Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nizoral. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nizoral. Pokaż wszystkie posty

Denko, kwiecień 2023r

05 maja 2023

I witamy Was już na początku kolejnego miesiąca! Dużo się zaczęło dziać, jeszcze więcej się dzieje, i jeszcze więcej będzie się działo, co jest super! Ale właśnie też dlatego nie ogarnęłam się wystarczająco, żeby wyrobić się z denkiem. Wiosna już powinna być na całego, czekam na wieczne ciepło, żeby łatwiej nam się wychodziło na zewnątrz bez ubierania miliona warstw. Ale, ale. Przechodzimy do sedna.


Dzisiaj oczywiście zapraszam Was do denka, czas najwyższy pozbyć się tych śmieci i zrobić miejsce dla kolejnych, mam nadzieję, że teraz w maju znajdę czas, żeby przejrzeć dokładnie kosmetyczne zasoby, bo dawno tego nie robiłam, a chciałabym jeszcze bardziej uszczuplić zapasy. I jak w sumie z pielęgnacja już ogarnęłam, tak z kolorówką będzie ciężko, ale ogarniemy! A na razie zapraszam Was na kwietniowe zużycia. 


Najpierw zaczniemy od ulubieńców, Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający, bio owoc granatu i bio aloes to tutaj musiał się pojawić, uwielbiam te szampony, ich cenę, dostępność, różne wersje no i wszystko, zdecydowanie są najlepsze. I kolejny produkt to Alouette, mokry papier toaletowy, który jest też u mnie w użytku codziennym, na każdą okazję, sytuację, miesiączkę itd. Zużyłam też Nizoral, przeciwłupieżowy leczniczy szampon, który u mnie okazał się być zbawieniem po keratynowym prostowaniu włosów. Dzięki temu, moja skóra głowy przeżyła i sobie świetnie poradziła z tym. 
 




  • Bio Madent, profesjonalna pasta do zębów na przebarwienia - ta pasta do zębów okazała się być dość średnia, myła ładnie zęby, odświeżała itd, ale nic poza tym. Nie zauważyłam rozjaśnienia czy wybielenia zębów, więc bez szału. 
  • Apteo, chusteczki do higieny intymnej - o nich już, pisałam nie raz, mają tak intensywny zapach, że ich nie lubię. 
  • Nutka, peeling do twarzy, czarna porzeczka i białe kwiaty- ten peeling jest okej, jest bardzo delikatny, ma mało drobinek w sobie i dlatego średniak. Lubię mocne zdzieraki, lubię czuć, że peeling działa i, ze faktycznie coś nim robię. 



W końcu! dajcie znać, jak Wasze zużycia :)


Denko, marzec 2023r.

06 kwietnia 2023

 

Dzień dobry! Tym razem nie udało mi się regularne opublikowanie denka, nie wiem jakoś nie byłam w stanie się ogarnąć na tyle, żeby siąść i napisać, a to spowodowało coraz dłuższą przerwę u mnie na blogu, ale dużo się dzieje. A dodając do życia z dwójką dzieci imprezy, wyjazdy, budowę i zbliżającą się Wielkanoc to już w ogóle, nie wiem czasem w co ręce mam włożyć. 
Ale, koniec mojego gadania, czas na denko! Tym razem jest tak nawet okej, jestem zadowolona głównie dlatego, że dość sporo kosmetyków oddałam, co jest super! 


BeBeauty, waciki kosmetyczne oczywiście musiały się tutaj pojawić, one są zdecydowanie najlepsze, najtańsze, łatwo dostępne, więc tak super. Tak samo, jak i Alterra, pomadka ochronna, dla mnie są one najlepsze, cudownie nawilża, odżywia i pielęgnuje usta.  A że ostatnio miałam robione keratynowe prostowanie włosów, to w ruch poszedł mój ratunek do skóry głowy, czyli Nizoral, leczniczy szampon przeciwłupieżowy, dla mnie jest to zdecydowanie najlepszy szampon na problemy ze skórą głowy, łupież, łuszczenie się, swędzenie, on radzi sobie z tym najlepiej i najszybciej. W końcu tez zużyłam Ginexid, pianka do higieny intymnej, ona po porodzie jest najcudowniejsza i najlepsza, i turbo wydajna. Po pierwszej ciąży używałam jej ok 5 miesięcy, a teraz starczyła mi praktycznie na 7, więc naprawdę warto w nią zainwestować. Zużyłam też Batiste, damage control, suchy szampon, bardzo rzadko używam, bo i tak nie mam takiej potrzeby i szczerze nie widzę różnicy między poszczególnymi suchymi szamponami od Batiste, dla mnie wszystkie są takie same i tak samo dobre. 




