Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BingoSpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BingoSpa. Pokaż wszystkie posty

Denko, październik 2020!

08 listopada 2020

 

Dzień dobry! Poza tym, że myślałam, że w listopadzie będę bardziej zorganizowana pod kątem blogowym to wszystko jest okej, a już z pierwszym wpisem jestem w plecy i tak to wygląda. Ale nie ma się co załamywać, tylko po prostu działamy tak jak się da! Nie pozostaje mi nic innego, jak dalej naiwnie wierzyć, że w końcu się ogarnę i będzie lepiej. 
A na razie! Zapraszam Was na październikowe denko, które jest dość spore, a to z tego względu, że postanowiłam też pozbyć się niektórych produktów, które się przeterminowały albo po prostu nie będę ich już używać, a niekoniecznie są zdenkowane. Ale lubię robić takie porządki, bo od razu jakoś tak lepiej się robi i w łazience i w szafie. Więc enjoy! Będzie tego sporo!


Ulubieńców mamy o dziwo niewiele. Zazwyczaj ta grupa jest u mnie bardzo rozbudowana, ale jakoś tak wyszło. W obecnym czasie mam wrażenie, że nie mam na nic wpływu. No, ale wyrzuciłam kolejną myjkę z Rossmanna, które dla mnie są zdecydowanie najlepsze. Wrzucam je rzadko, a zmieniam oczywiście częściej, ale teraz, że wymiana nastąpiła pod koniec miesiąca postanowiłam zostawić. Bardzo je polecam, bo są tanie, a mega! Dodatkowo Isana, żel pod prysznic, yoghurt&fruit jest świetny. Nie wyróżniam konkretnych żeli, bo co chwilę mam inne, ale one są naprawdę super. Nie wysuszają skóry, nie powodują nic złego, a fajnie pachnie, super myje, pieni się, są tanie i wydajne, więc czad. W kwestii włosów zużyłam kolejną buteleczkę mojego ulubionego Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków, on jest dla mnie najlepszy. Pięknie pachnie i na maksa pielęgnuje włosy! Poza tym, zużyłam też w końcu Dermacol, intensywnie liftingująca maska i ona też jest fajna, fajny zapach i super działanie, więc ideolo. I kolejna rzecz to BeBeauty, płatki kosmetyczne - mega mi one pasują i są zdecydowanie najlepsze, najtańsze, nie rozwarstwiają się i nie denerwują, więc rewelka! 


Czas na cuda, których jest sporo!
  • Neutrogena, Skin Detox, oczyszczająca maska 2w1 - ta maska jest naprawdę super! Jak tylko miałam jakieś zmiany skórne od razu brałam tę maskę i się smarowałam. Ona miała naprawdę wielopoziomowe działanie. Każda zmiana, wyprysk znikały dużo szybciej niż bez użycia tej maski, ona świetnie oczyszczała i łagodziła jakiekolwiek podejrzane stany, ale nie wysuszała przy okazji dramatycznie. Zapach dość mentolowe, ma lekko działanie chłodzące, ale to wszystko było na maksa przyjemne, więc dla mnie produkt sztos!
  • Panthenol spray - nie muszę mówić, że dla mnie panthenol to produkt pierwsza klasa. Zawsze opalam się na czerwono, czy tego chcę czy nie - a zazwyczaj nie lubię nawet siedzieć na słońcu, ale ten panthenol super łagodził sparzoną skórę i pomagał w jej zagojeniu.
  • Dermaquest, Universal Cleansing Oil, olejek do mycia twarzy i oczu - olejek zużyłam, był na maksa wydajny, wystarczył mi na bardzo długo, a zmywał makijaż rewelacyjnie. Każdy, makijaż oczu, mocne konturowanie i tzw. moją tapetę, więc bomba. Poza tym, nie podrażniał, nie powodował zamglenia oczu - a o to właśnie chodzi ;).
  • Kerabione, serum do rzęs - z jednej strony serum, jak serum, mam wrażenie, że większość działa zdecydowanie tak samo, ale ta wersja jest o tyle fajna, że jest w naprawdę przystępnej cenie, dodatkowo 'do kompletu' można kupić suplementy, co wspomoże efekt. Mi się podobało, bo rzęsy były dłuższe i mocniejsze, a o to chodzi.
  • Ziaja, żel myjący normalizujący na dzień/na noc - nie chcę mówić, jak długo go używałam, ale jest super. Ekstra oczyszczał skórę rano, była w super stanie, może lekko czasem ściągnięta, ale tonik załatwiał potem sprawę. Produkt jest tani, łatwo dostępny, fajnie się pienił, ale nie podrażniał, więc ja byłam zadowolona.
  • Mugga - ja musiałam powiedzieć o tym produkcie, jeśli tylko wybieracie się do Afryki albo lubicie łowić ryby, czy przesiadywać na ogniskach wieczorami to ten produkt jest genialny! Produkt jest mocny i trzeba trochę na niego uważać, ale naprawdę działa, odstrasza komary na dobre, tak że nawet żadne nie latają i nie wkurzają. 
  • Shecell, dermoaktywny krem do skóry z przebarwieniami - kolejny fajny krem, który ładnie zadziałał na moją skórę, nawilżył ją, a także lekko podziałał na przebarwienia. Cudów nie ma co oczekiwać aż tak, ale naprawdę efekt jest zadowalający. A przy okazji, te kremy mają dodatkowe inne zalety, o których piszę na blogu w recenzji!
  • Jantar, szampon z wyciągiem z bursztynu, do włosów zniszczonych - dla mnie to są świetne szampony w ramach alternatywy dla moich ulubieńców z Alterry. Są fajne, są tanie i ogólnodostępne, super oczyszczają włosy, nie plączą ich i nie wysuszają. Dobrze też oczyszczają włosy z olejków i innych produktów kosmetycznych. Więc polecam ;)


Średniaki, nie wiem jak to się stało, że znalazły się tu same produkty z BingoSpa, ale to jest totalny przypadek. Co prawda nie wszystkie produkty są zupełnie zdenkowane, ale już mnie męczyła ich obecność - haha.
  • BingoSpa, peeling błotny z kwasem mlekowym i kwasami AHA - peeling był nawet w porządku, trochę mnie męczył swoją konsystencją. W pewnym momencie miałam problemy z wyciśnięciem go z opakowania, tym bardziej jak ubywało go coraz bardziej. Ogólnie nie był zły, ale ostatecznie stwierdzam, że wolę trochę mocniejsze produkty.
  • BingoSpa, balsam brzoskwiniowy do dłoni - ja jestem ogólnie beznadziejna w kosmetykach do dłoni i kremy u mnie zawsze stoją spokojnie minimum kilkanaście miesięcy. Nic na to nie poradzę, a stwierdziłam, że ten mi się już znudził, męczyłam go na pewno ponad rok. Ładnie pachniał i naprawdę fajnie działał na dłonie, ale mnie tak wymęczył, że aż mi zbrzydł.
  • BingoSpa, maska do twarzy, kompleks algowy - maska, ja bardzo lubię takie maski wielokrotnego użytku, bo to się bardziej opłaca. Ta też była w porządku, fajne działanie, ładne nawilżenie skóry i spoko zapach, ale czegoś mi tam brakowało, żebym była zachwycona. 


