Lipcowe denko 2021r.!

31 lipca 2021

 

Dzień dobry! Tak połowa wakacji za nami, działamy dalej, już niedługo czeka nas wyprowadzka, a to oznacza, że ja walczę i staram się robić jak najwięcej porządków! A porządki oznaczają wyrzucanie rzeczy, czyli coś co lubię, ale nie powiem, żeby teraz to było tak ułatwione... Część rzeczy wyrzucam, część sprzedaję (zapraszam na vinted), a część po prostu zużywam, jak właśnie kosmetyki! 
No i idzie mi coraz lepiej, chociaż wiem, że mogłoby być lepiej, ale mam nadzieję, że teraz w sierpniu się wezmę za siebie, żeby naprawdę mieć, jak najmniej rzeczy do przewiezienia. Ale lecimy z tym!


W końcu pozużywałam trochę ulubieńców i stałe produkty, które tutaj pojawiają się regularnie. Jak np. BeBeauty, płatki kosmetyczne, czyli u mnie standard, są po prostu najlepsze. Alterra Naturkosmetik, delikatny szampon jojoba i migdały i jak zawsze będę się powtarzać, te szampony się u mnie naprawdę super sprawdzają. Idealnie oczyszczają włosy ze wszystkiego, nawet z olejów, nie szkodzą włosom ani skórze głowy, więc dla mnie czad. Tak samo, jak i Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka do włosów, oil nutritive i bez niech nie wyobrażam sobie pielęgnacji i każdego dnia ;). Clean&Clear, głęboko oczyszczający tonik on jest u mnie od zadań specjalnych, zawsze jak tylko coś mi wyskoczy to ratuje się tym tonikiem i efekty są zauważalne od razu! Poza tym, Ziaja, liście manuka, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom to też jest dla mnie produkt genialny i taki, który sprawdza się zawsze i zawsze do niego wracam i będę wracać ;).  A Dove, dezodorant w kulce, invisible care to najlepsze kulki jakie miałam, ładnie pachną, jest dużo różnych wersji, więc nie znudzicie się jedną i naprawdę fajnie działają ;).


  • La Roche-Posay, woda termalna - dla mnie każda woda termalna jest super i spełnia swoje zadanie, tutaj tej też nie mam nic do zarzucenia, jest w porządku. I nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć o wodzie termalnej, dajcie znać, jakie są kryteria, bo ja ewidentnie się nie znam na wodach termalnych :D.
  • India cosmetics, 100% naturalny peeling konopny, cytrusowy - świetny peeling cukrowy, naprawdę super działa, świetnie wygładza skórę, ujędrnia ją i robi to co powinien. Dla mnie bomba, no i ładnie pachnie, a i znajduje się w super opakowaniu, które potem można luźno wykorzystać ;).
  • BioDermic, krem na dzień z ekstraktem z oliwek - bardzo polecam ten krem! jest lekki, przyjemnie pachnie, ale i co najważniejsze rewelacyjnie działa na skórę. Skóra po jego użyciu jest nawilżona, odżywiona, gładka i miłą w dotyku. Nie zrobił jej nic złego, więc ja uwielbiam!


  • So chic, wild look, wodoodporny tusz do rzęs, Constance Carroll, Lots of Lashes, tusz do rzęs - oba te tusze są dla mnie średniakami, tusz jak tusz, niby coś robi, ale nie za wiele, zdecydowanie od tuszu wymagam więcej, więc tutaj zbiorowo, średnio!


  • Bielenda, Botanic Formula, płyn micelarny, konopie+szafran - bardzo, ale to bardzo nie mogłam się doczekać aż w końcu zużyję ten płyn no masakra. Jakoś tak nie bardzo współgrał z makijażem, żeby go zmyć, taka woda, która za wiele nie robiła, no okej on zmyje makijaż, ale za 5 lat, Dodatkowo mam wrażenie, że niestety ale rzęsy mi zaczęły przez niego wypadać.


  • Synchroline, Hydratime Plus, krem nawilżający do twarzy - nie dośc, że ten krem wystarczył mi naprawdę na długo (jakoś coś ponad tydzień) to jeszcze jestem zachwycona jego działaniem, bardzo fajnie nawilżał skórę i dbał o nią przez cały dzień. Fajnie też sprawdził się pod makijaż więc ewentualny pełnowymiarowy produkt mogłabym kupić!
  • Dottore, krem na dzień chroniący przed czynnikami miejskiego środowiska - kolejny fajny krem na dzień tak jak i powyższy. Ale ten poza fajnym działaniem, nawilżaniem i odżywianiem, jeszcze pachniał fenomenalnie! Naprawdę, zapach uzależniał i mogłam niuchać i niuchać do woli :).


