Kwietniowe denko, 2021r.!

01 maja 2021

 
Hej! Witam się z Wami na początku miesiąca! Mamy już maj, to jest niesamowite, ale i na maksa mnie cieszy! Już chcę lato, chcę ciepełko, chcę super pogodę i więcej możliwości! Tym bardziej, że znoszenie obostrzeń jest bardzo obiecujące i ja bardzo liczę na to, że wszystko to o czym ostatnio było mówione w mediach rzeczywiście zostanie zniesione. Więc trzymamy kciuki i oby było wszystko dobrze!


Dzisiaj lecimy z denkiem! Co prawda ostatnie denko było tak obfite, że w tym miesiącu zużycia są dosyć liche, ale nie ma się co dziwić. Pielęgnacji jednak nie da się tak szybko zużyć, a kolorówki w tych czasach prawie nie używam, więc też się nie da. Czy tylko ja się tak przestałam malować przez tę pandemię? Dajcie znać!
A ja przechodzę do denka!


Tutaj jeśli chodzi o włosy to musiałam zużyć oczywiście Alterra Naturkosmetik, szampon dodający objętości, bio-papaja i bio-bambus, bo te szamponu u mnie się świetnie sprawdzają do pierwszego mycia i do zmywania cięższych produktów, dla mnie sztos od zawsze i na zawsze. Tak samo, jak i Schwarzkopf, Gliss kur ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Repair, zauważyłam, że ostatnio znowu częściej psikam włosy tymi odżywkami, miałam jakiś taki czas, że nie używałam, bo różowa wersja psika zbyt skoncentrowanym strumieniem, ale znalazłam na nią sposób i teraz znowu normalnie i często używam tych. Ale uwielbiam te odżywki niezmiennie. Obowiązkowo zużyłam ApteoCare, chusteczki do higieny intymnej, nie wyobrażam sobie używać innych na chwilę obecną. I w końcu wróciłam do moim ulubionych BeBeauty, waciki kosmetyczne, mam nadzieję, że w końcu się oduczę używania innych. A do ust udało mi się zużyć Alterra ochronna pomadka do ust z Bio rumiankiem - to jest zdecydowanie najlepsza pomadka do ust, która działa najefektywniej, a w dodatku cena jest mega na plus! Zużyłam jeszcze Yves Rocher, Moment de Bonheur, perfumy zielona herbata i mega uwielbiam te perfumy, one są bardzo świeże i idealne na wiosnę, więc szkoda, że zużyłam je teraz, ale myślę, że szybko nadrobię braki. Zapach jest cudowny, wyrazisty, ale nie nachalny i zbyt intensywny. Pachnie super, ja bardzo go polecam!


  • Neutrogena, odżywcza pomadka do ust - mimo że bardziej lubię pomadkę z Alterry to muszę przyznać, że ta też jest świetna. Najważniejsze to działanie, dobrze nawilża, super odżywia i pielęgnuje usta. Sprawia, że są miękkie, nie ma suchych skórek i są po prostu ładne. Ja bardzo jestem zadowolona.
  • Farmona, Nivelazione, ratunek dla stóp, intensywnie regenerująca kuracja S.O.S dla stóp - jak wiecie ja nie lubię dbać o stopy, zawsze o tym zapominam, dlatego nie jestem też nigdy zadowolona z ich wyglądu, ale zmusiłam się do zużywania produktów do stóp, bo mam ich mnóstwo! I używałam, regularnie, raz dziennie, codziennie i wow! Moje stopy zyskały nowy wygląd, poważnie! Co prawda w ciąży nie mam możliwości zrobienia sobie super kuracji dla stóp, bo problemem jest teraz nawet użycie pumeksu, ale ten krem jednak zrobił robotę na tyle, że jest ogromna różnica, więc czad! Dla opornych to będzie idealna kuracja!


