#35 kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

19 marca 2019



Hej, hej ! Co tam, jak tam? Mam nadzieję, że wszystko w porządku i wiosna Was rozpieszcza. Miał być dzisiaj trochę inny wpis, ale w sumie jakoś tak nie miałam ostatnio weny na kosmetyczne wpisy, więc stwierdziłam, że będzie coś innego. Co prawda, liczę n to, że pogoda będzie tak idealna że nie będzie czasu na oglądanie filmów,ale mimo wszystko deszczowe popołudnia i wieczory jeszcze się trafiają, więc idealnie: zaszyć się w koc i włączyć jakiś film! No to go!

303. Bitwa o Anglię (2018) 'Hurricane: Squadron 303' dramat, wojenny

Mimo że z historią jest mi bardzo nie po drodze, to uwielbiam oglądać filmy historyczne i dokumenty. Wiadomo, że nie zawsze informacje z filmów mogą być wiarygodne, ale i tak ogólny zarys tego, co się działo jakoś łatwiej przyswajam z takich rzeczy. Jeśli chodzi o ten film, to jest to angielska wersja, nie mylcie z polską produkcją. Ale ja byłam naprawdę zadowolona i przejęta. Świetni aktorzy, historie poboczne, muzyka i wszystko. Nie tylko wątek historyczny jest rozwinięty. Ale to trzeba zobaczyć samemu.

Vaiana: Skarb oceanu (2016) 'Moana' animacja, familijny, przygodowy

Bajki oglądam i doskonale o tym wiecie - nawet je uwielbiam. Ale nie wszystkie bajki mi się podobają. Niektóre są po prostu powtórzeniem i połączeniem tysiąca innych bajek. I właśnie ta bajka Vaiana jest dokładnie taka. Nie podobała mi się totalnie, bardzo wtórne i mega nieciekawe, nudne no nie, serio drama. 

Szofer do usług (2016) 'Amateur Nght' komedia

Aktor z American Pie, więc jakiś tam sentyment się ma i film czakiem przyjemnie się ogląda, ale nie jest on wysokich lotów, nie szaleję za nim i nie wspominam go. Teraz jak piszę kinomaniaka to dopiero sobie przypomniałam, że faktycznie coś takiego oglądałam, ale szału nie ma. Biedny facet, farfocelek, który musi jakoś utrzymać rodzinę, nagle staje się powiedzmy alfonsem. Fajny film na spędzenie wieczoru, trochę się pośmiejecie, ale jeżeli nie lubicie takich żartów i wasze poczucie humoru odbiega od tematu seksu, to pewnie przez większość czasu będziecie zażenowani. Dużo prostytutek, alkoholu, narkotyków, a to wiąże się z innymi niezbyt ładnymi scenami ,a nie każdy to lubi.

Evan Wszechmogący (2007) 'Evan Almighty' fantasy, komedia

Film 'stary, jak świat', ale jaki genialny! Mimo wszystko te stare filmy mają coś w sobie, są niepowtarzalne, zabawne, niosą za sobą jakąś ważną lekcję i dobrze się je ogląda. Myślę, że każdy z Was kojarzy ten film (jeśli nie to koniecznie obejrzyjcie), a poza tym sam aktor Steve Carrell mnie rozbraja swoją mimiką,  gestykulacją i sposobem grania dodatkowo jego głos i wszystko łączy mi się w cudowną całość. Historia z motywem religijnym, ale pokazuje też inną wartość, która jest ponad wszystko: rodzina jest najważniejsza i od niej zawsze dostaniesz wsparcie, nawet przy najbardziej absurdalnych pomysłach. Dla mnie film bomba.

