Organizacja komody dla niemowlaka

17 maja 2021

 
Cześć! Co tam u Was słychać? Dajcie znać, jak się macie, jakie macie plany na korzystanie z tej obecnej pogody, jak i z możliwości, że w końcu można wyjść z domu gdzieś na miasto, bez maseczek (!). Muszę przyznać, że jako ogromna fanka jesieni zaczynam doceniać wiosnę i lato, jakoś tak szczęśliwiej i lepiej mi teraz, że jest taka pogoda. Nie lubię gorąca, ale po takiej zimie rewelacyjnie jest się wygrzać i posiedzieć na słońcu ;).


I dzisiaj się pochwalę, ale w końcu ogarnęłam komodę dla naszej kruszynki! Trochę mi z tym zeszło, wiadomo pranie, prasowanie, układanie, przekładanie, zmienianie, kombinowanie, domawianie kolejnych rzeczy, ale mamy efekt końcowy, z którego jestem jak na razie bardzo zadowolona! Mówię 'jak na razie', ale wiadomo, że potem używając może się okazać, że inne rozwiązanie będzie lepsze, ale jak na razie jest super ;). 
Od początku wiedziałam, że potrzebujemy dodatkowej komody z wysuwanymi szufladami, żeby jak najwygodniej było nam wyciągać rzeczy z niej. Kupiliśmy dosyć sporą komodę z pięcioma szufladami, w której zamierzałam pomieścić ubranka, akcesoria, takie jak pampersy, pieluchy, leki, jakieś szczoteczki, smoczki i całą wyprawkową resztę.
Bardzo fajne komody znajdziecie na stronie www.edinos.pl a przy okazji pierwsze 20 osób może skorzystać z kodu rabatowego na 50zł! Wystarczy wpisać kod: 'edinos50' na tej stronie: https://www.edinos.pl/rabat i zakupy zostaną pomniejszone ;)



Wybór komody na ubranka dziecięce


Zależało mi na tym, żeby komoda była po pierwsze stabilna. W Internecie znajdziecie bardzo dużo komód, które mogą się wywrócić, przewalić, a wtedy wiadomo, co się może stać, tym bardziej przy małym dziecku. Nasza jest dość stabilna, chociaż i tak jest możliwość przymocowania jej do ściany, z czego na pewno skorzystamy.
Komoda jest duża, ma niecałe 120cm wysokości i niecałe 90cm szerokości. Początkowo brałam pod uwagę mniejsze, ale w sumie ta nam się rzuciła w oczy i ją wzięliśmy, i to była bardzo dobra decyzja, bo okazało się, że mamy więcej rzeczy niż myślałam.
Dlaczego szuflady? Nie wyobrażam sobie trzymać ubranek na wysokich stosach na półkach, a kiedy chciałabym coś wyciągnąć 'z dołu' musiałabym wszystko wyciągać i kminić, żeby przypadkiem stos się nie przewalił. W niskich szufladach wiedziałam, że będę miała możliwość ułożenia wszystkiego w taki sposób, że wszystkie ubranka będą widoczne i będzie się dało łatwo, szybko i wygodnie je wyciągnąć - nie tylko mi, ale i innym osobom. Poza tym, szuflady możecie fajnie posegregować, może kupić przegródki, specjalne organizery, więc porządek będzie zachowany - a na tym mi zależy najbardziej.



Jak posegregować akcesoria niemowlęce w komodzie?


Nie powiem, tutaj trochę nad tym myślałam, miałam parę różnych koncepcji i zdanie zmieniałam nawet po kilkanaście razy. Zależało mi na tym, żeby to miało sens i logikę, żeby było dla nas jak najbardziej wygodne i żeby dało się wszystko szybko znaleźć, no i żeby było użyteczne i praktyczne. Dlatego...
W pierwszej, górnej szufladzie mamy ubranka w rozmiarze newborn oraz 56, czyli ubranka do założenia na teraz, co możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu. Są to ubranka takie zwykłe, na co dzień, jedne do ściuchania inne trochę ładniejsze, ale głównie są to funkcjonalne rzeczy. Parę rzeczy w tym rozmiarze mam też gdzie indziej, jakieś grubsze ubranka i sukienki, których na co dzień ubierać nie będę


