Pokazywanie postów oznaczonych etykietą resibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą resibo. Pokaż wszystkie posty

Marcowe denko 2021r.!

01 kwietnia 2021

 
Hej! No i co tam u Was słychać? Koniec miesiąca, święta i szalony czas z lockdownem. Mam nadzieję, że mimo wszystko macie się dobrze i że wszystko jest u Was, jak najbardziej w porządku! Ja się cieszę, bo zbliża się czas odpoczynku, czas spędzony z najbliższymi i mam nadzieję, że będzie to high quality time! Chociaż wiaodmo, safety first i będziemy uważać, ale cieszę się na ten odpoczynek, na wolne cokolwiek ni będziemy robić ;).


Ale zanim wejdziemy w te święta to mam jeszcze dla Was denko i to ogromne denko. Wiedziałam, że jak ostatnie denka były dosyć liche to w końcu zdarzy się tak, że zużyję wszystko na raz i tak właśnie było w tym miesiącu. Szok, a jak się zaczęłam za opisywanie tych produktów to kolejny szok... Dawno nie zużyłam takiej ilości produktów. Ale, nie tylko zużyłam, a i wyrzuciłam przeterminowane, zepsute (!) i posprzątałam (!) i jestem zadowolona! W dalszym ciągu mam z tyłu głowy kolorówkę, która mnie na maksa dręczy, bo mam jej zdecydowanie za dużo, ale może to ogarnę na kolejne denko ;).


A z ulubieńców i sprawdzonych produktów zużyłam tym razem stosunkowo niewiele: Ziaja, Intima, kremowy płyn do higieny intymnej dla mnie jest najlepszy, najtańszy, najłatwiej dostępny, a co najważniejsze dobry w działaniu, Nie podrażnia i nic złego nie robi i nawet, jak mam ochotę wypróbować coś nowego to i tak wracam do tego produktu do higieny intymnej, bo po co przepłacać? A pozostając w temacie to oczywiście ApteCare, chusteczki do higieny intymnej, one są bardzo w porządku i bardzo je lubię i chyba to wiecie, bo co denko mam zużytych średnio ze 2 opakowania. Poza tym, jakimś cudem zużyłam Venus, nawilżająca pianka do golenia, ona jest najlepsza, najfajniejsza i po prostu naj, ale uwierzcie mi, golenie się w ciąży to nie lada wyzwanie, dlatego jestem sama pod wrażeniem, że zużyłam tę piankę haha. Hean, slim no limit, peeling cukrowy do ciała, limonka, żeń-szeń ja po prostu uwielbiam te peelingi, są ekstra, ale ja bardzo lubię peelingi gruboziarniste, takie, że naprawdę czuć to tarcie drobinek na skórze. I od razu powiem, że ta wersja jest mocniejsza od tej fioletowej, ale mi to nie przeszkadza, bo super pachnie no i ekstra działa, skóra jest gładka i hiper oczyszczona. W końcu też zużyłam kolejne opakowanie Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający, bio-owoc granatu & bio-aloes. W ciąży jakoś mega rzadko myję włosy, więc i te produkty zużywam bardzo powoli, ale nie narzekam na ten fakt. Ale ja uwielbiam te szampony, są po prostu najlepsze, nie są turbo mocne, a super oczyszczają. 


