Dlaczego propsuję aktywność fizyczną

14 sierpnia 2018



Hej! Ostatnio mam masę energii, którą spożytkuję w przeróżny sposób. Sprzątam, ogarniam, wyrzucam, planuję i wróciłam do w miarę regularnych treningów. Piszę 'w miarę', bo nie mam ustalonych konkretnych dni, w które muszę ćwiczyć, ale jak mam dłuższą chwilę i mogę się ruszyć, to czego nie? Moim małym celem i jestem zadowolona jeżeli udaje mi się ćwiczyć minimum 3 razy w tygodniu. Jeżeli częściej to jeszcze lepiej! Ale to też działa w drugą stronę, jeżeli zrobię jeden trening w tygodniu trudno, fajnie, że chociaż jeden dzień udało mi się ruszyć tyłek. Bez spiny!
W sumie bycie fit jest cały czas na topie, a od kilku lat siłownie są oblężone nie tylko po Sylwestrze, ale wiem, że sporo jest jeszcze osób, które chciałyby zacząć, ale zawsze znajdzie się jakaś wymówka, odkładamy to na kolejny tydzień, miesiąc albo w ogóle kolejne stulecie. Znam to. Sama chodziłam na siłownię, karnet miałam jakieś 2-3 lata, a były miesiące, że nie pojawiałam się tam ani razu, bo COŚ. Więc będę mówić ze swojego doświadczenia; dlaczego ja ćwiczę, co mi to dało i jak się zmotywowałam, do czego zainspirowały mnie ostatni zakup, buty, które idealnie nadają się do ćwiczeń.


Dlaczego postanowiłam ćwiczyć?

Od zawsze byłam ruchliwym dzieckiem. W szkole jeździłam na wszystkie możliwe zawody, nawet w znienawidzoną prze ze mnie piłkę ręczną. Jakoś tak wychodziło. Potem pokochałam pływanie i siatkówkę, mocne treningi trzy razy w tygodniu, a na wakacjach obozy sportowe to było coś na co czekałam. Uwielbiałam to! Ale wiadomo, nie było to na tyle profesjonalne, że przetrwało i tak w liceum się zasiedziałam. Za dużo nie robiłam, bo mi się nie chciało, a najlepszym treningiem dla mnie było przetańczenie w klubie całej nocy w weekend. #zdrowo Ale w końcu zatęskniło mi się za jakimś ruchem.
Poza tym, ciało się zmieniało... Co prawda nigdy nie byłam gruba, taka budowa ciała, jestem niska, drobna i tragedii nie ma, ale nie mam ciała jak laski z instagrama. A fajnie byłoby takie mieć i to jest jeden z tych powodów, dla których ruszam swoje cztery litery  zapisałam się na studiach na siłownię. Ruch był, co prawda amatorski, ale było fajnie.
W tamtym roku moje życie zmieniło się o 180 stopni. Przeprowadzka z Lublina, drastyczne zmiany w życiu prywatnym, a dla mnie był to sygnał, że jest to idealny moment na jeszcze większą zmianę swojego życia. Chciałam być z siebie dumna, zadowolona i wtedy dotarło do mnie, że nie mogę uzależniać swojego szczęścia od osób trzecich, a nawet drugich i że jeżeli nie będę szczęśliwa sama ze sobą, to nikt inny tego prawdziwego szczęścia mi nie zagwarantuje. I bach, ćwiczyłam w domu.
Inna sprawa, która ma znaczenie cały czas to mój siedzący tryb życia i praca jaką wykonuję. Jestem tłumaczem, korepetytorem no i blogerką! Większość czasu siedzę, poza tym mieszkam w mieście, więc wszędzie mam blisko, nawet jeżeli chcę pojechać gdzieś dalej np. do Rzeszowa, to i przystanek mam pod nosem. A najgorsze co może być to zasiedzieć się - człowiek flaczeje, rozleniwia się i tak leci dzień za dniem.


Jak się zmotywowałam?

