Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura siberica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura siberica. Pokaż wszystkie posty

Denko! Październik - 2023r.

11 listopada 2023

 
Dzień dobry! Mamy to! mamy listopad, a to oznacza, że do końca roku zostały nam już tylko, zaledwie dwa miesiące! niesamowite i cudowne zarazem. ja się jaram i cieszę niesamowicie naprawdę. I ja mam nadzieję, że tej zimy coś się w końcu wydarzy, tak czekam na to i czekam niecierpliwie i wierzę w to, że się w końcu doczekam. Co prawda w dalszym ciągu mam masę rzeczy do zrobienia, milion pozycji na mojej 'to do list' i zastanawiam się, czy jest szansa, żeby kiedyś ta lista była pusta albo miała w sobie niewiele pozycji, tak około dziesięciu. Byłoby cudownie, ale chyba jest to niemożliwe, bo w końcu co chwilę dodaję coś nowego do tej listy. 


Ale właśnie dzisiaj będę mogła odhaczyć kolejną pozycję z tej mojej listy, a mianowicie jest to oczywiście denko! Udało mi się dość sporo kosmetyków zużyć, bardzo dużo nowości i to udanych nowości, co jest ekstra, a i bardzo dużo produktów dla dzieci, co jest nieuniknione posiadając dwójkę maluchów, którzy jeszcze jednak wymagają naszej uwagi i pomocy we wszystkim, ale już i tak jest coraz lepiej. Ale, ale nie przeciągając... zapraszam na denko!


I udało mi się zużyć dwa produkty do włosów. Pierwszym z nich jest Alterra, Bio-papaja oraz BIO-bambus, szampon dodający włosom objętości, który jak wszystkie inne kosmetyki do włosów od Alterra jest po prostu genialny. Ja uwielbiam te szampony do pierwszego mycia, a i ostatnio coraz częściej do jedynego mycia, cudownie zmywają wszystko z włosów, oczyszcza je, odświeża, odbija u nasady. Ja uwielbiam i jestem bardzo na tak. Tak samo, jak i Natura Siberica, rokitnikowy scrub do skóry głowy, który ja osobiście uwielbiam, mimo że wiem, że marka, jako rosyjska została wycofana z naszego rynku kosmetycznego i też wiem, że ten peeling nie do końca jest polecany przez trychologów, bo ma w sobie dość mocne drobinki. Ja wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie zmienia to faktu, że stosowany na mojej głowie raz na jakiś czas sprawdził się fenomenalnie i teraz muszę szukać czegoś nowego. A na szczęście nie muszę szukać wacików, bo BeBeauty, waciki kosmetyczne są cały czas w formie niezmiennej i u mnie się ekstra sprawdzają. One są i będą najlepsze, najtańsze i najłatwiej dostępne, czego chcieć więcej? niczego, uwielbiam je i jeśli tylko używacie wacików to polecam te i tylko te.


  • Garnier - Vitamin C - super serum na przebarwienia - mi to serum się tak cudownie sprawdziło, że wow! I na maksa się cieszę, że czeka już na mnie kolejna buteleczka. To serum jest genialne, ma super konsystencję, piękny zapach, fajnie współpracuje z innymi kosmetykami, dzięki czemu idealnie sprawdza się do stosowania rano. Poza tym, ładnie rozświetla skórę, sprawdza, że koloryt jest ujednolicony, no bomba! 
  • Revers Cosmetics - Słodki banan - regenerujący żel pod prysznic i do kąpieli - kolejny produkt który skradł moje serce. Co prawda od żelu pod prysznic nie wymagam dużo, zależy mi tylko na super zapachu, fajne konsystencji, przyzwoitej pianie i oczywiście, żeby nie wysuszał. I tutaj mam to, co właśnie chcę. A zapach jest tak smakowity, że o mamo! Mistrzostwo świata. 
  • The Secret Soap Store -argan&goats- arganowy peeling do ciała - ja bardzo lubię takie peelingi, uwielbiam gruboziarniste produkty, które oczyszczają wygładzają skórę fenomenalnie. Ten ma piękny zapach i super konsystencję, nie jest może jakoś niesamowicie wydajny, ale jest przyzwoity, więc gra! 
  • Shefoot Laboratories - Luxury Golden Socks - złota maska zmiękczająca do stóp - jak mogliście czytać w recenzji, która pojawiła się dość niedawno, uwielbiam ten produkt. Uwielbiam tę możliwość relaksu, odpoczynku, poczucia, że w końcu robię coś dla siebie, bo z reguły to tak nie działa. Poza tym, maska sama w sobie też działa rewelacyjnie, wygładza, zmiękcza i cudownie nawilża i odżywia nasze stopy. 
  • Floralys nawilżany papier toaletowy - ja bardzo lubię i uważam takie porudkty za niezbędne w mojej łazience w codziennej higienie. Bardzo lubię i bardzo polecam. 
  • The Body Shop, truskawkowe masło do ciała - w końcu udało mi się zużyć to masełko, a końcówka tak już lezala tygodniami na półce. Ale zużyłam i bardzo lubię, ma piękny zapach, fajną konsystencję i na dodatek super działanie. Skóra jest nawilżona, odżywione i cudownie gładka. 
  • Rituals Cosmetics, The Ritual of Hammam, szampon do włosów - zaskoczenie tego roku i kalendarza adwentowego. Nie spodziewałam się sporo po tych kosmetykach do włosów marki Rituals, w sumie to od razu skazalam je na przegraną, a tu proszę! Rewelacja, uwielbiam te kosmetyki i naprawdę na włosach była ogromna różnica! 
  • Arganove - opuncja i jagody acai - naturalna pomadka odmładzająca - ta pomadka naprawdę się fajnie u mnie sprawdzała, uwielbiałam w niej wszystko, zapach, konsystencję, działanie było też super! Niestety dorwała się do niej moja córka i musiałam ją wyrzucić, ale jak będę miała okazję to na pewno się skuszę i Wam też polecam, bo są bardzo zadowalające! 
  • Yves Rocher, brązowa mascara do brwi - kolejne zaskoczenie produktu, wobec którego nie mialam dużych oczekiwań ale tak pokochałam tę maskarę do brwi, że szok! Ma cudowny grzebyczek, idealnie mały, tak że fajnie się przeczesuje brwi, kolor idealnie dopasowany do moich potrzeb, uzywalam zawsze przed cieniami do brwi i potem jeszcze na zakończenie, żeby dodać brwiom fleeku! Uwielbiam i muszę się zaopatrzyć w kolejne opakowanie. 


  • Kallos - blueberry - jagodowa maska do włosów - oh ta maska była że mną ponad 2 lata, wyobrażacie sobie? Już szczerze miałam jej dość i nie byłam w stanie jej znieść. Ja i moje włosy nie nadajemy się do tak dużych opakowań, mi się te produkty nudzą, moje włosy się już przyzwyczajają i już nie ma takich efektów, jak początkowo. Maska nie jest zła, ale też nie jest cudowna, jest tak o idealnie średnia. 
  • Pasta do zębów węgiel aktywny - kolejny średniak, nic specjalnego, pasta, jak pasta. Nie zachwyciła mnie, ale też nie była jakaś bardzo beznadziejna. 
  • The Body Shop - kokos - masełko do ust - niestety jeśli chodzi o produkty do ust to tylko sztyfy, nie potrafię się przekonać, przełamać i przyzwyczaić do nakładania maselek, pomadek czy wazeliny na usta palcem albo co gorsza paznokciem. Po prostu nie lubię tego opakowania i choćby masełko było sztosem to się nie przełamię. 


