#46 Kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

05 lipca 2020


Kolejny kinomaniak! Nawet w miarę idzie ostatnio to oglądanie filmu, mimo że nie ma jak się dostać do kina! Ale co człowiek może zrobić za pomocą internetu to ja uwielbiam! I mega się cieszę, że mamy taką możliwość obecnie, żeby jednak oglądać i oglądać! Dajcie znać, co Wy ostatnio oglądaliście i co mi możecie polecić ;).

Too Hot To Handle (2020) reality show

Kolejne reality-show na Netflixie, które obejrzałam, bo nie miałam co oglądać, a ja uwielbiam, jak mi coś leci w tle, więc nie ma nic lepszego niż głupi program, haha. Ten nawiązuje bardzo do seksu, do pociągu fizycznego i mam wrażenie, że weszły do niego sami seksoholicy, a wyszli odmienieni ludzie na 100%. To jest totalnie niemożliwe, wiadomo. Ale jak na program, który leci mi w tle jest jak najbardziej w porządku, a jeżeli potrzebujecie odmóżdżenia to Too Hot To Handle będzie idealne. Całkiem nieźle się to ogląda!


Bad Boy (2020) sensacyjny

Nie przepadam za takimi filmami, ale mąż włączył to poleciał i jak dla mnie bardzo słaby. Ale wiadomo jeśli ktoś lubi dużo agresji, przemocy, alkoholu  i brutalności, to może jest to film dla Was. Film nie trzymał mnie w napięciu, a momentami nawet zdegustował, ale czego ja się spodziewałam po filmie Vegi? Przynajmniej aktorzy w końcu inni. Chociaż trochę byłam zaciekawiona całą historią, bo ten film sprawił, że  w końcu dowiedziałam się na czym polega bycie pseudo kibicem. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć, po co oni się piorą, a dzięki temu nareszcie to zrozumiałam, więc mam plus całej sytuacji ;).


Kod genetyczny (2020) serial; kryminał, obyczajowy

Jak na polski serial to ja jestem mega zachwycona tym serialem! Bardzo mi się podobał, cała historia trzymała w napięciu i sprawiała, że z odcinka na odcinek czekałam coraz bardziej i nie mogłam się doczekać aż w końcu dowiem się, co tam się rzeczywiście wydarzyło! Za żadnym razem, jakakolwiek moja teoria się nie sprawdziła, zakończenie zaskakujące, straszne, ale bardzo zaskakujące, a ja uwielbiam takie turn of events. Bardzo polecam, bo ekstra sprawa ;)


The Circle (2020) reality show


Czy ja już wspominałam o tym, ze zamierzam obejrzeć wszystkie reality show na naetflix? Jeśli nie to mówię to teraz, ale one są tak odmóżdżające i tak w porządku, że ja lubię. Tym bardziej, że część z nich ma na maksa innowacyjną fabułę, że na maksa nie wciągają, tym bardziej jak ten The Circle. Rewelacja i mega pasuje do obecnych czasów! Ludzie komunikują się ze sobą tylko za pomocą social media i widzą się dopiero na samym końcu. Dla mnie rewelacja i dawno się aż tak w nic nie wkręciłam ;)


Powrót do eks (2018) 'Back with the Ex' reality show

Kolejne reality show, które obejrzałam w moment! Co prawda nie zachwyciło mnie aż tak, jak inne programy na netflixie, ale da się obejrzeć dla totalnego odmóżdżenia. Wiaodmo, nie raz się wchodzi drugi raz do tej samej wody, ale po 3, 6 czy nawet prawie 30 latach? No to mnie trochę zszokowało, ale na wieczór kiedy nie ma kompletnie co oglądać - polecam! Nie obawiajcie się, to nie powoduje jakiejś dziwnej ochoty powrotu do swojego eks, więc nie będziecie mieć potem jakiegoś mindfucka. Jako tako - ja ani nie polecam, ani nie odradzam ;)


Duchy moich byłych (2009) 'Ghosts of Girlfriends Past' komedia romantyczna

I kolejny film, to komedia romantyczna, na którą jakiś czas temu trafiliśmy w telewizji. Pomysł jest wzorowany na Opowieści wigilijnej, nawet spoko pomysł, fajna opcja i nawet fajnie się tę komedię oglądało! Mi takie pasują, nawet jeśli wiem od razu, co i jak się wydarzy to ja bardzo propsuję. Fajnie się to ogląda, mi takie komedie poprawiają humor i zawsze się ciesze, że wszystko super się kończy, więc dla mnie mega fajnie! :)


Co oglądaliście? Co polecacie? :)


Rokitnikowy zawrót głowy, czyli scrub do skóry głowy i spray odżywczy - Natura Siberica

02 lipca 2020



Dzień dobry! Witamy w nowym miesiącu, witamy oficjalnie na wakacjach (dla niektórych oczywiście), ale mam nadzieję, że i tak te wakacje będą dla nas łaskawe ;). Macie jakieś plany, chcecie gdzieś pojechać? Dajcie znać - obecnie poszukuję inspiracji żeby coś podziałać, ale przerażają mnie trochę tłumy ludzi, którzy obecnie są wszędzie, a ja nie lubię tłumów na wakacjach. A wiadomo, że obecnie rejon Zakopanego czy polskiego morza będzie przepełniony, dlatego właśnie możecie polecać mi jakieś fajne miejsca na weekend!
A dzisiaj przejdziemy do włosów i będą to kosmetyki od Natura Siberica. Bardzo lubię tę markę i odkrywam co chwilę jakieś cudeńka od nich, a dzisiaj będzie o produktach do włosów z ich rokitnikowej serii ;) Enjoy!


