Co skrywa wyspa skarbów? Pure Beauty Box!

03 lipca 2022


Dzień dobry! Witam się z Wami w niedzielę! Mam nadzieję, że odetchnęliście już po tych upałach i trochę odżyliście, nam na pewno się to udało :) A pozostając w temacie upałów, mam dla Was dzisiaj prezentację  boxu od Pure Beauty, który nazywa się Wyspa Skarbów i muszę przyznać, że ten box jest wypełniony skarbami od góry do dołu. Ostatnio zaczęłam wspominać erę boxów kosmetycznych, urodowych i innych i mega się ucieszyłam, kiedy taki box przywędrował i do mnie! A jeszcze taki... wow! Zobaczcie sami zawartość!


Na wstępie, jeszcze powiem, że w pudełku znajdowała się karta podarunkowa na trampoliny w Warszawie do Jumpworld, gdyby tylko to było gdzieś bliżej, na pewno bym się skusiła, ale nasz voucher się nie zmarnuje. Pudełko poza kosmetykami ma ulotkę z dobrze rozpisanymi kosmetykami, macie tutaj dokładnie wyróżniony każdy produkt i jest on krótko opisany, więc ekstra! W takim razie, czas na zawartość!

OnlyBio, Hair in balance, odżywka do włosów bez spłukiwania

Jaram się tym produktem! Nie miałam jeszcze nic z tej marki, a strasznie chciałam ją przetestować, więc mega, że trafiła się w boxie. Odżywka ma za zadanie sprawić, że włosy są gładkie, lśniące i będą się łatwo rozczesywać, a i przestaną się łamać i kruszyć. Rewelacja, ja uwielbiam odżywki bez spłukiwania, mam wrażenie, że one działają najbardziej efektywnie. Dodatkowo jest to jakaś nowość, więc nie mogę się doczekać aż będę mogła podzielić się z Wami recenzją! Soon.


Dr. Severin, women original after shave, balsam po goleniu

Produkt mnie bardzo zaciekawił, mimo że nie mam z reguły potrzeby używania specjalnego produktu po goleniu, zazwyczaj wystarczy mi balsam i też jest w porządku. Ale zawsze mogę zmienić zdanie i stwierdzić, że kurde, jak ja mogłam żyć bez takiego kosmetyku. Ciekawa jestem, balsam ma za zadanie łagodzić i ukoić skórę po goleniu, depilacji woskiem oraz IPL. Idealnie nadaje się do delikatnej skóry pod pachami czy okolic intymnych, a to jest bardzo ważne. 
Mogę już teraz wspomnieć, że zapach jest taki unisex, ale w kierunku męskim. 


Uriage, Eau Thermale, lekki krem aktywnie nawilżający

Miniaturka odżywczego kremu nawilżającego, które zapewni skórze miękkość oraz blask, bardzo szybko się wchłania, a to jest dla mnie ważne teraz przy małym dziecku, żeby nie latać z świeżo nasmarowaną skórą. Fajnie, ja lubię takie miniaturki, tym bardziej teraz na wakacje, kiedy szykuje nam się dość sporo wyjazdów, mniejszych i większych, więc ekstra!
W boxie zamiast tego produktu, można było znaleźć dodatkowo aktywnie nawilżającą maseczkę na noc.


Dermedic, Sunbrella, krem ochronny, SPF50+

I ten produkt ucieszył mnie niezmiernie, z wielu powodów! Po pierwsze, mamy lato, falę upałów, mocne i parzące słońce, więc taki produkt w pielęgnacji to podstawa. Po drugie, uwielbiam markę Dermedic i wszystkie ich produkty się u mnie sprawdzają. Po trzecie, miałam w planach go kupić, bo był bardzo polecany przez wiele osób do pielęgnacji przeciwsłonecznej również dla dzieci. mamy tutaj ochronę przed promieniowaniem UVA, UVB, VL oraz IR, a przy okazji dba o skórę nawilżając ją, wiec będzie testing!


Soraya, maska na tkaninie, roślinne ukojenie

Od zawsze to powtarzam, że uwielbiam maski w płachcie, ze względu na wygodę użytkowania. Jestem leniem, nie lubię się bawić w mieszanki masek, często nawet źle rozkminiam proporcje i do niczego się to nie nadaje, nakładanie masek palcami jest spoko, ale wiąże się z ciapaniem, czasem ze spływaniem, ze zmywaniem, więc już trochę więcej czasu potrzeba na pielęgnację, a maskę na tkaninie wyciągamy, kładziemy na twarz, przyjemnie się relaksujemy, ściągamy i po robocie. A skórę jest wypielęgnowana, tak jak trzeba! Lubię takie rozwiązania, szybkie, konkretne, a efektywne.


FeedSkin, simple Makeup Remover, płyn micelarny

Nie znałam tej marki, więc to będzie moje pierwsze spotkanie z tą marką, ale już jestem kupiona i zachęcona pozytywnie. Po pierwsze, prostota, estetyka, szklana butelka, pompka i bardzo krótki skład! Zazwyczaj składy ciągną się i ciągną, a tutaj dostajecie dosłownie 6 składników, więc wow! Produkt nadaje się do demakijażu twarzy oraz oczu, a także sprawdzi się przy skórze wrażliwej, więc tak! Nie mogę się doczekać.


