Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

Lirene Pumpkin Spice - kremowy żel pod prysznic

25 września 2026

 
Dzień dobry! I jak Wasze samopoczucie przed weekendem? Zapowiada się naprawdę piękna pogoda, a u nas zapowiada się imprezowo i rodzinnie, co mnie mega cieszy, bo dawno nie było żadnej u nas rodzinnej imprezki. Mam nadzieję, że będę mogła się trochę odciąć od tej codzienności i od problemów. 
A dzisiaj mam dla Was turbo jesienny wpis, bo w końcu recenzja kosmetyków od Lirene, czyli Pumpkin Spice - żel pod prysznic. Muszę przyznać, że dla mnie ta jesień jest bardzo wyjątkowa, a co najważniejsze jest piękna! Mamy piękną polską złotą jesień, aż się chce spacerować, zbierać dary jesieni dla dzieci do przedszkola, a pod wieczór można postawić kropkę nad i w postaci właśnie jesiennego żelu pod prysznic.


Lirene - Pumpkin Spice - 
kremowy żel pod prysznic





Kremowy żel po prysznic od Lirene znajduje się w pięknym, pomarańczowym opakowaniu, w smukłej i bardzo wygodnej butelce, na której znajdują się wszystkie informacje. Mamy tutaj design dyniowy, waniliowy, iście jesienny, bardzo instagramowy - no na maksa mi się to podoba. Już sam taki wygląd mnie przenosi w bardzo przyjemny, jesienny mood. Mamy też szczelną zatyczkę, która się nie otwiera. 
Konsystencja żelu jest kremowa, ale bardzo wygodna jest w aplikacji, nieważne czy od razu na skórę czy np. na myjkę, wszystko tutaj fajnie gra. Pieni się wystarczająco, a zapach jest boski! Jesienny, korzenny, dyniowy - matko, zakochałam się w tym zapachu!



Tak, jak pisałam nie ma problemu z aplikacją, czy nakładamy bezpośrednio na skórę czy np. na myjkę, to jesteśmy w stanie umyć całą skórę przy niewielkiej ilości tego kremowego żelu pod prysznic Pumpkin Spice. Żel świetnie myje skórę, nie podrażnia jej, nie uczula nie powoduje zaczerwień ani nic negatywnego. Żel pod prysznic pięknie pachnie i ten zapach przenosi na skórę i chwilę się utrzymuje. A jest to też zapach smaczny.
Skóra jest oczywiście umyta, świeża i pachnąca. Nie swędzi, nie jest podrażniona, za to jest bardzo mocno wygładzona i muszę powiedzieć, że nawet nawilżona. To nawilżenie jest dość delikatne, ale jest, co jest mega super!



Po umyciu się tym kremowym żelem nie ma problemu ze swędzącą, czy podrażnioną skórą. Nie ma konieczności nakładania balsamu do ciała, bo skóra jest w bardzo przyjemnym stanie, jest fajnie nawilżona i odżywiona. Ja z przyzwyczajenia i tak używam zawsze balsamu do ciała, a teraz kiedy mam balsam do ciała z tej samej serii Pumpkin Spice to jest to czysta przyjemność! Zapach ten Pumpkin Spice jest niesamowity i zdecydowanie jest to ogromny atut tej serii kosmetyków. Więc, żel nie tylko nas umyje, ale i nada skórze piękny jesienny zapach!


Już niedługo napiszę Wam jeszcze o balsamie, ale muszę przyznać, że jak tylko zobaczycie gdzieś te kosmetyki, to skuście się! Te kosmetyki cudownie wprowadzą nas w jesienny mood, a jak ktoś nie lubi tej pory roku, to to będzie bardzo fajny aspekt tej pory roku. Lubicie jesienne produkty? Lubicie w ogóle jesień? Czy uda mi się kogoś z Was zarazić tę jesienną miłością?


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]



Revers Cosmetics - Sweet Whisper

23 września 2026

 
Dzień dobry! Co tam słychać? Jak się macie? Co nowego? U nas rollercoaster, powinnam się przyzwyczaić, ale jednak to, co się dzieje przechodzi jakiekolwiek pojęcie. Szok i niedowierzanie, mam wielką nadzieję, że ten rok się skończy jak najszybciej i, że zaraz będzie spokojniej. Trzymajcie za mnie i za nas kciuki, żeby było dobrze!
A ja dzisiaj będę pachnieć i chcę się z Wami podzielić tym zapachem! Revers Cosmetics ma w swojej ofercie nie tylko kosmetyki, ale właśnie i perfumy, są pełnowymiarowe, jak i perfumetki. I właśnie o perfumetce będziemy dzisiaj rozmawiać, Sweet Whisper, który znalazłam w jednym z ostatnich boxów od Pure Beauty!


