Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów dziąseł i języka

03 kwietnia 2026

 
Dzień dobry! Jak tam przygotowania do świąt? Wszystko już gotowe? Wszystko już macie? Powiem Wam, że wczoraj miałam naprawdę świetny dzień, było to piękne rozpoczęcie tych Świąt Wielkanocnych, mieliśmy jajeczko w pracy, a wieczorem wyszłyśmy z dziewczynami na Restaurant Week i było super przyjemnie! Cały dzień skupiał się po prostu na ludziach, trochę pograliśmy w gry, dużo rozmów, ale też pracy i ogarniania. Uwielbiam takie dni, po prostu uwielbiam.
A dziś mamy Wielki Piątek, planujemy zrobić małe tournee po kościołach, dzieciom pokazać różne groby, tradycje, ale i żołnierzy przy grobie, podobają mi się te tradycje, których w mieście nigdy nie widziałam albo po prostu ich nie pamiętam. W między czasie spieszę z recenzją, bo mam bardzo dużo recenzji do napisania, więc nie ma co marnować dnia. A dzisiaj będzie o zamienniku pasty do zębów czy medycznym koncentracie do zębów, dziąseł i języka!


Ajona medyczny koncentrat
pasty do zębów dziąseł i języka





Medyczny koncentrat pasty do zębów to niewielka pasta, która w dalszym ciągu jest wydajna, w związku z brakiem fluoru i tego, że jest po prostu skoncentrowana, Pojemność jest niewielka, dzięki czemu pasta wszędzie się zmieści, idealna w podróży, a ja uwielbiam takie rozwiązania i zawsze z nich korzystam, jeśli tylko mam taką możliwość. Widać, że jest to medyczny produkt i nie jest to typowa pasta do zębów, którą znajdziemy w drogerii. 
Konsystencja jest całkiem kremowa i czuć, że jest treściwa, nie ma zapachu aż tak mocnego, jak standardowe pasty do zębów. 



Ogólnie samo mycie zębów tą pastą niczym się aż tak nie różni od standardowej, drogeryjnej pasty. Dobrze myje zęby, fajnie odświeża, nie pieni się mocno - generalnie jest okej. Wiadomo, że bardziej mamy problem ze swoimi przyzwyczajeniami, bo drogeryjne pasty są mocno mentolowe, bardzo się pienią i zostawiają uczucie świeżości na mega długo. Ja lubię tez naturalne opcje past do zębów, fajnie się u mnie sprawdzają i robią swoją robotę. 
Ja na szczęście nie mam problemów z wrażliwymi dziąsłami czy zębami lub z krwawieniem, nie robią mi źle typowe pasty do zębów, dlatego po prostu Ajona to nie jest produkt dla mnie, nie mam takich potrzeb, żeby tutaj sięgnąć po taki produkt. Ale dla osób, które już mają różne problemy, fajnie, że jest taki produkt i warto o nim wiedzieć! 
Tym bardziej, że Ajona medyczny koncentrat pasty do zębów jest wydajny, ale i łatwo dostępny, spokojnie znajdziecie go też w różnych drogeriach, co jest super!


Więc ja pamiętam, z tyłu głowy będę mieć, że coś takiego jest, co jest bardzo przydatne. Produkt zużyję bardzo chętnie, bo lubię testować nowości, a że żadne małe podróże nam się teraz nie szykują to nie poczeka do wyjazdu ;)



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

LaQ żel pod prysznic Bossy&Sexy piwonia

01 kwietnia 2026


Dzień dobry! Jak tam Wasz Prima Aprillis ? Zabawnie, czy raczej żałośnie? U nas w sumie bardzo spokojnie, ale chyba kwestia tego, że dzieci są jeszcze za małe i nie ogarniają, że można robić legalnie żarty mniejsze i większe. Całe szczęście! Ja już czuję klimat Świąt, już jest czas ogarniania, planowania i rozkminiania jakie wielkanocne aktywności można z dziećmi porobić. No cóż, święta teraz i każde ważniejsze wydarzenie to jest całkowicie inny wymiar.
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic od LaQ, one są genialne głównie ze względu na swoje składy, właściwości i to, że są super nawilżające, ale i pięknie pachną! Ale z zapachami bywa różnie, wiadomo, że każdy ma swoje upodobania, więc tutaj coś, co komuś się podoba komuś innemu może nie podejść. No i jestem mega ciekawa czy piwonia mi podejdzie! 


LaQ Bossy & Sexy
żel pod prysznic - piwonia






Żel pod prysznic od LaQ znajduje się w dużej butelce z pompką, uwielbiam te opakowania i design, jak i opis! Mamy tutaj piękną grafikę, w pięknym różowym odcieniu, wszystko do siebie pasuje i w ogóle jest to bardzo mój styl! Wszystko fajnie wygląda, czcionka, ilustracje, no wszystko! Opis jest też sexy, jak i sam żel pod prysznic. No mnie opakowaniami łatwo kupić, co widać. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się ani nie zapycha. Opakowanie jest ciemne, więc tutaj też mamy ochronę produktu w środku. 
Konsystencja żelu jest dość gęsta, ale też nie jakoś bardzo, ja używam na myjkę i tutaj bardzo fajnie wszystko gra, żel też się delikatnie pieni, tak wystarczająco, ale nie jest to mega giga piana, ale jest okej. Przechodząc dla mnie do najważniejszego, zapach jest cudowny, bardzo mi się podoba i bardzo mi pasuje! Jest kwiatowy, dość mocny, ale i lekko zadymiony i jakby orientalny. Jest bardzo ładny i co najlepsze, utrzymuje się na skórze po prysznicu!