Vita Liberata, Tinted Tanning Mist, mgiełka samoopalająca

Kto mnie zna, ten wie, że uciekam od wszelkich produktów samoopalających. Nie umiem za bardzo ich używać, zawsze miałam plamy na nogach, rękach, dłoniach i wyglądało to bardzo źle, ale to było pewnie z 15 lat temu i wtedy tak się zraziłam, że uciekam od takich produktów i chodzę biała, jak duch. A na pewno produkty, składy, świadomość, sposób nakładanie przez ten czas się zmieniły, więc może tutaj mgiełka, atomizer ułatwi mi zadanie i zmienię swoje podejście. Możemy same decydować, jak mocny efekt chcemy uzyskać, a jedna warstwa już zapewni nam subtelny i promienny blask, więc damy szansę.


Tołpa, Pure Trends, Healthy Look pianka do mycia twarzy z kwasem fitowym

Tołpa to moja 'go to' marka, którą bardzo lubię i która jest dla mnie pewniakiem, cokolwiek nie wezmę to praktycznie zawsze, dany kosmetyk będzie sztosem. Nie znałam jeszcze tej serii PURE TRENDS, ale ostatnio polubiłam się z taką formą oczyszczania twarzy, a formuła pianki dodaje temu jeszcze więcej przyjemności. Ma za zadanie oczyścić, odświeżyć, a nawet delikatnie peelingować, stymulować odnowę skórę i usunąć makijaż, w tym wodoodporny, więc mamy produkt wielowymiarowy, uniwersalny, a jak już pisałam uwielbiam takie rozwiązania.
Poza tym, powiem Wam, że produkt trochę mi przeciekł w boxie, ale nie rozlał się, nie przeszkadza mi to, bo O MAN JAK TO PACHNIE. Zapach jest tak cudowny, że co chwilę wąchałam opakowania, swoje dłonie i zachwycałam się tym na maksa.


Lirene, instant smooth, baza wypełniająca zmarszczki

Baza 3w1, który przedłuży trwałość makijażu do 10godzin, przy okazji zadba o młody wygląd i kondycję skóry, a i przy okazji zadziała, jak serum przeciwzmarszczkowe, zapewniając młody wygląd i ograniczając oznaki starzenia się skóry. Mimo że teraz maluję się rzadko, ale za to zawsze z jakąś bazą, a jeżeli mam przy okazji produkt, który nie tylko przedłuża trwałość i poprawia wygląd makijażu, ale i dba o moją skórę to czad. A jako 30latka, zmieniłam podejście do mojej pielęgnacji i bardzo mi zależy na odpowiedniej pielęgnacji, a ze zmarszczkami trzeba walczyć od samego początku, więc czad!
Podoba mi się to, że baza ma super precyzyjną końcówkę, która ułatwia nam odpowiednie nakładanie produktu, a przy okazji nie przesadzenie z ilością.


MBeauty, odbudowująca maska - serum z olejkiem kokosowym i probiotykiem na tkaninie

Nie muszę się chyba powtarzać, ale takie produkty to ja lubię! A tutaj mamy wzbogaconą pielęgnację, nie tylko jest to maska, ale i serum z probiotykiem. Dzięki tej masce, skóra zostanie odżywiona, a jej zbalansowana równowaga zostanie przywrócona, ma też dobrze przylegać do twarzy, co sprawi, że skórze będzie łatwiej przyjąć najpotrzebniejsze składniki odżywcze. Tak, jak pisałam, dla mnie rewelacja. Nie muszę chyba też mówić, że będąc w ciąży i zajmując się rocznym dzieckiem, nie mam tyle czasu ile bym chciała na dbanie o siebie, więc wszystkie produkty jakich używam muszą być pielęgnacyjnymi bombami, muszą robić wow i działać podwójnie, żeby nadrobić braki w pielęgnacji ;).


Vipera, Lakier do paznokci pełen blasku

Od dłuższego czasu nie maluję sobie sama paznokci u dłoni, jestem fanką hybryd, bo jednak moje paznokcie są na tyle słabe, że tylko dobrze wykonane hybrydy są w stanie przetrwać na dłoniach długi czas. Ale, w dalszym ciągu maluję sama paznokcie u stóp, więc lakier byłby super opcją, gdyby kolor był inny. Nie używam innych kolorów niż różu, fioletu i czerwieni - takie przyzwyczajenie. Zobaczymy, może jak w końcu opalę sobie stopy, to taki bananowy odcień będzie fajnie na nich wyglądał, ale to zobaczymy ;)
Aczkolwiek, pamiętam lakiery Vipera, kiedy jeszcze ich używałam na co dzień i bardzo je lubiłam ;).


Bielenda, Magic Bronze, rozświetlający balsam do ciała ze złotą perłą

Heloł, opalenizna. Tak, jak Wam pisałam przy okazji mgiełki, ja fanką żadnej opalenizny nie jestem, sztucznej czy naturalnej, nie lubię się opalać. Z opisu ten balsam nie wydaje się być produktem samoopalającym, on ma jedynie rozświetlić skórę i podkreślić naturalną opalenizną. Balsam ma się dobrze rozprowadzać, dzięki czemu aplikacja będzie dokładna i równomierna. Obstawiam, że będzie miał jakieś drobinki w sobie, co mi na chwilę obecną nie jest potrzebne, ale zobaczymy. Jeśli efekt rozświetlenia nie będzie zbyt mocny to fajnie, nada się na codzienną pielęgnację, jeśli będzie, to z kolei nada się na jakąś imprezę, sesję zdjęciową itp.