Revers Cosmetics
Sweet Whisper





Perfumetka znajduje się też początkowo w wąskim kartoniku, który prezentuje się bardzo ładnie. Podoba mi się na maksa ten design i podoba mi się to, jak to wszystko wygląda. Perfumetka sama w sobie jest dość zwykła, ale muszę przyznać, że jestem fanką takich rozwiązań, rozwiązań, które mogę sobie włożyć nawet do najmniejszej torebki i w każdej chwili użyć, żeby móc się odświeżyć w ciągu dnia.
Cała perfumetka działa bez zarzutu, nie zacina się, psika całkiem fajną i przyjemną mgiełkę, także tutaj nie mamy o co się przyczepić.



    
Zapach perfumetki opisywany jest, jako elegancki i tajemniczy. Mamy tutaj coś cytrusowego, korzennego, jak i kwiatowego i słodkiego. Mieszanka wydawać by się mogła, że zbyt mocna, ale muszę przyznać, że takie połączenie jest magiczne. Ja też o dziwo nie wyczuwam żadnego konkretnego zapachu, czuję zapach, jako jedność, Jest to dość tajemniczy zapach, bardzo głębokie, nawet intensywny, który całkiem fajnie podkreśla mnie, jak i moją osobowość na co dzień, ale i wieczorem. Jest bardzo uniwersalny, co mi się niesamowicie podoba!
Jest też całkiem trwały, chociaż ja się do niego dość szybko przyzwyczajam, ale taka zaleta perfumetki, że buteleczkę możemy zawsze schować do torebki, czy nawet nerki i w między czasie odnowić ten zapach - co jest genialne!



Zapach mi się bardzo podoba i na pewno zostaje ze mną na dłużej. Używam go na co dzień, jak i wieczorami. Fajnie się sprawdza do codziennych, zwykłych obowiązków, ale i na wieczorne wyjście, kiedy można się rozerwać i poczuć inaczej. Ciężko wspominać coś o wydajności, bo każdy używa innej ilości perfum, niektórzy spryskują miejsca strategiczne, a niektórzy potrafią się popsikać od stóp do głów. Co mnie nie dziwi, bo zapach jest naprawdę fajny i zapadający w pamięć!
No i trzeba wspomnieć też o tym, że perfumetki są w super niskiej cenie, więc warto sprawdzić dla siebie!


Jaki jest Wasz ulubiony zapach? Może macie perfumy, które genialnie do Was pasują? Podzielcie się nimi!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

Lirene YOUNG SKIN wodna esencja intensywnie nawilżająca

21 września 2026

 
Dzień dobry! I jesień już coraz bardziej czuć w powietrzu, już się zaczęły chłodne wieczory i orzeźwiające poranki, już co rano jad w mgle do pracy i z synem szukamy sarenek gdzieś w polach. Jakkolwiek z dziećmi doceniam ciepłe pory roku, tak moja wewnętrzna jesieniara nie może przejść obojętnie obok tych pięknych, jesiennych widoków i długich wieczorów. Uwielbiam! A jak uwielbiam to i mam jakoś więcej sił, żeby znaleźć czas o siebie zadbać, więc ostatnio zużywam naprawdę coraz więcej kosmetyków.
A skoro kosmetyki, to mam też ciekawe produkty do recenzowania, a dzisiaj będzie naprawdę produkt sztos, o którym nawet jakoś nie widzę za dużo w Internecie. Dlatego mogę Wam zagwarantować, że jest to perełka, przy której warto przystanąć na chwilę w drogerii. Marka Lirene, seria Young Skin, produkt mocno nawilżający, który dopełnia pielęgnację. Zapraszam!


Lirene YOUNG SKIN
wodna esencja intensywnie nawilżająca




Wodna esencja od Lirene znajduje się w niewielkiej buteleczce. Mamy tutaj szczelną zakrętkę, która dobrze trzyma esencję w środku. Poza tym, buteleczka znajduje się w kartonowym opakowaniu, na którym mamy wszystkie najważniejsze informacje. W buteleczce znajduje się niewielki otwór, przez który dozuję esencję bezpośrednio na dłoń. Esencja ma konsystencję bardzo wodną, nie jest tłusta ani klejąca się, zapach jest ładny, ale delikatny, więc nie wychodzi na pierwszy plan. 
Ja tę esencję stosuję dodatkowo, jako nawilżenie przed nałożeniem serum, żeby serum móc nałożyć na dość mokrą skórę. Jest to dla mnie etap podobny do tonizowania, tyle że ja wykorzystuję do tego esencję i jestem z tego bardzo zadowolona!



