Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cien. Pokaż wszystkie posty

Marcowe denko 2021r.!

01 kwietnia 2021

 
Hej! No i co tam u Was słychać? Koniec miesiąca, święta i szalony czas z lockdownem. Mam nadzieję, że mimo wszystko macie się dobrze i że wszystko jest u Was, jak najbardziej w porządku! Ja się cieszę, bo zbliża się czas odpoczynku, czas spędzony z najbliższymi i mam nadzieję, że będzie to high quality time! Chociaż wiaodmo, safety first i będziemy uważać, ale cieszę się na ten odpoczynek, na wolne cokolwiek ni będziemy robić ;).


Ale zanim wejdziemy w te święta to mam jeszcze dla Was denko i to ogromne denko. Wiedziałam, że jak ostatnie denka były dosyć liche to w końcu zdarzy się tak, że zużyję wszystko na raz i tak właśnie było w tym miesiącu. Szok, a jak się zaczęłam za opisywanie tych produktów to kolejny szok... Dawno nie zużyłam takiej ilości produktów. Ale, nie tylko zużyłam, a i wyrzuciłam przeterminowane, zepsute (!) i posprzątałam (!) i jestem zadowolona! W dalszym ciągu mam z tyłu głowy kolorówkę, która mnie na maksa dręczy, bo mam jej zdecydowanie za dużo, ale może to ogarnę na kolejne denko ;).


A z ulubieńców i sprawdzonych produktów zużyłam tym razem stosunkowo niewiele: Ziaja, Intima, kremowy płyn do higieny intymnej dla mnie jest najlepszy, najtańszy, najłatwiej dostępny, a co najważniejsze dobry w działaniu, Nie podrażnia i nic złego nie robi i nawet, jak mam ochotę wypróbować coś nowego to i tak wracam do tego produktu do higieny intymnej, bo po co przepłacać? A pozostając w temacie to oczywiście ApteCare, chusteczki do higieny intymnej, one są bardzo w porządku i bardzo je lubię i chyba to wiecie, bo co denko mam zużytych średnio ze 2 opakowania. Poza tym, jakimś cudem zużyłam Venus, nawilżająca pianka do golenia, ona jest najlepsza, najfajniejsza i po prostu naj, ale uwierzcie mi, golenie się w ciąży to nie lada wyzwanie, dlatego jestem sama pod wrażeniem, że zużyłam tę piankę haha. Hean, slim no limit, peeling cukrowy do ciała, limonka, żeń-szeń ja po prostu uwielbiam te peelingi, są ekstra, ale ja bardzo lubię peelingi gruboziarniste, takie, że naprawdę czuć to tarcie drobinek na skórze. I od razu powiem, że ta wersja jest mocniejsza od tej fioletowej, ale mi to nie przeszkadza, bo super pachnie no i ekstra działa, skóra jest gładka i hiper oczyszczona. W końcu też zużyłam kolejne opakowanie Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający, bio-owoc granatu & bio-aloes. W ciąży jakoś mega rzadko myję włosy, więc i te produkty zużywam bardzo powoli, ale nie narzekam na ten fakt. Ale ja uwielbiam te szampony, są po prostu najlepsze, nie są turbo mocne, a super oczyszczają. 


