Sojowe oczyszczanie twarzy, Perfecta płyn micelarny oraz oeeling enzymatyczny

21 października 2021

 

Heloł! Jak się macie? U nas piękna, złota jesień, no uwielbiam i jestem zachwycona na maksa! Piękne kolory, liście opadające z drzew, no bosko. A ja pierwszy raz mam możliwość rozkoszować się jesienią na wsi i no nie powiem, ale jest cudnie!
A dzisiaj mam dla Was kosmetyczną recenzję, produktów przeznaczonych głównie do oczyszczania marki Perfecta.

Płyn micelarny z olejkiem sojowym
do twarzy i oczu



Muszę przyznać, że ja bardzo lubię płyny micelarne, a szczególnie te dwufazowe, bo zazwyczaj najlepiej się u mnie sprawdzały przy demakijażu (poza olejów) i tak samo było i tym razem, nie zawiodłam się!
Butla płynu jest dosyć spora, ale wygodna w użytkowaniu, zatyczka się sama nie otwiera, więc bezpiecznie zabieram płyn zawsze ze sobą, wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie na etykietach. Konsystencja płynu jest taka półtłusta, wiadomo trzeba dobrze zmieszać warstwy, a zapach jest ładny, łagodny i bardzo ledwo wyczuwalny. Na szczęście nie potrzeba długo, żeby dobrze zmieszać dwie różne formuły ze sobą, ale dość szybko się na nowo rozwarstwia, więc przed każdym wylaniem płynu na wacik, trzeba wstrząsnąć butlą ponownie.
No i najważniejszy, działanie! Płyn micelarny świetnie zmywa makijaż, bardzo szybko rozpuszcza kosmetyki i do makijażu twarzy i do makijażu oka. Co prawda nie jest to kwestia dwóch trzech wacików, tylko większej ilości, ale w dalszym ciągu ja jestem bardzo zadowolona! Bardzo szybko i efektywnie, a to jest dla mnie najważniejsze. Tym bardziej, że produkt nie podrażnia oczu, nie powoduje łzawienia, ani nic z tych rzeczy.
Co prawda, płyn micelarny zostawia trochę lepką formułę na twarzy po użyciu i nie wyobrażam sobie tego nie zmyć ;). Ale dla mnie produkt - rewelacja i bardzo polecam!

Peeling Bio-enzymatyczny
papaina i enzym z dyni



Wiecie, że ja raczej wolę peelingi chemiczne, takie w których drobinki peelingujące są dosyć spore i czuć, jak ;jeżdżą' po twarzy, ale wiadomo, że czasem sytuacja wymaga ode mnie użycia peelingu enzymatycznego, nad czym trochę ubolewam, ale od czasu do czasu trzeba!
Peeling znajduje się w dość niewielkiej tubce, którą wygodnie trzyma się w dłoni. Znowu zamknięcie na zatrzask sprawuje się bardzo dobrze, nie jest luźne i samo się nie otwiera. Konsystencja typowa dla takich peelingów lekko glutkowata, ale musi się dobrze trzymać twarzy. Zapach, znowu delikatny, ledwo wyczuwalny, a le w porządku.
U mnie peeligni enzymatyczne musza być używane regularnie, żebym widziała dosyć fajny efekt. mam wrażenie, że po peelingach mechanicznych skóra od razu jest gładsza i 'starta', tutaj na efekt trzeba jednak trochę poczekać, ale efekt jest! A nie ma się co oszukiwać, kiedy mam turbo wysyp na twarzy (co po ciąży jest dosyć częste) to peelingi enzymatyczne się u mnie sprawdzają bardzo fajnie. Nie podrażniają, nie zatykają, tylko fajnie oczyszczają skórę i pomagają ją ukoić i pozbyć się wszystkich zanieczyszczeń oraz wyprysków.
Tak, jak pisałam fanką peelingów enzymatycznych nie jestem, ale jak mam mega podrażnioną skórę to nie użyję peleingu z wyczuwalnymi drobinkami, więc od czasu do czasu dla mnie jest okej. Aczkolwiek dla mnie to jest produkt tylko tymczasowy i nie przywiązałam się jeszcze do żadnego peelingu enzymatycznego.


