ONLYBIO Hair in Balance olej do olejowania włosów wysokoporowatych

22 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Witam się z Wami w poniedziałek, i ojjjj ten poniedziałek był mega ciężko, a szczególnie poranek. Ani ja, ani dzieci nie byliśmy w stanie wstać, nie pamiętam, kiedy je odwiozłam do przedszkola tak późno, ale dziś zdecydowanie musimy iść spać wcześniej, bo to jest już przesada. Ale jestem tak zmęczona po tym weekendzie, że naprawdę ciężko mi wrócić na odpowiednie tory. A na dodatek, dalej nie jestem rozpakowana po piątkowym panieńskim ani po sobotniej imprezie. Ale muszę szybko napisać to, co mam dla Was dziś i biorę się za ogarnianie!
A dzisiaj mam dla Was produkt do włosów i jest to olej do olejowania. Wydaje mi się, że jest to pierwszy olej, konkretnie kosmetyk przeznaczony do olejowania włosów, zazwyczaj korzystałam po prostu jakichkolwiek olejów, które nadawały się do nakładania na włosy i też było git, więc używanie oleju, jako kosmetyku było naprawdę fajne i ciekawe! A firma OnlyBio też ma fajne kosmetyki do włosów.. 


OnlyBio Hair in Balance
olej do olejowania włosów wysokoporowatych





Olej znajduje się w standardowej tubce, z zamknięciem na zatrzask, które jest naprawdę bardzo solidne. Nic się nie zacina, nic się nie zatyka ani samo nie otwiera. Wszystko jest tutaj w pełni w porządku. Opakowanie jest taka dość standardowa, ale na maksa wyróżnia się tu kolorystyka, nawiązanie do galaktyka, sama nazwa o, lej. bardzo do mnie przemawia. Lubię takie drobne akcenty sprawiające, że cały produkt jest jednak wyjątkowy.
Olej ma oczywiście oleistą konsystencję, ale powiedziałabym, że delikatnie, nie jest to bardzo tłusty produkt, który się lepi, klei i jest to nieprzyjemne. Choć po opakowaniu może się wydawać inaczej. Zapach jest bardzo ładny, owocowy, słodki i naprawdę bardzo mi się podoba.



Ja olej staram się nakładać na jakiś podkład, ale nie zawsze jakiś mam, więc czasem też idzie solo, ale w sumie nie ma tutaj jakiejś wielkiej różnicy. Olej mimo wszystko należy do tych bardziej wodnistych, więc przesadzając z ilością nie sprawimy, że całość wejdzie we włosy, tylko niestety spłynie z włosów i się zmarnuję, tutaj zdecydowanie najlepszą opcją jest mniejsza ilość, na kilka razy, tak żeby rzeczywiście włosy były pokryte wystarczającą ilością. 
Włosy po oleju zawsze są inne, ale oczywiście na plus. Są bardziej nawilżone, odżywione, a mięciutkie, że o mamo! Są bardzo miękkie, gładkie i miłe w dotyku. Widać różnicę gołym okiem, że włosy są bardziej wygładzone i prezentują się po prostu lepiej. Końcówki wyglądają na zdrowsze, nie ma pociachanych włosów, wszystko tutaj jest naprawdę super. 



Ja uwielbiam oleje do włosów i zdecydowanie muszę przyznać, że taka pielęgnacja się świetnie sprawdza na moich włosach, są nawilżone, odżywione a na dodatek wygładzone i mięciutkie i milutkie w dotyku. Olej jest dość wydajny, jeśli oczywiście pilnujemy nakładanej ilości, nie ma co nakładać za dużo, bo to nigdy nie sprawi, że włosy będą bardziej nawilżone, bo ta nadmiarowa ilość po prostu spłynie z włosów. Zapach jest super, efekty na włosach są ekstra. Produkt nie obciąża włosów, nie sprawia, że wyglądają źle, przetłuszczone itd. Jest naprawdę ekstra! Ja jestem zachwycona, chciałabym tylko mieć więcej opcji do wyboru do włosów wysok0oporowatych, bo moje włosy uwielbiają zróżnicowane produkty!


