Mama's, kosmetyki do pielęgnacji kobiet w ciąży, jak i po porodzie

17 czerwca 2021

 
Dzień dobry! Co tam, jak tam? Powiem szczerze, że u nas nic nowego się nie dzieje, dalej działamy i uczymy się małej, mała uczy się nas, ale jestem w szoku że tak szybko się zmienia. Czasami mam wrażenie, że z dnia na dzień wygląda inaczej i ogólnie, że jest większa, cięższa i w ogóle zmienia się! Szok i niedowierzanie, ale fajnie jest tak patrzeć na tego małego człowieka.


Ale kończąc zachwyty nad moim własnym dzieckiem i macierzyństwem, czas napisać dla Was wpis dotyczący produktów, które przydały mi się w ciąży i ratują mnie też teraz. Cały zestaw próbek kosmetyków dostałam przy okazji mojej pierwszej wizyty u diabetologa. Nie wiem czy chcieli odwrócić moją uwagę od mojej przypadłości: cukrzyca ciążowa, ale w sumie bardzo fajny gest!


Mama's krem do ciała przeciw rozstępom

W trakcie ciąży skóra na ciele jest narażona na znaczne rozciągnięcie, co powoduje rozstępy. Każda mam pragnie cieszyć się w pełni z macierzyństwa bez zamartwiania się o powrót do sylwetki. Krem przeciw rozstępom ma pomóc w uniknięciu tego problemu. Produkt został stworzony do intensywnej pielęgnacji skóry w czasie ciąży i po porodzie. Ma za zadanie przeciwdziałać powstawaniu rozstępów i nasilaniu się już tych istniejących. Zawiera składnik aktywny Hydroxyprolisilane CN czyli aktywator młodego kolagenu, który odpowiada za pobudzenie podziałów komórkowych skóry, poprawienie jej struktury oraz gęstości. Dodatkowo nawilży, maksymalnie regeneruje oraz przyspieszy proces gojenia się nieestetycznych bruzd.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, PPG-11 Stearyl Ether, Isopropyl Palmitate, Linoleamidopropyl PC-Dimonium Chloride, Phosphate, Parfum, Propylene Glycol, Tocopherol Acetate, Methylsilanol, Hydroxyproline Aspartate, Butylene Glycol, Sodium Benzoate, Alcohol Denat., Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylptopional, Benzyl Alcohol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Przez całą ciążę używałam innego kremu na rozstępy, jeśli jesteście ciekawi to tutaj macię recenzję: Bielenda, nawilżający balsam do ciała. Jak już go zużyłam w maju no to zaczęłam używać tego od Mama's. Więc w sumie używałam go w ostatnim miesiącu ciąży, kiedy mój brzuch rósł z godziny na godzinę, a także używam go jeszcze teraz. Rozstępów u mnie nie ma, jaka jest to zasługa kremów, zdrowego odżywiania się i genów? Nie mam pojęcia. Więc musicie wziąć to pod uwagę, że ja już nie wiem, co, jeśli w ogóle, pozytywnie działa na rozstępy. Ja nie mam ani jednego, więc to na plus.
Dodatkowo krem fajnie nawilżał skórę, dawał ulgę, kiedy brzuch mnie swędział jak szalony, no i skóra była ogólnie w świetnym stanie, była gładka, miękka i miła w dotyku, więc tutaj czad. Używałam do porodu i jestem zadowolona.
Jeśli chodzi o ten krem teraz, po porodzie, w dalszym ciągu nie mam rozstępów. Staram się smarować codziennie i prawie mi to wychodzi, ale myślę, że za szybko na wydawanie wyroków, jak działa na skórę po porodzie, a wydaje mi się, że niedługo mi się już on skończy, więc nawet nie wiem czy będę miała okazję to sprawdzić, bo oczywiście w szafce mam masę innych balsamów do użycia!
Ale ogólnie jestem zadowolona, nic złego mi nie zrobił i utrzymał efekty po balsamie Bielenda, a to jest też dosyć ważne. Skóra była zadbana, a to najważniejsze w ciąży, jak i po porodzie.


Mama's Krem do pielęgnacji biustu

W pierwszych miesiącach ciąży biust kobiety zaczyna się powoli zmieniać, na skutek zmian hormonalnych, jakie zachodzą w organizmie. Przez wiele miesięcy gromadzi się w tym miejscu sporo tkanki tłuszczowej, co wpływa na rozciągnięcie skóry i jej bolesne napięcie. Krem do stosowania w ciąży i po porodzie ma za zadanie ochronić naskórek przed przesuszeniem i uszkodzeniem. Produkt poprawi gęstość i napięcie skóry, formuła jest wzbogacona o kompleksy peptydów i białek, które aktywują komórki do produkcji kolagenu. Poza tym, zabezpiecza przed odwodnieniem, naruszeniem warstwy hydrolipidowej, natłuszcza naskórek, utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, dostarcza odżywczych substancji do prawidłowego funkcjonowania. Po zastosowaniu skóra staje się elastyczna i sprężysta oraz wolna od bolesnych podrażnień. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, PPG-11 Stearyl Ether, Isopropyl Palmitate, Linoleamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Tripeptide-10 Citrulline, Tripeptide-1, Lecithin, Xanthan Gum, Carbomer, Triethanolamine, Caprylyl Glycol, Butylene Glycol, Acetyl Hexapeptide-38, Propylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Alcohol Denat., Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.

Tego kremu początkowo nie używałam i na maksa żałuję, bo zdecydowanie powinnam używać go od samego początku ciąży! Zaczęłam stosunkowo późno jakoś w 7/8 miesiącu i od razu były spektakularne efekty! Poważnie od pierwszego użycia byłam w stanie zauważyć, że mój biust był taki jędrny, skóra była sprężysta, a wszystko prezentowało się bardzo okazale i po prostu ładnie! Ja byłam zachwycona! I nawet jak zdarzało mi się nie używać go codziennie, to biust i tak wyglądał super, jak i stan skóry był rewelacyjny. I na szczęście rozstępy również nie pojawiły się na piersiach, z czego jestem bardzo zadowolona!
Bardzo żałuję, że teraz średnio mam możliwość stosować ten krem. Na razie karmię piersią, a nie ma sensu smarować się czymś w tej sytuacji, ale jak tylko przestanę, ewentualnie przejdę na ściąganie laktatorem to na pewno od razu zacznę używać tego kremu! Jestem przekonana, że fantastycznie zadziała na biust po karmieniu i odciąganiu i będzie prezentował się elegancko!

