baginning.com - idealne torebki na jesień

11 września 2021

 

Hej! Co tam, jak tam? Czy to źle, że zaczynam powoli wrzucać tematyczne jesienne wpisy? Ale ja już czuję jesień w powietrzu i bardzo się z tego cieszę. Tak, jestem 100% jesienierą i nic na to nie poradzę. Uwielbiam jesień, uwielbiam ten chłodek, uwielbiam ten vibe i atmosferę jesienną a teraz kiedy pokazuję naszej małej istotce świat to tym bardziej się cieszę na tę jesień (a o świętach chyba nie muszę wspominać, ale poczekam jeszcze te 2 miesiące).


A skoro jesień, to czas na zmiany w garderobie. Co prawda nie wiem gdzie ja będę obecnie wychodzić i jak często, ale chyba mogę popatrzeć, pooglądać i może się zainspirować? Wierzę, że  w końcu znajdę czas i motywację na strojenie się ;). 

A nie powiem, po trzech miesiącach siedzenia w domu człowiek by trochę zaszalał. Nigdy nie byłam przekonana do najnowszych trendów i nigdy nie leciałam ślepo za modą, więc przeźroczyste, plastikowe torebki, tzw. Clear bucket Bag nie były dla mnie czymś wow, ale nie oszukujmy się, jak widzę te poniższe propozycje to aż bym się skusiła. Tym bardziej na tę szarą z napisem Boutique. No jakoś kupuje mnie ten kolor ;).


Z kolei mini torebki, nerki, czyli Fanny pack to jest coś, co za mną chodzi już od dawna. I nawet kupiłam jedną kiedyś, ale nie ściągnęłam metki i sprzedałam. aa trochę żałuję, bo teraz mając małą dzidzię to by było coś idealnego dla mnie. Turbo wygoda, nic mi nie lata, nie wala się, kiedy chcę ją podnieść, więc nie powiem - żałuję. Nie zdziwię się, jak prędzej czy później kupię nową, ale trudno! Dajcie znać, czy to się rzeczywiście sprawdza przy dzieciach tak, jak mi się wydaje?


]No, a na koniec zostawiłam wisienkę na torcie, czyli małe imprezowe torebki Fanny Bags Party, ale w jesiennych kolorach - takich, że ja się zakochałam i nie mogę im się oprzeć. Oj nie ma co, mama po trzech miesiącach siedzenia w domu bardzo chętnie by gdzieś wyszła, a z nową torebką już w ogóle! Chyba wszystkie młode mamy wiedzą o czym mówię, co nie? No ale nie ma się co oszukiwać, nowa torebka zawsze się przydaję, a ostatnio mam same czarne, więc trochę koloru przydałoby mi się w szafie!


To, jak? Zmieniacie już garderobę na jesień, czy przesadzam i łapiecie ostatnie letnie promyki słońca? Osobiście mam nadzieję, że upały już nie wrócą, chociaż wrzesień może mnie zaskoczyć, ale zobaczymy - będzie widać! 
Jest tu jeszcze jakaś jesieniera?


Denko - sierpień 2021r.

07 września 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? U nas bardzo dużo zmian, dużo nowości i dużo nowych, jak i dziwnych sytuacji, do których ja nie jestem przyzwyczajona. Przeprowadziliśmy się na wieś, budujemy dom, a w międzyczasie udało nam się jeszcze pojechać na mini wakajki do Zakopanego. Myślę, że na pewno będzie wpis o wyjeździe z niemowlakiem, tym bardziej w góry, ale muszę sama sobie to jakoś uporządkować, jak i uporządkować wszystko, bo na chwilę obecną mam wrażenie, że nic nie ogarniam. I właśnie dlatego dzisiejszy wpis jest po dość długiej jak na mnie przerwie. 


A dzisiaj czas na denko sierpniowe, jako że się przeprowadzaliśmy to zależało mi na zużyciu, jak największej ilości produktów. Powiem szczerze, że myślałam, że pójdzie mi niebo lepiej, ale i tak nie ma t5ragedii. Przynajmniej ruszyłam z próbkami, które teraz będę sukcesywnie zużywać, aż w końcu pozbędę się ich na zawsze - taki mamy plan! A na razie denko!


Zużyłam w końcu Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów, supreme length, mówię w końcu bo trafiła mi się jakaś kiepska sztuka z zepsutym sprayem, że odżywka sikała zamiast rozpylała piękną mgiełkę na włosy, ale ogólnie jest spoko, więc musiałam źle trafić. Udało się też zużyć Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający bio owoc granatu i bio aloes - jak zawsze, bez zmiennie nie wyobrażam sobie nie mieć tego szamponu przy sobie ;). One są najlepsze i tyle ;D. I zostając jeszcze w temacie włosów poszła kolejna buteleczka Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków do końcówek włosów i znowu kupiłam kolejną buteleczkę. Pięknie pachnie, super nawilża włosy, ma fajną konsystencję i nie mam się do czego przyczepić, po prostu jest ekstra! Jak i kolejne opakowanie Dermedic, Hydrain3 Hialuro, serum nawadniające twarz, szyję i dekolt i uwielbiam je dalej tak samo! Pierwszy raz byłam aż tak systematyczna w nakładaniu serum i bardzo jestem za to wdzięczna, bo tym bardziej po ciąży sprawdził się u mnie rewelacyjnie!


