Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anwen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anwen. Pokaż wszystkie posty

Denko marzec 2024

04 kwietnia 2024

Dzień dobry, dzień dobry! Witamy się w kwietniu! Dzisiaj denko z lekkim opóźnieniem, ale jednak ta wiosenna pogoda nas pochłonęła i chcieliśmy z niej skorzystać najbardziej, jak się da. U Was jak święta? Jak wrażenia? Najedzeni? Ja musze na pewno odpocząć po tych świętach i po tym obżarstwie, jednak jak za dużo to też niedobrze. 


A dzisiaj mam dla Was dość spóźnione denko, mamy już początek kwietnia, a ja dopiero teraz to robię. Ale, tak jak pisałam wyżej, człowiek się czuł w klimat świat i w rodzinny vibe, więc mamy teraz czas, żeby nadrobić wszystko i podziałać tak, jak trzeba. A zapraszam do denka, bo tu zadziało się dużo nowego, więc będzie dużo kosmetyków, których nie było tu jeszcze ! 


Co widać już na samym starcie, że z ulubieńców mam tylko jeden produkt ale jednak bardzo dobry! Tresemme, keratin smooth, spray termooochronny to zdecydowanie mój fav jeśli chodzi o termo-ochronę. Ładnie pachnie, ma fajną konsystencję, bardzo dobrze się rozpyla na włosach i je pokrywa w całości. No i działa, włosy są w dużo fajniejszej kondycji, dzięki temu produktowi. 




  • Vianek, regeneracja, pianka do higieny intymnej z ekstraktem z owoców żurawiny, babki lancetowatej i kory dębu - ta pianka była dla mnie naprawdę super, ekstra konsystencja, przyjemny zapach, przyjemnie działanie, bardzo dobre mycie, odświeżenie i wszystko super. Ale, zepsuło mi się opakowanie, ta pompka nie działała tak, jak powinna i dość szybko się zepsuła. Czy to jest kwestia opakowania, czy ja miałam wadliwą sztukę, nie wiem, ale no coś tu nam poszło nie tak. Ale kosmetyk sam w sobie jest świetny. 
  • Dermedic, hydrain3 hialuro, peeling enzymatyczny - kolejny produkt, który bardzo przyjemnie się u mnie sprawdził. Jeżeli ktoś nie lubi mechanicznych peelingów, to ten naprawdę jest bardzo fajny, skuteczny i polecam. 
  • Anwen, odżywka emolientowy irys - ta odżywka u mnie się sprawdziła najbardziej z całej trójki z zestawu świątecznego. Ładny zapach, przyjemnie otula włosy, nawilża je, wygładza i odżywia. Bardzo się z nią polubiłam! 
  • Martini SPA luxury active, gąbka do demakijażu z węglem aktywnym - ta gąbeczka do demakijażu zdecydowanie namotała w mojej pielęgnacji, ale bardzo się z tego cieszę. Genialna jest! Cudownie zmywa makijaż z każdym żelem, że wszystkim współpracuje cudownie i efektywnie, a to jest najważniejsze. Makijaż jest zmyty, nie ma żadnych resztek nawet tuszu do rzęs, więc naprawdę czad. Będę je używać zawsze! 
  • L'Occitane, krem do rąk, masło she - bardzo mi spasował ten krem do rąk, był niewielkich rozmiarów, ale niesamowicie wydajny, bardzo długo go używałam. Mieścił się wszędzie, więc stosowałam go regularnie, bo zawsze był pod ręką. A najważniejsze to działał, nawilża i odżywia dłonie bardzo ładnie, super sprawa! 
  • Miya, beauty.lab serum nawilżające potrójny kwas hialuronowy [2%] - kolejny produkt, który świetnie się u mnie sprawdził, jego nawilżenie było na mega wysokim poziomie, poradził sobie ze skórą w każdych warunkach, a miałam dość ciężki czas że skóra, że była podrażniona po wszystkim, to serum cudownie łagodziło jakiekolwiek objawy i pielęgnowało naszą cerę cały czas. 
  • Catrice, sensitive gel-to-oil cleanser, żel do demakijażu - kolejny produkt do demakijażu, który super się u mnie sprawdził. Rewelacja, żel zamienia się w olejek i cudownie domywa wszystko, każdy produkt kosmetyczny, jaki znajduje się na twarzy zostaje zmyty w trymiga, więc rewelacja! 



  • Dermacol - love my face - krem do twarzy - tutaj ten krem ładuje w średniakach z tego względu, że był okej, ale jednak niczym super się u mnie nie wybił. Nie podrażnił, nie uczulił, nic złego nie zrobił, ale też nie ma jakichś rewelacji. 
  • Anwen, olej do włosów wysokoporowatych - marakuja - ten olej u mnie też nie zrobił szału, mimo że uwielbiam marakuję i myślałam, że to będzie hit nad hity, ale moje włosy były bardzo przeproteinowane, był puch, były takie sztywne, były bardzo niefajne w dotyku. 
  • Miya - beauty.lab ukojenie, kremowy żel myjący - skończył się u mnie dość szybko, poza tym nie był zły, fajnie zmywał, makijaż wraz z gąbeczką, ale tak w użyciu bez gąbki, to nie wiem, czy by mi się bardzo przydał. 
  • Miya - mySHOWERgel - naturalny żel pod prysznicem z olejkiem makadamia - i ten żel oddałam mężowi że względu na dość mocny męski zapach. To jednak nie dla mnie, ja wolę bardzo kobiece zapachy pod prysznicem. 