Natura Siberica
rokitnikowy scrub do skóry głowy


Scrub powinien być pierwszym krokiem właściwej pielęgnacji skóry głowy. Ma za zadanie złuszczać obumarły naskórek, pielęgnować skórę głowy z tendencją do powstawania łupieżu, zmniejszać swędzenie oraz przedłużać świeżość włosów. Ponadto głęboko oczyszcza i zmniejsza produkcję sebum. Zawiera: organiczny olej z rokitnika ałtajskiego [10] i organiczny marokański olej arganowy [12], które odżywiają, więc włosy odzyskają swoją siłę i blask; organiczny ekstrakt z mięty [16], który oczyszcza, odświeża i dodaje włosom energii; witaminy i aminokwasy, które odżywiają, regenerują i nadają włosom gładkość i miękkość, a także olej z nasion sosny syberyjskiej, który naturalnie odżywia i wzmacnia, dzięki zawartości ponad 90 różnych, biologicznie czynnych składników. 

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Siberica Shell Powder, Lauryl Glucoside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus Seed Powder, Hippophae Rhaimnodesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamonides Fruit Oil [10], Menthol, Argania Spinosa Seed Oil [12], Pineamidopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita Leaf Water [16], Calendula Officinalis Flower Extract, Bisabolol, Achillea Asiatica Extract, Arctium Lappa Root Extract, Oxalis Tetraphylla Extract, Citric Acid, Urica Dioica Leaf Extract, Geranium Sibiricum Extract, Juniperus Sibirica Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine, Aspartic Acid PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Parfum, benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Cl 16255, Caramel, Cl 15985.

Sposób użycia: niewielką ilość peelingu należy nałożyć na wilgotną skórę głowy, następnie masować delikatnymi ruchami i pozostawić na ok. 3 minuty, następnie należy zmyć  obficie wodą i umyć włosy normalnie szamponem. Najlepiej stosować 1 w tygodniu.


Scrub znajduje się w dużej tubce, która cały czas 'stoi na głowie' - ułatwia to wydobywanie produktu z opakowania, ale i zdarza się, że coś tam wylatuje, kiedy tego nie chcemy, więc trzeba uważać. Tubka bardzo mi się podoba, standardowa szata graficzna, która jak najbardziej jest w moim guście, mamy dodatkową naklejkę z opisem w języku polskim, która po jakimś czasie na pewno zejdzie pod wpływem wody. Zakrętka też działa bez zarzutu, wiec jest fajnie. Nawet z mokrymi dłońmi nie mam problemu z zakręceniem opakowania.
Konsystencja tego peelingu jest trochę rzadsza niż się spodziewałam, ale nie przelewa się przez palce. Mimo wszystko czuć, że jest na maksa napełniona drobinkami, co bardzo mi odpowiada, bo ja lubię zawsze i wszędzie mocne, gruboziarniste peelingu, lubię czuć to ścieranie i na szczęście mojej skórze to nie szkodzi. Zapach jest genialny. Nie wiem, jak i do czego mogę go przyrównać, ale uwierzcie mi na słowo, że jest sztosem.
Powiem, że zaskoczyłam się już od pierwszej chwili po użyciu. Ten peeling się pieni! Dla mnie to jest genialnie, bo dużo łatwiej jestem w stanie dojść peelingiem do różnych zakamarków na skórze głowy między włosami. Wiecie, czasem z peelingiem jest tak, ze włosy pod wpływem wody nie chcą się rozdzielać, przyklejają się do skóry i wchodzenie tam z peelingiem jest dość ciężkie, a tutaj wszystko przebiega mega łatwo właśnie dzięki tej pianie! Super! Poza tym, peeling ma bardzo dobry wpływ na moją skórę głowy, staram się używać tak 1 na dwa tygodnie i muszę przyznać, że włosy mi za to dziękują. Są takie lżejsze, uniesione u nasady, bardziej sypkie i wszystko mi tutaj gra.
Powiem szczerze, że ta piana robi robotę taką, że chyba znalazłam swój peeling do skóry głowy idealny :)


Natura Siberica, 
rokitnikowy spray - kondycjoner odżywczy do włosów


Rokitnikowy spray ma za zadanie ułatwić rozczesywanie, pozostawić włosy grubsze i bardziej gęste, a także chronić przed termo-stylizacją. Ponadto, odżywia, nawilża włosy, pozostawia powłokę ochronną na nich, a także regeneruje uszkodzoną strukturę włosa. Sprawia, że włosy są zdrowe i gładkie, jak jedwab. Dzięki zawartości witamin i aminokwasów odżywia i regeneruje włosy, oleju rokitnikowego ałtajskiego [8], marokańskiego oleju arganowego [9], a także nasion syberyjskiego, białego lnu [12] przyczyniają się do powstawania keratyny, która zapewnia wytrzymałość włosów i połysk. Poza tym, białka jedwabiu [31] wygładzają wierzchnią warstwę ochronną włosów, nawilżają i regenerują je. 

