Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tatuaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tatuaż. Pokaż wszystkie posty

Reprintic krem do codziennej pielęgnacji tatuaży

04 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Znowu mamy długi weekend, tzn. znowu ja mam długi weekend, ale tym razem jest dla wszystkich! Co robicie? Jakie macie plany? pojechaliście gdzieś, czy odpoczywacie w domu? U nas imprezowo, bo nadszedł czas na urodziny córki, co prawda choroby trochę pokrzyżowały nam plany, ale nie poddajemy się, trzeb sprawić, żeby ten dzień był dla niej wyjątkowy mimo wszystko, więc wierzę, że będzie fajnie!
A dzisiaj mam dla Was produkt do tatuaży, ja mam w sumie już pięć tatuaży i jeden bardzo świeży bo zrobiony jakoś 3-4 miesiące temu! Wszystkie moje tatuaże mają mniejsze lub większe znaczenie, ale jakieś mają i w sumie o niektóre dbałam mniej, a o niektóre bardziej. Ten zrobiony teraz jest jednym z najważniejszym, więc o niego chcę dbać i zależy mi, żeby utrzymać jego dobrą jakość. Dlatego ucieszyłam się, że w Pure Beauty był produkt do tatuaży! Nie znam żadnych marek, które specjalizacją się w pielęgnacji tatuaży, więc cieszę się, że mogę poznać markę Reprintic i ich krem.


Reprintic krem do codziennej
pielęgnacji tatuaży





Krem znajduje się w dość wąskiej tubce, która jest bardzo wygodna w użytkowaniu, ma fajny ergonomiczny kształt, dzięki czemu idealnie siedzi w dłoni. Opakowanie jest dość proste, ale to piórko robi wrażenie i zwraca uwagę, uwielbiam tatuaże w takim stylu - bardzo mi się podobają. Opakowanie ma zamknięcie na zatrzask, nie zacina się i nie otwiera.
Konsystencja jest kremowa, dosyć gęsta, niewielka ilość wystarczy do pokrycia całego makijażu, nie ma potrzeby dokładania kolejnych warstw, bo tutaj jedna cienka w zupełności wystarczy. Krem ma delikatny zapach, praktycznie niewyczuwalny. 



Tak jak pisałam wcześniej, mam już dość sporo tatuaży, pierwszy najstarszy ma już z 15 lat, a najświeższy parę miesięcy. Jakościowo te tatuaże się różnią, niektóre są rozlane, niektóre, czasem coś tu poszło nie tak, ale ja uważam, że każdy tatuaż nieważne jak wygląda niesie za sobą jakąś historię i dla mnie lekcje i uwielbiam je wszystkie. Są takie, do których nie mam dostępu i nawet nie wiem, jak wygląda, ale wszystkie są czarne, bez koloru.
Kremu używałam na starych tatuażach, żeby je trochę ożywić, żeby wzmocnić ich kolor, żeby wyglądały bardziej świeżo. Używałam go głównie raz dziennie, czasem zdarzyło się dwa razy dziennie, jak akurat byłam w domu. Tatuaże wyglądały ładniej, miały zdecydowanie mocniejszy kolor, czarny wyglądał na świeższy i naprawdę byłam pod wrażeniem, że kremowi udało się podbić i nasycić ten kolor tatuażu. Nie jest to też jakiś mega spektakularny efekt, tatuaże nie wyglądają jak nowe i te rozlane w dalszym ciągu są rozlane, ale i tak jestem zadowolona. 



Mam wrażenie, że wytatuowana skóra potrzebuje specjalnej ochrony ze względu na to, że jednak tatuaż to rana, wprowadzenie tuszu pod skórę, co ma swoje plusy wizualne, ale i na pewno minusy, więc o te skórę trzeba dbać, a o tatuaże też jeśli chcemy, żeby wyglądały ładnie cały czas! Pamiętamy o ochronie SPF, ten krem ma SPFna poziomie 15 co dla mnie jest zdecydowanie za mało, więc w ciągu dnia w słoneczne dni zdecydowanie stawiam na 50, ale fajnie, że jest cokolwiek. Czasem jak się spieszymy lepsze to niż nic. Krem daje mi poczucie, że robię coś więcej, że się staram, pomaga mi wyrobić nawy dbania o te tatuaże od nowa, bo nie oszukujmy się o niektórych zapomniałam. 
Ten krem jest wydajny, nie podrażnia i nie uczula, jest też bardzo przyjemny dla skóry. Najważniejsze jest też to, że ładnie nawilża i odżywia skórę, regeneruje ją i dba. 