Milczące miasto (2012) 'Silent city' dramat, fantasy

Na ten film trafiłam jakoś rzez przypadek w necie. Szukałam chyba czegoś innego, a trafiłam na to i na początku byłam w szoku. Nie wiedziałam co chodzi - film jest creepy i przerażający, utrzymany w przedziwnym klimacie. Pojawia się dziewczyna w obcym, azjatyckim miejscu i chce pracować w gastronomii, kroi ryby prawie przez cały film i symbolika ryby też przewija się przez cały film. I w sumie chyba nadal nie wiem o co chodzi w tym filmie i jakoś do mnie nie przemówił, ale mimo wszystko oglądałam go jak zaczarowana, bo był na tyle dziwny i tajemniczy, że aż mnie przyciągnął. Ale chyba nie znajdzie z wielu fanów, więc raczej go nie szukajcie.

Kate i Leopold (2001) fantasy, komedia romantyczna

Wiecie, co jest ciekawe? Że mogą być takie osoby, których jeszcze nie było na świecie jak powstawał ten film. A ja uwielbiam takie historie, uwielbiam romantyczne historie, które są totalnie niemożliwe w realnym świecie. Uwielbiam filmy, w których miłość pokonuje wszystko, a nawet niemożliwe staje się możliwe. Nie często miesza się teraźniejszość z bardzo dawną przeszłością. Więc jeśli nie lubicie takich naciąganych historii to uważajcie. A Meg Ryan tez się świetnie nadaje do takich filmów i uwielbiam filmy z nią!


Dajcie mi koniecznie znać,co ostatnio oglądaliście! Na pewno wkrótce obejrzę wszystkie ;).


Gliss Kur, Supreme Length,
zamiast obcinać lepiej używać serum w sprayu?

16 marca 2019


No witam! Znowu weekend, znowu sobota, moje plany na dzisiaj nieco się zmieniły, ale to nic, nic nie ucieknie, nic się nie stanie, ale czasem tak jest, że rozkłada nas w najmniej oczekiwanym momencie. Dzisiaj działam, bo ostatnio zostałam totalnie wytrącona z mojego typowego planu dnia, przez co ciężko jest mi wrócić trochę na właściwe tory, ale jakoś się staram naprostować i ogarnąć.
A dzisiaj mam dla Was produkt do włosów; marki, którą uwielbiam jeśli chodzi o pielęgnację i mimo że nie wierzę, w żadne cuda spajające włosy, tak wierzyłam w ten produkt, że mi pomoże. I mam na maksa mieszane uczucia, więc zapraszam do recenzji.

Gliss Kur, Supreme Length
serum w sprayu na rozdwajające się końcówki


Serum przeznaczone jest to włosów długich, skłonnych do zniszczeń i rozdwajających się końcówek. Ma za zadanie intensywnie odżywić włosy, pomóc zredukować rozdwajanie się końcówek oraz przeciwdziałać ich powstawaniu aż do 95%.

Skład: Aqua, Dimethicone, Dimethylacrylamide/Ethyltrimonium, Chloride Methacrylate Copolymer, Paeonia Lactiflora Root Extract, Amodimethicone Morpholinomethyl Silsesquioxane Copolymer, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Stearamidopropyl Dimethylamine, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Phenoxyethanol, Citric Acid, Glycerin, Parfum, PPG-1 Trideceth-6, Methylparaben, C10-11 Isoparaffin, Linalool, Sorbitan Oleate, Benzyl Salicylate, Trideceth-5, Limonene, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin.

Sposób użycia: Przed użyciem wstrząsnąć. Należy zaaplikować na umyte włosy, odsączone ręcznikiem  lub całkowicie suche włosy. Nie spłukiwać.