A Wy jakie oleje do włosów wybieracie? Co lubicie najbardziej? Olejujecie dalej, czy już daliście sobie spokój?

Pure Beauty & Mixa & Garnier - Piękno na fali

20 czerwca 2026

 
Czy Wy już czujecie wakacje ? Matko, pogoda jest wspaniała, słoneczko świecie, grzeje, w powietrzu czuć gorąco i jedyne o czym marzymy to basen, woda, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne i wakacyjne bajlando! Ja w tym roku mam niezły plan, a ten weekend jest świetnym wstępem do wakacji. Miałam Wieczór Panieński, dziś organizujemy kolejną imprezę urodzinową , a jutro planujemy chill nad basenem. I jest naprawdę cudownie!


A Pure Beauty przygotowuje nas też do wakacji kolejnym super boxem1 Piękno na fali to kwintesencja wakacji, niezależnie od tego, gdzie te wakacje będziemy spędzać, jeśli kochacie słońce i wodę tak, jak ja to mam dla Was cudowny wakacyjny zestaw. A taki zestaw zapewni nam ochronę, nawilżenie, czyli wszystko czego potrzebujemy. Nie mówiąc też o tym, że w każdej sytuacji będziemy wyglądać, jak Boginie!



GARNIER VITAMIN C FRESH & BRIGHT nawilżający krem-sorbet 4% [niacynamid + witamina C]
Ten krem ostatnio podbija Internety, social media i w ogóle. Jest to nowa generacja nawilżenia, dzięki ultralekkiej formule, jesteśmy w stanie osiągnąć również odświeżający efekt. Krem wchłania się błyskawicznie w skórę i zapewnia aż 24-godzinne nawilżenie. Rezultaty są potwierdzone mamy rozświetlenie skóry, redukcję widoczności przebarwień oraz całodzienną kontrolę sebum, co teraz latem jest bardzo potrzebne! Krem robi robotę!



GARNIER VIATMIN C wonder tint
A jak już skóra jest nawilżona możemy podziałać z kremem czyniącym cuda. Mamy tutaj barwiący fluid o lekkiej formule, który natychmiast wyrównuje koloryt, chroni, nawilża oraz redukuje widoczność przebarwień oraz rozświetla skórę. a kto tu jest dłużej ten wie, że ja z przebarwieniami mam problem od dawna, więc taki zestaw jest mi bardzo potrzebny. Gwarantuje nam też lekkie lub średnie krycie oraz ochronę przed szkodliwym promieniowaniem UV dzięki SPF 50+. Formuła jest nietłusta i nie lepi się, więc odpowiednia jest dla wszystkich typów skóry. 



GARNIER FRUCTIS hair food kiwi menthol
A to jest maska, na którą się czaję od jakiegoś czasu, ale muszę pozużywać te, co mam. Ale sama kombinacja zapachowa kręci mnie na maksa, kiwi i menthol to będzie na pewno coś wspaniałego. Jest to wielofunkcyjna maska, która nawilża i odświeża, idealnie sprawdzi się do przetłuszczających się włosów z suchymi końcówkami. Kiedy skóra głowy będzie się oczyszczać, tak końcówki włosów będą się nawilżać i odzyskają zdrowy wygląd. Formułą jest lekka i nie zawiera silikonów, więc można nakładać maskę bezpośrednio na skórę głowy, a by odświeżyć i unieść włosy u nasady. Nie zapominajmy, że skład maski to w 97% naturalne składniki! A jak wszystkie maski hair food możemy jej używać na trzy sposoby, jako odżywkę, maskę lub produkt bez spłukiwania.



MIXA BALM CICA+ wielofunkcyjny regenerujący krem kojący do suchej i podrażnionej skóry
A to jest nowość, która jest wielofunkcyjna, a to uwielbiam! Wspomaga regenerację bariery skóry, może być używany do skóry twarzy, rąk i całego ciała i nie tylko dorosłych, ale też i dzieci i niemowląt! Ma skuteczne działanie, pielęgnuje suchą i podrażnioną skórę, łagodzi i koi podrażnienia, nawilża i regeneruje bardzo mocno! Fajnie podziała też i na swędzącą skórę, odparzenia, suche usta czy okolice nosa, jak i po goleniu, na tatuaże lub po peelingu. Naprawdę krem jest do zadań specjalnych i do wszystkiego, co jest ekstra!



