Co przemawia za zakupem markowych butów?

14 sierpnia 2022


W dzisiejszych czasach uwielbiamy ubierać się dobrze, modnie oraz markowo. Nie da się ukryć, że moda jest dla nas ważna. Dotyczy to szczególnie kobiet, ale zauważamy, że mężczyźni również coraz chętniej decydują się na bycie z modą za pan brat. Nie da się tego ukryć. Bardzo nas to cieszy, że chcą dorównać swoim kobietom i także wyglądać dobrze. Podstawą każdej stylizacji jest zakup butów. Sporo osób poleca buty markowe. Co za nimi przemawia? Powinniśmy to sprawdzić.


Buty markowe to nie tylko wysoka cena


Gdy słyszymy o butach markowych, to pierwsze co się nam rzuca w oczy to ich cena. Można powiedzieć, że buty markowe nie należą do najtańszych. Jednak należy mieć świadomość, że buty markowe to nie tylko wysoka cena. CO więcej, cena ta czasem nie jest wcale wysoka. Bardzo często możemy kupić buty markowe na wyprzedaży, a więc cena jest zdecydowanie niższa. Znacznie niższe ceny znajdziemy także w sklepach internetowych. Musimy jednak uważać, aby były to rzeczywiście buty markowe, a nie jakieś podróbki. Buty markowe nawet kupione po regularnej cenie są wydatkiem, ale pamiętajmy o tym, że jest to zakup na wiele lat. Na pewno takie buty, jak adrenaline.pl/pol_m_Mezczyzni_Buty_Nike-11792.html nie rozkleją się, czy też nie rozpadną się nam po roku, a nawet po dwóch. Możemy być tego pewni.

Zatem doszliśmy jakby samodzielnie do tego, że buty Nike nie tylko wyróżniają się odpowiednią ceną, ale na dodatek także jest to jednocześnie wysoka jakość. Można zatem powiedzieć, że cena idzie tutaj w parze z bardzo wysoką jakością.

Niesamowita wygoda


Gdy mieliśmy na sobie kiedyś zwykłe buty i przeszliśmy w nich kilka kilometrów, a później włożyliśmy buty męskie Adidas, to mamy do czynienia z naprawdę sporą różnicą. Jest ona niemal od początku zauważalna. Przy butach markowych mamy do czynienia z zupełnie inną jakością.

Buty markowe warto wybierać nie tylko dla siebie, ale także dla swoich dzieci. Niektóre osoby uważają, że buty markowe dla małych dzieci to strata pieniędzy. Nic bardziej mylnego. Buty markowe jak najbardziej są wysokiej jakości, a co za tym idzie, nie powodują u naszych dzieci żadnych wad postawy. Niezmiernie nas to cieszy. Wiadomo, że chcemy dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze. Nie chcemy, aby zmagało się od małego z pewnymi dolegliwościami. Jest to dla nas priorytet.

Producenci tacy, jak Nike, czy też Adidas również mają w swojej ofercie buty dla dzieci. Nie podlega to wątpliwości. Czy buty są drogie? Jak dla małych dzieci, to nie należą one do najtańszych. Musimy jednak wiedzieć, że są to jakościowo bardzo dobrze buty, których zakupu nie będziemy żałować. Nie ma sensu w żadnym wypadku kupować kilka par butów, ponieważ dzieci szybko rosną i ich stopy także.

W sieci możemy sporo przeczytać o sportowych butach, których na rynku na pewno nie brakuje. Przeczytać możemy, chociażby tutaj https://www.biegbemowa.pl. Ogólnie to tematy tutaj poruszane są zupełnie różne. Każdy znajdzie artykuły, które dla niego samego będą w pełni interesujące.




Jak już kupować w Internecie to wygodnie i smart, czyli z PayPo

10 sierpnia 2022

 
Dzień dobry! I co tam u Was słychać? Powiedzcie mi czy szykujecie już swoją szafę na zbliżającą się jesień, czy jednak dalej utrzymujecie wakacyjny vibe i wolicie kupować zwiewne, cienkie ubrania, żeby zatrzymać lato, jak najdłużej? Ja jestem typową matką, która dla siebie obecnie niewiele kupuje, ale staram się zadbać i o siebie, ale głównie kupuję obecnie ubrania dziecięce, szykuję wyprawkę dla młodego i przygotowuję córkę na moją ulubioną porę roku.

