Encanto do Brasil - keratynowe prostowanie włosów

17 listopada 2018


Większość z Was na pewno nie zna historii moich włosów, która jest dosyć mocno zawiła. Zawsze miałam bardziej proste włosy i wtedy marzyłam o kręconych. O ironio, włosy nagle zaczęły się mocno kręcić, a ja wtedy znowu zapragnęłam mieć proste włosy, więc wzięłam się za prostownice. Co poskutkowało tym, że zrobiły się zniszczone, słabe, wysuszone i same najgorsze rzeczy. O włosy zaczęłam bardzo mocno dbać, żeby jako tako wyglądały i z efektów jestem bardzo zadowolona, ale to jeszcze nie to, tym bardziej, że zaczęłam włosy rozjaśniać, a to im się nie podoba. Z pomocą przyszła mi keratyna, do której podchodziłam już kilka razy i jestem mega zadowolona, że w końcu się zdecydowałam. Dzisiaj opowiem Wam więcej na temat keratynowego prostowanie włosów, bo ma to swoje plusy, ale i spore minusy. Przygotujcie się na dość długi wpis.


Nie będę Wam opisywać poszczególnych produktów, podawać składów, jak to zazwyczaj robię, bo jest to dla mnie bezsensu i chyba nawet nie chcę wiedzieć, co tam tak naprawdę jest. Chyba każdy zdaje sobie sprawę, że jeżeli te produkty są w stanie wyprostować Wasze włosy na dłużej i efekt utrzymuje się do kilku miesięcy, to to musi być magicznie działający syf, sama chemia, szkodliwe substancje, które nie tylko podrażniają skórę, ale mogą wywołać problemy z oddychaniem. Nie bez powodu keratynowe prostowanie włosów przeprowadza się w rękawiczkach, masce i w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Keratynę miałam już robioną 3 razy, a sama robiłam zabieg na innych osobach z kilkanaście, więc uwierzcie  opłakałam i okaszlałam się dużo nad tymi włosami.
No to przechodzę do szczegółów!
Po pierwsze, kosmetyki kupuję na allegro i zawsze są to przelewane produkty. Macie parę różnych możliwości zakupu, kilka pojemności i różne zestawy, wszystko zależy od Waszych osobistych potrzeb. Ja za 100 ml zazwyczaj płacę około 60-70zł. Po drugie, naprawdę musicie przygotować odpowiednio pokój do robienia keratynowego prostowania. Otwarte okno, balkon, a nawet wiatrak okażą się bardzo przydatne. Po trzecie, maska i kilka par rękawiczek to też jest must have. Po czwarte, pamiętajcie o przeprowadzeniu testu, czy produkty Was nie uczulą.


SZAMPON OCZYSZCZAJĄCY. Nie ma sensu używać wcześniej innych szamponów, bo ten szampon jest na maksa oczyszczający. Przekonacie się o tym, jak tylko dotkniecie włosów w trakcie mycia. Ja myję nim włosy 3 razy, bo nakładam bardzo dużo produktów bez spłukiwania na włosy. Za 3 razem włosy są tępe, szorstkie i wtedy wiem, że nic już na nich nie ma. Nie osuszajcie dokładnie włosów, najważniejsze to żeby nie ciekła z nich woda. Jeżeli Wasze włosy szybko schną to koniecznie przygotujcie sobie jakąś butelkę z atomizerem i napełnijcie ją wodą, bo w trakcie nakładania keratyny włosy muszą być wilgotne.
Szampon nie pachnie, ma normalną konsystencję i rewelacyjnie się pieni. Szampon nie powinien Was podrażnić, chyba że będziecie go używać przez kilka dni po przeprowadzonej już keratynie (nie róbcie tego) to możecie spodziewać się łuszczenia się skóry na głowie, łupieżu itp. Ja tak robiłam ze względu na mega ulizane włosy, a liczyłam na to, że część keratyny przy skórze głowy się wypłuka, a włosy będą normalniejsze. Nie pomogło, a nawet zaszkodziło.