  • Intimelle, chusteczki do higieny intymnej - nie wiem, nie pytajcie jak ja mogłam zużyć całe trzy opakowanie w jeden miesiąc, ale one były tak beznadziejne, że bardzo się z tego cieszę. Bardzo słabo nasączone, materiał też był średni, bardzo łatwo się rwał i dziurawił, więc ja jestem na nie. Ale pochwalę się już teraz, że mam już produkty, które mi się podobają.


I produkty, które poszły do kosza, mimo że nie zostały zużyte, niektóre nawet nieotwarte, niektóre nie wiem na co czekały tak szczerze, powinnam wywalić je już dawno temu. Aczkolwiek, Dermaquest C Infusion, serum przeciwstarzeniowe  z witaminą C i retinolem musiałam się pozbyć ze względu na skład, są tam składniki, których obecnie nie wolno mi używać. Mokosh, mydło cedrowe, Perfecta, lekki krem koktajl normalizujący i nawilżający i Mamas, krem do pielęgnacji biustu to są produkty, które leżały i leżały. Nie mam pojęcia na co czekały, ale cóż. Niektóre leżały u mnie naprawdę kilka lat i pewnie aż się nawet wstyd przyznać ile. O suplemencie diety, Terra Nova Nuitrition - Jagody Wam pisałam, że dostaliśmy go dość późno i już był na wylocie. Tołpa mocny turbo krem antycellulitowy chciałam użyć, ale nie było mi po drodze, a teraz się przeterminował i tak o poszło. Avon, planet Spa, Beauty Sleep maseczka do twarzy z lawendą i rumiankiem to produkt, który lubiłam i fajnie mi się go używało, ale niestety się przeterminował i tak o - a nawet nie kminiłąm, że ma tak krótką datę ważności ;). I z kolorówki stwierdziłam, że czas na out dla tuszy do rzęs od Essence i Maybelline, a także Eveline odżywcza do rzęs SOS. 


Jak ja się cieszę, że w końcu udało mi się przez to przebrnąć! 

BingoSPA, peeling błotny i maska algowa

19 września 2020


Dzień dobry w sobotę! Co tam, jak tam? Ten czas leci coraz szybciej i ucieka nieubłaganie, aż dziwnie, Ale, ale ja się cieszę, uwielbiam jesień, uwielbiam te chłodne i zimne poranki, że aż czuć mróz. Ale jest fajnie! dawajcie znać, czy też tak to odczuwacie, czy jesteście zadowoleni czy tęsknicie już za latem?
Dzisiaj mam dla Was recenzje kosmetyków marki BingoSpa; peeling oraz maska do twarzy. Więc zapraszam do zapoznania się z moją opinią.


Oba produkty znajdują się w takich samych opakowaniach. Butelki, na opakowaniu znajdziecie bardzo podstawowe i skrócone informacje. Dodatkowo te 'odblaskowe' naklejki odbijają światło tak bardzo, że już w ogóle ciężko cokolwiek się doczytać. Zamknięcie na 'klik' jest nawet solidne, ale nie byłabym pewna, że na bank się gdzieś tam nie otworzy. 
A przechodząc do szczegółów.


BingoSPA, średni peeling błotny do twarzy
z kwasem mlekowym i kwasami AHA

Średni peeling błotny zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 3%mielonych pestek moreli,, łupin z orzechów włoskich i słodkich migdałów i 50%-owe kwasy owocowe. Peeling ma za zadanie usunąć martwy naskórek, oczyszcza i szybciej regeneruje skórę. W przypadku cery tłustej, peeling dodatkowo będzie oczyszczał zatkane pory i je zwężał. Poza tym, peeling zwiększy poziom nawilżenia skóry, zmniejszy przebarwienia, stymuluje syntezę kolagenu, dzięki czemu poprawi się elastyczność, gładkość i wygląd skóry. Skóra po aplikacji peeling będzie oczyszczona, wygładzona, podatna na inne produkty, poprawi się też krążenie.


Skład: Aqua, Maris Limus, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Armeniaca Seed Powder, Juglans Regia Shell Powder, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Cetyl Alcohol, Passiflora Edulis Fruit Extract, Saccharum Officinarum Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Ananas Sativus Extract, Vitis Vinifera Extract, Lactic Acid, Citric Acid, DMDM-Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, BHT.

Sposób użycia: peeling należy rozprowadzić na twarzy, szyi, omijając okolice oczu, kulistymi ruchami należy masować skórę, a następnie spłukać wodą. 


Konsystencja tego peelingu jest bardzo gęsta i trochę trzeba się namachać, żeby wycisnąć go z opakowaniach, ale nie jest to niewykonalne oczywiście. Zapach jest bardzo błotny, nie wiem w sumie jak pachnie błoto, ale mam wrażenie, że właśnie tak. Aczkolwiek zapach mi nie przeszkadza, chociaż konsystencja mogłaby być wygodniejsza w aplikowaniu. 
Jeśli chodzi o stosowanie to ja wolę konkretniejsze peelingi, mocniejsze zdzieraki. Tutaj tych drobinek peelingujących nie ma jakoś dużo, a i też nie czuć ich jakoś bardzo na twarzy. Jednak cały masaż wykonuje się fajnie, nie ma też problemów ze zmyciem i nie brudzi jako tako umywalki!
Efekty nawet są. Bałam się, że skoro nie czuję mocy peelingu to i ta skóra nie będzie do końca wypeelingowana. Aczkolwiek, muszę przyznać, że skóra jest gładka, miękka i miła w dotyku. Jest to taki efekt akurat, wystarczający, ale nie spektakularny.
Na szczęście, peeling mnie nie uczulił ani nie zapchał, dlatego jest okej. Nie jest jakiś super, ekstra, bomba. Wolę mocniejsze peelingi, wolę czuć ścieranie martwego naskórka, a tutaj coś mi nie gra, czegoś mi brakuje.



BingoSPA, maska do twarzy
kompleks algowy

Maseczka zawiera kompleks algowy aż z pięciu najaktywniejszych alg oraz kolagen. Ma za zadanie odnowić naskórek, wzmocnić ściany naczyń, aktywizować procesy zachodzące w skórze, poprawić jej koloryt, a także wykazuje działanie antyrodnikowe i nawilżające. Skóra po użyciu będzie zregenerowana, dotleniona, nawilżona, wygładzona i nabierze promiennego wyglądu.


Skład:  Aqua, Glycerin, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Collagen, TEA, Acrylates/ Steareth-20 Methacrylate Copolymer, Acrylates/ C10-30 Acryl Acrylate Crosspolymer, Propylene Glycol, Parfum, Lilial, Linalool, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Sodium Benzoate, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, DMDM-Hydantoin, Phenoxyethanol.

Sposób użycia: należy nałożyć maseczkę na oczyszczoną skórę twarzy omijając okolice oczu, pozostawić na ok. 15 minut po czym zmyć letnią wodą. Najlepiej stosować 2-3 razy w tygodniu.


