SO!flow by VisPlantis booster do włosów suchych i zniszczonych

20 lutego 2026


Dzień dobry! W końcu piątek, kolejny weekend, w końcu bez większych imprez i spotkań, więc planuję się wyspać, planuję odpocząć i planuję coś pozałatwiać parę spraw. Moja lista rzeczy do zrobienia rośnie niestety nieubłaganie, a czas ucieka. Ale to dobrze. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się powoli, powoli wszystko ogarnąć, ale na to potrzebuję po prostu wolnego czasu. No cóż, ogarniemy.
A dzisiaj mam dla Was kolejną recenzję, tym bardziej jest to kolejny produkt do włosów marki so!flow by VisPlantis! Ja ostatnio mocno dbam o włosy, wróciłam do mojej starej rutyny, gdzie naprawdę robię włosing na 150%, przynajmniej się staram co drugie mycie. Peeling do skóry głowy, olej, maska na dłużej - wszystkie te etapy robią robotę, więc działam! Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, jak w mojej pielęgnacji sprawdzi się booster.


so!flow by VisPlantis
booster do włosów suchych i zniszczonych





Booster znajduje się w dość niewielkiej, niebieskiej tubce. Wydaje mi się, że od czasu zrobienia moich zdjęć zmieniła się troszeczkę oprawa graficzna, ale ogólnie jest to cały czas utrzymane w tym samym tonie. Mamy tutaj piękną grafikę, mi się ten design podoba, mieniące się dodatki, srebrny odcień odbijający kolor, fajnie się na to patrzy. Do tego mamy też wszystkie najważniejsze informacje na opakowaniu, co jest fajnie.
Konsystencja boostera jest dość kremowa, oceniłabym jako coś pomiędzy maską, a odżywką. Jako, że booster stanowi dodatek do odżywki i maski, ciężko jest mi tutaj ustosunkować się do właściwości boostera. Tak, jak np. zapach jest dla mnie niewyczuwalny, a na pewno nie zmienia zapachu innych produktów.


Booster swojego czasu stosowałam za każdym razem do maski, na sam koniec. Staram się nakładać maskę zawsze na minimum 30 minut, bo wtedy widziałam najlepsze efekty. Booster fajnie się miesza z różnymi produktami, nic się nie odwarstwia, ani nie grudkuje. Jest tu wszystko całkiem okej.
Jeśli chodzi o efekty, to ja nie zauważyłam tak spektakularnych rezultatów, jakich się spodziewałam. Myślałam, że booster odmieni całkowicie moje włosy, a tak naprawdę jest to dla mnie kolejna odżywka lub maska, którą mogę sobie spokojnie mieszać z różnymi, innymi produktami. Nie jest to produkt, który odmieni Wasze włosy, ale na pewno uzupełni pielęgnację osób, które nie mają czasu na wieloetapową pielęgnację. Dlatego właśnie booster bardziej nadaje się do używania w dni, kiedy po prostu nie mamy czasu, kiedy nam się spieszy, ale chcemy trochę podrasować kosmetyki nakładane na włosy. 


Ogólnie booster nie zmienia jakoś bardzo dużo w mojej pielęgnacji. Jest to kolejny fajny i ciekawy produkt, który może faktycznie wzmocnić działanie maski w dni, kiedy nie mamy czasu na wieloetapową i szczegółową pielęgnację. Ja uzyskuję podobne rezultaty, gdy nakładam maskę na długo, pod czepek i pod ręcznik. Ogólnie booster nie jest zły, ma bardzo fajne składniki aktywne, które na pewno mają dobry wpływ na włosy, ale ja na chwilę obecną mam tak rozbudowaną pielęgnację, że nie potrzebuję boostera. Ale dla osób, które nie mają czasu na kilkugodzinne mycie włosów, taki produkt może okazać się ratunkiem.


