Garnier Ambre Solaire Ideal Bronze Olejek przyspieszający opalanie SPF30

08 czerwca 2026


Dzień dobry! Jak się macie? Jak powrót do pracy, jak nowy tydzień? Jak działacie, co działacie? Powiem Wam, że ten czerwiec jest bardzo inny, bardzo dużo się dzieje, pogoda jest w kratkę, raz słońce, zaraz burza, a potem mega gorąc i naprawdę niewiadoma, co można planować, a z czym trzeba się wstrzymać. Szok, mam nadzieję, że niedługo latko do nas zawita na dobre, bo ja chciałabym Wam dzisiaj napisać o produkcie do opalania!
A dokładniej o produkcie, który przyspiesza opalanie! Garnier ma w swojej ofercie olejek, Ambre Solaire Ideal Bronze przyspiesza opalanie i posiada SPF30. Używałam go rok temu, kiedy zauważyłam, że ja potrafię się opalić i miałam dość duże oczekiwania, jak myślicie, jak się sprawdził?


Garnier Ambre Solaire Ideal Bronze
Olejek przyspieszający opalanie SPF30





Olejek znajduje się w bardzo przyjemnym opakowaniu, mamy tutaj kolorystykę sugerująca już piękną, złotą opaleniznę. Super butelka ze specyficznymi bokami, które ułatwiają użytkowanie i trzymanie w dłoni, tym bardziej kiedy jesteśmy na plaży i mamy już tłuste ręce. Na opakowaniu mamy najważniejsze informacje, chociaż tutaj wiadomo, nie ma wielkiej filozofii, co i jak używać. Mamy też pompkę, która bardzo ułatwia nakładanie olejku na ciało. 
Olejek ma konsystencję typową olejkową, nie jest jakoś bardzo tłusta i klejąca, ale też nie jest to suchy olejek. W dalszym ciągu jest w porządku, nie przykleja nam się wszystko do skóry, jest naprawdę fajnie. Dodatkowo olejek ma typowy zapach, ładny, który umila nam opalanie się i wylegiwanie w słońcu.



Powiem Wam, że ja oczekiwałam od tego olejku tego, że już po 1 razie będę opalona i w ogóle będzie szał ciał, ale prawda jest taka, że ten SPF30 naprawdę chroni! To nie jest tak, że mniejszy ochrona przeciwsłoneczna sprawi, że będzie zjarane, szok! Po pierwszym razie nie było nic, zero czerwonego śladu, ale z każdym kolejnym opalaniem się pojawiała się coraz ładniejsza brązowa opalenizna. Wszystko zdrowo, powoli, bo z odpowiednimi kosmetykami, dla mnie bomba! 
Olejek sprawia, że skóra przyciąga słońce, ale nie staje się poparzona, w dalszym ciągu znajdują się na niej ochronne filtry, które robią robotę i chronią naszą skórę przed tym szkodliwym promieniowaniem. Skóra staje się opalona, ale w dalszym ciągu jest nawilżona, odżywiona, nie staje się wysuszona ani podrażniona, nie męczymy się z czerwoną i piekącą skórą, wszystko tutaj jest tak, jak być powinno!



Ja jestem bardzo zadowolona z działania tego olejku, nie dość, że mamy całkiem spoko ochronę przeciwsłoneczną i przed promieniowaniem UVA, jak i UVB to w dalszym ciągu możemy mieć piękną, brązową opaleniznę. Skóra zyskuje piękny złocisto brązowy odcień, a w dalszym ciągu jest nawilżona i w super stanie, miękka oraz gładka! W tym roku na na pewno się znowu skusze na taki olejek, tym bardziej że już powoli staje się opalona, więc może być tylko lepiej.


