Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

Tym razem, to już moje 28. urodziny!

01 listopada 2020


Od czterech lat, co roku piszę jakiś urodzinowy wpis, zawsze mam jakiś pomysł, mam jakieś przemyślenia, rozkminy, którymi chcę się podzielić, bo uważam, że są takie turbo mądre, haha. W tym roku myślałam o tym już od ponad tygodnia i w głowie miałam pustkę. 

Obecnie w Polsce panuje tak stresująca sytuacja, że na mnie się ona dosyć mocno odbija. Nie wiem, ale przeraża mnie to wszystko. Strajk Kobiet, to zaangażowanie wielu kobiet, takie samozaparcie, niektóre akcje, które mnie przerastają, ale szanuję, podziwiam. Inna kwestia, to ta koronawirusowa pandemia, która utrudnia mi na chwilę obecną sporo rzeczy. Bardzo długo bagatelizowałam tę sprawę, ale teraz już trzeba uważać... Tym bardziej, że przez covid są to moje pierwsze urodziny, których nie spędzę ze swoją rodziną u babci (taka tradycja). I mimo, że kończę 28 lat, więc może się wydawać, że jestem dorosła, stara dupa, to jest mi najzwyczajniej w świecie przykro. Ale safety first, wiem że sobie to odbijemy i nadrobimy jak już będzie można. 

 

Ale mimo wszystko, jakoś dzisiaj rano poprawił mi się humor. Mąż załatwił mi balony z helem (on wie co mi sprawia największą radość haha), wiadomości od bliższych i dalszych osób i jakoś tak kminię, że nie może być aż tak źle. A nawet biorąc pod uwagę inne okoliczności - jest bardzo dobrze! Zaczęłam też kurs na księgową I stopnia, więc znowu się uczę, robię notatki i mogę poużywać wszystkie swoje mazaki, długopisy i zeszyty, które co roku kupuję przed rozpoczęciem roku szkolnego! Także klasa!

A jak macie ochotę na jakieś głębsze przemyślenia to zapraszam na bardziej ambitne posty z poprzednich lat:

A dzisiaj, trzymajcie się ciepło, uśmiechajcie się i dużo miłości i dobrego dla Was! <3

I kiedy masz kolejne urodziny....

01 listopada 2019


...i nie potrzebujesz niczego więcej, bo masz wszystko. 

To już któreś moje urodziny na blogu i co roku staram się wymyślać, jakieś konkretne wpisy, bo to ma dla mnie dosyć spore znaczenie. Podsumowanie roku, przemyślenie sobie kilku rzeczy, taki rachunek sumienia, który pomagał mi zawsze ustalić w jakim momencie życia się właśnie znajduję. W tym roku jest zupełnie inaczej.

Nie mam balonów, nie mam planu, nie szykuję żadnej mega wielkiej imprezy, nawet nie wiem, w co się ubiorę, i nie przywiązuję do tego żadnej wagi na chwilę obecną. Wyszłam za mąż, więc są to moje pierwsze urodziny z mężem, a także pierwsze Wszystkich Świętych razem z nim, kiedy to we dwójkę pojedziemy na cmentarze, odwiedzimy groby naszych bliskich, razem, i razem pojedziemy odwiedzić moją babcię, która jak co roku robi dla wszystkich swoich dzieci i wnuków gołąbki. I nie zamieniłabym tego na żaden nawet najdroższy prezent świata. Chcę spędzić czas z rodziną, z przyjaciółmi, ze znajomymi i nic więcej. Nie muszę już uświetniać swoich urodzin jakimiś dodatkami, żeby pokazać, jaka to ja nie jestem szczęśliwa. Właśnie dlatego, że w końcu jestem naprawdę szczęśliwa, wiem, że mogę wszystko i mam wszystko, co sprawia, że mam cudowne życie i ludzi wokół, którzy zawsze mnie wspierają i pchają do przodu. Czego chcieć więcej?

A, w sumie wiem! Chciałabym zobaczyć i pomacać alpaki i może się uda pojechać w ten weekend! 

Życie mnie zaskakuje na każdym kroku, ja sama siebie zaskakuje i tego sobie życzę, żeby zaskakiwało mnie dalej jak najbardziej pozytywnie. 

A tak w ogóle to niby nic nie potrzebuję, ale sobie kupuję, a w tym miesiącu cały czas z myślą, że 'O! Będzie na urodziny!'. I w taki sposób kupiłam sobie kalendarz adwentowy z Yves Rocher, książkę o Przyjaciołach, a także grę Gierki Małżeńskie! A i jeszcze wykupiłam trzy seanse na oglądanie Przyjaciół w kinie Helios! Tak można żyć. I wydaje mi się, że jeszcze przez cały listopad będę sobie coś kupować z myślą o urodzinach haha. Też tak robicie?


