Gąbeczkowe love - lovenue, loveblender

15 listopada 2018


Cześć! Jesień przyszła już do nas chyba na dobre; zimno, deszcz i wiatr, to coś co lubię,tym bardziej kiedy siedzę w domu  mogę się grzać za pomocą herbaty z rumem i zaświecić wszystkie światełka, jakie mam i jest super! U mnie standardowo - korepetycje i skupiam się na blogu, tak żeby się ze wszystkim super fajnie wyrobić. Dzisiaj mam dla Was recenzję gąbeczki do makijażu, którą dostałam już dawno na Spotkaniu Blogerek w styczniu, ale jakoś ciężko jest mi się czasem przekonywać do nowych rzeczy. Gąbeczka ma charakterystyczny kształt i ja nią nakładam głównie korektor. Pamiętam czasy, jak do nakladania makijażu używałam po prostu palców i pędzelków dodanych do kosmetyków, kto by wtedy pomyślał, że teraz będę miała kilka różnych gąbeczek i kilkadziesiąt pędzli, i że jeszcze w miarę będę umiała się nimi posługiwać! No to zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat serduszkowych blenderów.

Lovenue, LOVEblender
gąbka do makijażu


LOVEblender jest bezpieczny dla skóry i przyjazny dla środowiska. Została wykorzystana technologia 'natural oil layer protection', która ma za zadanie zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia skóry i chronić ją przed utratą warstwy lilpidowej. Ponadto, gąbeczka została wzbogacona witaminą E, nazywaną 'witaminą młodości', która jako silny przeciwutleniacz chroni skórę przed stresem oksydacyjnym i uszkodzeniem komórek. 
Gąbeczka posiada idealną gęstość oraz miękkość, dzięki zastosowaniu najwyższej jakości hydrofilowego poliuretanu, czyli materiału, który wykorzystuje się w medycynie. Aplikowanie kosmetyków przy użyciu blendera zapewnia zdrowy wygląd skóry. Rozprowadzanie w newralgicznych miejscach, takich jak na brodzie, w okolicach kącików ust i skrzydełek nosa przestanie być problematyczne. Używając gąbeczki perfekcyjnie przygotujemy skórę i wykończymy makijaż bez nieestetycznych smug i zacieków po fluidzie.

Sposób użycia: LOVEblendera nie należy używać suchego, a w zależności od rodzaju kosmetyku; mokrego do fluidu, rozświetlacza w płynie i bronzera, a wilgotnego do pudru i kremu.


Gąbeczka LOVEblender już na pierwszy rzut oka wyróżnia się od innych gąbeczek, a musi, bo na rynku mamy obecnie dostępnych bardzo dużo różnych kształtów beautyblender'ów. Do wyboru do koloru okrągłe, spiczaste, z płaską jedną częścią albo kompletnie powydziwiany kształt. LOVEblender to mega słodkie, różowe serduszko z mocno wyciętą górą, przez co nakładanie produktów w newralgicznych miejscach rzeczywiście jest dużo prostsze niż przy okazji zwykłej okrągłej gąbeczki. Gąbeczka jest niesamowicie miękka i sprężysta, tak jak producent obiecuje idealną gęstość i miękkość, tak według mnie zostaje to spełnione. Aczkolwiek wecie pod uwagę to,ze mówi to osoba, która na profesjonalnym makijażu się nie zna, nie wiem, jak to powinno być, ale taki laik, jak ja jest zadowolony, a to właśnie takich laików jest najwięcej :). Zresztą zobaczcie poniższy filmik.