A Wy? Czym zmywacie makijaż i jakie peelingi są Waszymi ulubionymi? :)


Gry planszowe, które uwielbiamy!

16 października 2021



Jeśli chodzi o nasz czas wolny to my ostatnio uwielbiamy grać w planszówki i ewentualnie w inne gry zręcznościowe. Czy to na wieczór we dwoje, czy spotkanie ze znajomymi, a nawet z rodziną - takie gry są genialne! Nie ma opcji, żebyście się mieli źle bawić. Takie gry potrafią rozkręcić każdą imprezę, przełamać lody i spędzić po prostu świetnie czas! My gry zabieramy praktycznie na każdy weekend i wyjazd.
Dlatego pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami naszymi najbardziej ulubionymi grami! I nie będę pisać o standardach w stylu Monopol, Scrabble i Remik, bo mam wrażenie, że to wszyscy znamy i uwielbiamy.



Z gier zręcznościowych i spostrzegawczych na maksa polecam Jungle Speed i Dobble. Mniej więcej w obu grach chodzi o to samo, trzeba znaleźć wspólny element, ten sam wzór i zareagować jak najszybciej, żeby wygrać. Przy Dobble jest kilka różnych wersji grania, ale na płytkach znajdują się elementy i zawsze jest jakiś wspólny element na dwóch, jak najszybciej trzeba zauważyć i voila! Jungle Speed jest trochę bardziej brutalny, a to za sprawą totemu, który trzeba złapać jak najszybciej. Nie raz złamałam paznokcia, zostałam zadrapana albo zadrapałam kogoś innego, ale mimo wszystko ta gra jest świetna. Emocje są ogromne, bo doszukujemy się pojedynku między dwoma osobami i potem jest właśnie walka o totem, kto pierwszy ten lepszy. Gwarantuje dużo śmiechu, głównie przy pomyłkach.




Przechodząc do trochę kryminalnych gier, to ja się zakochałam w grze o nazwie Czarne Historie oraz Śledztwo! Czarne historie to opowieści, ktoś zginął w naszej wersji na wakacjach, jedna osoba zna całą historię i czyta pozostałym tylko jedno/dwa zdania, a Wy musicie odgadnąć, co się wydarzyło. Ta gra tak na maksa wciąga, że ja jestem w szoku! Ale jest genialna, mnóstwo śmiechu, rozkmin, tym bardziej, że czasami pytaniami całkowicie się odbiega od historii i jesteśmy w polu. Rewelacja! 


Z kolei Śledztwo to coś, jakby nasz stary i dobry 'Mastermind'! Kto zna tę grę? Ja ją uwielbiałam, jako dziecko i Śledztwo daje mi to samo. Musicie odgadnąć logicznie patrząc na wskazówki, co się stało - czad.



Z innych gier, mamy też Time, ale jeszcze za bardzo nie rozkminialiśmy tej gry, tym bardziej że do niej potrzeba dużo więcej osób, chociaż graliśmy i we dwójkę i było całkiem spoko. Pokazywanie, opowiadanie, są też pytania - ja jestem w tym kiepska, bo nie znam praktycznie żadnej osoby w tej grze haha. Ale jest mega spoko i wciągająca!



Poza tym, Tajniacy to kolejna gra idealna na wyjazd z większą ekipą, kiedy trzeba dawać takie podpowiedzi, żeby ludzie wiedzieli o jakie słowa chodzi - dla mnie czad. Tak samo, jak i standardowe Taboo i 5 sekund, ale myślę, że o nich też nie ma co wspominać ;).