Ale, nie oszukujmy się, w obecnych czasach jest niewiele osób, które nie korzystają z zakupów internetowych, jest to wygodne pod wieloma względami, nie trzeba ruszać się z domu, stać w kolejkach do kasy i do przymierzalni. Mi to obecnie bardzo pasuję i głównie ubrania damskie kupuję przez Internet. Obecnie mieszkam na wsi, zakupy odzieżowe to jest większa wyprawa, a w 7 miesiącu ciąży po prostu mi się nie chce, bo takie zakupy i mnie zmęczą, i nie wiadomo czy coś w ogóle znajdę dla siebie, więc wolę odpoczywać w domu.



PayPo, czyli zapłać później

A nowa opcja PayPo sprawia, że ani trochę nie tęsknie za zakupami w galerii handlowej. PayPo to nic innego, jak możliwość zapłacenia za swoje zakupy do 30 dni od zakupu i to tylko za te rzeczy, które chcemy zostawić. To oznacza, że możemy zapłacić po otrzymaniu zamówienia, przymierzeniu w domu wszystkiego i po zdecydowaniu się, co zostawiamy, a co chcemy zwrócić. Tak, nie musicie płacić za całe zakupy, jeśli ostatecznie zdecydujecie się, że chcecie coś zwrócić, to płacicie tylko za te produkty, które z Wami zostaną. I ta opcja jest rewelacyjna, bo tak naprawdę nie musicie czekać na zwrot, tylko pieniądze zostają u Was. Poza tym, jeśli planujecie droższy zakup, którego też nie jesteście przekonani, a ostatecznie okaże się, że chcecie go zostawić, jest możliwość skorzystania z rozłożenia płatności na raty!
I teraz dla mnie, to jest cudowna informacja,, kiedy brzuch rośnie mi coraz bardziej. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak będę w czymś wyglądać, nawet w znanych mi krojach, bo jednak każda ciąża jest inna, a też często rezygnuję z zakupu, bo szkoda mi pieniędzy, szkoda mi kupować coś, wydawać pieniądze, kiedy nie do końca jestem do czegoś przekonana, a potem ewentualnie czekać na zwrot. Niedługo mam chrzciny i chciałabym się super prezentować, więc na pewno skorzystam z tej opcji, będę mogła 'kupić' więcej produktów, żeby na spokojnie je posprawdzać sobie w domu, a potem zapłacę za to, co rzeczywiście będę chciała zostawić. Brzmi fantastycznie.

I nie musicie się martwić, bo na PayPo jest dostępnych aż 25 tysięcy sklepów, gdzie możecie zrobić zakupy

PayPo bezpiecznie i wygodnie

Pamiętajcie, że jest to bardzo bezpieczny sposób na dokonywanie płatności, nie musicie podawać nigdzie numeru karty, każdą transakcję akceptujecie sms'em. Posiadacie również limity na zakupy, więc nie wpadniecie w pułapkę jak przy karcie kredytowej, że wykupicie cały Internet, a potem będzie problem ze spłatą. O to nie musicie się martwić, że wpadniecie w pułpakę.


Tak, jak pisałam wcześniej, mnie czekają zkaupy kreacji na chrzciny, co nie będzie łatwo, to będzie dość duże wyzwanie, żebym czuła się i wyglądała ładnie, więc pewnie przymierzę wiele sukienek, żeby wybrać tą odpowiednią, ale na szczęście w domu, w swoim pokoju na spokojnie, powysyłam zdjęcia koleżankom, pokażę się mężowi, a potem zapłacę z PayPo za to, co będę chciała zostawić - rewelacja!


The Body Shop, mleko migdałowe + miód = nawilżające masło do ciała

06 sierpnia 2022

 
Hi! I znowu te upały! A ja znowu zaczynam wpis od serii pogodowej, ale na nic innego nie mogę narzekać obecnie, a pogoda mnie dobija, bardzo! nie lubię upałów, a w ciąży to już w ogóle one są meczące, no ale jakoś trzeba przetrwać. mimo wszystko, mamy bardzo dwa intensywne dni, dużo się dzieje, dużo działamy, ogarniamy, sprzątamy i nadrabiamy! A ja aż zapomniałam ile rzeczy można zrobić w 2 godziny, kiedy babcia zabierze wnuczkę na spacer, szok! Ale bardzo się cieszę, bo wiele z tych rzeczy była na mojej liście do zrobienia już od dawna i jakoś nie mogłam się za to zabrać, a teraz... Klasa!
A ja dzisiaj zapraszam Was na recenzję masła migdałowego, które miałam w Kalendarzu Adwentowym z The Body Shop ;).


