Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mediheal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mediheal. Pokaż wszystkie posty

Denko, marzec 2020r.

31 marca 2020



Dzień dobry! Przyszedł czas na kolejne denko, znowu! Ten czas bardzo szybko leci, a ja w sumie ostatnio w związku z tym koronawirusem nawet za bardzo się nie maluję, bo nie mam po co, więc nie wiem jak to będzie z zużyciami kolorówki, ale mimo wszystko skóra ma też odpoczynek od tych wszystkich produktów, co jest fajne! :)
A wracając do denka, tym frazem mam wrażenie, że mało pełnowymiarowych produktów, ale za to wzięłam się w końcu za próbki! Miałam czas, więc je przejrzałam, posegregowałam i po prostu zaczęłam zużywać. Przestałam się łudzić, że zacznę je w końcu zabierać ze sobą na wyjazdy, bo i tak wolę brać te sprawdzone produkty ;).


Standardem w denku oczywiście jest Schwarzkopf, GlissKur, ekspresowa odżywka regeneracyjna ultimate repair, bo jest najlepsza. Ja używam nagminnie, zawsze i codziennie i uwielbiam, ale to już chyba wiecie. No i standardowo, Alterra, Naturkosmetik, Bio Papaja, Bio Bambus, szampon do włosów dodający objętości, to już jest standard standardowy i bez tych szamponów nie jestem w stanie pielęgnować swoich włosów. Pewnie bym mogła, ale już się tak przyzywczaiłam, że musze mieć ich kilka w zanadrzu. Poza tym, Facelle chusteczki do higieny intymnej, to u mnie idą cały czas, ratują zawsze, nie tylko w trakcie miesiączki, ale i w miejscach publicznych zdają egzamin super. Zostając w tym temacie, Ziaja Intima, kremowy płyn do higieny intymnej kolejna mega spoko rzecz o dużej pojemności, a w niskiej cenie. Jest super, dobrze działa, nawilża przy okazji, nie powoduje żadnych podrażnień, dla mnie super. Przy okazji zużyłam Hean Slim no limit, peeling cukrowy, limonka żeń-szeń i bardzo uwielbiam te peelingi. Ten konkretny pachnie jak cukierki, a i działanie jest cudowne, mega wygładza skórę, odżywia ją i nawilża zarazem, bomba!


  • Solverx, balsam do ciała przeznaczony do skóry atopowej i drugi do skóry wrażliwej - balsamy są fajne, ładnie wyglądają, nawet nawilżają i odżywiają skórę, ale nie są dla mnie rewelacyjne i nie zrobiły jakiegoś zajebistego efektu wow. Lądują w cudach, bo dla osób, których skóra jest wymagająca, jak np atopowa czy wrażliwa, to jak najbardziej będziecie zadowoleni wtedy.
  • Bielenda, Botanic SPA Rituals, śmietanka do oczyszczania i demakijażu - ojej, mega strasznie denerwował mnie ten produkt, ale tylko ze względu na opakowanie, które mi upadło i się zepsuła pompka jeszcze zanim zaczęłam używać. Ale nie mogę dać nigdzie indziej niż do cudów, produkt cudownie zmywa makijaż i ja się zakochałam w takiej formie demakijażu. W ogóle ta seria Botanic SPA Rituals mam wrażenie, że cała jest genialna!
  • Garnier Fructis, Aloe Hair Food, maska do włosów normalnych i suchych - to jest mistrzostwo świata i zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o maski HairFood. Pachnie fenomenalnie, działa rewelacyjnie, nawilża, odżywia, wygładza moje włosy i sprawia, że zawsze mam ghd! Ale moje włosy bardzo lubią aloes, więc nawet mnie to nie dziwi, ale cudo cudo cudo!
  • LaQ, dzikus z lasu, ekstremalnie dziki żel z ekstraktem z dębu - ja bardzo lubię i będę propsować tę markę za wszystko, za zapachy, za design, za pomysł i za opisy. Nowy marketing, który do mnie bardzo dociera, jest taki prawdziwy i swojski. No i działanie też jest mega, piękny, męski zapach, który bardzo dało się wyczuć i wyniuchać potem od męża.
  • L'biotica, Biovax, odżywczy oleo-krem do włosów, oleje indyjskie, moringa i tamanu - kolejny produkt do włosów, który mam wrażenie, że lekko ratuje moje włosy. Używałam trochę jako maskę, używałam trochę jako serum, zmywałam i nie zmywałam, zawsze używałam na mokre włosy i za każdym razem ten oleo-krem na moich włosach sprawdza się znakomicie. Mega je wygładza i ujarzmia, dodatkowo nawilża. Mam wszystkie i na pewno pojawi się zbiorcza recenzja ;)!


  • Babydream, chusteczki pielęgnacyjne z aloesem i alantoiną - nie mam pojęcia, co one u mnie robiły, na pewno nie kupiliśmy ich na koronaakcję, ale najbardziej prawdopodobne, że jakoś w okolicy, kiedy zrobiliśmy sobie nowe tatuaże. Ale jak najszybciej chciałam się ich pozbyć, na maksa i nie spasowały. Jak zapach, namoczenie chusteczek jest w porządku, to sam materiał chusteczek, z jakich zostały zrobione to coś, czego ja nie mogłam znieść. Były na maksa szorstkie, niemiłe w dotyku, na tyle, że mi się aż źle robiło, kiedy ich używałam, myślę, że każdy zna to uczucie.



Wyrzuciłam: Carmex, nawilżający balsam do ust - używałam carmexu dawno temu i szczerze nie pamiętam, jak się sprawdzał. Za to Tisane balsam do ust według mnie jest na maksa genialny! Świetnie nawilża i pielęgnuje usta i aż żałuję, że zapomniałam o nim. Poza tym, HerbaStudio 2x5 balsam do paznokci, kolejny produkt, który uwielbiałam, ale już od dawna sama nie robiłam paznokci i tak te balsamy są już przeterminowane (do 2017 roku). Kolejne produkty, jak Indigo, masło shea, a także Eveline, żel do usuwania skórek to są produkty, których nie używałam, sama nie wiem dlaczego, jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Z kolei, Regenerum, regeneracyjne serum do paznokci lubiłam bardzo!


