Pure Beauty & Mixa & Garnier - Piękno na fali

20 czerwca 2026

 
Czy Wy już czujecie wakacje ? Matko, pogoda jest wspaniała, słoneczko świecie, grzeje, w powietrzu czuć gorąco i jedyne o czym marzymy to basen, woda, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne i wakacyjne bajlando! Ja w tym roku mam niezły plan, a ten weekend jest świetnym wstępem do wakacji. Miałam Wieczór Panieński, dziś organizujemy kolejną imprezę urodzinową , a jutro planujemy chill nad basenem. I jest naprawdę cudownie!


A Pure Beauty przygotowuje nas też do wakacji kolejnym super boxem1 Piękno na fali to kwintesencja wakacji, niezależnie od tego, gdzie te wakacje będziemy spędzać, jeśli kochacie słońce i wodę tak, jak ja to mam dla Was cudowny wakacyjny zestaw. A taki zestaw zapewni nam ochronę, nawilżenie, czyli wszystko czego potrzebujemy. Nie mówiąc też o tym, że w każdej sytuacji będziemy wyglądać, jak Boginie!



GARNIER VITAMIN C FRESH & BRIGHT nawilżający krem-sorbet 4% [niacynamid + witamina C]
Ten krem ostatnio podbija Internety, social media i w ogóle. Jest to nowa generacja nawilżenia, dzięki ultralekkiej formule, jesteśmy w stanie osiągnąć również odświeżający efekt. Krem wchłania się błyskawicznie w skórę i zapewnia aż 24-godzinne nawilżenie. Rezultaty są potwierdzone mamy rozświetlenie skóry, redukcję widoczności przebarwień oraz całodzienną kontrolę sebum, co teraz latem jest bardzo potrzebne! Krem robi robotę!



GARNIER VIATMIN C wonder tint
A jak już skóra jest nawilżona możemy podziałać z kremem czyniącym cuda. Mamy tutaj barwiący fluid o lekkiej formule, który natychmiast wyrównuje koloryt, chroni, nawilża oraz redukuje widoczność przebarwień oraz rozświetla skórę. a kto tu jest dłużej ten wie, że ja z przebarwieniami mam problem od dawna, więc taki zestaw jest mi bardzo potrzebny. Gwarantuje nam też lekkie lub średnie krycie oraz ochronę przed szkodliwym promieniowaniem UV dzięki SPF 50+. Formuła jest nietłusta i nie lepi się, więc odpowiednia jest dla wszystkich typów skóry. 



GARNIER FRUCTIS hair food kiwi menthol
A to jest maska, na którą się czaję od jakiegoś czasu, ale muszę pozużywać te, co mam. Ale sama kombinacja zapachowa kręci mnie na maksa, kiwi i menthol to będzie na pewno coś wspaniałego. Jest to wielofunkcyjna maska, która nawilża i odświeża, idealnie sprawdzi się do przetłuszczających się włosów z suchymi końcówkami. Kiedy skóra głowy będzie się oczyszczać, tak końcówki włosów będą się nawilżać i odzyskają zdrowy wygląd. Formułą jest lekka i nie zawiera silikonów, więc można nakładać maskę bezpośrednio na skórę głowy, a by odświeżyć i unieść włosy u nasady. Nie zapominajmy, że skład maski to w 97% naturalne składniki! A jak wszystkie maski hair food możemy jej używać na trzy sposoby, jako odżywkę, maskę lub produkt bez spłukiwania.



MIXA BALM CICA+ wielofunkcyjny regenerujący krem kojący do suchej i podrażnionej skóry
A to jest nowość, która jest wielofunkcyjna, a to uwielbiam! Wspomaga regenerację bariery skóry, może być używany do skóry twarzy, rąk i całego ciała i nie tylko dorosłych, ale też i dzieci i niemowląt! Ma skuteczne działanie, pielęgnuje suchą i podrażnioną skórę, łagodzi i koi podrażnienia, nawilża i regeneruje bardzo mocno! Fajnie podziała też i na swędzącą skórę, odparzenia, suche usta czy okolice nosa, jak i po goleniu, na tatuaże lub po peelingu. Naprawdę krem jest do zadań specjalnych i do wszystkiego, co jest ekstra!