  • The Ritual of Karma, the mild body scrub, peeling do ciała - peeling był fajny, był bardzo wypełniony drobinkami, ale jednak to nie jest to co ja lubię. Ja lubię gruboziarniste peelingi, mocne zdzieracze, dlatego ten, mimo że fajny to ląduje tu. 
  • Yves Rocher, żel pod prysznic - o matko, jak ja się cieszę, że w końcu wymęczyłam ten żel pod prysznic, świąteczny, duża pojemność i zawsze miałam problem, żeby go używać, ale w końcu się ogarnęłam i zużyłam. Nic specjalnego, żel jak żel, zapach ładny, ale nie jakiś cudowny. 
  • Blanx, wybielająca pasta do zębów - wiadomo, że ja szukam efektu wow, a tutaj, tego wow nie było. Pasta wybielająca, ale ja większej różnicy nie zauważyłam. 


Ostatnio oddałam bardzo dużo produktów, część wyrzuciłam, bo coś tam mi z nimi nie pasowało, jak np.: Donum, żel do rąk antybakteryjny, Balea, silk&soft, krem do rąk, So chic! Lakier do paznokci. 
Ale podzieliłam się też kosmetykami z moją siostrą i mamą i w taki, sposób oddałam: CareO3, barierowy krem do rąk, FeedSkin, skin color defect, serum na przebarwienia, Miya, serum wzmacniające z fitokolagenem, Biotinne, instant help, ratunek dla mocno przesuszonej skóry, Body Boom, suchy olejek do ciała, Iwostin, pure balance, zwalczający niedoskonałości krem do twarzy. Część tych produktów nie nadaje się do mojej cery, a i zdarzały się podwojone rzeczy, jak i rzeczy, których po prostu mam za dużo i nie jestem w stanie ich zużyć, więc cieszę się, że poszły gdzieś, gdzie się nie zmarnują. A jeszcze parę rzeczy muszę oddać. 


Urgo dermoestetic, odbudowajaco odmładzający krem do skóry wokół oczu - bardzo polubiłam się z tym kremem pod oczy! Purito, krem z panthenolem - ten krem okazał się być naprawdę genialny! Bardzo ładnie pachniał, miał fajną konsystencję, a dodatkowo naprawdę fajnie działał. 


  • Babydream, extra sensitive, delikatne chusteczki nawilżane - i znowu, jak zawsze, zdecydowanie najlepsze chusteczki i nie będę się powtarzać, co denko. 
  • Bobini, hipoalergiczne chusteczki nawilżane dla dzieci - kupiłam je z przypadku, bo potrzebowałam czegoś na już i były całkiem w porządku. Nie jakoś super ekstra cudowne, ale były okej. 
  • Akuku, woreczki na brudne pieluchy - ja bez nich już nie funkcjonuje, czy to gdzieś jesteśmy, czy to w domu, zawsze to trochę tuszują nieprzyjemne zapachy. A ostatnio nawet przydały nam się, kiedy młody zabrudził całe body i spodnie, więc super, że je miałam. 
  • Espumisan - standardowo, rzecz która u, nas musi być zawsze, co prawda powoli, powoli używamy już coraz mniej, ale na wszelki wypadek jeszcze u nas się sprawdza. 
  • Jowit C - jest kwiecień, a u nas sezon chorobowy nadal trwa w najlepsze, więc witamina C na wszelki wypadek jest stosowana. Trochę pomaga na pewno, nie sprawia, że jesteśmy super zdrowi, ale na pewno jest okej. 
  • DentoseptAmini - nastał czas, kiedy córce juz nie jest za bardzo potrzebny, a z kolei zaczęliśmy używać u synka i super się sprawdza. Co prawda na początku nie do końca działał, ale po pewnym czasie zdecydowanie zaczęło się przydawać.


Ok i w końcu się udało! Mamy to! Cieszę się, że denko mamy za sobą, czas zaplanować wpisy na ten miesiąc i wziąć się w garść i pisać! A co tam u Was słychać? Jak się macie? Też was pogoda zaskakuje? 

Denko, czerwiec 2020r.!