Głównie używam gąbeczki do nakładania korektora pod oczami, a także tam, gdzie chce żeby moja cera została rozświetlona i czasem doklepuję sobie nią fluid, tak dla pewności, że wszystko jest idealnie przyklepane. Nakładałam nią też fluid, żeby zobaczyć, jak to działa i móc się wypowiedzieć na ten temat. Po pierwsze, producent nie zaleca używania suchej gąbeczki, a ja jakoś dalej uparta, jak osioł nie mogę przestawić się na moczenia jej, wydaje mi się, że to ze względu na lenistwo i nic więcej, bo przy okazji testowania tej gąbeczki, również zdarzyło mi się ją zmoczyć dla porównania.
Sucha gąbeczka nie wchłania jakichś ogromnych ilości korektora, nie ma z tym problemu, idealnie wklepuje produkt już znajdujący się na skórze i rozprowadza tam, gdzie chcę. Nic się nie rozmazuje, a wszystko znajduje się na swoim miejscu. Nie ma też najmniejszego problemu przy rozprowadzaniu produktu blisko przy oczach, wszystko jest idealnie precyzyjne. Poza tym, korektor jest idealnie rozprowadzony, nie wchodzi w załamania. Jeżeli chodzi o fluid, to w tym przypadku używałam zazwyczaj wilgotnej gąbeczki, bo mimo wszystko beautyblendery szybciej piją fluid. Ale muszę przyznać, że byłam zadowolona, fluid został idealnie rozprowadzony w mega naturalny sposób, zużyłam mniej fluidu niż zazwyczaj, a cera była gładka i koloryt wyrównany, i wszystko było naprawdę super. Jestem na razie na etapie pędzla typu flat top, ale myślę, że to głównie kwestia przyzwyczajenia i kiedyś nadejdzie dzień, że do fluidu będę używać tylko gąbeczek.
Nie wypowiem się na temat innych produktów, bo brak mi umiejętności do nakładania np. mokrych produktów do konturowania.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego jak współpracuje ze mną to serduszkowe cudo. Jest idealnie miękka, bardzo wygodnie się nią operuje w newralgicznych miejscach i polubiłam nakładanie nią fluidu! A nawet przekonałam się trochę bardziej do stosowania jej w wilgotnej wersji. A myślałam, że u mnie to nigdy nie nastąpi. Makijaż jest idealnie wykończony, baza - dla mnie najważniejsza, jest nałożona perfekcyjnie, nic nie wchodzi w załamania, nic się nie ciastkuje - rewelacja. Efekt jest naturalny, ale krycie jest naprawdę mocne, a makijaż wygląda bardzo estetycznie. Gąbeczki bardzo wygodnie się utrzymuje w czystości, dobrze się je czyści i wszystko jest bardzo na plus! Nie tylko gąbeczka działa świetnie, ale i wygląda naprawdę fajnie, robi wrażenie. Nie tylko się nadaje do wykonywania makijażu, ale i do zdjęć - 2w1.


Jak widzicie LOVEblender to nie tylko duża gąbeczka, ale i wersja mini - przesłodka, tak samo różowa i tak samo serduszkowa. Co prawda tutaj zarysowane serce jest mniej widocznej niż w dużej wersji, ale wiadomo, że nie jest to na pewno łatwe. Mimo wszystko gąbeczka jest przeurocza Sprawdza się również przy nakładaniu korektora. Kiedy używam dużej gąbeczki do fluidu albo jadę gdzieś na wyjazd i mam ograniczony bagaż - biorę wersje mini i świetnie się sprawdza, jako zamiennik standardowej wielkości! Fajny pomysł, kiedy naprawdę chcemy wziąć jak najmniej rzeczy. Poza tym, jest też bardziej precyzyjna niż duża wersja, więc świetnie się sprawdza w newralgicznych miejscach. Bardzo fajne rozwiązanie!
Znacie te serduszka? :)

#32 Kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

13 listopada 2018



Dzień dobry!Mam jednak lekkie opóźnienie, bo wyszła kryzysowa sytuacja, więc z zaplanowanymi recenzjami muszę trochę poczekać, ale mam nadzieję, że sprawa się szybko wyjaśni i będę mogła Wam wszystko opisać, jak najszybciej. W związku z tym trzeba sobie jakoś radzić, a że wieczory coraz dłuższe, milsze i przytulniejsze no to filmy! Idealny czas na oglądanie filmów, nadrabianie wszystkich zaległości i po prostu odpoczywanie. Tym razem, widać wpływ narzeczonego na tego kinomaniaka, zazwyczaj nie przepadam za oglądaniem innych filmów niż angielskich, jakoś tak źle mi się je oglądało, ale przekonał mnie do komedii francuskich! I koniecznie się zapoznajcie z nimi, bo są warte obejrzenia - zapraszam!

