Hair in Balance by OnlyBIo odżywka ultranawilżająca

07 kwietnia 2026


Dzień dobry! I jak się macie? Co u Was słychać? Pogoda się dziś trochę zepsuła i ogólnie jest coraz chłodniej. Ale ja wierzę, że teraz to już naprawdę będzie super, i zaraz po tym chwilowym deszczu i chłodku będzie mocne słońce i już będę mogła schować ciepłe kurtki na dłużej! To by było piękne, a że jest już kwiecień, to przecież zaraz musi przyjść ta prawdziwa i cieplutka wiosna! A dzisiaj chcę Wam przedstawić produkt, który na wiosnę będzie super!
Znacie na pewno OnlyBio, a muszę przyznać, że ta marka naprawdę świetnie weszła z impetem na rynek kosmetyczny do drogerii, te kosmetyki są mega wszechstronne, macie tu kosmetyki do każdego rodzaju włosów, a na dodatek są super dostępne! Ja tym razem, skusiłam się na odżywkę sprayu ultranawilżającą, czyli coś co bardzo lubię! Więc enjoy recenzję!

Hair In Balance by OnlyBio
Hydra odżywka ultranawilżająca




Odżywka znajduje się w standardowym opakowaniu, takim jak wszystkie inne odżywki w sprayu, jakie do tej pory używałam na maksa, czyli głównie od Schwarzkopf, te odżywki zawsze były w mojej szafce w razie w, więc tutaj mamy bardzo podobne opakowanie. Super spray, atomizer, który daje świetną mgiełkę, opakowanie wyróżniające się na tle innych, rzucające się w oczy. Wszystko działa bez zarzutu, nic się nie zacina ani nie zapycha, jest naprawdę super.
Odżywka nie skleja włosów, nie obciąża ich, jest lekka i fajnie pokrywa włosy. A zapach? Zapach jest genialny, mega mi się podoba, jest dość słodki, nawet owocowy i lekko kwiatowy, więc mieszanka idealna! Szczegółnie jeśli chodzi o włosy i zależy nam na tym, żeby ten zapach się na nich utrzymał!


Ja takich produktów używam zawsze, nadużywam ich i nie ma dnia, żebym nie psiknęła odżywki kilka razy. Rano, wieczorem, przed kąpielą, po kąpieli, w między czasie, jak po prostu jestem w łazience i myję zęby, czy ręce. Więc potrzebuję odżywek, które nie mogą być obciążające.
Ta odżywka świetnie pokrywa włosy na całej długości, super nawilża, odżywia, wygładza i pielęgnuje te włosy. Robi dokładnie wszystko, to co trzeba! Dodatkowo odżywka ma działanie termo ochronne, ja i tak przed prostowaniem czy suszeniem używam dedykowanego produktu, ale każda dodatkowa ochrona jest na wagę złota, więc ja uwielbiam! Uwielbiam ten zapach, pięknie pachnie, a zapach się fajnie utrzymuje na włosach i ja jestem mega zadowolona!


Odżywka jest łatwo dostępna, a i też cena jest bardzo przystępna. Odżywka super się sprawdza, ma świetny zapach, który się fajnie utrzymuje na włosach całkiem długo, a co najważniejsze odżywka ma super działanie pielęgnujące. Włosy są ładnie nawilżone, odżywione i po prostu zadbane. Włosy prezentują się ładnie, wyglądają zdrowo, końcówki są super! I ja jestem bardzo zadowolona z tej odżywki, super się sprawdza!


Używacie takich produktów? Dajcie znać, jak się u Was sprawdzają i czy może macie jakieś inne, które na maksa polecacie?

Redblocker płyn micelarny

05 kwietnia 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie? Jak Wam lecą święta? U nas jak zawsze się dużo dzieje, a zarazem mało. Ale głównie jeździmy, gościmy się, jemy, a dzieci szaleją i próbujemy je utrzymać w jakichkolwiek ryzach, ale muszę przyznać, że jest coraz ciężej. Ale, odliczam, odliczam do świąt na własnych zasadach, w swoich czterech ścian, tak jak tylko nam się podoba. Chociaż nie ukrywam trochę mnie to przeraża, ale i nie mogę się doczekać!
A dzisiaj chciałabym Wam pokazać płyn micelarny marki Redblocker! Płyn micelarny jest przeznaczony do skóry naczyniowej i skłonnej do podrażnień, czyli takiej mojej. Produkt wydaje się być bardzo niepozorny, ale dla mnie firma Redblocker ma zawsze bardzo obiecujące kosmetyki, a takie obiecujące kosmetyki zawsze znajdziemy w pudełkach z kosmetykami od Pure Beauty. No uwielbiam te pudełka, a już niedługo będę miała dla Was mnóstwo nowości!