  • Babydream, extra sensitive, delikatne chusteczki nawilżane - znowu, są zdecydowanie najlepsze. 
  • Bambino, szampon do włosów od pierwszego dnia życia - ja bardzo lubię te produkty, pienią się i dobrze się nimi myje dzieci. 
  • Ziajka, kremowy olejek myjący dla dzieci na ciemieniuchę, łagodny dla dzieci - nasz hit! Co prawda on nie zwalcza ciemieniuchy ot tak o, ale tak fajnie myje włosy, są tak super gładkie i mile w dotyku, że wow! No i pachnie bardzo ładnie. 
  • Akuku, pachnące woreczki na zużyte pieluszki - dla mnie to jest coś bez czego ja sobie nie wyobrażam ogarniania już dzieci. Muszę mieć te woreczki zawsze w razie w, a i przydają się na wiele innych rzeczy. 
  • Natura Siberica, pasta do zębów - ja lubię te pasty, ale mamy już lepsze, więc w następnym denku na pewno Wam przedstawię co to za cudo. 
  • Espumisan, Nasivin KIDS, Juvit C, witamina C, Depulol, maść rozgrzewająca do smarowania, Dentosept A mini - produkty z kategorii leków, która u nas cały czas są używane i bardzo je lubimy. Pomagają i to jest najważniejsze. 

I ohh, w końcu udało mi się przez to przebrnąć. Nie będę oszukiwać, ale ostatnio każdą wolną chwilę spędzałam z dziećmi, a jak nie musiałam być z nimi to siedziałam i czytać autobiografię Matthew Perry'ego, już ją skończyłam, więc mogę wrócić do mojej rutyny i do pisania, nadrabiania zaległości. Pisania do przodu, żeby ze wszystkim się pięknie wyrabiać. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym jeszcze ogarniała bloga, Wasze blogi, bo na to zdecydowanie nie mam czasu. Ale może kiedyś jakoś uda mi się wygospodarować czas tak, żeby mieć czas na wszystko, co potrzebuję. 
Trzymajcie się!

Denko lipcowe, 2022r.!

02 sierpnia 2022

 
Dzień dobry! Mamy sierpień, a to oznacza, że coraz bliżej do naszych kolejnych mini wakajek, jak i do jesieni! Naprawdę, już na maksa nie mogę się doczekać żółkniejących liści, długich wieczorów, kocyka i herbaty, która wtedy smakuje najlepiej. Ale wiecie, że ja mam świra na punkcie jesieni, więc nikogo to nie powinno dziwić. Powiem Wam, że nawet cieszą mnie te wszystkie rzeczy szkolne w sklepach, gdybym tylko potrzebowała czegokolwiek, to od razu bym kupowała, a na chwilę obecną mam tego tyle, że muszę to pozużywać ;). 
A nie przedłużając, zapraszam Was do lipcowego denka! Jakoś myslałam, że świetnie mi idzie, ale ostatecznie nie ma jakiegoś efektu wow, ale coś tam udało się zużyć, więc super!


Jeśli chodzi o standardowych, typowych ulubieńców, to zużyłam BeBeauty, waciki kosmetyczne, które niezmiennie są moimi ulubieńcami w tym temacie. I tak staram się zmniejszyć ich zużycie, więc pojawiają się stosunkowo rzadziej niż kiedyś, ale jeśli już mam jakichś używać, to tylko tych! Są zdecydowanie najlepsze pod każdym względem, cenowym, dostępnościowym, jakościowym, po prostu najlepsze. Z podobnym rzeczy, zużyłam też Alouette, nawilżany papier toaletowy, bez którego nie wyobrażam sobie różnych czynności w łazience, przydaje się bardzo. Nie jest idealny, ale ze wszystkich, jakie używałam jak na razie jest to najlepszy produkt ;). Mój produkt the best w pielęgnacji włosów to też Schwarzkopf, GllissKur, ekspresowa odżywka do włosów, oil nutritive, one są dla mnie najfajniejsze i najlepiej się sprawdzają. Szybko, konkretnie można spsikać, przy okazji, włosy będą bardziej nawilżone, odżywione, lśniące i wygładzone. Poza tym, Natura Siberica, rokitnikowy peeling do skóry głowy, no uwielbiam go. Super działa, fajnie się pieni, naprawdę oczyszcza skórę głowy i jakoś ma na nią pozytywny wpływ, ale posiada w sobie drobinki. I jakkolwiek lubię go, to im bardziej jestem świadoma tego, co takie drobinki są w stanie zrobić z moją skórą głowy, tym mniej chętnie go używam... Jednak świadomość dużo zmienia, więc jeśi macie peelingi do skóry głowy mniej inwazyjne dajcie znać!


  • Garnier, Hyaluronic Aloe Toner, tonik - ja uwielbiam tę serię od Garnier, ona cala sprawdza mi się fenomenalnie, więc nie może być inaczej i z tym produktem! Tonik świetnie nadaje się do oczyszczenia i odświeżenia twarzy, ma. Przyjemny zapach, wygodnie się go używa, no i działa tak, jak ma działać, więc dla mnie super :) 
  • Mesoboost, v-shape face cream, krem modelujący owal twarzy - o tym kremie pisałam obszerna recenzje, ale no ja jestem na maksa zadowolona, bardzo fajnie działał na twarz, miał piękny zapach i wszystko mi z nim grało. Bo jeśli chodzi o owal twarzy, to w to nie wierzę, że sam krem potrafi coś zdziałać.
  • Pierre Rene, tusz do rzęs - ten tusz do rzęs miałam bardzo długo, nie ma się co dziwić, bo przez to, że maluję się rzadziej, nie miałam za bardzo możliwości go używać, ale używałam i naprawdę robił swoją robotę! Podkreślał spojrzenie, wydłużał, podkręcał i zagęszczał rzęsy, nadawał się i na co dzień i na wieczory czy specjalnie okazję. 
  • Bielenda, olejek przeciwzmarszczkowy, olej z czarnuszki + czystek - strasznie polubiłam się z tym olejkiem! Idealnie uzupełniał moją pielęgnację, wzmacniał działanie innych produktów, a i sam w sobie działał nawilżająco, odżywiająco i super poprawił stan mojej cery. 


  • Perfecta, smooth&happy, omelo, cukrowy peeling do ciała - jak wersja bananową była genialna, tutaj z tym pomelo coś się nie polubiłam aż tak. Niby fajnie działał, ale jednak coś mu brakowało i zostawiał po sobie tłusty film na skórze, za czym ja bardzo nie przepadam. 
  • Blanx, pasta do zębów - z jednej strony pasta jak pasta, no fajnie myla zęby i odświeżała oddech, ale jednak po tej marce spodziewałam się jakiegokolwiek wybielenia, a tu nie było w simie nic, poza zwykłą najzwyklejszą pastą do zębów.


  • Babydream, extra sensitive, nawilżane chusteczki dla niemowląt - te chusteczki są najlepsze, najtańsze i łatwo dostępne, jeśli nie są wykupione, ale nie ma się co dziwić, że znikają, bo są super! 
  • Linomag, krem z tlenkiem cynku, krem pod pieluszkę - za bardzo go nie używałam, nie miałam możliwości, bo w sumie zaopatrzyłam się w taką ilość kremów, maści itp., że ten okazał się być mi zbędny. Na pewno czasem gdzieś tam go użyłam, coś posmarowałam, ale nie był to mój krem pierwszego
  • Linomag, krem ochronny z witaminamim A+E- ten krem okazał się być u nas sztosem, co prawda nie zużyłam nawet 1/10, bo jest turbo wydajna ta maść i szkoda, że się przeterminowała, ale przydała mi się na maksa! Czy to na jakieś obtarcia po mini wypadkach, czy podrażnienia po katarku, czy na suchą skórę albo potówki, powiem Wam, że cokolwiek było nie tak na skórze, to używałam tej maści i było mega.
  • Lansinoh, lanolina, maść pielęgnująca brodawki - ta maść również się przeterminowała, ale no wiadomo już od jakiegoś czasu jej nie używam, a byłam zadowolona. Naprawdę fajnie pielęgnowała brodawki :).
  • Synbiotex, baby, probiotyk - probiotyk, ja jestem fanką probiotyków dla niemowlaków, bo u naszej córki od początku dobrze jej robiły i ten probiotyk kupiłam ostatnio w związku z rotawirusem i na szczęście super się sprawdził, zrobił to co miał zrobić ;).