Takie cuda, jak zawsze znajdują się w boxach od Pure Beauty, bo oni doskonale wiedzą, co i kiedy jest mi potrzebne. Uwielbiam to, bo przynajmniej wiem, że jestem idealnie zaopatrzona i mam wszystko, czego mi trzeba. Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do opalania? Dajcie mi znać!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]
 

Mixa multifunkcyjny krem kojący - Panthenol Comfort

06 czerwca 2026


Witam się z Wami ponownie w ten piękny weekend. U nas się dzieje, a to urodziny, a to odwiedziny albo Dzień Dziecka. Naprawdę jestem w szoku, jak wiele ostatnio imprez jest dookoła, co chwilę coś, co chwilę gdzieś - no szok! Ale mega fajne jest to, że teraz naprawdę jest dużo opcji, gdzie można pójść z dziećmi i zapewnić im po prostu atrakcje. 
A ja Wam powiem, że w tym roku planuję nie mieć białej skóry, ale też chcę opalić się w naturalny i zdrowy sposób! W tamtym roku namiastkę tego dała mi marka Mixa, która za pomocą balsamu do ciała przemieniła czerwoną opaleniznę w coś ładnego, więc w tym roku, jak skończyłam z czerwoną skórą - wiedziałam, że muszę sięgnąć właśnie po tę markę! Mamy tutaj multifunkcyjny krem kojący i naprawdę jest się czym zainteresować!


Mixa multifunkcyjny krem kojący
Panthenol Comfort





Mój krem znajduje się w dość niskim słoiczku, mam tutaj mniejszą pojemność, ale ten krem znajduje się w różnych opakowaniach, więc fajne jest to, że każdy może wybrać dla siebie odpowiednie opakowanie, w tym opakowanie z pompką. Na opakowaniu są najważniejsze informacje i wszystko tutaj działa bez zarzutu. Opakowanie można mocno zakręcić i wszystko jest szczelne, co jest super. 
Konsystencja jest dość gęsta, jest to taki krem, który ma zbitą konsystencję, ale przekłada się to na wydajność. Zapach jest lekko ziołowy, nie jest jakiś przepiękny, ale jest na tyle ciekawy, że ja go lubię. podoba mi się, na mnie działa jak aromaterapia i ja się relaksuję, kiedy go wącham.



Ja tego kremu używam codziennie wieczorem. Kiedyś byłam ogromnym antyfanem takich opakowań, ale teraz radzę sobie po prostu za pomocą szpatułki lub łyżeczki i wszystko gra, a ja jestem zadowolona. Ten krem ma gęstą konsystencję, ale w dalszym ciągu mega wygodnie się ją rozsmarowuje po skórze. Wystarczy dosłownie garstka i nagle cała skóra jest wybalsamowana. 
A po nałożeniu skóra jest niesamowicie miękka, gładka i super nawilżona, jak i odżywiona. Ten krem naprawdę super wpływa na skórę, odżywia ją i sprawia, że jest w genialnym stanie. Muszę też się pochwalić, że w końcu mam jakąś opaleniznę. Ja nie wiem, zawsze się męczyłam ze schodząca skórą i plamami, ale teraz wystarczy Mixa, a ja mam opalone ręce, opalone dłonie, zero schodzącej skóry, pieczenia i zdychania. Ten krem praktycznie po pierwszym razie przyniósł mi ogromną ulgę, ukojenie, jak i niesamowitą regenerację. Jestem zachwycona!



Jestem tak bardzo zachwycona, że aż chyba brak mi słów. Ten krem robi wszystko, co ma robić, daje ukojenie, nawilżenie, jak i mocną regenerację, po opalaniu jest to rewelacyjny produkt, który uratuje każdą skórę, jak i opaleniznę. No ten krem jest boski, ona ma super konsystencję, produkt jest tak konkretny i daje skórze wszystko! Ten krem jest świetny i będę go polecać każdemu. Ja się cieszę, bo mam ładnie opaloną skórę, ale przy okazji nawilżoną i odżywioną, no czad.


Krem ma jeszcze taki plus, że każdy może go sobie kupić w takim opakowaniu, w jakim mu pasuje, mamy opcję większej pojemności lub z pompką, więc naprawdę jest to hit! Ja polecam, a teraz na lato i to słońce, które już niedługo nas nawiedzi to będzie mój produkt numer 1 - zdecydowanie! Jak ja się cieszę, że Pure Beauty ma w swoich kosmetykach takie cuda!