W drugiej szufladzie mam pieluchy tetrowe zwykłe i kolorowe, kocyki, a także organizer z drobnymi rzeczami, takimi jak: skarpetki, rajstopki i opaski. Organizer jaki kupiłam jest ogólnie na biustonosze, ale idealnie mi się tutaj sprawdził, te wszystkie pierdółki nie będą się walać po całej komodzie. Wolną przestrzeń w komodzie przeznaczyłam jeszcze na czapeczki i resztę skarpetek, bo ich mam mnóstwo.
W kolejnych dwóch szufladach mamy kolejny rozmiar ubranek, czyli 62 - początkowo planowałam zmieścić jeszcze rozmiar 68, ale okazało się, że się nie zmieszczą. Co prawda wiadomo, że rozmiar rozmiarowi nierówny, dlatego starałam się tu dać ubranka większe niż 56. Wiadomo na początku ciężko jest mi stwierdzić, jaka mała się urodzi i w ogóle jak szybko będzie rosnąć, więc będzie widać. 


Natomiast w dolnej szufladzie znajdują się pozostałe akcesoria, które bardzo chciałam mieć pod ręką:
*zapasowe prześcieradła, ochraniacze na materac, a także podkłady
*medyczne rzeczy, czyli: termofor, leki, termometr bezdotykowy - mam swoje miejsce w kuchni na leki, ale stwierdziłam, że nie chcę mieszać ich z tymi dziecięcymi. Ja jestem wygodna, więc lubię mieć część rzeczy w jednym miejscu, tak żebym na szybkości w kryzysowej sytuacji nie musiała grzebać i szperać, tylko wziąć od razu to co mi potrzebne.
*rzeczy związane z karmieniem, czyli: dodatkowe smoczki i butelki, laktator, femaltiker, a także woreczki do przechowywania mleka i do sterylizacji - nie mam pojęcia, czy te rzeczy mi się w ogóle przydadzą, ale to wyjdzie w praniu, a na chwilę obecną wolę je mieć tutaj.


Jak ułożyć ubranka niemowlęce w szufladzie?


Początkowo chciałam skorzystać z gotowych filmików, jakie widziałam w Internecie i na TikToku, oglądałam, sprawdzałam, próbowałam i szybko stwierdziłam, że to bezsensu. Nie dość, że schodzi z tym bardzo dużo czasu, żeby wszystko poukładać w konkretny sposób, to stwierdziłam, że nie jest to dla mnie praktyczne. Składam ubranka po swojemu, tak, jak mi się podoba i po prostu układam je 'na stojąco', ubranek jest tyle, że wszystko ładnie stoi, a dodatkowo wszystko jest też widoczne tak, że wiemy dokładnie co to za ubranko.
Rzeczy też mam ułożone w konkretnej kolejności: body bez rękawków i z krótkim rękawem, rampersy, bluzeczki z krótkim i długim rękawem, body z długim rękawem, śpiochy i pajace i na końcu spodnie, dresiki czy półśpiochy. Poza tym, próbowałam je ułożyć w miarę kolorystycznie, żeby cieszyły moje oko - ciekawe jak długo będę utrzymywać taki porządek.


Dodatkowy organizer na pampersy i kosmetyki


Kupiłam komodę właśnie po to, żeby zmieścić w niej wszystko, ale cały czas zależy mi na wygodzie i praktyczności. Dlatego zamówiłam dodatkowy organizer, z którego przyznam szczerze jestem na maksa zadowolona! Włożyłam do niego pieluchy jednorazowe, pieluchy tetrowe, nawilżane chusteczki, waciki, gaziki, kosmetyki, a także podkład do przewijania i szczoteczki + termometr. Mamy porządek, co prawda nie są to rzeczy schowane, ale przestałam się oszukiwać, przy małym dziecku raczej część rzeczy będę musiała mieć bardzo na wierzchu i pod ręką. Jego największym plusem jest też to, że można go na lajcie przenosić w inne miejsca, na upartego mogłabym go wziąć nawet pod pachę i pojechać z nim na weekend do rodziców, why not?


Jeśli chodzi o inne wyprawkowe/pociążowe rzeczy, to:
*zapasy trzymamy w innej szafce, tam mamy pieluchy jednorazowe, waciki, chusteczki nawilżane - wszystko różnych marek, żebyśmy mogli potestować i posprawdzać, co nam będzie pasować najbardziej.
*sprzęty, takie jak sterylizator, podgrzewacz do butelek i inhalator wylądowały chwilowo w szafce, zobaczymy jak bardzo będą nam potrzebne i wtedy będziemy pod tym kątem szukać dla nich miejsca.
*wkładki laktacyjne trzymam w kilku miejscach: w mojej szafie, w szufladzie z bielizną, a także w łazience, nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą, więc nie będę musiała latać po całym mieszkaniu.
*podkłady poporodowe dla mnie oczywiście są wszystkie w łazience
*wanienka oczywiście jest w łazience
*zapasowa kołderka i grubsze, większe rzeczy znalazły swoje miejsce w workach próżniowych, które uratowały nam przestrzeń w mieszkaniu i wygodę w funkcjonowaniu.


