Catrice wypiekany róż do policzków soft glam - cheeky coral

08 października 2026

 
Dzień dobry! J tam, co tam? Jak się macie? Może coś nowego słychać? Może jakieś macie plany wyjazdowe, a może plany w domu? Dajcie znać, ja potrzebuję znowu jakiegoś kopa w tyłek, ostatnio byłam taka energiczna, nabuzowana i tak wszystko udawało mi się wszystko ogarniać, a chwilowo znowu jestem na takim stand-by i nie wiem sama. 
Ale, mam dzisiaj dla Was recenzję bardzo ciekawego produktu! Jest to makijaż, a dokładnie róż do policzków od Catrice, w którym ja się zakochałam od samego początku. A pisałam Wam w ostatnim denku, że mam paletkę do konturowania, z której korzystałam już tylko w celu używania różu, więc na maksa się ucieszyłam, że w najnowszym boxie od Pure Beauty znalazłam to oto cudeńko - cheeky coral!

Catrice - Soft Glam
wypiekany róż do policzków - cheeky coral




Róż do policzków Soft Glam znajduje się w bardzo eleganckim, fajnym opakowaniu, mamy tutaj kremowo różowe opakowanie, które super kontrastuje z odcieniem różu. Opakowanie się nie zacina, nie otwiera się samo, nic mi się tutaj nie zepsuła, a i fajne jest też to, że przez opakowanie widać idealnie odcień tego różu, bo odcieni jest sporo! Możemy sobie tutaj wybierać, przebierać w kolorach, od pomarańczowych, przez cudowne różowe, jak i do brązowego, który fajnie się może sprawdzić, jako bronzer. 
Róż jest wypiekany, jest bardzo mocno napigmentowany, dlatego tutaj wystarczy delikatne muśnięcie pędzlem, żeby nie przesadzić z ilością, formuła jest bardzo przyjemna, zapach niewyczuwalny.



Ja musze przyznać, że jeśli chodzi o konturowanie to jestem największą fanką, uwielbiam mocne podkreślenie policzków, kości policzkowych, lubię dać sporo bronzera, różu, jak i rozświetlacza - w tej kwestii jestem bezwzględna, po prostu lubię! I ten róż na maksa spełnia moje oczekiwania, bo i ma w sobie drobinki rozświetlające, dzięki czemu wzmacnia efekt błysku na twarzy. Mój odcień na pewno jest bardziej różowy niż wyszedł na zdjęciach, ale w dalszym ciągu jest to odcień brzoskwiniowy, chociaż na twarzy wpada bardziej w róż, to w dalszym ciągu wygląda bardzo naturalnie. 
Róż świetnie się blenduje, można fajnie stopniować kolor, ale też jesteśmy w stanie naprawić jeśli nałożymy go za dużo. Nie ma co ukrywać, że na początku bardzo łatwo było mi przesadzić z ilością, ale wystarczyło użyć innego pędzelka i mogłam uzyskać zadowalający mnie efekt. Róż świetnie współgrał z rozświetlaczem oraz bronzerem.



Ja jestem naprawdę zachwycona tym wypiekanym różem do policzków, odcień jest piękny, złote drobinki znajdujące się w nim są genialne i ja uwielbiam taki właśnie efekt. Tak naprawdę jak ktoś nie lubi za dużego rozświetlenia na twarzy, to taki róż zrobi Wam robotę. Róż też jest bardzo trwały, świetnie wygląda cały dzień, nie ma potrzeby, żeby coś poprawiać czy dokładać, a naprawdę te odcienie są tak ładne, że będziecie zadowoleni. Jesteśmy w stanie uzyskać tym różem różne efekty na twarzy, można je użyć do makijażu dziennego, ale i do wieczorowego, mam też wrażenie, że taki róż świetnie by się sprawdził na wykończenie całego makijażu, podrasowanie innego różu. No uwielbiam go i chyba to widać!

I jestem zachwycona, że mam kolejny produkt od Catrice, który mi się podoba. A muszę przyznać, że jeśli chodzi o podkłady i przede wszystkim korektor Camouflage to jestem ich największą fanką. 
Jakie odcienie różu są Waszymi ulubionymi?


