Denko, listopad 2022r.

29 listopada 2022


Witam! Czujecie już na sobie oddech końca roku? matko ja tak i bardzo się cieszę. Uwielbiam ten czas, kiedy robię podsumowania i mam wrażenie, że zaczniemy od nowa. I to jest idealny czas na porządki, a w tym miesiącu denko jest dosyć bidne, ale nic na to nie poradzę. Wierzę, ze w grudniu uda mi się coś bardziej pozużywać i powyrzucać ;).


Waciki kosmetyczne BeBeauty musiały się tu pojawić i nie ma im równych, poważnie. Nie rozwarstwiają się, nie wchłaniają za dużo produktu, są fajne w dotyku no ideolo.


OnlyBio, serum rozjaśniające - to serum ma tak wspaniały zapach, że o mamo! Poważnie, można się rozpłynąć nad samym zapachem, ja się od niego uzależniłam i no uwielbiam, boskie! I nie tylko zapach, ale działanie tego serum też jest genialne, super nawilża, odżywia i pielęgnuje twarz, kocham!
Uriage, xemose, kojący krem pod oczy - ten krem jest bardzo super! Polecam, fajnie się nakłada, ma lekką konsystencję, no i w ogóle super!
BioMadent, naturalna pasta do zębów, jaśmin&mieta - ta pasta mnie zaskoczyła, jest naturalna, bez sztucznych dodatków turbo wybielających, odświeżających, więc nie spodziewałam się, że ta pasta da mi to, co większość dobrych past. Fajnie się pieni, idealnie myje zęby, odświeża i robi wszystko, co ma robić.
Uriage, EAU THERMALE, lekki krem aktywnie nawilżający do twarzy - bardzo fajny krem do twarzy, ma tak cudownie lekką konsystencję, że wow! Rewelacja, Chcę pełnowymiarowy produkt.


Cleanic, intimate, nawilżany papier toaletowy - już o nich pisałam w ostatnim denku, są w porządku, ale dla mnie mają zbyt intensywny zapach.


The Body Shop, camomile, delikatny płyn micelarny do demakijażu oczu - jak ja się cieszę, że w końcu zdenkowałam ten płyn, on jest tak tragiczny, że szok. Nie wiem, jak on może być dedykowany do demakijażu oczu, mnie oczy piekły przeokropnie, a nie mam wrażliwych. Zużyłam go do demakijażu twarzy, z czym też sobie średnio radził. 


Dada, chusteczki dla dzieci - mają mega mocny zapach i nie do końca nam podpasowały.
Tami, chusteczki dla dzieci - one są fajne dla starszej córki, ale przez zapach jakoś mam obawy, żeby używać ich u młodszego.
Kindii, waciki - kolejny produkt, który bardzo się przydaje przy małym dziecku, jak i przy większym ;)
Espumisan, krople dla dzieci - dla mnie musthave.


A jak Wasze denko? :)

A i dajcie mi koniecznie znać znajdę sukienki damskie, które będą idealne na święta? :)

Apteczka dla niemowląt i dzieci

25 listopada 2022

 
Hej! Jak się macie? Już od jakiegoś czasu mamy jesień, zimne, przeszywające powietrze, a już niedługo liczę na mróz, na śnieg i na prawdziwą, białą zimę! Nie mogę się doczekać chodzenia na sanki, robienia aniołków w śniegu, ale... Boję się chorób, boję się przeziębień, pewnie dlatego, że ja sama mam mega słaba odporność i łapię wszystko dookoła. A teraz z dwójką małych szkrabów, mam wrażenie, że one będą dwa razy bardziej podatne na choroby i wirusy. Dlatego u mnie apteczka dla dzieci i dla nas musi być zawsze kompletna! Nienawidzę jechać do apteki, kiedy czegoś potrzebuję, zazwyczaj wtedy są święta, jest noc i jesteśmy w dupie. Po prostu nie, ja muszę mieć wszystko pod ręką w razie w.
I dlatego pomyślałam sobie, że pokażę Wam naszą apteczkę. Oczywiście weźcie pod uwagę to, że to jest nasza apteczka, może ona być dla Was inspiracją. Ja ją skompletowałam po rozmowach z przyjaciółkami, które mają już dzieci, ale i po wielu wizytach u lekarza. U nas katar, kaszel, gorączka, problemy brzuszkowe itd. są dosyć częste i wiemy też już, co sprawdza się u naszych dzieci najlepiej.


