idealny makijaż dzięki polskiej marce kobo professional

19 października 2018



Cześć! Co tam, jak tam? Trochę mnie tutaj nie było, ale nie miałam zdjęć, więc nie miałam o czym pisać, ale na szczęście to nadrobiłam i dzisiaj mam da Was wpis, do którego zbierałam się już naprawdę długo i w końcu udało mi się zebrać, zrobić zdjęcia no i czas napisać! Uwielbiam markę Kobo, mam strasznie dużo produktów od nich, a tym bardziej cieszy mnie fakt, że marka jest polska i cały czas się rozwija! Cały czas nowe produkty są wypuszczane na rynek, którymi naprawdę warto się zainteresować.
Dzisiaj pokażę Wam produkty, bez których nie wyobrażam sobie makijażu na co dzień, a także na większe wyjścia, kiedy zależy mi zarazem na macie, jak i na glow oraz na super trwałości i zawsze biorę je ze sobą i za każdym razem ich używam.Możecie się domyśleć,że za każdym razem też jestem mega zadowolona. Zapoznajcie się koniecznie ze szczegółami.

KOBO PROFESSIONAL - MAKEUP PRIMER
'Baza o konsystencji przejrzystego żelu wygładza skórę, kryje niedoskonałości cery, optycznie tuszuje zmarszczki i zapobiega gromadzeniu make-upu w ich wnętrzu. Zapewnia długotrwały efekt matowienia oraz utrwala cały makijaż. Ułatwia równomierne rozprowadzenie podkładu i sprawia, że skóra jest aksamitna w dotyku. Można stosować pod podkład i w ciągu dnia bezpośrednio na makijaż.'

Skład: Cyclopentasiloxane(and)Dimethicone/Vinyldimethicne Crosspolymer(and)Cyclotetrasiloxane, Polysilicone-11(and)Ethylhexyl Hydrostearate, Cyclomethicone, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal.

Tego primera używam pod cienie do powiek, na oczy. W dotyku jest na maksa aksamitny, używam bardzo niewiele, a nakładam na całe powieki. Od razu da się odczuć, że i powieki są tak samo aksamitne w dotyku, ale jako, że baza w ogóle się nie wchłania - mam wrażenie, że znajduje się na nich jakaś taka powłoka chroniąca. Nie chciałabym czuć takiej powłoki na całej twarzy, bo czułabym się, jak w masce, ale na powiekach sprawdza się za to idealnie.
Cienie mega równo się rozprowadzają, nic się nie ciapie, nie roluje, nie rozmazuje, tylko pięknie przylegają do powieki. Nie zauważyłam różnicy w intensywności cieni, ale na pewno makijaż jest dużo trwalszy. Nie maluję mocno oczu codziennie, czasem może lekko je podkreślam brązowym cieniem, a primera używam tylko na większe wyjścia i jestem mega z tego zadowolona. Cienie przez całą imprezę, noc są na swoim miejscu - tam, gdzie powinny. I nie ma różnicy czy używam matu, brokatów czy eyelinera, wszystko pięknie idealnie się trzyma. Przy okazji, mam wrażenie, że primer pomaga też w demakijażu, kiedy go nie używałam cienie potrafiły się rozmazywać na całej twarzy i ciapać, a przy primerze całość zmywała się od razu po przyłożeniu wacika.

KOBO PROFESSIONAL, SMOOTH MAKE-UP BASE
'Baza pod podkład doskonale nawilża i wygładza skórę, ułatwia rozprowadzanie podkładu i przedłuża jego trwałość. Składniki aktywne: *hydromanil (kompleks naturalnych cząsteczek z rośliny Tara) aktywnie nawilża skórę przez 24h, *olejek makadamia wyraźnie zmiękcza i uelastycznia naskórek oraz łagodzi podrażnienia i wysuszoną skórę, *alantoina regeneruje naskórek i przyśpiesza odbudowę komórek skóry, *kompleks witamin E, C i F tworzy naturalny film ochronny na skórze.'


Sklad: Aqua, Capylic/Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Ceteareth-20, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cyclohexasiloxane, Cetyl Alcohol, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Propylene Glycol, Hydroxyethylacrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Cyclopentasiloxane, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, a-Isomethyl Ionone, Caesalpinia Spinosa Gum, Triethanolamie.