Bielenda, Smoothie Mask, maseczka nawilżająca, do cery suchej, odwodnionej i szarej - najsłabsza, bo niestety ma za bardzo sztuczny zapach.Mimo to maska dość fajnie zdziałała, nawilżyła i lekko odżywiła skórę i sprawiła, że cera była bardziej promienna. 
MediHeal, maska ampułka wygładzająco nawilżająca - tę maskę miałam już po raz drugi i jestem mega zadowolona. Super zapach, płachta mega nasączona maską, no i rezultaty były widoczne od razu po ściągnięciu, mega nawilżenie, wygładzenie i odżywienie, więc super!
Mediheal, uszczelniająca maska 2etapowa z ceramidami - ta maska okazała się być naprawdę bombą nawilżającą i odżywiającą moją cerę. Bardzo była widoczna zmiana, skóra była od razu w lepszym stanie. Poza tym, hitem okazała się też mini ampułka z serum! Nie dość, że używałam jeszcze później przez jakieś 4-5 dni, to jeszcze wow. Cudowne dodatkowe nawilżenie i taki zastrzyk wszystkie, co cudowne. Czad!
Mediheal, maska akupresura Golden Chip rozjaśniająca - maska zrobiła na mnie mega ogromne wrażenie, mega nasączona czarna maska, z dodatkowymi chipami, które mogą działaj jak akupresura, super. Zapach mega cudowny, dość ziołowy, ale wow jaki rozluźniający i relaksujący! Ale jeśli chodzi o efekty skórne, to nie było aż takich wow, rewelacyjnych. Coś za coś, ale i tak było fajnie.
Eveline 2etapowa, Rozgrzewający peeling sauna oczyszczający pory - ta mini próbka wystarczyła mi na raz, peeling jest dość gruboziarnisty i miałam wrażenie, że mega fajnie oczyszcza i wygładza skórę. Jeśli chodzi o efekt rozgrzewania, to on pojawia się od razu w momencie nakładania peelingu na twarz, w trakcie masowania uczucie rozgrzewania się nasilało, ale potem to uczucie ustępowało. Po 1-2 minutach trzeba peeling zmyć i w sumie jest okej. Ale po jednym razie nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Chłodząca krio-maska zamykająca pory - próbka wystarczyła mi na jakieś 2 użycia i tutaj uczucie chłodzenia trwało dłużej, praktycznie przez cały czas, kiedy maska była na twarzy. I jeśli chodzi o ostateczne rezultaty to w sumie tak o, średnio. Za bardzo nie zauważyłam jakiejś większej różnicy i nie było efektu wow.


Dermacol, Aroma Ritual, żel pod prysznic - ojezu jak ja kocham ten zapach! Mam tę próbkę od dawna i ostatnio miała jakiś słabszy humor i stwierdziłam, że sob ie go poprawię i udało się ! Ta seria i te zapachy naprawdę na maksa mi odpowiadają i sprawiają, że czuję się lepiej. 
Dermacol, Aroma Ritual, kremowy peeling do ciała - on pachnie jak delicje pomarańczowe, naprawdę! Obawiałam się, że kremowy peeling może  być za słaby, ale nic z tych rzeczy. Lubię mocne zdzieraki i ten peeling właśnie taki jest, bardzo dobrze wygładził mi skórę i pozbył się martwego naskórka, do tego ten zapach czad! I jedna próbka wystarczyła mi spokojnie na raz, dałam dużo za dużo żeby zużyć całą, ale fajnie!
Resibo, odżywczy balsam do ciała - jest fajny! Wystarczył mi na jedną całą mnie i potem jeszcze na ręce i brzuch, więc fajnie. Pachniał bardzo ładnie i nawilżał mega bardzo! Też od razu dało się odczuć, że niewiele potrzeba na posmarowanie całego ciała, więc dla mnie super, ale po jednym razie ciężko coś stwierdzić, jak to by działało na dłuższą metę.
Resibo, specjalistyczny balsam wyszczuplający - uwielbiam ten zapach i konsystencję! Zapach był dość cytrusowy, ale taki naprawdę ładny i fajny, i był potem wyczuwalny na skórze przez dłuższy czas w porównaniu do innych produktów. Szybko się wchłaniał, ładnie nawilżał i dożywiał. Wystarczył mi na jakieś 3/4 razy, więc całkiem spoko, ale nie powiem jak z wyszczupleniem.
Yves Rocher, orientalny żel pod prysznic, olejek arganowy i róża - początkowo byłam mega zadowolona bez tego żelu, pachniał mi fenomenalnie, cudownie się pienił i w ogóle wszystko było jak najbardziej na plus. Ale w sumie po kilku użyciach zapach jakoś przestał mi się podobać, stał się dość sztuczny i lekko zadymiony. Nie mam pojęcia skąd ta zmiana, ale na szczęście był to mini produkt.
Mustela, żel ujędrniający do ciała - żel wystarczył na jakieś 2-3 użycia, na całe ciało. Zacznę od tego, że zapach mi się na maksa nie spodobał, ale na szczęście szybko się ulatniał i był niewyczuwalny. Konsystencja dość glutkowata i fajnie nawet się rozprowadza na skórze. Jestem w szoku jak cudownie i szybko wchłania się w skórę, nie zostawia po sobie żadnego filmu, więc jak nigdy mogę się od razu ubierać. Po dwóch użyciach nie jestem w stanie nic stwierdzić, czy ujędrnia lub inne rezultaty daje, ale myślę, że produkt może być nawet obiecujący,
Palmer's, Cocoa Butter Formula, balsam do ciała na rozstępy - co prawda na razie taki produkt nie jest mi jeszcze potrzebny, ale jak tylko zajdę w ciążę to od razu kupię ten balsam. ja wiem, że ponoć balsamy nie mają wpływu na rozstępy, jak mają być to i tak się pojawią, ale ja i tak codziennie używam balsamów, więc nic mi się nie stanie jak poużywam jakiegoś bardziej specjalistycznego niż nie ;), Ten tak nieziemsko pachnie, ma taką super konsystencję i tak fajnie się wchłania, że j się zakochałam. poza tym, ten ciastkowy zapach się utrzymuje i jest wyczuwalny w ciągu dnia!
Jowae, ochronny balsam nawilżający - to jest bardziej masło do ciała niż balsam ze względu na konsystencję, jest bardzo gęsta, bardzo treściwa, nawet ciężko było mi go wycisnąć z saszetki. Ogólnie trzeba się też namachać, żeby go rozsmarować, bo nie idzie to w taki gładki sposób. Aczkolwiek zapach ma boski i nawet szybko się wchłania, za co plus, ale dla mnie konsystencja odpada, bo ja nie lubię takich ciężkich maseł.
Kej, olejek do ciała, antycellulitowy - nie przepadam za olejkami do ciała, bo strasznie się ciapią, kleją i tak samo w tym przypadku miałam potem olejek nawet na telefonie (nie mam pojęcia, jakim cudem), ale mogę powiedzieć, że zadziwiająco szybko się wchłania, co w sumie mi odpowiada i jest dla mnie najważniejsze w takich produktach. Pachnie bardzo pomarańczowo, jak chyba większość produktów antycellulitowych i nic więcej nie jestem w stanie stwierdzić, bo wystarczył mi na raz.
Kej, olejek do ciała, upiększający - sytuacja wygląda dokładnie tak samo, jak z wcześniejszym produktem. Jedyne co to zapach tego olejku upiększającego jest akurat nieznośny, ja go nie mogłam znieść i dwie próbki użyłam na raz, bo nie chciałam się dalej męczyć, więc bardzo słabo.

