Nadeshiko Japan Tsubaki Oil
regenerująca maska do włosów

10 sierpnia 2024


Dzień dobry! W końcu weekend! W końcu się wyspałam, oh jak cudownie! Bałam się, że będzie jak co weekend, kiedy dzieci wstają z samego rana wyspane i gotowe do działania, ale na szczęście pospaliśmy dziś do 8! Co dla mnie jest luksusem! I czuję się dużo lepiej, tego potrzebowałam. Ale ostatnio stwierdziłam, że mam takie zaległości we wszystkim, miałam taki plan na te wakacje, chciałam tyle rzeczy ponadrabiać, a tu nie wyszło kompletnie. Ale może powoli, powoli uda mi się nadgonić. 
Za to dzisiaj mam dla Was super perełkę! Naprawdę powiem to już teraz, że ta maska do włosów marki Nadeshiko okazała się u mnie być totalnym sztosem. Maska była w kalendarzu adwentowy Pure Beauty, który też był rewelacyjny i ja już myślę o kalendarzu na ten rok! Nie mogę się doczekać. A na razie zapraszam do recenzji! 


Nadeshiko Japan *tsubaki oil*
regenerująca maska do włosów





Jak widzicie maska znajduje się w przeuroczy opakowaniu, różowa tubka z delikatnymi rysunkami, ale utrzymana w bardzo przyjemnych kolorach na maksa przypadła mi do gustu. Mamy tutaj wszystkie najważniejsze informacje. Sama tubka jest bardzo wygodna w użytkowaniu, ale nie mogę powiedzieć nic dobrego na temat zamknięcia. Mamy tu zwykle zamknięcie na zatrzask, które u mnie dość szybko się rozregulowało. Nie mam pojęcia, co się stało, ale nie da się go zamknąć, nie wiem czy trafiłam na felerną sztukę czy co. W domu mi to nie przeszkadza, ale jakbym chciała gdzieś wziąć maskę - no to nie wezmę. 
Konsystencja tej maski jest dość gęsta, zbita, ale bardzo dobrze nakłada się nią na włosy. Konsystencja w niczym nie przeszkadza, nie ucieka, nie spada z włosów, więc tutaj wszystko gra. Konsystencja idealnie wnika we włosy. Za to zapach jest piękny, że o mamo. Uwielbiam go! Jest dość migdałowy, taki otulający, smaczny, no po prostu piękny! 


Używając tej maski, poczujecie różnice od pierwszego nałożenia. Włosy od razu stają się miękkie, gładkie, cudownie nawilżone i odżywione. Ja uwielbiam. Ta maska wnika głęboko we włosy i działa tak jak trzeba. Czuć, że ma bardzo dobry wpływ na włosy, fajnie się układają, są takie lejące, dociążone, ale nie są obciążone. Nie przetłuszczają się częściej, nie są posklejane, więc naprawdę nie mam do czego się przyczepić. Moim włosom na maksa służy ta maska i widać ogromną różnicę, od kiedy jej używam. Nie rozdwajają się tak, jak kiedyś, ani nie niszczą, tylko rosną i się zagęszczają i są coraz grubsze. No mega! 


To jest moje pierwsze zetknięcie się z tą maską, jak i marką i na pewno nie ostatnio. Ja w ogóle jakoś tak z dala się trzymam od japońskich czy koreańskich kosmetyków, mimo że wszędzie dookoła słyszę, że są zajebiste, to jakoś tak ciężko mi się przekonać. Ale no ta maska to po prostu u mnie sprawdziła się tak rewelacyjnie, że chcę poznać więcej produktów. I wiem, że to ten produkt pomaga mi z każdym myciem włosów dbać o nie i powoli je zapuszczać bez potrzeby częstszego podcinania włosów. 
No uwielbiam tę maskę! Od zapachu, przez konsystencję, po oczywiście najważniejsze czyli działanie. Szkoda tylko, że u mnie to zamknięcie coś się zepsuło, ale nie zmienia to faktu, że uwielbiam tę maskę i uwielbiam jej używać! Bardzo polecam.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Sunny Time z Pure Beauty Box

08 sierpnia 2024


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak się macie, jak się trzymacie? Czujecie już powiew września i powiew powrotu do szkoły itd.? Mimo że ja już od dawna się nie uczę to i tak czuję ten vibe! Uwielbiam to. Ale jeszcze mamy wakacje, lato w pełni, przed nami też jeszcze wyjazd, więc tak naprawdę mogę rozkminiać powoli co spakować, szukać atrakcji, planować co będziemy robić w dany dzień. Już się nie mogę doczekać, mimo że wakacje z dziećmi to nie są wakacje.