Okej powody, dla których zaczęłam ćwiczyć są, ale to nie jest jeszcze wystarczające, żeby podnieść tyłek i się ruszyć. Mówić można wiele, ale żeby przejść do czynów to totalnie inna kwestia.
Najbardziej motywujący są dla mnie inni ludzie. Na siłownię zapisałam się, bo moja dobra koleżanka chodziła i mnie namówiła. W domu widziałam regularnie ćwiczącą siostrę, a obecnie mam narzeczonego, który też o siebie dba, a wiadomo, że chcę mu się podobać. Poza tym, instagram - kopalnia motywacji, dobrych dupeczek, które pokazują, że się da, a jak komuś się udaje, to dlaczego mi miałoby się nie udać?
Ja też objęłam inną strategię. Zaczęłam kupować; maty, buty, legginsy, stepy, obciążenia, koszulki i wszystko, co tylko mogło mi się przydać. A jak już wydałam na to pieniądze to głupio byłoby, żeby to leżało i się kurzyło. Jestem estetką, lubię rzeczy ładne, dlatego nie oszczędzałam ani na sprzęty ani na ciuchy Bo jak mi miło i przyjemnie się na coś patrzy albo mam na sobie super spodnie i top z motywującym napisem, to ćwiczenia same się robią!
Przy okazji, buty są bardzo ważną rzeczą. Ja znalazłam swoje idealne na Footway - Nike  Air Max. Są niesamowicie wygodne, lekkie i nogi same w nich się ruszają i prują do przodu. Mega wygodnie mi się w nich ćwiczy, chodzi, spaceruje i po prostu żyje. Mogę w nich nawet spać, bo tak bardzo je pokochałam. Przy okazji, powiem Wam, że buty na Footway są czasem tańsze niż na polskich stronach, a przesyłka dociera do Was zdecydowanie szybciej niż z polskich sklepów. Buty są wysyłane ze Szwecji i dotarły do mnie praktycznie w jeden weekend, więc też szybciej niż z polskich sklepów.
Ważne jest też znalezienie sobie treningów na yt, które Wam podpasują i z przyjemnością będziecie z nich korzystać. Jeżeli dobrze poszukacie znajdziecie coś dla siebie. Na yt znajdują się treningi 5-, 20-, 40-, 60- czy 90-minutowe treningi; cardio, tabata, taneczne, z elementami kick-boxingu czy typowo siłowe. Przygotowuję dla Was wpis, gdzie podzielę się z moimi ulubionymi :)
A jeżeli nie przepadacie za takimi treningami w domu na maksa polecam Wam basen albo squasha.


Co mi dają treningi i ćwiczenia?

Satysfakcję i radość. I to jest najbardziej ciesząca mnie rzecz. Wiadomo, że się nie chce, jesteśmy tylko ludźmi, fajnie jest leżeć i nic nie robić, ale mimo wszystko przeżyć życia w taki sposób nie chcę. A każdy skończony trening, zmęczenie i ból w mięśniach jest dla mnie sygnałem, że coś robię dla siebie, żeby czuć się lepiej. 
Zdrowie to kolejny czynnik, który też ma ogromne znaczenie. Zazwyczaj chorowałam raz w miesiącu; przeziębienie, grypa, angina, byłam do tego tak przyzwyczajona, że po prostu czekałam na to aż znowu się pochoruję. Od kiedy ćwiczę więcej, rzadko kiedy choruję, zdarza się, ale w porównaniu do tego, co było kiedyś to naprawdę jest różnica. 
Wygląd też się poprawia, skóra się ujędrnia, jest bardziej elastyczna, wygląda lepiej i zdrowiej. Ciało staje się smuklejsze, bardziej zbite, a mniej farfoclowate, tyłek się pojawia, brzuch znika, uda się nie ocierają, te efekty naprawdę się pojawiają i są motorem do kolejnego działania.


I żeby była jasność. Nie jestem treningowym freakiem, nie mam wyrzeźbionego brzucha (chociaż fajnie by było), nie ważę jedzenia, nie liczę kalorii, jem słodycze, mam cellulit i nie wali mi się świat jeżeli pominę trzy treningi pod rząd. Bez spiny, to ma być przyjemność. Zdaje sobie sprawę, że gdybym się spięła to efekty byłyby sto razy lepsze i zniewalające, ale nie mam zamiaru się katować i odmawiać sobie innych przyjemności albo uzależniać mojego życia tylko od treningów, bo wokół tego się ono nie kręci. Cała reszta, jak poprawa zdrowia, sylwetki, lepsze samopoczucie i tak się pojawia, co mnie cieszy. 
A Wy? Trenujecie coś? Lubicie ćwiczyć, czy się w ogóle nie spinacie?