A jak Wasze zużycia w tym miesiącu? :) Musze przyznać, że jestem na maksa dumna z tych próbek, chociaż maskować powinnam się zdecydowanie częściej ;)!
Trzymajcie się <3 !


Mediheal, nawilżenie i rozjaśnienie #zostańwdomu

28 marca 2020


Dzień dobry! Dajcie znać, jak się trzymacie? Mam nadzieję, że wszystko jest jak najbardziej w porządku, na spokojnie, w zdrowiu i z dobrym nastawieniem ;)! A w związku z akcją Oli Malowane Oczy na instagramie #zostanwdomunalozmaske....
Dzisiaj będzie o maskach! Pisałam wam ostatnio w temacie koronawirusa, że mam zamiar bardziej o siebie zadbać i to właśnie robię! Czyli maski, maski i jeszcze raz maski, bo czemu by nie ;). Mam czas to używam i przynajmniej mam o czym pisać! Dzisiaj dla Was wpis na temat dwóch masek od Mediheal. Testowałam już kiedyś trzy inne wersje, o których możecie poczytać tutaj:

Kto już widział? Kto zna te maski? Dajcie znać ;)!

Mediheal, Hydro Bio-Cellulose
Capsule100 uszczelniająca maska z ceramidami

Skład: Water, Glycerin, Glycereth-26, Alcohol, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate [6], Glyceryl Polyacrylate, 1,2-Hexanediol, Portulaca Oleracea Extract [9], Hydrolyzed Collagen [10], Aloe Barbadensis Leaf Juice [11], Beta-Glucan [12], Ethylhexylglycerin, Dipropylene Glycol, Hedera Helix Extract, Aesculus Hippocastanum Extract [16], Acetyl Hexapeptide-8 [17], Copper Tripeptide-1 [18], Diethoxyethyl Succinate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Salix Alba Bark Extract [21], Boswellia Serrata Resin Extract [22], Betaine [23], Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Carbomer, Phenyl Trimethicone, Potassium Hydroxide, Disodium EDTA, Isopentyldiol, Propanediol, Polyglyceryl-4 Oleate, Sucrose Palmitate, Ceramide CP [33], Elaeagnus Glabra Extract, Propanediol, Glyceryl Caprylate, Citrus Aurantinum Bergamia Fruit Oil [37], Rosmarinus Officinalis Extract, Pelargonium Graveolens Flower Oil [39], Cedrus Atlantica Bark Oil, Simmondsia Chinensis Seed Extract [41].

Maska przeznaczona dla cery odwodnionej, dojrzałej i mało sprężystej,
Maska ma za zadanie wspomóc opóźnienie procesów starzenia się, a także uszczelnić cement międzykomórkowy. Hydrolizowany kolagen i ekstrakt z bluszczu pospolitego zwiększą nawilżenie skóry oraz jej rewitalizację. Ceramidy w kapsule zapewnią szczelność międzykomórkową, stanowią barierę dla niektórych czynników zewnętrznych oraz wspomagają wygładzenie zmarszczek, poprzez zwiększenie działania antyoksydacyjnego.
Skóra po użyciu będzie ujędrniona, nawilżona i napięta.

Składniki aktywne: hydrolizowany kolagen [10], ekstrakt z bluszczu pospolitego, ceramidy [33], gliceryna, hialuronian sodu [6], ekstrakt z portulaki pospolitej [9], sok z aloesu [11], beta-glukan [12], heksapeptyd-8 acetylu [17], tripeptyd miedziowy-1 [18], betaina [23], ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego [16], ekstrakt z wierzby białej [21], wyciąg z kadzidłowca [22], olejek jojoba [41], olejek z pelargonii [39], olejek bergamotkowy [37].

Muszę się przyznać, że pierwszy raz miałam maskę w płachcie, która dodatkowo z dwóch stron była wyposażana jeszcze w siatkę, którą trzeba było ściągnąć. Bałam się, że sobie z tym nie poradzę, wiecie mogłam wyrzucić maskę, coś źle oddzielić, jakby za bardzo się skleiły warstwy, ale udało się! I fajnie. Podoba mi się to, bo dzięki temu płachta jest dużo bardziej nawilżona samym kosmetykiem. Cała płachta jest dość śliska, nie wiem czy to ze względu na specyficzną konsystencję maski, czy jednak materiał z jakiej płachta jest zrobiona, ale nie powodowało to ześlizgiwania się z twarzy. A nawet jest to jedna z niewielu masek, która tak dobrze trzymała mi się twarzy i w ogóle z niej nie schodziła Nie musiałam się kłaść, mogłam spokojnie siedzieć przed kompem. Idealnie, nie odklejała się z żadnej części twarzy, nawet  z brody. Ja mam dość małą twarz, więc maska byłą trochę za duża, ale mimo wszystko jestem mega zadowolona z samych właściwości technicznych.
Jeśli chodzi o działanie, to wow! Moja skóra jest tak cudownie nawilżona po użyciu, tak genialnie odżywiona i jeszcze na dodatek turbo gładka, turbo miękka i na maksa milusia w dotyku! Często po masce i tak używałam serum tutaj czekałam powoli, bo cera była genialna i dawno nie miałam takiej fajnej cery. Dodatkowo była uspokajana,, jakiekolwiek podrażnienia zniknęły i widać, że coś pozytywnego się tutaj zadziało!
A i jeśli chodzi o to serum, to znowu, pierwszy raz mam do czynienia z takim serum dodanym do maseczki i znowu obawiałam się, że otwierając coś zepsuje. Na szczęście nic takiego się nie stało. Ale jestem w szoku wydajności tego serum! Myślałam, że wystarczy mi na 2 maks 3 razy, a ja w sumie używałam go jeszcze przez 5/6 dni 2 razy dziennie. I powiem Wam, że serum jest świetne, od razu czuję, że skóra jest mega nawilżona, odżywiona i wygląda tak promienniej, więc dla mnie czad!