Ale, całe szczęście mam najnowsze pudełko Pure Beauty, które cały czas o mnie dba i nigdy o mnie nie zapomina. Zawsze ma dla mnie same najciekawsze kosmetyki, które przydają się w wielu różnych sytuacjach. I dzisiaj mam dla Was jeszcze wakacyjne przepiękne pudełko Sunny Time! Kosmetyki już poszły w ruch i można szaleć i się pięknić. Czas najwyższy Wam zaprezentować to kolejne cudo!



ILADIAN uro żel do higieny intymnej
Zaczynamy od bardzo ważnego produktu w naszej pielęgnacji, czyli produkt do higieny intymnej. Ostatnio recenzowałam Wam jeden żel marki Iladian, który był naprawdę ekstra, a teraz trafił do mnie ten, który wspiera zewnętrzne drogi moczowe! Delikatnie oczyszcza, łagodzi, ale i zabezpiecza przed podrażnieniami, hamuje rozwój bakterii, wspiera naturalny mikrobiom skóry i utrzymuje odpowiednie pH. Cały produkt składa się aż w 92% z składników pochodzenia naturalnego, co jest ekstra! Ja od siebie dodam, że pachnie przepięknie, dosyć owocowo, ale rewelacja, konsystencja jest gęsta, niewielką ilość wystarczy w rozcieńczeniu z wodą. Jak na razie jest bomba! 



BIOELIXIRE argan + filtr UV serum silikonowe
Moje włosy uwielbiają produkty arganowe, zawsze fajnie na nie reagują, a tutaj mamy naturalne oleje i silikony, które zabezpieczą nasze włosy przed szkodliwy działaniem czynników zewnętrznych. Poza tym, oczywiście też odżywi, zregeneruje i nawilży włosy, nada im efektywnego połysku, niesamowitej gładkości oraz zdrowego i pięknego wyglądu! O czym jestem przekonana w 100% i już niedługo dam Wam znać więcej! 



BIOELIXIRE czarnuszka + filtr UV serum silikonowe
A tu mamy dodatkowo serum silikonowe, ale z czarnuszki. To serum idealnie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji włosów zniszczonych, suchych, cienkich, osłabionych, z rozdwojonymi końcówkami oraz tych z tendencją do wypadania. No, na pewno pojedzie ze mną na wakacje i będziemy się świetnie bawić, a ja będę się cieszyć zadbanymi włosami/



SYLVECO dermo łagodzący płyn micelarny 
I następna ważna rzecz, czyli oczyszczanie twarzy, razem z Sylveco mamy możliwość łagodnego demakijażu skóry wrażliwej, delikatnej i naczynkowej. A ze prawdopodobnie moja skóra skłania się ku skóry naczynkowej, to jestem w raju! Ten płyn micelarny nie tylko usunie makijaż, ale i wypielęgnuje, zregeneruje skórę utrzymają cały czas odpowiedni poziom nawilżenia! Tak ma być, rewelka! 



DR IRENA ERIS invitive wygładzający krem naprawczy na dzień SPF 30
To jest raj w raju, cudo nad cuda. Intensywne wygładzenie zmarszczek i wszelkich nierówności, diametralna poprawa wyglądu cery, czyli są to główne zadania naszego cudeńka. Posiada innowacyjny heptapeptyd PSC Iii sprzeczny z cząsteczkami złota, który pobudza produkcję kolagenu, a to jest hiper ważne! No i fajnie sprawdza się jako baza pod makijaż oma SPF 30, o czym nie możemy, zapomnieć! 
Ten krem pachnie fenomenalnie, ma bardzo, zbiorą konsystencję, która sprawia, że skóra się tak fajnie napina, ujędrnia i jest rewelka! 



ALOESOVE Pink balsam do ust SPF30
Mamy tutaj kolejny produkt z SPF30, ale tym razem jest to produkt do ust, o których bardzo często zapominamy jeśli chodzi o ochronę przeciwsłoneczną. Ale na szczęście Aloesove wie co robi, dzięki czemu mamy produkt nawilżający, wygładzający i pielęgnujący z SPF. Smakowity zapach mango na pewno sprawi, że używanie będzie przyjemniejsze. Ten balsam chroni przed podrażnieniami i stresem fetooksydacyjnym, a i usta będą miękkie, gładki, nawilżone i soczyste. 