  • Organic Shop, żel pod prysznic, marakuja i kokos - żel jak żel, nie ma co od nich wymagać za wiele, co prawda po marakui spodziewałam się super zapachu, a tu bez szału totalnie. A dla mnie zapach jest najważniejszy, lubię kiedy prysznic jest przyjemny i ja trochę odlatuję, tutaj tego nie miałam, ale wiem że dla niektórych z Was to może być akurat zaleta.
  • OlVita, olej z pestek winogron - wzięłam, bo przeczytałam że idealnie nadaje się do moich włosów pod kątem porowatości. Ale niestety nie totalnie się u mnie nie sprawdził, może dlatego, że moje włosy już poszły bardziej w średniopory i są w lepszej kondycji niż niskopory, więc w sumie nic tylko się cieszyć! Ale wiadomo zużyłam, chociaż powiem Wam, że na początku olej pachniał mi jak jakiś stary winiacz najtańszy ze sklepu, ale szybko się przyzwyczaiłam do tego, aczkolwiek warto to mieć na uwadze. Na moich włosach efektów nie było wow. Bardziej olej utrzymał ich dobry stan i sprawiał, że się nie wysuszały i nie niszczyły jakoś bardziej. Dałabym do bubli, ale jednak jest to kwestia niedopasowania, więc nie mogę aż tak go skrytykować. Ale jestem zadowolona, że włosy po użyciu mi nie zżółkły, bo po zielonkawym kolorze trochę się tego obawiałam. 


A z próbek w tym miesiącu mega słabo, ale nie wiem, nie ogarniam, a ten miesiąc jest akurat na maksa zakręcony, ale już niedługo będziemy po maturach i mam nadzieję, że zużyję więcej. A na razie Sephora, kapsułki z kremem pod prysznic, fleur de coton i lagon to powiem Wam, że spoko. Obie kapsułki ładnie pachniały, ale zużyłam dwie na jeden prysznic, czego można było się spodziewać.


Dajcie znać, jak Wasze denka! I udanej Majówki na maksa!

Moje Baby Shower! czyli polskie bociankowe

26 kwietnia 2021

 

Hej! Jestem, cała i zdrowa, i co najważniejsze szczęśliwa! Jak Wam pisałam ostatnio i widzieliście może na instagramie, to w sobotę miałam z moją mała niunią pierwsza imprezę, czyli Baby Shower! Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć, filmików to zapraszam na mój instagram - na wyróżnioną relację - babsy shower ;). Ja już jedną taką imprezę organizowałam, więc jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda organizacja Baby Shower to oczywiście zapraszam. A dzisiaj będę pisać ten wpis z punktu widzenia przyszłej mamy. 
Muszę przyznać, że moja przyjaciółka i wszystkie dziewczyny stanęły na wysokości zadania i naprawdę dały takiego czadu, że wow! Mam wrażenie, że wszystko było dograne i dopięte na ostatni guzik, mimo że wiecie nie brałam udziału w organizacji, wiedziałam tyle ile musiałam, ale dało się odczuć, że wszystko gra, wszystko jest ogarniane i nie muszę się stresować, co było super, bo ja bardzo lubię mieć wszystko pod kontrolą i to mnie przerażało, że coś się dzieje poza mną. 
Patrzcie, jakie mam super dziewczyny wokół mnie!



Co wiedziałam o Baby Shower, jako przyszła mama?

Wiedziałam oczywiście kto będzie, kiedy będzie i gdzie będzie. Baby Shower było u mnie w mieszkaniu, więc były takie rzeczy, które też musiałam wiedzieć; o której będą poszczególne dziewczyny, jakie dekoracje będą, jak to skomponować w salonie, że trzeba będzie zrobić miejsce na słodki stół, na ściankę, jak ustawić stół, co wywalić z pokoju, co przynieść, co załatwić, co mi potrzeba z kuchennych rzeczy itp. Na bieżąco dostawałam najważniejsze informacje, które po prostu musiałam wiedzieć, ale i dla własnego spokoju - chciałam wiedzieć. Tak jak pisałam, nie lubię jak coś się dzieje poza mną i nie mam nad czymś żadnej kontroli, a to dawało mi przynajmniej minimalne poczucie kontroli - wystarczyło mi ;)



Dekoracje na Baby Shower

Tutaj po prostu wielkie brawa dla mojej przyjaciółki i męża. Oczywiście pomagałam im trochę haha, pompowałam balony, instruowałam, jak i co będzie mi się najbardziej podobać, ale mimo wszystko moja psiapsia wymyśliła girlandę z balonów i ogarnęła całą resztę dekoracji. Z kolei mój mąż nam to wszystko tak idealnie przymocował do ściany, że spokojnie trzymałoby się to bardzo długo, ale niestety w poniedziałek trzeba było posprzątać.
*Jak coś to wszystkie dekoracje zakupiła na allegro, a girlandę z balonów zrobiłyśmy na specjalnej taśmie z dziurkami, do których wkłada się balony i wszystko gra. Hel nie był do niej potrzebny, a wszystko trzymało się u nas na dwustronnej taśmie klejącej! Bomba!

