WIbo banana loose powder, sypki puder do twarzy

18 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Co u Was słychać? Powiem Wam, że u nas standardowo dużo się dzieje i nie jest to nic nowego w moim życiu. Z jednej strony fajnie, cieszę się, że ciągle jest co robić, że ciągle działamy, ale nie ukrywam przydałby mi się luz, wolny weekend w 100%. A chwilowo odkopuję się z pracy, więc większość mojej uwagi staram się skupić na tym i wiem, że jak się ogarnę to wtedy sobie odsapnę. Ale dziś nie o tym! Jesteśmy po pracy, więc....
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować puder do twarzy! Tak rzadko wrzucam tutaj recenzje kolorówki, że szok, a w sumie maluję się codziennie do pracy. Rzadziej maluję się mocniej na wyjątkowe okazje, ale jednak puder do twarzy używam zdecydowanie codziennie! Nie mam zbyt dużych wymagań, więc testuję różne produkty. Dlatego dzisiaj będzie o Wibo!


Wibo banana loose powder
sypki puder do twarzy





Puder znajduje się w plastikowym opakowaniu, mamy tutaj skład itd., ale nie mamy dodatkowego opakowania z informacjami. Mi, co prawda nie jest to potrzebne. Aczkolwiek opakowanie nie jest jakieś super. Mi niestety bardzo szybko pękło wieczko i musiałam jakoś sobie radzić i kombinować bez przez długi czas. Co prawda cena jest turbo niska, więc nie oczekuję tutaj czegoś wow wysokiej jakości, miało prawo się zepsuć, chociaż nie kojarzę, żeby mi spadło. 
Ogólnie puder ma bardzo fajną konsystencję, trochę pyli, ale z wieczkiem nie miałam za bardzo takich problemów, więc jestem w stanie mu to wybaczyć. Puder należy do tych bardziej żółtych odcieni, czyli dla mnie idealnie! Ja jestem zadowolona.


Używałam tego pudru na każdą okazję, na co dzień do pracy, w odwiedziny do rodziny, ale i służył mi na wielkie imprezy i powiem Wam, że w każdej z tych okazji sprawdził mi się genialnie! Świetnie matowił, nie nadawał twarzy jakiegoś konkretnego odcienia, co prawda też nie był w 100% transparentny, ale był bardzo okej. W sumie z takich właściwości wszystko mi w nim pasowało. Matowi elegancko, nie znika z twarzy zbyt szybko, utrzymuje się na twarzy bardzo ładnie, nie wchodzi w załamania, nie roluje się i w żaden sposób nie wpływa na inne kosmetyki, które nakładam na twarz. 
Fajnie odświeża skórę, rozświetla ją i sprawia, że wygląda na zdrową i wypoczętą, co jest dla mnie mega ważne. 


Ja jestem zadowolona! Właściwości ten puder ma świetne, z opakowania jestem mniej zadowolona, nie kojarzę, żeby opakowanie mi spadło, możliwe, że gdzieś kiedyś w podróży w kosmetyczce coś się zadziało, ale nie wyłapałam tego momentu. Wieczko mi pękło i co jakiś czas odpadała od niego jakaś kolejna mała część, aż w końcu nie dało się tego już używać, ale poradziłam sobie na tyle, że jestem w stanie wykończyć ten puder do zera. A na dodatek, puder jest mega wydajny, co za taką cenę sprawia, że jest bardzo wart zakupu! Fajnie robi makijaż i mega wpływa na wygląd tego makijażu. Więc ja jestem zadowolona!


A Wy jakiego pudru używacie najczęściej? Macie coś sprawdzonego?

lol
 

OnlyBio malinowy peeling do ciała

16 lutego 2026


Dzień dobry! I jak się macie w tym nowym tygodniu? Znowu zima do nas wróciła! Czy ja mówiłam ostatnio, że czekam na wiosnę? Że już czuję ciepełko w powietrzu? Matko, jak ja się mogłam tak pomylić! A w nocy z soboty na niedzielę już szłam w obcasach w śniegu po kostki po imprezie urodzinowej. Szaleństwo, a za tydzień w weekend znowu ma padać i tak się kręci! Szok, ale jest pięknie. Powtarzam sobie ciągle to, że cieszę się, że moje dzieci mogą doświadczyć takiej zimy, prawdziwej!
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować peeling do ciała, malinowy marki OnlyBio! I dobrze wiecie, że ja peelingi do ciała uwielbiam, zużywam zawsze regularnie jeden za drugim, tym bardziej lubię te gruboziarniste. A ten peeling dostałyśmy w pracy od naszych kolegów na Dzień Kobiet! Tak, rok temu, a ja właśnie teraz zabieram się zużywanie i recenzowanie. No to go!


OnlyBio malinowy
peeling do ciała





Peeling znajduje się w tubce, która stoi cały czas na głowie, dzięki czemu możemy od razu wyciskać produkt na rękę. Nie jest to aż tak łatwe, bo peeling ze względu na swoją konsystencję dość ciężko przechodzi przez dziurkę. Co prawda, jak już pójdzie to idzie, więc nie jest to ciężkie przez całe stosowanie. Na opakowaniu znajdziemy podstawowe informacje, ale nie ma tutaj za długiego opisu, co w sumie jest fajnie. Wszyscy umiemy używać peeling do ciała. 
Jak już wspominałam konsystencja jest dość gęsta i gruboziarnista, więc ciężko na początku wydobyć produkt z opakowania, ale zapach jest genialny! Bardzo ładny, czuć malinę, nie jest sztuczny, a bardzo przyjemny.


Peeling robi to, co do niego należy. Świetnie peelinguje skórę, wygładza ją, zmiękcza, bez podrażnień! Nie pogarsza stanów zapalnych ani nie wysusza skóry. Moja skóra obecnie w trakcie depilacji za pomocą depilatora Lumea jest trochę wymagająca, ale peeling super zdaje egzamin. Świetnie pielęgnuje skórę, ma właściwości wygłądzające, zmiękczające, ale i lekko nawilżające i odżywiające. Skórą pięknie pachnie po użyciu i nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała. Przy okazji, peeling nie pozostawia po sobie tłustego filmu ani uczucia dyskomfortu. Skóra po użyciu jest w super stanie, nie swędzi, a jest bardzo ładnie zadbana.


