Treaclemoon Żel pod prysznic i do kąpieli Creamy Shea Butterfly

10 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Znowu wróciły do nas chwilowo mrozy, a ja tu próbuję wywołać wiosnę, a tu znowu rano czuję, jak przemarza mi skóra. No nic, już teraz na pewno jesteśmy bliżej niż dalej wiosny. U nas intensywnie o czym już wspominałam, ale to też nie nowość. Mimo wszystko ten tydzień jest trochę spokojniejszy, mam trochę więcej luzu, więc nie będę aż tak wyorana, jak tydzień temu.
A co za tym idzie, mam dla Was kolejną recenzję! tym razem jest to żel pod prysznic i do kąpieli, duża butla, fajna grafika od razu zwróciła moją uwagę! Od razu wiedziałam, że pójdzie ze mną pod prysznic poza kolejnością, no zobaczcie sami, to masło shea aż do nas krzyczy, że nawilży nam skórę! Więc zapraszam do recenzji marki Treaclemoon - marki dla mnie nowej, o której słyszę pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni. 

Treaclemoon, Creamy Shea Butterfly
Żel pod prysznic i do kąpieli





Tak, jak już wspominałam żel pod prysznic i do kąpieli znajduje się w dość dużej butli, mamy tutaj zamknięcie na zatrzask, które przez cały czas użytkowania działa bardzo dobrze, nie zacina się i jest szczelne. Butelka mimo swojej wielkość jest wygodna w używaniu, a przez otwarcie wydobywamy idealną ilość produktu do użycia pod prysznicem. Design bardzo mi się podoba, jest dość prosty, ale ta kolorystyka bardzo mi się podoba, a najbardziej rzucający się w oczy napis ' masło shea', który zachęca do używania. 
Żel ma standardową i typową konsystencję, typowa formuła, która pieni się dość lekko, ale wystarczająco, żeby się umyć tak naprawdę. Formuła jest bardzo otulająca i przyjemna, bardzo kojąca i po prostu miła dla skóry. Zapach jest rewelacyjny, przenosi mnie w jakieś odludne i gorące miejsce, a zarazem jest to zapach z tych pobudzających i energetyzujących. 


Ja oczywiście jestem od zawsze team prysznic, kąpiele mimo że relaksujące dosyć szybko mnie nudzą i wprawiają w poczucie winy, że nic nie robię (dlatego tworzę dla siebie przytulną łazienkę, żeby móc w niej odpoczywać). Ale prysznic też może być przyjemny i relaksujący! A żel do kąpieli od Treaclemoon w tym zdecydowanie pomaga. Nie dość, że zapach się pięknie unosi w całej łazience to jeszcze ta konsystencja jest bardzo przyjemne. Tak, jak już pisałam, formuła otula skórę, jest jak najdelikatniejszy materiał na świecie muskający delikatnie skórę, sprawia, że skóra staje się super nawilżona i odżywiona, a wiecie, że ja od żeli pod prysznic wymagam jedynie tego, żeby nie wysuszały skóry. Ten żel zdecydowanie sprzyja pielęgnacji i za to go uwielbiam!


Ten żel pod prysznic daje mi wszystko, czego potrzebuję. Mamy tutaj piękny zapach, który relaksuje, ale i pobudza, a co najważniejsze konsystencja jest genialna dla skóry. Żel nie tylko świetnie oczyszcza skórę, ale też skutecznie dba o naszą skórę. Świetnie ją nawilża, odżywia, regeneruje i koi. A przy okazji, super się też sprawdza w okolicy depilacji czy to mechanicznej, czy np. laserowej. Jestem bardzo zadowolona z tego żelu, robię wszystko co ma robić, a zarazem robi więcej, niż ja oczekuję stricte od żeli pod prysznic. No tutaj wszystko mi gra i naprawdę jest fajnie!


I tak, jak wspominałam na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z marką Treaclemoon, cieszę się bardzo, że Pure Beauty zawsze dba o taką różnorodność w swoich pudełkach, mam możliwość odkrycia i poznania nowości, które często okazują się genialne! Także sztos!
Wy jakie żele pod prysznic lubicie najbardziej? Dajcie znać!



