Weselne tradycje! Nie było błogosławieństwa, bramy ani podwiązki... i wielu innych

23 czerwca 2020


Jak prawie każda kobieta wyobrażałam sobie już swój ślub jako dziewczynka. Naoglądałam się amerykańskich filmów, seriali i marzyłam, marzyłam o pięknej bogatej sukni, o ogromnej imprezie na miliony osób i wszystkich cudach na kiju. O atrakcjach, które polecam możecie już przeczytać w tym wpisie: Atrakcje na wesele. Mimo że jestem osobą, która ma duży szacunek do tradycji i w niektórych kwestiach jestem naprawdę tradycjonalistką, to były rzeczy związane ze ślubem, których wiedziałam od początku, że nie chce. I głównie są to rzeczy właśnie związane z tradycją. O czym mówię? :)


O tym robiłam ostatnio oddzielny wpis. Zawsze marzyłam o tym, żeby tato mnie zaprowadził do ołtarza i żebym mogła zobaczyć swojego męża po raz pierwszy dopiero przed ołtarzem i vice versa. A to by się nie mogło wydarzyć gdyby w dniu ślubu odbyło się błogosławieństwo, a o naszym błogosławieństwie pisałam, więc ciekawych odsyłam do wpisu. 

WYKUPYWANIE PANNY MŁODEJ
Nie zrozumcie mnie źle, bo nie chce żeby to zabrzmiało jakoś negatywnie i że krytykuję inne śluby, które tak miały. Praktycznie nigdy nie jeździłam pod domy państwa młodych, bo nie czułam takiej potrzeby. Tak bardziej byłam włączona w dwa śluby i muszę przyznać, że w sumie świetnie bawiłam się np. u mojej szwagierki, gdzie było wykupywaniem panny młodej i jako uczestnik naprawdę było ekstra. Ale ja się nie widziałam w tej roli. Nie czułam się dobrze z samą myślą, że pod dom mieliby się zjechać ludzie, miałaby grać orkiestra, dziewczyny miałyby się licytować, ja bym była w centrum zainteresowania, każdy by patrzył, zerkał i zaglądał. Nie, po prostu nie. Poza tym, dużo też słyszałam głupie teksty, która za ile flaszek wódki poszła. No ale sorry. Mnie za flaszkę nikt nie kupi.
Poza tym, na moją korzyść była tutaj odległość. Mąż mieszkał pół godziny drogi ode mnie, kościół w którym braliśmy ślub był też jakieś 20 minut ode mnie w kolejną stronę, więc nie wiem o której musielibyśmy zacząć, żeby się ze wszystkim wyrobić, a nie jesteście w stanie przewidzieć wszystkiego, pod kątem czasowym.

BRAMY
Błagam, niech mi ktoś powie, dlaczego w tych czasach mam dawać komuś czasem nawet kilka flaszek wódki, żebym mogła dojechać na własny ślub czy wesele? Nie powiem, są bramy, które są świetne i robią ogromne wrażenie, ale większość według mnie jest żenujące. A jak czasami widzę państwa młodych, czy świadków, czy inne bliskie osoby, które muszą się w czymś babrać, coś przenosić i po prostu się brudzić/męczyć to po prostu średnio mi się to podoba. Inna kwestia jest jeszcze ludzi robiących bramy. Czasem są to totalne randomy, których nawet nie znamy, a trzeba się z nimi 'użerać'. Co innego gdyby te bramy były robione przez osoby znajome, byłyby przemyślane, bez głupich rzeczy do robienia. To może być fajne, ale fajną bramę widziałam może ze dwa razy.


INNE
Podwiązka, której nie miałam. Z podwiązkami jest tak, że zazwyczaj się je dostaje, wiecie albo prezent, albo coś pożyczonego czy tam coś. Ja jej nie miałam, ale nawet o tym nie myślałam, haha. A jak już pomyślałam to stwierdziłam, że i tak nie zdążę zamówić/kupić/wybrać i stwierdziłam, że yolo. Dam radę bez.
Inna kwestia to buty, bo nie miałam standardowych ślubnych butów, miałam zwykłe sandałki, które mogę nosić teraz na co dzień, na wesele, na imprezę, mogę je założyć zawsze.
Włosy! Od zawsze widziałam, że chce mieć rozpuszczone włosy. Jako że brałam ślub w niedzielę i nie wiedziałam, jak to będzie z moją fryzjerkę, ale brałam pod uwagę nawet to, że pójdę w zwykłych prostych włosach. Na szczęście, miałam moją fryzjerkę najlepszą ever, i w dalszym ciągu miałam puszczone luźno włosy, lekko spięte u góry i było ideolo. Nie przekonuje mnie to, że w rozpuszczonych niewygodnie, gorąco itp. Ja się tak czuję najlepiej i praktycznie nigdy nie mam związanych włosów.
Biżuteria! Okej, kupowałam specjalnie kolczyki i bransoletkę, ale są to rzeczy, które nosiłam od ślubu już tysiące razy. Poza tym, mimo że wszyscy mi to odradzali, założyłam dodatkowo naszyjnik, który oczywiście dostałam jakiś czas wcześniej od męża. I wiecie co? Jego mina, jak w trakcie mszy zauważył ten naszyjnik była bezcenna, a ja się czułam 'kompletnie'.