Linomag, żel do mycia ciała i głowy, dla dzieci i niemowląt - na wyprawkę kupiłam zestaw 4 kosmetyków marki Linomag i tam między innymi był właśnie ten żel, wystarczył nam praktycznie na 2 miesiące używania i jestem z niego bardzo zadowolona, bardzo fajnie pielęgnował skórę naszej córki i super działał, więc dla mnie rewelka.
Kindii, waciki kosmetyczne - w tym miesiącu zużyłam 9 opakowań, ale w dalszym ciągu są najlepsze ;)


No i to by było na tyle! Pochwalcie się koniecznie, jak Wasze zużycia ;)


Cukrzyca ciążowa, wady, zalety, wskazówki i ciekawostki

27 lipca 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? U mnie w ostatnim czasie wieczne świętowanie spowodowane moimi ostatnimi badaniami krzywej cukrowej! Tak, moja cukrzyca ciążowa na chwilę obecną odeszła w zapomnienie (prawdopodobnie do kolejnej ciąży). Wyniki krzywej: 95/153/104 i jak wynik na czczo jest trochę wyższy niż mógłby być to jest dalej w normie, a i tak cieszy, bo z glukometru wyszło mi aż 109, co mnie przeraziło i zestresowało już na całe badanie, ale na szczęście wyniki są super! I na razie mogę jeść pączki dowoli. Ale! Z tej okazji będzie wpis dotyczący cukrzycy ciążowej, trochę o wadach, zaletach, jak i o wskazówkach i ciekawostkach ;).

Wady cukrzycy ciążowej

Wiadomo, nie można jeść wszystkiego. Na okres ciąży trzeba zrezygnować ze sowich ulubionych słodyczy, napojów, a czasem nawet i zdrowych przekąsek, które w cukrzycy wcale takie zdrowe nie są. Trzeba się pilnować, bo niektóre owoce nie są dobre w cukrzycy ciążowej, jak np. banany czy winogrona, a ja na początku ciąży mogłam jeść tylko banany, więc masakra. Nie ma jednego dobrego menu dla wszystkich w cukrzycy ciążowej czy przepisu, niestety... prawda jest taka, że każdy służy co innego i każdemu cukier może wybić po czym innym. Mi np. cukier wybijało po pomidorach, które powinny być w miarę w porządku w cc. Ciągłe mierzenie cukrów jest czymś do czego można się oczywiście przyzwyczaić, ale jednak jest to takie męczące i wkurzające, człowiek się spieszy, je tak, żeby zdążyć wrócić na mierzenie cukrów labo żeby zmierzyć cukier jeszcze przed wyjściem, albo nie mierzy wcale i już się robi problem. Regularne jedzenie dla mnie też było problemem, nigdy nie jadłam śniadań i w ogóle nie lubiłam jeść, a tu nagle musiałam  zjeść zaraz po wstaniu, musiałam jeść co 2-3 godziny, no i musiałam jeść zaraz przed snem, i dlatego ciężko jest mieć cukrzycę na wyjazdach czy imprezach. Rozkminiałam, czy brać swoje jedzenie, czy brać insulinę, jak długo tak będziemy, czy znajdę coś dla siebie do jedzenia, a i tak wiedziałam, że po takich odstępstwach od siedzenia w domu wybije mi rano cukier, i tak było prawie zawsze ;). No i cały czas z tyłu głowy jest ta myśl 'Jaki ja mam cukier? Czy nie zaszkodzę dziecku?' I od tej myśli nie da się uciec... a nie jesteśmy w stanie mierzyć cukru, co minutę (chyba że używacie sensor), a na początku musicie testować i sprawdzać, co Wam służy, a co nie. A prawda jest taka, że cukier może Wam wybić w każdej chwili, nie tylko po godzinie, więc tak naprawdę nie ma się pewności ani do konkretnych rzeczy ani do konkretnych posiłków i do tego czy są właśnie odpowiednio zbilansowane. A czasem cukrów na czczo nie da się ogarnąć dietą i trzeba wprowadzić insulinę, ja insulinę dostałam już na samym początku, ale udało mi się ok. 3 miesiące walczyć dietą i mieć niskie cukry rano, ale potem już się poddałam, z braku sił i ciągłego stresu rano wolałam wbijać insulinę i mieć pewność, że przynajmniej w nocy i rano będzie wszystko okej ;).

Zalety cukrzycy ciążowej

Ale.. jak to? Co ja gadam? Jak to, cukrzyca ciążowa ma jakieś zalety? Czy ja oszalałam? Nie, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, ja jestem wdzięczna za to, że tę cukrzycę ciążową miałam, ona ma dużo wad, ale ma największą zaletę, a mianowicie dbamy o zdrowie swoje, jak i nasze dziecka. Gdyby nie cukrzyca zajadałabym słodycze cały czas, wolałabym pewnie zjeść fast fooda niż coś zdrowego i domowego, ulegałabym każdym możliwym zachciankom, bo w ciąży wolno, a to na pewno odbiłoby się negatywnie na mnie, jak i na małej. Poza tym, schudłam - obecnie ważę 3 kg mniej niż przed ciążą. I to jest super, bo powrót do formy jest hiper ułatwiony dzięki cukrzycy. Chudłam przez parę miesięcy, schudłam w sumie jakieś 5kg tak do 11 tygodnia, a do wagi sprzed ciąży dobiłam dopiero w 30 tygodniu, a dwa dni przed porodem miałam jedynie 5kg na plusie. No i próbuje się nowych smaków, ja naprawdę nie wiedziałam, że kasza gryczana jest taka dobra, tak samo pełnoziarnisty makaron zaczął mi smakować, a chleb z niskim IG to najlepszy chleb, jaki jadłam do tej pory! Polubiłam to zdrowe jedzenie, polubiłam kopę warzyw do każdej szamy, polubiłam niektóre owoce, jak i gorzką czekoladę, a z kolei nie smakują mi chipsy i niektóre słodycze. Okej zjem parę, ale na dwóch się kończy, bo mi nie podchodzą. 
Nie oznacza to, że jem teraz w 100% zdrowo, bo zajadam pączki, ciasteczka, batoniki ale są to zdecydowanie ilości takie 'zdrowe'. 