Miasto 44 (2014) dramat, wojenny

Lubię dramaty,czasem lubię filmy wojenne, a w sumie o Miasto 44 było dosyć głośno przez długi czas, więc stwierdziłam, że czas obejrzeć. I w sumie to się zawiodłam. Film ogólnie spoko, historia pokazana w filmie też fajna, dobór aktorów, zwroty akcji - wszystko mi się podobało. Ale wstawki rodem z jakiegoś dziwnego kina Hollywod,czy Bollywood czy nie wiem z czego, zwolnione tempo, nagle inna muzyka,, efekty specjalne; wiecie płomień, iskry no po co to? Dla mnie totalnie niepotrzebne. Jak już oglądałam film o dosyć ważnej tematyce, to fajnie by było gdyby wszystko było utrzymane w doniosłym klimacie. Tutaj nie wiedziałam, co ja oglądami czy to nie jest jakiś żart. Dodatki zepsuły oglądanie tego filmu

Facet na miarę (2016) 'Un homme a la hauteur' komedia romantyczna

O tej komedii też dosyć sporo słyszałam, a mam wrażenie, że dalej widzę jej reklamy w różnych miejscach. Fajny pomysł, całkiem inna historia, która nie tylko pokazuje prawdę o ludziach, ale też sprawia, że człowiek zaczyna myśleć; 'A co ja bym zrobiła na jej miejscu?' I trochę pokazuje prawdę  o nas samych. Pokazuje, że wszystko siedzi w nas i zależy od nas, i nie powinno nas interesować zdanie innych. Najważniejsza rzecz, jeśli my nie mamy z czymś problemu to inni też nie. Proste, a takie trudne do wprowadzenia w życie. Komedia bardzo przyjemna,miło się ogląda i bardzo polecam!

Kopciuszek (2015) 'Cinderella' familijny, fantasy, romans

Przy okazji jednego kinomaniaka wspomniałam, że mam ochotę obejrzeć ekranizacje filmowe znanych mi bajek z dzieciństwa i nie tylko. I tak też się dzieje. Na szczęście w telewizji puszczają sporo takich filmów ostatnio, więc nawet nie trzeba jakoś się wysilać i szukać. Kopciuszek był bardzo przyjemny, nie odbiega tematycznie od standardowej historii, którą wszyscy znamy, główna aktorka jest przerozkoszna, więc też polecam. Super jest sobie poprzypominać, co się kiedyś oglądało, a w trochę poważniejszej wersji.

Królewna Śnieżka i Łowca (2012) 'Snow White and the Huntsman' fantasy, przygodowy

I teraz z tą ekranizacją nie jest tak, jak z Kopciuszkiem. Ogólnie główna myśl i fabuła są zachowane, wiadomo o co chodzi i można się w miarę łatwo połapać. Ale sam film jest creepy! Lekko przerażający i straszny, czego się totalnie nie spodziewałam po w sumie bajce. Na pewno znajdzie swoich fanów, bo coś to ma w sobie, ale ja nie przepadam za horrorami. Mimo że ja jakoś nie polubiłam tego filmu, to jest to na maksa ciekawa i dobra interpretacja! Warto się z nią zapoznać, ale ostrzegam nie będzie zbyt przyjemne, słodko i kolorowo.

Za jakie grzechy, dobry Boże? (2014) 'Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu?' komedia

I lecimy dalej z komedią romantyczną! Ta jest przegenialna, zajebista i na maksa Wam ją polecam. Nie znam osoby, której mogłaby ona nie podpasować. Historia, pomysł, realizacja są genialne. Zwykła rodzina, córki i każda z nich wybiera obcokrajowca za męża, mieszanka kulturowa, przyzwyczajeń i tradycji, co daje naprawdę niezłe combo. A fakt, że kolejna córka, już ostatnia, w której pokładane są wszelkie nadzieje, też dała czadu, ale tego się na pewno nie spodziewacie, kogo wybierze za męża. Więc włączcie sobie koniecznie, bo warto. Uśmiejecie się.