Opakowanie jest bardzo wyróżniające się i rzucające się w oczy przez sam róż, ale też kojarzy się z samą marką i serią kosmetyków do włosów, które u mnie królują w łazience już od dawna. Poza tym, posiada atomizer, więc można wygodnie spryskać nim włosy albo wylewać na dłoń i dopiero potem nakładać. Jak widzicie serum jest przeznaczone do długich włosów podatnych na zniszczenia. I tak, zdaję sobie sprawę, że lepiej obciąć włosy, niż sztucznie sklejać rozdwojone końce, ale bardziej traktuje ten produkt, jako serum zabezpieczające końcówki, żeby zapobiec rozdwojeniu. Konsystencja jest dość lejąca się, jeśli wolicie nakładać produkt z dłoni, to musicie na to uważać. Zapach jest bardzo ładny, dosyć intensywny i perfumowany, ale mi się bardzo podoba i nie przeszkadza.


Zawsze używałam tego serum spryskując lekko wilgotne włosy, na sam koniec po włosingu i tak zostawiałam do wyschnięcia. Końcówki wtedy były miękkie i gładkie i naprawdę milutkie w dotyku. Rewelacja. Kiedy używam go na suche włosy to głównie pomagał mi w ujarzmieniu puchu, odstających włosów i nieokiełznanych loków. Włosy wyglądają lepiej, ładniej, błyszczą i na maksa mi się podoba ten efekt. 
Nie przetłuszcza, nie skleja i nie obciąża włosów, przynajmniej moich, a zdarzało mi się czasami przesadzić z ilością i na początku włosy wyglądały na lekko posklejane, ale po jakimś czasie olejek ładnie się wchłaniał we włosy. I wiadomo, to co trzeba obciąć to trzeba obciąć, przed tym nie uciekniecie, a wszystko wyjdzie u fryzjera, ale! Zauważyłam, że włosy mniej się rozdwajają i mniej się niszczą. Co prawda, obecnie moja pielęgnacja zmieniła się diametralnie, bo wróciłam do regularnego olejowania i przestałam katować włosy suszarką i prostownicą, więc to że ich stan jest lepszy to na pewno zasługa tego wszystkiego, co obecnie robię. Dlatego ciężko mi powiedzieć, ile daje mi to serum i co by było gdyby nie ono.


Dlatego nie wiem, co o nim myśleć i nie wiem czy do niego wracać. Bo coś tam na pewno mi pomógł, pomagał mi ujarzmić włosy, kiedy były nieogarnięte, ale tak naprawdę takich produktów na mojej półce znajdzie się parę, a chcę ograniczyć teraz ich ilość. Zobaczę, jak mi się skończy czy mi go brakuje, a Wy o tym dowiecie się w denku. Bo niby spoko, ale wydaje mi się, że bez niego też bym sobie jakoś poradziła;).
A jeśli go znacie,to koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co Wy o  nim sądzicie;)!

Fanola niebieski szampon ochładzający odcień włosów

13 marca 2019


Halo, halo - dzień dobry! Dzisiaj może pogoda nas nie rozpieszcza,ale ja mam swoje małe święto, więc jak najbardziej się cieszę i nic mi dziś nie przeszkadza. Może padać, sypać śniegiem, w ciągu ostatnich kilku dni mamy wszystko, więc nawet się przyzwyczaiłam! Lecę się zbierać,bo od rana ogarniam, działam i co chwilę coś jeszcze muszę zrobić, a chcę się wyrobić, bo wiadomo czeka mnie dziś jeszcze praca ;).
Nigdy nie myślałam, że będę blondynką. poważnie, to była ostatnia rzecz o jaką się podejrzewałam i nawet  zawsze powtarzałam fryzjerce 'Nigdy w życiu'. N i o, coś mi nie wyszło haha. Dlatego też dzisiaj mam dla Was recenzję niebieskiego szamponu, ale że nigdy nie myślałam, że będę blondynką to mam wersję dla ciemnych włosów, a obecnie mam więcej blondu na sobie,ale to nic ;)

Fanola, No orange
szampon z dodatkowym niebieskim pigmentem


Szampon jest odpowiedni dla włosów farbowanych w ciemnych odcieniach. Ma za zadanie delikatnie umyć zarazem neutralizować niepożądane miedziane/czerwone refleksy. Poza tym, pozostawi włosy błyszczące i nawilżone.
Produktu nie należy używać na włosach rozjaśnianych i z pasemkami. Nie pozostawia lam na skórze głowy.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Citric Acid, Parfum, Acid Violet 43, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Triethylene Glycol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Cl 42090 (FD&C Blue 1), Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Sodium Chloride, Methylchloroisothiazolinone Methylisothiazolinone, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Gardenia Tachitensis Flower Extract, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Sodium Methylparaben.