Wskazówki, ciekawostki, cukrzyca ciążowa

Tak, jak już wspominałam każdej osobie służy i szkodzi co innego. Oczywiście istnieją listy produktów z podanym wskaźnikiem IG (im mniejszy tym lepszy), ale to nic Wam jeszcze nie gwarantuje. Musicie próbować, testować, sprawdzać, jeść, mierzyć i kombinować. Im bardziej rozdrobnione i/lub przetworzone warzywa i owoce tym większa szansa na wybicie cukrów, dlatego owoc jak najbardziej super, ale do zjedzenia cały, z kolei jeśli chcecie wycisnąć z niego sok lub zrobić smoothie to już bym się dwa razy nad tym zastanowiła, bo te cukry mogą być wyższa, podobnie jest z surową marchewką i tą ugotowaną w zupie, oczywiście surowa jest 'lepsza'. Podobna sprawa jest z ziemniakami. Jeśli lubicie ziemniakami tak, jak ja to niestety, ale mają dość wysoki IG, ale możecie je zjeść podgrzane dzień po ugotowaniu wtedy ten cukier będzie niższy niż po zjedzeniu świeżych ziemniaków zaraz po ugotowaniu. Produkty da się zbilansować, np. jeśli jecie coś, co ma wysokie IG zjedzcie to z czymś z turbo niskim IG, jak np jajka mają 0, więc one obniżą IG wszystkiego z czym je zjecie. Wszędzie znajdziecie coś dla siebie na każdej imprezie, u znajomych itd., serio, zawsze znajdą się odpowiednie przekąski dla Was, jak i sałatka. Nawet jeśli musicie coś z niej wyciągnąć to luz, każdy to zrozumie. Ja otwarcie mówiłam o cukrzycy ciążowej i nikomu nie przeszkadzało to, że z sałatki zostawiałam górę kukurydzy na talerzu. Pijcie zawsze dużo wody, wysypiajcie się i nie dajcie się zwariować. Stres podbija cukier, nagłe wybudzenie też, zawsze się śmiałam, że czasem chmura na niebie podnosi mi cukier na czczo, a czasem jej brak. Poza tym, pojedyncze wyskoki cukru to nie koniec świata, dziecku zaszkodzi ciągle wysoki cukier, nie oznacza to, że można zjeść pizzę raz w tygodniu, ale mi cukier potrafił wybić po idealnie zbilansowanym posiłku. 


Jeśli już będziecie słodkimi mamami to skupiajcie się na zaletach, bo one naprawdę są i są super, a cukrzyca ciążowa to nie koniec świata :) Trzymajcie się!


Ginexid, ginekologiczna pianka oczyszczająca
ratunek po porodzie naturalnym

23 lipca 2021

 
Cześć! I dawajcie znać, co u Was słychać! Czy coś się zmieniło w kwestii wakacji? Coś działacie, macie jakieś plany? Dajcie koniecznie znać!
A dzisiaj w końcu mam dla Was recenzję kosmetyku, który po porodzie i w połogu sprawdził się u mnie rewelacyjnie! Ciąża, poród, a potem połóg to ciężki okres, ale a szczęście są produkty, które ułatwiają funkcjonowanie i dochodzenie do siebie ;). Ta pianka towarzyszy mi po porodzie naturalnym, kiedy miałam nacięte i zszywane krocze.

Ginexid
ginekologiczna pianka oczyszczająca


Ginekologiczna pianka oczyszczająca idealnie sprawdzi się przed i po operacjach oraz zabiegach ginekologicznych, w istniejących stanach chorobowych , w szczególnych okresach życia kobiety (ciąża, połóg, menstruacja) oraz we wszystkich sytuacjach wzrostu ryzyka infekcji. Pianka pozbawiona jest składników drażniących , ma za zadanie delikatnie oczyścić i zapewnić doskonałą tolerancję na kosmetyk. Pianka jest również polecana w przypadku występowania patologii oraz w związku z leczeniem. Produkt dzięki swojej formule wyróżnia się działaniem antybakteryjnym poprzez zapobieganie namnażaniu się drobnoustrojów.

Skład: Aqua, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Butane, Ammonium Lauryl Sulfate, Chamomilla Recutita Flower Water, Hamamelis Virginiana Leaf Water, Isobutane, Propane, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Undecylenamidopropyl Betaine, PEG-12 Dimethicone, Parfum, Menthol, Polyquaternium-44, Chlorhexidine Digluconate, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Limonene.

Sposób użycia: przed użyciem należy wstrząsnąć, produkt należy rozpylać trzymając opakowanie do góry dnem. Produkt przeznaczony jest do stosowania zewnętrznego . Po użyciu opłukać wodą.