Fajnie! Ciekawa jestem, jakie są inne produkty, ale i myślę, że ten krem mógłby się wykazać przy kolorowych tatuażach i wtedy efekt byłby naprawdę fenomenalny i na maksa widoczny! Nie mam możliwości tego sprawdzić, ale fajnie podbił czerń, więc inne kolory tym bardziej by się tutaj wzmocniły. Jest tu osoba, która korzystała z tego kremu przy kolorowych tatuażach> Dajcie znać, jak Wasze odczucia !


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Jak dbamy o tatuaże? Tatuaże w podróży!

18 stycznia 2020


Przyszedł czas w końcu pogadać o tatuażach! Bardzo dużo osób szuka takich informacji w internecie, jest też sporo błędnych, a i są takie za mało podkreślane według mnie. Moja wiedza opiera się na tym, co mówili mi tatuażyści i co sama zauważyłam przy okazji pielęgnacji moich trzech tatuaży. Wszystkiego oczywiście nie wiem, mogę się też mylić, ale wszystko, co Wam opiszę u mnie się sprawdzało i nie miałam nigdy żadnych groźnych problemów z moimi tatuażami.


Moje tatuaże w skrócie


Tatuaż zawsze chciałam mieć, bo mega mi się one podobały. Aczkolwiek dla mnie tatuaż zawsze powinien coś oznaczać, z czymś się kojarzyć. Nigdy bym sobie nie zrobiła czegoś, bo mam taką zachciankę albo bo ładnie wygląda. Każdy ma dla mnie ogromne znaczenie, dzięki czemu wiem, że nigdy mi się nie znudzą ani nie będę chciała ich usunąć. 
Pierwszy tatuaż zrobiłam sobie na studiach w Lublinie i była to całkowicie spontaniczna sytuacja. Zmotywowana różnymi przejściami, umówiłam się i zrobiłam sobie napis na żebrach. I mimo spontanu mogłabym żałować, ale tu bardziej chodzi o moment w życiu w jakim się wtedy znalazłam, on jest dla mnie wejściem w nowy etap życia, uzmysłowieniem sobie wielu ważnych rzeczy i często mi o tym przypomina dając siłę.
Kolejne dwa tatuaże wykonywałam już w Zakopanem z moim teraz mężem. Na przedramieniu mam wytatuowany Giewont, który jest związany z naszymi zaręczynami, a na plecach kwiat lotosu zrobiony zaraz po ślubie, który dla mnie też jest ważnym symbolem.

Studio tatuażu

To jest najważniejsza rzecz na świecie jeśli już macie zamiar zrobić sobie tatuaż. Nie ma co gadać, nie ma co oszczędzać, tym bardziej, że tatuaż to nie jest malunek długopisem na skórze, który można zmazać. Miejsce powinno być sprawdzone, wszystkie zasady higieny muszą być zachowane i nawet jeśli nam się coś nie podoba, to to jest super. Tatuaż boli i krwawi, a Wasz organizm za każdym razem może inaczej zareagować. Niby to jest logiczne, ale w dalszym ciągu są osoby, które robią tatuaże u kogoś na kanapie za pół darmo, a potem zamiast tatuażu mają kupę na skórze.
W moim przypadku, przy robieniu tatuażu na plecach okazało się, że mam na maksa unerwioną prawą stronę pleców, przez co skóra mi drżała, a mięśnie pulsowały i mimo to mam świetnie wykonany tatuaż i jest to zdecydowanie zasługa tatuażysty. Poza tym, dobry tatuażysta to też, który Ci powie wprost, że coś będzie do dupy wyglądało na skórze (i nie ma się co obrażać, bo potem podziękujecie), doradzi i odpowie na wszystkie pytania, nawet te głupie.


Na co uważać przy tatuażu?

Higiena przede wszystkim i będę to powtarzać cały czas! Nie dotykamy tatuażu brudnymi rękami, bo w końcu jest to rana, która mi się też dość często kojarzy nawet z lekkim poparzeniem. Skóra jest bardzo delikatna, nadwrażliwa, więc bardzo łatwo ją podrażnić. Zdarzało się, że nawet lekkie potarcie skóry powodowało ból. A musimy uważać na jakiekolwiek zakażenia, wirusy i bakterie, bo to może spowodować nawet ubytki w Waszym tatuażu.
Myjemy ręce i dajemy skórze oddychać na tyle na ile się da. Czasem lepiej jest go zakryć, żeby uchronić przed otarciami, ale poza tym odkrywamy tatuaż jak najczęściej. My kupiliśmy też specjalnie mydło hipoalergiczne do mycia tatuaży, żeby uniknąć drażniących składników. I przemywamy bardzo często, kiedy tylko się da.

Czego unikamy?