I tak to wygląda! Dajcie znać, czy coś byście zmienili, może osoby bardziej doświadczone niż ja już teraz wiedzą, że niektóre rozwiązania na pewno się u mnie nie sprawdzą, chociaż wiem że wszystko wyjdzie w trakcie używania. Na chwilę obecną jestem mega z niej zadowolona!
Pamiętajcie o kodzie rabatowym do Edinos i trzymajcie się!


[wpis sponsorowany]

Cukrzyca ciążowa, z czym to się je?

14 maja 2021

 Kontynuujemy posty ciążowe Zacznę w sumie z grubej rury, bo jak wpisy dotyczące poszczególnych trymestrów zostawiłam na sam koniec, tak stwierdziłam, że zacznę od opisania mojej historii z cukrzycą ciążową
Badanie na cukrzycę ciążową robi się zazwyczaj w 24-28 tygodniu ciąży, jest to tak zwana krzywa cukrowa 3 punktowa, która polega na pobraniu krwi na czczo, następnie należy wypić glukozę, po czym macie pobieraną krew znowu po godzinie i po dwóch godzinach. W między czasie nie powinno się ruszać, więc siedzimy na tyłku w poczekalni i nie powinno się też za dużo pić. Z tego względu, że ruch, jak i woda mogą obniżyć poziom cukru we krwi, przez co wynik badania będzie zaburzony. Jeśli chodzi o wartości referencyjne, to są one inne dla kobiet w ciąży niż normalnie. Na czczo glukoza nie powinna przekraczać 90mg, po godzinie 180, a po dwóch godzinach 153.

Co to jest cukrzyca ciążowa? 

Cukrzyca ciążowa jest wtedy, kiedy hormony nie wyrabiają, nasz organizm w ciąży, a dokładniej trzustka nie radzi sobie z węglowodanami zawartymi w posiłkach. Trzustka nie jest w stanie wyprodukować odpowiednią ilość insuliny, żeby obniżyć cukier, a na dodatek wątroba w ciąży wytwarza więcej glukozy, więc mamy trochę błędne koło. Może to powodować m.in. zaburzenia rozwojowe, a także dużą masę urodzeniową. 
Na cukrzycę ciążową nie mamy zbytnio wpływu (przynajmniej tak pocieszała mnie diabetolog), ja jestem raczej szczupła, nie odżywiam się jakoś turbo zdrowo, ale też i nie tragicznie, sport zawsze uprawiałam, więc cukrzyca mnie zaskoczyła. Możliwe, że miałam wcześniej problemy z cukrzycą, z insulinoodpornością (dowiemy się po połogu) - u mnie mogły mieć na to wpływ geny, ale są też czynniki zwiększające ryzyko wystąpienia cukrzycy ciążowej, jak wiek, nadwaga, ciąża mnoga itd.


Cukrzyca ciążowa w 8 tygodniu ciąży

Tak, w moim przypadku podejrzenie cukrzycy ciążowej pojawiło się już po pierwszych badaniach morfologii, a dokładniej glukozy na czczo w 6 tygodniu ciąży, wynik był za wysoki. Na kolejną wizytę w 7 tygodniu powtórzyłam badanie i znowu było to samo, więc zostałam skierowana na badanie krzywej cukrowej w 8 tygodniu ciąży. Po wynikach od razu zostałam skierowana do diabetologa i zaczęła się moja początkowo przerażająca przygoda z cukrzycą. 

Tak, ja byłam na maksa przerażona, jak tylko zaczęto podejrzewać u mnie cukrzycę. Zaczęłam czytać, szukać informacji, co robić, jak sobie radzić, jak żyć, jaka dieta, co to znaczy insulina nocna, insulina doposiłkowa, glukometr, jakiś indeks glikemiczny, zamienniki węglowodanowe i cała reszta. Już ginekolog mi powiedziała, że nie mogę jeść wszystkich owoców, głównie bananów i winogron, a to były jedyne owoce, jakie jadłam na początku, ja nawet do końca nie ogarniałam tłuszczy, białek i węglowodanów (prostych i złożonych), nie lubię gotować, a na dodatek męczyły mnie straszne nudności i wymioty na początku, więc dla mnie to był dramat.

