Rimmel Kind&Free - Blur it out podkład matujący

24 lutego 2026

 
Dzień dobry! Ostatni tydzień lutego, lecimy z tym tematem! Działamy i w tym tygodniu jak zawsze całkiem sporo się dzieje. Ja mam w tym tygodniu wyjście, w związku z tym, mam też powciskane korepetycje tak, żeby się ze wszystkim wyrobić w tym tygodniu. Nie zapominając oczywiście o innych obowiązkach, spotkaniach i dodatkowych zajęciach dzieci. No ale! Może kiedyś nadejdzie dzień, że rzeczywiście będę miała więcej wolnego czasu, wszystko będzie zrobione, a ja nie będę narzekać.. 
A dzisiaj na szczęście mam czas na recenzję! I będzie to recenzja produktu do makijażu marki Rimmel, mamy tutaj podkład matujący do twarzy Blur it out, który przyciąga spojrzenia już swoim opakowaniem, które mi bardzo się podoba i na maksa wpada w oko, co myślę, że widać po ilości zdjęć, jakie zrobiłam. 


Rimmel Kind&Free
Blur it out - podkład matujący






Jak już się zachwycałam opakowaniem to dopowiem, że to połączenie kolorów, które wydaje się, że na pierwszy rzut oka się gryzie to mi bardzo pasuje, fajnie się ze sobą komponuje i fajnie się wyróżnia na tle innych kosmetyków. Dodatkowo mamy tubkę, która ma mocno zaostrzony aplikator, który pomaga nakładać podkład bezpośrednio na twarz, jest to bardzo wygodne, dla osób które preferują ten sposób nakładania makijażu. Ja jestem zdecydowanie team dłoń i potem za pomocą pędzelka na twarz. Zakrętka jest mocna, szczelna i dobrze wykonana, tak jak i całe opakowanie. 
Mój podkład ma numer 001 fair porcelain i jest dość jasny, uznałabym go zdecydowanie za porcelanowy odcień podkładów, który momentami może się wydawać aż biały na twarzy, ale spokojnie biały to on nie jest. Konsystencja jest idealna, ani za rzadka ani za gęsta. Zapach jest raczej nie wyczuwalny. 




Ja używam tego podkładu głównie na dzień, powiedziałabym, że ma raczej średnie krycie, ale np. nie radzi sobie za bardzo z zaczerwienieniami przy pierwszej warstwie. Jeśli mam problem z czerwonymi plamkami to dokładam po prostu drugą, już konkretną warstwę i wtedy jest okej, ale jednak jeśli chodzi o podkład na dzień, wolę dawać jedna warstwę, żeby za bardzo nie przykrywać tej skóry. Wydaje mi się, że dla cer bez problemów będzie super, bo naprawdę fajnie wyrównuje koloryt i buzia wygląda bardzo ładnie, jest zmatowiona, ale w dalszym ciągu promienna, wygląda świeżo i zdrowo, i bardzo mi się to podoba. Gdyby nie moja naczyniowa skóra skłonna do zaczerwienień (szczególnie rano) byłabym myślę bardzo zadowolona. 
Jeśli chodzi o jego trwałość, też jest okej, jak na produkt na dzień. Na imprezę bym go nie wzięła, ale tak do pracy jest wystarczający, chociaż lubi się ścierać gdzieniegdzie. 


I tak. Jeśli są tu osoby o nieskazitelnej cerze, które potrzebują jedynie delikatnego podkładu, jak np. krem BB to ten podkład będzie naprawdę fajny. Zostawia skórę w naprawdę ładnym stanie, wygląda zdrowo i świeżo, jest ładnie zmatowiona, ale w dalszym ciągu promienna. Z większymi problemami sobie nie radzi, trzeba dokładać kolejne warstwy, co też nie zapycha i nie zatyka skóry, ale ja po prostu wolę zamknąć temat podkładu rano w jednej warstwie. Fajnie współpracuje z innymi kosmetykami, z korektorem i pudrem. Nie roluje się, nie utlenia, nie zmienia koloru na buzi po nałożeniu. 



