Nawilżanie twarzy z Tołpa. seria hydrativ.

02 czerwca 2020


Dzień dobry! Mamy czerwiec! Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie dla Was wszystkich cudowny, tym bardziej że powoli zbliżamy się do mniejszej lub większej normalności ;). I ja liczę na to, że już niedługo będzie tak jak było kiedyś, ale jeśli w dalszym ciągu będziemy w miarę uważać to damy radę! Jak się trzymacie? 
Dzisiaj będzie post recenzujący produkty w ramach Klubu Wizaż, z czego mega się cieszę, bo uważam, ze platforma jest genialna jeśli chodzi o recenzje i sprawdzanie produktów, które chcemy zakupić ;). I miałam to szczęście, że miałam możliwość sprawdzenia kosmetyków Tołpa, które wręcz uwielbiam z serii hydrativ. Są to kosmetyki takie, jak serum booster, a także krem-maska, którą możemy stosować albo jako krem co wieczór, albo nakładając grubszą warstwę co parę dni. Zapraszam do mojej opinii! 

Tołpa. dermo face - hydrativ. 
głęboko nawilżające serum-booster


* zwiększa nawilżenie o 65% * głęboko nawilża przez 24h * przywraca odpowiedni pH * zapewnia szybsze i głębsze wnikanie składników aktywnych *

Do skóry wrażliwej, alergicznej, każdego rodzaju, odwodnionej i podrażnionej, z potrzebą silnego nawilżenia. Serum, dzięki płynnej konsystencji, ma za zadanie głęboko wniknąć w skórę i silnie ją nawilżać, jak i łagodzić podrażnienia i wspomagać regenerację mikrouszkodzeń. Poza tym, serum będzie relaksować skórę i eliminować oznaki stresu. Serum zatrzyma nawilżenie w głębi skóry i zapobiegnie jego utracie przez cały dzień i noc. Przywróci odpowiednie pH i wzmocni działanie dalszej pielęgnacji. Pozostawi skórę odświeżoną, gładką i promienną.

Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Steareth-20, Hydroxyethyl Urea, Glycerin, Peat Extract, Saccharide Isomerate, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum, Methylpropanediol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid.

Sposób użycia: należy nanieść booster na dłoń, a następnie na oczyszczoną i stonizowaną twarz. Należy wklepać opuszkami palców, aż do wchłonięcia. Poza tym, można również dodawać serum-booster jako dodatek do kremu, wtedy należy nanieść krem na dłoń, a następnie dodać porcję serum-boostera, zmieszać i nałożyć na twarz. Zaleca się stosować rano i wieczorem.



Serum znajduje się w fajnej buteleczce, wyposażonej w pompkę, co zawsze mi się podoba. Chociaż pompka czasem wypryskuje mi produkt gdziekolwiek, jak ją za szybko nacisnę, więc warto o tym pamiętać. Wszystkie najważniejsze informacje macie na opakowaniu, jak i kartoniku, w którym znajduje się serum. Buteleczka jest też przeźroczysta, więc widzicie ilość zużycia do końca.
Serum ma bardzo lekką, ale na maksa przyjemną konsystencję, taką orzeźwiającą. Zapach jest też na maksa ładny, bardzo rześki, świeży i taki energetyzujący - uwielbiam. Mi takie zapachy zawsze kojarzą się ze świeżymi ogórkami i muszę przyznać, że coś w tym jest ;).

Ja serum używam na kilka różnych sposobów, zawsze nakładam pod jakiekolwiek maski, czasem wieczorem, czasem na noc pod krem, w zależności od tego, jakie mam widzimisię danego dnia. Ale poza tym, ja oceniam to serum bardzo pozytywnie. Fajnie wnika w skórę, nawet i w te głębsze partie, nawilża ją, odżywia, wzmacnia, regeneruje, pomaga szybciej załagodzić podrażnienia, co bardzo mi się podoba. Nie poczułam żadnego dyskomfortu używając tego produktu, a jestem w stanie zauważyć, że na maksa mojej skórze służy.

I właśnie za to uwielbiam sera. Mają lekką i bardzo przyjemną konsystencję, bardzo pięknie pachną, super szybko się wchłaniają no i działają. Taka dodatkowa dawka nawilżenia dla skóry u mnie jest zawsze w cenie. Ty bardziej, że fajnie współgrają zawsze z innymi produktami ;). Wiadomo, że cenowo Tołpa przedstawia się trochę drożej od pozostałych produktów, więc co kto lubi ;).