  • Kolastyna, emulsja do opalania SPF20 oraz SPF10  - ja bardzo lubię wszystkie te produkty do opalania od Kolastyny, mieliśmy je w Kenii i zawsze ich używamy gdziekolwiek byśmy nie wychodzili na słońce, więc dla mnie są klasa! Ładnie pachną, nie kleją się, nie są tłuste, do tego są wodoodporne, więc nie trzeba smarować się, co chwilę (ale i tak warto po każdym wyjściu z wody). 20 to i tak jest słaba ochrona, tym bardziej w Kenii, więc tutaj ciężko porównywać, ale ja lubię i mąż też był zadowolony.
  • Bath&Body Works, Pretty as a peach, balsam do ciała - oj, jak ja uwielbiam ten balsam! W konsystencji był dość gęsty, ale bardzo łatwo rozprowadzało się go po ciele i dzięki temu też był nawet wydajny! Poza tym, zapach to jest coś najlepszego i najwspanialszego! piękny, brzoskwiniowy, owocowy, letni no po prostu świetny! Aż mi już szkoda, że się skończył, więc naprawdę warto.
  • Bielenda, Botanic Formula, mleczko do demakijażu, olej z granatu + amarantus, twarz i oczy - oczywiście jest to kwestia upodobań, mi jakoś mleczka nie podchodzą i zawsze się z nimi męczę. To mleczko zaskakująco super się u mnie sprawdzało i jestem z niego naprawdę zadowolona, bo i zapach fajny, i konsystencja i zmywał ten makijaż, ale po prostu tyle ile to trwa z użyciem mleczek to nie dla mnie, zdecydowanie wolę olejki, które robią to w moment. Więc jeśli ktoś lubi ten rytuał demakijażu mleczkami to będzie mega zadowolony. 
  • L'biotica Biowax, regenerująca maska do włosów suchych i zniszczonych, japońska wiśnia i mleko migdałowe - z tej maski jestem bardzo zadowolona! Opakowanie jest super solidne i konkretne, na pewno nigdzie się samo nie otworzy, a dodatkowo dobrze chroni maskę i produkt sam w sobie. Maska ma super konsystencję, która nie spływa z włosów. No i to jak ona działa na włosach to jest bajka, naprawdę, super nawilża, ekstra odżywia, włosy po użyciu są miękkie, gładki, lśniące i po prostu w super stanie! Ja jestem mega zadowolona, więc bardzo polecam!
  • Ariana Grande, Moonlight, żel pod prysznic - ojeny, jak ja tęsknie za tymi produktami już, ten zapach pod prysznicem, tak piękny i tak mega luksusowy. Ekstra konsystencja, super się pienił, nie podrażnił, nie wysuszył, no a pachniał, a u mnie zapach to podstawa! No i świetnie się sprawdziła ta tubka na wyjazdach, nie jest to pełnowymiarowy produkt, ale na paręnaście pobytów poza domem wystarczył :).
  • LaQ, pralinkowy żel pod prysznic - ja jestem w szoku, używałam tego żelu naprawdę ponad 3 miesiące i za każdym użyciem nie wierzyłam, że on jeszcze jest! Tak wydajny, że wow! Jak na początku narzekałam trochę na cenę, bo jest wyższa od typowych żeli pod prysznic, ale te tańsze zużywa się zazwyczaj w 2-3 tygodnie, a te starczają na dużo dłużej, więc bomba! Na pewno będę do nich wracać.
  • Constance Carroll, bambusowy puder do twarzy z jedwabiem, transparentny - on jest taki mega niepozorny, taki w sumie zwykły, ale ostatnio też użyłam taki zwykły i w porównaniu do tego to ten jest niezwykły i bardzo dobry! Super się sprawdzał w sumie, jak na takiego niepozorniaka. Matowi bardzo ładnie, super się go nakłada, nie tworzy ciasta na twarzy i nie bieli jej. Ale trochę szkoda, że jest mało trwały i nie utrzymuje makijażu w ryzach przez długi dzień, tutaj raczej poprawki by się przydały dość częste, ale czasem to mi wystarczy, tak na co dzień bez spiny, jest idealny, bo lekki i naturalny:)
  • The Body Shop, rozświetlająca maska do twarzy w płachcie z witaminą C - mój zdecydowany ulubieniec z całej trójki, świetny zapach no i super efekt na twarzy. Skóra była rozświetlona, promienna, gładka, a przy okazji mocno nawilżona i odżywiona! Dla mnie bomba! Gdyby tylko one nie kosztowały aż dwóch dyszek za sztukę to już bym miała grube zapasy.
  • The Body Shop, łagodząca maska do twarzy w płachcie z witaminą E - ta też się u mnie świetnie sprawdziła, uwielbiam ją! Zapach był ekstra, no i działanie tak samo ekstra jak tutaj wyżej. Ja nigdy nie widzę większej różnicy między tymi wersjami poza zapachem, więc dla mnie super.
  • The Body Shop, nawadniająca maska do twarzy w płachcie z wodorostami - kolejny super produkt. Tutaj zapach nie był jakiś super, ekstra porywający, ale działanie było sztosem. Skóra była w super stanie, więc czad!
  • Aqua Advanced, nawilżająca maska w płachcie - maski w płachcie, jak widać, uwielbiam wszystkie i one dla mnie wszystko swoimi właściwościami się za bardzo nie różnią według mnie. Ale ta maska to był jeden wielki glut! Poważnie, ja byłam w szoku, wyciągnęłam maskę z opakowania i skminiłam, że to jest jakaś maska żelowa i kminiłam jak ją założyć, ale sam produkt był takiej dziwnej konsystencji, że nie wiedziałam co robić. Aczkolwiek! Maska sama w sobie jest super! Nie spływała z twarzy, ani płachta ani ten produkt, zapach był okej, ale nie był jakoś mocno wyczuwalny, za to twarz była w świetnym stanie! nawilżona, odżywiona i taka turbo zadbana! Bardzo świetna!