Redblocker płyn micelarny





Płyn micelarny znajduje się w dość smukłej buteleczce, która jest cała przeźroczysta, ogólnie dla mnie osobiście ciężko jest cokolwiek przeczytać z opakowania. Co prawda jeśli chodzi o płyn micelarny nie ma tutaj większej filozofii i tak naprawdę zawsze można sobie sprawdzić w Internecie, ale jakoś tak na szybkości wolałabym sprawdzić po prostu na opakowaniu. Mamy bardzo wygodny otwór, z jednej strony się wciska i wtedy wychodzi z drugiej, co mi bardzo odpowiada.
Płyn micelarny ma zwykłą, standardową i wodnistą konsystencję, nie jest ona tłusta ani oleista, jest typowa. Zapach jest bardzo niewyczuwalny, jest na maksa delikatny, co ja uznaję, jako plus. 


Ja używam płynu micelarnego na dwa sposoby. Zawsze używam rano do umycia twarzy, wiem że nie do końca tak się powinno robić, ale ja się już przyzwyczaiłam, jest mi tak mega wygodnie, nie widzę, żeby miało to nie służyć mojej skórze, a na dodatek tego płynu micelarnego nie trzeba zmywać z twarzy, więc obstawiam, że tak mogę legalnie robić. Oczywiście używam też do demakijażu, zazwyczaj robię demakijaż pod prysznicem, ale czasem robię to w łazience za pomocą wacików lub lubię sobie doczyścić dodatkowo twarz, kiedy czuję, że coś tam zostało, ewentualnie tusz do rzęs. 
Płyn micelarny nie podrażnia ani skóry twarzy ani oczu, jest na maksa łagodny, delikatny, ale oczywiście skuteczny. Rano bardzo fajnie oczyszcza twarz ze wszystkich nocnych zanieczyszczeń, kurz, brudu, jak i sebum, jest super bazą pod poranną pielęgnację, jak i makijaż, który trzyma się ładnie przez cały dzień. Nie powoduje ściągnięcia skóry ani niekomfortowego uczucia. Z demakijażem też sobie fajnie radzi, mamy tutaj ładnie zmyte wszystko, od makijażu twarzy, jak i oczu, robi to sprawnie i konkretnie. Wiadomo parę wacików trzeba zużyć, ale w dalszym ciągu jest to niezły i szybki wynik, a ja lubię szybko! Świetnie sobie radzi też z doczyszczeniem resztek makijażu, szczególnie tuszu do rzęs, jest naprawdę bardzo w porządku. 


Jest to bardzo niepozorny produkt, nawet używają wydaje się być takim typowym zwyklaczkiem, nie mamy tutaj opakowania rzucającego się w oczy, tylko mamy prostotę. Ale powiem Wam, że w takim zwyklaczku jest siła, jest skuteczność i jest to, czego ja oczekuję od płynu micelarnego. Świetnie rano oczyszcza skórę i przygotowuje ją na cały dzień, w razie konieczności wieczorem pomoże mi zmyć, jak i domyć wszystko w każdym zakamarku. A tym samym, nie podrażnia i nie uczula, nie powoduje zaczerwienień skóry, fajnie ją ogarnia i uspokaja. Ja jestem naprawdę super zadowolona z tego produktu!


Jest też łatwo dostępny, nie ma problemu z jego zakupem, nie kosztuje też dużo, a i przy okazji jest ładnie wydajny, więc bardzo polecam ;)! 



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów dziąseł i języka

03 kwietnia 2026

 
Dzień dobry! Jak tam przygotowania do świąt? Wszystko już gotowe? Wszystko już macie? Powiem Wam, że wczoraj miałam naprawdę świetny dzień, było to piękne rozpoczęcie tych Świąt Wielkanocnych, mieliśmy jajeczko w pracy, a wieczorem wyszłyśmy z dziewczynami na Restaurant Week i było super przyjemnie! Cały dzień skupiał się po prostu na ludziach, trochę pograliśmy w gry, dużo rozmów, ale też pracy i ogarniania. Uwielbiam takie dni, po prostu uwielbiam.
A dziś mamy Wielki Piątek, planujemy zrobić małe tournee po kościołach, dzieciom pokazać różne groby, tradycje, ale i żołnierzy przy grobie, podobają mi się te tradycje, których w mieście nigdy nie widziałam albo po prostu ich nie pamiętam. W między czasie spieszę z recenzją, bo mam bardzo dużo recenzji do napisania, więc nie ma co marnować dnia. A dzisiaj będzie o zamienniku pasty do zębów czy medycznym koncentracie do zębów, dziąseł i języka!