Akurat jeśli chodzi o działanie to tutaj nawet się nie zastanawiałam, wiedziałam, że ten żel do ciała będzie genialny, bo one wszystkie mają super właściwości. Żel przy okazji mycia, świetnie pielęgnuje też skórę, mimo tego że jest na skórze chwilę to naprawdę skóra po prysznicu czy po kąpieli jest super zadbana. Czuć, że jest ładnie nawilżona, odżywiona, jest gładka, miła i mięciutka w dotyku, a co najważniejsze nie jest podrażniona, nie jest ściągnięta ani nic. Tutaj tak naprawdę balsam nie jest konieczny, ale ja akurat nie wyobrażam sobie nie użyć balsamu, ale wiecie... mając taki żel nie ma przynajmniej strachu, że raz na jakiś czas w drodze wyjątku skóra da nam popalić, bo nie użyjemy balsamu. Ten żel świetnie sobie daje radę.
A tak, jak Wam pisałam wyżej, żel ma piękny zapach i ja np. uwielbiam fakt, że on zostaje na skórze, że później ja jeszcze czuję ten zapach na skórze i na pidżamie mimo użycia balsamu. Dlatego, żeby wzmocnić ten efekt, uwielbiam przetrzymać żel na skórze i wtedy pachnę tą piwonią jeszcze bardziej, co uwielbiam!


No i muszę przyznać, że z całej powyższej trójki jest to zdecydowanie mój ulubieniec, ze względu na zapach oczywiście. Działanie i właściwości te żele mają wszystkie takie same, są po prostu świetne, a zapach to już kwestia gustu. Bossy & Sexy pachnie dla mnie fenomenalnie i na pewno będę do niego wracać. podobnie podobał mi się zapach Rock&Roll. No uwielbiam te produkty, są też wydajne, mają super składy, a co najważniejsze świetne działanie pielęgnacyjne na skórę. 


Znacie te żele pod prysznic od LaQ? Wydaje mi się, że bardziej popularne są produkty dla mężczyzn, bo te ich opisy podbijały swojego czasu Internet i to jest fajne! Coś fajnego, coś nowego i coś konkretnie bezpośredniego, a faceci to lubią! Więc naprawdę LaQ to jest mega firma, nie mówiąc już o tym, że zawsze korzystam z ich gotowych zestawów prezentowych, są super!


Denko! marzec 2026r.!

30 marca 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie? Wyobrażacie sobie, że już jest koniec marca? Zbliża się kwiecień, zbliża się Wielkanoc, ja jestem w szoku! Powiem szczerze, że nawet nie zdążyłam sobie uzupełnić kalendarza na marzec, zaplanować, a tu już się kończy miesiąc i w sumie nie ma sensu tego uzupełniać. Masakra! Ten czas leci tak szybko, że ja naprawdę nie nadążam. A wiecie jak jest w księgowości, ledwo zamknę jeden miesiąc, a tu już kolejny do zamykania się szykuje, co u mnie w ostatnim czasie nawarstwiło bardzo! Ale fajnie, lubię jak czas tak szybko leci, lubię to, że dużo rzeczy się zmienia, lubię to, że dzieci są coraz starsze i chcąc nie chcąc z dnia na dzień jest coraz łatwiej, czasem ciężej, a czasem łatwiej. No życie!


Życie, życiem, a blogowo czas na zamknięcie miesiąca, ja bardzo lubię te zamknięcia, uwielbiam też początki i zawsze to celebrowałam. Wiecie, początek miesiąca czas sobie nakreślić, co kiedy się dzieje, w poniedziałek zawsze sprzątałam, prałam i szykowałam wszystko na cały tydzień, początek roku jest dla mnie jakiś taki oczyszczający, tak samo, jak właśnie to denko. Jakoś tak, wtedy ogarniam, jaki jest miesiąc, co się dzieje, gdzie jesteśmy i co nas czeka dalej! No i takie podsumowanie kosmetyków bardzo lubię i zazwyczaj wtedy wychodzi najwięcej, bo jak kosmetyk się skończy, wtedy jest najlepsza recenzja. No to zaczynamy!
 


w ulubieńcach w tym miesiącu jest w ogóle mało, ale są za to produkty, których naprawdę używam nałogowo. I zaczniemy oczywiście od Queen, nawilżany papier toaletowy, dla mnie jest to produkt podstawowej potrzeby, uwielbiam i bardzo mi to ułatwia życie, moje, ale i przy ogarnianiu dzieci w toalecie, jest świetny, dostępny w Biedronce i mega tani! Dalej mamy oczywiście Catrice, Camouflage, korektor do twarzy który zużywam nałogowo i uważam, że jest zdecydowanie najlepszy jeśli chodzi o tańsze korektory, on robi to, co do niego należy, maskuje, sprawia, że pory i cienie są niewidoczne, skóra pod oczami jest pięknie rozświetlona i wygląda zdrowo! A Bioelixire, serum z olejkiem z czarnuszki 3w1 do włosów to mój ulubieniec. Pachnie wspaniale, nawilża i odżywia super włosy, chroni je przed zniszczeniem i bardzo mocno pielęgnuje.