Maska, ma bardzo fajną, idealnie gęstą konsystencję, nie ma problemów z wydobywaniem jej z opakowania ani z nakładaniem na twarz. Nie przelewa się przez palce, nie spływa z twarzy, tutaj wszystko gra. Zapach jest też przyjemny, nawet delikatny, ale nic konkretnie mi nie przypomina. Aczkolwiek jest całkiem spoko.
Maska nawet szybko zasycha na twarzy, ale nie całkowicie, nie zasusza skóry i nie powoduje żadnego ściągnięcia czy innych nieprzyjemności. A nawet zdarzało się, że trzymałam ją na twarzy dłużej niż 15 minutach głównie dlatego, że a to się zagapiłam albo gadałam przez telefon i tak wyszło. Więc spoko jest to, że nic się nie stanie, jak przeciągniemy ją na skórze.
I teraz działanie. Działanie jest fajne. Skóra jest fajna, miła i gładka w dotyku. Czuć lekkie nawilżenie i odżywienie skóry, wygląda ona tak jaśniej, radośniej. Bardzo mi się podoba. Co prawda nie będzie to moja ulubiona maska, bo są takie które robią więcej, ale ta też jest przyjemna ;). Więc jeśli mam ją akurat pod ręką i jej użyję, to wiem że nie zaszkodzi, a coś tam zawsze pomoże.


Jak widzicie ja do Bingo Spa jako tako nie jestem przekonana. Za samą marką nie przepadam, mimo że zdarzają się świetne produkty (np. do włosów), ale wydaje mi się, że więcej produktów w moim mniemaniu to średniaki z brakiem szans na cuda ;).
Dajcie znać, co Wy myślicie o tej marce! :)


Denko, czerwiec 2020r.!

29 czerwca 2020



Wyobrażacie sobie, że już minęło nam pół roku? Pół tego parszywego roku minęło, nie wiem czy się cieszyć czy płakać, czy coś, ale mam nadzieję, że ta druga połowa roku wynagrodzi nam zdecydowanie poprzednią część. Damy radę! A dzisiaj przyszedł czas na denko, ostatnio wpadło w moje ręce bardzo dużo nowości, więc zależy mi na jak najszybszym pozużywaniu tego, co mam (co chyba średnio będzie mi szło), ale zobaczymy. Przy okazji, przywiozłam też jeszcze z domu rodzinnego sporo produktów, o których zapomniałam, a są w części zużyte, więc jeszcze to mi doszło, więc będzie sporo podwójnych opakowań.
Poza tym, mega mnie cieszy to denko co miesiąc, jakoś tak wyrzucanie rzeczy daje mi mega satysfakcję, a tak zużywam bardzo dużo produktów to już w ogóle jest zadowalające. Przechodzimy do sedna wpisu!


Standardowo zużyłam chusteczki nawilżające do higieny intymnej Facelle [stara wersja], nie ma innej opcji, bo one dla mnie są najlepsze :). Tak samo jak i BeBeauty, płatki kosmetyczne - zawsze do nich wracam i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej ;). Co do włosów, to również i w czerwcu zużyłam kilka saszetek marki Nizoral szampon przeciwłupieżowy, nie zauważyłam po keratynie u mnie żadnego podrażnienia ani łupieżu, ale tak profilaktycznie stwierdziłam, że zużyję wszystkie - nie zaszkodziły na pewno, a udało mi się powstrzymać łupież, który bankowo by się pojawił. Przy okazji, Schwarzkopf, got2be Volumania to jest zdecydowanie nasz ulubiony lakier do włosów, mówię nasz, bo mój mąż głównie go używa ;). No i oczywiście, Naturkosmetik, Alterra Szampon dodający objętości bio-papaja i bio-bambus to są szampony, których u mnie nie może zabraknąć ;). A i jeszcze, Hean, owocowe spa do ciała, peeling jagoda acai oraz wiśnia japońska jest to peeling tani, łatwo-dostępny, pięknie pachnący no i super działający. 


Bingo SPA keratynowa kuracja do włosów - z tej maski jestem w sumie zadowolona, co prawda ta keratyna mogłaby być wyżej w składzie, ale mogła być też i dalej, więc nie ma aż takiej tragedii. Tym bardziej, że moje włosy z tą maską się bardzo polubiły! I miałam gwarantowany good hair day, jeszcze zanim zrobiłam sobie keratynowe prostowanie. I włosy były dość nawilżone, odżywione, sypkie, takie ogarnięte, więc jak dla mnie maska bardzo fajna ;). Czy do niej wrócę? Nie wiem, bo chyba jednak Garnier te owocowe u mnie wygrywają ;).
Indigo, Richness Body Lotion, balsam do ciała - że ja ten balsam przetrzymałam tyle czasu i go nie używałam, bo nie to ja nie wiem jak to się stało. On jest tak świetny, pachnie tak genialnie, ma tak super konsystencję i na maksa szybko się wchłania, w dodatku skóra po użyciu jest cudownie miękka, gładka i na maksa miła w dotyku. I on jest genialny, więc liczę na to, że jeszcze kiedyś wrócę do balsamów z Indigo ;).
Kobo, pure pearl pigment, sypki cień do powiek, 55 sea shell - ja go stosowałam jako rozświetlacz i przyznam, że to był pierwszy rozświetlacz, jaki zaczęłam używać i go uwielbiałam! Był ze mną w sumie od dobrych  10 lat (?) i o. Pięknie połyskiwał, dawał super efekt na twarzy. I mega żałuję, że go już chyba nigdzie nie dostanę ;).
LaQ, żel pod prysznic dla prawdziwych kocic z ekstraktem z piwonii - długo kminiłam, co to jest w tej marce, że laski ją tak uwielbiają, początkowo kminiłam, że żel pewnie jak żel, w dodatku drogi... ALE, on jest nieziemski. Zapach ma świetny, konsystencja idealna, pięknie się pieni, a w dodatku jest turbo wydajny! Naprawdę, używałam go pewnie z kilka miesięcy i czad. Na pewno, się tu jeszcze pojawi, bo to będzie mój totalny ulubieniec.
Hebe, chusteczki odświeżające, antybakteryjne - tak wiem, wyrzucam nie do końca zużyte, ale już wyschły niestety. Mimo to ten produkt jest naprawdę świetny i idealnie nadaje się na obecną pandemię koronawirusa w razie w - a i można kupić sobie miniaturki, które zmieszczą się wszędzie. My je głównie używaliśmy przy okazji tatuażu i mega się sprawdziły!


Sesderma, mgiełka depigmentująca - byłam i nadal jestem z niej na maksa zadowolona, zapach ma nieziemski, piękny, forma mgiełki jest genialna w użytkowaniu, a i efekty były dość zadowalające. Ale nie jest to produkt dla mnie niezbędny, tak walczę z przebarwieniami, ale aż tak mi one nie przeszkadzają, żebym miałam kupować tę mgiełkę cały czas. Jej cena jest dość zaporowa, a i wystarczyła mi na jakieś niecałe 2 miesiące aplikacji. Na szczęście są maski i kremy, które również mają działanie rozjaśniające i depigmentujące.
Kerabione, suplement diety - nie wiem za bardzo gdzie mam dać te tabletki, bo po jednym blistrze ciężko mi cokolwiek stwierdzić. Ale i tak mam wrażenie, że ja takie suplementy biorę raczej ot tak o, na wszelki wypadek. Coś tam pewnie działają, ale nie jestem w stanie zauważyć żadnych efektów. :)