I takie denko udało się wyrzucić w tym miesiącu. Jako, że jestem coraz bliżej rozwiązania to mam nadzieję, że uda mi się jeszcze przejrzeć kosmetyki, powywalać przeterminowane albo takie, których po prostu nie używam i nie ma szans, że użyję. Trzymajcie za mnie kciuki, bo robię to już od dawna i jakoś mi nie idzie. A jak Wasze zużycia? :)

Marcowe denko, 2022r.

01 kwietnia 2022

 

Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Trochę mnie tutaj nie było przez ostatni tydzień, ale miałam bardzo dużo roboty, dodatkowo niunia od ząbkowania się pochorowała i tak sobie jakoś dajemy radę. Mam nadzieję, że to już za nami, bo mimo że pogoda wróciła jesienno/zimowa to ja mam plany na wyjazdy, na wycieczki i chcę je bardzo realizować!
A ja mam denko, w końcu coś więcej udało się zużyć, ale dalej to nie jest to, co by mnie wystarczająco zadowoliło. Zaskakująco dużo dzieciowych rzeczy tym razem, ale też mam dość spore zapasy, więc dobrze, że udaje się wszystko zużywać, powoli, do przodu, a ja wierzę, że w końcu się odgruzuje.


W ulubieńcach znalazły się, Ziaja, liście manuka, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom, to jest mój hit w peelingach manualnych. Uwielbiam tę pastę, świetnie oczyszcza skórę i cudownie ją pielęgnuje. Sprawia, że jest w dużo lepszym stanie. Tak samo w temacie włosów, Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków do końcówek włosów - ohh uwielbiam ten produkt! Nie wiem czy teraz gdzieś jeszcze go dostanę, bo wiadomo jest to rosyjski produkt, ale jak nie znajdę odpowiedniego zamiennika, to będzie mi bardzo smutno! Alouette, mokry papier toaletowy, który jak już ostatnio pisałam jest bardzo przydatny. Uwielbiam go używać w publicznych toaletach, czy w domu w trakcie okresu, bardzo dobrze mi się go używa i bardzo dobrze działa. Dodatkowo Apart, kremowe mydło w płynie, chyba nie muszę mówić, że uwielbiam mydła w płynie, dużo bardziej niż takie normalne. Ładnie pachnie, dobrze myje, nic więcej mi nie trzeba.


Zielone Laboratrium, szampon detoksykujący do włosów, proteiny owsa i zielona herbata - uwielbiam ten szampon! Co prawda zapomniałam o nim i niedawno wygrzebałam z końca szafki, ale na szczęście. o, jak cudownie ten szampon oczyszcza skórę głowy to jest hit, ma dość mocny miętowy zapach, że zdarza się, że mi podrażnia oczy, ale to nie ma znaczenia. Ten szampon dodatkowo dodaje objętości, odbija włosy u nasady i co najlepsze, przedłuża świeżość włosów! Co dla mnie, młodej mamy jest cudownie ważne ;).


Isana, oczyszczająca woda do twarzy, aloes i ogórek - powiem tyle - dramat. Na skórze za dużo nie robił, a tak mi podrażniał oczy, że nie byłam w stanie go używać.


Soraya, serum regenerujące do skóry suchej i wrażliwe - jest świetne! Co prawda to tylko próbka, ale jak tylko zużyję wszystkie swoje sera i olejki to na pewno się skuszę na to serum. Super łagodziło twarz, otulało ją dobrym nawilżeniem i no ekstra sprawa!


Babydream, extra sensitive, delikatne chusteczki dla dzieci - nie muszę mówić, że są super, bo u mnie idą jak woda.
Kindii, waciki kosmetyczne - tak samo są super, świetnie się sprawdzają nie tylko w pielęgnacji, przy myciu itd, ale do mycia twarzy po jedzeniu są najlepsze i tak samo do czyszczenia katarku, jak leci z nosa. Brak podrażnień, a to jest super!
Dada, waciki kosmetyczne - kupiłam je z ciekawości i muszę przyznać, że cenowo wychodzą lepiej, jak Kindii, a jest ich więcej w opakowaniu, a są tak samo świetnie! I dostępne w hebe jak coś ;)
Linomag, olejek do kąpieli - był super, woda się lekko pieniła, była leciutko tłusta, a dzięki temu skóra naszej córki była dobrze oczyszczona i do tego nawilżona, miękka i gładka - super ;)
Dentinox, żel na dziąsła - w pierwszej fazie ząbkowania nie wiem, jak ja bym przeżyła bez niego. Bardzo polecam!


Ufff, done!

Denko - sierpień 2021r.

07 września 2021

 
Hej! Co tam u Was słychać? U nas bardzo dużo zmian, dużo nowości i dużo nowych, jak i dziwnych sytuacji, do których ja nie jestem przyzwyczajona. Przeprowadziliśmy się na wieś, budujemy dom, a w międzyczasie udało nam się jeszcze pojechać na mini wakajki do Zakopanego. Myślę, że na pewno będzie wpis o wyjeździe z niemowlakiem, tym bardziej w góry, ale muszę sama sobie to jakoś uporządkować, jak i uporządkować wszystko, bo na chwilę obecną mam wrażenie, że nic nie ogarniam. I właśnie dlatego dzisiejszy wpis jest po dość długiej jak na mnie przerwie. 


A dzisiaj czas na denko sierpniowe, jako że się przeprowadzaliśmy to zależało mi na zużyciu, jak największej ilości produktów. Powiem szczerze, że myślałam, że pójdzie mi niebo lepiej, ale i tak nie ma t5ragedii. Przynajmniej ruszyłam z próbkami, które teraz będę sukcesywnie zużywać, aż w końcu pozbędę się ich na zawsze - taki mamy plan! A na razie denko!


Zużyłam w końcu Schwarzkopf, Gliss Kur, ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów, supreme length, mówię w końcu bo trafiła mi się jakaś kiepska sztuka z zepsutym sprayem, że odżywka sikała zamiast rozpylała piękną mgiełkę na włosy, ale ogólnie jest spoko, więc musiałam źle trafić. Udało się też zużyć Alterra, Naturkosmetik, szampon nawilżający bio owoc granatu i bio aloes - jak zawsze, bez zmiennie nie wyobrażam sobie nie mieć tego szamponu przy sobie ;). One są najlepsze i tyle ;D. I zostając jeszcze w temacie włosów poszła kolejna buteleczka Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków do końcówek włosów i znowu kupiłam kolejną buteleczkę. Pięknie pachnie, super nawilża włosy, ma fajną konsystencję i nie mam się do czego przyczepić, po prostu jest ekstra! Jak i kolejne opakowanie Dermedic, Hydrain3 Hialuro, serum nawadniające twarz, szyję i dekolt i uwielbiam je dalej tak samo! Pierwszy raz byłam aż tak systematyczna w nakładaniu serum i bardzo jestem za to wdzięczna, bo tym bardziej po ciąży sprawdził się u mnie rewelacyjnie!