  • Kolastyna, emulsja do opalania SPF20 oraz SPF10  - ja bardzo lubię wszystkie te produkty do opalania od Kolastyny, mieliśmy je w Kenii i zawsze ich używamy gdziekolwiek byśmy nie wychodzili na słońce, więc dla mnie są klasa! Ładnie pachną, nie kleją się, nie są tłuste, do tego są wodoodporne, więc nie trzeba smarować się, co chwilę (ale i tak warto po każdym wyjściu z wody). 20 to i tak jest słaba ochrona, tym bardziej w Kenii, więc tutaj ciężko porównywać, ale ja lubię i mąż też był zadowolony.
  • Bath&Body Works, Pretty as a peach, balsam do ciała - oj, jak ja uwielbiam ten balsam! W konsystencji był dość gęsty, ale bardzo łatwo rozprowadzało się go po ciele i dzięki temu też był nawet wydajny! Poza tym, zapach to jest coś najlepszego i najwspanialszego! piękny, brzoskwiniowy, owocowy, letni no po prostu świetny! Aż mi już szkoda, że się skończył, więc naprawdę warto.
  • Bielenda, Botanic Formula, mleczko do demakijażu, olej z granatu + amarantus, twarz i oczy - oczywiście jest to kwestia upodobań, mi jakoś mleczka nie podchodzą i zawsze się z nimi męczę. To mleczko zaskakująco super się u mnie sprawdzało i jestem z niego naprawdę zadowolona, bo i zapach fajny, i konsystencja i zmywał ten makijaż, ale po prostu tyle ile to trwa z użyciem mleczek to nie dla mnie, zdecydowanie wolę olejki, które robią to w moment. Więc jeśli ktoś lubi ten rytuał demakijażu mleczkami to będzie mega zadowolony. 
  • L'biotica Biowax, regenerująca maska do włosów suchych i zniszczonych, japońska wiśnia i mleko migdałowe - z tej maski jestem bardzo zadowolona! Opakowanie jest super solidne i konkretne, na pewno nigdzie się samo nie otworzy, a dodatkowo dobrze chroni maskę i produkt sam w sobie. Maska ma super konsystencję, która nie spływa z włosów. No i to jak ona działa na włosach to jest bajka, naprawdę, super nawilża, ekstra odżywia, włosy po użyciu są miękkie, gładki, lśniące i po prostu w super stanie! Ja jestem mega zadowolona, więc bardzo polecam!
  • Ariana Grande, Moonlight, żel pod prysznic - ojeny, jak ja tęsknie za tymi produktami już, ten zapach pod prysznicem, tak piękny i tak mega luksusowy. Ekstra konsystencja, super się pienił, nie podrażnił, nie wysuszył, no a pachniał, a u mnie zapach to podstawa! No i świetnie się sprawdziła ta tubka na wyjazdach, nie jest to pełnowymiarowy produkt, ale na paręnaście pobytów poza domem wystarczył :).
  • LaQ, pralinkowy żel pod prysznic - ja jestem w szoku, używałam tego żelu naprawdę ponad 3 miesiące i za każdym użyciem nie wierzyłam, że on jeszcze jest! Tak wydajny, że wow! Jak na początku narzekałam trochę na cenę, bo jest wyższa od typowych żeli pod prysznic, ale te tańsze zużywa się zazwyczaj w 2-3 tygodnie, a te starczają na dużo dłużej, więc bomba! Na pewno będę do nich wracać.
  • Constance Carroll, bambusowy puder do twarzy z jedwabiem, transparentny - on jest taki mega niepozorny, taki w sumie zwykły, ale ostatnio też użyłam taki zwykły i w porównaniu do tego to ten jest niezwykły i bardzo dobry! Super się sprawdzał w sumie, jak na takiego niepozorniaka. Matowi bardzo ładnie, super się go nakłada, nie tworzy ciasta na twarzy i nie bieli jej. Ale trochę szkoda, że jest mało trwały i nie utrzymuje makijażu w ryzach przez długi dzień, tutaj raczej poprawki by się przydały dość częste, ale czasem to mi wystarczy, tak na co dzień bez spiny, jest idealny, bo lekki i naturalny:)
  • The Body Shop, rozświetlająca maska do twarzy w płachcie z witaminą C - mój zdecydowany ulubieniec z całej trójki, świetny zapach no i super efekt na twarzy. Skóra była rozświetlona, promienna, gładka, a przy okazji mocno nawilżona i odżywiona! Dla mnie bomba! Gdyby tylko one nie kosztowały aż dwóch dyszek za sztukę to już bym miała grube zapasy.
  • The Body Shop, łagodząca maska do twarzy w płachcie z witaminą E - ta też się u mnie świetnie sprawdziła, uwielbiam ją! Zapach był ekstra, no i działanie tak samo ekstra jak tutaj wyżej. Ja nigdy nie widzę większej różnicy między tymi wersjami poza zapachem, więc dla mnie super.
  • The Body Shop, nawadniająca maska do twarzy w płachcie z wodorostami - kolejny super produkt. Tutaj zapach nie był jakiś super, ekstra porywający, ale działanie było sztosem. Skóra była w super stanie, więc czad!
  • Aqua Advanced, nawilżająca maska w płachcie - maski w płachcie, jak widać, uwielbiam wszystkie i one dla mnie wszystko swoimi właściwościami się za bardzo nie różnią według mnie. Ale ta maska to był jeden wielki glut! Poważnie, ja byłam w szoku, wyciągnęłam maskę z opakowania i skminiłam, że to jest jakaś maska żelowa i kminiłam jak ją założyć, ale sam produkt był takiej dziwnej konsystencji, że nie wiedziałam co robić. Aczkolwiek! Maska sama w sobie jest super! Nie spływała z twarzy, ani płachta ani ten produkt, zapach był okej, ale nie był jakoś mocno wyczuwalny, za to twarz była w świetnym stanie! nawilżona, odżywiona i taka turbo zadbana! Bardzo świetna!

  • Bielenda, Bikini, kokosowa mgiełka do opalania, twarz + włosy SPF15 - kupiłam to z myślą o włosach oczywiście, nie ma nic w sklepach, co mogłoby chronić nasze włosy przed słońcem, temperaturą, ale i chlorem na basenie. A ja z moimi rozjaśnianymi, zmęczonymi włosami się bardzo bawię i bardzo dbam o nie zawsze. Ten produkt idzie do średniaków, bo w sumie nie wiem czy coś dał rzeczywiście - w Kenii byłam zaraz po keratynowym prostowaniu włosów, więc to też była swojego rodzaju 'ochrona', ale nie zauważyłam, żeby ta mgiełka im jakoś tubo mega pomogła, ale też nie zaszkodziła i jak na Kenię to nie było dramatu z włosami po powrocie, dlatego średniak.
  • Semi DiLino, odżywczy olejek do włosów - zamówiłam go kiedyś kiedyś mega przy okazji, bo mi brakowało do smarta na allegro - wiadomix. Tak leżał, leżał aż w końcu stwierdziłam, że ok sprawdzę w ogóle co to jest no i okazał się być olejkiem do włosów. Co prawda miał być na raz, ale mi spokojnie wystarczył praktycznie na 4 razy, co jest na plus, Ale niestety nie widziałam jakichś ekstra super efektów, jakich się spodziewałam. Zazwyczaj przy zmianie olejku do olejowania jest super efekt, a tutaj ten olejek był taki jak zawsze, bez szału.
  • Schwarzkopf, Glilss Kur, bio-tech restore, maska do włosów - wiecie co ta maska jest dla mnie dziwna, bo ogólnie działanie ma dość poprawne i na plus, fajnie wnika we włosy, odżywia je i sprawdza się na różnych płaszczyznach, jako odżywka, maska, czy nawet podkład pod olej jest super. Aczkolwiek wiecie co, ona ma tak dziwną konsystencję, bardzo gęstą i zbitą i dodatkowo taką śliską, że aż mi było niekomfortowo jej używać - poważnie. Dłonie się ślizgały, wszystko mi z rak wypadało, więc mega dziwne to było, na tyle że ja już nie chcę.
  • Yves Rocher, pomadka do ust, czerwone jabłuszko - tak zużywam teraz masę starych produktów i ta pomadka jest jedną z nich. Bardzo lubiłam te konsystencję, nie była taka tępa i sztuczna na ustach, tylko fajnie w nie wnikała, zapach też był super, no i działanie też było poprawne. Usta były ładnie nawilżona, ale nie był to efekt wow. Zdarzały się suche skórki i pewne niedociągnięcia, a np. po pomadkach z Alterra mam usta rewelacyjne, więc średnio, mogłoby być lepiej!

