Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cuda i buble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cuda i buble. Pokaż wszystkie posty

Denko, sierpień 2019r.

02 września 2019


Halo, halo! Witamy we wrześniu, a standardowo i tradycyjnie nowy miesiąc zaczniemy od denka za poprzedni miesiąc. Tym razem jest tego mnóstwo! Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale to rzeczy i ilości mnie przerażają, a uwierzcie mi, że kosmetyków ostatnio prawie nie kupuje, a i niewiele mi ich ubywa - więc mam nadzieję, że w końcu nadejdzie czas, że denka będę niewielkie, a ja nie będę miała jeszcze tony kosmetyków do użycia! Mimo że efektów nie widać to i tak mam nadzieję i wierzę, że jest tego coraz mniej!
Zaczynamy!


I ulubieńców się standardowo też trochę pojawiło! Facelle, chusteczki do higieny intymnej; BeBeauty, waciki do demakijażu; Alterra, Naturkosmetik, bio-papaja i bio-bambus, szampon do włosów dodający objętości; Garnier, czysta skóra, płyn micelarny 3w1 oraz Ziaja, tonik zwężający pory na dzień i na noc to zdecydowanie produkty, które pojawiają się tutaj regularnie, więc nie będę pisać o nich cały czas. Po prostu, jeśli ich nie znacie to poznajcie, bo to są moi zdecydowani ulubieńcy.
Z kolei w końcu przyjęłam jeden blister Vitapil, suplement diety, ja je uwielbiam bo naprawdę fajnie działają i mimo mojej nieregularności to efekty są super widoczne. Skład jest bardzo dobry i na pewno pomagają, Catrice, high coverage, Liquid Camouflage, korektor pod oczy to moje cudo nad cuda, które uwielbiam i bardzo ubolewam nad tym, że ciężko jest znaleźć i są często niedostępne, więc zawsze robię spore zapasy. Nie ma się co dziwić, jak coś jest super, to ludzie to wykupują. A mój ulubiony utrwalacz do włosów to zdecydowanie ten różowy od Schwarzkopf, Got2be, Volumania, lakier do włosów jest genialny! Nie tylko fajnie utrwala każdą fryzurę, ale i pięknie pachnie, nie udusicie się przy nim.

  • Garnier Fructis, Macadamia Hair Food, wygładzająca maska do włosów suchych i niesfornych - maska była dla mnie zbawienna, kiedy jeszcze zależało mi na utrzymaniu efektu prostych włosów, wtedy naprawdę maska super działała i rzeczywiście te włosy wygładzała. Przy kręconych też się sprawowała fajnie, ale dopiero teraz widzę, że po jej odstawieniu włosy zaczęły się bardziej kręcić, więc coś w tym jest. Jednak i tak muszę przyznać, że maska świetnie nawilża i regeneruje włosy!
  • Fa, żel pod prysznic, Brasilia Vibes Ipanema Nigths - żel jak żel, niewiele tutaj potrzeba, żeby produkt okazał się  być fajny, ten żel pięknie pachnie, fajnie się pieni, jest wydajny, tani i macie ogromną możliwość różnych wersji!
  • Dermacol, Urea Body Milk, mleczko do ciała z mocznikiem (15%) - o tym mleczku pisałam dopiero co recenzję i wszystko podtrzymuje i podtrzymywać będę! Balsam jest genialny, nawilża, odżywia, regeneruje, koi podrażnienia, a także skórę po tatuowaniu, więc dla mnie jest to czad!
  • Vichy, Normaderm, Nuit Detox, krem na noc - produkt jest naprawdę wart uwagi i zakupu mimo swojej ceny i mimo tego, że jest trochę średnio wydajny, działa fajnie i intensywnie przez całą noc, rzeczywiście widoczne są efekty w stanie cery, działa przeciwtrądzikowo i robi wszystko to, co powinien. 
  • Efektima, Shiny Look, hydrożelowe płatki pod oczy - to są zdecydowanie najlepsze i najfajniejsze płatki pod oczy, jakie kiedykolwiek miałam. Super nawilżają, regenerują i dbają o naszą delikatną skórę pod oczami, sprawiają, że wyglądamy na wypoczęte i gotowe do działania, rewelacyjne przed imprezą, czy po i w sumie zawsze. I nie bez powodu wykorzystałam je na swój wieczór panieński! 
  • Nivea, olejek w balsamie, kakao i olejek makadamia - ma bardzo ładny zapach i przebija się w nim trochę kokosa i super konsystencję, która bardzo szybko się wchłania. Olejek ma super lekką konsystencję, która świetnie się rozprowadza, niewiele produktu potrzeba, żeby nałożyć, a i działa. Fajnie nawilża i odżywia, super.
  • Efektima, peeling węglowy do ciała, effect detox - z tych miniatur miałam trzy różne wersje i ta wersja jest zdecydowanie najlepsza! Świetnie działa na skórę, konsystencja bardzo peelingowa, dostajemy tutaj grafitową maź, która świetnie pokrywa ciało i ja się czuję wtedy jak w spa. Peeling zostawia skórę cudownie gładką, miękką, wygładzoną i nawilżoną, dla mnie rewelacja!
  • Coś do brwi - 
  • Nikel, balsam pod oczy i dookoła ust - jestem w szoku, że tak długo go miałam, ale on jest naprawdę niesamowicie turbo wydajny, a i na szczęście przez ten cały czas nic się złego z nim nie stało ani z moją skórą tez nie. Za to muszę przyznać, że dla mnie efekty są zniewalające. Początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do tej trochę tłustej konsystencji, ale ostatecznie skóra pod oczami była zregenerowana, napięta, nawilżona i wydarzyło się wszystko, co najlepsze!
  • Petal Fresh, Superfoods for hair, odżywka kale, omega 3, keratin, wzmacniająca odżywka do włosów z jarmużem -odżywka sprawdzała się genialne jeszcze w czasach keratynowego prostowania włosów, moja siostra tez jej używała i podziela zdanie, bo wzmacniała i przedłużała zdecydowanie efekt prostych włosów. Poza tym, ma fajny zapach, rozplątowuje włosy i ogólnie wszystko fajnie działa.
  • Senna, Brow Fix, Golden Brown X - ogólnie produkt u mnie okazał się być genialny. Fajnie stylizował brwi i utrwalał efekt, który uzyskiwałam za pomocą cieni. Jak ktoś wie, co to - dawajcie znać.