Pierwsza wizyta u diabetologa

Nawet nie wiecie, jak ja się stresowałam tą wizytą, nawet ciśnienie miałam turbo wysokie, jak nigdy. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, bałam się, jak cholera każdej decyzji diabetologa, bałam się insuliny, glukometru - wszystkiego.
Najpierw poszłam do pielęgniarki na pomiary, waga, wzrost, ogarnięcie wyników badań, założenie książeczki i naukę używania gleukometru. Ten pierwszy strzał był dla mnie traumatyczny. Dostałam glukometr, paski do mierzenia cukrów, do tego zestaw mini kosmetyków dla kobiet w ciąży, który chyba miał mnie pocieszyć, no i czekałam na konsultację z diabetologiem. Wyobrażam sobie, że byłam najbardziej spanikowaną osobą w czasie tej wizyty ze wszystkich pacjentów. Myślałam, że się popłaczę, jak usłyszałam, że od razu mam przepisaną insulinę i zaczęłam ją błagać, żeby jeszcze nie, że ja chcę walczyć i próbować z dietą, żeby dała mi szanse itd. - tak to na pewno było komiczne, ale ja nie znoszę igieł i każde pobieranie krwi było dla mnie straszne.


Pierwsze zalecenia diabetologa przy cukrzycy ciążowej

Dostałam parę broszur do poczytania sobie, co i jak, dostałam też informacje, gdzie w Internecie mogę sobie poczytać na temat diety. Miałam jeść, co 2-3 godziny pełnowartościowe posiłki, regularnie, nie zrażając się mdłościami i pamiętając o ostatnim posiłku przed samym snem, jeszcze po kolacji, pilnując, żeby przerwa nocna nie przekraczała 8 godzin. Miałam mierzyć cukier na czczo i godzinę od rozpoczęcia każdego posiłku. Oczywiście zero słodyczy, zero soków (ewentualnie rozcieńczone z wodą), zero tłustych i niezdrowych rzeczy, zero pszennych produktów, do każdego posiłku warzywa, wszystko co się da to razowe lub pełnoziarniste, dużo ruchu i to wiedziałam jak wyszłam od diabetologa. 
Jeśli chodzi o insulinę, mogłam walczyć z dietą, ale jeśli tylko przez 2/3 dni cukry na czczo będą powyżej 90 mam włączyć insulinę i włączyłam ją, ale dopiero po półtora miesiąca.


I tak się to zaczęło. Dużo pomagał mi mąż, który z zawodu jest kucharzem, więc gdyby nie on to ja bym zginęła we własnej lodówce. Zaczęło się szukanie produktów z niewielką ilością cukru, a najlepiej bez cukru, szukanie idealnego chleba, czytanie, które warzywa i owoce mogę jeść do woli, a których nie itd. 
Najciekawsze jest to, że nie ma jednej idealnej diety dla każdego, nie ma idealnego produktu dla wszystkich cukrzyków, na każdego działa co innego, każdemu co innego wybija cukier, każdy ma swoją własną idealną długość snu, więc wszystko trzeba testować na sobie, sprawdzać, modyfikować i kombinować, aczkolwiek najbardziej przydają się listy produktowe z zaznaczeniem indeksu glikemicznego.


Ale, ale! Napiszę Wam jeszcze na pewno jeden wpis dotyczący ciekawostek w cukrzycy ciążowej, bo tego jest mnóstwo! Niektóre rzeczy, jakich się nauczyłam są dla mnie dalej jedną wielką zagadką i dalej się śmieje, że na cukier na czczo ma wpływ chmura na niebie albo i jej brak, zależy od 'nastroju' Waszego organizmu. 
Ale już teraz pod koniec ciąży z pełną świadomością mogę powiedzieć, że cukrzyca ciążowa ma też swoje zalety, oczywiście wady też, nie będę jej wychwalać, ale jednak są takie aspekty, które mi się podobają. Soon!
Jeśli macie jakieś pytania to oczywiście pytajcie ;)