Tołpa. dermo face - hydrativ.
nawilżający krem-maska odprężający


* zatrzymuje wodę w naskórku i redukuję jej utratę o 14% po pierwszym użyciu i o 21% * intensywnie nawilża przez 24h * w 7 dni poprawia elastyczność skóry o 14% *

Do skóry wrażliwej alergicznej, każdego rodzaju, odwodnionejj i podrażnionej.Krem-maska wnika głęboko w skórę i z każdą godziną snu stopniowo uzupełnia poziom nawilżenia.Ma również za zadanie odbudować naturalną barierę ochronną, aby skóra w ciągu dnia mogła skuteczniej bronić się przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Poza tym, zapewnia intensywnie nawilżenie przez 24 godziny, nawadniając skórę i chroniąc ją przed utratą wody. Przy okazji, poprawi elastyczność i wygładzi, załagodzi podrażnienia, wspomoże regenerację naskórka i mikrouszkodzeń. Usunie również oznaki zmęczenia i stresu, zapewniając rano efekt gładkiej, zregenerowanej i wypoczętej skóry. 
Krem znajduje się w aluminiowej tubie, ponieważ takie opakowanie nie zasysa powietrza i bakterii, dzięki temu krem-maska dłużej pozostaje bezpieczny.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate, Glycerin, Saccharide Isomerate, Methylpropanediol, Butyrospermum Parkii Butter, Propanediol Glyceryl Stearate CItrate, Peat Extract, Parfum, triticum Vulgare Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, Panthenol, Tocopherol, Disodium Cocoamphodiacetate, PVP, Sodium Metabisulfite, Pantolactone, Salvia Sclarea Extract, Carbomer, Disodium EDTA, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Sodium Citrate, Citric Acid, Caprylyl Glycol, Phenylpropanol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid. 

Sposób użycia: krem-maskę należy nanieść na oczyszczoną i stonizowaną twarz i szyję omijając okolice oczu. Wmasować zaczynając od szyi w górę. Można stosować jako maskę na noc, nakładając wtedy grubszą warstwę dwa razy w tygodniu. A w przypadku bardzo odwodnionej skóry zaleca się stosowanie codziennie jako krem. 

Zaczynając jak zawsze od opakowania, to ja bardzo lubię te ich aluminiowe tubki. Czasem mam problem, że kosmetyk sam z nich wychodzi, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Tubka się tutaj naprawdę fajnie sprawdza, znowu wszystkie informacje macie na opakowaniu, jak i na kartoniku, w którym dostajecie ten produkt.
Konsystencja jest znowu raczej lekka, co mnie trochę zdziwiło, bo spodziewałam się czegoś dużo bardziej gęstego i zbitego, ale w sumie spoko. Zapach jest taki sam, jak serum, cudownie rześki, odświeżający i po prostu dla mnie mega spoko.

Tego produktu możemy używać na dwa różne sposoby, albo jako maskę na noc, wtedy nakładamy grubszą warstwę albo po prostu, jako kremu na noc. Tutaj się trochę zdziwiłam, bo w sumie nie zauważyłam jakiejś większej różnicy. Grubsza warstwa dla mnie i tak nie była za bardzo 'gruba', bo jakoś tak średnio. Nie zauważyłam różnicy między używaniem tego produktu, jako maski czy kremu, dla mnie jedno i to samo, co poza tym - dosyć średnio i nijako. Ja na noc zdecydowanie używam czegoś mocniejszego, cięższego, bo w nocy mogę się wyciapać, świecić, a rano mam czuć, że skóra jest w stanie, jak u gwiazdy. Tutaj tego nie mam. Rano skóra jest miła i gładka w dotyku, jest nawet nawilżona, ale nie jest to efekt wow, jakiego ja oczekuję rano. To może być spowodowane dlatego, że moja skóra już jest w dość fajnym stanie, i myślę, że dla bardziej wymagającej skóry taka maska-krem może być jak znalazł ;).

Więc tutaj bardziej bym określiła, jako średni produkt. Myślę, że jak ktoś ma odwodnioną i wysuszoną skórę, może zauważyć efekty genialne, a w moim wypadku, przy zadbanej i fajnej skórze nieproblematycznej, jest tak o (mam nadzieję, że nie napisałam tego w złej godzinie ;D). Cenowo też oczywiście jest droższy od innych produktów, a inne produkty mi są w stanie dać więcej, więc tutaj dla mnie bardzo średnio ;).


Dajcie mi koniecznie znać, czy znacie te produkty i co o nich myślicie ;).