Sposób użycia: należy nakładać na mokre włosy używając rękawiczek ochronnych, masować i pozostawić na 1-5 minut, następnie spienić i spłukać. Powtórzyć aplikację.


Jak widzicie opakowanie jest niebieskie, co dobrze się kojarzy i przynajmniej nigdy nie pomylę opakowania z innym kosmetykiem. Żeby wydobyć szampon z opakowania należy wcisnąć część zatyczki i wtedy wysunie się otwór, przez który wydobywamy szampon (na pewno znacie ten mechanizm) i wylewamy na dłoń. Szampon ma mocny i męski zapach. Nie utrzymuje się on na włosach, ale może podrażnić lekko oczy. Z kolei, konsystencja jest bardzo aksamitna i granatowa wpadająca w czerń. Nie używam rękawiczek ochronnych i nie wyglądam jak avatar. Ale muszę pamiętać o dokładnym umyciu dłoni najlepiej jakimś olejkiem i wanny, bo z tym jest różne, a najczęściej niebiesko. Nie zdarzyło te mi się mieć pofarbowanej twarzy, więc chill. Ale prawda jest taka, że odcień z dłoni sam się zmywa tez i podczas nakładania kolejnych odżywek, maseczek itp.
Zacznę od tego, że ja mam rozjaśniane włosy, więc nie powinnam go w ogóle używać. Poza tym, w momencie kiedy go dostałam miałam ciemne włosy, teraz większość moich włosów pokryta jest blondem, a on jest przeznaczmy właśnie do ciemnych włosów i ma zapobiec pojawienia się niechcianych miedzianych i czerwonych refleksów, ale i mi coś tam daje!


Jak już go używam to bardzo rzadko, głównie po wizycie u fryzjera, bo wtedy słyszę, że coś tu się zadziało nie tak z kolorem, a ja się budzę, że faktycznie dawno go nie używałam. Nie używam go też, jako szamponu - bardziej jako toner. Nakładam na mokre włosy i trzymam tak do ok. 15 minut i potem jeszcze raz powtarzam to samo. I nie kończę z fioletowymi włosami, ale prawda jest też taka, że moje włosy aż tak nie żółcieją, więc u mnie efekty też będą trochę inne.
No i po pierwsze! Po nałożeniu szamponu na włosy zamienia się on od razu w błękitną pianę. Według mnie szampon lekko stępia włosy, po jego użyciu są twarde, sztywne, szorstkie i niefajne w dotyku, dlatego nie lubię używać go za często. Po nim muszę koniecznie nałożyć jakaś maskę, odżywkę itd (zawsze się zastanawiam czy taka ilość innych produktów nie niszczy efektów). Efekty na włosach są delikatne. Po jednym użyciu nawet takim dłuższym trzymaniu na głowie nie będziecie mieć idealnie ochłodzonego koloru. Efekt jest delikatny, a różnica jest niewielka, ale da się zauważyć ochłodzenie koloru ima się wrażenie, że został on stonowany, ogarnięty. Albo właśnie używać go raz, a dobrze czyli na dłużej albo częściej. Wystarczy używać go regularnie na 10-15 minut raz w tygodniu i to wystarczy, żeby uchronić Wasz odcień włosów.