  • Bielenda, Bikini, kokosowa mgiełka do opalania, twarz + włosy SPF15 - kupiłam to z myślą o włosach oczywiście, nie ma nic w sklepach, co mogłoby chronić nasze włosy przed słońcem, temperaturą, ale i chlorem na basenie. A ja z moimi rozjaśnianymi, zmęczonymi włosami się bardzo bawię i bardzo dbam o nie zawsze. Ten produkt idzie do średniaków, bo w sumie nie wiem czy coś dał rzeczywiście - w Kenii byłam zaraz po keratynowym prostowaniu włosów, więc to też była swojego rodzaju 'ochrona', ale nie zauważyłam, żeby ta mgiełka im jakoś tubo mega pomogła, ale też nie zaszkodziła i jak na Kenię to nie było dramatu z włosami po powrocie, dlatego średniak.
  • Semi DiLino, odżywczy olejek do włosów - zamówiłam go kiedyś kiedyś mega przy okazji, bo mi brakowało do smarta na allegro - wiadomix. Tak leżał, leżał aż w końcu stwierdziłam, że ok sprawdzę w ogóle co to jest no i okazał się być olejkiem do włosów. Co prawda miał być na raz, ale mi spokojnie wystarczył praktycznie na 4 razy, co jest na plus, Ale niestety nie widziałam jakichś ekstra super efektów, jakich się spodziewałam. Zazwyczaj przy zmianie olejku do olejowania jest super efekt, a tutaj ten olejek był taki jak zawsze, bez szału.
  • Schwarzkopf, Glilss Kur, bio-tech restore, maska do włosów - wiecie co ta maska jest dla mnie dziwna, bo ogólnie działanie ma dość poprawne i na plus, fajnie wnika we włosy, odżywia je i sprawdza się na różnych płaszczyznach, jako odżywka, maska, czy nawet podkład pod olej jest super. Aczkolwiek wiecie co, ona ma tak dziwną konsystencję, bardzo gęstą i zbitą i dodatkowo taką śliską, że aż mi było niekomfortowo jej używać - poważnie. Dłonie się ślizgały, wszystko mi z rak wypadało, więc mega dziwne to było, na tyle że ja już nie chcę.
  • Yves Rocher, pomadka do ust, czerwone jabłuszko - tak zużywam teraz masę starych produktów i ta pomadka jest jedną z nich. Bardzo lubiłam te konsystencję, nie była taka tępa i sztuczna na ustach, tylko fajnie w nie wnikała, zapach też był super, no i działanie też było poprawne. Usta były ładnie nawilżona, ale nie był to efekt wow. Zdarzały się suche skórki i pewne niedociągnięcia, a np. po pomadkach z Alterra mam usta rewelacyjne, więc średnio, mogłoby być lepiej!

  • Avon, Naturals, body spray, mgiełka do ciała - oczywiście, co kto lubi, ja akurat za mgiełkami nie przepadałam nigdy, ale tak naprawdę dopiero teraz trafiłam na zajebiste mgiełki, a kiedyś męczyłam się z takimi jak te. Czyli słaby zapach, który na dodatek mega szybko się ulatniał, bardzo sztuczny i męczyłam się z nim okropnie.
  • Cien, płatki kosmetyczne, delikatne - niech was to nie zastanawia, ja w dalszym ciągu dostaję jakiegoś dziwnego zaćmienia i zmieniam moje ulubione waciki na jakieś dziwne i podejrzane. No te w niczym im nie dorównały, rozdwajały się, wkurzały w dotyku i o. 