  • Matrix, zestaw do włosów Insta Cure, szampon, odżywka i maska - ten zestaw to jest petarda praktycznie z salonu fryzjerskiego, cały zestaw świetnie pielęgnuje włosy, dzięki tym kosmetykom włosy są super oczyszczone, nawilżone i odżywione. Świetnie mi się te produkty sprawdziły na wyjazdach, kiedy nie chciałam brać całej pielęgnacji, ale zależało mi na tym, żeby włosy prezentowały się super!
  • Treaclemoon, creamy shea butterfly, żel pod prysznic i do kąpieli - i ten żel pod prysznic też się fajnie sprawdził!  Fajnie pachniał, do tego duża pojemność wystarczyła mi na bardzo długo, konsystencja była kremowa i bardzo nawilżająca i odżywiająca. Pierwszy raz się spotkałam z tą marką i czekam na więcej!
  • Eyelure, paletka do brwi - ta paletka do brwi bardzo fajnie mi się sprawdzała, ale niestety spadłą mi tak, że się całą roztrzaskała na kawałki, kolor był bardzo ładny, konsystencja była super kremowa, dzięki czemu brwi wyglądały ładnie, a i były super podkreślone!
  • Clarena, booster with 5% niacynamide serum - to serum było bardzo w porządku, chociaż zdecydowanie było inne niż wszystkie, podobało mi się to, że miało w sobie dodatkowe drobinki, które przy aplikacji się rozpuszczały i dodawały mocniejszego efektu. Skóra byłą ładnie nawilżona i rozjaśniona!


  • Fa, żel pod prysznic - kupiłam ten żel pod prysznic bardzo z braku laku, kupiłam, bo mi brakowało pewnie do darmowej przesyłki i powiem Wam, że to była naprawdę fajna odskocznia, fajna konsystencja, żelowa, kauczukowa, a zapach bardzo ładny, owocowy, świeży i pobudzający! Ale jednak wolę inne produkty, teraz wolę bardziej naturalne produkty, które mają duży wpływ na skórze.
  • Smile more, pasta do zębów - tę pastę do zębów dostałam po mężu z jego kalendarza adwentowego i od razu powiem, średnio. Nic specjalnego, nic nadzwyczajnego, nic takiego, co bym miała zrobić wow. Pasta, nawet nie jak pasta, bo jednak nie dawała tego odświeżenia i oczyszczenia, jak inne pasty. 
  • Sylveco, serum pod oczy i na powieki - to serum było bardzo zwykłe, niby podtrzymywało efekty, jakie miałam dzięki innym produktom, ale mam wrażenie, że nie dawało od siebie nic nowego, zabrakło mi tutaj jakiegoś efektu wow. 
  • Vis Plantis, So!flow, masełko zabezpieczające końcówki włosów - to masełko ląduje w średniakach bo jednak nie jest to moja ulubiona konsystencja do nakładania na włosy, zdecydowanie wolę bardziej konsystencje płynne, tutaj z tym masełkiem zawsze bałam się, że coś pójdzie nie tak, gdzieś nałożę za dużo. 
  • Rituals, maska do włosów, miracle keratin - ta maska może nie miała możliwości pokazania mi całej siebie przez to, że byłą to miniaturka, ale no jednak zdecydowanie mi tu czegoś zabrakło. Niby coś tam nawilżała, coś tam odżywiała, ale jednak za mało, szkoda, że tutaj nie było tego keratin miracle, który mi by się bardzo przydał!

A jak Wasz miesiąc pod kątem zużyć? Coś ciekawego się tu zadziało? A może odkryliście jakieś cudeńka? Czy lecicie ulubieńcami, czy jednak wolicie sprawdzone kosmetyki?


Fluff jogurt do ciała malina i migdały

28 marca 2026

 
Dzień dobry! Jak Wasz weekend? Jak działacie? Co robicie? Ja dziś z dziećmi cały dzień i wzięłam ich na wycieczkę, jest to zdecydowanie moja ulubiona forma spędzania czasu z dziećmi ostatnio, dużo się dzieje, więc dzieci są zadowolone, a mimo wszystko jakoś łatwiej jest mi ich okiełznać gdzieś, kiedy jesteśmy ciągle w ruchu. W domu już im za bardzo odwala, a ja potrzebuję świętego spokoju - zdecydowanie.
A nawet nie wiecie, jak ja w tej chwili potrzebuję spokojnego wieczoru, marzę o przyciemnionym świetle, zapalonej świeczce, muzyce, dobrym filmie i domowym SPA, kiedy mogłabym nasmarować się dosłownie wszystkim, co mam i niech się dzieje co chce. Dlatego dzisiaj mam dla Was jogurt do ciała marki Fluff! Marka mnie ciekawiła już od bardzo dawna, dużo kosmetyków chciałam sobie kupić, ale nigdy nie miałam okazji. A tak się zdarzyło, że na seansie dla dzieci w kinie moja córka wygrała prezent w konkursie i trafił do mnie ten o to smakowicie wyglądający jogurt. Ciekawi jak się sprawdził?


Fluff jogurt do ciała
malina i migdały





Jogurt znajduje się w kubeczku, mi się bardzo kojarzy z lodami, ale jest bardzo smacznie już od samego początku. Kolorystyka bardzo mi się podoba, z zewnątrz jest i przyjemnie i smacznie. Mamy delikatne napisy, jest ich też dość niewiele, ale jest konkretnie i na temat. Zakręcane wieczko, które działa bez zarzutu, samo się nie odkręca, a w środku mamy jeszcze dodatkowe wieczko chroniące produkt. I bardzo dobrze, bo konsystencja naszego produktu do ciała jest bardzo jogurtowa. Nazwa idealnie odzwierciedla formułę balsamu do ciała, który jest lekko rzadki, ale i zbity, więc przelewa się dosłownie jak jogurt. I nie będę ukrywać, że parę razy w trakcie smarowania tak się zamachnęłam, że jogurt lądował w różnych miejscach. Ogólnie zapach jogurtu jest dość przyjemny, ale też nie jest zbyt mocny i w sumie nic konkretnego mi nie przypomina. 


