Luty 2021r. - denko!

02 marca 2021

 

Hej! Witamy się w marcu, kolejny miesiąc za nami, kolejny miesiąc, który zbliża nas do 100% wiosny i lata, której ja na maksa nie mogę się doczekać. Chociaż pogoda już teraz jest dla nas łaskawa, to ja chcę więcej! haha Ale wraz z końcem i początkiem miesiąca przyszedł czas na denko na blogu!
Muszę przyznać, że w dalszym ciągu jestem w szoku, jak mało produktów zużywam w ostatnim czasie, mimo że mam wrażenie, że nakładam na siebie więcej i używam dużo więcej! Ale powoli, powoli mam nadzieję, że odkopię się z tych ogromnych zapasów, co już mnie naprawdę męczy. Już teraz wiem, że parę produktów mi się pokończy w marcu, co cieszy, ale na razie zostajemy w listopadzie!


Standardowe zużycia, które pojawiają się na blogu tak często, że mam wrażenie, że z niektórymi produktami już mnie wszyscy kojarzycie. Ale zaczniemy od Isana, delikatne mydło Mango Exotic, tym razem jest to opakowanie uzupełniające, bo i tak w łazience mamy konkretny dozownik na mydło tak żeby wszystko ładnie i pięknie do siebie pasowało. A te mydła z Isany to wszyscy wiemy, że są świetne, są tanie, fajnie pachną, super myją, nie wysuszają dłoni i nic więcej od nich nie odczekuję! Kolejna rzecz to Apteo Care, chusteczki do higieny intymnej, znowu świetny produkt, do którego wracam cały czas i który zawsze kupuję w większych ilościach, z tego względu, że muszę zamawiać je online. Ale warto, bo naprawdę fajnie się sprawdzają, nie podrażniają, odświeżają, są po prostu spoko! Denko nie może obyć się bez BeBeauty, płatki kosmetyczne - tak to te z biedronki, najtańsze, a najlepsze i w dodatku najlepiej dostępne. Zawsze są, nie wkurzają mnie, nie drażnią, nie piją produktów kosmetycznych, tylko oczyszczają twarz z makijażu i wszystkich zanieczyszczeń, dla mnie bomba. 


  • Biały Jeleń, mydło w płynie - na początku mojej cukrzycy ciążowej panikowałam o wszystko, w tym nawet o mydło, żeby przed pomiarem nie nakładać na dłonie sztucznych produktów i dzięki temu odkryłam to mydło! Jest fantastyczne! Jeśli ktoś potrzebuję produktów do skóry wrażliwej, atopowej, takiej turbo wymagającej to będziecie zachwyceni tym mydłem. Ono nie tylko ma ekstra właściwości, ale na dodatek nie wysusza dłoni, pielęgnuje je i o dziwo - ładnie pachnie! No i jest wydajne.
  • Biodermic, aloesowa maska w płachcie - już na starcie maska mi się podoba z tego względu, że jest w płachcie, więc jest na maksa wygodna w użyciu. Ma bardzo ładny zapach, płachta jest bardzo nasączona produktem, a skóra po ściągnięciu była w super stanie, a o to właśnie chodzi. Skóra była na maksa zregenerowana, nawilżona, odżywiona i po prostu cacy ;)!
  • LaQ, odprężający, naturalny mus do mycia twarzy, świąteczne praliny - jestem turbo zaskoczona tym produktem, naprawdę fajnie go wspominam, super mył twarz, nie wysuszał jej, ale dało się odczuć, że oczyszczał ją bardzo dobrze, mimo braku drobinek złuszczających, ja miałam wrażenie, że on robi wszystko na raz. Oczyszcza i wygładza, a moja cera wyglądała lepiej w trakcie używania tego musu. Mimo niewielkiej pojemności nie skończył się jakoś bardzo szybko, chociaż fajniej by było gdyby starczył na dłużej, ale produkt sam w sobie jest super!
  • Isana, olejek do włosów, Oil Care Haarol - ja jestem zachwycona działaniem tego olejku już od bardzo dawna i nie jest to moja pierwsza butelka zużyta, ale stwierdziłam, że chcę ten produkt wyróżniać w cudach, żeby rzucił się w oczy. Nadaje się do wszystkiego, do olejowania, do zabezpieczania końcówek, do odżywienia i nawilżenia włosów - po prostu do wszystkiego. Nie przetłuszcza ani nie obciąża włosów, jest ekstra! No i pachnie super! Ja bardzo polecam.
  • Cien, Food For skin, maska-peeling enzymatyczny do twarzy, blask z papają - to jest saszetka, ja saszetek raczej nie daję do cudów, ale ten produkt był ekstra, więc musiałam. Mój zdecydowany faworyt ze wszystkich, jakie kupiłam wtedy. Piękny, czarujący zapach no i super działanie, skóra była cudownie rozświetlona, ale i bardzo wygładzona, ujędrniona i po prostu - na maksa na plus. 