Mediheal, Golden Chip, circle point mask
Maska akupresurowa rozjaśniająca

Skład: Water, Propanediol, Niacinamide [3], Sorbitol [4], Glycerin [5], Sodium Hyaluronate [6], 1,2-Hexanediol, Glutathione [8], Sodium Ascorbyl Phosphate, Ascorbyl Glucoside [10], Salix Alba Bark Extract [11], Portulaca Oleracea Extract [12], Hydrolyzed Collagen, Aloe Barbadensis Leaf Juice [14], Beta-Glucan [15], Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Butylene Glycol, Boswellia Serrata Resin Extract [19], Panthenol [20], Trehalose [21], Betaine [22], Carbomer, Allantoin [24], Polysorbate 80, Arginine [26], Adenosine [27], Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Geranium Maculatum Oil, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Cymbopogon Nardus Oil, Lavandula Hybrida Oil, Pogostemon Cablin Oil, Citrus Aurantium Bergamia Leaf Oil [35], Eucalyptus Globulus Leaf Oil.

Maska przeznaczona dla cery poszarzałej i z przebarwieniami.
Maska ma za zadanie zwiększyć rozświetlenie poszarzałej skóry i ją zregenerować. Hialuronian sodu nawilży i wygładzi skórę, a także chroni ją przed utratą wody. Stabilna postać witaminy C i glutation wzmagają działanie intensywnie rozjaśniające plamy, przebarwienia oraz ujednolicenie kolorytu skóry. Skóra po użyciu będzie promienna, rozjaśniona i pełna blasku.

Składniki aktywne: stabilna forma witaminy C [10], glutation [8], hialuronian sodu [6], witamina B3 [3], sorbitol [4], gliceryna [5], ekstrakt z wierzby białej [11], ekstrakt z portulaki pospolitej [12], ekstrakt z liści aloesu [14], beta-glukan [15], wyciąg z kadzidłowca [19], panthenol [20], betaina [22], trehaloza [21], allantoina [24], arginina [26], adenozyna [27], olejek bergamotkowy [35].

Zacznę od tego, że wow, zaczęłam czytać 'instrukcję' i wow! Z czymś takim nie miałam jeszcze do czynienia i żałuję, że nie byłam na to przygotowana, bo zrobiłabym zdjęcia! Ale jak wpiszecie w google maskę to znajdziecie dokładnie, jak ta maska wygląda.
Płachta maski jest czarna i posiada na sobie kilka żółtych tak jakby wypustek z jakiegoś twardszego tworzywa, ale nie mam pojo co to jest. Przykładacie płachtę do twarzy stroną, która zawiera te wypustki. Producent pisze o akupunkturze, w miejscach tzw. chipów należy ponaciskać 2-3 razy i potem zrelaksować się z maską. Maska przylegała fajnie do twarzy, ale te chipy nie znajdowały się symetrycznie w tych samych miejscach na twarzy. Byłoby to dla mnie niespodzianką, gdyby tak idealnie wszystko wyglądało, ale nasze twarze nie są identyczne, więc to jest niemożliwe. Mimo to ponaciskałam sobie trochę te miejsca i usiadłam.
I dawno nie czułam się tak zrelaksowana. Płachta przylegała do twarzy, roznosił się taki dość ziołowy, ale i ładny zapach, który na maksa mi się spodobał i zadziałał tutaj dość aromaterapeutycznie, to było mega. Nie wiem czy ta akupunktura jakoś tutaj rzeczywiście zadziałała, czy byłam w stanie ucisnąć w odpowiednich miejscach, czy to bardziej moja podświadomość, ale to było naprawdę super! Z kolei jeśli chodzi o działanie maski, to efektu tutaj już był mniejszy. Nie było efektu wow, ale było przyzwoicie. Skóra była w sumie fajniejsza, milsza w dotyku i gładsza, ale zazwyczaj po maskach jest taki efekt niesamowity! A tutaj było poprawnie, poza tym zauważyłam niewielkie rozjaśnienie, a na nim zależało mi najbardziej ;). Okej, ale bez szału.



Dajcie znać, jakie Wy maski ostatnio używaliście i czy coś nowego możecie polecić? :)
Trzymajcie się!

MediHeal, czyli maseczki z niesamowitą mocą

04 marca 2019



Dzień dobry! Nowy tydzień, nowy miesiąc, nic nowego się nie zmienia, a jednak! Ja już czuję na maksa wiosnę w powietrzu i cieszę się niesamowicie, nawet mnie jakoś bardzo nie przewiewa, jak wyjdę na szybko do sklepu nieubrana, rewelacja! Kto czytał ostatni wpis to zauważyliście, że w końcu zaczęłam zużywać maski, a to wiąże się z recenzjami i wpisami zbiorczymi, ale krótkimi, bo tak naprawdę maski w płachcie są jednokrotnego użytku, więc są to opinie dosyć powierzchowne, ale i tak pomocne, bo przy okazji masek pierwsze wrażenie decyduje o tym, czy kupimy je ponownie.
No to siup z MediHeal!

N.M.F AQUARING AMPOULE MASK EX.
N.M.F maska ampułka nawilżająco wygładzająca

Maska ma za zadanie intensywnie pielęgnować dojrzałą, wysuszoną skórę, nadać efekt silnego nawilżenia i wygładzenia. Zawiera naturalny czynnik N.M.F (natural moisturizing factor), hialuronian sodu, ceramidy, allantoina i trehaloza.