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

 

Farmona Radical Hair Clinic Fresh&Volume nawilżająca odżywka do włosów

08 lutego 2026

 
Dzień dobry! I niedziela nam zleciała, kolejna, a zarazem ostatnia przed Ostatkami! Imprezujecie, czy jednak odpoczywacie? Wolicie coś działać, gdzieś pojechać, czy nie robi to Wam większej różnicy? A może macie jakieś fajne i ciekawe plany na Walentynki? Dajcie mi koniecznie znać, z jednej strony potrzebuję inspiracji, z drugiej wiem, że i tak nie mamy czasu na grube świętowanie, bo akurat kolejny tydzień mamy wypełniony w pełni. A potem to już byle do wiosny! Nie mogę się doczekać tego słoneczka, możliwości robienia przyjemnych i długich spacerów bez obawy, że się zmarznie za bardzo. Przywołajmy wiosnę!
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować recenzję odżywki do włosów! Odżywki, która początkowo wydawała mi się bardzo zwykła, standardowa, w sumie dobrze się stało, że mi się trafiła w ostatnim Pure Beauty, bo tutaj już nie miałam praktycznie żadnej odżywki do włosów, a ja ostatnio odżywki używam bardziej w celu zmiękczenia włosów po szamponie, więc jej używam i... muszę przyznać, że wow! Zapraszam!


Farmona Radical - Hair Clinic
Fresh&Volume nawilżająca odżywka do włosów





Odżywka znajduje się w dość dużym opakowaniu, mamy tutaj niebieską butelkę, która bardzo spasowała mojej córce, jako że jest to jej ulubiony kolor. Odżywka jest dość spora, będzie na pewno wydajna, a w dodatku mamy pompkę, która niesamowicie ułatwia nakładanie i w ogóle używanie. Dla mnie świetne rozwiązanie i zawsze takie wybieram, jeśli mogę. Na opakowaniu mamy wszystkie informacje.
Dodatkowo odżywka też jest niebieska, ku radości mojego dziecka. Konsystencja jest bardzo lekka, nie jest podobna do maski, nie jest zbyt gęsta, dość kremowa i bardzo wygodnie się ją nakłada na włosy. Na szczęście nie spływa z nich i nie ucieka przez palce, więc bardzo fajnie. Pachnie też przyjemnie, a dodatkowo zapach utrzymuje się na włosach.


Tak, jak wspominałam we wstępie, ja ostatnio od odżywek do włosów nie przywiązuje zbyt dużej wagi, uważam, że zazwyczaj są na włosach za krótko, żeby mogły cokolwiek skuteczniejszego zrobić. Ostatnio mam dość twarde włosy po użyciu szamponu, czasem są splątane, więc zależy mi na czymś, co fajnie zmiękczy włosy przed maską. Zazwyczaj trwa to parę sekund. Ale nie w przypadku tej odżywki, tutaj zmieniłam trochę swoją pielęgnację jeśli o to chodzi, przez to, że zauważyłam, że ona daje naprawdę super efekty.
Odżywkę nakładam na mocno odsączone wody, przeczesuję; palcami czy to szczotką, staram się ją wmasować we włosy i zostawiam. W między czasie odkładam kosmetyki, przygotuję sobie następne, tak żeby się czymś zająć, bo ja nie znoszę bezczynności. I ta odżywka naprawdę robi na włosach mega efekty! Świetnie wygładza włosy, zmiękcza je, odżywia i nawilża. Dzięki temu, że jest dłużej na włosach może dłużej podziałać na te włosy i one naprawdę wyglądają dużo lepiej od kiedy używam tej odżywki. 


Ta odżywka zdecydowanie odmieniła moją pielęgnację, jest dłuższa, ale dzięki temu włosy wyglądają lepiej, mniej się łamią, są ładnie nawilżone i odżywione. Wyglądają super, są fajnie odbite od nasady, myślę, że zyskują lekko na objętości - ja jestem zakochana w niej, a wcale nie ma potrzeby nakładania dużej ilości na włosy i trzymania jej pół godziny! Wystarczy 5-10 minut, na szybkie ogarnięcie tego, co się dzieje wokół wanny, a włosy nam za to zdecydowanie podziękują. 
I to nie wszystko, używam tej odżywki u córki i jestem zachwycona efektami, delikatne włosy są super nawilżone i wzmocnione, nie są obciążone czy przetłuszczone. Naprawdę odżywka super się sprawdza i u mnie i u córki, co mi się bardzo podoba!