Marion, termooochrona, mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury - używałam, żeby ją zużyć, ale powiem wam, że totalnie bez szału. Nie zauważyłam, żeby mi włosy jakoś mega się zniszczyły przy prostownicy czy suszarce, ale w ogóle nic zupełnie nie zauważyłam.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej [nowa wersja] - Rossmann, czemu nam to robisz? Wiecie co, nie spodziewałam się, że można coś aż tak zepsuć, coś co było naprawdę super, an coś tak na maksa beznadziejnego. Ostrzegaliście mnie w komentarzach, a ja jakoś nie wierzyłam, że to możliwe. Ale chusteczki się rwą, dziurawią ot tak o, nie są aż tak fajnie nasączone jak tamte i sam materiał jest bardzo lichy - masakra.
Caspo, chusteczki do higieny intymnej - dla mnie chusteczki - noname, zaczęłam szukać innych, a te wzięłam przy okazji innych zakupów, żeby nie płacić za przesyłkę (a co!) no i w sumie nico, bo są beznadziejne, ale lepsze od nowej wersji Facelle ;)


Nivea, mini balsam do ciała, Exotic one - myślałam, że wystarczy na dłużej, zawsze brałam go ze sobą w podróże, ale nigdy nie używałam - nie wiem dlaczego. Ogólnie zapach był bardzo przyjemny, bardzo letni, nawilżenie nawet zadowalające, ale tak też trochę bez większego szału.
Yves Rocher, żel pod prysznic, mango - bardzo fajnie pachniał, super letnio i lekko, a i orzeźwiająco.  Nie wysuszał skóry, nie podrażniał jakoś bardzo. I w sumie nic więcej mi tutaj nie trzeba.
Yves Rocher, balsam pod prysznic z masłem karite - kolejna rzecz pod prysznic, która w sumie dla mnie jest na maksa bez szału. Nie lubię balsamów, wolę jak coś się pieni i że mogę potem nałożyć balsam albo i nie. Może i po tym balsamie nie czułam potrzeby nakładania dodatkowego produktu na ciało, ale to po prostu nie mój świat.
Yves Rocher, nawilżający płyn micelarny 2w1 - powiem Wam, że zaskakująco bardzo fajny jest ten płyn micelarny! Był przyjemny, spoko konsystencja, ładnie pachniał i super zmywał makijaż, a czasem jak gdzieś byliśmy nie chciało mi się bawić w stosowanie olejków i dwuetapowe oczyszczanie twarzy, więc tak - ograniczam się tylko do płynu micelarnego wtedy i ten sobie świetnie dawał radę wtedy, więc czad.


No to to by było na tyle! Dawajcie znać jak wasze zużycia w tym miesiącu? :)


Denko, maj 2020r

30 maja 2020



Dzień dobry! Dzisiaj mam do zaprezentowania kolejne denko! Kolejne denko mnie przeraża, jak sobie uzmysłowię, że już praktycznie pół roku minęło jeśli chodzi o 2020, i to jak on minął. Ale nie ma się co dołować, to nie koniec świata, więc jeszcze wszystko zrealizujemy, co mamy w planach, tym bardziej że coraz więcej rzeczy 'można'. A ja przechodzę do głównego tematu tego wpisu, czyli do denka. Kto tu był miesiąc temu i pamięta moje poprzednie liche denko składające się z zaledwie kilku produktów? Tak się trochę nastawiałam na to, że pewnie maj mnie zaskoczy. I tak było, bo już praktycznie na początku maja zdenkowałam parę produktów, więc potem mogło być tylko lepiej. Enjoy!


Nikogo nie zdziwią tutaj oczywiście moje ulubione Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, które dla mnie są cały czas numerem 1. Nie próbowałam jeszcze tych w nowym opakowaniu, a słyszałam, że jakościowo też się zmieniły, więc w dalszym ciągu chwalę starą wersję. Poza tym, najlepsze zdecydowanie BeBeauty, płatki kosmetyczne - one są po prostu najlepsze. Podobnie, jak i Alterra, Naturkosmetik, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się biotyna & kofeina. Ja uwielbiam te szampony, zawsze i wszędzie i nie ma się co powtarzać. Tak samo jest zresztą z Schwarzkopf Gliss Kur odżywki regeneracyjne; fiber therapy bonding oraz ultimate repair - one są zdecydowanie the best i żadne inne odżywki w sprayu się im nie równają. No i przy okazji, przyjęłam kolejny blister suplementu diety Vitapil, który mi bardzo dobrze służy i zauważyłam po nim szybki wzrost włosów. Nie widzę niestety działania na paznokcie, a szkoda, bo z tym jest u mnie zawsze największy problem. Zużyłam też dwa miniaturowe Batiste, suche szampony w wersji Rose Gold, które bardzo lubię. Wiadomo, że nie powinno się ich nadużywać, dla dobra skóry głowy, ale używając od czasu do czasu nas nie zabiją ;), a że miałam dwa 'napoczęte' to tak wyszło, że na raz się skończyły. Ale ogólnie one są super, ekstra pachną i odświeżają, więc robią to co mają :). I kolejny zestaw od Encanto Brasil, bo znowu zrobiłam sobie keratynowe prostowanie włosów i jak zawsze ja jestem na maksa zadowolona z efektów! Zdaję sobie sprawę, ze to chemia, syf i w ogóle, ale nic na to nie poradzę, że działa cuda. I zapraszam na wpis na bloga, bo w końcu mogłam wrzucić zdjęcie przedstawiające efekty! :) A skoro keratyna to Nizoral, szampon przeciwłupieżowy, jak normalnie z łupieżem problemów nie mam, ale po keratynie mam zawsze na maksa przesuszoną skórę głowy, co powoduje łupież, ale na szczęście kilka saszetek tego szamponu wystarczy, żeby to naprawić ;).


NOU, cherry blossom - miałam swoje ulubione perfumy, ale ostatnio zaczęłam testować kolejne i mega się z tego cieszę. Uwielbiam ten zapach, pachnie tak pięknie kwiatowo, nawet intensywnie, ale w tak wyważony sposób, że nie jest to nachalna i drażniące i zapach utrzymuje się dość długo. Ja jestem zachwycona nimi. Są genialne i bardzo je polecam ;)
Pollena EWA, dermo, przeciwzmarszczkowo normalizujący krem na noc - bardzo mi się spodobał ten krem, bardzo konkretna konsystencja, mega wydajny, ładny zapach i cudowne nawilżenie i odżywienie dla skóry, szczególnie na noc, a to jest dokładnie to czego potrzebuję. Dlatego ja jestem zadowolona ;)
O2 Skin, mocno skoncentrowane serum - to serum jest po prostu genialne, naprawdę super nawilża, odżywia, wygładza i robi wszystko, co ma robić. Niestety przez swoją nieuwagę wywalam większość produktu, bo po prostu o nim zapomniałam, a jakoś obawiam się kłaść na twarz serum otwarte przez kilka lat. Ale produkty są dość często na promocji w drogeriach, więc raczej na pewno się skuszę kiedyś ;).
Isana, pianka do golenia - pianka jak pianka, niby bez szału, ale ja jednak jestem z niej zadowolona. mimo małej pojemności, wystarczyła mi na dość długo (albo to ja po prostu używałam jej za rzadko, haha). Bardzo ładnie pachniała, ułatwiała nawet golenie i ogólnie spoko. Tania, łatwo-dostępna, więc możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię ;).