Jako fanka opakowań typu tubki, muszę przyznać, że jednak słoiczki są super jeśli chodzi o peelingi do ciała, dość często na początku wyciska się peeling z opakowania, trzeba też dobrze wstrząsnąć, żeby idealnie się wymieszał w środku, jak już naciśniemy to poleci, ale ogólnie jest git. Fajnie pachnie, a co najważniejsze świetnie działa. Bardzo lubię efekt gładkiej skóry po tym peelingu, idealnie pozbywa się martwego naskórka i o to właśnie chodzi i na tym mi zależy. Super sprawa!


Ja polecam, bardzo fajny produkt - co prawda zauważyłam, że już jest zmieniona szata graficzna, ale na pewno go znajdziecie! Dajcie znać, jaki Wy ostatnio peeling używaliście? Albo jaki peeling Was zaskoczył?


Defrosting SET by Mixa & Garnier - Pure Beauty

14 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie, co u Was słychać? Jak weekend? Jakie plany? Dajcie znać! U nas weekend szalony, na szczęście jutro będzie czas, żeby odpocząć, a w poniedziałek szykuje się praca zdalna, więc też będzie przyjemnie, a potem już szybko zleci do kolejnego weekendu. 
Ale jako, że zapowiadają śnieg, a dziś są Walentynki to ja chcę się trochę odmrozić, odmarznąć i nastroić się na wiosnę! A może takie zagranie przywoła wiosnę trochę szybciej? Czas najwyższy, żeby zima poszła w zapomnienie, czas na dawkę energii i nawilżenia! Czas postawić skórę i włosy na nogi i przygotować ją na ciepełko. Dlatego właśnie Pure Beauty, jak zawsze we współpracy z markami Garnier oraz Mixa ma dla nas cały zestaw kosmetyków - DEFROSTING SET. 




Na instagramie macie szybki filmik i krótki opis produktów składających się na ten zestaw, jako że jest tu parę produktów, które już swoją recenzję na blogu mają to stwierdziłam, że chciałabym Wam na blogu jeszcze po krótce je opisać, tym bardziej, że mamy w boxie aż dwie nowości! I ohh, jaka ja jestem podjarana tymi nowościami! Coś czuję, że się szykują kolejni ulubieńcy! Lecimy po kolei!



GARNIER SKIN NATURALS płyn micelarny z witaminą Cg
Płyn micelarny z Witaminą C to swojego czasu był moim ulubieńcem bardzo długo, jest świetny! Nie tylko genialnie, skutecznie i szybko zmywa makijaż, jak i oczyszcza twarz ze wszystkich zanieczyszczeń, to na dodatek ma mocne działanie pielęgnacyjne! Płyn micelarny ma działanie rewitalizującej, ale i rozświetlające. Płyn, jak magnes przyciąga brud i makijaż. Całą twarz po użyciu jest pięknie rozświetlona, nabiera blasku i przestaje być matowa, jest idelanym uzupełnieniem całej naszej pielęgnacji, i świetnie sprawdza się wieczorem, jak i rano!



GARNIER VITAMIN C+  serum na przebarwienia 4% [niacynamid + witamina C + kwas salicylowy + melasyl]
A jak już mamy oczyszczoną twarz to lecimy z serum na przebarwienia, aż z 4% formułą! Jak widzicie w składzie znajdują się same wspaniałości i cudowności! A to serum przynosi efekty już po trzech dniach regularnego stosowania. Mamy lekką i nieklejącą się formułę, która szybko się wchłania. Serum przede wszystkim wyrównuje koloryt, redukuje wszelkie przebarwienia, ale i dodaje energii skórze, która zdecydowanie potrzebuje energetycznego shocie po tej przedłużającej się zimie!



GARNIER VITAMIN C maseczka rozświetlająca do twarzy z witaminą C w płachcie
Ohh, jak dobrze, że mamy w komplecie do całego zestawu maskę w płachcie, która również zawiera witaminę C, tak na zakończenie całej pielęgnacji możemy dodać sobie wisienkę na torcie, która zdecydowanie i idealnie uzupełni wszystkie etapy pielęgnacyjne. A maska przy okazji, intensywnie nawilża, rozjaśnia, wyrównuje koloryt, wygładza i odświeża ją! Świetnie nadaje się do każdego typu skóry, w tym wrażliwej i oczywiście matowej. Ja ją uwielbiam, ale tak samo uwielbiam wszystkie maski w płachcie od Garnier i używam ich po prostu na zmianę regularnie.

A teraz zapraszam Was na nowości, które idealnie wpasują się w naszej pozimową pielęgnację!



MIXA ANTI-REACTION kojące serum do twarzy
A pierwszą nowością jest serum, a ja serum uwielbiam i uwielbiam też je testować. Od jakiegoś czasu używam już regularnie serum rano, jak i wieczorem i jest to moja podstawowa pielęgnacja. Mixa ma dla nas mleczne serum, stworzone z myślą o wrażliwe i reaktywnej skórze - czyli mojej! Dosyć często muszę walczyć z zaczerwieniami, jak i podrażnieniami, więc cieszę się, że takie serum do mnie wpadło akurat teraz. Formułą jest bardzo delikatna, dzięki czemu serum koi skórę, zmniejsza dyskomfort i skutecznie redukuje zaczerwienienia! Regularność sprawi, że już po dwóch tygodniach będziemy się cieszyć zmniejszoną reaktywnością skóry, jak suchość czy podrażnienia, a po czterech tygodniach mamy redukcję już o 47%!



GARNIER FRUCTIS hair food kiwi menthol
A na koniec mamy produkt do włosów i o matko, jak ja się cieszę na tę maskę do włosów! Tym bardziej, że moje włosy ostatnio przeżywają jakiś dziwny kryzys i szybciej się przetłuszczają. Ta maska ma właściwości nawilżające, ale i odświeżające, bo właśnie została stworzona z myślą o przetłuszczających się włosach. Tak lekką formułę możemy nakładać bezpośrednio na skórę głowy, więc mamy produkt 2w1. Na skórze głowy odświeża, a na długości i końcówkach włosów nawilża - no bomba! A nie zapominajmy o tym, że maska też odbija włosy od nasady! Mamy w niej składniki dla mnie nowe, takie jak wodę z kiwi oraz mentol. A wszystkie składniki to aż 97% składników pochodzenia naturalnego. maska wydaje się być genialna!