Z próbek w końcu sobie przypomniałam, że mam jeszcze parę saszetek do zużycia, a nawet kilkanaście. W końcu postanowiłam zużyć ArganiCare, szampon oraz ArganiCare, maskę do włosów i ta historia zakończyła się dość pozytywnie. Ciekawe produkty, mocno nawilżające i odżywiające.
 


I niestety dwa produkty, jako że już przeterminowane musiały zostać wyrzucone. Miya - body.lab naturalny dezodorant w kremie  oraz Sylveco, olejowa wcierka do skóry głowy, szkoda, ale mi z wcierka i i tak na razie nie po drodze, więc musiałoby poczekać na dalszy czas! 




  • Babydream, extra senstiive, chusteczki nawilżane dla dzieci - nie będę wypowiadać się po raz setny, że te chusteczki są najlepsze i zdecydowanie będę ich używać zawsze. 
  • Sudocrem - na jakiekolwiek podrażnienia nie znam lepszego kremu. 
  • AA baby, szampon w piance - ta pianka u nas się genialnie sprawdziła! Poważnie! Konsystencja i wszystko jest super, 
  • Jordan, pasta do mycia zębów - pasta do zębów, która osobiście bardzo lubię i u nas sprawdza się super. 
  • DentoseptAmini - dla ząbkujących marudnych dzieci, ten produkt jest cudowny i pomaga. Pomaga dzieciom, ale i rodzicom, bo szybko uspokoi nam dzieciaki. 
  • D-vitum, witamina D - o witaminie D chyba nie trzeba przypominać wszystkim, a ta jest po prostu bardzo wygodna w użytkowaniu 
  • Juvit C-  suplementacja witaminy C jest również bardzo ważna.
  • Espumisan - u nas już od jakiegoś czasu nie jest w użyciu, tu znalazłam buteleczkę, która grzała się przy kaloryferze i nie będę jej podawać, ale ogólnie uwielbiam! 


Dobra, w końcu się udało! Wracam już do Was powoli z normalnymi wpisami :) Denko mamy za sobą, oficjalnie zamknęłam kosmetycznie marzec ;). Dajcie znać, jak Wasze zużycia w ostatnim miesiącu?


Anwen - marakuja - olej do włosów wysokoporowatych

22 marca 2024

 
Dzień dobry! Oficjalnie witam Was w wiosenny, piękny dzień! Jak się macie? Gotowi? Ja się bardzo cieszę, już naprawdę jest przyjemniej i więcej ciekawszych rzeczy można robić z dziećmi. A to jest naprawdę spory plus, którego kiedyś nie widziałam. 
A dzisiaj mam dla Was cos do włosów, produkt, wobec którego miałam dość spore oczekiwania. Bardzo mnie ciekawią kosmetyki Anwen już od dawna, ale jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Do teraz, bo teraz ostro się wzięłam za pielęgnację włosów i jazda! 


Anwen - marakuja - 
olej do włosów wysokoporowatych




Olejek marakuja dostajemy w szklanej butelce z pompką. Mamy piękna etykietę, w super kolorach, bardzo w moim stylu i z najważniejszymi informacjami. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się i dozuje fajną ilość olejku. Nie miałam nigdy problemu z tym, że mam za dużo i nie mam co z nim zrobić. Lepiej za mało i sobie delikatnie dokładać niż za dużo. Tym bardziej w tej sytuacji. 
Bo olejek jest bardzo gęsty, bardzo łatwo jest z nim przedobrzyć i dać za dużo. Konsystencja jest bardzo olejowa, tłusta, co nie powinno nas dziwić. Jest bardzo treściwa i konkretna. Zapach jest ładny, nie przypomina mi marakui, ale w dalszym ciągu jest okej. Nie utrzymuje się też na włosach, więc tutaj zapach nie ma większego wpływu. 


Stosowałam olejek do olejowania włosów, jak i do zabezpieczenia końcówek. 
Po pierwsze, jeśli chodzi o olejowanie włosów, to ten olejek bardzo mocno wnika we włosy, oddziałuje na nie od środka i mam wrażenie, że wchodzi w nie bardzo głęboko. Nie miałam problemu z jego zmyciem, nie spływał mi też z włosów. Za to po takim olejowaniu, włosy były nawet odżywione i nawilżone. Czułam różnice w dotyku, miałam wrażenie, że wszelkie ubytki włosów zostały wypełnione, ale u mnie włosy często w dotyku były dość twarde, trochę sztywne. Traciły na sprężystości i nie były takie elastyczne czy sypkie. Końcówki wyglądały lepiej, ale bez szaleństw. Musiałam bardzo dobrze dobierać całą pielęgnację włosów pod ten olejek, co było dla mnie dość dziwne. Zazwyczaj czegokolwiek bym nie użyła to efekty były super, a tutaj zależy. Chociaż, miałam też wrażenie, że włosy były fajniejsze dopiero następnego dnia od mycia. 
Stosowałam też czasem, jako zabezpieczenie końcówek, ale tutaj dość rzadko i nie szalałam. W związku z konsystencją, bardzo łatwo było przedobrzyć i przesadzić. Co kończyło się niestety sklejeniem się włosów i ich nieświeżością. Więc tutaj trzeba było uważać. Dlatego, ja rzadko kiedy nakładałam go na suche czy mokre włosy, wiedząc że nie będzie zmywany. 