Skład: Aqua, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Sorbitol, Sucrose Laurate, Sucrose Dilaurate, Sicrose Trilaurate, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil [8], Argania Spinosa Kernel Oil [9], Rosa Canina Fruit Oil, Pinus Siberica Seed Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil [12], Avena Sativa, Kernel, Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Pinus Pumila Needle Extract, Picea Obovata Needle Extract, Aquilegia Siberica Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Biotin, Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacinamide, Pantothenic Acid, Pyridoxine, Riboflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Silk Amino Acids [31], Pinus Siberica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Phospholipids, Sphingolipids, Glicine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soja Sterols, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine HR, Hydrolyzed Vegetable Protein, Polyacrylate-1 Crosspolymer, Polyquaternium-44, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Pactic Acid, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool. 

Sposób użycia: spray należy rozpylić z odległości 20-30 cm niewielką ilość sprayu na czyste i lekko podsuszone włosy ręcznikiem, a następnie można przystąpić do układania.


Na wstępie powiem, że do tej odżywki miałam ze 2-3 podejścia, za każdym razem było całkiem, co innego, że trochę mnie to skołowało, ale już opowiadam o co kaman.
Opakowanie i wszystko jest bardzo utrzymane w typowej dla marki szacie graficznej mi się to podoba - dość na bogato, dzieję się, ale jakoś mi to bardzo do niej pasuje. Też jest naklejka z informacją w języku polskim, jak coś. I atomizer, tu już się robi problem. On nie rozpyla pięknej, idealnej mgiełki pokrywającej równomiernie większą powierzchnię moich włosów, on 'sika' mokro w jednym kierunku, a to jest coś, czego ja baaardzo nie lubię w takich produktach, no ale może jakoś damy radę? :)
1 użycie: Postanowiłam spsikać nim włosy, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że sika, ale włosy były mokre to jakoś udało mi się to rozprowadzić równomiernie na włosach. Ale wtedy tak śmierdział, że o mamo. I wyczuwałam ten zapach potem na włosach i mega mi on przeszkadzał, na szczęście pod wpływem innych produktów zapach zniknął, ale drama. Efektów nie zauważyłam żadnych.
2 użycie: stwierdziłam, że skoro zapach jest beznadziejny i mgiełka też, to będę dodawać odżywkę do aloesu jako podkład po olej. Ojeny znowu śmierdział, i znowu nie mogłam wytrzymać, po zmyciu oczywiście nie było go czuć, ale szok. Efekty? Żadne.
3 użycie: stwierdziłam, że muszę go zużyć, nie wyrzucę prawie całego opakowania, bo mi szkoda, więc stwierdziłam, że jakoś przeżyję ten podkład, jako combo z tym sprayem i wiecie co? Przestało mi śmierdzieć, jakoś zaczął mega ładnie pachnieć, że psikałam go jeszcze więcej. A jak już zapach mi się spodobał to postanowiłam i spsikać nim mokre włosy już po umyciu, z daleka, żeby mógł rozprowadzić się, jak najbardziej równomiernie. I wiecie co? Efekty? Sztos!

To był mój jeden z lepszych włosingów od dłuższego czasu i praktykuję to już teraz, co mycie. Nie wiem, co się stało z zapachem, że zaczął mi ładnie pachnieć, nie wiem dlaczego nagle efekty pojawiły się i są na maksa zadowalające, ale włosy stały się sypkie, mięciutkie, odżywione i nawilżone na całej długości, nawet końcówki są mega mięciutkie i takie 'zgrane', ale nie sklejone!
Mega żałuję tego atomizera i braku ładnej mgiełki, bo bardzo bym chciała używać go i na suche włosy, ale to nic. Fajnie, że przynajmniej takie zastosowanie udało mi się znaleźć, które na dodatek mnie bardzo zadowala ;).


Dajcie koniecznie znać, czy znacie te produkty! I co innego jeszcze polecacie do włosów od Natura Siberica! :)


Denko, czerwiec 2020r.!