BingoSPA, serum czekoladowo pomarańczowe do ciała - mimo moich początkowych zachwytów, serum ostatecznie ląduje w średniakach, jak pod kątem działania i zapachu nie mam mu za wiele do zarzucenia i tu fajnie wszystko działa. Ale, bardzo szybko się skończyło, aż zaskakująco, więc jest niewydajne i pod koniec użytkowania miałam na maksa problem z wydobywaniem produktu z opakowania. Niby pompka jest, ta rurka w środku jest bardzo długa, ale sama konsystencja stała się bardzo gęsta i zbita, i przypomina masło, którego ja nie lubię, więc dla mnie ostatecznie średnio.
Soraya, plante, roślinna esencja tonizująca - produkt jest spoko, w sumie fajnie mi się go używało, dość szybko się skończył, ale poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Zapach jest okej, konsystencja standardowo wodnista, oczyszczał skórę i odświeżał ją. Nie zauważyłam, żeby super ekstra nawilżał i odżywiał skórę i mimo wszystko produkt dobry, ale i zarazem zwykły. Nie wiem czy do niego wrócę, bo mimo wszystko wolę większe pojemności, żeby nie latać co chwilę do drogerii, ale wypróbować warto, myślę, że dla niektórych może okazać się cudem ;)


Efektima, Rose Peel-Off, ekstrakt z kwiatów róży & d-panthenol - polecam zobaczyć na recenzji, jak genialnie wygląda ta maska, konsystencja była bardzo fajna, niestety maska miała dość sztuczny i taki niefajny zapach, ale nie jest on wyczuwalny przez większość czasu. Łatwo się ją ściągało nawet, a ja uwielbiam maseczki typu peel-off! Maska nadała mojej twarzy dużo blasku i promienności, także fajna !
Efektima, Gold Peel-Off, złoto i kwas hialuronowy - kolejna rewelacyjna maseczka Peel Off, uwielbiam mimo tego że ten zapach niestety nie powala znowu, to po ściągnięciu poszłam cudowne odświeżenie skóry, miałam wrażenie, jakbym dopiero co się obudziła po kilku zabiegach SPA na twarz, byłam gotowa do działania. Dla mnie czad! I ściągnięcie było mniej bolesne tym razem ;).
Efektima, Diamon Peel-Off, drobinki diamentów i kwas hialuronowy - i kolejna wersja, która była równie zadowalająca. Maseczka nawet nawilżyła i odżywiła skórę, uspokoiła ją i załagodziła jakiekolwiek podrażnienia, więc dla mnie sztos.
Dermacol, maska Detox&Defence - zapach tej maseczki jest fenomenalny, dość mydlany, lekko owocowy, ale po prostu ładny i taki, że się chce go niuchać i niuchać co ja wręcz uwielbiam! Poza tym, maska daje mojej skórze wszystko, co najlepsze; cudownie ją nawilża, odżywia, zmiękcza i wygładza. Ja jestem bardzo zadowolona z niej! Tym bardziej, że taka saszetka starcza spokojnie na 5-6 razy, co mnie cieszy jeszcze bardziej!
Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy - kolejne płatki od Efektimy, która uwielbiam na maksa. Tym bardziej, że przy tej wersji w końcu ogarnęłam i wsadziłam je wcześniej do lodówki, co zrobiło jeszcze większą różnicę! Nie dość, że płatki dużo lepiej trzymały się skóry, to na dodatek ja się czułam tak zrelaksowana mając je na sobie, że myślałam, że odpłynę, dla mnie czad!


BioDermic, krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - na początek muszę wychwalić te opakowania próbek, one są genialne, dzięki temu, że można je zakręcić można je wziąć ze sobą dosłownie wszędzie bez żadnych przeszkód - rewelacja. Jeśli chodzi o sam krem byłam bardzo zadowolona, fajnie nawilżał i odżywiał skórę pod oczami, ale od czasu do czasu przy nałożeniu za dużej ilości potrafił podrażniać, ale bez większych dramatów.
Dermacol, hialuronowy krem oczyszczający do twarzy - jedna saszetka wystarczyła mi na raz, ale muszę przyznać, że bardzo fajny jest ten krem, ładnie rozpuszcza i zmywa makijaż. Przy okazji, rewelacyjnie pachnie, tak dosyć w mydlany sposób, ale mi się bardzo podoba. Trochę szczypał mnie w oczy, ale ogólnie fajnie, mogę się zastanowić nad pełnowymiarowym produktem ;).


A jak tam Wasze denka? :)


Denko, kwiecień 2020r.

30 kwietnia 2020



No i kolejny miesiąc za nami, ten był już bardziej domowy i izolacyjny od ludzi. Aż jestem w szoku, że cały miesiąc udało nam się wytrzymać! Co prawda obostrzenia powoli są cofane, ale jeszcze długo, długo nasze życie nie wróci do normy. I pewnie to spowodowało, że to denko jest takie mizerne, aż jestem w szoku, bo dawno nie zużyłam tak niewielu produktów Naprawdę aż się zdziwiłam, ale może to sprawi, że kolejny miesiąc będzie już w ogóle spory! Zobaczymy ;) Na razie przechodzimy do tego ;)


Ulubieńców zacznę tym razem do standardów, czyli oczywiście Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, co prawda słyszałam, że zostały zmienione opakowania i prawdopodobnie jakościowo też się zmieniły, ale tego jeszcze nie sprawdzałam jak coś. Poza tym, BeBeauty, płatki kosmetyczne - coraz mniej ich zużywam, co mnie naprawdę cieszy, ale w dalszym ciągu jak już mam jakieś zużyć to tylko te, są zdecydowanie najlepsze ;). Obowiązkowo zużyłam oczywiście, Schwarzkopf, Gliss Kur, Supreme Length, ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu no i co tu dużo mówić? Ja po prostu je uwielbiam i nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez nich. Tak wiem, powtarzam to za każdym razem, ale te odżywki naprawdę są świetne ;). No i przy okazji w końcu 'zjadłam' jeden blister suplementu diety Vitapil, ogólnie jestem na maksa niesystematyczna w tabletkach, więc wow, ale to tylko dlatego, że zaczęłam przyjmować inne suplementy i tak wyszło, ze się ogarnęłam. ja bardzo lubię ten suplement i naprawdę widzę po nim różnicę w moim organizmie. 



  • BingoSPA, serum odżywka SPA do włosów - odżywka mnie zachwyciła, używałam jej głównie jak odżywki, ale czasem też dodawałam pompkę do maski i muszę przyznać, że to działanie na moich włosach było naprawdę widoczne już od pierwszego użycia. Nie mam się do czego przyczepić, bo i wygodnie się jej używało, ładnie pachniała, no i włosy po użyciu miały praktycznie zawsze ghd, niezależnie od pozostałych użytych produktów.
  • Iwostin, booster nawilżający w formie serum - w dalszym ciągu ciężko jest mi się zmusić do regularnego używania serum, ale i tak jest lepiej niż wcześniej. To serum mnie uratowało w Kenii. Tam słońce było niemiłosiernie gorące, a ja ani nie przepadam za gorącem ani za jakimś szalonym opalaniem, więc to serum mi bardzo pomagało, nakładałam je wieczorem, rano i w ciągu dnia i nie miałam problemów z przesuszoną skórą. Poza tym, serum po powrocie też mi się przydało. Używałam przed maskami, czasem wieczorem, ale zauważyłam, że serum cudownie nawilża skórę.
  • Vichy, Aqualia Thermal ExtraSensitive, krem przeciw zaczerwienieniom i podrażnieniom - po pierwsze, to jest krem który się nigdy nie kończy. Ja go kończyłam chyba z 2 miesiąc,e tak długo widziałam, że dobija dna, a tu dalej nic, dalej był - szok. Ale krem był naprawdę super! Super nawilżał i odżywiał cerę, więc bardzo mi się podobał!