No i dlatego ja sama nie wiem. Raczej mam wysokoporowate włosy dalej, więc olejek powinien się sprawdzić na moich włosach, ale tutaj coś mi nie grało. Coś nie do końca działało tak, jak powinno, a szkoda! Łudzę się, że moje włosy już poszły w średniopory i dlatego tak wyszło nie do końca jak powinno, ale ostatecznie jakoś średnio byłam zadowolona z tego olejku. A szkoda! 


A Wy, znacie go? Jakie macie odczucia? Koniecznie dajcie mi znać! 


Pure beauty Box - kalendarz adwentowy
Kalendarz o wartości prawie 1400zł

09 stycznia 2024

 
Dzień dobry! Szczęśliwego Nowego Roku! Jak się macie? Co u Was słychać? Nie wiem czy to pisałam, ale uwielbiam ten czas Nowego Roku. Jest to dla mnie coś tak innego i niezwykłego i fajnego, wiecie nowy początek, świeży początek, czysta karta, no jakoś można fajniej zacząć ten czas. Tym bardziej, że u nas jak zawsze dużo się dzieje, dużo się działo i mi jest potrzebne takie oddzielenie przeszłości grubą kreską. No i fajnie! Mamy to, witam w 2024 roku, mam nadzieję, że rok będzie dla Was wspaniały. I mimo że już jakiś czas minął od tego okresu, ja dalej zamykam pewne sprawy z tamtego roku, dlatego czuję się cały czas w tej przestrzeni pomiędzy.

A ja mam dzisiaj dla Was podsumowanie kalendarza adwentowego marki Pure Beauty. Kto obserwuje na instagramie mnie lub inne dziewczyny otwierające kalendarze ten już wie, że nie jest to byle jaki kalendarz. Kalendarz z przeróżnymi kosmetykami, nie ma tutaj ograniczeń, są okienka, gdzie znajdują się dwa kosmetyki. I uwaga, wszystkie kosmetyki (poza jedną buteleczką perfum) są pełnowymiarowe, dla mnie szaleństwo i nie spodziewałam się czegoś aż tak bajecznego! Ale zapraszam do podsumowania!

Pure Beauty - kalendarz adwentowy


Numer 1: Orientana, olejek do twarzy róża japońska i szafran
Tutaj mamy zamiennik kremu do twarzy, olejek do twarzy z różą japońską i szafranem. Olejek ma za zadanie wygładzić, ujędrnić i uelastycznić skórę. Poza tym skóra będzie nawilżona i odżywiona, a także odmłodzona. Uwielbiam stosowanie olejków do twarzy, co prawda musiałam się nauczyć i przyzwyczaić do ich stosowania, bo jednak one zostają na twarzy i ta twarz jest troszkę tłusta, ale pokochałam ten efekt i taki sposób pielęgnacji. Musze przyznać, że to naprawdę robi robotę na twarzy. Tym bardziej uwielbiam różane kosmetyki, więc nie mogę się doczekać, aż w końcu nadejdzie pora na ten olejek, ale już niedługo.



Numer 2: Anwen, zestaw odżywek do włosów
Na pewno nie spodziewałam się, że w okienku znajdę taki zestaw kosmetyków, odżywek do włosów, a tym bardziej od Anwen! Ale ekstra. Takie zestaw kosmetyków dla mnie, pełnej pielęgnacji PEH to bajka! Ja nie ogarniam PEH tak jak pisałam Wam w recenzji, więc rewelacja, że coś takiego trafiło się w kalendarzu! Mamy tutaj odżywkę proteinową, emolientową oraz proteinową. I odżywki są naprawdę super! Tym bardziej, że możemy je stosować oddzielnie albo razem, albo mieszać jak tylko nam się podoba. Uwielbiam! I naprawdę robią robotę, więc super.
I wyobraźcie sobie, że z czterech zestawów trafił mi się właśnie ten do moich włosów. No jak tu się nie cieszyć? Kocham to! 



Numer 3: Dr. Mola chocolate cream, ujędrniająca maseczka na bazie ekstraktu z kakao oraz protein cream, wygładzająca maseczka na bazie protein mleka, a także When, the last choice, maska nawilżająca
Maseczki! Matko, jak ja uwielbia maseczki i jak ja chciałabym w końcu wygospodarować czas na używanie tych maseczek. Czas jest, tylko trzeba się w końcu ogarnąć i zmusić do stosowania. Ale maseczki w płachcie to zdecydowanie moja ulubiona forma pielęgnacji. Tylko właśnie, praca, dodatkowa praca, dzieci i ja już jestem tak wypompowana, że zasypiam wieczorem jak dziecko. A tak naprawdę wystarczyłoby wtedy 15 minut i sprawa załatwiona, skóra zadowolona i ja też bym była zadowolona. Więc to jest zdecydowanie moje małe postanowienie na ten rok, maseczki do twarzy, czas dla siebie i czas zadbać o siebie. Tutaj jest maska nawilżająca, ujędrniająca oraz wygłądzająca, więc tak naprawdę wszystko, czego nam trzeba.