Ajona medyczny koncentrat
pasty do zębów dziąseł i języka





Medyczny koncentrat pasty do zębów to niewielka pasta, która w dalszym ciągu jest wydajna, w związku z brakiem fluoru i tego, że jest po prostu skoncentrowana, Pojemność jest niewielka, dzięki czemu pasta wszędzie się zmieści, idealna w podróży, a ja uwielbiam takie rozwiązania i zawsze z nich korzystam, jeśli tylko mam taką możliwość. Widać, że jest to medyczny produkt i nie jest to typowa pasta do zębów, którą znajdziemy w drogerii. 
Konsystencja jest całkiem kremowa i czuć, że jest treściwa, nie ma zapachu aż tak mocnego, jak standardowe pasty do zębów. 



Ogólnie samo mycie zębów tą pastą niczym się aż tak nie różni od standardowej, drogeryjnej pasty. Dobrze myje zęby, fajnie odświeża, nie pieni się mocno - generalnie jest okej. Wiadomo, że bardziej mamy problem ze swoimi przyzwyczajeniami, bo drogeryjne pasty są mocno mentolowe, bardzo się pienią i zostawiają uczucie świeżości na mega długo. Ja lubię tez naturalne opcje past do zębów, fajnie się u mnie sprawdzają i robią swoją robotę. 
Ja na szczęście nie mam problemów z wrażliwymi dziąsłami czy zębami lub z krwawieniem, nie robią mi źle typowe pasty do zębów, dlatego po prostu Ajona to nie jest produkt dla mnie, nie mam takich potrzeb, żeby tutaj sięgnąć po taki produkt. Ale dla osób, które już mają różne problemy, fajnie, że jest taki produkt i warto o nim wiedzieć! 
Tym bardziej, że Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów jest wydajny, ale i łatwo dostępny, spokojnie znajdziecie go też w różnych drogeriach, co jest super!


Więc ja pamiętam, z tyłu głowy będę mieć, że coś takiego jest, co jest bardzo przydatne. Produkt zużyję bardzo chętnie, bo lubię testować nowości, a że żadne małe podróże nam się teraz nie szykują to nie poczeka do wyjazdu ;)



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

LaQ żel pod prysznic Bossy&Sexy piwonia

01 kwietnia 2026


Dzień dobry! Jak tam Wasz Prima Aprillis ? Zabawnie, czy raczej żałośnie? U nas w sumie bardzo spokojnie, ale chyba kwestia tego, że dzieci są jeszcze za małe i nie ogarniają, że można robić legalnie żarty mniejsze i większe. Całe szczęście! Ja już czuję klimat Świąt, już jest czas ogarniania, planowania i rozkminiania jakie wielkanocne aktywności można z dziećmi porobić. No cóż, święta teraz i każde ważniejsze wydarzenie to jest całkowicie inny wymiar.
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic od LaQ, one są genialne głównie ze względu na swoje składy, właściwości i to, że są super nawilżające, ale i pięknie pachną! Ale z zapachami bywa różnie, wiadomo, że każdy ma swoje upodobania, więc tutaj coś, co komuś się podoba komuś innemu może nie podejść. No i jestem mega ciekawa czy piwonia mi podejdzie! 


LaQ Bossy & Sexy
żel pod prysznic - piwonia






Żel pod prysznic od LaQ znajduje się w dużej butelce z pompką, uwielbiam te opakowania i design, jak i opis! Mamy tutaj piękną grafikę, w pięknym różowym odcieniu, wszystko do siebie pasuje i w ogóle jest to bardzo mój styl! Wszystko fajnie wygląda, czcionka, ilustracje, no wszystko! Opis jest też sexy, jak i sam żel pod prysznic. No mnie opakowaniami łatwo kupić, co widać. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się ani nie zapycha. Opakowanie jest ciemne, więc tutaj też mamy ochronę produktu w środku. 
Konsystencja żelu jest dość gęsta, ale też nie jakoś bardzo, ja używam na myjkę i tutaj bardzo fajnie wszystko gra, żel też się delikatnie pieni, tak wystarczająco, ale nie jest to mega giga piana, ale jest okej. Przechodząc dla mnie do najważniejszego, zapach jest cudowny, bardzo mi się podoba i bardzo mi pasuje! Jest kwiatowy, dość mocny, ale i lekko zadymiony i jakby orientalny. Jest bardzo ładny i co najlepsze, utrzymuje się na skórze po prysznicu!