PREPARAT PROSTUJĄCY - KERATYNA. Przed użyciem wstrząśnijcie buteleczką i wylejcie ją do jakiejś miseczki, przygotujcie też pędzelek (taki do nakładania farby), ręczniki papierowe albo zwykłe, chusteczki, rękawiczki i nakładamy keratynę na wilgotne włosy, dokładnie tak jak farbę. Nie nakładajcie produktu na skórę głowy, pilnujcie tego odstępu 1-2 cm, bo skóra potrafi mega piec, być zaczerwieniona i ja ostatnio męczyłam się ze strasznym łuszczeniem się skóry, pieczeniem i swędzeniem, na szczęście to mija. Nawet jeśli Wasze włosy kręcą się już u nasady to i tak nie warto. Keratynę również wmasowujemy we włosy, a jak całość jest już nałożona to czekamy 15 minut. Na tym etapie zazwyczaj nie ma problemu ani z zapachem czy łzawiącymi oczami
Męka zaczyna się przy suszeniu. I naprawdę mega ciężko jest wysuszyć włosy pokryte keratyną, jeszcze chłodnym lub średnim powietrzem. Na początku wydaje się to niemożliwe. Oczywiście da się, ale trwa to jakąś niecałą godzinę. Kiedy włosy są już idealnie suche zaczynamy je prostować.
Na tym etapie bez maski się nie obejdzie, a osoba, której robimy keratynę musi mieć przy sobie najlepiej wilgotny ręcznik przyłożony do twarzy, bo inaczej utonie we własnych łzach. Prostujemy niewielkie pasma, po 6-7 razy każde, a keratyna razem z parą unosi się w całym pomieszczeniu. Ten moment jest najgorszy. I czekamy pół godziny. Zapach sam w sobie nie jest drażniący, jest charakterystyczny i dosyć intensywny, ale te opary oddziałują na nas najbardziej.
W instrukcji napisane jest, że jeśli nie chcemy mieć ulizanych włosów to należy prostować je i unosić ku górze. Ale z własnego doświadczenia wiem, że to za wiele nie daje. Po odczekaniu 30 minut myjemy włosy szamponem oczyszczającym i znowu osuszamy włosy delikatnie ręcznikiem i do kolejnego kroku muszą być cały czas wilgotne.


ODŻYWKA PO KERATYNOWYM PROSTOWANIU. Wydaje mi się, że ten krok jest zazwyczaj pomijany w większości, jak nie wszystkich salonach fryzjerskich, ale mogę się mylić. Produkt nakładamy na włosy dokładnie w taki sam sposób, jak preparat prostujący. Czekamy 15 minut i zmywamy, ale nie całość. Według instrukcji powinniśmy zostawić ok. 50% odżywki - zawsze się zastanawiam, jak niby mamy to zrobić, więc nie przywiązuję do tego większej wagi. Odżywkę zmywam wodą, nie robię tego za bardzo dokładnie, wierząc, że coś tam na nich zostaje. Suszymy włosy chłodnym lub średnim powietrzem i prostujemy włosy ponownie, znowu cienkie pasma po 6-7 razy każde. Ten etap nie jest już drażniący, a cieszy, bo to jest ostatni etap, więc wiemy, że po kilku godzinach to już koniec.

Całość może potrwać od 4 do 8 godzin. W zależności od ilości i długości włosów. Włosy można umyć już tego samego dnia, ja keratynę robię do późnych godzin nocnych, więc myję włosy od razu następnego dnia rano ze względu na to, że są strasznie oklapnięte i wyglądają niefajnie. Według producenta, należy też pamiętać o odpowiednich szamponach bez SLS i SLES, ale ja na to też nie patrzę, a efekty utrzymują się na moich włosach bardzo długo, a nawet mam wrażenie, że keratyna w nich zostaje na stałe.


Jakie są moje odczucia?
Włosy są super proste, odżywione, gładkie, lśniące, wyglądają na maksa zdrowo, wszystkie ubytki są uzupełnione, więc wizualnie - rewelacja. Wygoda jest też we współpracy z tymi włosami. Nie trzeba nakładać maski, odżywek, nie trzeba ich układać, bo wszystko jest idealne. Ale czy na pewno?

Wszystko zależy od włosów. Po pierwszej keratynie miałam mega ulizane włosy, z którymi męczyłam się jakiś miesiąc. Za drugim razem, efekt już nie był aż tak ulizany, ale pojawiło się lekkie podrażnienie skóry głowy. A za trzecim razem, włosy miałam już fajnie puszyste i uniesione od nasady po jakichś niecałych dwóch tygodniach, ale za to skóra głowy łuściła mi się okropnie, co pojawiło się po jakimś tygodniu od zrobienia keratyny i męczyłam się z tym ok. 2 tygodnie. Wszystko minęło, ale skóra została podrażniona, była zaczerwieniona, piekła i swędziała. Poza tym, jak wykonuję komuś zabieg keratynowego prostowania to przy prostowaniu włosów rzadko kiedy nakładam rękawiczki, bo jest to po prostu niewygodne, a to wiąże się z tym, że skóra na dłoniach i opuszkach palców pęka i też lekko schodzi. Więc keratyna to nie tylko łzawienie i kaszlenie podczas przeprowadzania zabiegu. Musze za to przyznać, że kosmetyki nie niszczą ubrań ani dywanów, zdarza się ze coś tam poleci, ale wszystko fajnie się spiera i nie ma po tym śladu.

Jak jest z włosami po kilku miesiącach od przeprowadzenia zabiegu?
Moje włosy ostatnio szybko rosną, więc po keratynie wyglądają mega śmiesznie. Połowa włosów od nasady się kręci i to tak pięknie się kręci, a od połowy do końców są hiper proste. Staram się wtedy ich mimo wszystko nie prostować, więc suszę włosy, żeby wyglądały jakoś. A wiadomo przy większym i ważniejszym wyjściu włosy wyprostuję. Jak wspominałam wcześniej, nie patrzę na składy i używam kosmetyków z SLS'em, ale nie widzę, żeby keratyna wypłukiwała się z włosów.
Zdarza mi się,że włosy kręcę na prostownicę. I w miarę fryzura utrzymuje się na takich keratynowych włosach. Nie jest to efekt całonocny, ale i tak jest w porządku. Mimo wszystko, ja  jak na razie do keratyny nie wrócę, bo za niecały rok biorę ślub, a wolę mieć fajnie podatne włosy na układanie moich fantazji ślubnych, niż włosy śliskie, z których za dużo nie będzie się dało zrobić.