I jest to odżywka, po której nie spodziewałam się za wiele, chociaż wiem, że Radical ma super kosmetyki, więc mogłam oczekiwać czegoś wow, ale najważniejsze, że się przekonałam. Że mam, że używam i że włosy wyglądają naprawdę dobrze! Polecam!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

MIYA BEAUTY.lab serum z prebiotykami do skóry problematycznej

06 lutego 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie, co u Was słychać? Powiem Wam, że u mnie w tym tygodniu jest jakiś kosmos, znowu się nie wyrabiam, znowu się gubię i niestety czuję na sobie ogromną presję i czasu i wszystkiego. Na dodatek jestem mega zmęczona, ale sama na siebie tyle nakładam, więc nie mogę nikogo winić. Ale wiem, że to tylko chwilowa sytuacja, za 3 miesiące już odetchnę, a w wakacje to już w ogóle będzie łatwiej. Zresztą, przyjdzie wiosna i będzie łatwiej! Więc wyczekujmy!
A dzisiaj chciałabym Wam dać spóźnioną recenzję, bo produktu już zdenkowanego, ale właśnie w ostatnim denku uświadomiłam sobie, że nie ma recenzji! A i Miya i serum zasługuje na swoją recenzję, bo wiecie, że ja uwielbiam serum do twarzy, a marka Miya ma swoje dosyć ważne miejsce w moim kosmetycznym serduszku - naprawdę uwielbiam je! Więc każdy kolejny produkt jest warty opisania!


Miya BEAUTY.lab
serum z prebiotykami do skóry problematycznej




Serum znajduje się w typowym opakowaniu, jak na markę Miya. Serum mieści się w szklanej buteleczce, o niewielkich rozmiarów, z plastikową pipetką. A całość zamknięta jest w kartonowym opakowaniu, na którym znajdują się wszystkie informacje. Buteleczka wyposażona jest w pipetkę, która działa bezbłędnie, dozuje idealną ilość produktu do nałożenia na skórę na raz. Bardzo podoba mi się ten delikatny kolor, jest dziewczęco, stonowanie, relaksująco i bardzo mi się to podoba. 
Serum posiada wodnistą konsystencję, nie pozostawia po sobie tłustego filmu. Jest standardowa, jak na serum. Zapach jest nie za bardzo wyczuwalny, nie jestem w stanie powiedzieć, jak pachnie.


Serum jest bardzo delikatne i na maksa przyjemne. Bardzo fajnie otula skórę twarzy i sprawia, że dba o nią od pierwszej sekundy po nałożeniu. Serum jest mocno nawadniające i mega nawilżające. Sprawia, że skóra nabiera sprężystości i jędrności, wygląda dużo lepiej, zdaje się być wypoczęta, pełna blasku i mocno promienna. Pielęgnuje skórę na wielu płaszczyznach, dba o odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia, przy okazji regeneruje i koi skórę. Sprawia, że łagodzi jakiekolwiek podrażnienia i zapobiega powstawaniu nowym już na samym samym początku. Myślę, że jest idealnymi produktem na każdą porę roku, zimą fajnie chroni skórę, a latem będzie ją właśnie łagodzić i lekko chłodzić, nie zapominając cały czas o mocnym nawilżaniu i nawadnianiu. Uwielbiam!


Serum naprawdę fajnie się u mnie sprawdziło, mimo że nie posiadam który problematycznej ani skłonnej do powstawania wyprysków czy trądziku. Ale w dalszym ciągu serum przyczyniło się do znaczącej poprawy mojej skóry, głównie jeśli chodzi o odpowiednie nawodnienie i nawilżenie skóry. Serum bardzo fajnie przygotowało skórę pod dalszą pielęgnację, było idealną bazą i początkiem rutyny porannej, jak i wieczornej. Przez cały czas stosowania serum na mojej buzi nie pojawiło się nic, co mogłoby mi się nie podobać, więc domyślam się, że serum naprawdę fajnie może zmniejszać wypryski i trądzik na skórze. Dla mnie ekstra!


Wiecie, że ja uwielbiam serum, wszystkie serum do twarzy przyjmuję z radością. Uwielbiam to jaką one różnice robią na buzi i że naprawdę mają mocne i skuteczne działanie. Dajcie znać, jakie jest Wasze ulubione serum? Ja takie serum jak zawsze znalazłam w niezastąpionym Pure Beauty box!


[produkt otrzymany w ramach współpracy ale jego recenzja nie była wymagana]

Pierwsze denko 2026 - styczeń!

02 lutego 2026

 
Dzień dobry! No i mamy luty! Mamy nowy miesiąc, najkrótszy, więc ja w ramach motywacji mam na niego dość spore plany, stwierdziłam, że chcę wytrwać w czymś miesiąc, a jaki miesiąc jest najlepszy? Oczywiście najkrótszy, więc wzięłam się za luty. Zmiana dość spora, ale mam nadzieję, że mi się uda, cokolwiek, jakikolwiek progres będzie fajny, więc trzymajcie za mnie kciuki. A ja przyszłam już do Was z denkiem, z dość sporym denkiem na dodatek!