Numer 4: Versace, woda toaletowa Bright crystal
W wielu kalendarzach typowo drogeryjnych znajdują się perfumy, ale nie spodziewałam się tutaj marki Versace. Poza tym, ja jestem osobą, która bardzo łatwo się uprzedza tym bardziej jeśli chodzi o flagowe marki. Ale powąchałam i przepadłam. Naprawdę jest to teraz mój zapach, który używam zawsze i codziennie. Uwielbiam je, są tak świeże, tak kobiece, tak idealnie słodkie i kwiatowe, są po prostu fantastyczne Nie mogę przestać się nimi zachwycać i na pewno kupię sobie niedługo pełnowymiarowy produkt. 



Numer 5: SunewMed+ płatki kolagenowe pod oczy oraz balsam do ust 3 kulce waniliowy, gold kiss
Okienko numer 5 znowu miało dla nas dwa produkty. Może się wydawać, że te produkty są z tych mniejszych, ale jest w nich ogromna moc i są zdecydowanie produktami pełnowymiarowymi. 
Płatki pod oczy przyjmuję zawsze w każdej ilości i uwielbiam używać ich schłodzonych, uwielbiam to lekkie uczucie mrowienia pod oczami, uwielbiam to, że po nałożeniu od razu czuć, jak ta skóra staje się odżywiona i wypoczęta, odprężona i zrelaksowana. U mnie ta sfera jest zawsze problematyczna, bo mam mega cienie i podkrążone oczy, więc idealnie.
A balsam do ust został już zrecenzowany i naprawdę go uwielbiam. Bardzo mi się podoba to jajeczko, ten kształt, złota kulka, która pięknie odbija wszystko, co jest w pobliżu. Dzięki temu, że kształt jest taki jajkowaty, dużo łatwiej i szybciej można pomalować usta pomadką, no strasznie mi się to podoba. Nie ma tutaj nic, co mogłoby pójść źle. Zapach jest świetny, konsystencja jest idealna, a usta są pięknie nawilżone, odżywione i odbijają pięknie światło. Rewelacja!



Numer 6: Nuxe, creme fraiche de beaute, krem do twarzy
Krem do twarzy, który ma aż 3 różne zastosowania! Nie spodziewałam się tego, dopóki nie zaczęłam czytać opisu tego produktu. Po pierwsze mamy tutaj krem nawilżający, ale też mleczko do demakijażu, a także maskę nawilżającą. Wyjątkowa formuła sprawia, że to wszystko jest właśnie możliwe, formuła wzbogacona mleczkiem i olejem ze słodkich migdałów, no brzmi fenomenalnie. Cera będzie zdrowa i pełna energii, całość została wypełniona zapachem gorzkiej pomarańczy, frezji i cedru. Ma nie podrażnić naszej okolicy oczu, co też jest ważne i warto o tym wspomnieć. Idealny produkt do zabrania ze sobą na wycieczkę!



Numer 7: So!Flow by Vis Plantis proteinowe mleczko do laminacji włosów oraz zabezpieczające masełko na końcówki włosów
Halo, halo czy ktoś to widzi? Znowu mamy okienko z dwoma produktami! Jak powie jeszcze raz, że takiego kalendarza nie widziałam to nic się nie stanie, no bo wow!
Po pierwsze mleczko do laminacji włosów, ostatnio testuję inny produkt do laminacji, ale jako że efekty mi się bardzo podobają, to i takie mleczko z chęcią przygarnęłam! Odżywi włosy, odnowi je, będą błyszczące i wygładzone. Proteiny zawarte mają za zadanie wypełnić ubytki we włosach, a aminokwasy przywrócą naturalną elastyczność, estry jojoby z kolei wygładzą i ochronią włosy. Nie mogę się doczekać!
A jako dodatek mamy zabezpieczające masełko na końcówki włosów. Pierwszy raz mam taki produkt w takiej formie, zazwyczaj stosowałam płynne produkty na końcówki, ale tutaj pozytywnie się zaskoczyłam. Masełko faktycznie regeneruje, nawilża włosy, sprawia, że końcówki wyglądają pięknie i zdrowo, a jest mi to ostatnio dość potrzebne, bo znowu rozjaśniłam włosy! Masełko odżywia włosy i chroni końcówki przed rozdwajaniem. A co najważniejsze nie skleja ich, można spokojnie dozować odpowiednią ilość, jaką nakładamy na włosy i nie trzeba się o nic martwić.



