Głęboko oczyszczający peeling do ciała z rokitnikiem i miodem

15 stycznia 2019


Dzień dobry! Z regularnością w styczniu mi nie po drodze, ale powoli, powoli się ogarnę - obiecuję! Muszę tylko zrobić zapas zdjęć, bo jak zdjęć nie ma i nie ma czasu ich zrobić to wtedy też jest problem tak naprawdę z napisaniem czegokolwiek. Ale jak kilka spraw się wyprostuję - będę mieć więcej czasu to narobię zdjęć :.mam już listę rzeczy, które chciałabym tu zrecenzować w najbliższym czasie, więc będzie mi łatwiej się zorganizować. A przy okazji, dzisiaj ruszyły zapisy na kolejną konferencję Meet Beauty! Dajcie znać w komentarzach kto się zgłasza ;))
Przechodząc do recenzji, dzisiaj mam dla was moją opinię na temat peelingu do ciała, gruboziarnistego, który zgarnęłam kiedyś na promocji w Rossmannie 2+2 :).

Natura Siberica
rokitnikowo miodowy peeling do ciała


Rokitnikowo miodowy scrub do ciała głęboko oczyści i zregeneruje skórę, tym samym zachowując piękno i młodość. Olej rokitnika ałtajskiego głęboko odżywi skórę, nadając jej komfort i miękkość. Poza tym, zawiera witaminy, niezbędne aminokwasy, a także kwasy tłuszczowe. Cały kompleks aminokwasów i minerałów jest odpowiedzialny za nasze zdrowie i urodę. Miód gryczany sprawi, że skóra stanie się elastyczna i sprężysta. Organiczny ekstrakt szałwii ma działanie tonizujące, usunie toksyny i przywróci skórze gładkość oraz delikatność.
Peeling nagrodzony Nagrodą Allure, jak i Nagrodą Natural Beauty Awards 2016,

Skład: Sodium Chloride, Glycerin, Butyrospermum Parkii Shea Butter, Ceteeryl Alcohol, Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Pinemidopropyl Betaine (PS), Hippophae Rhamnoidesamidopropylo Betaine (HR), Salvia Officinalis Leaf Extract*, Mel*, Pinus Siberica Seed Powder, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil*, Aquilegia Siberica Extract (WH), Hesperis Siberica (WH), Sorbus Siberica Extract (WH), Maris Sal, Parfum, Cl15985, Cl19140, Carmel.
*składniki organiczne // (WH) ekstrakty z dziko zbieranych ziół syberyjskich // (HR)olejek rokitnika ałtajskiego // (PS) olejek z sosny syberyjskiej

Sposób użycia: należy nanieść niewielką ilość peelingu na wilgotną skórę, lekko wmasować, a następnie starannie spłukać wodą.


Jak widzicie peeling znajduje się w odkręcanym słoiczku, akurat w peelingach takie opakowania sprawdzają się najlepiej, więc nie mam co narzekać. Idealnie da się je zakręcić, więc można spokojnie zabierać wszędzie ze sobą, nie ma też problemów z odkręcaniem peelingu pod prysznicem mając mokre dłonie. Tutaj mi wszystko pasuje jak najbardziej. Na opakowaniu za wielu informacji nie znajdziecie poza składem, ale myślę, że on jest najważniejszy, a całą resztę znajdzie się w internecie.
Zaraz po odkręceniu opakowania da się wyczuć cudowny zapach, słodki, owocowy i kwiatowy - wszystko w jednym. Nie mam pojęcia co tak pachnie, ale ja go uwielbiam! Jest idealnie energetyzujący, sprawia, że jestem jakaś taka żywsza i bardziej mi się chce coś zrobić. Idealny na każdą porę roku i pory dnia. Fajnie jest też to, że zapach jest cały czas tak samo intensywny, a używam go regularnie.
Konsystencja peelingu jest lekko tłusta, ale w idealnym stopniu. Peeling jest gruboziarnisty, więc jeśli ktoś nie lubi takich mocnych zdzieraków to ostrzegam - uważajcie na niego. Dla mnie jest idealne wszystko. Wygodnie się używa, nakłada na skórę i masuje.