A tak, jak już wspomniałam mamy denko. Pierwsze denko w tym roku i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona! Dawno nie udało mi się zużyć aż tylu kosmetyków w ciągu jednego miesiąca. No i nie wiem czy to przypadek i tak się po prostu złożyło, czy jednak coś zmieniłam w tej swojej pielęgnacji. Cały czas ją rozbudowuje, ale wiadomo czasem na tym cierpią niektóre kosmetyki, a czasem inne. No, ale w tym miesiącu poszło dużo denek do kosza i cieszę się z tego. mam nadzieję, że będzie to dobry znak na ten rok, że damy radę się odgruzować na maksa. 
No to lecim z denkiem!



Zaczynamy oczywiście od ulubieńców i tutaj też trafiło się parę sprawdzanych kosmetyków i produktów. Be Beauty, waciki kosmetyczne one są ze mną już od dobrych kilku lat, nie wyobrażam sobie zmienić ich na inne, są po prostu najlepsze, sprawdzają się, działają, są tanie i mega dostępne, nie rozwarstwiają się i nie wchłaniają produktu. Mega! Tak samo, Queen nawilżany papier toaletowy to moje odkrycie tamtego roku, ale ja nie wyobrażam sobie skorzystania z toalety w różnych sytuacjach bez tych chusteczek, tym bardziej że można je spuszczać w toalecie - są mega! Tak samo, jak i Garnier maski w płacie, tutaj wersja Hydra Bomb - one są tak samo genialne, cudownie nawilżają, jeszcze lepiej regenerują i odżywiają, a przy okazji sprawiają, że buzia prezentuje się zdrowo, promiennie i cudownie! Dalej mamy Schwarzkopf got2be ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu, ta wersja podeszła mi chyba najgorzej ze wszystkich, ale w dalszym ciągu są one moimi ulubieńcami, pięknie pachną i pozwalają na szybką i skuteczną pielęgnację w każdej możliwej wolnej chwili, co ja doceniam bardzo! Zużyłam też Botanicapharma olej migdałowy, który trzymałam od czasów dzieci przy okazji ciemieniuchy i tak sobie leżał i czekał, aż stwierdziłam, że zużyję do olejowania. uwielbiam go, pachnie pięknie, super nawilża i odżywia włosy. Nic dodać nic ująć, the best! Tak samo, jak i Alterra Naturkosmetik szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się z kofeiną - no uwielbiam! To jak one pięknie domywają włosy ze wszystkich zanieczyszczeń i kosmetyków to jest wow. Naprawdę nie mają sobie równych. I przy okazji zużyłam jeszcze Isana żel pod prysznic, który znalazłam w drugiej łazience zużyty do połowy, czekał na lepsze czasy. Bardzo je lubię, ładnie pachną, myją, są super wydajne i tanie, a i oczywiście nie podrażniają, ani nie wysuszają, co jest mega ważne przy codziennej pielęgnacji pod prysznicem.