29 czerwca 2020



Wyobrażacie sobie, że już minęło nam pół roku? Pół tego parszywego roku minęło, nie wiem czy się cieszyć czy płakać, czy coś, ale mam nadzieję, że ta druga połowa roku wynagrodzi nam zdecydowanie poprzednią część. Damy radę! A dzisiaj przyszedł czas na denko, ostatnio wpadło w moje ręce bardzo dużo nowości, więc zależy mi na jak najszybszym pozużywaniu tego, co mam (co chyba średnio będzie mi szło), ale zobaczymy. Przy okazji, przywiozłam też jeszcze z domu rodzinnego sporo produktów, o których zapomniałam, a są w części zużyte, więc jeszcze to mi doszło, więc będzie sporo podwójnych opakowań.
Poza tym, mega mnie cieszy to denko co miesiąc, jakoś tak wyrzucanie rzeczy daje mi mega satysfakcję, a tak zużywam bardzo dużo produktów to już w ogóle jest zadowalające. Przechodzimy do sedna wpisu!


Standardowo zużyłam chusteczki nawilżające do higieny intymnej Facelle [stara wersja], nie ma innej opcji, bo one dla mnie są najlepsze :). Tak samo jak i BeBeauty, płatki kosmetyczne - zawsze do nich wracam i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej ;). Co do włosów, to również i w czerwcu zużyłam kilka saszetek marki Nizoral szampon przeciwłupieżowy, nie zauważyłam po keratynie u mnie żadnego podrażnienia ani łupieżu, ale tak profilaktycznie stwierdziłam, że zużyję wszystkie - nie zaszkodziły na pewno, a udało mi się powstrzymać łupież, który bankowo by się pojawił. Przy okazji, Schwarzkopf, got2be Volumania to jest zdecydowanie nasz ulubiony lakier do włosów, mówię nasz, bo mój mąż głównie go używa ;). No i oczywiście, Naturkosmetik, Alterra Szampon dodający objętości bio-papaja i bio-bambus to są szampony, których u mnie nie może zabraknąć ;). A i jeszcze, Hean, owocowe spa do ciała, peeling jagoda acai oraz wiśnia japońska jest to peeling tani, łatwo-dostępny, pięknie pachnący no i super działający. 


Bingo SPA keratynowa kuracja do włosów - z tej maski jestem w sumie zadowolona, co prawda ta keratyna mogłaby być wyżej w składzie, ale mogła być też i dalej, więc nie ma aż takiej tragedii. Tym bardziej, że moje włosy z tą maską się bardzo polubiły! I miałam gwarantowany good hair day, jeszcze zanim zrobiłam sobie keratynowe prostowanie. I włosy były dość nawilżone, odżywione, sypkie, takie ogarnięte, więc jak dla mnie maska bardzo fajna ;). Czy do niej wrócę? Nie wiem, bo chyba jednak Garnier te owocowe u mnie wygrywają ;).
Indigo, Richness Body Lotion, balsam do ciała - że ja ten balsam przetrzymałam tyle czasu i go nie używałam, bo nie to ja nie wiem jak to się stało. On jest tak świetny, pachnie tak genialnie, ma tak super konsystencję i na maksa szybko się wchłania, w dodatku skóra po użyciu jest cudownie miękka, gładka i na maksa miła w dotyku. I on jest genialny, więc liczę na to, że jeszcze kiedyś wrócę do balsamów z Indigo ;).
Kobo, pure pearl pigment, sypki cień do powiek, 55 sea shell - ja go stosowałam jako rozświetlacz i przyznam, że to był pierwszy rozświetlacz, jaki zaczęłam używać i go uwielbiałam! Był ze mną w sumie od dobrych  10 lat (?) i o. Pięknie połyskiwał, dawał super efekt na twarzy. I mega żałuję, że go już chyba nigdzie nie dostanę ;).
LaQ, żel pod prysznic dla prawdziwych kocic z ekstraktem z piwonii - długo kminiłam, co to jest w tej marce, że laski ją tak uwielbiają, początkowo kminiłam, że żel pewnie jak żel, w dodatku drogi... ALE, on jest nieziemski. Zapach ma świetny, konsystencja idealna, pięknie się pieni, a w dodatku jest turbo wydajny! Naprawdę, używałam go pewnie z kilka miesięcy i czad. Na pewno, się tu jeszcze pojawi, bo to będzie mój totalny ulubieniec.
Hebe, chusteczki odświeżające, antybakteryjne - tak wiem, wyrzucam nie do końca zużyte, ale już wyschły niestety. Mimo to ten produkt jest naprawdę świetny i idealnie nadaje się na obecną pandemię koronawirusa w razie w - a i można kupić sobie miniaturki, które zmieszczą się wszędzie. My je głównie używaliśmy przy okazji tatuażu i mega się sprawdziły!