Dajcie koniecznie znać, jakie gry Wy polecacie! Bo ja chętnie kupię i będę grać. Mam nadzieję, że moja kolekcja niedługo się rozwinie bardzo :D!



Akcja Reakcja --> wypadanie włosów po ciąży

12 października 2021

 

Tak! Stało się i bardzo nad tym ubolewam, a jakoś naiwnie myślałam, że mnie to nie spotka. W trakcie ciąży nie widziałam, żeby jakoś mi włosy nie wypadały albo żeby wyglądały wow - cudownie, dlatego myślałam, że wszystko u mnie zostało i zostanie w normie. Albo po prostu nie zwróciłam uwagi na jakąś większą zmianę. A tu szok, jakoś 2/3 miesiące po porodzie zaczęło się i była masakra. Boję się czesać i myć włosy, bo zbieram ich wtedy tysiące, zostawały na szczotce, na poduszce, w odpływie, a na podłodze było ich jeszcze więcej niż normalnie. Wiecie zwykłe przeczesanie włosów palcami, a w dłonie zostawały włosy - makabra.


Dlaczego włosy wypadają po porodzie?

Nie jestem lekarzem i nie mogę się wypowiadać, jako znawca i profesjonalista. Oczywiście, że naczytałam się wielu artykułów na ten temat, ogarnęłam, że włosy mają różne fazy, że one trwają konkretną ilość czasu i nic nie jest tutaj przypadkowe, ale nie będę się mądrzyć, bo i nie chcę nic przekręcić. Więc moimi słowami: ponoć jest tak, że w trakcie ciąży włosy rosną i nie wypadają, więc logicznym jest to, że po porodzie to co nie wypadło w ciągu kilku poprzednich miesięcy musi w końcu wypaść. Wypada to, co wypadłoby nam normalnie w tym czasie, ale też wypada to, co powinno wypaść kilka miesięcy wcześniej, więc ostatecznie wydaje nam się, że niedługo zostaniemy łyse.
Poza tym, hormony szaleją, ciąża i poród są ogromnym wysiłkiem dla organizmu, a po porodzie spotykają nas nieprzespane noce, ciągły stres, brak czasu żeby się dobrze odżywiać, nawadniać i w sumie nie ma się co dziwić, że włosy lecą jako pierwsze. 
No życie, trzeba się z tym pogodzić, i albo jakoś to przetrwać albo coś podziałać. 

A ja zamierzam oczywiście działać! Nie potrafię stać i patrzeć, jak wypadają mi włosy, bo naprawdę moja psychika powoli widzi mnie, jako łysą osobę. I mimo że zdaję sobie sprawę z tego, że te włosy muszą wypaść, a na ich miejsce urosną nowe, co już nawet widzę po ilości nowych baby hair, to i tak chciałabym im jakoś pomóc! A na pewno nie mogłabym nie robić nic. Więc



Krok nr 1 Suplementy
Jak tylko zaczęłam ubolewanie nad stanem moich włosów i tym, jak bardzo one zaczęły wypadać to pierwsze co zrobiłam zamówiłam suplementy. Nie jest łatwo znaleźć cokolwiek, bo w końcu karmię, ale na szczęście KerabioneMAMA, a także zaczęłam przyjmować suple z DHA, które brałam w drugiej połowie ciąży. Wiadomo, po ciąży, po porodzie nie ma się czasu na nic, więc na pewno nie daję mojemu organizmowi tego, co bym chciała i na pewno mam sporo braków, więc takie suplementy na pewno mi nie zaszkodzą.

Krok nr 2 Wizyta u fryzjera
Byłam u fryzjera ostatnio i ścięłyśmy dość sporą ilość włosów, ale nie mogło być inaczej. Włosy miałam długie, dobrze naolejkowane i wyprostowane wyglądały nawet w porządku, ale ogólnie przez większość czasu teraz mam związane włosy, więc one chcąc nie chcąc trochę się plączą, a ja też nie mam czasu na taką pielęgnację, jaką bym chciała mieć. No, ale włosy ciachnęłam! jak na mnie sporo, ale muszę przyznać, że one od razu odżyły, uniosły się fajnie, jakoś tak dodało im to objętości i w końcu końcówki nie są jak miotła, tylko jak ładne włos! I szczerze nie wyobrażam sobie działać bez wizyty u fryzjera.