Opakowanie jest bardzo przyjemne, design taki uspokajający. Oczywiście mamy pompkę, która idealnie dozuje nam produkt. Od razu Wam powiem, że nie ma co naciskać na maksa pompki, bo wtedy dostaniecie za dużo piany, wystarczy lekko nacisnąć i odrobina pianki będzie idealna na użycie. Pianka ma przyjemną konsystencję, jest gęsta i idealnie zbita, nie rozpływa się i nie spływa z dłoni, wygodnie się jej używa. Zapachu nie kojarzę.
Od razu Wam powiem, że pianka kosztuje około 30zł, w porównaniu do produktów do higieny intymnej to się wydaje sporo, ale tak naprawdę tutaj chodzi o profesjonalny produkt w dość wymagającym czasie więc warto. A poza tym, pianka jest na maksa wydajna! Zdarzało mi się jej n nadużywać i wyciskać zdecydowanie za dużo i to nawet zdarzało się częściej niż powinno. Używam jej od porodu już praktycznie dwa miesiące i wydaje mi się, że jeszcze spokojnie jakiś czas mi posłuży, 


Najważniejsze, czyli działanie, zabrałam do szpitala i zaczęłam używać od momentu porodu, od razu, pierwszy prysznic z tą pianką. Tak, jak pisałam rodziłam naturalnie i miałam nacięte i zszywane krocze, więc pielęgnacja okolic intymnych była dla mnie istotna. 
Pianka dawała cudowne uczucie odświeżenia i oczyszczenia. Od razu dało się odczuć różnice i aż miałam ochotę myć się co godzinę z tą pianką. Pianka też lekko ściągała skórę, ale nie było to nie przyjemne ani złe w odczuwaniu, to było super, bo czułam się niebo lepiej. Miałam wrażenie, że rana cudownie się oczyszcza, a dodatkowo dużo szybciej dochodzi do siebie. Nie miałam żadnych nieprzyjemności związanych z nacięciem i zszywaniem, wszystko zagoiło się niesamowicie szybko i sprawnie, wszystko jest w porządku, a ja bardzo szybko doszłam do siebie. Kupiłam przed porodem specjalną poduszkę z dziurą, ale nie była mi potrzebna. Od razu chodziłam i siadałam normalnie i mam wrażenie, że pianka mi w tym zdecydowanie pomogła. 
I dlatego uważam, że dla każdej osoby, która niedługo będzie rodzić, ta pianka to must have!


Pielęgnacja twarzy - moje dzienne rytuały

19 lipca 2021

 
Cześć! Co tam u Was słychać? Wyobrażacie sobie, że powoli kończy się lipiec? A to oznacza, że połowa wakacji już minęła? Szok i niedowierzanie Tym bardziej, że to oznacza, że już niedługo nowy rok szkolny, a u nas wrzesień wiąże się z wieloma zmianami, na które jeszcze nie wiem, czy jestem gotowa, ale tak - będzie się działo! Ale na razie dalej trwają wakacje, więc nie będę aż tak wybijać się w przyszłość.
Dzisiaj postanowiłam podsumować Wam moją pielęgnację twarz, taką całodniową, co robię od samego rana, do samego wieczora, wraz z produktowymi polecajkami. Mimo że moja pielęgnacja twarzy bardzo się zmieniała na przestrzeni lat, to nigdy nie różni się w zależności od pogody czy pory roku, jakoś nie mam jesiennej zimowej czy letniej rutyny. Produkty też zmieniam stosunkowo często, nie mam chyba wielu ulubieńców, do których wracam regularnie, ale to zobaczycie we wpisie ;).



PIELĘGNACJA PORANNA


Kiedyś nieświadoma używałam jakiegoś toniku, płynu i wacików, teraz już od dłuższego czasu stosuję żel do mycia twarzy czy jakąś pastę i sprawdza się to u mnie rewelacyjnie, nie tylko pod kątem stanu mojej cery, ale i jest to świetny sposób dla mnie na pobudkę! Bardzo mnie to orzeźwia i pobudza i ostatnio jest to jeden z moich ulubionych etapów w pielęgnacji, jakoś tak mi lepiej. 

Krok 2: Serum
Jeśli chodzi o serum, kiedyś stosowałam je jedynie wieczorem, a to i tak od czasu do czasu - kiedy pamiętałam, kiedy mi się chciało. Od kiedy zaszłam w ciążę i moja pielęgnacja naprawdę była turbo minimalistyczna musiałam się czymś ratować i uratowałam się stosowaniem serum w każdym możliwym momencie! Rano oczywiście ilość tego serum jest dosyć minimalna, ale jest i rewelacyjnie to wpłynęło na moją cerę! Od razu skóra stała się bardziej nawilżona, naprężona i ujędrniona - rewelacja.

Bez kremu pod oczy nie wyobrażam sobie pielęgnacji, tym bardziej że z tą sferą mam dosyć spore problemy od zawsze. Zawsze narzekam na cienie pod oczami, podkrążone oczy i jakieś takie nieładne jest to spojrzenie.  Niestety ciężko mi znaleźć idealny krem pod oczy, te które stosowałam są w porządku, ale jeszcze nie trafiłam na taki krem, który będzie dla mnie sztosem na maksa i do którego będę wracać regularnie, no niestety. Ale i tak regularnie używam jakiegoś kremu pod oczy, bo zawsze coś  - coś pomoże.