Słyszałam, ze włosy po keratynowym prostowaniu się niszczą...
Według mnie jest to jeden wielki bullshit. Włosy po keratynie są odżywione, gładkie, nawilżone i mięciutkie w dotyku, dlatego przestajemy o nie dbać. Nie czujemy potrzeby nakładania odżywek, masek, oleju i innych produktów, które zazwyczaj aplikowałyśmy na włosy. Po wypłukaniu się keratyny, nagle wychodzą na wierzch wszystkie ubytki i włosy są w strasznym stanie, bo o nie nie dbałyśmy - proste.
Mnie keratyna ratuje, bo zachciało mi się je nagle rozjaśnić. Do rozjaśniania miałam dwa podejścia. Pierwsze skończyło się ścięciem włosów do ramion, a za drugim razem miałam już zrobioną keratynę, więc włosy były wzmocnione i przetrwały! Jak coś to ja najpierw robię keratynę, a po minimum dwóch tygodniach idę rozjaśniać włosy. Poza tym, moje włosy powoli odżywają. Te co odrastają pięknie się zaczynają kręcić, są miękkie i zdrowe, co jest na maksa fajne, ale to zasługa tego, że ich nie prostuję, nie katuję niczym innym i nie zapominam o regularnym dbaniu o nie. Dalej olejuję włosy, używam odzywek, masek i kolejnych odzywek bez spłukiwania, tak samo, jak olejków na końcówki. Moja pielęgnacja włosów się nie zmieniła.

Keratyna w domu, a w salonie fryzjerskim.
Nie zrozumcie mnie źle, ale nigdy nie poszłabym na keratynowe prostowanie włosów do salonu fryzjerskiego. Zdaje sobie sprawę z tego, że produkty u fryzjera są pewnie bezpieczniejsze, zabieg jest wykonany w 100% prawidłowo, ale kosztuje kilkaset złotych, siedzicie u fryzjera kilka godzin i marnujecie czas, czego ja nie znoszę. Poza tym, byłoby mi szkoda męczyć fryzjerki, żeby stały i robiły tą keratynę, a z koleżankami w domu to co innego. Wydacie mniej pieniędzy, będziecie w domu, więc w między czasie możecie coś zrobić, a to sprzątać, pranie, obiad, zjeść coś normalnego i nie marnujecie bezsensu czasu. Co więcej z koleżankami możecie się napić, nagadać, spędzicie razem czas, a na to zazwyczaj nie ma czasu, więc 2w1. Sam zabieg nie jest aż tak skomplikowany i na pewno dacie radę zrobić ją komuś innemu. Słyszałam o przypadkach osób, które robiły keratynę same sobie. Podziwiam i szanuje ,bo ja sobie nie dałabym rady tego zrobić ;).

Czy warto się tak męczyć, żeby mieć proste włosy..?
To już zależy od Was. Opisując wszystko krok po kroku miałam wrażenie, że opisuję jakieś tortury i zastanawiałam się po, co ja to w ogóle robiłam. Łzy, kaszel, podrażnienie, oklapnięte i ulizane włosy, trwa to strasznie długo i te produkty mogą być naprawdę niebezpieczne dla naszego organizmu. Ale to jest tylko chwila przy kilku miesiącach spokoju. Wystarczy uważać, słuchać się zaleceń, a efekty będą bardzo długotrwałe. W tym czasie spokoju, kiedy włosy wyglądają zdrowo, są nawilżone i odżywione możemy skupić się na ich pielęgnacji, na dbaniu o te, które nam odrastają, więc może to być fajna opcja na czas przejściowy, kiedy nie chcemy ścinać włosów, bo szkoda nam długości albo źle się czujemy w krótkich.

Obecnie jestem po jakichś 3 tygodniach od ostatniej keratyny i jest to moja ostatnia keratyna, jak na razie. Włosy będę rozjaśniać na różnych podkładach typu ola-plex, więc wierzę, że nie ulegną zniszczeniu. Standardowo, jak to na kobietę przystało, obecnie marzę o powrocie do kręconych włosów, co się pewnie zmieni w między czasie tysiąc razy. Na chwilę obecną inspiruje i motywuje mnie Magda z bloga Curly Madeleine, czyli jak pokochać kręcone włosy? Jej włosy są rewelacyjne, poza tym, dziewczyna zna się na rzeczy i wie co mówi. Jej blog i kanał na youtube to kompleksowa encyklopedia dla kręconowłosych, więc jeśli ktoś z was nie lubi swoich fal czy loków i zastanawia się nad keratyną to okej - możecie spróbować i na pewno będziecie zadowolone z efektów końcowych. Ale najpierw może akurat polubicie swoje włosy, nauczycie się wydobyć z nich to, co najlepsze i nie będziecie musiały się truć? Blog Magdy na pewno Wam w tym pomoże.