[wpis reklamowy]

Garnier Hyaluronic Cryo Jelly - żelowa maska na tkaninie

06 października 2026

 
Dzień dobry! I jak tam? Jak się trzymacie? Ja mam ostatnio oging, mam takie ogarnięcie, że jestem w szoku. Bardzo się z tego cieszę, jestem jakaś nakręcona i mam nadzieję, że uda mi się wykorzystać ten moment i będę cisnąć, żeby jak najwięcej zrobić i nadrobić zaległości, bo jest ich sporo. Ale dajemy radę! Trzymajcie kciuki, ja korzystam z tego przypływu energii.
A dzisiaj mam dla Was maskę na tkaninie od Garnier! Wiecie, że ja uwielbiam maski w płachcie, a na dodatek produkty od Garnier, no te maski mają wspaniałe - nic dodać nic ująć. Ja nakładając nową maskę wiem, że będę zadowolona, i tym bardziej chcę Wam o tym napisać!


Garnier Hyaluronic Cryo Jelly
żelowa maska na tkaninie




Maska na tkaninie Hyaluronic Cryo Jelly jest standardową maską w płachcie, ale ze względu na konsystencję samej maski ta tkanina wydaje się być lekko żelowa i taka mocno elastyczna. Już sam kolor jest w odcieniu delikatnej zieleni, a ja bardzo lubię takie inne i zaskakujące rzeczy. Maska świetnie trzyma się twarzy, bałam się na początku, że ta konsystencja będzie trochę lejąca się, ale całe szczęście nic takiego nie miało miejsca. Tkanina, jak i maska trzymały się na swoim miejscu cały czas. 
Zapach maski jest bardzo świeży i orzeźwiający, czuć odrobinę mentolu, który genialnie odświeża i relaksuje. Dzięki czemu idealnie nadaje się na wieczór, jak i poranki, kiedy potrzebujemy pobudzenia. 



Ta maska na tkaninie sprawdziła się u mnie rewelacyjnie. Ten orzeźwiający zapach jest super pobudzający, a maska daje delikatny efekt chłodzący, więc maska wspaniale działa na zmysły. 
Ale nie tylko na zmysły, ta maska genialnie nawilża i odżywia skórę, regeneruje i sprawia, że skóra jest napięta, ujędrniona, super wygładzona i w ogóle skóra prezentuje się super. Od razu też mówię, że maska lekko szczypie skórę, więc, jeśli macie jakieś podrażnienia to możecie to odczuć, ale na szczęście jest to chwilowe uczucie. 



Ja jestem bardzo zadowolona z tej maski, mega mnie zaskoczyła też tymi dodatkowymi efektami specjalnymi. Ten orzeźwiający i chłodzący efekt to zdecydowanie coś, czego potrzebuję. Idealna by była na lato, ale teraz, że jesienią też dała mi czego potrzebowałam, czyli, nawilżenia, ujędrnienia i napięcia. No bosko! 
Nie zdziwi Was to, że jestem mega zadowolona z kolejnej maski marki Garnier. One robią robotę i sprawdzają się fantastycznie! Ja je polecam na maksa wszystkim :) 


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana] 

Hamsa skin lab anti aging krem przeciwstarzeniowy do twarzy z filtrem SPF30

04 października 2026

 
I dzień dobry! Jak się macie? Co u Was? Ta niedziela to kolejna niedziela z serii, jest piękna pogoda, świeci słoneczko, idziemy do lasu, szukamy kasztanów, żołędzi, grzybów i wszystkiego, co nadaje się do jesiennych kącików. No uwielbiam, jest tak cudownie, ładnie i w ogóle, że aż chce się spacerować, chodzić. Mam nadzieję, że cały październik będzie tak ładnie i przyjemnie. A Wam się podoba? Dajcie znać! Nie uwierzę, jak ktoś mi teraz powie, że nie lubi takiej właśnie polskiej, złotej jesieni!
A jak już mowa o złocie, to może ten kosmetyk nie ma w składzie złota, ale muszę przyznać, że prawdopodobnie jest to najdroższy kosmetyk do pielęgnacji, jaki kiedykolwiek miałam. Ten krem kosztuje w okolicach 600zł i uwaga mam go z kalendarza adwentowego od Pure Beauty! Tak, można kupić kalendarz adwentowy i w ostatnim okienku otworzyć taki produkt wow, w jeszcze większej wow cenie! No szok! Hamsa skin lab ma kosmetyki najwyższej jakości, więc już pędzę do Was z recenzją!