29 czerwca 2020



Wyobrażacie sobie, że już minęło nam pół roku? Pół tego parszywego roku minęło, nie wiem czy się cieszyć czy płakać, czy coś, ale mam nadzieję, że ta druga połowa roku wynagrodzi nam zdecydowanie poprzednią część. Damy radę! A dzisiaj przyszedł czas na denko, ostatnio wpadło w moje ręce bardzo dużo nowości, więc zależy mi na jak najszybszym pozużywaniu tego, co mam (co chyba średnio będzie mi szło), ale zobaczymy. Przy okazji, przywiozłam też jeszcze z domu rodzinnego sporo produktów, o których zapomniałam, a są w części zużyte, więc jeszcze to mi doszło, więc będzie sporo podwójnych opakowań.
Poza tym, mega mnie cieszy to denko co miesiąc, jakoś tak wyrzucanie rzeczy daje mi mega satysfakcję, a tak zużywam bardzo dużo produktów to już w ogóle jest zadowalające. Przechodzimy do sedna wpisu!


Standardowo zużyłam chusteczki nawilżające do higieny intymnej Facelle [stara wersja], nie ma innej opcji, bo one dla mnie są najlepsze :). Tak samo jak i BeBeauty, płatki kosmetyczne - zawsze do nich wracam i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej ;). Co do włosów, to również i w czerwcu zużyłam kilka saszetek marki Nizoral szampon przeciwłupieżowy, nie zauważyłam po keratynie u mnie żadnego podrażnienia ani łupieżu, ale tak profilaktycznie stwierdziłam, że zużyję wszystkie - nie zaszkodziły na pewno, a udało mi się powstrzymać łupież, który bankowo by się pojawił. Przy okazji, Schwarzkopf, got2be Volumania to jest zdecydowanie nasz ulubiony lakier do włosów, mówię nasz, bo mój mąż głównie go używa ;). No i oczywiście, Naturkosmetik, Alterra Szampon dodający objętości bio-papaja i bio-bambus to są szampony, których u mnie nie może zabraknąć ;). A i jeszcze, Hean, owocowe spa do ciała, peeling jagoda acai oraz wiśnia japońska jest to peeling tani, łatwo-dostępny, pięknie pachnący no i super działający. 


Bingo SPA keratynowa kuracja do włosów - z tej maski jestem w sumie zadowolona, co prawda ta keratyna mogłaby być wyżej w składzie, ale mogła być też i dalej, więc nie ma aż takiej tragedii. Tym bardziej, że moje włosy z tą maską się bardzo polubiły! I miałam gwarantowany good hair day, jeszcze zanim zrobiłam sobie keratynowe prostowanie. I włosy były dość nawilżone, odżywione, sypkie, takie ogarnięte, więc jak dla mnie maska bardzo fajna ;). Czy do niej wrócę? Nie wiem, bo chyba jednak Garnier te owocowe u mnie wygrywają ;).
Indigo, Richness Body Lotion, balsam do ciała - że ja ten balsam przetrzymałam tyle czasu i go nie używałam, bo nie to ja nie wiem jak to się stało. On jest tak świetny, pachnie tak genialnie, ma tak super konsystencję i na maksa szybko się wchłania, w dodatku skóra po użyciu jest cudownie miękka, gładka i na maksa miła w dotyku. I on jest genialny, więc liczę na to, że jeszcze kiedyś wrócę do balsamów z Indigo ;).
Kobo, pure pearl pigment, sypki cień do powiek, 55 sea shell - ja go stosowałam jako rozświetlacz i przyznam, że to był pierwszy rozświetlacz, jaki zaczęłam używać i go uwielbiałam! Był ze mną w sumie od dobrych  10 lat (?) i o. Pięknie połyskiwał, dawał super efekt na twarzy. I mega żałuję, że go już chyba nigdzie nie dostanę ;).
LaQ, żel pod prysznic dla prawdziwych kocic z ekstraktem z piwonii - długo kminiłam, co to jest w tej marce, że laski ją tak uwielbiają, początkowo kminiłam, że żel pewnie jak żel, w dodatku drogi... ALE, on jest nieziemski. Zapach ma świetny, konsystencja idealna, pięknie się pieni, a w dodatku jest turbo wydajny! Naprawdę, używałam go pewnie z kilka miesięcy i czad. Na pewno, się tu jeszcze pojawi, bo to będzie mój totalny ulubieniec.
Hebe, chusteczki odświeżające, antybakteryjne - tak wiem, wyrzucam nie do końca zużyte, ale już wyschły niestety. Mimo to ten produkt jest naprawdę świetny i idealnie nadaje się na obecną pandemię koronawirusa w razie w - a i można kupić sobie miniaturki, które zmieszczą się wszędzie. My je głównie używaliśmy przy okazji tatuażu i mega się sprawdziły!