Ta esencja idealnie wpasowała się w moją pielęgnację, wypełniła ją i sprawiła, że można powiedzieć, że na chwilę obecną jest już kompletna. Dzięki tej esencji mam pełne nawilżenie oraz odżywienie skóry, mam sporą dawkę składników aktywnych, które mają świetny wpływ na skórę.
Esencja sprawia, że skóra jest mocno nawilżona i odżywiona, widać po niej, że jest cudownie orzeźwiona rano i tak jakby pobudzona. Bardzo mi się podoba ten etap właśnie rano na zaspaną buzię, która potrzebuje tego rano. Skóra jest mocno wygładzona, cudownie zmiękczona, a i ujędrniona. Mam wrażenie, że tutaj ta esencja działa bardzo wielowymiarowo na skórę i na kilku obszarach. Nie zapomina o żadnym, dzięki czemu skóra prezentuje się promiennie i zdrowo przez cały dzień!
Esencja super się sprawdza pod makijaż, nie powoduje zmian właściwości kosmetyków kolorowych, co jest mega ważne!



Jak możecie się domyślać, jestem na maksa zadowolona z tej esencji. Ona sprawia, że moja skóra świetnie się prezentuje w ciągu dnia, jest super pobudzona i wygląda promiennie i świeżo, nawet wcześnie rano. Z kolei wieczorem, świetnie uzupełnia brak nawilżenia i nawodnienia, które zostały utracone w ciągu dnia. Ta esencja ma super wpływ na twarz, jest genialnym krokiem w pielęgnacji, który też nie przedłuża całej pielęgnacji. Dość szybko się wchłania, a ja i tak na nią nakładam serum, dzięki czemu podbite jest działanie kolejnych produktów. Ja jestem bardzo zadowolona!

Uwielbiam takie produkty, które są niepozorne, małe, a w sumie robią świetną robotę! Dzięki Pure Beauty miałam możliwość przygotować ostatnią kampanię na instagramie, do której serdecznie Was zapraszam!

[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Lash Brow Paleta cieni do brwi Brows me up palette

18 września 2026


Dzień dobry! Co u Was słychać? Jak się macie i co nowego? U nas standardowo, niby nic się nie dzieje, niby dzieje się tak dużo, że ja nie ogarniam, jak to jest możliwe, że już jest połowa września, dla mnie szok, ale zarazem cieszę się. Nie mogę się doczekać przyszłego roku, nie mogę się doczekać aż ruszymy z kopyta, bo na chwilę obecną tak wygląda nasza przyszłość.
A dzisiaj chciałabym Wam w końcu pokazać produkt do brwi, który używam już bardzo długo. Mam problem z recenzowaniem kolorówki, jakoś tak ciężko jest mi się zmotywować do tego, a kolorówkę też warto pokazać na zdjęciach. Ale myślę, że i bez zdjęć się obejdzie, bo Lash Brow to firma, która specjalizuje się w brwiach i naprawdę te produkty są warte przyjrzenia się!


Lash Brow - paleta cienie do brwi
Brows Me Up Palette





A jest to paletka do brwi, która zawiera aż cztery cienie w różnych odcieniach brązu. Paletka jest plastikowa, która przez większość czasu użytkowania sprawowała się dobrze. Mi teraz niestety się zepsuła i odpadło wieczko, ale jak na kilka miesięcy hardkorowego używania i niejednego upadku, to naprawdę i tak jestem w szoku, że tak długo wytrzymała. Na szczęście, jak znajduje się w kosmetyczce nie jest to uciążliwe. Mamy tutaj cienie o matowo-satynowym wykończeniu, które można mieszać i blendować do woli! 
Lashbrow to nie tylko produkty do stylizacji brwi, ale i akcesoria, macie tutaj na zdjęciach przy okazji pędzelek, który jest idealnie ścięty, dzięki czemu aplikacja cieni jest mega ułatwiona i precyzyjna.




Ja te cienie uwielbiam, zdecydowanie moim ulubionym jest ten po prawej na górze, ciepła, piękna czekolada, nie dość, że najmodniejszy kolor w sezonie, to chyba najbardziej uniwersalny i będzie pasował do każdych brwi. Mieszam go czasem innymi cieniami w zależności od całego makijażu, czy okazji. Cienie super się miesza i bardzo łatwo aplikuje na brwi. Efekt można stopniować, możemy uzyskać mocno podkreślone brwi, jak i delikatniejszy efekt, kiedy chcemy tylko zaznaczyć te brwi, a i w każdej chwili możemy 'poprawić' efekt.
Cienie są bardzo wytrzymałe, trwałe. Nie rozmazują się, nie wpływają w żaden sposób na skórę pod brwiami, fajnie trzymają się włosków przez cały wieczór, a nawet noc. Cienie są dość miękkie, dzięki czemu wystarczy lekko dotknąć pędzelkiem i już mamy idealną ilość cienia na włosiu, żeby następnie nałożyć na brwi. Do aplikacji używam różnych pędzelków, ale każdy współpracuje świetnie z tymi cieniami.




