Rimmel Kate Face Sculpting Kit

28 lipca 2026

 
Dzień dobry! CO tam u Was słychać? Jak się macie, co nowego? Dajcie znać, jak Wam minęła już w sumie połowa wakacji, czy jesteście przed czy po wyjeździe, czy może tak jak w tym roku spędzicie wakacje w jakimś sklepie budowlanym - taki urok budowania domu. Ale nie ma tego złego, jeszcze trochę i też będę planować sobie super ekstra wakacje.
A chwilowo mam dla Was recenzję, recenzję produktu do makijażu, z tymi produktami zawsze zwlekam najdłużej, bo nigdy nie wiem, jaka opcja recenzji jest najlepsza, fajnie byłoby mieć jakieś zdjęcia, ale gdy się nie ma profesjonalnego sprzętu ciężko jest uchwycić kosmetyk do konturowania. Bo o tym właśnie dziś będzie, o trio od Rimmel czyli o paletce do konturowani


Rimmel Kare Face Sculpting Kit





Paletka do konturowania ma w sobie wszystko to, co potrzebujecie, żeby oczywiście wymodelować sobie twarz. Mamy tutaj plastikowe opakowanie, które podzielone zostało na trzy sekcje i w każdym znajdziemy coś innego; rozświetlacz, bronzer oraz róż. Opakowanie jest naprawdę w porządku, podoba mi się wizualnie. Podoba mi się to, że już z zewnątrz widać, jakie produkty znajdują się w środku, jakie mają odcienie, poza tym opakowanie jest naprawdę trwałe. Używam go codziennie od paru miesięcy, mam zawsze na wyjazdy w różnych kosmetyczkach, zdarzało mi się nawet, że upadło i o dziwo, nic się z nim nie stało. Nie popsuło się, więc tutaj bardzo na plus.



Idąc po kolei, tak jak mamy ponumerowane produkty na opakowaniu:
1) rozświetlacz - nie używam go, od razu powiem, że dla mnie efekt jest za słaby. Ja jestem sroką, uwielbiam rozświetlacz, uwielbiam dużo rozświetlacza, uwielbiam piękny błysk na policzkach oraz pod brwiami, uwielbiam i używam dość sporo, więc tutaj niestety nie używam, bo ja nie widzę tego mocnego błysku, jaki lubię
2) bronzer - jest to część przeze mnie już praktycznie wykończona, ten bronzer świetnie się u mnie sprawdził, jest bardzo w ciepłej tonacji i dzięki temu, mam wrażenie, że fajnie pasuje do większości twarzy, nie robi plam, można nim pracować i stopniować pożądany efekt. Mi się bardzo podoba i używam tego produktu w okolicach kości policzkowych, na czole, czasem żuchwa i szyja, a także nos - sprawdza się super
3) róż - jest to produkt, który katuję teraz. Szczerze, nie wiem czemu nie zaczęłam go używać wtedy, co i bronzera. Kolor jest naprawdę piękny, dziewczęcy, różowy, ma w sobie trochę pigmenty brzoskwiniowe, co super komponuje się z ciepłym bronzerem. Róż ma piękny odcień, super błyszczy i świetnie odbija światło, dodaje naturalnego blasku i zaróżowienia na buzi - ja jestem bardzo za.



Ja jestem bardzo zadowolona z tego produktu, mimo że używam go tylko w 2/3 i to się na pewno nie zmieni, że się przekonam do tego rozświetlacza to naprawdę całą reszta jest super! Gdybym mogła kupić oddzielnie ten bronzer, jak i róż - brałabym bez zastanowienia się. Produkty są trwałe, nie rozmazują się, nie ścierają, naprawdę wytrzymują na twarzy taki standardowy dzień w pracy, jak i zabawę z dziećmi i trochę więcej szaleństwa. Makijaż wieczorowy wykonany stricte przed imprezą też się utrzymuje, więc naprawdę produkt pierwsza klasa!
I na chwilę obecną mam dość spory problem, bo właśnie bronzer mi się kończy, z kolei róż bardzo lubię, a trochę szkoda mi mieć całe większe opakowanie tylko na jeden produkt, więc jeśli macie jakieś pomysły, jak mogłabym używać dalej tego różu, ale w mniejszym opakowaniu, byłabym mega wdzięczna!