Sesderma, mgiełka depigmentująca - byłam i nadal jestem z niej na maksa zadowolona, zapach ma nieziemski, piękny, forma mgiełki jest genialna w użytkowaniu, a i efekty były dość zadowalające. Ale nie jest to produkt dla mnie niezbędny, tak walczę z przebarwieniami, ale aż tak mi one nie przeszkadzają, żebym miałam kupować tę mgiełkę cały czas. Jej cena jest dość zaporowa, a i wystarczyła mi na jakieś niecałe 2 miesiące aplikacji. Na szczęście są maski i kremy, które również mają działanie rozjaśniające i depigmentujące.
Kerabione, suplement diety - nie wiem za bardzo gdzie mam dać te tabletki, bo po jednym blistrze ciężko mi cokolwiek stwierdzić. Ale i tak mam wrażenie, że ja takie suplementy biorę raczej ot tak o, na wszelki wypadek. Coś tam pewnie działają, ale nie jestem w stanie zauważyć żadnych efektów. :)


Marion, termooochrona, mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury - używałam, żeby ją zużyć, ale powiem wam, że totalnie bez szału. Nie zauważyłam, żeby mi włosy jakoś mega się zniszczyły przy prostownicy czy suszarce, ale w ogóle nic zupełnie nie zauważyłam.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej [nowa wersja] - Rossmann, czemu nam to robisz? Wiecie co, nie spodziewałam się, że można coś aż tak zepsuć, coś co było naprawdę super, an coś tak na maksa beznadziejnego. Ostrzegaliście mnie w komentarzach, a ja jakoś nie wierzyłam, że to możliwe. Ale chusteczki się rwą, dziurawią ot tak o, nie są aż tak fajnie nasączone jak tamte i sam materiał jest bardzo lichy - masakra.
Caspo, chusteczki do higieny intymnej - dla mnie chusteczki - noname, zaczęłam szukać innych, a te wzięłam przy okazji innych zakupów, żeby nie płacić za przesyłkę (a co!) no i w sumie nico, bo są beznadziejne, ale lepsze od nowej wersji Facelle ;)


Nivea, mini balsam do ciała, Exotic one - myślałam, że wystarczy na dłużej, zawsze brałam go ze sobą w podróże, ale nigdy nie używałam - nie wiem dlaczego. Ogólnie zapach był bardzo przyjemny, bardzo letni, nawilżenie nawet zadowalające, ale tak też trochę bez większego szału.
Yves Rocher, żel pod prysznic, mango - bardzo fajnie pachniał, super letnio i lekko, a i orzeźwiająco.  Nie wysuszał skóry, nie podrażniał jakoś bardzo. I w sumie nic więcej mi tutaj nie trzeba.
Yves Rocher, balsam pod prysznic z masłem karite - kolejna rzecz pod prysznic, która w sumie dla mnie jest na maksa bez szału. Nie lubię balsamów, wolę jak coś się pieni i że mogę potem nałożyć balsam albo i nie. Może i po tym balsamie nie czułam potrzeby nakładania dodatkowego produktu na ciało, ale to po prostu nie mój świat.
Yves Rocher, nawilżający płyn micelarny 2w1 - powiem Wam, że zaskakująco bardzo fajny jest ten płyn micelarny! Był przyjemny, spoko konsystencja, ładnie pachniał i super zmywał makijaż, a czasem jak gdzieś byliśmy nie chciało mi się bawić w stosowanie olejków i dwuetapowe oczyszczanie twarzy, więc tak - ograniczam się tylko do płynu micelarnego wtedy i ten sobie świetnie dawał radę wtedy, więc czad.


No to to by było na tyle! Dawajcie znać jak wasze zużycia w tym miesiącu? :)


Denko, maj 2020r

30 maja 2020



Dzień dobry! Dzisiaj mam do zaprezentowania kolejne denko! Kolejne denko mnie przeraża, jak sobie uzmysłowię, że już praktycznie pół roku minęło jeśli chodzi o 2020, i to jak on minął. Ale nie ma się co dołować, to nie koniec świata, więc jeszcze wszystko zrealizujemy, co mamy w planach, tym bardziej że coraz więcej rzeczy 'można'. A ja przechodzę do głównego tematu tego wpisu, czyli do denka. Kto tu był miesiąc temu i pamięta moje poprzednie liche denko składające się z zaledwie kilku produktów? Tak się trochę nastawiałam na to, że pewnie maj mnie zaskoczy. I tak było, bo już praktycznie na początku maja zdenkowałam parę produktów, więc potem mogło być tylko lepiej. Enjoy!