Ja jestem bardzo zadowolona! Uwielbiam te cienie i na chwilę obecną nie wyobrażam sobie innej aplikacji i podkreślania moich brwi. Te kolory pasują mi idealnie, żałuję, że paletka mi się lekko zepsuła, ale to tylko i wyłącznie moja wina. Cienie są niesamowicie wydajne, coś czuję, że będę je miała bardzo długo. Aczkolwiek kolory fajnie sprawdzają się do nakładania na powieki, więc makijaż w brązach też sobie możemy zrobić tą paletką!
Przy okazji, ostatnio odkryłam, że LashBrow ma w swojej ofercie też i pojedyncze cienie do brwi, więc jak już ktoś znajdzie swojego ulubieńca, to może potem kupować tylko jeden lub dwa cienie i cieszyć się idealnie dobranym kolorem brwi już zawsze.



I jak tu nie lubić Pure Beauty, które zawsze w swoich boxach ma takie perełki? Dla mnie sztos!



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]




JACQUES BATTINI mgiełka do ciała, water flowers

10 września 2026

 
Dzień dobry! I co tam? Ja już powoli, powoli wchodzę w ten wrześniowy tryb i widzę, że nawet się przestawiłam. Aczkolwiek muszę przyznać, że te ostatnie ciepłe dni były naprawdę przyjemny i gdyby ktoś zagwarantowałby mi jeszcze parę takich to byłabym zachwycona. Nie ukrywam, że wakacje w ciepłym miejscu za jakiś miesiąc czy dwa to bym przygarnęła z ogromną chęcią! Ale, nie o tym
Chwilowo chciałabym Wam zaprezentować zapach, który idealnie nadaje się na wakacje, nadaje się na długie, wieczorne spacery po plaży, ale i na przesiadywanie przy ognisku pół nocy. A przy okazji dla mnie jest to piękny powrót do przeszłości, bo mgiełki od Jacques Battini opisywałam na blogu jeszcze w 2020roku - na końcu wpisu recenzja, a dzisiaj zapraszam Was na moją opinię o water flowers.


Jacques Battini mgiełka do ciała
water flowers





Mgiełka znajduje się w dość sporej buteleczce z idealnym atomizerem. Butelka ma pojemność 200ml, co sprawia, że mgiełka sama w sobie jest naprawdę niesamowicie wydajna. Mgiełki, o których wspominałam we wstępie tak naprawdę miałam jeszcze do zeszłego miesiąca i miały się naprawdę całkiem w porządku. Bardzo mi się podoba opakowanie tej wersji water flowers, oddaje ten vibe zapachu i bardzo do niego pasuje. Mamy tutaj wszystkie najważniejsze informacje, a tak naprawdę nie potrzebujemy tutaj za wiele, jeśli chodzi o samą mgiełkę.
Atomizer działa bardzo dobrze, nie zacina się, nie pluje strumieniem płynu, tylko mamy tutaj bardzo ładnie rozproszoną mgiełkę, która pokrywa swoim zapachem równomiernie dość spory obszar.



Zapach jest naprawdę bardzo, ale to bardzo ładny! Jest mocno kwiatowy, ale zarazem bardzo głębokie, nawet intensywny na samym początku, ale zdecydowanie jest to zapach zapadający w pamięć i taki, obok którego nie można przejść obojętnie. Zapach jest naprawdę wielowymiarowy, on co jakiś czas się zmienia, ale w każdym swoim wydaniu jest naprawdę niesamowity, taki że aż chce się psikać, niuchać, wąchać i otulać co chwilę tym zapachem. Mi on bardzo spasował, nie obraziłabym się, gdyby np. Jacques Battini postanowili wydać mocniejszą i trwalszą wersję tej mgiełki, np. w postaci perfum. Wydaje mi się, że byłyby na pewno wysoko na mojej liście TOP zapachów, jeśli nie od razu ulubieńcami.
Nie bez powodu właśnie Water Flowers jest bestsellerem na stronie! Ja się nie dziwie, bo uwielbiam ten zapach!



Zdecydowanie jasna jest moja polecajka. Ten zapach doda Wam mnóstwo pewności siebie, odwagi, ale i podkręci Wasz kobiecy styl, jak i może wyciągnie z Was koci pazur. Myślę, że ten zapach zawróci w głowie Panów i sprawi, że będą o Was myśleć cały czas. Zapach ma wiele różnych odsłon, ale każda jest na swój sposób niesamowita i urzekająca. Zapachy są klarowne, nie są zadymione, są piękne, czyste i po prostu takie, że można się nad nimi zachwycać cały czas. Te mgiełki są super intensywne i trwałe, a na dodatek tanie, jak na taką pojemność i wydajność - naprawdę ekstra deal!



Powiem Wam, że boxy od Pure Beauty to kolejny świetny deal, który będę polecać cały czas. Te boxy są tak świetnie wyposażone i wypełnione genialnymi produktami, że aż chce się je mieć. Nic im nie brakuje, mamy wszystko, co nam potrzeba, a nawet i więcej. Ja się czuję dopieszczona co miesiąc i naprawdę jestem na maksa zadowolona! Selekcja samych najlepszych produktów zawsze się znajdzie w tych boxach, nie ma przypadku ani ściemy. Rewelka!