  • Pro Skin Laboratories, żel pod prysznic, mandarin-mango/aloe - tak jak pisałam wcześniej, żel, jak żel, ale ten żel mnie wymęczył strasznie Dałabym go do bubli, gdyby nie fakt, że nic mi nie zrobił, bo fakt faktem mył, pienił się średnio, ale wystarczająco, ale zapachu nie miał wcale, a wcale! A taka pojemność jest tak ogromna, że szok i męczyłam się z nim, żeby w końcu go zużyć. No cóż, mi musi pachnieć pod prysznicem, koniecznie!
  • Venus, hipoalergiczny żel do higieny intymnej - i znowu, żel do higieny intymnej nic specjalnego. Był fajny, dobrze mył, nie uczulał, nie podrażniał, dobrze też nawilżał i tyle. Miałam płyny do higieny intymnej, które sprawiły, że wow, więc ten średnio, ale dobrze.
  • Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy, gold & collagen - jak Shiny Look mnie zachwyciły na maksa, tak wersja ze złotem wypadła dość średnio. Nie były złe, ale efekt mógł być fajniejszy, dodatkowo przy tych miałam problem ze zsuwaniem się i bardzo uważałam nawet leżąc czy na pewno mi nie spadną.
  • Selfie Project, czarna maska peel off - maską początkowo byłam bardzo zachwycona, ale nie jestem w stanie przyzwyczaić się do tego, jak mocno i ciężko odrywa się ją od twarzy. W zależności od dnia, ale czasem sprawiało mi to niesamowity ból, że miałam ochotę już ją zostawić i nic z tym nie robić. Tego nie jestem w stanie pokonać niestety. 
  • L'Oreal, Revitalift Filler + kwas hialuronowy, krem anti-age pod oczy - ten krem pod oczy jest fajny, produkt zakończony jest metalową końcówką, którą możemy wykonać masaż po nałożeniu produktu, co na pewno fajnie wpływa na stan skóry pod oczami, ale jakoś ciężko zauważyć wpływ na zmarszczki, bo to mnie jeszcze nie dotyczy.


  • Eveline, express face care, krem do twarzy pod prysznic - początkowo, jak zobaczył ten produkt byłam zachwycona. Myślałam sobie, że wow, zaoszczędzi mi to tyle czasu, ale genialny pomysł! Skończyło się tak, że za bardzo go nie używałam, jedyne co to po basenie, żeby trochę odratować i dodatkowo nawilżyć skórę. Ale i wtedy jakoś tak średnio działał, jakby nie do końca oddziaływał na skórę, dziwny i bezużyteczny u mnie ostatecznie.
  • Bioderma, spray do opalania - totalny niewypał, a drogi. Słabo się go używa, jakoś tak dziwnie się zachowuje na skórze, że gdzieniegdzie jest, gdzie indziej go nie ma no i jest strasznie tłusty.
  • Rival de Loop, płyn micelarny - o tym bublu pisałam wpis, więc jak chcecie to zapraszam do niego. Produkt jest straszny, nie zmywa żadnego makijażu, nie oczyszcza skóry, nie odświeża, a powoduje straszne łzawienie skóry, jeździł strasznie po twarzy i nie robił kompletnie nic!
  • Golden Rose, Make-Up Fixing Spray, utrwalacz makijażu - kolejny produkt, który nic nie robi. Miał fajnie utrwalać makijaż, a tu coś się stało z atomizerem i zamiast rozpylać fajną mgiełkę, to rozpyla dość skoncentrowany strumień płynu na twarz, który dosłownie dziurawi nam makijaż. A w miejscu tych dziurek automatycznie zmywa cały makijaż, czego nie da się w żaden sposób poprawić. Tragedia. 



A tutaj macie zestawienie wszystkich masek i próbek, które w końcu użyłam i w miarę ruszyłam z tym do przodu! W końcu! Zaczynając od bubli, to: Cettua, plasterki oczyszczające - na czoło oraz nos, jaki widzicie tych nie zużyłam. Leżały, leżały i w końcu stwierdziłam, że czas je wyrzucić, bo te które użyłam to za bardzo mnie nie zachwyciły., więc nie było parcia do używania Z kolei Cosnature, Naturkosmetik - kem pod oczy zapchał mnie przy pierwszym użyciu, co dziwne użyłam go lekko pod oczy i nagle pojawił się bolący wyprysk, masakra. Odstawiłam krem i problem zniknął w dwa dni, więc masakra, wyrzucam i koniec. Nie wiem czy próbka u mnie za długo leżała, czy co, ale no nie wyszło. Z kolei Dermacol, Subime DropFoundation, anti pollution fluid nie był zły. Jest to dla mnie nowość, taka próbka wystarczyła mi na dwa razy, ale produkt jest trochę za ciemny do mojej cery, a dodatkowo jeszcze zaczął ciemnieć, więc trochę skończyło się dramą, mimo że produkt sam w sobie może być fajny, ale kolor - niet.
Jeśli chodzi o Resibo. glow, rozświetlający krem do twarzy to on mi się spodobał, ale musicie być przygotowani na to, że on jest bardzo świecący i sprawia, że skóra się pięknie błyszczy i turbo promienieje. Lierac, krem do twarzy na dzień był świetny, piękny zapach i w ogóle wszystko grało, chociaż wiadomo użyłam tylko kilka razy, ale jak na tyle to spoko. A duet od Dermacol, HT 3D, hyaluron therapy, krem na dzień i na noc bardzo mi się spodobał! Pięknie pachniały te kremy i nie zapchały, nie uczuliły, nie podrażniły, a wszystko fajnie tutaj działało, ja jestem zachwycona i chętnie się skuszę na pełnowymiarowy produkt.
W przypadku masek użyłam: Mediheal Vita Maska wygłądzajaco-odświeżająca z kiwi i jabłkiem, a także Maska Mediental Energy Alpha i obie okazały się kozackie. Fajnie nawilżały, odżywiały, maski w płachcie ładnie leżały na twarzy, a w dodatku były bardzo mokre, myślę, że w niektórych sytuacjach starczyłyby nawet na dwa razy! więc czad.

Done! Dawajcie znać, jak Wasze denka!


Denko, lipiec 2018r.