Femannose'n preparat zapobiegający nawrotom infekcji układu moczowego

Dostałyśmy również saszetkę preparatu, który skutecznie i bezpiecznie wesprze profilaktykę i leczenie nawrotowych infekcji układu moczowego. Są wakacje, więc takie produkty warto mieć, kiedy narażamy się na różne bakterie w toaletach publicznych, basenach, nad wodą, czy gdziekolwiek indziej, gdzie jednak jest więcej ludzi i jest większa szansa na narażenie się na coś. Super sprawa, bo pamiętajmy, lepiej zapobiegać niż leczyć, tym bardziej w ciąży :)


Silcatil, krem na odciski

Nie jestem dobra w pielęgnacji stóp, nigdy nie byłam i nigdy za bardzo nie, nie dbałam, czego nie pochwalam i nie powielajcie moich błędów. Jednak da się to zauważyć, że skóra na stopach jest w gorszym stanie niż reszta ciała. Pamiętam, jak pracowałam w Anglii w safetybootsach, wtedy odcisków miałam mnóstwo, teraz znowu da się to zauważyć, kiedy noszę córkę bardzo dużo, a obuwie mam zwykłe, nie jest ono super jakości i super dobrane, co też wpływa na stan stóp. Dlatego taki produkt bardzo się przyda, pomaga usunąć odciski, modzele oraz pielęgnuje skórę i zapobiega powstawaniu nowych zmian. Tubka ma bardzo precyzyjny aplikator, co jest świetne!


Himalaya, Gum Expert Sparkly White, pasta do zębów

Zwyklak w pielęgnacji, ale jednak bardzo potrzebny! Może i nie spodziewałam się pasty do zębów  w takim boxie, ale jednak pasta do zębów przydaje się każdemu, a tym bardziej mi, kiedy moja pasta już się praktycznie skończyła, więc ideolo w porę! Pasta ma usunąć przebarwienia, wybielić zęby używając jej regularnie przez 2 tygodnie, więc fajnie! Powtórzę się, że jestem w ciąży, to często wiąże się z nadwrażliwością zębów oraz krwawieniem dziąseł, strasznie chciałabym wybielić zęby, ale mi nie wolno. Zazwyczaj, jak kupuje pasty, biorę te, co zawsze, więc cieszę się, że będę mogła sprawdzić coś innego, bo może się to okazać super sprawą!


Jak Wasze wrażenia po tym boxie? Muszę przyznać, że jest na maksa wypełniony produktami, jest bardzo dużo kosmetyków pełnowymiarowych. Muszę przyznać, że praktycznie każdy produkt na swój sposób jest przydatny i może się sprawdzić, chociaż są produkty, bez których bym mogła 'żyć'. Balsamy brązujące, podkreślające opaleniznę jednak nie są dla mnie, ale dam im szansę, lakier do paznokci i pasta do zębów, to w sumie produkty, które jakbym chciała, na pewno bym sobie kupiła, ale i tak się mogą przydać. Z kolei, obie maski na tkaninie, płyn micelarny, pianka oczyszczająca, odżywka do włosów, krem ochronny z SPF, baza wypełniająca zmarszczki, balsam, krem to są zdecydowanie produkty, od których zaczynam testowanie i ich recenzji możecie spodziewać się najszybciej. 
Dajcie znać, co Was zaintrygowało najbardziej w tym pudełku ;).


Czerwcowe denko 2022r.!

29 czerwca 2022

 

A dzień dobry bardzo! Jak się macie? Muszę przyznać, że ten miesiąc jest dość obfity jeśli chodzi o zużycia i o recenzje. Dawno nie byłam tak w miarę regularna we wpisach, więc cieszę się bardzo! Zobaczymy, jak to będzie, ale co najważniejsze, zużycia są owocne i to mnie niezmiernie cieszy. Chociaż jeszcze dużo przede mną do zużycia, ale powoli, powoli damy radę ;).
No i przechodząc do denka, nie ma co przeciągać, chcę w końcu wywalić te zbędne denka.


W temacie ulubieńców, pojawiło się tutaj parę standardów, takich jak Alouette, nawilżany papier toaletowy, które u mnie sprawdzają się bardzo dobrze i są super rozwiązaniem na wiele różnych sytuacji, więc polecam. I ApteoCare, chusteczki do higieny intymnej, są zdecydowanie Tak samo, jak i Isana, delikatne mydło w płynie, mango exotic, które bardzo lubię. Jest bardzo tanie, a ładnie pachnie, super się pieni, nie wysusza dłoni, nic więcej mi nie trzeba. Z bardziej kosmetycznych rzeczy, to Alterra, szampon dodający objętości, bio papaja & bio bawełna, te szampony pojawiają się u mnie co chwilę i na chwilę obecną nie wyobrażam sobie z nich zrezygnować. Robią to, co mają robić, zmywają ciężkie oleje, produkty do stylizacji, nie plączą włosów i dobrze oczyszczają skórę głowy. A z kolei Venus, pianka do golenia, regenerująca do skóry wrażliwej jest dla mnie najlepsza i też nie zamierzam szukać nic nowego. Dzięki niej nie mam problemu z zacinaniem się i golenie jest po prostu przyjemniejsze.