Mama's krem na pękające sutki

Maść do pielęgnacji brodawek sutkowych w okresie ciąży i laktacji. Natłuszcza, zmiękcza naskórek oraz łagodzi podrażnienia. produkt w pełni bezpieczny dla matki i dziecka.

Skład: Lanolin, Caprylic/Capric Triglyceride.

I na koniec zostawiłam istną perełkę. Okej wiedziałam, że potrzebna jest mi maść z lanoliną, maść na brodawki/sutki po coś. Nie do końca zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo będzie mi potrzebna właśnie ta maść! Praktycznie na następny dzień po porodzie byłam przeszczęśliwa, że wzięłam ze sobą tę maść! Od razu popękały mi sutki, o czym nie miałam pojęcia, ale położne mi to uświadomiły. I ta maść bardzo szybko dawała ulgę i regenerowała brodawki. Szybko przestały krwawić, ranki się zagoiły i można było karmić od nowa!
I teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej maści. Staram się używać po każdym karmieniu, przynajmniej trochę się posmarować, żeby skóra była cały czas zadbana i wypielęgnowana. Teraz nie mam większych problemów z brodawkami, nie krwawią, nie powstają ranki i mam wrażenie, że to właśnie dzięki tej maści. Nie mam nic więcej do dodania, jeśli tylko jesteście pierworódkami i macie zamiar karmić piersią to tak, jak mówię, to jest Wasz musthave! Bardzo, ale to bardzo polecam i nalegam, żebyście się w niego zaopatrzyły.
Poza tym, świetną opcją jest to, że maści nie trzeba zmywać przed karmieniem!


Znacie te produkty? Dajcie znać, czy są jeszcze jakieś inne cudowne produkty, w które powinnam się zaopatrzyć :)


Femme Luxe to nie tylko dresy!

13 czerwca 2021

 

A dzień dobry, dzień dobry w ten piękny wiosenny weekend! Dajcie znać jak korzystacie z tej fantastycznej pogody, co działacie, może gdzieś jedziecie albo jakieś inne szalone plany macie? Czekam na inspiracje, chociaż my musimy się trochę ogarnąć z małą i nauczyć żyć na nowo, tak żeby wszystko miało mniej więcej ręce i nogi!
A na razie zapraszam Was na kolejny wpis z Femme Luxe, tym razem nie będzie dresów i też raczej nie będzie na sportowo. Tym razem stwierdziłam, że chcę sprawdzić coś innego i przy okazji zdać Wam relację, jak marka sprawdzi się w innych propozycjach, dzisiaj będzie bardziej elegancko, ale i trafiły się jedne spodenki! Enjoy!


SHORTS - oryginalne krótkie spodenki



Byłam bardzo ciekawa tych spodenek o nazwie Jovita, tym bardziej że zbliża się lato, mamy ciepłą wiosnę, więc takie ubrania są teraz jak najbardziej w cenie, a moje spodenki gdzieś wyginęły w akcji. Właśnie dlatego skusiłam się na te i po pierwsze, wcisnęłam się! 2 tygodnie po porodzie wcisnęłam się w nie, chociaż trochę na siłę i trochę widać, że są opięte w okolicy brzucha, ale jeszcze trochę i będą spoko.
Ogólnie kolor na plus, rozmiar na plus, stan jak najbardziej teraz dla mnie na plus, idealnie opinają, idealnie leżą, lubię porwane ciuchy czy ciuchy z dziurami, tutaj wszystko mi gra. Ale, dlaczego ten tył jest dłuższy? Nie zwróciłam na to uwagi zamawiając i miałam dobrego zonka, jak je założyłam. I naprawdę wszystko byłoby super gdyby nie ten tył. To jest oderwane totalnie od mojego stylu i od całej reszty, dlatego na pewno zostaną ciachnięte i mam nadzieję, ze nie stracą przez to swojej formy, bo chętnie bym w nich przeszła ten sezon!

TROUSERS - eleganckie spodnie w kratkę



Zostajemy w temacie spodni i przejdziemy do Femme Luxe'owej elegancji ale nie mogłam się oprzeć tym spodniom. Jak tylko je zobaczyłam mega je chciałam, znowu miałam kminę, czy w nie wejdę, ale się w nie wcisnęłam i jak tylko będą idealne, będę w nich chodzić na różne okazje! Od dawna szukałam właśnie takich spodni, które będą idealnie elegancje, ale też spokojnie nadałyby się na zwykłe wyjście gdziekolwiek. Te dla mnie są idealne, nawet nogawki aż tak nie odstają od kostek, jak inne spodnie tego typu. Kolor mega na plus, delikatna krateczka też, materiał bardzo fajny, przyjemny i teraz bym się w nich nie ugotowała. Więc klasa! Spodnie Marie jak coś!

TOPS - elegancka bordowa koszula



Byłam bardzo ciekawa tej koszuli, chociaż jak przyszła to się szczerze zastanawiałam co mi strzeliło do głowy haha. Ale tak to jest, że na stronie i na kimś coś wygląda mega spoko, a potem przychodzi co do czego to już nie jest to samo. Co prawda na zdjęciach znowu nie wygląda to aż tak źle i jak patrzę na to to w sumie na jakąś mega specyficzną okazję mogłabym pewnie i założyć, ale to bardziej chodzi o to, że to nie jest mój styl, czuję się w tym po prostu źle. Zbyt bufiasto, za duże falbanki, za duża kokarda i w ogóle za dużo wszystkiego się dzieje. Może to też jest kwestia tego, że ja jestem dosyć drobna i mała i u mnie się to wszystko zlewa w jednym miejscu. Może na większych osobach z większym biustem to wygląda fajniej. W razie w to jest wersja Zaynab.

SATIN DRESSES - satynowe sukienki



Kolejna rzecz, której byłam mega ciekawa, a wyszła zdecydowanie najsłabiej. Zresztą widać, że walczyłam na zdjęciach w każdy możliwy sposób, żeby ta sukienka jakoś wyglądała, dodałam nawet pasek, ale wydaje mi się, że to niewiele nam dało haha. Sukienka jest na mnie po prostu za duża, gdyby tylko była bardziej przyległa w talii i gdyby cała góra była jakaś taka bardziej dopasowana, a przynajmniej mogliby wziąć pod uwagę, że nie każdy ma ogromny biust i wtedy myślę, że byłoby fajnie haha. Na chwilę obecną mi to totalnie nie podchodzi, nawet rękawy są zbyt szerokie i ja się czuję w takich ciuchach po prostu źle. Ale znowu, sukienka sama w sobie nie jest zła, na pewno da się ją fajniej wystylizować, pod warunkiem, że ktoś ma bardziej odpowiednią sylwetkę do tego rodzaju sukienek ;). A sukienka nazywa się Siena, jak coś!