Biały Jeleń, mydło w płynie - używałam stricte po porodzie i byłam zadowolona. To było coś, co wtedy pot5rzebowałam. Zwykły płyn, bez mocnego zapachu, bez niczego konkretnego, po prostu. Fajnie mył i idealnie się sprawdził na mojej skórze, więc wszystkim przyszłym mamom polecam, jak i osobom, które poszukują takich delikatnych i bezpiecznych produktów. 
Isana, olejek pod prysznic, wykorzystywany do prania pędzli - nie znam lepszego produktu do mycia pędzli, no ten olejek radzi sobie z tym tak fenomenalnie, że nie chcę sprawdzać już nic innego, nie ma takiej potrzeby po prostu. W tej roli jest genialny!
BioDermic, krem na noc z ekstraktem z oliwek - bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę markę, bo te produkty z serii oliwkowej sprawdzają się genialnie. Krem na noc jest tak samo świetny, jak na dzień, a moja skóra jest mi wdzięczna za nie - bardzo polecam, są sztosy!
Avene, woda termalna - woda było ze mną na porodówce gdzie nie przydała mi się wcale. Myślałam, że będę potrzebowała takiej formy odświeżenia skóry, ale kto wtedy myślała o pryskaniu twarzy jakąś wodą termalną. Aczkolwiek rewelacyjnie sprawdziła się u mnie po narodzinach, kiedy rzeczywiście nie miałam aż tylu czasu na pielęgnację, a i przydała mi się bardzo w pielęgnacji małej, kiedy na szybko musiałam umyć jej buźkę, rączki czy się ulało, wtedy woda termalna pod ręką była super. No i genialnie chłodziła nas obie w chłodne dni ;). 


Yves Rocher, Karite Magique, kremowy żel pod prysznic - bardzo przyjemny jest ten żel pod prysznic, ładnie pachnie i wszystko mi w nim gra. Mimo kremowej konsystencji super się pieni i współpracuje z myjką, a min nic więcej nie potrzeba, jest super!
Yves Rocher, Karite Magique, odżywczy peeling do ciała - peeling poleciał do średniaków, bo jednak wolę mocniejsze peelingi, które mają turbo działanie ;). Ale ogólnie jest bardzo spoko!
Lirene, glinkowa pasta myjąca z bambusem, miętą i pomarańczą - jaka ta pasta jest wydajna, o mamo! Gdybym tylko jeszcze się z nią polubiła jakoś bardziej to byłby sztos. Zła nie była, ale jakoś to działanie nie zmieniło mojej pielęgnacji i nie mam tak, że ojeny muszę ją koniecznie kupić, bo się skończyła. Może kiedyś, jak nie będę miała co używać, ale na razie wolę co innego. Ale myślę, że znajdzie wiele osób, które będą ją uwielbiać.
Cleanic, chusteczki odświeżające z płynem antybakteryjnym - wszystko spoko, ale bardzo szybko wyschły jakoś...
AA Cosmetics, woda micelarna - taka sama historia, jak z pastą od Lirene, woda micelarna była okej, ale nie zrobiła w mojej pielęgnacji takiego szału, że leciałabym po kolejną, kiedy ta się skończy. Fajnie było, ale nie mam parcia na więcej.


The Body Shop, British Rose, żel pod prysznic oraz The Body Shop, Mango, żel pod prysznic - obie wersje pachniały bardzo fajnie, i zapach różany był przepiękny, i ten mango nie pachniał tak bardzo grejpfrutem, jak już przyszło mi ich używać, więc naprawdę czad! No i są bardzo wydajne, super się pienią i współpracują z myjką - rewelacja ;)
Dermacol, Gommage Cleanser - totalnie nie kumam tego produktu, nie wiem co on miała robić, ani jak miał to robić, używałam i się nie dowiedziałam i się nie dowiem, nie ogarniam.
I zużyłam dość sporo próbek: BioLaven, krem do twarzy na dzień, olej z pestek winogron i olejek lawendowy, Arkana, Neuro Cannabis Cream Mask, BioDermic, serum przeciwzmarszczkowe z ekstraktem z kawioru. A także kremy na noc: Arkana, Neuro Cannabis, Elixir Cream, Avon, Sleep Potion, krem na noc, VisPlantis, krem odmładzający z ekstraktem ze śluzu ślimaka, Vianek, przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc z ekstraktem z miłorzęby japońskiego, Dermacol, Elixir, odmładzający kawiorowy krem na noc - i jako że przewinęło się tyle tych próbek nie jestem w stanie stwierdzić ani wypowiedzieć się na temat każdego z nich. Za dużo tego wszystkiego, żebym teraz wiedziała, jaki krem jakie miał właściwości.


Phyto, tonik do włosów oraz Avon, spray do włosów dodający blasku, te dwa produkty leżały już u mnie w szafce dobrych kilka lat i tak leżą i leżą, aż w końcu stwierdziłam - okej nie ma sensu, trzeba wywalić, bo tylko się kurzą. Możecie mi napisać, czy mam czego żałować :D. 



Kindii pure, bawełniane płatki dla niemowląt - jak zawsze, nic nowego są genialne.


I o! Takie denko, w tym miesiącu mam znowu plan na przejrzenie całej kosmetyczki i wyrzucenie tego, co mi graci, bo jest tego na pewno dużo więcej niż te dwa produkty, co zdecydowałam się wywalić!


Denko, październik 2020!

08 listopada 2020

 

Dzień dobry! Poza tym, że myślałam, że w listopadzie będę bardziej zorganizowana pod kątem blogowym to wszystko jest okej, a już z pierwszym wpisem jestem w plecy i tak to wygląda. Ale nie ma się co załamywać, tylko po prostu działamy tak jak się da! Nie pozostaje mi nic innego, jak dalej naiwnie wierzyć, że w końcu się ogarnę i będzie lepiej. 
A na razie! Zapraszam Was na październikowe denko, które jest dość spore, a to z tego względu, że postanowiłam też pozbyć się niektórych produktów, które się przeterminowały albo po prostu nie będę ich już używać, a niekoniecznie są zdenkowane. Ale lubię robić takie porządki, bo od razu jakoś tak lepiej się robi i w łazience i w szafie. Więc enjoy! Będzie tego sporo!


Ulubieńców mamy o dziwo niewiele. Zazwyczaj ta grupa jest u mnie bardzo rozbudowana, ale jakoś tak wyszło. W obecnym czasie mam wrażenie, że nie mam na nic wpływu. No, ale wyrzuciłam kolejną myjkę z Rossmanna, które dla mnie są zdecydowanie najlepsze. Wrzucam je rzadko, a zmieniam oczywiście częściej, ale teraz, że wymiana nastąpiła pod koniec miesiąca postanowiłam zostawić. Bardzo je polecam, bo są tanie, a mega! Dodatkowo Isana, żel pod prysznic, yoghurt&fruit jest świetny. Nie wyróżniam konkretnych żeli, bo co chwilę mam inne, ale one są naprawdę super. Nie wysuszają skóry, nie powodują nic złego, a fajnie pachnie, super myje, pieni się, są tanie i wydajne, więc czad. W kwestii włosów zużyłam kolejną buteleczkę mojego ulubionego Natura Siberica, rokitnikowy kompleks olejków, on jest dla mnie najlepszy. Pięknie pachnie i na maksa pielęgnuje włosy! Poza tym, zużyłam też w końcu Dermacol, intensywnie liftingująca maska i ona też jest fajna, fajny zapach i super działanie, więc ideolo. I kolejna rzecz to BeBeauty, płatki kosmetyczne - mega mi one pasują i są zdecydowanie najlepsze, najtańsze, nie rozwarstwiają się i nie denerwują, więc rewelka! 