  • Isana, pielęgnacyjny żel pod prysznic, oil & lemon - żel pod prysznic, który bardzo mi się spodobał, zapach ma turbo odświeżający i energetyzujący, bardzo pobudzający, że prysznic staje się niezłą pobudką, mimo że biorę prysznic wieczorem przed snem, ale na rano byłby ideolo. Ładnie się pieni, jest nawet wydajny, średnia pojemność, ideolo na wyjazdy, bardzo fajny!
  • Dermacol, Glamour, balsam do ciała ze złotymi drobinkami - niestety ten wyrzucam niewykończony, ale już musiałam. Teraz z dzieckiem nie mam możliwości smarować się balsamami z drobinkami i raczej w najbliższej przyszłości się to nie zmieni, ale balsam sam w sobie jest super! Pachnie bardzo ładnie, orzechowo, a drobinki nie są nachalna i bardzo rzucające się w oczy, skóra bardzo ładnie połyskuje i jest rozświetlona.
  • Perfecta, płyn micelarny z olejkiem sojowym do twarzy i oczu - bardzo, ale to bardzo fajnie sprawdził się u mnie ten płyn micelarny, super zmywa makijaż, każdy, ciężki, wieczorowy, imprezowy, dzienny, no cokolwiek nie mam na twarzy, to ten płyn sobie świetnie z tym radzi i nie podrażnia skóry ani oczu.
  • AA, emolientowy ujędrniający balsam do ciała, w okresie ciąży, połogu i karmienia - balsam bardzo fajnie się sprawdza, nie ma zapachu, nie ma jakiejś rewelacyjnej konsystencji, ale jest dobry, nie jest tłusty, nie brudzi, a robi co ma robić - bardzo dobrze nawilża skórę i myślę, że to bardziej kwestia genetyki, ale rozstępów brak ;)
  • Tołpa, dermo face, sebio, maska czarny detox - ta maska jest naprawdę super, ekstra się sprawdza, dobrze oczyszcza twarz i sprawia, że ona od razu wygląda lepiej, już po pierwszym użyciu, więc ja bardzo polecam





  • Babydream, extra sensitive, chusteczki nawilżane dla dzieci - jak widać w tym miesiącu chusteczek nam poszło bardzo dużo! Więc można się domyślać, jaka sytuacja u nas panuje, witamy rotawirusy, który się ciągnie i ciągnie!
  • Dada, płatki kosmetyczne dla niemowląt - tak jak już kiedyś mówiłam, te waciki są bardzo spoko, i chyba lepsze od moich ulubionych kindii.
  • Dermedic baby, kremowy żel do mycia - ten żel się bardzo dobrze sprawdza, super się nadaje do kąpieli, do umycia ciała oraz włosów, w upały i w chłodniejsze dni, nie podrażnia, nie uczula, więc będzie idealny do skóry atopowej, na pewno zrobię o nim większą recenzję, bo to może się wielu osobom przydać.
  • Alantan plus, maść - ta maść jest dla mnie rewelacyjna i nie wyobrażam sobie pielęgnacji niemowlaka czy już starszego dziecka bez tego kremu. Idealnie sprawdza się na podrażnienia, potówki i odparzenia, idealna maść, tania i łatwo dostępna ;)
  • Dentinox - to na zęby trzeba mieć w swojej apteczce albo nawet w torbie na każde wyjścia, jest rewelacja i od razu przynosi dziecku ulgę.
  • Juvit C - suplementy, witaminy to coś, co aplikujemy naszemu dziecku codziennie z wielu różnych względów, u nas w domu dość często panują choroby, przewija się dużo ludzi, dużo dzieci, ja sama jestem bardzo podatna na wszelkie infekcje, więc wolę w jakikolwiek sposób chronić małą i ta witamina jest rewelacyjna, tym bardziej, że mała chętnie ją wcina.
  • Espumisan - to jest suplement, który ratuje nas od początku, dajemy espumisan do każdego mleka, parę kropelek, w zależności od samopoczucia niuni, jak wszystko w porządku to 2-3 kropelki wystarczą, a czasem więcej na wszelki wypadek ;) Ale kolkę mieliśmy tylko raz, nie wiem czy to kwestia espumisanu czy nie, ale wolałam dawać niż nie ;)

A jak Wasze denko? :)


Czy na pewno rumiankowy płyn do demakijażu od The Body Shop jest taki delikatny?

25 czerwca 2022

 
Halo! Co tam u Was słychać? Jak się macie? Jak sobie radzicie z upałami, zmieszanymi z ulewami/burzami? Ja burze uwielbiam, kocham grzmoty, błyskawice, uwielbiam ten vibe, jaki jest spędzając czas w domu w trakcie deszczu, tak  o po prostu, #teamjesieniara !
A dzisiaj mam dla Was recenzję produktu, który znalazłam w ubiegłorocznym kalendarzu adwentowym The Body Shop i myślałam, że będzie super, jak to przystało na kosmetyki tej marki, ale już po tytule możecie zauważyć, że coś tu chyba nie zagrało.

The Body Shop
Delikatny płyn do demakijażu oczu
rumiankowy




Płyn do demakijażu znajduje się w dośc fajnej butelce, białej, przez którą nie widać zużycia, ale najważniejsze informacje na niej znajdziecie. Zamknięcie jest bardzo solidne, samo się nie otworzy, mi się nigdy nie zdarza, żeby w podróży gdzieś coś się wylało, więc za to plus. Butelka też dozuje całkiem spoko ilość produktu na wacik, nie ma problemu z wylewaniem się czy przelewaniem.
Płyn jest po prostu wodnisty, nie wyróżnia się ani konsystencją ani kolorem, nic tutaj nie jest inne czy nadzwyczajne. Konsystencja nie jest oleista, nie klei się, nie jest tłusta, ot zwykła woda.
Za to zapach, to jest coś, co mi przeszkadza od samego początku. Ja lubię rumianek nie przeszkadza mi zapach rumianku, kiedy go zaparzam w kubku, ale tutaj jakoś ten rumianek jest strasznie ostry, intensywny i przeszkadza mi, po prostu nieładnie pachnie według mnie.