Jakie są Wasze ulubione produkty do konturowania? Dajcie znać. Ja po cichu liczę na to, że może w kolejnym pudełku od Pure Beauty znajdę rozwiązanie - kto wie! Oni potrafią czytać w myślach.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]


so!flow by VisPlantis woda lamelarna

26 lipca 2026

 
Dzień dobry! Czy do nas wróciło lato? Jak myślicie? Czy możemy uznać, że to słoneczko zostanie z nami na dłużej, a ja poprawię swoją opaleniznę przed zbliżającym się weselem? Czy znowu możemy zacząć sezon na basen, który stoi u nas taki biedny i nieużywany? No mam nadzieję, że tak - już czuję ten vibe, już czuję ten gorąc i co jakiś czas to narzekanie.
Ale póki mogę to na pewno poprawiam stale swoje włosy, które ostatnio dość sporo mi urosły, nie zauważyłam kiedy, a one są coraz dłuższe, z czego niesamowicie się cieszę, ale tak naprawdę całkiem sporo rzeczy też na nie ostatnio nakładam. Czy dodałam do swojej pielęgnacji kolejny etap, czyli wodę lamelarną? Być może, czy ostatnio dosyć sporo używam kosmetyków marki so!flow by VisPlantis? Zdecydowanie, ale nic nie poradzę, że kuszą! To lecimy!


so!flow by VisPlantis
woda lamelarna





Woda lamelarna od so!flow znajduje się w bardzo przyjemnym opakowaniu. Mamy tutaj buteleczkę w ładnym i spokojnym kolorze. Buteleczka posiada super atomizer, który pryska idealną mgiełkę na włosy, jest to bardzo przyjemny sposób aplikacji, a ja wszystkie takie opakowania lubię 2x bardziej niż inne. Jest to po prostu wygodne, szybkie i nie brudzi rąk, no ja uwielbiam! Na opakowaniu znajdziemy też dość obszerny opis produktu.
Wola lamelarna ma zwykłą konsystencję, nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest to woda, nie jest tłusta ani oleista. Zapach jest w porządku, słodki i owocowy, bardzo na plus.




Ja używam tej wody lamelarnej na dwa sposoby, jako podkład pod olej, żeby podpić działanie oleju, ale i jako ostatni krok pielęgnacyjny włosów, który domyka idealnie łuskę włosa.
1) wola lamelarna jako podkład pod olej - nie używam w ten sposób tej wody za każdym razem, żeby nie przesadzić ze względu na obecne proteiny w tej wodzie. Aczkolwiek uwielbiam nakładać olej na włosy, na których już coś jest i tutaj woda lamelarna sprawia, że olej wnika jeszcze głębokiej we włosy, a włosy całe są super nawilżone, gładki i odżywione. Woda lamelarna nie gryzie się z olejem, wszystko tutaj działa prawidłowo i tak, jak bym tego chciała. Nie obciąża włosów i nie sprawia szybszego przetłuszczania się.
2) woda lamelarna, na domknięcie łuski włosa - w ten sposób używałam kiedyś płukanki octowej i muszę przyznać, że woda lamelarna wygrywa głównie ze względu na aplikację, mamy spryskiwacz, którym jest dużo łatwiej pokryć całe włosy. Jako ostatni krok pielęgnacyjny, woda lamelarna zamyka idealnie całą pielęgnację, sprawia, że wszystko to, co na te włosy nałożyłyśmy zostanie w nich.



Woda lamelarna stosowana na końcu też nie obciąża włosów ani ich nie przetłuszcza, nie powoduje nic złego. Ważne jest tutaj powiedzenie tego, że ja mam włosy wysoko- lub średnioporowate, na chwilę obecną ciężko jest mi to zdiagnozować w jakikolwiek sposób, a wiem, że przy kolejnym rozjaśnianiu one znowu będą na pewno wysokoporowate, więc tutaj muszę działać wielowymiarowo na te włosy i pilnować zmieniającej się ich kondycji. Bardzo lubię ten produkt, bardzo lubię fakt, że mogę używać jej na dwa sposoby i, że za każdym razem bardzo fajnie mi się sprawdza. Super produkt, skuteczny i mega wygodny w aplikacji!