I tutaj ten podkład jest naprawdę fajny, lubię go używać, tym bardziej dlatego, że nie mam problemu z kolorem, a zazwyczaj wszystko jest dla mnie zbyt ciemne. Wiem, że muszę powalczyć z moją naczyniową i często zaczerwienioną skórą, podziałać na nią kosmetykami pielęgnacyjnymi, żeby wzmocnić barierę ochronną skóry i ją uspokoić, a wszelkie podrażnienia załagodzić i wtedy ten podkład będzie dla mnie idealny! Myślę, że warto podziałać nie tylko dla tego podkładu, ale i po prostu dla skóry.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana] 


Ziaja jeju młoda skóra - tonik do twarzy

22 lutego 2026

 
Dzień dobry! I weekend się kończy! Ciężko mi powiedzieć, czy zrobiłam to, co chciałam, bo w dalszym ciągu za dużo rzeczy mam do zrobienia. Na pewno, powoli, powoli zbliżamy się do luźniejszego okresu albo tak mi się po prostu wydaje, bo zbliża się wiosna, a cieplejsza pogoda z dziećmi to już jest win-win! Oj przydałby się urlop, taki dłuższy, żebym była w stanie i odpocząć i zarazem zrobić wszystko, co powinnam, ale jest mi tak ciężko się zebrać, że szok!
Ale za to dzisiaj mam dla Was fajną recenzję! Fajną, bo mamy produkt naprawdę przydatny w pielęgnacji twarzy, na dodatek marki, która jest bardzo łatwo dostępna, a zarazem cena jest na maksa przyzwoita! Ziaja to marka, która jest ze mną już od bardzo dawna, pamiętam, jak jarałam się, że kupiłam sobie żel pod prysznic kozie mleko i krem do rąk pachniał tak samo pięknie. A teraz przyszedł czas na tonik do twarzy!


Ziaja jeju - młoda skóra
tonik do twarzy





Tonik znajduje się w dość zwykłej buteleczce, nie mamy tutaj nic specjalnego, zwykła przeźroczysta butelka świetnie przyciąga uwagę głównie ze względu na niebieski odcień samego toniku. Co w połączeniu z tymi czarnymi napisami sprawia, że jakoś tak przyciąga nasz wzrok, co bardzo mi się podoba. Mamy na opakowaniu wszystkie najważniejsze informacje, do tego mamy atomizer. A ja uwielbiam w ostatnim czasie toniki w sprayu, kiedy mogę zrobić twarzy mocny tonikowy prysznic -uwielbiam ten efekt. Tutaj z opakowaniem wszystko jest okej, mamy też zatyczkę, która dodatkowo chroni przed wypłynięciem produktu z opakowania, dzięki czemu możemy spokojnie brać tonik ze sobą wszędzie.
Jak już pisałam ten niebieski odcień toniku przyciąga wzrok, a ja mogę dodać, że konsystencja jest typowa, wodnista, nie jest tłusta, nie jest oleista, ale bardzo fajna i przyjemna konsystencja, która nie wchłania się od razu w skórę, ale to jest fajnie. Ja bardzo lubię ten efekt mokrej twarzy po użyciu, bo właśnie wtedy powinniśmy nakładać na twarz serum do twarzy i wtedy osiągniemy najlepsze rezultaty.


Ja toniku używam dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Rano po oczyszczeniu twarzy oraz jest to pierwsza rzecz, jaką nakładam na twarz, z kolei wieczorem po zmyciu makijażu również ratuję moją zmęczoną skórę po całym dniu tym tonikiem. W każdym z tych przypadków tonik sprawdza się fenomenalnie. Muszę przyznać, że nie spodziewałabym się, że to będzie aż takie cudeńko, ale uwielbiam ten produkt!
Mamy tutaj mocne nawilżenie, odżywienie, a zarazem full nawodnienie. Tonik sprawia, że skóra nie traci wody, a i utrzymuje cały czas idealny poziom nawodnienia skóry. Jest też świetnym pierwszym krokiem pielęgnacji, czy to na zbliżający się makijaż czy właśnie pielęgnację wieczorną, regenerację i odpoczynek. Przygotowuje świetnie skórę rano na cały dzień pełen wyzwań, sprawia, że się budzę, że nabieram jakiegoś pozytywnego nastawnia, bo wiem, że moja skóra jest zadbana i dostała to czego potrzebuje. Nie wpływa negatywnie na skórę, pomaga jej na każdej płaszczyźnie, podbija działanie wszystkich innych kosmetyków, kocham ten tonik - jest rewelacyjny!