Denko, maj 2020r

30 maja 2020



Dzień dobry! Dzisiaj mam do zaprezentowania kolejne denko! Kolejne denko mnie przeraża, jak sobie uzmysłowię, że już praktycznie pół roku minęło jeśli chodzi o 2020, i to jak on minął. Ale nie ma się co dołować, to nie koniec świata, więc jeszcze wszystko zrealizujemy, co mamy w planach, tym bardziej że coraz więcej rzeczy 'można'. A ja przechodzę do głównego tematu tego wpisu, czyli do denka. Kto tu był miesiąc temu i pamięta moje poprzednie liche denko składające się z zaledwie kilku produktów? Tak się trochę nastawiałam na to, że pewnie maj mnie zaskoczy. I tak było, bo już praktycznie na początku maja zdenkowałam parę produktów, więc potem mogło być tylko lepiej. Enjoy!


Nikogo nie zdziwią tutaj oczywiście moje ulubione Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, które dla mnie są cały czas numerem 1. Nie próbowałam jeszcze tych w nowym opakowaniu, a słyszałam, że jakościowo też się zmieniły, więc w dalszym ciągu chwalę starą wersję. Poza tym, najlepsze zdecydowanie BeBeauty, płatki kosmetyczne - one są po prostu najlepsze. Podobnie, jak i Alterra, Naturkosmetik, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się biotyna & kofeina. Ja uwielbiam te szampony, zawsze i wszędzie i nie ma się co powtarzać. Tak samo jest zresztą z Schwarzkopf Gliss Kur odżywki regeneracyjne; fiber therapy bonding oraz ultimate repair - one są zdecydowanie the best i żadne inne odżywki w sprayu się im nie równają. No i przy okazji, przyjęłam kolejny blister suplementu diety Vitapil, który mi bardzo dobrze służy i zauważyłam po nim szybki wzrost włosów. Nie widzę niestety działania na paznokcie, a szkoda, bo z tym jest u mnie zawsze największy problem. Zużyłam też dwa miniaturowe Batiste, suche szampony w wersji Rose Gold, które bardzo lubię. Wiadomo, że nie powinno się ich nadużywać, dla dobra skóry głowy, ale używając od czasu do czasu nas nie zabiją ;), a że miałam dwa 'napoczęte' to tak wyszło, że na raz się skończyły. Ale ogólnie one są super, ekstra pachną i odświeżają, więc robią to co mają :). I kolejny zestaw od Encanto Brasil, bo znowu zrobiłam sobie keratynowe prostowanie włosów i jak zawsze ja jestem na maksa zadowolona z efektów! Zdaję sobie sprawę, ze to chemia, syf i w ogóle, ale nic na to nie poradzę, że działa cuda. I zapraszam na wpis na bloga, bo w końcu mogłam wrzucić zdjęcie przedstawiające efekty! :) A skoro keratyna to Nizoral, szampon przeciwłupieżowy, jak normalnie z łupieżem problemów nie mam, ale po keratynie mam zawsze na maksa przesuszoną skórę głowy, co powoduje łupież, ale na szczęście kilka saszetek tego szamponu wystarczy, żeby to naprawić ;).


NOU, cherry blossom - miałam swoje ulubione perfumy, ale ostatnio zaczęłam testować kolejne i mega się z tego cieszę. Uwielbiam ten zapach, pachnie tak pięknie kwiatowo, nawet intensywnie, ale w tak wyważony sposób, że nie jest to nachalna i drażniące i zapach utrzymuje się dość długo. Ja jestem zachwycona nimi. Są genialne i bardzo je polecam ;)
Pollena EWA, dermo, przeciwzmarszczkowo normalizujący krem na noc - bardzo mi się spodobał ten krem, bardzo konkretna konsystencja, mega wydajny, ładny zapach i cudowne nawilżenie i odżywienie dla skóry, szczególnie na noc, a to jest dokładnie to czego potrzebuję. Dlatego ja jestem zadowolona ;)
O2 Skin, mocno skoncentrowane serum - to serum jest po prostu genialne, naprawdę super nawilża, odżywia, wygładza i robi wszystko, co ma robić. Niestety przez swoją nieuwagę wywalam większość produktu, bo po prostu o nim zapomniałam, a jakoś obawiam się kłaść na twarz serum otwarte przez kilka lat. Ale produkty są dość często na promocji w drogeriach, więc raczej na pewno się skuszę kiedyś ;).
Isana, pianka do golenia - pianka jak pianka, niby bez szału, ale ja jednak jestem z niej zadowolona. mimo małej pojemności, wystarczyła mi na dość długo (albo to ja po prostu używałam jej za rzadko, haha). Bardzo ładnie pachniała, ułatwiała nawet golenie i ogólnie spoko. Tania, łatwo-dostępna, więc możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię ;).