Hamsa skin lab anti aging
krem przeciwstarzeniowy do twarzy z filtrem SPF 30





Krem od Hamsa już od pierwszego spojrzenia daje znać, że jest to coś z wyższej półki. Czerń połączona ze złotymi dodatkami robi na mnie wrażenie, ja w ogóle bardzo lubię to połączenie, mega mi się podoba i uważam, że jest to mega eleganckie! Opakowanie jest bardzo, ale to bardzo ekskluzywne, w środku mamy też plastikowe wieczko, które dodatkowo chroni nasz produkt przed różnymi czynnikami zewnętrznymi. Mamy też tutaj dość sporą pojemność, więc dobrze by było, żeby za szybko nam się krem do twarzy nie skończył. Krem ma bardzo szeroki otwór, więc nie ma problemu z nakładaniem kremu na twarz. Możemy oczywiście użyć do tego palców, paznokci lub specjalnego patyczka np. drewnianego.
Krem ma dość gęstą konsystencję i jest z tych bardziej zbitych formuł, więc idealnie jest jednak używać do tego patyczka. Nie ma potrzeby brać dużej ilości kremu, żeby nałożyć rano na twarz, bardzo fajnie się rozsmarowuje. Krem ma bardzo delikatny zapach, dla mnie praktycznie niewyczuwalny.



Krem wchłania się praktycznie zaraz po nałożeniu na twarz, nie ma problemu z nakładaniem makijażu, jeśli nam się spieszy. Jest to konkretny krem, który idealnie siedzi na twarzy i od razu możemy przejść do działań, co dla mnie jest bardzo ważne, bo ja zawsze jestem poza czasem i mi go brakuje, więc to, że mogę się do razu pomalować jest dla mnie mega ważne. Dodatkowo krem nie bieli, co też jest mega ważne.
Krem naprawdę świetnie radzi sobie z twarzą i każdą cerą. Mam wrażenie, że tworzy idealną barierę ochronną na twarzy przed wszystkimi czynnikami zewnętrznymi, nie tylko przed promieniowaniem słonecznym, bo w końcu ma SPF30, ale i przed chłodem, wiatrem i fajnie też oddziela skórę od makijażu. Drobnostki, ale dla mnie są mega ważne.
Krem bardzo fajnie pielęgnuje też skórę, dba o odpowiednie nawilżenie, odżywienie, jak i ukojenie istniejących podrażnień. Krem bardzo fajnie też niweluje oznaki zmęczenia, starzenia, sprawia, że drobne zmarszczki stają się mniej widoczne i muszę przyznać, że jest idealnym uzupełnieniem diety i nawodnienia. Świetnie utrzymuje efekty na twarzy.



Ja jestem pod wrażeniem, a i fajnie jest tak poczuć odrobinę luksusu na twarzy, tym bardziej co rano! Czy ten krem o wartości 600zł jest dużo lepszy niż pozostałe produkty? Myślę, że po części tak, na pewno ma dużo zalet, a na pewno cena może być dla niektórych zaporowa i nie do przeskoczenia. Krem jest naprawdę super, czuć, że nakładam rano coś konkretnego i bardzo dobrego, a i moja skóra też bardzo lubi ten produkt. Nie zauważyłam żadnych minusów we właściwościach tego kremu. 
Fajnie jest raz na jakiś czas użyć coś z wyższej półki niż zazwyczaj, produkt działa naprawdę bardzo fajnie sobie radzi, więc jeśli ktoś może sobie pozwolić na taki wydatek, to jak najbardziej warto - ja polecam! Będziecie zadowoleni, tym bardziej że jest jeszcze ochrona przeciwsłoneczna.

Już się nie mogę doczekać kalendarza adwentowego od Pure Beuaty na ten rok! Ciekawe czym tym razem marka nas zaskoczy! Powiem Wam, że jak raz miałam współpracę na kalendarz adwentowy tak potem, kupuję go co roku i jestem na maksa zadowolona!