Był też Słodki Stół! Przyjaciółka zrobiły deserki, w tym też i wersja fit dla mnie, były muffiny, było moje ulubione fit ciasto z FitCake i wafelki, jak i ciacho - co prawda część rzeczy na stałe schowałam do lodówki, bo nie było miejsca nigdzie na stole, a potem o nich zapomniałam, ale to ja ameba jestem haha.


Przydatne rzeczy

Lampa pierścieniowa! Jeśli tylko któraś z Was posiada to weźcie ją ze sobą! Moja przyjaciółka ją ma i wiem, że to jest mój kolejny zakup, Świetnie sprawdziła się do zdjęć grupowych, do boomernagów, do zdjęć we dwójkę, trójkę i po prostu do wszystkich zdjęć sprawdziła się rewelacyjnie! Opcje nasilenia i odcienia światła, dodatkowy pilot do cykania - no rewelacja, bardzo polecam!
Jeśli Wasza przyszła mama jest taką amebą, jak ja to pamiętajcie, że musicie też myśleć i za nią haha. Moja głowa w tym momencie nie funkcjonuje tak, jak zawsze, sam fakt, że schowałam ciasta do lodówki, bo nie było dla nich miejsca na stole i ich nie wyciągnęłam potem to jest hit. Dodatkowo jeśli traficie na 'słodką mamę' z cukrzycą ciążową, która nie jest perfekcyjną panią domu to też. Ja obecnie jestem tak przyzwyczajona do mojej diety, że zapominam o rzeczach, których nie jem i nie piję, w taki sposób wszystkie chipsy dalej leżą w szafce, tak samo, jak i napoje gazowane i soki owocowe. Mi nie wolno tego spożywać, więc automatycznie zapominam o ich istnieniu i po prostu nie pomyślałam, żeby wyciągnąć to na stół, haha. Z tego, co wiem każda mama ma 'swoje', słyszałam, że niektóre mają problem z koncentracją, inne z podejmowaniem decyzji, a jeszcze inne z pamięcią, więc warto myśleć za ciężarne.

Prezenty na Baby Shower - co dostałam?

Nie chwali post, ale wydaje mi się, że jak ktoś organizuje baby shower i zastanawia się, co można kupić, to przyda się Wam i ta część, a nawet bardzo może się przydać! Prezenty były i dla mnie, jak i dla naszej córy, więc też milusio. Uważam, że wszystkie prezenty są na maksa przydatne i wiem, że u nas się sprawdzą!

Mata edukacyjna dla małej
Uwielbiam takie rozwiązania, wiem że ma to dobry wpływ na dziecko no i na pewno się przydaje w codziennej opiece, a i będzie przydatne dla mniejszego, jak i większego bąbelka, więc nic tylko się cieszyć. Na pewno będzie korzystać. I nie powiem, zamierzałam sobie taką kupić, więc wyszło idealnie.



Mięciutki album z imieniem
Dziewczyny wiedzą, że jestem sentymentalna i uwielbiam takie rzeczy! Oczywiście, dzięki temu mała ma już swój album, a ja czekam aż zbiorę wszystkie zdjęcia i wywołam jej do albumu też i z baby shower ze wszystkimi ciociami! Nasz album jest podpisany imieniem córy, zrobiony z miękkiego materiału, zawiązywany, no jest mega! I nie mogę się doczekać, aż będę mogła go uzupełniać zdjęciami już jej samej. A znając mnie, to chyba szybko go zapełnię, haha.


Ładna koszula nocna do karmienia
Słowo ładna mogłabym napisać drukowanymi literami. Dostałam piękna koszulę nocną, z lekką koronką, z miłego materiału, w której wiem, że będę czuć się sexi, kobieco i elegancko pomimo połogu, karmienia i wszystkiego. Nie przechodziłam nigdy przez to, coś tam słyszałam, ale domyślam się, że połóg nie jest lekki, nie jest przyjemny i kobiety bardzo różnie go przeżywają, więc taka koszula będzie takie światełkiem w tunelu w tym ciężkim czasie.


Organizer do torebki
Nie miałam bladego pojęcia, co wyciągam z torby, ale od razu dostałam porady, co gdzie i jak, co prawda nic nie pamiętam, więc będę jeszcze na pewno pytać, co mam gdzie powkładać, haha. Ekstra sprawa, można włożyć pampersy, chusteczki, przypiąć smoczek i mieć wszystkie najważniejsze rzeczy dla dziecia w jednym miejscu, bardzo przydatne! Uwielbiam takie rozwiązania, tym bardziej, że staram się być zorganizowana i poukładana, to mega mnie to cieszy, że będę mieć porządek w torebce, zamiast walnięte wszystko wszędzie.