Miłość aż po ślub (2017) 'Jour J' komedia

Kolejna komedia francuska - godna polecenia. Zaczyna się świetnie, co prawda trochę przewidywalnie, bo wiadomo łączą się drogi dwóch osób, które fajnie by było jakby były razem, ale oczywiście jedna osoba już ma w planach ślub i bach. Ale wiadomo wszystko dobrze się kończy, a po drodze jest masa świetnych zwrotów akcji, historii trochę niemożliwych, ale śmiesznych, które genialnie się ogląda. No i najważniejsze, że wszystko dobrze się kończy, a takie filmy uwielbiam;)


Muszę przyznać, że moja druga połówka dobrze wiedziała, co robi chcąc obejrzeć ze mną te filmy. Pokochałam francuskie komedie i chcę ich więcej, są świetne, robią mega wrażenie i pokazują takie historie, których brakuje trochę w anglojęzycznych filmach więc czad!Jeżeli też lubicie francuskie komedie, piszcie w komentarzach tytuły, które powinnam obejrzeć, a a pewno niedługo przeczytacie w kinomaniaku moją opinie na ich temat :).


Dermacol, transparentny puder - idealne wykończenie makijażu

10 listopada 2018


Heloł! Co tam działacie?My dzisiaj załatwiamy trochę spraw,ale ogólnie chill, chill i jeszcze raz chill. Zbliżają sie święta, więc intensywny czas, a przyszły rok to już w ogóle będzie się działo, więc przy każdej okazji, kiedy możemy odpocząć - trzeba z tego korzystać. A mi z tym cudownie, bo zazwyczaj latałam na pełnych obrotach 24/7, 12 miesięcy w roku, a teraz jakoś tak bardziej na luzie i powoli. I tak jest fajnie, polecam wszystkim. Poza tym, byliśmy wczoraj na Planecie Singli 2 i tak samo  polecam, jeżeli spodobała Wam się 1 to warto się wybrać do kina ;).
Dzisiaj mam dla Was produkt marki Dermacol. Markę poznałam jakiś rok temu i się w niej zakochałam, na pewno kojarzycie moje zachwyty winogronowymi produktami do ciała, które pachną obłędnie, a dzisiaj mam dla Was produkt do makijażu. Jak myślicie, również będę się zachwycać?

Dermacol, invisible fixing powder
transparentny puder


*Doceniony przez Związek Czeskich Makijażystów*
Puder transparentny idealnie uwydatni Twój makijaż satynowym wykończeniem, a także pozostawi skórę gładką oraz zmatowioną. Puder w ciągu dnia będzie absorbował nadmiar wydzielającego się sebum, nie wysuszając przy tym skóry. Zapobiega powstawaniu uczucia lepkiej i tłustej skóry w ciągu dnia. Makijaż jest utrwalony i powinien utrzymać się cały dzień.

Skład: Talc, Zinc Stearate, Magnesium Carbonate Hydroxide.

Sposób użycia: należy nałożyć produkt na twarz wykorzystując gąbeczkę.


Puder transparentny od marki Dermacol znajduje się w standardowym dla tego typu produktów opakowaniu. Jest przezroczyste, a ilość otworów jest idealna do wysypywania pudru na wieczko. Wystarczy jedno 'wysypanie' i mamy idealną ilość na utrwalenie dziennego makijażu, a w przypadku mocniejszych i cięższych makijaży na jakieś eventy, wtedy wysypuję sobie na dwa razy i jest idealnie.
Puder jest bardzo jasny, lekko zabarwiony na beżowo. Posiadam wersję light, więc jest taka pośrednia -najbardziej neutralna dla wszystkich. Ewentualnie jest jeszcze możliwość wyboru między kolorem white i natural. Zapach jest niewyczuwalny. Jedyne na co trzeba uważać, to przy nałożeniu większej ilości produktu na puszek puder może trochę pylić, ale tak jak mówię tylko w sytuacji, kiedy nabierzemy bardzo dużo.