Koniecznie chloru i słońca. Na swój pierwszy tatuaż nie uważałam i mam za swoje. Po zrobieniu go w czerwcu, całe lato się opalałam, co spowodowało, że tatuaż - napis lekko mi się rozlał i nie jest tak wyraźny, jak na samym początku. Mam nauczkę i tyle. Teraz zawsze o tym pamiętam, żeby tatuaże regularnie smarować 50SPF na słońcu i to co chwile. I nawet widać na zdjęciu poniżej, że tatuaż odznacza się od bardzo opalonych pleców, ale to ma też swoje plusy. Tatuaż jest uwydatniony i się fajnie wyróżnia.



Poza tym, unikamy drapania! Ja miałam bardzo swędzące tatuaże i były momenty, że nie mogłam wytrzymać i starałam się przynajmniej lekko pocierać, żeby odczuć lekką ulgę. Ale za każdym razem uważałam, żeby nie przesadzić albo drapałam skórę obok, żeby oszukać samą siebie. Działało.


Jaką maścią smarować tatuaż i jak często?

Tutaj można się spotkać z wieloma różnymi opiniami na ten temat. Za każdym razem według zaleceń tatuażysty używałam Bepanthen i za każdym razem byłam zadowolona. Skóra była idealnie nawilżona, nie było podrażnienia, była ulga przy swędzeniu, nie zauważyłam żadnych ubytków w tatuażu i maść jest po prostu super!
Jeśli chodzi o to, jak często smarować? Jest to według mnie kwestia indywidualna. My smarowaliśmy tatuaże minimum 4-5 razy dziennie na początku (tak jak kazali), wcześniej zawsze przemywając, przez około tydzień. Potem 2 razy dziennie jest wystarczające, ale ja smarowałam jak sobie przypomniałam i miałam taką możliwość. I powiem Wam, że ostatnia sesja była we wrześniu, a my dalej co jakiś czas smarujemy tatuaże maścią, a ja prawie codziennie i tak się cała smaruje balsamami, więc myślę, że skóra jest dzięki temu cały czas nawilżona i to jest najważniejsze, bo nie możemy pozwolić na wyschnięcie tatuażu.

Jak dbać o tatuaż w podróży?

Tak, jak mówiłam wcześniej, pamiętamy o wysokich filtrach SPF, o ciągłym nawilżeniu, a także uważamy żeby nie podrażniać ani nie obcierać tatuażu (na początku, potem to już spokojnie). Ale! My robiliśmy tatuaże na wyjazdach w górach, więc zawsze był trochę problem, jak tu o nie dbać, żeby nie siedzieć całymi dniami w hotelu, bo to jest też bezsensu. Nam najbardziej pomogły antybakteryjne chusteczki:


Te chusteczki ratowały nas zawsze, wszędzie i nawet w domu. W restauracji, na trasie czy gdziekolwiek indziej 'przemywaliśmy' nimi tatuaże, dłonie i smarowaliśmy maścią. Oczywiście w domu jak mieliśmy okazję to przemywaliśmy to normalnie przynajmniej 2 razy dziennie, ale jednak jak jesteśmy gdzieś poza domem to takie chusteczki uratowały nam życie. Poza tym, mój tatuaż był dość problematyczny, bo nie byłabym w stanie umyć go sama nawet nad umywalką, więc musiałam zawsze iść pod prysznic, a nie zawsze się chciało, więc ratowałam się i chusteczkami. Ale nigdy te chusteczki nie zastąpią dobrego wymycia tatuażu mydłem pod bieżącą wodą.


I w sumie to tyle! Wydaje się, że niby nic, niby mało, ale jednak o tatuaż warto dbać, bo zostaje on z Wami na całe życie, co jest fajne, ale żebyśmy mogły cieszyć się ich pięknym wyglądem, to na początku trzeba trochę czasu poświęcić, ale warto!
Dajcie znać, czy macie jeszcze jakieś swoje lifehacki jeśli chodzi o pielęgnację tatuaży w każdej sytuacji! Każda wskazówka się przyda ;). I pokażcie swoje tatuaże!



Hemp Eaze tattoo balm
balsam do pielęgnacji skóry z tatuażem

20 sierpnia 2016


W końcu wracam! Już obiecuję, że będzie mnie tu więcej i będzie lepiej ;). Aż mi dziwnie, że nadrobiłam zaległości na mailu, a w pokoju mam porządek robiony na bieżąco haha. Wysłałam w końcu finalną wersję trzeciego rozdziału i teraz już moge odsapnąć, bo największy kamień spadł mi z serca. teraz w spokoju nadrabiam oglądanie filmów i pisze recenzje, więc będzie co czytać ;). Przy okazji pogoda spłatała mi niezłego psikusa, bo byłam przekonana, że jesień już się zbliża wielkimi krokami, a tu proszę, dziś jest tak gorąco, że szok ;). Na swoją ukochaną jesień jeszcze trochę będę musiała poczekać, a na razie będę cieszyć się słoneczkiem.
Dzisiaj zapraszam Was na balsam do pielęgnacji skóry z tatuażem od Hemp Eaze ! Jeśli ktoś z Was ma tatuaż albo planuje to ten kosmetyk jest zdecydowanie dla Was ! :)


Hemp Eaze, tattoo balm
Balsam do pielęgnacji skóry z tatuażem


Cena: 58zł
Pojemność: 28g

Od producenta: Tattoo balsam nadaje kolor i połysk starym tatuażom. Przy nowych tatuażach łagodzi dyskomfort podczas gojenia. Znajdujący się w balsamie surowy wosk pszczeli w celu łagodzenia antyseptycznych dolegliwości.