Wiem, że płyn przeznaczony jest tylko do demakijażu oczu, ale ja używam go do całej twarzy, z wielu różnych powodów. Po pierwsze, do samych oczu używałabym go chyba latami, a poza tym, teraz mam fazę na wykańczanie rzeczy i nie miałabym ochoty zabierać ze sobą w podróż kilku produktów do demakijażu, poza tym, jak użyłam go pierwszym razem, po prostu zapomniałam, że jest on tylko do demakijażu oczu. Ale, jak działa?
Makijaż zmyje i to z całej twarzy, dość dobrze, nieważne jak bardzo mocny i kryjący makijaż nałożę, płyn sobie z nim poradzi całkiem w porządku, wiadomo, że coś tam zawsze zostawi i warto poprawić sytuację jakimś żelem do twarzy. Jeśli chodzi o demakijaż oczu, też by radził sobie świetnie, gdyby nie fakt, że strasznie podrażnia oczy! Oczy zaczynają łzawić, pieką i czuć, że są podrażnione, no masakra jakaś. Przez to, demakijaż nie jest zbyt dokładny, bo ja nie jestem w stanie za bardzo go używać do oczu, po prostu, coś tutaj nie zagrało, tak jak powinno.


I tyle. Muszę przyznać, że mnie mało produktów podrażnia, praktycznie nie mam skłonności do alergii czy podrażnień, nawet najmocniejsze alkoholowe produkty mi nie szkodziły, a ten płyn po prostu powoduje podrażnienie oczu, twarzy nie, chociaż czuję, że warto nałożyć większą warstwę kremu czy serum, ale najbardziej szkoda mi oczu, że tak na nie działa. Szkoda, tym bardziej, że płyn kosztuje ok. 50zł i jest dla mnie takim niewypałem i nic się nie zgadza z opisem/obietnicami od producenta.

Mieliście? Znacie? Może macie inne odczucia, a mi się trafiła jakaś felerna sztuka?

Wyjazd nad morze z rocznym dzieckiem, Toruń | Jastrzębia Góra | Piotrków Trybunalski

21 czerwca 2022

 
Hej! Dzisiaj będzie dość inny wpis niż zazwyczaj, ale chciałabym coś takiego napisać, żeby mieć pamiątkę, a i żeby podrzucić Wam parę pomysłów, polecić parę miejsc, bo czemu nie. A może i przy okazji, Wy macie dla mnie jakieś miejsca do polecenia, to ja bardzo chętnie je przygarnę! Jesteśmy żądni przygód i wyjazdów, więc korzystamy ile się da. A to była pierwsza taka dłuższa podróż z dzieckiem.


Long story short: Parę lat temu wymyśliłam sobie, że chciałabym stanąć na końcu Cyplu Helskiego, nigdy nie byłam, a stanięcie sobie tam na samym końcu patrząc na mapę wydawało mi się po prostu czadowe. Kiedy zaszłam w ciążę, od razu przyszedł mi do głowy pomysł, na pierwsze urodziny Leny jedziemy nad morze, będzie fajnie,  ja pry okazji spełnię swoje małe marzenie. Mąż bez żadnego ale od razu podłapał i planowaliśmy. Szybko wpadliśmy na pomysł, żeby podzielić trasę i mieć gdzieś nocleg po drodze w innym miejscu. On się za bardzo nie zmęczy za kierownicą, a ja zabawiając córkę, a ona wiadomo... Nie wiedzieliśmy, jakby jej się spodobała tak długa podróż, ok 700km 7-8 godzin w samochodzie, mogło być różnie.


Roczne dziecko w długiej podróży

Mamy to szczęście, że Lena jest super podróżnikiem, lubi jeździć samochodem, rzadko kiedy marudzi, zazwyczaj jest to z innych powodów, a nie, że auto. Poza tym, bardzo łatwo zasypia i dopóki auto jest w ruchu, ona śpi, co jest rewelacyjne! Mimo że wiem, że powinnam siedzieć z przodu, to nie wyobrażam sobie jej zostawić na tak długi czas, więc siedziałam obok niej. Podrzucałam, co jakiś czas zabawki, podawałam wodę, zagadywałam itd. 
Idealne zabawki na drogę: PopIt u nas sprawdził się fenomenalnie, Lena miała chwile, że siedziała i pykała zadowolona, a ja miała chwilę dla siebie. Książki, to jest coś co Lenka uwielbia w każdej sytuacji. Bez książek nie ma zabawy, Nowe zabawki, to też nam zrobiło robotę w trakcie podróży, akurat dostaliśmy gratis do zamówienia w postaci trzech małych samochodzików i Lenka się z nimi nie rozstawała, ekstra wyszło!

Karmienie rocznego dziecka w podróży

Niestety, tutaj nie było idealnie. Były momenty, że Lena nie chciała jeść standardowych rzeczy, jak mleko, owsianka czy obiadek. Czasem udało jej się dać jakiś słoik, ale ogólnie nie była zadowolona i trochę musieliśmy się m=pomęczyć w tym temacie. Idealnie sprawdziły się słoiczki z owocami, banany i chrupki.

Kierunek --> Toruń!

Pierwszy nocleg był dla nas bardzo łatwy. Żadne z nas nigdy nie było w Toruniu, a ja zawsze chciałam tam pojechać i to był świetny wybór! Jechaliśmy ok. 6 godzin i przyznam szczerze, że mnie już bolał tyłek od siedzenia, więc ideolo w czas.