Numer 8: Uriage Bebe 1st woda oczyszczająca dla dzieci
A ósmego dnia w kalendarzu czekał na nas produkt dla dzieci, który jak zobaczyłam to stwierdziłam, że nie miałam go, a tak bardzo potrzebowałam I tak, jak pisałam Wam w recenzji, jest sztos! Pięknie pachnie, super oczyszcza twarz, ciało z różnych zabrudzeń, odświeża, a także idealnie sprawdza się po inhalacjach. Fajnie też używać go w trakcie podrażnień skórnych, jest delikatny, nie podrażnia dodatkowo, a mam wrażenie, że nawet pielęgnuje i przynosi ulgę. Duża butelka, która u mnie przy dwóch małych szkrabach ma idealną pojemność Jest zawsze na wierzchu i często w użyciu. No i nie zapominajmy, że my też możemy użyć tych produktów, kiedy nadejdzie potrzeba!
Lub: mleczko nawilżające



Numer 9: Novsclear advanced serum rozświetlające z glutationem
Jak widzę serum, to mówię biorę i używam. Uwielbiam ten etap w pielęgnacji i wiem, że pisze to za każdym razem, kiedy trafia mi się jakieś serum, ale nic na to nie poradzę, że to właśnie to odmieniło stan mojej skóry i pomogło mi w odpowiedniej pielęgnacji. A tutaj mamy serum, które ujednolici nasz koloryt skóry i przywróci jej naturalny blask. Powalczy razem z nami z pierwszymi oznakami starzenia się skóry, która po regularnym stosowaniu będzie rozświetlona i promienna. A ja o glutationie jeszcze nie słyszałam, ale jest to bogaty związek, który naturalnie występuje w naszym organizmie. No i wydaje mi się, że jest to produkt dla mnie, u mnie jest sporo plamek i innych zmian, więc sprawdzimy jak sobie poradzi ze mną.



Numer 10: Profusion cosmetics feel good skin podkład do twarzy
I kolorówka też się pojawiła w tym kalendarzu. Mamy tutaj otrzymać satynowe wykończeni, mamy kwas hialuronowy, który będzie cały czas dbał o nawilżenie skóry, a także SPF 15, który nas ochroni w delikatnym stopniu. Te kosmetyki mają wysoką jakość, mimo przystępnych cen. Nie sprawdzałam jeszcze tego produktu, bo nie jestem na tyle odważna, żeby nowych podkładów rzucać od razu na głęboką wodę, więc muszę to zrobić stopniowo i sprawdzić go najpierw w domu, zanim z nim wyjdę do pracy, ale na pewno chcę się przekonać z czym to się je. Jakoś widzę tu fajny potencjał i mam wrażenie, że będę zadowolona!



Numer 11: WS Academy Wierzbicki & Schmidt peeling trychologiczny do skóry głowy
Peeling trychologiczny, ohh jak cudownie! Ja z peelingami powoli zaczynam swoją współpracę, czasem idzie mi lepiej, czasem gorzej, ale tutaj już cieszy mnie ta końcówka, która na pewno ułatwi używanie. ten peeling ma oczyścić i zregenerować skórę głowę. mamy drobinki z moreli, które są delikatne dla naszej skóry. Nie zapominajmy o skutecznym usunięciu produktów do stylizacji z włosów. Gwarantowane jest uczucie ukojenia, nawilżenia i komfortu. I peeling już czeka na mnie w łazience, jak będę miała w końcu więcej czasu to na spokojnie będę używać i sprawdzać efekty. Liczę też na odbicie od nasady, bo to by mi się teraz przydało.



Numer 12: Naturę Queen hydrolat pokrzywa
Swojego czasu pokrzywę piłam, żeby włosy mi ładnie rosły, nie miałam jeszcze nigdy pokrzywy w kosmetykach, a z hydrolatami mam dość ciężką współpracę. Jakoś tak nigdy za bardzo nie wiem jak ich używać. Ten hydrolat z pokrzywą idealnie nadaje się do cery tłustej i trądzikowej, działa oczyszczająco i redukuje wydzielanie sebum, więc załagodzimy sobie trądzik i inne stany zapalne. Ten produkt fajnie też podziała na skórze dojrzałej, przywróci naturalny blask i uelastyczni ją delikatnie. Poza tym, można używać też na włosy i skórę głowy i to mnie chyba cieszy najbardziej. Wzmocni cebulki, zahamuje wypadanie włosów i pomoże pozbyć się łupieżu. Na pewno się skuszę, bo ja o włosy muszę dbać 2 razy bardziej niż o inne rzeczy,



Numer 13: Catrice sztuczne rzęsy 3D panoramiczne Volume oraz żelujący olejek do mycia twarzy
Hop, hop - chyba dawno nie było w okienku dwóch produktów. Szaleństwo, szaleństwo i wow!
Po pierwsze sztuczne rzęsy, którymi zachwyciła się moja córka. Ja nie używam, więc na razie je schowałam i poczekają sobie na jakąś imprezę, bo bardzo mi się podoba ich kształt, długość i objętość. Poza tym, są wielokrotnego użytku, co też jest na plus, mogę spokojnie potrenować i popróbować przyklejanie, żeby na właściwą imprezę zrobić to raz a dobrze.
A żelujący olejek do mycia twarzy jest już w użyciu i świetnie sobie radzi z demakijażem, jak i innymi zabrudzeniami twarzy. Wiecie już, że taka forma demakijażu jest moją ulubioną, więc jestem turbo zadowolona! Ten żelujący olejek ma super ciekawą konsystencję, ja byłam pod wrażenie. Trochę, jak pasta do zębów, trochę jak żelek, no niesamowite, ale pod wpływem ciepła na skórze zamieniał się w super olejek, który pięknie oczyszcza skórę. Nie pozostawia filmu, nie sprawia zamglenia oczu, twarz jest idealnie oczyszczona, okolica oczu również, brak podrażnienia, super sprawa!