Katar i kaszel u dzieci
  • *Maść majerankowa - mój musthave, bardzo się cieszę, że żadne z dzieci nie jest uczulone, więc jak tylko pojawia się katar, zawsze nakładam pod nosek w trakcie drzemki. Co prawda młody ma jeszcze dość niezgrabne ruchy i często tę maść sam sobie ściera rączką, ale u starszej, bardzo mega.
  • *Aromactive plastry - kolejny musthave. Przyklejamy na szumisia albo na łóżeczko i różnica jest mega! Bardzo intensywnie pachą, po wejściu do pokoju czuć od razu ten zapach, oczyszcza nos nie tylko dzieciom, ale i nam, więc czad.
  • Nasivin - to dostaliśmy od naszej Pani Doktor i muszę przyznać, że super się sprawdza. 3 x dziennie, w trakcie drzemek i dziecko przynajmniej śpi, ma czym oddychać i bardzo to lubię.
  • *Marimer baby, woda morska - najlepsza woda morska ever. Psikamy dzieciakom od początku i naprawdę jest różnica. U młodego niestety na katar nie mamy za wielu produktów, które możemy używać, więc psikamy wodą morską co chwilę, pomaga i na katar i na zalegające mleko.
  • *Zatogrip - kolejna rzecz, którą dostaliśmy od Pani Doktor już parę razy, bardzo dobrze działa na drogi oddechowe i działa bardzo szybko! Polecam poczytać o tym, jedyne do czego się przyczepię to jest bardzo gęste, bardzo ciężko sprać z ubrań (trzeba natychmiast namoczyć, inaczej nie ma opcji na zmycie) i Lenie średnio smakuje.
  • Depulol, maść rozgrzewająca - pamiętam za moich dziecięcych czasów, jak byłam chora - mama zawsze mnie smarowała czymś, otulała kołdrą i szłam spać. Pomagało mi to na maksa i raz nam się przydało i zadziałało praktycznie od razu!
  • Inhalacje z soli fizjologicznej - zwykłe, najzwyklejsze inhalacje z soli fizjologicznej, parę razy dziennie, nie zaszkodzą, a naprawdę mogą pomóc. Po inhalacjach warto oklepać plecki, żeby wszystko się tam poodklejało i naprawdę polecam, warto mieć!

Brzuch
  • Espumisan w kropelkach - ja nie wyobrażam sobie mojego życia z dziećmi bez espumisanu, nie mamy problemów z kolkami, nie mamy problemów z brzuszkiem, bo mamy espumisan i zawsze jest u mnie w gotowości. 
  • *Delicol - teraz przy małym, który prawdopodobnie ma problem z trawieniem laktozy stosujemy delicol i od razu widać, że mu lepiej, więc takie probiotyki też warto mieć i być przygotowanym.
  • Probiotyk; *Flostrum baby, *Multilac - kolejna rzecz, którą warto mieć, jak Lenka miała rotawirusy dostaliśmy zalecenie, żeby po prostu podawać jej probiotyk, nic innego nie możemy jej podać, i od razu była poprawa, więc warto się zaopatrzyć i mieć. 

Ząbkowanie
  • Dentinox żel na zęby - oh, ten żel jest na pewno cudowny i musthave przy ząbkowaniu, dodatkowo silikonowa szczoteczka na palca i można zdziałać cuda z dzieckiem. Nie tylko żel pomaga na dziąsła, ale samo szczotkowanie, masowanie tych dziąseł bardzo pomaga i myslę, że ułatwia przebicie się ząbków. I bez tego ani rusz.
  • *DentoseptAMini - a to nasze odkrycie, jak Lenka była większa, produkt, którym można psikać do buzi albo na smoczka i jazda. No rewelacja! Córka go uwielbia, on musi mieć dobry smak i mam wrażenie, że działa też na nią trochę uspokajająco i przyznaję, używaliśmy nie tylko przy ząbkowaniu, ale pomagało nam uspokoić mocny płacz, jak i czasem uspać małą.