  • Linda, mydło w płynie, bawełna - to mydło kupiłam gdzieś przez przypadek, potem mam takich kilka i trzeba je wykańczać, ale muszę przyznać, że to mydło było naprawdę fajne. Myło, nawilżało, nie wysuszało i ładnie pachniało. A to mi zdecydowanie wystarczy.
  • Rosadia, peeling solno cukrowy do ciała - ten peeling do ciała zdecydowanie zapamiętam, pierwszy raz miałam peeling solno cukrowy i to jak on mnie zaskoczył tą swoją konsystencją, to wow! Ale peeling jest naprawdę świetny, on cudownie wygładzał, zmiękczał skórę, pozbywał się martwego naskórka i zostawiał skórę w stanie idealnym.
  • Bioelixire, serum silikonowe, baobab, biotyna i olejek konopny - i kolejne serum do włosów, które okazało się być sztosem! Uwielbiam te zapachy, te konsystencje, fakt, że olejki wnikają we włosy, a wcale ich nie przeciążają. Serum sprawia, że włosy są cudownie nawilżone, są zdrowe i pięknie wyglądają.
  • Arkada's, serum TC16, serum kolagenowe do paznokci - i właśnie w ostatnim wpisie czytaliście moją historię dotyczącą paznokci, które ostatnio mają ciężki czas; zielona bakteria oraz schodzący paznokieć u stopy były męczące, ale trafiłam na świetne produkty! To serum kolagenowe jest zdecydowanie najlepsze ze wszystkich, świetnie wzmacnia paznokcie i przyspiesza ich wzrost na czym mi zależało najbardziej!
  • Miya, beauty.lab, serum z prebiotykami do skóry problematycznej - i kolejne serum do twarzy, które okazało się być ekstra. Używałam je codziennie, dwa razy dziennie, rano i wieczorem, serum świetnie nawilża skórę, rozświetla ją, odżywia i regeneruje. Ja nie mam skóry problematycznej, ale serum bardzo fajnie się sprawdziło. 
  • Amaderm, ultrałagodny żel do mycia twarzy - kolejny produkt, który świetnie się sprawdza. żel nie dość, że świetnie myje skórę twarzy to jeszcze genialnie zmywa makijaż z użyciem specjalnej gąbeczki. Jest delikatny, ale hiper skuteczny. Oczyszcza skórę ze wszystkiego, reguluje pracę sebum, ale i świetnie przygotowuje skórę do całej pielęgnacji, rewelacja.
  • Niuviu by so!flow, scalp peeling, peeling trychologiczny do skóry głowy - o tym peelingu mogę pisać wiersze, kocham go. Pachnie niesamowicie, ma ekstra konsystencję, a w dodatku tak pięknie oczyszcza skórę głowy, że wow. Peeling nie ma sobie równych, jest po prostu genialny, mogę go polecać i polecać!
  • Vianek Essence, żel pod prysznic, flare - ten żel pod prysznic jest naprawdę fajny, pięknie pachnie, bardzo energetyzująco, a w dodatku żel świetnie pielęgnuje skórę. Nie tylko świetnie myje skórę, ale i nawilża ją, odżywia i dba. Rewelacja!

  • Mysterium, odżywka do włosów zniszczonych i farbowanych z czarnuszką - ta odżywka była w porządku w momencie korzystania, była okej, ale jakoś tak ostatecznie wydaje mi się, że nie wrócę do niej. Coś mi jednak w tej odżywce brakowało, od czasu zużycia używam już parę innych, które są wow. Dlatego tutaj jak mam porównanie to już nie bardzo. 
  • Sence, Elf made me do it, maska do twarzy w płachcie - kolejna maska w płachcie zużyta, ogólnie była okej, no fajnie na pewno coś tam nawilżyła i wygładziła, ale jednak to nie jest to, co moje ulubione maski jednak robią. Fajne, bo świąteczne i z aplikacją elfową, ale jednak pod kątem właściwości nie do końca. 
  • Ziaja naturalnie pielęgnujemy, oczyszczający peeling do twarzy - tutaj znowu, peeling jest bardzo delikatny, nie ma zbyt dużo mocnych drobinek, dlatego dla mnie jest za słaby, ja wolę zdecydowanie mocne oczyszczanie.


I przejrzałam jeszcze jedną szafkę z kosmetykami w łazience i okazało się, że są tam kosmetyki już bardzo przeterminowane. Jednym z nich jest Dermedic capilarte wzmacniający szampon do włosów, który jest bardzo specjalistyczny, ale też i bardzo fajny, znacząco ogranicza wypadanie włosów, co jest super. Dalej mamy Jantar, odżywka wcierka, a ja niestety z wcierkami jakoś nie potrafię się polubić na tyle, żebym używała ich regularnie. Mega nad tym też ubolewam i mam nadzieję, że kiedyś w końcu się zmotywuję wystarczająco do używania. Z kolei Holika holika krem przeciwsłoneczny Aloe Waterproof Sun Gel SPF50 to kolejny świetny produkt, ale nie wiem jak to się stało, że go ostatecznie nie używałam. Jakimś cudem wylądował na dnie szafki i o nim zapomniałam, wielka szkoda!


I tak się prezentuje całe denko! nie wiem, jak będzie wyglądało denko w lutym, ale mam nadzieję, że będzie chociaż w 3/4 takie jak to. Zależy mi na zużywaniu produktów albo przynajmniej oddawaniu ich w dobre ręce, właśnie żeby u mnie się nie zagubiły i zmarnowały. Więc fajnie, dobry początek roku, nawet bardzo!

A jak Wasze denko?