Uwielbiam to jak puder współpracuje z innymi produktami do makijażu. Z każdym fluidem fajnie współgra, nie tylko z tymi od Dermacol. Ani nie wybiela twarzy, ani nie nadaje jej jakiegoś konkretnego odcienia. Fajnie fiksuje makijaż, utrwala fluid, korektor, a także matuje cerę. Nie ma też później problemu z nakładaniem kolejnych produktów, różu czy bronzera. Wszystko super się trzyma, kolory są tak samo intensywne, więc nie wpływa w żaden sposób na działanie innych kosmetyków.
A jeżeli chodzi o to, jak wygląda na twarzy cały dzień, to ja naprawdę jestem zadowolona. Produkt utrwala makijaż, nic nie schodzi, nic się nie roluje nie waży ani nie ciastkuje w ciągu dnia. Nie mam problemów z cerą, więc też nie muszę się poprawiać, co godzinę. Jedyne, co to wiadomo w okolicach nosa od okularów, czy kiedy mam katar - skóra się bardziej tłuści, Wtedy warto co jakiś czas spojrzeć w lustro i użyć bibułki matującej albo trochę się poprawić. Ale kiedy jestem na imprezie, na weselu to puder na bieżąco absorbuje pot i nadmiar sebum, więc jeżeli już się poprawiam to chyba tylko dla swojego psychicznego komfortu, bo nie ma takiej potrzeby.


W internecie kupicie go od 20 do 30 zł,w zależności od drogerii, a pojemność wynosi 13 gram. Dla mnie produkt jest mega wydajny, co prawda nie używam go codziennie kiedy siedzę w domu, ale od kilku miesięcy na pewno go stosuję na wyjazdach, jak już gdzieś wychodzę, czy na imprezy i jakoś nie widzę większego zużycia,. Na pewno Wam go polecam. Dla mnie działa rewelacyjnie, cudownie matuje skórę, a także utrwala makijaż. Wiadomo w ciągu dnia w kryzysowych sytuacjach trzeba coś tam poprawić, ale nie są to dramatyczne poprawki i przeżyłabym bez. Więc ja jestem znowu zachwycona i jaram się, że jest marka, którą uwielbiam ze względu na pielęgnację, a i teraz zaczynam uwielbiać jej produktu kolorowe i do makijażu.


Lirene, duo płyn micelarny, który nie tylko zmyje makijaż, ale i wzmocni rzęsy

08 listopada 2018


Dzień dobry! Co tam, jak tam? Jestem i mam już rozpisany wpisowy plan na listopad i mam nadzieję, że uda mi się tego trzymać i zrobić wszystko tak, jak sobie to założyłam. A wypadałoby się ze wszystkim wyrobić, bo w grudniu wracamy z blogmasami! W tamtym roku udało mi się codziennie wrzucać świąteczne posty, a w tym wiem, że może to być trochę utrudnione, więc muszę zacząć pisać je wcześniej, żeby potem na pewno się ze wszystkim wyrobić. Macie jakieś pomysły na świąteczny klimat na blogu albo o czym konkretnie chcielibyście poczytać? Dajcie znać, bo obecnie zbieram inspiracje i pomysły i na pewno niedługo zacznę już działać.
Dzisiaj mam dla Was recenzję duo płynu micelarnego dwufazowego marki Lirene, który nie tylko ma zmyć Wasz makijaż, ale również wzmocnić rzęsy. Jak myślicie, jest to możliwe?

Lirene, DUO płyn micelarny
z olejkiem rycynowym


Duo płyn micelarny zawiera unikalną technologię MICEL PURE&NUTRI z olejkiem rycynowym, który został stworzony przez zespół ekspertek Laboratorium Naukowego Lirene. Została oparta na synergii działania składników oczyszczających oraz intensywnie odżywczych. Płyn micelarny ma za zadanie usunąć makijaż i zanieczyszczenia, uelastycznić, odżywić i nawilżyć skórę, a także poprawić kondycję rzęs sprawiając, że staną się silniejsze i piękniejsze. Przy okazji, płyn micelarny wygładzi skórę, wspomoże warstwę hydrolipidową naskórka, zapobiegając nadmiernemu przesuszeniu. Formuła została również wzbogacona o HydroComplex, który zapewnia głębokie nawilżenie i ukojenie skóry, ograniczając utratę wody przez naskórek. Ponadto nadaje się do każdego typu cery, jest bezzapachowy i ma optymalną tolerancję.
Potwierdzone rezultaty: *82% skuteczne oczyszczenie i demakijaż *58% zregenerowane rzęsy *59% odżywiona skóra.

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Isohexadecane, Cyclohexasiloxane, Isopropyl, Isostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Zea Mays (Corn) Oil, Tocopherol, Sodium Chloride, Panthenol, Calcium Gluconate, Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Sodium Cocoyl Glucamate, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Cl 40800.