02 sierpnia 2018


Hej, hej, hej! W końcu przyszedł czas na denko. Trochę mi z tym zeszło, bo nie spodziewałam się, że zużyję aż tyle kosmetyków. Mimo wszystko jestem z siebie dumna, bo ten miesiąc zdecydowanie mogę określić miesiącem zużywania próbek i niepełnowymiarowych produktów! Zalegają u mnie już mega długo i co denko o tym mówię, że czas najwyższy się za nie wziąć i w końcu mi się udało. Sama byłam w szoku, że aż tyle poszło, ale pykło i jestem z siebie dumna. Wakacje, wyjazdy mi  w tym pomogły, ale i tak, sporo zużyłam nawet w domowej łazience.
Więc zapraszam do lektury, bo będzie sporo czytania;)


Produkty standardowe, które pojawiają się naprawdę, co denko i zastanawiam się teraz, czy powinno mnie to przerażać, że zużywam te produkty co miesiąc, co najmniej jedno opakowanie. No, ale przechodzę do szczegółów. O moje włosy jak zawsze dbała ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu Fiber Therapy od Gliss Kur, która ze wszystkich wersji staje się powoli moim ulubieńcem i chętniej sięgam zdecydowanie po tę. Poza tym, dorwałam w końcu spray-regeneracja w olejku z Gliss Kur, które odkryłam jakiś czas temu i ratują moje rozjaśniane włosy. Jedynym ich minusem jest to, że strasznie ciężko je dorwać, bardzo rzadko są w Rossmannie, a ostatnio udało mi się je znaleźć o dziwo w Biedronce. Szampon dodający objętości Alterra Naturkosmetik bio-papaja i bio-bambus jak zawsze idealnie zmywa olej z włosów, a także myje pędzle, więc bardzo bardzo na tak, nic się nie zmieniło. Poza tym, z takich pierdół to oczywiście zużyłam płatki kosmetyczne z BeBeauty - moje ulubione, mydło w płynie z Isana i tym razem poleciała wersja limonka (polecajcie mi Wasze ulubione zapachy!) i chusteczki do higieny intymnej od Facelle to już zdecydowanie nieodłączna rzecz w mojej łazience i kosmetyczce, i doceniłam je jeszcze bardziej w ostatni wyjazd w toaletach publicznych, poważnie polecam. I last but not least w końcu pojawia się tu kolorówka! Bronzer z Kobo Sahara Sand jest już moim drugim zużytym opakowaniem; ma idealny odcień, nie robi plam, super konturuje i dodaje naturalnej opalenizny - rewelacja Muszę koniecznie zrobić wpis o produktach z Kobo, bo je uwielbiam i na pewno będzie ich tu dużo.


  • Bielenda, Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji twarzy, 4w1 - zazwyczaj nie przepadam za produktami '100w1', ale ta emulsja jest naprawdę świetna. Miałam przyjemność korzystać z dwóch wersji; zielonej i różowej i obie są genialne. Mają mega intensywne, specyficzne, ale fajne zapachy, a poza tym potrafią wszystko. Zmywają makijaż, oczyszczają twarz z innych zabrudzeń, odświeżają cerę, a także nadają się jako tonik. Idealny produkt, żeby zabrać ze sobą na wakacje, bo on naprawdę Wam wystarczy i nadrobi za resztę. Co prawda nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest też, jak maska i krem, bo nie wyobrażam sobie nie stosować np. kremu, ale i tak jest według mnie genialny!
  • Selfie Project, lekki fluid matująco nawilżający - zawsze sceptycznie podchodzę do fluidów, których nie znam i boję się ich używać. Tutaj, kiedy widzę, że jest zarazem matujący i nawilżający to wiadomo, że to się gryzie. Ogólnie powiem Wam, że kolor ma idealny, fajnie jasny,ma żółte tony i zlewa się z naturalnym kolorem twarzy, nie utlenia się i nie ciemnieje. Okej, nie jest matujący, nie wyobrażam sobie nie przypudrować po nim cery, bo się po prostu świeci, ale fajnie nawilża i moja cera się z nim bardzo polubiła, nie zapycha! Co mi się najbardziej w nim podobał to fakt, że on wytrzymuje u mnie największe upały i każde inne szalone akcje, trzyma się twarzy cały dzień i wieczorem zdecydowanie jest co zmywać. Za to szacun, bo tego bym się po nim nie spodziewała. 
  • Schwarzkopf, Glisskur, eliksir z pielęgnującymi olejkami do codziennego stosowania - używałam tego olejku strasznie długo, nie miałam nigdy produktu tak wydajnego jak właśnie ten olejek. Był genialny, używałam go praktycznie codziennie, nie obciążał mi włosów, super działał, nabłyszczał i chronił włosy przed zniszczeniami, dzięki niemu końcówki były w naprawdę świetnym stanie i na maksa mięciutkie. Niestety pozbywam się go jakiejś 1/3 bo już po prostu przestał działać, nic dziwnego używałam go ze 2 lata, poważnie. Ale mega polecam ;).
  • Yves Rocher, odżywka odbudowująca włosy z olejkiem jojoba - odżywka ma genialny zapach, bardzo mi się podobał i mega w moim guście. Tylko nakładam tyle różnych produktów na włosy, że i tak się nie utrzymywał, ale to nic. Fajnie działała, sprawiała, że włosy były miękkie, lśniące, nie plątały się i były łatwiejsze w późniejszym rozczesywaniu. Na pewno były bardziej nawilżone i odżywione, więc super działała na ich kondycję. Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do niej.
  • Evree, różany dwufazowy lejek do demakijażu oczu - odkryłam dopiero co ten produkt i na maksa się w nim zakochałam. Idealnie zmywał każdy makijaż, nawet największy i najbardziej brokatowy, jaki jestem w stanie sobie sama strzelić. Nie trwa to długo, wszystko w moment idealnie schodzi. Nie powodował zamglenia oczu, czasem tylko piekły, ale było to naprawdę rzadko, więc nie mogę powiedzieć, ze była to wina tego olejku. Jestem bardzo na tak!
  • ElfaPharm, O'Herbal, spray wzmacniający włosy z ekstraktem z korzenia tataraku - kolejne moje odkrycie, które będzie się tutaj pojawiać często. Zapach ma mega specyficzny, ale mi się podoba. Poza tym, świetnie działa na włosy. Naprawdę je wzmacnia i miałam wrażenie, że dodaje im objętości i tekstury. Nie jest to produkt olejowaty i bardzo ciężko sobie przetłuścić nim włosy, przy okazji jest niesamowicie wydajny. Zazwyczaj takie spraye do włosów zużywam w miesiąc, ten używałam z 8 miesięcy, a stosowałam go regularnie, codziennie i nie oszczędzałam, także miodzio!
  • Nivea, fresh natural, dezodorant, ekstrakty morskie - niby dezodorant, jak dezodorant, ale ten pachnie naprawdę fajnie, sprawdza się i wracam do niego regularnie, także bardzo git ;)
  • Biotanic, olej kokosowy - nawet nie chcę myśleć, ile ten olej kokosowy przeleżał u mnie na półce. Na pewno miałam go jeszcze w Lublinie i jakoś nie mogłam się przełamać ani do gotowania ani do włosów czy innej pielęgnacji Aż w końcu rozjaśniłam włosy i ten olej kokosowy zdziałał cuda! Moje włosy nie za bardzo lubią zmian i bardzo łatwo się niszczą, a ten olej kokosowy sprawił, że przeżyły nawet największe rozjaśnianie i są w idealnym stanie. Poważnie, każdym rozjaśnianym włosom - polecam olej kokosowy! Różnica będzie niesamowita.

