baginning.com - idealne torebki na jesień

11 września 2021

 

Hej! Co tam, jak tam? Czy to źle, że zaczynam powoli wrzucać tematyczne jesienne wpisy? Ale ja już czuję jesień w powietrzu i bardzo się z tego cieszę. Tak, jestem 100% jesienierą i nic na to nie poradzę. Uwielbiam jesień, uwielbiam ten chłodek, uwielbiam ten vibe i atmosferę jesienną a teraz kiedy pokazuję naszej małej istotce świat to tym bardziej się cieszę na tę jesień (a o świętach chyba nie muszę wspominać, ale poczekam jeszcze te 2 miesiące).


A skoro jesień, to czas na zmiany w garderobie. Co prawda nie wiem gdzie ja będę obecnie wychodzić i jak często, ale chyba mogę popatrzeć, pooglądać i może się zainspirować? Wierzę, że  w końcu znajdę czas i motywację na strojenie się ;). 

A nie powiem, po trzech miesiącach siedzenia w domu człowiek by trochę zaszalał. Nigdy nie byłam przekonana do najnowszych trendów i nigdy nie leciałam ślepo za modą, więc przeźroczyste, plastikowe torebki, tzw. Clear bucket Bag nie były dla mnie czymś wow, ale nie oszukujmy się, jak widzę te poniższe propozycje to aż bym się skusiła. Tym bardziej na tę szarą z napisem Boutique. No jakoś kupuje mnie ten kolor ;).


Z kolei mini torebki, nerki, czyli Fanny pack to jest coś, co za mną chodzi już od dawna. I nawet kupiłam jedną kiedyś, ale nie ściągnęłam metki i sprzedałam. aa trochę żałuję, bo teraz mając małą dzidzię to by było coś idealnego dla mnie. Turbo wygoda, nic mi nie lata, nie wala się, kiedy chcę ją podnieść, więc nie powiem - żałuję. Nie zdziwię się, jak prędzej czy później kupię nową, ale trudno! Dajcie znać, czy to się rzeczywiście sprawdza przy dzieciach tak, jak mi się wydaje?


]No, a na koniec zostawiłam wisienkę na torcie, czyli małe imprezowe torebki Fanny Bags Party, ale w jesiennych kolorach - takich, że ja się zakochałam i nie mogę im się oprzeć. Oj nie ma co, mama po trzech miesiącach siedzenia w domu bardzo chętnie by gdzieś wyszła, a z nową torebką już w ogóle! Chyba wszystkie młode mamy wiedzą o czym mówię, co nie? No ale nie ma się co oszukiwać, nowa torebka zawsze się przydaję, a ostatnio mam same czarne, więc trochę koloru przydałoby mi się w szafie!


To, jak? Zmieniacie już garderobę na jesień, czy przesadzam i łapiecie ostatnie letnie promyki słońca? Osobiście mam nadzieję, że upały już nie wrócą, chociaż wrzesień może mnie zaskoczyć, ale zobaczymy - będzie widać! 
Jest tu jeszcze jakaś jesieniera?


Denko - sierpień 2021r.

07 września 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? U nas bardzo dużo zmian, dużo nowości i dużo nowych, jak i dziwnych sytuacji, do których ja nie jestem przyzwyczajona. Przeprowadziliśmy się na wieś, budujemy dom, a w międzyczasie udało nam się jeszcze pojechać na mini wakajki do Zakopanego. Myślę, że na pewno będzie wpis o wyjeździe z niemowlakiem, tym bardziej w góry, ale muszę sama sobie to jakoś uporządkować, jak i uporządkować wszystko, bo na chwilę obecną mam wrażenie, że nic nie ogarniam. I właśnie dlatego dzisiejszy wpis jest po dość długiej jak na mnie przerwie. 


A dzisiaj czas na denko sierpniowe, jako że się przeprowadzaliśmy to zależało mi na zużyciu, jak największej ilości produktów. Powiem szczerze, że myślałam, że pójdzie mi niebo lepiej, ale i tak nie ma t5ragedii. Przynajmniej ruszyłam z próbkami, które teraz będę sukcesywnie zużywać, aż w końcu pozbędę się ich na zawsze - taki mamy plan! A na razie denko!