Gorączka
  • Pedicetamol - nasz produkt numer 1, mamy, używamy, nie raz ratował nam tyłek, warto poczytać dokładnie ulotkę, bo można stosować na dwa sposoby w zależności od podawanej ilości, można podawać częściej, a mniej. Ja jestem bardzo zadowolona, mimo że smak nie zachwyca naszych dzieci.
  • Nurofen, czopki - uciekałam od czopków, bo wiadomo, że sama aplikacja jest nieciekawa, ale to jak cudownie i szybko te czopki działają to jest sztos. Nigdy Pedicetamol nie zadziałał tak szybko, jak czopki, naprawdę u nas to była kwestia paru minut, więc warto przecierpieć i pomęczyć siebie i dziecko, bo naprawdę gorączka szybko znika.

Uczulenie
  • Fenistil, maść + krople - nie było nam nigdy potrzebne, jeszcze nie używaliśmy, ale mam w naszej apteczce w razie w. Głównie w lato i na wiosnę, ja zawsze panikuję, że albo jakieś trawy albo ukąszenia owadów, zawsze mam ze sobą, a tym bardziej na wyjazdy. 

Maści/Kremy
  • Alantan - bardzo fajnie natłuszczająca maść, na odparzenia, na jakieś krostki, potówki, suchą skórę, tani, łatwo dostępny, bardzo fajna i warto mieć.
  • *Sudocrem - nasze odkrycie przy drugim dziecku, zawsze tylko alantan, ale jak już mieliśmy sudocrem to użyliśmy i powiem Wam, że odparzenie znika od razu po aplikacji praktycznie, rewelacja. Bardzo polecam!
  • Maść z wit. A + E - maść, która przydaje się nie tylko przy dzieciach, ale nam też. Przy obtarciach, przy jakiejś mega wysuszonej i podrażnionej skórze, maść z witaminami A i E jest najlepsza i działa najszybciej. 

Odporność
  • *D-Vitum, witamina D, aerozol - witaminę D należy podawać niemowlakom od samego początku, ja bardzo polecam te w aerozolu, bo bardzo łatwo się aplikuję, psikniecie do buzi i po sprawie, maluch już sobie to połknie w swoim czasie.
  • Juvit C - przy starszej córce pilnujemy podawania witaminy C, bo ona bardzo często łapie jakieś drobne przeziębienia, więc myślę, że warto, a na pewno nie zaszkodzi. Raz dziennie, parę kropelek i wierzę, że mamy lepszą odporność. 

Inne:
  • Rumianek, herbata - warto mieć, żeby w każdej chwili móc zaparzyć, u nas genialnie sprawdzał się na odparzenia i jakieś podrażnienia czy uczulenia. Odparzenia znikają w moment, wolałam to niż opcję z mąką ziemniaczaną, więc polecam. A i raz zdarzyło nam się, że córka dotknęła jakiejś roślinki i przetarła twarz, całe oko i okolice niestety były mocno zaczerwienione, zaparzyłam rumianek, zmoczyłam wacik, przyłożyłam do twarzy i oka i na szczęście po drzemce już nie było ani śladu.
  • Octenisept - myślę, że taki produkt powinien mieć każdy nie tylko w apteczce dla dzieci, różne rzeczy się dzieją, zawsze można się gdzieś otrzeć, skaleczyć, a dezynfekcja jest najważniejsza!
  • Gaziki jałowe - one się przydają w wielu sytuacjach, od pielęgnacji pępka po narodzinach, mycie buzi, po oczyszczanie ran, itd. Warto mieć w apteczce różne rozmiary. 

Jeśli jest coś, co jeszcze byście dodali do mojej listy to dawajcie znać! Myślę, że taka lista przyda się nie tylko mi, kiedy będę uzupełniać zapasów, a i dla innych.


*Wpis zawiera linki afiliacyjne.