  • Garnir, Botanic Therapy, wzmacniający krem bez spłukiwania, olejek rycynowy i migdał - sama nie wiem, co onim myśleć. Kupiłam ten krem z myślą o powrocie do kręconych włosów, ale jakoś to nie wyszło ostatecznie i dalej latam w prostych, a  tym kremem nie miałam za bardzo co zrobić. Wtedy do kręconych włosów spisywał się nawet okej, ale bez szału. Potem zużyłam go jako podkład pod olej i był też w porządku, ale nie zachwycałam się efektami.


  • StarSkin, nawilżająca maseczka w płachcie do ust - wiecie, co... ja nie zauważyłam żadnych efektów, kompletnie. Nie dość, że dosyć niewygodnie było mi ją trzymać na ustach z tego względu, że była dosyć twarda i sztywna, to jeszcze trochę się przesuwała na ustach, to też nie jest to dosyć wygodne siedzieć ze sklejonymi ustami. Ale, nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że ona nic nie działa. Nie zauważyłam jakiegoś turbo nawilżenia ani niczego, nic, zero, null. 

Takie mamy denko w lutym! Dajcie znać, jak Wasze zużycia i czy znacie któreś z tych produktów :))


Pretty Incredible! *MakeUp Revolution*

27 lutego 2021

 
Hej! Co tam słychać? Jak się trzymacie? mam nadzieję, że standardowo wszystko w porządku! Ja dziś w końcu przechodzę w pełni do makijażu! Dzisiaj idzie na tapet pierwsza paletka marki Makeup Revolution! Nie kupowałam jej tak stricte, kiedyś jakoś przypadkowo wskoczyła mi do koszyka za 1 grosz, więc czemu nie miałabym skorzystać z okazji? Jak myślicie, żałuję?

MakeUp Revolution
Pretty Incredible!


Paleta zawiera 11 cieni w ciepłej kolorystyce, w tym 9 cieni o standardowej pojemności oraz 2 cienie o dużej gramaturze, które mogą być wykorzystywane w makijażu twarzy, jako rozświeltacze. Łączy w sobie cienie matowe, jak i perłowe w odcieniach brązu, miedzi, beżu i rudego. Cienie dobrze aplikują się na powiekę, nie tworzą plam, są trwałe i dobrze się rozcierają. 
Zestawienie kolorystyczne pozwala na stworzenie każdego rodzaju makijażu; dziennego, jak i wieczorowego. 


Tak, jak pisałam paletka trafiła w moje ręce w sumie przypadkowo, ale jak najbardziej na dobre mi to wyszło. Zgadzam się ze wszystkim, co znajduje się w opisie tej paletki. Cienie rzeczywiście są bardzo napigmentowane, są mocne, trwałe i mają przepiękne odcienie! Nie mam uwag ani do cieni matowych ani do tych błyszczących, wszystkie cienie świetnie się spisują na powiece, super można z nimi współpracować i nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Rozcierają się, nie usypują, trzymają się powieki, fajnie się rozcierają i współgrają ze sobą. Tutaj jest, jak najbardziej klasa! 
Są cienie, które można dać na powiekę, mamy opcje, które są w stanie rozświetlić wewnętrzny kącik oczu czy łuk brwiowy, jeśli chcemy przyciemnić zewnętrzny kącik - też nie ma problemu! Chcemy mocniej przyciemnić? Wystarczy dobrać więcej brązowego cienia. Możemy też podkreślić dolną powiekę w szalony, błyszczący sposób albo standardowo delikatnie - klasa.
Wiadomo, że mam cienie mniej lub bardziej ulubione i takie, po które sięgam zawsze, ale paletka jest na tyle uniwersalna, że możecie zrobić każdy makijaż tylko za jej pomocą. Czad!