PRZETERMINOWANE


Ostatnio przejrzałam jeszcze część rzeczy i wyrzucam parę produktów, które przeterminowały się już wieki temu albo nie nadają się do użycia. Jak np.: Kolastyna, odżywczy olejek do opalania SPF30, który praktycznie nie został użyty, ale nie ma się co dziwić, bo akurat produktów do opalania mamy w heja. Bielenda, MakeUp Academia, magic base, nawilżająca baza pod makijaż - użyłam parę razy, a niestety ostatnio jak chciałam to się na maksa zmieniła jej konsystencja, kolor i wszystko, więc niestety kosz. A i masę pomadek! Resibo, kojący balsam do ust, Eos, balsam do ust oraz Tisane, fresh balsam do ust. I mega żałuję, bo akurat wszystkie te produkty znam i lubię, a Eos to już w ogóle dla mnie jest mistrzem! Ale tak to jest, jak się ma 500 pomadek, niektóre rzuci się gdzieś w kąt i się o nich zapomina, dlatego żałuję bardzo! Ale wyobraźcie sobie, że tyle wyrzucam, a ja dalej mam kilka do zużycia... Jak to się stało? Nie wiem. 


Ale i parę próbek się jeszcze trafiło: Synchroline kremy do twarzy, nawilżające, odżywcze z SPF i koloryzujące - przeterminowały się, więc czas wyrzucić. Podobnie jest z Dermacol, mleczko do opalania dla dzieci wodoodporne SPF50 oraz krem ochronny do opalania SPF50 - przeoczyłam. Parę dni temu wyciągnęłam jest z torby z Kenii (nie pytajcie, to są tajemnice bez rozwiązania) i żałuję, że ich nie sprawdziłam, ale już nic nie zrobię. A Bielenda, krem przeciwzmarszczkowy liftingująca radiofrekwencja RF to już w ogóle srogo przeterminowany, nie wiem jak to możliwe, że tak długo u mnie przeleżał. Z kolei Mokosh, brązujący balsam do ciała i twarzy wyrzucam, nie dość, że prawie przeterminowany to ja go nie użyję, bo nie lubię nic co brązujące.

INNE UŻYCIE


Poza tym, wywalam też produkty, które u mnie już stały, leżały, a  mnie wkurzało to, że ich nie używam, że zapominam albo w  ogóle są bezsensu. Część była w koszyczkach ratunkowych jeszcze na weselu i tak je trzymam. Ale zużyłam! Co prawda trochę inaczej niż powinnam, ale zużyłam. Dokładniej to przecierałam nimi kurze, umywalkę, krany, prysznic i cokolwiek wpadło mi do rąk. I fajnie! Nie wyrzucam zmarnowanych, a trochę czyściej było, dzięki Isana, 3w1łagodne chusteczki oczyszczające, Cleanic, antybakteryjne chusteczki nawilżające (mieliśmy do tatuaży) i Cleanic, dezodorant w chusteczce 2w1.

W dalszym ciągu muszę powalczyć jeszcze z kolorówką i jej się głównie pozbyć, ale mam nadzieję, że już niedługo to ogarnę ;). A jak Wasze zużycia w marcu? :)


Luty 2021r. - denko!

02 marca 2021

 

Hej! Witamy się w marcu, kolejny miesiąc za nami, kolejny miesiąc, który zbliża nas do 100% wiosny i lata, której ja na maksa nie mogę się doczekać. Chociaż pogoda już teraz jest dla nas łaskawa, to ja chcę więcej! haha Ale wraz z końcem i początkiem miesiąca przyszedł czas na denko na blogu!
Muszę przyznać, że w dalszym ciągu jestem w szoku, jak mało produktów zużywam w ostatnim czasie, mimo że mam wrażenie, że nakładam na siebie więcej i używam dużo więcej! Ale powoli, powoli mam nadzieję, że odkopię się z tych ogromnych zapasów, co już mnie naprawdę męczy. Już teraz wiem, że parę produktów mi się pokończy w marcu, co cieszy, ale na razie zostajemy w listopadzie!


Standardowe zużycia, które pojawiają się na blogu tak często, że mam wrażenie, że z niektórymi produktami już mnie wszyscy kojarzycie. Ale zaczniemy od Isana, delikatne mydło Mango Exotic, tym razem jest to opakowanie uzupełniające, bo i tak w łazience mamy konkretny dozownik na mydło tak żeby wszystko ładnie i pięknie do siebie pasowało. A te mydła z Isany to wszyscy wiemy, że są świetne, są tanie, fajnie pachną, super myją, nie wysuszają dłoni i nic więcej od nich nie odczekuję! Kolejna rzecz to Apteo Care, chusteczki do higieny intymnej, znowu świetny produkt, do którego wracam cały czas i który zawsze kupuję w większych ilościach, z tego względu, że muszę zamawiać je online. Ale warto, bo naprawdę fajnie się sprawdzają, nie podrażniają, odświeżają, są po prostu spoko! Denko nie może obyć się bez BeBeauty, płatki kosmetyczne - tak to te z biedronki, najtańsze, a najlepsze i w dodatku najlepiej dostępne. Zawsze są, nie wkurzają mnie, nie drażnią, nie piją produktów kosmetycznych, tylko oczyszczają twarz z makijażu i wszystkich zanieczyszczeń, dla mnie bomba. 