  • Avon, Naturals, body spray, mgiełka do ciała - oczywiście, co kto lubi, ja akurat za mgiełkami nie przepadałam nigdy, ale tak naprawdę dopiero teraz trafiłam na zajebiste mgiełki, a kiedyś męczyłam się z takimi jak te. Czyli słaby zapach, który na dodatek mega szybko się ulatniał, bardzo sztuczny i męczyłam się z nim okropnie.
  • Cien, płatki kosmetyczne, delikatne - niech was to nie zastanawia, ja w dalszym ciągu dostaję jakiegoś dziwnego zaćmienia i zmieniam moje ulubione waciki na jakieś dziwne i podejrzane. No te w niczym im nie dorównały, rozdwajały się, wkurzały w dotyku i o. 

PRZETERMINOWANE


Ostatnio przejrzałam jeszcze część rzeczy i wyrzucam parę produktów, które przeterminowały się już wieki temu albo nie nadają się do użycia. Jak np.: Kolastyna, odżywczy olejek do opalania SPF30, który praktycznie nie został użyty, ale nie ma się co dziwić, bo akurat produktów do opalania mamy w heja. Bielenda, MakeUp Academia, magic base, nawilżająca baza pod makijaż - użyłam parę razy, a niestety ostatnio jak chciałam to się na maksa zmieniła jej konsystencja, kolor i wszystko, więc niestety kosz. A i masę pomadek! Resibo, kojący balsam do ust, Eos, balsam do ust oraz Tisane, fresh balsam do ust. I mega żałuję, bo akurat wszystkie te produkty znam i lubię, a Eos to już w ogóle dla mnie jest mistrzem! Ale tak to jest, jak się ma 500 pomadek, niektóre rzuci się gdzieś w kąt i się o nich zapomina, dlatego żałuję bardzo! Ale wyobraźcie sobie, że tyle wyrzucam, a ja dalej mam kilka do zużycia... Jak to się stało? Nie wiem. 


Ale i parę próbek się jeszcze trafiło: Synchroline kremy do twarzy, nawilżające, odżywcze z SPF i koloryzujące - przeterminowały się, więc czas wyrzucić. Podobnie jest z Dermacol, mleczko do opalania dla dzieci wodoodporne SPF50 oraz krem ochronny do opalania SPF50 - przeoczyłam. Parę dni temu wyciągnęłam jest z torby z Kenii (nie pytajcie, to są tajemnice bez rozwiązania) i żałuję, że ich nie sprawdziłam, ale już nic nie zrobię. A Bielenda, krem przeciwzmarszczkowy liftingująca radiofrekwencja RF to już w ogóle srogo przeterminowany, nie wiem jak to możliwe, że tak długo u mnie przeleżał. Z kolei Mokosh, brązujący balsam do ciała i twarzy wyrzucam, nie dość, że prawie przeterminowany to ja go nie użyję, bo nie lubię nic co brązujące.

INNE UŻYCIE


Poza tym, wywalam też produkty, które u mnie już stały, leżały, a  mnie wkurzało to, że ich nie używam, że zapominam albo w  ogóle są bezsensu. Część była w koszyczkach ratunkowych jeszcze na weselu i tak je trzymam. Ale zużyłam! Co prawda trochę inaczej niż powinnam, ale zużyłam. Dokładniej to przecierałam nimi kurze, umywalkę, krany, prysznic i cokolwiek wpadło mi do rąk. I fajnie! Nie wyrzucam zmarnowanych, a trochę czyściej było, dzięki Isana, 3w1łagodne chusteczki oczyszczające, Cleanic, antybakteryjne chusteczki nawilżające (mieliśmy do tatuaży) i Cleanic, dezodorant w chusteczce 2w1.

W dalszym ciągu muszę powalczyć jeszcze z kolorówką i jej się głównie pozbyć, ale mam nadzieję, że już niedługo to ogarnę ;). A jak Wasze zużycia w marcu? :)


Denko, marzec 2020r.

31 marca 2020



Dzień dobry! Przyszedł czas na kolejne denko, znowu! Ten czas bardzo szybko leci, a ja w sumie ostatnio w związku z tym koronawirusem nawet za bardzo się nie maluję, bo nie mam po co, więc nie wiem jak to będzie z zużyciami kolorówki, ale mimo wszystko skóra ma też odpoczynek od tych wszystkich produktów, co jest fajne! :)
A wracając do denka, tym frazem mam wrażenie, że mało pełnowymiarowych produktów, ale za to wzięłam się w końcu za próbki! Miałam czas, więc je przejrzałam, posegregowałam i po prostu zaczęłam zużywać. Przestałam się łudzić, że zacznę je w końcu zabierać ze sobą na wyjazdy, bo i tak wolę brać te sprawdzone produkty ;).


Standardem w denku oczywiście jest Schwarzkopf, GlissKur, ekspresowa odżywka regeneracyjna ultimate repair, bo jest najlepsza. Ja używam nagminnie, zawsze i codziennie i uwielbiam, ale to już chyba wiecie. No i standardowo, Alterra, Naturkosmetik, Bio Papaja, Bio Bambus, szampon do włosów dodający objętości, to już jest standard standardowy i bez tych szamponów nie jestem w stanie pielęgnować swoich włosów. Pewnie bym mogła, ale już się tak przyzywczaiłam, że musze mieć ich kilka w zanadrzu. Poza tym, Facelle chusteczki do higieny intymnej, to u mnie idą cały czas, ratują zawsze, nie tylko w trakcie miesiączki, ale i w miejscach publicznych zdają egzamin super. Zostając w tym temacie, Ziaja Intima, kremowy płyn do higieny intymnej kolejna mega spoko rzecz o dużej pojemności, a w niskiej cenie. Jest super, dobrze działa, nawilża przy okazji, nie powoduje żadnych podrażnień, dla mnie super. Przy okazji zużyłam Hean Slim no limit, peeling cukrowy, limonka żeń-szeń i bardzo uwielbiam te peelingi. Ten konkretny pachnie jak cukierki, a i działanie jest cudowne, mega wygładza skórę, odżywia ją i nawilża zarazem, bomba!