Jak widzicie ja już jestem gotowa na wiosnę, moja skóra i buzia też. Nie mogę się doczekać tego ciepełka, słoneczka i możliwości wychodzenia z domu bez odzieży wierzchniej. Nawet nie wiedziałam, że aż tak mi będzie tego brakować! Dajcie znać, które produkty podobają Wam się najbardziej!


[współpraca reklamowa]
  

Vianek płyn micelarny z kwasem salicylowym

12 lutego 2026


Dzień dobry! Co u Was słychać? Jak tam ostatki, jakie macie plany? No i nie zapominajmy o Walentynkach ! Robicie coś fajnego? Dawajcie koniecznie znać. My ten weekend mamy zajęty cały, od początku do końca i już mnie to przeraża, ale przyszły tydzień będzie trochę spokojniejszy, więc nastawiam się na moce nadrabianie, ogarnianie i przygotowanie do ferii, jak i do wiosny! Bo w końcu musi się zrobić ciepło i wyjść ładne słoneczko, prawda?
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować płyn micelarny, który już samym swoim designem pięknie rzuca się w oczy, że aż ciężko oderwać ten wzrok. Jest to płyn micelarny marki Vianek! Co prawda ja preferuję szybki demakijaż pod prysznicem bez użycia wacików, ale taki płyn micelarny zawsze wolę mieć pod ręką i jak widać zużywam je - więc enjoy!


Vianek płyn micelarny
z kwasem salicylowym





Płyn micelarny znajduje się w dużej butelce, mamy tutaj aż 400ml, co u mnie sprawia, że jest bardzo wydajny. Piękny design, o którym już wspominałam, te kolory, wygląda jak kule do kąpieli w gorącej wodzie, jest zdecydowanie na czym zawiesić oko! Mamy zamknięcie na zatrzask, które działa bez zarzutu, nie zacina się, nie psuje i nie ma problemu z wylewaniem się, kiedy bierzemy płyn ze sobą na wycieczki w kosmetyczce.
Płyn micelarny ma typową wodnistą konsystencję, nie ma tutaj nic tłustego, oleistego, ale pachnie bardzo ładnie i przyjemnie.



Tak, jak wspominałam - jestem fanką demakijażu pod prysznicem, czymś co nie wymaga ode mnie użycia wacików, ale... Ale uważam, że płyn micelarny zawsze warto mieć pod ręką, ja też używam go codziennie rano do oczyszczania i do odświeżania cery po nocy, jak i czasem zdarzało mi się zmywać nim makijaż, więc w sumie sporo mogę o nim powiedzieć!
Płyn micelarny świetnie radzi sobie z oczyszczaniem twarzy rano po nocy. Bardzo fajnie oczyszcza z sebum, z kurzu itd, ale też fajnie ją odświeża, pobudzą i jakoś tak rozjaśnia. Twarzy wygląda dużo lepiej i można nakładać kolejne produkty pielęgnacyjne. 
Super też sobie radzi z demakijażem, bardzo fajnie i sprawnie domywa wszystko, wacik nasączony płynem micelarnym idealnie wyłapuje cały makijaż z twarzy, również z różnych zakamarków, zmarszczek czy wgłębień. Świetnie zmywa tusz do rzęs nie powodując pieczenia oczu, łzawienia czy swędzenia. Działa bardzo skutecznie i dość szybko, wiadomo nie jest to tak szybko, jak pod prysznicem i jednak parę wacików trzeba zrobić, ale najważniejsze, że jest to bardzo skutecznie. 


Ja jestem bardzo zadowolona z tego płynu micelarnego, na maksa podoba mi się jego wygląd, dobrane kolory i wszystko sprawia, że mogę się w niego wpatrywać cały czas, nie mówiąc już o tym, że produkt fajnie działa. Używałam głównie rano, czasem jak chciałam/musiałam zmyć makijaż gdzie indziej to też używałam i nie narzekałam. Z kolei w podróży mam nawyk, że używam tylko płynu micelarnego, jest mi jakoś wygodniej i też byłam bardzo zadowolona. Fajna konsystencja, fajny zapach i wszystko fajne, więc ja bardzo polecam!


Jaki jest Wasz ulubiony sposób na demakijaż? Dajcie znać, ja teraz testuję parę nowości i wow!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]


Jak wybrać perfumy damskie idealnie dopasowane do siebie?

11 lutego 2026

 


Perfumy damskie to sposób na podkreślenie swojego stylu, charakteru i osobowości. Perfumy mogą wywoływać emocje, przykuwać uwagę i na długo zapadać w pamięć. Dlatego tak ważne jest, aby dobrać odpowiedni zapach do siebie. Biorąc pod uwagę różnorodność dostępnych na rynku kompozycji zapachowych, nut i marek, decyzja o zakupie konkretnych perfum może być trudna i stanowić spore wyzwanie. Jak dobrać zapach, który będzie idealnie współgrał z Tobą?

  • Perfumy damskie - czym się kierować przy ich świadomym wyborze?
  • Jak rozpoznać, które rodziny zapachowe są dla Ciebie?
  • Co decyduje o trwałości i intensywności zapachu?

Perfumy damskie - czym się kierować przy ich świadomym wyborze?

Przy wyborze perfum damskich warto kierować się w pierwszej kolejności własnymi preferencjami zapachowymi, a także tak zwaną piramidą zapachu. Wybór marki, czy wygląd flakonu powinien być kwestią drugo- i trzeciorzędną. Wspomniana piramida jest sposobem na stworzenie kompozycji zapachowej składającej się z trzech warstw aromatu. 

Pierwszą z nich jest nuta głowy, czyli zapach, który ulatnia się w pierwszej kolejności i stanowi o pierwszym wrażeniu. Drugi zapach do nuta serca. Ta nuta pozostaje z nami najdłużej i świadczy o głównej inspiracji i charakterze zapachu. Z kolei nuta bazy to ta, od której zależy trwałość i głębia wybranych perfum. To pierwsza kwestia, na jaką trzeba zwrócić uwagę, wybierając perfumy damskie- perfumeria.pl to natomiast miejsce, gdzie z pewnością dobierzesz zapach idealny dla siebie.