Uwielbiam gruboziarniste, cukrowe peelingi, bo wtedy czuję, że skóra jest naprawdę gładka, sprężysta i elastyczna. Idealnie wpasowują się w moje wymagania. Nie podrażniają ani nie uczulają, więc moja skóra jest do nich już przyzwyczajona. Ale ten Natura Siberica idealnie ściera martwy naskórek i świetnie przygotowuje ciało pod depilację, a także dba o nią kilka dni po. Nie mam problemów z wrastającymi włoskami od kiedy pilnuję tego, żeby użyć peelingu niedługo po depilacji. Skóra jest w idealnym stanie, gładka, miła w dotyku, sprężysta i elastyczna. Jest też odżywiona, nie ma konieczności używania balsamu później, bo olejki są wystarczająco nawilżające.


Nie tylko jego działanie mnie zachwyciło, ale wszystko! Dosłownie wszystko. Nie ma w nim nic, co mogło by mnie zrazić do niego. Działanie ma świetne, konsystencja idealna, zapach ma tak czarujący i uzależniający że mam ochotę się cała tym wypachnić. Wiadomo, w drogerii jego cena jest wysoka, ale w internecie spokojnie znajdziecie go w okolicach 20 zł, a jest też o dziwo wydajny. Ja go już używam z dwa miesiące i jeszcze trochę będę go używać przy stosowaniu 2 razy w tygodniu. Polecam!
I właśnie dlatego jaram się tymi promocjami, bo udaje mi się poznać produkty, do których na pewno będę wracać regularnie.


Jak przygotowałam się na nowy rok?

10 stycznia 2019


Dzień dobry! W końcu jestem aczkolwiek wiem, że w tym roku nie będzie mnie tutaj tak często, jak w latach poprzednich, ale mam zamiar się na tyle zorganizować, żeby pojawiać się tutaj regularnie, rzadziej, ale regularnie i z bardziej urozmaiconymi wpisami. Chcę wyrobić sobie w tym roku też parę dobrych i nowych nawyków, a to wymaga dobrego przygotowania! Nie wiem, czy wiecie, ale jestem osobą, która uwielbia planować, organizować, wypisywać sobie 'to do lists', zapisywać w kalendarzu wszystko, co mnie czeka, rozplanowywać sobie zajęcia na poszczególne miesiące, tygodnie i konkretne dni.


A w tym roku będzie się dużo działo i mam sporo rzeczy do zorganizowania i moje skille, kartki, kalendarze i kolorowe długopisy się w końcu na coś przydadzą, Brakuje mi jeszcze tematycznych naklejek, ale znajdę! W tym roku zostanę ciocią i żoną, czeka mnie przeprowadzka i wiele, wiele innych, więc będzie się działo. Wiadomo, że nie wszystko da się zaplanować, więc na te pewne rzeczy chcę być w miarę gotowa. 
Jak się przygotowuję na wyzwania w tym roku? Już Wam mówię i może ktoś z Was akurat się zainspiruje.


SPRZĄTANIE

Ten punkt nie jest jeszcze u mnie skończony, ale pisałam też o tym w ostatnich Blogmasach. Nie ma to jak wejść w nowy rok na czysto, z wyrzuconymi wszystkimi śmieciami, które się nagromadziły przez cały rok, a tak naprawdę zupełnie nie są potrzebne. Zrobiłam już ogromne porządki w lakierach do paznokci i kosmetykach. Swój pokój też w miarę ogarnęłam, ale mam rozpisaną listę rzeczy do zrobienia w każdym pomieszczeniu w mieszkaniu. Chcę dokładnie przejrzeć ubrania, biżuterię, szuflady w biurku, bo tam wiadomo jest zawsze najwięcej rzeczy. Poza tym, muszę poukładać rzeczy w kuchni na półkach i powywalać przeterminowane rzeczy z produktów suchych. Z kolei na feriach z siostrą planujemy wejść do piwnicy, a tam będzie tragedia, ale damy radę. Czas najwyższy się za to zabrać, bo w sumie myślę o tym już od ponad roku.
A w takich chillowych chwilach, oglądając film czy coś mam też w planach zrobić porządki na laptopie i telefonie; pousuwać niepotrzebne i stare zdjęcia, screeny, poukładać wszystkie dokumenty i je posegregować w odpowiednie foldery. Niby nic, ale jednak ułatwi mi życie w tym roku.