BingoSPA, serum czekoladowo pomarańczowe do ciała - mimo moich początkowych zachwytów, serum ostatecznie ląduje w średniakach, jak pod kątem działania i zapachu nie mam mu za wiele do zarzucenia i tu fajnie wszystko działa. Ale, bardzo szybko się skończyło, aż zaskakująco, więc jest niewydajne i pod koniec użytkowania miałam na maksa problem z wydobywaniem produktu z opakowania. Niby pompka jest, ta rurka w środku jest bardzo długa, ale sama konsystencja stała się bardzo gęsta i zbita, i przypomina masło, którego ja nie lubię, więc dla mnie ostatecznie średnio.
Soraya, plante, roślinna esencja tonizująca - produkt jest spoko, w sumie fajnie mi się go używało, dość szybko się skończył, ale poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Zapach jest okej, konsystencja standardowo wodnista, oczyszczał skórę i odświeżał ją. Nie zauważyłam, żeby super ekstra nawilżał i odżywiał skórę i mimo wszystko produkt dobry, ale i zarazem zwykły. Nie wiem czy do niego wrócę, bo mimo wszystko wolę większe pojemności, żeby nie latać co chwilę do drogerii, ale wypróbować warto, myślę, że dla niektórych może okazać się cudem ;)


Efektima, Rose Peel-Off, ekstrakt z kwiatów róży & d-panthenol - polecam zobaczyć na recenzji, jak genialnie wygląda ta maska, konsystencja była bardzo fajna, niestety maska miała dość sztuczny i taki niefajny zapach, ale nie jest on wyczuwalny przez większość czasu. Łatwo się ją ściągało nawet, a ja uwielbiam maseczki typu peel-off! Maska nadała mojej twarzy dużo blasku i promienności, także fajna !
Efektima, Gold Peel-Off, złoto i kwas hialuronowy - kolejna rewelacyjna maseczka Peel Off, uwielbiam mimo tego że ten zapach niestety nie powala znowu, to po ściągnięciu poszłam cudowne odświeżenie skóry, miałam wrażenie, jakbym dopiero co się obudziła po kilku zabiegach SPA na twarz, byłam gotowa do działania. Dla mnie czad! I ściągnięcie było mniej bolesne tym razem ;).
Efektima, Diamon Peel-Off, drobinki diamentów i kwas hialuronowy - i kolejna wersja, która była równie zadowalająca. Maseczka nawet nawilżyła i odżywiła skórę, uspokoiła ją i załagodziła jakiekolwiek podrażnienia, więc dla mnie sztos.
Dermacol, maska Detox&Defence - zapach tej maseczki jest fenomenalny, dość mydlany, lekko owocowy, ale po prostu ładny i taki, że się chce go niuchać i niuchać co ja wręcz uwielbiam! Poza tym, maska daje mojej skórze wszystko, co najlepsze; cudownie ją nawilża, odżywia, zmiękcza i wygładza. Ja jestem bardzo zadowolona z niej! Tym bardziej, że taka saszetka starcza spokojnie na 5-6 razy, co mnie cieszy jeszcze bardziej!
Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy - kolejne płatki od Efektimy, która uwielbiam na maksa. Tym bardziej, że przy tej wersji w końcu ogarnęłam i wsadziłam je wcześniej do lodówki, co zrobiło jeszcze większą różnicę! Nie dość, że płatki dużo lepiej trzymały się skóry, to na dodatek ja się czułam tak zrelaksowana mając je na sobie, że myślałam, że odpłynę, dla mnie czad!


BioDermic, krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - na początek muszę wychwalić te opakowania próbek, one są genialne, dzięki temu, że można je zakręcić można je wziąć ze sobą dosłownie wszędzie bez żadnych przeszkód - rewelacja. Jeśli chodzi o sam krem byłam bardzo zadowolona, fajnie nawilżał i odżywiał skórę pod oczami, ale od czasu do czasu przy nałożeniu za dużej ilości potrafił podrażniać, ale bez większych dramatów.
Dermacol, hialuronowy krem oczyszczający do twarzy - jedna saszetka wystarczyła mi na raz, ale muszę przyznać, że bardzo fajny jest ten krem, ładnie rozpuszcza i zmywa makijaż. Przy okazji, rewelacyjnie pachnie, tak dosyć w mydlany sposób, ale mi się bardzo podoba. Trochę szczypał mnie w oczy, ale ogólnie fajnie, mogę się zastanowić nad pełnowymiarowym produktem ;).


A jak tam Wasze denka? :)


#ślubmarzeń, jakie atrakcje warto wziąć pod uwagę?