Nacomi, 7 oils - maska do olejowania włosów

11 maja 2021

 
Hi! Co tam u Was słychać? Jak się macie? mam nadzieję, że jesteście tak samo zachwyceni tą pogodą, jak i ja, bo od razu człowiek inaczej funkcjonuje, inaczej myśli/rozkminia i aż się chce wszystko robić i działać. Co prawda ja na razie tonę w praniu i prasowaniu, ale już jesteśmy bliżej końca i jest fajnie! ostatnie rzeczy z wyprawki przychodzą, a ja się cieszę, bo mogę jeszcze dzisiaj zaprezentować Wam recenzję pewnego produktu. Obawiam się, że niedługo całego bloga zaleje temat ciążowy, ale postaram się to trochę przemieniać nieciążowymi wpisami, żeby każdy znalazł coś dla siebie.
A dzisiaj będzie o włosach i o mojej ulubionej pielęgnacyjnej czynności, czyli o olejowaniu! Mówię o ulubionej, bo wydaje mi się, że nie ma nic innego, co by tak było w stanie uratować nasze włosy, jak właśnie olejowanie, oczywiście pod warunkiem, że mamy odpowiedni olej do olejowania, więc dzisiaj sprawdzimy olejek z Nacomi - turbo mieszankę 7 olei.


Nacomi, 7 oils
Maska do olejowania włosów


Olejek wyróżnia się unikalnym połączeniem 7 dziewiczych olei, które mają za zadanie wyraźnie nawilżyć i odżywić Twoje włosy, abyś mogła zapomnieć o uszkodzonych w trakcie stylizacji i elektryzujących się włosach, czy rozdwojonych końcówkach. Dzięki masce 7 Olei Twoje włosy staną się mocne, lśniące i powalająco piękne.

Skład: Macadamia Ternifolia Seed Oil, Glycine Soja Oil, Prunus AMygdalus Dulcis Oli, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate.

Sposób użycia: należy wetrzeć we włosy odpowiednią ilość oleju tak aby wyglądały na wilgotne. Nałóż na głowę rozgrzany ręcznik, pozostaw na całą noc lub zmyj po minimum 30 minutach szamponem bez SLS.


Olejek znajduje się w bardzo ładnej szklanej butelce. Tak mi się podoba ten design, kolory, ułożenie wszystkiego, no bardzo mi wpadła w oko. Jest bardzo ładne, a butelka jest mega smukła, dzięki czemu idealnie leży w dłoni i jest wygodna. Jakkolwiek się cieszę, że ma pompkę, tak niestety sama ta pompka jest dla mnie trochę niewypałem. Miejsce do naciskania jest tak małe i tak zaokrąglone, że w momencie, kiedy nakładam olejek na dłoni tak mi się ślizgają palce, że 'zjeżdżają' z tej pompki i nie da się tego zrobić konkretnie. Przy mokrych dłoniach to już w ogóle może być uciążliwe i po prostu denerwujące. Wiem, mogło być gorzej, ale jednak wystarczyłoby zrobić tę część odrobine większą.
Konsystencja jest o dziwo rzadka i lejąca się, jak na olejki. Spodziewałabym się tutaj gęstszej konsystencji, takiej trochę jak żywica, żeby była konkretniejsza, ale to już jakieś moje 'widzimisię'. Za to zapach jest boski! Ta mieszanka pachnie tak pięknie, tak owocowo, tak cytrusowo, tak radośnie, letnio i wiosennie, po prostu nie ma nic, co by mi przeszkadzało w tym zapachu. Gdybym mogła to bym mogła mieć mgiełkę o takim zapachu, cudo!


Ja olejek nakładam głównie na mokre włosy, na podkład z odżywki czy maski, po takim pierwszy zmyciu wszelkich zanieczyszczeń lekkim szamponem. Staram się nakładać na to czepek i ręcznik, ale zdarza się, że nie nakładam nic na ten olej, co mogłoby go zagrzać.
Jeśli chodzi o efekty, to musze przyznać, że olejek radzi sobie świetnie i solo i z dodatkowym czepkiem+ręcznikiem. Włosy po użyciu są miękkie, nawilżona, odżywione i po prostu wszystko jest z nimi tak, jak ma być. Mimo że dalej ciężko jest mi się przekonać do kręconych włosów to jak mam mokre włosy to widzę, że jakoś ten skręt jest dużo bardziej widoczny i konkretniejszy. Włosy błyszczą, są bardziej ujarzmione, nie puszą się aż tak bardzo i wszystko jest z nimi, jak najbardziej na plus. Oczywiście w momencie, kiedy nałożymy na olej czepek i ręcznik to efekt ten będzie wzmocniony, spotęgowany i efekty są bardziej widoczne, więc warto o tym pamiętać! 
Ja mam kręcone włosy, po keratynowym prostowaniu włosów (które robiłam z 10 miesięcy temu), dodatkowo rozjaśniane na ola-plexie, więc olejowanie ma u mnie ogromny sens. Myślę, że mam włosy już teraz średnioporowate, więc tak mówię, żebyście mieli pogląd na jakich włosach będziecie mieć podobne efekty, co i ja.