PODSUMOWANIE ROKU I POSTANOWIENIA NA 2019
O dziwo w tamtym roku na samym początku wypisałam sobie listę rzeczy do zrobienia, głównie takich, których nigdy nie robiłam, a także listę miejsc, które chciałabym zwiedzić. Po jakimś krótkim czasie kartkę podarłam i wywaliłam, bo tak, a teraz uświadomiłam sobie, że prawie wszystko udało mi się z tej listy zrobić. Byłam na kręglach, łyżwach, w Sandomierzu, we Wrocławiu, w Krakowie itd. Więc w tym roku chyba też coś takiego sobie zrobię, żeby o niczym nie zapomnieć. Wiem, co bym chciała zdziałać i gdzie pojechać, a i mam najlepszego towarzysza, który mi chętnie towarzyszy, także idealnie - będę jeździć.


Poza tym, nawyki! Chcę być bardziej regularna w blogowaniu, w treningach, w innych rzeczach, a także muszę w końcu pić więcej wody i zrezygnować z energetyków (naiwnie wierzę, że w końcu mi się uda).

WYDATKI
Okej, nie jestem zbyt odpowiedzialną osobą, jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy. Nie planuję wydatków, jak coś bardzo chcę to to kupuję, nie zastanawiam się za bardzo nad niczym i nie szkoda mi kasy na nic. Aczkolwiek na większe wydatki wolę się odpowiednie nastawić i wiedzieć wcześniej, że będzie mnie coś wtedy czekało, jak np. wesela, prezenty czy zakup droższych rzeczy, np. telefon czy laptopa, kiedy widzę, że lada moment się zepsuje. Nie zostawiam sobie nigdy takich rzeczy na ostatnią chwilę.
Mimo że do wydawania jestem pierwsza, mam aplikację, na której śledzę wszystkie swoje wydatki, ale tylko dla własnej świadomości, żebym wiedziała co i gdzie wydaję najwięcej. Często było tak, że pod koniec miesiąca nie miałam pojęcia na co wydałam pieniądze. A i powiem, że o dziwo jakoś tak śledząc te wydatki, coraz więcej samo się oszczędza  Ale o tym, kiedy indziej;).


KALENDARZE
Bez kalendarza nie funkcjonuję. Moja pamieć nie jest najgorsza, zawsze pamiętam o tym, że coś powinnam zrobić i o czymś pamiętać, ale o czym? To już czarna magia. Jestem osobą, która robi masę rzeczy na raz i chce wszystko zrobić, więc bardzo mi się to przydaje. Przynajmniej mam wszystko ułożone w głowie i mam czas na bardzo dużo innych rzeczy.


*kalendarz książkowy
Od kilku lat mam kalendarz Paulo Coelho, bez którego bym chyba zginęła, zapisuję sobie w nim godziny pracy, ważniejsze wydarzenia, urodziny, ale i wyjazdy. I właśnie przez wyjazdy traktuję swój kalendarz trochę, jak pamiętnik. Zapisuję sobie wtedy, gdzie byłam danego dnia, co zwiedziłam, co się ważnego wydarzyło, ale i zapisując też spotkania ze znajomymi, czyli zbieram wspomnienia. Co jakiś czas przeglądam te kalendarze i przypominają mi się wtedy różne spotkania i imprezy, nawet te które odbyły się 3-4 lata temu.


*kalendarz do drukowania
Poza kalendarzem książkowym co roku drukuję sobie normalny kalendarz kartkowy. Nie kupuję takiego gotowego do powieszenia czy do postawienia, bo w nich jest za dużo obrazków, a za mało miejsca na moje zapiski. W kalendarzu książkowym nie chcę wszystkiego zapisywać, bo by się zrobił bałagan. Dlatego na drukowanych kalendarzach zapisuję zazwyczaj blogowe wpisy i treningi. W tym roku też postanowiłam podopisywać w nim urodziny ważniejszych osób, wyjazdy, żebym wiedziała jak bloga ogarnąć z wyprzedzeniem, a i na odwrotach zapisuję sobie rzeczy do załatwienia w danym miesiącu; do kogo mam się odezwać, gdzie mam się przypomnieć, gdzie zadzwonić itp.
Mega przydatna sprawa! Jeżeli podobają Wam się te, które ja wydrukowałam to TUTAJ znajdziecie do nich link ;).