Macie na swatchach wszystkie kolory podpisane, niżej jest mocniejszy kontrast, bo mój telefon kompletnie nie chciał współpracować. Akurat trafiłam na słabszą pogodę i się męczyłam, żeby cokolwiek uchwycić, ale myślę, że to co widać i tak jest w stanie Wam ewentualnie pomóc, czy podpowiedzieć czy jest to paleta dla Was. 
Przechodząc do makijaży! Od razu mówię, że trochę się namęczyłam robiąc zdjęcia, ale wierzę, że z próby na próbę będzie mi szło coraz więcej i zdjęcia makijaży będą robić wrażenie. Jak zauważycie na razie musiałam rozkminić sam telefon, jak on zadziała i co mi może pstryknąć. Ale spoko, człowiek uczy się cały życie, a nie nauczy się, jak nie będzie próbować! Dlatego też walczę z makijażami!


1) Standardowy makijaż to u mnie właśnie jasny cień na powiekę i lekko przyciemniony zewnętrzny kącik. Bez szaleństw, bez kombinowania, to jest taki mój standardowy makijaż, kiedy chcę podkreślić oko, ale nie chce mi się spędzać nad makijażem całego dnia.


2) Tutaj dodałam już trochę więcej koloru. Zmieszany róż/morela na powiekę, do tego odrobina fioletu (którą dodaję często, bo wiem, że super wyciąga zieloną tęczówkę) no i przyciemniony zewnętrzny kącik. Makijaż jest dosyć podstawowy, ale jednak dzieje się tutaj coś więcej.

3) Nie miałam za bardzo możliwości ani czasu, żeby wykonać jakiś mocniejszy makijaż tą paletką, wiecie człowiek siedzi w domu to trochę ma lenia! Ale na swatchach możecie zobaczyć te błyszczące cienie miedziane i fioletowe, za pomocą których naprawdę można zrobić wow na oczach, tym bardziej na moich zielonych tęczówkach.


Podsumowując, przyznam, że z paletki jestem bardzo zadowolona! Jest samowystarczalna, na moje potrzeby, jak najbardziej się nadaje i spełnia wszystkie moje wymagania. Najważniejsze, że nic się nie roluje, nic nie osypuje, a i makijaż nie znika z twarzy, co jest bardzo ważne. Więc ja tę paletkę bardzo polecam!

Przy okazji polecam:

Dajcie znać, jaka jest Wasza ulubiona paletka!


Moje pierwsze objawy ciąży!

23 lutego 2021

 
Hej! Standardowe pytanie, co tam słychać, jak tam? Bo ja wierzę, że zima już do nas nie wróci, że będzie coraz cieplej, fajniej, słoneczniej i w ogóle -ej! Marzę o tym, żeby założyć ramoneskę, trampki i śmignąć gdziekolwiek i nie stresować się tym, że zaraz wywalę na śniegu, haha. Życie! Dlatego rozkoszuję się każdym promieniem słońca, których dzisiaj jest akurat niewiele.
A dzisiaj zaczynamy teksty na temat ciąży i tutaj jeden z pierwszych wpisów musi być na temat objawów! Nie będę pisać o standardowych objawów, że wymioty, brak okresu, podwyższona temperatura, bo o tym każdy wie. Bardziej skupię się na takich dziwnych objawach, które były tak specyficznie, że od razu wiedziałam, że coś tam się dzieje w środku. A też każdy ma inne objawy, u każdego też pojawiają się w różnych momentach, więc myślę, że dla niektórych to może być ciekawe tak jak dla mnie były, kiedy się ich doszukiwałam ;).


Jak coś to liczę tygodnie ciąży standardowo, od ostatniej miesiączki mając owulację po ok. dwóch tygodniach, więc dla ciekawskich 3-4 tydzień według miesiączki to taki 1-2 tydzień faktycznej ciąży.