Tę bazę stosuję z kolei na całą twarz. Czasami mamproblem z wydobyciemproduktu z opakowania, bo po naciśnięciu pompki baza wylatuje z niej jak z procy. Do wszystkiego idzie się przywyczaić i można wykminić taki sposób, żeby nic się nie rozlewało, a wszystko lądowałna dłoni. Poza tym, jak siędługo nie używa tej bazy to resztki produktu niefajnie zasychająw pompce, więc warto o tym pamiętać. N aszczęście działanie rekompensujemi to wszystko.
Baza pięknie pachnie, malekki i kobiecy zapach,a i sama konsystencja jest bardzo rzadka, lejąca się i lekka. rodukt fajnie wchłania się w skórę, pozostawiając ją świeżą,gładką i super miłą w dotyku. Baza podkreśla równieżnasz naturalny blask, więc jeśli ktoś lubi efekt glow, to baza będzie dla Was iealna. Szybko się wchłania,więc rkatycznie do razu po nałożeniu mżna przejść do nakłądania fluidu i pozostałych osmetyków. Zauważyłam, że cały makijaż równie długo wytrzymuje przez cały dzień,imprezenawet w najbardziej hardcorowych sytuacjach. Skóa jest gładka,miła i majaż jakoś tak lepiej 'leży'na twarzy. Baza nie zapycha i nie tworzy żadnej sztucznej powłoki na watrzy,co bardzo mi się podoba.
Jak cś to baza ma teraz nowy wygląd,ale jest tt dokładnie ta sama baza, co moja na zdjęciach.

KOBO PROFESSIONAL, TRANSLUCENT LOOSE POWDER
'Formuła antishine nadaje matowe, transparentne wykończenie makijażu. Aktywne składniki absorbują wydzielanie sebum na wiele godzin. Polecany jest do cer tłustych oraz do makijażu scenicznego. Puder doskonale utrwala każdy rodzaj makijażu.'

Skład: Talc, Mica, Titanium Dioxide, Corn Starch, Kaolin, Zinc Stearate, Polyethylene, Silica, Benzophenone-3, Phenoxyethanol, Ethylheylglycerin, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Cl 77492.

Tak samo, jak i uwielbiam rozświetlacze i mega glow, tak zależy mi na mega zmatowieniu cery w miejscach, gdzie mat ma się pojawić. Dodatkowo uwielbiam utrwalenie fluidu, jak i korektora, jakie puder mi daje. Opakowanie jest naprawdę fajne, poste i zwykłe, ale w użyciu wygodne. Nie ma problemu z wysypaniem produktu na wieczko, nic się nie rozpyla i wszystko gra. Ten puder ma naprawdę fajne działanie, jest sypki i transparentny, nie nadaje żadnego koloru cerze ani też nie ma efektu wybielenia. Makijaż jest zmatowiony i utrwalony, nie schodzi z twarzy, skóra jest super zmatowiona, ale nie m efektu ciasta na twarzy Nie widać, że coś sypkiego się na niej znajduje, a skóra jest w dalszym ciągu gładka i aksamitna.

KOBO PROFESSIONAL, PURE PEARL PIGMENT, 55 sea shell
'Intensywne i trwałe perły sypkie, znakomicie przylegają do skóry. Bardzo wydajny w użyciu. Do właściwej aplikacji niezbędne jest użycie bazy eyeshadow base.'

Skład: Mica, Triethoxycaprylylsilane, Cl 77891, Cl 77491, Cl 77499.

Pewnie mi nie uwierzycie, ale dostałam ten pigment na jednym z moich pierwszych Spotkań Blogerek w Lublinie. W dalszym ciągu mam go mnóstwo! Nie używam go na oczy, ale od czasu do czasu lubię sobie nim rozjaśnić wewnętrzne kąciki oczu. Ale mimo wszystko, ja go uwielbiam jako rozświeltacz! Poważnie, zawsze go używam na łuk brwiowy i na kości policzkowe. Fakt, jak się pięknie mieni, rozjaśnia i rozświetla to jest efekt wow, którym ja jestem zachwycona. Pigment trzyma się rewelacyjnie skóry i nadaje się na każdą okazję, na co dzień, a także na większą imprezę.