[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie byłą wymagana]

Reprintic krem do codziennej pielęgnacji tatuaży

04 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Znowu mamy długi weekend, tzn. znowu ja mam długi weekend, ale tym razem jest dla wszystkich! Co robicie? Jakie macie plany? pojechaliście gdzieś, czy odpoczywacie w domu? U nas imprezowo, bo nadszedł czas na urodziny córki, co prawda choroby trochę pokrzyżowały nam plany, ale nie poddajemy się, trzeb sprawić, żeby ten dzień był dla niej wyjątkowy mimo wszystko, więc wierzę, że będzie fajnie!
A dzisiaj mam dla Was produkt do tatuaży, ja mam w sumie już pięć tatuaży i jeden bardzo świeży bo zrobiony jakoś 3-4 miesiące temu! Wszystkie moje tatuaże mają mniejsze lub większe znaczenie, ale jakieś mają i w sumie o niektóre dbałam mniej, a o niektóre bardziej. Ten zrobiony teraz jest jednym z najważniejszym, więc o niego chcę dbać i zależy mi, żeby utrzymać jego dobrą jakość. Dlatego ucieszyłam się, że w Pure Beauty był produkt do tatuaży! Nie znam żadnych marek, które specjalizacją się w pielęgnacji tatuaży, więc cieszę się, że mogę poznać markę Reprintic i ich krem.


Reprintic krem do codziennej
pielęgnacji tatuaży





Krem znajduje się w dość wąskiej tubce, która jest bardzo wygodna w użytkowaniu, ma fajny ergonomiczny kształt, dzięki czemu idealnie siedzi w dłoni. Opakowanie jest dość proste, ale to piórko robi wrażenie i zwraca uwagę, uwielbiam tatuaże w takim stylu - bardzo mi się podobają. Opakowanie ma zamknięcie na zatrzask, nie zacina się i nie otwiera.
Konsystencja jest kremowa, dosyć gęsta, niewielka ilość wystarczy do pokrycia całego makijażu, nie ma potrzeby dokładania kolejnych warstw, bo tutaj jedna cienka w zupełności wystarczy. Krem ma delikatny zapach, praktycznie niewyczuwalny. 



Tak jak pisałam wcześniej, mam już dość sporo tatuaży, pierwszy najstarszy ma już z 15 lat, a najświeższy parę miesięcy. Jakościowo te tatuaże się różnią, niektóre są rozlane, niektóre, czasem coś tu poszło nie tak, ale ja uważam, że każdy tatuaż nieważne jak wygląda niesie za sobą jakąś historię i dla mnie lekcje i uwielbiam je wszystkie. Są takie, do których nie mam dostępu i nawet nie wiem, jak wygląda, ale wszystkie są czarne, bez koloru.
Kremu używałam na starych tatuażach, żeby je trochę ożywić, żeby wzmocnić ich kolor, żeby wyglądały bardziej świeżo. Używałam go głównie raz dziennie, czasem zdarzyło się dwa razy dziennie, jak akurat byłam w domu. Tatuaże wyglądały ładniej, miały zdecydowanie mocniejszy kolor, czarny wyglądał na świeższy i naprawdę byłam pod wrażeniem, że kremowi udało się podbić i nasycić ten kolor tatuażu. Nie jest to też jakiś mega spektakularny efekt, tatuaże nie wyglądają jak nowe i te rozlane w dalszym ciągu są rozlane, ale i tak jestem zadowolona. 



Mam wrażenie, że wytatuowana skóra potrzebuje specjalnej ochrony ze względu na to, że jednak tatuaż to rana, wprowadzenie tuszu pod skórę, co ma swoje plusy wizualne, ale i na pewno minusy, więc o te skórę trzeba dbać, a o tatuaże też jeśli chcemy, żeby wyglądały ładnie cały czas! Pamiętamy o ochronie SPF, ten krem ma SPFna poziomie 15 co dla mnie jest zdecydowanie za mało, więc w ciągu dnia w słoneczne dni zdecydowanie stawiam na 50, ale fajnie, że jest cokolwiek. Czasem jak się spieszymy lepsze to niż nic. Krem daje mi poczucie, że robię coś więcej, że się staram, pomaga mi wyrobić nawy dbania o te tatuaże od nowa, bo nie oszukujmy się o niektórych zapomniałam. 
Ten krem jest wydajny, nie podrażnia i nie uczula, jest też bardzo przyjemny dla skóry. Najważniejsze jest też to, że ładnie nawilża i odżywia skórę, regeneruje ją i dba. 