  • Holika, Holika, wielofunkcyjne żel aloesowy 99% aloesu - ja początkowo byłam na maksa zachwycona tym aloesem, włosy w genialnym stanie, super pełne, miałam wrażenie, ze aloes fajnie wypełnia ubytki we włosach. Ale... dość szybko zaczął się kończyć, a już w recenzji pisałam, że będę używać go na zmianę ze zwykłym sokiem z aloesu. I tak było. Starałam się go używać tak co najmniej raz na 2 tygodnie, a przez jakiś ostatni miesiąc tylko po warunkiem, że mąż był w domu, bo inaczej nie byłabym w stanie wycisnąć z niego czegokolwiek. Moje włosy bardzo szybko się do niego przyzwyczaiły i nie było takie efektu wow. Ogólnie produkt jest dobry nawet, ale za szybko się kończy, jest zbyt niewydajny i dosyć drogi, więc ja jednak postawię na standardowy sok z aloesu.




  • Kobo, Mattyfying Liquid Foundation, podkład matujący - to jest zdecydowanie fluid, do którego nie wrócę i jak dobrze, że się w końcu skończył. Fluid jak na początku był fajne, daje ładne wykończenie i podoba mi się ten gumowy efekt, ale to jak się ściera ten fluid w ciągu dnia mnie dobija, zaczynam się świecić i w ogóle jest nie tak. Po prostu nie. 



  • Dermacol, Deep Cleansing Mask -  no niestety, ja chwilowo jestem bardzo na nie. Maska w płachcie, gdzie płachta już tak nawaliła, że samo używanie maski było średnim miłym doznaniem. Płachta się odklejała, odstawała, kapało z z niej i w ogóle. Aż szkoda, bo samo to już przysłoniło jakiekolwiek inne właściwości maski, i choćby działanie było genialne, to i tak się nie skuszę.


I oto moje denko w tym miesiącu! Używałam głównie masek w pełnowymiarowych opakowaniach, dlatego ich jakoś nie ma tutaj poza tą jedną. Ale, myślę, że kolejny miesiąc będzie lepszy, bo im mniej kończę w jednym miesiącu tym więcej jest zazwyczaj w kolejnym, ale się okaże! Dajcie znac, jak Wasze denko, czy izolacja też ma na nie wpływ? :)


Serum do ciała, jak delicje pomarańcozwe, BingoSPA

27 kwietnia 2020


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak humory? Jakieś konkretne plany na majówkę? Może jednak ktoś z Was gdzieś jedzie w zaciszne miejsce, gdzie nie ma nikogo? Uważam, ze jeśli ktoś ma tylko taką możliwość, to jak najbardziej można gdzieś pojechać. I mimo że ja zawsze siedzę w domu (może nie aż tyle) i powinnam być w miarę do tego przyzwyczajona to już ta cała izolacja, niewychodzenie mają na mnie dosyć negatywny wpływ. Strasznie tęsknię za normalnością, za normalnym wyjściem z domu bez maseczki, bez większych rozkmin. Dlatego, jak najbardziej mam już nadzieję, że to się wkrótce skończy, mimo że się na to nie składa, ale nadzieję można mieć ;)
No nic, dzisiaj będzie o balsami do ciała, który pachnie jak delicje pomarańczowe, marki BingoSPA! Zapraszam <3

BingoSPA
Serum czekoladowo pomarańczowe do ciała


Serum urzeknie Was zapachem połączenia pomarańczy z czekoladą. Ma za zadanie pielęgnować Twoją skórę, dzięki zawartości ziarna kakaowca [2] zmiękcza skórę, ma działanie odmładzające i odświeżające, jak i skutecznie likwiduje suchości skóry. Poza tym, antyoksydanty spowalniają proces starzenia się skóry, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników. Ponadto, serum drenuje i pobudza metabolizm komórkowy, regeneruje i działa kojąco. 

Skład: Aqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter [2], Paraffinum Liquidum, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Ceteareth-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cetyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Parfum, Citral, Limonene, Linalool, Methylparaben, Ethylparaben Propylparaben, Phenoxyethanol, DMDM-Hydantoin.

Sposób użycia: serum należy rozprowadzić na skórze i delikatnie wmasować. Można używać codziennie, nie stosować na podrażnioną, zranioną skórę oraz w przypadku alergii.


Serum znajduje się w identycznym opakowaniu co Balsam brzoskwiniowy do dłoni i Odżywka keratynowa do włosów, czyli butelka z pompką. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa idealną ilość produktu, nie jest tego wiele, ale mi taka ilość mega pasuje. Po prysznicu, na raz mogę zużywać około 10 pompek na całe ciało (matematyka - policzyłam, haha). Mamy jeszcze zatyczkę, która chroni pompkę przed przypadkowym naciśnięciem. Konsystencja jest dość lekka, ale fajna, super się rozprowadza po skórze, nie pozostawia po sobie tłustego filmu i jest mega w porządku. No i zapach, o którym już pisałam w tytule - pachnie prawie jak delicje pomarańczowe, naprawdę. Dla mnie spoko i o dziwo nie powoduje, że chcę mi się jeść i mam ochotę na słodkie, więc dobrze haha.


Tak, jak pisałam, serum super się rozsmarowuje po ciele, nie ma żadnego problemu z tym, szybko i po sprawie. Serum też niesamowicie szybko się wchłania i ja nie mam żadnego problemu z ubieraniem ciuchów zaraz po aplikacji, nic się do siebie nie klei, wszystko gra, co mi mega pasuję, bo ja po porannym prysznicu raczej się spieszę i zawsze od razu się ubieram.
Jeśli chodzi o działanie to muszę przyznać, że zaskakująco serum naprawdę super nawilża skórę, miałam ostatnio mega przesuszenia niedaleko łokci (pewnie od ciągłego siedzenia przy biurku i pisania na laptopie) i serum poradziło sobie z nimi praktycznie po kilku użyciach - rewelacja! Poza tym, skóra po użyciu jest gładka, miękka i super miła w dotyku. Powiem, że jestem w szoku, bo tego się nie spodziewałam,, więc wow! Da się to nawet odczuć przy kolejnych prysznicach, że ta skóra jest taka jakaś inna, taka fajniejsza i aż chce mi się używać tego serum. I wiecie co? Cały czas jestem w stanie wyniuchać czekoladę na ciele, co jest tym bardziej genialne!