Oczywiście u mnie spodnie eleganckie to totalny wygryw, potem są spodenki, które po lekkim tuningu będą jak znalazł. A jeśli chodzi o koszulę i sukienkę to sama nie wiem, ale siebie w nich nie widzę i ciężko byłoby mi się na pewno przekonać. Ale dajcie znać, bo może Wy popatrzycie na to innym okiem i będziecie mieć inne przemyślenia i opinie na temat tych ciuchów ;).


Peelingujemy ciało z India Cosmetics

09 czerwca 2021

 
Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak się macie? Dajcie mi koniecznie znać, w końcu wracamy do żywych, niunia już jest z nami w domu, mąż wrócił do pracy, a ja działam, działam, kombinuję i ogarniam, jak zawsze! Jestem w szoku, że na razie tak mi się udaje, ale zobaczymy, jak długo uda mi się utrzymać taki stan ;) Na razie korzystam skoro już mi się udało i właśnie dlatego czas na nowy wpis! Wpis będzie kosmetyczny, więc enjoy!


India Cosmetics 
Naturalny Peeling Kokosowy

Skład: cukier biały, miód, olej konopny, olej kokosowy, olej migdałowy

India Cosmetics
Naturalny peeling cytrusowy

Skład: cukier biały, miód, olej konopny, olej migdałowy, olejek pomarańczowy, olejek grejpfrutowy.

Produkty wykonane są w 100% z naturalnych składników. Peelingi mają za zadanie złuścić naskórek, ujędrnić skórę, poprawić jej koloryt i mikrokrążenie, dlatego są skuteczne w walce z cellulitem i rozstępami. Po zastosowaniu peelingu komórki zaczynają produkować więcej elastyny i kolagenu, co regenerująco wpływa na skórę. peeling jest pomocny w walce z trądzikiem, wygładzi skórę, oczyści pory i zapobiegnie powstawaniu wyprysków. Przy okazji zapobiegnie wzrastaniu włosków po depilacji.
Dzięki wykorzystaniu naturalnych olejków eterycznych peelingi dodatkowo działają na zmysły, zwiększając przyjemność z korzystania. 
Oba peelingi dostępne są w ekologicznym szklanym opakowaniu. Słoik można wykorzystać ponownie, na przykład o przechowywania przetworów czy innych produktów spożywczych.


Muszę zacząć od tego, że uwielbiam peelingi cukrowe, uwielbiam mocne zdzieraki, takie że idealnie czuję, jak 'jeżdżą' po mojej skórze i czuję, że skóra robi się do razu gładsza i oczyszczona, złuszczona itp. Dlatego jak możecie się domyślać, te produkty sprawdzają się u mnie w 100%.
Te peelingi pachną dosyć delikatnie, ale mi to jak najbardziej odpowiada, konsystencja jest typowa dla takich robionych świeżych peelingów, ten cukier jest taki dość sypki, może spokojnie go porozdzielać, nie ma dodatków w postaci jakichś płynów, więc tutaj macie sam peeling, dzięki któremu możecie się idealnie złuścić. Skóra po użyciu od razu robi się idealnie miękka i gładka i cudownie miła w dotyku. Peeling pozostawia po sobie lekki, tłusty film, ja nie lubię tego efektu, więc od razu wiem że będę używać żelu pod prysznic w sporych ilościach, żeby tego filmu się pozbyć. Aczkolwiek i tak się cieszę, że nie otłuszczają skóry jakoś bardzo. 
Peelingi mnie nie uczuliły i nie porysowały skóry, nie miałam żadnych podrażnień ani innych nieprzyjemności, które mogłyby się pojawić od używania tak mocnych peelingów do ciała. 
Takie produkty też nie są jakieś super wydajne, musimy przygotować się na to, że trochę może nam polecieć, zmarnować się itp., więc warto też uważać, jak już się używa. Ale dla mnie świetną sprawą jest to, że peelingi mają rewelacyjny skład, co w ciąży było dla mnie super ważne, dodatkowo te pojemniki można na nowo wykorzystać, więc na pewno znajdę dla nich jakieś rozwiązanie.
Dla mnie produkt spełnia moje oczekiwania, wiedziałam, że zostawią po sobie ten film na skórze, ale dopóki mogę go zmyć to mi on nie przeszkadza. Dzięki niemu tak naprawdę skóra jest dodatkowo nawilżona i odżywiona, więc on ma swoje plusy! Jak ktoś lubi taki produkty to gwarantuję, że będzie zachwycony!

India Cosmetics
Mydło konopne

Skład: Aqua, Glycerin, Sorbitol, Sodium Stearate, Sodium Laurate, Propylene Glycol, Sodium Oleate, Sodium Myristate, Sodium Chloride, Cannabis Sativa Oil, Parfum, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glyceryl Laurate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Thiosulfate, Sodium Citrate, Citric Acid, Trisodium Solfosuccinate, Pentasodium Pentetate, Tetrasodium Etidronate.

Mydełko jest ręcznie robione, wegańskie, bez sztucznych dodatków. Przeznaczone do mycia i pielęgnacji całego ciała, dla każdego rodzaju skóry. Dzięki zawartości oleju konopnego łagodzi podrażnienia, nawilża i sprzyja szybszej regeneracji. Pozostawia delikatny zapas babusa. nie zawiera barwników. Mydło posiada sznurek umożliwiający zawieszenie go po użyciu. Produkt został przebadany dermatologicznie na grupie osób ze skórą wrażliwą.