Numer 14: Soap & friends wyszczuplający peeling do ciała pomarańcza
Ohhh, jeden z moich ulubieńców tego kalendarza. A marka jest dla mnie nowością, nie słyszałam nawet o niej wcześniej i wow. Ten peeling jest genialny. Pięknie pachnie, ma super konsystencję, cudownie wygładza skórę pozbywając się martwego naskórka. Nie wypowiem się, czy peeling wyszczupla i jak to w sumie działa, ale mogę przyznać, że cała reszta się zgadza. Skóra jest oczyszczona, masaż tym produktem sprawia, że cellulit na pewno jest trochę bardziej rozbity. skóra jest też nawilżona i odżywiona. Zdecydowanie nie trzeba nakładać potem balsamu, ale nie ma tłustego filmu, po prostu czuć, że skóra została zadbana i wypielęgnowana.



Numer 15: Botsnic clinic by Onlybio yiuth treatment, wygładzający krem pod oczy
I teraz przyszedł czas na krem pod oczy. Pisałam już dzisiaj, że u mnie skóra pod oczami jest dość problematyczna, więc tym bardziej cieszę się na ten produkt. Ten produkt ma być mocno wygładzający, znowu mam aż 99% składników pochodzenia naturalnego, więc ta pielęgnacja na pewno będzie delikatna, a zarazem efektywna, no i zdrowa i bezpieczna. Ostatnio zaczęłam zwracać uwagę na te składy i cieszę się, że coraz więcej jest takich fajnych produktów. Krem ma zredukować oznaki zmęczenia, poprawić elastyczność i nawilżyć, a także podziałać ze zmarszczkami. Idealny produkt dla mnie i na pewno go użyję. Poza tym, krem ma też moje ulubione opakowanie. Mamy pompkę i opcję airless, zawsze mam poczucie, że zużywam produkt do samego końca. 



Numer 16: Natur planet hialu pure 7%
I witamy kolejne serum, tym razem jest to serum ze znanym wszystkim kwasem hialuronowym. To serum ma formę żelu, ale o z intensyfikowanym działaniu. Nawilżenie, uelastycznienie, odżywienie oraz regeneracja, to jest to, co to serum ma nam dać, a myślę, że takich rzeczy potrzebuje każdy. A na pewno nie zaszkodzi, jak poużywamy. Zresztą ja wolę zapobiegać niektórym rzeczom, więc warto o tym pamiętać. Myślę, że ten produkt może dać naprawdę genialne efekty każdej osobie, jest dość neutralny, a nawilżenia nigdy mało! Pamiętajmy, że to od nas zależy stan naszej cery, więc działamy!
Rekomendacja dla cery dojrzałej. 



Numer 17: Nadeshiko maska do włosów
Wspominałam już dzisiaj, że ponownie rozjaśniłam włosy i niestety jestem w stanie to zauważyć po moich włosach. Ale nic na to nie poradzę, że wolę się w blondzie, więc zostaje mi tylko mocna regeneracja, nawilżenie i odżywianie. A tutaj mamy maskę do włosów, która ma intensywnie zregenerować, odżywić i nabłyszczyć włosy. Japońska pielęgnacja jest dla mnie dość tajemnicza, ale też i niezwykle skuteczna, co już jestem w stanie zauważyć po jednorazowej aplikacji. Naprawdę uważam, że odżywiła moje włosy od razu i poprawiła ich wygląd. A mamy tutaj coś z czym spotkałam się po raz pierwszy, czyli jedwab biomimetyczny oraz olej tsubaki. Wow. Już się nie mogę doczekać efektów po dłuższym stosowaniu.



Numer 18: Bandi krem z kwasem pirogronowym azelainowym i salicylowym
Dawno nie miałam nic z Bandi, a mam jakiś sentyment do tej marki! Krem złuszczający, który ma różnorakie działanie, są też właściwości przeciwstarzeniowe, redukujące niedoskonałości, a także rozjaśniające przebarwienia. Poza tym, nie zapominajmy o nawilżeniu, wygładzeniu i uelastycznieniu naskórka. A także pory, jak i zaskórniki zostają zredukowane. No i krem ten mogą używać wszyscy poza cerą wrażliwą, a także wstrzymałabym się w okresie ciąży czy karmienia piersią. Ale poza tym, myślę, że naprawdę warto, brzmi ciekawie i skutecznie, więc tak. Rewelacja!



Numer 19: NeoNail odżywka do paznokci moisture booster oraz lakier hybrydowy sexy red
I teraz czas na paznokcie, dwa produkty, więc mamy tutaj działanie kompleksowe. Nie tylko mamy tutaj lakier do paznokci w pięknym świątecznym, ale też kobiecym kolorze, ale i odżywkę do paznokci. Ja co prawda na hybrydy chodzę do kogoś, sama nie potrafię sobie nic zrobić i wolę to zrobić u profesjonalisty. Ale jeśli chodzi o stopy to działam sama. Więc odżywka, która odbudowuje, regeneruje i wzmacnia, ma fantastyczny genialny skład, mamy też tutaj zagwarantowaną stymulację syntezy keratyny, co przekłada się na zwiększenie naturalnej grubości i wytrzymałości paznokci. No czad!