Czas na cuda, których jest sporo!
  • Neutrogena, Skin Detox, oczyszczająca maska 2w1 - ta maska jest naprawdę super! Jak tylko miałam jakieś zmiany skórne od razu brałam tę maskę i się smarowałam. Ona miała naprawdę wielopoziomowe działanie. Każda zmiana, wyprysk znikały dużo szybciej niż bez użycia tej maski, ona świetnie oczyszczała i łagodziła jakiekolwiek podejrzane stany, ale nie wysuszała przy okazji dramatycznie. Zapach dość mentolowe, ma lekko działanie chłodzące, ale to wszystko było na maksa przyjemne, więc dla mnie produkt sztos!
  • Panthenol spray - nie muszę mówić, że dla mnie panthenol to produkt pierwsza klasa. Zawsze opalam się na czerwono, czy tego chcę czy nie - a zazwyczaj nie lubię nawet siedzieć na słońcu, ale ten panthenol super łagodził sparzoną skórę i pomagał w jej zagojeniu.
  • Dermaquest, Universal Cleansing Oil, olejek do mycia twarzy i oczu - olejek zużyłam, był na maksa wydajny, wystarczył mi na bardzo długo, a zmywał makijaż rewelacyjnie. Każdy, makijaż oczu, mocne konturowanie i tzw. moją tapetę, więc bomba. Poza tym, nie podrażniał, nie powodował zamglenia oczu - a o to właśnie chodzi ;).
  • Kerabione, serum do rzęs - z jednej strony serum, jak serum, mam wrażenie, że większość działa zdecydowanie tak samo, ale ta wersja jest o tyle fajna, że jest w naprawdę przystępnej cenie, dodatkowo 'do kompletu' można kupić suplementy, co wspomoże efekt. Mi się podobało, bo rzęsy były dłuższe i mocniejsze, a o to chodzi.
  • Ziaja, żel myjący normalizujący na dzień/na noc - nie chcę mówić, jak długo go używałam, ale jest super. Ekstra oczyszczał skórę rano, była w super stanie, może lekko czasem ściągnięta, ale tonik załatwiał potem sprawę. Produkt jest tani, łatwo dostępny, fajnie się pienił, ale nie podrażniał, więc ja byłam zadowolona.
  • Mugga - ja musiałam powiedzieć o tym produkcie, jeśli tylko wybieracie się do Afryki albo lubicie łowić ryby, czy przesiadywać na ogniskach wieczorami to ten produkt jest genialny! Produkt jest mocny i trzeba trochę na niego uważać, ale naprawdę działa, odstrasza komary na dobre, tak że nawet żadne nie latają i nie wkurzają. 
  • Shecell, dermoaktywny krem do skóry z przebarwieniami - kolejny fajny krem, który ładnie zadziałał na moją skórę, nawilżył ją, a także lekko podziałał na przebarwienia. Cudów nie ma co oczekiwać aż tak, ale naprawdę efekt jest zadowalający. A przy okazji, te kremy mają dodatkowe inne zalety, o których piszę na blogu w recenzji!
  • Jantar, szampon z wyciągiem z bursztynu, do włosów zniszczonych - dla mnie to są świetne szampony w ramach alternatywy dla moich ulubieńców z Alterry. Są fajne, są tanie i ogólnodostępne, super oczyszczają włosy, nie plączą ich i nie wysuszają. Dobrze też oczyszczają włosy z olejków i innych produktów kosmetycznych. Więc polecam ;)


Średniaki, nie wiem jak to się stało, że znalazły się tu same produkty z BingoSpa, ale to jest totalny przypadek. Co prawda nie wszystkie produkty są zupełnie zdenkowane, ale już mnie męczyła ich obecność - haha.
  • BingoSpa, peeling błotny z kwasem mlekowym i kwasami AHA - peeling był nawet w porządku, trochę mnie męczył swoją konsystencją. W pewnym momencie miałam problemy z wyciśnięciem go z opakowania, tym bardziej jak ubywało go coraz bardziej. Ogólnie nie był zły, ale ostatecznie stwierdzam, że wolę trochę mocniejsze produkty.
  • BingoSpa, balsam brzoskwiniowy do dłoni - ja jestem ogólnie beznadziejna w kosmetykach do dłoni i kremy u mnie zawsze stoją spokojnie minimum kilkanaście miesięcy. Nic na to nie poradzę, a stwierdziłam, że ten mi się już znudził, męczyłam go na pewno ponad rok. Ładnie pachniał i naprawdę fajnie działał na dłonie, ale mnie tak wymęczył, że aż mi zbrzydł.
  • BingoSpa, maska do twarzy, kompleks algowy - maska, ja bardzo lubię takie maski wielokrotnego użytku, bo to się bardziej opłaca. Ta też była w porządku, fajne działanie, ładne nawilżenie skóry i spoko zapach, ale czegoś mi tam brakowało, żebym była zachwycona. 


  • Intimelle, chusteczki do higieny intymnej - nie wiem, nie pytajcie jak ja mogłam zużyć całe trzy opakowanie w jeden miesiąc, ale one były tak beznadziejne, że bardzo się z tego cieszę. Bardzo słabo nasączone, materiał też był średni, bardzo łatwo się rwał i dziurawił, więc ja jestem na nie. Ale pochwalę się już teraz, że mam już produkty, które mi się podobają.


I produkty, które poszły do kosza, mimo że nie zostały zużyte, niektóre nawet nieotwarte, niektóre nie wiem na co czekały tak szczerze, powinnam wywalić je już dawno temu. Aczkolwiek, Dermaquest C Infusion, serum przeciwstarzeniowe  z witaminą C i retinolem musiałam się pozbyć ze względu na skład, są tam składniki, których obecnie nie wolno mi używać. Mokosh, mydło cedrowe, Perfecta, lekki krem koktajl normalizujący i nawilżający i Mamas, krem do pielęgnacji biustu to są produkty, które leżały i leżały. Nie mam pojęcia na co czekały, ale cóż. Niektóre leżały u mnie naprawdę kilka lat i pewnie aż się nawet wstyd przyznać ile. O suplemencie diety, Terra Nova Nuitrition - Jagody Wam pisałam, że dostaliśmy go dość późno i już był na wylocie. Tołpa mocny turbo krem antycellulitowy chciałam użyć, ale nie było mi po drodze, a teraz się przeterminował i tak o poszło. Avon, planet Spa, Beauty Sleep maseczka do twarzy z lawendą i rumiankiem to produkt, który lubiłam i fajnie mi się go używało, ale niestety się przeterminował i tak o - a nawet nie kminiłąm, że ma tak krótką datę ważności ;). I z kolorówki stwierdziłam, że czas na out dla tuszy do rzęs od Essence i Maybelline, a także Eveline odżywcza do rzęs SOS. 


Jak ja się cieszę, że w końcu udało mi się przez to przebrnąć! 