  • Lirene, skarpetki regenerujące; dwustopniowy zabieg wygładzający - bardzo mocny średniak. Skarpetki są fajne, wygodne w użyciu, tym bardziej, że przed nałożeniem skarpetek mamy jeszcze do użycia peeling, który był też niczego sobie, a w sumie nawet lepszy niż same skarpetki. Ale skupiając się na skarpetkach, te działały bardzo średnio. Niby coś tam nawilżyły, ale nie udało im się zmiękczyć stóp tak, jak potrafią to inne tego typu produkty.
  • Shefoot, plastry kosmetyczne na zrogowaciałe pięty - produkt był nie najgorszy, ciekawe rozwiązanie, nigdy takich plastrów nie miałam,ale mimo wszystko nie był to efekt wow, a plastry należałoby stosować regularnie, a w ostatecznym rozrachunku nie wychodzą za ciekawie cenowo, więc wolę po prostu kremy, czy maski ;).
  • Marion, chusteczki do rąk z płynem antybakteryjnym - chusteczki były okej, odświeżały dłonie, nie pozostawiały po sobie żadnego filmu, ale zapach mi po prostu nie podszedł.
  • 7th Heaven, maska oczyszczająca, owocowa typu peel off - masek od 7th Heaven miałam już naprawdę sporo. Ta była całkiem,całkiem, peel-off bardzo lubię. Trochę za długo zasychała i spodziewałam się dużo lepszego efektu, bo właśnie inne maski, jakie używałam zrobiły na mnie dużo większe wrażenie. Poczytać o nich możecie tutaj: Maska oczyszczająca z wyciągiem z ogórka, Maska rozgrzewająca - efekt sauny, Oczyszczająca maska 2w1, Nawilżająca maska kokosowa i Miodowa maska regenerująca do włosów.

  • Initiale Botanica, biomaski peel off; algi morskie i czerwone owoce - wszystko jest we wpisie, dla mnie to największy niewypał ever i strasznie źle wspominam używanie tych masek. Cały czas biorę pod uwagę fakt, że to ja mogłam coś popsuć, ale i tak uważam, że jeżeli ktoś daje nam możliwość wykonywania super ekstra salonowych zabiegów w domu to niech to będzie dostępne do zrobienia dla wszystkich.
  • Selfie Project, chusteczki oczyszczające do demakijażu - po prostu nie, zapach nie taki, nie zmywały makijażu prawie w ogóle, chyba że na jeden makijaż powinnam zużyć wszystkie chusteczki, to sorry ale nie chciało mi się,b trwałoby to godzinami. I mega szybko wyschły.
  • Nivea, fresh comfort, dezodorant, świeży zapach bawełny - i właśnie, jeden dezodorant z Nivea znalazł się w cudach, a ten w bublach, o co chodzi? O zapach, ten był straszny i nie do wytrzymania, po prostu.
  • Sun Ozon, żel po opalaniu z aloesem - kiedy spaliłam się w Zakopanem nakupiłam wtedy mnóstwo różnych żeli i balsamów po opalaniu. Ten chciałam wypróbować, bo wiadomo aloes, a ja jestem jego ogromną fanką. Niestety poza zapachem nie ma nic do zaoferowania. Nie chłodzi, nie daje jakiejś większej ulgi, nie sprawia, że opalenizna dłużej się utrzymuje, nic.
  • Tołpa, Botanic, czarna róża, odżywczy krem-kokon do rąk - po kremie spodziewałam się naprawdę wiele. Ale już sam zapach mi nie podszedł, bardzo stłumiony i zadymiony, po prostu nie taki, jaki powinien być. Poza tym, wchłaniał się w moment i tyle, jakby nie było po nim śladu, zero nawilżenia, odżywienia.
  • For Your Beauty, szczotka do masażu - wiadomo, cellulit, wakacje, bikini, plaża, woda i te sprawy, to trzeba zadbać o naszą skórę najbardziej jak się da, no i kupiłam tę szczotkę i nie byłam w stanie jej użyć. Za mocna, za szorstka, miałam wrażenie, że zaraz wyrządzę sobie jakąś krzywdę, jak papier ścierny - szkoda.

Najpierw produkty niepełnowymiarowe. Szampon do włosów od CosNature był sporym średniakiem, wystarczył na dosłownie 2-3 razy, spoko umył włosy, trochę je poplątał, zapach taki nijaki, więc ogólnie spoko, ale bez szału - nic więcej. Za to szampon wzmacniający przeciw wypadaniu włosów od Basil Element to całkowity sztos! Rewelacja, dodawał na maksa objętości włosom, tekstura była konkretna, włosy były mięsiste i cały czas gładkie, lśniące i wyglądały genialnie, good hair day gwarantowany, dodatkowo jest super wydajny. Za mało go używałam, żeby ocenić działanie na wypadanie, ale na pewno niedługo po niego sięgnę. Odżywka od Matrix Biolage miała za zadanie podtrzymać farbowany kolor włosów. I to robiła jeszcze jak ich nie rozjaśniałam, używałam po basenie, więc fajnie je dodatkowo odżywiała, ale bez szału. Joanna odżywka keratynowa do włosów była świetna, super uzupełniała keratynę po keratynowym prostowaniu włosów, odżywiała i wygładzała włosy, bardzo fajna. Z kolei maska aloesowa od Equilibra jest cudowna, uwielbiam, genialnie działa na włosy, sprawia, że ich stan się naprawdę polepszył.
Co do próbek, o szamponach marki Swiss Image oraz Equillibra pisałam już nie raz. Oba są rewelacyjne i fajnie działają na włosy. Miałam tyle próbek, że trochę się ich naużywałam, więc bardzo chętnie kupię pełnowymiarowe produkty. Szampon z Barwy użyłam raz, więc za dużo o nim powiedzieć nie mogę, ale jest poprawny; włosy umył także spoko. Zestaw szampon i odżywka od Matrix ma pomóc nam w pozbyciu się żółtych włosów, użyłam tylko raz, ale bardzo chętnie użyję pełnowymiarowe produkty. Fajny niebiesko fioletowy kolor, który rzeczywiście sprawia, że odcień był chłodniejszy, przy czym nie plącze włosów i ich nie wysusza, jak niektóre fioletowe szampony. Fioletowa próbka szamponu od Hempz - myślałam, że będzie działać jak Matrix, ale okazał się być zwykłym szamponem, zwykłym, najzwyklejszym i tyle.