AD | CareO3, krem do rąk, działanie nawilżające i antybakteryjne

21 listopada 2022

 
Cześć! Kolejny tydzień przed nami! Coraz bliżej grudzień, coraz bliżej święta, ale zdecydowanie czuć już zimę w powietrzu, mimo że jesień była dla nas bardzo łaskawa i mieliśmy super polską, złotą jesień, to i tak na zewnątrz dało się odczuć czasami mocny chłód na twarz. Ja też odczułam na dłoniach. Jeśli jesteście ze mną długo, wiecie, że nie lubię nosić rękawiczek ani nakładać kremów do rąk, bo nie mogę znieść uczucia klejących się rąk, nic nie można wtedy zrobić, a ja nie lubię marnować czasu. I tak, jak tylko zrobiło się chłodniej moje dłonie dały mi o sobie znać na nowo i wiedziałam, że to czas, żeby zmusić się i przypilnować regularnego używania kremu do rąk.
Pure Beauty box w ostatnim pudełku miał dla nas krem do rąk, od CareO3 który nie tylko ma działanie nawilżające, odbudowujące, ale i u waga - antybakteryjne! Nigdy o tym nie słyszałam, żeby krem do rąk mógł być antybakteryjny, więc wow. Coś bardzo przydatnego, kiedy się ma dwójkę małych dzieci. Przejdźmy do recenzji!

CareO3
Barierowy krem do rąk



Jak już powiedziałam, ciężko jest mi używać kremów do rąk, zawsze o tym zapominam albo jest mi nie po drodze, bo co z tego, że posmaruję sobie ręce, kiedy zaraz muszę coś napisać, gdzieś zadzwonić i potem wszystko się klei, no nie mogę tego! A tu klops, jak tylko zrobiło się zimno, moja skóra na dłoniach zaczęła pękać, zaczęła mnie lekko piec, miałam uczucie ściągnięcia i skórki wokół paznokci robiły się takie naprawdę nieładne! Przyszedł ten czas, żeby naprawdę przypilnować pielęgnacji dłoni,
I tak przetestowałam barierowy krem do rąk od CareO3. Krem znajduje się w smukłej tubce, stojącej na głowie, dzięki czemu zawsze dobrze jest wyciskać produkt z opakowania Na tubce znajdują się wszystkie najważniejsze informacje i bardzo mi się podoba! Jest dość proste, zwykłe, bez udziwnień i jest klasa. Krem jest zamykany na zatrzask, który dodatkowo był zabezpieczony przed pierwszym otwarciem. Nie wiem, czy wiecie o co mi chodzi, ale trzeba było oderwać kawałek plastiku, żeby móc otworzyć krem do rąk. 
/Konsystencja kremu należy do tych gęstszych, ale z umiarem, nie jest tłusta, oleista ani klejąca się. Dobrze nakłada się na całe dłonie i nie potrzeba dużej ilości produktu na raz! Zapach jest bardzo słabo wyczuwalny, trzeba się dobrze wwąchać, żeby poczuć lekko cytrynowy zapach, mimo olejku argonowego, masła shea i wosku pszczelego w składzie.



Po nałożeniu przez chwilę jest lekkie uczucie, że mamy coś na dłoniach. Mam kminę, że niczego nie mogę dotknąć, bo zaraz wszystko wyciapię po kolei i wszystko będzie się kleić. Ale po kilku sekundach i po dobrym wsmarowaniu kremu w dłonie to wrażenie mija praktycznie całkowicie. Czuć, że coś mamy na dłoniach, jest na nich lekki film, ale nie jest on tłusty ani przeszkadzający. Po prostu czuć, że dłonie były posmarowane kremem.
Dłonie od razu są w dużo lepszym stanie, są nawilżone, odżywione, gładkie, miękkie i bardzo miłe w dotyku. Bardzo fajnie działa te krem na dłonie w dość złym stanie, co jest super ważne! Poza tym, skórki przy paznokciach od razu wyglądają niebo lepiej. Już po pierwszym użyciu różnica jest diametralna! Nie ma suchych ani odstających skórek, tylko paznokcie wyglądają na zadbane i ogarnięte, co dla mnie jest bardzo ważne.
Poza tym, pewnego dnia oparzyłam się wrzątkiem praktycznie na całym kciuku, skóra mnie piekła, bolała i ojeju jakie to było straszne uczucie, pomagał tylko lód. Następnego dnia, kiedy ból minął i wydawało się, że wszystko jest w porządku, przeszłam do używania tego kremu. Muszę przyznać, że super poradził sobie z oparzoną skórą. Pielęgnował ją, nawilżał, odżywiał mimo że nie jest to łatwe. Skóra mi zeszła z tego kciuka, ale ani przez chwilę nie czułam, żeby tam się coś działo albo żeby skóra była jakaś niesamowita wysuszona, więc super!