Resibo, naturalny płyn mcelarny

12 sierpnia 2018


Dzień dobry. Jak tam weekend? Ja właśnie wracam z Lublina do domu po lekko meczacym weekendzie. Odwiedziłam koleżankę i stare śmieci, w piątek balowalyśmy do 6 nad ranem, więc wczoraj padlyśmy. Przy okazji bylam na mini zakupach i znalazłam sukienkę na wesele, więc mega. Ale powiem wam, że nigdy nie byłam tak super wyspana, a zarazem mega zmęczona, miał tak ktoś z Was kiedyś?
Wpis miał się pojawić wczoraj, ale wiadomo jak to jest na wyjazdach. Na szczęście nic nie ucieknie i pojawia się teraz :). Zapraszam was do zapoznania się z recenzją płynu micelarnego marki Resibo.

Resibo, naturalna świeżość skóry
płyn micelarny


Płyn micelarny delikatnie usunie makijaż, mocno nawilży i odświeży skórę. Przyciągnie zanieczyszczenia, jak magnes, pochłonie nadmiar sebum, zmyje cały makijaż, nawet oczu bez rozmazywania. jak i zniweluje ryzyko wystąpienia podrażnień czy alergii. Ponadto, posiada właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych oraz zachowa naturalną równowagę skóry. Poza tym, płyn micelarny chroni skórę, poprawia jej ogólny wygląd, a także sprawi, że jest gładka, miękka oraz napięta. 
Buteleczka ze sprayem ułatwia dozowanie i zaewnia wydajność. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol*, Panthenol, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Mannitol*, Lecthin*, Salvia Officinalis Leaf Extract, Sodium PCA*, Sodium Lactate*, Soium Ccoyl Glutamate*, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Capylate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.
Składniki aktywne: lecytyna, ekstrakt z szałwii, gliceryna oraz roślinny propanediol [naturalna substancja otrzymywana z kukurydzy].
*składniki posiadają certyfikat naturalności, w 98,3% naturalny, produkt vege

Sposób użycia: należy nasączyć płatek kosmetyczny niewielką ilością płynu lub bezpośredni spryskać twarz i przetrzeć skórę.


Płyn micelarny znajduje się w fajnej buteleczce z atomizerem, co bardzo ułatwia sprawę dozowania, dzięki czemu produkt jest bardziej wydajny niż normalnie. Poza tym, sama buteleczka znajduje się w fajnej tubce, wszystko wykonane jest z naturalnych rzeczy i nadaje się do recyclingu, za to plus. Na obu opakowaniach znajdują się wszystkie najważniejsze informacje dotyczące produktu. Poza tym, już kiedyś na instastory się jarałam tym, jak bardzo podoba mi się estetyka oraz design produktów z Resibo. Te kolory, dobór motywu, na maksa charakterystyczny, ładny i w dodatku rzucający się w oczy. Obok czegoś takiego nie przejdziecie bez zwrócenia uwagi, a tym bardziej zapadnie Wam to w pamięć.
Konsystencja jest wodnista, typowy płyn micelarny, niezawierający w sobie żadnych tłustych olejków. Nie pozostawia po sobie żadnego filmu na skórze. Zapach ma mega specyficzny, lekko przytłaczający, ale jednak ma coś w sobie takiego uzależniającego. Nie mam pojęcia, co mi przypomina, ale jest bardzo charakterystyczny.


Płyn bardzo fajnie radzi sobie z makijażem twarzy. Bardzo polubiłam bezpośrednio spryskiwać sobie nim twarz i dawać mu chwile, żeby mógł wsiąknąć w makijaż, a następnie wacikiem ściągam makijaż z twarzy. W taki sposób bardzo szybko wykonuje się demakijaż. Uważałabym na oczy, mimo że napisane jest, że makijaż oczu również zmyje ,ale mnie niestety podrażniał. Oczy mnie piekły i zaczynały łzawic. Nie działo się tak w momencie, kiedy najpierw piskałam na wacik, a dopiero potem zmywałam makijaż z oczu. Mimo wszystko wolałam na tę część twarzy stosować olejki albo jakiś konkretny produkt do demakijażu oczu. Aczkolwiek i tak, z twarzą radził sobie na tyle dobrze, że jestem bardzo zadowolona.