  • Solverx, balsam do ciała przeznaczony do skóry atopowej i drugi do skóry wrażliwej - balsamy są fajne, ładnie wyglądają, nawet nawilżają i odżywiają skórę, ale nie są dla mnie rewelacyjne i nie zrobiły jakiegoś zajebistego efektu wow. Lądują w cudach, bo dla osób, których skóra jest wymagająca, jak np atopowa czy wrażliwa, to jak najbardziej będziecie zadowoleni wtedy.
  • Bielenda, Botanic SPA Rituals, śmietanka do oczyszczania i demakijażu - ojej, mega strasznie denerwował mnie ten produkt, ale tylko ze względu na opakowanie, które mi upadło i się zepsuła pompka jeszcze zanim zaczęłam używać. Ale nie mogę dać nigdzie indziej niż do cudów, produkt cudownie zmywa makijaż i ja się zakochałam w takiej formie demakijażu. W ogóle ta seria Botanic SPA Rituals mam wrażenie, że cała jest genialna!
  • Garnier Fructis, Aloe Hair Food, maska do włosów normalnych i suchych - to jest mistrzostwo świata i zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o maski HairFood. Pachnie fenomenalnie, działa rewelacyjnie, nawilża, odżywia, wygładza moje włosy i sprawia, że zawsze mam ghd! Ale moje włosy bardzo lubią aloes, więc nawet mnie to nie dziwi, ale cudo cudo cudo!
  • LaQ, dzikus z lasu, ekstremalnie dziki żel z ekstraktem z dębu - ja bardzo lubię i będę propsować tę markę za wszystko, za zapachy, za design, za pomysł i za opisy. Nowy marketing, który do mnie bardzo dociera, jest taki prawdziwy i swojski. No i działanie też jest mega, piękny, męski zapach, który bardzo dało się wyczuć i wyniuchać potem od męża.
  • L'biotica, Biovax, odżywczy oleo-krem do włosów, oleje indyjskie, moringa i tamanu - kolejny produkt do włosów, który mam wrażenie, że lekko ratuje moje włosy. Używałam trochę jako maskę, używałam trochę jako serum, zmywałam i nie zmywałam, zawsze używałam na mokre włosy i za każdym razem ten oleo-krem na moich włosach sprawdza się znakomicie. Mega je wygładza i ujarzmia, dodatkowo nawilża. Mam wszystkie i na pewno pojawi się zbiorcza recenzja ;)!


  • Babydream, chusteczki pielęgnacyjne z aloesem i alantoiną - nie mam pojęcia, co one u mnie robiły, na pewno nie kupiliśmy ich na koronaakcję, ale najbardziej prawdopodobne, że jakoś w okolicy, kiedy zrobiliśmy sobie nowe tatuaże. Ale jak najszybciej chciałam się ich pozbyć, na maksa i nie spasowały. Jak zapach, namoczenie chusteczek jest w porządku, to sam materiał chusteczek, z jakich zostały zrobione to coś, czego ja nie mogłam znieść. Były na maksa szorstkie, niemiłe w dotyku, na tyle, że mi się aż źle robiło, kiedy ich używałam, myślę, że każdy zna to uczucie.



Wyrzuciłam: Carmex, nawilżający balsam do ust - używałam carmexu dawno temu i szczerze nie pamiętam, jak się sprawdzał. Za to Tisane balsam do ust według mnie jest na maksa genialny! Świetnie nawilża i pielęgnuje usta i aż żałuję, że zapomniałam o nim. Poza tym, HerbaStudio 2x5 balsam do paznokci, kolejny produkt, który uwielbiałam, ale już od dawna sama nie robiłam paznokci i tak te balsamy są już przeterminowane (do 2017 roku). Kolejne produkty, jak Indigo, masło shea, a także Eveline, żel do usuwania skórek to są produkty, których nie używałam, sama nie wiem dlaczego, jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Z kolei, Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci lubiłam bardzo!