Dodatkowo dostałam jeszcze mydełko do testów. Muszę przyznać, że ja jednak wolę mydełka w płynie, aczkolwiek wiem, że są one niewydajne w porównaniu do tych w kostce, ale jednak jakaś taka wygoda w używaniu u mnie wygrywa. Nie widzę też używania tego mydła pod prysznicem, kwestia przyzwyczajenia i jakichś swoich nawyków, ale do rąk jak najbardziej spoko. 
Mydło pięknie pachnie, uwielbiam ten zapach i jestem w stanie niuchać je po prostu ot tak o. Jeśli chodzi o używanie to jak najbardziej spoko, mydło dobrze myje dłonie, nie wysusza skóry, nie podrażnia i nie działa w żaden sposób negatywnie na skórę. Takie mydełko też jest super wydajne, więc będzie u nas długo, długo! Aczkolwiek musze przyznać, że opcja ze sznurkiem, żeby można było mydełko gdzieś powiesić to jest naprawdę sztos pomysł! Nie znoszę mydelniczek, a taka opcja z powieszeniem u nas sprawdza się idealnie. 


Więc tak! Znacie markę India Cosmetics? Dajcie nizać, bo u mnie to było pierwsze spotkanie z tą marką, ale jak najbardziej owocne. Bardzo lubię produkty z olejkiem konopnym, ten składnik zawsze sprawia, że produkty pachną dla mnie nieziemsko i w użytkowaniu też się fajnie sprawdzają. A peelingu cukrowe to moja miłość wśród peelingów ;)


Tołpa, czas na orientalną regenerację okolic oczu

05 czerwca 2021

 
Cześć ! Co tam u Was słychać? Jak ten czerwiec się zapowiada? Powoli chyba wracamy do normalności, chociaż teraz już ciężko jest chyba rozróżnić normalność w 100%. Najważniejsze, żeby wszystko było dobrze, żeby pogoda nas rozpieszczała i żebyśmy po prostu byli szczęśliwi. Więc uśmiech każdego dnia - nie zapominajcie o tym! Bo on może dużo zmienić i fajnie Was naprowadzić na ten dzień :).
A dzisiaj mam dla Was kosmetyczny wpis, a mianowicie jest to recenzja kremu pod oczy marki Tołpa! Jak widzicie opakowanie jest już mocno zużyte, ale jakoś nie ogarnęłam, żeby zrobić zdjęć nowego produktu, a stwierdziłam, że chciałabym żeby pojawiła się jego recenzja. Co prawda czytałam średnie opinie na jego temat, więc tym bardziej zapraszam do zapoznania się z moją opinią!

Tołpa, pure trends ORIENT
krem pod oczy regenerujący
komfort i ukojenie


Krem pod oczy wykorzystuje potencjał naturalnych składników aktywnych, aby zadbać o skórę, załagodzić podrażnienia i zaczerwienienia delikatnej skóry wokół oczu, a także delikatnie poprawić jej kondycję. Krem na za zadanie silnie nawilżyć, zapobiec starzeniu, a także przywrócić uczucie komfortu i ukojenia. Po użyciu skórę wygląda na zregenerowaną i wypoczętą. Poza tym, krem nie ma zapachu i jest delikatny dla skóry wokół oczu. Efekty będą widoczne natychmiast, a z każdym dniem będzie on coraz większy.

Składniki aktywne: torf tołpa, centella asiatica (tygrysia trawa), ekstrakt z lotosu, masło shea, gliceryna, polisacharydy z senesy wąskolistnego, kompleks ekstraktów z żeńszenia, lukrecji, oczaru wirginijskiego, skrzypu polnego i miłorzęby japońskiego, witamina E, ekstra z żeń-szenia
Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Coco-Caprylate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Peat extract, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Ceteareth-20, Cassia Angustifolia Seed Polysaccharide, Equisetum Arvense Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Panax Ginseng Root Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Tocopherol, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Tetrasodium EDTA, Sodium Hydroxide, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Methylpropanediol, Phenoxyethanol Caprylyl Glycol, Benzoic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate,

Sposób użycia: należy nanieść krem na skórę wokół oczu i na powieki, delikatnie wklepać opuszkami palców, stosować rano i wieczorem.


Tak, jak już wspominałam opakowanie jest na maksa zdezelowane, ale wyciskam ile wlezie! Poza tym, opakowanie dla mnie jest mega wygodne w użyciu, lubię takie niewielkie opakowania, którymi można dokładnie wycisnąć tyle produktu, ile się chce. A wiadomo, że w przypadku pielęgnacji skóry w okolicach oczu nie ma co przesadzać z ilością. Pod światło widać ile produktu zostało nam do końca i sama tubka na pewno znajduje się w kartonowym opakowaniu, jak większość produktów marki Tołpa. Ja tutaj nie mam się kompletnie do czego przyczepić, wszystko jest dla mnie okej, ładne, estetyczne, wygodne, nie zdarzyła mi się żadna wpadka, także spoko.
Konsystencja jest standardowa, zwykły krem, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Nie jest tłusta, nie jest lejąca się, ale też nie jest jakaś mega gęsta, że ciężko by się ją rozsmarowywało. Zapach jest też dla mnie niewyczuwalny, więc albo go nie ma albo jest praktycznie niewyczuwalny. 


Kontynuując temat konsystencji. Po nałożeniu w sumie starałam się już nie dotykać twarzy, ale bardzo podobało mi się w tym kremie to, że jak następnego dnia wstawałam to czułam, że skóra jest cudownie nawilżona, jest miękka, gładka i taka aksamitna. Poza tym, krem nie wpływał w żaden sposób na makijaż, fajnie współgrał ze wszystkimi produktami, jakie nakładałam bez rolowania się itp.
Jeśli chodzi o moją twarz, to jakoś zawsze największy problem mam właśnie z okolicą pod oczami, mam cienie, worki, podkrążone oczy i jakoś nie podoba mi się ta okolica, więc szukam kremu, który zadba o nią najlepiej, jak potrafi, bo i tak nie wierzę, że znajdę produkt, który magicznie sprawi, że wszystko cudownie mi zniknie.
I ja jestem zadowolona z tego kremu. Widać od razu, że skóra jest nawilżona, jest w takim lepszym i fajniejszym stanie. mam nawet wrażenie, że odrobinę wygląda ładniej, młodziej, jest mniej podkrążona, worki też są mniejsze, cienie praktycznie niewidoczne, no dla mnie mimo wszystko czad. Aczkolwiek wiem, że na to wpływ mają też i inne czynniki, jak fakt, że się wysypiam, piję więcej wody i się lepiej odżywiam. Ale wierzę że i krem się też do tego przyczynia, bo jednak da się zauważyć po skórze, że jest jędrniejsza, zdrowsza i bardziej promienna, co przekłada się i na spojrzenie. A wiadomo, że teraz w czasie pandemii, jak się nie maluję, to fajnie jest wyglądać świeżo i bez makijażu. 