Używaliście? Znacie ten produkt? Ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



lol

 

WIbo banana loose powder, sypki puder do twarzy

18 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Co u Was słychać? Powiem Wam, że u nas standardowo dużo się dzieje i nie jest to nic nowego w moim życiu. Z jednej strony fajnie, cieszę się, że ciągle jest co robić, że ciągle działamy, ale nie ukrywam przydałby mi się luz, wolny weekend w 100%. A chwilowo odkopuję się z pracy, więc większość mojej uwagi staram się skupić na tym i wiem, że jak się ogarnę to wtedy sobie odsapnę. Ale dziś nie o tym! Jesteśmy po pracy, więc....
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować puder do twarzy! Tak rzadko wrzucam tutaj recenzje kolorówki, że szok, a w sumie maluję się codziennie do pracy. Rzadziej maluję się mocniej na wyjątkowe okazje, ale jednak puder do twarzy używam zdecydowanie codziennie! Nie mam zbyt dużych wymagań, więc testuję różne produkty. Dlatego dzisiaj będzie o Wibo!


Wibo banana loose powder
sypki puder do twarzy





Puder znajduje się w plastikowym opakowaniu, mamy tutaj skład itd., ale nie mamy dodatkowego opakowania z informacjami. Mi, co prawda nie jest to potrzebne. Aczkolwiek opakowanie nie jest jakieś super. Mi niestety bardzo szybko pękło wieczko i musiałam jakoś sobie radzić i kombinować bez przez długi czas. Co prawda cena jest turbo niska, więc nie oczekuję tutaj czegoś wow wysokiej jakości, miało prawo się zepsuć, chociaż nie kojarzę, żeby mi spadło. 
Ogólnie puder ma bardzo fajną konsystencję, trochę pyli, ale z wieczkiem nie miałam za bardzo takich problemów, więc jestem w stanie mu to wybaczyć. Puder należy do tych bardziej żółtych odcieni, czyli dla mnie idealnie! Ja jestem zadowolona.


Używałam tego pudru na każdą okazję, na co dzień do pracy, w odwiedziny do rodziny, ale i służył mi na wielkie imprezy i powiem Wam, że w każdej z tych okazji sprawdził mi się genialnie! Świetnie matowił, nie nadawał twarzy jakiegoś konkretnego odcienia, co prawda też nie był w 100% transparentny, ale był bardzo okej. W sumie z takich właściwości wszystko mi w nim pasowało. Matowi elegancko, nie znika z twarzy zbyt szybko, utrzymuje się na twarzy bardzo ładnie, nie wchodzi w załamania, nie roluje się i w żaden sposób nie wpływa na inne kosmetyki, które nakładam na twarz. 
Fajnie odświeża skórę, rozświetla ją i sprawia, że wygląda na zdrową i wypoczętą, co jest dla mnie mega ważne. 


Ja jestem zadowolona! Właściwości ten puder ma świetne, z opakowania jestem mniej zadowolona, nie kojarzę, żeby opakowanie mi spadło, możliwe, że gdzieś kiedyś w podróży w kosmetyczce coś się zadziało, ale nie wyłapałam tego momentu. Wieczko mi pękło i co jakiś czas odpadała od niego jakaś kolejna mała część, aż w końcu nie dało się tego już używać, ale poradziłam sobie na tyle, że jestem w stanie wykończyć ten puder do zera. A na dodatek, puder jest mega wydajny, co za taką cenę sprawia, że jest bardzo wart zakupu! Fajnie robi makijaż i mega wpływa na wygląd tego makijażu. Więc ja jestem zadowolona!


A Wy jakiego pudru używacie najczęściej? Macie coś sprawdzonego?

lol
 

OnlyBio malinowy peeling do ciała

16 lutego 2026


Dzień dobry! I jak się macie w tym nowym tygodniu? Znowu zima do nas wróciła! Czy ja mówiłam ostatnio, że czekam na wiosnę? Że już czuję ciepełko w powietrzu? Matko, jak ja się mogłam tak pomylić! A w nocy z soboty na niedzielę już szłam w obcasach w śniegu po kostki po imprezie urodzinowej. Szaleństwo, a za tydzień w weekend znowu ma padać i tak się kręci! Szok, ale jest pięknie. Powtarzam sobie ciągle to, że cieszę się, że moje dzieci mogą doświadczyć takiej zimy, prawdziwej!
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować peeling do ciała, malinowy marki OnlyBio! I dobrze wiecie, że ja peelingi do ciała uwielbiam, zużywam zawsze regularnie jeden za drugim, tym bardziej lubię te gruboziarniste. A ten peeling dostałyśmy w pracy od naszych kolegów na Dzień Kobiet! Tak, rok temu, a ja właśnie teraz zabieram się zużywanie i recenzowanie. No to go!


