Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neess. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą neess. Pokaż wszystkie posty

IV edycja Meet Beauty - przegląd marek kosmetycznych i ich stoisk

13 czerwca 2018


W ostatnim wpisie opisałam Wam dokładnie, jak wyglądała konferencja Meet Beauty, gdzie skupiłam się głównie na wydarzeniu, panelach dyskusyjnych oraz warsztatach, w których miałam przyjemność brać udział. Jeżeli jesteście ciekawi co i jak było, to koniecznie zajrzyjcie do poprzedniego wpisu. Stwierdziłam, że nie chcę, żeby te wpisy związane z konferencją były nie wiadomo jak długie i zagmatwane, a chcę Wam pokazać jak najwięcej - to wolę rozdzielić je na trzy części, tym samym robiąc tydzień retrospekcję z Meet Beauty na blogu. Zachwycałam się ostatnio kreatywnością marek na stoisku, dlatego postanowiłam poświęcić im oddzielny wpis i pokazać Wam, jak to dokładnie wyglądało i co konkretna marka wymyśliła!

PIERRE RENE oraz MIYO 
Marka miała do dyspozycji cała salę dla siebie, więc zdecydowanie to stoisko było największe. W sumie ja się tam czułam, jak w jakiejś drogerii, bo były Pierre Rene szafy i stoiska praktycznie ze wszystkim, co tylko marka posiada w swojej ofercie. Można było wymacać sobie wszystko, testować,sprawdzać i dotykać. Świetna opcja, bo można było dowiedzieć się wszystkiego na temat każdego produktu, jaki by nas interesował. Poza tym, Klaudia Owczarek malowała dziewczyny na bieżąco, więc też fajna opcja, z której można było skorzystać. 
Poza tym, przy szafie Miyo można było znaleźć usta, z którymi wszystkie robiłyśmy sobie zdjęcia. Bardzo fajnie był ustawiony set z lampą, więc to naprawdę nam pomogło w uzyskaniu idealnych selfie, które potem brały udział w konkursie ;).

Neess, szczoteczki do makijażu

21 listopada 2017

Już dawno dostałam od Neess pędzle - szczoteczki do makijażu. Na maksa się z nich ucieszyłam, bo strasznie chciałam je wypróbować, przetestować, po prostu mieć, bo naczytałam się wielu dobrych rzeczy na ich temat. Testowałam je dosyć długo, bo mimo wszystko trzeba się odrobinę przestawić ze zwykłych pędzli na te szczoteczki. Ale po tak długim czasie już wszystko wiem na ich temat także zapraszam do zapoznania się z moją opinią na ich temat ;).


Najpierw ogólnie o tych szczoteczkach. Są przepięknie wykonane, na maksa trwałe i solidne, więc jeżeli chodzi o jakość nie ma się co tutaj przyczepić. A cena jest dosyć niska, więc tutaj naprawdę jest super. Napisy się nie ścierają, a pędzle też się nie brudzą jakoś bardzo, a bałam się tego, bo na produkty do makijażu lubią brudzić czarne rzeczy, ale te szczoteczki się super trzymają i mimo, że mam je parę miesięcy one dalej wyglądają, jak nowe. Ponadto są giętkie, czego się w sumie nie spodziewałam. Dzięki temu łatwiej nam się wykonuje makijaż.
Włosie jest bardzo zbite i gęste i mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby coś tam miało z niego wylecieć. Bardzo fajnie nakłada się na nie produkt, ale nie ma co przesadzać z ilością. Szczoteczki nie wsiąkają w ogóle kosmetyków, jak zwykłe pędzle, włosie się prawie w ogóle nie brudzi. Jakąkolwiek ilość nabierzemy na szczoteczkę, potem wszystko ląduje na twarzy.
Przechodząc do szczegółów.