Dalej mamy produkty z kategorii ciało. Żel pod prysznic My Honey od Toni Gard jest cudowny, pachnie obłędnie, a dla mnie w żelu pod prysznic to jedna z ważniejszych cech. Nie wysusza skóry, nie podrażania jej, fajnie się pieni i jest ogólnie bardzo, ale to bardzo spoko, więc kupię. Naturalny oliwkowy płyn do higieny intymnej Ziaja też jest bardzo poprawny, szybko się skończył, mało wydajny, ale to nic. Najważniejsze, że fajnie działa. Z kolei, Rival de Loop płyn do demakijażu oczu z olejkiem to niestety porażka. Strasznie szczypały mnie oczy, a i trochę się musiałam omęczyć ze zmywaniem makijażu. Strasznie tłusty i konsystencja niefajna i po prostu odpada.
Z Roge Cavailles zużyłam dwie próbki, jedną kremu pod prysznic z masłem shea (będzie recenzja, bo mam pełnowymiarowy produkt), a drugą kremowego płynu do higieny intymnej. Oba produkty są spoko, pielęgnują, ładnie pachną i nie podrażniają.
O saszetkach z Shefoot możecie przeczytać dokładnie w tym wpisie, produkty całkiem spoko, fajnie działają, nie są to efekty wow, cudowne, ale wiadomo, musiałabym używać ich regularnie przez dłuższy czas, więc ogólnie byłam zadowolona. Krem do rąk Love Story od Indigo pachnie rewelacyjnie, jak wszystkie te zapachy i konsystencję ma fajną, jak i działanie. Super nawilża dłonie, pielęgnuje je i sprawia, że wyglądają ładnie i zadbanie. Z Douglas miałam chusteczkę brązującą, ale że nie przepadam za jakimikolwiek samoopalaczami, a tym bardziej że taką jedną chusteczką mogłabym pewnie sobie opalić jedną nogę to postanowiłam wyrzucić i tyle.

No i denko za nami! Jak widzicie ogromne i podziwiam każdego kto dotrwał do końca. Dajcie koniecznie znać, jak Wasze zużycia w lipcu:)! Buziaki!


Denko - maj 2018r.

07 czerwca 2018



Halo halo, w końcu nadchodzę do Was z denkiem! Denko ogromne, nawet nie wiem kiedy ja wykańczam aż tyle produktów. Zawsze mnie to dziwi, bo w ciągu miesiąca wydaje mi się, że tam może z 2-3 produkty udało mi się zdenkować, a tu cała torba się uzbierała, więc bez zbędnego gadania - przechodzę od razu do cudów, średniaków i bubli. Przygotujcie sobie coś do picia i do przegryzienia, bo trochę tego jest ;)


Alterra, Naturkosmetik, szampon, biotyna & kofeina - standard na mojej liście, używam regularnie i za nic innego w świecie nie mam zamiaru ich zamienić. W dalszym ciągu idealnie myją, odświeżają, zmywają oleje i są najlepsze, najtańsze i po prostu bardzo dobre. Jest tu ktoś jeszcze, kto nie zna tych szamponów?

Facelle intim, chusteczki do higieny intymnej - dla mnie te chusteczki są najlepsze i najlepiej sprawdzają się w każdej sytuacji, czy po prostu w sytuacji odświeżenia, czy w 'te dni', co jakiś czas zdarza  mi się kupować inne, ale w sumie to zawsze wracam do tych chusteczek, są często na promocji, więc cenowo też wychodzą najkorzystniej.

BeBeauty care, płatki kosmetyczne z ekstraktem z aloesu - kolejny standard na mojej liście cudów, płatki jak płatki, ale te są zdecydowanie najlepsze i to właśnie je kupuję regularnie. Tanie i co najważniejsze nie rozwarstwiają się ani nie wchłaniają za dużych ilości produktu. Bardzo na tak!

Ziaja, tonik zwężający pory na dzień/ na noc, liście manuka - kolejny standard na mojej liście. Tonik jest genialny, wspaniale pachnie, cudownie działa na skórę, sprawia, że jest zawsze gładka, miła w dotyka i promienna, wygląda niesamowicie zdrowo i jest w dużo lepszym stanie, od kiedy używam regularnie ten tonik. Jeszcze nie raz go tu zobaczycie na pewno.

Cosnature, BioBeauty, Naturkosmetik, naturalna regenerująca maska do włosów z awocado i migdałami - zapach tej maski jest tak cudowny, że już za nim tęsknię. Poza tym, maska naprawdę genialnie działa na włosy, wygładza je, regeneruje, odżywia i nawilża. Dzięki niej włosy nie tylko wyglądają lepiej i zdrowiej, ale rzeczywiście ich dobra kondycja jest podtrzymana i lekko poprawiona. W sumie za wiele się po niej nie spodziewałam, ale mile się zaskoczyłam i chętnie do niej wrócę, bo moje włosy polubiły ją bardzo.

Ziaja, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom, liście manuka - kolejny uwielbiany przeze mnie produkt, pasta to najlepszy peeling jaki miałam kiedykolwiek, a przetestowałam już wiele. Ta pasta jest nie dość, że najtańsza to działanie ma najlepsze; oczyszcza cudownie skórę, wygładza ją i pomaga utrzymać ją w zdrowej i idealnej kondycji. Naprawdę, moja skóra się bardzo poprawiła dzięki tej serii<3.

Schwarzkopf, Glisskur, Supreme Length, ekspresowa odżywka regeneracyjna - w Rossmannie pojawiła się nowa odżywka regeneracyjna w sprayu i oczywiście od razu musiałam po nią sięgnąć. Co prawda nie posiadam jakoś nie wiadomo jak długich włosów, ale ta odżywka jest równie fajna, co innego wersje, więc na pewno trafi do mojej pielęgnacji na stałe :). Super pachnie, nawilża włosy, nie skleja ich i nie przetłuszcza, mega!