KOBO PROFESSIONAL, MAKE-UP FIXER SPRAY
'Utrwala każdy rodzaj makijażu pokrywając go niewidzialną powłoką, która przedłuża trwałość oraz zabezpiecza przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi (upał, deszcz, pot, zanieczyszczenia) Zapewnia trwałość i wodoodporność. Należy rozpylić utrwalacz w niewielkich dawkach z odległości ok. 30-40 cm przy zamkniętych oczach i ustach.'

Skład: Alcohol Denat, Acrylates/Octylacrylamide Copolymer, Isopropyl Myristate, Diisopropyl Adipate.

To jest produkt, bez którego nie wyobrażam sobie wyjścia na jakąś grubszą imprezę. I nie oszczędzam go, uwielbiam go Nie pachnie jakoś fiołkami, jest lekko duszący i należy pamiętać o dobrym przewietrzeniu pomieszczenia, w którym go użyłyśmy, ale warto się trochę przez chwilę przemęczyć, żeby mieć pewność, że wszystko zostanie na swoim miejscu. Wspaniale utrwala makijaż twarzy, makijaż oczu i wszystko. Po otwarciu oczu poczujemy, że zostały one trochę 'doklejone' do dolnych rzęs, ale fixer nie wpływa kompletnie na wygląd rzęs, są takie jak je pomalowałyśmy. Nie sprawia też, że mamy problem z poruszaniem twarzą, nie ma efektu maski peel-off, tylko skóra jest w normalnym stanie. Po makijażu też nie widać, że czymś spryskałyśmy twarz ani efekt matu nie zostaje rozświetlony, ani rozświetlenie nie zostaje zmatowione. Dla mnie bomba i to jest już moje któreś opakowanie i na pewno nie ostatnie.


Ja te kosmetyki uwielbiam i wiem, że nie jestem jedyna. Ale nie są to jedyne produkty marki Kobo, które miałam/mam i które też się u mnie sprawdziły. Rewelacyjny jest bronzer, róże mają piękne odcienie, no i cienie do powiek też są niczego sobie. Mam kilka paletek i na pewno o nich tutaj przeczytacie ;).
Dajcie znać, który jeszcze produkt od Kobo powinnam sprawdzić!

Mleczne nawilżenie dla włosów z Nivea

13 października 2018


Dzień dobry! Jak Wasze humory? U mnie rewelacja. Pogoda nas rozpieszcza, kocham jesień, uwielbiam deszcz, mgłę i jak jest zimno, ale to słońce mi poprawia humor trzykrotnie. Wracam z miasta i nie biegnę jak zawsze, tylko po prostu powoli wracam, wydłużam sobie drogę i rozkoszuję się tym, co jest. Także wychodzić z domu i korzystajcie z pogody, bo wow. Ja dzisiaj na szybko wszystko ogarniam; w sumie jak zawsze, ale dziś wieczorem lecimy na wieczór panieński. Na pewno będzie genialna zabawa, więc pewnie co nie co będę pokazywać na instastory.
Dzisiaj mam dla Was recenzję duetu do włosów zawierającego proteiny mleka oraz jedwabiu; szampon i odżywka marki Nivea do włosów matowych i zmęczonych. Enjoy!

Nivea, hairmilk, naturalny połysk
szampon i odżywka pielęgnująca


Produkty idealnie nadają się do włosów matowych i zmęczonych, ponieważ cierpią one na brak nawilżenia, są szorstkie w dotyku i nie układają się. W efekcie pozbawione są blasku i naturalnych refleksów. Proteiny mleka i jedwabiu zawarte w szamponie i odżywce hairmilk od Nivea, sprawią, że Twoje włosy zostaną nawilżone, odzyskają zdrowy wygląd oraz naturalny blask. Włosy zostaną zregenerowane od wewnątrz oraz wygładzone. Natomiast odżywka pomoże w rozczesywaniu.