SZCZOTKA DO PODKŁADÓW PŁYNNYCH I KREMOWYCH 


Ta szczotka jest największa ze wszystkich. Jest super giętka i naprawdę wygodnie nakłada się nią fluid na twarz. Nie wchłania w ogóle produktu, a wiadomo jak czasem pędzle potrafią 'wypić' połowę fluidu, fajnie rozsmarowuje fluid, nie zostawia smug, nie zostawia plam, czy "pustych" miejsc. Włosie jest mięciutkie i bardzo zbite. Myślałam, że będę miała problem z okolicami nosa, szyją czy coś, ale nic z tych rzeczy. Idealnie nakłada produkt wszędzie. Co więcej mam wrażenie, że ta szczotka zwiększa krycie podkładu wykorzystując mniejszą jego ilość. Nie robi maski, a efekt jest w dalszym ciągu naturalny.
Kosztuje 39,99zł, więc porównywalnie do zwykłych standardowych pędzli, a makijaż wykonany za jej pomocą jest mam wrażenie trwalszy i bardziej kryjący.Mnie najbardziej cieszy to, że ta szczotka nie pije w ogóle fluidu, praktycznie się nie brudzi. Ja stosuję głównie na większe wyjścia, kiedy mi zależy, żeby wszystko było maks idealnie i kiedy mam trochę więcej czasu, bo nałożenie fluidu za pomocą szczotki zajmuje mi trochę więcej czasu niż zwykłym pędzlem, ale efekt jest fajniejszy.
Czy szczotka jest lepsza niż pędzel? Myślę, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia.

SZCZOTECZKA DO APLIKACJI ROZŚWIETLACZA


Ta szczoteczka jest stosunkowo mniejsza od pozostałych szczotek, ale włosie jest tak samo zbite. Głównie używam do nałożenia rozświetlacza pod oczy, ale trochę mi zajęło zanim się nauczyłam dobrze nią operować. Przyzwyczajona do gąbeczki nie musiałam nigdy zwracać uwagi na to, czy przykładam za mocno do skóry czy nie. W przypadku tej szczoteczki trzeba być delikatnym i nie powinno się przyciskać jej do skóry. Trzeba też uważać z ilością korektora, bo tak jak w przypadku pozostałych szczoteczek, ta w ogóle nie wchłania produktu, więc wszystko, co jest na skórze będzie na skórze. Jak już doszłam do tego, jak współpracować z tą szczoteczką, bardzo polubiłam aplikowanie nią korektora. Efekt jest bardzo dokładny, ale i naturalny.
Stosowałam tę szczoteczkę również do nakładania rozświetlacza pod łuk brwiowy, bo wielkością idealnie tam pasuje. Rozświetlacze w kamieniu nakłada bardzo naturalnie i delikatnie, więc tutaj zawsze używam rozświetlaczy sypkich i efekt jest dokładnie taki, jaki chcę. Ewentualnie można tez nią rozetrzeć, czy zblendować cienie z rozświetlaczem, żeby nie było nachalnych i ostrych konturów.
Ta szczoteczka kosztuje tylko 19,99zł, a jest bardzo uniwersalna. Korektor rozświetlający pod oczy, rozświetlacz na łuk brwiowy, ewentualnie na kości policzkowe. Można uzyskać efekt i delikatny i mocnego rozświetlenia, co kto lubi, ale ja jestem bardzo zadowolona.

SZCZOTECZKA DO ROZŚWIETLACZA I RÓŻU


Średniej wielkości szczoteczka z całej czwórki jaką posiadam. Jest równie zbita i giętka. Głównie korzystam z niej przy nakładaniu różu. Na początku nakładałam trochę za dużo produktu, więc efekt był bardzo intensywny, ale w dalszym ciągu nie było plam na policzkach. Niewielka ilość wystarczy żeby nałożyć róż idealnie na twarz. Jeżeli mam ochotę na delikatny efekt rozświetlenia na kościach policzkowych, to też wtedy sięgam po tę szczotkę razem z rożswieltaczem w kamieniu. Nakłada się bardzo równomiernie i delikatnie.
Ta szczotka kosztuje 21,99zł. Niewiele, a jest równie uniwersalna, jak poprzednia. Daje fajny efekt, delikatnie i naturalnie wyglądającego różu na policzkach, a takiego efektu nie jestem w stanie uzyskać za pomocą pędzla.