Akurat jeśli chodzi o działanie to tutaj nawet się nie zastanawiałam, wiedziałam, że ten żel do ciała będzie genialny, bo one wszystkie mają super właściwości. Żel przy okazji mycia, świetnie pielęgnuje też skórę, mimo tego że jest na skórze chwilę to naprawdę skóra po prysznicu czy po kąpieli jest super zadbana. Czuć, że jest ładnie nawilżona, odżywiona, jest gładka, miła i mięciutka w dotyku, a co najważniejsze nie jest podrażniona, nie jest ściągnięta ani nic. Tutaj tak naprawdę balsam nie jest konieczny, ale ja akurat nie wyobrażam sobie nie użyć balsamu, ale wiecie... mając taki żel nie ma przynajmniej strachu, że raz na jakiś czas w drodze wyjątku skóra da nam popalić, bo nie użyjemy balsamu. Ten żel świetnie sobie daje radę.
A tak, jak Wam pisałam wyżej, żel ma piękny zapach i ja np. uwielbiam fakt, że on zostaje na skórze, że później ja jeszcze czuję ten zapach na skórze i na pidżamie mimo użycia balsamu. Dlatego, żeby wzmocnić ten efekt, uwielbiam przetrzymać żel na skórze i wtedy pachnę tą piwonią jeszcze bardziej, co uwielbiam!


No i muszę przyznać, że z całej powyższej trójki jest to zdecydowanie mój ulubieniec, ze względu na zapach oczywiście. Działanie i właściwości te żele mają wszystkie takie same, są po prostu świetne, a zapach to już kwestia gustu. Bossy & Sexy pachnie dla mnie fenomenalnie i na pewno będę do niego wracać. podobnie podobał mi się zapach Rock&Roll. No uwielbiam te produkty, są też wydajne, mają super składy, a co najważniejsze świetne działanie pielęgnacyjne na skórę. 


Znacie te żele pod prysznic od LaQ? Wydaje mi się, że bardziej popularne są produkty dla mężczyzn, bo te ich opisy podbijały swojego czasu Internet i to jest fajne! Coś fajnego, coś nowego i coś konkretnie bezpośredniego, a faceci to lubią! Więc naprawdę LaQ to jest mega firma, nie mówiąc już o tym, że zawsze korzystam z ich gotowych zestawów prezentowych, są super!


Denko! marzec 2026r.!

30 marca 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie? Wyobrażacie sobie, że już jest koniec marca? Zbliża się kwiecień, zbliża się Wielkanoc, ja jestem w szoku! Powiem szczerze, że nawet nie zdążyłam sobie uzupełnić kalendarza na marzec, zaplanować, a tu już się kończy miesiąc i w sumie nie ma sensu tego uzupełniać. Masakra! Ten czas leci tak szybko, że ja naprawdę nie nadążam. A wiecie jak jest w księgowości, ledwo zamknę jeden miesiąc, a tu już kolejny do zamykania się szykuje, co u mnie w ostatnim czasie nawarstwiło bardzo! Ale fajnie, lubię jak czas tak szybko leci, lubię to, że dużo rzeczy się zmienia, lubię to, że dzieci są coraz starsze i chcąc nie chcąc z dnia na dzień jest coraz łatwiej, czasem ciężej, a czasem łatwiej. No życie!


Życie, życiem, a blogowo czas na zamknięcie miesiąca, ja bardzo lubię te zamknięcia, uwielbiam też początki i zawsze to celebrowałam. Wiecie, początek miesiąca czas sobie nakreślić, co kiedy się dzieje, w poniedziałek zawsze sprzątałam, prałam i szykowałam wszystko na cały tydzień, początek roku jest dla mnie jakiś taki oczyszczający, tak samo, jak właśnie to denko. Jakoś tak, wtedy ogarniam, jaki jest miesiąc, co się dzieje, gdzie jesteśmy i co nas czeka dalej! No i takie podsumowanie kosmetyków bardzo lubię i zazwyczaj wtedy wychodzi najwięcej, bo jak kosmetyk się skończy, wtedy jest najlepsza recenzja. No to zaczynamy!
 