Dajcie znać, czy Wy się jakoś przygotowujecie na nowy rok, czy w ogóle nie zwracacie na to uwagi? :)


Denko, grudzień 2018r

05 stycznia 2019


Ostatnie denko roku i chyba jedno z większych, jakie miałam. Już nie mogłam się doczekać aż w końcu siądę do tego, napisze i wyrzucę te zużyte opakowania, które powoli zaczęły już mi ciążyć w szafie. Więc zdjęcia zrobiłam dawno, a z tekstem męczę się dalej. Wiedziałam, że będę długo to pisać,ale nie spodziewałabym się, że aż tak. Zastanawiałam się czy kontynuować projekt denko w tym roku, ale jako, że to denko idzie mi dosyć dobrze, a niedługo czeka mnie kolejna przeprowadzka, więc zależy mi na zużyciu jak największej ilości produktów i kupić, jak najmniej.
W tym miesiącu poszło sporo żeli pod prysznic i produktów do włosów - zresztą sami zobaczycie;D.



No i przechodzę do moich ulubieńców, ulubieńców for ever. Facelle, nawilżające chusteczki do higieny intymnej to mój must have, o którym piszę zawsze. Zabieram je ze sobą wszędzie i mówiłam o nich nawet na insta ostatnio. Jeśli chodzi o włosy to znowu standardowymi produktami są Nivea, Diamond Volume Care, czyli lakier dodający objętości i blasku, a także Schwarzkopf, Got2b, Fresh it up, suchy szampon. Oba produkty fajnie spełniają swoje zadanie. Dodają objętości, ratują przy bad hair day i zawsze warto je mieć w łazience. W przypadku pielęgnacji twarzy, do demakijażu standardowo zużyłam Garnier, płyn micelarny 3w1, a także Ziaja, tonik zwężający pory na dzień/noc. Te kosmetyki chyba są ogólnie znane i lubiane nie tylko przeze mnie, ale warto ssę nimi zainteresować jeśli jeszcze ich nie znacie. Z kolei: Isana, mydło w płynie, święto kwiatów, BeBeauty, płatki kosmetyczne i Isana, zmywacz do paznokci to już produkty mega ogólne, bez których chyba nie da się funkcjonować.