  • Biały Jeleń, mydło w płynie - na początku mojej cukrzycy ciążowej panikowałam o wszystko, w tym nawet o mydło, żeby przed pomiarem nie nakładać na dłonie sztucznych produktów i dzięki temu odkryłam to mydło! Jest fantastyczne! Jeśli ktoś potrzebuję produktów do skóry wrażliwej, atopowej, takiej turbo wymagającej to będziecie zachwyceni tym mydłem. Ono nie tylko ma ekstra właściwości, ale na dodatek nie wysusza dłoni, pielęgnuje je i o dziwo - ładnie pachnie! No i jest wydajne.
  • Biodermic, aloesowa maska w płachcie - już na starcie maska mi się podoba z tego względu, że jest w płachcie, więc jest na maksa wygodna w użyciu. Ma bardzo ładny zapach, płachta jest bardzo nasączona produktem, a skóra po ściągnięciu była w super stanie, a o to właśnie chodzi. Skóra była na maksa zregenerowana, nawilżona, odżywiona i po prostu cacy ;)!
  • LaQ, odprężający, naturalny mus do mycia twarzy, świąteczne praliny - jestem turbo zaskoczona tym produktem, naprawdę fajnie go wspominam, super mył twarz, nie wysuszał jej, ale dało się odczuć, że oczyszczał ją bardzo dobrze, mimo braku drobinek złuszczających, ja miałam wrażenie, że on robi wszystko na raz. Oczyszcza i wygładza, a moja cera wyglądała lepiej w trakcie używania tego musu. Mimo niewielkiej pojemności nie skończył się jakoś bardzo szybko, chociaż fajniej by było gdyby starczył na dłużej, ale produkt sam w sobie jest super!
  • Isana, olejek do włosów, Oil Care Haarol - ja jestem zachwycona działaniem tego olejku już od bardzo dawna i nie jest to moja pierwsza butelka zużyta, ale stwierdziłam, że chcę ten produkt wyróżniać w cudach, żeby rzucił się w oczy. Nadaje się do wszystkiego, do olejowania, do zabezpieczania końcówek, do odżywienia i nawilżenia włosów - po prostu do wszystkiego. Nie przetłuszcza ani nie obciąża włosów, jest ekstra! No i pachnie super! Ja bardzo polecam.
  • Cien, Food For skin, maska-peeling enzymatyczny do twarzy, blask z papają - to jest saszetka, ja saszetek raczej nie daję do cudów, ale ten produkt był ekstra, więc musiałam. Mój zdecydowany faworyt ze wszystkich, jakie kupiłam wtedy. Piękny, czarujący zapach no i super działanie, skóra była cudownie rozświetlona, ale i bardzo wygładzona, ujędrniona i po prostu - na maksa na plus. 


  • Garnir, Botanic Therapy, wzmacniający krem bez spłukiwania, olejek rycynowy i migdał - sama nie wiem, co onim myśleć. Kupiłam ten krem z myślą o powrocie do kręconych włosów, ale jakoś to nie wyszło ostatecznie i dalej latam w prostych, a  tym kremem nie miałam za bardzo co zrobić. Wtedy do kręconych włosów spisywał się nawet okej, ale bez szału. Potem zużyłam go jako podkład pod olej i był też w porządku, ale nie zachwycałam się efektami.


  • StarSkin, nawilżająca maseczka w płachcie do ust - wiecie, co... ja nie zauważyłam żadnych efektów, kompletnie. Nie dość, że dosyć niewygodnie było mi ją trzymać na ustach z tego względu, że była dosyć twarda i sztywna, to jeszcze trochę się przesuwała na ustach, to też nie jest to dosyć wygodne siedzieć ze sklejonymi ustami. Ale, nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że ona nic nie działa. Nie zauważyłam jakiegoś turbo nawilżenia ani niczego, nic, zero, null. 