Mam nadzieję, że wspomniałam dzisiaj o najważniejszych rzeczach związanych z keratynowym prostowaniem włosów. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to dajcie znać w komentarzach, a przygotuję drugą część związaną już z Waszymi pytaniami, a'la Q&A.


Gąbeczkowe love - lovenue, loveblender

15 listopada 2018


Cześć! Jesień przyszła już do nas chyba na dobre; zimno, deszcz i wiatr, to coś co lubię,tym bardziej kiedy siedzę w domu  mogę się grzać za pomocą herbaty z rumem i zaświecić wszystkie światełka, jakie mam i jest super! U mnie standardowo - korepetycje i skupiam się na blogu, tak żeby się ze wszystkim super fajnie wyrobić. Dzisiaj mam dla Was recenzję gąbeczki do makijażu, którą dostałam już dawno na Spotkaniu Blogerek w styczniu, ale jakoś ciężko jest mi się czasem przekonywać do nowych rzeczy. Gąbeczka ma charakterystyczny kształt i ja nią nakładam głównie korektor. Pamiętam czasy, jak do nakladania makijażu używałam po prostu palców i pędzelków dodanych do kosmetyków, kto by wtedy pomyślał, że teraz będę miała kilka różnych gąbeczek i kilkadziesiąt pędzli, i że jeszcze w miarę będę umiała się nimi posługiwać! No to zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat serduszkowych blenderów.

Lovenue, LOVEblender
gąbka do makijażu


LOVEblender jest bezpieczny dla skóry i przyjazny dla środowiska. Została wykorzystana technologia 'natural oil layer protection', która ma za zadanie zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia skóry i chronić ją przed utratą warstwy lilpidowej. Ponadto, gąbeczka została wzbogacona witaminą E, nazywaną 'witaminą młodości', która jako silny przeciwutleniacz chroni skórę przed stresem oksydacyjnym i uszkodzeniem komórek. 
Gąbeczka posiada idealną gęstość oraz miękkość, dzięki zastosowaniu najwyższej jakości hydrofilowego poliuretanu, czyli materiału, który wykorzystuje się w medycynie. Aplikowanie kosmetyków przy użyciu blendera zapewnia zdrowy wygląd skóry. Rozprowadzanie w newralgicznych miejscach, takich jak na brodzie, w okolicach kącików ust i skrzydełek nosa przestanie być problematyczne. Używając gąbeczki perfekcyjnie przygotujemy skórę i wykończymy makijaż bez nieestetycznych smug i zacieków po fluidzie.

Sposób użycia: LOVEblendera nie należy używać suchego, a w zależności od rodzaju kosmetyku; mokrego do fluidu, rozświetlacza w płynie i bronzera, a wilgotnego do pudru i kremu.


Gąbeczka LOVEblender już na pierwszy rzut oka wyróżnia się od innych gąbeczek, a musi, bo na rynku mamy obecnie dostępnych bardzo dużo różnych kształtów beautyblender'ów. Do wyboru do koloru okrągłe, spiczaste, z płaską jedną częścią albo kompletnie powydziwiany kształt. LOVEblender to mega słodkie, różowe serduszko z mocno wyciętą górą, przez co nakładanie produktów w newralgicznych miejscach rzeczywiście jest dużo prostsze niż przy okazji zwykłej okrągłej gąbeczki. Gąbeczka jest niesamowicie miękka i sprężysta, tak jak producent obiecuje idealną gęstość i miękkość, tak według mnie zostaje to spełnione. Aczkolwiek wecie pod uwagę to,ze mówi to osoba, która na profesjonalnym makijażu się nie zna, nie wiem, jak to powinno być, ale taki laik, jak ja jest zadowolony, a to właśnie takich laików jest najwięcej :). Zresztą zobaczcie poniższy filmik.