Biały Jeleń, mydło w płynie - używałam stricte po porodzie i byłam zadowolona. To było coś, co wtedy pot5rzebowałam. Zwykły płyn, bez mocnego zapachu, bez niczego konkretnego, po prostu. Fajnie mył i idealnie się sprawdził na mojej skórze, więc wszystkim przyszłym mamom polecam, jak i osobom, które poszukują takich delikatnych i bezpiecznych produktów. 
Isana, olejek pod prysznic, wykorzystywany do prania pędzli - nie znam lepszego produktu do mycia pędzli, no ten olejek radzi sobie z tym tak fenomenalnie, że nie chcę sprawdzać już nic innego, nie ma takiej potrzeby po prostu. W tej roli jest genialny!
BioDermic, krem na noc z ekstraktem z oliwek - bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę markę, bo te produkty z serii oliwkowej sprawdzają się genialnie. Krem na noc jest tak samo świetny, jak na dzień, a moja skóra jest mi wdzięczna za nie - bardzo polecam, są sztosy!
Avene, woda termalna - woda było ze mną na porodówce gdzie nie przydała mi się wcale. Myślałam, że będę potrzebowała takiej formy odświeżenia skóry, ale kto wtedy myślała o pryskaniu twarzy jakąś wodą termalną. Aczkolwiek rewelacyjnie sprawdziła się u mnie po narodzinach, kiedy rzeczywiście nie miałam aż tylu czasu na pielęgnację, a i przydała mi się bardzo w pielęgnacji małej, kiedy na szybko musiałam umyć jej buźkę, rączki czy się ulało, wtedy woda termalna pod ręką była super. No i genialnie chłodziła nas obie w chłodne dni ;). 


Yves Rocher, Karite Magique, kremowy żel pod prysznic - bardzo przyjemny jest ten żel pod prysznic, ładnie pachnie i wszystko mi w nim gra. Mimo kremowej konsystencji super się pieni i współpracuje z myjką, a min nic więcej nie potrzeba, jest super!
Yves Rocher, Karite Magique, odżywczy peeling do ciała - peeling poleciał do średniaków, bo jednak wolę mocniejsze peelingi, które mają turbo działanie ;). Ale ogólnie jest bardzo spoko!
Lirene, glinkowa pasta myjąca z bambusem, miętą i pomarańczą - jaka ta pasta jest wydajna, o mamo! Gdybym tylko jeszcze się z nią polubiła jakoś bardziej to byłby sztos. Zła nie była, ale jakoś to działanie nie zmieniło mojej pielęgnacji i nie mam tak, że ojeny muszę ją koniecznie kupić, bo się skończyła. Może kiedyś, jak nie będę miała co używać, ale na razie wolę co innego. Ale myślę, że znajdzie wiele osób, które będą ją uwielbiać.
Cleanic, chusteczki odświeżające z płynem antybakteryjnym - wszystko spoko, ale bardzo szybko wyschły jakoś...
AA Cosmetics, woda micelarna - taka sama historia, jak z pastą od Lirene, woda micelarna była okej, ale nie zrobiła w mojej pielęgnacji takiego szału, że leciałabym po kolejną, kiedy ta się skończy. Fajnie było, ale nie mam parcia na więcej.


The Body Shop, British Rose, żel pod prysznic oraz The Body Shop, Mango, żel pod prysznic - obie wersje pachniały bardzo fajnie, i zapach różany był przepiękny, i ten mango nie pachniał tak bardzo grejpfrutem, jak już przyszło mi ich używać, więc naprawdę czad! No i są bardzo wydajne, super się pienią i współpracują z myjką - rewelacja ;)
Dermacol, Gommage Cleanser - totalnie nie kumam tego produktu, nie wiem co on miała robić, ani jak miał to robić, używałam i się nie dowiedziałam i się nie dowiem, nie ogarniam.
I zużyłam dość sporo próbek: BioLaven, krem do twarzy na dzień, olej z pestek winogron i olejek lawendowy, Arkana, Neuro Cannabis Cream Mask, BioDermic, serum przeciwzmarszczkowe z ekstraktem z kawioru. A także kremy na noc: Arkana, Neuro Cannabis, Elixir Cream, Avon, Sleep Potion, krem na noc, VisPlantis, krem odmładzający z ekstraktem ze śluzu ślimaka, Vianek, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc z ekstraktem z miłorzęby japońskiego, Dermacol, Elixir, odmładzający kawiorowy krem na noc - i jako że przewinęło się tyle tych próbek nie jestem w stanie stwierdzić ani wypowiedzieć się na temat każdego z nich. Za dużo tego wszystkiego, żebym teraz wiedziała, jaki krem jakie miał właściwości.


Phyto, tonik do włosów oraz Avon, spray do włosów dodający blasku, te dwa produkty leżały już u mnie w szafce dobrych kilka lat i tak leżą i leżą, aż w końcu stwierdziłam - okej nie ma sensu, trzeba wywalić, bo tylko się kurzą. Możecie mi napisać, czy mam czego żałować :D. 



Kindii pure, bawełniane płatki dla niemowląt - jak zawsze, nic nowego są genialne.


I o! Takie denko, w tym miesiącu mam znowu plan na przejrzenie całej kosmetyczki i wyrzucenie tego, co mi graci, bo jest tego na pewno dużo więcej niż te dwa produkty, co zdecydowałam się wywalić!