Jeśli chodzi o działanie to przyznam szczerze, że sama nie wiem, jak oceniam ten jogurt. Z jednej strony konsystencja jest dość przyjemna, z drugiej strony czegoś mi tutaj brakuje i jednak ta rzadkość mnie trochę denerwowała jeśli chodzi o samą aplikację. Jogurt sprawdza się całkiem dobrze, ale jednak czegoś mi w nim brakuje. Nawilża i odżywia tak na podstawowym poziomie, tak żeby było w miarę okej i jest to wystarczające. Ale były dni, kiedy moja skóra potrzebowała czegoś więcej, nie wiem czy była podrażniona czy coś po prostu tego dnia było nie tak, ale wtedy ten jogurt nie do końca działał tak, jak powinien. Zdarzało się, że skóra swędziała i ja miałam niekomfortowe uczucie, że powinnam czymś jeszcze posmarować skórę. 


Niby okej, niby w porządku, ale chyba po ostatnim stosowaniu balsamu od Mixa moja skóra przyzwyczaiła się do dość profesjonalnych i konkretnych produktów do nawilżenia. ten z braku laku może być, wydaje się być właśnie taką odskocznią, ale jednak mi taka odskocznia chyba nie jest potrzebna. Zdecydowanie wolę mieć zaopiekowaną skórę przez cały czas, a teraz widzę, że wymagam od kosmetyków coraz więcej. 

Jestem pewna, że znajdą się osoby, dla których ten jogurt będzie wystarczający, on ma też całkiem niezły skład, więc szczerze nie wiem, dlaczego u mnie były dni niewystraczające, ale to po prostu idealnie pokazuje, że wszystko zależy od skóry i danego dnia.


Jakie lubicie balsamy do ciała/ Stosowaliście już takie nowości, jak np. jogurty do ciała?


Arganove dezodorant mineralny w kulce

26 marca 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Co u Was słychać? Jakie macie plany na ostatni weekend przed świętami? Macie dużo zajęć, ogarniania czy już jednak chill i odpoczynek? Ja nie ukrywam czekam na chill, czekam na odpoczynek, a wiem, że jeszcze długo takiego prawdziwego odpoczynku nie zaznam, ale jest i tak coraz lepiej. Chwilowo czekam aż zakończymy dość duży etap na budowie i będziemy powoli sobie cisnąć dalej, a niedługo zaczyna się nasz intensywny sezon urodzinowy, weselny, komunijny i nawet chrzciny, więc w tym roku dzieje się dość sporo, ale to fajnie! Ja lubię.
A jak już rok jest intensywny to oczywiście nie ma jak ochrona przed potem! Ja nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez użycia dezodorantu, co prawda nie mam ogromnych problemów z potliwością, ale ładny zapach i dodatkowa ochrona sprawia, że jest po prostu przyjemniej i pewniej w ciągu dnia, czy to w pracy czy w domu, kiedy się biega za dziećmi! A ja lubię testować i tym razem dzięki Pure Beauty mogę testować naturalny, mineralny dezodorant w kulce od Arganove!


Arganove mineral deodorant
dezodorant mineralny w kulce 





Dezodorant znajduje się w kulce, mamy tutaj też dosyć kolorowe opakowanie, kolorowe napisy, kolory wydawać by się mogło, że się mogą trochę gryźć, ale całość jednak fajnie ze sobą współgra. Zakrętka jest dość solidna i mocna, nie otwiera się nic przypadkowo, więc wszystko tutaj fajnie działa.
Kulka się nie zacina, działa bez zarzutu, fajnie się obraca i ma na sobie idealną ilość produktu. Konsystencja jest dość mokra i chwilę potrzeba poczekać, żeby się fajnie wchłonęło. Zapach jest tutaj z kolei bardzo niewyczuwalny.



To będzie dość szybka piłka, bo dezodorant jest bardzo w porządku. Nie ma zapachu, więc dla mnie to zdecydowanie minus, mimo że wiem, że dla niektórych to będzie ogromny plus. Ja jednak wolę zapach, lubię jak wszystko pachnie i tego ładnego zapachu zdecydowanie szukam w kosmetykach, ym bardziej tych dezodorujących. Kulka poza tym, działa bez zarzutu, nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha, a sprawia, że można czuć się świeżo i przyjemnie przez cały dzień. Ale też pamiętajmy, że moja praca jest głównie siedząca, więc tutaj też nie ma zbyt dużego pola do popisu.
Powiem tak, jeśli ktoś poszukuje naturalnego, mineralnego ałunu pod pachy to zdecydowanie możecie wybierać tę opcję, i będziecie zadowoleni. Ja jednak szukam czegoś innego w kulce pod pachy, więc raczej do tego już nie wrócę!
Ale cieszę się, że miałam możliwość przetestować taki produkt, on swoje podstawowe zadanie spełnia w 100%, a kto wie czy jednak kiedyś mi się nie odmieni i nie będę właśnie czegoś takiego poszukiwać? :)