Zużyłam w końcu Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów, supreme length, mówię w końcu bo trafiła mi się jakaś kiepska sztuka z zepsutym sprayem, że odżywka sikała zamiast rozpylała piękną mgiełkę na włosy, ale ogólnie jest spoko, więc musiałam źle trafić. Udało się też zużyć Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający bio owoc granatu i bio aloes - jak zawsze, bez zmiennie nie wyobrażam sobie nie mieć tego szamponu przy sobie ;). One są najlepsze i tyle ;D. I zostając jeszcze w temacie włosów poszła kolejna buteleczka Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków do końcówek włosów i znowu kupiłam kolejną buteleczkę. Pięknie pachnie, super nawilża włosy, ma fajną konsystencję i nie mam się do czego przyczepić, po prostu jest ekstra! Jak i kolejne opakowanie Dermedic, Hydrain3 Hialuro, serum nawadniające twarz, szyję i dekolt i uwielbiam je dalej tak samo! Pierwszy raz byłam aż tak systematyczna w nakładaniu serum i bardzo jestem za to wdzięczna, bo tym bardziej po ciąży sprawdził się u mnie rewelacyjnie!


Biały Jeleń, mydło w płynie - używałam stricte po porodzie i byłam zadowolona. To było coś, co wtedy pot5rzebowałam. Zwykły płyn, bez mocnego zapachu, bez niczego konkretnego, po prostu. Fajnie mył i idealnie się sprawdził na mojej skórze, więc wszystkim przyszłym mamom polecam, jak i osobom, które poszukują takich delikatnych i bezpiecznych produktów. 
Isana, olejek pod prysznic, wykorzystywany do prania pędzli - nie znam lepszego produktu do mycia pędzli, no ten olejek radzi sobie z tym tak fenomenalnie, że nie chcę sprawdzać już nic innego, nie ma takiej potrzeby po prostu. W tej roli jest genialny!
BioDermic, krem na noc z ekstraktem z oliwek - bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę markę, bo te produkty z serii oliwkowej sprawdzają się genialnie. Krem na noc jest tak samo świetny, jak na dzień, a moja skóra jest mi wdzięczna za nie - bardzo polecam, są sztosy!
Avene, woda termalna - woda było ze mną na porodówce gdzie nie przydała mi się wcale. Myślałam, że będę potrzebowała takiej formy odświeżenia skóry, ale kto wtedy myślała o pryskaniu twarzy jakąś wodą termalną. Aczkolwiek rewelacyjnie sprawdziła się u mnie po narodzinach, kiedy rzeczywiście nie miałam aż tylu czasu na pielęgnację, a i przydała mi się bardzo w pielęgnacji małej, kiedy na szybko musiałam umyć jej buźkę, rączki czy się ulało, wtedy woda termalna pod ręką była super. No i genialnie chłodziła nas obie w chłodne dni ;). 


Yves Rocher, Karite Magique, kremowy żel pod prysznic - bardzo przyjemny jest ten żel pod prysznic, ładnie pachnie i wszystko mi w nim gra. Mimo kremowej konsystencji super się pieni i współpracuje z myjką, a min nic więcej nie potrzeba, jest super!
Yves Rocher, Karite Magique, odżywczy peeling do ciała - peeling poleciał do średniaków, bo jednak wolę mocniejsze peelingi, które mają turbo działanie ;). Ale ogólnie jest bardzo spoko!
Lirene, glinkowa pasta myjąca z bambusem, miętą i pomarańczą - jaka ta pasta jest wydajna, o mamo! Gdybym tylko jeszcze się z nią polubiła jakoś bardziej to byłby sztos. Zła nie była, ale jakoś to działanie nie zmieniło mojej pielęgnacji i nie mam tak, że ojeny muszę ją koniecznie kupić, bo się skończyła. Może kiedyś, jak nie będę miała co używać, ale na razie wolę co innego. Ale myślę, że znajdzie wiele osób, które będą ją uwielbiać.
Cleanic, chusteczki odświeżające z płynem antybakteryjnym - wszystko spoko, ale bardzo szybko wyschły jakoś...
AA Cosmetics, woda micelarna - taka sama historia, jak z pastą od Lirene, woda micelarna była okej, ale nie zrobiła w mojej pielęgnacji takiego szału, że leciałabym po kolejną, kiedy ta się skończy. Fajnie było, ale nie mam parcia na więcej.