MIXA PANTHENOL COMFORT multifunkcyjny kojący krem ochronny
A ten krem uratował już w moim domu nie jedną skórę po opalaniu. Jest genialny, świetnie działa, skutecznie, intensywnie i konkretnie. On się sprawdzi na skórze ciała, twarzy oraz dłoni, łagodzi aż cztery oznaki skóry podrażnionej, suchość, swędzenie, zaczerwienienie oraz szorstkość. Jest bezzapachowy, nietłusty i bardzo szybko się wchłania zapewniając długotrwały komfort. Super się sprawdzi u dorosłych, dzieci jak i niemowląt. Jest też świetnym ratunkiem dla skóry narażonej na letnie przesuszenie.



Ja Wam mogę powiedzieć, że Mixa, jak i Garnier to są marki, które naprawdę robią rewelacyjne kosmetyki, ja je uwielbiam. Świetnie działają, są skuteczne, multifunkcyjne, a na dodatek mogę ich używać razem z dziećmi, co ułatwia pakowanie na wyjazdy wakacyjne czy po prostu wyjścia gdziekolwiek, a nawet i pielęgnację w domu. Ja bardzo się cieszę i mogę jechać na wakacje !


[wpis reklamowy]


Oleiq hydrolat z aloesu

18 czerwca 2026


Dzień dobry! Jak tam? Dla mnie jest to już ostatni dzień roboczy w tym tygodniu, jutro mam wolne i będę się szykować i zbierać na kolejny Wieczór Panieński w tym roku! Nie mogę się doczekać, znowu będę mogła pochillować, pobawić się, a i trochę zapomnieć o tych wszystkich troskach. Bardzo potrzebuję takiego czasu i nie mogę się go doczekać. Nie muszę wspominać, że na dodatek jest to imprezowy panieński, który cieszy mnie podwójnie!
Cieszą mnie też zużywane kosmetyki, a mam wrażenie, że w czerwcu jest tak konkretnie, może nie ma tego dużo, ale są dość konkretne produkty. I dlatego chciałabym Wam dzisiaj napisać co nieco o Oleiq i hydrolacie z aloesu. Co prawda, ja hydrolatów nie lubię, ale lubię aloes na włosy, więc udało mi się zużyć i wyrobić sobie opinię!


Oleiq hydrolat z aloesu
ciało * twarz * włosy




Hydrolat z aloesu z Oleiq znajduje się w szklanej, granatowej buteleczce. Sama buteleczka też na pewno sprawia, że pordukt w środku dłużej utrzymuje swoje właściwości, dłużej lepiej działa i po prostu nie psuje się tak szybko. Opakowanie jest wygodne w użyciu, nie miałam problemu z niczym. Na naklejce mamy dość niewiele informacji, ale tutaj też myślę, że wiadomo, co i jak jeśli chodzi o stosowanie. Mamy też atomizer, który pryska dość niewielką mgiełkę, mogłaby być bardziej konkretna jeśli chodzi o nakładanie na włosy, domyślam się, że w kontekście twarzy jest to wystarczające.
Konsystencja hydrolatu nie szokuje, jest zwykła, a zapach jest typowy hydrolatowy i to jest właśnie dla mnie największy minus hydrolatów, ja nie lubię tych zapachów. Są dla mnie mega specyficzne i po prostu mi się nie podobają. Teraz kiedy używałam tego, jako podkład pod olej dało się przeżyć. 



Od razu zaznaczę, że używałam tego hydrolatu tylko na włosy, jako podkład pod olejowanie. Ze względu na zapach nie byłabym w stanie używać na twarz, a na włosach nawet się gubił. Jeśli chodzi o olejowanie to mogę stwierdzić, że hydrolat podbijał działanie oleju, dodatkowo nawilżał włosy, odżywiał je i po prostu pielęgnował. Nie jest to działanie jakieś spektakularne i takie, że wow, ale fajnie było użyć czegoś dodatkowego, co podbijało na plus działanie innych produktów. Aczkolwiek nie jest to mój must have, nie zrewolucjonizował olejowania włosów. 