[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]



lol

NAPPA krem kuracja na pękające pięty i odciski z mocznikiem 30%

24 marca 2026

 
Dzień dobry! I jak tam? Co tam? Co u Was słychać? Ja powoli wychodzę na prostą, co prawda cały czas, jak zawsze u mnie jest mnóstwo rzeczy do robienia, do tego sporo prywatnych rzeczy wychodzi, ale no fajnie! Dużo się dzieje, jak zawsze - ja co prawda lecę na oparach, ale to nic nowego, a tak naprawdę wiem, że to jest tylko chwilowy okres i już niedługo będzie lepiej, lżej i nie mogę się tego doczekać. Ale trzeba być cierpliwym.
A dzisiaj chciałabym Wam pokazać krem - kurację od marki Nappa! Mamy tutaj krem z mocznikiem aż 30%, co świetnie sprawdzi się na pękające pięty i odciski. A pamiętajmy, że zbliża się lato, czyli sandałki, klapeczki, wypady na basen, na piknik, więc pięty i stopy będziemy pokazywać, także najwyższy czas, żeby o nie zadbać! Pure Beuaty idealnie w czasie trafiło z tym produktem w boxie Bella Vita!


Nappa krem kuracja z mocznikiem 30%
na pękające pięty i odciski 





Krem znajduje się w dość sporej tubce, mamy tutaj opakowanie stojące na głowie, dzięki czemu nigdy nie ma problemu z wydobyciem produktu. Estetyka jest tutaj bardzo trafna, bardzo mi się podoba ta kolorystyka, delikatne i drobne ilustracje - wszystko fajnie. Ale i ten czerwony odcień bardzo mi się podoba! Mamy też zakrętkę, która jest bardzo solidna i trwała.
Krem-kuracja ma dość gęstą konsystencję, jest bardzo zbita i taka mocno żelowa zarazem, ta konsystencja jest niesamowita. Zapach jest bardzo delikatny, jest niewyczuwalny, krem bardzo fajnie nadaje się do nakładania na noc, otula skórę niczym mocno nasycony kompres składnikami aktywnymi, które działają!


Dobrze wiecie, że ja o skórę stóp dbać nie lubię, jest mi zawsze nie po drodze ze stosowaniem tych produktów, ja nie wiem - ale naprawdę jest mi bardzo ciężko z kremami do stóp, więc możecie się domyślać, że z tą skórą na stopach jest różnie. Może nie ma tragedii, ale jednak skóra niemowlaka to nie jest! Pięty są lekko popękane, na pewno jest sucha i twarda w niektórych miejscach, co nie jest przyjemne, a i nie wygląda to zbyt ładnie!
Krem kuracja świetnie nawilża skórę, sprawia, że wygląda bardzo ładnie, oczywiście stosując regularnie, naprawdę widać efekty. U mnie były, nie jest to mięciutka skóra jak gdyby nigdy nic się nie stało, ale jednak ja widzę różnicę i jest już dużo lepiej! Skóra jest mocno nawilżona, ładnie zmiękczona i odżywiona. Nie jest szorstka w dotyku, nie ma suchych odstających skórek, jest w naprawdę przyjemnym stanie. Wydaje mi się, że regularne powtarzanie kuracji i oczywiście stosowanie produktu 2 razy w tygodniu jesteśmy w stanie zadbać tak o skórę stóp, że ni będzie wstydu na plaży ani na weselach, a ja w tym roku mam aż dwa!


Więc ja oczywiście muszę przyznać, że ten krem-kuracja naprawdę ma skuteczne działanie, sprawia, że skóra prezentuje się bardzo ładnie, nie jest szorstka, nie jest sucha, a zyskuje naprawdę fajny i elegancki wygląd. Nie ma problemu założyć sandałków, czy butów na obcasie, nie ma przypału, że to nie wygląda ładnie, bo nie oszukujmy się, ale zaniedbane pięty potrafią naprawdę zepsuć wszystko, nie tylko wygląd, ale i samopoczucie i trochę pewność siebie. Ja jeszcze chwilowo chodzę regularnie do podologa i nie mogę się doczekać aż pomaluję paznokcie, nie dość, że będą pomalowane, to jeszcze skóra będzie super zadbana i teraz wierzę, że w tym kremie wytrwam i zyskam super stan na wakacje! Będę regularna - obiecuję!


A Wy jaki macie sposób na regularne stosowanie kremu do stóp? Czy może jest to dla Was przyjemne i nie macie z tym problemu? Dajcie znać!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Pure beauty & Blooming Set
Mixa & Garnier

22 marca 2026

 
Dzień dobry! Niedziela! Oj powiem Wam, że dzieje się, dzieje się bardzo dużo, cały weekend jest bardzo zalatany i zakręcony, no szok! Ale jestem z siebie bardzo dumna, bo naprawdę sporo zrobiłam! I tak trzeba żyć, A ja mogę się teraz pochwalić najnowszym boxem kosmetycznym od Pure Beuaty, który wygląda fenomenalnie! Moje ulubione kwiaty, moje ulubione kolory! No jest to zdecydowanie mój vibe, mój klimat - uwielbiam! 

Pure Beauty @garnierpolska @mixa_polska
#garnier #skincare #haircare #mixa


I zawartość jest też fenomenalna, jak ja uwielbiam kosmetyki od 
Garnier oraz Mixa, one są naprawdę super, a tutaj są produkty, które ja już znam, ale też są nowości, które bardzo chcę poznać! No i jest to idealny box na wiosnę, od razu poczułam ten wiosenny klimat, jakąś świeżość do mojej rutyny pielęgnacyjnej. Blooming Set to zdecydowanie coś specjalnego, coś, co będzie mi towarzyszyć w tych nadchodzących, słonecznych dniach! Zobaczcie sami!