ARTISHOQ maska, odbudowujący cement do włosów 
Marka wie, że walczę teraz o odbudowanie moich włosów, o zapuszczenie ich w szybkim tempie, więc mam tutaj naprawcza, wzmacniającą i wygładzająca maskę do włosów, która dodatkowo poprawi ich sprężystości. Regularne stosowanie zapobiegnie rozdwajaniu się końcówek i łamliwości włosów, a już od pierwszego użycia zauważymy poprawienie wyglądu włosów. Znam te produkty, możecie poczytać recenzję szamponu i odżywki z tej serii, więc fajnie, że teraz doszła do mnie i maska! 




RIMMEL Wonder bond tusz-serum do rzęs 
A teraz nie możemy, zapomnieć o pielęgnacji rzęs, tym bardziej w czasach, kiedy tusze są coraz mocniejsze, sprawiają że każdy efekt uzyskany na oczach jest dwa razy mocniejszy. Dlatego cieszę się, że mamy marki jak Rimmel, która tworzy tusz z serum, żeby wzmocnić struktury keratynowe rzęs. Juz po jednym użyciu będą się wydawały bardziej odżywione. Ale nie zapominajmy o głównym zadaniu tuszu do rzęs, ten tusz zagwarantuje nam niesamowite wydłużenie rzęs oraz dodanie im szalonej objętości. A która z nas nie kocha właśnie takie efektu na rzęsach? 




NEONAIL base peach twinkle baza hybrydowa glitter effect
A tu dla mnie totalna nowość ze wszystkich nowości, jakie widziałam. Lakier hybrydowy 2w1 wzbogacony połyskującą taflą. Dzięki niemu, możemy stworzyć delikatne, brokatowe paznokcie. Zjawiskowy efekt wyczarowany tylko w kilka chwil, co jest ekstra! Niedługo mam paznokcie, więc może się skuszę! 



MISS SPORTY  crazy glitter lakier do paznokci
A tutaj mamy idealny produkt pod wakacje, wraca do nas ogromną moda na blink blink, którą uwielbiam we wszystkim. Nowość od Miss Sporty, lakier top coat z płatkami złota sprawi, że paznokcie i cale manicure będzie się prezentować ponad przeciętnie, wyróżni Cię z tłumu, doda szaleństwa i odwagi! 



PACHNĄCA SZAFA cedr z brzoskwinią dekoracyjny odświeżacz powietrza 
I ja kocham zapachy do domu, uwielbiam wszystkie dyfuzory, świeczki, produkty które ogólnie pachną. Tutaj mamy genialne połączenie cedru z brzoskwinią, owocowy zapach unoszący się w domu latem jest genialną opcją. Nie dość, że mamy ładny flakonik, to i piękny zapach, nadający świeżości czystości i przytulności. Nadaje się do każdego pomieszczenia, do biura, łazienki czy salony - bomba! 



CLARENA olejek lawendowy ułatwiający zasypianie
No i na koniec mała, ale mega perełka. Naturalny olejek eteryczny skutecznie zniweluje skutku stresu, wyciszy i ułatwi, zasypianie. Poza tym, ukoi nasze zmysły, pomoże w zmniejszeniu napięcia i niepokoju. Brzmi niesamowicie, i chętnie przetestuję na sobie. Co prawda mając dwójkę małych dzieci, nie mam problemu, z zasypianiem, ale na pewno mam dużo stresu, ogromne napięcie i jeszcze więcej niepokoju. Więc tak, uwielbiam!


No i mamy to, całe pudełko! O dziwo to pudełko jest u mnie tak, trafione z timingiem, że prawie większość produktów jest już używana, co mnie szokuje, ale i na maksa cieszy. Będę miała o czym dla Was pisać, parę recenzji są już im progres, ale dajcie znać, czy coś ciekawi Was bardziej, to na pewno wezmę to pod uwagę!