Krok nr 3 Picie wody, owoce i warzywa
Dobre nawodnienie organizmu to podstawa i czy tego chcę czy nie, piję dużo wody. Nie są to pewnie zalecane ilości, bo mam wrażenie, że dla mnie wypicie 2l wody dziennie to jest dużo za dużo, ale zwiększyłam te ilości i to już jest dla mnie sukces. Wiadomo, dążę do takiej ilości, żeby było dobrze, ale małymi krokami do przodu.
Mimo wszystko na moje odżywianie się nie mam co narzekać, jem regularnie śniadania, obiady i kolacje, ale mimo wszystko jem je na szybko. Kanapki jakiekolwiek byleby coś zjeść, w między czasie zdarza mi się pomyśleć o jakimś owocu, ale szybko o nim zapominam, bo muszę zrobić milion innych rzeczy. Dlatego teraz staram się, kanapki robię z warzywami, w ciągu dnia zjem jakieś jabłko czy banany i walczę ;)



Krok nr 4 Wcierki oraz aloes
Aż wstyd się przyznać, ale wcierek mam myślę, że ok 5 to minimum, ile z nich używam i jak często? Jedną i to prawie wcale, raz na ruski rok, jak sobie o tym przypomnę to użyję, ale poza tym to nie. Ale, teraz mam motywację, więc wierzę, że będę regularnie wcierać. Na początek wzięłam wcierkę z Dermedić i Jantara, bo to są moje sprawdzone pewniaki, które na pewno wzmocnią moje włosy.
Poza tym, zamówiłam litrową butelkę aloesu, od kiedy pamiętam aloes nie dość, że nawilżał mi włosy to dodatkowo sprawiał, że rosły jak szalone, a i pojawiało się dużo nowych, więc najwyższy czas powrócić do starych praktyk.

Krok nr 5 Pielęgnacja włosów
No i tutaj muszę znaleźć czas, żeby jednak coś ze sobą zrobić i zadbać o te włosy. Wiadomo, że wcierki i cała reszta nie wystarczy, jeśli nie pomyślimy o włosach kompleksowo. Czyli, dobry szmpon, odżywka, maska, a i regularne peelingowanie skóry głowy i olejowanie włosów również się przyda i pomoże mi osiągnąć efekt zdrowych, pięknych i długich włosów ;).


No to taki jest mój plan! Jeśli macie jeszcze jakieś wskazówki albo rady, które mogą mi osiągnąć mój cel to dawajcie koniecznie znać! Łapię się teraz wszystkiego, jak leci, bo wierzę, że każda nawet najmniejsza rzecz pomoże i nie zaszkodzi :).


#ciążatime, czego mi brakuje z okresu ciąży?

08 października 2021

 
Ten czas leci bardzo szybko i nieubłagalnie, szok że już jestem 4 miesiące po porodzie, ponad rok temu zaszłam w ciąże,  a nasza mała już jest taka duża (!) jak szybko to minęło? Ale, mimo wszystko nie powiedziałabym, że ciąża to stan błogosławiony, śmiałam się z tego prawie codziennie, bo zawsze coś mi było, a to nudności, a to bóle żeber, problemy z oddychaniem, problemy z wstawaniem, kładzeniem się... no poważnie. Nie wiem, kto na to wpadł, że to taki cudowny i błogosławiony czas. Ale nie wspominam ciąży tylko i wyłącznie negatywnie, wszystko ma swoje plusy i minusy.
Więc jak myślicie, czy teraz tęsknię za czymś z okresu ciąży?