A Wy używacie takiego produktu do włosów? Dla mnie to była nowość, ale jestem z niej oczywiście mega zadowolona! Jak z większości, które znajduję w Pure Beauty Box


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

Lirene dwie najnowsze serie!
Young Skin - Skin Energy

24 lipca 2026


Dzień dobry! I jak Wasz humorek na weekend? Jakie macie plany? Wyjeżdżacie gdzieś czy jednak macie jakieś zaplanowane prace czy aktywności w domu? Ja się nie mogłam doczekać tego weekendu, jestem tak niesamowicie zmęczona, że szok! Aczkolwiek - w ten weekend mam zamiar zadbać o siebie i to na maksa!


I właśnie dlatego dziś chciałabym Wam pokazać nowości od marki Lirene! I tymi nowościami mogę się teraz smarować i rozkoszować tymi efektami! Mamy dwie serie kosmetyków, różową Skin Energy, a także Young Skin! Obie to są najnowsze serie marki Lirene, które dość niedawno wkradły się na rynek kosmetyczny i robią furorę. Nie zapominajmy, że marka Lirene polska marka kosmetyczna, bardzo rozpoznawalna, od lat tworzy skuteczne kosmetyki do pielęgnacji twarzy, jak i ciała. Znajdziemy tutaj nowoczesne technologie z aktywnymi składnikami w zależności od potrzeb skóry. 
Przyjrzyjmy się tym seriom z bliska!

#glowup @skincare #skincareroutines #hebe
@lirene @hebe.polska 



YOUNG SKIN to seria stworzona z myślą o młodej skórze, skoncentrowana na intensywnym nawilżeniu, ukojeniu oraz wsparciu codziennej regeneracji. Mamy tutaj bardzo starannie dobrane składniki aktywne, takie jak kwas hialuronowy, peptydy oraz składniki łagodzące, które utrzymują odpowiedni poziom nawilżenia, wzmacniają barierę hydrolipidową, a także sprawdzają, że skóra jest miękka, gładka oraz promienna. Dzięki tej serii, zadbamy o zdrowy wygląd skóry i opóźnimy pojawianie się pierwszych oznak starzenia. Sprawdzi się przy cerze normalnej, mieszanej, ale i odwodnionej. 




LIRENE DERMOPROGRAM WODNA ESENCJA intensywnie nawilżająca
Ta wodna esencja mimo swojej lekkiej konsystencji intensywnie nawilży każdą skórę. Jest to doskonały dodatkowy krok w pielęgnacji, który naprawdę zrobi robotę. Intensywnie nawilża, przywraca komfort, ale i przygotuje cerę na kolejne etapy pielęgnacyjne, zwiększając skuteczność np. serum lub kremu. Pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawodnienia, poprawi elastyczność skóry, pozostawi ją miękką, gładką oraz pełną zdrowego blasku. Formuła szybko się wchłania, nie obciąża cery i sprawdzi się przy codziennej pielęgnacji. Zawiera 1% kwas hialuronowy oraz earth marine water NMF booster!
Skóra po użyciu staje się świeża i ukojona, a regularne stosowanie sprawia, że staje się bardziej sprężysta i promienna!




LIRENE DERMOPROGRAM nawilżająco-kojący KREM WODNY
Jeśli chodzi o krem wodny, posiada on innowacyjną formułę, ponieważ podczas aplikacji zmienia się w krople wodnej esencji! Jest to lekki kosmetyk, który ponownie cudownie nawilży i ukoi skórę, a także przywróci jej komfort. Szybko się wchłania, dzięki czemu pozostawia skórę miękką, gładką, odświeżoną, ale i gotową na kolejne kosmetyki. Krem zagwarantuje odpowiedni poziom nawodnienia skóry, a także wspiera barierę ochronną. Mamy w składzie cica, 10 peptydów, a także kwas hialuronowy, które cudownie będą pielęgnować przesuszoną i odwodnioną skórę, która wymaga mocnej regeneracji. Przywróci cerze świeży oraz promienny wygląd. 