Skład: Water, Glycereth-26, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Glycerin, Sodium Hyaluronate, 1,2 Hexanediol, Hydroxyethyl Urea, Rosa Centifolia Flower Water, Fomes Officinalis Extract, Hamamelis Virginiana Water, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Glutamine, Glutamic Acid, Arginine, Alanine, Phenylalanine, Proline, Portulaca Oleracea Extract, Hydrolyzed Collagen, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Beta-Glucan, Xanthan Gum, Butylene Glycol, Boswellia Serrata Resin Extract, Salix Alba Bark Extract, Panthenol, Trehalose, Betaine, Carbomer, Allantoin, Polysorbate 80, Adenosine, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Fragrance, Polyglutamic Acid.

Ta maska była moim pierwszym zetknięciem się z marką MediHeal. I od samego początku byłam zachwycona. Płachta jest bardzo nasiąknięta produktem, ale nie kapało z niej ani nic nie spływało. Dało się czuć bombę maseczkową na twarzy,że działa i wnika w głąb skóry. Poza tym, zapach - rewelacja. Bardzo kwiatowy, kobiecy i kosmetyczny, ale ładny. Jeśli chodzi o jej działanie to jak najbardziej na plus. Nie mam ogromnych problemów z suchością czy odwodnieniem skóry, ale dało się odczuć natychmiastowe nawilżenie i odżywienie. Maska sprawiła,że cera od razu zaczęła wyglądać zdrowo,promiennie i była bardzo gładka w dotyku. Bardzo chętnie będę do niej wracać, bo skóra aż odżywa. Jak najbardziej maska jest godna polecenia!


W.H.P WHITE HYDRATING BLACK MASK EX.
Czarna Maska wybielająca W.H.P EX.

Maska ma za zadanie poprawić poziom nawilżenia w skórze, zmienić odwodnioną skórę w skórę nawilżoną i pełną blasku. Zawiera niacynę, arbutynę i ekstrakt z jagód acai, które działają tonizująco. Ceramidy wodne wybielają skórę. Maska pozostawia skórę jedwabiście gładką.

Skład: Water, Propylene Glycol, Niacinamide, Glycerin, Dipropylene Glycol, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Dipotassium Glycyrrhizate, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Glucose, Mentha Piperita Extract, Trehalose, Charcoal Powder, Disodium EDTA, Arginine, Carbomer, Hydroxyethylcellulose, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Usnea Barbata Extract, 1,2 Hexanediol, Fragrance.

Od początku zastanawiałam się, że jak to... czarna maska, czarna płachta, a efekt z kolei wybielający? Czegoś takiego jeszcze nie miałam. Ale od początku! Muszę przyznać, że maska była na maksa nasiąknięta produktem, a poza tym wielki plus za płachtę. Tak idealnie przylegała do twarzy, jak nigdy żadna inna. Idealnie! A z tym akurat często mam problemy. Zapach mnie nie powalił, a nawet lekko odstraszył. Bardzo kojarzył mi się z witaminą C, rutinoscorbinem, ale takim przesadzonym i za mocnym. Na szczęście szybko przestałam to czuć.
Po ściągnięciu twarz była w genialnym stanie. Cudownie nawilżona, odżywiona, gładka i miękka w dotyku, a nawet da się zauważyć lekki efekt wybielający, jakiekolwiek przebarwienia zostały rozjaśnione, więc dla mnie maska byłaby idealna przed ważniejszą imprezą. Zapewne przy regularnym stosowaniu byłby to mocniejszy efekt i skóra mogłaby zostać na stałe rozjaśniona. Ja nie mam takich problemów ze skórą, więc mi raz na jakiś czas wystarczy. Ale znowu, jestem zachwycona!
Poza tym, czarna maska była tak rewelacyjnym gadżetem, że śmiałam się, że mogę iść i napaść na bank. Oczywiście tego nie zrobiłam! ;D

MASK DRESS; 
DRESS CODE VIOLET

Po pierwsze, maska działa tonizująco, czyli przywraca skórze naturalne pH, poza tym rozjaśnia postarzałą skórę, a także regeneruje ją. Przy okazji, posiada fantazyjny i karnawałowy wzór. Zawiera: witaminę E, panthenol, trehalozę, sok z aloesu, ekstrakt z opuncji figowej, wyciąg z borówki, z owocu acai, z oczaru wirginijskiego, z owoców granatu, ekstrakt z jagód camu camu, hialurnian sodu i hydrolizowany kolagen.

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Collagen, Xanthan Gum, Carbomer, Tocopheryl Acetate, Disodium EDTA, Panthenol, Trehalose, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Olea Europaea Fruit Extract, Opuntia Ficus-Indica Extract, Cavvinium Angustifolium Fruit Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Lavandula Angustifolia Flower Water, Hamamelis Virginiana Extract, Myrciaria Dubia Fruit Extract, Morinda Citrifolia Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Morus Alba Fruit Extract, Ginkgo Biloba Nut Extract, Methylparaben, Portulaca Oleracea Extract, Beta-Glucan, Allantoin, Triethanolamine, Polysorbate 80, Adenosine, Fragrance. 

Tę maskę trzymałam u siebie bardzo długo. Miałam w planach nałożyć ją przed konferencją Meet Beauty. Ale skoro została niestety odwołana to stwierdziłam, że czas poprawić sobie humor i jej użyć! Powiem Wam, że po pierwsze maska robi rewelacyjne wrażenie, ta karnawałowa maska jest rewelacyjna i wydaje mi się, że sprawdziłaby się genialnie na jakimś babskim beauty evening! Mimo wszystko maska pachnie najsłabiej z całej trójki. Zapach jest bardzo sztuczny, cytrusowy i nie, nie pasuje mi. Na szczęście, jak trzymam maskę na twarzy to zapach mi jakoś nie przeszkadza i o dziwo w ogóle go nie czuję.
Jeśli chodzi o działanie to było okej. Moja skóra po tej masce była nawet nawilżona, ale nie przetłuszczona, uspokojona, a przy okazji zmatowiona i jej koloryt został wyrównany. Ale jednak. czuję jakiś niedosyt, coś tutaj nie tak i czegoś mi tu za mało. A szkoda, bo wygląda cudownie.