Nikogo nie zdziwią tutaj oczywiście moje ulubione Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, które dla mnie są cały czas numerem 1. Nie próbowałam jeszcze tych w nowym opakowaniu, a słyszałam, że jakościowo też się zmieniły, więc w dalszym ciągu chwalę starą wersję. Poza tym, najlepsze zdecydowanie BeBeauty, płatki kosmetyczne - one są po prostu najlepsze. Podobnie, jak i Alterra, Naturkosmetik, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się biotyna & kofeina. Ja uwielbiam te szampony, zawsze i wszędzie i nie ma się co powtarzać. Tak samo jest zresztą z Schwarzkopf Gliss Kur odżywki regeneracyjne; fiber therapy bonding oraz ultimate repair - one są zdecydowanie the best i żadne inne odżywki w sprayu się im nie równają. No i przy okazji, przyjęłam kolejny blister suplementu diety Vitapil, który mi bardzo dobrze służy i zauważyłam po nim szybki wzrost włosów. Nie widzę niestety działania na paznokcie, a szkoda, bo z tym jest u mnie zawsze największy problem. Zużyłam też dwa miniaturowe Batiste, suche szampony w wersji Rose Gold, które bardzo lubię. Wiadomo, że nie powinno się ich nadużywać, dla dobra skóry głowy, ale używając od czasu do czasu nas nie zabiją ;), a że miałam dwa 'napoczęte' to tak wyszło, że na raz się skończyły. Ale ogólnie one są super, ekstra pachną i odświeżają, więc robią to co mają :). I kolejny zestaw od Encanto Brasil, bo znowu zrobiłam sobie keratynowe prostowanie włosów i jak zawsze ja jestem na maksa zadowolona z efektów! Zdaję sobie sprawę, ze to chemia, syf i w ogóle, ale nic na to nie poradzę, że działa cuda. I zapraszam na wpis na bloga, bo w końcu mogłam wrzucić zdjęcie przedstawiające efekty! :) A skoro keratyna to Nizoral, szampon przeciwłupieżowy, jak normalnie z łupieżem problemów nie mam, ale po keratynie mam zawsze na maksa przesuszoną skórę głowy, co powoduje łupież, ale na szczęście kilka saszetek tego szamponu wystarczy, żeby to naprawić ;).


NOU, cherry blossom - miałam swoje ulubione perfumy, ale ostatnio zaczęłam testować kolejne i mega się z tego cieszę. Uwielbiam ten zapach, pachnie tak pięknie kwiatowo, nawet intensywnie, ale w tak wyważony sposób, że nie jest to nachalna i drażniące i zapach utrzymuje się dość długo. Ja jestem zachwycona nimi. Są genialne i bardzo je polecam ;)
Pollena EWA, dermo, przeciwzmarszczkowo normalizujący krem na noc - bardzo mi się spodobał ten krem, bardzo konkretna konsystencja, mega wydajny, ładny zapach i cudowne nawilżenie i odżywienie dla skóry, szczególnie na noc, a to jest dokładnie to czego potrzebuję. Dlatego ja jestem zadowolona ;)
O2 Skin, mocno skoncentrowane serum - to serum jest po prostu genialne, naprawdę super nawilża, odżywia, wygładza i robi wszystko, co ma robić. Niestety przez swoją nieuwagę wywalam większość produktu, bo po prostu o nim zapomniałam, a jakoś obawiam się kłaść na twarz serum otwarte przez kilka lat. Ale produkty są dość często na promocji w drogeriach, więc raczej na pewno się skuszę kiedyś ;).
Isana, pianka do golenia - pianka jak pianka, niby bez szału, ale ja jednak jestem z niej zadowolona. mimo małej pojemności, wystarczyła mi na dość długo (albo to ja po prostu używałam jej za rzadko, haha). Bardzo ładnie pachniała, ułatwiała nawet golenie i ogólnie spoko. Tania, łatwo-dostępna, więc możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię ;).