Nasz apartament znajdował się praktycznie w rynku, ale dosyć na uboczu, dzięki czemu było spokojnie, a i tak mieliśmy blisko do serca Torunia no i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy były na miejscu; restauracje, drogerie, biedronka, żabka, cokolwiek byście potrzebowali, to znaleźlibyście tam. Sam apartament też był super, kawalerka, ale bardzo ładna, fajnie urządzona, super łazienka, możliwość skorzystania z parkingu, nic więcej nam nie było trzeba.
A sam Toruń, jeny przepiękny! Nie spodziewałam się, że aż tak się zakocham. Nie robię zdjęć budynków, wolę mieć pamiątkowe zdjęcia nas, a w Toruniu nie mogłam się powstrzymać, telefon był zapełniony zdjęciami budynków, wow. Bardzo duży rynek, bardzo dużo pięknych uliczek, pomniki, spacer nad Wisłą, ruiny, pozostałości po naprawdę ciekawych budynkach, no czad! Bosko! Byliśmy tam tylko jeden dzień i padał deszcz, więc nie mieliśmy zbyt dużej możliwości zwiedzania, ale... mimo wszystko wrócimy tam na pewno, na dłużej, żeby na spokojnie pozwiedzać, pochodzić po restauracjach, zjeść śniadanie w knajpie, lody, gofry i oczywiście pierniki. Rewelacja!
Byliśmy w restauracji Gęsia Szyja, bardzo blisko naszego apartamentu i to był świetny wybór. Jedzenie pyszne, kącik dla dzieci, więc mieliśmy trochę spokoju, ale wyszliśmy bardzo zadowoleni.

Z Torunia na Hel!



Z Torunia nad morze jest już dosyć blisko, nasz hotel miał możliwośc zameldowania dopiero od 15, więc pojechaliśmy prosto na Cypel Helski, żeby spełnić moje małe marzenie i to był strzał w 10! Nie padało, chociaż wiało, ale mimo wszystko zrobiliśmy zdjęcia, nagraliśmy filmiki, Lenka zobaczyła morze, piasek i była zachwycona! Magiczny i niesamowity czas, poważnie. W ogóle niesamowicie się jedzie przez cały Półwysep Helski, kiedy momentami z dwóch stron otacza nas morze, jest droga między drzewami, bardzo mi się to podobało, coś niesamowitego! Na miejscu kupiliśmy pamiątki i byliśmy tylko chwilę, bo nocleg był i tak w innej miejscowości.

Hel --> Jastrzębia Góra!

W Jastrzębiej Górze znajdował się nasz hotel Primavera, który okazał się być strzałem w 10 na pobyt z małym dzieckiem. Hotel jest wypełniony po brzegi atrakcjami dla dzieciaków, małych i większych, basen, bawialnia, pokoje gier, mini przedszkola, automaty z grami na korytarzach, cokolwiek byście nie potrzebowali, to gwarantuję Wam, że nie musicie nawet wychodzić z dzieckiem na zewnątrz, co okazało się być dla nas super, bo pogoda była kiepska, wiało tak bardzo, że nie dało wytrzymać się na plaży. Poza tym, śniadanie przepyszne, dodatkowo bar, w którym można zamówić jedzenie do pokoju, któe było przepyszne, no czad!
Super atrakcją Jastrzębiej Góry jest Gwiazda Północy, czyli najdalej wysunięty na północ punkt Polski, o czym nie wiedzieliśmy, a totalnie przez przypadek się dowiedzieliśmy i też super sprawa! Nawet bym nie pomyślała, że będę w takim miejscu, a tu proszę - rewelacja!
Ale sama Jastrzębia Góra poza sezonem, to dziura. Brak sklepów, brak restauracji, brak czegokolwiek innego. Najbliższy sklep od hotelu znajdował się prawie 1,5km, restauracja ponad 1km. To nie jest coś, co my lubimy. Lubimy mieć wszystko pod nosem, a powiem szczerze, że tam chyba nawet w sezonie mogłoby być ciężko, żeby zjeść coś dobrego i kupić podstawowy prowiant. Więc, never again ;)

Jastrzębia Góra --> Piotrków Trybunalski!

Nasz ostatni stop przed powrotem do domu był największą kminą całej wycieczki, nie wiedzieliśmy, gdzie możemy zanocować, żeby przy okazji zobaczyć i zwiedzić, fajne miejsce. Wybór padł na Piotrków bo tak, bez większego powodu i znowu, to była świetna decyzja!


Nasz apartament znajdował się bardzo blisko centrum i niewielkiego rynku, a przy okazji był przepiękny, nowoczesny, przestronny, 3 pokoje, żyć nie umierać Lubimy zatrzymywać się w ładnych miejscach, więc tutaj bardzo, ale to bardzo Wam polecam.
Byliśmy na rynku, spacerowaliśmy uliczkami i mało turystycznymi miejscami, poszliśmy do parku i na najlepszą szamę ever.
Restauracja Kamienica, rewelacyjne jedzenie, świetne miejsce, możliwość siedzenia w środku lub na patio czy totalnie na zewnątrz, rewelacja. Świetna obsługa, bardzo mili pracownicy, przestronne miejsce, nie mam się do czego przyczepić, serio - polecam!



I następnego dnia byliśmy już w domu, zmęczeni, ale mega zadowoleni. Powiem Wam, że cała wycieczka bardzo mnie zaskoczyła, myślałam, że będzie ciężko i wymagająco. Najgorsze chyba było zbyt częste wypakowywanie rzeczy z samochodu i pakowanie z powrotem bawiąc się w tetrisa. Ale bardzo się cieszę, że się zdecydowaliśmy i nie mogę się doczekać kolejnych naszych wycieczek!

A teraz dajcie znać, kto był z nami na bieżąco i oglądaliście insta story? :)


Modelowanie twarzy z kremem do codziennej pielęgnacji, Mesooboost!