Vianek Essence żel pod prysznic flare

31 stycznia 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie ostatniego dnia stycznia? Ja jestem w szoku, że pierwszy miesiąc Nowego Roku już jest praktycznie za nami, szok i niedowierzanie! Jak to możliwe, że to tak szybko leci to ja nie wiem. Co prawda wiecie, że ja jestem bardzo zadowolona z tego faktu, bardzo się cieszę, że tak jest na chwilę obecną. Najchętniej przeniosłabym się jakieś 2 lata do przodu i myślę, że wtedy mogę zacząć żyć w pełni. Wiadomo, człowiek walczy jak może o to, żeby było fajnie, ale no jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest to najintensywniejszy mój chwilowo czas. I wow, niech mija ;)
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic, który zrobił na mnie niemałe wrażenie. Marka Vianek ma to do siebie, że skład jest w większości naturalny, kosmetyki są delikatne, ale skuteczne, a co najważniejsze bezpieczne. Więc fajnie, bardzo się cieszę, że Pure Beauty ma zawsze w swoich boxach tak fajne kosmetyki!


Vianek, Essence
żel pod prysznic - flare





Żel pod prysznic znajduje się w dość sporym opakowaniu, butelka jest nawet wąska i wysoka, ma zamknięcie na zatrzask i jest bardzo wygodna w użytkowaniu, nie miałam nigdy problemu ani z wylewaniem ani z wypadaniem z dłoni. Na opakowaniu znajdują się najważniejsze informacje, ale wiadomo, że przy okazji żelu pod prysznic - nie ma tu zbyt większej filozofii. Butelka jest szczelna, co ułatwia korzystanie pod prysznicem. 
Żel pod prysznic ma typową żelową konsystencję, z wykorzystaniem gąbek czy myjek nie trzeba dużej ilości, żeby się całemu umyć, tym bardziej, że żel pieni się w idealnej ilości. Poza tym, muszę przyznać, że żel jest bardzo przyjemny i ma taką jakby jedwabistą konsystencję, która mega przyjemnie otula skórę, co na pewno przekłada się na dodatkową szybką pielęgnację. Z kolei zapach jest bardzo fajny! Cytrusy i pomarańcze zawsze poprawiają mi humor pod prysznicem, sprawiają, że czuję się lepiej i mam więcej energii, co bardzo lubię!


I tak, jak już wspominałam, żel pod prysznic to nie tylko produkt do mycia, ale mogę śmiało przyznać, że ma on też właściwości pielęgnacyjne, mimo tego, że na skórze znajduje się bardzo krótko! Żel myje skórę świetnie, nie podrażnia jej ani nie uczula, nie wpływa w żaden sposób na golenie czy depilację. Jest delikatny, kojący i przyjemny. Jeśli na ciele znajdują się jakiekolwiek rany nie powoduje on dodatkowego pieczenia, fajnie regeneruje podrażnioną skórę. Żel pod prysznic znajduje się na skórze bardzo krótką chwilę, dlatego dla mnie najważniejsze jest to, żeby nie wysuszał skóry - i na tym etapie ja już jestem zadowolona. Jeśli żel dodatkowo dba o skórę to już jest bomba! Na szczęście ten żel fajnie pielęgnuje skórę, lekko ją pielęgnuję, pomaga odbudować barierę ochronną skóry i ma działanie też nawilżające. Wiadomo, że nie jest to działanie, które można przyrównać do balsamu do ciała, ale jak na żel, który rozcieńczony z wodą znajduje się na skórze parę sekund, to i tak jest super!


No i mogę być jedynie zadowolona z tego żelu, naprawdę jest przyjemny w użytkowaniu, przy okazji jest wydajny, a na dodatek pachnie oszałamiająco. Ja właśnie takich zapachów potrzebuję pod prysznicem, potrzebuję naładowania się dobrą energią, potrzebuję się pobudzić i obudzić w sobie jakiś rodzaj optymizmu. A ten żel mi to daje swoim zapachem. No i oczywiście, pięknie dba o skórę, super ją myje, a na dodatek pamięta też i o pielęgnacji. Mamy tutaj nie tylko fajnie oczyszczoną skórę, ale i delikatnie nawilżoną, zregenerowaną i odżywioną, co jest naprawdę ekstra i ważne!


No i jest naprawdę super! Vianek po raz kolejny się super sprawdził, nie tracąc przy tym na jakości, składzie i właściwościach. Naprawdę fajny produkt, który mogę Wam śmiało polecić, bo dam Wam wszystko, czego potrzebujecie!
Jacy są Wasi ulubieńcy jeśli chodzi o prysznic czy kąpiel?

Buźka!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]