Ziaja - naturalne, bosko pachnące żele pod prysznic

24 sierpnia 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? Ja już jesień czuję w powietrzu na maksa! Poza tym, powoli szykujemy się na wrzesień, na nasz wyjazd i na moją ulubioną jesień. Już się nie mogę doczekać tych długich wieczorów pod kocem, z herbatą i przed telewizorem - o tak! To jest coś, czego na maksa nie mogę się doczekać. Co prawda ta jesień będzie inna pod wieloma względami, ale wierzę, że jak najbardziej będzie pozytywna i że będzie fajnie, bo na tym zależy mi najbardziej!
A dzisiaj mam dla Was recenzję żeli pod prysznic od marki Ziaja, które robią już mocne wrażenie samym wyglądem oraz nazwami ;)

Ziaja, naturalne żele pod prysznic



Księżycowa pitaja, figa włoska oraz mięta herbaciana: składniki pochodzenia naturalnego, łagodne dla skóry oraz środowiska, delikatne składniki myjące, łatwość spłukiwania, wegański, 
Myją i zapewniają pachnącą higienę, dbają o skórę, dają wyjątkowy powiew świeżości, pozostawiają przyjemny zapach na skórze.

Powiem w wielkim skrócie, ale wszystko się tutaj zgadza. Produkty rzeczywiście super pachną, dzięki nim prysznic jest turbo przyjemny, nie podrażniają ani nie wysuszają skóry, co dla mnie jest bardzo ważne obecnie, bo nie mam za bardzo czasu na smarowanie się balsamem, więc to jest sztos. Opakowania mają bardzo duże, więc wystarczą nam na długo, tym bardziej, że są mega wydajne! Niewiele potrzeba wylać na myjkę, żeby się umyć i żeby była idealna ilość piany, więc bomba. Zatyczka też się nie psuja, nie zacina ani sama się nie otwiera, więc ja jestem bardzo zadowolona. No nie mam im nic do zarzuceni - jeżeli szukacie fajnych produktów, które pachną sztosowato, a na dodatek są ogólnodostępne i tanie - to bierzcie te. Bo czad!

Ziaja, księżycowa pitaja


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, Laureth-2, C12-13 Alkyl Lactate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Citric Acid. 

Ten zapach jest zdecydowanie moim ulubionym! Bardzo świeży, ale i delikatnie owocowy, słodki i taki energetyzujący. Aż chce się działać po prysznicu z tym żelem - poważnie. To jest zdecydowanie coś co lubię, a muszę przyznać, że nie przepadam za słodkimi zapachami. Aczkolwiek tutaj musicie mi uwierzyć, że wszystko jest tak fajnie i idealnie wyważone, że można się myć - czad!

Ziaja, figa włoska


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, C12-13 Alkyl Lactate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Hydroxyctronellal, Coumarin, Limonene, Citric Acid. 

Ta wersja zapachowa jest akurat dosyć męska. Nie jest to taki stricte męski zapach, że uciekałabym spod prysznica, ale jednak nie jest też full kobiecy, bardziej idzie w stronę męskości. Aczkolwiek w dalszym ciągu uznaję ten zapach za przyjemny i ładny, ale musiałabym się wysmarować jakimś turbo pachnącym balsamem po - obowiązkowo!

Ziaja, mięta herbaciana


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, C12-13 Alkyl Lactate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Geraniol, Citric Acid. 

Ten zapach to jest dopiero energetyk w żelu pod prysznic, ale nie chodzi mi o to, że pachnie tak jak energetyki, na szczęście nie! Ale tutaj mięta jest tak bardzo wyczuwalna, że hej i znowu aż chce się działać, chce się żyć i w ogóle. Zapach jest sztos, ale też trzeba lubić zapach mięty, bo jeżeli ktoś bardzo nie lubi to może mu przeszkadzać. Dla mnie jest spoko. 

Więc jakby ktoś się jeszcze zastanawiał to ja bardzo polecam! Dajcie znać, czy kojarzycie albo widzieliście już gdzieś te żele? 


Efektima! nowe peelingi do ciała - papaja oraz smoczy owoc

20 sierpnia 2021

 
Cześć! Coś nowego u Was słychać? Coś ciekawego? U nas dalej na topie przeprowadzka, dodatkowo ogarnęliśmy w końcu mini wakajki, miejsce zarezerwowane, więc teraz zostało nam tylko się spakować i pojechać, ale to dopiero na wrzesień. Mam nadzieję, że uda nam się chociaż trochę odpocząć po tych szalonych wakacjach i nowej sytuacji z małą.
Aaaale, dzisiaj zapraszam Was na recenzje nowości, nowych produktów marki Efektima - peelingów do ciała w mocno owocowych wersjach, papaja oraz smoczy owoc. Wiecie, że uwielbiam mocne peelingi, a także lubię markę Efektima, klikając w nazwę marki możecie przenieść się do recenzji produktów marki. To teraz pytanie, czy peelingi dołączą do moich ulubieńców?

Efektima, peeling do ciała
Papaja i ekstrakt z mango
euforia zmysłów


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, Oryza Sativa Germ Powder, Ribes Nigrum Seed Powder, Rubus Idaeus Seed Powder, Xanthan Gum, Parfum, Carica Papaya Fruit Extract, Magnifera Indica Fruit, Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Linalool, Limonene, Citronellol.