OnlyBio malinowy
peeling do ciała





Peeling znajduje się w tubce, która stoi cały czas na głowie, dzięki czemu możemy od razu wyciskać produkt na rękę. Nie jest to aż tak łatwe, bo peeling ze względu na swoją konsystencję dość ciężko przechodzi przez dziurkę. Co prawda, jak już pójdzie to idzie, więc nie jest to ciężkie przez całe stosowanie. Na opakowaniu znajdziemy podstawowe informacje, ale nie ma tutaj za długiego opisu, co w sumie jest fajnie. Wszyscy umiemy używać peeling do ciała. 
Jak już wspominałam konsystencja jest dość gęsta i gruboziarnista, więc ciężko na początku wydobyć produkt z opakowania, ale zapach jest genialny! Bardzo ładny, czuć malinę, nie jest sztuczny, a bardzo przyjemny.


Peeling robi to, co do niego należy. Świetnie peelinguje skórę, wygładza ją, zmiękcza, bez podrażnień! Nie pogarsza stanów zapalnych ani nie wysusza skóry. Moja skóra obecnie w trakcie depilacji za pomocą depilatora Lumea jest trochę wymagająca, ale peeling super zdaje egzamin. Świetnie pielęgnuje skórę, ma właściwości wygłądzające, zmiękczające, ale i lekko nawilżające i odżywiające. Skórą pięknie pachnie po użyciu i nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała. Przy okazji, peeling nie pozostawia po sobie tłustego filmu ani uczucia dyskomfortu. Skóra po użyciu jest w super stanie, nie swędzi, a jest bardzo ładnie zadbana.


Jako fanka opakowań typu tubki, muszę przyznać, że jednak słoiczki są super jeśli chodzi o peelingi do ciała, dość często na początku wyciska się peeling z opakowania, trzeba też dobrze wstrząsnąć, żeby idealnie się wymieszał w środku, jak już naciśniemy to poleci, ale ogólnie jest git. Fajnie pachnie, a co najważniejsze świetnie działa. Bardzo lubię efekt gładkiej skóry po tym peelingu, idealnie pozbywa się martwego naskórka i o to właśnie chodzi i na tym mi zależy. Super sprawa!


Ja polecam, bardzo fajny produkt - co prawda zauważyłam, że już jest zmieniona szata graficzna, ale na pewno go znajdziecie! Dajcie znać, jaki Wy ostatnio peeling używaliście? Albo jaki peeling Was zaskoczył?


Defrosting SET by Mixa & Garnier - Pure Beauty

14 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie, co u Was słychać? Jak weekend? Jakie plany? Dajcie znać! U nas weekend szalony, na szczęście jutro będzie czas, żeby odpocząć, a w poniedziałek szykuje się praca zdalna, więc też będzie przyjemnie, a potem już szybko zleci do kolejnego weekendu. 
Ale jako, że zapowiadają śnieg, a dziś są Walentynki to ja chcę się trochę odmrozić, odmarznąć i nastroić się na wiosnę! A może takie zagranie przywoła wiosnę trochę szybciej? Czas najwyższy, żeby zima poszła w zapomnienie, czas na dawkę energii i nawilżenia! Czas postawić skórę i włosy na nogi i przygotować ją na ciepełko. Dlatego właśnie Pure Beauty, jak zawsze we współpracy z markami Garnier oraz Mixa ma dla nas cały zestaw kosmetyków - DEFROSTING SET. 




Na instagramie macie szybki filmik i krótki opis produktów składających się na ten zestaw, jako że jest tu parę produktów, które już swoją recenzję na blogu mają to stwierdziłam, że chciałabym Wam na blogu jeszcze po krótce je opisać, tym bardziej, że mamy w boxie aż dwie nowości! I ohh, jaka ja jestem podjarana tymi nowościami! Coś czuję, że się szykują kolejni ulubieńcy! Lecimy po kolei!