Sposób użycia: Płyn należy nanieść na wacik, rozprowadzić oczyszczając skórę twarzy i skórę wokół oczu. Powtarzać, aż wacik będzie czysty.


Płyn micelarny znajduje się w dużej i przeźroczystej buteleczce, o pojemności 400 ml. Opakowanie jest wygodne w użytkowaniu, mimo że jest dosyć spore. Na opakowaniu znajdują się wszystkie informacje, a i widzimy ilość zużycia. Zamknięcie jest typowe, na zatrzask, które jest bardzo solidne. Czasem ciężko jest mi je otworzyć, ale to dobrze, bo ostatnio często jeżdżę i przynajmniej nie mam obaw zabierać go ze sobą i wkładać do torby. Produkt też dobrze się wylewa na wacik, więc wszystko jest w porządku.
Płyn micelarny składa się z dwóch konsystencji, które po zmieszaniu tworzą lekko tłusty płyn, którym zmywamy makijaż. Dobrze się miesza i na dosyć długi czas, ale na wszelki wypadek warto przed każdym użyciem wstrząsnąć buteleczką. Wydaje mi się, że obie konsystencje kończą się w miarę równomiernie, ale to wyjdzie tak naprawdę przy samej końcówce. Produkt ma być bezzapachowy, ale ja jestem w stanie wyczuć coś dziwnego, taki słaby, ale duszący zapach, który mi nie pasował i byłam w stanie go wyczuć potem na skórze, ale na szczęście tonik, czy inny produkt go niweluje.


Płyn micelarny nie rozmazuje makijażu, tylko od razu go sprawnie zmywa, nie tylko makijaż twarzy, ale i oczu. Do cięższych i mocniejszych makijaży oczu wolę używać specjalnego produktu, ale jak czasem nie mam nic pod ręką, czy mi się spieszy i chcę zmyć wszystko na raz, to ten duo płyn micelarny i tak w miarę daje sobie radę. Zmywa powierzchnie makijaż, nie podrażnia oczu i świetnie radzi sobie z tuszem do rzęs i ewentualnie różnymi cieniami. Mimo wszystko, płyn micelarny nie domywa wszystkiego dogłębnie. Po użyciu zostawia na skórze lekko tłusty film, przez co ja dalej czuję, że coś tam jeszcze mam, ale standardowo używam potem peelingu, czy toniku czy innego produktu i mam wtedy pewność, że wszystko jest dobrze czyszczone. Płyn jest fajny do takiego pierwszego oczyszczania twarzy z wierzchniej warstwy, ale potem i tak trzeba czegoś jeszcze użyć, więc osoby ograniczające produkty w pielęgnacji do minimum mogą być niezadowolone.


Ja mimo wszystko jestem całkiem zadowolona z działania, ale są rzeczy, które mi nie podpasowały. Lubię płyny micelarne, które fajnie rozpuszczają każdy makijaż. Nie podrażnia oczu, nie uczulił ani nie zapchał mojej skóry, więc to jest na plus. Nie jestem pewna, czy nawilża i odżywia skórę, bo od tego mam inne produkty, ale na pewno jej nie wysuszył. Nie przeszkadza mi fakt, że po i tak muszę czegoś jeszcze użyć, bo i tak to robię, więc nie jest to dla mnie problem, ale musicie to wziąć pod uwagę. Bardziej irytuje mnie zapach, którego miało nie być w ogóle, a trochę mi przeszkadza, tak samo jak film na twarzy, nie lubię tego uczucia. Wydaje mi się też, że o dziwo wzmacnia rzęsy Zazwyczaj po odstawieniu odżywek do rzęs, zaczynają mi one nadmiernie wypadać, a teraz tego nie zauważyłam, więc fajnie! Koszt tego produktu to 20zł, niby nie dużo, ale też nie jakoś super mało.
Nie będzie to mój demakijażowy hit, ale myślę, że będę do niego wracać w momentach, kiedy robię przerwę od odżywek do rzęs.


Denko, październik 2018r.