Bielenda, Smoothie Mask, maseczka nawilżająca, do cery suchej, odwodnionej i szarej - najsłabsza, bo niestety ma za bardzo sztuczny zapach.Mimo to maska dość fajnie zdziałała, nawilżyła i lekko odżywiła skórę i sprawiła, że cera była bardziej promienna. 
MediHeal, maska ampułka wygładzająco nawilżająca - tę maskę miałam już po raz drugi i jestem mega zadowolona. Super zapach, płachta mega nasączona maską, no i rezultaty były widoczne od razu po ściągnięciu, mega nawilżenie, wygładzenie i odżywienie, więc super!
Mediheal, uszczelniająca maska 2etapowa z ceramidami - ta maska okazała się być naprawdę bombą nawilżającą i odżywiającą moją cerę. Bardzo była widoczna zmiana, skóra była od razu w lepszym stanie. Poza tym, hitem okazała się też mini ampułka z serum! Nie dość, że używałam jeszcze później przez jakieś 4-5 dni, to jeszcze wow. Cudowne dodatkowe nawilżenie i taki zastrzyk wszystkie, co cudowne. Czad!
Mediheal, maska akupresura Golden Chip rozjaśniająca - maska zrobiła na mnie mega ogromne wrażenie, mega nasączona czarna maska, z dodatkowymi chipami, które mogą działaj jak akupresura, super. Zapach mega cudowny, dość ziołowy, ale wow jaki rozluźniający i relaksujący! Ale jeśli chodzi o efekty skórne, to nie było aż takich wow, rewelacyjnych. Coś za coś, ale i tak było fajnie.
Eveline 2etapowa, Rozgrzewający peeling sauna oczyszczający pory - ta mini próbka wystarczyła mi na raz, peeling jest dość gruboziarnisty i miałam wrażenie, że mega fajnie oczyszcza i wygładza skórę. Jeśli chodzi o efekt rozgrzewania, to on pojawia się od razu w momencie nakładania peelingu na twarz, w trakcie masowania uczucie rozgrzewania się nasilało, ale potem to uczucie ustępowało. Po 1-2 minutach trzeba peeling zmyć i w sumie jest okej. Ale po jednym razie nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Chłodząca krio-maska zamykająca pory - próbka wystarczyła mi na jakieś 2 użycia i tutaj uczucie chłodzenia trwało dłużej, praktycznie przez cały czas, kiedy maska była na twarzy. I jeśli chodzi o ostateczne rezultaty to w sumie tak o, średnio. Za bardzo nie zauważyłam jakiejś większej różnicy i nie było efektu wow.


Dermacol, Aroma Ritual, żel pod prysznic - ojezu jak ja kocham ten zapach! Mam tę próbkę od dawna i ostatnio miała jakiś słabszy humor i stwierdziłam, że sob ie go poprawię i udało się ! Ta seria i te zapachy naprawdę na maksa mi odpowiadają i sprawiają, że czuję się lepiej. 
Dermacol, Aroma Ritual, kremowy peeling do ciała - on pachnie jak delicje pomarańczowe, naprawdę! Obawiałam się, że kremowy peeling może  być za słaby, ale nic z tych rzeczy. Lubię mocne zdzieraki i ten peeling właśnie taki jest, bardzo dobrze wygładził mi skórę i pozbył się martwego naskórka, do tego ten zapach czad! I jedna próbka wystarczyła mi spokojnie na raz, dałam dużo za dużo żeby zużyć całą, ale fajnie!
Resibo, odżywczy balsam do ciała - jest fajny! Wystarczył mi na jedną całą mnie i potem jeszcze na ręce i brzuch, więc fajnie. Pachniał bardzo ładnie i nawilżał mega bardzo! Też od razu dało się odczuć, że niewiele potrzeba na posmarowanie całego ciała, więc dla mnie super, ale po jednym razie ciężko coś stwierdzić, jak to by działało na dłuższą metę.
Resibo, specjalistyczny balsam wyszczuplający - uwielbiam ten zapach i konsystencję! Zapach był dość cytrusowy, ale taki naprawdę ładny i fajny, i był potem wyczuwalny na skórze przez dłuższy czas w porównaniu do innych produktów. Szybko się wchłaniał, ładnie nawilżał i dożywiał. Wystarczył mi na jakieś 3/4 razy, więc całkiem spoko, ale nie powiem jak z wyszczupleniem.
Yves Rocher, orientalny żel pod prysznic, olejek arganowy i róża - początkowo byłam mega zadowolona bez tego żelu, pachniał mi fenomenalnie, cudownie się pienił i w ogóle wszystko było jak najbardziej na plus. Ale w sumie po kilku użyciach zapach jakoś przestał mi się podobać, stał się dość sztuczny i lekko zadymiony. Nie mam pojęcia skąd ta zmiana, ale na szczęście był to mini produkt.
Mustela, żel ujędrniający do ciała - żel wystarczył na jakieś 2-3 użycia, na całe ciało. Zacznę od tego, że zapach mi się na maksa nie spodobał, ale na szczęście szybko się ulatniał i był niewyczuwalny. Konsystencja dość glutkowata i fajnie nawet się rozprowadza na skórze. Jestem w szoku jak cudownie i szybko wchłania się w skórę, nie zostawia po sobie żadnego filmu, więc jak nigdy mogę się od razu ubierać. Po dwóch użyciach nie jestem w stanie nic stwierdzić, czy ujędrnia lub inne rezultaty daje, ale myślę, że produkt może być nawet obiecujący,
Palmer's, Cocoa Butter Formula, balsam do ciała na rozstępy - co prawda na razie taki produkt nie jest mi jeszcze potrzebny, ale jak tylko zajdę w ciążę to od razu kupię ten balsam. ja wiem, że ponoć balsamy nie mają wpływu na rozstępy, jak mają być to i tak się pojawią, ale ja i tak codziennie używam balsamów, więc nic mi się nie stanie jak poużywam jakiegoś bardziej specjalistycznego niż nie ;), Ten tak nieziemsko pachnie, ma taką super konsystencję i tak fajnie się wchłania, że j się zakochałam. poza tym, ten ciastkowy zapach się utrzymuje i jest wyczuwalny w ciągu dnia!
Jowae, ochronny balsam nawilżający - to jest bardziej masło do ciała niż balsam ze względu na konsystencję, jest bardzo gęsta, bardzo treściwa, nawet ciężko było mi go wycisnąć z saszetki. Ogólnie trzeba się też namachać, żeby go rozsmarować, bo nie idzie to w taki gładki sposób. Aczkolwiek zapach ma boski i nawet szybko się wchłania, za co plus, ale dla mnie konsystencja odpada, bo ja nie lubię takich ciężkich maseł.
Kej, olejek do ciała, antycellulitowy - nie przepadam za olejkami do ciała, bo strasznie się ciapią, kleją i tak samo w tym przypadku miałam potem olejek nawet na telefonie (nie mam pojęcia, jakim cudem), ale mogę powiedzieć, że zadziwiająco szybko się wchłania, co w sumie mi odpowiada i jest dla mnie najważniejsze w takich produktach. Pachnie bardzo pomarańczowo, jak chyba większość produktów antycellulitowych i nic więcej nie jestem w stanie stwierdzić, bo wystarczył mi na raz.
Kej, olejek do ciała, upiększający - sytuacja wygląda dokładnie tak samo, jak z wcześniejszym produktem. Jedyne co to zapach tego olejku upiększającego jest akurat nieznośny, ja go nie mogłam znieść i dwie próbki użyłam na raz, bo nie chciałam się dalej męczyć, więc bardzo słabo.