Moja niespodzianka dla dziewczyn!

Kto mnie zna ten wie, że ja zawsze muszę coś wymyśleć. Tak, jak Wam pisałam, nie lubię kiedy coś mnie omija, kiedy organizacja czegoś dzieje się poza mną, więc zajęłam się zorganizowaniem atrakcji dla dziewczyn i drobnego upominku dla każdej z ciotek!
Wpadłam na pomysł, żeby każda uzupełniła dla mnie coś jakby ankietę (śmiałam się, że robię im kartkówkę), w niej znajdowały się pytania, np: 'Jak uniknąć przewijania kupy?', 'Jak zmusić męża do wstawania w nocy?', czy 'Sposoby na relaks'. Pytań było oczywiście więcej, ale możecie sobie spokojnie dopasować te pytania pod siebie i swoje koleżanki. Najbardziej podobała mi się część ze Zgaduj zgadulą, którą widać poniżej. Nie mogę się doczekać, aż będziemy mieć możliwość sprawdzenia, czy któraś trafiła albo kto był najbliżej!


W nagrodę za 'sprawdzian' był Dyplom Super Cioci upoważniający m.in. do odwiedzania, noszenia i przewijania małej, do dostawania tysiąca filmików i zdjęć dziennie i do ratowania mnie w każdej potrzebie. Dodatkowo wszystkie Ciocie dostały (i jeszcze dostaną te, których nie było) bransoletkę z koniczynką na szczęście. Też taką mam, więc osobiście uważam, że powstał najlepszy Dream Team dla naszej małej ;). A ja uwielbiam takie rzeczy i mam nadzieję, że jest to fajna pamiątka dla wszystkich dziewczyn!


Jeśli chodzi o samo Baby Shower, wiem że impreza nie jest u nas jeszcze aż tak popularna i w sumie rzadko kiedy się ją robi, ale ja jestem mega szczęśliwa, że dziewczyny mi zorganizowały taką imprezkę. Powiem Wam, że był to dla mnie taki przełomowy moment, w którym dopiero dotarło do mnie, że ja rzeczywiście będę mieć dziecko.. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, ale dzień po Baby Shower przeglądałam zdjęcia i się rozwyłam, jak małe dziecko, byłam turbo emocjonalna i wszystko mnie wzruszało, więc tak mi się wydaje, że był to taki idealny moment, który uświadomił mi "Hej, będziesz mamą!' <3 I za to najbardziej dziękuję wszystkim dziewczynom!
Jakby któraś się zastanawiała to ja na Baby Shower byłam w 33/34 tygodniu ciąży. Nie uważam, żeby to było za późno, ale nie narzekam na samopoczucie w ciąży, nic mi nie dolega, czuję się ekstra i jestem w dalszym ciągu dosyć aktywna. A nawet muszę przyznać, że po imprezie nabrałam jeszcze więcej energii i bardziej ogarniam niż przed, więc chyba nasz cudowny Dream Team przelał na mnie same positive vibes. I teraz mam najlepszy humor do dopinania wszystkiego na ostatni guzik, torba do szpitala, wózek, komoda, pranie, układanie i ostatnie zakupy ;)

A jeżeli macie ochotę na podarowanie przyszłej mamie dodatkowych wrażeń, emocji i niesamowitego doświadczenia albo spokojnego relaksu i odpoczynku, to możecie też skorzystać z oferty znajdującej się na prezentmarzen.com Tam znajdziecie od szalonych po wyciszające opcje, więc na pewno coś wybierzecie!

Co myślicie o baby Shower? Warto robić taką imprezę, czy jest raczej niepotrzebna? :)



Wyjątkowa ponadczasowość z butami marki APIA

22 kwietnia 2021

 
Hej! Jak się macie, jesteście gotowi na wiosnę? Ja wiem, że pogoda nas nie rozpieszcza i w sumie na chwilę obecną sama jestem skołowana i nie wiem, co mamy za oknem, bo co jakiś czas widzę wszystkie możliwe pory roku. Ale to nic to nic - damy radę, mimo wszystko na każdy kolejny sezon trzeba się jakoś przygotować, a ja mam dla Was świetne propozycje od marki APIA.