Jedyne do czego się przyczepię to fakt, że to serum jest dla mnie niesamowicie niewydajne, co prawda pojemność 135ml jest mniejsza niż standardowych balsamów, które zazwyczaj kupuję (150 - 200ml), ale i tak wydaje mi się, że zazwyczaj jednego balsamu używam minimum 2 miesiące. a tutaj praktycznie miesiąc minął, a on zaraz mi się skończy. No, ale ;) nie wiem jaka jest różnica między serum, a balsamem do ciała, ale ja nie widzę żadnej i jak zawsze mam jakieś ale do samej marki, to muszę przyznać, że ona coraz bardziej mi się podoba i coraz więcej produktów mi pasuje ;).
Z działania jestem bardzo zadowolona, balsam super nawilża skórę, zmiękcza ją i ją pielęgnuje, a to jest dla mnie najważniejsze ;). No i zapach, bardzo smakowity ;) Wszystko sprawdza, że jak najbardziej polecam ten produkt ;)

Keratynowa pielęgnacja włosów z BingoSPA

19 marca 2020


Dzień dobry! Mam nadzieję, że się trzymacie! Pamiętajcie, że osoby negatywnie myślące, stresujące się mają niższą odporność, a jak będziemy uważać,trzymać się razem to damy radę ;). Byleby bez paniki! Ja aż muszę przyznać, że aż mnie ściska jak widzę wszystkich innych ludzi, którzy chcą pomagać, aktywnie działają, restaurację, które dzielą się jedzeniem, salony kosmetyczne przekazujące maski i inne potrzebne artykuły. To jest naprawdę światełko w tej sytuacji ;).


A dziś będzie o keratynowych produktach do włosów od marki BingoSPA. Marka coraz bardziej mi odpowiada, bo zawsze bierze udział w naszych aukcjach charytatywnych i bardzo pozytywnie mi się to kojarzy. A jak miałam możliwość przetestować kosmetyki keratynowe; szampon, odżywkę oraz maskę to ja ze względu na keratynowe prostowanie włosów jestem bardzo na tak!
Keratyna buduje strukturę włosów, te substancje wnikają we włosy, wbudowują się w uszkodzone miejsca, dzięki czemu zwiększa się ich sprężystość i objętość. Ma również działanie zabezpieczające i ochronne.

szamponowe serum keratynowe 100%

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Lauramidopropyl Betaine, Polyquaternium-7, Propylene Glycol, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Hydrolyzed Keratin [8], Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Chamomilla Recutitia Flower Extract, Arnica Montana Flower Extract, Lamium ALba Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helia Extract, Calendula Oficinalis Flower Extract, Tropaeolum Majus Flower Extract, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Disodium EDTA, Citric Acid, DMDM-Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Serum ma za zadanie natychmiast zregenerować i poprawić kondycję włosów, dodać objętości, ułatwić układanie, wygładzić, a resztę zredukować skłonność do łamania i rozdwajania się końcówek. 

Od szamponu nie wymagam wiele. Dla mnie szampon ma nie plątać włosów, nie wysuszać ich ani skóry głowy, fajnie jak się pieni i super jak ładnie pachnie. Nigdy nie myję włosów samym szamponem, więc nie jestem w stanie określić, czy sam szampon ma jakieś super działanie, mimo że producent obiecuję, że po nim nie ma potrzeby używania innych produktów. 
Keratyna znajduje się na 8 miejscu w składzie, co przyznam, ze jest takim dość spoko wynikiem według mnie, na tyle na ile się znam. Ogólnie szampon ma przepiękny zapach, dość owocowy, cytrusowy, kwiatowy, ale wszystko pachnie po prostu ładnie, Szampon znakomicie się pieni, ale ma w składzie SLS, więc coś za coś. Wygodnie się używa i wylewa na dłoń, mimo że konsystencja szamponu jest dość gęsta.
Ogólnie szampon jest bardzo przyjemny, ładnie pachnie, fajnie myje włosy, chociaż używam go do drugiego 'mycia' takiego bardziej pielęgnacyjnego. Nie plącze włosów i dodatkowo ich nie wysusza, więc fajnie. Mi nic więcej nie trzeba, a i od SLSu nie uciekam jakoś bardzo, ale wiem, że są osoby, dla których będzie skreślony na wstępie ;).


serum odżywka SPA do włosów
keratyna, komórki macierzyste cytrusów

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Ceteareth-20, Cetearyl Alkohol, Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract [9], Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Hydrolyzed Keratin [12], Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis Callus Culture Extract [14], Xanthan Gum, Parfum, Citric Acid, Methylparaben, Ethylparaben, Sodium Benzoate, DMDM-Hydantoin, BHT.

Serum ma za zadanie odbudować, pobudzić i zregenerować strukturę włosa. Komórki macierzyste mają zdolność zastępowania martwych komórek, zapewniając długowieczność, odnowienie i odbudowanie włosów.

Brzmi pięknie. Tutaj keratyna jest jakoś w połowie składu, trochę dalej komórki macierzyste, a w miarę wcześniej znajduje się spirulina. Ogólnie serum ma dość wygodną butelkę, macie też do dyspozycji pompkę, która bardzo pomaga w dozowaniu produktu. Co prawda pompka daje bardzo niewielką ilość produktu, więc ja na raz wypompowuje pewnie około 10 pompek, jak nie więcej. Konsystencja jest taka średnia, ani za gęsta ani za rzadka, a zapach nie jest w ogóle wyczuwalny. 
Ale muszę przyznać, że to serum jest naprawdę fajne! Włosy mają zawsze ghd po użyciu, są sypkie, lśniące, super odżywione, nawilżone i mięciutkie! Nie mam im nic do zarzucenia, naprawdę czad! Staram się wczesać, wmasować i trzymać tę odżywkę, jak najdłużej i nie zmywam jej jakoś dokładnie, tylko na resztki, które zostały nakładam kolejne maski. Czasem dodaje dodatkowo po dwie pompki do jakiejś maski, jak sobie robię jakiś większy włosing. I to jest naprawdę produkt sztos!

keratynwa kuracja do włosów
ze spiruliną i L-cysteiną

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract [8], Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Hydrolyzed Keratin [11], Cysteine [12], Propylene Glycol, Parfum, BHT, Citric Acid, Methylparaben, Ethylparaben, Sodium Benzoate, DMDM-Hydantoin.

Maska! Powiem Wam, ze ogólnie nie czepiam się jakoś wyglądu, ale ta niebieska odbijająca etykieta mnie akurat dosyć denerwuje, ale to jest szczegół. Dosyć wygodne opakowanie, już się przyzwyczaiłam do tych słoików. Czasem jak mam mokre dłonie to jest mi ciężko odkręcić, ale szczegół. Producent mówi, że =by używać 1/4 nakrętki, ja w sumie i tak teraz mieszam po dwie maski na raz, kiedy moje włosy się do niej dość przyzwyczaiły, więc biorę ile się nabierze, ale i używałam tę maskę samą, żeby zobaczyć co i jak.
Maska też jest sztosem i moim włosom bardzo spasowała. Co prawda keratyna jest też gdzieś tutaj w połowie w składzie, ale to nic. Włosy są sypkie, gładkie, błyszczące, nawilżona i odżywione i naprawdę bardzo moim włosom ta maska służy, również solo. Nie zauważyłam obciążenia, ani nic złego się z nimi nie działo. Dla mnie bardzo pozytywnie!