A jak Wasze zużycia w tym miesiącu? :) Musze przyznać, że jestem na maksa dumna z tych próbek, chociaż maskować powinnam się zdecydowanie częściej ;)!
Trzymajcie się <3 !


Listopadowe denko 2019!

28 listopada 2019


I tak! Ja już jestem w Kenii na mojej podróży poślubnej (w końcu mogę się pochwalić!) - mam nadzieję! Sprawdźcie na instagramie czy doleciałam i co tam działam, bo dzieję się dużo i planów mamy też dużo. Jaram się niesamowicie, ale obstawiam, że na insta macie niezły spam, więc idźcie tam ;).
A tutaj zapraszam Was na denko! Ostatni bardziej kosmetyczny wpis przed zbliżającymi się blogmasami! Jeszcze dwa dni, co mnie cieszy też niesamowicie, tym bardziej, że zacznę je w Afryce - czad. No, dzisiejsze denko nie jest zbyt szerokie, nie ma tutaj wymyślnych i innych produktów, ale myślę, że znajdziecie coś, co Wam pomoże przy dokonaniu wyboru. 


Nie mogło być denka bez Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, a także BeBeauty płatki kosmetyczne. Dla mnie są świetne i używam ich regularnie i nie przewiduję zmian. Tak samo jest z Schwarzkopf, got2be Volumania lakier do włosów dodający objętości. Ja uwielbiam produkty, które robią wszystko. Ten lakier nie tylko działa tak, jak powinien, czyli utrwala fryzurę, nie skleja włosów, nie są sztywne,a cały czas fajnie naturalnie wyglądają. Poza tym, pachnie fenomenalnie, nie mam czegoś takiego, że mnie dusi, jak zazwyczaj od lakierów. Wiecie, że kocham markę Dermacol, tak samo jak i ich serię Aroma Ritual winogronową, stąd pojawił się tu znowu Dermacol, żel pod prysznic. Ten zapach dla mnie jest nie do opisania. Jest po prostu fenomenalny, aja przepadłam i za każdym razem przepadam, kiedy używam tej serii i tych produktów. No i standardowo, Alterra NaturKosmetik, biotyna & kofeina, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się, dla mnie to jest standard, najlepszy szampony do zmywania wszystkiego z włosów, rewelacja.


  • Resibo, olejek do demakijażu - wiecie, co... ten produkt zmienił całą moją wieczorną pielęgnację i demakijaż. Po prostu się pojawił, użyłam go raz i oszalałam... Nigdy nie byłam za bardzo za olejkami, ale kurde, ten produkt zmywa CAŁY makijaż dosłownie w kilka sekund. Nie mam czegoś takiego, że potem po użyciu np. toniku czy dodatkowego płynu micelarnego da się zauważyć na waciku resztki makijażu. Nie, on zmywa wszystko za pierwszym razem, od razu, w kilka sekund. Nie wiem, jak to robi, ale ubolewam teraz, że mam aż tyle produktów do demakijażu, które muszę po prostu zużyć, a tęsknię za tym bardzo. Ale polecam go Wam, bardzo! Jako prezent, upominek, czy dla siebie, bo to jest sztos.
  • Encanto Brasil, zestaw do keratynowego prostowania włosów - ja zdaję sobie sprawę z tego, że to jest chemia i że to może mieć niefajny wpływ na skórę, na nasze drogi oddechowe i na całą resztę, ale to jak ten zestaw potrafi wyprostować moje włosy to ja jestem zachwycona. Poza tym, ostatnią keratynę wykonał mój mąż, więc każdy może ją zrobić, nie musicie wydawać kroci u fryzjera, a efekt będzie taki sam. Włosy są cudownie proste, gładkie i po prostu rewelacyjne! Ja polecam, jeśli komuś zależy na mega prostych włosach.
  • BingoSpa, kolagenowe mleczko do mycia rąk - niby mydło, jak mydło, ale jednak nie do końca. Teraz już to wiem. To mydło jest niesamowicie kremowe, pachnie wspaniale i super pielęgnuje moje dłonie. Nie zauważyłam wysuszenia, nie miałam ściągniętej skóry, ani nie miałam ochoty natychmiast nakładać jakiegoś kremu do rąk. Po prostu - rewelacja. Aż byłam w szoku, ale mega je polubiłam! 
  • Palmolive, men, Citrus Crush, żel pod prysznic 3w1 - zaczynamy wrzucać produkty dla mężczyzn, jako że mieszkam z mężem to czemu by nie, może akurat któraś z Was robi niespodzianki swoim facetom. Ten żel jest super, pachnie mega, jest dość wydajny, mój mąż go lubi, a ja uwielbiam to jak mój mąż nim pachnie, dla mnie czad!
  • Mexx, black, perfumy męskie - ogólnie bardzo się lubimy z perfumami Mexx, mają w sobie coś takiego innego, coś tajemniczego i intrygującego. Dosyć długo się utrzymywały, zapach był genialny, a perfumy same w sobie nie są jakieś bardzo drogie i są też łatwo dostępne, więc dla mnie i dla nas - ekstra!