Głównie używam gąbeczki do nakładania korektora pod oczami, a także tam, gdzie chce żeby moja cera została rozświetlona i czasem doklepuję sobie nią fluid, tak dla pewności, że wszystko jest idealnie przyklepane. Nakładałam nią też fluid, żeby zobaczyć, jak to działa i móc się wypowiedzieć na ten temat. Po pierwsze, producent nie zaleca używania suchej gąbeczki, a ja jakoś dalej uparta, jak osioł nie mogę przestawić się na moczenia jej, wydaje mi się, że to ze względu na lenistwo i nic więcej, bo przy okazji testowania tej gąbeczki, również zdarzyło mi się ją zmoczyć dla porównania.
Sucha gąbeczka nie wchłania jakichś ogromnych ilości korektora, nie ma z tym problemu, idealnie wklepuje produkt już znajdujący się na skórze i rozprowadza tam, gdzie chcę. Nic się nie rozmazuje, a wszystko znajduje się na swoim miejscu. Nie ma też najmniejszego problemu przy rozprowadzaniu produktu blisko przy oczach, wszystko jest idealnie precyzyjne. Poza tym, korektor jest idealnie rozprowadzony, nie wchodzi w załamania. Jeżeli chodzi o fluid, to w tym przypadku używałam zazwyczaj wilgotnej gąbeczki, bo mimo wszystko beautyblendery szybciej piją fluid. Ale muszę przyznać, że byłam zadowolona, fluid został idealnie rozprowadzony w mega naturalny sposób, zużyłam mniej fluidu niż zazwyczaj, a cera była gładka i koloryt wyrównany, i wszystko było naprawdę super. Jestem na razie na etapie pędzla typu flat top, ale myślę, że to głównie kwestia przyzwyczajenia i kiedyś nadejdzie dzień, że do fluidu będę używać tylko gąbeczek.
Nie wypowiem się na temat innych produktów, bo brak mi umiejętności do nakładania np. mokrych produktów do konturowania.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego jak współpracuje ze mną to serduszkowe cudo. Jest idealnie miękka, bardzo wygodnie się nią operuje w newralgicznych miejscach i polubiłam nakładanie nią fluidu! A nawet przekonałam się trochę bardziej do stosowania jej w wilgotnej wersji. A myślałam, że u mnie to nigdy nie nastąpi. Makijaż jest idealnie wykończony, baza - dla mnie najważniejsza, jest nałożona perfekcyjnie, nic nie wchodzi w załamania, nic się nie ciastkuje - rewelacja. Efekt jest naturalny, ale krycie jest naprawdę mocne, a makijaż wygląda bardzo estetycznie. Gąbeczki bardzo wygodnie się utrzymuje w czystości, dobrze się je czyści i wszystko jest bardzo na plus! Nie tylko gąbeczka działa świetnie, ale i wygląda naprawdę fajnie, robi wrażenie. Nie tylko się nadaje do wykonywania makijażu, ale i do zdjęć - 2w1.


Jak widzicie LOVEblender to nie tylko duża gąbeczka, ale i wersja mini - przesłodka, tak samo różowa i tak samo serduszkowa. Co prawda tutaj zarysowane serce jest mniej widocznej niż w dużej wersji, ale wiadomo, że nie jest to na pewno łatwe. Mimo wszystko gąbeczka jest przeurocza Sprawdza się również przy nakładaniu korektora. Kiedy używam dużej gąbeczki do fluidu albo jadę gdzieś na wyjazd i mam ograniczony bagaż - biorę wersje mini i świetnie się sprawdza, jako zamiennik standardowej wielkości! Fajny pomysł, kiedy naprawdę chcemy wziąć jak najmniej rzeczy. Poza tym, jest też bardziej precyzyjna niż duża wersja, więc świetnie się sprawdza w newralgicznych miejscach. Bardzo fajne rozwiązanie!
Znacie te serduszka? :)

#32 Kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

13 listopada 2018



Dzień dobry!Mam jednak lekkie opóźnienie, bo wyszła kryzysowa sytuacja, więc z zaplanowanymi recenzjami muszę trochę poczekać, ale mam nadzieję, że sprawa się szybko wyjaśni i będę mogła Wam wszystko opisać, jak najszybciej. W związku z tym trzeba sobie jakoś radzić, a że wieczory coraz dłuższe, milsze i przytulniejsze no to filmy! Idealny czas na oglądanie filmów, nadrabianie wszystkich zaległości i po prostu odpoczywanie. Tym razem, widać wpływ narzeczonego na tego kinomaniaka, zazwyczaj nie przepadam za oglądaniem innych filmów niż angielskich, jakoś tak źle mi się je oglądało, ale przekonał mnie do komedii francuskich! I koniecznie się zapoznajcie z nimi, bo są warte obejrzenia - zapraszam!

Miasto 44 (2014) dramat, wojenny

Lubię dramaty,czasem lubię filmy wojenne, a w sumie o Miasto 44 było dosyć głośno przez długi czas, więc stwierdziłam, że czas obejrzeć. I w sumie to się zawiodłam. Film ogólnie spoko, historia pokazana w filmie też fajna, dobór aktorów, zwroty akcji - wszystko mi się podobało. Ale wstawki rodem z jakiegoś dziwnego kina Hollywod,czy Bollywood czy nie wiem z czego, zwolnione tempo, nagle inna muzyka,, efekty specjalne; wiecie płomień, iskry no po co to? Dla mnie totalnie niepotrzebne. Jak już oglądałam film o dosyć ważnej tematyce, to fajnie by było gdyby wszystko było utrzymane w doniosłym klimacie. Tutaj nie wiedziałam, co ja oglądami czy to nie jest jakiś żart. Dodatki zepsuły oglądanie tego filmu

Facet na miarę (2016) 'Un homme a la hauteur' komedia romantyczna

O tej komedii też dosyć sporo słyszałam, a mam wrażenie, że dalej widzę jej reklamy w różnych miejscach. Fajny pomysł, całkiem inna historia, która nie tylko pokazuje prawdę o ludziach, ale też sprawia, że człowiek zaczyna myśleć; 'A co ja bym zrobiła na jej miejscu?' I trochę pokazuje prawdę  o nas samych. Pokazuje, że wszystko siedzi w nas i zależy od nas, i nie powinno nas interesować zdanie innych. Najważniejsza rzecz, jeśli my nie mamy z czymś problemu to inni też nie. Proste, a takie trudne do wprowadzenia w życie. Komedia bardzo przyjemna,miło się ogląda i bardzo polecam!