Yves Rocher, Moment de Bonheur - zdecydowanie mój zapach i te perfumy mam zawsze w zapasach w razie w gdyby mi się skończyły, uwielbiam je, uwielbiam ich zapach i nie patrzę nigdy na porę dnia, czy porę roku. One dla mnie są tak idealne, że żadnych innych nie potrzebuję.

Rimmel, Lasting Finish 25HR, breathable, korektor do twarzy - totalna nowość w mojej kosmetyczce, a od razu go pokochałam. Korektor idealnie jasny, cudownie pasuje do mojej cery i idealnie rozjaśnia okolice pod oczami. Nie zbiera się w załamaniach, nie waży się, a robi to co ma robić. Produkt zakończony jest gąbeczką, którą fajnie nakłada się produkt pod oczami, ale pod koniec, kiedy już zostaje nam niewiele produktu, ciężko się go wyciska. Da się, ale trzeba się ładnie napracować nad tym. Ale mimo wszystko uwielbiam go, bo rozjaśnia i nadaje twarzy promiennego i świeżego spojrzenia.

Dermedic, Normacne Preventi, tonik oczyszczająco - regulujący - o toniku dopiero, co pisałam, więc możecie jeszcze kojarzyć. Tonik zdaje egzamin, oczyszcza cerę, lekko ją matowi i sprawia, że wygląda zdrowo i promiennie. Pomaga w zwalczaniu trądziku i pozbyciu się pryszczy czy innych nieprzyjaciół. Koi i łagodzi podrażnienia i jest też mega delikatny, także bardzo go polubiłam.

Genera, regeneracyjna maska do włosów  - maskę kupiła moja siostra będąc w Bośni, więc niestety a początek ma ogromną wadę jeżeli chodzi o jej dostępność, ale jak tylko będziemy gdzieś w okolicy to zrobimy zapasy. Te maski mają super pojemność, a zarazem są niesamowicie tanie, kosztowała  ok. 1,5 euro, a działanie mają genialne. Dzięki niej włosy są lejące, gładkie, nawilżone, odżywione, odbudowane i wyglądają bardzo zdrowo. Przy okazji, pięknie pachnie. 


Yves Rocher, Un Matin Au Jardin, żel pod prysznic, bez - wszyscy wiedzą już chyba, że uwielbiam zapach bzu, tym bardziej w kosmetykach marki Yves Rocher, nie wiem jakim cudem, ale ta marka potrafi tak idealnie odwzorować ten zapach, że ja jestem zakochana. Wszystko byłoby spoko, gdyby ten żel był chociaż trochę wydajny. Może to moje zamiłowanie do bzu sprawiło, że wylewam go na siebie litrami, ale cały żel zużyłam chyba nawet w niecałe dwa tygodnie - szkoda.

Bentley Organic, pobudzający żel pod prysznic z palmarosą i pomarańczą - żel był na maksa wydajny i bardzo delikatny dla mojej skóry. Jeżeli ktoś ma problem z wrażliwą skórą czy skłonną do alergii to powinniście sięgnąć po ten żel. W średniakach ląduje tylko dlatego, że zapach mi jednak bardzo nie podszedł, a dla mnie w żelach pod prysznic, zapach jest najważniejszy. Ten był jakiś taki sztuczny i wcale nie pobudzający.

Natura Siberica, self-made peeling cukrowy do ciała - nie pisałam jeszcze relacji z Meet Beauty, ale dowiecie się z niej, że na warsztatach z Natura Siberica miałyśmy przyjemność stworzyć własny peeling! W sumie słyszałam, że to nie jest jakieś bardzo trudne, ale zaskoczyłam się bardzo, bo to jest banalnie proste, a ja peelingi cukrowe uwielbiam ;). Co prawda dowaliłam za dużo płatków róży do niego i za szybko się skończył, ale i tak był okej i zainspirował mnie do tego, żeby zrobić własne peelingi od czasu do czasu ;).

Eveline Cosmetics, Ideal Cover Full HD, matujący podkład kryjący - dziwne, bo w sumie kiedyś byłam mega zachwycona tym fluidem, był dla mnie dobrym zamiennikiem Catrice i coś się z nim stało. Nie wiem, czy formuła się zmieniła czy ja trafiłam przez przypadek na jakieś felerne jedno opakowanie, ale już nie był tak fajny jak na początku. Krył i jest zajebiście matujący, ale tworzył mi trochę efekt maski na twarzy, więc krycie dla mnie już zbyt duże, a ja takiego na chwilę obecną nie potrzebuję i poza tym był zdecydowanie za ciężki. Poza tym, znikał mi sam z twarzy w ciągu dnia, więc nie wiem co to za zmiana. 

Lovenue, Purelove, płyn do czyszczenia pędzli i loveblendera - ogólnie do czyszczenia pędzli zawsze używam szamponu z Alterry, który pojawia się tu co miesiąc w cudach, ale zawsze chciałam spróbować jakiegoś specjalnego płynu do czyszczenia pędzli i wiecie co? Dupy nie urywa. Alterra zdecydowanie z nim wygrywa. Co prawda ładniej pachnie i myślę, że może pielęgnować włosie pędzli, ale ja miałam wrażenie, że trzeba było dokładniej zmywać płyn z pędzli, bo jakby je oblepiał. Myje dobrze, ale o dziwo schodziło mi z tym dłużej niż za pomocą zwykłego szamponu.

Safira, chłodzący żel do ciała z olejkiem eukaliptusowym - zdecydowanie przetrzymałam ten żel do ciała z nadzieją, że będzie cudownie działał po tylu latach, haha. Wtedy był spoko, strasznie chłodził i żałuję, że nie korzystałam z niego wtedy na oparzenia słoneczne. Z jakiegoś powodu nie zużyłam go do końca, bo nie miałam na co i nie miałam kiedy. Efekt chłodzący zdecydowanie za mocny, więc nie wiem kiedy bym miała go używać.

Green Pharmacy, szampon do włosów normalnych, pokrzywa zwyczajna - normalny zwyczajny szampon, jak na pokrzywy zapach ma bardzo ładny, roślinny, ziołowy, ale nie był zbyt intensywny ani nachalny. Fajnie mył i oczyszczał włosy, standardowo się pienił i był w miarę wydajny, ale nic więcej nie robił, nie pomógł przetłuszczającym się włosom, ani trochę. 