The Body Shop,
masło do ciała
mleko migdałowe + miód



To już chyba wiecie, że nie lubię tych słoiczkowych opakowań, tym bardziej w przypadku maseł do ciała, tłusta, gęsta konsystencja, którą trzeba 'wygrzebywać' palcami, to nie jest coś, co lubię. Na szczęście to masło ma dość elastyczną konsystencję, więc łatwo jest mi je przemieszczać w opakowaniu, żeby nabieranie było, jak najwygodniejsze. Opakowanie jest w porządku, dobrze się zakręca.
Zapach nie przypomina mi za bardzo mleka migdałowego ani miodu, nie jest to zapach moich marzeń, który bym niuchała chętnie co chwilę, ale jest na szczęście dość delikatny, słabo wyczuwalny. Ale no, coś mi tu zdecydowanie nie gra.
Konsystencja, jak pisałam dość typowa, jak na masło do ciała, ale jest w porządku.


Muszę przyznać, że jego działanie jest bardzo w porządku. Staram się używać regularnie, ale teraz mam taki czas, że nie jestem w stanie codziennie cała się balsamować, ale tak rzadkie używanie, jak moje wystarcza, żeby skóra była w zadowalającym stanie. Skóra jest nawilżona, odżywiona, jędrna, elastyczna, nie mam żadnych rozstępów, nic co mogłoby mnie martwić. Jestem mega zadowolona, i mogę się założyć, że częstsze używanie przyniosłoby mi tylko cudowne efekty, więc muszę się za to wziąć, żeby i po porodzie skóra głównie na brzuchu wróciła do swojego fajnego stanu.
Muszę też przyznać, że niewiele potrzeba produktu, żeby się wysmarować, więc na pewno fajnie to wpływa na wydajność. Jeśli chodzi o wchłanianie, nie wchłania się tak cudownie szybko, jak balsamy do ciała, ale jednak szybciej niż inne masła do ciała, jakie używałam. Dlatego jest super.


I nikogo nie zdziwię, ale jestem mega zadowolona z działania tego masła do ciała. Większość kosmetyków od The Body Shop sprawdza się u mnie fenomenalnie i nie mogę się doczekać kolejnych produktów!


Denko lipcowe, 2022r.!

02 sierpnia 2022

 
Dzień dobry! Mamy sierpień, a to oznacza, że coraz bliżej do naszych kolejnych mini wakajek, jak i do jesieni! Naprawdę, już na maksa nie mogę się doczekać żółkniejących liści, długich wieczorów, kocyka i herbaty, która wtedy smakuje najlepiej. Ale wiecie, że ja mam świra na punkcie jesieni, więc nikogo to nie powinno dziwić. Powiem Wam, że nawet cieszą mnie te wszystkie rzeczy szkolne w sklepach, gdybym tylko potrzebowała czegokolwiek, to od razu bym kupowała, a na chwilę obecną mam tego tyle, że muszę to pozużywać ;). 
A nie przedłużając, zapraszam Was do lipcowego denka! Jakoś myslałam, że świetnie mi idzie, ale ostatecznie nie ma jakiegoś efektu wow, ale coś tam udało się zużyć, więc super!


Jeśli chodzi o standardowych, typowych ulubieńców, to zużyłam BeBeauty, waciki kosmetyczne, które niezmiennie są moimi ulubieńcami w tym temacie. I tak staram się zmniejszyć ich zużycie, więc pojawiają się stosunkowo rzadziej niż kiedyś, ale jeśli już mam jakichś używać, to tylko tych! Są zdecydowanie najlepsze pod każdym względem, cenowym, dostępnościowym, jakościowym, po prostu najlepsze. Z podobnym rzeczy, zużyłam też Alouette, nawilżany papier toaletowy, bez którego nie wyobrażam sobie różnych czynności w łazience, przydaje się bardzo. Nie jest idealny, ale ze wszystkich, jakie używałam jak na razie jest to najlepszy produkt ;). Mój produkt the best w pielęgnacji włosów to też Schwarzkopf, GllissKur, ekspresowa odżywka do włosów, oil nutritive, one są dla mnie najfajniejsze i najlepiej się sprawdzają. Szybko, konkretnie można spsikać, przy okazji, włosy będą bardziej nawilżone, odżywione, lśniące i wygładzone. Poza tym, Natura Siberica, rokitnikowy peeling do skóry głowy, no uwielbiam go. Super działa, fajnie się pieni, naprawdę oczyszcza skórę głowy i jakoś ma na nią pozytywny wpływ, ale posiada w sobie drobinki. I jakkolwiek lubię go, to im bardziej jestem świadoma tego, co takie drobinki są w stanie zrobić z moją skórą głowy, tym mniej chętnie go używam... Jednak świadomość dużo zmienia, więc jeśi macie peelingi do skóry głowy mniej inwazyjne dajcie znać!