SKIN ENERGY to z kolei seria kosmetyków skoncentrowana na cerze zmęczonej, pozbawionej blasku oraz narażone na codzienny stres i inne czynniki zewnętrzne (chyba nie muszę pisać, że jest to opis mojej skóry!). Ta seria przywraca skórze zdrowy wygląd, promienność, świeżość, naturalny glow oraz energię, a także zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia oraz ochrony przed przedwczesnym starzeniem. Mamy tutaj starannie dobrane składniki aktywne, które wspierają naturalną regenerację skóry, ale i poprawiają jej elastyczność i sprawiają, że skóra wydaje się być bardziej wypoczęta i pełna blasku! Kosmetyki szybko się wchłaniają i nadają się do codziennej pielęgnacji. 




LIRENE DERMOPROGRAM energetyzująco-wygłądzający SZTYFT POD OCZY
Mamy tutaj praktyczny kosmetyk w żelowym sztyfcie, jest to dla mnie nowość w pielęgnacji pod oczy, ale bardzo się cieszę na tę nowość! Ten sztyft natychmiastowo odświeża i rozświetla delikatną skórę wokół oczu i pomaga zniwelować oznaki zmęczenia, takie jak opuchlizna, ale i redukuje zmarszczki. Formułą jest lekka i chłodzące, dzięki czemu zapewnia przyjemne uczucie ukojenia, a jednocześnie mocno nawilża, zmiękcza, wygładza i chłodzi skórę. Regularne stosowanie przyczyni się do bardziej wypoczętej, promiennej i pełnej energii skóry. Może być też stosowany w ciągu dnia, dzięki czemu przywrócimy spojrzeniu blask. Zawiera czerwone algi oraz kompleks kolagenowo-humektantowy. 

 


LIRENE DERMOPROGRAM LUMI BOOSTER SERUM prebiotyczne serum z lumi-sferami
Patrzcie na to super wyglądające serum, ten produkt wspaniale nawilży, zregeneruje i doda zdrowego blasku każdej cerze. Formułą jest bardzo lekka i jedwabista, zawiera stabilną witaminę C, kompleks humektantowy oraz prebiotyki, dzięki czemu wspiera naturalny mikrobiom skóry, wzmacnia barierę ochronną oraz poprawia ogólną kondycję skóry. Cera staje się odporna na działanie czynników zewnętrzna, jest cały czas nawilżona i pełna świeżości. Zawiera w sobie tajemnicze dla mnie lumi-sfery, które rozświetlają skórę, nadają jej promienny, zdrowy wygląd, a także niweluje oznaki zmęczenia. Cera przy regularnym stosowaniu stanie się gładsza i pełna energii. Szybko się wchłania i idealnie nadaje się na poranną, jak i wieczorną pielęgnację. Sprawdzi się też pod makijaż. 


Powiem Wam, że dawno nie cieszyłam się tak na żadne nowości. Ja już teraz wiem, że nie dość, że pachną rewelacyjnie, to na dodatek super się sprawdzają, a moja skóra je niesamowicie polubiła. Stay tunned na recenzję! 


[wpis reklamowy]

Medisept Velodes Skin - płyn do dezynfekcji skóry oraz higienicznej i chirurgicznej dezynfekcji dłoni

22 lipca 2026

 
No witam, witam! Jak tam? Co tam? Co nowego? Niedługo kończy się lipiec, jesteście w stanie sobie to wyobrazić, że tak naprawdę zaraz minie połowa wakacji, a to oznacza, że będzie nam bliżej do jesieni? Matko nie ukrywam, że ta jesienna i deszczowa pogoda ma ogromne miejsce w moim serduszku, wiadomo, że chciałabym, żeby było słoneczko i żeby dzieci miały prawdziwe lato, ale no co ja poradzę, że uwielbiam taką aurę!
No, ale, może tak mówię, bo wyjazd wakacyjny jeszcze przed nami, więc mam nadzieję, że słoneczko wtedy wyjdzie i da nam cudownie ciepły wypad nad jezioro. W związku z wakacjami, z wieloma wyjazdami, z różnymi okolicznościami i niestety też chorobami, mam dla Was dzisiaj recenzję produktu mega przydatnego od Medisept!