Jak widzicie płyn świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy, ma super konsystencję, nie pozostawia po sobie żadnego filmu i specyficznie, ale intrygująco pachnie. Poza tym, jest naprawdę wydajny; atomizer jest genialny i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Jedyne co mnie dziwi to fakt, że moja buteleczka trochę przecieka, nie wiem co się stało, bo nie zauważyłam, żadnych dziur czy przecięć, więc nie wiem skąd te przecieki, ale mimo wszystko płyn micelarny i tak mam już długo, więc wydajność, mimo wszystko, pierwsza klasa.


Cały produkt jest naprawdę świetnej jakości i wszystko mi się w nim podoba. Szkoda, że podrażnia mi oczy, ale od tego mam inne produkty, ale tak super i szybko rozpuszcza makijaż, że z chęcią wypróbuję pozostałe kosmetyki Resibo.


Nowość NIVEA, lekki olejek w balsamie idealny na lato

09 sierpnia 2018


Hej! Ostatni narobiłam tyle zdjęć i napisałam tyle recenzji, że aż lżej i milej na sercu, kiedy wiem, że mam co wrzucać i o czym pisać. Taka ulga, że mam rzeczy zrobione do przodu, dzięki czemu mogę skupić się na pozostałych sprawach do ogarnięcia. Na razie szykuję się na weekend w Lublinie i mam nadzieję, że prognozowany deszcz nas jednak nie zaskoczy, a pogoda będzie idealna. Mam też w planach większe zakupy i cieszę się na myśl spędzenia dwóch godzin w busie, bo przynajmniej będę miała czas żeby ogarnąć, co potrzebuję i co muszę kupić.  Miało być bez zbędnego gadania, a jak zawsze się rozpisałam, więc koniec tego i zapraszam Was na recenzję nowości marki Nivea, a mianowicie olejku w balsamie o zapachu Kwiatu Pomarańczy 

Nivea, olejek w balsamie
kwiat pomarańczy i olejek awokado


Olejek w balsamie szybko się wchłania i rozpieszcza orzeźwiającym zapachem kwiatu pomarańczy do skóry normalnej i suchej.
Nivea dzięki swojemu 100-letniemu doświadczeniu w pielęgnacji skóry stworzyła balsam zawierający drogocenny olejek awocado, który został starannie połączony z balsamem. Energetyzujący i świeży zapach pobudzi Twoje zmysły. Balsam ma za zadanie zapewnić głębokie, 24-godzinne nawilżenie bez uczucia lepkości, nie powinien pozostawić po sobie tłustego filmu. Skóra po zastosowaniu będzie gładka i promienna. 

Skład: Aqua, Glycerin, Dicaaprylyl Ether, Alcohol Denat., Glyceryl Stearate SE, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima Oil, Dimethicone, Carbomer, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hydroxide, Trisodium EDTA, Phenxyethanol, Limonene, Linalool, Citronellol, Benzyl Alcohol, Parfum.
Tolerancja dla skry została potwierdzona dermatologicznie, a składniki zostały starannie wyselekcjonowane z zachowaniem najwyższych standardów jakości.

Sposób użycia: olejek w balsamie należy stosować przy codziennej pielęgnacji całego ciała.


Balsam znajduje się w fajnej buteleczce, bardzo poręcznej, która zwęża się ku górze, co w pewien sposób ułatwia używanie i wygodniej trzyma się ją w dłoni. Na opakowaniu znajduje się wszystko, co najważniejsze. Dodatkowo estetyka i kolorystyka jest typowa dla marki Nivea, co mega mi się podoba. Proste, ale jednak przykuwa uwagę. Poza tym, zamknięcie jest bardzo solidne i trwałe, nie ma opcji, żeby samo się otworzyło i w trakcie stosowania też się nie luzuje. 
Olejek w balsamie ma niesamowicie lekką konsystencję, nie jest tłusta, lejąca się ani gęsta. Bardzo lekka i rzadka, którą idealnie rozsmarowuje się po ciele. Zapach jest genialny; mega orzeźwiający, kwiatowo - owocowy i intensywny, ale wszystko jest utrzymane w idealnych proporcjach. ie przypomina pomarańczy ani awocado, ale i tak jest spoko. Bardzo letni i pachnie mega. Zapach idealny na lato i przez jakiś czas utrzymuje się na skórze, co jest mega fajne.