Maskę do olejowania włosów od Naocmi kupicie na pewno w Hebe i online, Nie wiem, czy w jakiejś innej popularnej drogerii dorwiecie ten produkt, ale warto się rozglądać i czatować na promocje ;). W standardowej cenie w Hebe kosztuję ok 45zł, na promocji obecnie 30 parę zł, ale ja jestem tak zadowolona, że naprawdę warto! Co jakiś czas na pensów będę wracać do tego produktu, mówię co jakiś czas, żeby włosy się nie przyzwyczaiły i żeby dostawały co jakiś czas coś nowego. Ogólnie jest naprawdę świetny i ja go polecam z czystym sumieniem! :)

A jaki jest Wasz ulubiony produkt do olejowania włosów? Dajcie znać!


Femme Luxe na maj czyli znajdźmy idealne dresy!

08 maja 2021

 
Hej! Witam się z Wami w maju! Miałam pisać regularnie, ale jednak zbliżające się rozwiązanie i dopinanie wszystkiego na ostatni guzik całkowicie pochłania mój czas. Mamy w końcu komodę, więc teraz moje myśli krążą głównie wśród organizacji ubranek i akcesoriów (będzie wpis!), a że lubię jak wszystko jest super poukładane, to co chwilę piorę, prasuję, przekładam jakieś rzeczy i kombinuję, jak mogę, żeby to wyglądało, ale też miało ręce i nogi i było też wygodne w używaniu.


Ale! Jako, że zbliżamy się już ku końcowi to wiem, że zacznie się dla mnie czas częstych spacerów, a chyba wszyscy widzimy dookoła, że obecnie mamy istny raj dla dresów! Dresy są wszędzie, w różnych kolorach, wzorach, jak i stylach; sportowe, ale i bardziej eleganckie, no po prostu znajdziecie wszędzie jakieś dresy. No i ja też się skusiłam, bo wydaje mi się, że wygodne ciuchy będą mi na maksa potrzebne, jak już urodzę.
Ale jako że teraz się w dresy nie wcisnę, to prezentacji wykonała dla mnie moja modelka - najlepsza przyjaciółka!

BLACK LOUNGEWEAR - czarne komplety dresowy




Zacznę od klasyki, czyli czarne dresy, które sprawdzają się w każdej sytuacji i najłatwiej jest dobrać do nich wszelakie dodatki ;). I na pierwszy ogień idzie w miarę standardowy komplet dresowy - Cailleigh! Dres prezentuje się świetnie, ma dość wąskie spodnie, nie są to na szczęście prześwitujące legginsy, tylko konkretne dresiki, a do tego bluza ze ściągaczem, która jest lekkim crop topem. Dzięki temu, niby czarny zwykły dres staje się fajnym ciuchem na większość okazji. A na pewno jest idealny na wygodne spędzanie czasu z dzieckiem, z przyjaciółmi czy z rodziną na grillu, ale też już sobie wyobrażam go na jakimś wyjeździe, a pamiętajmy, że zbliżają się wakacje! 
A akurat tych dresów Cailleigh znajdziecie bardzo dużo na stronie w różnych kolorach, więc jak ktoś ma ochotę poszaleć, to ma taką możliwość ;).

OFF THE SHOULDER LOUNGEWEAR - komplety dresowe z odkrytymi ramionami




Znowu zostajemy w czarnej klasyce, ale jednak mamy tutaj trochę coś innego - zestaw Blake. Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię ubrania, w których mogę odsłonić sobie jedno ramię albo oba jak chcę zaszaleć. Dres jest cieńszy od pozostałych, dlatego bardziej nada się na zdecydowanie cieplejsze dni, ale w dalszym ciągu nie będzie prześwitywał. Poza tym, macie tutaj wygodne dresy i bluzę, która jest bardziej uniwersalna i mniej dresowa/sportowa, jak pozostałe komplety. Dzięki temu można spokojnie czuć się w nim trochę ładniej, jest też bardziej dopasowany, więc na pewno wpłynie to pozytywnie na nasze kształty, które będą podkreślone, a ja przynajmniej w takich zestawach czuję się lepiej niż w mega luźnych.
I znowu, zestawów Blake znajdują się na stronie parę i w różnych kolorach.