Fajnie! Ciekawa jestem, jakie są inne produkty, ale i myślę, że ten krem mógłby się wykazać przy kolorowych tatuażach i wtedy efekt byłby naprawdę fenomenalny i na maksa widoczny! Nie mam możliwości tego sprawdzić, ale fajnie podbił czerń, więc inne kolory tym bardziej by się tutaj wzmocniły. Jest tu osoba, która korzystała z tego kremu przy kolorowych tatuażach> Dajcie znać, jak Wasze odczucia !


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Amaderm delikatny syndet do mycia twarzy i ciała

02 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Wróciłam! Cała i zdrowa, zadowolona, trochę niewyspana, ale nawet wypoczęta! Korzystałam z tego czasu bez dzieci, może nie tak, jakbym to zrobiła normalnie, bo jednak wieczór panieński rządzi się swoimi prawami, ale takie dwa dni były mi mega potrzebne! Jestem też z siebie dumna, bo przejechałam dosyć sporo sama samochodem, co daje mi skilla w prowadzeniu, więc się cieszę dodatkowo.
A dzisiaj mam dla Was markę, która dla mnie jest tajemnicą w dalszym ciągu, mimo że lubi pojawiać się w pudełkach Pure Beauty, a mowa tu o Amaderm. Mam dzisiaj dla Was do opisania produkt, który jest syndetem, i nadaje się do mycia twarzy i ciała. Nowa dla mnie nazwa, a produkt uniwersalny, bo mogę go użyć na parę sposobów, a wiecie, że bardzo lubię takie rozwiązania, a na dodatek nadaje się do stosowania u dzieci od 1go dnia życia. 


Amaderm, delikatny syndet
do mycia twarzy i ciała





Syndet do ciała oraz twarzy znajduje się w dość dużym opakowaniu, mamy tutaj aż 4000ml, co naprawdę sprawia, że produkt jest wydajny, ale jest to zdecydowanie na plus, jeśli możemy używać jednego produktu do twarzy, jak i ciała. Butelka jest wyposażona w pompkę, więc wygodne jest używanie produktu, ja uwielbiam. Na opakowaniu mamy wszystkie najważniejsze informacje, a sama butelka jest dość prosta, ale estetyczna, przejrzysta i wszystko jest jasne i logiczne. 
Syndet ma bardzo zwykłą konsystencję, lekko żelowa, trochę wodnista, ale bardzo fajnie sprawdza się do mycia ciała, jak i skóry twarzy. Zapach jest bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny, co jest ogromnym plusem dla osób ze skórą wrażliwą. Ja jednak jestem osoba, która lubi ładne zapachy. 



Głównie używam tego syndetu do mycia twarzy, a mianowicie do zmywania makijażu z użyciem odpowiedniej gąbeczki. Musze przyznać, że naprawdę super się sprawdza w tej funkcji, makijaż jest zmyty w całości, bardzo dokładnie, nie tylko makijaż twarzy, ale i makijaż oczu. Nie powoduje łzawienia, nie powoduje podrażnienia oczu, za to fantastycznie zmywa cały makijaż i z tego jest na maksa zadowolona! Po użyciu co prawda skóra jest lekko ściągnięta, ale ja mam zawsze pod ręką nawilżające mgiełki do twarzy i nimi się ratuję. Skóra w dalszym ciągu jest miękka i gładka w dotyku, co jest naprawdę super!
Pod koniec używałam też i do mycia ciała, skończył się mój żel pod prysznic, a stwierdziłam, że mogę szybciej umyć wszystko, skończyć produkt i zacząć testowanie dwóch nowych produktów, a ja to uwielbiam. Do mycia ciała też się fajnie sprawdził. Pienił się bardzo delikatnie, ale wystarczająco, żeby móc się umyć. 