Sesderma, mgiełka depigmentująca - byłam i nadal jestem z niej na maksa zadowolona, zapach ma nieziemski, piękny, forma mgiełki jest genialna w użytkowaniu, a i efekty były dość zadowalające. Ale nie jest to produkt dla mnie niezbędny, tak walczę z przebarwieniami, ale aż tak mi one nie przeszkadzają, żebym miałam kupować tę mgiełkę cały czas. Jej cena jest dość zaporowa, a i wystarczyła mi na jakieś niecałe 2 miesiące aplikacji. Na szczęście są maski i kremy, które również mają działanie rozjaśniające i depigmentujące.
Kerabione, suplement diety - nie wiem za bardzo gdzie mam dać te tabletki, bo po jednym blistrze ciężko mi cokolwiek stwierdzić. Ale i tak mam wrażenie, że ja takie suplementy biorę raczej ot tak o, na wszelki wypadek. Coś tam pewnie działają, ale nie jestem w stanie zauważyć żadnych efektów. :)


Marion, termooochrona, mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury - używałam, żeby ją zużyć, ale powiem wam, że totalnie bez szału. Nie zauważyłam, żeby mi włosy jakoś mega się zniszczyły przy prostownicy czy suszarce, ale w ogóle nic zupełnie nie zauważyłam.
Facelle, chusteczki do higieny intymnej [nowa wersja] - Rossmann, czemu nam to robisz? Wiecie co, nie spodziewałam się, że można coś aż tak zepsuć, coś co było naprawdę super, an coś tak na maksa beznadziejnego. Ostrzegaliście mnie w komentarzach, a ja jakoś nie wierzyłam, że to możliwe. Ale chusteczki się rwą, dziurawią ot tak o, nie są aż tak fajnie nasączone jak tamte i sam materiał jest bardzo lichy - masakra.
Caspo, chusteczki do higieny intymnej - dla mnie chusteczki - noname, zaczęłam szukać innych, a te wzięłam przy okazji innych zakupów, żeby nie płacić za przesyłkę (a co!) no i w sumie nico, bo są beznadziejne, ale lepsze od nowej wersji Facelle ;)


Nivea, mini balsam do ciała, Exotic one - myślałam, że wystarczy na dłużej, zawsze brałam go ze sobą w podróże, ale nigdy nie używałam - nie wiem dlaczego. Ogólnie zapach był bardzo przyjemny, bardzo letni, nawilżenie nawet zadowalające, ale tak też trochę bez większego szału.
Yves Rocher, żel pod prysznic, mango - bardzo fajnie pachniał, super letnio i lekko, a i orzeźwiająco.  Nie wysuszał skóry, nie podrażniał jakoś bardzo. I w sumie nic więcej mi tutaj nie trzeba.
Yves Rocher, balsam pod prysznic z masłem karite - kolejna rzecz pod prysznic, która w sumie dla mnie jest na maksa bez szału. Nie lubię balsamów, wolę jak coś się pieni i że mogę potem nałożyć balsam albo i nie. Może i po tym balsamie nie czułam potrzeby nakładania dodatkowego produktu na ciało, ale to po prostu nie mój świat.
Yves Rocher, nawilżający płyn micelarny 2w1 - powiem Wam, że zaskakująco bardzo fajny jest ten płyn micelarny! Był przyjemny, spoko konsystencja, ładnie pachniał i super zmywał makijaż, a czasem jak gdzieś byliśmy nie chciało mi się bawić w stosowanie olejków i dwuetapowe oczyszczanie twarzy, więc tak - ograniczam się tylko do płynu micelarnego wtedy i ten sobie świetnie dawał radę wtedy, więc czad.


No to to by było na tyle! Dawajcie znać jak wasze zużycia w tym miesiącu? :)


TopEstetic, be the Sky Girl produkty do ciała

26 czerwca 2020



Dzień dobry! Standardowo jak tam u Was? Wyobrażacie sobie, że zbliżamy się do końca czerwca? Przeraża mnie to, jak szybko czas ucieka, jak szybko leci i że minęło już pół roku tego roku! Szok, ale mam nadzieję, że ta druga połówka będzie dużo lepsza niż poprzednia ;). Trzymamy kciuki, myślimy pozytywnie i dajemy czadu :) tak ma być! Teraz może być już tylko lepiej. A przechodząc do bardzo lepiej, mam dziś dla Was recenzję kolejnych produktów od Topestetic. Ostatnio pisałam Wam o produktach do twarzy:

A dziś będzie o dwóch produktach do ciała marki Be The Sky Girl, które w teorii idealnie się uzupełniają a jak to jest w praktyce? Myślicie, że w pielęgnacji też tak do siebie pasują? Jak myślicie? Ja na wstępie mogę powiedzieć, że mają takie opakowania, za którymi nie przepadam (i nie wierzę, że dalej nie kupiłam sobie żadnej szpatułki), ale jak działanie okazuje się sztosem, to jestem w stanie je przeżyć ;). Przekonam się do nich i tym razem? :)


Zacznijmy od początku, czyli najpierw pod prysznicem wykonujemy peeling - jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych kroków w pielęgnacji. Uwielbiam mocne cukrowe peelingi, dzięki którym czuję ścieranie naskórka, tak zwane 'mocne zdzieranie'. Peeling staram się wykonywać średnio 2 razy w tygodniu, ale wiadomo, że z tym bywa różnie, czasem jest to raz na tydzień, a czasem pewnie i raz na dwa tygodnie, jak mi nie po drodze z peelingiem. Ale przejdźmy już do rzeczy,

Be The Sky Girl
peeling do ciała - pina colada


* złuszczanie *nawilżanie *uelastycznianie*
94,8% składników naturalnych 98,8% składników pochodzenia naturalnego

Peeling, łącząc w sobie cukier [1], masło shea [2] i mango [6], oczyszcza, nawilża, uelastycznia i delikatnie natłuszcza Twoją skórę. Ma w sobie olej migdałowy [3] i kokosowy [4], dzięki czemu zmiękcza i wygładza skórę oraz łagodzi podrażnienia. Peeling rozpieści Twoje zmysły wakacyjnym zapachem ananasa i kokosem z nutą wiatru znad oceanu, cały czas dbając o Twoją skórę. 