The Body Shop, British Rose, żel pod prysznic oraz The Body Shop, Mango, żel pod prysznic - obie wersje pachniały bardzo fajnie, i zapach różany był przepiękny, i ten mango nie pachniał tak bardzo grejpfrutem, jak już przyszło mi ich używać, więc naprawdę czad! No i są bardzo wydajne, super się pienią i współpracują z myjką - rewelacja ;)
Dermacol, Gommage Cleanser - totalnie nie kumam tego produktu, nie wiem co on miała robić, ani jak miał to robić, używałam i się nie dowiedziałam i się nie dowiem, nie ogarniam.
I zużyłam dość sporo próbek: BioLaven, krem do twarzy na dzień, olej z pestek winogron i olejek lawendowy, Arkana, Neuro Cannabis Cream Mask, BioDermic, serum przeciwzmarszczkowe z ekstraktem z kawioru. A także kremy na noc: Arkana, Neuro Cannabis, Elixir Cream, Avon, Sleep Potion, krem na noc, VisPlantis, krem odmładzający z ekstraktem ze śluzu ślimaka, Vianek, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc z ekstraktem z miłorzęby japońskiego, Dermacol, Elixir, odmładzający kawiorowy krem na noc - i jako że przewinęło się tyle tych próbek nie jestem w stanie stwierdzić ani wypowiedzieć się na temat każdego z nich. Za dużo tego wszystkiego, żebym teraz wiedziała, jaki krem jakie miał właściwości.


Phyto, tonik do włosów oraz Avon, spray do włosów dodający blasku, te dwa produkty leżały już u mnie w szafce dobrych kilka lat i tak leżą i leżą, aż w końcu stwierdziłam - okej nie ma sensu, trzeba wywalić, bo tylko się kurzą. Możecie mi napisać, czy mam czego żałować :D. 



Kindii pure, bawełniane płatki dla niemowląt - jak zawsze, nic nowego są genialne.


I o! Takie denko, w tym miesiącu mam znowu plan na przejrzenie całej kosmetyczki i wyrzucenie tego, co mi graci, bo jest tego na pewno dużo więcej niż te dwa produkty, co zdecydowałam się wywalić!


Ziaja - naturalne, bosko pachnące żele pod prysznic

24 sierpnia 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? Ja już jesień czuję w powietrzu na maksa! Poza tym, powoli szykujemy się na wrzesień, na nasz wyjazd i na moją ulubioną jesień. Już się nie mogę doczekać tych długich wieczorów pod kocem, z herbatą i przed telewizorem - o tak! To jest coś, czego na maksa nie mogę się doczekać. Co prawda ta jesień będzie inna pod wieloma względami, ale wierzę, że jak najbardziej będzie pozytywna i że będzie fajnie, bo na tym zależy mi najbardziej!
A dzisiaj mam dla Was recenzję żeli pod prysznic od marki Ziaja, które robią już mocne wrażenie samym wyglądem oraz nazwami ;)

Ziaja, naturalne żele pod prysznic



Księżycowa pitaja, figa włoska oraz mięta herbaciana: składniki pochodzenia naturalnego, łagodne dla skóry oraz środowiska, delikatne składniki myjące, łatwość spłukiwania, wegański, 
Myją i zapewniają pachnącą higienę, dbają o skórę, dają wyjątkowy powiew świeżości, pozostawiają przyjemny zapach na skórze.