PIERWSZE OBJAWY CIĄŻY
*3-4 tydzień ciąży, czyli zanim zrobiłam test

*wewnętrza chęć zwolnienia i odpoczynku
Wiecie, co to było na maksa dziwne dla mnie. Poważnie, już na samym początku jakoś tak podświadomie czułam, że warto zwolnić, przestać biec i więcej odpoczywać. Zawsze byłam osobą, która wychodziła na ostatnią chwilę na mpk, a bieganie nie było dla mnie żadnym problemem. A już w 3 tygodniu ciąży biegnąc na mpk zwalniałam i kminiłam 'Trudno, najwyżej pojadę następnym' i jakkolwiek nie znoszę się spóźniać, tak wtedy spóźnienie się nie było dla mnie problemem, trudno - dam radę. Miałam tak nie raz, aż w końcu zaczęłam wychodzić wcześniej na autobusy i tak było mi jakoś lżej na duszy. 

*rezygnacja z gazowanego
Ja się bardzo łatwo uzależniam od batoników, napojów czy innych smakołyków. Prawie zawsze mam coś, co muszę zszamać czy wypić, bo tak. Pisałam Wam o moim POST - wyzwaniu, w którym przestałam pić energetyki na dobre i tak po pewnym czasie padło na colę. Więc nic nowego, nic dziwnego piłam colę codziennie do momentu, jak wróciliśmy z Zakopanego i nie kupiłam ani jednej. Nie miałam ochoty, nie czułam potrzeby, nawet jak stała jakaś w lodówce to jej nie piłam, jak ręką odjął.


*wrażliwość na zapachy
To jest dość typowy chyba objaw ciąży, ale mam wrażenie, że u mnie to było nasilone do poziomu max. Serio, miałam tak wrażliwy nos, że szok. Nawet nie chodziło o to, że mi rzeczy śmierdziały, tylko po prostu pachniały tak intensywnie, że mnie to drażniło. I to mogło być wszystko, piwo, chipsy, marynowane mięso, gyros, buraczki itd. 
Story time: to już co prawda było później niż 3-4 tydzień, ale wyobraźcie sobie, że w nocy nie mogłam spać, jak mój mąż marynował mięso i na noc wkładał je do lodówki owinięte wszystkim, żeby mi nie przeszkadzało, a ja to w dalszym ciągu czułam.. szok!

A potem już zrobiłam test ciążowy, badanie beta-hCG, poszłam do ginekologa i się zaczęły inne typowe ciążowe szaleństwa, o których myślę, że wspomnę przy okazji mojego samopoczucia w trakcie I trymestru.

Dajcie koniecznie znać, co Was zaskoczyło, a może nic. Koniecznie napiszcie, czy miałyście jakieś dziwne objawy przed zrobieniem testu, które mogłyby być uznane za objaw ciąży? :) Jestem mega ciekawa, jakie są Wasze spostrzeżenia!


Czy L'Oreal da nam trwałą objętość, jaką obiecuje?

20 lutego 2021

 
Dzień dobry! CO tam u Was słychać? Czy u Was też tak cudownie świeci słońce i się robi powoli tak cudownie i wiosennie? Mam nadzieję, że tak i że cieszycie się z tego tak samo, jak i ja. Jest klasa i niech ten śnieg topnieje jak najszybciej ;)! Korzystajmy z pięknej pogody, bo jest tak przyjemnie na maksa, że ja się aż nie mogę nacieszyć!
A dzisiaj mamy tematykę włosów! Ostatnio na wizaż otrzymałam zestaw produktów do testowania, w tym szampon i odżywkę od L'Oreal, które mają nadać włosom szaloną objętość! Więc najwyższy czas na recenzję, enjoy!

L'Oreal Professional Volumetry
duet dodający objętości


Szampon i odżywka dedykowane są włosom cienkim, pozbawionym objętości i witalności. Mają załatwić problem włosów wiotkich, delikatnych. Będą idealne, żeby zapomnieć o płaskiej i oklapniętej fryzurze! Polimery zawarte w tych kosmetykach to unikalne połączenie aktywnych składników nadającym włosom nie tylko objętości, ale i sprężystości. Poza tym, kwas salicylowy wzmacnia i utrwala efekt zwiększonej objętości. Technologia Volumetry składa się z Intra-Cyclane, HydraLight wzbogacona, kwas salicylowy. 
Szampon delikatnie umyje włosy, oczyści je z pozostałości produktów stylizacyjnych oraz zanieczyszczeń środowiska. Kompleks Volumetry wnika wewnątrz włosa. Natomiast, odżywka buduje trwałą objętość fryzury od nasady po same końce, nie obciążając zbytnio włosów.