Skład: Sucrose [1], Butyrospermum Parkii Butter [2], Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil [3], Cocos Nucifera (Coconut) Oil [4], C10-18 Triglycerides, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter [6], Glyceryl Stearate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lauryl Glucoside, Parfum, Citronellol, Limonene.

Sposób użycia: Należy nałożyć go na wilgotną skórę, wykonać masaż ciała, a następnie spłukać obficie ciepłą wodą. Należy stosować co najmniej raz w tygodniu.

Tak jak wspominałam peeling znajduje się w typowym 'słoiczku', odkręcanym, do którego najlepiej jest używać szpatułki, ale że ja dalej takiej nie kupiłam to muszę wsadzać palce, żeby nabrać produkt, a tego nie znoszę. Konsystencja jest bardzo cukrowa, więc i opakowanie mnie nie dziwi, bo w innym wypadku nie dałoby się pewnie nawet wycisnąć peelingu z np. jakiejś tubki. Opakowanie samo w sobie jest okej, zakrętka działa bardzo dobrze i jest szczelne, więc nawet jak peeling dłuższy czas znajduje się pod prysznicem to woda nie dostaje się do środka.
Po odkręceniu, peeling jest jeszcze dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt tam wcześniej nie gmerał. A i już po odkręceniu czuć cudowny zapach tego peelingu! Matko jak to pięknie, cudownie, pachnie - połączenie świeżych owoców, od razu pobudza, orzeźwia i sprawia, że mi się zaczyna chcieć. Zapach jest świetny!


Nakładając peeling na skórę musimy trochę uważać, bo lubi uciekać z dłoni, więc polecam mniejsze ilości. Musimy też pilnować tego, żeby skóra była mokra, bo inaczej zmarnujemy jeszcze więcej peelingu. Ja nakładam peeling na dłoń i od razu pod wodę, żeby było mi łatwiej go rozprowadzić na skórze i wtedy już jest bajka. Peeling cudownie ściera martwy naskórek, nie jest to uczucie nieprzyjemnie, drobinki nie są ostre, nie powodują żadnych podrażnień i nie zauważyłam, żebym mogła czasem przesadzić z tym peelingiem. Tutaj wszystko super działa. Po zmyciu peelingu wodą czuć film na skórze, który nie jest tłusty, jest akceptowalny, ale ja i tak nie wyobrażam sobie nie użyć po peelingu żelu pod prysznic. Mimo wszystko peeling ma od razu działanie cudownie nawilżające i odżywiające, co da się odczuć na skórze.
Skóra po użycia jest cudownie gładka, miła w dotyku, mięciutka, czuć, że jest mega oczyszczona i przy okazji bardziej nawilżona i odżywiona - dla mnie rewelacja! Mimo że zawsze używam po peellingu balsamu czy masła do ciała, to kiedy robię combo peeling+masło to skóra jest w jeszcze lepszym stanie, co mnie szokuje. Skóra jest w mega fantastycznym stanie.
I tutaj działanie jest genialne, zapach jest na maksa cudowny ! I konsystencję uwielbiam, więc jestem mega zadowolona z tego produktu, tak bardzo, że opakowanie mi zupełnie już nie przeszkadza. Żaden problem, mogę używać, bardzo mogę, ale i bardzo chętnie kupię sobie szpatułkę do ułatwienia nakładania ;). Peeling kosztuje ok. 70 zł - nie jest to mało, ale jest nawet wydajny, pojemność też jest większa, więc nie zniknie nam nagle po dwóch tygodniach jak niektóre peelingi. Bardzo polecam, ten peeling gwarantuje Wam skórę w cudownym stanie i rozkoszny zapach unoszący się pod prysznicem, czy w kąpieli. Czad !


A jak już mamy dobrze wypeelingowaną skórę to przyszedł czas na dobre nawilżenie i odżywienie skóry. Co prawda po peelingu z Be The Sky Girl Pina Colada myślę, że można sobie podarować raz na jakiś czas dodatkowy balsam, ale ja już jestem tak do tego przyzwyczajona, że i tak chętnie się smaruję po każdym prysznicu ;).