Warto sprawdzić na opakowaniu, jakie nuty zapachowe zostały zastosowane w komponowaniu perfum, a także, do jakiej rodziny aromatycznej przynależą (kwiatowe, orientalne, drzewne, świeże).

Jak rozpoznać, które rodziny zapachowe są dla Ciebie?

Przy wyborze perfum można kierować się swoimi osobistymi preferencjami. Warto przypomnieć sobie, jakie zapachy przypadły Ci już kiedyś do gustu. 

Być może są to kompozycje kwiatowe, które idealnie sprawdzają się u romantyczek ceniących subtelność i delikatność. Mowa tutaj przykładowo o zapachu róż, piwonii, czy jaśminu. 

Jeśli natomiast bardziej gustujesz w aromacie wanilii, paczuli lub ambry, zapachy orientalne będą zdecydowanie dla ciebie. Kompozycje orientalne najbardziej pasują do kobiet o spokojnym, ciepłym nastawieniu, które lubią intensywne i wyraziste zapachy.

Kompozycje drzewne kierowane są natomiast do kobiet, które cenią sobie klasyczne, stonowane, głębokie zapachy, jak np. perfumy z nutą sandałowca lub cedru.

Jeśli chodzi o zapachy świeże, najbardziej przypadną do gustu kobietom ceniącym naturalność, nienachalność i uniwersalność. Takie zapachy są najczęściej produkowane z dodatkiem lawendy, szałwi, bazylii, mięty, rozmarynu, czy liści herbaty.

Warto również wspomnieć o zapachach cytrusowych, czyli idealnej propozycji dla kobiet energicznych, którym zależy na zapachu “świeżości”. Dla nich najlepsze w odbiorze będą perfumy oparte o aromaty cytryny, mandarynki, pomarańczy, grejpfruta, limonki, czy bergamotki.

Jak łatwo zauważyć, perfumy damskie można dobrać do siebie, uwzględniając w tym procesie swój styl życia, aktywność i typ osobowości. Warto jednak mieć także na uwadze kontekst i okoliczności, w jakich nosi się konkretny zapach. Dlatego dobrym pomysłem jest mieć przynajmniej dwie kompozycje zapachowe idealnie dobrane do siebie, aby jedną nosić w sytuacjach codziennych, w pracy, a tę drugą przeznaczyć na bardziej wyjątkowe, uroczyste, eleganckie okazje.

Co decyduje o trwałości i intensywności zapachu?

Sama kompozycja, jak i stężenie olejków zapachowych w perfumach to tylko kilka czynników mających wpływ na to, jak trwałe i jak intensywne są perfumy w odbiorze. Należy także zwrócić uwagę na to, jaki produkt się kupuje.

Pierwszym z nich są oczywiście perfumy właściwe. Stężenie olejków zapachowych w tym produkcie wynosi nawet 20-30%, dzięki czemu są one intensywniejsze i wolniej się ulatniają. Na skórze można cieszyć się ich zapachem nawet przez 10-14 godzin.

EDP, czyli woda perfumowana, utrzymuje się na skórze od 6 do 19 godzin. Stężenie olejków zapachowych w tych produktach to około 10-20%.

EDT, czyli woda toaletowa, jest produktem zawierającym olejki zapachowe w stężeniu wynoszącym od 5 do 10%. Dlatego ten produkt jest najmniej trwały i utrzymuje się na skórze przez 3-6 godzin.

Trzeba także dodać, że trwałość i intensywność zapachu będzie zależeć od typu skóry. Jeżeli jesteś posiadaczką suchej skóry, perfumy będą ulatniać się szybciej, dlatego warto przed ich aplikacją zastosować bezzapachowy krem lub balsam nawilżający. W tej sytuacji na najdłuższą trwałość zapachu mogą zatem liczyć osoby ze skórą normalną lub lekko tłustą.

Nie bez znaczenia są też miejsca, na których aplikuje się perfumy damskie. Najlepiej, aby były to tak zwane punkty pulsacyjne, czyli szyja, nadgarstki, zgięcia łokci, obojczyki, czy okolica za uszami. Ciepło ciała sprawi, że zapachy będą uwalniane stopniowo.

Wybór odpowiednich perfum damskich dla siebie to jak najbardziej kwestia indywidualna. Dlatego warto poświęcić czas na ten proces, dzięki czemu dobrany zapach będzie istotnym elementem zarówno na co dzień, jak i podczas wyjątkowych chwil w Twoim życiu.

Treaclemoon Żel pod prysznic i do kąpieli Creamy Shea Butterfly

10 lutego 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Znowu wróciły do nas chwilowo mrozy, a ja tu próbuję wywołać wiosnę, a tu znowu rano czuję, jak przemarza mi skóra. No nic, już teraz na pewno jesteśmy bliżej niż dalej wiosny. U nas intensywnie o czym już wspominałam, ale to też nie nowość. Mimo wszystko ten tydzień jest trochę spokojniejszy, mam trochę więcej luzu, więc nie będę aż tak wyorana, jak tydzień temu.
A co za tym idzie, mam dla Was kolejną recenzję! tym razem jest to żel pod prysznic i do kąpieli, duża butla, fajna grafika od razu zwróciła moją uwagę! Od razu wiedziałam, że pójdzie ze mną pod prysznic poza kolejnością, no zobaczcie sami, to masło shea aż do nas krzyczy, że nawilży nam skórę! Więc zapraszam do recenzji marki Treaclemoon - marki dla mnie nowej, o której słyszę pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni. 

Treaclemoon, Creamy Shea Butterfly
Żel pod prysznic i do kąpieli





Tak, jak już wspominałam żel pod prysznic i do kąpieli znajduje się w dość dużej butli, mamy tutaj zamknięcie na zatrzask, które przez cały czas użytkowania działa bardzo dobrze, nie zacina się i jest szczelne. Butelka mimo swojej wielkość jest wygodna w używaniu, a przez otwarcie wydobywamy idealną ilość produktu do użycia pod prysznicem. Design bardzo mi się podoba, jest dość prosty, ale ta kolorystyka bardzo mi się podoba, a najbardziej rzucający się w oczy napis ' masło shea', który zachęca do używania. 
Żel ma standardową i typową konsystencję, typowa formuła, która pieni się dość lekko, ale wystarczająco, żeby się umyć tak naprawdę. Formuła jest bardzo otulająca i przyjemna, bardzo kojąca i po prostu miła dla skóry. Zapach jest rewelacyjny, przenosi mnie w jakieś odludne i gorące miejsce, a zarazem jest to zapach z tych pobudzających i energetyzujących. 