Cudownie udoskonalający peeling do ciała z otulająco-egzotyczną nutą zapachową pozwoli na nieziemsko przyjemną upiększająco-oczyszczającą chwilę. Peeling pozwoli na wypielęgnowanie i rozpieszczenie ciała, zmysły staną się ukojone, a skóra będzie bardziej zadbana i aksamitna w dotyku.

Efektima, peeling do ciała
Smoczy owoc i ekstrakt z arbuza
eksplozja energii


Skład: Aqua, Ribes igrum Seed Powder, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, Oryza Sativa Germ Powder, Xanthan Gum, Parfum, Citrullus Lanatus Fruit Extract, Hylocereus Undatus Fruit Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Limonene.

Energetyzujący peeling do ciała z nieoczywistą-fascynującą nutą zapachową pozwoli Ci na ekstremalnie orzeźwiającą pielęgnację. Doda skórze witalności, a także sprawi, że skóra będzie wygładzona i przyjemna w dotyku.


Oba produkty znajdują się w bardzo fajnych ładnych opakowaniach. Tubki stoją 'na głowie' dzięki czemu nie ma w ogóle problemów z wydobywaniem produktów na rękę, ale uważajcie, żeby nie przesadzić z ilością. Peeling ze względu na swoją rzadką konsystencję wylewa się przez palce. . Dodatkowo muszę przyznać, że te opakowania są tak wakacyjne, tak pozytywne, że one mogą spokojnie mieć miano euforii zmysłów oraz eksplozji energii. Jakkolwiek lubię czyste, estetyczne opakowania, tak te i tak mnie kupują, bo aż mi się chce i na pewno bym po nie sięgnęła w drogerii, żeby kupić, bo spodziewałabym się sztosu ;).


Ale sztosu nie ma i w mojej opinii nie ma za wiele. Peelingi mają turbo rzadką konsystencję, a drobinek peelingujących jest tam niewiele. Aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że nic nie robią, bo te drobinki na pewno w jakimś stopniu dbają o naszą skórę i pozbywają się trochę martwego naskórka, ale jest to dość delikatny efekt. Skóra po użyciu jest nawet miękka, gładka i miła w dotyku, ale ma na to wpływ akurat cała moja pielęgnacja, nie tylko peeling do ciała. Na plus jest to, że nic złego nie robią skórze, nie zauważyłam podrażnień ani wysuszenia skóry.
Z kolei inną kwestią jest tutaj zapach... Wiecie, że ja jestem bardzo uczulona na zapachy i nie mogę, kiedy coś mi nieładnie pachnie. Pierwszy raz miałam tak, że robiłam wszystko, żeby jak najszybciej zmyć produkt ze skóry i modliłam się, żeby żel dał radę zamaskować ten zapach. Dla mnie jest to zapach zepsutego owocu, jakiegoś nieświeżego soku... no niestety. I niestety obie wersje tak mi zalatują.
Nie wiem, czy to mi się coś odmieniło w ciąży, czy po prostu na starość ciężej mnie zadowolić, ale szczerze zastanawiam się, czy będę w stanie zużyć te produkty waśnie ze względu na zapach. I w tej sytuacji, fakt że peelingi rozlewają się w dłoni jest dla mnie plusem.


Mieliście je? Dajcie mi koniecznie znać, czy tylko ja mam takie odczucia, czy może trafiły mi się jakaś dziwna i nieudana seria? Aż ciężko mi w to uwierzyć, bo zawsze byłam na maksa zadowolona z produktów marki Efektima, a tutaj wyszła taka klapa. Ale pytałam nawet męża o opinie na temat zapachów i też nie był zachwycony.
Dajcie znać!


#ciążatime czego mi brakowało będąc w ciąży?

16 sierpnia 2021

 
Hej! No i co tam u Was słychać? Jak korzystacie z ostatnich dni wakacji, z ostatnich chwil lata? Gotowi na jesień? Mam nadzieję, że tak, bo ja już się nie mogę doczekać!


Co prawda od porodu minęły już 3 miesiące i wydaje mi się, jakby to niemożliwe było, że 9 miesięcy wcześniej byłam w ciąży, ale jednak! Byłam! I muszę przyznać, że wspominam ten okres różnie ;). Jakkolwiek zawsze mówi się o tym, że jest to stan błogosławiony, jest to przepiękny czas, to niekoniecznie, nie zawsze. Zdarzają się momenty ciężkie, męczące i takie, że człowiek tęsknił za tym stanem normalnym.




SIŁY

Oj matko. To było straszne, kiedy męczyłam się wszystkim w sekundę. Od samego początku było tak, że wystarczyło, że mówiłam i po paru minutach musiałam łapać oddech, nie miałam sił, nie mogłam nic więcej powiedzieć. A gdzie tu chodzić, robić zakupy, sprzątać i ogarniać życie jako tako? Całą ciążę starałam się być mniej lub bardziej aktywna, nie rezygnowałam z wyjazdów, ze spacerów, z ogarniania, ale często było tak, że szłam gdzieś turbo daleko za moim mężem haha.

BRAK SWOBODY RUCHÓW

To była jakaś padaczka. Nie powinno się spać na prawym boku, nie wolno szybko wstawać, nie wolno wstawać z łóżka na prosto, nie wolno się tak kłaść. Spoko, że nie wolno ale nawet się nie da! Cudem znalazłam sposób na zakładanie skarpetek i butów, ale nie oszukujmy się, spodnie najczęściej zdejmował mi mąż. A obrócić się w łóżku to była filozofia, trzeba było przemyśleć i przeanalizować... no szok!