Be The Sky Girl
mus do ciała - sweet life


*nawilżenie *uelastycznienie *szybkie wchłanianie*
85,9% składników naturalnych 97,8% składników pochdzenia naturalnego

Mus do ciała wraz z masłem shea [2] oraz mango [9] rozpieści Twoje ciało, jak i głęboko je nawilży. Bogaty w olej z babassu [5], olej ryżowy [6] oraz olej chia [14] działa zmiękczająco, wygładzająco oraz łagodząco. Kwas hialuronowy [18] sprawi, że mus idealnie się wchłania, pozostawiając Twoją skórę sprężystą i połyskującą drobinkami miki. Pozostawi na Twoim ciele energetyzujący zapach słodkich czerwonych owoców z nutą wanilii i czarnej porzeczki, jako wspomnienie radosnych i beztroskich chwil.

Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter [2], Myristyl Myristate, Tripelargonium, Orbignya Oleifera Seed Oil [5], Oryza Sativa (Rice) Bran Oil [6], Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter [9], Cetyl Ricinoleate, Parfum, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Salvia Hispanica (Chia) Seed Oil [14], Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Sodium Hyaluronate [18], Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxide, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Benzyl Salicylate, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Linalol, Limonene. 


Mus do ciała znajduje się w takim samym opakowaniu co peeling, słoiczku, odkręcane, z dodatkowo zabezpieczającym sreberkiem - niby wszystko okej, ale znowu musimy grzebać w opakowaniu. A ja znowu ubolewam, że nie ogarnęłam tej szpatułki. Konsystencja jest bardzo gęsta, jak masło do ciała, zbita i konkretna, więc znowu zdaję sobie sprawę, że inne opakowanie nie zdałoby tutaj żadnego egzaminu. Zapach jest znowu cudowny! Znowu owocowy, letni, energetyzujący, orzeźwiający - idealny na lato i na poranki. Ale nie przeszkadzałoby mi się otulać tak pięknym zapachem nawet zimą czy wieczorami/ Poza tym, zapach utrzymuje się niesamowicie długo! Nawet wieczorem jak się dobrze wwącham w skórę jestem w stanie wyczuć ten mus, co jest świetne! A za każdym razem jak wychodzę spod prysznica, to mąż mówi, że pachnę pięknie, więc coś w tym jest.

Przechodząc do działania, mus jest świetny. Od kiedy go używam jestem w stanie wyczuć znaczącą różnicę w stanie mojej skóry. Teraz jest nawilżona, odżywiona, miękka, gładka i cudowna w dotyku. Naprawdę jest sztos. Po tej całej kwarantannie i ciągłych lekcjach online muszę przyznać, że miałam na maksa wysuszone i podrażnione okolice łokci i przedramion i nie mogłam sobie z tym poradzić... Aż przyszedł ten mus i praktycznie po dwóch, trzech użyciach skóra była 'naprawiona'. Dla mnie czad! I jak zawsze wybieram balsamy do ciała, bo wolę lżejsze konsystencje, ale po nich nigdy nie miałam tak cudownych efektów, jak po tym musie - poważnie. Sztos nad sztosy.
Mus z kolei kosztuje około 80 zł, ale jest maks wydajny! Naprawdę. Ta konsystencja jest gęsta i rozsmarowuje się genialnie, więc niewiele potrzeba, żeby nawilżyć całe ciało. Zdjęcia środka macie po prawie miesięcznym, codziennym stosowaniu, a mam wrażenie, że zużyłam prawie nic.


Pierwszy raz się spotkałam z marką Be The Sky Girl, wcześniej o niej nie słyszałam, ale dzięki topestetic.pl jesteśmy w stanie odkryć nowe produkty i nowe marki, z jakimi jeszcze wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Dla mnie to jest super, bo uwielbiam odkrywanie nowych produktów, a tym bardziej takich cudeniek! Produkty same w sobie są naprawdę świetnie, na tyle że ja zapominam o tych opakowaniach, za którymi nie przepadam. I już kupiłam szpatułki, żeby sobie ułatwić aplikację ;). Działanie, zapachy są dla mnie najważniejsze, a to jest sztos, więc ja bardzo polecam!
Poza tym, muszę to przyznać, że te dwa produkty razem, to jest duet idealny. Moja skóra chyba nigdy nie była w tak super kondycji, jest nawilżona, odżywiona, gładka, mięciutka i jest po prostu mega. Bardzo polecam!



Weselne tradycje! Nie było błogosławieństwa, bramy ani podwiązki... i wielu innych

23 czerwca 2020


Jak prawie każda kobieta wyobrażałam sobie już swój ślub jako dziewczynka. Naoglądałam się amerykańskich filmów, seriali i marzyłam, marzyłam o pięknej bogatej sukni, o ogromnej imprezie na miliony osób i wszystkich cudach na kiju. O atrakcjach, które polecam możecie już przeczytać w tym wpisie: Atrakcje na wesele. Mimo że jestem osobą, która ma duży szacunek do tradycji i w niektórych kwestiach jestem naprawdę tradycjonalistką, to były rzeczy związane ze ślubem, których wiedziałam od początku, że nie chce. I głównie są to rzeczy właśnie związane z tradycją. O czym mówię? :)


O tym robiłam ostatnio oddzielny wpis. Zawsze marzyłam o tym, żeby tato mnie zaprowadził do ołtarza i żebym mogła zobaczyć swojego męża po raz pierwszy dopiero przed ołtarzem i vice versa. A to by się nie mogło wydarzyć gdyby w dniu ślubu odbyło się błogosławieństwo, a o naszym błogosławieństwie pisałam, więc ciekawych odsyłam do wpisu. 