Syndet do mycia twarzy i ciała bardzo fajnie się sprawdzał. Uwielbiam to, jak zmywał makijaż, robił to naprawdę bardzo dokładnie, skutecznie i szybko. Uwielbiam taki demakijaż, tym bardziej wieczorem, kiedy jestem turbo zmęczona! Nie przeszkadza mi lekkie ściągnięcie skóry, bo mam arsenał kosmetyków, którymi jestem w stanie to podratować. Cieszę się, że od kiedy używam tego syndetu moja skóra jest w naprawdę w fajnym stanie. Jeśli chodzi o ciało to wygodne było używanie jednego produktu do mycia twarzy, jak i ciała, ale zdecydowanie w tej funkcji wolę produkt pachnący wszystkim, co się da, uwielbiam perfumowane prysznice, kiedy zapach unosi się i czuć go nawet długo po. Syndet sprawdził się naprawdę fajnie! Wygodnie jest używać jednego produktu do kilku funkcji, co byłoby świetne też i na wyjazdach.


Jestem bardzo ciekawa produktów marki Amaderm, ciekawa jestem jakby się sprawdził kosmetyk stricte przeznaczony do skóry twarzy, myślę, że marka jeszcze może nas zaskoczyć czymś naprawdę świetnym! A jeśli znacie jakiś produkt warty uwagi, koniecznie dajcie mi o tym znać! Demakijaż z tym cudeńkiem to czysta przyjemność.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]


Denko! maj 2026r.

31 maja 2026

 
Dzień dobry! I mamy koniec miesiąca! Jak żyjecie? Ja jestem w szoku, że ten czas tak szybko leci i że już praktycznie minęło. Musze zacząć planować wakacje, nasze wyjścia, wydarzenia, imprezy, stroje i całą resztę, a po prostu nie mam na to czasu. Tak dużo rzeczy to się chyba jeszcze nie działo, a będzie jeszcze więcej, to dopiero delikatny początek. Chociaż nie ukrywam, wyczekuję września, aż znowu wszystko się uspokoi, nadejdą długie wieczory i będę mogła odpoczywać. Ja wiem, dobrze się lato nie zaczęło, a ja już o długich wieczorach, ale no cóż!


Ale nie zwalniamy tempa, ani jeśli chodzi o nasze dodatkowe życiowe atrakcje ani o denko! W tym miesiącu udało mi się zużyć naprawdę spora ilość kosmetyków i to sporo takich zalegających, więc jestem bardzo zadowolona! Mam nadzieję, że ta dobra passa będzie trwać, a ja będę zużywać coraz to więcej nowych produktów, co przełoży się też na ilość recenzji! A więc, lecimy z tym podsumowaniem czerwca!



Zaczynając od produktów sprawdzonych i takich, które pojawiają się u mnie co miesiąc nie mogło zabraknąć: BeBeauty, płatki kosmetyczne, które dostępne są w biedronce, są mega tanie, a mimo zmian swoich właściwości w dalszym ciągu są najlepsze. Nie piją za dużo produktów, nie rozwarstwiają się, a po prostu działają, skutecznie oczyszczają skórę twarzy, jak i zmywają makijaż. Tam samo jest z Queen, nawilżany papier toaletowy, dla mnie produkt mega ważny w toalecie, używam na sobie, jak i dzieciach i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Jest zdecydowanie najlepszy, tani, łatwo dostępny i skuteczny.