[wpis reklamowy] 

L'Oreal Paris Bright Reveal serum redukujące przebarwienia

06 sierpnia 2024

 
Dzień dobry, dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak się macie? Dzień dzisiaj chłodniejszy, bardziej deszczowy, przez co dla mnie dużo przyjemniejszy. I fajnie! Sierpień już leci na grubo, nim się nie obejrzymy to pewnie zaraz się skończy i ruszymy z jesień edition. Już się nie mogę doczekać, mimo że teraz jest całkiem w porządku, ale obawiam się, że jakieś ciężkie do wytrzymania upalne dni jeszcze do nas przyjdą, a wtedy będę znowu zdychać. Ale zobaczymy.
Za to dzisiaj bierzemy na tapet, temat który jest dość częsty i o tej porze roku może uprzykrzać ludziom życie dodatkowo. Chodzi mi o przebarwienia, które lubią się pojawiać po słonecznych dniach, kiedy to promieniowanie i ekspozycja na słońce są dość mocne, a wtedy nie ma zmiłuj. Cera, która jest podatna na takie rzeczy powinna tym bardziej się pilnować i używać kosmetyków, które pomogą nam zniwelować problem. Na szczęście Pure Beauty box ma zawsze w swoich boxach najlepsze i najbardziej różnorodne produkty, które przydadzą się na przeróżne okazje. 


L'Oreal Paris - Bright Reveal - 
Serum redukujące przebarwienia





Nasze serum znajduje się w typowach buteleczkach, jeśli chodzi o markę L'oreal Paris. Ostatnio wszystkie sera znajdują się w identycznych szklanych opakowaniach z pipetką, co ja uważam za ogromny plus, bo bardzo lubię te opakowania. Są ładna, w zależności od serii różnią się kolorystykę i trochę układem, ale poza tym są bardzo wygodne i fajnie się z nich korzysta. Serum też początkowo jest w papierowym kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje. 
Jak widzicie to serum na przebarwienia ma dość specyficzny kolor, ma lekkie beżowy kolor, co je odróżnia na tle innych przeźroczystych lub mlecznych ser. Tutaj mamy delikatne zabarwienie, ale nie wpływa to w żaden sposób na użytkowanie. Zapach jest niewyczuwalny jakoś bardzo, ale jest ładny. Bardzo podoba mi się konsystencja, która nie jest bardzo wodnista, ale jest tak fajnie lekko gęsta, co sprawia, że nakładanie na twarz jest przyjemniejsze. Serum bardzo fajnie otula twarz, nie powoduje pieczenia ani podrażnień. 


Ja od zawsze zmagam się z wieloma zmianami skórnymi, od pieprzyków, po jakieś mniej lub bardziej widoczne plamki, do oczywiście przebarwień. Mimo że się do nich przyzwyczaiłam, nie mogę powiedzieć, że mi nie przeszkadzają. Przeszkadzają mi głównie, kiedy nie noszę makijażu. Każdy marzy o nieskazitelnej buzi, która wygląda co najmniej jak po nałożeniu kremu wyrównującego kolory. Ja takiej nie mam, ale znam swój problem i walczę z tym, staram się działać profilaktycznie i staram się walczyć z tym, co już na mojej buzi jest.
Nie spodziewałam się za wiele po serum, wiecie, ja jestem do większości rzeczy sceptycznie nastawiona i ciężko mi uwierzyć, że da się pozbyć przebarwień. Aczkolwiek mile się zaskoczyłam.
Nie powiem, że teraz budzę się co rano z twarzą, jak po edycji w photoshopie, oczywiście, że piegi, przebarwienia są nadal na tej twarzy, ale cała twarz wygląda jednak jakoś lepiej. Te wszystkie plamki są znacząco bledsze, nie rzucają się już aż tak w oczy, co oznacza, że koloryt został mocno wyrównany. Poza tym, nie widzę, żeby pojawiały się nowe rzeczy na tej twarzy, na co na pewno ma wpływ to serum, jak i ochrona przeciwsłoneczna, której teraz bardzo pilnuję.
Serum przy okazji swojego głównego działania, nie zapomina też o tym, co jest najważniejsze. Czyli pielęgnuje naszą skórę również na podstawowych płaszczyznach, mam na myśli to, że jest pięknie nawilżona, odżywiona, ale i wygładzona, dzięki czemu skóra wygląda lepiej!


Oczywiście jestem na maksa zadowolona z tego serum, jest cudowne! Pięknie działa nie tylko na problemy skórne, ale właśnie też dba o nas cały czas, pilnując tego odpowiednio poziomu nawilżenia skóry, mimo że ma dość mocne działanie, bo walka z przebarwieniami nie jest łatwa i taka prosta. Serum ładnie wyrównuje koloryt, wybiela różne plamki i naprawdę super działa.
Jest to konkretny produkt, który ma skuteczne działanie. Czuć już po samej konsystencji, że mamy tutaj do czynienia z czymś dobrym! I ja się bardzo cieszę, że na niego trafiłam i na pewno będę do niego regularnie wracać. Super! Seria Bright Reveal to jest coś, co warto sprawdzić!