  • Garnier, Hyaluronic Aloe Toner, tonik - ja uwielbiam tę serię od Garnier, ona cala sprawdza mi się fenomenalnie, więc nie może być inaczej i z tym produktem! Tonik świetnie nadaje się do oczyszczenia i odświeżenia twarzy, ma. Przyjemny zapach, wygodnie się go używa, no i działa tak, jak ma działać, więc dla mnie super :) 
  • Mesoboost, v-shape face cream, krem modelujący owal twarzy - o tym kremie pisałam obszerna recenzje, ale no ja jestem na maksa zadowolona, bardzo fajnie działał na twarz, miał piękny zapach i wszystko mi z nim grało. Bo jeśli chodzi o owal twarzy, to w to nie wierzę, że sam krem potrafi coś zdziałać.
  • Pierre Rene, tusz do rzęs - ten tusz do rzęs miałam bardzo długo, nie ma się co dziwić, bo przez to, że maluję się rzadziej, nie miałam za bardzo możliwości go używać, ale używałam i naprawdę robił swoją robotę! Podkreślał spojrzenie, wydłużał, podkręcał i zagęszczał rzęsy, nadawał się i na co dzień i na wieczory czy specjalnie okazję. 
  • Bielenda, olejek przeciwzmarszczkowy, olej z czarnuszki + czystek - strasznie polubiłam się z tym olejkiem! Idealnie uzupełniał moją pielęgnację, wzmacniał działanie innych produktów, a i sam w sobie działał nawilżająco, odżywiająco i super poprawił stan mojej cery. 


  • Perfecta, smooth&happy, omelo, cukrowy peeling do ciała - jak wersja bananową była genialna, tutaj z tym pomelo coś się nie polubiłam aż tak. Niby fajnie działał, ale jednak coś mu brakowało i zostawiał po sobie tłusty film na skórze, za czym ja bardzo nie przepadam. 
  • Blanx, pasta do zębów - z jednej strony pasta jak pasta, no fajnie myla zęby i odświeżała oddech, ale jednak po tej marce spodziewałam się jakiegokolwiek wybielenia, a tu nie było w simie nic, poza zwykłą najzwyklejszą pastą do zębów.


  • Babydream, extra sensitive, nawilżane chusteczki dla niemowląt - te chusteczki są najlepsze, najtańsze i łatwo dostępne, jeśli nie są wykupione, ale nie ma się co dziwić, że znikają, bo są super! 
  • Linomag, krem z tlenkiem cynku, krem pod pieluszkę - za bardzo go nie używałam, nie miałam możliwości, bo w sumie zaopatrzyłam się w taką ilość kremów, maści itp., że ten okazał się być mi zbędny. Na pewno czasem gdzieś tam go użyłam, coś posmarowałam, ale nie był to mój krem pierwszego
  • Linomag, krem ochronny z witaminamim A+E- ten krem okazał się być u nas sztosem, co prawda nie zużyłam nawet 1/10, bo jest turbo wydajna ta maść i szkoda, że się przeterminowała, ale przydała mi się na maksa! Czy to na jakieś obtarcia po mini wypadkach, czy podrażnienia po katarku, czy na suchą skórę albo potówki, powiem Wam, że cokolwiek było nie tak na skórze, to używałam tej maści i było mega.
  • Lansinoh, lanolina, maść pielęgnująca brodawki - ta maść również się przeterminowała, ale no wiadomo już od jakiegoś czasu jej nie używam, a byłam zadowolona. Naprawdę fajnie pielęgnowała brodawki :).
  • Synbiotex, baby, probiotyk - probiotyk, ja jestem fanką probiotyków dla niemowlaków, bo u naszej córki od początku dobrze jej robiły i ten probiotyk kupiłam ostatnio w związku z rotawirusem i na szczęście super się sprawdził, zrobił to co miał zrobić ;).

I takie denko udało się wyrzucić w tym miesiącu. Jako, że jestem coraz bliżej rozwiązania to mam nadzieję, że uda mi się jeszcze przejrzeć kosmetyki, powywalać przeterminowane albo takie, których po prostu nie używam i nie ma szans, że użyję. Trzymajcie za mnie kciuki, bo robię to już od dawna i jakoś mi nie idzie. A jak Wasze zużycia? :)