Krem jest bardzo warty zwrócenia na niego uwagi! Naprawdę jego działanie jest bardzo dobre, nawilża, odżywia i robi wszystko to, co krem do rąk ma robić. A co najważniejsze nie jest tłusty, więc w użyciu jest bardzo przyjemny i w niczym nie przeszkadza, co mnie bardzo cieszy! Ciężko jest mi sprawdzić jego antybakteryjne działanie, bo w sumie nie mam pomysłu, jak, ale na pewno ten wosk pszczeli ma na to wpływ w jakimś stopniu, co jest super! 
Krem kosztuje około 36zł i jest wart swojej ceny, jest też wydajny, więc na pewno wystarczy na dłużej. Bardzo Wam polecam ten krem, będziecie zadowoleni. 


[współpraca reklamowa]

AD | Lirene, matująca baza pod makijaż

17 listopada 2022


Hej! Dzień dobry! Co tam, jak tam? Standardowe pytanie, standardowa odpowiedź. Ale mam nadzieję, że coś naprawdę fajnego się u Was dzieje. U nas trochę do przodu i teraz zostaje nam czekać na wiosnę, a wtedy zaczniemy działać w końcu z chyba największym projektem w naszym życiu, ale mega się cieszę. Na pewno będę coś więcej powoli o tym pisać, jak zaczniemy w końcu działać. Ale, fajnie! Cieszę się, że jestem pozytywnie nastawiona i ten czas mnie nie przeraża, więc fajnie. 
A ja dzisiaj mam dla Was recenzję produktu z ostatniego pudełka Pure Beauty! Produktów do recenzji mam mnóstwo, tylko szkoda, że brakuje mi czasu na to wszystko, ale i tak nie jest źle. Powoli, powoli udaje mi się wyjść z tego wszystkiego, a najwyżej będę wrzucać recenzje tych produktów jeszcze długo, długo do przodu! A dziś trochę pielęgnacji, trochę kolorówki, bo będzie o bazie pod makijaż od Lirene!

Lirene, matt match!
matująca baza pod makijaż spf 15



Powiem Wam szczerze, że ta baza wydawała mi się taka niepozorna, jak to bazy, pewnie podobna do wszystkich, jedna z wielu i okaże się bez szału. A jak już się malowałam to stwierdziłam, że dobra zobaczymy i zaryzykuję nieużywając mojej sprawdzonej bazy. No i się zaskoczyłam!
Zacznę od tego, że baza znajduje się w tubce typowej dla podkładów, kremów i innych podobnych produktów. Tubka stoi na głowie, więc nie ma nigdy problemu z wydobyciem produktu z opakowania. Ogólnie jest w porządku, nie mam się do czego przyczepić. 
Konsystencja jest nawet gęsta, ale nie ma problemu z rozsmarowaniem po twarzy, na pewno nie jest to lekki, żelowy krem, ale w dalszym ciągu nie uważam tego za minus. Bardzo fajnie się używa tej bazy, dobrze się ją nakłada. Zapach mango jest dość lekko wyczuwalny, nie jest intensywny ani mocny, ale to też dobrze, w niczym nie przeszkadza.