Dlatego ja jestem mega zadowolona z tego kremu. Naprawdę ma według mnie super działanie i efekty dla mnie są mega zadowalające. Poza tym, on jest tak opór wydajny, że szok! Byłam pewna, że skończy się już parę tygodni temu, a ja w dalszym ciągu jestem w stanie go ścisnąć i wycisnąć, i pozagniatać w taki sposób, że jest i się nie kończy, szok! Ale tak, jak mówię, u mnie efekty są spoko, a krem jest łatwo dostępny i nie jest jakiś niesamowicie drogi. Więc ja polecam!


Macie jakieś sprawdzone i ulubione kremy pod oczy? Takie turbo sztosy? Dajcie znać! Co prawda kolejny już czeka, ale chętnie bym ogarnęła coś nowego, coś czego jeszcze nie miałam ;)
Trzymajcie się!

Majowe denko 2021r.!

01 czerwca 2021

 
Dzień dobry! No, jak tam? U nas duże zmiany, dużo się podziało, ale jest fantastycznie i cudownie, lepiej być nie mogło! Ale myślę, że co nieco możecie zobaczyć na insta, więc jak zawsze zapraszam Was tam! A przy okazji mam nadzieję, że wszyscy się cudownie czujecie i przy okazji wszystkim życzę wszystko co najlepsze z okazji dnia dziecka! Pamiętajmy, wszyscy mamy w sobie coś z dziecka i nie ma sensu być dorosłym zawsze i wszędzie :)


A ja mam wrażenie, że wracam w końcu z dość kosmetycznymi wpisami, zobaczymy jak to wyjdzie. Ale dorwałam parę kosmetyków, w końcu zaczęłam używać jakieś nowości, pozużywałam trochę kosmetyków i będziemy mieli co pisać! Ale jak na razie, tradycyjnie chciałabym Was zaprosić na denko majowe! Co prawda denko jest bez szału. Zużyłam dosyć mało kosmetyków, ale pojawi się o dziwo sporo nowości, więc enjoy!


Z typowych produktów zużyłam takie bardzo standardowe produkty. BeBeauty, waciki kosmetyczne, które co miesiąc Wam pokazuję i cieszę się, że ostatnio nie skusiłam się na żadne inne, bo one zawsze okazują się być na maksa porażką haha. Te są fantastyczne pod każdym względem! Tak samo, jak i Apteo Care, chusteczki do higieny intymnej sprawdzają się u mnie naprawdę fajne. Szkoda tylko, że muszę je zawsze zamawiać online, bo jednak wygodnie byłoby gdyby były gdzieś zawsze pod ręką ;). No i jeszcze w końcu zużyłam Hean Slim no limit, peeling owocowe SPA do ciała, jagoda acai i wiśnia japońska, uwielbiam te produkty. chociaż teraz po czasie mam wrażenie, że ta fioletowa wersja zrobiła się ciut łagodniejsza od limonkowej. Nie wiem czy to jakaś taka inna sztuka mi się trafiła, czy rzeczywiście tak jest, ale takie mam wrażenie. mimo wszystko nadal jestem zadowolona, jest to dobry peeling cukrowy, który fenomenalnie pachnie i robi to co ma robić :).


  • Zielone Laboratorium, maska do włosów odbudowująca, mięta/jabłko/ekstrakt zbożowy - ta maska po pierwsze jest tak turbo wydajna, że nie spodziewałam się tego, że będę jej używać tak długo, ale naprawdę - sztos! Poza tym, działanie na moich włosach było świetna. Włosy po jej użyciu były zawsze gładkie, miękki, takie mięsiste i konkretne, no sztos! Od razu było widać, że ta maska ma mega w porządku działanie na moje włosy i aż żal, że się już skończyła! Ale bardzo Wam ją polecam, bo jestem z niej mega zadowolona!
  • Bielenda, Vege Mama, wegański balsam nawilżający do ciała - jako, że używałam tego balsamu tylko w okolice brzucha to tak się zdarzyło, że używałam tylko jego praktycznie od początku do samego końca ciąży. I jestem na maksa zadowolona! Skóra była cały czas cudownie nawilżona, miękka i gładka w dotyku, dodatkowo na skórze nie pojawiły mi się żadne rozstępy. Jakkolwiek wiem, że to też zależy od genów, to wydaje mi się, że jednak regularne smarowanie na pewno pomaga, a nie szkodzi ;)
  • Hean, Express Brow Gel - byłam na maksa zadowolona i z tego produktu! Żel świetnie radził sobie z włoskami na brwiach i miał idealny kolor, super je ujarzmiał i ogarniał. Stosowałam go czasem przed cieniami do brwi, a czasem po i zawsze byłam tak samo zadowolona! Więc jeśli macie możliwość to możecie się na niego skusić ;). Chociaż pod koniec używania już potrafił mnie wkurzyć, bo i opakowanie mi się trochę zepsuło i ze starości potrafił się za bardzo ciapać, więc czasem miałam piękne krechy w okolicach brwi, ale nie na brwiach.
  • Naomi Campbell, cat deluxe, AT NIGHT perfumy - zużyłam je z radością i za każdym razem, jak się nimi psikałam to zawsze czułam się wyjątkowo, sexy i bardzo kobieco! Dla mnie zapach jest idealnie intensywny, zmysłowy i długo utrzymuje się na ciele, a przecież o to chodzi! Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do niego, i pomyśleć, że był moim nastoletnim marzeniem.
  • Dermacol, mascara, Vampire Mega Long Lashes - co prawda mam wrażenie, że w ciąży straciłam swoje rzęsy, są turbo krótkie i w ogóle nic się z nimi dobrego nie da zrobić, to muszę przyznać, że ten tusz był moim ulubieńcem przez długi czas! Wspaniale współpracował, świetnie wydłużał rzęsy, podkręcał i podkreślał je właśnie tak, jak powinien. Więc dla mnie sztos maks i na pewno do niego wrócę, jak pozużywam wszystko to co mam ;)


  • L'Oreal Professionnel, Intra Cylane Volumetry, odżywka do włosów - podsumowując, jak już zużyłam cały produkt, to muszę przyznać, że średnio, bardzo średnio. Nie mogłam się doczekać aż ją w końcu zużyję, więc zaczęłam jej używać w każdym możliwym etapie pielęgnacji włosów, pod olej, po szamponie, jako dodatek do masek, tak żeby jak najszybciej się zużyła, a ona jak na złość nie chciała się kończyć. Niby dobrze działała ta odżywka, ale mega szybko znudziła się mi i moim włosom. Jak początkowe efekty były fajne, tak z każdym kolejnym użyciem były coraz słabsze.