GORĄCY PRYSZNIC

Nie jestem fanką kąpieli w wannie i nigdy nie lubiłam wylegiwać się w niej i marnować swój cenny czas, ale za to jak szłam pod prysznic, to woda była tak gorąca, że aż parzyła - uwielbiałam to! W ciążę zaszłam we wrześniu, więc idealny zaczęła się jesień, chłodne wieczory, powroty z korepetycji cała zmarznięta i uwierzcie, że jedyne o czym marzyłam to właśnie ciepły prysznic, żeby się zagrzać, no ale - nie mogłam! Wolałam dmuchać na zimne i zawsze starałam się kąpać w ciepłej wodzie, ale bez przesady.




PIELĘGNACJA 

Chyba nie muszę wspominać o tym, że depilacja, golenie się to jest wyższa szkoła jazdy w ciąży. No tak jest, logiczne jest to, że miejsca intymna są wystarczająco problematyczne, ale mi nawet było ciężko golić nogi. Inna kwestia to mycie włosów. Uwielbiam myć włosy na stojąco z nachyloną głową w dół, ale to było męczące! Nie dość, że obawiałam się, że ściskam brzuch i mała mi się w środku udusi, to plecy dawały mi w kość na maksa. Robiłam sobie przerwy na wyprostowanie się i oparcie ręką o ścianę, żeby trochę odetchnąć.

DŻINSY

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo brakowało mi zwykłych dżinsów, obcisłych, ładnie skrojonych, super przylegających... Ile można chodzić w tych legginsach, które na maksa się rozciągają i po pewnym czasie już nie wyglądają ładnie. Są wygodne, ale jednak co dżinsy, to dżinsy. Jak założyłam swoje ulubione dżinsy pierwszy raz po porodzie - byłam w siódmym niebie - poważnie!

HERBATA

Uwielbiam herbatę, nie pijam kawy, jestem zdecydowanie team herbata, uwielbiam zieloną, a w ciąży nie powinno się nadużywać herbaty ze względu na zawartość m.in. teiny. Nie znam się na wszystkim, co złe w herbacie dla ciężarnych, ale wiem że i ginekolog mi powiedziała, żebym uważała z zieloną herbatą, a ja piłam kilka herbat dziennie. Więc nad tym ubolewałam dość mocno!


I chyba to by było na tyle. Mi osobiście brakowało też wiele innych rzeczy, ale to głównie za sprawą cukrzycy ciążowej, ale poza tym to tak! Dodałybyście coś do tej listy? :)


Nawilżenie z wodą micelarną od AA

12 sierpnia 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? Ja dalej jestem w szoku, że ten czas tak szybko leci i ucieka! tak naprawdę już jest prawie połowa sierpnia, a to oznacza, że jeszcze tyko 2/3 tygodnie do końca wakacji! A dla mnie koniec wakacji oznacza przeprowadzkę. Mam wrażenie, że tych rzeczy namnożyło się u nas tyle, że nie ma szans się zabrać, więc będzie walka z czasem i pudłami.. Trzymajcie za nas kciuki.
A na chwilę obecną zapraszam na wpis kosmetyczny dotyczący wody micelarnej od AA!

AA Cosmetics
Nawilżająca Woda Micelarna


Woda micelarna zawiera ekstrakt z aloesu, została opracowana tak, żeby idealnie nadawała się do oczyszczania cery suchej i wrażliwej. Ma za zadanie usunąć wszelkie zanieczyszczenia, pielęgnować skórę w trakcie demakijażu, odświeżyć, chronić przed przesuszeniem, przy czym nie naruszy równowagi fizjologicznej , dzięki czemu skóra będzie miękka oraz ukojona. 

Skład: Aqua, Glycerin, Pentylene Glycol, Sodium Cocoamphoacetate, Glycyrrhiza Glabra Extract, Bambusa Vulgaris Shoot Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Niacinamide, Faex Extract, Aesculus Hippocastanum Extract, Ammonium Glycyrrhizate, Panthenol, Zinc Gluconate, Caffeine, Biotin, Allantoin, Betaine, Butylene Glycol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Propylene Glycol, Polysorbate 20, PEG-12 Dimethicone, CItric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.
Składniki aktywne: ekstrakt z liści aloesu, struktury micelarne, ekstrakt z japońskiej zielonej herbaty matcha, ekstrakt z korzenia lukrecji.

Sposób użycia: Codziennie rano i wieczorem należy oczyścić skórę twarzy, szyi i dekoltu płatkami nasączonymi wodą micelarną. Można stosować również do demakijażu oczu. Produkt nie wymaga zmywania.


Zaczynając standardowo, czyli od opakowania. Ogólnie jest niczego sobie, nawet ładne, takie czyste i przejrzyste bez wymyślnego designu, który mógłby razić po oczach. Aczkolwiek jak widać, nie jest zbyt trwałe. Spadło mi raz, i to musiało upaść jakoś bardzo pechowo, że zatyczka w moment odpadła, urwała się i zaginęła w akcji. No szkoda, bo przez to nie dość, że woda jest cały czas otwarta, to na dodatek nie jestem w stanie jej nigdzie ze sobą zabrać i tak się już z nią męczę baaardzo długo.
Poza tym, konsystencja jest po prostu wodnista, nie tłusta, nie oleista, jak nazwa wskazuje - woda. Zapach ma bardzo ładny, dosyć świeży i taki w porządku.