  • Cosnature, Naturkosmetik, naturalny super nawilżający hydrolotion do ciała z lilią wodną - naprawdę fajny balsam do ciała, który  miał przepiękny zapach i bardzo fajnie nawilżał skórę. Był dosyć rzadki, ale wygodnie się go aplikowało, a przy okazji bardzo szybko się wchłaniał za co ogromny plus!
  • Dermena, odżywka wzmacniająca włosy i ułatwiająca rozczesywanie, do włosów osłabionych i nadmiernie wypadających - ta odżywka jest naprawdę świetna. Moje włosy po użyciu były fantastyczne, miękkie, mięsiste, nawilżone i odżywione i wydawały się być też dużo mocniejsze. Mega mi się na podobała i bardzo mi podpasowała, więc pewnie jeszcze kiedyś po nią sięgnę.
  • O2 Skin, tlenowy krem-żel na dzień - ten krem-żel tak cudownie dbało moją cerę, że szok. Rezultaty były widoczne bardzo szybko, konsystencja świetna, skóra była tak cudownie nawilżona, że wow, zapach świetny i nie mam im nic do zarzucenia, więc chętnie jeszcze kiedyś je zakupię.
  • Lirene, Duo płyn micelarny z olejkiem rycynowym - ten płyn micelarny kojarzy mi się z dziwnym trochę zapachem, lekko duszącym i takim niefajnym, ale samo jego działanie było rewelacyjne. Cudownie zmywał makijaż twarzy i oczu, nieważne jak mocno bym się pomalowała. Nie rozmazywał nic, nie podrażniał i nie uczulał, więc rewelacja. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę, bo mam wrażenie, że rzeczywiście odrobinę wzmacniał rzęsy.
  • Nivea, hairmilk, odżywka pielęgnująca, proteiny mleka i jedwabiu - jestem bardzo zadowolona z tej serii hairmilk. I tak jak pisałam w recenzji one są genialne pod warunkiem, że nie używamy ich non stop. Wtedy włosy zaczynają się robić bez szału. Z kolei uwielbiam efekt, jaki mam na włosach, kiedy wracam do nich co kilka myć, wtedy moje włosy od razu wyglądają lepiej.
  • Hemp Care, suchy olejek do ciała - miałam mieszane uczucia co do tego olejku, bo ja za olejkami nie przepadam, nakładam je tylko na włosy, ale ten tak wspaniale pachniał, że szkoda mi go był używać na włosy. I trochę byłam bez wyjścia. Olejek fantastycznie nawilżał skórę i pozostawiał po sobie ten piękny zapach, jednak ostateczne zużyłam go do włosów, na które działał w miarę poprawnie. Mimo wszystko, dla osób które uwielbiają pielęgnować ciało olejkami to będzie cud cudowny.
  • Equilibra, wzmacniający szampon do włosów przeciw wypadaniu - wróciłam do tych produktów i mega się z tego cieszę, nic nie działa tak cudownie na moje włosy, jak właśnie aloes. Odżywia je, nawilża, a przy okazji sprawia, że rosną, jak szalone, więc zdecydowanie muszę używać tych szamponów częściej.
  • DermoFuture Precision, przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzem ślimaka - byłam pewna, że te małe saszetki wystarczą mi na kilka użyć, a ja używałam ich miesiącami - poważnie. Czasem codziennie, czasem kilka razy dziennie, a czasem co kilka dni - w zależności od potrzeb. Ten krem ze śluzem ślimaka rewelacyjnie sprawdził się, kiedy poparzyłam sobie twarz na słońcu, następnego dnia moja skóra wróciła do normy, także czad!


  • CD, deo atomizer, lilia wodna - dla mnie to w sumie produkt idealny na dzień bez wysiłku fizycznego i dla osób, które nie potrzebują większej ochrony. Ja byłam zadowolona, bo zapach jest w porządku, a i żadnych problemów z potem nie mam, ale szału nie robi, więc myślę, że dla większości byłoby to za mało.
  • Venus, żel do higieny intymnej, mini aloes - żel, jak żel.Miniaturka jest fajna, używam i często je kupuję.
  • Yves Rocher, An Matin Au Jardin, żel pod prysznic o zapachu bzu - średniak, bo te żele są tak strasznie niewydajne, że szok. Ten żel pod prysznic potrafiłam zużyć jakoś w niecałe dwa tygodnie, a pojemność jest standardowa i używam ich tyle samo, co innych żeli, więc nie wiem czemu. Ale zapach jest cudowny.
  • Douglas, maska mikołaja X-mas spices - maski, jak maski. Dobry bajer, bo płachta z wizerunkiem św. Mikołaja, więc na blogmasy, jak znalazł, ale jakieś takie niewymiarowe to było i powiem Wam, że w sumie to szału nie robiły. Nawilżały normalnie, a te mikołaje były mega brzydkie haha.
  • Le Petit Marseillais, delikatny żel pod prysznic, mandarynka i limonka - kolejny żel, który świetnie nadaje się na lato, więc nie wiem, jak to się stało, że został zdenkowany teraz, ale ogólnie te żele są spoko.
  • Nivea, Diamnd Volume Care, odżywka pielęgnująca - nie mam pojęcia, jak ta odżywka znalazła się w mojej łazience, więc porostu ją zużyłam i dupy nie urwała.
  • Dermena, szampon repair, do włosów suchych i zniszczonych nadmiernie wypadających - z odżywki byłam na maksa zadowolona, za to co do szamponu to wolę Equilibrę. Fajnie oczyszczał włosy i fajnie też działał na skalp, ale jednak czegoś mi tam ostatecznie brakowało.
  • Le Petit Marsseillais, pielęgnujący krem do mycia, masło shea & słodki migdał - ogólnie byłam z niego mega zadowolona, ładnie pachniał miał rzeczywiście fajnie aksamitną i kremową konsystencję i wszystko było okej, ale żeby mnie żel zachwycił to musi być naprawdę wow i taki, że go będę pamiętać.