Udało mi się też zużyć parę próbek, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że jest tego niewiele, ale!
Equilibra, Dermo Oil, multiattivo - zużyłam jako podkład pod olej i jestem zachwycona! Dodatkowo wzmocnił działanie oleju i sprawił, że włosy były dużo bardziej ujarzmione, nawilżone, gładkie i po prostu fajniejsze, więc dla mnie super! 
Prokudent, płyn do płukania jamy ustnej - w sumie rzadko kiedy Wam pokazuję takie rzeczy, bo to chyba standard w każdej łazience, ale mimo wszystko muszę przyznać, że są lepsze marki i produkty do płukania jamy ustnej. Aczkolwiek ten jest bardzo delikatny i łagodny, więc może akurat ktoś potrzebuje właśnie takiego efektu.
Sephora, ZN, płyn micelarny do demakijażu - to był spoko produkt taki o, jako miniaturka i w podróż, sprawdził się dobrze, ale nie powiedziałabym, że jakoś super ekstra fenomenalnie tak, że bym zapamiętała jego działanie i chciała koniecznie kupić pełnowymiarowy produkt. Bardzo średnio, tak zwykło i na maksa nic nadzwyczajnego ;).


Może w przyszłym miesiącu będzie lepiej! Już teraz wiem, że część rzeczy mam bardzo na wykończeniu i mam wrażenie, że to jest kwestia dnia na zużycie, więc wierzę, że kolejne denko będzie mega ciekawe! Znacie coś z moich zużyć? Jak Wasze denkowanie? :)

Samopoczucie w III trymestrze ciąży

29 maja 2021

 
Cześć! No i jak tam, co tam? Pisząc ten wpis z wyprzedzeniem i planując publikację z góry ciekawa jestem w jakiej sytuacji obecnie jestem. Powiem coś, czego nie mówiłam nigdzie, ale w tym tygodniu miałam się wstawić na wywołanie porodu jeśli nic się nie wydarzy samo. I pisząc ten wpis tydzień wcześniej sama jestem ciekawa, czy już dziś jestem z małą w szpitalu, w domu, czy urodziłam w ogóle. Jak myślicie? Pochwaliłam się już na insta czy trzymam to w tajemnicy? Zabawnie tak!


Ale nie przedłużając przechodzę do ostatniego wpisu dotyczącego mojego samopoczucia w ciąży, dzisiaj skupię się na tym ostatnim - III trymestrze. Nie będzie to oczywiście ostatni wpis w tematyce ciąży, bo trochę Wam mam do poopowiadania!

POCZĄTEK III TRYMESTRU BYŁ SUPER

I utrzymywał się u mnie taki stan bardzo długo! Miałam idealne przedłużenie II trymestru i naprawdę nie mam co narzekać. Tak samo jeździliśmy gdzie chcieliśmy i kiedy chcieliśmy, robiliśmy grille, chodziliśmy w gości i mieliśmy gości i było super! Zresztą wtedy też miałam zorganizowane Baby Shower i czułam się rewelacyjnie! Śmiałam się, że jestem stworzona do bycia w ciąży, dobrze się czułam ogólnie i sama ze sobą i było naprawdę fajnie. Oczywiście do czasu. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie i już męczące, a dlaczego?

BRAK KOMFORTU W CIĄŻY

Było mi na maksa niewygodnie. I to się tyczy wszystkiego, siedzenia, leżenia, chodzenia, opierania się, jedzenia, picia, w legginsach, bez legginsów, w majtkach, bez majtek. Nie było ani idealnej pozycji, ani idealnych warunków do niczego. Brzuch już był sporych rozmiarów, a i ruchy małej były bardzo wyczuwalne, czasem bolało, czasem czułam ogromny dyskomfort, a czasem po prostu było mi źle. Musiałam się specyficznie układać do snu (aczkolwiek nie narzekam, bo spałam jak zabita do samego końca!), konkretnie siadać, wszystko się da, ale jednak na maksa brakuje mi takiej ogromnej swobody ruchu!


EMOCJE I ROZDRAŻNIENIE POD KONIEC CIĄŻY

To był rollercoster dla mnie i dla mojego męża i pewnie dla wszystkich wokół. Denerwowałam się bardzo łatwo, pierdoły potrafiły mnie wytrącić z równowagi, wkurzały mnie takie rzeczy, na które normalnie bym nie zwróciła uwagi. Byłam tak rozdrażniona, że sama nie wiedziałam o co mi chodzi.  do tego jak doszły emocje oraz hormony, potrafiłam płakać z byle powodu, wystarczyła jedna myśl i ja już zaczynałam ryczeć, zazwyczaj tak, że nie mogłam się uspokoić. Już nawet miałam taki 'zwyczaj', że co rano po prysznicu jakoś tak mi się zbierało na płacz, bo zazwyczaj wtedy uświadamiałam sobie, że zostało już tak mało czasu do rozwiązania i wyobrażałam sobie, jak to będzie. Płaczka - level milion!

TWARDNIENIE BRZUCHA W CIĄŻY

Bardzo mi twardniał brzuch, bez żadnych skurczy, bez żadnego konkretnego bólu, w sumie dopóki bym nie dotknęła brzucha nie wiedziałabym, że jest twardy. Chwilowe twardnienie mijało bardzo szybko i ponoć są to skurcze przepowiadające, macica szykuje się do porodu, ćwiczy i trenuje, tak mi mówiła moja ginekolog oraz moja położna. Pewnie gdyby brzuch był twardy przez długi czas i nie chciał puścić, mogłoby to oznaczać coś złego.


BÓL PACHWINY I KOŚCI OGONOWEJ  W CIĄŻY

Nie znudził Wam się ten punkt, co nie? Ja wiem, że mówię o tym w każdym wpisie dotyczącym samopoczucia w ciąży, ale tak właśnie było. A w ostatnim czasie ten ból był tak dotkliwy, mocny i dokuczliwy, że czasami aż płakać mi się chciało. Cały czas rwanie, ciągnięcie i w moim przypadku dało się to odczuć po lewej stronie, co było niesamowicie męczące - bolało jak diabli!
A kilka tygodni przed do tego wszystkiego doszedł ból kości ogonowej i to taki paraliżujący, nagły, który łapał mnie w różnych okolicznościach. Czasem jak wstawałam z toalety, czasem, jak siadałam albo jak po prostu chciałam się oprzeć na kanapie. To był taki ból, że na chwilę musiałam znieruchomieć, nic się nie ruszać i po prostu czekać aż przejdzie ;).