No i na koniec całej pielęgnacji musi wjechać jakiś krem do twarzy! Stawiam tutaj raczej na lekkie konsystencje, jakieś żelowe, lekko kremowe z tego względu, że w ciągu dnia zależy mi na szybkim wchłonięciu się i ewentualnie, żeby nie było problemu z nałożeniem potem na krem makijażu. Ale krem do twarzy - musi być!

MAKIJAŻ


Jeśli chodzi o wykonywanie makijażu to jest już na blogu wpis Mój podstawowy makijaż, w którym znajdziecie wszystko, produkty które polecam, kroki po kolei, jakie wykonuję i po prostu wszystko. Z kolei jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda bardziej zaawansowany makijaż, to zapraszam do wpisów: Makijaże. 

DEMAKIJAŻ

Jeśli już się maluję to w 99% bardzo skupiam się na demakijażu. Nie jestem święta, zdarza się, że używam tylko płynu micelarnego i to raczej niedokładnie, bo chcę jak najszybciej położyć się spać albo po prostu mam lenia, ale... raczej staram się o tym pamiętać i znajdować na to siły, bo dobre oczyszczenie twarzy jest mega ważne! Dlatego stawiam na kilkuetapowy demakijaż.

Krok 1 Olejek
I tak uważam, że olejki do demakijażu odkryłam dosyć późno i na maksa żałuję. Nie znam produktu, który tak świetnie, sprawnie, efektywnie i szybko radzi sobie z pozbyciem się każdego makijażu. Poważnie, nieważne czy zwykły makijaż na co dzień, czy jakaś imprezowa mocna tapeta zakończona mocnym fixerem, olejek radzi sobie z tym rewelacyjnie. Rozpuszcza makijaż i szybko się go pozbywa, moje odkrycie życia ;).

Ale, nie może być zbyt kolorowo i pięknie, bo jestem osobą, która nie lubi konsystencji olejków, nie przepadam za tymi śliskimi, klejącymi się i lepiącymi konsystencjami, po prostu nie. Dlatego, po olejku zawsze używam jakiegoś płynu micelarnego, toniku czy czegoś podobnego do przetarcia twarzy, żeby zmyć z niej tą tłustą, wierzchnią warstwę olejku, która bardzo mnie denerwuje. Ale jest ona bardzo przydatna, bo wraz z resztkami olejku, często pozbywam się jeszcze z twarzy resztek makijażu, więc mam wtedy pewność, że twarz jest super oczyszczona.

I kolejnym krokiem demakijażu musi być u mnie peeling lub dobry żel oczyszczający. Mojej skórze akurat codzienne peelingowanie służy i nie mam problemów z przedawkowaniem zdzierania, ale zdarza się, że mam jakiś taki kosmetyk, który sprawia, że skóra jest bardzo oczyszczona, a ja aż czuję, że praktycznie podrażniona, wtedy rezygnuję z peelingu mechanicznego na rzecz enzymatycznego albo po prostu na jakiś delikatny żel do mycia twarzy (może być nawet te z rana:)).

ROZBUDOWANA PIELĘGNACJA


... czyli maski do twarzy! Teraz z małym dzieckiem rzadko kiedy mam czas i siły na nakładanie maski na twarz, nie ma się co oszukiwać, wolę w tym czasie po prostu pójść spać albo mam zawsze obawę, że mała się obudzi, a ja ją wysmaruję tym, co akurat mam na twarzy. Ale jeśli już mam czas i mogę sobie pozwolić na mini domowe SPA, to:

Każda maskowanie musze zacząć od dobrego oczyszczenia twarzy i wtedy zawsze korzystam z peelingu. 

Kolejnym krokiem jest jakaś maska numer 1, a najlepiej żeby była ona oczyszczająca. 
Moje ulubione, czyli nawilżenie! Uwielbiam maski nawilżające i zawsze mam ich najwięcej u siebie.

*Aczkolwiek jeśli chodzi o powyższe kroki, to staram się po prostu używać masek, staram się mieszać i co jakiś czas używać różnych masek, a najlepiej co domowe SPA zmieniać rodzaje maseczek, wiadomo, żeby moja skóra dostała wszystkiego ;).

Krok pomiędzy Serum
Nie dziwcie się, kiedy robię sobie rozbudowaną pielęgnację to zdarza się, że nadużywam serum, zazwyczaj kładę dodatkowo pod maskę, a i zawsze po zakończeniu całej tej pielęgnacji też koniecznie nakładam serum, żeby wzmocnić działanie wszystkiego i żeby dodatkowo poprawić stan mojej cery.

WIECZORNA PIELĘGNACJA


Wiadomo, wszystko tutaj się różni w zależności od tego, co w danym dniu wykonuję, czy się malowałam, czy nakładałam sobie dodatkowe maski, czy mamy dzień jak co dzień, gdzie nic innego z twarzą nie robiłam. Więc przyjmijmy, że nie robiłam z twarzą nic i czas w końcu przed spaniem ogarnąć twarz. I powiem Wam, że to wygląda tak samo, jak rano.