Wiem, że są osoby które uwielbiają hydrolatu i czerpią z nich wszystko, co najlepsze. Ja niestety nie jestem fanką tego typu produktów i możliwe, że się nastawiam też już od razu na nie, bo po prostu wiem, że hydrolat będzie mi nieładnie pachniał. Szkoda, że nie było konkretniejsze większej mgiełki, bo na włosy trzeba było popsikać dość dużo, żeby je mocniej zwilżyć. Fajnie działał, ale nie było to coś wow, coś niesamowitego, coś co będę chciała powtórzyć z kolejnym opakowaniem. 


A jak u Was wygląda pielęgnacja? Macie w niej hydrolaty, czy jednak preferujecie standardowe produkty? A może macie markę hydrolatów, które pachną normalnie? Dajcie mi koniecznie znać, bo ja widzę potencjał, ale jednak nie jestem w stanie używać każdego z radością.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

 

L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds Maska tonująca do włosów blond i siwych

16 czerwca 2026

 
Dzień dobry! I jak się macie? Jak ja się cieszę, że mogę w końcu odetchnąć, że mam czas, żeby na spokojnie usiąść, ogarnąć pranie i po prostu na spokojnie sobie wszystko pozamawiać, po ogarniać. mam wrażenie, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem, więc jestem bardzo wdzięczna za ten czas i zamierzam wykorzystać go na maksa. Mam już ogromną listę rzeczy do zrobienia, więc stay tunned, chyba niedługo będę najbardziej zorganizowaną mamą w kosmosie!
A jak już jestem zorganizowana to mam też czas na kosmetyki, na swoją pielęgnację i na nadprogramowe kosmetyki, na które zazwyczaj szkoda mi czasu albo tak się spieszę, że po prostu o tym zapominam. A mam ostatnio jakiś gorszy czas jeśli chodzi o moje włosy, coś mi się w nich nie podoba i chyba szykują się zmiany, ale muszę wybrać się do fryzjera, żeby to z nim uzgodnić. Ale jak na razie chcę Wam wspomnieć dziś o masce tonującej do włosów blond od L'biotica!


L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds
maska tonująca do włosów blond i siwych





Maska znajduje się w fajnej fioletowej tubce, dość szerokiej, ale od razu widać, że pojemnej. Ja bardzo lubię ten kolor, zgaszony fiolet, który niesamowicie mnie uspokaja i już wszystko mamy utrzymane w tonacji tonującej. od razu wiemy, że coś tu się będzie działo konkretnego, bo widać to po samym opakowaniu. Znajdziemy tutaj też wszystkie najważniejsze informacje. Zatyczka jest na zatrzask, bardzo dobrze się trzyma i sprawdza.
Konsystencja jest typowa, jak dla maski, dość gęsta i zbita, ale bardzo fajnie siedzi na włosach, a przy takich produktach jest to dla mnie najważniejsze, żeby właśnie maska tonująca nie spływała z włosów. Zapach jest przepiękny, winogronowy, słodki, no pachnie bosko!



Ja oczywiście taką maskę zawsze zostawiam sobie na sam koniec, po pełnej pielęgnacji z olejem, peelingami, odżywkami czas na maskę tonującą, którą potrafię trzymać na włosach nawet i 30 minut. Mam wrażenie, że dłuższe przetrzymanie maski nie wpływa negatywnie na włosy, a mimo wszystko ten kolor się lepiej jakoś wybija. 
Super jest to, że maska nie wysusza włosów, mamy tutaj ciągle full pielęgnację i regenerację, a przy okazji pozbywamy się kurczaka z włosów, co jest mega ważne dla blondynek! Ja nie będę oszukiwać zapominam o tym i jakoś jest mi nie po drodze z takimi produktami, mimo że ostatnio mam ochotę zaszaleć i iść nawet trochę w róże, więc zobaczymy.
Maska spełnia swoje zadanie na 100%. Świetnie pozbywa się żółtych tonów z włosów, wychładza je i sprawi, że wyglądają znowu pięknie, jak zaraz po fryzjerze, a tym samym super wpływa na stan włosów. Włosy po użyciu są miękkie, gładkie i czuć, że są też nawilżone.