BingoSPA, serum czekoladowo pomarańczowe do ciała - mimo moich początkowych zachwytów, serum ostatecznie ląduje w średniakach, jak pod kątem działania i zapachu nie mam mu za wiele do zarzucenia i tu fajnie wszystko działa. Ale, bardzo szybko się skończyło, aż zaskakująco, więc jest niewydajne i pod koniec użytkowania miałam na maksa problem z wydobywaniem produktu z opakowania. Niby pompka jest, ta rurka w środku jest bardzo długa, ale sama konsystencja stała się bardzo gęsta i zbita, i przypomina masło, którego ja nie lubię, więc dla mnie ostatecznie średnio.
Soraya, plante, roślinna esencja tonizująca - produkt jest spoko, w sumie fajnie mi się go używało, dość szybko się skończył, ale poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Zapach jest okej, konsystencja standardowo wodnista, oczyszczał skórę i odświeżał ją. Nie zauważyłam, żeby super ekstra nawilżał i odżywiał skórę i mimo wszystko produkt dobry, ale i zarazem zwykły. Nie wiem czy do niego wrócę, bo mimo wszystko wolę większe pojemności, żeby nie latać co chwilę do drogerii, ale wypróbować warto, myślę, że dla niektórych może okazać się cudem ;)


Efektima, Rose Peel-Off, ekstrakt z kwiatów róży & d-panthenol - polecam zobaczyć na recenzji, jak genialnie wygląda ta maska, konsystencja była bardzo fajna, niestety maska miała dość sztuczny i taki niefajny zapach, ale nie jest on wyczuwalny przez większość czasu. Łatwo się ją ściągało nawet, a ja uwielbiam maseczki typu peel-off! Maska nadała mojej twarzy dużo blasku i promienności, także fajna !
Efektima, Gold Peel-Off, złoto i kwas hialuronowy - kolejna rewelacyjna maseczka Peel Off, uwielbiam mimo tego że ten zapach niestety nie powala znowu, to po ściągnięciu poszłam cudowne odświeżenie skóry, miałam wrażenie, jakbym dopiero co się obudziła po kilku zabiegach SPA na twarz, byłam gotowa do działania. Dla mnie czad! I ściągnięcie było mniej bolesne tym razem ;).
Efektima, Diamon Peel-Off, drobinki diamentów i kwas hialuronowy - i kolejna wersja, która była równie zadowalająca. Maseczka nawet nawilżyła i odżywiła skórę, uspokoiła ją i załagodziła jakiekolwiek podrażnienia, więc dla mnie sztos.
Dermacol, maska Detox&Defence - zapach tej maseczki jest fenomenalny, dość mydlany, lekko owocowy, ale po prostu ładny i taki, że się chce go niuchać i niuchać co ja wręcz uwielbiam! Poza tym, maska daje mojej skórze wszystko, co najlepsze; cudownie ją nawilża, odżywia, zmiękcza i wygładza. Ja jestem bardzo zadowolona z niej! Tym bardziej, że taka saszetka starcza spokojnie na 5-6 razy, co mnie cieszy jeszcze bardziej!
Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy - kolejne płatki od Efektimy, która uwielbiam na maksa. Tym bardziej, że przy tej wersji w końcu ogarnęłam i wsadziłam je wcześniej do lodówki, co zrobiło jeszcze większą różnicę! Nie dość, że płatki dużo lepiej trzymały się skóry, to na dodatek ja się czułam tak zrelaksowana mając je na sobie, że myślałam, że odpłynę, dla mnie czad!


BioDermic, krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - na początek muszę wychwalić te opakowania próbek, one są genialne, dzięki temu, że można je zakręcić można je wziąć ze sobą dosłownie wszędzie bez żadnych przeszkód - rewelacja. Jeśli chodzi o sam krem byłam bardzo zadowolona, fajnie nawilżał i odżywiał skórę pod oczami, ale od czasu do czasu przy nałożeniu za dużej ilości potrafił podrażniać, ale bez większych dramatów.
Dermacol, hialuronowy krem oczyszczający do twarzy - jedna saszetka wystarczyła mi na raz, ale muszę przyznać, że bardzo fajny jest ten krem, ładnie rozpuszcza i zmywa makijaż. Przy okazji, rewelacyjnie pachnie, tak dosyć w mydlany sposób, ale mi się bardzo podoba. Trochę szczypał mnie w oczy, ale ogólnie fajnie, mogę się zastanowić nad pełnowymiarowym produktem ;).


A jak tam Wasze denka? :)


Denko, kończące rok 2019!