Kopciuszek (2015) 'Cinderella' familijny, fantasy, romans

Przy okazji jednego kinomaniaka wspomniałam, że mam ochotę obejrzeć ekranizacje filmowe znanych mi bajek z dzieciństwa i nie tylko. I tak też się dzieje. Na szczęście w telewizji puszczają sporo takich filmów ostatnio, więc nawet nie trzeba jakoś się wysilać i szukać. Kopciuszek był bardzo przyjemny, nie odbiega tematycznie od standardowej historii, którą wszyscy znamy, główna aktorka jest przerozkoszna, więc też polecam. Super jest sobie poprzypominać, co się kiedyś oglądało, a w trochę poważniejszej wersji.

Królewna Śnieżka i Łowca (2012) 'Snow White and the Huntsman' fantasy, przygodowy

I teraz z tą ekranizacją nie jest tak, jak z Kopciuszkiem. Ogólnie główna myśl i fabuła są zachowane, wiadomo o co chodzi i można się w miarę łatwo połapać. Ale sam film jest creepy! Lekko przerażający i straszny, czego się totalnie nie spodziewałam po w sumie bajce. Na pewno znajdzie swoich fanów, bo coś to ma w sobie, ale ja nie przepadam za horrorami. Mimo że ja jakoś nie polubiłam tego filmu, to jest to na maksa ciekawa i dobra interpretacja! Warto się z nią zapoznać, ale ostrzegam nie będzie zbyt przyjemne, słodko i kolorowo.

Za jakie grzechy, dobry Boże? (2014) 'Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu?' komedia

I lecimy dalej z komedią romantyczną! Ta jest przegenialna, zajebista i na maksa Wam ją polecam. Nie znam osoby, której mogłaby ona nie podpasować. Historia, pomysł, realizacja są genialne. Zwykła rodzina, córki i każda z nich wybiera obcokrajowca za męża, mieszanka kulturowa, przyzwyczajeń i tradycji, co daje naprawdę niezłe combo. A fakt, że kolejna córka, już ostatnia, w której pokładane są wszelkie nadzieje, też dała czadu, ale tego się na pewno nie spodziewacie, kogo wybierze za męża. Więc włączcie sobie koniecznie, bo warto. Uśmiejecie się.

Miłość aż po ślub (2017) 'Jour J' komedia

Kolejna komedia francuska - godna polecenia. Zaczyna się świetnie, co prawda trochę przewidywalnie, bo wiadomo łączą się drogi dwóch osób, które fajnie by było jakby były razem, ale oczywiście jedna osoba już ma w planach ślub i bach. Ale wiadomo wszystko dobrze się kończy, a po drodze jest masa świetnych zwrotów akcji, historii trochę niemożliwych, ale śmiesznych, które genialnie się ogląda. No i najważniejsze, że wszystko dobrze się kończy, a takie filmy uwielbiam;)


Muszę przyznać, że moja druga połówka dobrze wiedziała, co robi chcąc obejrzeć ze mną te filmy. Pokochałam francuskie komedie i chcę ich więcej, są świetne, robią mega wrażenie i pokazują takie historie, których brakuje trochę w anglojęzycznych filmach więc czad!Jeżeli też lubicie francuskie komedie, piszcie w komentarzach tytuły, które powinnam obejrzeć, a a pewno niedługo przeczytacie w kinomaniaku moją opinie na ich temat :).


Dermacol, transparentny puder - idealne wykończenie makijażu

10 listopada 2018


Heloł! Co tam działacie?My dzisiaj załatwiamy trochę spraw,ale ogólnie chill, chill i jeszcze raz chill. Zbliżają sie święta, więc intensywny czas, a przyszły rok to już w ogóle będzie się działo, więc przy każdej okazji, kiedy możemy odpocząć - trzeba z tego korzystać. A mi z tym cudownie, bo zazwyczaj latałam na pełnych obrotach 24/7, 12 miesięcy w roku, a teraz jakoś tak bardziej na luzie i powoli. I tak jest fajnie, polecam wszystkim. Poza tym, byliśmy wczoraj na Planecie Singli 2 i tak samo  polecam, jeżeli spodobała Wam się 1 to warto się wybrać do kina ;).
Dzisiaj mam dla Was produkt marki Dermacol. Markę poznałam jakiś rok temu i się w niej zakochałam, na pewno kojarzycie moje zachwyty winogronowymi produktami do ciała, które pachną obłędnie, a dzisiaj mam dla Was produkt do makijażu. Jak myślicie, również będę się zachwycać?