CROPPED LOUNGEWEAR - komplety dresowe z krótką bluzą



Idziemy w kolory! Zaczniemy od setu o nazwie Isabella, która rozkochała mnie w sobie swoim kolorem. Jest taki nieoczywisty, a zarazem specyficzny, i inny niż wszystkie kolory dostępne obecnie w sklepach. Tutaj cały dres wychodzi na większy niż pozostałe rozmiary jak coś, więc możecie brać to pod uwagę. Ale też spodnie dresowe są szersze same w sobie, bluza ma też ściągacz, jest to lekki crop top i ma kaptur, ale już nie ma kieszeni. Kolor w rzeczywistości jest bardziej ceglasty wpadający w pomarańcz niż na stronie i na zdjęciach, on ma w sobie coś dziwnego, że na zdjęciach ma inny kolor, a w rzeczywistości tak, jak pisałam bardziej cegła/pomarańcz, ale w dalszym ciągu jest to fajny nietypowy kolor, a ja lubię takie nietypowe rzeczy ;).

LOUNGEWEAR SETS - komplety dresowe




A na koniec zostawiam Wam moją perełkę, najfajniejszy zestaw dresowy ze wszystkich w najfajniejszym liliowym kolorze - Bellamy i nie mogę się napatrzeć, jak ten kolor idealnie pasuje do mojej psiapsi! Dres powiedziałabym, że jest dosyć zwykły, standardowe spodnie, fajne bo zwężane na kostkach, a to zawsze sprawia, że lepiej leżą i się prezentują na sylwetce. Do tego bluza, która jest trochę szersza, ale nie za luźna, nie jest to oversize, więc też nie zaburza naszej sylwetki, co jest super. Ale ten kolor jest tak cudowny, że ja się nie mogę na niego napatrzeć! Jest też unikatowy i inny od pozostałych kolorów i nie rozczarował mnie w rzeczywistości z czego się na maksa cieszę. 
Zestaw Bellamy również znajdziecie w kilku kolorach, ale ten liliowy jest boski ;)


Wszystkie dresy są mega miłe w dotyku i mają 'misia' od wewnętrznej strony. Co niestety może się wiązać z 'kulkowaniem' i zostawianiem farfocli na ubraniach, dlatego uprzedzam w razie w, że warto przeprać i pamiętać o tym. Ale mimo to - prezentują się świetnie i są hiper wygodne, więc na pewno się przydadzą i sprawdzą idealnie na ten sezon ;).
A jakie są Wasze ulubione dresy? Czy jednak nie przepadacie za sportowym stylem? I wolicie np. nosić sukienki damskie? Dajcie znać!


[wpis sponsorowany]

Kwietniowe denko, 2021r.!

01 maja 2021

 
Hej! Witam się z Wami na początku miesiąca! Mamy już maj, to jest niesamowite, ale i na maksa mnie cieszy! Już chcę lato, chcę ciepełko, chcę super pogodę i więcej możliwości! Tym bardziej, że znoszenie obostrzeń jest bardzo obiecujące i ja bardzo liczę na to, że wszystko to o czym ostatnio było mówione w mediach rzeczywiście zostanie zniesione. Więc trzymamy kciuki i oby było wszystko dobrze!


Dzisiaj lecimy z denkiem! Co prawda ostatnie denko było tak obfite, że w tym miesiącu zużycia są dosyć liche, ale nie ma się co dziwić. Pielęgnacji jednak nie da się tak szybko zużyć, a kolorówki w tych czasach prawie nie używam, więc też się nie da. Czy tylko ja się tak przestałam malować przez tę pandemię? Dajcie znać!
A ja przechodzę do denka!