Medisept - Velodes Skin -
płyn do dezynfekcji skóry oraz higienicznej i chirurgicznej dezynfekcji dłoni





Mimo że nie posiadam żadnego salonu fryzjerskiego, ani kosmetycznego, kiedyś jeszcze jak przy korepetycjach w czasach wiemy, jakich miałam płyn do dezynfekcji na wejściu do mieszkania, ale potem nie był już aż tak potrzebny, więc odszedł w niepamięć. I teraz Wam powiem, że od kiedy mam dzieci - ja naprawdę doceniam posiadanie takich kosmetyków, produktów w różnych sytuacjach, w domu, ale i na zewnątrz czy na wyjazdach. Zdecydowanie wolę wersję z chusteczkami, ale taki spray też jest świetnym rozwiązaniem w domu. Ja używam takich produktów dla bezpieczeństwa, a przy okazji infekcji, wirusów i bakterii.
Płyn do dezynfekcji znajduje się w dość sporej buteleczce, mamy oczywiście atomizer, który rozpyla świetną mgiełkę, jest to bardzo wygodne i higieniczne. Ja uwielbiam takie rozwiązania. na opakowaniu mamy wszystkie najważniejsze informacje, więc możemy stosować od razu. Produkt ma bardzo fajną i przyjemną konsystencję, zapach dość delikatny.




Nie muszę chyba mówić, że produkt spełnia swoje zadanie i robi to naprawdę fantastycznie. Ja muszę przyznać, że przy dzieciach w ostatnim czasie używałam tego bardzo sporo, głównie przy chorobach. Zdarza mi się też spsikać jakiekolwiek powierzchnie przy gorszych wpadkach, bo wolę tak niż wcale. Niestety moje dzieci, jak chodzą do przedszkola przynoszą do domu różne rzeczy, nie chorują bardzo często, ale jednak infekcje są u nas na porządku dziennym, a ja nie mogę się pochorować. Muszę być zawsze zwarta i gotowa do działania, nie mam możliwości położyć się na parę godzin i chorować, więc muszę też być ostrożna.
Spray do dezynfekcji uratował mnie przed złapaniem standardowej jelitówki, ale i przy okazji pomógł mi szybciej poradzić obie z dezynfekcją powierzchni, kiedy chore momenty były w środku nocy, a ja potrzebowałam szybkiego rozwiązania. Przy okazji, borykaliśmy się ostatnio z liszajcem i muszę przyznać, że oczywiście mycie ręce to podstawa, ale przy dwójce dzieciach czasem wolałam skorzystać z szybszego i łatwiejszego rozwiązania, tym bardziej kiedy w grę wchodziło smarowanie różnych części ciała oraz ran w różnym stopniu zaawansowania. Produkt działał zdecydowanie, bo udało się powstrzymać chorobę i nie przenieść tego ani na nikogo ani nigdzie dalej.



Nie ma co mówić, że produkty do dezynfekcji są niezwykle ważne, kiedy mamy do czynienia z ludźmi na co dzień, czyli salony kosmetyczne, fryzjerskie i jakiekolwiek inne usługi wymagają od nas higieny i ciągłej dezynfekcji, wiadomo, że na różnych ludzi się trafia, w różnych sytuacjach, więc po prostu dbajmy o siebie i o innych. Tym bardziej, że nie jest to tak skomplikowane, kiedy możemy mieć taki spray pod ręką, który szybko i przyjemnie zdezynfekuje naszą skórę. A przy okazji, zrobi to nieinwazyjnie, nie wysuszy skóry ani jej nie podrażni, co jest ogromnym plusem przy takich produktach!


Ja jestem bardzo zadowolona, że Pure Beauty daje nam też w swoich boxach produkty podstawowej higieny, musimy dbać o siebie, jak i o innych, a ja też przy okazji mam życiowy cel nauczyć tego dzieci. A wiadomo, że z dziećmi bywa różnie i nie zwracają aż tak dużej uwagi na higienę. Ale uczą się, a przykład zawsze idzie z góry, więc ja się jaram, kiedy mnie kopiują w takich rzeczach.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