  • DermoFuture Precision, szampon przyspieszający wzrost i zapobiegający wypadaniu włosów - nie, nie i jeszcze raz nie. Był mega gęsty i ciężko mi się nim myło włosy. W sumie to nie mogłam się doczekać aż się skończy nie zauważyłam nic, co mogłoby mi się spodobać i tak samo do mycia pędzli niestety się nie sprawdził.
  • Cleanic, płatki kosmetyczne - raz na jakiś czas coś mnie podkusi, że biorę się za inne łatki kosmetyczne niż te sprawdzone, sama nie wiem czego,ale tragedia.


LAKIERY:: Safari - trendy colour! // Sally Hansen Satin Glam // China Glaze // L'Oreal Paris // Lemax // Life - lakiery superpharm // Paese // Rimmel 60 seconds // Softer ProActive // Wibo, Express Growth ODŻYWKI: Avon, nail expert // Luxury Paris 10w1 / Eveline Cosmetics 3w1 top coat // Laura Conti 3w1 baza i topcoat

Lakierów wyrzucam niewiele, mimo że pozbyłam się około 50 buteleczek, a to dlatego, że większość wzięła moja siostra, a te o prostu już rozwarstwiły czy dziwnie zmieniły kolor. Aczkolwiek siostra wszystkich nie zostawi, a będzie sobie sprawdzać wszystkie po kolei, ale nie wiem, czy jeszcze istnieje ktokolwiek, kto używa zwykłych lakierów :D.
Jak mówiłam denko zostaje jeszcze przez jakieś pół roku do przeprowadzki, więc mam kilka miesięcy na zużycie głównie próbek i wcierek, bo tego mam od heja.

Jak Wasze denka? Jakie macie cele na ten rok ?


Długotrwały podkład matujący, Dermacol

03 stycznia 2019


Witam Was wszystkich w Nowym Roku! Nowy rok, nowe wyzwania, nowe szanse i możliwości. Za wiele się nie zmieniło, ale w jakiś sposób ten Sylwester sprawia, że coś się kończy, a coś się zaczyna. Ja już się nie mogę doczekać, bo w tym roku czeka mnie wiele; wyjazdy, nowości, zmiany, wesela - więc nie mogę się już doczekać! Ale o tym pewnie jeszcze coś tu wspomnę.
Teraz przechodzę do recenzji, pierwszej w tym roku i będzie to recenzja podkładu marki Dermacol, który zdenkowałam już w sumie jakiś czas temu, ale myślę, że warto o nim co nieco napisać, bo sama marka jest u nas coraz bardziej popularna. No to hop!


Dermacol, Matt Control
Długotrwały podkład matujący


Dermacol Matt Control to podkład, który ma za zadanie zmatowić Waszą skórę na długi czas, pozostawić naturalny i satynowy wygląd bez użycia pudru. Wyrówna koloryt i zakryje wszystkie niedoskonałości, a także zmniejszy widoczność porów oraz zmarszczek. Po użyciu tego podkładu, skóra pozostanie bez efektu maski, smug i plam. Pozostawia cerę matową przez 18 godzin. Sprawdzi się w każdej sytuacji, na co dzień, jak i na wieczór. Wodoodporna formuła będzie idealna na letnie miesiące, jak i na deszczowe dni. Idealnie nadaje się dla skóry normalnej i mieszanej.
*Testowany dermatologicznie

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Cetyl /PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Octyldodecanol, Ethylhexyl Palmitate,  Magnesium Sulfate, Sorbitan Sesquioleate, Dimethicone, Talc, Xanthan Gum, Trimethylsiloxysilicate, Methylparaben, Methicone, Paraffinum Liquidum, Tocopherol, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Ascorbyl Palmitate, Sodium Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Hydroxycitronellol, Linalool, Benzyl Benzoate, Perfum, Cl77891, Cl77491, Cl77492, Cl 77499.