Nie wiem, czy tonik nadaje się do mojej skóry, ale bo moja skóra już młoda nie jest, ale tonik jest genialny. Uwielbiam go, uwielbiam jego działąnie, uwielbiam jego działanie pobudzające w każdej sferze, bo pobudza nie tlyko moją skórę, ale i moją duszę, jak i moje myśli. Uwielbiam jego cenę, któa jest niesamowicie niska, uwielbiam jego dostępność, bo znajdziemy go w większości drogeriach, a i nie zpaominajmy o tym, że jest turbo wydajny! Ja go mam i mam już ponad dwa miesiące (ostatni tonik pojawił się w grudniowym grudniu), a nie zużyłam nawet połowy, co przy cenie niecałych 10zł daje fenomenalny wynik. A muszę przyznać, że nie oszczędzam go, daję na twarz bardzo dużo produktu, robię sobie mocne, wodniste prysznice, bo takie uwielbiam. Nie ma sobie równych jest świetny! Bardzo go polecam!



Używacie toników do twarzy? Ja jakiś czas temu przestałam, męczyło mnie używanie wacika i przemywane twarzy czymś następnym, za to możliwość wypsikania sobie twarzy tonikiem mnie kupiła, zdecydowanie. Jest genialny! I jest to kolejny produkt, który wkradł się do mojej pielęgnacji i prędko z niej nie wyjście. Uwielbiam no!
A Wy jakie macie kroki w pielęgnacji skóry twarzy?



SO!flow by VisPlantis booster do włosów suchych i zniszczonych

20 lutego 2026


Dzień dobry! W końcu piątek, kolejny weekend, w końcu bez większych imprez i spotkań, więc planuję się wyspać, planuję odpocząć i planuję coś pozałatwiać parę spraw. Moja lista rzeczy do zrobienia rośnie niestety nieubłaganie, a czas ucieka. Ale to dobrze. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się powoli, powoli wszystko ogarnąć, ale na to potrzebuję po prostu wolnego czasu. No cóż, ogarniemy.
A dzisiaj mam dla Was kolejną recenzję, tym bardziej jest to kolejny produkt do włosów marki so!flow by VisPlantis! Ja ostatnio mocno dbam o włosy, wróciłam do mojej starej rutyny, gdzie naprawdę robię włosing na 150%, przynajmniej się staram co drugie mycie. Peeling do skóry głowy, olej, maska na dłużej - wszystkie te etapy robią robotę, więc działam! Dlatego tym bardziej byłam ciekawa, jak w mojej pielęgnacji sprawdzi się booster.


so!flow by VisPlantis
booster do włosów suchych i zniszczonych





Booster znajduje się w dość niewielkiej, niebieskiej tubce. Wydaje mi się, że od czasu zrobienia moich zdjęć zmieniła się troszeczkę oprawa graficzna, ale ogólnie jest to cały czas utrzymane w tym samym tonie. Mamy tutaj piękną grafikę, mi się ten design podoba, mieniące się dodatki, srebrny odcień odbijający kolor, fajnie się na to patrzy. Do tego mamy też wszystkie najważniejsze informacje na opakowaniu, co jest fajnie.
Konsystencja boostera jest dość kremowa, oceniłabym jako coś pomiędzy maską, a odżywką. Jako, że booster stanowi dodatek do odżywki i maski, ciężko jest mi tutaj ustosunkować się do właściwości boostera. Tak, jak np. zapach jest dla mnie niewyczuwalny, a na pewno nie zmienia zapachu innych produktów.


Booster swojego czasu stosowałam za każdym razem do maski, na sam koniec. Staram się nakładać maskę zawsze na minimum 30 minut, bo wtedy widziałam najlepsze efekty. Booster fajnie się miesza z różnymi produktami, nic się nie odwarstwia, ani nie grudkuje. Jest tu wszystko całkiem okej.
Jeśli chodzi o efekty, to ja nie zauważyłam tak spektakularnych rezultatów, jakich się spodziewałam. Myślałam, że booster odmieni całkowicie moje włosy, a tak naprawdę jest to dla mnie kolejna odżywka lub maska, którą mogę sobie spokojnie mieszać z różnymi, innymi produktami. Nie jest to produkt, który odmieni Wasze włosy, ale na pewno uzupełni pielęgnację osób, które nie mają czasu na wieloetapową pielęgnację. Dlatego właśnie booster bardziej nadaje się do używania w dni, kiedy po prostu nie mamy czasu, kiedy nam się spieszy, ale chcemy trochę podrasować kosmetyki nakładane na włosy. 