MIXA PANTHENOL COMFORT multifunkcyjny kojący krem ochronny
A ten krem uratował już w moim domu nie jedną skórę po opalaniu. Jest genialny, świetnie działa, skutecznie, intensywnie i konkretnie. On się sprawdzi na skórze ciała, twarzy oraz dłoni, łagodzi aż cztery oznaki skóry podrażnionej, suchość, swędzenie, zaczerwienienie oraz szorstkość. Jest bezzapachowy, nietłusty i bardzo szybko się wchłania zapewniając długotrwały komfort. Super się sprawdzi u dorosłych, dzieci jak i niemowląt. Jest też świetnym ratunkiem dla skóry narażonej na letnie przesuszenie.



Ja Wam mogę powiedzieć, że Mixa, jak i Garnier to są marki, które naprawdę robią rewelacyjne kosmetyki, ja je uwielbiam. Świetnie działają, są skuteczne, multifunkcyjne, a na dodatek mogę ich używać razem z dziećmi, co ułatwia pakowanie na wyjazdy wakacyjne czy po prostu wyjścia gdziekolwiek, a nawet i pielęgnację w domu. Ja bardzo się cieszę i mogę jechać na wakacje !


[wpis reklamowy]


Oleiq hydrolat z aloesu

18 czerwca 2026


Dzień dobry! Jak tam? Dla mnie jest to już ostatni dzień roboczy w tym tygodniu, jutro mam wolne i będę się szykować i zbierać na kolejny Wieczór Panieński w tym roku! Nie mogę się doczekać, znowu będę mogła pochillować, pobawić się, a i trochę zapomnieć o tych wszystkich troskach. Bardzo potrzebuję takiego czasu i nie mogę się go doczekać. Nie muszę wspominać, że na dodatek jest to imprezowy panieński, który cieszy mnie podwójnie!
Cieszą mnie też zużywane kosmetyki, a mam wrażenie, że w czerwcu jest tak konkretnie, może nie ma tego dużo, ale są dość konkretne produkty. I dlatego chciałabym Wam dzisiaj napisać co nieco o Oleiq i hydrolacie z aloesu. Co prawda, ja hydrolatów nie lubię, ale lubię aloes na włosy, więc udało mi się zużyć i wyrobić sobie opinię!


Oleiq hydrolat z aloesu
ciało * twarz * włosy




Hydrolat z aloesu z Oleiq znajduje się w szklanej, granatowej buteleczce. Sama buteleczka też na pewno sprawia, że pordukt w środku dłużej utrzymuje swoje właściwości, dłużej lepiej działa i po prostu nie psuje się tak szybko. Opakowanie jest wygodne w użyciu, nie miałam problemu z niczym. Na naklejce mamy dość niewiele informacji, ale tutaj też myślę, że wiadomo, co i jak jeśli chodzi o stosowanie. Mamy też atomizer, który pryska dość niewielką mgiełkę, mogłaby być bardziej konkretna jeśli chodzi o nakładanie na włosy, domyślam się, że w kontekście twarzy jest to wystarczające.
Konsystencja hydrolatu nie szokuje, jest zwykła, a zapach jest typowy hydrolatowy i to jest właśnie dla mnie największy minus hydrolatów, ja nie lubię tych zapachów. Są dla mnie mega specyficzne i po prostu mi się nie podobają. Teraz kiedy używałam tego, jako podkład pod olej dało się przeżyć. 