Jak widzicie szata graficzna jest utrzymana w mega kobiecych i delikatnych tonach, ale pojawia się oczywiście kolor niebieski, czyli typowy dla marki Nivea. Mi ten róż bardzo odpowiada, nie kojarzy mi się tutaj nic co prawda z tym mlekiem czy jedwabiem, ale to nic - design jak najbardziej na plus. Marka Nivea nie rozpisuje się na swoich opakowaniach, co w sumie jest spoko. Każdy wie do czego służy szampon i odżywka, więc to też mi nie przeszkadza. Zamknięcia są bardzo wytrzymałe i solidne, dosyć ciężko się je zamyka, tym bardziej kiedy mam mokre ręce, ale dzięki temu też się tak łatwo nie otwiera, więc można brać ze sobą wszędzie.

Skład szamponu: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, PEG-3 Distearate, Hydrolyzed Milk Protein, Lanolin Alcohol (Eucerit), Hydrolyzed Silk, Gua Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquaternium-10, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Geraniol, Linalool, Benzyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Salicylate, Parfum.

Szampon jest standardowo dwa razy większej pojemności  niż odżywka, a zużywa się chyba z 10 razy dłużej. Nie oszczędzam, a powiem szczerze, że zużyłam dopiero może z 1/4 opakowania, więc wydajność jest pierwsza klasa. Zapach jest mega delikatny, ale dosyć mocny i trwały i da się go potem jeszcze wyczuć na włosach. Konsystencja jest mega kremowa. Czuję się jak Kleopatra kąpiąca się w mleku, kiedy ozywam tego szamponu. Szampon pieni się szałowo, a włosy są dobrze oczyszczone, nie są splątane ani szorstkie. Już po samym szamponie da się odczuć, że włosy są wygładzone, miękkie i bardziej lejące. Aczkolwiek trzeba go bardzo dokładnie spłukać z włosów, bo potrafi obciążyć. 

Skład odżywki: Aqua, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Dimethicone, Ccetrimonium Chloride, Steatamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Milk Protein, Lanolin Alcohol (Eucerit), Hydrolyzed Silk, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Betaine, Sodium Chloride, C12-15 Pareth-3, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Geraniol, Linalool, Benzyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Salicylate, Parfum.

Odżywka jest już u mnie praktycznie na wykończeniu. A nie nadużywam jej jakoś w super ilościach, ale zawsze odżywka u mnie zużywa się dużo szybciej. Odżywka ma zapach identyczny, jak szampon, więc pewnie to też potęguje fakt, że zapach utrzymuje się na włosach. Konsystencja jest dużo bardziej zbita niż szamponu, ale w dalszym ciągu jest kremowa. Super nakłada się na włosy, nie spływa z nich, a fajnie w nie wnika. Po zmyciu włosy są jeszcze bardziej wygładzone, gładsze i milsze w dotyku Są super miękkie i mięsiste, więc mam wrażenie, że jakiekolwiek ubytki włosów zostają uzupełnione. Nie są splątane i bardzo łatwo da się je następnie rozczesać.



Rzadko kiedy zdarza mi się nie nałożyć jakiejś maski, czy olejku, odżywki w sprayu itd. Od kiedy używam tego duetu zauważyłam, że włosy są na maksa gładkie, miękkie i takie do miziania, są też mega miłe w dotyku, tak samo, jak i końcówki, które są równie miękkie i fajniejsze, więc tutaj się mega jaram. Nie obciążają włosów, więc nie ma efektu oklapniętych włosów,co lubi towarzyszyć przy wygładzeniu, czego nie znoszę, ale fajne jest to, że włosy są bardziej ogarnięte i bardziej podatne na jakiekolwiek ich układanie. Jeżeli już zdarzało mi się na szybko umyć włosy to nie odczuwałam bardzo braku nałożenia maski i innych pierdół. Włosy były i tak w fajnym stanie, wygładzone i miękkie. Poza tym, włosy rzeczywiście jakby bardziej błyszczą i są nawilżone, więc dla mnie duet jest bardzo na tak, ale wydaje mi się, że używany w nadmiarze może włosom się znudzić i już nie dawać tak fajnych efektów.
Mogę polecić te produkty osobom, które aż tak nie patrzą na składy i nie boją się SLS'ów i PEG. Często zmieniam produkty do włosów, bo to im służy, ale raz na jakiś czas lubię ich używać, kiedy zależy mi na tym, żeby włosy były bardziej wygładzone i ogarnięte. Zawsze do nich wracam po niebieskim szamponie, kiedy włosy są mega szorstkie i tępe, a po takim duecie od razu odzyskują wygładzenie i blask, więc ja jestem zadowolona najbardziej wtedy, kiedy używam ich co któreś mycie.