Ja ogólnie jestem zadowolona. nie jest to efekt wiadomo na miarę fryzjera, ale myślę, że jak na domowe zacisze efekt jest zadowalający. Ja na pewno przy bardziej regularnym stosowaniu miałam bardziej chłodny odcień więc muszę się ogarnąć, bo niedługo skończę z jajem na głowie. Ale na tyle na ile używam, jest spoko!
Aczkolwiek wiem, że wersja przeznaczona do bardzo jasnego blondu potrafi aż pofarbować włosy na lekkie odcienie niebieskiego czy fioletu!


24 godzinna kontrola z Dermacolem
24h control longlasting make-up

10 marca 2019


Dzień Dobry w Dzień Mężczyzn! Nie wiem czy jest tu jakikolwiek mężczyzna jakoś bardziej zainteresowany tematyką, ale jeśli tak to samych najlepszości! Kolejna niedziela, wiosnę już czuć od dawna w powietrzu, a ja nie mogę się doczekać dłuższego wolnego. W sumie to  nie mogę się już dociekać wakacji, ale Wielkanoc bliżej, więc to na jest moim kolejnym punktem do odliczania w czasie.
Dzisiaj mam dla Was znowu recenzję podkładu marki Dermacol. Nie mam tak, że używam kliku podkładów na raz, jak się uczepię jednego to go katuje do końca (co możecie zobaczyć na zdjęciach). A że mam dosyć sporą kolekcję podkładów marki Dermacol to używam, zużywam, przebieram i na nowo się zakochuję w każdym kolejnym. Ostatnio pisałam o 18h długotrwały podkład matujący, a dzisiaj będzie o 24 godzinnej kontroli nad makijażem!


Dermacol, 24h Control
długotrwały podkład


24 godzinny podkład ma za zadanie nie tylko nadać skórze naturalnie piękny i promienny wygląd przez cały dzień i noc, ale również zapewnić doskonałą ochronę skórze, zapobiec oznakom zmęczenia i zwiększyć elastyczność skóry. Ne zostawia śladów na odzieży, a także jest odporny na dotyk. Nie tworzy efektu maski, nie zatyka porów i jest bardzo wydajny. Znajduje się w eleganckim i szklanym opakowaniu z pompką, co ułatwia dozowanie podkładu. Dzięki gładkiej konsystencji łatwo da się go rozprowadzić, kryje niedoskonałości i przebarwienia. 
*hypoalergiczny // + koenzym Q10
Odcienie: 01 - jasny beż, 02 - natura, 03 - ciemny beż, 04 - opalony

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Polymethyl Methacrylate, Propylene Glycol, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Dimethicone, Sodium Chloride, Silica Silylate, Synthetic Beeswax, Caprylic/Capric, Triglyceride, Alaria Esculenta Extract, Ubiquinone, Laureth-7/Laureth-8, Dimethiconol, Ethylhexyl Cocoate, Phenyl Trimethicone, Lecithin, Glycolipids, Caprylyl, Glycol, PVP, Lauryl, Methacrylate/Glycol Dimethacrylate Crosspolymer, Methicone, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylaraben, Parfum, Cl 77891, Cl 77492, Cl 77491, Cl 77499.



Ekspertem od makijażu nie jestem, maluję tak jak umiem, jak mi się w miarę widzi. Ten fluid wizualnie nawet mi się podoba, niewielkie, ale wygodne i poręczne opakowanie, które wygodnie trzyma się w dłoni i nie ma opcji, żeby wypadło czy się wyślizgnęło. Pompka działa bez zarzutu i fajnie wyciska produkt na dłoni, zatyczka z kolei jest trochę luźna, ale nie miałam nigdy żadnych nieprzyjemnych sytuacji z tym związanych, żeby wypadła. Przez opakowanie widać też ile produktu zostało nam do końca.
Zapach jest niewyczuwalny kompletnie, jak już się bardzo wąchamy t wyczujemy coś kosmetycznego, ale nic konkretnego. Z kolei konsystencja jest naprawdę lekka, podkład nie jest jakoś bardzo gęsty, ale też się nie leje z dłoni. Podkład jest dosyć lekki, nie mam wrażenie ze na twarzy mam grubą warstwę tapety i też pędzel po nim nie jest wcale posklejany.