I tak podsumowując! To powiem szczerze, że ostatnią keratynę miałam robioną może jakoś w połowie lub na początku listopada, czyli jakieś 4 miesiące temu. Włosy po każdym myciu suszę w miarę na szczotce, mniej lub bardziej nieudolnie, haha, ale wychodzi to na plus, bo włosy są w dalszym ciągu proste. Chociaż myślę, że jakby miały schnąć samoistnie to by nie było aż tak kolorowo. Nie zauważyłam jakiegoś dramatu w końcówkach, nie wydają się być takie poszarpane, chociaż wiadomo wszystko zależy od dnia. Może są troszeczkę suche na samych końcówkach, ale nie widzę za bardzo rozdwojeń, albo nie chcę widzieć (!). Ostatnio moje włosy głównie mają ghd, co jest fajne i rosną, jak szalone, co jest jeszcze lepsze ;)!
Nie powiem, czy te produkty uzupełniają mi włosy keratyną i przedłużają efekt keratynowego prostowania, bo nie wiem jak dużo tej keratyny znajduje się w tych produktach, a nie wydaje mi się, żeby było jej tam jakoś sporo. Ale i tak spoko. Ja jestem zadowolona i nawet minimalna keratyna w produktach coś tam na pewno daje.

Znacie te produkty? Koniecznie mi napiszcie! Chyba że polecacie inne produkty keratynowe to ja bardzo chętnie się zaopatrzę i sprawdzę ;)!


Listopadowe denko 2019!

28 listopada 2019


I tak! Ja już jestem w Kenii na mojej podróży poślubnej (w końcu mogę się pochwalić!) - mam nadzieję! Sprawdźcie na instagramie czy doleciałam i co tam działam, bo dzieję się dużo i planów mamy też dużo. Jaram się niesamowicie, ale obstawiam, że na insta macie niezły spam, więc idźcie tam ;).
A tutaj zapraszam Was na denko! Ostatni bardziej kosmetyczny wpis przed zbliżającymi się blogmasami! Jeszcze dwa dni, co mnie cieszy też niesamowicie, tym bardziej, że zacznę je w Afryce - czad. No, dzisiejsze denko nie jest zbyt szerokie, nie ma tutaj wymyślnych i innych produktów, ale myślę, że znajdziecie coś, co Wam pomoże przy dokonaniu wyboru. 


Nie mogło być denka bez Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, a także BeBeauty płatki kosmetyczne. Dla mnie są świetne i używam ich regularnie i nie przewiduję zmian. Tak samo jest z Schwarzkopf, got2be Volumania lakier do włosów dodający objętości. Ja uwielbiam produkty, które robią wszystko. Ten lakier nie tylko działa tak, jak powinien, czyli utrwala fryzurę, nie skleja włosów, nie są sztywne,a cały czas fajnie naturalnie wyglądają. Poza tym, pachnie fenomenalnie, nie mam czegoś takiego, że mnie dusi, jak zazwyczaj od lakierów. Wiecie, że kocham markę Dermacol, tak samo jak i ich serię Aroma Ritual winogronową, stąd pojawił się tu znowu Dermacol, żel pod prysznic. Ten zapach dla mnie jest nie do opisania. Jest po prostu fenomenalny, aja przepadłam i za każdym razem przepadam, kiedy używam tej serii i tych produktów. No i standardowo, Alterra NaturKosmetik, biotyna & kofeina, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się, dla mnie to jest standard, najlepszy szampony do zmywania wszystkiego z włosów, rewelacja.


  • Resibo, olejek do demakijażu - wiecie, co... ten produkt zmienił całą moją wieczorną pielęgnację i demakijaż. Po prostu się pojawił, użyłam go raz i oszalałam... Nigdy nie byłam za bardzo za olejkami, ale kurde, ten produkt zmywa CAŁY makijaż dosłownie w kilka sekund. Nie mam czegoś takiego, że potem po użyciu np. toniku czy dodatkowego płynu micelarnego da się zauważyć na waciku resztki makijażu. Nie, on zmywa wszystko za pierwszym razem, od razu, w kilka sekund. Nie wiem, jak to robi, ale ubolewam teraz, że mam aż tyle produktów do demakijażu, które muszę po prostu zużyć, a tęsknię za tym bardzo. Ale polecam go Wam, bardzo! Jako prezent, upominek, czy dla siebie, bo to jest sztos.
  • Encanto Brasil, zestaw do keratynowego prostowania włosów - ja zdaję sobie sprawę z tego, że to jest chemia i że to może mieć niefajny wpływ na skórę, na nasze drogi oddechowe i na całą resztę, ale to jak ten zestaw potrafi wyprostować moje włosy to ja jestem zachwycona. Poza tym, ostatnią keratynę wykonał mój mąż, więc każdy może ją zrobić, nie musicie wydawać kroci u fryzjera, a efekt będzie taki sam. Włosy są cudownie proste, gładkie i po prostu rewelacyjne! Ja polecam, jeśli komuś zależy na mega prostych włosach.
  • BingoSpa, kolagenowe mleczko do mycia rąk - niby mydło, jak mydło, ale jednak nie do końca. Teraz już to wiem. To mydło jest niesamowicie kremowe, pachnie wspaniale i super pielęgnuje moje dłonie. Nie zauważyłam wysuszenia, nie miałam ściągniętej skóry, ani nie miałam ochoty natychmiast nakładać jakiegoś kremu do rąk. Po prostu - rewelacja. Aż byłam w szoku, ale mega je polubiłam! 
  • Palmolive, men, Citrus Crush, żel pod prysznic 3w1 - zaczynamy wrzucać produkty dla mężczyzn, jako że mieszkam z mężem to czemu by nie, może akurat któraś z Was robi niespodzianki swoim facetom. Ten żel jest super, pachnie mega, jest dość wydajny, mój mąż go lubi, a ja uwielbiam to jak mój mąż nim pachnie, dla mnie czad!
  • Mexx, black, perfumy męskie - ogólnie bardzo się lubimy z perfumami Mexx, mają w sobie coś takiego innego, coś tajemniczego i intrygującego. Dosyć długo się utrzymywały, zapach był genialny, a perfumy same w sobie nie są jakieś bardzo drogie i są też łatwo dostępne, więc dla mnie i dla nas - ekstra!


  • Bania Agafii, maska do włosów, super stymulująca - dopiero co pisałam o tej masce i powiem Wam, że nie jest z niej jakaś super zadowolona. Może i efekty były dość w porządku, ale nie wiem czemu, konsystencja i zapach mi po prostu nie podeszły. Ja lubię, jak kosmetyk pachnie, jak ma przyjemną konsystencję, bo nie mam zamiaru pielęgnacji traktować, jako katowanie się, to ma być dla mnie przyjemne, fajne i miłe, dlatego ta maska u mnie odpada ze względu na zapach i właśnie konsystencję. 
  • Bio-oil, olejek - Ten olejek może być fajny i ja w to wierzę, ale trzeba być systematycznym i z tym nie ma nawet co dyskutować. A ja systematyczna być nie potrafię, a ten olejek jest u mnie już pewnie z dobrych kilka lat, więc czas w końcu się go pozbyć. Zostaje w średniakach, bo wiem, że na świeże blizny może zdziałać cuda ;)




No, coś słabe to denko na ten miesiąc, ale liczę, że w przyszłym roku ogarnę się z miniaturami, maskami do twarzy i będę zużywać jeszcze więcej!