Zacznijmy od tego, że buty APIA to buty najwyższej jakości i produkowane z najlepszych materiałów. Te buty charakteryzują się tym, że są bardzo eleganckie, ale i uniwersalne. Nie są w żaden sposób dziwne, specyficzne, czy tylko dla wybrańców. One są tak zrobione, że będą dla każdego, wszyscy znajdziecie coś dla siebie. Tym bardziej, że można zrobić tam kompleksowe zakupy, na stronie znajduje się oferta dla kobiet, mężczyzn, jak i dla dzieci. Dodatkowo macie też sekcję z torbami i akcesoriami. Więc na raz można zaopatrzyć wszystkich :).
Apia ma nie tylko sklep online, ale i parę sklepów stacjonarnych; w Warszawie, Katowicach, Poznaniu, Gdyni oraz Gdańsku. 


Idealne na obecną pogodę byłyby damskie sztyblety, które sprawdzą się i w deszcz, i w lekki chłód i nawet cieplejszy dzień. Moje ulubione, bo uniwersalne i na dodatek szybko się je zakłada i można wychodzić. Uważam, że pasują do większości stylizacji i nadają się na teraz perfecto! Uwielbiam łączyć sztyblety, jak i botki z eleganckimi kreacjami, ze spodniami, ale i ze zwiewnymi, wiosennymi sukienkami. Mam wrażenie, że takie buty dodają charakteru stylizacjom, sprawiają, że nie jest to zwykły outfit, tylko taki wow, wyróżniający się i wyjątkowy. Sztyblety na obcasie są naprawdę zgrabne i kobiece, a noga jest długa, wyszczuplona i wygląda genialnie. Więc, wielkie TAK dla sztybletów! Co prawda pokazuję wam jedynie czarne opcje, ale to dlatego, że takie ja preferuję, ale znajdziecie na stronie również opcje np. brązowe, granatowe czy beżowe.


Ale, jestem naprawdę zachwycona też szpilkami, czółenkami - kobiecymi, eleganckimi butami na wyjścia i na imprezy. Zbliżają się komunie, wesela i oczywiście wierzymy, że we wszystkim weźmiemy udział, a na takie chwile buty na obcasie są idealne. Marka APIA ma w swojej ofercie eleganckie, jak i uniwersalne szpilki, o różnym kształcie, w różnych kolorach, z różną wysokością obcasa, więc kolejne wow! Już się widzę w tych butach w pracy, na eleganckim przyjęciu czy innej uroczystości. A czasem taka prostota i nieprzekombinowanie jest najlepszą opcją, bo te buty mnie w sobie rozkochały i nie mogę się im oprzeć.



A jako, że niedługo rodzę postanowiłam z ciekawości przejrzeć ofertę dziecięcą, to już jest chyba silniejsze ode mnie, że zawsze zerkam na dziecięce rzeczy. Co prawda są to buty dla większych dzieci i moja mała będzie musiała trochę poczekać, aż takie założy, ale nie mogę się powstrzymać, żeby Wam nie pokazać niektórych egzemplarzy! Widać, że te buciki są dobrze zrobione i nie będą miały negatywnego wpływu na dziecięcą stopę. A dodatkowo są przesłodkie ;).




To, jak? Zakupy na nadchodzący sezon zrobione? Dajcie znać, jakie buty są Waszymi ulubionymi. A przy okazji na pierwsze zakupy w sklepie APIA macie 10% zniżki, a także darmową dostawę od 100zł, warto skorzystać ;)

Glamour Wakacje w łazience z marką Dermacol

17 kwietnia 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? Dajcie znać, bo powiem szczerze, że mnie ta pogoda już po prostu dobija, to co się dzieje to przechodzi wszelkie pojęcia, a ja nie wierzę, że jest koniec kwietnia, bo czuję jakby był co najmniej listopad/grudzień... Brakuje mi tylko grzańca i choinki, haha! No, ale dzisiaj wielki dzień - kto ciekawy to zapraszam na instagram - beautifulduty.pl


No, ale ja się nie poddaję, jak widać po tytule, ostatnio było o fajnej opcji na wyjazd, a dzisiaj będzie o kolejnych produktach, które przenoszą mnie w ciepłe kraje, w miejsce otulone słońcem, gdzie jest kolorowo, zielono i cudownie! I właśnie dziś będzie o dwóch produktach do ciała, do codziennej pielęgnacji od marki Dermacol.

Dermacol, Aroma Ritual
żel pod prysznic, Happy Summer

Odświeżający żel pod prysznic, ze słodką nutą wanilii oraz moreli, delikatnie zadba o Twoją skórę. Czarujący zapach zamieni codzienną pielęgnację ciała w przyjemne doświadczenie. Doskonale oczyści skórę i uelastyczni skórę. *Również nadaje się dla dzieci od lat 3. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Polyquaternium-7, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Lactic Acid, Citric Acid, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-120 Methyl  Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Limonene, Benzyl Salicylate, Cl 16035.