Bourjois Healthy MIx - clean & vegan - podkład od twarzy

02 października 2026

 

Dzień dobry! I jak tam u Was październik? Jest pięknie, prawda? pogoda jest tak cudowna, że aż się chce i coś robić i coś działać, spacerować, zbierać kasztany, czy żołędzie. No uwielbiam tę jesień w tym roku, ma naprawdę ogromny urok, a ja jako jesieniara nie mogę być bardziej zachwycona! Świeci słoneczko, jest ciepło - no bosko! Na maksa żałuję, że w tym roku nie uda nam się zrealizować naszych wycieczek, ale przynajmniej w domu mogę się rozkoszować moją ulubioną porą roku.
A teraz, mam dla Was podkład od twarzy, którego nie spodziewałam się, że będę stosować, bo uwaga - w tym roku udało mi się opalić i to dosyć mocno na twarzy, więc musiałam przejrzeć swoje kosmetyki i znalazłam coś ciemniejszego, dzięki czemu dziś będziemy pisać o Bourjois Healthy Mix.


Bourjois Healthy Mix clean&vegan
podkład do twarzy




Podkład od Bourjois znajduje się w bardzo fajnej buteleczce, jest to typowa buteleczka i kojarzy mi się z produktami od Bourjois, bardzo ładnie wyglądają, są wygodne w użyciu, mamy na opakowaniu co najważniejsze. Podkład wyposażony jest w pompkę, która działa bez zarzutu, nie zacina się, nie zapycha, a na szczęście dozuje bardzo fajną ilość produktu. Dla mnie jedna pompka jest wystarczająca na makijaż.
Podkład od Bourjois jest dość gęsty i wydaje się być cięższy od innych, jakich używam. Kolory każdy musi sobie dobrać pod siebie, ja jestem pod wrażeniem, że teraz jak już mimo wszystko trochę opalenizny mi zeszło, ja w dalszym ciągu go używam i jestem zadowolona. W tej chwili, bardzo fajnie kolor dopasowuje się do twarzy i wyrównuje go, nie tworząc efektu maski, co jest mega ważne!



Ja go używam teraz codziennie na co dzień, jedna pompka jest wystarczająca na taki makijaż, krycie można stopniować, a cały podkład możemy bardzo fajnie wblendować w twarz, dzięki czemu efekt jest w dalszym ciągu dość naturalny i nie jest sztuczny, co jest mega dla mnie ważne. Ja na co dzień nie potrzebuję idealnego krycia, bardzo lubię taki dosyć naturalny efekt i ten podkład taki jest, krycie jest bardzo średnie.
Podkład bardzo fajnie współpracuje z innymi produktami, nie powoduje zmiany koloru, ciemnienia czy ważenia się produktów. Jedyne co mogę powiedzieć, to nie mogę uznać go za trwały podkład. Jak wracam z pracy po kilku godzinach to już mam wrażenie, że większość moich piegów i pieprzyków wychodzi na pierwszy plan, więc dosyć się ściera, czego nie spodziewałabym się po produktach od Bourjois, dlatego mam trochę mieszane uczucia. 



Ogólnie bardzo fajnie mi się współpracuje z tym podkładem Healthy Mix, on jest bardzo naturalny i takie samo ma krycie, dość delikatne. Dla mnie taki podkład na co dzień jest idealny, ja nie potrzebuję mocnego i idealnego krycia na co dzień, lubię po prostu mieć wyrównany koloryt i lubię mieć wykonturowaną twarz, na idealną cerę bez żadnych niedoskonałości przychodzi czas na imprezy czy ważniejszy wydarzenia, na co dzień jestem z tym okej. Trochę mi jednak szkoda, że ten podkład się ściera i widzę dosyć sporą różnicę między tym, co mam rano, a z czym wracam z pracy. Wolałabym, żeby to delikatne krycie się utrzymywało cały dzień, a niestety popołudniu mam wrażenie, że już niewiele zostało na tej buzi. 


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Denko, wrzesień 2026r. !

30 września 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie? Jak ten wrzesień Wam minął? Pogoda jest tak piękna i genialna, że aż miło popatrzeć, miło coś porobić, miło gdzieś wyjść, pospacerować - uwielbiam ten vibe! Jest tak przyjemnie, że wow, oby ta jesień taka była już do końca, bo super! Mam dużo pomysłów, żeby gdzieś się wybrać, żeby gdzieś zabrać dzieci i jest naprawdę super!