  • Bania Agafii, maska do włosów, super stymulująca - dopiero co pisałam o tej masce i powiem Wam, że nie jest z niej jakaś super zadowolona. Może i efekty były dość w porządku, ale nie wiem czemu, konsystencja i zapach mi po prostu nie podeszły. Ja lubię, jak kosmetyk pachnie, jak ma przyjemną konsystencję, bo nie mam zamiaru pielęgnacji traktować, jako katowanie się, to ma być dla mnie przyjemne, fajne i miłe, dlatego ta maska u mnie odpada ze względu na zapach i właśnie konsystencję. 
  • Bio-oil, olejek - Ten olejek może być fajny i ja w to wierzę, ale trzeba być systematycznym i z tym nie ma nawet co dyskutować. A ja systematyczna być nie potrafię, a ten olejek jest u mnie już pewnie z dobrych kilka lat, więc czas w końcu się go pozbyć. Zostaje w średniakach, bo wiem, że na świeże blizny może zdziałać cuda ;)




No, coś słabe to denko na ten miesiąc, ale liczę, że w przyszłym roku ogarnę się z miniaturami, maskami do twarzy i będę zużywać jeszcze więcej!

Ekspresowy demakijaż z Resibo

03 czerwca 2019


Dzień dobry! W końcu pogoda nas rozpieszcza i mega się z tego cieszę, mimo że te wysokie temperatury są dość meczące, ale nie narzekamy! Lepsze to niż ciągły deszcz i zimno. Dzisiaj nie przedłużając przechodzę od razu do recenzji!
Dopiero jakiś czas temu przerzuciłam się na demakijaż olejkami. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, myślałam, że za dużo z tym roboty, a jednak co płyn micelarny i waciki to szybko, sprawnie i  gotowe. Oj! Jak ja się myliłam to szok Teraz używam płynu micelarnego tylko w wyjątkowych okolicznościach i zdecydowanie nie ma to jak oleje. Stąd, dzisiejsza recenzja będzie dotyczyć olejku do demakijażu marki Resibo.

Resibo, olejek do demakijażu


Główne zadania: * delikatnie usuwa nawet wodoodporny makijaż * pozostawia skórę gładką i oczyszczoną *

Olej lniany [1] ma działanie przeciwzapalne i normalizujące. Łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację naskórka. Olej manuka [6] działa przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie oraz antyalergicznie. Olej z pestek winogron [2] zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Jest najbogatszym źródłem kwasu linolowego oraz witaminy E - tzw. witaminy młodości. Zawiera sporą dawkę witaminy B6, lecytyny i flawonoidy, dzięki czemu działa jako doskonały antyutleniacz. Olej absyński [3] zapewnia intensywne nawilżenie, napina i wygładza skórę, redukuje zmarszczki.

Skład: Linum Usitatissimum Seed Oil [1], Vitis Vinifera Seed Oil [2], Crambe Abyssinica Seed Oil [3], Persea Gratissima Oil [4 - olej z awocado], Tocopherol [5], Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil [6],  Parfum, Limonene. 

Sposób użycia: Należy nanieść olejek na suchą lub wilgotną twarz i oczy. Wmasować go delikatnie w skórę, a następnie zmyć za pomocą ściereczki z mikrofibry zamoczonej w ciepłej wodzie. Ściereczkę należy przykładać do twarzy, nie naciągając skóry.


Po pierwsze, olejek jest dodatkowo zapakowany w ładną tubkę wraz ze ściereczką z mikrofibry w środku. Wszystko jest zachowane w ekologicznym stylu. Nie ma problemu z otwarciem tubki, a powiem Wam, że na wyjazdy jest idealna, bo czasem olejek może kapać z opakowania. Ściereczka jest super jakości, bardzo mięciutka, nie podrażnia skóry twarzy. A z kolei olejek znajduje się niby w zwykłej buteleczce, ale estetyka i design mi się bardzo podobają. Co najważniejsze, buteleczka jest wyposażona w pompkę, co bardzo ułatwia używanie olejku.
Konsystencja jest bardzo oleista, zabarwiona na pomarańczowo, nie spływa z dłoni, czuć też, że jest konkretna. Zapach jest dość specyficzny, ale pachnie pewnie jak jakiś olejek ze składu, którego ja nie znam, ale ogólnie pachnie w porządku.


Jeśli chodzi o używanie, to należy wycisnąć olejek na dłonie (używam jakoś 1-1,5 pompki w zależności od intensywności makijażu), a następnie należy wmasować w suchą lub wilgotną skórę. Ja zawsze lekko ją zwilżam. Olejek nie powoduje szczypania oczu, ani nie podrażnia i nie uczula. Łatwo się go wmasowuje w skórę i od razu czuć, że idealne zmywa i rozpuszcza makijaż - cały, razem z makijażem oka, nieważne od mocy cieni, ilości brokatu, tuszu do rzęs itp. Wszystko zostaje ładnie i pięknie rozpuszczone. Następnie należy ściągnąć wszystko z twarzy za pomocą ściereczki z mikrofibry, która od razu zbiera wszystko, co na tej twarzy było, nic nie zostawia. Od razu mówię, nie ma się co oszukiwać, bez ściereczki będzie bardzo ciężko wszystko zmyć! Ściereczka trochę szybko się brudzi, ale na szczęście łatwo możemy ją wyprać w pralce i wszystko się dopiero.


Ja jestem na maksa zadowolona, bo tak naprawdę nigdy nie miałam aż tak szybkiego i idealnego sposobu na demakijaż. Zawsze bawiłam się tysiącami wacików, a tutaj wystarczy raz wmasować olejek w twarz, a także w okolice oczu i wszystko jest ekstra zmyte, oczyszczone, a skóra po użyciu jest miękka i gładka w dotyku. Olejek jest może trochę drogi, cały zestaw wraz ze ściereczką dostaniecie za 59 zł na stronie producenta, ale jak dla mnie zdecydowanie warty każdej ceny. Dużo więcej wydacie na produkty do demakijażu, razem z wacikami, a i spędzicie dużo więcej czasu na takim demakijażu. Poza tym, olejek jest niesamowicie wydajny. Ja go stosuję już ponad miesiąc, a zużyłam tyle co nic.
Bardzo polecam! Olejek robi cudowną robotę z demakijażem, zmywa wszystko szybo i pięknie, oszczędzamy na innych produktach i akcesoriach, a i produkt jest na maksa wydajny, więc naprawdę szał!