Balsam wchłania się w ekspresowym tempie, wystarczy chwila spędzona na jakimś ogarnianiu łazienki czy myciu zębów i już można się ubierać, bo po balsamie nie ma śladu na skórze. Ale nie oznacza to, że balsam nic nie robi. Nawilża i odżywia skórę, przy okazji lekko chłodzi. Używałam balsamu co jakiś czas również po poparzeniu słonecznym i był w stanie dać mi idealną ulgę, łagodził podrażnienia, a także rozluźniał mocno napiętą skórę. Dzięki niemu skóra była cały czas nawilżona i w bardzo fajnym stanie, dodatkowo gładka i miękka przez cały czas. Olejek w balsamie wnikał bardzo głęboko w skórę, co dało się odczuć.


Osobiście jestem mega zadowolona z działania tego balsamu. Kilka dla mnie najważniejszych cech zostało spełnionych, czyli szybka wchłanialność, piękny zapach, nawilżenie oraz odżywienie, jak i również nie pozostawia po sobie żadnego tłustego filmu na skórze, mimo iż z nazwy ma coś w sobie z olejku. Ja bardzo polecam i strasznie chcę wypróbować pozostałe wersje zapachowe, bo coś czuję, że mogą pachnieć fenomenalnie.


Efektima, olejowanie włosów i ciała olejkiem konopnym

07 sierpnia 2018


Hej! Co tam, jak tam? Ja od wczoraj mam na maksa czas ogarniania, mam jakoś więcej energii i bardziej mi się chce wszystkiego, więc działam i korzystam z tego ile się da. U mnie wakacje w pełni, ciągłe wyjazdy, ciągle coś, na weekend jadę do Lublina i już się nie mogę doczekać, bo na pewno będzie dużo funu. Mam też czas testowania różnych kosmetyków po opalaniu, bo ostatnio zjarałam się na maksa, więc smaruję się wszystkim, co mam pod ręką. Dajcie znać, czy chcecie jakieś zestawienie ;).
A dziś zapraszam Was na recenzję olejku konopnego [nie, to nie marihuana!], ale produkt również cieszy, bo świetnie się sprawdza na włosach, jaki na ciele, dlatego przeczytajcie! :)

Efektima
olejek konopny


Wiecie, że olejek konopny, ze wszystkich olejków suchych uważany jest za jeden z najlepszych nawilżających tego typu produktów. Olejek ma się szybko wchłaniać i nie pozostawiać na skórze tłustego filmu. Ma za zadanie utrzymać skórę w dobrej kondycji oraz zapobiegać przedwczesnemu starzeniu się skóry. Poza tym, skóra, a także włosy będą zmiękczone, wygładzone oraz odżywione. Ponadto, stosowany na włosy zadba o ich blask i ułatwi rozczesywanie. 
Najlepszy będzie do skóry skłonnej do podrażnień. Działa jak zastrzyk pielęgnujący.

Sposób użycia: częstotliwość stosowania zależy o własnych preferencji.
Ciało: olejek należy nanieść na zagłębienie dłoni i rozprowadzić po skórze całego ciała.
Włosy: niewielką ilość olejku (kilka kropli) należy nanieść na zagłębienie dłoni, a następnie delikatnie wetrzeć we włosy. Nie należy stosować na skórę głowy.

Skład: Cannabis Sativa Seed Oil, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Isononyl Isononanate, Vitis Vinifera Seed Oil, Cyclopentasiloxane, Parfum, Cyclohexasilxane, Tocopheryl Acetate, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Limonene, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl, Ionone.