27 maja 2020


Przechodzimy dalej w serii #ślubmarzeń! Tym razem będzie o atrakcjach, bo jest to też zawsze dosyć ważna część imprezy, którą musicie obgadać. Oglądając ostatnio program 'Cztery wesela' (haha) spotykam się z takimi atrakcjami, że jestem w szoku, że ludzie na coś takiego się porywają, ale jak kto chce. Dopóki para młoda robi to, co czuje, to można to odczuć na weselu i nie będzie cringu. Ja się bawię świetnie na większości weselach, a praktycznie na każdym było zawsze coś innego i były też takie rzeczy, z których ja zrezygnowałam na wstępie ;). Na weselach przed swoim byliśmy aktywnymi obserwatorami i zwracaliśmy uwagę na wszystko, żeby wziąć to pod uwagę na swojej imprezie.


Mimo, że marzyłam zawsze o ślubie, jak z bajki albo w ogóle nie wiem skąd, to jeśli chodzi o atrakcje na naszym weselu nie poszaleliśmy, ale bardzo się z tego cieszę. Swojego czasu podobało mi się nawet wypuszczanie gołębi z rąk pod kościołem, ale szybko mi przeszło na szczęście. Zawsze chciałam mieć te popularne na pinterest zdjęcia z zimnymi ogniami, ale potem każdy je zaczął mieć na weselach, na którym byliśmy i straciło to swój urok. Poza tym, osłuchałam się przy okazji trochę o lekko palących się włosach! Moim wielkim marzeniem było puszczanie lampionów, tak bardzo mi się to podoba i to daje taki wow efekt! Dopóki nie zaczęłam czytać, że po pierwsze puszczenie lampionu jest dość trudne, po drugie co jeśli wpadnie w drzewo, spadnie komuś na ogródek itp., więc nie było sensu się w to bawić.
I nie mieliśmy nic takiego szalonego, że mogło to być nazwane atrakcją, ale mieliśmy:

DRINK BAR
I nasz DrinkTeam w zupełności wystarczył i zrobił nam imprezę. Mieli atrakcyjne bezalkoholowe drinki dla dzieci, był suchy lód, który robił wrażenie na wszystkich, bo wychodzący dym ze szklanki jest efektowny na zdjęciach czy boomerangach! No i drinki, jak i shoty były przepyszne! Poza tym, chłopaki byli genialni i to jak oni zabawiali nam gości przy barze, jaki genialny kontakt z nimi złapali to naprawdę - czad! I może świadczyć o tym to, ze spotkamy się z nimi na weselach u naszych znajomych, więc musieli zrobić wrażenie.


DOBRA MUZYKA
I nic innego tak nie rozkręci gości, jak dobra muzyka. I nie ma znaczenia, czy zespół, czy DJ, czy muzyka puszczona przez jakiegoś randoma. Jeżeli jest dobra, idealnie dobrana do godziny, gości i osób obecnych na parkiecie to zabawa będzie zajebista i żadna atrakcja nie jest potrzebna. Ja na wesele zazwyczaj chodzę żeby się wytańczyć, więc to jest zdecydowanie najważniejsza atrakcja ;).


Co bym jeszcze poleciła?
Zdecydowanie animatorka dla dzieci. Mimo że nie zdecydowaliśmy się na nią, to myślę, że teraz zmieniłabym zdanie i coś więcej załatwiłabym dla najmłodszych. My przygotowaliśmy dla nich kącik, gdzie były kredki, flamastry, długopisy, naklejki, kolorowanki itp., więc część czasu dzieci tam spędziły, ale dość szybko im się to znudziło. Co prawda, osobiście uważam, że jak ktoś idzie na wesele z dzieckiem to do niego należy obowiązek zajmowania się nim, i zdaję sobie sprawę z tego, że każdy chce się pobawić, ale mając dziecko nie wymagałabym od nikogo znalezienia niańki dla niego. Aczkolwiek jak patrzę na to z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie wzięliśmy jednak animatorki. Mieliśmy dostęp do ogrodu, pogoda była genialna, a takie animatorki mogłyby i rozkręcić dzieci, trochę je pewnie zmęczyć, a kolorować mogłyby później, jakby już nie miały na nic siły. I nie chodzi tu o rodziców, a w sumie o same dzieci, miałyby zajęcie, nie nudziłyby się, nie maltretowałyby rodziców i na pewno każdy by był zadowolony.


