Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daytox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą daytox. Pokaż wszystkie posty

Denko 2020r. - sierpień!

31 sierpnia 2020

 

I witam Was dziś w kolejnym denku! Kończymy wakacje podsumowaniem zużyć tego miesiąca. Co prawda nie będzie tego jakoś sporo, bo w ostatnim czasie testowałam bardzo dużo różnych produktów, dlatego zdarzało się, że nie dokańczałam produktów, tylko zaczynałam coraz to nowsze i tak w kółko. Dlatego od września robię sobie detoks i skupiam się na tym co już mam otwarte, żeby to wszystko zużyć do końca i żeby nic się nie zmarnowało ;). Ale to dopiero potem. Na razie ciśniemy z tym, co zużyłam w sierpniu ;).


Standardowo musiałam zużyć Alterra Naturkosmetik, delikatny szampon do włosów; jojoba i migdały bio; dla mnie must have! I jest to zdecydowanie najlepiej oczyszczający szampon, który nie plącze i nie wpływa jakkolwiek na moje włosy. W kwestii pielęgnacji ciała: Dermacol, Aroma Ritual, antystresowy żel pod prysznic, winogrono i limonka, bo uwielbiam. Mimo że jakoś tym razem zapach wydawał mi się jakoś tak turbo bardziej sztuczny niż kiedyś, ale mimo to i tak mi się podobał i mega lubię te produkty. I przy okazji, Organic Shop, peeling do ciała, sycylijska pomarańcza; dla mnie te peelingi są wszystkie takie same, ale są po prostu dobre. Fajnie pachną, bardzo dobrze peelingują skórę, co prawda ten skończył mi się zaskakująco szybko, nie wiem czemu, ale tak wyszło dobrze. Przyczepię się tylko do tego, że lubi się grudkować i zatykać prysznic, ale to są właśnie uroki pielęgnacji! W kwestii twarzy, zużyłam w końcu Ziaja, tonik zwężający pory na dzień i na noc liście manuka. Mówię w końcu bo przez pewien okres nie używałam go w ogóle, a ostatnio dosyć regularnie, z czego na maksa się cieszę, a że go lubię to chyba nie muszę mówić. I z tej samej serii Ziaja, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom - nic się nie zmieniło, dalej lubię tak samo mocno, chociaż ostatnio jakoś tak rzadziej używałam, ale jestem pewna, że wrócę do tej pasty ;). No i w temacie makijażu, zużyłam Catrice, Liquid Camouflage korektor w płynie - mój ulubieniec i nie ma innej opcji. Zawsze mam jakoś 2 w zapasie na wszelki wypadek, jakby nagle się skończył, a ja potrzebuję dobrego rozświetlenia pod oczami ;)


be The Sky Girl, mus do ciała, sweet life - tak ja osoba uwielbiająca lekkie konsystencje wrzucam mus do ciała do cudów, ale nie może być inaczej. Aż teraz, pisząc to, czuję ten genialny i letni zapach w nosie, owocowy, jak drink nad basenem - no dla mnie czad. I mimo wszystko nie było aż takiej tragedii w rozsmarowywaniu, a wydajność pierwsza klasa!
Salvatore Ferragamo, Amo Ferragamo - Flowerful - co prawda nie kupiłabym tych perfum nigdy dla siebie, ale jednak cudo. Początkowo wydawały mi się bardzo słodkie i takie nie do końca dopasowane do mnie, ale ostatecznie uwielbiałam ich używać, głównie latem, jak było ciepło, kiedy miałam ochotę na jakąś przygodę. Nie wiem też czy jeszcze kiedyś u mnie zagoszczą, bo tak, jak pisałam ostatnio nie mam parcia na posiadanie tysiąca drogich perfum, więc zobaczymy. Ale ogólnie perfumy polecam, bo można się w nich mega czuć!
Shecell dermatologic, dermoaktywny krem do skóry odwodnionej - na maksa się polubiłam z tym kremem, bardzo lubię takie lekkie konsystencje, w dalszym ciągu o konkretnym działaniu. Bardzo fajnie nawilżał, odżywiał i przygotowywał skórę pod makijaż, jak i idealnie się spisał na wieczorną pielęgnację. Bardzo polubiłam!


Dove, antyperspirant w aerozolu, go fresh, pomegranate & lemon verbena scent - tutaj jest dość prosta sprawa, antyperspirant, jak antyperspirant. Nic wow, ale też i nic turbo beznadziejnego, ładnie pachniał, nie plamił jakoś bardzo ubrań, chociaż czasem widziałam białe krechy na koszulkach, ale z braku laku można się na niego skusić. Ale ostatnio ja preferuję zdecydowanie kulki ;)



Isana, waciki kosmetyczne
- 3 razy nie, a jakbym mogła to nawet i 100 razy nie. Turbo grube, rozwarstwiające się, niefajne w dotyku, no dramat. Najgorsze z najgorszych, seriously. I wiem mówiłam, że nie będę kupować innych, ale akurat wtedy jechaliśmy na wesele, a ja ogarnęłam, że nie wzięłam żadnych i musiałam kupić cokolwiek.
Seni Care Inti+, chusteczki do higieny intymnej - kolejne nie fajne chusteczki do higieny intymnej, ja nie wiem.. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu trafię na fajnego zastępcę Facelle, najwyżej będę używać jakichś chusteczek nawilżających dla dzieci, haha. Dajcie znać, czy może Wy znacie, jakie fajne produkty!



Isana, lakier do włosów z panthenolem i filtrem UV - są oczywiście dużo lepsze lakiery, ale w sumie powiem Wam, że dla mnie taka mini wersja, nie za miliony monet jest wystarczająca. I mega spoko, bo i tak rzadko używam lakierów do włosów, tylko co wesela czy imprezy, więc dla mnie sztos, żeby zmieścić nawet do torebki :)
Facelle, płyn do higieny intymnej - miałam już nie raz pełnowymiarowe produkty i jestem równie zadowolona. Płyn jest spoko, tani i dobrze działa, myje i czyści - więc super.
DayTox, firming day cream, ujędrniający krem na dzień - tak ja go używałam tak turbo długo. Zawsze brałam na wyjazdy, a on się nigdy nie kończył. Ale muszę powiedzieć, że jest rewelacyjny, świetnie pachnie i od razu oddziaływał na skórę, ja byłam w szoku. Wiedziałam, że jak pojadę gdzieś to nie będzie przypału, że będę źle wyglądać, a zawsze wyglądałam nawet lepiej. 
Dermacol, intensywnie liftingująca maska - maska bardzo fajnie działała, saszetka wystarczyła na długo, lubię ten jej mydlany zapach, a i efekty były dla mnie zadowalające, więc czad! 


Bardzo mi dziwnie, że takie małe denko, ale najważniejsze to że kupiłam bardzo mało kosmetyków w tym miesiącu i to same najważniejsze rzeczy, więc ja jestem bardzo zadowolona!
A jak wasze zużycia w tym miesiącu? :))