SZCZOTECZKA DO KONTUROWANIA


Tej szczoteczki bałam się najbardziej. Hiper cienka, podłużna i rozkminiałam ją długo zanim odważyłam się ją wykorzystać do konturowania. Początkowo daje bardzo delikatny efekt, który można stopniować tak, jak się chce. Fajne jest to, że można narysować ostrą linię szczoteczką albo kredką do konturowania, którą następnie możemy szybko, łatwo rozetrzeć uzyskując naprawdę profesjonalne konturowanie. Nie ma znaczenia czy skupiamy się na policzkach, czole czy nosie, wszystko działa bez zarzutów. Ale muszę zaznaczyć, że nie konturuje nosa, bo nie umiem, ale ta szczoteczka bardzo ułatwia zadanie i z nią mi nawet wyjdzie coś sensownego.
Cena tej szczoteczki wynosi tylko 16,29zł, więc niewiele, a to jak ułatwia konturowanie to naprawdę niebo a ziemia. I przy tej mogę śmiało stwierdzić, że nie równa się z pędzlami do konturowania, jest najlepsza ;).


Ja jestem zachwycona, a mimo wszystko jestem osobą dosyć sceptycznie podchodzącą do nowinek kosmetycznych i do różnych wydziwianych akcesoriów, dlatego też tyle zwlekałam z podzieleniem się moją opinią na temat tych szczoteczek. Największy plus za to, że włosie nie spija produktów, nie zatrzymuje ich w sobie, tylko całość przenosi się na twarz. Makijaż wykonany tymi szczoteczkami wpija się z kolei w skórę i jest bardzo trwały, nie znika z twarzy po kilku godzinach, a taki problem zazwyczaj mam w przypadku różu. Szczoteczki sprawiają, że efekt można stopniować w zależności od naszego widzimisię, a jak coś nam nie wyszło to z łatwością można to dodatkowo rozetrzeć, czy jakoś naprawić.
Cena jest bardzo niska, a jakość jest naprawdę genialna. Uwielbiam te szczoteczki za makijaż, jaki mogę dzięki nim osiągnąć, ale i za ich ekskluzywny wygląd. Przy okazji, kiedy ich używam czuję się naprawdę jak profesjonalna Make Up Artist, a do takiej uwierzcie, że mi bardzo daleko. Także, ja - polecam!

Dajcie znać, czy stosowałyście już takie szczotki i jakie jest wasze zdanie na ich temat. Chyba, że jestem ostatnią blogerką, która o nich wspomina ;D.


Czerwony i Wściekły 7549
manicure hybrydowy dzięki Neess

14 stycznia 2017


Miał być wczoraj post, coś mi nie wyszło, ale to nic, bo przychodzę dzisiaj do Was z kolejna hybryda od Neess! Ostatnio pisałam Wam o całym zestawie marki Neess, który otrzymałam do zrobienia swoich pierwszych hybryd i tam opisałam wszystkie inne akcesoria, jakie mam. Czyli cleanery, removery, waciki, patyczki, bloczki, pilniki. Wszystko. Więc zapraszam zainteresowanych tutaj. Post będzie szybki, nie będę się za bardzo rozdrabniać, bo już o jednej hybrydzie pisałam tej marki, a mianowicie o Kosmicznej Odysei 7520. 
Dzisiaj czas na kolejny lakier hybrydowy, tym razem postawiłam na klasyczną czerwień, która pasuje do wszystkiego, na każda okazję i w każde miejsce. Kolor o numerze 7549 ma mega nazwę; Czerwony i Wścekły, która rewelacyjnie określa to jaki jest.

Neess, zestaw do manicure hybrydowego

11 stycznia 2017


W końcu się zbieram do napisania dla Was ogólnej opinii o całym zestawie do manicure hybrydowego, który otrzymałam już jakiś czas temu od marki Neess! Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie znam się kompletnie na hybrydach, nie znam się na zestawach, nie mam też porównania z innymi markami, więc jest to opinia 100% lamusa, bo i paznokci też za bardzo malować nie umiem, ale może to i lepiej, że właśnie taka lama oceni czy się da nimi coś zmalować? :)
Jeżeli będziecie mieć jakiekolwiek pytania, piszcie śmiało w komentarzach, może nie na wszystkie pytania dotyczące hybryd będę znała odpowiedź, ale w razie w się poradzę specjalisty ;).