Co bym jednak odradziła?
Fotobudka, mimo że zawsze z niej korzystam na weselach i takie zdjęcia są świetną pamiątką! Tak mimo wszystko zawsze mi szkoda tego, że goście zamiast się bawić, pić i świętować stoją czasem nawet i z godzinę w kolejce do fotobudki. Niby coś za coś, i mimo że jest to świetna rzecz, to te kolejki, zajęcie miejsca mnie zawsze przerażało.
Inna sprawa to pokaz sztucznych ogni. W sumie jak kogoś stać, jak ktoś uwielbia, jeśli to czyjeś marzenie - okej, nic mi do tego. Ale jak sobie pomyśle ile to kosztuje, zazwyczaj trwa to też dłuższą chwilę, a frajdę to sprawia w sumie przez pierwszych kilka minut, a potem, jak już się zorbi zdjęcia i nagra filmiki na insta, to robi się zimno i chce iść do środka haha. Już nie chodzi o to, że fajerwerki mają zły wpływ na zwierzęta (chociaż to też jest ważne), ale na weselu niech błyszczy para młoda, nie sztuczne ognie.
Kolejne rzecz to pokazy taneczne. Jeśli para młoda tańczy profesjonalnie okej, niech zatańczą, ewentualnie goście, zawsze to jest bardziej osobiste i fajniejsze. Ale jak widziałam pokazy taneczne kobitek rodem z Bollywood, z tyłkami i cyckami na wierzchu no to nie. I nie chodzi o to, że byłabym zazdrosna, bo i ja na weselu zamiast patrzeć na półnago tańczących mężczyzn, wolałabym sama tańczyć z moim mężem. :)


Oczywiście to jest tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. I jeśli ktoś zrobił inaczej to wcale nie oznacza, że zrobił źle. Najważniejsze, to robić po swojemu ;). Dajcie znać, co Wy sądzicie na dany temat!


Yves Rocher, śródziemnomorska bryza z Sel D'AZUR

24 maja 2020


Dzień dobry!
A dzisiaj będzie o perfumach, które miałam okazję wyniuchać w kalendarzu adwentowym 2019! Mam nadzieję, że uda nam się przenieść do wakacyjnego vibu przynajmniej za pomocą tych perfum, tak jak właśnie opisuje go osoby, która go stworzyła! A w obecnym czasie myślę, że przynajmniej coś, co nam przypomina o wakacjach i pozwoli nam się oderwać od rzeczywistości, to dla mnie jest na wagę złota. Więc, zobaczcie, jak się zapach prezentuje w praktyce ;)

Yves Rocher, woda perfumowana
Sel D'AZUR


Perfumy Sel D'AZUR ma zapewnić CI przeniesienie się do słonecznej Italii, żeby poczuć na swojej skórze świeży zapach morskiej bryzy. Będzie to podróż nad Morze Śródziemne. Cytrusowy, lekko gorzki zapach grejpfruta, a także balsamiczne tony drzewa cedrowego dodadzą Ci energii i wprowadzą w idealny wakacyjny nastrój. Dominujący zapach to olejek grejpfruta, który ma działanie pobudzające, łagodzące stres oraz działa antydepresyjnie.
Zapach stworzyła Marie Salamagne, która w czasie pracy nad tym zapachem wracała wspomnieniami do południowych Włoszech - sosnowych lasów, słonego, morskiego powietrza oraz spadających do wody klifów. Zapach składa się z odświeżających i energetyzujących aromatów, dzięki którym poczujesz ciepło południowego słońca. 

Nuty głowy: olejek grejpfruta
Nuta serca: olejek cedrowy
Nuta głębi: olejek z wetywerii
Skład: Alcohol, Parfum, Aqua, Limonene, Linalool, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Geraniol, Citronellol, Citral, Benzyl Alcohol.

Sposób użycia: należy pamiętać, by stosować perfumy z umiarem, nawet jeśli początkowo nic nie czuć, to po kilku chwilach aromat się uwolni z pełną mocą. Pamiętaj aby skóra była nawilżona.


Jak widzicie perfumy znajdują się w dość sporej szklanej buteleczce, jak na moją dłoń. Może trochę czuję, że jest duża, ale nie przeszkadza mi to w ogóle w użytkowaniu - kwestia przyzwyczajenia. Design mi się bardzo podoba, wszystko jest bardzo takie letnie i wakacyjne, więc już patrząc na tą buteleczkę, mogę się wybrać nie do Włoch, a do Kenii w moim przypadku. Ten rysunek, słońce, woda i drzewo to dla mnie Kenia i nasza podróż poślubna, więc rewelacja!
Jedyne do czego się przyczepię to atomizer. Niestety perfumy nie rozpylają idealnej mgiełki, w którą się wchodzi ma się wrażenie, że cała pięknie pachnę. Niestety, zamiast super mgiełki mamy nieco bardziej skoncentrowany strumień płynu, który ciśnie raczej w jedno miejsce. Nie leci, jak woda z kranu, ale nie jest to ładnie rozproszona mgiełka - mega szkoda.