Krok 2 Serum
Jeśli chodzi o krem na noc to tutaj nie mam preferencji co do konsystencji. Może być to lekki krem, ale i może być gęsty, o cięższej konsystencji. Co prawda byleby nie był tłusty, bo mam wrażenie, że w nocy wszystkie farfocle z łóżka przykleją mi się do twarzy, ale krem na noc musi być i to w sporej ilości ;).

DODATKOWA PIELĘGNACJA TWARZY


Oczyszczanie na bazie alkoholu: Tonik oczyszczający Clean&Clear
Ten tonik to jest mój zdecydowany must have w łazience. Bardzo rzadko go używam, bo nie mam większych problemów z cerą, ale jak już coś się pojawi to wiem, że właśnie ten kosmetyk uratuje mi tyłek i twarz. Zawsze od razu zaczynam go używać, głównie miejscowo i po paru dniach nie ma śladu po jakichkolwiek wypryskach, więc to jest super sprawa!
To co prawda nie jest mój must have, ale jest to produkt, który na wszelki wypadek wolę mieć gdzieś w zanadrzu. Bo tak, jak teraz w upałach ratuje mi to życie i często używam, żeby po prostu się schłodzić albo jakoś sobie ulżyć. Spryskuję siebie i córkę, a mąż czasem brał taką wodę do pracy i też mówił, że to robi robotę. 


No! I wydaje mi się, że teraz napisałam o wszystkich produktach, jakich używam. Klikając w kategorie produktów przejdziecie do recenzji konkretnych kosmetyków po etykietach, więc zapraszam, bo może akurat znajdziecie tam jakieś perełki dla siebie ;). Dajcie znać, jak wygląda Wasza pielęgnacja, jestem bardzo ciekawa!

Lećcie ze mną w jakieś egzotyczne miejsce!

15 lipca 2021


Hej! Jak Wam lecą wakacje? Co działacie i jakie macie plany? Czy może nic nie planujecie i idziecie na spontana? A może jeszcze się nie wzięliście za organizację, bo nie macie pomysłu, inspiracji albo nie wiecie za co się zabrać? No to chodźcie, zaplanujmy wakacje razem! Co prawda my obecnie z naszą prawie dwumiesięczną córką nigdzie dalej nie pojedziemy, ale że ja czuję wyjazdowy niedosyt, to przynajmniej w taki sposób poczuję wakacyjną bryzę.


Wyobraźcie sobie sytuację, że planujecie wakacje za granicą kilkanaście albo i kilkadziesiąt lat temu. Szukacie jakichś noclegów w Internecie, dzwonicie, próbujecie się dogadać, wymieniacie maile, szukacie odpowiedniej mapy, planujecie trasę i jedziecie. Tak w sumie w ciemno, bo w Internecie nie ma za wielu informacji, nie ma zdjęć, nie ma opinii innych użytkowników, nie ma stron rezerwujących noclegi, a nawet średnio o nawigację. Przy okazji, pogoda krzyżuje Wam plany, po drodze skręciliście w złą ulicę, a zaraz trafiacie na roboty utrudniające trasę i szukacie noclegu gdzieś po drodze. Jako dziecko właśnie tak jeździliśmy z rodzicami na wakacje, co dla mnie teraz w dobie Internetu i zasięgu w praktycznie każdym miejscu na ziemi i bardzo rozwiniętej technologii jest czymś niesłychanym i zarazem przerażającym. Cieszę się, że mamy teraz możliwości takie, jakie mamy i że organizacja wakacji jest tak ułatwiona.




Teraz możemy polecieć, gdzie chcemy i kiedy tylko chcemy. Po naszej podróży poślubnej do Kenii wiem że na Afryce nie skończymy i na pewno polecimy w jakiejś inne egzotyczne miejsce. A ja niesamowicie Wam polecam te kierunki podróży z wielu względów. Jest to zupełnie inny świat i kultura. Można się tylu rzeczy dowiedzieć, zwiedzić miejsca z filmów, zobaczyć na własne oczy, coś co do tej pory widziało się jedynie w programach telewizyjnych, poznać nowych ludzi, spróbować ciekawych potraw i wiele, wiele innych! A jeśli mamy teraz takie możliwości pojechać w te miejsca to aż żal nie skorzystać. Na bliskie destynacje zawsze znajdzie się czas, a w te dalsze może być różnie.


Jak zaplanować wakacje do egzotyki?