[2. i 4. zdjęcie z samym podkładem]

Przechodząc do działania. Ten podkład nie jest jakiś turrbo kryjący, jak widać po zdjęciach. To, co ma zakrywać, czyli jakieś przebarwienia, zaczerwienienia czy pęknięte naczynka, ale nie sprawia, że twarz zaczyna wyglądać idealnie gładko jak u lalki barbie. Mi ten efekt się bardzo podoba, bo krycie jest idealne, ale ciągle naturalne. Nie wyglądam jak chodzący photoshop, co jest super. Poza tym, przyznam, że fluid trzyma się na twarzy rewelacyjnie. Uwielbiam to, że wieczorem czy po całonocnej imprezie jak idę zmywać makijaż - wacik jest mocno zabrudzony, bo to oznacza, że rzeczywiście się nie ściera. Wiadomo z katarem nie wygra, ale czy to na imprezę czy na cały dzień to naprawdę trzyma się idealnie. Twarz wygląda zdrowo, promiennie, kolor został wyrównany i muszę przyznać, że podkład jest lekko matujący.
Poza tym, super też współpracuje z innymi produktami. Nie ma problemu z makijażem oka, czy konturowaniem, nie zauważyłam też żeby się ważył, czy utleniał, a mój odcień jest 01 i dla mnie jest idealnie jasny.
Fluid mnie nie zapchał, nie spowodował podrażnień ani pojawienia się wyprysków.


Ja jestem bardzo zadowolona! I bardzo go polubiłam, daje bardzo fajny, naturalny efekt, nie zakrywa dosłownie wszystkiego, dzięki czemu twarz nie wygląda sztucznie. Dla mnie bomba i jest spore prawdopodobieństwo, że do niego wrócę. W internecie jest parę stron, na których można zakupić produkty z Dermacolu, a  ja pewnie wykonam jakieś spore zamówienie.
Ale... mam jeszcze jeden podkład z Dermacolu do wypróbowania, więc pewnie za jakiś czas pojawi się kolejna recenzja.


Baby shower! albo bociankowe- organizacja

07 marca 2019


Hej, hej, hej! Może wiecie, ale uwielbiam organizować różne rzeczy, dla mnie to czysta przyjemność. Kocham kupować dekoracje, zastanawiać się, jak to będzie, co będziemy robić, zaplanować sobie wszystko po kolei. A najbardziej uwielbiam dbać o szczegóły, girlandy, hawajskie naszyjniki, konkretne balony w zależności od tematyki imprezy - uwielbiam, wszystko musi do siebie pasować. A jak uda mi się wyłapać gdzieś jakąś perełkę to jestem najszczęśliwsza. I nawet jeśli nikt na to nie patrzy, to najważniejsze, że mnie cieszy. Organizowałam już wieczór panieński, o którym Wam pisałam, więc teraz przyszedł czas na Baby Shower!


Sprawa wygląda podobnie, jak z wieczorem panieńskim. Trzeba rozkminić odpowiedni termin i listę gości, wszystko oczywiście pod przyszłą mamę. Nie jestem za robieniem niespodzianek w takiej sytuacji, tym bardziej ciężarnej, plany można mieć różne, samopoczucie może być różne, wiecie trzeba wziąć pod uwagę hormony. Więc trzeba to dogadać, nawet jeśli ktoś uwielbia robić niespodzianki. W sumie ja sama nie chciałabym się pojawić w takiej sytuacji nawet teraz, więc tym bardziej nie stawiam innych w takich okolicznościach. Wolałabym być ubrana, ogarnięta i nastawiona, że coś takiego będzie mnie czekać. A o liście gości chyba nie mam co mówić, rzecz dla mnie totalnie logiczna do skonsultowania, żeby nie było wpadek. Dla mnie też fajnym pomysłem jest zapraszanie rodziny przyszłej mamy, oczywiście żeńskiego grona, ale to też należy skonsultować,bo różnie może być