Jak tylko poczułam te perfumy w kalendarzu adwentowy byłam mega oszołomiona i zachwycona tym zapachem. I musiałam je zamówić, własnie ze względu na tę świeżość, na energię, jaką od razu można wyczuć, kiedy się niucha ten zapach. I byłam tak samo zachwycona, jak tylko one do mnie przyszły.
Zapach jest po prostu cudowny! Cudownie rześki, energetyzujący, świeży, trochę owocowy, ale trochę nie. Taki, że naprawdę nie mam nic do zarzucenia jeśli chodzi o sam aromat. Jak ja bardzo lubię takie trochę zadymione, intensywne zapachy, dosyć ciężkie, które idealnie wpasowują się w moje ulubione jesienne, chłodne wieczory, tak ten zapach jest idealną wersją tego, co mi najbardziej pasuje na wiosnę i zimę. Jest intensywny, jest lekko zadymiony, ale w taki wiosenny sposób, jest też ciężki, ale zaraz świeży i owocowy. Na prawdę - czad!


I, jak zapach jest naprawdę cudowny, tak mega szkoda mi tego atomizera, który nie rozpyla tej idealnej mgiełki, która byłaby w stanie zmienić zdecydowanie wszystko. Lubię ten zapach, ale lubię też i inne zapachy, Rzadko kiedy przywiązuję się do jednych, które muszę mieć zawsze. A jestem też osobą, która lubi sobie ułatwiać życie i nie lubię używać czegoś, co mnie denerwuje, a ten strumień perfum niestety mnie denerwuje. Ale, nie skreślam go, nie mówię jeszcze niczego. może trafiłam na jakieś wadliwe opakowanie, o czym nie wiem? Bo w sumie nie spotkałam się nigdzie indziej z takimi opiniami, jak ja. Więc jak na razie będę się męczyć, ale będę przynajmniej pięknie pachnieć, będę na energetyzowana i będę za każdym razem wspominać cudowne, gorące wakacje. Dlatego, ja bardzo polecam ten zapach! Jest nieziemski ;)



Bielenda, demakijaż z Botanic Formułą
seria: olej z granatu + amarantus

21 maja 2020

Dzień dobry! Co tam, jak tam? Standardowe pytanie, ale koniecznie dajcie znać, jak się trzymacie! Wyobrażacie sobie, że niedługo kończy się maj? To jest dla mnie coś niesamowitego na maksa, jak szybko ten czas leci, mimo tego że większość czasu spędzamy w domu! Szok. Ale może lepiej tak, żeby jak najszybciej było normalnie ;).


Dzisiaj za to będzie o demakijażu, o moim ostatnim odkryciu i zdecydowanym ulubieńcu ever i przy okazji o innym produkcie. A będzie to o olejku do mycia twarzy oraz o mleczku do demakijażu, które bogate w naturalne wyciągi roślinne nadaje się do każdego rodzaju skóry, również i tej skłonnej do podrażnień i zaczerwień. Olejek ma za zadanie dokładnie oczyścić i odświeżyć naskórek, skutecznie usunąć makijaż, jak i pozostałe zabrudzenia. Poza tym, pomoże załagodzić podrażnienia, nawilżyć i doskonale przygotować cerę na przyjęcie pozostałych kosmetyków. Oba produkty zawierają Olej z Granatu, który zawiera kwas Omega-5 oraz witaminy B, C i PP, a także amarntus z kwasami Omega, jak i Witaminą E. To, jak ciekawi co z tego wyszło? :)

Bielenda, Botanic Formuła
odżywczy kremowy olejek do mycia twarzy

Skład: Persea Gratissima (Avocado) Oil, Aqua, Glucose, Glycerin, Sorbitan Stearate, Glyceryl Stearate SE, Coco Glucoside, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Amaranthus Caudatus Seed Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Sorbityl Laurate, Panthenol, Xanthan Gum, Diisostearyl Malate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Sucrose Tocopherol, Beta Sitosterol, Ascorbyl Palmitate, Squalene, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Disodium EDTA.

Kremowy olejek znajduje się w dosyć niewielkim opakowaniu, co mi na maksa odpowiada, bo mogę przynajmniej zabierać je wszędzie ze sobą. Opakowanie jest lekko przyciemnione, ale w dalszym ciągu widać ile produktu zostało do końca. Mamy pompkę, którą łatwo można zblokować, co naprawdę się przydaje w podróży itp. Pompka też działa bez zarzutu i daje nam idealną ilość produktu. Zazwyczaj używam jednej/dwóch pompek (w zależności od mocy makijażu) na jeden demakijaż, i potem oczyszczam twarz już czymś innym, żeby domyć olejek z twarzy. Konsystencja jest bardzo kremowa, ale jak najbardziej fajna, a zapach? Zapach to jest mistrzostwo, cudownie pachnie, dość kwiatowo, trochę owocowo i aaah - wszystko jest tutaj idealnie wyważone, i aż milej się robi demakijaż w takim zapachu.