Takie mamy denko w lutym! Dajcie znać, jak Wasze zużycia i czy znacie któreś z tych produktów :))


Pierwsze denko 2021r. - styczeń!

29 stycznia 2021

 

Hej! Co tam, jak tam? Mamy już praktycznie koniec stycznia, szok, że początek roku 2021 tak szybko zleciał, nawet nie wiem kiedy i w sumie mamy już prawie luty. Ale ja się bardzo cieszę, niech ten czas leci, ucieka i jak najszybciej będzie wiosna i niech się dzieje. 
No, a jak koniec miesiąca to lecimy z denkiem, wcześniej niż zazwyczaj, ale raczej nic innego nie uda mi się zużyć, tym bardziej, że na weekend ciśniemy do Krakowa, więc będziemy lecieć głównie na miniaturkach ;). Ale! Jak zaczęłam pisać to denko to powiem Wam szczerze, że jakaś taka nuda tu wjechała! Prawie sami ulubieńcy, same sprawdzone produkty, które pojawiają się tu co chwilę, prawie żadnych nowości - no nuda! Ale to nic, tak wyszło to tak trzeba działać! 


Zużyłam oczywiście BeBeauty, waciki kosmetyczne, tym razem wersja aloesowa i według mnie nie ma lepszych! Zawsze będę to powtarzać, są tanie, nie rozwarstwiają się, super oczyszczają twarz i są w ogóle najlepsze. Poza tym, ApteoCare chusteczki do higieny intymnej - sprawdziłam i jestem z nich zadowolona, dalej ubolewam, że tamte łatwo dostępne zniknęły, a te muszę zamawiać z neta, ale to nic, najważniejsze, że się sprawdzają w swojej roli. W końcu też zużyłam, Alterra, Naturkosmetik, szampon dodający objętości, bio-papaja i bio-bambus. Teraz w sumie mega rzadko myję włosy, więc średnio mi idzie zużywanie szamponów, ale w dalszym ciągu te są najlepsze, super oczyszczają włosy i się sprawdzają. I jeszcze Dove, 48h Anti-perspirant - kulka jak kulka, z jednej strony nic nadzwyczajnego, z drugiej strony zawsze wracam do tych konkretnych. Mają super zapachy, wiele różnych opcji i są po prostu fajne, więc coś muszą w sobie mieć skoro tak często do nich wracam. Z kolorówki poszedł Catrice, Liquid Camouflage, korektor w płynie - dla mnie jest hitem i nie wymienię go na żaden inny. I podobnie mam z W7, Glowcomotion rozświetlacz - mega się z nim polubiłam. Poznałam go dzięki kalendarzowi adwentowemu i bardzo mi spasował, pięknie błyszczy, ma super odcień i robi ekstra taflę! A jak już makijaż jest zrobiony to bez zmiennie używam Kobo, MakeUp Fixer spray - kolejny produkt, z którego jestem mega zadowolona i bardzo często go używam. Nigdy mnie nie zawiódł, nigdy nie zrobił żadnej plamy na twarzy i po prostu super!


  • Avon, planetSPA, krem do rąk z eukaliptusem i miętą - zawsze mówiłam, że nie lubię używać kremów do rąk, bo mnie wkurzają i po prostu nie, ale okazało się, że po prostu nie trafiłam jeszcze na taki krem, z którego byłabym zadowolona. Ten krem jest po prostu świetny, pięknie pachnie, super nawilża dłonie, szybko się wchłania i używałam go mega chętnie! Serio nie mogłam się doczekać każdego zużycia i wystarczyło, że krem się skończył zaczęłam używać innego i znowu powróciła ta niechęć do kremów do rąk. Więc ten krem jest naprawdę świetny. 
  • Bourjois, Mascara Volume Reveal, adjustable volume - tusz się u mnie na maksa sprawdził, pięknie rozdzielał rzęsy i wydłużał je, nie sklejał, nie osypywał się, był naprawdę super. Dodatkowo ma lusterko, więc zawsze wygodnie można pomalować rzęsy nawet w hardcorowych sytuacjach. Mega!


  • Eucryl, pasta do zębów w pudrze - ostatnio jak się pojawiła w denku to dałam ją do cudów, a teraz już jakoś tak fajnie mi się jej nie używało. Wkurzała mnie, raz mi się w ogóle rozsypała i wszędzie był ten puder, a i już nie było tak szałowego efektu, jak za pierwszym razem. Więc dziwne, ale już teraz kminię, że nie będzie mi się chciało z nią bawić. 