Ja oczywiście jestem od zawsze team prysznic, kąpiele mimo że relaksujące dosyć szybko mnie nudzą i wprawiają w poczucie winy, że nic nie robię (dlatego tworzę dla siebie przytulną łazienkę, żeby móc w niej odpoczywać). Ale prysznic też może być przyjemny i relaksujący! A żel do kąpieli od Treaclemoon w tym zdecydowanie pomaga. Nie dość, że zapach się pięknie unosi w całej łazience to jeszcze ta konsystencja jest bardzo przyjemne. Tak, jak już pisałam, formuła otula skórę, jest jak najdelikatniejszy materiał na świecie muskający delikatnie skórę, sprawia, że skóra staje się super nawilżona i odżywiona, a wiecie, że ja od żeli pod prysznic wymagam jedynie tego, żeby nie wysuszały skóry. Ten żel zdecydowanie sprzyja pielęgnacji i za to go uwielbiam!


Ten żel pod prysznic daje mi wszystko, czego potrzebuję. Mamy tutaj piękny zapach, który relaksuje, ale i pobudza, a co najważniejsze konsystencja jest genialna dla skóry. Żel nie tylko świetnie oczyszcza skórę, ale też skutecznie dba o naszą skórę. Świetnie ją nawilża, odżywia, regeneruje i koi. A przy okazji, super się też sprawdza w okolicy depilacji czy to mechanicznej, czy np. laserowej. Jestem bardzo zadowolona z tego żelu, robię wszystko co ma robić, a zarazem robi więcej, niż ja oczekuję stricte od żeli pod prysznic. No tutaj wszystko mi gra i naprawdę jest fajnie!


I tak, jak wspominałam na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z marką Treaclemoon, cieszę się bardzo, że Pure Beauty zawsze dba o taką różnorodność w swoich pudełkach, mam możliwość odkrycia i poznania nowości, które często okazują się genialne! Także sztos!
Wy jakie żele pod prysznic lubicie najbardziej? Dajcie znać!



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

 

Farmona Radical Hair Clinic Fresh&Volume nawilżająca odżywka do włosów

08 lutego 2026

 
Dzień dobry! I niedziela nam zleciała, kolejna, a zarazem ostatnia przed Ostatkami! Imprezujecie, czy jednak odpoczywacie? Wolicie coś działać, gdzieś pojechać, czy nie robi to Wam większej różnicy? A może macie jakieś fajne i ciekawe plany na Walentynki? Dajcie mi koniecznie znać, z jednej strony potrzebuję inspiracji, z drugiej wiem, że i tak nie mamy czasu na grube świętowanie, bo akurat kolejny tydzień mamy wypełniony w pełni. A potem to już byle do wiosny! Nie mogę się doczekać tego słoneczka, możliwości robienia przyjemnych i długich spacerów bez obawy, że się zmarznie za bardzo. Przywołajmy wiosnę!
A dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować recenzję odżywki do włosów! Odżywki, która początkowo wydawała mi się bardzo zwykła, standardowa, w sumie dobrze się stało, że mi się trafiła w ostatnim Pure Beauty, bo tutaj już nie miałam praktycznie żadnej odżywki do włosów, a ja ostatnio odżywki używam bardziej w celu zmiękczenia włosów po szamponie, więc jej używam i... muszę przyznać, że wow! Zapraszam!


Farmona Radical - Hair Clinic
Fresh&Volume nawilżająca odżywka do włosów





Odżywka znajduje się w dość dużym opakowaniu, mamy tutaj niebieską butelkę, która bardzo spasowała mojej córce, jako że jest to jej ulubiony kolor. Odżywka jest dość spora, będzie na pewno wydajna, a w dodatku mamy pompkę, która niesamowicie ułatwia nakładanie i w ogóle używanie. Dla mnie świetne rozwiązanie i zawsze takie wybieram, jeśli mogę. Na opakowaniu mamy wszystkie informacje.
Dodatkowo odżywka też jest niebieska, ku radości mojego dziecka. Konsystencja jest bardzo lekka, nie jest podobna do maski, nie jest zbyt gęsta, dość kremowa i bardzo wygodnie się ją nakłada na włosy. Na szczęście nie spływa z nich i nie ucieka przez palce, więc bardzo fajnie. Pachnie też przyjemnie, a dodatkowo zapach utrzymuje się na włosach.


Tak, jak wspominałam we wstępie, ja ostatnio od odżywek do włosów nie przywiązuje zbyt dużej wagi, uważam, że zazwyczaj są na włosach za krótko, żeby mogły cokolwiek skuteczniejszego zrobić. Ostatnio mam dość twarde włosy po użyciu szamponu, czasem są splątane, więc zależy mi na czymś, co fajnie zmiękczy włosy przed maską. Zazwyczaj trwa to parę sekund. Ale nie w przypadku tej odżywki, tutaj zmieniłam trochę swoją pielęgnację jeśli o to chodzi, przez to, że zauważyłam, że ona daje naprawdę super efekty.
Odżywkę nakładam na mocno odsączone wody, przeczesuję; palcami czy to szczotką, staram się ją wmasować we włosy i zostawiam. W między czasie odkładam kosmetyki, przygotuję sobie następne, tak żeby się czymś zająć, bo ja nie znoszę bezczynności. I ta odżywka naprawdę robi na włosach mega efekty! Świetnie wygładza włosy, zmiękcza je, odżywia i nawilża. Dzięki temu, że jest dłużej na włosach może dłużej podziałać na te włosy i one naprawdę wyglądają dużo lepiej od kiedy używam tej odżywki. 