  • LaQ, żel pod prysznic bossy & sexy, piwonia - wiecie co... mi dalej pod prysznicem pachnie tym żelem, uwielbiam ten zapach, był dla mnie idealny, jakby specjalnie stworzony dla mnie, miał zapach lekko kwiatowy, orientalny, ale i zadymiony, ja się zakochałam! A pamiętajmy, że LaQ ma też świetne produkty jeśli chodzi o właściwości, są nawilżające, nie podrażniają ani nie uczulają, wow!
  • OnlyBio HairinBalance płukanka octowa do włosów - niestety nie pamiętałam, żeby używać tej płukanki regularnie, a szkoda, bo ona ma naprawdę przyjemne właściwości i dawała moim włosom fajne efekty! Ta płukanka fajnie zamyka łuskę włosa, super wygładza włosy, a na dodatek sprawia, że super błyszczące. Naprawde ekstra!
  • Schwarzkopf, Gliss night elixir, eliksir na noc, overnight reconstruction włosy zniszczone - ten eliksir naprawdę świetnie się u mnie sprawdził, zdecydowanie za nim tęsknię i chcę kupić nowe opakowanie, świetnie działa na wilgotne włosy, ale też jest genialnym antidotum na noc, początkowo oblepia włosy, ale przez całą noc się wchłania i rano włosy wyglądają pięknie. Uwielbiam i sprawdza się naprawdę dobrze.
  • so!flow by Vis Plantis, oczyszczająca maska z glinką redukująca sebum do skóry głowy - ja już od dłuższego czasu nie wyobrażam sobie pielęgnacji skóry głowy bez peelingu, a tym razem wpadła w moje ręce maska z glinką, sprawdza się tak samo świetnie! Włosy są fajnie uniesione, a skóra głowy jest super oczyszczona, maska się super sprawdza!
  • so!flow by VisPlantis, booster do włosów suchych i zniszczonych - kolejny produkt, który u mnie chwilę przeleżał, bo jakoś o nim zapominałam, ale w ostatnim czasie używałam go regularnie i naprawdę widziałam różnicę na włosach! Włosy były bardziej nawilżone i odżywione, a przy okazji wyglądały lepiej. Były wygładzone, a w dotyku zdecydowanie milsze.
  • Rimmel, Thrill Seeker Mega Lift pogrubiający tusz do rzęs - ten tusz do rzęs sprawdził się naprawdę fajnie! Super wyglądał i super też wydłużał, jak i pogrubiał rzęsy. Sprawiał, że spojrzenie nabrało wyrazu, świetnie podkreślał oczy i naprawdę lubiłam go używać! Szczoteczka była bardzo wygodna i fajnie się sprawdzała.
  • Mixa anti reaction, mleczne serum kojące panthenol + bisabolol - ja uwielbiam serum i nie muszę o tym mówić kilka razy, dla mnie ten etap pielęgnacji jest moim ulubionym! Ono świetnie nawilża skórę, koi ją, łagodzi wszelkie podrażnienia, a także poprawia stan skóry, ujędrnia ją, uelastycznia i cudownie na nią wpływa. Bardzo mi się podobało to serum!
  • i maski: Garnier, prebiotyczna maska w płachcie - ja uwielbiam maski w płachcie i nie musze chyba tego powtarzać. Z kolei Esfolio, herb essence, maska w płachcie z aloesem - kolejny produkt, który po prostu sprawdził się rewelacyjnie! I idziemy dalej, bo ostatnio duża ilość imprez sprawiła, że płatki pod oczy używają się u mnie same. Garnier, Vitamin C, płatki pod oczy - to są płatki, które podbijają świeżość spojrzenia i nawilżają skórę pod oczami. Isana, płatki pod oczy serduszka - tak samo jestem z nich mega zadowolona, te płatki na dodatek wyglądają pięknie, tak że aż miło się ich używa. Biovene Lip Gel Mask, maska do ust - która uratowała mi skórę ust po ostatnim panieńskim, naprawdę czułam się bardzo źle, miałam podrażnione usta i potrzebowałam nawodnienia i nawilżenia z każdej strony, a ta maska naprawdę zrobiła robotę. 

  • Farmona, Nivelazione, daily comfort hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - ta emulsja do higieny intymnej w trakcie używania była bardzo w porządku, ale tak naprawdę była jedną z wielu. Jest w porządku, jakbym kiedyś miała do wyboru jestem skłonna je kupić, ale tak naprawdę ciężko mi znaleźć ulubieńca w higienie intymnej.
  • Biały Jeleń, hipoalergiczne mydło w płynie - kolejne mydło, które jest w porządku, ale nie kupiłabym go ponownie gdybym nie miała takich potrzeb. Teraz je miałam, bo miałam dopiero co zrobiony tatuaż, więc przydało się to!
  • Arganove, cotton - dezodorant minerlany w kulce - ten dezodorant jest okej, na pewno są osoby, którym taki produkt jest mega potrzebny, ja na szczęście nie mam problemów ze skórą pod pachami, a ten produkt jest idealny do wrażliwej skóry. Ja zdecydowanie wolę jakiś zapach.

I tak się ma całe denko tego miesiąca! Cieszę się, że coraz więcej produktów udaje mi się zużywać i mam nadzieję tylko, że ta passa będzie trwać i trwać! A jak tam u Was zużycia? Wchodzimy w czerwiec z pustą torbą czy jednak nie? Dajcie znać!