[wpis reklamowy]


PureDerm, maska modelująca pośladku - miracle shape up buttocks mask

04 września 2026

 
Dzień dobry! I jak tam? Udało się już wdrożyć we wrześniowy klimat? Powrót do szkoły, powrót do starej rutyny, to nie jest zawsze proste, a mi też jest ciężko się wdrożyć i na nowo przestawić. Jeszcze i tak mam kilka rzeczy do ogarnięcia, do ustalenia, a początki roku szkolnego zawsze są trochę zamotane, ale damy radę. 
A dzisiaj chciałabym Wam napisać coś o produkcie, którego myślałam, że ostatecznie nie będę recenzować, mimo że zarazem bardzo chciałam go przetestować. Maska na pośladki, to nie jest coś, co pojawia się w recenzjach regularnie, ale nie ukrywam dla mnie to było coś wow, coś nowego, coś super! I super ze Purederm ma taki produkt w ofercie, bo jest to doświadczenie całkiem fajne.


Purederm, maska modelująca pośladki
miracle shape up buttocks mask





Maska na pośladki znajduje się w saszetkach, jak inne maski w płachcie, ale muszę przyznać, że tutaj już sam kształt tego opakowania robi robotę i pokazuje nam, że mamy tutaj coś wyjątkowego i nowego. Fajnie! Ja bardzo długo zwlekałam z wykorzystaniem tej maski i jakoś z przypadku zapakowałam ją na tegoroczne wakacje i był to strzał w 10! Nie spodziewałam się tak mocnego słońca, więc możecie się domyśleć, że wszystko miałam mocno spalone, w tym też tyłek. 


A to było dość problematyczne, bo ani usiąść, ani się ubrać, a czasem zwykły spacer sprawiał problem, stwierdziłam, że ta maska będzie idealna, żeby trochę sobie ulżyć i tak też się stało. Maska ma świetny wzór w różową panterę, czego nie widziałam, ale mężowi się podobało. Samo przyklejenie tego na pośladki było dość szokujące. Maska była żelowa, turbo chłodna i aż mnie zmroziło, ale na czerwoną i cierpiącą skórę było to zbawienne! 
Powiem Wam, że wystarczyła jedna taka maska, żeby pośladki się cudownie nawilżyły, żeby skóra odetchnęła, żeby pozbyć czerwonej i piekącej skóry. 



Ja byłam w szoku, że wystarczyła jedna aplikacja, żeby tak mocno przynieść sobie ulgę. Skóra przestała piec, nie była szalenie czerwona, nie była ściągnięta, nie było żadnego niekomfortowego uczucia, naprawdę byłam pod wrażeniem! Skóra była miękka, gładka, świetnie nawilżona, ale i ujędrniona i napięta! No ja jestem pod wrażeniem i myślę, że na pewno przy najbliższej okazji będę sobie kupować takie maski. 


A Wy co myślicie o takim rozwiązaniu? Uważacie to za zbędne, czy w sumie fajny gadżet? Dajcie znać, bo ja jestem mega ciekawa, ale i ciągle jestem pod wrażeniem! Super. 


HAIRY TALE COSMETICS FLYLIGHT BABASSU lekka odżywka emolientowa

28 sierpnia 2026


Dzień dobry! I co tam u Was słychać ciekawego dziś? Nasze wakacje się kończą, powoli czuć już w powietrzu rok szkolny, wrzesień i powrót do codziennych obowiązków. Co mi w sumie nie przeszkadza, za dzieciaka bardzo lubiłam ten czas. Lubiłam jak wakacje się kończyły i każdy szedł z nową motywacją do szkoły, z planem i ze wszystkim nowym. No rewelacja. A teraz koniec wakacji ma całkiem inny wydźwięk dla rodziców, ale i tak fajnie! Jeszcze rozkoszuję się ostatnim dniem wyjazdu.
A ja z kolei dzisiaj mam dla Was odżywkę do włosów i to nie byle jaką! Bo hola, hola od Hairy Tale Cosmetics! To jest dopiero marka stworzona przez osobę, która o włosach wie wszystko. Nie ma się co dziwić, bo myślę, że jej włosy są dłuższe niż ja cała. A ja teraz wszystkie odżywki zużywam z córką, więc mamy niezłe testowanie!

Hairy Tale Cosmetics FlyLight Babassu
lekka odżywka emolientowa





Odżywka znajduje się w standardowej tubce, ale zdecydowanie o niestandardowym designie. Dla mnie kosmetyki od Hairy Tale Cosmetics są magiczne, jak z baśni, czuję się, jak elfica, która o siebie dba. Uwielbiam ten błękitny kolor, uwielbiam te ilustracje, nie ma rzeczy, której bym nie uwielbiała, kiedy patrzeć na te produkty. Wszystko tutaj gra, sporo się dzieje, a zarazem jest to estetyczne i wyważone, no bosko jest. Oczywiście mamy najwazniejsze informacje na opakowaniu. Tubka stoi na głowie, więc też nie ma problemu z wydobyciem produktu.
Odżywka ma taką pulchną konsystencję, jest taka trochę chmurkowata, a zarazem gęsta, ale na maksa przyjemna i czuć, że jest z tych lekkich odżywek, więc na włosach córki - rewelacja. Zapach jest delikatny, niezbyt mocny i wyczuwalny na włosach, ale bardzo ładny!