Nie mam pojęcia jaka lampa powinna być, ale mam wrażenie, że ta mogłaby być odrobinę szersza. Przyzwyczaiłam się już, ale robię paznokcie u jednej dłoni na trzy razy; najpierw kciuki, potem wskazujący i środkowy, a następnie serdeczny i mały. Może to też dlatego, że jestem początkująca i chcę, żeby wszystko było idealnie, łapało pięknie światło i każdy paznokieć zostanie dokładnie utwardzony. Ogólnie lampa bardzo mi się podoba i jest prosta w obsłudze. Trzy różne czasy utwardzania ułatwiają sprawę. Tak samo, jak i możliwość podłączenia lampy na usb do laptopa. Ogromna wygoda, kiedy ktoś uwielbia oglądać filmy robiąc paznokcie. Jest mała, zgrabna i poręczna. Lampa kosztuje 99 zł tutaj.

Kosmiczna Odyseja 7520.
manicure hybrydowe, Neess

07 stycznia 2017


Może pamiętacie, jak jakiś czas temu chwaliłam się przesyłką od marki Neess, w sumie otrzymałam dwie przesyłki, które połączyłam w tym wpisie w jedno ogromne rozpakowywanie prezentów. Pewnie już o tym pisałam, część z Was może o tym wiedzieć albo czytałyście o tym na swoich blogach, ale zawsze byłam średnio nastawiona do lakierów hybrydowych. Zawsze twierdziłam, że mi to niepotrzebne, bo po pierwsze mam sporo lakierów zwykłych, a po drugie czasem i zwykły lakier potrafi u mnie przetrwać tydzień. Wow. Ale powiem Wam szczerze, że przepadłam...


Dokładnie o całym zestawie do robienia manicure hybrydowego napiszę Wam już niedługo, Nie mogłam się doczekać i zabrałam się za malowanie paznokci praktycznie od razu po zapoznaniu się z zawartością. Na sam początek stwierdziłam, że wezmę klasyczną czerwień 7549, która pasuje na każdą okazję, ale to był mój pierwszy ever manicure hybrydowy, który miałam i który wykonywałam sama i stwierdziłam, że nie będę robić zdjęć, bo wyszło bardzo źle haha. Więc zaczynam od lakieru hybrydowego, który trafił w moje ręce jeszcze przed tym całym zestawem, cudownie mieniący się granat, lekkie drobinki, prawdziwe niebo nocą pełne gwiazd - skąd nazwa Kosmiczna Odyseja, numerek 7520.


Zadanie! Blogmas nr: 10
Świąteczny Makeup!

19 grudnia 2016



Tak, też jestem w szoku, bo jestem bardziej makijażową ciapą niż osobą, która mogłaby cokolwiek, komukolwiek pokazywać i chwalić się zdolnościami. Akurat jeśli chodzi o czynności manualne, to na mnie nie ma co liczyć, a szkoda. Ale skoro Milena, nasza kochana twórczyni blogmasów, rzuciła nam zadanie/wyzwanie, to stwierdziłam, że co mi tam! Czas wyjść z comfort zone, będzie powód żeby zacząć używać masy kosmetyków kolorowych, które posiadam, a przy okazji dzięki prawdopodobnej fali hejtu i konstruktywnych komentarzy, czegoś się w końcu nauczę i na to liczę :D.


Kiedy ktoś Cię rozpieszcza
Produkty marki Neess

18 grudnia 2016



Marka Neess nie jest mi jakoś bardzo znana, ale otrzymałam już w sumie dwie przesyłki od nich i wstępnie jestem tak zachwycona wszystkim, każdym szczegółem, każdą rzeczą i tym jak bardzo firma dba o szczegóły. 


Nie tylko opakowania są piękne i na maksa przydatne, bo takie pudełko będzie bardzo przydatne. Już się zastanawiam, co będę mogła w ni wsadzić, a najprawdopodobniej będą to właśnie akcesoria do manicure hybrydowego, tak jak w sumie je otrzymałam. Lakierów zwykłych ma mnóstwo, a teraz czas powiększyć kolekcję hybrydową.
Maka dba nie tylko o szczegóły estetyczne, ale tez o te smakowe, bo w każdej paczce od nich są słodkości w postaci lizaków, a przy okazji jeszcze naklejka, smycz i cudowna kartka, która została napisana, podpisana specjalnie dla mnie ;), a to cieszy 100 razy bardziej. 


Paczkę ogólnie pokazywałam już na facebook'u oraz na moim instagramie. A w szczególe zajęłam się nią na moim snachacie. Jak ktoś chce się dowiadywać o takich cudeńkach jako pierwszy to możecie mnie dodawać (@indeciseee). 
W skład zestawu weszły: