Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów dziąseł i języka

03 kwietnia 2026

 
Dzień dobry! Jak tam przygotowania do świąt? Wszystko już gotowe? Wszystko już macie? Powiem Wam, że wczoraj miałam naprawdę świetny dzień, było to piękne rozpoczęcie tych Świąt Wielkanocnych, mieliśmy jajeczko w pracy, a wieczorem wyszłyśmy z dziewczynami na Restaurant Week i było super przyjemnie! Cały dzień skupiał się po prostu na ludziach, trochę pograliśmy w gry, dużo rozmów, ale też pracy i ogarniania. Uwielbiam takie dni, po prostu uwielbiam.
A dziś mamy Wielki Piątek, planujemy zrobić małe tournee po kościołach, dzieciom pokazać różne groby, tradycje, ale i żołnierzy przy grobie, podobają mi się te tradycje, których w mieście nigdy nie widziałam albo po prostu ich nie pamiętam. W między czasie spieszę z recenzją, bo mam bardzo dużo recenzji do napisania, więc nie ma co marnować dnia. A dzisiaj będzie o zamienniku pasty do zębów czy medycznym koncentracie do zębów, dziąseł i języka!


Ajona medyczny koncentrat
pasty do zębów dziąseł i języka





Medyczny koncentrat pasty do zębów to niewielka pasta, która w dalszym ciągu jest wydajna, w związku z brakiem fluoru i tego, że jest po prostu skoncentrowana, Pojemność jest niewielka, dzięki czemu pasta wszędzie się zmieści, idealna w podróży, a ja uwielbiam takie rozwiązania i zawsze z nich korzystam, jeśli tylko mam taką możliwość. Widać, że jest to medyczny produkt i nie jest to typowa pasta do zębów, którą znajdziemy w drogerii. 
Konsystencja jest całkiem kremowa i czuć, że jest treściwa, nie ma zapachu aż tak mocnego, jak standardowe pasty do zębów. 



Ogólnie samo mycie zębów tą pastą niczym się aż tak nie różni od standardowej, drogeryjnej pasty. Dobrze myje zęby, fajnie odświeża, nie pieni się mocno - generalnie jest okej. Wiadomo, że bardziej mamy problem ze swoimi przyzwyczajeniami, bo drogeryjne pasty są mocno mentolowe, bardzo się pienią i zostawiają uczucie świeżości na mega długo. Ja lubię tez naturalne opcje past do zębów, fajnie się u mnie sprawdzają i robią swoją robotę. 
Ja na szczęście nie mam problemów z wrażliwymi dziąsłami czy zębami lub z krwawieniem, nie robią mi źle typowe pasty do zębów, dlatego po prostu Ajona to nie jest produkt dla mnie, nie mam takich potrzeb, żeby tutaj sięgnąć po taki produkt. Ale dla osób, które już mają różne problemy, fajnie, że jest taki produkt i warto o nim wiedzieć! 
Tym bardziej, że Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów jest wydajny, ale i łatwo dostępny, spokojnie znajdziecie go też w różnych drogeriach, co jest super!


Więc ja pamiętam, z tyłu głowy będę mieć, że coś takiego jest, co jest bardzo przydatne. Produkt zużyję bardzo chętnie, bo lubię testować nowości, a że żadne małe podróże nam się teraz nie szykują to nie poczeka do wyjazdu ;)



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

LaQ żel pod prysznic Bossy&Sexy piwonia

01 kwietnia 2026


Dzień dobry! Jak tam Wasz Prima Aprillis ? Zabawnie, czy raczej żałośnie? U nas w sumie bardzo spokojnie, ale chyba kwestia tego, że dzieci są jeszcze za małe i nie ogarniają, że można robić legalnie żarty mniejsze i większe. Całe szczęście! Ja już czuję klimat Świąt, już jest czas ogarniania, planowania i rozkminiania jakie wielkanocne aktywności można z dziećmi porobić. No cóż, święta teraz i każde ważniejsze wydarzenie to jest całkowicie inny wymiar.
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic od LaQ, one są genialne głównie ze względu na swoje składy, właściwości i to, że są super nawilżające, ale i pięknie pachną! Ale z zapachami bywa różnie, wiadomo, że każdy ma swoje upodobania, więc tutaj coś, co komuś się podoba komuś innemu może nie podejść. No i jestem mega ciekawa czy piwonia mi podejdzie! 


LaQ Bossy & Sexy
żel pod prysznic - piwonia






Żel pod prysznic od LaQ znajduje się w dużej butelce z pompką, uwielbiam te opakowania i design, jak i opis! Mamy tutaj piękną grafikę, w pięknym różowym odcieniu, wszystko do siebie pasuje i w ogóle jest to bardzo mój styl! Wszystko fajnie wygląda, czcionka, ilustracje, no wszystko! Opis jest też sexy, jak i sam żel pod prysznic. No mnie opakowaniami łatwo kupić, co widać. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się ani nie zapycha. Opakowanie jest ciemne, więc tutaj też mamy ochronę produktu w środku. 
Konsystencja żelu jest dość gęsta, ale też nie jakoś bardzo, ja używam na myjkę i tutaj bardzo fajnie wszystko gra, żel też się delikatnie pieni, tak wystarczająco, ale nie jest to mega giga piana, ale jest okej. Przechodząc dla mnie do najważniejszego, zapach jest cudowny, bardzo mi się podoba i bardzo mi pasuje! Jest kwiatowy, dość mocny, ale i lekko zadymiony i jakby orientalny. Jest bardzo ładny i co najlepsze, utrzymuje się na skórze po prysznicu!


Akurat jeśli chodzi o działanie to tutaj nawet się nie zastanawiałam, wiedziałam, że ten żel do ciała będzie genialny, bo one wszystkie mają super właściwości. Żel przy okazji mycia, świetnie pielęgnuje też skórę, mimo tego że jest na skórze chwilę to naprawdę skóra po prysznicu czy po kąpieli jest super zadbana. Czuć, że jest ładnie nawilżona, odżywiona, jest gładka, miła i mięciutka w dotyku, a co najważniejsze nie jest podrażniona, nie jest ściągnięta ani nic. Tutaj tak naprawdę balsam nie jest konieczny, ale ja akurat nie wyobrażam sobie nie użyć balsamu, ale wiecie... mając taki żel nie ma przynajmniej strachu, że raz na jakiś czas w drodze wyjątku skóra da nam popalić, bo nie użyjemy balsamu. Ten żel świetnie sobie daje radę.
A tak, jak Wam pisałam wyżej, żel ma piękny zapach i ja np. uwielbiam fakt, że on zostaje na skórze, że później ja jeszcze czuję ten zapach na skórze i na pidżamie mimo użycia balsamu. Dlatego, żeby wzmocnić ten efekt, uwielbiam przetrzymać żel na skórze i wtedy pachnę tą piwonią jeszcze bardziej, co uwielbiam!


No i muszę przyznać, że z całej powyższej trójki jest to zdecydowanie mój ulubieniec, ze względu na zapach oczywiście. Działanie i właściwości te żele mają wszystkie takie same, są po prostu świetne, a zapach to już kwestia gustu. Bossy & Sexy pachnie dla mnie fenomenalnie i na pewno będę do niego wracać. podobnie podobał mi się zapach Rock&Roll. No uwielbiam te produkty, są też wydajne, mają super składy, a co najważniejsze świetne działanie pielęgnacyjne na skórę. 


Znacie te żele pod prysznic od LaQ? Wydaje mi się, że bardziej popularne są produkty dla mężczyzn, bo te ich opisy podbijały swojego czasu Internet i to jest fajne! Coś fajnego, coś nowego i coś konkretnie bezpośredniego, a faceci to lubią! Więc naprawdę LaQ to jest mega firma, nie mówiąc już o tym, że zawsze korzystam z ich gotowych zestawów prezentowych, są super!


Denko! marzec 2026r.!

30 marca 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie? Wyobrażacie sobie, że już jest koniec marca? Zbliża się kwiecień, zbliża się Wielkanoc, ja jestem w szoku! Powiem szczerze, że nawet nie zdążyłam sobie uzupełnić kalendarza na marzec, zaplanować, a tu już się kończy miesiąc i w sumie nie ma sensu tego uzupełniać. Masakra! Ten czas leci tak szybko, że ja naprawdę nie nadążam. A wiecie jak jest w księgowości, ledwo zamknę jeden miesiąc, a tu już kolejny do zamykania się szykuje, co u mnie w ostatnim czasie nawarstwiło bardzo! Ale fajnie, lubię jak czas tak szybko leci, lubię to, że dużo rzeczy się zmienia, lubię to, że dzieci są coraz starsze i chcąc nie chcąc z dnia na dzień jest coraz łatwiej, czasem ciężej, a czasem łatwiej. No życie!


Życie, życiem, a blogowo czas na zamknięcie miesiąca, ja bardzo lubię te zamknięcia, uwielbiam też początki i zawsze to celebrowałam. Wiecie, początek miesiąca czas sobie nakreślić, co kiedy się dzieje, w poniedziałek zawsze sprzątałam, prałam i szykowałam wszystko na cały tydzień, początek roku jest dla mnie jakiś taki oczyszczający, tak samo, jak właśnie to denko. Jakoś tak, wtedy ogarniam, jaki jest miesiąc, co się dzieje, gdzie jesteśmy i co nas czeka dalej! No i takie podsumowanie kosmetyków bardzo lubię i zazwyczaj wtedy wychodzi najwięcej, bo jak kosmetyk się skończy, wtedy jest najlepsza recenzja. No to zaczynamy!
 


w ulubieńcach w tym miesiącu jest w ogóle mało, ale są za to produkty, których naprawdę używam nałogowo. I zaczniemy oczywiście od Queen, nawilżany papier toaletowy, dla mnie jest to produkt podstawowej potrzeby, uwielbiam i bardzo mi to ułatwia życie, moje, ale i przy ogarnianiu dzieci w toalecie, jest świetny, dostępny w Biedronce i mega tani! Dalej mamy oczywiście Catrice, Camouflage, korektor do twarzy który zużywam nałogowo i uważam, że jest zdecydowanie najlepszy jeśli chodzi o tańsze korektory, on robi to, co do niego należy, maskuje, sprawia, że pory i cienie są niewidoczne, skóra pod oczami jest pięknie rozświetlona i wygląda zdrowo! A Bioelixire, serum z olejkiem z czarnuszki 3w1 do włosów to mój ulubieniec. Pachnie wspaniale, nawilża i odżywia super włosy, chroni je przed zniszczeniem i bardzo mocno pielęgnuje.


  • Matrix, zestaw do włosów Insta Cure, szampon, odżywka i maska - ten zestaw to jest petarda praktycznie z salonu fryzjerskiego, cały zestaw świetnie pielęgnuje włosy, dzięki tym kosmetykom włosy są super oczyszczone, nawilżone i odżywione. Świetnie mi się te produkty sprawdziły na wyjazdach, kiedy nie chciałam brać całej pielęgnacji, ale zależało mi na tym, żeby włosy prezentowały się super!
  • Treaclemoon, creamy shea butterfly, żel pod prysznic i do kąpieli - i ten żel pod prysznic też się fajnie sprawdził!  Fajnie pachniał, do tego duża pojemność wystarczyła mi na bardzo długo, konsystencja była kremowa i bardzo nawilżająca i odżywiająca. Pierwszy raz się spotkałam z tą marką i czekam na więcej!
  • Eyelure, paletka do brwi - ta paletka do brwi bardzo fajnie mi się sprawdzała, ale niestety spadłą mi tak, że się całą roztrzaskała na kawałki, kolor był bardzo ładny, konsystencja była super kremowa, dzięki czemu brwi wyglądały ładnie, a i były super podkreślone!
  • Clarena, booster with 5% niacynamide serum - to serum było bardzo w porządku, chociaż zdecydowanie było inne niż wszystkie, podobało mi się to, że miało w sobie dodatkowe drobinki, które przy aplikacji się rozpuszczały i dodawały mocniejszego efektu. Skóra byłą ładnie nawilżona i rozjaśniona!