Ogólnie ja z masek jestem zadowolona. Mają super wygląd i jest ich cała masa rożnych do wyboru -  jest rewelacyjne, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Mimo wszystko ich największą wadą jest cena i dostępność. No jeśli mam używać jakiejś maski 2-3 razy w tygodniu to niestety trochę słabo wydawać ok. dychy za jedną. Z kolei, dostępne są jedynie w Hebe, a nie jest to aż tak popularna drogeria niestety. Ale i tak uważam, że od czasu do czasu, czy na jakąś fancy okazję, maski są idealne.


Denko, luty 2019r.

01 marca 2019



Hej, hej! Dzisiaj kolejne denko, i to właśnie wpisy denkowe uświadamiają mi, jak szybko leci czas, to w sumie jedyna taka seria na blogu, która pojawia się regularnie i pokazuje mi, że 'Heeej, już dwa miesiące minęły, a Ty dalej piszesz 2018r. zamiast 2019'. Standard, haha. Ale przechodzimy do denka; tym razem widać, że w końcu wzięłam się za maski i tu się jaram bo z tym zawsze mam największy problem, ale powiedziałam sobie, że jak tylko mam wolny wieczór, to wjeżdża maska, bo w końcu trzeba o siebie zadbać i to się sprawdza - mam też nadzieję, że jestem trochę piękniejsza haha. Poza tym, zobaczycie tu aż trzy korektory. Akurat mam tak, że potrafię na raz używać kilka, więc w tym miesiącu zużyłam wszystkie!.
No to do dzieła!


Standardowo w denku nie mogło zabraknąć Be Beauty, płatków kosmetycznych i Facelle, chusteczek nawilżających  do higieny intymnej, to jest już mój standard i nie wyobrażam sobie nie mieć jakichkolwiek zapasów w domu. Zawsze mam w zanadrzu po kilka opakowań i naprawdę, na maksa je wszystkim polecam! Poza tym, wiecie, że Schwarzkopf, Gliss Kur, fiber therapy, ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu jest moim numerem 1. Ostatnio w tesco trafiłam na promocję za 4zł, więc trochę nakupiłam, ale są świetne i odżywiają włosy zawsze i z nimi się nie rozstaję. Tak samo jest z Ziaja, liście manuka, tonikiem zwężającym pory na dzień i na noc, ostatnio natknęłam się na małą nagonkę na Ziaję ze względu na składy, mnie to nie interere, bo te produkty naprawdę sprawiają, że moja cera wygląda bardzo w porządku! Poza tym, powróciłam do mojej wielkiej włosowej miłości, czyli Equilibra, nawilżający szamponu aloesowego, który idealnie nawilża i oczyszcza włosy, a przy okazji aloes w nim zawarty sprawia, że moje włosy rosną, jak szalone. No i po wypróbowaniu kilku innych korektorów z podkulonym ogonem wróciłam do Catrice, high coverage, Liquid Camouflage. Nie ma nic innego tak idealnie jasnego, tak idealnie kryjącego, tak trwałego, i tak świetnego pod wieloma względami. 


  • Nivea, hairrmilk natural shine, szampon pielęgnnujący; proteiny mleka i jedwabiu - dla mnie szampon jest rewelacyjny, pod warunkiem że używamy go od czasu do czasu. Często stosowany sprawiał, że moje włosy były przyklapnięte. Z kolei stosowany z umieram pielęgnuje włosy tak, jak powinien, świetnie też się sprawdzał na basenie, kiedy włos zmęczone chlorem dostają szybka nawilżającą ulgę. Ja polecam, ale przestrzegam, że nie powinno się go używać w nadmiarze.
  • Yves Rocher, peelingujący żel pod prysznic i do kąpieli, złota herbata - matko, jak ja kocham ten zapach i już mi go brakuje. Gdybym mogła wykupiłabym wszystko z  tym zapachem i t na cały rok, nie tylko na zimę. Ten żele peelingujący stał się moim ulubieńcem. Co prawda nie miał za dużo drobinek w sobie, ale i tak po depilacji sprawdzał się świetnie,bo był delikatny,ale i wygładzał skórę. Nie wysuszał, nie podrażniał, a i przy okazji lekko nawilżał skórę.
  • O2 Skin, rozświetlający krem - żel pod oczy - krem naprawdę poprawił stan mojej skóry wokół oczu. Mimo że były chwile, że trochę mnie podrażniał i momentami nie mogłam wytrzymać, a opakowanie trafiło mi się tak felerne, że pompka była do niczego, to działanie wszystko wynagradza i ja byłam mega zadowolona.
  • Lirene, city matt, mineralny puder matujący - wróciłam do tego pudru po kilku latach, kiedyś go uwielbiam i używałam prawie cały czas,a potem wiadomo - trafiałam na inne nowości. Idealnie matuje, ale ma też w sobie trochę drobinek rozświetlających, które w słońcu mogą wyglądać, jak brokat, więc na to musicie uważać, ale dla mnie i tak jest rewelacyjny. Idealnie się sprawdza, wygodnie się nakłada, nie ściera się i wsio!
  • Long4Lashes, serum do rzęs - rzęsy urosły i to dużo, więc chyba nie mam, co tu więcej mówić. Odżywka mnie nie podrażniła, nie spowodowała żadnych innych dolegliwości, a czasami zdarzało mi się trochę niepoprawnie jej użyć, ale mega. Teraz daję odpocząć rzęsom, a niedługo na pewno do niej wrócę.
  • Yves Rocher, intensywnie nawilżające mleczko do ciała z wyciągiem z aloesu - i to mleczko okazało się być naprawdę petardą, rzadka konsystencja, ale bardzo wydajne i niewiele potrzeba do wysmarowania się. Poza tym, zapach obłędny, za aloesem nie przepadam, ale ta mieszanka wyszła im naprawdę cudownie! Sztos. No i działanie; nawilża, odżywia i sprawia, że skóra jest miękka i gładka w dotyku. Bardzo na tak!