Na początek lecimy z żelem pod prysznic. Opakowanie bardzo wakacyjne, różowe z flamingiem, więc jest turbo w moim stylu, nie da się ukryć! Mnie można kupić flamingami, ale to chyba wiecie! Jest wygodne w użyciu, zamknięcie na zatrzask dość solidne i wszystko jest dobrze wykonane. Nie zdarzyło mi się, żeby samo się gdzieś otworzyło, na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje w języku angielskim no i skład.
I tutaj zaczynam zachwyty, bo ten żel pod prysznic pachnie tak obłędnie, że staje się super żelem! Nie jest to tak intensywny zapach, jak się spodziewałam po serii Aroma Ritual (naprawdę niektóre zapachy są mega mocne!), ale jest idealny w punkt, idealnie słodki, trochę kwiatowy, lekko perfumowany, ale to dodaje mu wyjątkowości, ale co najważniejsze jest iście wakacyjny i na maksa uzależniający, mogłabym go wąchać cały czas! Uwielbiam zaczynać i kończyć z nim dzień, jakoś tak poprawia mi humor i sprawia, że przenoszę się do słonecznego sadu i się rozkoszuję ciepłem i pysznościami, no magia ;). Aż mi żal, że ta pogoda za oknem jest taka beznadziejna. Poza tym, konsystencja jest bardzo okej, używany z myjką super się pieni i dzięki temu jest dosyć wydajny. Dla mnie bomba.
Żel pod prysznic dla mnie w głównej mierze ma pachnieć i nie wysuszać skóry, wiadomo znajduje się na niej tylko chwilę, więc nie potrzebuję żadnych dodatkowych cudownych właściwości żelu pod prysznic. To, co on mi daje jest idealne, mogę dodatkowo powiedzieć, że nie ma dramatu jak się nie użyje balsamu po prysznicu, skóra nie będzie sucha na wiór, ale będzie miękka, gładka i super miła w dotyku ;). Żel też nie jest drogi. Kosztuje ok 9zł za 250ml, a muszę przyznać, że jest naprawdę wydajny, więc super cena ;)
Ja jestem bardzo zadowolona, zapach bardzo na plus, konsystencja idealna, super się go używa i ja na pewno bardzo często będę wracać do tego, jak i do innych żeli od Dermacol :).


Dermacol, Glamour
Balsam do ciała

Nawilżający balsam do ciała z lekkim złotym połyskiem regeneruje i odżywia Twoją skórę. Po użyciu Twoja skóra będzie miękka oraz gładka oraz pozostawia po sobie subtelne złote drobinki.

Skład: Aqua, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Persea Gratissima Oil, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Vitis Vinifera Seed Extract, Butyrospermum Parkii Butter, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Propylene Glycol, Synthetic Fluorphlogopite, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, potassium Sorbate, Parfum, Cl 77891.

A po prysznicu, oczywiście przychodzi czas na balsam! Obawiałam się tego balsamu od samego początku właśnie ze względu na złote drobinki, średnio za tym przepadam, nie lubię się chamsko błyszczeć i świecić, dlatego ten balsam tak sobie czekał i czekał, aż w końcu postanowiłam dać mu szansę, i co?
I opakowanie jest standardowe, jak widzicie nie różni się nawet od żelu pod prysznic, ale mi to nie przeszkadza, bo najważniejsze to, że dobrze mi się go używa. Tak samo, jak w przypadku żelu pod prysznic, nic się nie zacina, nic się samo nie otwiera, zamknięcie jest bardzo solidne. No i nigdy nie miałam problemów z wyciśnięciem balsamu, co w ciąży potrafi zirytować. Informacje znajdujące się na opakowaniu są tak samo minimalne, ale i wystarczające.
Od razu po otwarciu czuć cudowny zapach, jest taki trochę migdałowy, lekko ciężki i mocny, ale nie tak intensywny, że miałby mi przeszkadzać czy irytować. Genialne jest to, że ten zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo! Dla mnie to jest świetne, wieczorem jak się wniucham w skórę to jestem w stanie wyczuć te cudną nutę. Szkoda, że nie umiem wam opisać tego zapachu, ale gwarantuje, że jest mega i idealny na lato! Balsam ma też fajną konsystencję, dosyć lekką, ale nie za rzadką, nie przelewa się przez palce, a i fajnie się go rozsmarowuje. Nawet szybko się wchłania, nie pozostawia po sobie tłustego filmu tylko fajnie miękką i nawilżoną skórę.
Jeśli chodzi o te drobinki, to one są bardzo delikatne i subtelne! Jak dla mnie nawet niewidoczne tak na dobrą sprawę, nie rzucają się w oczy, co jest super, kiedy i tak większość czasu spędzam w domu i nie chciałabym połyskiwać, jak nie powiem co. Oczywiście pod światło, czy w pełnym słońcu stają się one widoczne, ale nie nachalne, dają taki cudowny i subtelny efekt rozświetlenia, 
Muszę przyznać, że balsam cudownie nawilża i odżywia - poważnie! Pozostawia skórę miękką, gładką i w tak ekstra stanie, że wow - jestem pod wrażeniem. Nie spodziewałabym się aż tak świetnego efektu, więc jestem pozytywnie zaskoczona! Pięknie pachnie, super dba o ciało, a w wakacje może nadać mu piękne i idealne rozświetlenie. Co prawda, z tego, co widzę to balsam jest na chwilę obecną średnio dostępny w Internecie, ale mam nadzieję, że to się zmieni, bo mega warto!