Tutaj jeśli chodzi o włosy to musiałam zużyć oczywiście Alterra Naturkosmetik, szampon dodający objętości, bio-papaja i bio-bambus, bo te szamponu u mnie się świetnie sprawdzają do pierwszego mycia i do zmywania cięższych produktów, dla mnie sztos od zawsze i na zawsze. Tak samo, jak i Schwarzkopf, Gliss kur ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Repair, zauważyłam, że ostatnio znowu częściej psikam włosy tymi odżywkami, miałam jakiś taki czas, że nie używałam, bo różowa wersja psika zbyt skoncentrowanym strumieniem, ale znalazłam na nią sposób i teraz znowu normalnie i często używam tych. Ale uwielbiam te odżywki niezmiennie. Obowiązkowo zużyłam ApteoCare, chusteczki do higieny intymnej, nie wyobrażam sobie używać innych na chwilę obecną. I w końcu wróciłam do moim ulubionych BeBeauty, waciki kosmetyczne, mam nadzieję, że w końcu się oduczę używania innych. A do ust udało mi się zużyć Alterra ochronna pomadka do ust z Bio rumiankiem - to jest zdecydowanie najlepsza pomadka do ust, która działa najefektywniej, a w dodatku cena jest mega na plus! Zużyłam jeszcze Yves Rocher, Moment de Bonheur, perfumy zielona herbata i mega uwielbiam te perfumy, one są bardzo świeże i idealne na wiosnę, więc szkoda, że zużyłam je teraz, ale myślę, że szybko nadrobię braki. Zapach jest cudowny, wyrazisty, ale nie nachalny i zbyt intensywny. Pachnie super, ja bardzo go polecam!


  • Neutrogena, odżywcza pomadka do ust - mimo że bardziej lubię pomadkę z Alterry to muszę przyznać, że ta też jest świetna. Najważniejsze to działanie, dobrze nawilża, super odżywia i pielęgnuje usta. Sprawia, że są miękkie, nie ma suchych skórek i są po prostu ładne. Ja bardzo jestem zadowolona.
  • Farmona, Nivelazione, ratunek dla stóp, intensywnie regenerująca kuracja S.O.S dla stóp - jak wiecie ja nie lubię dbać o stopy, zawsze o tym zapominam, dlatego nie jestem też nigdy zadowolona z ich wyglądu, ale zmusiłam się do zużywania produktów do stóp, bo mam ich mnóstwo! I używałam, regularnie, raz dziennie, codziennie i wow! Moje stopy zyskały nowy wygląd, poważnie! Co prawda w ciąży nie mam możliwości zrobienia sobie super kuracji dla stóp, bo problemem jest teraz nawet użycie pumeksu, ale ten krem jednak zrobił robotę na tyle, że jest ogromna różnica, więc czad! Dla opornych to będzie idealna kuracja!


  • Organic Shop, żel pod prysznic, marakuja i kokos - żel jak żel, nie ma co od nich wymagać za wiele, co prawda po marakui spodziewałam się super zapachu, a tu bez szału totalnie. A dla mnie zapach jest najważniejszy, lubię kiedy prysznic jest przyjemny i ja trochę odlatuję, tutaj tego nie miałam, ale wiem że dla niektórych z Was to może być akurat zaleta.
  • OlVita, olej z pestek winogron - wzięłam, bo przeczytałam że idealnie nadaje się do moich włosów pod kątem porowatości. Ale niestety nie totalnie się u mnie nie sprawdził, może dlatego, że moje włosy już poszły bardziej w średniopory i są w lepszej kondycji niż niskopory, więc w sumie nic tylko się cieszyć! Ale wiadomo zużyłam, chociaż powiem Wam, że na początku olej pachniał mi jak jakiś stary winiacz najtańszy ze sklepu, ale szybko się przyzwyczaiłam do tego, aczkolwiek warto to mieć na uwadze. Na moich włosach efektów nie było wow. Bardziej olej utrzymał ich dobry stan i sprawiał, że się nie wysuszały i nie niszczyły jakoś bardziej. Dałabym do bubli, ale jednak jest to kwestia niedopasowania, więc nie mogę aż tak go skrytykować. Ale jestem zadowolona, że włosy po użyciu mi nie zżółkły, bo po zielonkawym kolorze trochę się tego obawiałam. 


A z próbek w tym miesiącu mega słabo, ale nie wiem, nie ogarniam, a ten miesiąc jest akurat na maksa zakręcony, ale już niedługo będziemy po maturach i mam nadzieję, że zużyję więcej. A na razie Sephora, kapsułki z kremem pod prysznic, fleur de coton i lagon to powiem Wam, że spoko. Obie kapsułki ładnie pachniały, ale zużyłam dwie na jeden prysznic, czego można było się spodziewać.


Dajcie znać, jak Wasze denka! I udanej Majówki na maksa!