Mimo wszystko skorzystałabym z biura podróży. Egzotyczne kraje mają to do siebie, że jednak ciężko jest coś zarezerwować na odległość, łatwo jest się naciąć i zostać oszukanym albo zostać na lodzie. Jakkolwiek lubię organizować, tak wydaje mi się, że to by mnie przerosło, rozplanować loty, hotele, dojazdy, przejazdy - no nie wiem, czy bym dała radę. A jadąc na wakacje głównie chcę odpocząć, a nie stresować się, że o czymś zapomniałam. Więc dla mnie biuro podróży - jak najbardziej ;). Przy okazji, biuro podróży daje pewność noclegu, jedzenia i swojego rodzaju bezpieczeństwo oraz wsparcie w kryzysowych sytuacjach. Poza tym, i takich wakacji nie musimy planować z rocznym wyprzedzeniem, jest też wiele opcji last minute oferujących egzotykę w świetnych cenach.
Zastanówcie się też na czym Wam zależy. Są egzotyczne miejsca takie, w których tylko będziecie leżeć i odpoczywać, a są też takie, gdzie będziecie mogli zwiedzić mnóstwo miejsc, wyjechać poza resort, skorzystać z dodatkowych atrakcji, wycieczek fakultatywnych, co bardzo Wam polecam. Warto zajrzeć i w te opcje zanim zdecydujecie się na konkretny kierunek.
I pamiętajcie, żeby dużo czytać przewodników, artykułów i szukać informacji w Internetach czy na blogach, żeby żadna atrakcja Wam nie uciekła przed nosem, żeby wycisnąć z każdego miejsca najwięcej jak to tylko możliwe, warto być przygotowanym na każdą okoliczność, jak np. na Safari w Tsavo :)
Na szczęście jeśli chodzi o pogodę to na Zanzibarze, Madagaskarze  czy w Dominikanie pogoda jest zawsze, więc tutaj macie pewność, że będzie ciepło i na pewno nie musicie zabierać ze sobą bluz i dresów 'na zaś'. 



O czym należy pamiętać na egzotycznych wakacjach?

W każdym miejscu obowiązuje pewna kultura, która jest inna niż u nas. Osobiście uważam, ze jeżeli już jedziemy w obce miejsce to powinniśmy się dostosować do zasad panujących w tym konkretnym miejscu, z szacunku i nawet z ciekawości. Warto wiedzieć, jakie 'zasady' obowiązują np. na Wyspach Zielonego Przylądka, żeby nie popełnić jakiegoś faux pas.
Nauczona doświadczeniem muszę wspomnieć o chorobach! To jest ważne i trzeba wziąć to pod uwagę. Na niektóre choroby można się zaszczepić, ale i na niektóre można się przygotować zaopatrując się w specjalne prebiotyki albo kosmetyki np. na owady. Wiadomo, że trzeba uważać, ale nie ma się co oszukiwać, różnie bywa.

Czy jest się czego bać?

Pisałam o tym w przypadku wpisach dotyczących Kenii. Ja się trochę obawiałam, bo jednak znajdowaliśmy się na zupełnie innym kontynencie i mogło się wydarzyć wszystko, ale odwagi! Właśnie te czasy są tak genialne, że świat stoi przed nami otworem, że możemy polecieć na Malediwy, że mamy szansę zwiedzić Azję, Australię, więc strach nie powinien nikogo blokować. 
Kwestia bezpieczeństwa, wiadomo że w niektórych miejscach może być bardziej niebezpiecznie niż w innych, ale nie oszukujmy się... straszne rzeczy dzieją się wszędzie, nie tylko na wakacjach. A ostrożnym trzeba być nawet w swoim mieście, więc korzystajcie i podróżujcie!


Co musicie ze sobą zabrać w egzotyczne miejsce?

Koniecznie aparat, żeby łapać mnóstwo wspomnień! Kamerka GoPro to też jest świetną opcja, dzięki której mamy świetną pamiątkę z Kenii. A za tym idzie oczywiście dużo pamięci w telefonie.
Dużo ciekawości, bo to co Was czeka w egzotycznych krajach przechodzi na pewno Wasze oczekiwania. Nie można się spodziewać tego, co nas tam czeka, wszystko Was może zaskoczyć, bo wszystko będzie inne i nowe i to jest niesamowite.
Koniecznie weźcie. kremy z wysokimi filtrami, jak i dobre balsamy po opalaniu! Tam słońce jest tak zdradliwe, że wystarczy 5 minut, żeby potem cierpieć 2 dni. Poza tym, świetną opcją będzie wachlarz i mgiełka/woda termalna czy zwykły atomizer na wodę ze sprayem na upały. Uwierzcie mi, że Was to uratuje nie raz!


Macie ochotę na jakieś takie odległe miejsce? A może byliście i macie coś ciekawego do dodania? Mi obecnie bardzo marzy się Dominikana, Wyspy Zielonego przylądka no i Malediwy od zawsze. Mam nadzieję, ze kiedyś będę mogła Wam wrzucać wpisy i z tamtych miejsc tak jak z Kenii! 


Magiczne masło shea z Yves Rocher

11 lipca 2021

 
Cześć! Jak się macie? Dajcie znać, co u Was słychać i jak znosicie te upały? Jakkolwiek chciałam wiosny i wakacji, to powiem szczerze, że jednak te upały mnie wykańczają, ja się do tego chyba nie nadaję. I powiem Wam szczerze, że myślami jestem już przy jesieni, oh jak ja się nie mogę doczekać moich sweterków, ciepłych koców, gorącej herbaty i tej takie fajne, pomarańczowej aury za oknem. Oj tak, z tej strony jesieniara, ale nic na to nie poradzę, haha. 