Ogólnie booster nie zmienia jakoś bardzo dużo w mojej pielęgnacji. Jest to kolejny fajny i ciekawy produkt, który może faktycznie wzmocnić działanie maski w dni, kiedy nie mamy czasu na wieloetapową i szczegółową pielęgnację. Ja uzyskuję podobne rezultaty, gdy nakładam maskę na długo, pod czepek i pod ręcznik. Ogólnie booster nie jest zły, ma bardzo fajne składniki aktywne, które na pewno mają dobry wpływ na włosy, ale ja na chwilę obecną mam tak rozbudowaną pielęgnację, że nie potrzebuję boostera. Ale dla osób, które nie mają czasu na kilkugodzinne mycie włosów, taki produkt może okazać się ratunkiem.


Używaliście? Znacie ten produkt? Ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



lol

 

WIbo banana loose powder, sypki puder do twarzy

18 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Co u Was słychać? Powiem Wam, że u nas standardowo dużo się dzieje i nie jest to nic nowego w moim życiu. Z jednej strony fajnie, cieszę się, że ciągle jest co robić, że ciągle działamy, ale nie ukrywam przydałby mi się luz, wolny weekend w 100%. A chwilowo odkopuję się z pracy, więc większość mojej uwagi staram się skupić na tym i wiem, że jak się ogarnę to wtedy sobie odsapnę. Ale dziś nie o tym! Jesteśmy po pracy, więc....
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować puder do twarzy! Tak rzadko wrzucam tutaj recenzje kolorówki, że szok, a w sumie maluję się codziennie do pracy. Rzadziej maluję się mocniej na wyjątkowe okazje, ale jednak puder do twarzy używam zdecydowanie codziennie! Nie mam zbyt dużych wymagań, więc testuję różne produkty. Dlatego dzisiaj będzie o Wibo!


Wibo banana loose powder
sypki puder do twarzy





Puder znajduje się w plastikowym opakowaniu, mamy tutaj skład itd., ale nie mamy dodatkowego opakowania z informacjami. Mi, co prawda nie jest to potrzebne. Aczkolwiek opakowanie nie jest jakieś super. Mi niestety bardzo szybko pękło wieczko i musiałam jakoś sobie radzić i kombinować bez przez długi czas. Co prawda cena jest turbo niska, więc nie oczekuję tutaj czegoś wow wysokiej jakości, miało prawo się zepsuć, chociaż nie kojarzę, żeby mi spadło. 
Ogólnie puder ma bardzo fajną konsystencję, trochę pyli, ale z wieczkiem nie miałam za bardzo takich problemów, więc jestem w stanie mu to wybaczyć. Puder należy do tych bardziej żółtych odcieni, czyli dla mnie idealnie! Ja jestem zadowolona.


Używałam tego pudru na każdą okazję, na co dzień do pracy, w odwiedziny do rodziny, ale i służył mi na wielkie imprezy i powiem Wam, że w każdej z tych okazji sprawdził mi się genialnie! Świetnie matowił, nie nadawał twarzy jakiegoś konkretnego odcienia, co prawda też nie był w 100% transparentny, ale był bardzo okej. W sumie z takich właściwości wszystko mi w nim pasowało. Matowi elegancko, nie znika z twarzy zbyt szybko, utrzymuje się na twarzy bardzo ładnie, nie wchodzi w załamania, nie roluje się i w żaden sposób nie wpływa na inne kosmetyki, które nakładam na twarz. 
Fajnie odświeża skórę, rozświetla ją i sprawia, że wygląda na zdrową i wypoczętą, co jest dla mnie mega ważne. 