06 listopada 2018


Dzień dobry! Co słychać, jak spędzacie długi i wolny weekend? Tym bardziej, że pogoda nam siadła idealnie, więc na pewno coś ciekawego można zdziałać, zamiast siedzieć w domu i zamulać. Powiem Wam, że w tym roku spędziłam zdecydowanie najlepsze urodziny, które trwały 4 dni, ale zdecydowanie było najfajniej. Spotkałam się z najbliższymi, byliśmy na kręglach, na zakupach, a narzeczony towarzyszył mi cały czas, więc było naprawdę mega. Ciężko wrócić do rzeczywistości, dlatego standardowe denko trochę późnej niż zwykle, ale co zrobić;D - zapraszam!


Standardowa grupa kosmetyków, które zużywam regularnie, a niektóre nawet, co miesiąc. Ziaja, tonik zwężający pory na dzień/na noc to produkt, które zużywam regularnie. Działa świetnie, jest niesamowicie tani, wydajny i naprawdę warto się nim zainteresować. Schwarzkopf, Got2be, Fresh It Up! suchy szampon Batiste, suchy szampon dla brunetek to szampony, które regularnie używamy i ratują nas w kryzysowych sytuacjach. Standardowo Batiste jest fajniejszy ze względu na wersję dla brunetek. Z ogólnych produktów, ja na maksa Wam polecam BeBeauty, płatki kosmetyczne, a także Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej. Garnier, płyn micelarny 3w1 to płyn micelarny, który nadaje się na każdą okazję super zmywa każdy makijaż i ja Wam go naprawdę polecam! Jeśli chodzi o włosy to wiecie, że ja obecnie używam wielu różnych produktów i dbam o to, żeby mimo rozjaśniania były one w jak najlepszym stanie. Dlatego Schwarzkopf, Gliss Kur Fiber Therpy, spajający spray regeneracja w olejku to naprawdę genialny produkt. Działa świetnie,nie obciąża włosów,nie skleja ich i mimo nadużywania włosy nie są oklapnięte ani sklejone, tylko fajnie nawilżone i odżywione. Do wykończenia makijażu używam regularnie Kobo, transparentny puder sypki i jest naprawdę fajny. Fajnie utrwala makijaż, nie wybiela, nie roluje się i jest na twarzy cały dzień. Ja bardzo lubię. I na koniec Nivea, fresh natural, dezodorant - kolejny standard, który sprawdza się w każdej sytuacji, jest sporo wersji zapachowych, więc każdy znajdzie coś dla siebie. 

  • Isana, kremowy żel pod prysznic o zapachu wanilii - żel kupiłam totalnie przez przypadek, ale super trafiłam. Pachnie przesłodko, rozkosznie, waniliowo, a dla mnie jest to mega przytulny i przyjemny zapach, taki właśnie na jesień i zimę. Cenowo przedstawia się super, a ja chcę inne wersje zapachowe i na pewno kiedyś je wypróbuję. Poza tym, żel tworzy świetną pianę w wannie, więc 2 w 1.
  • Genera, regenerująca maska do włosów - maska jest naprawdę fajna, zapach ma genialny, ale najważniejsze to oczywiście jej działanie. Maska cudownie nawilża włosy, odżywia je, a dodatkowo jest wydajna. Przy okazji, maska jest też mega tania, ale niestety dostępność może być uciążliwa, ale myślę, że gdzieś w internecie na pewno można ją znaleźć.
  • Eveline Cosmetics, kojący balsam kompres po depilacji - produkt jest naprawdę spoko, czego ja bym się nie spodziewała i nie dawałam mu żadnych szans. Kojarzył mi się z kremami do depilacji, które dla mnie ogólnie nie działają. A tu proszę. Zapach ma obłędny, fajnie nawilża i odżywia skórę i łagodzi skórę po goleniu przeciwdziała podrażnieniom, więc naprawdę super! 
  • Encanto do brasil, produkty do keratynowego prostowania włosów - keratyna sama w sobie jest mega mocna i nie poleca się jej osobom o skórze skłonnej do podrażnień. Nawet ja po ostatniej keratynie miałam mega podrażnioną skórę głowy, ale mimo wszystko keratyna działa genialnie, bardzo długo utrzymuje się we włosach, które od razu są proste, gładkie i lśniące. Nie przestrzegam zaleceń i nie używam produktów, jakich powinnam, używam SLSów i innych rzeczy, a mimo wszystko nie wypłukuje się z włosów, więc dla mnie mega.
  • Dermedic, Hydrain3 Hialuro, micelarny płyn dwufazowy do demakijażu oczu - płyn super zmywa makijaż oczu; każdy, codzienny, czy mega mocny brokatowy itd. Nie podrażnia oczu, nie powoduje łzawienia, nie rozmazuje kosmetyków, tylko od razu je zmywa z powiek i to jest super. Pojemność też jest fajna, więc produkt się mega nadaje na podróże i ja bardzo polecam!
  • Evree, Magic Rose, różany tonik do twarzy - kolejny produkt, który uwielbiam. Kosmetyki różane są dla mnie super, uwielbiam ten zapach, a i działanie jest fajnie Tonik odświeża cerę, domywa jeszcze jakieś resztki makijażu czy zabrudzenia i fajnie przygotowuje cerę na kolejne kosmetyki. Ja jestem bardzo zadowolona z całej serii i na pewno będę do nich wracać.
  • BingoSpa, arganowa kuracja do włosów z lnem, jedwabiem i skrzypem polnym - bardzo lubię tę maskę, super działa, nawilża i mega odżywia włosy - mi się bardzo podoba. Mimo, że maska jest bardzo rzadka i delikatna to przenosi się to fajnie na wydajność. Niewiele trzeba, żeby nałożyć na całe włosy i ja Wam polecam, bo i skład jest świetny.