  • Fa, żel pod prysznic - kupiłam ten żel pod prysznic bardzo z braku laku, kupiłam, bo mi brakowało pewnie do darmowej przesyłki i powiem Wam, że to była naprawdę fajna odskocznia, fajna konsystencja, żelowa, kauczukowa, a zapach bardzo ładny, owocowy, świeży i pobudzający! Ale jednak wolę inne produkty, teraz wolę bardziej naturalne produkty, które mają duży wpływ na skórze.
  • Smile more, pasta do zębów - tę pastę do zębów dostałam po mężu z jego kalendarza adwentowego i od razu powiem, średnio. Nic specjalnego, nic nadzwyczajnego, nic takiego, co bym miała zrobić wow. Pasta, nawet nie jak pasta, bo jednak nie dawała tego odświeżenia i oczyszczenia, jak inne pasty. 
  • Sylveco, serum pod oczy i na powieki - to serum było bardzo zwykłe, niby podtrzymywało efekty, jakie miałam dzięki innym produktom, ale mam wrażenie, że nie dawało od siebie nic nowego, zabrakło mi tutaj jakiegoś efektu wow. 
  • Vis Plantis, So!flow, masełko zabezpieczające końcówki włosów - to masełko ląduje w średniakach bo jednak nie jest to moja ulubiona konsystencja do nakładania na włosy, zdecydowanie wolę bardziej konsystencje płynne, tutaj z tym masełkiem zawsze bałam się, że coś pójdzie nie tak, gdzieś nałożę za dużo. 
  • Rituals, maska do włosów, miracle keratin - ta maska może nie miała możliwości pokazania mi całej siebie przez to, że byłą to miniaturka, ale no jednak zdecydowanie mi tu czegoś zabrakło. Niby coś tam nawilżała, coś tam odżywiała, ale jednak za mało, szkoda, że tutaj nie było tego keratin miracle, który mi by się bardzo przydał!

A jak Wasz miesiąc pod kątem zużyć? Coś ciekawego się tu zadziało? A może odkryliście jakieś cudeńka? Czy lecicie ulubieńcami, czy jednak wolicie sprawdzone kosmetyki?


Fluff jogurt do ciała malina i migdały

28 marca 2026

 
Dzień dobry! Jak Wasz weekend? Jak działacie? Co robicie? Ja dziś z dziećmi cały dzień i wzięłam ich na wycieczkę, jest to zdecydowanie moja ulubiona forma spędzania czasu z dziećmi ostatnio, dużo się dzieje, więc dzieci są zadowolone, a mimo wszystko jakoś łatwiej jest mi ich okiełznać gdzieś, kiedy jesteśmy ciągle w ruchu. W domu już im za bardzo odwala, a ja potrzebuję świętego spokoju - zdecydowanie.
A nawet nie wiecie, jak ja w tej chwili potrzebuję spokojnego wieczoru, marzę o przyciemnionym świetle, zapalonej świeczce, muzyce, dobrym filmie i domowym SPA, kiedy mogłabym nasmarować się dosłownie wszystkim, co mam i niech się dzieje co chce. Dlatego dzisiaj mam dla Was jogurt do ciała marki Fluff! Marka mnie ciekawiła już od bardzo dawna, dużo kosmetyków chciałam sobie kupić, ale nigdy nie miałam okazji. A tak się zdarzyło, że na seansie dla dzieci w kinie moja córka wygrała prezent w konkursie i trafił do mnie ten o to smakowicie wyglądający jogurt. Ciekawi jak się sprawdził?


Fluff jogurt do ciała
malina i migdały





Jogurt znajduje się w kubeczku, mi się bardzo kojarzy z lodami, ale jest bardzo smacznie już od samego początku. Kolorystyka bardzo mi się podoba, z zewnątrz jest i przyjemnie i smacznie. Mamy delikatne napisy, jest ich też dość niewiele, ale jest konkretnie i na temat. Zakręcane wieczko, które działa bez zarzutu, samo się nie odkręca, a w środku mamy jeszcze dodatkowe wieczko chroniące produkt. I bardzo dobrze, bo konsystencja naszego produktu do ciała jest bardzo jogurtowa. Nazwa idealnie odzwierciedla formułę balsamu do ciała, który jest lekko rzadki, ale i zbity, więc przelewa się dosłownie jak jogurt. I nie będę ukrywać, że parę razy w trakcie smarowania tak się zamachnęłam, że jogurt lądował w różnych miejscach. Ogólnie zapach jogurtu jest dość przyjemny, ale też nie jest zbyt mocny i w sumie nic konkretnego mi nie przypomina. 


Jeśli chodzi o działanie to przyznam szczerze, że sama nie wiem, jak oceniam ten jogurt. Z jednej strony konsystencja jest dość przyjemna, z drugiej strony czegoś mi tutaj brakuje i jednak ta rzadkość mnie trochę denerwowała jeśli chodzi o samą aplikację. Jogurt sprawdza się całkiem dobrze, ale jednak czegoś mi w nim brakuje. Nawilża i odżywia tak na podstawowym poziomie, tak żeby było w miarę okej i jest to wystarczające. Ale były dni, kiedy moja skóra potrzebowała czegoś więcej, nie wiem czy była podrażniona czy coś po prostu tego dnia było nie tak, ale wtedy ten jogurt nie do końca działał tak, jak powinien. Zdarzało się, że skóra swędziała i ja miałam niekomfortowe uczucie, że powinnam czymś jeszcze posmarować skórę. 