A dzisiaj, jak zawsze na zakończenie sezonu mam dla Was podsumowanie zużyć z września! Całkiem sporo tych kosmetyków się uzbierało, co mnie standardowo cieszy. No ciężko tak zużywać kosmetyki, bardzo dużo się dzieje, jest też grubo i trzeba ogarniać, a ostatnio mam tyle na głowie i tyle się dzieje, że szok. Całe szczęście coś tam się zużywa, więc nie ma tragedii. No to lecim! 



Zaczynamy standardowo od ulubieńców, których nawet parę się tu pojawiło! Mamy oczywiście Kimoco beauty, maska w płachcie aloesowa, która jest genialna. Ma super właściwości, jak i płachta ma ekstra kształt, no ja je uwielbiam, bo i cena jest super. Isana, olejek pod prysznic jest tak samo świetny, ale ja go używam tylko do mycia pędzli i to jest naprawdę super sprawa, sprawdza się genialnie. Z kolei Alterra, naturkosmetik szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych jest ze mną już od dawna, super zmywa olej z włosów, jak i wszystkie inne zabrudzenia oraz kosmetyki. Tradycyjnie Be Beauty, waciki kosmetyczne są najlepsze z najlepszych, nie mają sobie równych. I moja ulubiona Ziaja, oczyszczająca pasta liście manuka jest cudowna, świetnie oczyszcza i wygładza skórę.



  • Perfecta, cukrowy peeling do ciała - ten peeling do ciała jest naprawdę świetny, gruboziarnisty, cukrowy, pięknie pachnie, ma super, klimatyczny fioletowy odcień, wszystko mi w nim pasuje! Świetnie wygładza, nawilża i pielęgnuje skórę! Ja uwielbiam. 
  • Biały Jeleń, bezzapachowe mydło w płynie - ja to mydło kupiłam sobie na tatuaż, kiedy musiałam mieć specjalną pielęgnację zaraz po zrobieniu tatuażu, wiadomo, że hype jest na początku, a potem zużyłam to mydło do pielęgnacji dzieci i też się super sprawdziło to mydło!
  • Garnier Fructis, Diamond Sleek, spray wygłądzająco nabłyszczający - i ten spray super się u mnie sprawdza na moich puszących się i kręconych włosach. Spray pielęgnuje włosy i chroni przed wysoką temperaturą, a przy okazji cudownie wygładza włosy i sprawia, że są sypkie i super się układają. 
  • Lirene, Pumpkin Spice, kremowy żel pod prysznic - Oj, jak ja kocham się przenieść w ten jesienny vibe nawet i pod prysznicem, jak ja lubię otaczać się jesiennymi rzeczami z każdej strony, jak ja lubię po prostu robić sobie przyjemności takimi drobnostkami. A przy okazji żel jest świetny, ma super zapach, fajnie się pieni i super myje!
  • Biotaniqe Dermoskin Expert - micro purifying, łagodny żel do mycia twarzy - ten żel do mycia twarzy fantastycznie się u mnie sprawdził, genialnie oczyszczał twarz z zanieczyszczeń, jak i z makijażu z użyciem odpowiedniej gąbeczki. Żel się świetnie sprawdza w każdej okazji, polecam!
  • Pędzel i gąbeczka - ciężko mi stwierdzić, co to za marki, ale jak widzicie po zdjęciu, to możecie sobie potem ewentualnie pokojarzyć, bo i gąbeczka i pędzel świetnie się sprawdzały!


  • Farmona, my'BIO balsam humektantowy do ciała - ten balsam do ciała nie był zły, ale dla mnie nie był po prostu wow, brakowało mi takiego efektu, że byłam zachwycona, co prawda wiadomo - przy takiej ilości przetestowanych balsamów ciężko o taki efekt. Ten balsam miał całkiem ładny zapach, nawilżał, ale był to dość efet taki podstawowy, wystarczający. 
  • Rimmel, Kate Face Sculpting Kit, trio do konturowania - to trio były znowu całkiem okej, ale dla mnie rozświetlacz był zbyt słaby, a na pewno nie był to taki efekt jaki ja lubię. Bronzer był ekstra, zużyłam dosłownie cały i tak samo mogłoby być z różem, gdyby nie fakt, że paletka zajmuje dość sporo miejsca, a używając sam róż, mam całą paletkę. 2/3 super.


No i mamy to! Pierwsze denko wrześniowe zakończone. Super! A jak u Was zużycia w tym miesiącu?