WYKUPYWANIE PANNY MŁODEJ
Nie zrozumcie mnie źle, bo nie chce żeby to zabrzmiało jakoś negatywnie i że krytykuję inne śluby, które tak miały. Praktycznie nigdy nie jeździłam pod domy państwa młodych, bo nie czułam takiej potrzeby. Tak bardziej byłam włączona w dwa śluby i muszę przyznać, że w sumie świetnie bawiłam się np. u mojej szwagierki, gdzie było wykupywaniem panny młodej i jako uczestnik naprawdę było ekstra. Ale ja się nie widziałam w tej roli. Nie czułam się dobrze z samą myślą, że pod dom mieliby się zjechać ludzie, miałaby grać orkiestra, dziewczyny miałyby się licytować, ja bym była w centrum zainteresowania, każdy by patrzył, zerkał i zaglądał. Nie, po prostu nie. Poza tym, dużo też słyszałam głupie teksty, która za ile flaszek wódki poszła. No ale sorry. Mnie za flaszkę nikt nie kupi.
Poza tym, na moją korzyść była tutaj odległość. Mąż mieszkał pół godziny drogi ode mnie, kościół w którym braliśmy ślub był też jakieś 20 minut ode mnie w kolejną stronę, więc nie wiem o której musielibyśmy zacząć, żeby się ze wszystkim wyrobić, a nie jesteście w stanie przewidzieć wszystkiego, pod kątem czasowym.

BRAMY
Błagam, niech mi ktoś powie, dlaczego w tych czasach mam dawać komuś czasem nawet kilka flaszek wódki, żebym mogła dojechać na własny ślub czy wesele? Nie powiem, są bramy, które są świetne i robią ogromne wrażenie, ale większość według mnie jest żenujące. A jak czasami widzę państwa młodych, czy świadków, czy inne bliskie osoby, które muszą się w czymś babrać, coś przenosić i po prostu się brudzić/męczyć to po prostu średnio mi się to podoba. Inna kwestia jest jeszcze ludzi robiących bramy. Czasem są to totalne randomy, których nawet nie znamy, a trzeba się z nimi 'użerać'. Co innego gdyby te bramy były robione przez osoby znajome, byłyby przemyślane, bez głupich rzeczy do robienia. To może być fajne, ale fajną bramę widziałam może ze dwa razy.


INNE
Podwiązka, której nie miałam. Z podwiązkami jest tak, że zazwyczaj się je dostaje, wiecie albo prezent, albo coś pożyczonego czy tam coś. Ja jej nie miałam, ale nawet o tym nie myślałam, haha. A jak już pomyślałam to stwierdziłam, że i tak nie zdążę zamówić/kupić/wybrać i stwierdziłam, że yolo. Dam radę bez.
Inna kwestia to buty, bo nie miałam standardowych ślubnych butów, miałam zwykłe sandałki, które mogę nosić teraz na co dzień, na wesele, na imprezę, mogę je założyć zawsze.
Włosy! Od zawsze widziałam, że chce mieć rozpuszczone włosy. Jako że brałam ślub w niedzielę i nie wiedziałam, jak to będzie z moją fryzjerkę, ale brałam pod uwagę nawet to, że pójdę w zwykłych prostych włosach. Na szczęście, miałam moją fryzjerkę najlepszą ever, i w dalszym ciągu miałam puszczone luźno włosy, lekko spięte u góry i było ideolo. Nie przekonuje mnie to, że w rozpuszczonych niewygodnie, gorąco itp. Ja się tak czuję najlepiej i praktycznie nigdy nie mam związanych włosów.
Biżuteria! Okej, kupowałam specjalnie kolczyki i bransoletkę, ale są to rzeczy, które nosiłam od ślubu już tysiące razy. Poza tym, mimo że wszyscy mi to odradzali, założyłam dodatkowo naszyjnik, który oczywiście dostałam jakiś czas wcześniej od męża. I wiecie co? Jego mina, jak w trakcie mszy zauważył ten naszyjnik była bezcenna, a ja się czułam 'kompletnie'.

Pamiętajcie, jeśli robiłyście albo macie zamiar robić inaczej, to nie oznacza, że jest źle. Ja się cieszę, że mogłam zrobić po swojemu i dzięki temu czułam się szczęśliwa i na maksa zadowolona w trakcie wesela. I o to właśnie chodzi :)
Dajcie znać, jakie Wy macie podejście do tego wszystkiego? :) Trzymacie się wszystkich tradycji i robicie tak jak ma być? Czy jednak wrzucacie na luz i robicie totalnie po swojemu? :)