  • Femina Intimea, żel łagodzący do higieny intymnej - żel wrzuciłam do koszyka całkowicie przez przypadek i nawet się nad tym za bardzo nie skupiałam. Ale jak to bywa przy takich produktach to jest to produkt w porządku, ale bez szału. Nigdy nie wiem, co można powiedzieć o zwykłym żelu do higieny intymnej. Najważniejsze dla mnie, że działa dosyć fajnie, nie podrażnia, a dobrze myje i odświeża, więc jest okej, ale nie mam poczucia, że muszę go znowu kupić.
  • Le Petit Marseillais, żel pod prysznic algi morskie - produkt, jak to żel pod prysznic, zwykły i szału nie robił. Pojemność bardzo mała, więc produkt się dosyć szybko skończył. W sumie to na maksa był zwykły i wszystko było takie zwykłe. 
  • Bingo Spa, energetyzujący żel pod prysznic z zieloną herbatą - kolejny żel pod prysznic i kolejny ląduje w średniakach, ale i tak jest fajniejszy od tego wyżej. Zapach miał dosyć ciekawy, konsystencję też, fajnie się pienił i nie wysuszał ani nie podrażniał skóry. Ciężko było mi się przyzwyczaić do zielonego koloru żelu, ale i tak opakowanie było najgorsze. Mega niewygodne w użytkowaniu - odkręcane, co sprawiało, że często zapominałam zakręcać ten żel, co zauważałam dopiero przy kolejnym prysznicu. Myślę, że gdyby nie opakowanie, to nawet chętnie bym się skusiła na tę zieloną herbatę ponownie.
  • Zoella, Candy Cream, wygładzający balsam do ciała - balsam mi się podobał, fajnie mi się go używało,zapach ma obłędny i na lato był dla mnie naprawdę idealny! Ale parafina w składzie mnie trochę zniechęciła, poza tym, wszystkie kosmetyki od Zoelli są mega beznadziejnie dostępne w Polsce, a szkoda. Propozycja fajna, jakby trochę bardziej dopracować to sztos.
  • Vis Plantis, nawilżający balsam do ciała - kolejny produkt całkiem fajny. Fajnie nawilża, wygładza skórę i ją odżywia. Ciekawy ma skład, ładny zapach, ale znowu nie było efektu wow, wow, więc trochę za mało.
  • Catzy, ziołowy szampon przeciwłupieżowy - o szamponach coś tam mówiłam, ale ja nie mam większych problemów z łupieżem, teraz mi się przydały te produkty, po tym jak keratyna podrażniła moją skórę głowy, to szampon fajnie załagodził tę sytuację. Siostra w miarę zadowolona, ale jakoś szału nie było.

O dziwo, tym razem obyło się bez bubli, ale też i bez  próbek, masek, a szkoda, bo z tym dalej mam mega problem z używaniem i muszę w końcu to wszystko zużyć ;). Mam nadzieję, że bilans od koniec roku będzie zadowalający.Dajcie znać, jak Wasze denka!