Pamiętajcie, jeśli robiłyście albo macie zamiar robić inaczej, to nie oznacza, że jest źle. Ja się cieszę, że mogłam zrobić po swojemu i dzięki temu czułam się szczęśliwa i na maksa zadowolona w trakcie wesela. I o to właśnie chodzi :)
Dajcie znać, jakie Wy macie podejście do tego wszystkiego? :) Trzymacie się wszystkich tradycji i robicie tak jak ma być? Czy jednak wrzucacie na luz i robicie totalnie po swojemu? :)


38 komentarzy:

  1. Wyglądałaś pięknie:). A w kwestii włosów - ja też chciałam mieć rozpuszczone, ale mieliśmy bardzo taneczną imprezę, więc doradzono mi jednak upięcie;). Może i dobrze;), bo bym miała pewnie niezły bałagan na głowie;). Ale upięć nie lubię, wolę romantyczne fale albo proste gładkie włosy;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje bylo totalnie inne - slub cywilny na zamku, - w malutkim gronie, ale najwazniejsze ze dla nas byl to wyjatkowy dzien <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy robi jak uważa. Ja praktycznie praktykowałam wszystkie tradycje, bo mi się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  4. jestem tradycjonalistką przy takich sprawach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie zawsze trzymam się tradycji, gdybym miała mieć wesele to też chyba miałabym rozpuszczone włosy, bo nie podobają mi się upięcia ślubne, które są spryskane masą lakieru do włosów, przez który włosy są sztywne, a fryzura i tak się rozwala :P

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie jest nic złego to całe "robienie po swojemu". U mnie było błogosławieństwo (mąż zobaczył mnie na nim właśnie pierwszy raz i jego reakcji nie zapomnę do końca życia <3 , wykupowania nie znam szczerze mówiąc, brama była (bliscy znajomi, brama pierwsza klasa, mąż jest związany z klubem piłkarskim), podwiązka była, biżuteria i buty też były i starałam się, aby były użyteczne także po ślubie.

    Żałuję, że zrezygnowałam, aby Tata prowadził mnie do ołtarza - troszkę dałam się przekonać i wmówić nie moje zdanie.

    Fajne jest to, że możesz zrobić wszystko tak jak chcesz, bo to Twój/Wasz dzień :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi najbardziej brakowało obecności taty na moim ślubie, ale cóż... Widział z góry. Każdy ma inną wizję wesela.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje wesele było tradycyjne.Podwiązke dostałam, więc ją miałam. Większość moich koleżanek miało wieczory panieńskie. Ja nie miałam bo jakoś nie czułam, że jest mi ono potrzebne :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. I cudownie, że zrobiłaś to po swojemu! <3 Ślub to niezapomniany dzień, który ma być najpiękniejszy tylko dla Was, nie na pokaz, nie dla kogoś. Mój też był mały, kameralny. Sama się uczesałam i pomalowałam :) Było tak jak chciałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja bratanica nie za bardzo trzymała się tradycji,np był jej mąż podczas ubierania,a na weselu była muzyka nowoczesna. Z drugiej strony dużo osób się trzyma tradycji. Różnie bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasami warto zrobić coś po swojemu i nie trzymać się sztywno tradycji.
    Błogosławieństo przecież zawsze można zrobić bez kamer, a nie podczas ślubu :)
    Co do bram to u mnie ta tradycja chyba już zanikła i w sumie też się zastanawiam skąd taki zwyczaj się wziął. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli chodzi o podwiązkę, to jest też taka tradycja podczas studniówki, ale mi niezbyt się to widziało i nie miałam podwiązki. A bawiłam się genialnie! ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dla mnie to super, że są takie tradycje :D Może kiedyś i ja bede miała przyjemność ieć wesele i pewnie bede się ich trzymać :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Każdy ma prawo mieć taki ślub, jaki sobie wymarzył. 😊

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja bym się nie trzymała, szczególnie ten zwyczaj bram i wykupywania mógłby dla mnie nie istnieć. Na Śląsku (i nie tylko, w Wielkopolsce chyba też) jest też zwyczaj tłuczenia naczyń pod domem panny młodej albo na klatce - ludzie przynoszą jakieś stare talerze, tłuką, młodzi to zamiatają, a przy okazji się pije. Też bym wolała nie. :D
    Mojemu bratu jakiś przypadkowy facet zrobił bramę rowerem (!) - radości zdecydowanie nie sprawił, ale flaszkę chyba dostał...

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas bylo błogosławieństwo, ale reszty nie,stawialismy na skromność ☺

    OdpowiedzUsuń
  17. Sama bardzo chciałam aby mąż zobaczył mnie dopiero przed ołtarzem, niestwty uparł się na błogosławieństwo przed i nie było przebacz. Butów nie kupowałam, wzięłam te co mam od 3 lat i dzięki temu przetańczyłam w nich całą noc :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Chodzi o to by szukać swojego szczęścia wg własnej drogi i marzeń. Życzę dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Twoje zdjęcia z ślubu są bardzo piękne.
    Przypomina zdjęcia sprzed ślubu mojej siostry, które zrecenzowałem w artykule. Życzymy szczęśliwego dnia.