Ruchy dziecka

Chyba nie muszę o tym mówić żadnej dziewczynie i kobiecie, która była w ciąży, że czucie ruchów dziecka, kopniaki, przewalanie się w brzuchu na wszystkie strony, fikołki to jest coś niesamowitego i coś za czym zdecydowanie tęsknię. I nie powiem, zdarzało się tak, że niektóre ruchy i kopniaki bolały na maksa, ale w dalszym ciągu to jest coś, co wspominam najmilej.
Co prawda słyszałam o fantomowych ruchach dziecka już po porodzie, ale ja ich nie miałam ani razu.




Duży brzuszek

Oh i sam fakt, że człowiek nie musi wciągać brzucha i stresować się tym, że coś wystaje ze spodni czy spod bluzki. Ale to już nawet i nie o to chodzi, ale po prostu ciążowe brzuszki są według mnie mega! I kobiety w ciąży mogą się tak fajnie ubierać podkreślając ten brzuszek, że to jest czad. Uwielbiam ubierać obcisłe i podkreślające ubrania zamiast workowatych ubrań, w których czułam się, jak słoń...

Dbanie o siebie 

W ciąży dbałam o siebie potrójnie. Odżywiałam się zdrowo, piłam dużo wody, brałam witaminy, regularnie się badałam, smarowałam się różnymi kremami. Za tym tęsknię na maksa, bo teraz nie mam kompletnie na to czasu, wszystko robię w biegu i w wielkim minimalizmie, tyle ile wypada, a i tak często zapominam o podstawowych czynnościach i o wypiciu herbaty do śniadania.





I teraz zonk, ale wiecie co myślałam, że znajdzie się więcej takich rzeczy, za którymi tęsknię, których mi brakuje, a tu klops. Ale z jednej strony nie ma się co dziwić, bo w sumie ze względu na cukrzycę ciążową nie miałam możliwości objadania się, a i nie doświadczyłam jakiegoś cudownego zachowania od strony innych ludzi (ale też nie oczekiwałam, bo się bardzo dobrze czułam zazwyczaj ;)).
A Wy? Jest coś za czymś tęsknicie z okresu ciąży?


Denko, wrzesień 2021r.!

04 października 2021

 

Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Dawno mnie tutaj nie było, a  jak już jestem to rzadko i tylko na chwilę. Tak się nie wyrabiam i tak nie ogarniam ostatnio, że szok. Bardzo mi brakuję wolnego czasu na siebie i na to, co moje i na to co chcę robić, ale no cóż. Bobo podrośnie i wierzę, że wtedy wszystko wróci u mnie na dobre tory.
A na razie mam dla Was denko! mam wrażenie, że znowu bo dopiero, co takie denko się pojawiło, ale wrzesień się skończył to i czas wyrzucić stare opakowania i zrobić miejsce na nowe, a muszę się pochwalić, że kupiłam sobie parę nowych kosmetyków, więc będą recenzje! A na razie stare zużycia.



Z moich stałych ulubieńców zużyłam jedynie BeBeauty, płatki kosmetyczne, aloe vera i w sumie nie ma się co dziwić. Nie mam ostatnio czasu na nic, więc i tak jestem z siebie zadowolona jeśli mam chwilę, żeby przynajmniej na szybko przetrzeć czymś twarz rano wacikiem. No i nie muszę mówić, że te waciki są najlepsze.