Olejek konopny znajduje się w smukłej, przeźroczystej buteleczce z atomizerem, co bardzo ułatwia sprawę korzystania z niego. Atomizer rozpyla olejek w sposób bardziej punktowy, nie jest to mgiełka rozpylona na dużą powierzchnię, ale przy olejowaniu włosów czy stosowaniu na ciało nie przeszkadza mi to, bo i tak powinno się najpierw nanieść olejek na dłoń, a dopiero potem na miejsce docelowe. Buteleczka mi się podoba, jest prosta, zwykła, ale mimo wszystko się sprawdza, znajdziemy na niej najważniejsze informacje, wraz ze składem, a naklejki się nie odklejają i nie ścierają, co dla mnie jest ważne, bo zazwyczaj czytam etykiety w połowie stosowania produktów..
Konsystencja olejku jest płynna, jak tonik, jest to suchy olejek więc ma fajnie nietłustą konsystencję, dzięki czemu też butelka się nie klei i nie jest tłusta, a to mi bardzo pasuje.  
Zapach nie pachnie, jak typowa konopia, z którą na pewno kojarzy nam się ten olejek. Nie pachnie mi niczym znajomym, ale pachnie ładnie i na maksa specyficznie, dosyć intensywnie, ale mi bardzo się podoba, Na skórze zapach utrzymuje się dosyć długo.


WŁOSY
Jak pisałam, ja głównie olejki stosuję na włosy do olejowania, ewentualnie do codziennego użytku na końcówki, żeby w miarę je ujarzmić, na bieżąco nawilżać i chronić przed zniszczeniami. 
Do olejowania nadaje się rewelacyjnie. Spryskuję włosy zazwyczaj mokre, czasem suche, ale to bardzo rzadko i rozprowadzam na całej długości. Atomizer mi mega w tym pomaga, bo nie muszę się za bardzo babrać w tym. Olejek nie spływa z włosów, a fajnie się w nie wpija i mam wrażenie, że działa na nie od wewnątrz. Od kiedy używam tego olejku do olejowania włosy mam fajnie nawilżone, odżywione, nie zauważyłam żeby się rozdwajały czy niszczyły, co teraz porozjaśnianiu jest dla mnie bardzo ważne. Poza tym, nie przetłuszcza ich. 
W przypadku nakładania olejku na suche włosy to bardzo trzeba uważać z ilością. Kilka kropel wystarczy, bo inaczej można sobie posklejać włosy i zostaniemy ze świeżo umytymi kluskami. Jak już ogarniemy idealną ilość na nasze włosy to olejek sprawi, że będą się pięknie błyszczały, pachniały i będą dodatkowo zabezpieczone. Poważnie nigdy nie widziałam, żeby moje włosy były aż tak lśniące i błyszczące! Fajnie pielęgnuje wtedy też końcówki, które wyglądają zdrowo, są nawilżone i odżywione.

CIAŁO
Mimo wszystko nie przepadam za nakładaniem olejku na ciało czy twarz, ale chciałam sprawdzić i jego działanie w tym temacie, więc skusiłam się na wsmarowanie go w ciało kilka razy po prysznicu. Wiadomo za pierwszym razem wzięłam dużo za dużo produktu, nie kleiłam się w sumie, ale pozostawiałam ślady np. na meblach. Ogarnęłam, że naprawdę niewielka ilość olejku będzie wystarczająca, żeby użyć na ciało i przepadłam. Skóra pachnie obłędnie, jest super nawilżona, gładka i elastyczna. Ale dopiero to, co działo się następnego dnia było prawdziwym sztosem. Skóra była miękka, nawilżona, gładka, i idealna. Zaskoczyłam się mega, ale serio nie mogłam w to uwierzyć i przestać się miziać [uczucie mogę porównać z dopiero co ogolonymi nogami], więc 1-2 razy w tygodniu nakładam olejek i na ciało, czego bym się nie spodziewała, bo olejki tylko aplikowałam na włosy.


Olejek jest mega wydajny. Na ciało i suche włosy nakładałam minimalne ilości - wiadomo, ale kiedy olejuję włosy to nie oszczędzam olejku, psikam i psikam tyle ile mi się chce bezpośrednio na włosy i dodatkowo na dłoń i rozprowadzam dokładniej na całych włosach. A olejek jest jakby niezniszczalny, w dalszym ciągu dużo mi go zostało co jest fajne. Dlatego strasznie Wam go polecam, olejek nie dość, że działa i nadaje się jednocześnie do ciała i do włosów, można wykorzystywać na różne sposoby. Pachnie super, nawilża włosy i ciało - mega!