Używałam tej wody w przeróżnych sytuacjach, ale nigdy stricte do demakijażu. Czasem rano, wieczorem, czasem po demakijażu, czasem ot tak o w ciągu dnia, kiedy potrzebowałam się odświeżyć, a czasem jako toniku itd. No, jak mi się zachciało tak używałam, a teraz możecie się domyślać, że już w końcu tę wodę zużyć, więc używam co chwilę. Ale możecie się domyśleć, że tak w sumie nie wiem do czego ona ma mi służyć, skoro używam jej tak 'z dupy'.
Kiedy nie miałam makijażu, to się dobrze sprawowała, fajnie oczyszczała z różnych dziennych zanieczyszczeń, fajnie odświeżała i zostawiała uczucie takiej czystej i fajnej skóry. Nie kleiła się, nie zostawiała po sobie żadnego filmu, więc klasa. Używałam jej czasem po demakijażu to muszę przyznać, że ta woda fajnie doczyszczała jeszcze twarz z jakichś resztek, głównie tuszu do rzęs. Można zauważyć, że woda micelarna ma dość mocne właściwości oczyszczające, bo była w stanie czasem ściągnąć jeszcze coś, co w trakcie długiego demakijażu nie znikało, więc wow. A i co fajne, to nie powodowała ściągnięcia skóry.
Nie uczuliła, nie podrażniła, oczy nie łzawiły, więc nic złego mi nie zrobiła.


I niby spoko, ale spokojnie bez tej wody bym się obyła. Tak jak pisałam, nie mam nawet za bardzo pojęcia do czego ona miałaby służyć, no i to słabej jakości opakowanie mnie wystarczająco wkurzyło. Zmęczyłam się wykańczaniem tego produktu na siłę, a nie lubię tak! A jak coś to w sumie nie zauważyłam jakiegoś mocnego nawilżenia skóry, ale nie zauważyłam też przesuszenia, więc tutaj plus ;).


Pielęgnacja ciała - moje dzienne rytuały

08 sierpnia 2021

 
Hej! Ostatnio było o pielęgnacji twarzy i też opisywałam, jak to wygląda, więc dzisiaj postanowiłam napisać Wam, jak wygląda moja ogólna pielęgnacja ciała, po kolei, od A do Z, jak to wygląda, ale o dziwo - będzie na pewno krócej niż w przypadku pielęgnacji twarzy. Enjoy!


PRYSZNIC

Tak, ja jestem zdecydowanie team prysznic, nie przepadam za wanną i wcale mi jej nie brakuje. Nie lubię wylegiwać się w wannie, a takie leżenie zdarzyło mi się naprawdę zaledwie kilka razy - konieczne było przy tym piwko i jakiś serial, bo inaczej po 5 minutach mi się nudziło. Ale wracając do prysznica.

Staram się używać peelingów 2-3 razy w tygodniu i jest to moja ulubiona czynność pod prysznicem. Jestem zdecydowanie fanką mocnych zdzieraków, takich które sprawiają, że czuję jak jeżdżą po skórze i ją wygładzają, ujędrniają itd. Jeśli macie do polecenia dobre peelingi (najlepiej cukrowe, mocne) to dawajcie znać!

Tutaj zazwyczaj używam standardowego płynu od Ziaja. Ostatnio miałam specjalistyczną piankę z tego względu, że dopiero co urodziłam córkę i w połogu wolałam mieć coś specjalnego, ale tak naprawdę z tego, co wiem im mniej produktów używamy w tamtych okolicach tym lepiej. 

Nie mam wymagań co do żeli, najważniejsze dla mnie to to, żeby pięknie pachniały i super się pieniły i ja będę naprawdę zadowolona! Fajnie by było jeszcze, jakby się nie kończyły po 5 użyciach i klasa. Nie mam wymagań, bo żel pod prysznic na skórze jest tylko kilkanaście sekund, a to zdecydowanie za mało, żeby był w stanie nawilżyć, ujędrnić skórę, czy zrobić cokolwiek innego.

DEPILACJA

Z ogromnym zniecierpliwieniem czekam na dzień aż będę mogła zrobić sobie depilację laserową. Tak bardzo nie lubię tego etapu depilacji, że szok! No ale. Tutaj jest u mnie w sumie standard, męska maszynka z wymiennymi ostrzami, bo nie od dziś wiadomo, że one są lepsze, ostrzejsze i o dziwo tańsze.

Od dawna jestem wierna marce Venus i używam tylko ich przy depilacji. Są najfajniejsze, przyjemnie pachną, mają fajną konsystencję, są w Rossmannie, tanie i ja nic więcej nie potrzebuję. 

PIELĘGNACJA CIAŁA NA SUCHO

Nazwałam to pielęgnacją na sucho, bo chodzi mi o to, co się dzieje już po prysznicu albo ewentualnie przed. Aczkolwiek jeszcze nie jestem na etapie szczotkowania ciała, a szkoda, bo bardzo bym chciała! Ale nie powiem, parę lat temu próbowałam i czułam się tragicznie, to bolało i ja nie mogłam tego znieśc, jakoś tak się zraziłam do tego, że teraz kiedy szczotkowanie jest bardzo modne i wszyscy o tym mówią na około, ja nie mogę się przekonać. Może kiedyś!