Jak widzicie opakowanie o pojemności 30 ml ma bardzo fajny kształt, dzięki czemu wygodnie trzyma się je w dłoni. Przez szklaną buteleczkę nie widać zużycia. Za to dzięki pompce samo używanie jest mega wygodne, bo dozowana jest idealna ilość produktu. Dwie pompki na raz wystarczą całkowicie, ale to i tak przy full make up'ie. Z kolei, tak na co dzień, żeby zrobić delikatny makijaż byłam w stanie się pomalować spokojnie jedną pompką.
Konsystencja fluidu jest dosyć gęsta, ale bardzo dobrze nakłada się go na twarz i rozsmarowuje, więc niewiele wystarczy, żeby nałożyć na całą twarz. Najczęściej nakłam fluid zwykłym płaskim pędzlem i wszystko jest okej. Parę razy zdarzyło mi się nakładać go gąbeczką i nigdy nie zdarzyło mi się zrobienia efektu maski, czy smug. Fluid dostaniecie w kilku rożnych kolorach. ja miałam 02 i był dla mnie trochę za ciemny, a w internetach widzę, że inny jaśniejszy odcień może być dla mnie zbyt różowy. Zapach fluidu jest niewyczuwalny.


Na zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądała moja cera w jakichś strasznych przeziębionych czasach haha. Do tego przebarwienia, piegi i pieprzyki, czyli standard.. Fluid idealnie wszystko przykrywa, wyrównuje koloryt i sprawia, że skóra wygląda zdrowo, promiennie i jest idealnie rozświetlona. Nie powiedziałabym, że jest super ekstra matujący. Na zdjęciach mokry podkład odbija światło, więc wydaje się, że skóra świeci, ale to uroki zdjęć zimą. Jestem bardzo zadowolona, a i po kilku sekundach fluid staje się fajnie i wystarczająco matowy na tyle, że zdarzyło mi się zapomnieć o pudrze, którego używam praktycznie zawsze, nawet kiedy ego nie potrzebuję. Na trzecim zdjęciu fluid jest już poryty dodatkowo pudrem Dermacol Invisible Fixing Powder.


Ja jestem zadowolona  Fluid okazał się być wystarczająco matowy, żeby skóra i tak była promienista. Najbardziej podobała mi się ta jego trwałość. Siedział na skórze tyle ile miał. Przy innych produktach zdarzało się, że fluid się ścierał i przy demakijażu nie było już co zmywać, a przy Dermacol Matt Control nie ma czegoś takiego. Jest co zmywać co wieczór i praktycznie nic nie schodzi samo w ciągu dnia. Moja skóra też się nie świeci po kilku godzinach, a i fluid idealnie współpracuje z innymi produktami, więc super. Fluid też mnie nie zapchał, stan mojej skóry w ogóle się nie pogorszył. J jestem zadowolona i uwielbiałam go używać głównie na wieczory, bo wiedziałam, że po szalonej imprezie mój makijaż dalej będzie wyglądał idealnie. Jedyne co to szkoda, że nie znajdę odpowiedniego koloru dla siebie.


2019!

31 grudnia 2018


Halo, halo! Żegnamy dzisiaj 2018 rok. Mimo że kompletnie tego nie czuję, bo pogoda jest jaka jest, więc kompletnie nie czuć, że to koniec grudnia, ale jak już się ubiorę, ogarnę i pojedziemy na domówkę to już będzie inaczej. 


Mam nadzieję, że ten rok był dla Was dobry i jesteście zadowoleni z tego wszystkiego, co się działo. U mnie to był zdecydowanie mój najlepszy i najszczęśliwszy rok, ale wiem, że kolejny będzie jeszcze lepszy, bo będzie się bardzo dużo działo! 

A Wam życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia wszystkich marzeń i osiągnięcia wszystkich celów, jakie sobie zamierzycie na przyszły rok :). Żeby wszystko Wam się udało i korzystajcie z szans, jakie daje Wam życie, rozwijajcie się i zawsze idźcie do przodu ;). Nie ma stania w miejscu, nie ma zamulania, czas wziąć sprawy w swoje ręce, a zobaczycie, że życie od razu stanie się lepsze!


Dajcie znać, jak spędzacie Sylwestra,
a my widzimy się w przyszłym roku już w standardowej formie, wracamy do recenzji i innych wpisów ;).