Numer 20: Lamel the myth of utopia tinted brow rozświetlający tusz do brwi
Zbliżając się do końca kalendarza adwentowego trafia nam się produkt do stylizacji brwi, którego potrzebuję. Pozwoli nam na dość naturalny makijaż brwi. Żel o naturalnym kolorze i wykończeniu, nie jest matowy, a nawet fajnie nadaje włoskom naturalny połysk. Lekka formuła nie obciąży brwi i nada im średnie utrwalenie. 
A słyszałyście, że błyszczące brwi to najnowszy trend makijażowy? Może do pracy nie do końca jestem przekonana, ale na jakieś ciekawsze wyjścia jak najbardziej!



Numer 21: Onlybio ritualia face lift yoga odprężający olejek do masażu i jogi twarzy
Produkt odprężający w postaci olejku do twarzy, czy może być coś lepszego? Znowu mamy tutaj niesamowite składniki, jak np. olej kukui, masło murumuru, co ma wpływ na odprężenie zmysłów, odmłodzenie i regenerację skóry. Olejek ułatwi masaż i ćwiczenia twarzy, bo w końcu na twarzy mamy aż ponad 50 mięśni, o których nie możemy zapominać. Dzięki masażowi, utrzymamy prawidłowe napięcie i objętość, jak naturalny lifting. Poza tym, olejek wygładzi, odżywi i będzie stymulować produkcję kolagenu i elastyny, zwiększając sprężystość skóry. A tak, jak pisałam już wcześniej, dla mnie odprężenie jest turbo ważne w tej chwili ze względu na dość ciężki i stresujący czas, dlatego nie mogę zapominać o sobie.



Numer 22: Bispol sojowa świeca zapachowa w szkle liść laurowy - jeżyna
Dopełnieniem kalendarza jest ta świeca. Nie spodziewałam się też tutaj takiego produktu, le bardzo się cieszę, że jest! Tym bardziej, że po opublikowaniu tego okienka na instagram wiele osób do mnie napisało, że ta świeca jest naprawdę świetna! Także ja się cieszę i chyba wezmę ją do pracy. Jest to świeca sojowa, w przeźroczystym szkle z stylowym drewnianym wieczkiem. Nie odpalałam jej, ale po wąchaniu samej świecy jestem zachwycona. Piękny zapach i w ogóle ta świeca jest naprawdę duża! Super spawa!



Numer 23: Isadora 10 sec high impact volume mascara oraz Martini SPA luxury karite gąbka do demakijażu z masłem shea
Ktoś myślał, że idea dwóch produktów w jednym okienku zakończona? No co Wy. Przedostatnie okienko i znowu dwa produkty. Matko, no cudownie!
Na pierwszy ogień tusz do rzęs, odporny na smugi, wodę, rozmazywanie i odciskanie i nadający objętości. Poza tym, konsystencja jest kremowa i elastyczna, a dzięki ergonomicznej szczoteczce mamy szybką i łatwą aplikację. Sprawdzimy.
A na drugi ogień gąbka do demakijażu z masłem shea! Mam takie gąbki ale z węglem aktywnym i ohh, uwielbiam je! Tak cudownie i szybko zmywają makijaż. Dlatego tak bardzo się cieszę, że mam tutaj kolejne gąbki do demakijażu! One cudownie zmywają makijaż, ale są ekologiczne, pomagają zaoszczędzić kosmetyki, wacików już prawie nie używam. Rewelacja!




Numer 24: Affect paleta cieni prasowanych in the spotlight
Ostatnie okienko i największe zaskoczenie, wow. To się nazywa wisienka na torcie. Paletka z cieniami prasowanymi marki Affect. Jest to zdecydowany must have, mamy tutaj 12 cieni, które po otwarciu mnie zaskoczyły. Ale tylko dlatego, że rzuciły mi się w oczy te kolorowe cienie, których używam najrzadziej. Ale tak naprawdę to są jedynie trzy cienie, a pozostałe są tak cudowne, że szok! Paletki już używałam i jestem zachwycona. Ten brokat, te brązy, jaśniejsze cienie i ciemniejsze są cudownie napigmentowane i są świetnej jakości. Dla porównania kupiłam ostatnio paletkę trzy razy droższą i nie ma jednak tego porównania. Ta jest sto razy lepsza! Więc na pewno się rozejrzę za innymi paletkami, bo wow!


Podsumowując, chyba nie muszę za bardzo nic pisać, bo widać, że ten kalendarz adwentowy to taki sztos, że szok! On się broni sam, zresztą wiele osób do mnie pisało z samymi pozytywnymi opiniami, z zachwytami, że jest to pierwszy taki kalendarz adwentowy, który nie rozczaruje nikogo. 24 okienka, kilka okienek z podwójnymi produktami, co daje nam 32 pełnowymiarowe produkty i jedne perfumy. Ja jestem w szoku i jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że wow! Zresztą widzicie powyżej, że nie jest to byle jaki kalendarz, mamy wartość produktów za prawie 1400zł. Jak na razie większość produktów, jakie testowałam sprawdziły się u mnie super, dzięki czemu widać, że te produkty nie są tam przypadkowe, nie są pierwsze lepsze, tylko zostały skrupulatnie wyselekcjonowane, tak żeby kalendarz był, jak najlepszej jakości. 
Ja wiem, że mamy styczeń, ale jeśli chodzi o kalendarz adwentowy 2024 to na pewno zobaczycie u mnie ponownie ten od Pure Beauty. Warto, dostaniecie pełnowymiarowe produkty, których użyjecie, więc naprawdę czad. Pure Beauty robisz to świetnie!