Ja tej odzywki używam zarazem u siebie, jak i córki przy każdym myciu, przed maską oczywiście. Więc jest to taki pierwszy produkt nakładany po szamponie, który u mnie ma za zadanie wygładzić i okiełznać włosy, ujarzmić je i trochę je naprowadzić na odpowiednie tory. U córki z kolei używam, bo wierzę, że już teraz będzie się to dobrze przekładać na jej włosy.
Odżywka sprawdza się bardzo dobrze, u mnie jak i córki. Świetnie ujarzmia włosy po myciu, czasem po peelingu również udaje jej się je zorganizować od nowa. Każdy włos jest na swoim miejscu. Włosy są gładkie i miękkie w dotyku. Super jest też to, że mimo że odżywka jest lekka to w dalszym ciągu ma pozytywny wpływ na włosy, pięknie je nawilża i odżywia, pielęgnacja tutaj jest top of the top. 



Nikogo to nie zdziwi, że jestem zachwycona, ale naprawdę odżywka sprawdza się genialnie. nie dość, że ma super konsystencję, genialny zapach, to jeszcze działanie jest oczywiście bardzo na plus. Bardzo lubię skuteczne, ale delikatne produkty, bo one nie obciążają włosów, są idealną bazą do innych produktów (ja czasem nie zmywam jej na zero, zostawiam trochę na włosach i na to nakładam maskę - jest sztos). No i super też się sprawdza na włosach u córki, co mnie mega cieszy, że przynajmniej odżywkę mogę brać na wyjazdy jedną, bo używamy tej samej - ojj jak miło!


A jakie inne produkty od Hairy Tale Cosmetics jesteście w stanie polecić? Ja w sumie nie mam za dużo do czynienia z tą marką, aż szkoda. Ale wierzę, że nadrobię wszelkie zaległości.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]




Perfecta SPA cukrowy peeling od ciała - kwiat lawendy

24 sierpnia 2026

 
Dzień dobry! I jak się macie? Co u was? My odpoczywamy i odpoczywać jeszcze trochę będziemy. Trzymajcie cały czas kciuki za pogodę, podbijajcie ją i niech będzie tylko lepsza! Ja uciekam, bo trzeba w końcu odpoczywać, jak już wyjechałam gdzieś na cały tydzień i korzystać z tego czasu, który kompletnie nie jest związany z pracą jakąkolwiek.
A dzisiaj mam dla Was recenzję peelingu do ciała od Perfecta. Wiecie że ja uwielbiam cukrowe peelingi do ciała, uwielbiam mocne zdzieraki, uwielbiam kiedy czuję to wygładzenie mechaniczne i wtedy mam pewność, że ta skóra została dobrze wypeelingowana i wygładzona. Więc sprawdźmy czy ten fioletowy peeling się sprawdza!


Perfecta SPA - cukrowy peeling do ciała




Peeling do ciała znajduje się w słoiczku, odkręcanym, w którym znajduje się dużo gruboziarnistego peelingu. Mamy dodatkowe wieczko aluminiowe, które zabezpiecza nam produkt nie tylko przed otwarciem wcześniejszym, ale to wieczko pomaga też zabezpieczyć produkt np. pod prysznicem, dzięki czemu nie dostaje się do środka woda. Peeling bardzo dobrze się zakręca, więc nie ma też problemu, żeby się samo gdzieś otworzyło. A na opakowaniu znajdziemy też wszystkie najważniejsze informacje.
Peeling jest gruboziarnisty, pod kątem konsystencji jest dokładnie taki, jak uwielbiam! Ma w sobie bardzo dużo drobinek, jest mega gęsty i jak się nabiera to czuć, że jest to peeling, jest bardzo konkretny i treściwy, uwielbiam takie! Dodatkowo jest fioletowy, co dodaje mu dużo punktów w mojej ocenie. Pachnie nieziemsko, trochę ciężko, ale ja uwielbiam takie zapachy. nie przypomina mi on lawendy, ale jest boski.



Jako fanka peelingów, używam ich dość często. Staram się używać je co najmniej raz w tygodniu, ale myślę, że dwa razy to jest standard. Uwielbiam! Uwielbiam stosować te peelingu gruboziarniste. W żaden sposób nie podrażniają skóry, nie robią jej krzywdy, za to w mojej ocenie cudownie wygładza skórę. Sprawia, że jakiekolwiek suche skórki czy martwy naskórek znikają i nie ma po nich śladu. Skóra jest cudownie wygładzona, jest turbo zmiękczona, a w dotyku jest tak miła, że można oszaleć. Dodatkowo pachnie i nie jest wysuszona ani podrażniona. Po wyjściu z kąpieli nie ma uczucia, że trzeba natychmiast nałożyć balsam, nie jest ściągnięta, jest delikatnie wypielęgnowana, co też jest mega ważne. Ja zawsze po peelingu stosuję żel pod prysznic, tak dla zasady, ale tutaj myślę, że peeling też mógłby wystarczyć.