GARNIER SKIN NATURALS płyn micelarny z witaminą Cg
Płyn micelarny z Witaminą C to swojego czasu był moim ulubieńcem bardzo długo, jest świetny! Nie tylko genialnie, skutecznie i szybko zmywa makijaż, jak i oczyszcza twarz ze wszystkich zanieczyszczeń, to na dodatek ma mocne działanie pielęgnacyjne! Płyn micelarny ma działanie rewitalizującej, ale i rozświetlające. Płyn, jak magnes przyciąga brud i makijaż. Całą twarz po użyciu jest pięknie rozświetlona, nabiera blasku i przestaje być matowa, jest idelanym uzupełnieniem całej naszej pielęgnacji, i świetnie sprawdza się wieczorem, jak i rano!



GARNIER VITAMIN C+  serum na przebarwienia 4% [niacynamid + witamina C + kwas salicylowy + melasyl]
A jak już mamy oczyszczoną twarz to lecimy z serum na przebarwienia, aż z 4% formułą! Jak widzicie w składzie znajdują się same wspaniałości i cudowności! A to serum przynosi efekty już po trzech dniach regularnego stosowania. Mamy lekką i nieklejącą się formułę, która szybko się wchłania. Serum przede wszystkim wyrównuje koloryt, redukuje wszelkie przebarwienia, ale i dodaje energii skórze, która zdecydowanie potrzebuje energetycznego shocie po tej przedłużającej się zimie!



GARNIER VITAMIN C maseczka rozświetlająca do twarzy z witaminą C w płachcie
Ohh, jak dobrze, że mamy w komplecie do całego zestawu maskę w płachcie, która również zawiera witaminę C, tak na zakończenie całej pielęgnacji możemy dodać sobie wisienkę na torcie, która zdecydowanie i idealnie uzupełni wszystkie etapy pielęgnacyjne. A maska przy okazji, intensywnie nawilża, rozjaśnia, wyrównuje koloryt, wygładza i odświeża ją! Świetnie nadaje się do każdego typu skóry, w tym wrażliwej i oczywiście matowej. Ja ją uwielbiam, ale tak samo uwielbiam wszystkie maski w płachcie od Garnier i używam ich po prostu na zmianę regularnie.

A teraz zapraszam Was na nowości, które idealnie wpasują się w naszej pozimową pielęgnację!



MIXA ANTI-REACTION kojące serum do twarzy
A pierwszą nowością jest serum, a ja serum uwielbiam i uwielbiam też je testować. Od jakiegoś czasu używam już regularnie serum rano, jak i wieczorem i jest to moja podstawowa pielęgnacja. Mixa ma dla nas mleczne serum, stworzone z myślą o wrażliwe i reaktywnej skórze - czyli mojej! Dosyć często muszę walczyć z zaczerwieniami, jak i podrażnieniami, więc cieszę się, że takie serum do mnie wpadło akurat teraz. Formułą jest bardzo delikatna, dzięki czemu serum koi skórę, zmniejsza dyskomfort i skutecznie redukuje zaczerwienienia! Regularność sprawi, że już po dwóch tygodniach będziemy się cieszyć zmniejszoną reaktywnością skóry, jak suchość czy podrażnienia, a po czterech tygodniach mamy redukcję już o 47%!



GARNIER FRUCTIS hair food kiwi menthol
A na koniec mamy produkt do włosów i o matko, jak ja się cieszę na tę maskę do włosów! Tym bardziej, że moje włosy ostatnio przeżywają jakiś dziwny kryzys i szybciej się przetłuszczają. Ta maska ma właściwości nawilżające, ale i odświeżające, bo właśnie została stworzona z myślą o przetłuszczających się włosach. Tak lekką formułę możemy nakładać bezpośrednio na skórę głowy, więc mamy produkt 2w1. Na skórze głowy odświeża, a na długości i końcówkach włosów nawilża - no bomba! A nie zapominajmy o tym, że maska też odbija włosy od nasady! Mamy w niej składniki dla mnie nowe, takie jak wodę z kiwi oraz mentol. A wszystkie składniki to aż 97% składników pochodzenia naturalnego. maska wydaje się być genialna!