Jest to kosmetyk, o którym muszę zdecydowanie pamiętać częściej, ale na szczęście są efekty nawet jeśli się jest dość nieregularnym. Maska świetnie ochładza kolor blond włosów, pozbywając się żółtych nieładnych tonów. Przy okazji, cały czas regeneruje włosy, nawilża je i sprawia, że nie tracą na swojej dobrej kondycji, jak kiedy te szampony tonujące miały w zwyczaju. Tutaj jest wszystko super, włosy są fajnie odżywione, nie są sklejone ani obciążone. maska naprawdę super się sprawdza i spełnia swoje zadanie! Bardzo polecam!



A Wy używacie takich produktów? Pamiętacie o takiej pielęgnacji, macie blond włosy, a może lubicie ostatnio kombinować z kolorowymi tonami i idziecie w coś niestandardowego? Dajcie znać, chyba potrzebuję inspiracji i motywacji do zmian!


Farmona Tutti Frutti Everybody glow - peeling do ciała

14 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Mamy to, kolejna niedziela, a zaraz kolejny nowy tydzień, matko powiedzcie mi, że Wam czas też tak ucieka przez palce, jak mi, bo ja nie ogarniam. Żyję od weekendu, do weekendu, a tu kolejny weekend się kończy i co ja mam teraz zrobić? Relaksować się, bo kolejny weekend będzie wymagający dość bardzo, ale nie ma co leżeć i nic nie robić. Ciśniemy dziś na Zawody Strażackie, a przy okazji jakieś lody i plac zabaw, bo dzieciom nic więcej do szczęścia nie trzeba.
A ja dzisiaj za to chciałabym Wam napisać, co nieco o peelingu do ciała od Farmona, Tutti Frutti! Jak u Was z peelingami? Używacie na bieżąco? Przypominam, że na zbliżające się lato warto sobie zrobić mocne oczyszczanie z martwego naskórka przed opalaniem, a skóra będzie i się prezentować dużo lepiej! To już przechodzę do recenzji.


Farmona Tutti Frutti
Everbody glow - peeling do ciała




Peeling znajduje się w różowej tubce dość sporej, ale jednak standardowej. Mamy tutaj fajny design, bardzo podoba mi się połączenie różu z tym tłem, jak i napisami - wszystko nam się tutaj pięknie układa w całość i wygląda bardzo ładnie. Oczywiście na opakowaniu znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje. Tubka zamyka się na zatrzask, które jest w porządku, samo się nie otworzy, ale też nie powiedziałabym, że jest super szczelne, bo znajdując się pod prysznicem zbiera się woda w tym zamknięciu. 
Konsystencja tego peelingu jest dość kremowo-żelowa, drobinek peelingujących w środku jest niewiele, ale konsystencja sprawia, że bardzo wygodnie rozprowadza się nią na skórze. Zapach jest bardzo ładny, energetyzujący i zdecydowanie dodający energii.



Peeling jest dla mnie zdecydowanie żelem peelingującym, nie pieni się jakoś bardzo, ale ze względu na fakt, że drobinek złuszczających jest tu niewiele, nie jest to peeling należący do moich ulubionych. Ogólnie były partie ciała, na których sprawdził się genialnie, jak np. dekolt. Tam poradził sobie bardzo przyjemnie z delikatnymi krostkami i wypryskami i ładnie wygładził tę skórę. Ale jeśli chodzi o całe ciało, ja zdecydowanie preferuję mocne peelingi gruboziarniste. Lubię czuć już w trakcie używania, że rzeczywiście wygładza skórę, a tutaj mam po prostu za słabe to uczucie.
Zdarzyło mi się też używać peelingu do twarzy, bo jest na tyle delikatny, że też się sprawdził całkiem wystarczająco. W dalszym ciągu na skórze twarzy też lubię mocne złuszczanie, ale z braku laku było okej.