Ja pokochałam ten peeling, kolor mi się na maksa podoba, zapach mi się bardzo podoba, sprawia, że kąpiel pod prysznicem staje się jeszcze bardziej przyjemniejsza. Zdecydowanie na mnie zapachy działają terapeutycznie i pozwalają mi odlecieć i odpocząć. Kocham to! Ten peeling daje mi zdecydowanie to, czego potrzebuję. Skóra po użyciu jest wygładzona, zmiękczona, jak i delikatnie nawilżona, a ja jestem zadowolona! 


Jakie są Wasze ulubione peelingi? Muszę przyznać, że ostatnio też dostałam nowe peelingi, które zapowiadają się równie świetnie, więc stay tunned, bo niedługo będą na pewno recenzje.


Garnier Hyaluron Glass Skin żelowa maska na tkaninie

22 sierpnia 2026

 
No dzień dobry! Jak tam, co tam? My dzisiaj mamy nasz wyjazd, więc cieszę się ogromnie, uwielbiam zmieniać miejsca, uwielbiam spać gdzie indziej, jest dużo obaw, ale też wiem, że uda nam się jakoś fajnie zaaranżować czas dzieciom - to jest w końcu najważniejsze i najprzyjemniejsze. Mocno wierzę w to, że pogoda się zmieni, zaskoczy i będzie naprawdę pięknie! 
A ja dzisiaj jeszcze chciałabym Wam przedstawić sztos z ostatniego pudełka, nie mogłam się powstrzymać, nie mogłam czekać do wyjazdu, ja chciałam użyć tej maski od razu, jak tylko wyciągnęłam ją z boxa. Oj Garnier, jak Ty to umiesz! Hyaluron Glass Skin to dla mnie nowość, więc zapraszam!

Garnier - Hyaluron Glass Skin
żelowa maska na tkaninie





Maska na tkaninie znajduje się w standardowej saszetce. Ale zatrzymajmy się na designie. Co prawda jeśli chodzi o szatę graficzną i ogólny układ tych masek to jest tutaj wszystko standardowe, ale te kolory, ten dobór odcieni jest dla mnie tak magiczny, że wow! Uwielbiam i głównie dlatego chciałam chyba jak najszybciej użyć te maski. Już samo opakowanie krzyczy do mnie Glass Skin, więc tak - bomba!
Maska jest żelowa na delikatnej tkaninie, której się trochę obawiałam, bo zazwyczaj żelowe maski u mnie się nie sprawdzają, rwą się od razu albo spadają z twarzy, ale tutaj nie miałam takiego problemu! Maskę idealnie można było nałożyć na twarz i pięknie na niej leżała, bez przemieszczenia się jakiegokolwiek. A przy okazji, spodobało mi się też to, że maska ma niebieski odcień, co dodało atrakcji moim dzieciom. Maska ma mocny zapach, lekko mentolowy, mocno świeży, bardzo orzeźwiający - genialne!



Maskę oczywiście nakładamy na twarz i trzymamy 15 minut. Ja w między czasie lubię sobie robić różne rzeczy, od sprzątania, po pracę, przez oczywiście ogarnianie dzieci. Ważne jest dla mnie to, żeby taka maska mi w niczym nie przeszkadzała. Oczywiście nie zawiodłam się, maska Glass Skin pięknie leży na twarzy i ani myśli się z niej ześlizgnąć. Czuć na początku delikatny efekt chłodzenia, który z każdą kolejną minutą się wzmaga i jest coraz mocniejszy! Po chwili naprawdę dało się odczuć niezły chłód na twarzy, co w te upały jest na maksa przyjemne.
Maska oczywiście sprawdza się genialnie. Wspaniale nawilża, odżywia i regeneruje skórę. Mimo intensywnego uczucia chłodzenia nie odczuwałam podrażnień, pieczenia czy swędzenia, co było super. Maska bardzo skutecznie łagodzi podrażnienia i regeneruje skórę po upałach. Przywraca skórze młody, promienny i piękny wygląd, buzia po użyciu tej maski jest w naprawdę świetnym stanie. Aż chce się gdzieś iść, chce się coś działać, no normalnie ja jestem zakochana w tym efekcie.



Więc nie ma się co dziwić, że będę ją polecać! Czuć, że maska zawiera porcję mocno skoncentrowanego serum, czuć, że buzia po użyciu jest miękka, gładka i cudowna w dotyku. Maska to skuteczna pielęgnacja i uzyskanie efektu młodej, promiennej cery, pełnej blasku, bez oznak zmęczenia, czy szarej lub matowej cery. Spodobał mi się ten Glass Skin efekt i nie mogę się doczekać, co się wydarzy po regularnym stosowaniu. Ta żelowa maska na tkaninie jest moją obecnie ulubioną. Kocham!