Ta odżywka zdecydowanie odmieniła moją pielęgnację, jest dłuższa, ale dzięki temu włosy wyglądają lepiej, mniej się łamią, są ładnie nawilżone i odżywione. Wyglądają super, są fajnie odbite od nasady, myślę, że zyskują lekko na objętości - ja jestem zakochana w niej, a wcale nie ma potrzeby nakładania dużej ilości na włosy i trzymania jej pół godziny! Wystarczy 5-10 minut, na szybkie ogarnięcie tego, co się dzieje wokół wanny, a włosy nam za to zdecydowanie podziękują. 
I to nie wszystko, używam tej odżywki u córki i jestem zachwycona efektami, delikatne włosy są super nawilżone i wzmocnione, nie są obciążone czy przetłuszczone. Naprawdę odżywka super się sprawdza i u mnie i u córki, co mi się bardzo podoba!

I jest to odżywka, po której nie spodziewałam się za wiele, chociaż wiem, że Radical ma super kosmetyki, więc mogłam oczekiwać czegoś wow, ale najważniejsze, że się przekonałam. Że mam, że używam i że włosy wyglądają naprawdę dobrze! Polecam!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

MIYA BEAUTY.lab serum z prebiotykami do skóry problematycznej

06 lutego 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie, co u Was słychać? Powiem Wam, że u mnie w tym tygodniu jest jakiś kosmos, znowu się nie wyrabiam, znowu się gubię i niestety czuję na sobie ogromną presję i czasu i wszystkiego. Na dodatek jestem mega zmęczona, ale sama na siebie tyle nakładam, więc nie mogę nikogo winić. Ale wiem, że to tylko chwilowa sytuacja, za 3 miesiące już odetchnę, a w wakacje to już w ogóle będzie łatwiej. Zresztą, przyjdzie wiosna i będzie łatwiej! Więc wyczekujmy!
A dzisiaj chciałabym Wam dać spóźnioną recenzję, bo produktu już zdenkowanego, ale właśnie w ostatnim denku uświadomiłam sobie, że nie ma recenzji! A i Miya i serum zasługuje na swoją recenzję, bo wiecie, że ja uwielbiam serum do twarzy, a marka Miya ma swoje dosyć ważne miejsce w moim kosmetycznym serduszku - naprawdę uwielbiam je! Więc każdy kolejny produkt jest warty opisania!


Miya BEAUTY.lab
serum z prebiotykami do skóry problematycznej




Serum znajduje się w typowym opakowaniu, jak na markę Miya. Serum mieści się w szklanej buteleczce, o niewielkich rozmiarów, z plastikową pipetką. A całość zamknięta jest w kartonowym opakowaniu, na którym znajdują się wszystkie informacje. Buteleczka wyposażona jest w pipetkę, która działa bezbłędnie, dozuje idealną ilość produktu do nałożenia na skórę na raz. Bardzo podoba mi się ten delikatny kolor, jest dziewczęco, stonowanie, relaksująco i bardzo mi się to podoba. 
Serum posiada wodnistą konsystencję, nie pozostawia po sobie tłustego filmu. Jest standardowa, jak na serum. Zapach jest nie za bardzo wyczuwalny, nie jestem w stanie powiedzieć, jak pachnie.


Serum jest bardzo delikatne i na maksa przyjemne. Bardzo fajnie otula skórę twarzy i sprawia, że dba o nią od pierwszej sekundy po nałożeniu. Serum jest mocno nawadniające i mega nawilżające. Sprawia, że skóra nabiera sprężystości i jędrności, wygląda dużo lepiej, zdaje się być wypoczęta, pełna blasku i mocno promienna. Pielęgnuje skórę na wielu płaszczyznach, dba o odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia, przy okazji regeneruje i koi skórę. Sprawia, że łagodzi jakiekolwiek podrażnienia i zapobiega powstawaniu nowym już na samym samym początku. Myślę, że jest idealnymi produktem na każdą porę roku, zimą fajnie chroni skórę, a latem będzie ją właśnie łagodzić i lekko chłodzić, nie zapominając cały czas o mocnym nawilżaniu i nawadnianiu. Uwielbiam!


Serum naprawdę fajnie się u mnie sprawdziło, mimo że nie posiadam który problematycznej ani skłonnej do powstawania wyprysków czy trądziku. Ale w dalszym ciągu serum przyczyniło się do znaczącej poprawy mojej skóry, głównie jeśli chodzi o odpowiednie nawodnienie i nawilżenie skóry. Serum bardzo fajnie przygotowało skórę pod dalszą pielęgnację, było idealną bazą i początkiem rutyny porannej, jak i wieczornej. Przez cały czas stosowania serum na mojej buzi nie pojawiło się nic, co mogłoby mi się nie podobać, więc domyślam się, że serum naprawdę fajnie może zmniejszać wypryski i trądzik na skórze. Dla mnie ekstra!


Wiecie, że ja uwielbiam serum, wszystkie serum do twarzy przyjmuję z radością. Uwielbiam to jaką one różnice robią na buzi i że naprawdę mają mocne i skuteczne działanie. Dajcie znać, jakie jest Wasze ulubione serum? Ja takie serum jak zawsze znalazłam w niezastąpionym Pure Beauty box!


[produkt otrzymany w ramach współpracy ale jego recenzja nie była wymagana]

Pierwsze denko 2026 - styczeń!

02 lutego 2026

 
Dzień dobry! No i mamy luty! Mamy nowy miesiąc, najkrótszy, więc ja w ramach motywacji mam na niego dość spore plany, stwierdziłam, że chcę wytrwać w czymś miesiąc, a jaki miesiąc jest najlepszy? Oczywiście najkrótszy, więc wzięłam się za luty. Zmiana dość spora, ale mam nadzieję, że mi się uda, cokolwiek, jakikolwiek progres będzie fajny, więc trzymajcie za mnie kciuki. A ja przyszłam już do Was z denkiem, z dość sporym denkiem na dodatek!


A tak, jak już wspomniałam mamy denko. Pierwsze denko w tym roku i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona! Dawno nie udało mi się zużyć aż tylu kosmetyków w ciągu jednego miesiąca. No i nie wiem czy to przypadek i tak się po prostu złożyło, czy jednak coś zmieniłam w tej swojej pielęgnacji. Cały czas ją rozbudowuje, ale wiadomo czasem na tym cierpią niektóre kosmetyki, a czasem inne. No, ale w tym miesiącu poszło dużo denek do kosza i cieszę się z tego. mam nadzieję, że będzie to dobry znak na ten rok, że damy radę się odgruzować na maksa. 
No to lecim z denkiem!