15 czerwca 2022


Dzień dobry! Standardowe pytanie, co tam u Was słychać? Jak się macie? jak przygotowanie do wakacji? U nas w końcu względny odpoczynek, na chwilę obecną większych obowiązków nie mamy, jesteśmy już po urodzinach, które na szczęście się udały, pogoda nam dopisała, o co bałam się najbardziej, ale już temat zamknięty, klasa! Idziemy dalej, bo przed nami wakacje i kolejne plany, ale ciut dalszy, na szczęście.
A dzisiaj zapraszam Was na recenzję kremu do twarzy, który dostałam w ramach konferencji Meet Beauty, za którą bardzo tęsknie! Ale na szczęście chwilowo zostaje mi wspominanie za pomocą relacji i kosmetyków ;).

Mesoboost, v-shape face cream
Krem modelujący owal twarzy!




Krem znajduje się w wygodnej buteleczce, typu airpress. Uwielbiam takie rozwiązanie w kosmetykach, pompka to jest coś, co uwielbiam i bardzo mi ułatwia dozowanie produktu, dla mnie rewelacja! Produkt znajduje się również w kartonowym opakowaniu, na którym znajduje się większość informacji, tutaj z samej tubki praktycznie nie dowiemy się już niczego. Zatyczka działa dobrze i bez zarzutu, całość jest bardzo solidna.
Konsystencja kremu jest bardzo fajna, kremowa, dość lekka, ale taka konkretna. Nie mam wrażenia, że krem znika z mojej twarzy zaraz po nałożeniu, tylko jest sobie na niej i dobrze działa, ale w tym samym czasie, nie jest to ciężka formuła, dla mnie rewelacja. Dość szybko się wchłania, nie jest tłusty i nie klei się.
Zapach to jest istny sztos, jak za pierwszym razem użyłam tego kremu nie mogłam wyjść z zachwytów, jak ten produkt cudownie pachnie, no rewelacja. mi to przypomina wiśnie, ale zapach jest owocowy i po prostu ładny.


Działanie kremu jest dla mnie bardzo poprawne. Ogólnie krem super nawilża, odżywia i pielęgnuje skórę. Nie podrażnia, nie uczula i nic złego jej nie robi, mimo że część osób ma zastrzeżenia co do składu, więc możecie wziąć to pod uwagę. Ja się na składach nie znam, więc ciężko mi tutaj cokolwiek oceniać, ale są takie głosy. Mi on krzywdy nie zrobił, a nawet widzę, że fajnie działa na moją skórę i przynosi jej same korzyści.
Jeśli miałabym się wypowiedzieć coś na temat modelowania owalu twarzy... no ciężko. Myślę, że sam krem tutaj za wiele nie zdziała, nieważne jak fantastyczny by był. Najbardziej pewnie zadziałałby masaż i całościowa odpowiednia pielęgnacja przygotowana przez specjalistę, może i jakieś zabiegi. Nie zauważyłam, żeby twarz mi się zmieniła od kiedy używam tego kremu, ale zauważyłam, że na pewno poprawiła się jej elastyczność, jędrność, a to na pewno ma związek z owalem twarzy. Gdybym dodała do tego odpowiednie masaże, rollerem lub specjalnym kamieniem, to myślę, że efekty mogłyby być spektakularne!


Ja jestem zadowolona z działania tego kremu, wszystko mi w nim pasuje, mimo że nie zmienia rysów twarzy, ale nie oszukujmy się, raczej w to by nikt nie uwierzył :). Cena jest dość wysoka, widziałam, że kiedyś kosztował ok. 100zł, co jest zaporową ceną, teraz kosztuje ok. 65zł, jest też ciężko dostępny, więc sama nie wiem, tym bardziej jeśli jest sporo 'ale' do samego składu. Mi on się sprawdził, ale sprawdziły się też i tańsze kremy, więc decyzję zostawiam Wam ;)


Bielenda, olejek przeciwzmarszczkowy, olej czarnuszki + czystek

11 czerwca 2022

 
Dzień dobry! Jak tam u Was, co tam słychać ciekawego? My dziś świętujemy, bawimy się, bo w końcu organizujemu pierwsze urodziny naszej córki, która roczek już skończyła 2 tygodnie temu, ale zawsze coś się działo, a to my byliśmy nad morzem, a to było wesele, i tak odkładaliśmy to w czasie, więc w końcu nastał ten dzień! Wszystko możecie zobaczyć na insta, obstawiam, że wrzucam na bieżąco, co to się dzieje. Trzymajcie kciuki za pogodę!
A Was zapraszam na recenzję mojego ostatniego sztosu, olejku przeciwzmarszczkowego do twarzy, który sprawdza się u mnie świetnie!

Bielenda, olejek przeciwzmarszczkowy
olej czarnuszki + czystek



Olejek znajduje się w niewielkiej buteleczce, bo tylko 15ml z pipetką. Buteleczka jest przeźroczysta z dodatkową naklejką zawierającą najważniejsze informacje, jednak większość opisów znajduje się na kartonie, w którym znajduje się oryginalnie produkt. Pipetka działa bez zarzutu, dozuje idealną ilość olejku, żeby pokryć twarz, dekolt i szyję, bardzo łatwo też dozuje się produkt, nie wylewa się, nie wycieka za dużo tutaj wszystko gra. Sama buteleczka co jakiś czas mi przecieka, więc pilnuję, żeby stała na prosto i nie przewracała się w szufladzie ;).
Konsystencja jest dość oleista, olejkowata, nałożony na skórę, skóra się bardzo świeci i klei, ale tego można się spodziewać, nic zaskakującego. Powiem szczerze, że zapachu nie ogarniam, jakiś jest, ale bardzo lekki średnio wyczuwalny. Na pewno nie śmierdzi, bo to bym wyczuła i narzekała, więc już jest dobrze.