Cien, Food For Skin, maska do twarzy, odświeżenie z zieloną glinką i ogórkiem, Cien, Food For Skin, maska-peeling od twarzy, oczyszczenie z czarnym węglem i trawą cytrynową, Cien, Food For Skin, maska-peeling do twarzy, oczyszczenie z białą glinką i rozmarynem - wszystkie dopiero co opisywałam na blogu, więc żeby się nie powtarzać wbijajcie do recenzji, gdzie macie opisane wszystko :). Ale w skrócie powiem Wam, że są bardzo w porządku i bardzo fajne! Jestem z nich zadowolona. 


No takie to denko! Mam nadzieję, że w lutym będzie lepsze, grubsze i ciekawsze! Trzymajcie za mnie kciuki, żebym pozużywała coś więcej ;)! I dajcie znać, jak Wasze zużycia styczniowe? :)




Cien, maski i peelingi w saszetkach

19 stycznia 2021


Witam! Co tam, jak tam? Mam nadzieję, że zima Was nie zaskoczyła (i że w ogóle jest u Was zima) i że trzymacie się ciepło i fajowo! Ja jestem zachwycona, klimat jest fantastyczny, mimo że zimno i ciężko się chodzi to i tak jest ekstra! Szkoda, że nie w grudniu, ale i tak tych parę dni ze śniegiem mi sprawia ogrom przyjemności. Chociaż nie powiem, już by mogła nadchodzić wiosna powoli, bo dla mnie to będzie dużo wygodniejsze!
Ale, ale! Ja dzisiaj mam dla Was post z serii tych, które na blogu pojawiają się dosyć rzadko, ale muszę przyśpieszyć tempa i wrzucać ich więcej - jako motywację do zużywania produktów. Kiedyś, kiedyś przy okazji wizyty w Lidlu skusiłam się na dwie saszetki masek-peelingów i teraz mam dla Was moją opinię na ich temat - Enjoy!


Cien, Food For Skin
Maska - peeling do twarzy - oczyszczanie z czarnym węglem i trawą cytrynową

Konsystencja jest bardzo gęsta i czuć w niej delikatne drobinki peelingujące.  Maska-peeling ma bardzo mocny zapach, mi pachnie bardzo podobnie do środków czystości, co jest trochę przerażające i nie podoba mi się, ale ok. Po nałożeniu na skórę dalej czuć tę 'czystą woń'. I da się odczuć lekkie pieczenie w niektórych miejscach, tym bardziej w tych już podrażnionych, np. w okolicach nosa. Pojawił się też lekki efekt chłodzenia. Po jakimś czasie to uczucie przechodzi na szczęście.
Maskę trzymamy na skórze 15 minut. Maska lekko już zaczynała zasychać na rantach. Zmywa się nawet łatwo, chociaż trochę trzeba się namachać i może nabrudzić w umywalce, ale bez tragedii. Skóra po użyciu jest bardzo uspokojona, nie błyszczy się, ale nie wygląda tak szaro zmatowiona tylko tak idealnie. Czuć, że skóra została fajnie oczyszczona. 
Jedna saszetka starczyła mi na raz, a powinno używać się jej niby 2-3 razy w tygodniu, więc więcej nie jestem w stanie się wypowiedzieć, czy to są efekty mega długotrwałe, ale jak na raz jestem zadowolona.

Cien, Food For Skin,
Maska do twarzy - odświeżenie z zieloną glinką i ogórkiem

Maska do twarzy ma bardzo lekką, ale i zbitą konsystencję. Nie ma tu już żadnych drobinek i nie pachnie aż tak źle, chociaż i tak zalatuje mi czymś niefajnym poza ogórkiem. Ale da się przeżyć i pachnie lepiej niż ta opcja powyższa. Też od razu da się odczuć lekkie uczucie chłodzenia, które dość szybko mija/ Ale już mając tę maskę na twarzy czuję się bardziej świeżo, tak odnowiona i taka fajniejsza, więc czad.
Zmywamy znowu po 15 minutach i maska już jest dosyć zaschnięta. Zmywa się bardzo dobrze i nie brudzi już łazienki. Ogólnie twarz po tej masce jest w naprawdę super stanie, znowu cudownie uspokojona, taka odświeżona i po prostu da się odczuć, że dobrze jej ta maska zrobiła. 
Znowu maskę należy używać 2-3 razy w tygodniu, a jedna saszetka wystarczy na raz, więc szkoda, że przynajmniej na dwa razy by nie starczyła ;).