A dzisiaj będzie recenzja bardzo ciekawego duetu pod prysznic marki Yves Rocher. Nie wiem czy ta linia jest w dalszym ciągu dostępna, bo w sumie na oficjalnej stronie nie potrafię ich zlokalizować, ale to nic. I tak warto o nich wspomnieć, bo może będzie jakaś reaktywacja linii. Cała linia skupia się na maśle shea, więc brzmi ciekawie i obiecująco!


A zacznę od tego, że cała linia bardzo ładnie wygląda, ten design, kolory, wzory są na maksa w moim guście i tak pięknie wyglądają, że chciałabym mieć więcej kosmetyków, które tak wyglądają w swojej łazience! Po marce już od dawna nie oczekuję zbyt sporych opisów, a tym bardziej polskich opisów na opakowaniu i tego też nie ma, ale luz. Peeling i żel pod prysznic umiemy używać, więc instrukcja obsługi nie jest nam potrzebna.
Produkty znajdują się w fajnie wyprofilowanych tubkach, które 'stoją na głowie', co bardzo mi się podoba, bo łatwo nam wydobyć kosmetyk z opakowania. Tubka zamykana jest na zatrzask i wszystko świetnie działa, nic się nie zacina ani nie otwiera samo gdzieś przez przypadek, więc tutaj - rewelacja, wsio gra.


Yves Rocher, Karite Magique
Odżywczy peeling do ciała


Skład: Aqua, Glycerin, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olus Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Behenyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Prunus Armeniaca (Apricot) Seed Powder, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Chamomilla Recutita (Matricaia) Flower Water, Cellulose, Parfum, Butyrospermum Parkii (Shea) Nut Shell Powder, Sodium Benzoate, Cetearyl Glucoside, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Hydrogenated Vegetable Oil, Xanthan Gum, Candelilla Cera, Lactic Acid, Tocopheryl Acetate, Salicylic Acid, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Peeling do ciała zawiera 98% składników naturalnych; masło shea, puder z pestek moreli, puder z pestek orzechów karite, woda kwiatowa z rumianku, olej z nasion słonecznika, olej kokosowy, kwas salicylowy. Peeling odbuduje warstwę lipidową skóry, wygładzi, wzmocni i zmiękczy skórę, doda jej elastyczności i ukoi podrażnienia. 


Peeling sam w sobie nie jest taki, jak ja lubię. Nie jest to peeling gruboziarnisty, który ma pełno drobinek w sobie i używając czujemy, że te kryształki jeżdżą nam po skórze dosyć mocno, zdzierając ten suchy naskórek - no ja właśnie taki efekt lubię. Ten peeling to głównie krem, trochę jakby pasta z drobinkami, drobinki są różnych rozmiarów, ale nie jest ich za wiele i nie są zbyt ostre, więc tutaj peeling macie bardzo delikatny! 
Zapach jest za to zabójczy, piękny, idealnie intensywny i taki ciężki. Dla mnie zapach - pierwsza klasa! Uwielbiam takie i bardzo wychodzi tutaj zapach masła shea, a reszty nut zapachowych nie jestem w stanie określić. 
Gdyby tylko peeling był gruboziarnisty, miał mocne zdzieranie - byłabym zachwycona. I jakkolwiek czuję, że działanie tego peelingu jest w porządku, bo czuję, że skóra jest zmiękczona i fajnie wygładzona, to jednak wolę efekt bardzo namacalny i mocniejszy, po prostu lubię to uczucie mocnego peelingu. Ale osoby, które wolą delikatniejsze produkty o pięknym zapachu - to jest produkt dla Was.


Yves Rocher, Karite Magique
Kremowy żel pod prysznic


Skład: Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Citric Acid, Decyl Glucoside, Parfum, Tocopheryl Acetate.

Kremowy żel pod prysznic zawiera 92% składników naturalnych, w tym najważniejsze masło shea.

Jeśli chodzi o kremowy żel pod prysznic to zaskoczyłam się pozytywnie tą konsystencją. Żel jest baaaardzo kremowy, ta konsystencja jest niesamowicie gęsta, mi aż przypomina taką jakby pastę albo papkę jakąś bardzo mocno skoncentrowaną. I tutaj obawiałam się tego mycia, bo myślałam, że będzie jak w przypadku balsamów pod prysznic, że ciężko się nimi myje, oblepiają ciało i w ogóle jest tak niefajnie. Tutaj jest super fajnie! Ten kremowy żel niesamowicie zaczyna się pienić i ta piana jest taka fajna, gęsta, że aż miło się człowiekowi nią otulać.
Ale przyczepię się do zapachu. Zapach ogólnie jest taki sam jak w przypadku peelingu do ciała, ale w momencie kontaktu z wodą, zamienienia się w pianę ten zapach się staje taki rozcieńczony, rozwodniony przez co traci i mi się nie podoba. Staje się taki brzydko zadymiony i po prostu niefajny. A szkoda, bo u mnie żel pod prysznic ma przede wszystkim pachnieć ;).


Znacie te produkty i tę linię? A Wy jakie peelingi preferujecie? Ciekawa jestem czy macie takie same upodobania, jak ja co do mocy produktów, czy tylko ze mną jest coś nie tak, że lubię mocne zdzieraki. A żele pod prysznic? Jakie kupujecie?