Eveline, Facemed+, maseczka oczyszczająco - detoksykująca - mam co do tej maski mieszane uczucia. Ogólnie wywarła na mnie dobre wrażenie, bo super się jej używa. Świetnie się nakłada, w ogóle nie ściąga skóry, bardzo dobrze się ją tez zmywa i ma fajny zapach, idealną konsystencję i opakowanie, ale efekty były średnie. Może też dlatego, że używałam ją dosyć rzadko, a nie tak jak zalecał producent czyli 2-3 razy w tygodniu, więc na razie średniak, ale dam jej jeszcze kiedyś szansę i sprawdzimy. 

Soraya, Ideal Beauty, lekki hydro-krem na dzień - lekki, fajny krem do twarzy. Wygodnie się go używało, wygląd ma również na plus. Fajnie działa, bo nawilża skórę, poprawia jej wygląda, sprawia, że staje się promienna, świeża i gładka, ale brakuje mi jakiegoś efektu wow, żebym chciała do niego wrócić za wszelką cenę. Z braku laku, chętnie po niego jeszcze kiedyś sięgnę, ale mimo ochów i achów jakoś nie sprawił, że jest moim ulubieńcem.



Polny Warkocz, mazidło pszeniczne - mimo, że mazidło jest genialne to u mnie niestety przegrywa z tym, że pojemność jest za duża, wydajność jest za duża, a mazidła możemy używać jedynie przez 6 miesięcy, a niestety to przekłada się na cenę i fakt, że musimy potem wyrzucić dużo produktów. W sumie wygrzebałam go z czeluści kosmetyków i się przeraziłam, że jeszcze go mam, bo powinnam wywalić go dawno temu. Bardzo gęste i ciężkie w rozsmarowywaniu, a ja nie lubię się męczyć i spędzać za dużo czasu na nakładaniu kremów itp. Działanie miał spoko, ale niewygoda w aplikacji  i fakt, że i tak wyrzucicie połowę niestety przeważa.

Perfecta, Your Time is Green, matujący booster - produkt jest w sumie bardzo nijaki, od razu po nałożeniu strasznie ściąga skórę, jest mega niewydajny i zużyłam go w niecałe 2 tygodnie. Samo serum bardzo źle się nakłada, może trafiłam na felerne opakowanie, ale pipeta niestety nie działała w ogóle, a to już dodatkowy problem. Na plus est jedynie zapach i fakt, że w miarę szybko się wchłania, więc nadaje się pod makijaż. Ale co z tego, jak w ogóle nie matowi?


Znowu zawaliłam sprawę z próbkami, ale nic na to nie poradzę. Niedługo wyjeżdżam na parę dni to mam nadzieję, że coś pójdzie bardzo do przodu. Tym razem, zużyłam mini żel pod prysznic Douglas, Home SPA, Breath of Amazonia, Acai Berry i marakuja i muszę przyznać, że zapach jest obłędny, konsystencja świetna, a ja nabrałam ochotę na pełnowymiarowy produkt. Poza tym, Equilibra, mini balsam do włosów, produktu ani marki nie muszę nikomu przedstawiać, ja uwielbiam ich produkty, bo bazują głównie na aloesie, a moje włosy kochają aloes!

Ostatecznie cena całego denka to około 550zł. Kto by pomyślał, że tyle możemy wydawać na kosmetyki, które wykańczamy w ciągu jednego miesiąca? Kto przebrnął do końca? Dajcie znać i moje uznanie, podziwiam! :)



Denko #15 październik
Cuda i buble

10 listopada 2017



Ostatnio coś nie wyrabiam się na czas z denkiem ;). Tak mi czas szybko ucieka, a puste opakowania leżą i zbierają się kolejne na nowy miesiąc i tak mi się wszystko przeciąga w czasie. Denko nie jest jakieś wielkie, ale coś tam się znalazło. Produkty same w miarę w porządku, więc tym razem bubli nie ma. Dobrze, źle? Chyba spoko, ale jakoś lubię Wam odradzać niektóre produkty haha. Może w kolejnym miesiącu się uda. Lecimy po kolei!

Denko #14 wrzesień
Cuda i buble

10 października 2017



Kolejne denko z lekkim opóźnieniem, bo jak zawsze nie nudzę się, ale jest. Jako, że jestem już w domu to denko będzie robione razem z moją siostra, która sukcesywnie pomaga mi wykorzystywać wszystkie produkty, jakie mam, a zdarza się, że ona zużywa nawet więcej niż ja haha. Ale dzięki niej udaje mi się zużywać produkty i nic się nie marnuje, nic nie idzie do kosza, a o to właśnie chodzi ;).
Bez zbędnego gadania, bo też wena mnie opuściła, przechodzę do szczegółów :) Standardowo zaczynamy od cudów, są tu produkty zwykłe ale i niezwykłe i takie, które pojawiają się tu regularnie i na pewno regularnie będą się pojawiać ;).


Denko #13 sierpień!
Cuda i Buble

07 września 2017



Witam Was wszystkich ;). Powiem Wam szczerze, że przeprowadzka idzie mi fatalnie. Rzeczy dalej nierozpakowane, niepoukładane, nic nie ma swojego miejsca, ja mam w dalszym ciągu masę rzeczy do zrobienia, więc wszystko schodzi na dalszy plan, ale muszę w końcu poświęcić jakiś wolny dzień na to, a na razie wolnych dni brak o dziwo haha. Ostatnio byłam w Rzeszowie na Spotkaniu Blogerek, jutro mam wycieczkę na bezrobocie, a w poniedziałek jadę do Lublina, więc dzieje się.
A dzisiaj mam dla Was denko! Ogromne, bo produktów jest mnóstwo, część jest naprawdę zdenkowana i wykończona, a część po prostu wywaliłam, bo nie było sensu tego przewozić ze sobą z Lublina, bo niektóre produkty naprawdę już męczyłam bardzo długo. No to czytajcie!

Najmniejsze denko #12 lipiec 2017r.
Cuda i buble!

02 sierpnia 2017



Hej, jestem! Ciągłe przerwy ostatnio, ale te wakacje są jednymi z najbardziej zapracowanych ever. I za dużo się dzieje, za dużo się zmienia, za dużo trzeba ogarniać, że ja nie ogarniam wszystkiego tak jakbym chciała. Ale został mi jeszcze miesiąc w Lublinie, a jak wrócę do domu to wtedy dam Wam update z mojego życia ;). Na razie mamy denko! Skończył się lipiec, udało się coś zużyć, ale jest to najmniejsze denko świata haha. W Lublinie w sumie byłam tylko z dwa tygodnie przez ten lipiec, także za wiele się nie udało wykończyć ;). Ale zapraszam do szczegółów.