Powiem w wielkim skrócie, ale wszystko się tutaj zgadza. Produkty rzeczywiście super pachną, dzięki nim prysznic jest turbo przyjemny, nie podrażniają ani nie wysuszają skóry, co dla mnie jest bardzo ważne obecnie, bo nie mam za bardzo czasu na smarowanie się balsamem, więc to jest sztos. Opakowania mają bardzo duże, więc wystarczą nam na długo, tym bardziej, że są mega wydajne! Niewiele potrzeba wylać na myjkę, żeby się umyć i żeby była idealna ilość piany, więc bomba. Zatyczka też się nie psuja, nie zacina ani sama się nie otwiera, więc ja jestem bardzo zadowolona. No nie mam im nic do zarzuceni - jeżeli szukacie fajnych produktów, które pachną sztosowato, a na dodatek są ogólnodostępne i tanie - to bierzcie te. Bo czad!

Ziaja, księżycowa pitaja


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, Laureth-2, C12-13 Alkyl Lactate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Citric Acid. 

Ten zapach jest zdecydowanie moim ulubionym! Bardzo świeży, ale i delikatnie owocowy, słodki i taki energetyzujący. Aż chce się działać po prysznicu z tym żelem - poważnie. To jest zdecydowanie coś co lubię, a muszę przyznać, że nie przepadam za słodkimi zapachami. Aczkolwiek tutaj musicie mi uwierzyć, że wszystko jest tak fajnie i idealnie wyważone, że można się myć - czad!

Ziaja, figa włoska


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, C12-13 Alkyl Lactate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Hydroxyctronellal, Coumarin, Limonene, Citric Acid. 

Ta wersja zapachowa jest akurat dosyć męska. Nie jest to taki stricte męski zapach, że uciekałabym spod prysznica, ale jednak nie jest też full kobiecy, bardziej idzie w stronę męskości. Aczkolwiek w dalszym ciągu uznaję ten zapach za przyjemny i ładny, ale musiałabym się wysmarować jakimś turbo pachnącym balsamem po - obowiązkowo!

Ziaja, mięta herbaciana


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Decyl Glucoside, Inulin, Fructose, C12-13 Alkyl Lactate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Parfum, Linalool, Geraniol, Citric Acid. 

Ten zapach to jest dopiero energetyk w żelu pod prysznic, ale nie chodzi mi o to, że pachnie tak jak energetyki, na szczęście nie! Ale tutaj mięta jest tak bardzo wyczuwalna, że hej i znowu aż chce się działać, chce się żyć i w ogóle. Zapach jest sztos, ale też trzeba lubić zapach mięty, bo jeżeli ktoś bardzo nie lubi to może mu przeszkadzać. Dla mnie jest spoko. 

Więc jakby ktoś się jeszcze zastanawiał to ja bardzo polecam! Dajcie znać, czy kojarzycie albo widzieliście już gdzieś te żele? 


Efektima! nowe peelingi do ciała - papaja oraz smoczy owoc

20 sierpnia 2021

 
Cześć! Coś nowego u Was słychać? Coś ciekawego? U nas dalej na topie przeprowadzka, dodatkowo ogarnęliśmy w końcu mini wakajki, miejsce zarezerwowane, więc teraz zostało nam tylko się spakować i pojechać, ale to dopiero na wrzesień. Mam nadzieję, że uda nam się chociaż trochę odpocząć po tych szalonych wakacjach i nowej sytuacji z małą.
Aaaale, dzisiaj zapraszam Was na recenzje nowości, nowych produktów marki Efektima - peelingów do ciała w mocno owocowych wersjach, papaja oraz smoczy owoc. Wiecie, że uwielbiam mocne peelingi, a także lubię markę Efektima, klikając w nazwę marki możecie przenieść się do recenzji produktów marki. To teraz pytanie, czy peelingi dołączą do moich ulubieńców?

Efektima, peeling do ciała
Papaja i ekstrakt z mango
euforia zmysłów


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, Oryza Sativa Germ Powder, Ribes Nigrum Seed Powder, Rubus Idaeus Seed Powder, Xanthan Gum, Parfum, Carica Papaya Fruit Extract, Magnifera Indica Fruit, Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Linalool, Limonene, Citronellol.