Jestem fanką lekkich, szybko-wchłaniających się balsamów do ciała. Masła nie są dla mnie, tłuste olejki też nie, bo nie dość, że się kleję to na dodatek zostawia ślady po sobie i jest mi tak mega nieprzyjemnie, że szok! Ale od dobrych paru lat smarowałam się codziennie, w ciąży nawet 2 razy dziennie, po ciąży też bardzo tego pilnowałam, ale szybko straciłam czas. Teraz nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam balsamu na całe ciało, ale zdecydowanie muszę do tego wrócić, bo brakuję mi tego! Tym bardziej, że nie mam ani jednego rozstępu, nie mam nic i poza genami, wierzę, że regularne smarowanie przyczyniło się do tego ;).

Nie wiem, czy perfumy można zaliczyć do pielęgnacji ciała, ale stwierdziłam - why not! Co prawda ostatnio niewiele się perfumuje, bo nie chcę zaczadzić mojej córki, ale jak jest okazji, większe wyjście to perfumy muszą być! A nie oszukujmy się, kiedyś co rano używałam perfum i nie wyobrażałam sobie, żeby mogło być inaczej, perfumy musiały być! Jak już wiecie z moich recenzji, jestem fanką cięższych zapachów, lekko zadymionych, takich, które zdecydowanie zapadną w pamięć bo są niestandardowe ;)


PIELĘGNACJA DŁONI ORAZ STÓP

Czyli moja największa zmora! Gorsze od regularnego smarowania dłoni jest jedynie smarowanie stóp. No nie przepadam, ale raz na jakiś czas się budzę i muszę!

Pielęgnacja dłoni

Przynajmniej raz w tygodniu, kiedy wykonuję peeling całego ciała pod prysznicem, biorę peeling na dłonie i pelenguję też i je. Mega rewelacyjnie to działa i dzięki temu moja skóra jest w dużo lepszym stanie niż kiedyś, poważnie! Służy im to, a że i tak mam peeling na dłoniach i tak go używam to wziąć odrobinę na dłonie nie wymaga ode mnie za dużo poświęcenia. Gorzej z kremem do dłoni. Kiedyś większość kremów do dłoni były tłuste i zostawiały po sobie tłusty film na skórze, który był na maksa wkurzający i irytujący. No nie mogłam tego znieść, ale na szczęście teraz kremy do dłoni mają lepszą konsystencję, szybko się wchłaniają i raz na jakiś czas takiego kremu użyję, bo też widzę mega pozytywny wpływ na skórę jak i na skórki. 

Pielęgnacja stóp

I tutaj zaczynają się schody. Mam dużo produktów do pielęgnacji stóp, ale nie lubię i zawsze o nich zapominam. Budzę się zazwyczaj przed jakąś większą imprezą, kiedy robię sobie full serwis na swoim ciele. I wtedy wjeżdża pumeks. Potem jakiś krem do stóp pod skarpetki i tak latam cały dzień, a kiedy mam vibe to używam jakiejś maski na stopy pod bawełniane skarpety na całą noc i wtedy jest klasa. Ale może się teraz zmotywuję i będę o nie bardziej dbać, bo od kiedy noszę małą co chwilę to zauważyłam, że moje stopy są w dużo gorszym stanie niż kiedyś. Nie mówiąc już o pomalowaniu paznokci! 
Raz na jakiś czas, jeśli mam i mogę sobie na to pozwolić to używam nawilżających lub złuszczających skarpetek do stóp. Wiadomo, moja pielęgnacja stóp jest na tyle uboga, że muszę się po prostu czasem uratować czymś konkretnym na maksa.


I o! Chyba wszystko, mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;). Dajcie mi koniecznie znać, jak wygląda Wasza pielęgnacja ciała i czy też macie jakies ulubione i znienawidzone czynności;)!



#5 Becoming Tatrylover - wejście na Rysy, da się?

04 sierpnia 2021

 
No cześć! I jak tam wakajki? Połowa wakacji za nami i szok! Bardzo szybko to leci, ale ja się cieszę, tak jak wspominałam nie mogę doczekać się jesieni, którą wręcz uwielbiam! A że jesień będziemy spędzać w zupełnie nowym miejscu to już się dosyć ekscytuję. Lubię zmiany, lubię nowe rzeczy i sytuacje i mam nadzieję, że będzie fajnie. Trzymajcie za nas kciuki, żeby wszystko poszło zgodnie z planem! A na razie, skoro jesteśmy w temacie wakacji to...


RYSY! Przyszedł czas na wpis poświęcony najwyższemu szczytowi w Polsce, a mianowicie przyszedł czas na Rysy! Tak, jestem tą szczęściarą, która dała radę tam wejść, co nie było łatwe, ale się udało. Jestem dumna, że udało nam się wejść, zejść, że byliśmy cali i zdrowi, i na dodatek udało nam się wejść jednego dnia.

Kto może wejść na Rysy?

Każdy. Jeżeli ja weszłam, to osobiście uważam, że każdy. Tym bardziej że na szlaku widziałam wszystkie przedziały wiekowe, osoby starsze, młodsze, dzieci, dziadków, nastolatków, więc tutaj nie ma ograniczeń wiekowych ani myślę, że też nie ma większych ograniczeń fizycznych. Ja weszłam, wczołgałam się i jakoś zeszłam, co nie było dla mnie łatwe, a i trwało dużo dłużej nie powinno. Jestem przekonana, że gdyby mój mąż szedł sam to zeszłoby mu to na pewno dużo szybciej! Ja szłam bardzo powoli, momentami paraliżował mnie strach, panika, a schodząc już cierpiałam na dość mocny ból kolana i nóg ogólnie. Mimo że nie nazwałabym się jakimś coach potato to mimo wszystko było to dla mnie wyzwaniem ;)



Czy da się wejść na Rysy jednego dnia?