Denko #11 czerwieć 2017r.
Cuda i buble!

04 lipca 2017



Wróciłam z Zakopanego i czas powrócić do normalności, na szczęście urlop mam jeszcze do piątku, także mam czas żeby wypocząć i coś zrobić fajnego. W domu rodzinnym jakoś zawsze się rozleniwiam i kończy się na 'nicnierobieniu', ale przyda mi się taka przerwa od wszystkiego. Bo niby wakacje, a ja na głowie mam mnóstwo rzeczy do ogarnięcia także od przyszłego tygodnia zabieram się ostro za robotę ;D.
A dla Was dzisiaj mam denko czerwcowe, trochę się tego uzbierało, trochę nawet randomowych produktów się tutaj też znalazło, ale o nich chciałam Wam powiedzieć, tym bardziej, że są w cudach :).


Denko #10 maj 2017r.
Cuda i buble!

01 czerwca 2017



Co prawda, posty nie pojawiają się regularnie, ale denko musi być! No i jest, bo i tak to lubicie czytać najczęściej z tego, co można zaobserwować ;). Chyba, że jest inaczej to dajcie mi o tym koniecznie znać ;)!
Aczkolwiek w końcu pojawi się coś innego, bo ostatnio udało mi się porobić zdjęcia, więc będzie o czym pisać. Część korepetycji już mi odeszła, bo matury się skończyły,
To denko jest w sumie niewielkie w porównaniu do tych, co ostatnio miałam, ale i tak parę kosmetyków się pojawiło, ale raczej te podstawowe. Co mnie cieszy to fakt, że są buble, a wiecie już, że ja lubię pisać o bublach haha.

 Na sam początek, jak zawsze cuda!

Denko #9 kwiecień 2017r.
Cuda i Buble!

09 maja 2017


Hej! Co tam u Was? Jak tam? Wiem, że więcej mnie tu nie ma ostatnio niż jestem, ale nie mam co się tłumaczyć. Każdy ma chyba czasem taki okres, że nic się nie cholernie nie chcę, a to co się dzieje (albo właśnie co się nie dzieje) sprawia, że jeszcze bardziej się nie chce i wszystko traci sens. No niestety. Myślałam, że szybciej mi minie to przesilenie wiosenne, ale coś dalej u mnie siedzi i za dobrze się czuje. Ale powoli ruszyłam. Ostatnio wyprałam swoje pędzle, ugotowałam mega obiad i w miarę ogarnęłam wszystko, więc przynajmniej tyle ;). Byłam na majówce, czy odpoczęłam? Powiedzmy ;). Poza tym, teraz na szczęście mamy maj, miesiąc koncertów, Juwenalia i w końcu coś się dzieje, także dawno nie miałam zakwasów po imprezie :).


Mimo że ostatnio mnie tu nie ma to ostatnio porobiłam parę zdjęć, więc mam nadzieję, że coś tu się pojawi, a dzisiaj przychodzę do Was z denkiem. Powiedziałam sobie, że ta seria na blogu będzie bardzo regularna i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej i jakoś tego się trzymam, dobre i to! Kolekcjonuję kosmetyki, no i jestem ze sporym dosyć denkiem ;).

Denko #8 marzec 2017r.
Cuda i Buble!

05 kwietnia 2017



Siema! Czas na denko! Pierwszy raz tak późno się z nim wyrobiłam, ale końcówka marca dla mnie była tym razem w rozjazdach, raz tu, potem tu, potem szybko trzeba wracać do Lublina i tak nie mogłam się ogarnąć sama ze sobą. Ale znowu myślałam, że wyjdzie mi małe denko, a tu proszę, wyszło tego całkiem sporo i to pierwszy raz żegnam się z tyloma cudami! Serio, sporo kosmetyków, które wykończyłam były fajne, a to nowość, bo mam wrażenie, że ostatnio mi się nic nie podoba. Ale kwietniowe denko już się robi i już coś zdenerwowałam, także obstawiam, że za mieniąc tu będzie dużo tego wszystkiego ;)!
No to start, zabieramy się najpierw za cuda:


Denko #6 styczeń 2017r.
Cuda i buble!

02 lutego 2017



Pierwsze denko 2017 roku! Do którego się zbieram i zebrać się nie mogę. Ale nic dziwnego skoro jestem w domu parę dni, a tutaj jak zawsze nie dzieje się za wiele, ale ostatecznie nie mam na nic czasu i nawet rzadko kiedy włączam komputer. Pranie, sprzątanie no i fryzjer. Poszłam wczoraj do fryzjera i zmieniłam diametralnie włosy. Od 7 lat jestem posiadaczką ciemnych włosów wpadających w fiolet i czerwień aż do wczoraj. Ciekawi efektu zapraszam na facebooka, a ja wracam do denka, bo o tym dzisiejszy wpis jest!
Uwielbiam pierwszy wpis mojego denka, w którym było 6 chyba kosmetyków, dzisiaj jest praktycznie 3 razy tyle, ale się cieszę, bo uwielbiam je wyrzucać ze świadomością, że nie kupiłam w międzyczasie kosmetyków, które leżą, a pięknie zastępują zużyte. ;)

Zaczynając od cudów, których dzisiaj jest najwięcej! Ale tak, odkryłam i pozbyłam się paru kosmetyków, które uwielbiałam, które okazały się naprawdę świetne. Są dwa produkty, o których piszę praktycznie, co denko oraz trzy płyny micelarne haha, ale jeden zużyłam z domu i wzięłam puste opakowanie specjalnie, żeby Wam go pokazać ;).

Denko #3 październik 2016r.
Cuda i buble !

03 listopada 2016



No i mamy listopad, kolejny miesiąc, coraz bliżej święta, coraz bliżej Nowy Rok. Ja wiem, że nie napiszę nic odkrywczego, ale po prostu bardzo mnie dziwi to, że ten czas tak szybko leci, dopiero co witałam 2016 rok. A tu już 2017 niedługo - masakra. Niby nie ma co się zastanawiać, niby nie powinno się za bardzo myśleć i planować, ale kurcze ten czas mija mi coraz szybciej. Dlatego ciężko mi uwierzyć w to, że to już kolejny post denkowy i to w terminie ! Ale chyba nie ma co gadać i się zastanawiać, tylko biorę się za opisywanie!