Cien, Food For Skin,
Maska - peeling od twarzy - oczyszczanie z białą glinką i rozmarynem

Maska jest bardzo gęsta i zbita, biała i posiada w sobie ogrom drobinek, który po rozsmarowywaniu po twarzy bardzo fajnie peelinguje twarz. Mimo że peeling jest drobniutki to potrafi dobrze pojeździć po twarzy, więc trzeba uważać i na pewno bym zrezygnowała z mocnego oczyszczania przed nałożeniem tej saszetki. Zapach jest w porządku, mi przypomina samoopalacze - nie wiem czemu, ale jest spoko. 
Po nałożeniu czuć lekkie pieczenie, które szybko mija, więc ja się o nic nie boję. Zmywamy po 15 minutach i dosyć ciężko ją zmyć. Trzeba się trochę namachać i nalać tej wody, żeby ją domyć. Poza tym, ciężko jest to zrobić dokładnie, bo ja potem nakładając maskę nawilżającą i tak czułam jeszcze lekkie drobinki.
Ale ale, efekty były turbo świetne! Skóra była cudownie oczyszczona i idealnie zmatowiona. Gładka, jędrna mimo wszystko wyglądała jakoś tak zdrowo i promiennie, tak naturalnie. Bardzo mi się podoba takie oczyszczenie tym bardziej teraz, kiedy chce mi się dbać o siebie i muszę to wykorzystać na maksa!


Cien, Food For Skin, 
maska - peeling enzymatyczny do twarzy - blask z papają

Maska jest hitem i zdecydowanie moim ulubieńcem z całej 4! Ma świetny słodki zapach, taki bardzo owocowy, ale nie do przesady, no po prostu mi się spodobał na maksa! Konsystencja jest bardzo żelowa, a taka jakby gumiasta zarazem, więc bardzo ciekawa. Nie spływa z twarzy, bardzo dobrze się jej trzyma - jest to peeling enzymatyczny, więc nie uświadczymy w niej jakichkolwiek drobinek.
Nie miałam pierwszy raz żadnych odczuć po nałożeniu. Nałożyłam i czekałam 15 minut. Nic nie piekło, nie drażniło, wszystko było jak najbardziej okej. Po zmyciu naprawdę dało się zauważyć cudowne oczyszczenie twarzy, odświeżenie i zarazem ten blask, promienność - rewelacja! Ja jestem zachwycona, bo ta maska nie tylko oczyszcza, ale i zdrowo rozświetla skórę, co dla mnie jest świetne. 
Pierwszy raz nie zużyłam całego opakowania, ale nie było sensu. nawet nie miałam ochoty dopychać jej na siłę na twarz. Przy okazji wcześniejszych saszetek miałam wrażenie, że spokojnie mogę dokładać. Tutaj było tego już na tyle wystarczająco, że stwierdziłam okej, zostawię sobie na drugi raz. I na szczęście nie zaschło mi nic w saszetce, więc bardzo się cieszę, że miałam i na kolejny raz. 
Mój zdecydowany faworyt, gdybym miała możliwość kupienia pełnowymiarowego produktu, na pewno bym to zrobiła ;).




Powiem Wam, że jakoś tako jestem pozytywnie zaskoczona tymi saszetkami! Kompletnie nie pamiętam ile one kosztowały, ale te produkty to klasa! Nie uczuliły mnie, mimo że czułam lekkie pieczenie praktycznie przy każdym produkcie, ale efekty były bardzo zadowalające za każdym razem! Dla mnie czad i jak będę kiedyś miała okazję to myślę, że je zakupię. Producent każe ich używać aż 2-3 razy w tygodniu, więc ja za każdym razem używałam inne, ale to i tak było w porządku. Poza tym, saszetki są dość napakowane, myślę, że gdybym nie nakładała trzech pierwszych na całą twarz aż tak obficie to by starczyła mi na 2 razy, ale obawiałam się, że mi zaschnie i nie będzie się nadawać do używania ponownie. Dlatego polecam używać z psiapsią albo partnerem!

Znacie je?? :)