Da się! Co prawda nie jest to łatwe i trzeba wstać bardzo wcześnie, wyjść bardzo wcześnie, to się da i można. Nie chcieliśmy ogarniać noclegu na Morskim Oku, co na pewno byłoby ułatwieniem i przyspieszeniem całej akcji, ale jednak woleliśmy to załatwić w ciągu jednego dnia od samej Palenicy. Poza tym, bardzo polecam Wam wyjście na Rysy, jak najwcześniej się da z tego względu, że jak na każdym szlaku później robią się spore kolejki, a na Rysach nie obejdziecie szlaku bokiem, musicie cierpliwie poczekać aż ktoś Was przepuści lub wszyscy już przejdą.

Nasze wejście na Rysy

Nasze wejście na Rysy było naszym świętowaniem pierwszej rocznicy ślubu, nie byłam do końca przekonana do tego pomysłu, ale jednak z mężem pójdę wszędzie i nie żałuję, bo jestem turbo z siebie zadowolona, że udało nam się tam wejść.
Wstaliśmy bodajże o godzinie 3 nad ranem, po 4 byliśmy i tak:
4:30 - wyjście z parkingu w Palenicy
6:20 - Morskie Oko, 15minutowa przerwa
7:25 - Czarny Staw, 15minutowa przerwa
9:35 - Buła pod Rysami
11:20 - Rysy
Powrót zajął nam ok. 7godzin.



Mąż jest przyzwyczajony do chodzenia na wysokościach i dla niego nie było to wielkim utrudnieniem, mimo że i tak czuł nogi następnego dnia. Ja Wam powiem, że osobiście miałam nogi jak z waty chwilami, trzymałam się mocno łańcuchów, a schodziłam standardowo 'na dupie'. Jak już zeszliśmy do Czarnego Stawu odetchnęłam, bo wiedziałam, że już teraz dam rade wrócić na pewno, przy okazji dostałam tam wiadomość od taty z gratulacjami, co spowodowało, że poryczałam się jak dziecko, z dumy, z emocji i ze szczęście, że weszliśmy, zeszliśmy i nic nam się nie stało i daliśmy radę. Aczkolwiek od Morskiego Oka szłam już jak zombie, nie odzywałam się nic, nie miałam siły, nogi mnie bolały przeokropnie i chciałam jak najszybciej zejść na parking. I jakkolwiek jestem przeciwna temu, tak wtedy żałowałam, że nie zdecydowaliśmy się na zjazd koniem. Mimo że dałam radę i nie było to potrzebne, to wtedy wiem, że byłam w stanie się złamać.

Jak się przygotować do wejścia na Rysy?

Ja się nie przygotowywałam jakoś specjalnie na to wejście, a trochę żałuję, bo przez następne dwa/trzy dni nie byłam w stanie się ruszać, a nóg nie czułam kompletnie. Co prawda nie wiem, czy wcześniejszy trening coś by mi dał, myślę, że trochę tak, więc warto.
Warto ćwiczyć, warto wchodzić i schodzić schodami, warto dużo spacerować, chodzić szybkim krokiem, ewentualnie nawet biegać. Fajnie poprawić sobie wydolność przed wejściem i po prostu ogólnie się trochę zahartować, żeby potem lepiej przechodzić zakwasy i całą resztę. 
Poza tym, wyśpijcie się i bądźcie przygotowanie na każdą pogodę, bo w górach nigdy nic nie wiadomo. Czy warto oglądać filmiki przed wejściem na Rysy? To już zależy od Was, ja bym chyba nie chciała, czasem perspektywa na filmie przekłamuje obraz i możecie się potem na szlaku zaskoczyć albo pozytywnie albo negatywnie, albo w ogóle przerazić się na tyle, że nawet nie spróbujecie.
A pamiętajcie, zawsze można zawrócić, w każdej chwili można się cofnąć, nie trzeba robić nic na siłę.



Co ze sobą zabrać na Rysy?

Tak, jak pisałam ubrania na każdą pogodę, może nagle spaść deszcz, może być turbo zimno albo nagle turbo gorąco. Nigdy nie wiadomo jak zmieni się sytuacja, jak już wejdziecie na szczyt. My wchodziliśmy we wrześniu i ja w sumie większość czasu byłam w bluzie i kurtce. Aparat i ewentualnie kamerkę do robienia zdjęć, mimo że ja się panicznie bałam wyciągać telefon żeby mi nie wypadł w przepaść haha. Woda i jedzenie to jest must have, ale też bym nie przesadzała z tymi ilościami, jak już odejdziecie z Czarnego Stawu to za potrzebą ciężko gdziekolwiek się skitrać, a inna sprawa to taka, że nam się za bardzo nie chciało jeść, a i też szkoda nam było czasu. W pierwszą stronę chcieliśmy wejść jak najszybciej, a w drodze powrotnej, ja już marzyłam o tym, żeby być w aucie, więc szłam, nie zatrzymywałam się, bo miałam w głowie, że każda sekunda jest dla mnie cenna.


Ktoś z Was był na Rysach? Ma w planach? :)