Zoella, Candy Cream, Softening body lotion

10 października 2018


Hej! Co tam, jak tam?! Mamy tak piękną jesień że nie mogę się oprzeć robieniu zdjęć, patrzenia przez okno i podziwianiu tych kolorowych liści, które powoli opadają na ziemię. Uwielbiam to. Słońce świeci, da się też odczuć lekki chłód tym bardziej o poranku, a przy okazji rano jest mega mgła, która przypomina mi o tym, że jest październik, a ja się cieszę - czyli nic się nie zmienia. W ciągu dnia na szczęście pogodę mamy letnią, jest bardzo ciepło, więc mamy wszystko, co nam trzeba
Dzisiaj mam dla Was recenzję, w końcu recenzja po tych wszystkich filmach! Recenzja kosmetyku Zoelli, balsamu do ciała o mega cukierkowym wszystkim.

Zoella, cukierkowy krem
wygładzający balsam do ciała


Jeżeli chcesz się trochę rozpieścić to ten pyszne pachnący, świeży i owocowy balsam do ciała będzie idealny! Przy okazji, używając tego balsamu sprawisz, że Twoja skóra będzie miękka, gładka i słodko zarazem smakowicie pachnąca. Balsam zawiera ekstrakt z owoców acai i jagody, dzięki czemu pielęgnuje i chroni Twoją skórę. Pamiętaj, że ona również potrzebuje sporo miłości!

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glycerin, PEG-100 Stearate, Parfum (Fragrance), Glyceryl Stearate, Dimethicone, Carbomer, Diazolidinyl, Urea, Lactose, Methylparaben, Microcrystalline Cellulose, Propylparaben, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Pearl Powder, Hydroxypropyl Methylcellulose, Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Vaccinum Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Butylphenyl, Methylpropional, Alpha-Isomethyl, Ionone, Limonene, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Linalool.

Sposób użycia: delikatnie wmasuj balsam w skórę, aż do wchłonięcia.


Balsam jest bardzo cukierkowy od samego początku do końca. Sam design jest bardzo dziewczęcy i muszę przyznać, ze tutaj wszystko ze sobą współgra idealnie. Opakowanie to tubka, która 'stoi na głowie' dzięki czemu nie mamy problemu z wydobyciem produktu z opakowania. Poza tym, tubka jest też przezroczysta i widzimy dokładnie zużycie produktu, co jest fajna. Zamknięcie jest na zatrzask, bardzo solidne i nic się nie luzuje, można brać ze sobą wszędzie, a na pewno nie otworzy się samo. 
Konsystencja jest bardzo delikatna, dobrze zbita, ale nie jest ani za gęsta ani za rzadka. Poza tym możecie po zdjęciach zobaczyć, że balsam zawiera w sobie różowe drobinki, które się rozpuszczają pod wpływem ciepła i masażu, więc nie musicie się obawiać, że będziecie chodzić z takimi paprochami na ciele. Zapach jest bardzo cukierkowy, owocowy i słodki. Nie jest zbyt intensywny ani duszący i pachnie pięknie. Przy okazji, jeżeli wiecie, jak pachnie ta seria Tutti Frutti to podobnie pachnie właśnie ten balsam. Mega!