30 grudnia 2019


Witam Wam po raz ostatni w roku 2019. Kończę ten rok denkiem, bo jakoś od jakiegoś czasu ubzdurałam sobie, że nie chcę kończyć z niepotrzebnymi rzeczami i śmieciami w mieszkaniu, ale na szczęście motywuje mnie to do sprzątania i przejrzenia wszystkich rzeczy.
Przy okazji, życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Spełniajcie marzenia i dążcie do realizacji wszystkich planów. Oby był dobry, bo przecież wcale nie musi być lepszy od poprzedniego. Niech po prostu będzie w porządku.
A wracając do kosmetyków i denka. Co prawda nie miałam czasu, a nawet możliwości zużycia tych wszystkich kosmetyków, które wciąż u mnie zalegają, a to dlatego, że mało byliśmy w domu, otworzyłam świąteczne kosmetyki, więc denkowanie zeszło na dalszy plan  tak jakoś wyszło. Ale porządki pomogły mi w zwiększeniu tej ilości.
No to siup!


Zaczynając od turbo podstaw, ale najlepszych podstaw, czyli Facelle, chusteczki do higieny intymnej, a także BeBeauty, płatki kosmetyczne - nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich, po prostu nie. Encanto Brazil, keratynowe prostowanie włosów, uratowało mi włosy w Kenii, zdecydowanie. Nawet nie chcę wiedzieć, co by było gdyby nie ona. Mąż mi zrobił keratynę, poradził sobie świetnie (!), a mój powrót do kręconych włosów stoi po znakiem zapytania, ale to nic, na razie wolę proste włosy! A jeśli mówimy o włosach to nie mogło zabraknąć, Schwarzkopf, GlissKur, ekspresowa odżywka regeneracyjna, supreme length jest genialna i nie wyobrażam sobie ich nie używać, po prostu! A co do ciała, to nie mogło zabraknąć Hean, SLim no Limit, peeling owocowe SPA do ciała, one są genialne, ta fioletowa i limonkowa wersja jest wspaniała, pachną nieziemsko, super wygładzają skórę i nie używam innych, bo te wygrywają zawsze.



  • AA, Beauty Bar, kremowy peeling drobnoziarnisty - co prawda jest to próbka i saszetka, ale naprawdę byłam w stanie użyć go z 2-3 razy i po tych kilku razach efekty były świetne! Skóra była super wygładzona, miękka i promienna, taka zdrowsza więc czad!
  • Hebe, chusteczki odświeżające antybakteryjne - chusteczki służyły nam głównie po tatuażach, kiedy nie było możliwości umyć rąk ani tatuażu (albo było to po prostu problematyczne ze względu na miejsce) i takie chusteczki sprawdziły się u nas genialnie! Mimo wszystko, tatuaże się super wygoiły, więc czad, ale pielęgnacji tatuażu będzie wpis!
  • Biały Jeleń, hipoalergiczne mydło w płynie - to mydło towarzyszyło nam też głównie po zrobieniu sobie tatuaży, byłam przekonana, że jest antybakteryjny, ale i tak nam genialnie służyło i pomogło, nawet nasz tatuażysta był w szoku, że mamy tak super wygojone tatuaże.
  • Dermacol, Caviar MakeUp Long Stay + korektor, fluid długotrwały - on jest genialny. Mam już nowy i całe święta używałam i to, jak mój makijaż wyglądał cały dzień, to był czad! A uwierzcie, że te święta były dla nas męczące, bo jeździliśmy wszędzie, codziennie spaliśmy gdzie indziej i codziennie siedzieliśmy w aucie, nosiliśmy walizki itp, więc ten fluid zdał egzamin rewelacyjnie! Pięknie wygląda na twarzy i nie schodzi z niej dopóki nie użyjecie specjalnych produktów.
  • Yves Rocher, świeczka zapachowa, Pomme rouge, red apple - świeczka z tamtego roku, ale tamta kolekcja były niebo lepsza niż tegoroczna. Ten zapach jabłka był genialny, owocowy, ale i świąteczny i po prostu najlepszy! Świeczka nie powodowała u mnie bólu głowy ani nic, nie była za mocna, tylko wszystko było idealnie wyważone. 
  • Naomi Campbell, cat deluxe, at night - pisałam Wam o tym zapachu, dla mnie jest to mój wymarzony zapach, który zawsze chciałam mieć i w końcu mam (nie wiem, czego tak długo zwlekałam), ale kocham te perfumy i jak tylko skończyłam od razu kupiłam nowe. Zresztą miałam ten zapach na panieńskim, na ślubie, mimo że byłam przekonana, że będzie to inny zapach, ale niespodzianka!
  • Maybelline, Color Tatto 24h - kto pamięta te metaliczne, genialne cienie? Zastanawiam się, czy one jeszcze istnieją, bo akurat ten cień był u mnie zawsze w cenie, uwielbiałam go i używałam go często solo. Rewelacyjnie się sprawdzał.
  • Nizoral, szampon leczniczy przeciwłupieżowy - ponownie po keratynowym prostowaniu moja skóra głowy wysuszyła się trochę za bardzo i spowodowało u mnie łupież, ale tym razem byłam na to przygotowana. I jak tylko zauważyłam, że coś tam się dzieje (jakoś po tygodniu) to od razu użyłam szamponu i łupież się nawet nie rozwinął, tak jak zazwyczaj potrafił. Ten szampon jest genialny! Drugą saszetkę użyłam tak czysto na wszelki wypadek i jestem z nich mega zadowolona.