Rokitnikowy zawrót głowy, czyli scrub do skóry głowy i spray odżywczy - Natura Siberica

02 lipca 2020



Dzień dobry! Witamy w nowym miesiącu, witamy oficjalnie na wakacjach (dla niektórych oczywiście), ale mam nadzieję, że i tak te wakacje będą dla nas łaskawe ;). Macie jakieś plany, chcecie gdzieś pojechać? Dajcie znać - obecnie poszukuję inspiracji żeby coś podziałać, ale przerażają mnie trochę tłumy ludzi, którzy obecnie są wszędzie, a ja nie lubię tłumów na wakacjach. A wiadomo, że obecnie rejon Zakopanego czy polskiego morza będzie przepełniony, dlatego właśnie możecie polecać mi jakieś fajne miejsca na weekend!
A dzisiaj przejdziemy do włosów i będą to kosmetyki od Natura Siberica. Bardzo lubię tę markę i odkrywam co chwilę jakieś cudeńka od nich, a dzisiaj będzie o produktach do włosów z ich rokitnikowej serii ;) Enjoy!


Natura Siberica
rokitnikowy scrub do skóry głowy


Scrub powinien być pierwszym krokiem właściwej pielęgnacji skóry głowy. Ma za zadanie złuszczać obumarły naskórek, pielęgnować skórę głowy z tendencją do powstawania łupieżu, zmniejszać swędzenie oraz przedłużać świeżość włosów. Ponadto głęboko oczyszcza i zmniejsza produkcję sebum. Zawiera: organiczny olej z rokitnika ałtajskiego [10] i organiczny marokański olej arganowy [12], które odżywiają, więc włosy odzyskają swoją siłę i blask; organiczny ekstrakt z mięty [16], który oczyszcza, odświeża i dodaje włosom energii; witaminy i aminokwasy, które odżywiają, regenerują i nadają włosom gładkość i miękkość, a także olej z nasion sosny syberyjskiej, który naturalnie odżywia i wzmacnia, dzięki zawartości ponad 90 różnych, biologicznie czynnych składników. 

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Siberica Shell Powder, Lauryl Glucoside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus Seed Powder, Hippophae Rhaimnodesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamonides Fruit Oil [10], Menthol, Argania Spinosa Seed Oil [12], Pineamidopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita Leaf Water [16], Calendula Officinalis Flower Extract, Bisabolol, Achillea Asiatica Extract, Arctium Lappa Root Extract, Oxalis Tetraphylla Extract, Citric Acid, Urica Dioica Leaf Extract, Geranium Sibiricum Extract, Juniperus Sibirica Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine, Aspartic Acid PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Parfum, benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Cl 16255, Caramel, Cl 15985.

Sposób użycia: niewielką ilość peelingu należy nałożyć na wilgotną skórę głowy, następnie masować delikatnymi ruchami i pozostawić na ok. 3 minuty, następnie należy zmyć  obficie wodą i umyć włosy normalnie szamponem. Najlepiej stosować 1 w tygodniu.


Scrub znajduje się w dużej tubce, która cały czas 'stoi na głowie' - ułatwia to wydobywanie produktu z opakowania, ale i zdarza się, że coś tam wylatuje, kiedy tego nie chcemy, więc trzeba uważać. Tubka bardzo mi się podoba, standardowa szata graficzna, która jak najbardziej jest w moim guście, mamy dodatkową naklejkę z opisem w języku polskim, która po jakimś czasie na pewno zejdzie pod wpływem wody. Zakrętka też działa bez zarzutu, wiec jest fajnie. Nawet z mokrymi dłońmi nie mam problemu z zakręceniem opakowania.
Konsystencja tego peelingu jest trochę rzadsza niż się spodziewałam, ale nie przelewa się przez palce. Mimo wszystko czuć, że jest na maksa napełniona drobinkami, co bardzo mi odpowiada, bo ja lubię zawsze i wszędzie mocne, gruboziarniste peelingu, lubię czuć to ścieranie i na szczęście mojej skórze to nie szkodzi. Zapach jest genialny. Nie wiem, jak i do czego mogę go przyrównać, ale uwierzcie mi na słowo, że jest sztosem.
Powiem, że zaskoczyłam się już od pierwszej chwili po użyciu. Ten peeling się pieni! Dla mnie to jest genialnie, bo dużo łatwiej jestem w stanie dojść peelingiem do różnych zakamarków na skórze głowy między włosami. Wiecie, czasem z peelingiem jest tak, ze włosy pod wpływem wody nie chcą się rozdzielać, przyklejają się do skóry i wchodzenie tam z peelingiem jest dość ciężkie, a tutaj wszystko przebiega mega łatwo właśnie dzięki tej pianie! Super! Poza tym, peeling ma bardzo dobry wpływ na moją skórę głowy, staram się używać tak 1 na dwa tygodnie i muszę przyznać, że włosy mi za to dziękują. Są takie lżejsze, uniesione u nasady, bardziej sypkie i wszystko mi tutaj gra.
Powiem szczerze, że ta piana robi robotę taką, że chyba znalazłam swój peeling do skóry głowy idealny :)


Natura Siberica, 
rokitnikowy spray - kondycjoner odżywczy do włosów


Rokitnikowy spray ma za zadanie ułatwić rozczesywanie, pozostawić włosy grubsze i bardziej gęste, a także chronić przed termo-stylizacją. Ponadto, odżywia, nawilża włosy, pozostawia powłokę ochronną na nich, a także regeneruje uszkodzoną strukturę włosa. Sprawia, że włosy są zdrowe i gładkie, jak jedwab. Dzięki zawartości witamin i aminokwasów odżywia i regeneruje włosy, oleju rokitnikowego ałtajskiego [8], marokańskiego oleju arganowego [9], a także nasion syberyjskiego, białego lnu [12] przyczyniają się do powstawania keratyny, która zapewnia wytrzymałość włosów i połysk. Poza tym, białka jedwabiu [31] wygładzają wierzchnią warstwę ochronną włosów, nawilżają i regenerują je. 

Skład: Aqua, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Sorbitol, Sucrose Laurate, Sucrose Dilaurate, Sicrose Trilaurate, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil [8], Argania Spinosa Kernel Oil [9], Rosa Canina Fruit Oil, Pinus Siberica Seed Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil [12], Avena Sativa, Kernel, Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Pinus Pumila Needle Extract, Picea Obovata Needle Extract, Aquilegia Siberica Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Biotin, Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacinamide, Pantothenic Acid, Pyridoxine, Riboflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Silk Amino Acids [31], Pinus Siberica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Phospholipids, Sphingolipids, Glicine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soja Sterols, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine HR, Hydrolyzed Vegetable Protein, Polyacrylate-1 Crosspolymer, Polyquaternium-44, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Pactic Acid, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool. 

Sposób użycia: spray należy rozpylić z odległości 20-30 cm niewielką ilość sprayu na czyste i lekko podsuszone włosy ręcznikiem, a następnie można przystąpić do układania.


Na wstępie powiem, że do tej odżywki miałam ze 2-3 podejścia, za każdym razem było całkiem, co innego, że trochę mnie to skołowało, ale już opowiadam o co kaman.
Opakowanie i wszystko jest bardzo utrzymane w typowej dla marki szacie graficznej mi się to podoba - dość na bogato, dzieję się, ale jakoś mi to bardzo do niej pasuje. Też jest naklejka z informacją w języku polskim, jak coś. I atomizer, tu już się robi problem. On nie rozpyla pięknej, idealnej mgiełki pokrywającej równomiernie większą powierzchnię moich włosów, on 'sika' mokro w jednym kierunku, a to jest coś, czego ja baaardzo nie lubię w takich produktach, no ale może jakoś damy radę? :)
1 użycie: Postanowiłam spsikać nim włosy, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że sika, ale włosy były mokre to jakoś udało mi się to rozprowadzić równomiernie na włosach. Ale wtedy tak śmierdział, że o mamo. I wyczuwałam ten zapach potem na włosach i mega mi on przeszkadzał, na szczęście pod wpływem innych produktów zapach zniknął, ale drama. Efektów nie zauważyłam żadnych.
2 użycie: stwierdziłam, że skoro zapach jest beznadziejny i mgiełka też, to będę dodawać odżywkę do aloesu jako podkład po olej. Ojeny znowu śmierdział, i znowu nie mogłam wytrzymać, po zmyciu oczywiście nie było go czuć, ale szok. Efekty? Żadne.
3 użycie: stwierdziłam, że muszę go zużyć, nie wyrzucę prawie całego opakowania, bo mi szkoda, więc stwierdziłam, że jakoś przeżyję ten podkład, jako combo z tym sprayem i wiecie co? Przestało mi śmierdzieć, jakoś zaczął mega ładnie pachnieć, że psikałam go jeszcze więcej. A jak już zapach mi się spodobał to postanowiłam i spsikać nim mokre włosy już po umyciu, z daleka, żeby mógł rozprowadzić się, jak najbardziej równomiernie. I wiecie co? Efekty? Sztos!