Zaczynamy oczywiście od ulubieńców i tutaj też trafiło się parę sprawdzanych kosmetyków i produktów. Be Beauty, waciki kosmetyczne one są ze mną już od dobrych kilku lat, nie wyobrażam sobie zmienić ich na inne, są po prostu najlepsze, sprawdzają się, działają, są tanie i mega dostępne, nie rozwarstwiają się i nie wchłaniają produktu. Mega! Tak samo, Queen nawilżany papier toaletowy to moje odkrycie tamtego roku, ale ja nie wyobrażam sobie skorzystania z toalety w różnych sytuacjach bez tych chusteczek, tym bardziej że można je spuszczać w toalecie - są mega! Tak samo, jak i Garnier maski w płacie, tutaj wersja Hydra Bomb - one są tak samo genialne, cudownie nawilżają, jeszcze lepiej regenerują i odżywiają, a przy okazji sprawiają, że buzia prezentuje się zdrowo, promiennie i cudownie! Dalej mamy Schwarzkopf got2be ekspresowa odżywka regeneracyjna w sprayu, ta wersja podeszła mi chyba najgorzej ze wszystkich, ale w dalszym ciągu są one moimi ulubieńcami, pięknie pachną i pozwalają na szybką i skuteczną pielęgnację w każdej możliwej wolnej chwili, co ja doceniam bardzo! Zużyłam też Botanicapharma olej migdałowy, który trzymałam od czasów dzieci przy okazji ciemieniuchy i tak sobie leżał i czekał, aż stwierdziłam, że zużyję do olejowania. uwielbiam go, pachnie pięknie, super nawilża i odżywia włosy. Nic dodać nic ująć, the best! Tak samo, jak i Alterra Naturkosmetik szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się z kofeiną - no uwielbiam! To jak one pięknie domywają włosy ze wszystkich zanieczyszczeń i kosmetyków to jest wow. Naprawdę nie mają sobie równych. I przy okazji zużyłam jeszcze Isana żel pod prysznic, który znalazłam w drugiej łazience zużyty do połowy, czekał na lepsze czasy. Bardzo je lubię, ładnie pachną, myją, są super wydajne i tanie, a i oczywiście nie podrażniają, ani nie wysuszają, co jest mega ważne przy codziennej pielęgnacji pod prysznicem.



  • Linda, mydło w płynie, bawełna - to mydło kupiłam gdzieś przez przypadek, potem mam takich kilka i trzeba je wykańczać, ale muszę przyznać, że to mydło było naprawdę fajne. Myło, nawilżało, nie wysuszało i ładnie pachniało. A to mi zdecydowanie wystarczy.
  • Rosadia, peeling solno cukrowy do ciała - ten peeling do ciała zdecydowanie zapamiętam, pierwszy raz miałam peeling solno cukrowy i to jak on mnie zaskoczył tą swoją konsystencją, to wow! Ale peeling jest naprawdę świetny, on cudownie wygładzał, zmiękczał skórę, pozbywał się martwego naskórka i zostawiał skórę w stanie idealnym.
  • Bioelixire, serum silikonowe, baobab, biotyna i olejek konopny - i kolejne serum do włosów, które okazało się być sztosem! Uwielbiam te zapachy, te konsystencje, fakt, że olejki wnikają we włosy, a wcale ich nie przeciążają. Serum sprawia, że włosy są cudownie nawilżone, są zdrowe i pięknie wyglądają.
  • Arkada's, serum TC16, serum kolagenowe do paznokci - i właśnie w ostatnim wpisie czytaliście moją historię dotyczącą paznokci, które ostatnio mają ciężki czas; zielona bakteria oraz schodzący paznokieć u stopy były męczące, ale trafiłam na świetne produkty! To serum kolagenowe jest zdecydowanie najlepsze ze wszystkich, świetnie wzmacnia paznokcie i przyspiesza ich wzrost na czym mi zależało najbardziej!
  • Miya, beauty.lab, serum z prebiotykami do skóry problematycznej - i kolejne serum do twarzy, które okazało się być ekstra. Używałam je codziennie, dwa razy dziennie, rano i wieczorem, serum świetnie nawilża skórę, rozświetla ją, odżywia i regeneruje. Ja nie mam skóry problematycznej, ale serum bardzo fajnie się sprawdziło. 
  • Amaderm, ultrałagodny żel do mycia twarzy - kolejny produkt, który świetnie się sprawdza. żel nie dość, że świetnie myje skórę twarzy to jeszcze genialnie zmywa makijaż z użyciem specjalnej gąbeczki. Jest delikatny, ale hiper skuteczny. Oczyszcza skórę ze wszystkiego, reguluje pracę sebum, ale i świetnie przygotowuje skórę do całej pielęgnacji, rewelacja.
  • Niuviu by so!flow, scalp peeling, peeling trychologiczny do skóry głowy - o tym peelingu mogę pisać wiersze, kocham go. Pachnie niesamowicie, ma ekstra konsystencję, a w dodatku tak pięknie oczyszcza skórę głowy, że wow. Peeling nie ma sobie równych, jest po prostu genialny, mogę go polecać i polecać!
  • Vianek Essence, żel pod prysznic, flare - ten żel pod prysznic jest naprawdę fajny, pięknie pachnie, bardzo energetyzująco, a w dodatku żel świetnie pielęgnuje skórę. Nie tylko świetnie myje skórę, ale i nawilża ją, odżywia i dba. Rewelacja!

  • Mysterium, odżywka do włosów zniszczonych i farbowanych z czarnuszką - ta odżywka była w porządku w momencie korzystania, była okej, ale jakoś tak ostatecznie wydaje mi się, że nie wrócę do niej. Coś mi jednak w tej odżywce brakowało, od czasu zużycia używam już parę innych, które są wow. Dlatego tutaj jak mam porównanie to już nie bardzo. 
  • Sence, Elf made me do it, maska do twarzy w płachcie - kolejna maska w płachcie zużyta, ogólnie była okej, no fajnie na pewno coś tam nawilżyła i wygładziła, ale jednak to nie jest to, co moje ulubione maski jednak robią. Fajne, bo świąteczne i z aplikacją elfową, ale jednak pod kątem właściwości nie do końca. 
  • Ziaja naturalnie pielęgnujemy, oczyszczający peeling do twarzy - tutaj znowu, peeling jest bardzo delikatny, nie ma zbyt dużo mocnych drobinek, dlatego dla mnie jest za słaby, ja wolę zdecydowanie mocne oczyszczanie.