Ale ogólnie uważam, że nie było źle, zdaję sobie sprawę, że niektóre dziewczyny czują się tragicznie przez całe 9 miesięcy, ale są też i takie, które czują się fantastycznie od początku do samego końca! Najważniejsze to, żeby wszystko dobrze się skończyło, Wy macie się czuć fantastycznie i z dzieckiem ma być wszystko w porządku! :)



Samopoczucie w II trymestrze ciąży

25 maja 2021

 
Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak weekend? Mam nadzieję, że wykorzystaliście go na maksa i że u Was była świetna pogoda! U nas to już końcówka, ostatnia szansa na cokolwiek, na jakikolwiek relaks i odpoczynek, więc wykorzystaliśmy go! Tak, jak chcieliśmy ;)


Mam nadzieję, że ostatni wpis na temat I trymestru Wam się podobał, a my przechodzimy dalej do kolejnego okresu ciąży, którym jest II trymestr! Mówi się, że II trymestr to miesiąc miodowy ciąży, co mogę powiedzieć? Tak, u mnie się to sprawdziło. Po prostu pewnego dnia wstałam, czułam się super, zaczęłam sprzątać, zaczęłam ogarniać, robiłam wszystko i sprawdziłam w aplikacji, że magicznie zaczął się u mnie niedawno II trymestr, więc można na to liczyć, że rzeczywiście w ciąży przyjdzie lepszy czas.


WIĘCEJ SIŁY

Tak, jak wspominałam miałam więcej siły, więcej chęci i więcej wszystkiego! W dalszym ciągu pracowałam, robiłam kurs I stopnia księgowości, co weekend praktycznie byliśmy gdzie indziej, odwiedzaliśmy rodziców, jednych/drugich, mieliśmy gości, chodziliśmy w gości - było fajnie! Ja miałam zrywy, że się stroiłam, że się malowałam, może nie codziennie, ale jakoś tak częściej ubierałam sukienki, czułam się lepiej i miałam wrażenie, że wyglądam lepiej. No magia, ale było fajnie!

SZYBSZE MĘCZENIE SIĘ

Mimo że miałam więcej siły to wiecie nie zamieniłam się w jakiegoś super bohatera. Wystarczyło, że tłumaczyłam coś na lekcjach, mówiłam przez dłuższą chwilę i zaraz się zmęczyłam. Spacer, wyjście do sklepu, zejście po schodach - bardzo szybko się męczyłam, ale też szybko odpoczywałam. Nie miałam tak, jak w I trymestrze, że leżałam już do rana, wystarczyła chwila na złapanie oddechu i już mogłam działać dalej.




BÓL PACHWIN

Tak, wszelkie bóle pachwin, podbrzusza, jakieś ciągnięcie/rwanie nic nie mijało... cały czas się to utrzymuje, cały czas macica się powiększa, mimo że drugi trymestr wspominam naprawdę fantastycznie, tak to nie wyglądało tak, że nagle przez 3 miesiące czułam się fantastycznie. Były lepsze i gorsze dni - jak zawsze i wszędzie, a ból pachwin to jest coś, co chyba będę wspominać najbardziej z całej ciąży.

CIĄŻOWY BRZUSZEK

Jak narzekałam w poprzednim wpisie, że mój brzuch wyglądał bardziej na wzdęcie niż na ciążę i nie mogłam się doczekać, aż ten brzuszek się w końcu pojawi, taki konkretny, fajny, jakie widać na wszystkich zdjęciach, taki że wiadomo, że jestem w ciąży. U mnie to wyglądało tak, że wzdymało mnie na maksa wieczorami, czasem już popołudniami, ale rano on znikał, wciągał się, wsysał z powrotem i go nie było. Aż do pewnego dnia, kiedy po prostu brzuch z wieczorami został i rano. Serio, to nie było stopniowe, on po prostu nagle wyskoczył i rano został, a potem już się powiększał z godziny na godzinę!


I nie wiem czy coś jeszcze się pojawiło w tym II trymestrze. Ale najważniejsze, że wspominam go dobrze i co widać, że byliśmy w wielu miejscach i mam baaardzo dużo zdjęć z tego okresu!
A jak Wasze II trymestry? Może coś Was zdziwiło w moim samopoczuciu w tym czasie? :)


Samopoczucie w I trymestrze ciąży

21 maja 2021

 
Hej! Co tam słychać? Dajcie mi koniecznie znać, co działacie, co robicie, bo ja szukam inspiracji! Co prawda w tym momencie za daleko się nie ruszę, ale już coraz bardziej mi się nudzi - ale co zrobić! Już niedługo przestanę się nudzić na pewno haha.
Przyszedł idealny czas na moje opowieści dotyczące samopoczucia w poszczególnych okresach ciąży! Mam nadzieję, że mniej więcej pamiętam co i jak, bo zostawiłam to na sam koniec, ale idealnie w czas!
Jeśli chcecie poczytać o moich pierwszych objawach ciąży jeszcze przed zrobieniem testu to zapraszam Was na ten wpis:

Więc co czułam w I trymestrze?