Znacie tę maskę? A może używaliście już produktów gwarantujących Glass Skin efekt? Dajcie koniecznie znać, bo ja jestem zajarana jakby powstała jakaś seria z tym efektem, to ohh brałabym wszystko! Pure Beuaty zdecydowanie wie, co zapewniać w swoich boxach kosmetycznych!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

OnlyBio Hair in Balance, peeling enzymatyczny do skóry głowy

17 sierpnia 2026

 
Dzień dobry! Witamy się dziś w nieco chłodniejszych okolicznościach, co mnie mega cieszy. Po tym weekendzie przyda się każdemu takie orzeźwienie, ale osobiście bardzo proszę, żeby przyszły weekend był jeszcze hot as hell! Byłoby to bardzo przydatne nad jeziorem na naszym wyjeździe. Jeśli to się nie uda, będę musiała mocno szyć i kombinować, żeby tygodniowy wyjazd z dziećmi był jednak udany, ale do tego jeszcze mamy parę dni.
Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować peeling do skóry głowy, który ostatnio kupiłam, bo zużywam ich na potęgę. Muszę przyznać, że lekko się uzależniłam od tego kroku pielęgnacji i uważam, że naprawdę robi to robotę, nie tylko na skórze głowy, ale i na całej długości. Dlatego, zapraszam do recenzji, bo jest o czym pisać!


OnlyBio Hair in Balance
peeling enzymatyczny do skóry głowy





Ten peeling znajduje się w standardowym opakowaniu, jak na peelingi. Mamy tubkę, którą kupujemy w kolorowym kartoniku, na którym znajdują się wszystkie informacje, mamy tutaj opis, skład oraz sposób użycia. Wszystko mamy utrzymane w kolorowych, tęczowych odcieniach, co bardzo mi się podoba! Wszystko tutaj pasuje do siebie. Tubka oczywiście posiada wydłużony aplikator, którym mega wygodnie nakłada się peeling na skórę głowy, nie ma problemu, żeby dojść do różnych zakamarków, czy podostawać się między włosami- bomba.
Peeling ma dość gęstą i zbitą konsystencję, ale w dalszym ciągu bardzo wygodnie rozsmarowuje się nią na skórze głowy. Zapach jest obłędny, cytrusowy, owocowy, dosyć słodkie, nawet intensywny, ale muszę przyznać, że bardzo umila aplikację i potem siedzenie z peelingiem na głowie - uwielbiam.




Ja myję włosy średnio 2-3 razy w tygodniu, wszystko zależy od okoliczności i wiadomo wyższej matematyki. Peelingu używam praktycznie co mycie, chociaż teraz na wakacjach mam więcej czasu, to jak wróci rok szkolny będę walczyć o to, że raz w tygodniu to będzie konieczne minimum. 
Uwielbiam ten krok pielęgnacji, peeling sprawia że skóra głowy jest bosko oczyszczona, odświeżona, a włosy bardzo dobite od nasady. Kocham ten efekt. Ja nie wiem, jak to jest możliwe, ale peeling gwarantuje mi good hair day! Mimo, że nie przepadam za peelingami enzymatycznymi to tutaj ten robi znaczącą robotę. Super wygładza skórę głowy, odtyka pory, pozbywa się nadmiaru sebum oraz resztek kosmetyków, które mogą zakleić meszki włosowe. 
Włosy po myciu z peelingiem są w dużo lepszym stanie, są super sypkie, układają się magicznie same idealnie, wyglądają dobrze, dużo łatwiej się układają i stylizują. Uwielbiam!




Ja obecnie bez peelingu nie wyobrażam sobie pielęgnacji i mycia włosów. uważam, że ten etap jest na maksa ważny i nie ma się co oszukiwać, skóra głowy jest odpowiedzialna za wzrost włosów, więc odpowiednia pielęgnacja i dbanie o tę skórę jest fundamentem, jeśli chcemy mieć długie i zdrowe włosy. Ja zauważyłam, że od kiedy używam peelingów, włosy rosną, jak szalone, do tego wyglądają lepiej i mniej się niszczą. Taka pielęgnacja daje mi bardzo dużo, więc nie ma się co dziwić, że jestem poniekąd uzależniona od tego! Co prawda regularne stosowanie sprawia, że parę myć przerwy nic nie zrobi nieodpowiedniego. Efekty są długotrwałe, nie ma efektu od mycia do mycia, tylko utrzymują się dłużej, co też jest super ważne.


Ja uwielbiam te peelingi do skóry głowy, dajcie znać, czy wy też? A jeśli tak to polećcie jakieś peelingi, mam wrażenie, że w mojej drogerii nie ma już nic, czego nie używałam.