GARNIER SKIN ACTIVE Vitamin C rozświetlające płatki pod oczy
I na p0ierwszy rzut idą oczywiście płatki pod oczy, szybka pomoc, żeby rozświetlić, żeby nawilżyć i odżywić, a tutaj ta seria z witaminą C robi naprawdę cuda na mojej skórze! Te płatki pod oczy są wzbogacone aż 3% kompleksem z witaminą C, gliceryną i kwasem hialuronowym. Ta kombinacja redukuje zmarszczki, worki oraz cienie pod oczami, a pierwsze efekty widoczne są już po 15 minutach, no ekstra!



GARNIER SKIN NATURALS Vitamin C esencja rozświetlająca
A jako idealne dopełnienie płatków mamy też esencję rozświetlającą! Ona ma w sobie świetne składniki aktywne, takie jak glicerynę, niacynamid oraz kwas salicylowy, które cudownie nawilżają i rozświetlają skórę, dzięki czemu łatwo wydobywa się naturalny blask. Warto tutaj skupić się na sposobie stosowania, bo regularność tutaj przyniesie nam zdrowy i młodszy wygląd, a także wyrównany koloryt. Produkt nie tylko poprawia kondycję skóry, ale też genialnie nawilża i zapewnia ochronę przed utratą wody przez cały dzień!



GARNIER VITAMIN C wonder tint
I last but not least oczywiście, mamy jeszcze cudowny tint! Oczywiście, jak nazwa wskazuje, jest to produkt, który czyni cuda! Formułą jest lekka, ma lekkie zabarwienie, chroni, nawilża, ale i redukuje przebarwienia, jak i rozświetla! Czyli coś zdecydowanie dla mnie. Ale co najważniejsze, mamy też tutaj ochronę przeciwsłoneczną SPF 50+, co teraz na wiosnę jest bardzo ważne! Ale mamy też potwierdzoną skuteczność; ochrona przed szkodliwym wpływem promieniowania UV, wyrównanie kolorytu, nawilżenie oraz redukcja przebarwień! No bosko!



MIXA BALM CICA+ wielofunkcyjny regenerujący krem kojący do suchej i podrażnionej skóry
No i teraz mamy markę Mixa! Mamy tutaj produkt ultra uniwersalny, który świetnie sprawdzi się na każdej skórze, idealny do skóry podrażnionej oraz suchej, ale też co najważniejsze - świetnie nadaje się do delikatnej skóry dzieci i niemowląt. I jest to nowość - wow! Ten krem jest wspaniały, bo wspomaga aż 8x szybszą regenerację bariery skóry! Ten krem gwarantuje nam skuteczną pielęgnację, ulgę i ukojenie dla podrażnionej skóry, ale i intensywną regenerację. Nadaje się do stosowania na swędzącą skórę, odparzenia, suche usta czy nos, ale i po golenie, po tatuowaniu, jak i po peelingach. Czyż to nie brzmi, jak ideał?



MIXA multifunkcyjny kem ochronny ceramide protect
I kolejny produkt uniwersalny, nadający się do skóry suchej, wrażliwej, a i również u dzieci. Ten krem gwarantuje nam intensywne nawilżenie, a jego skuteczność jest widoczna już sekundę po pierwszym zastosowaniu. Formuła jest mega zaawansowana, zawiera ceramidy, skwalan oraz glicerynę, a takie combo cudownie wspiera barierę hydrolipidową.. Mamy tutaj super nawilżenie, ale i ochronę przed utrata wody, jak i ma działanie kojące i łagodzące, no jest to mega potrzebne zimą w trakcie śnieżnych zabaw. Konsystencja jest też mega lekka i nie pozostawia tłustego filmu - i mega!




GARNIER OLIA GLOSS maska koloryzująca - toner odcienie chłodny brąz i słoneczny blond
A na koniec przejdziemy sobie do włosów, bo tutaj jest cudeńko, którego jestem hiper ciekawa! Maska koloryzująca i toner w jednym, który wzmacnia naturalny lub farbowany kolor włosów, jednocześnie zapewniając mocną pielęgnację oraz lustrzany blask bez jakichkolwiek uszkodzeń. Po zastosowaniu tego produktu, włosy będą hiper miękkie oraz lśniące. A efekt utrzymuje się - uwaga! Aż do 6 myć! Dla mnie bomba i fajnie, że mam odcień blond, jak i chłodny brąz, chętnie się pobawię w domowym zaciszu, tym bardziej, że to jest tylko chwilowy stan!


Co Wam się najbardziej spodobało? Dajcie znać, jestem mega ciekawa, co by Was tu najbardziej zaciekawiło! Bo pudełko całe jest rewelacyjne, nie dość, że wygląda to jeszcze zawartość jest super. No, blooming set idealnie na wiosnę! Stay tunned na recenzje!


[wpis reklamowy]

Bandi antidry+ krem - maska pod oczy

20 marca 2026


Dzień dobry! Co tam u Was słychać? Jak się macie? Co nowego? Powiem Wam, że się dzieje dużo! Na szczęście dziś jest piątek, ja mam ogromne plany na ten weekend i mam nadzieję, że dużo uda mi się ziścić. Co prawda mój weekend jest przedłużony, bo wracam do pracy dopiero w środę i ohh będzie się działo! Poniedziałek i wtorek też będą u mnie wypchane na maksa, więc jakoś muszę się zorganizować, spiąć i wszystko zrobić i podziałać, jak najwięcej! A nie jest to łatwe, bo naprawdę jest tego sporo! Ale, oby do przodu.
A dzisiaj chciałabym Wam opisać krem - maskę pod oczy od Bandi! Pamiętam, że na początku mojego blogowania Bandi było swojego rodzaju luksusem, było czymś wow, te kosmetyki robiły robotę i w dalszym ciągu tak mam! Są kosmetyki, które od razu po pierwszym nałożeniu odmieniają wszystko! A teraz w kalendarzu adwentowym Pure Beauty był krem- maska, który od razu mi się mega spodobał! Więc nie czekałam dług na testowanie, przeczytajcie!