Niby okej, niby w porządku, ale chyba po ostatnim stosowaniu balsamu od Mixa moja skóra przyzwyczaiła się do dość profesjonalnych i konkretnych produktów do nawilżenia. ten z braku laku może być, wydaje się być właśnie taką odskocznią, ale jednak mi taka odskocznia chyba nie jest potrzebna. Zdecydowanie wolę mieć zaopiekowaną skórę przez cały czas, a teraz widzę, że wymagam od kosmetyków coraz więcej. 

Jestem pewna, że znajdą się osoby, dla których ten jogurt będzie wystarczający, on ma też całkiem niezły skład, więc szczerze nie wiem, dlaczego u mnie były dni niewystraczające, ale to po prostu idealnie pokazuje, że wszystko zależy od skóry i danego dnia.


Jakie lubicie balsamy do ciała/ Stosowaliście już takie nowości, jak np. jogurty do ciała?


Arganove dezodorant mineralny w kulce

26 marca 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Co u Was słychać? Jakie macie plany na ostatni weekend przed świętami? Macie dużo zajęć, ogarniania czy już jednak chill i odpoczynek? Ja nie ukrywam czekam na chill, czekam na odpoczynek, a wiem, że jeszcze długo takiego prawdziwego odpoczynku nie zaznam, ale jest i tak coraz lepiej. Chwilowo czekam aż zakończymy dość duży etap na budowie i będziemy powoli sobie cisnąć dalej, a niedługo zaczyna się nasz intensywny sezon urodzinowy, weselny, komunijny i nawet chrzciny, więc w tym roku dzieje się dość sporo, ale to fajnie! Ja lubię.
A jak już rok jest intensywny to oczywiście nie ma jak ochrona przed potem! Ja nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez użycia dezodorantu, co prawda nie mam ogromnych problemów z potliwością, ale ładny zapach i dodatkowa ochrona sprawia, że jest po prostu przyjemniej i pewniej w ciągu dnia, czy to w pracy czy w domu, kiedy się biega za dziećmi! A ja lubię testować i tym razem dzięki Pure Beauty mogę testować naturalny, mineralny dezodorant w kulce od Arganove!


Arganove mineral deodorant
dezodorant mineralny w kulce 





Dezodorant znajduje się w kulce, mamy tutaj też dosyć kolorowe opakowanie, kolorowe napisy, kolory wydawać by się mogło, że się mogą trochę gryźć, ale całość jednak fajnie ze sobą współgra. Zakrętka jest dość solidna i mocna, nie otwiera się nic przypadkowo, więc wszystko tutaj fajnie działa.
Kulka się nie zacina, działa bez zarzutu, fajnie się obraca i ma na sobie idealną ilość produktu. Konsystencja jest dość mokra i chwilę potrzeba poczekać, żeby się fajnie wchłonęło. Zapach jest tutaj z kolei bardzo niewyczuwalny.



To będzie dość szybka piłka, bo dezodorant jest bardzo w porządku. Nie ma zapachu, więc dla mnie to zdecydowanie minus, mimo że wiem, że dla niektórych to będzie ogromny plus. Ja jednak wolę zapach, lubię jak wszystko pachnie i tego ładnego zapachu zdecydowanie szukam w kosmetykach, ym bardziej tych dezodorujących. Kulka poza tym, działa bez zarzutu, nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, a sprawia, że można czuć się świeżo i przyjemnie przez cały dzień. Ale też pamiętajmy, że moja praca jest głównie siedząca, więc tutaj też nie ma zbyt dużego pola do popisu.
Powiem tak, jeśli ktoś poszukuje naturalnego, mineralnego ałunu pod pachy to zdecydowanie możecie wybierać tę opcję, i będziecie zadowoleni. Ja jednak szukam czegoś innego w kulce pod pachy, więc raczej do tego już nie wrócę!
Ale cieszę się, że miałam możliwość przetestować taki produkt, on swoje podstawowe zadanie spełnia w 100%, a kto wie czy jednak kiedyś mi się nie odmieni i nie będę właśnie czegoś takiego poszukiwać? :)

[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



lol