Balsam super się rozprowadza na ciele, nie rozlewa się, ani nie jest w konsystencji masła, więc super łatwo. Nie potrzeba jakoś dużo produktu, żeby się całej wysmarować, więc to fajnie przełoży się na wydajność. Nie podrażnia, nie uczula, nie piecze jeżeli macie jakieś podrażnieniach, ale bardzo fajnie pielęgnuje skórę. Zapach się pięknie unosi w łazience i aż chce się nim smarować i niuchać. Poza tym, balsam wchłania się bardzo szybko. Nie ma problemu z założeniem ubrań, nic się nie klei ani nie ciapie, więc nie ma żadnego uczucia dyskomfortu. I ja bardzo się z tego powodu cieszę, bo uwielbiam się nim smarować rano,kiedy wiem, że po kilku minutach mogę się ubrać i zacząć działać 

Balsam działa rewelacyjnie. Już o zastosowaniu da się odczuć różnicę w kondycji skory. Jest niesamowicie gładka i pachnąca, miękka i rewelacyjnie miła w dotyku. Ja wiem, że w składzie znajduje się parafina, ale nie ma uczucia wysuszenia skóry, jeżeli kilka dni pod rząd się nie posmaruję. Nie mam też wrażenia, że na skórze pozostaje jakiś sztuczny film, który daje tylko złudne uczucie nawilżenia i odżywienia. Po kilku dniach niesmarowania się, skóra i tak jest w rewelacyjnym stanie, co mi się mag podoba. Używałam go całe wakacje i dla mnie ma zapach lata. Mega.


Ja uwielbiam te produkty Zoelli i mega mi szkoda, że są w sumie niedostępne w Polsce. Liczę na to, że kiedyś pojawią się w jakiejś drogerii, a wtedy będę kupować wszystko jak leci. Podoba mi się to, że tutaj wszystko ze sobą współgra, dosłownie wszystko. Od działania, przez opakowanie, konsystencję, drobinki, aż po zapach. Wszystko jest utrzymane w słodkim i fajnym akcencie, który mi będzie kojarzyć się jedynie z latem. Działanie ma super, jest też wydajny, bo ja używam go już kilka miesięcy i dopiero teraz mi się kończy Aż mi szkoda, więc muszę się naniuchać tego zapachu!



#31 kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

08 października 2018



Dzień dobry! Ja już w domu, próbuję się przestawić na tryb pracy i zapomnieć o tym, co się działo w weekend, ale się nie da. Co chwilę wracam do zdjęć i już myślę o kolejnym wyjeździe w góry. Nic na to nie poradzę, że tam jest tak fajnie. Ale, ale! Ostatni wpis filmowy przed Wami i wracamy do kosmetyków i innych spraw. Jest tego trochę, mam też nowe pomysły, więc będzie się działo.
A dzisiaj filmy! Tylko jedna komedia, ale składająca się w sumie z trzech części, a tak to mam dla Was dzisiaj bajki! Na koniec, bardzo lekko, ale możecie oglądać sami, z rodzeństwem, kuzynostwem, czy drugą połówką. Najprzyjemniej!


Ace Ventura:Psi Detektyw (1994) 'Ace Ventura: Pet Detective' komedia; Zew Natury (1995) 'When Nature Calls' komedia, przygodowy; Junior (2009) 'Pet Detective Jr' komedia

Strasznie długo mi znajomy polecał tę komedię, no i obejrzałam wszystkie części. W sumie jak zawsze u mnie jest tak, ze pierwsza część rządzi, druga jest w miarę okej, a trzecia jest taka nijaka. Jim Carrey to jest mój mistrz, uwielbiam jego miny, mimikę twarzy i to jak gra całym sobą, każdą częścią ciała nawet tą najmniejszą. Serio! Warto to obejrzeć, bo jak widać można się dogadać ze zwierzętami i przy okazji rozkminić jakieś super-tajne zagadki w mega pokręcony, ale zabawny sposób. Dwie pierwsze części oglądajcie, trzecią możecie sobie podarować, bo jakoś mnie dzieci w takich kminach nie kręcą ;).

Coco (2017) animacja, familijny, przygodowy

Kolejna bajka, którą naprawdę warto obejrzeć! Łapie za serducho, sprawia, że zaczniecie się zastanawiać nad sobą i nad swoim życiem i znowu. Bajka udowodni, że rodzina jest najważniejsza i nie zepsują tego żadne tajemnice, żadne krzywe akcje, o których czasem wolimy nie pamiętać. A i warto mówić o wszystkim, co nam leży na serduchu i iść za głosem serca. Nie wiem czy są tu jakieś osoby, które lubią bajki tak samo, jak i ja, ale czasem wole oglądać bajki niż zwykłe filmy, są dużo przyjemniejsze i milsze ;D!