w ulubieńcach w tym miesiącu jest w ogóle mało, ale są za to produkty, których naprawdę używam nałogowo. I zaczniemy oczywiście od Queen, nawilżany papier toaletowy, dla mnie jest to produkt podstawowej potrzeby, uwielbiam i bardzo mi to ułatwia życie, moje, ale i przy ogarnianiu dzieci w toalecie, jest świetny, dostępny w Biedronce i mega tani! Dalej mamy oczywiście Catrice, Camouflage, korektor do twarzy który zużywam nałogowo i uważam, że jest zdecydowanie najlepszy jeśli chodzi o tańsze korektory, on robi to, co do niego należy, maskuje, sprawia, że pory i cienie są niewidoczne, skóra pod oczami jest pięknie rozświetlona i wygląda zdrowo! A Bioelixire, serum z olejkiem z czarnuszki 3w1 do włosów to mój ulubieniec. Pachnie wspaniale, nawilża i odżywia super włosy, chroni je przed zniszczeniem i bardzo mocno pielęgnuje.


  • Matrix, zestaw do włosów Insta Cure, szampon, odżywka i maska - ten zestaw to jest petarda praktycznie z salonu fryzjerskiego, cały zestaw świetnie pielęgnuje włosy, dzięki tym kosmetykom włosy są super oczyszczone, nawilżone i odżywione. Świetnie mi się te produkty sprawdziły na wyjazdach, kiedy nie chciałam brać całej pielęgnacji, ale zależało mi na tym, żeby włosy prezentowały się super!
  • Treaclemoon, creamy shea butterfly, żel pod prysznic i do kąpieli - i ten żel pod prysznic też się fajnie sprawdził!  Fajnie pachniał, do tego duża pojemność wystarczyła mi na bardzo długo, konsystencja była kremowa i bardzo nawilżająca i odżywiająca. Pierwszy raz się spotkałam z tą marką i czekam na więcej!
  • Eyelure, paletka do brwi - ta paletka do brwi bardzo fajnie mi się sprawdzała, ale niestety spadłą mi tak, że się całą roztrzaskała na kawałki, kolor był bardzo ładny, konsystencja była super kremowa, dzięki czemu brwi wyglądały ładnie, a i były super podkreślone!
  • Clarena, booster with 5% niacynamide serum - to serum było bardzo w porządku, chociaż zdecydowanie było inne niż wszystkie, podobało mi się to, że miało w sobie dodatkowe drobinki, które przy aplikacji się rozpuszczały i dodawały mocniejszego efektu. Skóra byłą ładnie nawilżona i rozjaśniona!


  • Fa, żel pod prysznic - kupiłam ten żel pod prysznic bardzo z braku laku, kupiłam, bo mi brakowało pewnie do darmowej przesyłki i powiem Wam, że to była naprawdę fajna odskocznia, fajna konsystencja, żelowa, kauczukowa, a zapach bardzo ładny, owocowy, świeży i pobudzający! Ale jednak wolę inne produkty, teraz wolę bardziej naturalne produkty, które mają duży wpływ na skórze.
  • Smile more, pasta do zębów - tę pastę do zębów dostałam po mężu z jego kalendarza adwentowego i od razu powiem, średnio. Nic specjalnego, nic nadzwyczajnego, nic takiego, co bym miała zrobić wow. Pasta, nawet nie jak pasta, bo jednak nie dawała tego odświeżenia i oczyszczenia, jak inne pasty. 
  • Sylveco, serum pod oczy i na powieki - to serum było bardzo zwykłe, niby podtrzymywało efekty, jakie miałam dzięki innym produktom, ale mam wrażenie, że nie dawało od siebie nic nowego, zabrakło mi tutaj jakiegoś efektu wow. 
  • Vis Plantis, So!flow, masełko zabezpieczające końcówki włosów - to masełko ląduje w średniakach bo jednak nie jest to moja ulubiona konsystencja do nakładania na włosy, zdecydowanie wolę bardziej konsystencje płynne, tutaj z tym masełkiem zawsze bałam się, że coś pójdzie nie tak, gdzieś nałożę za dużo. 
  • Rituals, maska do włosów, miracle keratin - ta maska może nie miała możliwości pokazania mi całej siebie przez to, że byłą to miniaturka, ale no jednak zdecydowanie mi tu czegoś zabrakło. Niby coś tam nawilżała, coś tam odżywiała, ale jednak za mało, szkoda, że tutaj nie było tego keratin miracle, który mi by się bardzo przydał!

A jak Wasz miesiąc pod kątem zużyć? Coś ciekawego się tu zadziało? A może odkryliście jakieś cudeńka? Czy lecicie ulubieńcami, czy jednak wolicie sprawdzone kosmetyki?