Resibo, naturalny płyn mcelarny

12 sierpnia 2018


Dzień dobry. Jak tam weekend? Ja właśnie wracam z Lublina do domu po lekko meczacym weekendzie. Odwiedziłam koleżankę i stare śmieci, w piątek balowalyśmy do 6 nad ranem, więc wczoraj padlyśmy. Przy okazji bylam na mini zakupach i znalazłam sukienkę na wesele, więc mega. Ale powiem wam, że nigdy nie byłam tak super wyspana, a zarazem mega zmęczona, miał tak ktoś z Was kiedyś?
Wpis miał się pojawić wczoraj, ale wiadomo jak to jest na wyjazdach. Na szczęście nic nie ucieknie i pojawia się teraz :). Zapraszam was do zapoznania się z recenzją płynu micelarnego marki Resibo.

Resibo, naturalna świeżość skóry
płyn micelarny


Płyn micelarny delikatnie usunie makijaż, mocno nawilży i odświeży skórę. Przyciągnie zanieczyszczenia, jak magnes, pochłonie nadmiar sebum, zmyje cały makijaż, nawet oczu bez rozmazywania. jak i zniweluje ryzyko wystąpienia podrażnień czy alergii. Ponadto, posiada właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych oraz zachowa naturalną równowagę skóry. Poza tym, płyn micelarny chroni skórę, poprawia jej ogólny wygląd, a także sprawi, że jest gładka, miękka oraz napięta. 
Buteleczka ze sprayem ułatwia dozowanie i zaewnia wydajność. 

Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol*, Panthenol, Caprylyl/Capryl Wheat Bran/Straw Glycosides, Fusel Wheat Bran/Straw Glycosides, Mannitol*, Lecthin*, Salvia Officinalis Leaf Extract, Sodium PCA*, Sodium Lactate*, Soium Ccoyl Glutamate*, Polyglyceryl-5 Oleate, Glyceryl Capylate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.
Składniki aktywne: lecytyna, ekstrakt z szałwii, gliceryna oraz roślinny propanediol [naturalna substancja otrzymywana z kukurydzy].
*składniki posiadają certyfikat naturalności, w 98,3% naturalny, produkt vege

Sposób użycia: należy nasączyć płatek kosmetyczny niewielką ilością płynu lub bezpośredni spryskać twarz i przetrzeć skórę.


Płyn micelarny znajduje się w fajnej buteleczce z atomizerem, co bardzo ułatwia sprawę dozowania, dzięki czemu produkt jest bardziej wydajny niż normalnie. Poza tym, sama buteleczka znajduje się w fajnej tubce, wszystko wykonane jest z naturalnych rzeczy i nadaje się do recyclingu, za to plus. Na obu opakowaniach znajdują się wszystkie najważniejsze informacje dotyczące produktu. Poza tym, już kiedyś na instastory się jarałam tym, jak bardzo podoba mi się estetyka oraz design produktów z Resibo. Te kolory, dobór motywu, na maksa charakterystyczny, ładny i w dodatku rzucający się w oczy. Obok czegoś takiego nie przejdziecie bez zwrócenia uwagi, a tym bardziej zapadnie Wam to w pamięć.
Konsystencja jest wodnista, typowy płyn micelarny, niezawierający w sobie żadnych tłustych olejków. Nie pozostawia po sobie żadnego filmu na skórze. Zapach ma mega specyficzny, lekko przytłaczający, ale jednak ma coś w sobie takiego uzależniającego. Nie mam pojęcia, co mi przypomina, ale jest bardzo charakterystyczny.


Płyn bardzo fajnie radzi sobie z makijażem twarzy. Bardzo polubiłam bezpośrednio spryskiwać sobie nim twarz i dawać mu chwile, żeby mógł wsiąknąć w makijaż, a następnie wacikiem ściągam makijaż z twarzy. W taki sposób bardzo szybko wykonuje się demakijaż. Uważałabym na oczy, mimo że napisane jest, że makijaż oczu również zmyje ,ale mnie niestety podrażniał. Oczy mnie piekły i zaczynały łzawic. Nie działo się tak w momencie, kiedy najpierw piskałam na wacik, a dopiero potem zmywałam makijaż z oczu. Mimo wszystko wolałam na tę część twarzy stosować olejki albo jakiś konkretny produkt do demakijażu oczu. Aczkolwiek i tak, z twarzą radził sobie na tyle dobrze, że jestem bardzo zadowolona.


Jak widzicie płyn świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy, ma super konsystencję, nie pozostawia po sobie żadnego filmu i specyficznie, ale intrygująco pachnie. Poza tym, jest naprawdę wydajny; atomizer jest genialny i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Jedyne co mnie dziwi to fakt, że moja buteleczka trochę przecieka, nie wiem co się stało, bo nie zauważyłam, żadnych dziur czy przecięć, więc nie wiem skąd te przecieki, ale mimo wszystko płyn micelarny i tak mam już długo, więc wydajność, mimo wszystko, pierwsza klasa.


Cały produkt jest naprawdę świetnej jakości i wszystko mi się w nim podoba. Szkoda, że podrażnia mi oczy, ale od tego mam inne produkty, ale tak super i szybko rozpuszcza makijaż, że z chęcią wypróbuję pozostałe kosmetyki Resibo.