 

Miłego dnia ! 


living the life
kolejne zmiany, najlepszy rok

01 listopada 2018


Co roku na urodziny mam dla Was jakiś wpis związany z moim życiem prywatnym, z moimi przemyśleniami i z doświadczeniami, jakimi obdarza mnie los. Zazwyczaj mam masę pomysłów, co mogłabym tutaj napisać, a w tym roku mam jakąś pustkę w głowie. Coś w tym jest, że kiedy jesteśmy szczęśliwi nie zastanawiamy się nad sensem wszystkiego, nie rozmyślamy, nie analizujemy, nie mamy w głowie żadnych filozoficznych przemyśleń, nie obserwujemy, tylko żyjemy pełnią życia z dnia na dzień i rozkoszujemy się tym, co nas spotyka.

W tamtym roku, kiedy skończyłam 25 lat zaczęłam życie od nowa. Wszystko się wtedy zmieniło, przeprowadzka, plany na przyszłość, zerwane zaręczyny po kilku latach i nagle trzeba było sobie radzić samemu. Trzeba było się przyzwyczaić do nowej sytuacji, co wcale takie łatwe nie było ze względu na masę różnych przyzwyczajeń. Stwierdziłam wtedy, że nic mnie już w życiu nie zaskoczy - myliłam się. Ale nie myliłam się do jednej rzeczy - wiedziałam, że mój 25 rok życia będzie zdecydowanie najlepszym rokiem, który przyniesie mi wiele nowych doświadczeń i przeżyć i będzie rokiem przełomowym. Fakt faktem, nie wiedziałam, że aż tyle cudownych momentów mnie czeka, ale każde pozytywne zaskoczenie jest na wagę złota. Rok temu powtarzałam, ze będę singielką, jak najdłużej, czas odpocząć, zadbać o siebie, pobyć ze sobą i działać. Tak się złożyło, że już za niecały rok wychodzę za mąż. Ale.. najszczęśliwszych i najważniejszych momentów w życiu nie da się zaplanować ani przewidzieć.


Dwa lata temu napisałam wpis na temat 24 lekcji, których nauczyłam się w życiu. W tamtym roku wrzuciłam wpis, dodając kolejną lekcję, której nauczyłam się nagle, a mianowicie, że 'Nigdy nie można mieć pewności..'. W dalszym ciągu zgadzam się ze wszystkim, co napisałam, ale w tym roku wydarzyło się tak wiele zaskakujących rzeczy, że teraz mogę powiedzieć, że do jednego zawsze trzeba mieć pewność. Każda decyzja w życiu, ta zła, niepewna czy taka przynosząca w danym momencie negatywne skutki - pewnego dnia, po kilku miesiącach czy nawet latach, okazuje się być decyzją kluczową w osiągnięciu tego o czym zawsze marzyliśmy. 

To jest niesamowite, ale ja na chwile obecna mam życie właśnie takie, jakie sobie wymarzyłam x lat temu. Jest dobrze, budzę się każdego dnia z uśmiechem, jeżdżę z miejsca w miejsce, spędzam fajnie czas, mam super znajomych, mam narzeczonego, który jest spełnieniem moich wszystkich marzeń, a nawet mam więcej niż chciałam. Chciałam tego bardzo mocno, ale te wszystkie niepowodzenia i problemy, które napotykałam w życiu sprawiały, że myślałam, że nie można mieć wszystkiego, że jakoś to będzie, ale nie jest powiedziane, że będzie tak, jak ja chcę. O dziwo to właśnie dzięki nim jestem teraz taka szczęśliwa i gdyby nie one byłabym całkiem gdzie indziej. Więc to one doprowadziły mnie do mojego wymarzonego życia.



Standardowo tekst ma dość poważny charakter, ale rzeczywistość wygląda całkiem inaczej, bo usłyszałam ostatni,że robię się coraz bardziej dziecinna. Mimo ukończenia 26 lat nie przeszkadza mi to i ja nawet nie chcę dorosnąć! :) No to 100 lat!

Kiedy kończysz 25 lat
a wszystko się zmieniło

01 listopada 2017


Jeżeli mam jakąś okazję lubię ja wykorzystać, żeby coś tutaj napisać bardziej osobistego. Czy to święta, sylwester, walentynki, urodziny bloga, czy właśnie z okazji dzisiejszych 25 urodzin. Przeżywałam tutaj (osobiście.. nie mogę czytać tych pierdół), kiedy nagle z przodu pojawiła się 2 i poczułam się wtedy staro, przeżywam i teraz, bo przeżyłam ćwierćwiecze, co brzmi bardziej spektakularnie i przerażająco niż 25 urodziny. Osoby, które mnie znają wiedzą, że i tak dalej czasem zachowuję się, jak dziecko, ale mimo wszystko te urodziny są jakoś szczególne dla mnie, bo od ostatnich... wszystko się zmieniło ;).