lol

Dr Irena Eris - przeciwzmarszczkowy krem odbudowujący na noc

20 lipca 2026

 
Dzień dobry! Co tam u Was słychać ciekawego? Jak Wasze wakajki? Jakieś większe, mniejsze plany? Dajcie znać, może się zainspiruję i skorzystam z pomysłu! Brakuje mi inspiracji, brakuje mi pomysłów, brakuje mi też chęci i motywacji, jestem ostatnio tak wiecznie zmęczona, że szok. Ale, staram się nie narzekać, ale też jest mega ciężko nie narzekać. 
Aczkolwiek, na jedno na pewno nie będę narzekać, na kosmetyki od Dr Irena Eris! Ja uwielbiam tę markę, ona ma tak super produkty, z mega wyselekcjonowanymi składnikami, ja za każdym razem jak używam czegoś tej marki jest pod takim ogromnym wrażeniem, że wow, wow, wow! No to nadszedł czas na krem na noc, odbudowujący i przeciwzmarszczkowy. 


Dr Irena Eris 
przeciwzmarszczkowy krem odbudowujący na noc





Krem znajduje się w ciemno niebieskim szklanym słoiczku, opakowanie zrobione jest z mocnego, konkretnego grubego szkła, co na pewno dobrze wpływa na jakość kremu. Kolorystyka mi bardzo odpowiada, jest bardzo uspokajająca i relaksująca, uwielbiam. Oczywiście początkowo słoiczek znajduje się w kartonowym opakowaniu, na którym znajdują się wszystkie najważniejsze informacje. Krem ma bardzo szczelną zakrętkę, a dodatkowo w środku znajduje się plastikowe wieczko chroniące kosmetyk. Ja to wieczko uwielbiam i zawsze trzymam do samego końca. Mamy słoiczek więc wydobywamy krem za pomocą palców lub drewnianego patyczka. Obie wersje są dla mnie całkiem okej. Krem ma typowa kremową i gęstą konsystencję, do tego bardzo ładny, ale i delikatny zapach. Podoba mi się w tych właściwościach wszystko, jest wygodne, ładne, wygląda też dość ekskluzywnie, wszystko jest na tak. 



Kremu używam oczywiście wieczorem, przed snem, na wcześniej nałożone serum. Jeśli nałożę je za szybko to krem uwielbia bielić, zdecydowanie muszę poczekać aż serum trochę bardziej się wchłonie, bo lubię czuć, że krem na noc nakładany jest obficiej. Kiedy nakładam bezpośrednio na mokre serum wiem, że mogę użyć tego produktu mniej, bo się ładnie wymieszają, ale ja ostatnio potrzebuję mocnego nawilżenia i odżywienia skóry, potrzebuję jakiejś takiej świadomości, że nakładam trochę więcej, że dbam, dodatkowo nie zapominam ostatnio o szyi i dekolcie, więc hej - bądźcie ze mnie dumne!
Krem jest idealny na noc, nie jest zbyt ciężki, nie jest też bardzo mocno tłusty, że przyklejamy się do poduszki, jest idealny. Dodatkowo wspaniale odżywia i nawilża skórę, ujędrnia ją i sprawia, że wygląda super! Krem mocno też wygładza i zmiękcza skórę, sprawia, że jest elastyczna.
Nie zauważyłam podrażnień, ani zapchanej skóry.  



Nie muszę chyba się powtarzać, ale zrobię to - bo uważam, że te produkty od Dr Irena Eris są naprawdę genialne. Mają świetne kosmetyki, a każdy kolejny krem to po prostu potwierdza. Ja jestem zachwycona, mamy tutaj możliwość mieć trochę luksusu w łazience, bo są to kosmetyki z wyższej półki cenowej, ale w dalszym ciągu nie są hiper drogie. Są wydajne, a ich działanie i właściwości sprawiają, że są po prostu warte swojej ceny. Nie będę ukrywać, że tęsknię za paroma produktami. 
Krem cudownie nawilża, odżywia, wygładza i zmiękcza skórę. Ciężko mi mówić o przeciwzmarszczkowym działaniu, ale na pewno żadne nowe zmarszczki się nie pojawiły. A krem jest naprawdę turbo wydajny, używam go dosyć długo, co jest mega plusem, że i cały czas pozytywnie wpływa na skórę, nie przyzwyczaja się do niego. Naprawdę, krem sztos! I jak zawsze uwielbiam Pure Beauty za to, że nie zapomina o tak super firmie w swoich boxach!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]