciem, wystarczy popić dużą ilość wody i wszystko gra. Wszystkie te suplementy mi nie pachną za bardzo i te też nie powalają.


Od kiedy zaczęłam brać suplement Cheers Vitaminę C, zaczęłam czuć się lepiej. Moja odporność jest i tak słaba, ale muszę przyznać, że czułam się zdrowsza, miałam więcej energii i po prostu wszystko było lepsze. Zauważyłam też, że skóra wyglądała zdrowiej, była bardziej promienna i żywsza. Jako blogerka kosmetyczna dbam o siebie bardzo od zewnątrz, nakładam różne kremy, maski itd., ale często zapominam własnie o tym, że dbanie od wewnątrz jest nawet ważniejsze! Ten suplement Cheers! pomaga mi utrzymać się w dobrej kondycji, a że ostatnio bardzo dużo ćwiczę i dbam o wysiłek fizyczny to witamina C bardzo mi się przydaje i pomaga w regeneracji.


Suplement wydaje się być drogie, kosztuje 120zł za miesięczną kurację - 90 kapsułek. Przy moim rzadszym stosowaniu opakowanie wystarcza mi na dłużej. Ja jestem bardzo zadowolona, zauważyłam sporą różnicę w samopoczuciu, które jest teraz dużo lepsze, czuję się zdrowsza i mam więcej energii. Dotarło do mnie, że dbanie o siebie od wewnątrz jest równie ważne i zaczęłam też przy okazji pić dużo więcej wody, więc wszystko wyszło mi na dobre! Polecam, bo produkt jest godny wszystkiego!