[produkt został otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Glow Stars! - bright blink - Rozświetlający krem pod oczy

04 sierpnia 2024

 
Dzień dobry! Jak się macie? Co u was ciekawego słychać? Pogoda daje nam chwilę wytchnienia i oh jest dużo przyjemniej. Wiecie już, że ja uwielbiam taką pogodę, więc czuję się dwa razy lepiej, a ten wczorajszy deszcz już w ogóle wprowadził mnie w taki fajny nastrój. Dużo lepiej się spało i człowiek aż wypoczął! No jaram się! I bardzo mi się to przydało, bo ja dzisiaj jestem w Warszawie! Mamy Baby Shower i bawimy się nad Wisłą, więc dzisiaj pogoda powinna nam dopisać. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym dała radę w jeden dzień objechać i żeby wszystko poszło sprawnie. na szczęście jutro będę miała dzień na odpoczynek, tym bardziej że dziś wrócę pewnie późno w nocy.
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić pewnie krem pod oczy, rozświetlający, który obiecuje nam dużo Blink Blink i w ogóle będziecie widzieć same gwiazdy. Bo w końcu marka Stars from The Stars do czegoś zobowiązuje! Ja uwielbiam produkty pod oczy i zawsze muszę jakichś używać, bo bez tego czuję, że pielęgnacja jest bardzo niekompletna, ale na szczęście boxy kosmetyczne Pure Beauty dba o moją pielęgnację i mam wszystko, czego potrzebuję!


Glow Stars, bright blink
Rozświetlający krem pod oczy




Krem znajduje się w dość prostym i typowym opakowaniu, Cienka buteleczka dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się i nie ma żadnych problemów z użytkowaniem. Tym bardziej, że mamy pompkę! A ja uwielbiam te opakowania typu 'airless', z pompki bardzo łatwo się korzysta, można dozować ilość wyciskanego produktu, więc to jest bardzo wygodne!
Krem ma dość konkretną konsystencję, ale nie jest ani rzadka ani gęsta. Nie rozlewa się, ale też nie ma problemu z nałożeniem kremu pod oczy. Nic nie piecze, skóra ani oczy nie są podrażnione. Krem jest bardzo przyjemny dla delikatnej skóry. Zapach kremu jest kompletnie niewyczuwany przy użytkowaniu, jest bardzo słaby, co dla mnie jest bardzo dobre, bo nakładać mocno pachnący produkt pod oczy nie jest dobrym pomysłem. A tutaj bez obaw możemy nakładać i cieszyć się działaniem. 


Działanie też jest oczywiście przyjemne. Nie trzeba dużej ilości, żeby nałożyć pod oczy, konsystencja jest bardzo przyjemna, a formuła kremu bardzo plastyczna, dzięki czemu nie ma opcji, żeby nałożyć za dużo. Niecała pompka spokojnie wystarcza na jedno posmarowanie.
Krem jest bardzo fajny i delikatny. Cudownie otula cienką skórę pod oczami i pokrywa ją cieniutkim filmem, który w żaden sposób jest niewyczuwalny i nie przeszkadza w niczym. Krem ładnie nawilża skórę pod oczami, odżywia ją, ujędrnia i uelastycznia. Aczkolwiek nie powiedziałabym, żeby efekt był bardzo zjawiskowy. Widać różnicę, czuć, że skóra jest bardziej miękka, gładsza i milsza w dotyku, ale nie jest to spektakularna zmiana. 
Zauważyłam delikatne rozświetlenie pod oczami, lekkie pozbycie się cieni, zaczerwień i worków pod oczami, ale znowu nie jest to taki efekt, że po nieprzespanej nocy będziemy wyglądać turbo świeżo po samym użyciu kremu pod oczy. Takich cudów nigdy nie dostaniemy, bez odpowiedniego zadbania o siebie również i od wewnątrz.


Krem jest wydajny, dzięki temu, że nie potrzebujemy dużej ilości produktu do użycia, krem starcza na bardzo długo. Jest przyjemny i będzie idealny dla skóry, która nie wymaga od pielęgnacji jakoś bardzo dużo. Jeśli borykacie z dużymi problemami i oczekujecie cudów i magii, to tutaj tego nie dostaniecie, ale prawdopodobnie ciężko będzie Wam znaleźć coś, co całkowicie odmieni wygląd Waszej skóry pod oczami. Powiem Wam, że krem jest bardzo okej, sprawia, że skóra jest ładnie nawilżona, odżywiona i zregenerowana i ja jestem zadowolona i mogę go używać co jakiś czas, ale nie jest do produkt, który pomoże nam znacząco zwalczyć bardziej widoczne problemy pod oczami.


Dajcie mi znać, czy znacie ten krem, czy lubicie markę Stars from the Stars? Ja musze przyznać, że marka wbiła się pięknie na salony i mają dość sporo ciekawych produktów, na pewno wartych przetestowania. Jeśli nie macie dużych problemów ze skórą pod oczami, to ten krem się fajnie u Was sprawdzi ;)


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Rituals - The Ritual of Jing - balsam do rąk

02 sierpnia 2024


Witamy się w sierpniu! Matko ten czas tak leci nieubłaganie, że to jest szok. Ostatnio słyszałam wielkie oburzenie, jak ktoś stwierdził, że sierpień to już tak trochę jesień, a ja jako wieczna jesieniara cieszę się na maksa! Wiecie, że uwielbiam ten vibe jesienny, ale ostatnio widziałam, że w sierpniu jeszcze wrócą do nas upały, więc każdy będzie zadowolony.
A ja dzisiaj mam dla Was w sumie taki trochę jesienny produkt, a na pewno nie jest to produkt kojarzący się z wiosną i latem. Bo i jego wygląd i zapach mi się na maksa kojarzą z jesienią, z chłodem i dlatego czas najwyższy Wam go przedstawić. Może akurat ktoś się zainspiruję i zaopatrzy się w niego w najbliższą porę roku.


Rituals - The ritual of Jing - 
balsam do rąk




Patrzcie tylko, jak ten krem pięknie wygląda! Ta butelkowa zieleń przenosi mnie trochę w piękny, zimowy, grudniowy wieczór i wyobrażam sobie, jak siedzę przed kominkiem. Uwielbiam! Jest piękne, niby zwykle, ale jednak ten kolor wystarczająco robi robotę i ekstra! Zamknięcie na zatrzask jest solidne, nie zacina się, jest bardzo szczelne, więc lux. 
Krem ma dość gęstą i zbitą konsystencję, sprawia ona, że nie trzeba używać dużej ilości do posmarowania całych dłoni, więc jest mega wydajna. Tak, naprawdę to niewielkie ziarenko wystarczy, żeby posmarować całe dłonie. 
Jeśli chodzi o zapach, to krem ma taki nawet mydłowy zapach, jest ładny, ale zarazem jest dość specyficzny i myślę, że nie każdy przepada za takim zapachem. Ja go bardzo lubię, jest dość intensywny, ale wszystko jest jeszcze utrzymane w idealnym tonie.


Najważniejsze czyli działanie. Ten mały krem, w pięknym, ale w sumie niepozornym opakowaniu spełnia moje wszystkie oczekiwania, jakie mam wobec kremu do rąk. Po pierwsze, dłonie są pięknie nawilżone i odżywione, nie ma różnicy czy używamy go latem czy jesienią lub zimą, dłonie będą w pięknym stanie cały czas. 
Idealnie pozbywa się też uczucia ściągnięcia skóry, relaksuje je, i odpręża, co teraz w te upały też jest przydatne. Moje dłonie okropnie puchną i czuje, że są w innym stanie, a ten krem przywraca im komfort. 
Nie ma śladu po suchych skórkach, po suchej czy zaczerwienionej skórze. Poza tym, nie pozostawia na skórze tłustego czy niekomfortowego filmu.


Dla mnie marka Rituals była zawsze czymś ekskluzywnym, marką droższą z ładniejszymi opakowaniami. Opakowanie jest, bomba, zapach jest mega chociaż tutaj zależy co kto lubi, ale myślę, ze i tak większości osobom on bardzo podpasuje, a działanie też jest bardzo dobre i takie, jakie ma być. Bardzo lubię ten krem! Dłonie są super nawilżone i odżywione, dookoła pięknie pachnie, wygląda przepięknie, a dzięki swojej ergonomicznej tubce zmieści się wszędzie. Uwielbiam!

Znacie kosmetyki marki Rituals? Może jakieś inne jesteście w stanie mi polecić? Ja jestem zachwycona tymi produktami i czuję się bardzo dopieszczona dzięki nim. A o to właśnie chodzi, pamper yourself!