Cudownie udoskonalający peeling do ciała z otulająco-egzotyczną nutą zapachową pozwoli na nieziemsko przyjemną upiększająco-oczyszczającą chwilę. Peeling pozwoli na wypielęgnowanie i rozpieszczenie ciała, zmysły staną się ukojone, a skóra będzie bardziej zadbana i aksamitna w dotyku.

Efektima, peeling do ciała
Smoczy owoc i ekstrakt z arbuza
eksplozja energii


Skład: Aqua, Ribes igrum Seed Powder, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, Oryza Sativa Germ Powder, Xanthan Gum, Parfum, Citrullus Lanatus Fruit Extract, Hylocereus Undatus Fruit Extract, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Potassium Sorbate, Limonene.

Energetyzujący peeling do ciała z nieoczywistą-fascynującą nutą zapachową pozwoli Ci na ekstremalnie orzeźwiającą pielęgnację. Doda skórze witalności, a także sprawi, że skóra będzie wygładzona i przyjemna w dotyku.


Oba produkty znajdują się w bardzo fajnych ładnych opakowaniach. Tubki stoją 'na głowie' dzięki czemu nie ma w ogóle problemów z wydobywaniem produktów na rękę, ale uważajcie, żeby nie przesadzić z ilością. Peeling ze względu na swoją rzadką konsystencję wylewa się przez palce. . Dodatkowo muszę przyznać, że te opakowania są tak wakacyjne, tak pozytywne, że one mogą spokojnie mieć miano euforii zmysłów oraz eksplozji energii. Jakkolwiek lubię czyste, estetyczne opakowania, tak te i tak mnie kupują, bo aż mi się chce i na pewno bym po nie sięgnęła w drogerii, żeby kupić, bo spodziewałabym się sztosu ;).


Ale sztosu nie ma i w mojej opinii nie ma za wiele. Peelingi mają turbo rzadką konsystencję, a drobinek peelingujących jest tam niewiele. Aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że nic nie robią, bo te drobinki na pewno w jakimś stopniu dbają o naszą skórę i pozbywają się trochę martwego naskórka, ale jest to dość delikatny efekt. Skóra po użyciu jest nawet miękka, gładka i miła w dotyku, ale ma na to wpływ akurat cała moja pielęgnacja, nie tylko peeling do ciała. Na plus jest to, że nic złego nie robią skórze, nie zauważyłam podrażnień ani wysuszenia skóry.
Z kolei inną kwestią jest tutaj zapach... Wiecie, że ja jestem bardzo uczulona na zapachy i nie mogę, kiedy coś mi nieładnie pachnie. Pierwszy raz miałam tak, że robiłam wszystko, żeby jak najszybciej zmyć produkt ze skóry i modliłam się, żeby żel dał radę zamaskować ten zapach. Dla mnie jest to zapach zepsutego owocu, jakiegoś nieświeżego soku... no niestety. I niestety obie wersje tak mi zalatują.
Nie wiem, czy to mi się coś odmieniło w ciąży, czy po prostu na starość ciężej mnie zadowolić, ale szczerze zastanawiam się, czy będę w stanie zużyć te produkty waśnie ze względu na zapach. I w tej sytuacji, fakt że peelingi rozlewają się w dłoni jest dla mnie plusem.


Mieliście je? Dajcie mi koniecznie znać, czy tylko ja mam takie odczucia, czy może trafiły mi się jakaś dziwna i nieudana seria? Aż ciężko mi w to uwierzyć, bo zawsze byłam na maksa zadowolona z produktów marki Efektima, a tutaj wyszła taka klapa. Ale pytałam nawet męża o opinie na temat zapachów i też nie był zachwycony.
Dajcie znać!


#ciążatime czego mi brakowało będąc w ciąży?

16 sierpnia 2021

 
Hej! No i co tam u Was słychać? Jak korzystacie z ostatnich dni wakacji, z ostatnich chwil lata? Gotowi na jesień? Mam nadzieję, że tak, bo ja już się nie mogę doczekać!