  • Le Petit Marseillais, żel pod prysznic, czerwona pomarańcza i szafran - żel, jak żel. Ogólnie spoko właściwości, nie wysusza i nie podrażnia, dosyć intensywnie pachnie, ale jednak sam zapach nie do końca przekonujący.
  • Yves Rocher, żel pod prysznic i do kąpieli, czerwone jabłuszko - średni, bo zapach średni. Jakoś bez szału i mnie nie porwał. Fajnie się pienił, dobrze mył, lekko nawilżał, ale jednak dla mnie żel ma przede wszystkim pachnieć tak, żeby mi się chciało myć, a tu nie byłam zadowolona.
  • Nivea, double effect, anty-perspirant - i tu znowu nie mam za bardzo, co mówić. Zapach ładny, kulka ostatnio jest da mnie dużo wygodniejsza niż aerozol, wchłaniał się też w miarę szybko, nie plamił ubrań, ale nie wzdycham do niego i jakoś ciągnie mnie z ciekawości do innych.
  • Dermacol, hyluron therapy 3D, wypełniający krem przeciwzmarszczkowy pod oczu i wokół ust - ten krem był używany przez moją siostrę, która skupiała się głównie w okolicach ust. ogólnie właściwości ma fajne, ładny zapach, bardzo fajna konsystencja, szybko się wchlaniał, ale jakichś większych efektów niestety nie było.


  • Schwarzkopf, beology, wygładzająca odżywka z ekstraktem z głębin mórz i brunatną algą - wszystko niestety na nie. Zapach, konsystencja i totalny brak efektów.
  • Syoss, keratn heat, termoochronny spray - kolejna rzecz taka nijaka. Niby taki produkt zawsze zapewni nam jakąś ochronę i coś pomoże, ale nie ma efektu wow, Brak wygładzenia, brak blasku.
  • Miss Sporty,  perfect stay, korektor pod oczy - kolor był bardzo fajny, jasny i ładnie rozświetlał cerę, ale nie było jakichś spektakularnych efektów i nie wyglądał jakoś hiper pięknie po krótkim czasie. Dodatkowo nie był też treściwy, tylko rzadki i potrzebowałam dużo więcej nałożyć, żeby coś z tego było.
  • Rimmel, wake me up, rozświetlający korektor - tutaj w sumie się zawiodłam, każdy jest zachwycony podkładem z serii wake me up i myślałam, że w takim razie korektor też powinien być wow, ale niestety najjaśniejszy kolor okazał się i tak zbyt ciemny dla mnie, i trochę za bardzo pomarańczowy.  Ten był już bardziej treściwy, ale kolor na starcie przegrał.


  • Lirene, stop pękającym piętom, krem do stóp 5w1 - wiecie, że ja nie znoszę dbać o stopy i zawsze budzę się, kiedy jest już za późno, no trudno. Ta maska jest spoko właśnie na takie kiedy jest za późno, tubka wystarczyła mi na w sumie kilkanaście nawet użyć, a zazwyczaj nakładam go pod bawełniane skarpetki. I następnego dnia stopy są w dobrym stanie, są miękkie, nie ma popękanych pięt i w momencie, kiedy ja go używałam raz na 2-3 tygodnie, to byłam zadowolona i efekty się długo utrzymywały. Gdybym używała go regularnie co najmniej 2 razy w tygodniu to wtedy byłby efekt zdumiewający ;).
  • A'pieu, nawilżająco-ujędrniająca maseczka na bazie miodu Canola do skóry dojrzałej - maska jest cudowna, mimo że nie mam dojrzałej skóry, ale to jak mnie nawilżyła to był szał. Zapewne działanie zostało wzmocnione przez fakt, że użyłam jej w wannie, więc maska miała podwójne doładowanie. Ale działanie było genialne, zapach też był ładny, fakt faktem płachta na moją twarz była zdecydowanie za duża, ale ogólnie jestem zadowolona, chętnie bym wypróbowała innych.
  • Selfie Project, maska nawilżająca na tkaninie, #luckyseal - kolejna maska nawilżająca, tym razem byłam 'foką', mam nadzieję, że słodką haha, ale na pewno śmieszną. Maska nawilżała, ładnie pachniała, te z Selfie Project też całkiem dobrze przylegają do twarzy, a t jest dla mnie ważne. A ich dużym plusem jest to, że są łatwo dostępne i są tanie, często na promocji, więc to już bardzo na plus.
  • MediHeal, W.H.P czarna maska nawilżając-wybielająca - o ta maska była rewelacyjna, pierwszy raz miałam czarną płachtę i wyglądałam, jakbym miała napaść na bank, ale to było fajne i coś innego! Mimo wszystko nie ma lepiej przylegających masek niż te od MediHeal. Maska cudownie nawilżyła skórę i sprawiła, że jej koloryt został idealnie wyrównany, a i przebarwienia zostały lekko rozjaśnione, więc sztos.
  • MediHeal, dress code violet, maska karnawałowa tonizująco-regenerująca - maska robi wrażenie głównie wizualne, i to jest chyba jej największy atut, ta wersja miała dziwny zapach, który nie do końca mi podszedł. Działanie nawilżające ma, skóra też została lekko uspokojona, ale jakoś czuję niedosyt niestety. Mam wrażenie, że jest to typowy przerost formy nad treścią.


Nie uzbierało się tego jakoś bardzo dużo, ale cieszę się, że zaczęłam używać masek, zużyłam korektory. Co prawda trochę też kupiłam w tym miesiącu, ale jakoś bez większych szaleństw - same najpotrzebniejsze rzeczy [jak zawsze]. Dajcie znać, jak wasze zużyci w tym miesiącu!


denko, listopad 2018r.

29 listopada 2018



Hej! Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i idealnie, a końcówka listopada jest dla Was dość łaskawa i cieszycie się razem ze mną na grudzień. Ja dzisiaj mam dzień pełen roboty, koniec miesiąca, planowanie wpisów, lekkie sprzątanie i ogarnianie, bo juto jedziemy na weekend w okolice Jeleniej Góry, żeby trochę odpocząć, odetchnąć i fajnie spędzić razem czas. Ale zanim to fajnie - trzeba umyć pędzle, spakować się i zostawić wszystko w odpowiednim stanie. Myślę, że mogę spamować trochę na insta, więc w razie w wpadajcie tam.
A dzisiaj zapraszam Was na denko! Wszystkie denka w tym roku były ogromne i aż przerażało mnie opisywanie ich, bo ilość kosmetyków była zabójcza. Za to w tym miesiącu chill, niewiele nowych rzeczy, niewiele w ogóle produktów, więc będzie na pewno szybko i przyjemnie.