Bandi anti dry+
Krem - maska pod oczy





Krem-maska pod oczy znajduje się początkowo w kartonowym opakowaniu, na którym mamy wszystkie najważniejsze informacje, wszystko jest czytelne i przejrzyste i wiadomo z czym mamy do czynienia już od samego początku. W środku znajdziemy buteleczkę z pompką, która działa nawet bez zarzutu, a pompka zawsze jest mega wygodna i u mnie chciana! Na samej buteleczce mamy napisy, ale troszeczkę się odbijają przez podwójne szkło i może być niewygodnie czytać, ale w dalszym ciągu, jest okej!
Krem-maska jest dość gęsta, bardzo kremowa i całkiem zbita, ale nie jest tłusta ani ciężka, więc powiem szczerze, że jak polecają używać krem tylko na noc, to dla mnie nie ma problemu, żeby nałożyć na dzień. Bardzo fajnie się wchłania i wnika w głąb skóry. Zapach jest niesamowicie delikatny, praktycznie niewyczuwalny. 


Ja maski jednak głównie używałam na noc, ale tylko dlatego, że mam też inny krem pod oczy, który chcę zużyć i idealnie mi pasuje na dzień, z kolei ten, jak już przeznczony na noc, to przynajmniej mam możliwość przetestowania większą ilość kosmetyków. Krem maska ma fajną konsystencję, tak jak pisałam jest dość gęsta, ale kremowa, ale bardzo przyjemnie ją się nakłada na skórę. Najważniejsze, że szybko się wchłania i bardzo fajnie się układa na skórze. 
Krem-maska bardzo mocno nawilża i odżywia skórę, świetnie wyrównuje tę skórę i idealnie spłyca zmarszczki i zdecydowanie poprawia wygląd tej skóry pod oczami. Spojrzenie jest bardziej wypoczęte, wyraziste i takie żywsze. Maska bardzo fajnie w nocy przenosi na skórę i w skórę głęboko same najcudowniejsze składniki, które sprawiają, że cienie znikają, jak i nie ma śladu po opuchliźnie rano, która wcześniej czasem była. 


Jakkolwiek krem-maska bardzo fajnie się sprawdza, to też spodziewałam się trochę oleistej konsystencji, jakieś mocniejszej i bardziej treściwej, właśnie takiej na noc. Dla mnie ten krem też fajnie sprawdza się na co dzień i nie mam problemu, żeby nakładać go pod makijażem. Przyczepię się jednak do pompki, nie mam pojęcia, jak to wytłumaczyć, ale w pompce zostają resztki kremu, które się mega grudkują i wychodzą wieczorem razem z kremem, więc na początku próbuję wyciągnąć z niego tę grudkę, żeby móc nałożyć na twarz - i nie ukrywam, ale drażni mnie to. Ale skupiając się na działaniu, krem jest spoko! I myślę, że osoby, które mają problem ze skórą pod oczami albo dopiero zaczynają przygodę z kremami to będziecie zadowoleni, zauważycie różnice od razu!


I ja uwielbiam kremy pod oczy, nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez kremu pod oczy, dla mnie to jest must have codziennie! A jak jest u Was? Jaką macie pielęgnację i jak często używacie krem pod oczy?



NATUR BLANC by SYLVECO pasta do zębów green lime łagodząca nadwrażliwość zębów

18 marca 2026

 
Dzień dobry! Mamy już środę, jeszcze dwa dni. Nie ukrywam - odliczam, jak nie pamiętam kiedy. Odliczam, bo ledwo wyrabiam, chociaż i tak nie jest źle, to wizja moich dwóch dni wolnych w przyszłym tygodniu. Co prawda te dwa dni wolne i tak będą wypełnione rzeczy do ogarnięcia, mamy przedstawienie, mam lekarza, muszę iść do szkoły zawieźć podanie i wiadomo, jest masa rzcezy, która znajduje się na mojej liście już od dawna! W weekend też się trochę pobawimy, więc takie dodatkowe dwa dni się przydadzą. 
A dzisiaj znowu mam dla Was recenzję produktu z działu podstawowych. A ja zawsze się cieszę na te naturalne pasty do zębów w tych pudełkach kosmetycznych! Jest to zdecydowanie coś, co się przyda zawsze, a limonkowy smak nadaje tej paście super wyjątkowości! No i nie wiedziałam, że Sylveco ma też markę z pastami - Natur Blanc! No bomba! Enjoy! 


Natur Blanc by Sylveco
pasta do zębów green lime
łagodząca nadwrażliwość zębów






Pasta do zębów ma mocny zielony kolor, wygląd już mówi sam za siebie jeśli chodzi o smak tej naturalnej pasty. Mamy tutaj limonkę z zewnątrz, ale i w środku. Pasta ma świetną konsystencję, jest trochę jak chmurka, bardzo puszysta, nie jest zbita i gęsta, jak te drogeryjne pasty, ale to na plus! Mamy też oczywiście ten genialny zapach i smak, mocna limonka i jest ti bardzo odświeżające i przyjemne. 