Co prawda od porodu minęły już 3 miesiące i wydaje mi się, jakby to niemożliwe było, że 9 miesięcy wcześniej byłam w ciąży, ale jednak! Byłam! I muszę przyznać, że wspominam ten okres różnie ;). Jakkolwiek zawsze mówi się o tym, że jest to stan błogosławiony, jest to przepiękny czas, to niekoniecznie, nie zawsze. Zdarzają się momenty ciężkie, męczące i takie, że człowiek tęsknił za tym stanem normalnym.




SIŁY

Oj matko. To było straszne, kiedy męczyłam się wszystkim w sekundę. Od samego początku było tak, że wystarczyło, że mówiłam i po paru minutach musiałam łapać oddech, nie miałam sił, nie mogłam nic więcej powiedzieć. A gdzie tu chodzić, robić zakupy, sprzątać i ogarniać życie jako tako? Całą ciążę starałam się być mniej lub bardziej aktywna, nie rezygnowałam z wyjazdów, ze spacerów, z ogarniania, ale często było tak, że szłam gdzieś turbo daleko za moim mężem haha.

BRAK SWOBODY RUCHÓW

To była jakaś padaczka. Nie powinno się spać na prawym boku, nie wolno szybko wstawać, nie wolno wstawać z łóżka na prosto, nie wolno się tak kłaść. Spoko, że nie wolno ale nawet się nie da! Cudem znalazłam sposób na zakładanie skarpetek i butów, ale nie oszukujmy się, spodnie najczęściej zdejmował mi mąż. A obrócić się w łóżku to była filozofia, trzeba było przemyśleć i przeanalizować... no szok!

GORĄCY PRYSZNIC

Nie jestem fanką kąpieli w wannie i nigdy nie lubiłam wylegiwać się w niej i marnować swój cenny czas, ale za to jak szłam pod prysznic, to woda była tak gorąca, że aż parzyła - uwielbiałam to! W ciążę zaszłam we wrześniu, więc idealny zaczęła się jesień, chłodne wieczory, powroty z korepetycji cała zmarznięta i uwierzcie, że jedyne o czym marzyłam to właśnie ciepły prysznic, żeby się zagrzać, no ale - nie mogłam! Wolałam dmuchać na zimne i zawsze starałam się kąpać w ciepłej wodzie, ale bez przesady.




PIELĘGNACJA 

Chyba nie muszę wspominać o tym, że depilacja, golenie się to jest wyższa szkoła jazdy w ciąży. No tak jest, logiczne jest to, że miejsca intymna są wystarczająco problematyczne, ale mi nawet było ciężko golić nogi. Inna kwestia to mycie włosów. Uwielbiam myć włosy na stojąco z nachyloną głową w dół, ale to było męczące! Nie dość, że obawiałam się, że ściskam brzuch i mała mi się w środku udusi, to plecy dawały mi w kość na maksa. Robiłam sobie przerwy na wyprostowanie się i oparcie ręką o ścianę, żeby trochę odetchnąć.

DŻINSY

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo brakowało mi zwykłych dżinsów, obcisłych, ładnie skrojonych, super przylegających... Ile można chodzić w tych legginsach, które na maksa się rozciągają i po pewnym czasie już nie wyglądają ładnie. Są wygodne, ale jednak co dżinsy, to dżinsy. Jak założyłam swoje ulubione dżinsy pierwszy raz po porodzie - byłam w siódmym niebie - poważnie!

HERBATA

Uwielbiam herbatę, nie pijam kawy, jestem zdecydowanie team herbata, uwielbiam zieloną, a w ciąży nie powinno się nadużywać herbaty ze względu na zawartość m.in. teiny. Nie znam się na wszystkim, co złe w herbacie dla ciężarnych, ale wiem że i ginekolog mi powiedziała, żebym uważała z zieloną herbatą, a ja piłam kilka herbat dziennie. Więc nad tym ubolewałam dość mocno!


I chyba to by było na tyle. Mi osobiście brakowało też wiele innych rzeczy, ale to głównie za sprawą cukrzycy ciążowej, ale poza tym to tak! Dodałybyście coś do tej listy? :)