Nacomi, 7oils, maska do olejowania włosów - i już za nią tęsknię. To jest naprawdę świetny produkt do olejowania włosów, tym bardziej jeśli ktoś nie wie, jakie ma włosy i jaki olej będzie odpowiedni. Macie mieszankę najlepszych olei i na moich włosów ta mieszanka potrafi zdziałać cuda. Aż się zastanawiam, dlaczego nie kupiłam kolejnej butelki skoro ta się skończyła, bo naprawdę jest godna polecenia!
Yankee Candle, Cranberry Pear  - to jest mój zdecydowanie najbardziej ulubiony zapach od Yankee Candle, Pachnie pięknie słodko, owocowo i soczyście, no bomba!
Dermacol, Aroma Ritual, energetyzujący krem do rąk, czereśnia - pięknie pachnący i super wchłaniający się krem. Poza tym, działa tak jak powinien czyli ładnie nawilża i odżywia dłonie, ale nie klei się i nie oblepia wszystkiego, jak leci.
Yves Rocher, Gommage Scrub - to była próbka, ale jakże fajna! Bardzo fajny peeling do twarzy, który robił robotę, super wygładzał twarz i przy okazji ją oczyszczał i odświeżał. Nie podrażnił mnie ani nic złego mojej twarzy nie zrobił, więc ja jestem super zadowolona. Tylko te drobinki potrafiły być wszędzie na całej umywalce to ostrzegam, że trzeba ją dokładnie umyć ;).



Bioxsine, ziołowe serum w piance rewitalizujące włosy - nawet nie wiem, jak długo ten kosmetyk znajduje się w mojej łazience, ale musicie mi uwierzyć, że bardzo długo. Używałam od czasu do czasu, jak pamiętałam, ale nawet nie wiem, czy dobrze jej używałam, dlatego za bardzo nie mam o niej zdania. Nie mogę powiedzieć, że jest beznadziejne, ale i nie będę się zachwycać, bo nie mam pojęcia.
Nivea, płyn micelarny do twarzy, oczu i ust - w dalszym ciągu jest to średniak dla mnie. Nic specjalnego, ale i nic złego czy okropnego. Płyn nie jest zły, makijaż zmyje, ale nie jest to coś, co ja lubię, nie jest to takie fajne i szybkie zmycie makijażu, jakie potrafi być za pomocą niektórych produktów.
Hegron, Gel Spray, extra volume, żel w sprayu dodający objętości - ogólnie żel nie był do końca taki zły, ale nie zużyłam go do końca. Używałam i było całkiem spoko, ale jednak wyrzucam, więc sumasumarum chyba nie był jakiś bardzo fantastyczny ;)



BioDermic, serum kolagenowe, BioDermic, krem na dzień z kolagenem morskim, Serum intensywnie wygładzające 3D z kwasem hialuronowym - niestety nie mogę się wypowiedzieć oddzielnie na każdy ten mini produkt, ale zacznijmy od tego jakie super opakowania na próbki! To są próbki, które wezmę wszędzie ze sobą i klasa! Poza tym, każda ta próbka była świetna - poważnie. Pięknie pachną, super wydajne konsystencje, no nic dodać, nic ująć. Dla mnie rewelacyjna marka i mam nadzieję, że niedługo wypróbuję więcej tych produktów. 
Joawe, witaminowy żel do twarzy nawilżająco - energetyzujący - kolejna próbka kremu/żelu, który u mnie sprawdził się świetnie! Co prawda nie starczyła mi na długo, ale na tych parę dni byłam mega zadowolona! I jestem w stanie się skusić na ten krem w przyszłości ;).



Babydream, Comfort nawilżane chusteczki 'niebieskie', Babydream, extra sensitive - delikatne chusteczki nawilżane 'zielone' - testuję teraz coraz to kolejne chusteczki z Rossmanna, a i tak muszę przyznac, że te zielone są zdecydowanie najfajniejsze ;).
Kindii, płatki kosmetyczne dla niemowląt - o tym też mogę pisać i pisać, są najlepsze.
Bambino, płyn do kąpieli od pierwszego dnia życia - wiecie co, nie byłam przekonana początkowo do tego płynu, bałam się składu itd. Ale używaliśmy i było fajnie, a jak się skończył to bardzo zaczęliśmy narzekać haha. Jednak płyn naprawdę fajnie spełnia swoje zadanie! Pieni się, nie podrażnia, nie uczula, a u nas bardzo fajnie się sprawdza.


A jak Wasze zużycia? :)