A u Was jaka pogoda? Ratujecie się wakacyjnymi kosmetykami, czy cierpliwie czekacie na wyższe temperatury :)


#4 Becoming Tatrylover - Giewont, czy jest dla każdego?

14 kwietnia 2021

 
Hi! Jak tam ludzie? Co ciekawego słychać? Mam nadzieję, że wszystko standardowo w porządku! Dzisiaj lecimy z wpisami wakacyjnymi, z górskimi i będziemy nawiązywać do moich ukochanych Tatr! Mam nadzieję, że nikogo tym nie wkurzę, ale ja wierzę, że jest szansa na normalne wakacje, a ja też oczywiście planuję wyjazdy w góry we trójkę, to jakoś tak mnie wzięło na powrót do tej serii Tatrylover
Będzie o trasach, o samym Zakopanem, o noclegach, o knajpach i o wszystkim, co może się Wam kojarzyć i o wszystkim, co Was też będzie ciekawić - dawajcie znać w komentarzach, o czym chcecie czytać, chętnie się zainspiruję i napiszę, co wiem.


Zaczniemy od szczytu, który początkowo był dla mnie najbardziej ciekawy, a jednocześnie czułam, że jest on najbardziej w zasięgu mojej ręki - Giewont! Tajemniczy śpiący rycerz, który tylko czeka, żeby powstać i ochronić nasz kraj. Legenda, legendą, ale jednak Giewont jest jednym z najbardziej kojarzonych i znanych szczytów i sama byłam nim zafascynowana i jak kilkanaście lat temu pojawił się pomysł, żeby go zdobyć to byłam na maksa podjarana. Ale właśnie dlatego jest on też najbardziej obleganym szczytem, niby łatwy, a na pewno efektowny, niby proste i krótkie podejście, a jednak zdarzają się wypadki.

Na Giewoncie byłam aż szalone dwa razy, za pierwszym razem weszłam z rodziną w sierpniu 2011r., a za drugim razem pod koniec kwietnia 2018r. z obecnym mężem. Za pierwszym razem było lato, mega ciepło i dużo ludzi, natomiast za drugim ulepiłam bałwana po drodze i byłam przeziębiona, ale że nie było dużo ludzi to mogłam się czołgać swoim tempem, a wiedziałam, że warto tam wejść!

GIEWONT - CO MUSISZ WIEDZIEĆ?

Mam wrażenie, że ja zawsze wspominam o tym czasie, ale i w górach uważam, że im wcześniej tym lepiej. Giewont jest oblegany, więc te kolejki ze zdjęć to żadna ściema, tylko tam naprawdę tak bywa. Za pierwszym razem wchodziliśmy ok 12 i już było tłoczno, ale to tez był sierpień. Wchodziliśmy jeden za drugim i nie było takiego luzu, jaki zawsze się przydaje. Z kolei za drugim razem na szczycie byliśmy już po 10, a że był koniec kwietnia to byliśmy my i kilkoro innych osób. 
Poza tym, na szczycie jest bardzo mało miejsca i to trzeba brać pod uwagę. Jeśli traficie na porę tłoku, to wejdziecie na górę, obejdziecie krzyż i już będzie zejście drugą stroną, dookoła oczywiście same przepaście, więc nie ma pola manewru. Jeśli chcecie coś zjeść, chcecie dobre zdjęcie, chcecie odpocząć na górze to w sezonie w południe będzie ciężko.
Na Giewoncie spotkałam się z moimi pierwszymi łańcuchami ever i mimo że teraz mam porównanie do Rysów to uwierzcie, że wtedy było to dla mnie mega przeżycie; są krótkie odcinki trasy takie, że ściana jest prawie pionowa, a wy macie do dyspozycji łańcuchy i otwory na nogi. 