Trzystopniowy program Volumetry gwarantuje trwałą, wspaniałą objętość włosów od nasady po same końce. Fryzura będzie bujna i pełna witalności przez długi czas.

Ogólnie mogę przyznać, że bardzo podoba mi się estetyka tych kosmetyków. Są naprawdę ładnie i konkretnie wykonane. Co prawda na szamponie średnio z doczytaniem się przez dosyć przeźroczystą butelkę, ale to aż tak nie przeszkadza, bo ja się nie wczytuję za bardzo. Wszystko śmiga, wszystko dobrze działa, zamknięcie jest dosyć solidne, chociaż trzeba dopilnować, żeby na pewno domknąć szampon, zdarzyło mi się tego nie dopilnować, ale na szczęście nic się nie polało. 
Poza tym, znajdziecie jest w wielu różnych drogeriach, stacjonarnych jak i internetowych. Kosztują różnie od 30-50zł, co mało nie jest, ale od razu mogę wspomnieć, że są mega wydajne, więc to się jakoś w czasie na pewno lepiej rozłoży. 
Używam tego duetu już od dłuższego czasu i mam pewne spoko spostrzeżenia!

SZAMPON

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Mipa-Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, PEG-18 Castor Oil Dioleate, Propylene Glycol, PEG-55 Propylene Glycol Oleate, Persea Gratissima Oil / Avocado Oil, Laureth-5 Carboxylic Acid, PPG-5-Ceteth-20, Sodium Benzoate, Laureth-2,polyquaternium-53, Salicylic Acid, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Citral, Benzyl Alcohol, Hydroxyethyl Urea, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum.

Sposób użycia: należy rozprowadzić na mokrych włosach, delikatnie wmasować, spienić i obficie spłukać. 


Konsystencja szamponu jest dosyć rzadka i pachnie dla mnie trochę ziołowo, ale też i dosyć kosmetycznie, fryzjersko i tak profesjonalnie. Bardzo dobrze się pieni i super rozprowadza się po całej głowie, co mi się mega podoba! Muszę przyznać, że fajnie oczyszcza włosy ze wszystkiego, nie jest to turbo oczyszczenie, że włosy aż piszczą po użyciu, ale jest takie idealne, jak na domowe warunki. Nie plącze włosów, nie sprawia, że są szorstkie i nie przetłuszcza ich dodatkowo. Chociaż ja obecnie i tak rzadko myję włosy i nie wiem czy to zasługa ciąży czy produktów, ale można wziąć to pod uwagę.

ODŻYWKA

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Animopropyl Triethoxysilane, Starch Acetate, Cetyl Esters, Isopropyl Alcohol, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Chlorhexidine Digluconate, Hydroxyethyl Urea, Geraniol, Parfum.

Sposób użycia: należy aplikować pasmo po paśmie delikatnie wmasowując produkt, pozostawić na włosach na 1-3 minuty, dodać niewielką ilość wody, zapienić i dokładnie spłukać.


Odżywka już ma cięższą konsystencję, wiadomo, ale ma to wpływ na to, że mi jest ciężko ją wycisnąć z butelki. Opakowanie jest też dość grube i twarde, więc za każdym razem trochę się z tym siłuję, ale spoko - da się przeżyć. Zapach już nie jest ziołowy, pachnie tak nawet kwiatowo, słodko, ale już bardzo kosmetycznie i fryzjersko i bardzo mi się podoba. Mimo wszystko odzywka nie spływa z włosów, ja ją nakładam solo, wczesuję i chwilę trzymam, a w tym czasie zazwyczaj staram się coś ogarnąć, poukładać w miarę możliwości.
Odżywka fajnie oddziałuje na włosy, sprawia, że są miękkie, gładkie i bardzo miłe w dotyku. Poza tym, są też takie mega mięsiste, co na pewno przenosi się na ich objętość. Odżywka znowu nie obciąża włosów (co prawda nie nakładam jej od nasady), nie przetłuszcza ich i nie robi im nic złego, więc to jest jak najbardziej fajne!