  • Yves Rocher, żel do mycia rąk, pomarańcza i cedr - mydło, jak mydło, ale akurat ten zapach z tej kolekcji mi średnio podszedł. Przyzwyczaiłam się do niego, ale nie pałam do niego jakąś mega miłością.
  • Venus, olej rycynowy - on niby był spoko, moje włosy nawet się z nim lubiły, ale tak ciężko mi się go używało, że szok. Konsystencja była bardzo gęsta, taka jak syrop na kaszel i mega klejąca, więc miałam wrażenie, że większość olejku zostawało u mnie na rękach niż na włosach, ale sam olej rycynowy muszę kupić w innej postaci. 



A teraz macie produkty, których nie byłam w stanie zużyć z różnych powodów. Część z nich się przeterminowała, części po prostu jakoś w tych wszystkich kosmetykach nie widziałam no i szkoda:

  • Body Boom, peeling kawowy, original i kokos - tu jest mi najbardziej przykro, że ich nie użyłam, bo mega chciałam ich wypróbować, ale prawda jest też taka, że ja nie lubię sama kombinować z kosmetykami. Lubię mieć gotowy produkt do nałożenia. Tutaj niby kombinowania nie ma, ale zawsze myślałam, że ta saszetka mi się rozwali wszystko z niej wyleci., a jest papierowa to pod prysznicem mogłaby nieźle namoknąć. No i nie wyszło, trudno. 
  • Golden Rose, Hean, Essie, ProActive, Glazel, MissX, Softer, Eveline lakiery do paznokci - pozbyłam się ich dużo więcej niż widać tutaj na zdjęciach, ale te akurat idą do kosza, bo się porozwarstwiały, a całą resztę z 30 lakierów mam zamiar rozdać ;).
  • Mini gąbeczki do makijażu - nawet nie wiem skąd je mam i nie wiem do czego miałabym ich używać, profesjonalistką nie jestem, więc wolę używać sprawdzone rzeczy.
  • W7, miniatury pomadek i cieni do powiek - nie używam ich po prostu, rok przeleżały, więc czas się ich pozbyć, bo po co mi to trzymać.
  • Hean paletka cieni; Butterfly róż; Kobo baza pod cienie - trzymałam niektóre z nich pewnie nawet kilka lat, część się przeterminowała, części stwierdziłam, że nie będę używać, więc o - porządki.
  • Life, chusteczki odświeżające o zapachu róży - ja zawsze kupuję takie chusteczki nawilżające i nigdy ich do końca nie zużywam, haha. Jakoś o nich zapominam albo mnie denerwują, bo zamiast odświeżyć dłonie sprawiają, że się kleją i zapasach jest zbyt intensywny i nawet niefajny, więc zazwyczaj je wyrzucam, ale często też kupuję od nowa, sick.


No i tak właśnie wygląda denko! Zamierzam jeszcze dokładniej przejrzeć na dniach całą szafę, kolorówkę itp, ale na razie nie mam na to za bardzo czasu, chociaż i tak się cieszę, bo progres jest!
I teraz mogę wejść w Nowy Rok w miarę bez śmieci. Co prawda, czeka mnie jeszcze ogarnięcie szafy, niektórych półek, ale do przodu, a jak u Was wygląda sytuacja?


Denko #15 październik
Cuda i buble

10 listopada 2017



Ostatnio coś nie wyrabiam się na czas z denkiem ;). Tak mi czas szybko ucieka, a puste opakowania leżą i zbierają się kolejne na nowy miesiąc i tak mi się wszystko przeciąga w czasie. Denko nie jest jakieś wielkie, ale coś tam się znalazło. Produkty same w miarę w porządku, więc tym razem bubli nie ma. Dobrze, źle? Chyba spoko, ale jakoś lubię Wam odradzać niektóre produkty haha. Może w kolejnym miesiącu się uda. Lecimy po kolei!