    Pozdrowienia z Indonezji.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja bardzo cenię sobie takie tradycyjne, nazwijmy to, obrządki :D Ale to ja, tak naprawdę to decyzja tylko i wyłącznie pary młodej, jak będzie wyglądać ich ślub :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo nowocześnie. Brawo! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wykupowanie panny młodej to dla mnie dość głupie ;p nigdy nie brałam w tym udziału a moi znajomi którzy brali ślub tez tego nie mieli ;p bramy faktycznie są wkurzające :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mówią, że wesele jest przede wszystkim dla gości, ale nie ma co ukrywać, że tylko jeden raz w życiu mamy okazję je przeżyć. Niech więc będzie dokładnie tak, jak same chcemy :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ślub w niedzielę? Pierwszy raz się z czymś takim spotykam hah. Co do wykupowania, włosów i błogosławieństwa się zgadzamy.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  25. U nas też nie było wykupywania panny młodej i bram, poza tym zrezygnowaliśmy z różnych głupich zabaw podczas oczepin - ja rzuciłam welonem, mąż krawatem i tyle:) Zamiast orkiestry mieliśmy dj, więc muzyka była nieco ambitniejsza niż na większości wesel:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo ładne zdjęcia, cudnie wyglądałaś :-) Co do niektórych tradycji to ja na swoim weselu też ich nie chciałam, a to całe wykupywanie panny młodej, to dla mnie w ogóle żadnego sensu nie ma. Jak ktoś lubi, to oczywiście jego sprawa, nikomu nie bronię, ani nie krytykuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja również jestem tradycjonalistką, ale taką swoją w swoim fachu. Błogosławieństwo musi być, dla mnie to było mega ważne, bo tam nie było tylko rodziców, ale chrzestni i dziadkowie - których nie mogło zabraknąć. Buty również miałam takie, w których śmigam nawet teraz - nie chciałam tylko na jeden dzień, bo to strata kasy :) Bram? Miałam, ale nie kumałam po co, na co i dlaczego.. tak jak mówisz - to był mega stres, że coś pójdzie nie tak. Aczkolwiek wiedzieliśmy o bramie, bo sąsiad już dawno ostrzegał, że zrobi więc ten czas sobie jakoś rozplanowaliśmy.. teraz? Pamiątka na stare lata jest super, ale bez bramy by się obyło.
    Ja ogólnie nasłuchałam się, że trzeba mieć coś nowego, starego, pożyczonego itd itd.. że przed ślubem spać na czymś tam, czego kompletnie nie uwzględniłam :D

    I biżuterię miałam od męża, którą dostałam na swoje 18 urodziny ♥ nie powiem, ale ucieszył się z tego mega! :)
    No i co kochana, fajne mamy wspomnienia, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. mnie bramki albo wykupywanie też nie kręcą brrr

    OdpowiedzUsuń
  29. Myślę, że najważniejsze żeby młodzi się dobrze czuli w ten dzień :) Ja się zawsze śmieję, że do ślubu pójdę w trampkach :D bordowych najlepiej. No ale u mnie na ślub się nie zanosi haha

    OdpowiedzUsuń
  30. Moim zdanie stare zwyczaje ślubne są świetne.

    OdpowiedzUsuń
  31. To był Wasz dzień i świetnie, że zrezygnowaliście z tego, w czym nie chcieliście brać udziału. Każdy powinien to uszanować. Ale zdaję sobie sprawę, że bywa różnie...

    OdpowiedzUsuń
  32. tez mialam wlosy rozpuszczone;P

    OdpowiedzUsuń
  33. Najważniejsze to brać ślub pod swoje upodobania, nie innych. W końcu to nie ich wydarzenie :) z tradycjami czy bez, grunt że jest miłość i szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Wg mnie Twój ślub był piękny, ponieważ był "Twój" od początku do końca. Nie robiłaś tego co wypada, tylko to co ty chcesz i to było piękne!

    OdpowiedzUsuń
  35. Najważniejsze, by Państwo młodzi byli zadowoleni. To uroczysty dzień dwójki kochających się ludzi, którzy pragną celebrować swoją miłość.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. U nas było tyle bram, a pochodzę ze wsi... już myślałam, że rosół zimny dostaniemy he he i oczywiście same jakieś obszczymurki, każdemu trzeba było dać flachę, a po nas był kolejny ślub, to nawet nie chce sobie ich wyobrażać w jakim stanie robili te bramy he he, a plus był taki, że już dziadów po północy nie było, bo pewnie zalali się w trupa ;-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o komentarze na temat notki lub moich wpisów u Was ;))
miło mi, że mam fajnego bloga, ale za pusty komentarz nie dodam do obserwowanych ;))
mimo wszystko lubię z Wami rozmawiać, czy nawet ostrzej konwersować ;)) :DDD