Dermedic, ratunek dla bardzo suchej skóry dłoni

05 sierpnia 2018


Dzień dobry. Dawajcie znać co tam u Was i jak korzystacie z ostatniej słonecznej pogody, którą mamy cały czas. Moja jedna wizyta na plaży poskutkowała tym,że obecnie wyglądam jak Indianin i jestem na maksa czerwona, spieczona i obolała. No nic, trzeba przeżyć, jak się nie myśli i się słabo człowiek posmaruje. Teraz przynajmniej mogę wytestować najbardziej, jak się da balsamy po opalaniu, wiec niedługo prawdopodobnie będą recenzje.
Dzisiaj zostajemy w temacie regeneracji suchej skóry, a skupimy się na dłoniach. Zapraszam do recenzji kremu do rąk od Dermedic.

Dermedic, Linum Emolient, plus egzema
Regenerujący rem do rak


Regenerujący krem przeznaczony jest do skóry suchej, bardzo suchej, a także atopowej, skłonnej do alergii, wyprysku i łuszczycy, jak i do skóry ze skłonnością do zmian egzemowych. Ma za zadanie łagodzić objawy egzemy, w tym świąd, suchość, szorstkość, napięcie, podrażnienia i mikrourazy naskórka, przyspieszyć jego regenerację oraz sprzyjać równowadze mikrobiomu. Ponadto, krem nawilża i zmiękcza naskórek, penetruje wierzchnie warstwy skóry, uzupełnia barierę lipidową i hamuje utratę wody, pomaga w tworzeniu nowych komórek. Aktywność enzymatyczna jest stymulowana, skóra będzie długotrwale odżywiona i odbudowana, a podrażnienia złagodzone. Krem jest hypoalergiczny, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. 

Składniki aktywne: olej lniany, lanolina, gliceryna, witamina E, alantoina, 
Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Lanolin, Glycerin, Caprylic / Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate Citrate, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Linum usitatissimum Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Triethanolamine, DMD Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazlinone, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Allantoin, Parfum.

Sposób użycia: należy nanieść cienką warstwę kremu na dokładnie oczyszczoną skórę dłoni i delikatnie rozprowadzić. Najlepiej stosować po każdym myciu rąk.


Regeneracyjny krem do rąk znajduje się w smukłej tubce o pojemności 100g, utrzymanej w typowej niebieskiej kolorystyce marki Dermedic. Tubka ma bardzo fajny kształt, wygodnie trzyma się ją w dłoni i wygodnie się z niej korzysta. Zamknięcie jest w porządku, nie wydaje się być mocne i solidne,  lekko 'chodzi', ale nie zdarzyło mi się, żeby samo mi się gdzieś otworzyło i pociapało wszystko.
Konsystencja jest zbita i treściwa, ale zarazem lekka. Bardzo łatwo rozmasowuje się na skórze. Krem nie jest klejący ani tłusty. Zapach kojarzy mi się z kremami do opalania, bardzo kosmetyczny, delikatny, ale ładny, mi się podoba. Utrzymuje się na dłoniach dosyć długo, ale nie jest zbyt intensywny.


Krem jest bardzo delikatny dla skóry. Uwielbiam z niego korzystać, bo praktycznie do razu odczuwam ulgę. Z dłońmi u mnie jest jak ze stopami, też cały czas zapominam używać kemu do rąk, przez co cierpię zimą, a także latem. Skóra jest wtedy zaczerwieniona, czasem nawet popękana (głównie zimą), a wtedy potrzebuję naprawdę czegoś mocnego i właśnie taki jest ten krem. Idealnie radzi sobie z suchością i szorstkością skóry, błyskawicznie zaczyna działać i sprawia, że skóra jest gładka, miękka, elastyczna i miła w dotyku, niezależnie od stanu dłoni. Tak, jak pisałam ulga gwarantowana od razu,skóra nie jest napięta i dużo szybciej się regeneruje.


Podsumowując, ja jestem mega zadowolona z tego kremu. Daje moim dłoniom to, co najważniejsze; ulgę przy podrażnieniach, szybką regenerację, odżywienie oraz nawilżenie, które utrzymuje się dłuższy czas, co dla mnie przy nieregularnym kremowaniu, jest niezwykle ważne. Krem jest wydajny, niewiele produktu trzeba nałożyć na dłonie i bardzo szybo się wchłania. Jeżeli macie bardzo suchą skórę, wrażliwą oraz problematyczną - to będziecie zadowoleni z tego kremu! Bardzo ;)