[wpis reklamowy]

Kosmetyki Anwen, Zestaw odżywek PEH
zielona herbata, bez oraz irys

17 grudnia 2023


Dzień dobry! Choroba rozłożyła mnie na dobre i naprawdę czuje się, jak najsłabsze ogniwo w tym domu. Córka prawdopodobnie przynosi wszystkie choroby z przedszkola, na które nawet, nie choruje jakoś bardzo. Zaraża brata, który wszystkie choroby znosi łaskawie, a na szarym, końcu jestem ja. Mama, która nie może wziąć wolnego  i która ledwo zipie od paru dni. Jeśli znacie cokolwiek na poprawę odporności to poprosiłabym o informację!
A dzisiaj zaczynamy recenzję produktów kalendarza adwentowego od Pure Beauty Box. Podsumowanie całego kalendarza oczywiście będzie, ale dzisiaj mogę Wam powiedzieć, że to nie byle jaki kalendarz. Najlepszy kalendarz, jaki miałam i robi cudowne wrażenie. Bo wyobrażacie sobie, że w jednym okienku był cały zestaw trzech odżywek?! No szał! Ale o tym jeszcze napiszę coś więcej, a teraz zapraszam na recenzję! I to recenzję kosmetyków Anwen!


Kosmetyki Anwen
Odżywki do włosów PEH




Wszystkie odżywki znajdują się w ciekawych tak jakby aluminiowych tubkach. Są zabezpieczone sreberkiem, które musimy przebić, jak leki. Można postawić je na zakrętce. Design mi się bardzo podoba. Jest, prosty, bez zbędnych udziwnień, nie ma tu szału, ale to mi się bardzo podoba. Jest to, co ma być, a i tak myślę, że wyróżniają się na tle innych. Najważniejsze informacje są, wszystko co musimy wiedzieć, wiemy, więc super.
Wszystkie odżywki są do siebie zbliżone pod względem właściwości. Zapachy mają idealnie wyważone, nie są zbyt intensywne, ale też nie są delikatne. Czuć idealnie z czym, się ma do czynienia. Konsystencja jest, tez zadowalająca, nie jest za rzadka ani za gęsta. Jest zdecydowanie w sam raz. Nic się nie rozlewa. Te odżywki idealnie wchodzą we włosy, wnikają w nie dogłębnie, co jest super.


Anwen, odżywka nawilżający bez
To mój bezwzględny faworyt jeśli chodzi o zapach, uwielbiam go. Ale ja też uwielbiam bez, więc nie jestem może zbyt obiektywna. Ale zapach jest naprawdę wspaniały. Ta odżywka cudownie nawilża włosy i odbudowuje je. Sprawia, że wyglądają bardzo zdrowo i ładnie. No ja uwielbiam!



Anwen, odżywka Emolientowy irys
Tutaj mamy emolienty, które pachną bardzo ładnie. Nie jestem w stanie przyrównać tego do irysu, bo nie wiem, jak irys pachnie, ale zapach jest ładny i to jest najważniejsze. Ale fajne jest też to, że mamy tutaj olej np. brokułowy, macadamia itd. Ta odżywka jest głównie odpowiedzialna za wygładzenie i uelastycznienie włosów. Dzięki tej odżywce włosy są super sprężyste co się fajnie przekłada na kręconych włosach. Ja widzę u siebie, że te włoski odrastające tak zaczęły mi się kręcić, że wow!



Anwen, odżywka proteinowa zielona herbata 
I na koniec mamy zieloną herbatę! Która w sumie powinna iść na początek, żeby się zgodziła nam pielęgnacja PEH, ale coś mi tutaj nie wyszło, ale pielęgnacja ma być dopasowana do naszych potrzeb, a niekoniecznie ma być stosowana po kolei, bo tak. Ale ja uwielbiam zieloną herbatę i tak samo uwielbiam tę odżywkę. Ta odżywka zawierając proteiny wypełnia nasze włosy powodując, że te włosy stają się cudownie gładkie i takie lejące się. Uwielbiam to, bo u mnie tych protein zawsze brakuje.



I muszę przyznać, że dalej po tylu latach w blogosferze nie ogarniam równowagi PEH na włosach. Nie zagłębiałam się w to, jedyne czego się domyślam to to, że warto dostarczać włosom przeróżnych substancji, nie tylko jednego i tego samego cały czas. Różnorodność, zadbanie o proteiny, emolienty i humektanty sprawią, że włosy mając wszystko, odwdzięczają się wspaniałym wyglądem. Dlatego uważam, że taki gotowy komplet w postaci trzech różnych masek to wspaniale rozwiązanie. Możemy je dowolnie mieszać, używać na zmianę, czasem wedle potrzeb, czy zachciewajek możemy używać tego samego co parę myć. 
Więc uwielbiam patrzeć na takie kosmetyki całościowo, jako na jeden. Bo one używane razem mają najlepsze efekty. I to jest genialne! Dlatego Anwen dziękuję za ten set! Warto go mieć w łazience pod ręką! 


[wpis reklamowy]