Ja jestem zadowolona! Właściwości ten puder ma świetne, z opakowania jestem mniej zadowolona, nie kojarzę, żeby opakowanie mi spadło, możliwe, że gdzieś kiedyś w podróży w kosmetyczce coś się zadziało, ale nie wyłapałam tego momentu. Wieczko mi pękło i co jakiś czas odpadała od niego jakaś kolejna mała część, aż w końcu nie dało się tego już używać, ale poradziłam sobie na tyle, że jestem w stanie wykończyć ten puder do zera. A na dodatek, puder jest mega wydajny, co za taką cenę sprawia, że jest bardzo wart zakupu! Fajnie robi makijaż i mega wpływa na wygląd tego makijażu. Więc ja jestem zadowolona!


A Wy jakiego pudru używacie najczęściej? Macie coś sprawdzonego?

lol
 

OnlyBio malinowy peeling do ciała

16 lutego 2026


Dzień dobry! I jak się macie w tym nowym tygodniu? Znowu zima do nas wróciła! Czy ja mówiłam ostatnio, że czekam na wiosnę? Że już czuję ciepełko w powietrzu? Matko, jak ja się mogłam tak pomylić! A w nocy z soboty na niedzielę już szłam w obcasach w śniegu po kostki po imprezie urodzinowej. Szaleństwo, a za tydzień w weekend znowu ma padać i tak się kręci! Szok, ale jest pięknie. Powtarzam sobie ciągle to, że cieszę się, że moje dzieci mogą doświadczyć takiej zimy, prawdziwej!
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować peeling do ciała, malinowy marki OnlyBio! I dobrze wiecie, że ja peelingi do ciała uwielbiam, zużywam zawsze regularnie jeden za drugim, tym bardziej lubię te gruboziarniste. A ten peeling dostałyśmy w pracy od naszych kolegów na Dzień Kobiet! Tak, rok temu, a ja właśnie teraz zabieram się zużywanie i recenzowanie. No to go!


OnlyBio malinowy
peeling do ciała





Peeling znajduje się w tubce, która stoi cały czas na głowie, dzięki czemu możemy od razu wyciskać produkt na rękę. Nie jest to aż tak łatwe, bo peeling ze względu na swoją konsystencję dość ciężko przechodzi przez dziurkę. Co prawda, jak już pójdzie to idzie, więc nie jest to ciężkie przez całe stosowanie. Na opakowaniu znajdziemy podstawowe informacje, ale nie ma tutaj za długiego opisu, co w sumie jest fajnie. Wszyscy umiemy używać peeling do ciała. 
Jak już wspominałam konsystencja jest dość gęsta i gruboziarnista, więc ciężko na początku wydobyć produkt z opakowania, ale zapach jest genialny! Bardzo ładny, czuć malinę, nie jest sztuczny, a bardzo przyjemny.


Peeling robi to, co do niego należy. Świetnie peelinguje skórę, wygładza ją, zmiękcza, bez podrażnień! Nie pogarsza stanów zapalnych ani nie wysusza skóry. Moja skóra obecnie w trakcie depilacji za pomocą depilatora Lumea jest trochę wymagająca, ale peeling super zdaje egzamin. Świetnie pielęgnuje skórę, ma właściwości wygłądzające, zmiękczające, ale i lekko nawilżające i odżywiające. Skórą pięknie pachnie po użyciu i nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała. Przy okazji, peeling nie pozostawia po sobie tłustego filmu ani uczucia dyskomfortu. Skóra po użyciu jest w super stanie, nie swędzi, a jest bardzo ładnie zadbana.


Jako fanka opakowań typu tubki, muszę przyznać, że jednak słoiczki są super jeśli chodzi o peelingi do ciała, dość często na początku wyciska się peeling z opakowania, trzeba też dobrze wstrząsnąć, żeby idealnie się wymieszał w środku, jak już naciśniemy to poleci, ale ogólnie jest git. Fajnie pachnie, a co najważniejsze świetnie działa. Bardzo lubię efekt gładkiej skóry po tym peelingu, idealnie pozbywa się martwego naskórka i o to właśnie chodzi i na tym mi zależy. Super sprawa!


Ja polecam, bardzo fajny produkt - co prawda zauważyłam, że już jest zmieniona szata graficzna, ale na pewno go znajdziecie! Dajcie znać, jaki Wy ostatnio peeling używaliście? Albo jaki peeling Was zaskoczył?