SZAMPON I ODŻYWKA JAKO DUET

Oczywiście po odżywce nie mogę zostawić włosów solo. Potem musi wjechać jeszcze dodatkowa maska, olejki, odżywki w sprayu itd. Pielęgnacji nie zmieniam, zostawiam tak jak zawsze, zmianą jest tylko szampon i odzywka i tak jest mi mimo wszystko najlepiej zauważyć różnicę w produktach. 

Muszę przyznać, że włosy rzeczywiście zyskują turbo objętość, którą aż by się chciało ujarzmić! Próbowałam na kręconych włosach i też efekty były w miarę okej, chociaż na kręcone włosy nie jestem jeszcze gotowa. Ale włosy są super, objętościowo jest czad, są odbite u nasady, wydaje się, że jest ich dużo więcej, a wcale nie oznacza to, że włosy są spuszone, każdy w inną stronę i są trudne do ogarnięcia. Mi to się na maksa podoba! 
Nie zauważyłam dodatkowego wysuszenia włosów czy coś, włosy są w tak samo super kondycji, więc ja jestem zadowolona!

Czy duet jest wart swojej ceny? Zależy co kto lubi, wiadomo. Dla niektórych to może być turbo sztos i cudowny produkt, a wiem, że dla niektórych efekty mogą być takie meehh. Musze przyznać, że duet robi to co ma robić, objętość jest, włosów wizualnie jest więcej i jest super. Ja jestem zadowolona, ale na chwilę obecną też nie jest to produkt pierwszej potrzeby u mnie, bo w ciąży nie znoszę myć włosów, więc im rzadziej tym lepiej, a i też nie hasam nigdzie, żebym miała się pochwalić czadową fryzurą, więc tutaj średnio mi to określić. Ale obstawiam, że w denku powiem już coś więcej, bo na pewno starczą mi na długo ;)!


A jaki jest Wasz ulubiony duet do włosów? Produkty i marki - dawajcie znać!


Dermacol, jeden z mocniejszych bronzerów ever

17 lutego 2021


Hej! CO tam u Was słychać? Kurczę tak ucieka dzień za dniem, że ja już powoli tracę rachubę i zaczynam panikować, że tak mało czasu mi zostaje na ogarnianie wszystkiego, co trzeba - szok! Ale fajnie, niech czas leci, niech zima znika i niech będzie wiosna, piękna, ciepła i słoneczna! Tak się zastanawiam, czy jest tutaj ktoś, kto jednak uwielbia zimę i chciałby, żeby ten śnieg został z nami jak najdłużej? :)
A dzisiaj lecimy dalej z kosmetycznymi wpisami, tym razem wejdziemy ponownie w kolorówkę, której na szczęście u mnie jest coraz więcej i cieszę się, że ogarniam na tyle, żeby móc wrzucać takie wpisy! Jeszcze trochę i przejdziemy do makijaży, a i może jakimś cudem tak się w tym podszkolę, że sama dla siebie będę umiała coraz ładniej i lepiej malować! Ale zaczynamy od konturowania, które uwielbiam i od paletki z Dermacol'u! 

Dermacol, paleta do konturowania


Paleta posiada 4 odcienie o mocnej pigmentacji oraz dzięki niej uzyskamy zróżnicowane wykończenie. Paletka pomoże nam wykonturować twarz, podkreślają urodę, a ukrywając niedoskonałości. Paleta składa się z dwóch bronzerów o jaśniejszym i ciemniejszym odcieniu oraz 2 produktów do podkreślania kości policzkowych - matowym oraz błyszczącym. Jedwabista formuła pozwoli na łatwą aplikację, a odcienie są odpowiednie do każdego typu urody. 

Rozświetlacz - wysmukla twarz, nadaje skórze naturalny i świeży blask, poleca się używać go na kości policzkowe, łuk brwiowy, łuk kupidyna, nos i brodę.
Bronzer - sprawia, że konkretne partie wydają się węższe (jak np. czoło), nadaje twarzy wyrazistości, podkreśla rysy, a także nałożony pod kośćmi policzkowymi optycznie uwypukli je, wyszczupli twarz i nada twarzy bardziej wysublimowanego wyrazu.
Róż - nakładany na koniec makijażu, nie powinno być go zbyt dużo, warto rozcierać kontury, zaczynając od czubka kości policzkowych w kierunku skroni.