Zaczynamy od stałych bywalców w denku, stałych ulubieńców, bez których nie wyobrażam sobie swojego 'kosmetycznego funkcjonowania'. Bez BeBeauty, płatki kosmetyczne, a także Facelle, chusteczki do higieny intymnej się nie obejdzie. Standard w podstawowej pielęgnacji, najlepsze, najtańsze, najlepiej dostępne i naprawdę świetnie mi się tego używa i nie zamierzam wymieniać ich na nic innego. Jeżeli chodzi o włosy, są one cały czas mocno pielęgnowane i największą uwagę skupiam właśnie na nich. Moje włosy nie wyobrażają sobie już dnia bez obu tych produktów: Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna - Oil Nutritive jak i Schwarzkopf, Gliss Kur, Fiber Therapy - spray regeneracja w olejku. Cudownie pachną, idealnie nawilżają i odżywiają włosy, nie sklejają ich, nie przetłuszczają i nie obciążają. Ja widzę naprawdę sporą różnicę w stanie moich włosów, końcówki są w miarę nawilżone, nie są tępe ani szorstkie, a gładkie i miękkie. Więc ja jestem super zadowolona. Z kolei do twarzy,najlepszy i najmocniejszy Clean&Clear, głęboko oczyszczająco tonik. Mimo że nie jest to produkt na co dzień, bo strasznie wysusza skórę, ale w dniach kiedy jej stan jest tragiczny to właśnie on sprawia, że wszelkie niedoskonałości znikają szybciej.


  • Organic Shop, mango z Kenii, peeling do ciała - to jest mój pierwszy peeling tej marki i powiem szczerze, że przepadłam maks. Uwielbiam zapach, konsystencję, idealnie gruboziarnisty, wygładza, ujędrnia skórę i fantastycznie ściera martwy naskórek. Ja jestem naprawdę zadowolona. Kręciłam się dookoła tych peelingów już długo i żałuję, że tak późno się na nie skusiłam, b teraz chcę je wszystkie.
  • Mediheal N.M.F.- maska-ampułka nawilżająco-wygładzająca - uwielbiam maski w płachcie, bo jest to najszybsza metoda na nawilżenie skóry i zrelaksowanie się. Nie przepadam za mieszaniem własnych mikstur, nakładaniem masek czy glinek na skórę. Płachta daje mi niesamowitą wygodę, a maski od Mediheal mają świetnie proporcjonalne i skrojone maski, nie spadają z twarzy i dopasowują się do jej kształtu. A jeśli chodzi o działanie to dają mi fajnego odżywczego i nawilżającego kopa. A ten zapach! Obłędny, dawno nie niuchałam nic o tak fantastycznym zapachu. Piękny, kobiecy, kosmetyczny, ale mega. A skóra była w genialnym stanie po zastosowaniu tej maski.
  • Dermacol, Matt Control, fluid matujący - długo mi zajęło zanim przekonałam się do fluidów od Dermacol - zawsze tak mam. Początkowo kolor był jakiś nie do końca, a i tak miałam kilka innych pootwieranych. W końcu użyłam raz i używałam namiętnie codziennie. To, co robił ten fluid z cerą było mega. Co prawda nie powiem, że jest on matujący, bo na mojej skórze był o dziwo efekt rozświetlenia, ale magiczny, bo rozświetlenie było dokładnie w tych miejscach, w których bym sama użyła rozświetlacza. W innych miejscach był w miarę matowy, ale bez pudru by się nie obyło. Idealnie wtapia się w skórę, mimo że odcień był dla mnie trochę za ciemny, ale jakoś bardzo się to nie odznaczało. Na imprezy jak znalazł, nawet te szalone i całonocne. Siedzi na twarzy, nie rusza się z niej i nadaje nam super glam efekt. Ja jestem zachwycona i czekajcie na recenzję!
  • Petal Fresh,odżywka rozjaśniająca, łagodząca z wyciągiem z róży i wiciokrzewu - odżywka okazała się być bardzo fajna, ma ciekawy zapach, fajne połączenie składników, dobrze odżywia i nawilża włosy, po użyciu włosy są idealnie sypkie, gładkie i lśniące. Marka dla mnie jest totalnie nowa, ale jestem bardzo ciekawa innych produktów.


  • Efektima, olejek konopny - byłam zadowolona nawet z tego olejku, bardzo ładnie pachnie, nawilżał włosy, uwielbiam efekt, jaki mi dawał na skórze - ostatecznie bardziej mi to odpowiadało niż na włosach. Skóra była gładka, miękka i pachnąca, natomiast do włosów miałam wrażenie, że coś tam nie do końca. Na początku dostały zastrzyk nawilżenia, ale potem szybko się przyzwyczaiły i przestały reagować. A ja od każdego olejowania wymagam mega efektu.
  • Nivea, black&white invisible, antyperspirant - silky smooth - antyperspirant był bardzo fajny, ładnie pachniał, nadawał skórze takiej aksamitności i była ona bardzo gładka i miękka w dotyku, nie plamił ubrań, co mega mi się podobało, bo nie znoszę tych białych pasków na czarnych ubraniach. Ale pod koniec używania, jak już produkt się kończył sam zapach i 'opary' zaczęły być męczące i duszące, więc nie wiem od czego to zależy.
  • Iwostin, Purritin, aktywny żel do mycia twarzy - ten żel jest naprawdę fajny, super ma działanie, dobrze oczyszcza cerę i radzi sobie z produkcją nadmiar sebum, jak i z niedoskonałościami. Pojawia się w sumie w denku nie pierwszy raz, ale mimo wszystko ten produkt apteczny jest dość drogi, więc nie wszyscy mogą sobie na niego pozwolić, a przy okazji czasem ciężko go dostać.


  • L'Oreal Paris, maska, czysta glinka zielona - produkt na maksa drogi, a z cerą nie robi nic, totalnie nic. A jest to już drug produkt tego rodzaju, który pojawia się w bublach, jakiś czas temu wylądowała tutaj niebieska wersja - szkoda, bo zapowiadały się świetne produkty.

Aż miło się pisze takie krótkie denka. Zobaczymy, jakie będzie zakończenie roku, jak na razie to tyle. Kolejny wpis już w grudniu, a to oznacza, że będzie to wpis świąteczny z serii Blogmas. Ja się nie mogę doczekać, a Wyyy? :))