CZY CIĘŻKO JEST WEJŚC NA GIEWONT?

Nie jest, uważam, że jeśli macie głowę na karku to spokojnie można iść. Wszędzie trzeba uważać, nogę można skręcić na chodniku - to się wie - a także trzeba mierzyć siły na zamiary i nie robić nic ponad wszystko. Nie poszłabym nigdy na szczyt z ogromnym metalowym krzyżem wiedząc, że zbliża się burza, nie biegłabym na rekord, bo wiem że ja się do tego nie nadaję, nie puściłabym łańcucha, bo wiem, że nie złapałabym odpowiedniej równowagi, nie wybrałabym się też zimą, bo lubię ciepełko, a marznięcie nie jest dla mnie. Każdy wie na ile go stać.
Trasy nie są ciężkie, nie ma turbo mocnych podejść w górę, które trwają pół godziny, a łańcuchy też nie ciągną się godzinami. Dlatego jeśli tylko warunki są sprzyjające, a Wy zachowujecie ostrożność, to na chillu - polecam, satysfakcja gwarantowana ;).


Tak, to ja 11 lat temu haha, ale patrzcie na te widoki i odległości, które pokonuje się tak naprawdę moment ;) Magia! I uwielbiam ;)

OPCJE PODEJŚCIA NA GIEWONT

Wejść na Giewont można na parę różnych sposobów.
Za pierwszym razem zaczęliśmy od Kasprowego Wierchu, na który wjechaliśmy pierwszą możliwą kolejką i udaliśmy się w kierunku Kopy Kondrackiej, Ta trasa ma jakieś 4km i trzeba na nią liczyć ok. 1,5h. Z tego co pamiętam to tutaj się idzie bardzo przyjemnie, fajny spacer, piękne widoki po drodze, więc mega polecam. Parę podejść w górę będzie, ale na luzie. Z Kopy Kondrackiej kierujemy się już na Giewont przez Przełęcz Kondracką oraz Kondracką Przełęcz Wyżnię, czyli kolejne niecałe 2km przed Wami, na które trzeba liczyć ok. 1h. Jeśli ktoś nie czuje się na siłę to na Kondrackiej Przełęczy Wyżnie macie super miejsce na odpoczynek, na przystanek, możecie tam poczekać na znajomych, którzy na Giewont pójdą ;). Jeśli dobrze pamiętam, schodziliśmy potem do Kuźnic i do domku.


Za drugim razem szliśmy z Kuźnic. Cała trasa to jest ok. 6,5km i zajmuje ponad 3h. Idziemy przez Polanę Kalatówki oraz Halę Kondratową, a jak już dojdziemy na Przełęcz Kondracką to mamy takie samo podejście na Giewont, jak w pierwszej opcji. Jeśli chodzi o zejście to tutaj polecam schodzenie inną trasą, np. Doliną Małej Łąki lub Doliną Strążyską obie opcje to ok. 6km - ok. 2,5h. Zawsze to inna trasa, nowe widoki, więc zobaczycie i przejdziecie, więc naprawdę warto.
My schodziliśmy tą samą trasą, kompletnie nie przemyśleliśmy tego pod kątem logicznym, ale nie ma się co dziwić. Nie dość, że ja nie czułam się najlepiej, to właśnie wtedy mój ukochany mi się oświadczył :) więc mówiłam, że wiedziałam po co tam idę mimo przeziębienia (!) A to wszystko praktycznie 3 lata temu :)


GIEWONT, CZY JEST DLA KAŻDEGO?

Tak, jak pisałam już wcześniej, uważam, że zachowując wszelkie środki ostrożności, jak najbardziej jest dla każdego. Tak, ja też widziałam osoby wchodzące w klapkach, japonkach, sandałkach na Giewont, nie mi to oceniać, nie lubię komentować takich rzeczy, bo po co. Ale wracając do samego Giewontu, nie ma tego złego, tym bardziej na początek to jest naprawdę świetna opcja na wypróbowanie łańcuchów, nawet chwilowych i sprawdzenie siebie w takiej sytuacji. Bo jeśli Giewont nas przerośnie to mamy pewność, że nie ma sensu iść gdzieś wyżej, Wszystko jest dla ludzi, a góry tym bardziej, dla wszystkich bez wyjątku, ale nie można czuć się w nich zbyt pewnie, nigdy ;)