Skład: korzeń konopny, żywokost, łopian, lawenda, lobelia, hyzop, mirra, szałwia i California Bay.

Jakiś czas temu dostałam balsam marki Hemp Eaze, który jest przeznaczony do skóry z tatuażem. Bum! Tak, mam tatuaż. Ciekawa jestem teraz ile z Was jest zdziwionych tym faktem, a ile osób czyta mnie tak długo, że pamięta, jak kiedyś o tym pisałam, dokładnie tutaj. I na instagramie też jest! Przy okazji opowiem Wam ciekawą historię związaną z moim tatuażem i blogiem. Wiadomo, blog to moje miejsce, gdzie mogę się wygadać, napisać co myślę i sobie być po mojemu. Moja mama zazwyczaj na mojego bloga nie wchodzi ani nie wchodziła, ale akurat tak się wydarzyło, że o tatuażu właśnie dowiedziała się z mojego bloga haha. Moja mama jest cudowną kobietą, ale jeśli chodzi o tatuaże czy kolczyki to jest po prostu na nie. No, a skoro wiedziałam, ze jej się nie spodoba to nic jej nie mówiłam, ale akurat zachciało jej się wertować mojego bloga wzdłuż i wszerz i pamiętam, że na jednej imprezie dostałam sms'a: "Wiem o tatuażu, lepiej wróć do domu trzeźwa". Haha, no ale co miała zrobić? Szukała wsparcia u taty, któremu się spodobał także już nie było tematu.

Wyniki perfumiastego konkursu urodzinowego ! :)

13 lipca 2013

Tak trochę zwlekałam i zwlekałam, i zwlekałam, ale w końcu są wyniki! Osoby nagrodzone wiedzą już o tym od wczoraj, bo ja obecnie jestem u koleżanki <3 i zaraz ruszamy dalej do kolegi na małą imprezę, więc chciałam wszystko załatwić wcześniej, żeby nie było znowu zastoju i żebym nie zalesiła i w ogóle na pewno wiecie o co mi chodzi ;D. No dobra, nie chcę przedłużać dlatego FAMFARARARAM oto zwycięzcy!
  • MANILA BOND SPIRIT Pobudź zmysły idzie do (i tu mała niespodzianka):

Nie mogłam się zdecydować, która z Was powinna zgarnąć ten zestaw. Dlatego, że byjean trafiła dokładnie w mój typ i nawet trochę się ostatnio inspirowałam tym 2 tygodnie temu. A za to różowa szminka dała takie motto, które dało mi sporo do myślenia i stwierdziłam, że ma 100% rację! Dlatego postanowiłam nagrodzić Was dwie Kochane <3. Wszystkie zestawy miałam podwójne, ale mam tyle perfum, że wolę je dać Wam <3. 

  • MANILA BOND GLOW Orientalny zapach:
Ahh miłość, czym nasze życie by było gdyby nie nasza druga połówka? Propsuję miłość i takie cytaty mnie zawsze rozbrajają. Tym bardziej, że to dla Lubej to już w ogóle się rozpłynęłam ^^ :).

  • MANILA BOND TIGHT Wejdź do krainy fantazji:
Vogue Swing, nawet nie wiesz jak bardzo mnie rozwaliłaś tym cytatem ;). Tym bardziej, że o nim nie słyszałam, a sama od dwóch miesięcy jestem singielką i po prostu jestem na TAK ;). Poprawiłaś mi humor i w ogóle.





Mam nadzieję, że paczuszki dojdą do Was całe i zdrowe i w ogóle szybko :). Mam też nadzieję, że perfumy spełnią Wasze oczekiwania i będą idealne na to lato! Oczywiście czekam na info jak się tam sprawują :D. A teraz chcę się czymś pochwalić :D. Bo cytaty, cytatami, razem z siostrą jakoś wpadłyśmy na pomysł, żeby ten konkurs był na jakiś najfajniejszy cytat itp. Ale tak naprawdę zainspirowałam się swoim własnym szaleństwem, i spełnionym marzeniem, które chodziło za mną już od długiego czasu i w końcu się zebrałam w sobie i co? I mam tatuaż!! jak wam się podoba ;D?



Live the life you love,
Love the life you live,
Like you can't get enough. ;)