ATRAKCJE
Nie oszukujmy się, Baby Shower to nie jest szalona impreza, która może skończyć się dwa dni później w totalnie innym mieście. Od zawsze wyobrażałam to sobie, jako spokojną posiadówę, rozmowy, śmiech, chwila relaksu dla przyszłej mamy i okazja do zapomnienia o wszystkich stresach, ważnych rzeczach i skupienia się na sobie. Zresztą, im starsi jesteśmy, tym mamy mniej czasu dla siebie nawzajem, a więc warto ponadrabiać ten czas, bo na pewno nie widziałyście się dłuższy czas. A jakiekolwiek dodatkowe rzeczy niech wyjdą naturalne i róbcie to na co macie ochotę. Lubicie grać w gry? Grajcie w gry. Lubicie oglądać filmy? Oglądajcie filmy. Cokolwiek lubicie, to róbcie.
Ale nie zapomnijcie o zdjęciach! Nie ma wyjścia, nie ma imprezy, szczególnie takiej i w takim gronie bez zrobienia zdjęć i pamiątki. A do tego, internet jest pełny od różnych gadżetów do fotobudek, więc czego by tego nie wykorzystać. Cenowo jest tanio, a są przepiękne i gwarantuje Wam fajne zdjęcia.


DODATKI
Pewnie czekaliście na ten punt ale tym razem nie zaszalałam. Niestety w Polsce nie jest to jeszcze aż tak popularne, jak w innych krajach, więc niestety, ale nie mogłam nakupić tego wszystkiego, co chciałam, a na pinterest widziałam takie cuda! Skupiłam się na balonach, bo to jest też i fajny akcent do zdjęć, a w dodatku jestem największą baloniarą, więc bez tego by się nie obeszło haha.
Gdybym się wystarczająco wcześniej ogarnęła to mogłabym zakupić cuda na aliexpress. Tam można nabyć girlandy, dodatki do jedzenia, idealne talerzyki.
Ale! Na moje szczęście jakiś czas temu trafiłam na najbardziej utalentowaną dziewczynę pod słońcem @twoj_piernik, która wykonuje własnoręczne pierniki i można zamówić u niej pierniki tematyczne. Oj, nawet nie wyobrażacie sobie, jaka ja byłam zachwycona. Pierniki są duże, cudownie wykonane przepięknie i możecie poprosić o wszystko! No szał. I taka dekoracja podobała mi się najbardziej, bo i było to coś innego, oryginalnego, a można też to rozdać dziewczynom  na wyjście w formie prezentu i pamiątki ;).




PREZENTY
Kwestia indywidualna albo kwestia grupowa, jak kto woli. Oba sposoby mają swoje zalety, czasem ciężko jest się dogadać, ale i wtedy można kupić coś konkretnego. Można pomyśleć o prezentach dla dziecka, o czymś dla mamy albo przyszłych rodziców; gadżety, dodatki, pieluchy, ciuszki, kosmetyki albo jakieś inne rzeczy, o których istnieniu, nie mam nawet pojęcia, a tym bardziej o tym, jak się ich używa.
Moje propozycje? Mata edukacyjna, kura do karmienia, zestaw do łóżeczka, kosmetyki, voucher do kosmetyczki, do spa, elektroniczna niania, misie szumisie... jest ogromny wybór!
Ale na wszystko trzeba uważać i podpytać, bo dużo rzeczy się dostaje od rodziny, a wiadomo dzieci szybko ze wszystkiego wyrastają, więc większość z nich nawet nie zdąży się zużyć.



Organizowałyście kiedyś baby shower? A może same miałyście swoją własną bociankową imprezę? Dajcie znać, jak było! :)