Używam olejku, jako serum, czyli wieczorem, po podstawowym i rozszerzonym oczyszczaniu twarzy nakładam olejek, przed już końcową pielęgnacją, czyli kremem pod oczy i kremem na noc. Zdarza mi się nałożyć również  i pod oczy i musze częściej tak robić, bo olejek jest rewelacyjny. Od kiedy używam tego olejku, skóra jest zdecydowanie bardziej nawilżona, odżywiona, wygładzona, elastyczna i wygląda lepiej. Stała się promienna, jakaś taka bardziej żywa, konkretna, no ja jestem bardzo zadowolona z tego działania. Ciężko jest mi się wypowiadać trochę na temat zmarszczek, bo jednak mam ich niewiele, a jeśli jakieś są to nie aż tak głębokie i widoczne, ale myślę, że jakieś tam działanie na nie i tak ma. Moja skóra wygląda i prezentuje się fantastycznie, uwielbiam!
Nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje nic złego, nawet nakładany pod oczy.

Jak się domyślacie, jestem turbo zadowolona! W ogóle dodatkowy krok w pielęgnacji przed kremem na noc odmienił moją skórę, jej stan i wygląd, a ten olejek robi na niej totalny sztos. Uwielbiam to uczucie, kiedy skóra rano jest/ taka mięciutka i gładka i czuć, że w świetnym stanie, więc ja bardzo polecam!!

Dajcie znać, jakie Wy produkty używacie w miejscu serum w wieczornej pielęgnacji, jestem bardzo ciekawa i chętnie coś potestuję ;)


Trust My Sister, serum do włosów wysokoporowatych

07 czerwca 2022

 
Hej! I jak się macie? Co ciekawego słychać? U nas powoli, powoli zbliżamy się do względnego odpoczynku i do rozpoczęcia wakacji! Gdyby tylko pogoda była super wakacyjna to by było ideolo, ale nie no. Pogoda turbo w kratkę, raz słońce, raz deszcz, trochę grzeje, a następnego dnia jest na maksa zimno, ale liczę na to, że niedługo się to wszystko unormuje ;)
A dzisiaj wpis dotyczący włosów! Od dawna ciekawiła mnie ta marka i w końcu udało mi się coś przetestować ;) Trust My Sister, serum do włosów wysokoporowatych

Trust My Sister
serum do włosów wysokoporowatych




Serum znajduje się w super słodkiej, różowej buteleczce z pipetą, która działa zupełnie bez zarzutu. Na opłakaniu za wielu informacji nie ma, bo ciężko by tam było zmieścić cokolwiek. Jednak, moja buteleczka nie jest zbyt szczelna, zdarzają się przecieki, a wiadomo, że z serum o olejkowej konsystencji to nie jest czymś fajnym. Ale teraz rzadko gdzieś jeździmy, więc to nawet nie jest kwestia tego, że buteleczka jest obracana tylko po prostu, to serum lubi uciekać. Trochę mnie to wkurza, bo tłuste opakowanie nie pomaga w użytkowaniu, ale nic z tym nie zrobię. Za to pipeta działa okej.
Jak już zaczęłam pisać, konsystencja jest bardzo olejkowata i tłusta, nie przeszkadza mi to, od kiedy nauczyłam się z nim obchodzić. Zapach ma dość orzechowy, taki oliwkowy, specyficzny, ale ładny!


Jego działanie uzależnione jest od sposobu nakładania. Nie olejuję nim włosów, bo trochę mi go szkoda, a i tak mam masę innych produktów do zużycia. Po umyciu włosów, zawsze og nakładam na mokre włosy przed rozczesaniem i tutaj bardzo łatwo jest przesadzić z ilością. Nie raz miałam tłuste włosy, posklejane strąki, grzywka była z innego świata, no serio.... Masakra jakaś. Więc tutaj najlepiej jest dozować produkt delikatnie, powoli, małymi ilościami, a lepiej mniej niż więcej. Tym bardziej, że ja i tak co wieczór od mycia do mycia, nakładam sobie serum/olejek na końcówki, żeby ujarzmić włosy, dodatkowo je odżywić i nawilżyć, tym bardziej po rozjaśnianiu i przy braku możliwości wykonania keratynowego prostowania włosów...


Jestem zadowolona, chociaż spodziewałam się chyba bardziej spektakularnego efektu, spodziewałam się bomby nawilżającej i odżywiającej. Ale muszę zaznaczyć, że moje włosy są akurat bardzo wymagające i bez keratyny, po rozjaśnianiu, przy kręconych puszących się włosach, jest ciężko i nieciekawie. Bez rozjaśniania ten olejek mi wystarczał, był świetny, idealnie wypełniał moje włosy, nawilżał i odżywiał je. Teraz, kiedy one się stały turbo wymagające, jest za słaby. Pewnie w zestawie z innymi produktami mógłby fajnie uzupełniać efekty i razem cały zestaw robiłby pewnie furorę, ale obecnie solo , uważam, że czegoś mu brakuje.


Mimo wszystko polecam, serum do wysokoporowatych włosów, ale i do średnioporów też się nada, a myślę, że nawet bardziej i lepiej się sprawdzi, jeśli nie macie tak wymagających włosów jak ja. Wystarczą proste włosy i już byłoby niebo lepiej, niż przy moich kręconych. Strasznie mnie ta marka ciekawiła i cieszę się, że w końcu ją obczaiłam, pewnie po keratynie wrócę do tego serum, ale teraz będę szukać dalej, jakiegoś cudeńka ;).
Cena jest w porządku :)

Mieliście jakieś inne produkty od Trust My Sister?