Działanie jest znakomite. Nie mam się kompletnie do czego przyczepić, olejek idealnie rozpuszcza każdy makijaż, od konturowania, po mega błyszczące cienie i nawet mocne dwie/trzy warstwy tuszu do rzęs. Może i trochę pobrudzi przy okazji umywalkę, ale jak najbardziej wystarczy ją tylko opłukać. Idealnie się nadaje na pierwsze oczyszczanie, olejek zmywa większość makijażu, jeśli czujecie, że coś jeszcze Wam zostało warto na wszelki wypadek wziąć jeszcze odrobinę olejku i domyć resztki, ale ja to robię żelem oczyszczającym i wszystko jest super oczyszczone. Olejek lubi po sobie zostawiać lekką warstwę filmu, którą najlepiej jest zmyć właśnie za pomocą innego produktu. 

Ja jestem na maksa zadowolona, bo wszystko mi tutaj pasuje, zapach jest cudowny, a ja uwielbiam jak coś ładnie pachnie. Poza tym działanie - fenomenalne, makijaż zmyty, nie zużywam miliarda wacików, jak kiedyś i trwa to dużo szybciej niż kiedyś, no i pojemność dla mnie idealna. Może i mniejsza od innych tego typu produktów, ale mi to pasuje, bo zawsze olejek jedzie ze mną gdziekolwiek się wybieram, a to jest ekstra, że nie zajmuje mi połowy kosmetyczki. A mimo niewielkiej pojemności, olejek jest bardzo wydajny! Ja go używam już dosyć długo i jeszcze na szczęście jest. Mam wrażenie, że dopiero teraz zaczęłam idealnie oczyszczać twarz wieczorem i każdemu polecam ten olejek, bo jest genialny i na pewno będę do niego wracać!



Bielenda, Botanic Formula,
mleczko do demakijażu

Skład: Aqua, Tripelargonin, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Stearyl Alcohol, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Sorbitan Laurate, Tocopheryl Acetate, Amaranthus Caudatus Seed Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Sorbitol, Citric Acid, Xanthan Gum, Polyglyceryl-4 Laurate, Dilauryl Citrate, Disodium EDTA, Sodium Dehydroacetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Butylphenyl Methylpropional.

Ja już jestem totalnie przestawiona na olejki do demakijażu i jakiekolwiek inne produkty mnie męczą, więc możecie się do razu domyśleć, że tego mleczka używam bardziej z braku laku, żeby po prostu je zużyć albo przy minimalnym makijażu, kiedy wiem, ze nie będzie to trwało 20 minut, tylko kilka.
Mleczko do demakijażu ma większą pojemność niż olejek, ale to nie oznacza, że wystarczy nam na dłużej w sumie. Konsystencja jest taka jak mleczko, idealnie, lekko jogurtowa, nawet rzadka, ale jak na mleczko bardzo spoko. Zapach jest tak samo piękny, ale jest odrobinę mniej wyczuwalny. Ale w dalszym ciągu pięknie pachnie, co dla mnie jest mega ważne! 

Mleczko idzie na wacik i rozsmarowujemy je po twarzy, fajnie rozpuszcza makijaż, nie rozmazuje go dodatkowo, ale nie ma się co oszukiwać, że 2-3 waciki i makijaż jest zmyty. Tych wacików jest zawsze dużo więcej, nawet przy dosyć niewielkim makijażu! Nawet jeśli nakładam na twarz tylko ten krem CC od Sesderma, to i tak kilka wacików muszę użyć, żeby go zmyć w większości. Ale tak jest z każdym mleczkiem, więc jestem neutralna. Mleczko również zostawia po sobie lekki film, który musi być zmyty czymś, bo ja nie lubię tego uczucia, a i przy okazji mam pewność, że resztki makijażu są domyte. Nie powoduje zamglenia oczu, nie zapycha i nie podrażnia, więc spoko.

Jeśli ktoś lubi mleczka do demakijażu to ja jestem w stanie mu to polecić, pięknie pachnie, ma fajną konsystencję i nie ma negatywnego działania na cerę, a to jest ważne, jest też ogólnodostępne, więc nie ma problemów z kupieniem go stacjonarnie. Ja się przyzwyczaiłam do olejków, do tego, że jestem w stanie zmyć makijaż w minutę i po sprawie, używanie mleczek wiąże się z wieloma wacikami i z dłuższym czasem. Ale jako tako do samego działania nie mam się jak przyczepić ;).


A Wy co preferujecie do demakijażu? Czy teraz w czasie izolacji, #stayhome nie malujecie się ? :)