Dermacol, invisible fixing powder
transparentny puder


*Doceniony przez Związek Czeskich Makijażystów*
Puder transparentny idealnie uwydatni Twój makijaż satynowym wykończeniem, a także pozostawi skórę gładką oraz zmatowioną. Puder w ciągu dnia będzie absorbował nadmiar wydzielającego się sebum, nie wysuszając przy tym skóry. Zapobiega powstawaniu uczucia lepkiej i tłustej skóry w ciągu dnia. Makijaż jest utrwalony i powinien utrzymać się cały dzień.

Skład: Talc, Zinc Stearate, Magnesium Carbonate Hydroxide.

Sposób użycia: należy nałożyć produkt na twarz wykorzystując gąbeczkę.


Puder transparentny od marki Dermacol znajduje się w standardowym dla tego typu produktów opakowaniu. Jest przezroczyste, a ilość otworów jest idealna do wysypywania pudru na wieczko. Wystarczy jedno 'wysypanie' i mamy idealną ilość na utrwalenie dziennego makijażu, a w przypadku mocniejszych i cięższych makijaży na jakieś eventy, wtedy wysypuję sobie na dwa razy i jest idealnie.
Puder jest bardzo jasny, lekko zabarwiony na beżowo. Posiadam wersję light, więc jest taka pośrednia -najbardziej neutralna dla wszystkich. Ewentualnie jest jeszcze możliwość wyboru między kolorem white i natural. Zapach jest niewyczuwalny. Jedyne na co trzeba uważać, to przy nałożeniu większej ilości produktu na puszek puder może trochę pylić, ale tak jak mówię tylko w sytuacji, kiedy nabierzemy bardzo dużo.


Uwielbiam to jak puder współpracuje z innymi produktami do makijażu. Z każdym fluidem fajnie współgra, nie tylko z tymi od Dermacol. Ani nie wybiela twarzy, ani nie nadaje jej jakiegoś konkretnego odcienia. Fajnie fiksuje makijaż, utrwala fluid, korektor, a także matuje cerę. Nie ma też później problemu z nakładaniem kolejnych produktów, różu czy bronzera. Wszystko super się trzyma, kolory są tak samo intensywne, więc nie wpływa w żaden sposób na działanie innych kosmetyków.
A jeżeli chodzi o to, jak wygląda na twarzy cały dzień, to ja naprawdę jestem zadowolona. Produkt utrwala makijaż, nic nie schodzi, nic się nie roluje nie waży ani nie ciastkuje w ciągu dnia. Nie mam problemów z cerą, więc też nie muszę się poprawiać, co godzinę. Jedyne, co to wiadomo w okolicach nosa od okularów, czy kiedy mam katar - skóra się bardziej tłuści, Wtedy warto co jakiś czas spojrzeć w lustro i użyć bibułki matującej albo trochę się poprawić. Ale kiedy jestem na imprezie, na weselu to puder na bieżąco absorbuje pot i nadmiar sebum, więc jeżeli już się poprawiam to chyba tylko dla swojego psychicznego komfortu, bo nie ma takiej potrzeby.


W internecie kupicie go od 20 do 30 zł,w zależności od drogerii, a pojemność wynosi 13 gram. Dla mnie produkt jest mega wydajny, co prawda nie używam go codziennie kiedy siedzę w domu, ale od kilku miesięcy na pewno go stosuję na wyjazdach, jak już gdzieś wychodzę, czy na imprezy i jakoś nie widzę większego zużycia,. Na pewno Wam go polecam. Dla mnie działa rewelacyjnie, cudownie matuje skórę, a także utrwala makijaż. Wiadomo w ciągu dnia w kryzysowych sytuacjach trzeba coś tam poprawić, ale nie są to dramatyczne poprawki i przeżyłabym bez. Więc ja jestem znowu zachwycona i jaram się, że jest marka, którą uwielbiam ze względu na pielęgnację, a i teraz zaczynam uwielbiać jej produktu kolorowe i do makijażu.


Lirene, duo płyn micelarny, który nie tylko zmyje makijaż, ale i wzmocni rzęsy

08 listopada 2018


Dzień dobry! Co tam, jak tam? Jestem i mam już rozpisany wpisowy plan na listopad i mam nadzieję, że uda mi się tego trzymać i zrobić wszystko tak, jak sobie to założyłam. A wypadałoby się ze wszystkim wyrobić, bo w grudniu wracamy z blogmasami! W tamtym roku udało mi się codziennie wrzucać świąteczne posty, a w tym wiem, że może to być trochę utrudnione, więc muszę zacząć pisać je wcześniej, żeby potem na pewno się ze wszystkim wyrobić. Macie jakieś pomysły na świąteczny klimat na blogu albo o czym konkretnie chcielibyście poczytać? Dajcie znać, bo obecnie zbieram inspiracje i pomysły i na pewno niedługo zacznę już działać.
Dzisiaj mam dla Was recenzję duo płynu micelarnego dwufazowego marki Lirene, który nie tylko ma zmyć Wasz makijaż, ale również wzmocnić rzęsy. Jak myślicie, jest to możliwe?