STRACH W CIĄŻY

Nie zacznę optymistycznie, ale taka jest prawda. Jak myślałam sobie o tym wszystkim to pierwsze co pomyślałam sobie o tym, że się po prostu bałam. Żyłam od wizyty do wizyty, od badań do badań, a w szczególności do pierwszych badań prenatalnych. Miliony pytań i myśli w głowie, czy wszystko jest w porządku, czy coś się nagle nie stanie, czy się dobrze rozwija, czy jej nie zepsułam. Ja wiem, że trzeba myśleć pozytywnie, ale to są kminy silniejsze od nas ;). Ja się oczywiście cieszyłam, ale jak na początku brałam duphaston z powodu plamień, które potrafiły znikać, pojawiać się, nasilać i tak w kółko to trochę sobie głowę ryłam. Radość radością, pozytywne nastawienie też, ale często się zastanawiałam i chyba nie da się inaczej ;)

MDŁOŚCI/WYMIOTY W i TRYMESTRZE

I to było najbardziej dokuczliwe. Mdłości zaczęły się u mnie dosyć szybko, najpierw męczyło mnie nad toaletą, a potem zaczęły się wymioty. Męczyły mnie co rano, nie mogłam nic zjeść, więc śniadanie odpadało. Jadłam tylko banany, po których też czasem leciałam do łazienki. Próbowałam wszystkiego, przy łóżku zawsze miałam wodę i suchary, które jadłam jeszcze zanim wstałam z łózka i pomagały na jakiś czas. I tak mnie mdliło, ale bywało różnie. Były lepsze i gorsze dni, jak wszędzie. Zdarzało się, że mdliło mnie po innych posiłkach lub w inne dni, ale bardzo rzadko.
A potem dowiedziałam się, że mam to szczęście, że przypełzła do mnie cukrzyca ciążowa, o której pisałam już na blogu i mówiłam na instagramie i musiałam jeść na siłę. Rano mierzenie cukru i od razu jedzenie, nieważne czy miałam mdłości, czy wymioty ja nie miałam innego wyjścia. Ale powiem Wam, że dieta mi pomogła opanować mdłości! Jak tylko zaczęłam wmuszać w siebie coraz więcej jedzenia, mimo wszystko, zaczęłam czuć się coraz lepiej. I zdarzało się, że wymiotowałam po super zblinasowanym śniadaniu, ale rzadko. 

BÓL PIERSI W CIĄŻY

To był u mnie tak mocny i wyczuwalny objaw, że ja nie mogłam go znieść. Piersi miałam twarde, jak kamienie, naprawdę miałam wrażenie, że mam jakieś dwa nieruchome ciężarki na klatce piersiowej. Przekładało się to też na taki ból, że bolało mnie nawet ściągnięcie stanika wieczorem, co powinno przynieść ulgę, ale dla mnie to był ból. Lekki dotyk skóry w pobliżu biustu powodował ból. 
O tym, że przy okazji cycki urosły i że to jest fajne to nie muszę mówić, ale jedyne co pamiętam to ból z tym związany.


BÓL PODBRZUSZA/PACHWIN W CIĄŻY

Ból podbrzusza, jak na okres. Czasem był mniejszy, czasem większy, ale pojawiał się. Nie był dokuczliwy i jak się okazało nie był też sygnałem tego, że coś jest nie tak. Ale dużo gorszy był ból pachwin, ten ból jestem w stanie przyrównać do takiego ciągnięcia, jakby rwania. I ten ból był nie do zniesienia całą ciążę. Pojawił się prawie na samym początku i tak jest sobie ze mną do samego końca ;). Ale to też jest normalne, macica się rozciąga, w środku mamy jakieś więzadła, które trzymają macicę i tak to potem jest, ogromne uczucie dyskomfortu, które sprawia, że nawet chodzić się nie chce.

ZMĘCZENIE

Byłam bardzo zmęczona! Mogłabym spać całymi dniami, co prawda nie mogłam, bo pracowałam normalnie i miałam dosyć sporo lekcji całymi dniami, więc nie miałam czasu na skupianie się na tym, że jestem padnięta, musiałam być na pełnych obrotach cały czas. Aczkolwiek, jak już tylko przychodził wieczór to kładłam się, odpoczywałam i zdarzało się, że spałam, mimo że ja nie znoszę spać w dzień. Ale wszystko mnie męczyło i nic mi się nie chciało.

BRAK CHĘCI W CIĄŻY

I właśnie, nic mi się nie chciało, straciłam masę chęci do czegokolwiek. Zbliżały się święta, które uwielbiałam, a nie miałam do tego głowy, a zawsze rozkminiałam grudzień tak, żeby dużo się działo i żeby był zajebisty, a ja byłam jakaś na maksa nieogarnięta, ciężko było mi się skupić, ubrać, pomalować - nie chciało mi się na maksa. Zmuszałam się, żeby robić część rzeczy, poważnie. Zmuszałam się, żeby nawet umyć zęby, co wieczór, a o kremach zapomnijcie. Było kilka takich dni pod rząd, że nie chciało mi się poświęcić nawet tych trzech sekund na nałożenie kremu.



PROBLEMY Z CERĄ W i TRYMESTRZE

Dlatego nie ma się co dziwić, że zaczęłam mieć szybko problemy z cerą, aczkolwiek te problemy z cerą zaczęły się już od samego początku. Bardzo dużo krostek, wyprysków, widziałam, że ta twarz jest taka szara, zmęczona, zaniedbana, nieoczyszczona, widziałam, ale nic z tym nie robiłam, bo naprawdę nie miałam ochoty. Ale przyznam szczerze, że ogólnie wtedy czułam się jak kupa. Wyglądałam tragicznie, nie podobałam się sobie, nie miałam ochoty na robienie żadnych zdjęć, brzuszek niby ciążowy, a i tak wyglądał bardziej na wzdęcie niż ciążę, przebierałam się 100 razy, a jak już się pomalowałam to i tak nie czułam się ładna - taki czas.

NIEPORADNOŚĆ W CIĄŻY

To jest coś, co było bardzo prawdziwe w moim przypadku. Byłam taką niezdarą, że szok! Potrafiłam wypuścić szklankę z ręki zanim ją położyłam na stole, ot tak o, nie umiałam kroić owoców i warzyw, zawsze ciachnęłam sobie paznokcia, wypadało mi wszystko z rąk, co chwilę o coś zawadzałam, obijałam się o drzwi, ściany czy meble, co obiad uderzałam kolanem w stół, ja nie wiem czy to może być objaw w ciąży, ale ja byłam po prostu lamusem, już nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać w niektórych momentach.

Jak widzicie te pierwsze trzy miesiące nie były łatwe, kobieta ma wtedy masę różnych hormonów, jeszcze więcej dziwnych myśli i w ogóle można czuć się przytłoczonym. Ciekawe jest to, że jakkolwiek potrafiłam narzekać na to wszystko, na mdłości, na jakiekolwiek bóle, to wystarczył jeden dzień bez mdłości, jeden dzień lepszego samopoczucia, że ja od razu zaczynałam przeżywać, że coś musi być nie tak i bardzo zależało mi na tym, żeby te mdłości się pojawiły. Dziwne, ale tak było :)
Dziewczyny dajcie znać, czy miałyście podobne odczucia, czy pojawiło się u Was coś innego!