Jak widzicie ja już jestem gotowa na wiosnę, moja skóra i buzia też. Nie mogę się doczekać tego ciepełka, słoneczka i możliwości wychodzenia z domu bez odzieży wierzchniej. Nawet nie wiedziałam, że aż tak mi będzie tego brakować! Dajcie znać, które produkty podobają Wam się najbardziej!


[współpraca reklamowa]
  

Vianek płyn micelarny z kwasem salicylowym

12 lutego 2026


Dzień dobry! Co u Was słychać? Jak tam ostatki, jakie macie plany? No i nie zapominajmy o Walentynkach ! Robicie coś fajnego? Dawajcie koniecznie znać. My ten weekend mamy zajęty cały, od początku do końca i już mnie to przeraża, ale przyszły tydzień będzie trochę spokojniejszy, więc nastawiam się na moce nadrabianie, ogarnianie i przygotowanie do ferii, jak i do wiosny! Bo w końcu musi się zrobić ciepło i wyjść ładne słoneczko, prawda?
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować płyn micelarny, który już samym swoim designem pięknie rzuca się w oczy, że aż ciężko oderwać ten wzrok. Jest to płyn micelarny marki Vianek! Co prawda ja preferuję szybki demakijaż pod prysznicem bez użycia wacików, ale taki płyn micelarny zawsze wolę mieć pod ręką i jak widać zużywam je - więc enjoy!


Vianek płyn micelarny
z kwasem salicylowym





Płyn micelarny znajduje się w dużej butelce, mamy tutaj aż 400ml, co u mnie sprawia, że jest bardzo wydajny. Piękny design, o którym już wspominałam, te kolory, wygląda jak kule do kąpieli w gorącej wodzie, jest zdecydowanie na czym zawiesić oko! Mamy zamknięcie na zatrzask, które działa bez zarzutu, nie zacina się, nie psuje i nie ma problemu z wylewaniem się, kiedy bierzemy płyn ze sobą na wycieczki w kosmetyczce.
Płyn micelarny ma typową wodnistą konsystencję, nie ma tutaj nic tłustego, oleistego, ale pachnie bardzo ładnie i przyjemnie.



Tak, jak wspominałam - jestem fanką demakijażu pod prysznicem, czymś co nie wymaga ode mnie użycia wacików, ale... Ale uważam, że płyn micelarny zawsze warto mieć pod ręką, ja też używam go codziennie rano do oczyszczania i do odświeżania cery po nocy, jak i czasem zdarzało mi się zmywać nim makijaż, więc w sumie sporo mogę o nim powiedzieć!
Płyn micelarny świetnie radzi sobie z oczyszczaniem twarzy rano po nocy. Bardzo fajnie oczyszcza z sebum, z kurzu itd, ale też fajnie ją odświeża, pobudzą i jakoś tak rozjaśnia. Twarzy wygląda dużo lepiej i można nakładać kolejne produkty pielęgnacyjne. 
Super też sobie radzi z demakijażem, bardzo fajnie i sprawnie domywa wszystko, wacik nasączony płynem micelarnym idealnie wyłapuje cały makijaż z twarzy, również z różnych zakamarków, zmarszczek czy wgłębień. Świetnie zmywa tusz do rzęs nie powodując pieczenia oczu, łzawienia czy swędzenia. Działa bardzo skutecznie i dość szybko, wiadomo nie jest to tak szybko, jak pod prysznicem i jednak parę wacików trzeba zrobić, ale najważniejsze, że jest to bardzo skutecznie. 


Ja jestem bardzo zadowolona z tego płynu micelarnego, na maksa podoba mi się jego wygląd, dobrane kolory i wszystko sprawia, że mogę się w niego wpatrywać cały czas, nie mówiąc już o tym, że produkt fajnie działa. Używałam głównie rano, czasem jak chciałam/musiałam zmyć makijaż gdzie indziej to też używałam i nie narzekałam. Z kolei w podróży mam nawyk, że używam tylko płynu micelarnego, jest mi jakoś wygodniej i też byłam bardzo zadowolona. Fajna konsystencja, fajny zapach i wszystko fajne, więc ja bardzo polecam!


Jaki jest Wasz ulubiony sposób na demakijaż? Dajcie znać, ja teraz testuję parę nowości i wow!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]