Ja Wam powiem tak, że jest to na pewno fajny produkt dla osób, które wolą słabsze odczucia złuszczające, kiedy nie czuć mocnego pocierania i ścierania, za to jest to oczyszczanie i wygładzanie, ale po prostu delikatniejsze. Na pewno są osoby z bardziej wrażliwą skórą niż moją, które nie mogą stosować peelingów gruboziarnistych, więc ten peeling może być dla nich fajną opcją. Dla mnie zdecydowanie nie, ale to bardziej chodzi o uczucia towarzyszące stosowaniu peelingu. 


A jak jest u Was? Jakie peelingi wolicie? Gruboziarniste czy drobnoziarniste? Takie, kiedy czuć mocne oczyszczanie czy jednak wolicie wybierać delikatniejsze produkty? Dajcie znać, czy macie jakieś mocne peelingi do polecenia!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

so!flow by VisPlantis Oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy

12 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Jestem! Co tam? Jak się macie? Co ciekawego słychać? Ja standardowo działam, cisnę, planuję, rozkminiam, ale na szczęście już czuję, że mam trochę więcej przestrzeni i mam możliwość podziałać też coś ze swoimi rzeczami, a planów mam sporo! Czuję wakacje w kościach i bardzo się z tego cieszę, bo trochę odpoczynku mi też się przyda i jest przyjemnie, zdecydowanie potrzebowałam wolnej przestrzeni w głowie.
A jak w głowie mam więcej przestrzeni, tak na głowie mam i więcej włosów! Zajarałam się ostatnio peelingami do skóry głowy i muszę przyznać, że przepadłam, jest to taki etap w pielęgnacji, który zrewolucjonizował moje mycie włosów i chyba nawet się uzależniłam od niego. Dlatego dzisiaj mam dla Was markę so!flow by VisPlantis, o której ostatnio możecie u mnie dość często poczytać. 


so!flow by Vis Plantis
Oczyszczający peeling trychologiczny do skóry głowy





Peeling znajduje się w takim samym opakowaniu, jak opisywana już przeze mnie kiedyś glinka, ale muszę przyznać, że jest to bardzo wygodne opakowanie. Na opakowaniu znajdują się wszystkie informacje, jakie potrzebujemy. Mamy dość niewielką tubkę zakończoną ostrym aplikatorem, który naprawdę świetnie się sprawdza przy nakładaniu peelingu na skórę głowy. Konsystencja jest bardzo na plus, nie spływa z włosów, nie wylewa się, a fajnie siedzi na skórze głowy i działa tam, gdzie ma działać. Zapach jest dość słodki, owocowy, ale bardzo ładny. 




Ja uwielbiam działanie tego peelingu. Nakładam peelingu, używam specjalnych grabek do rozprowadzenia peelingu na całej głowie, a potem chilluję i przechodzę do pełnej pielęgnacji skóry głowy, jak i włosów. I wow! Jakie są efekty! Peeling świetnie oczyszcza skórę głowy, sprawia, że włosy świetnie rosną, pojawia się dużo baby hair, a na dodatek są super odbite od nasady, rzadziej się przetłuszczają, peeling dodaje dodatkowo +1 dzień bez mycia włosów, a dla mnie to naprawdę dużo. 
Peeling nie podrażnia i nie uczula, nie powoduje zapchania porów, nie blokuje tam nic, co jest też super fajne. 



Ja jestem z tego peelingu hiper zadowolona! On sprawia, że moje włosy wyglądają świetnie, zawsze prezentują się dobrze, nie ma tutaj problemów o uzyskanie goodhairday. Używając tego peelingu jest to wielce prawdopodobne, że te włosy będą właśnie tak wyglądać. Są super odbite od nasady i rosną. A na dodatek skóra głowy jest bardzo dobrze oczyszczona. Wszystko tutaj dobrze gra, jest też wydajny, łatwo dostępny i można go dorwać w bardzo przystępnych cenach. Dla mnie rewelacja!

A czy w Waszej pielęgnacji znajduje się punkt z wykorzystaniem peelingu? Ja tak jak wspominałam, nie wyobrażam sobie tego nie robić, więc bardzo się cieszę i standardowo dziękuję Pure Beauty za możliwość poznawania tak super kosmetyków!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]