Sekrety morza (2014) 'Song of the Sea' animacja, familijny, fantasy


Kolejna bajka, do której na początku byłam średnio przekonana, jak tylko zobaczyłam rodzaj animacji. Myślałam, że to będzie słabe i będzie mi się to źle oglądało. Wszyscy przyzwyczajamy się bardzo szybko do nowocześniejszych technologii i do lepszych obrazów. Ale znowu, nie do końca miałam rację. Bajka ma coś w sobie, opowiada delikatną, smutną, ale ważną dla wszystkich historię. Nie uciekniemy przed prawdą ani przed naszym przeznaczeniem. Jeżeli ciągnie nas w odpowiednim kierunku to jest to na maksa silne i powinniśmy się temu poddać.

Sekret księgi z Kells (2009) 'The Secret of Kells' animacja, familijny, przygodowy

I akurat tę bajkę możecie sobie odpuścić. Nie wiem, czy mi było się ciężko na niej skupić, miałam zły dzień czy co innego, ale mnie nie przekonała. Jakoś ciężko mi się ją oglądało i ogarniało o co tam w ogóle chodzi. Dosyć ciężki temat przedstawiony w mega zawiły sposób według mnie. No i niestety -  nie przepadam, nie spodobało mi się. Dodatkowo znowu mamy tutaj do czynienia ze średniej jakości animacją, różniącą się od nowoczesnej, ale dużo cięższą niż ta w Sekretach morza i mniej ładna.

Balerina (2016) 'Ballerina' animacja, komedia

I ta bajka przemawia do mnie już dużo bardziej. Jest praktycznie przeniesieniem większości filmów związanych z tańcem na bajki dla młodszych osób. Dla mnie mega, rewelacyjna historia i do tego zabawna. Każdy ma marzenia i wystarczy chcieć i walczyć. Ukazuje upór młodej dziewczyny, która zrobi wszystko, żeby spełnić swoje marzenia, walczy, ćwiczy i próbuje, a najważniejsze to ma odwagę, pasję i największą i najpiękniejszą miłość do tańca. Dla mnie bomba!

Wilk w owczej skórze (2016) 'Volki i ovtsy. Beeezumnoe prevrashchenie' animacja, familijny, komedia

Nawet nie wiedziałam, że to czeska bajka, ale pozytywnie się zaskoczyłam. Ciekawa historia, nigdy nie wiem, kto wpada na tak genialne pomysły, ale mimo wszystko super! Sposób przedstawienia i pokazania, że nawet najwięksi wrogowie potrafią się dogadać, jeśli tylko chcemy, a i przy okazji pokazuje, że słabsi też mogą jeśli tylko chcą. I właśnie za to uwielbiam bajki, za te wszystkie morały, które pokazują dzieciom, jak można żyć. Ale nie tylko! Bo uważam, że i dorosłym bajki mogą przypomnieć, co jest w życiu najważniejsze i mogą pomóc im odżyć! Polecam;).


30 kinomaniak,czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

07 października 2018



Kolejny Konimaniak, a ja właśnie wracam z Zakopanego i wiadomo, jak zawsze nie chce się wracać. Fajnie, że ten ostatni dzień też wykorzystaliśmy w miarę w pełni, i dzięki temu byliśmy dzisiaj na Kasprowym Wierchu i co prawda pogoda była średnia, a widoczność była nijaka, ale i tak fajnie. Zdjęcia i tak zostały zrobione, więc dowód mamy, że tam byliśmy. Później wypad na Krupówki, ostatnie zakupy, kawiarnia z pięknym widokiem i o. Ale niedługo na pewno tutaj wrócimy, a ja będę miała przynajmniej materiały na przygotowanie dla Was Tatromaniaka, bo w sumie dawno nic się nie pojawiło, a teraz mam dla was przynajmniej parę nowych miejsc do polecenia, więc czekajcie cierpliwie, a na pewno nie pożałujecie.
Okej, a teraz czas na przedostatnią część Kinoamaniaka w tym miesiącu. Chociaż w tej części większość filmów jest dosyć starych, ale może akurat znajdzie się ktoś, kto się wahał nad obejrzeniem któregoś z nich :).