To był mój jeden z lepszych włosingów od dłuższego czasu i praktykuję to już teraz, co mycie. Nie wiem, co się stało z zapachem, że zaczął mi ładnie pachnieć, nie wiem dlaczego nagle efekty pojawiły się i są na maksa zadowalające, ale włosy stały się sypkie, mięciutkie, odżywione i nawilżone na całej długości, nawet końcówki są mega mięciutkie i takie 'zgrane', ale nie sklejone!
Mega żałuję tego atomizera i braku ładnej mgiełki, bo bardzo bym chciała używać go i na suche włosy, ale to nic. Fajnie, że przynajmniej takie zastosowanie udało mi się znaleźć, które na dodatek mnie bardzo zadowala ;).


Dajcie koniecznie znać, czy znacie te produkty! I co innego jeszcze polecacie do włosów od Natura Siberica! :)


Głęboko oczyszczający peeling do ciała z rokitnikiem i miodem

15 stycznia 2019


Dzień dobry! Z regularnością w styczniu mi nie po drodze, ale powoli, powoli się ogarnę - obiecuję! Muszę tylko zrobić zapas zdjęć, bo jak zdjęć nie ma i nie ma czasu ich zrobić to wtedy też jest problem tak naprawdę z napisaniem czegokolwiek. Ale jak kilka spraw się wyprostuję - będę mieć więcej czasu to narobię zdjęć :.mam już listę rzeczy, które chciałabym tu zrecenzować w najbliższym czasie, więc będzie mi łatwiej się zorganizować. A przy okazji, dzisiaj ruszyły zapisy na kolejną konferencję Meet Beauty! Dajcie znać w komentarzach kto się zgłasza ;))
Przechodząc do recenzji, dzisiaj mam dla was moją opinię na temat peelingu do ciała, gruboziarnistego, który zgarnęłam kiedyś na promocji w Rossmannie 2+2 :).

Natura Siberica
rokitnikowo miodowy peeling do ciała


Rokitnikowo miodowy scrub do ciała głęboko oczyści i zregeneruje skórę, tym samym zachowując piękno i młodość. Olej rokitnika ałtajskiego głęboko odżywi skórę, nadając jej komfort i miękkość. Poza tym, zawiera witaminy, niezbędne aminokwasy, a także kwasy tłuszczowe. Cały kompleks aminokwasów i minerałów jest odpowiedzialny za nasze zdrowie i urodę. Miód gryczany sprawi, że skóra stanie się elastyczna i sprężysta. Organiczny ekstrakt szałwii ma działanie tonizujące, usunie toksyny i przywróci skórze gładkość oraz delikatność.
Peeling nagrodzony Nagrodą Allure, jak i Nagrodą Natural Beauty Awards 2016,

Skład: Sodium Chloride, Glycerin, Butyrospermum Parkii Shea Butter, Ceteeryl Alcohol, Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Pinemidopropyl Betaine (PS), Hippophae Rhamnoidesamidopropylo Betaine (HR), Salvia Officinalis Leaf Extract*, Mel*, Pinus Siberica Seed Powder, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil*, Aquilegia Siberica Extract (WH), Hesperis Siberica (WH), Sorbus Siberica Extract (WH), Maris Sal, Parfum, Cl15985, Cl19140, Carmel.
*składniki organiczne // (WH) ekstrakty z dziko zbieranych ziół syberyjskich // (HR)olejek rokitnika ałtajskiego // (PS) olejek z sosny syberyjskiej

Sposób użycia: należy nanieść niewielką ilość peelingu na wilgotną skórę, lekko wmasować, a następnie starannie spłukać wodą.


Jak widzicie peeling znajduje się w odkręcanym słoiczku, akurat w peelingach takie opakowania sprawdzają się najlepiej, więc nie mam co narzekać. Idealnie da się je zakręcić, więc można spokojnie zabierać wszędzie ze sobą, nie ma też problemów z odkręcaniem peelingu pod prysznicem mając mokre dłonie. Tutaj mi wszystko pasuje jak najbardziej. Na opakowaniu za wielu informacji nie znajdziecie poza składem, ale myślę, że on jest najważniejszy, a całą resztę znajdzie się w internecie.
Zaraz po odkręceniu opakowania da się wyczuć cudowny zapach, słodki, owocowy i kwiatowy - wszystko w jednym. Nie mam pojęcia co tak pachnie, ale ja go uwielbiam! Jest idealnie energetyzujący, sprawia, że jestem jakaś taka żywsza i bardziej mi się chce coś zrobić. Idealny na każdą porę roku i pory dnia. Fajnie jest też to, że zapach jest cały czas tak samo intensywny, a używam go regularnie.
Konsystencja peelingu jest lekko tłusta, ale w idealnym stopniu. Peeling jest gruboziarnisty, więc jeśli ktoś nie lubi takich mocnych zdzieraków to ostrzegam - uważajcie na niego. Dla mnie jest idealne wszystko. Wygodnie się używa, nakłada na skórę i masuje.


Uwielbiam gruboziarniste, cukrowe peelingi, bo wtedy czuję, że skóra jest naprawdę gładka, sprężysta i elastyczna. Idealnie wpasowują się w moje wymagania. Nie podrażniają ani nie uczulają, więc moja skóra jest do nich już przyzwyczajona. Ale ten Natura Siberica idealnie ściera martwy naskórek i świetnie przygotowuje ciało pod depilację, a także dba o nią kilka dni po. Nie mam problemów z wrastającymi włoskami od kiedy pilnuję tego, żeby użyć peelingu niedługo po depilacji. Skóra jest w idealnym stanie, gładka, miła w dotyku, sprężysta i elastyczna. Jest też odżywiona, nie ma konieczności używania balsamu później, bo olejki są wystarczająco nawilżające.


Nie tylko jego działanie mnie zachwyciło, ale wszystko! Dosłownie wszystko. Nie ma w nim nic, co mogło by mnie zrazić do niego. Działanie ma świetne, konsystencja idealna, zapach ma tak czarujący i uzależniający że mam ochotę się cała tym wypachnić. Wiadomo, w drogerii jego cena jest wysoka, ale w internecie spokojnie znajdziecie go w okolicach 20 zł, a jest też o dziwo wydajny. Ja go już używam z dwa miesiące i jeszcze trochę będę go używać przy stosowaniu 2 razy w tygodniu. Polecam!
I właśnie dlatego jaram się tymi promocjami, bo udaje mi się poznać produkty, do których na pewno będę wracać regularnie.