W tamtym roku, z okazji 24 urodzin, napisałam wpis o 24 lekcjach, których nauczyłam się w życiu. Wszystkie lekcje są dalej aktualne i nic bym nie zmieniła. Dodam nawet kolejną lekcję, której nauczyłam się, jako 24-latka, a jest trochę ważnym uzupełnieniem tego, co napisałam rok temu:

Happy Birthday to me!
24 rzeczy, których się nauczyłam w życiu

01 listopada 2016


1 listopada, rok 1992 o godzinie 12:10, dokładnie 24 lata temu, na świat przyszło małe zapewne wydzierające się dziwne stworzenie, mała ja (tak, od zawsze byłam mała). Nie wiem dokładnie, jak to było, wiem tylko tyle, że ponoć bardzo mi się spieszyło na świat. Nie wiem, jaki był na mnie plan w dniu moich narodzin, ale mam nadzieję, że to co ze mnie wyrosło jest całkiem zadowalające, a moi rodzice mogą być i ze mnie i z siebie dumni, bo chyba im wyszło.
Czasem mi się wydaję, że w dalszym ciągu jestem takim trochę dziwnym, małym dzieckiem, które wciąż patrzy na świat przez różowe okulary, które wciąż ogląda bajki i nic nie wie o życiu. Z drugiej strony, miesiąc temu obroniłam pracę magisterską i jestem magistrem, mam narzeczonego, ogromne marzenia i ambicje oraz mniej lub bardziej poważne plany na siebie i na przyszłość. Czasem mam filozoficzne myśli, czasem popełniam błędy, czasem odnoszę porażki, czasem sobie nie radzę z tym co się dzieje dookoła mnie, ale zawsze jedna rzecz mnie ratuje - mój optymizm i pozytywne myślenie.


Jako, że mam już 24 lata i przeżyłam te 24 lata na tym świecie, wydaje mi się, że coś tam wiem i że chcę się tym podzielić z Wami. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić 24 rzeczy, których się nauczyłam, 24 lekcji, które chciałabym przekazać Wam. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale piszcie jakie są jeszcze Wasze propozycje, albo czego właśnie Wy nauczyliście się w życiu.

Bo weekend trwa zdecydowanie za krótko..

02 listopada 2013


Zdecydowanie! Poza tym, że jest dosyć wczesna pora soboty, a ja już narzekam, ale chciałabym, żeby ten weekend miał jeszcze dodatkowych 2-3 dni. Wtedy byłoby idealnie. Spotkałabym się ze wszystkimi, z którymi bym chciała, poszłabym na wszystkie imprezy, jakie są organizowane przez znajomych i w ogóle byłoby mega idealnie. Aczkolwiek i tak, i tak nie mogę narzekać, bo to był najlepszy weekend chyba dotychczas (a jeszcze się nie skończył), jak i jedne z najbardziej udanych urodzin ;).

Tak, jestem dziwolągiem i obchodzę urodziny 1 listopada ;D. Zawsze każdy się dziwi i mi nie wierzy, ale nic na to nie poradzę. Ale jestem już stara i wczoraj skończyłam 21lat xD. Super, ekstra, hiper mega urodziny zaczęły się już po północy, kiedy siostra kazała mi szukać prezentu i bawić się w ciepło, zimno! Hah, ale było warto było mega, mega warto. Prezentami pochwalę się kiedyś przy okazji :D. Ale już teraz dziękuję za wszystkooo. Za pamięć, za każdy wykonany telefon, za każdego sms'a, za każdy miły gest skierowany w moją stronę, osobiste życzenia, prezenty, kwiaty i omomomom za wszystko. Bo mimo wszystko wczorajszy dzień był wyjątkowy, życzenia od chrześniaka <3. darcie się z samochodu, spędzenie ze mną kilku godzin. Nananana, uwielbiam <3. Nie zapeszając czekam jeszcze na jutro, haha <3. 

Dziękuję Mon <3. 

Poza tym to w czwartek byłam u fryzjera. I nawet nie wiecie, jak bardzo zadowolona z niego wyszłam. Ci co śledzą mnie na facebook'u już wiedzą, bo oczywiście musiałam się pochwalić. Otóż, moja fryzjerka, do której chodzę już bezustannie od 1 liceum, i jest ze mną 6ty rok, powiedziała mi, że jest ze mnie meeega dumna, z tego jak teraz wyglądają moje włosy. Wiadomo, że do ideału im jeszcze brakuje, ale to mega podbudowuje, że jednak coś się wydarzyło. Włosy coraz zdrowsze, coraz grubsze, coraz dłuższe, bo nawet nie trzeba końców ścinać jakoś drastycznie i rośnie wiele nowych babyhair <3. Poza tym, kiedy zapytała się mnie o jakiś kosmetyk włosowy do polecenia to myślałam, że padnę ze szczęścia ;D.

I jestem szczęśliwa. Mimo wszystko, mimo to, co się dzieje obok, mimo to, co może mnie omijać, mimo to, że jest ciekawie, skomplikowanie itd. to jestem szczęśliwa, tak o po prostu, bo tak ;). Biorę się za ogarnięcie pokoju, wstępne spakowanie się i za naukę ;). Francuskiii ! Jak ja uwielbiam <3, mogłabym się uczyć i uczyć non stop ;). Pozdrawiam gorąco <3.