Szeregowiec Ryan (1998) 'Saving Private Ryan' dramat, wojenny

Film na maksa polecany i chwalony przez wszystkich, więc chyba nie ma za bardzo co tutaj się rozpisywać. Mega wzruszający i piękny film, z jeszcze wspanialszą historią, którą naprawdę warto poznać. Niewiele filmów wojennych przypadła mi do gustu, ale tutaj nie żałowałam, ze go obejrzałam ani przez chwilę. Tom Hans to kolejny aktor, dla którego warto go obejrzeć.

Apollo 13 (1995) dramat

Mega wciągający film i trzymający w napięciu cały czas. Jeżeli lubicie katastroficzne filmy, od których nie da się oderwać wzroku to musicie to obejrzeć. Chociaż wydaje mi się, że i tak każdy zna doskonale ten film. Jest genialny. Aktorzy grają rewelacyjnie i jak na sam fakt, że film jest tak stary, a w sumie został nagrany i wyreżyserowany na naprawdę pełnej profesce, więc szanuję, a Wy oglądajcie.

Szkoła uczuć (2002) 'A Walk to Remember' melodramat, dla młodzieży
Kiedyś, kiedyś to był mój ulubiony film. Mega wzruszająca historię przepięknej miłości, a zarazem trochę nieszczęśliwej i dramatycznej. No, ale przecież nie zawsze w życiu układa się kolorowo od początku do końca, czasem zdarza się coś nieoczekiwanego, na co nie mamy wpływu, a co potrafi zmienić bieg wydarzeń i potrafi odwrócić wszystko do góry nogami. Ale miłość właśnie na tym polega, że potrafi nas uskrzydlić i tak samo zadziała na nas ten film. Uskrzydla i pokazuje, że niemożliwe staje się możliwe i naprawdę wow. Czasem nawet osoby, po których najmniej się spodziewamy niektórych rzeczy - są do nich najbardziej skłonni. A może to po prostu kwestia znalezienia odpowiedniej osoby? Nie wiem, włączcie, a się sami przekonacie.

Bezsenność w Seattle (1993) 'Sleepless in Seattle' dramat, komedia, romans

Znowu Tom Hanks, ale filmy z nim są naprawdę świetne. Ten romans, a zarazem dramat łapie za serce i wciąga. Niesamowite jest to, że w prawdziwym życiu dzieci też widzą wszystko inaczej niż dorośli. Dla nich wszystko jest łatwiejsze i takie bardziej oczywiste, więc czasami powinniśmy się od nich naprawdę sporo uczyć. Zresztą one często mają rację, a film to też pokazuje. Film pokazuje historię pięknej miłości i pamiętajcie nigdy nie jest za późno, a i najbardziej beznadziejna sytuacja może ostatecznie okazać się być na plus.

Sing (2016) animacja, komedia, musical

Bajki uwielbiam, a za musicalami nie przepadam, ale to jest kolejna bajka, która w śpiewający sposób opowiada jakąś historię i ma ważny morał, który może się przydać na dorosłe życie. Dlatego dla dzieci ta bajka może okazać się być bombą. Przyjemna, prosta, wiadomo, że trochę problemów i dramatów musi być się tam pojawić, ale tylko po to, żeby ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Mega ja jestem zachwycona i aż mi szkoda, że ta bajka nie została aż tak rozreklamowana jak inne, bo warto!

Sam (2001) 'I Am Sam' dramat obyczajowy

Ostatni film, który oglądałam mega dawno i w ramach odświeżenia potrafiłam obejrzeć go jeszcze kilka razy. Kolejny świetny film, na którym potrafiłam zużyć kilka paczek chusteczek. Historia wspaniała, bo wiadomo każdy ma prawo do miłości, do bycia ojcem do bycia szczęśliwym i kochanym. Poza tym, jak się chce i jak komuś zależy to pokona wszelkie przeciwności losu i zrobi wszystko, żeby jakoś to życie funkcjonowało. Rodzina jest najważniejsza i dla nich zawsze warto zmieniać swoje przyzwyczajenia i się starać. A jak się bardzo chcę to się uda - proste. Bardzo, bardzo Wam go polecam!