Po nałożeniu na twarz, nie ma uczucia ściągnięcia ani maski, baza okazuje się bardzo lekka na twarzy, nie zapycha, nie obciąża - super. Używałam tej bazy z różnymi produktami. Mam podkłady praktycznie idealne, a i mam takie, których używam trochę z przymusu. Z tymi idealnymi, super baza współpracuje, podbija tylko ich super działanie, ale w takiej sytuacji baza za dużo roboty nie ma.
Mam podkłady, które się ścierają, które ciemnieją, które w ciągu dnia znikają z twarzy, a i skóra zaczyna się świecić, podkłady, których nie lubię, ale kiedy nie zależy mi na idealnym makijażu albo maluję się na krótko to taki podkład mi wystarcza. A teraz wiem, że ta baza potrafi super wpłynąć na podkład. Podkład, który ciemniał i wyglądał sztucznie na mojej twarzy, teraz wygląda super. Nie ma też problemu ze ścieraniem podkładu, ze świeceniem się w ciągu dnia, no rewelacja! Cały makijaż trzyma się swojego miejsca i to jest rewelacja!


I dlatego ta baza jest rewelacyjna! A na dodatek jest turbo niska, Regularnie kosztuje ok. 20zł, a teraz jest w wielu miejscach na promocji i znajdziecie ją nawet za 14zł, co jest bardzo niewiele za tak dobry produkt! Baza jest też wydajna, nie musicie nakładać mega dużej ilości na twarz, więc też nie skończy Wam się w moment. No czad. Nie myślałam, że znajdę kiedyś bazę w takiej cenie, która będzie miała tak ekstra działanie!
Macie jakieś ulubione bazy? A może znacie ta i macie już jakąś opinie? :)



[współpraca reklamowa]

BeeZuu, idealna biżuteria dla sentymentalnych osób

13 listopada 2022

 
Nie znam osoby bardziej sentymentalnej ode mnie, uwielbiam rzeczy, które mają dla mnie większe znaczenie, uwielbiam mieć przy sobie rzeczy wartościowe pod względem niematerialnym. Dlatego u mnie jest dużo albumów ze zdjęciami, każde z dzieci ma swoją książkę ze zdjęciami i z opisanymi wspomnieniami, mam pudełko z pamiątkami, takie same pudełka mam zamiar zrobić swoim dzieciom, po prostu uwielbiam takie rzeczy.


I nie ma się co dziwić, że jestem zachwycona naszyjnikiem od BeeZuu. Chyba nie muszę mówić, że rodzina jest dla mnie najważniejsza, bo rodzina daje mi siłę. Mam dzieci, które mimo że potrafią dać w kość, zdenerwować, to są moim oczkiem w głowie i nawet, jak lubię się wyrwać z domu i odpocząć od nich, to uwielbiam wracać do nich do domu, z naładowanymi bateriami i większą ilością cierpliwości.




No i spójrzcie tylko na te stópki z imionami dzieci i na serduszko z imieniem męża. Szczerze, nigdy nie chciałam mieć biżuterii z imieniem swoim czy męża, zawsze kminiłam, że nie będę tego nosić, bo bezsensu. Ale tutaj, w jednym naszyjniku mam wszystkich, całą moją rodzinkę i cieszę się, że będę miała coś, co będę mogła mieć zawsze przy sobie, coś co w ciężkich chwilach będzie dodawało mi odwagi i siły. Tak właśnie działają na mnie rzeczy sentymentalne czy prezenty od bliskich. Otaczam się nimi, kiedy tylko potrzebuję i naprawdę mi to pomaga.
Do wyboru macie oczywiście wersję srebrną lub srebrną pozłacaną, a także możecie wziąć opcję bez serduszka z samymi stópkami. Zawieszki znajdują się na pięknie splecionym łańcuszku, którego długość możecie wybrać: 40, 45 lub 50cm. Jeżeli macie kogoś, kto lubi takie rzeczy to jest to na pewno idealna opcja na prezent np. na zbliżające się święta i mikołajki! Myślę, że większość mam będzie zadowolona z takiego prezentu. 
A! Jeśli chcecie to mój kod rabatowy cały czas działa. Wpiszcie beautifulduty10 i będziecie mieć 10% zniżki!



[wpis sponsorowany]