Paleta jest w dwóch różnych wersjach, jedna jest z różem, ja posiadam tą z rozświetaczami. 


Zaczniemy od ogółu, czyli opakowania, które jest proste, zwykłe, ale jak najbardziej ładne, estetyczne i w moim guście. Dobrze się je otwiera, nic się nie zacina, też na pewno nie jest tak, że się samo nagle gdzieś otworzy. Jest bardzo solidne, a to duże lusterko dołączone do opakowania jest sztosem. Ja uwielbiam, bo daje mi ono możliwość zrobienia w nim całego makijażu, co jest sztosem.
Produkty w tej palecie są naprawdę fajnej jakości, są mega miękkie, aksamitne, delikatne, ale zarazem ta pigmentacja jest turbo mocna! Jak pierwszy raz się malowałam tą paletą to zrobiłam sobie mega plamy, bo nie spodziewałam się takiego super efektu! Każdy produkt daje mocny efekt, więc wystarczy niewielka ilość, żeby było widoczne to konturowanie na twarzy. 



Jak widzicie po swatchach odcienie są bardzo mocno napigmentowane, nawet te jasne odcienie, które mogą dawać mega delikatny efekt, też są bardzo wyraziste. Dodatkowo odcienie same w sobie są bardzo miękkie i aksamitne, Nie trzeba mocno przyciskać, trzeć, żeby cokolwiek się nabrało, tak samo, kiedy używamy pędzli do makijażu. Nie ma potrzeby mocnego majstrowania w palecie, bo im mniej tym lepiej!
Efekt jaki można uzyskać tą paleta na twarzy jest naprawdę super. Co prawda najpierw każdy musi się trochę jej 'nauczyć'. Warto sobie rozkminić ile produktu nabierać na pędzel, żeby robić to stopniowo, bo inaczej można skończyć z mocnymi plamami. Ale jak już ogarniemy, co i jak to będzie wow! 


Bronzery nadają twarzy super naturalny efekt wyszczuplenie, podkreślenie, wysmuklenia. Poza tym, uzyskamy taki efekt wyrazistej i konkretnej. Cała uroda jest fajnie podkreślona, szczególnie nasze rysy twarzy. Jeśli ktoś woli mocniejszy czy delikatniejszy efekt, na pewno go uzyska, paleta nadaje się i na co dzień i na wieczór.
Inna sprawa to rozświetlacze. Ja jestem ogromną fanką błysku na twarzy, zawsze daję bardzo dużo glow, rozświetlam sobie wszystko, co się da. Ten drugi odcień jest piękny, błyszczący, wpada w dość żółte i chłodne tony, mimo że ja zazwyczaj idę w cieplejsze, to takie mroźne rozświetlenie twarzy tez mi się na maksa spodobało. Jakoś tak inaczej twarz wygląda, w dalszym ciągu świeżo, zdrowo, ale mamy pewną odskocznię, co jest fajne. Nie mam za bardzo, co zrobić z matowym jasnym odcieniem. Jedyny pomysł jaki na niego mam to ewentualnie rozjaśnienie okolic pod oczami raz na jakiś czas przydaje mi się taki produkt Aczkolwiek skupiam się na tych trzech, dwóch bronzerach i rozświeltaczu i jestem zadowolona. Chętnie przyjmę paletkę z różem, wtedy byłaby dla mnie turbo idealna. 



Jak widzicie, ja jestem mega zadowolona z tej paletki! Brakuje mi w niej tego różu, który podmieniłabym za ten jasny i matowy odcień, jeszcze gdyby był takie idealny podkrojony pode mnie to już w ogóle bym była zachwycona, ale nie ma tego złego, bo Dermacol ma też super róż w kulkach, który również uwielbiam! 
Paletka idealnie nadaje się również na wyjazdy, dzięki kompaktowemu opakowaniu i mimo wszystko ogromnemu lusterkowi możemy pomalować się nią zawsze i wszędzie, co jest super. O wydajność też się nie musimy martwić. Natomiast jakość produktu jest świetna, konturowanie nie ściera się i nie znika z twarzy w ciągu dnia, a i też nie zauważyłam, żeby na grubszych imprezach coś mi brakowało nagle na twarzy, więc tutaj jest czad!