Lirene, DUO płyn micelarny
z olejkiem rycynowym


Duo płyn micelarny zawiera unikalną technologię MICEL PURE&NUTRI z olejkiem rycynowym, który został stworzony przez zespół ekspertek Laboratorium Naukowego Lirene. Została oparta na synergii działania składników oczyszczających oraz intensywnie odżywczych. Płyn micelarny ma za zadanie usunąć makijaż i zanieczyszczenia, uelastycznić, odżywić i nawilżyć skórę, a także poprawić kondycję rzęs sprawiając, że staną się silniejsze i piękniejsze. Przy okazji, płyn micelarny wygładzi skórę, wspomoże warstwę hydrolipidową naskórka, zapobiegając nadmiernemu przesuszeniu. Formuła została również wzbogacona o HydroComplex, który zapewnia głębokie nawilżenie i ukojenie skóry, ograniczając utratę wody przez naskórek. Ponadto nadaje się do każdego typu cery, jest bezzapachowy i ma optymalną tolerancję.
Potwierdzone rezultaty: *82% skuteczne oczyszczenie i demakijaż *58% zregenerowane rzęsy *59% odżywiona skóra.

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Isohexadecane, Cyclohexasiloxane, Isopropyl, Isostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Zea Mays (Corn) Oil, Tocopherol, Sodium Chloride, Panthenol, Calcium Gluconate, Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Sodium Cocoyl Glucamate, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Cl 40800.

Sposób użycia: Płyn należy nanieść na wacik, rozprowadzić oczyszczając skórę twarzy i skórę wokół oczu. Powtarzać, aż wacik będzie czysty.


Płyn micelarny znajduje się w dużej i przeźroczystej buteleczce, o pojemności 400 ml. Opakowanie jest wygodne w użytkowaniu, mimo że jest dosyć spore. Na opakowaniu znajdują się wszystkie informacje, a i widzimy ilość zużycia. Zamknięcie jest typowe, na zatrzask, które jest bardzo solidne. Czasem ciężko jest mi je otworzyć, ale to dobrze, bo ostatnio często jeżdżę i przynajmniej nie mam obaw zabierać go ze sobą i wkładać do torby. Produkt też dobrze się wylewa na wacik, więc wszystko jest w porządku.
Płyn micelarny składa się z dwóch konsystencji, które po zmieszaniu tworzą lekko tłusty płyn, którym zmywamy makijaż. Dobrze się miesza i na dosyć długi czas, ale na wszelki wypadek warto przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Wydaje mi się, że obie konsystencje kończą się w miarę równomiernie, ale to wyjdzie tak naprawdę przy samej końcówce. Produkt ma być bezzapachowy, ale ja jestem w stanie wyczuć coś dziwnego, taki słaby, ale duszący zapach, który mi nie pasował i byłam w stanie go wyczuć potem na skórze, ale na szczęście tonik, czy inny produkt go niweluje.


Płyn micelarny nie rozmazuje makijażu, tylko od razu go sprawnie zmywa, nie tylko makijaż twarzy, ale i oczu. Do cięższych i mocniejszych makijaży oczu wolę używać specjalnego produktu, ale jak czasem nie mam nic pod ręką, czy mi się spieszy i chcę zmyć wszystko na raz, to ten duo płyn micelarny i tak w miarę daje sobie radę. Zmywa powierzchnie makijaż, nie podrażnia oczu i świetnie radzi sobie z tuszem do rzęs i ewentualnie różnymi cieniami. Mimo wszystko, płyn micelarny nie domywa wszystkiego dogłębnie. Po użyciu zostawia na skórze lekko tłusty film, przez co ja dalej czuję, że coś tam jeszcze mam, ale standardowo używam potem peelingu, czy toniku czy innego produktu i mam wtedy pewność, że wszystko jest dobrze czyszczone. Płyn jest fajny do takiego pierwszego oczyszczania twarzy z wierzchniej warstwy, ale potem i tak trzeba czegoś jeszcze użyć, więc osoby ograniczające produkty w pielęgnacji do minimum mogą być niezadowolone.


Ja mimo wszystko jestem całkiem zadowolona z działania, ale są rzeczy, które mi nie podpasowały. Lubię płyny micelarne, które fajnie rozpuszczają każdy makijaż. Nie podrażnia oczu, nie uczulił ani nie zapchał mojej skóry, więc to jest na plus. Nie jestem pewna, czy nawilża i odżywia skórę, bo od tego mam inne produkty, ale na pewno jej nie wysuszył. Nie przeszkadza mi fakt, że po i tak muszę czegoś jeszcze użyć, bo i tak to robię, więc nie jest to dla mnie problem, ale musicie to wziąć pod uwagę. Bardziej irytuje mnie zapach, którego miało nie być w ogóle, a trochę mi przeszkadza, tak samo jak film na twarzy, nie lubię tego uczucia. Wydaje mi się też, że o dziwo wzmacnia rzęsy Zazwyczaj po odstawieniu odżywek do rzęs, zaczynają mi one nadmiernie wypadać, a teraz tego nie zauważyłam, więc fajnie! Koszt tego produktu to 20zł, niby nie dużo, ale też nie jakoś super mało.
Nie będzie to mój demakijażowy hit, ale myślę, że będę do niego wracać w momentach, kiedy robię przerwę od odżywek do rzęs.