Pasta oczywiście jest mega, używam jej oczywiście podstawowo minimum dwa razy dziennie, a w razie konieczności oczywiście więcej. Pasty super się używa niezależnie od szczoteczki, manualna czy elekytyczna pasta się ekstra pieni i myje zęby oraz odświeża oddech. Smak jest mega ciekawy, bardzo inny, ale mi się bardzo podoba! Najważniejsze, że zęby są czyste, są bardzo dobrze oczyszczone, a i pasta gwarantuje nam dobre odświeżenie. 
Pasta nie podrażnia, jest super delikatna dla dziąseł i nie powoduje stanów zapalnych. 


Pasta jest też tania, ma naprawdę niską cenę, a przy okazji jest łatwo dostępna. Można ją znaleźć wszędzie, co jest mega. No i nie mówiąc też o jej działaniu, pasta działa jak należy, myje, odświeża i jest delikatna dla dziąseł. Podoba mi się też to, że może być używana przez dzieci, co ułatwia sporo w logistyce albo kryzysowych sytuacjach, kiedy ich pasta sie skończyła. Lubię takie rozwiązania! I lubię takie pasty! Nie spodziewałam się, że limonka może dać taki efekt, wow! 


[wpis reklamowy] 


Farmona - Nivelazione hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej

16 marca 2026


Dzień dobry! Lecimy z kolejnym tygodniem, mamy wiosnę, co prawda chwilowo mamy też i słabszą pogodę, ale już czuć w powietrzu, już słychać te typowe ptaszki rano i muszę przyznać, że jest cudownie! Jakkolwiek jestem jesieniarą to naprawdę dostrzegam ogromne plusy w słonecznej pogodzie. I ten tydzień jest kolejnym tygodniem pełnym wyzwań, dużo się dzieje, dużo mam w planach, ale czuję w kościach, że to będzie ten tydzień, kiedy uda mi się w końcu pozamykać parę spraw i już zaczynam czuć ten wewnętrzny spokój.
A nie zapominajmy o recenzjach! Dzisiaj mam dla Was coś podstawowego, coś bez czego ja sobie nie wyobrażam funkcjonować i dla mnie produkt do higieny intymnej jest turbo ważny! Ciężko mi znaleźć ulubieńca i też nie mam zbyt wysokich wymagań do tych produktów, ale bardzo lubię testować coraz to kolejne żele czy emulsje. Tym razem będzie to Nivelazione i hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej!

- Farmona - Nivelazione 
hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej





Nasza emulsja znajduje się w bardzo spokojnym opakowaniu, mamy tutaj delikatny kolory, kolorystykę, którą bardzo lubię, jest jakaś taka uspokajająca, a zarazem fajna, rzuca się w oczy. Na opakowaniu znajdziemy też najważniejsze informacje. Mamy też opakowanie z pompką, co dla mnie jest turbo ważne i jest to na maksa wygodne w użytkowaniu pod prysznicem, dla mnie najlepszy rodzaj opakowania. Opakowanie się nie ściera, pompka działa bez zarzutu, a i nie ma problemu z użytkowaniem pod prysznicem mając mokre dłonie.
Emulsja jest dość rzadka, takiej się na pewno nie spodziewałam, bo myślałam, że będzie to bardziej kremowy produkt, ale jest bardzo na plus. Mimo że konsystencja jest rzadka nie ma potrzeby wylewania dużej ilości produktu, żeby umyć okolice intymnej, tak naprawdę jedna pompka w zupełności wystarczy, żeby uzyskać pożądany efekt. Zapach jest mega delikatny, praktycznie niewyczuwalny. 


Emulsja jest naprawdę super w swoim działaniu, jest bardzo delikatna, ale i niesamowicie skuteczna. Ja od produktu do higieny intymnej potrzebuję przede wszystkim dobrego umycia, odświeżenia i niewysuszania - po prostu. I ta emulsja daje mi to wszystko. Jest super przyjemna, delikatna i przywraca komfort, nie ma znaczenia który jest dzień cyklu, ta emulsja super się sprawdza w każdej sytuacji. Nie ma mocnego zapachu, co też jest ważne, no i ma bardzo fajnie nawilżającą formułę. Ona super otula, oczyszcza, odświeża i przywraca komfort. Jest naprawdę super!
Nie podrażnia, nie uczula, nie wpływa na nic negatywnie, naprawdę jest super! Działa tak, jak ma, nie mam wobec tej emulsji żadnych zastrzeżeń.


Emulsja dzięki temu, że jest dość rzadka i temu, że nie trzeba używać szalonej ilości, żeby się umyć, jest niesamowicie wydajna! A ta niewielka ilość naprawdę robi robotę, działa i jest po prostu skuteczna. Przy okazji, ten produkt jest niesamowicie tani, łatwo dostępny, co sprawia, że jest to naprawdę produkt, na który ja się skuszę przy okazji jakichś zakupów! Emulsja jest hipoalergiczna i niesamowicie delikatna, ale tak jak już pisałam działa bardzo dobrze, co jest naprawdę fajne!
Emulsja znalazła się w ostatnim pudełku Pure Beauty, a fajne było to, że były trzy różne opcje rozłożone po pudełkach, była jeszcze opcja prebiotyczna dla wymagającej skóry oraz nawilżająca dająca ukojenie, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie!

Ja polecam! Macie swoje ulubione produkty do higieny intymnej? Dajcie znać!


[wpis reklamowy]