Rokitnikowy kompleks olejków, Natura Siberica

06 września 2018


Dzień dobry! Co tam, jak tam? Ja powoli wracam do szkolnego trybu życia, ogarnianie, papiery, sprzątanie, układanie i wciskanie innych obowiązków między ten już i tak trochę bardziej zawalony czas. Ale fajnie tak, podoba mi się, że znowu coś się dzieje, że będę miała zajęcie i mam nadzieję, że uda się znaleźć jeszcze coś więcej. Trzymajcie kciuki, żeby się udało ogarnąć wszystko, co chcę, byłoby super;). Lecę dalej ogarniać, zrobić jakiś trening, a Was zapraszam do recenzji!
Musze w końcu przygotować wpis dotyczący moich włosów, bo cały czas o nich piszę od kiedy rozjaśniłam i co chwilę podkreślam, że teraz moja pielęgnacja jest znowu bardzo rozbudowana, ale jeżeli się chce mieć rozjaśniane włosy to w moim przypadku muszę poświęcić im dwa razy więcej czasu. Dzisiaj będzie o olejku marki Natura Siberica, w którym się po prostu zakochałam! Nie przedłużając, czytajcie!

Natura Siberica
Rokitnikowy kompleks olejków do końcówek włosów


Kompleks olejków marki Natura Siberica ma za zadanie zregenerować i odżywić rozdwojone końcówki, zapobiec łamaniu się włosów, chronić je przed działaniem wysokiej temperatury suszarki, lokówki czy prostownicy, poprawić stan suchych i łamliwych włosów, stymulować powstawanie keratyny, dzięki czemu odbudowywane są uszkodzenia struktury włosa, nawilżyć, wygładzić i dodać im blasku, zapobiegać powstawaniu kolejnych uszkodzeń. Produkt dzięki lekkiej formule nie obciąża włosów 
* bez silikonu, BHT-BHA i mineralnych olejków * bez PEG, parabenów i EDTA *

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Phenyl Trimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Argania Spinosa Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Schizandra Chinensis Fruit Oil Extract, Linum Usitatissimum (linseed) Seed Oil, Tocopherol, Myrtus Communis Oil, Rethinyl Palmitate, Pinus Sibirica Seed OilWH, Phospholippids, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycolipids, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Pinus Sibirica Seed Oil, Polyglyceryl-6 EstersPS, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Parfum.
Olejki: olej arganowy, olej z owoców rokitnika, olej rokitnikowy, wyciąg z cytryńca chińskiego,  olej lniany, olejek mirtowy, olejek cedrowy, olej sojowy, olej z nasion słonecznika.

Sposób użycia: należy rozetrzeć kilka kropel w dłoniach i następnie nanieść na umyte, wilgotne końcówki włosów. Nie zmywać a następnie przystąpić do stylizacji włosów. Można również stosować na co dzień aby dodatkowo chronić włosy i odbudowywać zniszczenia.


Olejek dostajemy w kolorowym, ładniutkim kartoniku, który od razu kojarzy nam się z samymi dobroczynnymi składnikami. Sam olejek znajduje się w szklanej malutkiej buteleczce z pipetą, co rewelacyjnie ułatwia korzystanie z olejku. Pipeta dozuje idealną ilość produktu, którą my i tak możemy sobie jeszcze wymierzyć. Na buteleczce znajduje się niewielka ilość napisów, a z kolei w języku polskim mamy tylko jedną dodatkową naklejkę na opakowaniu.
Konsystencja olejku nie jest wcale taka olejkowa i tłusta, jak by się mogło wydawać. Mi bardzo przypomina on w konsystencji suchy olejek, bardzo lekki i rzadki, ale nie jest klejący ani lepki. Zapach ma genialny, bardzo świeży, lekko owocowy, trochę kwiatowy - dla mnie bomba. Przy okazji, zapach w miarę utrzymuje się na włosach, co cieszy jeszcze bardziej.


Ja głównie olejek stosowałam na lekko wilgotne włosy po myciu. Rozsmarowywałam olejek po dłoniach i przeczesywałam nimi włosy, przy okazji je układałam tak jak chciałam, głównie skupiając się na końcówkach i zawsze resztki olejku wcierałam właśnie w nie. Od kiedy używam ten olejek, nie zauważyłam rozdwojonych końcówek, włosy również przestały mi się łamać, więc ja jestem bardzo zadowolona! Jak już włosy wyschną, końcówki są naprawdę mięciutkie,miłe i gładkie w dotyku, Poza tym, są zdrowe, lśniące, błyszczące i sprężyste. Całe włosy ogólnie są sypkie i super się układają.
Od czasu do czasu, nakładałam kilka kropel olejku na suche włosy. Mam z nimi taki problem, że jak bezpośredni po myciu są genialne, tak następnego dnia stają się lekko suche i szorstkie, więc muszę je nawilżać na bieżąco. Olejek stosowany na suche włosy, nie przetłuszcza ich i nie skleja, więc mogę używać go do woli nawet każdego dnia, dzięki czemu codziennie wyglądają ładnie, są gładkie, a poza tym, regenerowane, bo codziennie dostają porcję kompleksu olejków, który bardzo im służy.


Olejek starczył mi naprawdę na długo, a nie oszczędzałam go. Zabierałam ze sobą wszędzie na wyjazdy i naprawdę dawał sobie rade w każdej sytuacji. Zregenerował, nawilżył i odżywił moje włosy, dzięki niemu nie mam już problemów z rozdwajającymi się końcówkami i muszę zaznaczyć fakt, że włosy po prostu są w lepszej kondycji, nie są sklejone i nie wyglądają jedynie na zdrowe, tylko rzeczywiście takie są. Poza tym, moje rozjaśniane włosy są obecnie bardzo wymagające i potrzebują mocnego działanie, a ten lejek sprawia,że świetnie dają sobie radę. Kupiłam już kolejną buteleczkę i na pewno olejek zagości u mnie na stałe i będzie pojawiał się w denku regularnie.


IV edycja Meet Beauty - przegląd marek kosmetycznych i ich stoisk

13 czerwca 2018


W ostatnim wpisie opisałam Wam dokładnie, jak wyglądała konferencja Meet Beauty, gdzie skupiłam się głównie na wydarzeniu, panelach dyskusyjnych oraz warsztatach, w których miałam przyjemność brać udział. Jeżeli jesteście ciekawi co i jak było, to koniecznie zajrzyjcie do poprzedniego wpisu. Stwierdziłam, że nie chcę, żeby te wpisy związane z konferencją były nie wiadomo jak długie i zagmatwane, a chcę Wam pokazać jak najwięcej - to wolę rozdzielić je na trzy części, tym samym robiąc tydzień retrospekcję z Meet Beauty na blogu. Zachwycałam się ostatnio kreatywnością marek na stoisku, dlatego postanowiłam poświęcić im oddzielny wpis i pokazać Wam, jak to dokładnie wyglądało i co konkretna marka wymyśliła!

PIERRE RENE oraz MIYO 
Marka miała do dyspozycji cała salę dla siebie, więc zdecydowanie to stoisko było największe. W sumie ja się tam czułam, jak w jakiejś drogerii, bo były Pierre Rene szafy i stoiska praktycznie ze wszystkim, co tylko marka posiada w swojej ofercie. Można było wymacać sobie wszystko, testować,sprawdzać i dotykać. Świetna opcja, bo można było dowiedzieć się wszystkiego na temat każdego produktu, jaki by nas interesował. Poza tym, Klaudia Owczarek malowała dziewczyny na bieżąco, więc też fajna opcja, z której można było skorzystać. 
Poza tym, przy szafie Miyo można było znaleźć usta, z którymi wszystkie robiłyśmy sobie zdjęcia. Bardzo fajnie był ustawiony set z lampą, więc to naprawdę nam pomogło w uzyskaniu idealnych selfie, które potem brały udział w konkursie ;).