I przejrzałam jeszcze jedną szafkę z kosmetykami w łazience i okazało się, że są tam kosmetyki już bardzo przeterminowane. Jednym z nich jest Dermedic capilarte wzmacniający szampon do włosów, który jest bardzo specjalistyczny, ale też i bardzo fajny, znacząco ogranicza wypadanie włosów, co jest super. Dalej mamy Jantar, odżywka wcierka, a ja niestety z wcierkami jakoś nie potrafię się polubić na tyle, żebym używała ich regularnie. Mega nad tym też ubolewam i mam nadzieję, że kiedyś w końcu się zmotywuję wystarczająco do używania. Z kolei Holika holika krem przeciwsłoneczny Aloe Waterproof Sun Gel SPF50 to kolejny świetny produkt, ale nie wiem jak to się stało, że go ostatecznie nie używałam. Jakimś cudem wylądował na dnie szafki i o nim zapomniałam, wielka szkoda!


I tak się prezentuje całe denko! nie wiem, jak będzie wyglądało denko w lutym, ale mam nadzieję, że będzie chociaż w 3/4 takie jak to. Zależy mi na zużywaniu produktów albo przynajmniej oddawaniu ich w dobre ręce, właśnie żeby u mnie się nie zagubiły i zmarnowały. Więc fajnie, dobry początek roku, nawet bardzo!

A jak Wasze denko?

Vianek Essence żel pod prysznic flare

31 stycznia 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie ostatniego dnia stycznia? Ja jestem w szoku, że pierwszy miesiąc Nowego Roku już jest praktycznie za nami, szok i niedowierzanie! Jak to możliwe, że to tak szybko leci to ja nie wiem. Co prawda wiecie, że ja jestem bardzo zadowolona z tego faktu, bardzo się cieszę, że tak jest na chwilę obecną. Najchętniej przeniosłabym się jakieś 2 lata do przodu i myślę, że wtedy mogę zacząć żyć w pełni. Wiadomo, człowiek walczy jak może o to, żeby było fajnie, ale no jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest to najintensywniejszy mój chwilowo czas. I wow, niech mija ;)
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic, który zrobił na mnie niemałe wrażenie. Marka Vianek ma to do siebie, że skład jest w większości naturalny, kosmetyki są delikatne, ale skuteczne, a co najważniejsze bezpieczne. Więc fajnie, bardzo się cieszę, że Pure Beauty ma zawsze w swoich boxach tak fajne kosmetyki!


Vianek, Essence
żel pod prysznic - flare





Żel pod prysznic znajduje się w dość sporym opakowaniu, butelka jest nawet wąska i wysoka, ma zamknięcie na zatrzask i jest bardzo wygodna w użytkowaniu, nie miałam nigdy problemu ani z wylewaniem ani z wypadaniem z dłoni. Na opakowaniu znajdują się najważniejsze informacje, ale wiadomo, że przy okazji żelu pod prysznic - nie ma tu zbyt większej filozofii. Butelka jest szczelna, co ułatwia korzystanie pod prysznicem. 
Żel pod prysznic ma typową żelową konsystencję, z wykorzystaniem gąbek czy myjek nie trzeba dużej ilości, żeby się całemu umyć, tym bardziej, że żel pieni się w idealnej ilości. Poza tym, muszę przyznać, że żel jest bardzo przyjemny i ma taką jakby jedwabistą konsystencję, która mega przyjemnie otula skórę, co na pewno przekłada się na dodatkową szybką pielęgnację. Z kolei zapach jest bardzo fajny! Cytrusy i pomarańcze zawsze poprawiają mi humor pod prysznicem, sprawiają, że czuję się lepiej i mam więcej energii, co bardzo lubię!


I tak, jak już wspominałam, żel pod prysznic to nie tylko produkt do mycia, ale mogę śmiało przyznać, że ma on też właściwości pielęgnacyjne, mimo tego, że na skórze znajduje się bardzo krótko! Żel myje skórę świetnie, nie podrażnia jej ani nie uczula, nie wpływa w żaden sposób na golenie czy depilację. Jest delikatny, kojący i przyjemny. Jeśli na ciele znajdują się jakiekolwiek rany nie powoduje on dodatkowego pieczenia, fajnie regeneruje podrażnioną skórę. Żel pod prysznic znajduje się na skórze bardzo krótką chwilę, dlatego dla mnie najważniejsze jest to, żeby nie wysuszał skóry - i na tym etapie ja już jestem zadowolona. Jeśli żel dodatkowo dba o skórę to już jest bomba! Na szczęście ten żel fajnie pielęgnuje skórę, lekko ją pielęgnuję, pomaga odbudować barierę ochronną skóry i ma działanie też nawilżające. Wiadomo, że nie jest to działanie, które można przyrównać do balsamu do ciała, ale jak na żel, który rozcieńczony z wodą znajduje się na skórze parę sekund, to i tak jest super!


No i mogę być jedynie zadowolona z tego żelu, naprawdę jest przyjemny w użytkowaniu, przy okazji jest wydajny, a na dodatek pachnie oszałamiająco. Ja właśnie takich zapachów potrzebuję pod prysznicem, potrzebuję naładowania się dobrą energią, potrzebuję się pobudzić i obudzić w sobie jakiś rodzaj optymizmu. A ten żel mi to daje swoim zapachem. No i oczywiście, pięknie dba o skórę, super ją myje, a na dodatek pamięta też i o pielęgnacji. Mamy tutaj nie tylko fajnie oczyszczoną skórę, ale i delikatnie nawilżoną, zregenerowaną i odżywioną, co jest naprawdę ekstra i ważne!


No i jest naprawdę super! Vianek po raz kolejny się super sprawdził, nie tracąc przy tym na jakości, składzie i właściwościach. Naprawdę fajny produkt, który mogę Wam śmiało polecić, bo dam Wam wszystko, czego potrzebujecie!
Jacy są Wasi ulubieńcy jeśli chodzi o prysznic czy kąpiel?

Buźka!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]