Od razu zaznaczę, że używałam tego hydrolatu tylko na włosy, jako podkład pod olejowanie. Ze względu na zapach nie byłabym w stanie używać na twarz, a na włosach nawet się gubił. Jeśli chodzi o olejowanie to mogę stwierdzić, że hydrolat podbijał działanie oleju, dodatkowo nawilżał włosy, odżywiał je i po prostu pielęgnował. Nie jest to działanie jakieś spektakularne i takie, że wow, ale fajnie było użyć czegoś dodatkowego, co podbijało na plus działanie innych produktów. Aczkolwiek nie jest to mój must have, nie zrewolucjonizował olejowania włosów. 



Wiem, że są osoby które uwielbiają hydrolatu i czerpią z nich wszystko, co najlepsze. Ja niestety nie jestem fanką tego typu produktów i możliwe, że się nastawiam też już od razu na nie, bo po prostu wiem, że hydrolat będzie mi nieładnie pachniał. Szkoda, że nie było konkretniejsze większej mgiełki, bo na włosy trzeba było popsikać dość dużo, żeby je mocniej zwilżyć. Fajnie działał, ale nie było to coś wow, coś niesamowitego, coś co będę chciała powtórzyć z kolejnym opakowaniem. 


A jak u Was wygląda pielęgnacja? Macie w niej hydrolaty, czy jednak preferujecie standardowe produkty? A może macie markę hydrolatów, które pachną normalnie? Dajcie mi koniecznie znać, bo ja widzę potencjał, ale jednak nie jestem w stanie używać każdego z radością.


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

 

L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds Maska tonująca do włosów blond i siwych

16 czerwca 2026

 
Dzień dobry! I jak się macie? Jak ja się cieszę, że mogę w końcu odetchnąć, że mam czas, żeby na spokojnie usiąść, ogarnąć pranie i po prostu na spokojnie sobie wszystko pozamawiać, po ogarniać. mam wrażenie, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem, więc jestem bardzo wdzięczna za ten czas i zamierzam wykorzystać go na maksa. Mam już ogromną listę rzeczy do zrobienia, więc stay tunned, chyba niedługo będę najbardziej zorganizowaną mamą w kosmosie!
A jak już jestem zorganizowana to mam też czas na kosmetyki, na swoją pielęgnację i na nadprogramowe kosmetyki, na które zazwyczaj szkoda mi czasu albo tak się spieszę, że po prostu o tym zapominam. A mam ostatnio jakiś gorszy czas jeśli chodzi o moje włosy, coś mi się w nich nie podoba i chyba szykują się zmiany, ale muszę wybrać się do fryzjera, żeby to z nim uzgodnić. Ale jak na razie chcę Wam wspomnieć dziś o masce tonującej do włosów blond od L'biotica!


L'biotica Biovax Ultra Violet for Blonds
maska tonująca do włosów blond i siwych





Maska znajduje się w fajnej fioletowej tubce, dość szerokiej, ale od razu widać, że pojemnej. Ja bardzo lubię ten kolor, zgaszony fiolet, który niesamowicie mnie uspokaja i już wszystko mamy utrzymane w tonacji tonującej. od razu wiemy, że coś tu się będzie działo konkretnego, bo widać to po samym opakowaniu. Znajdziemy tutaj też wszystkie najważniejsze informacje. Zatyczka jest na zatrzask, bardzo dobrze się trzyma i sprawdza.
Konsystencja jest typowa, jak dla maski, dość gęsta i zbita, ale bardzo fajnie siedzi na włosach, a przy takich produktach jest to dla mnie najważniejsze, żeby właśnie maska tonująca nie spływała z włosów. Zapach jest przepiękny, winogronowy, słodki, no pachnie bosko!



Ja oczywiście taką maskę zawsze zostawiam sobie na sam koniec, po pełnej pielęgnacji z olejem, peelingami, odżywkami czas na maskę tonującą, którą potrafię trzymać na włosach nawet i 30 minut. Mam wrażenie, że dłuższe przetrzymanie maski nie wpływa negatywnie na włosy, a mimo wszystko ten kolor się lepiej jakoś wybija. 
Super jest to, że maska nie wysusza włosów, mamy tutaj ciągle full pielęgnację i regenerację, a przy okazji pozbywamy się kurczaka z włosów, co jest mega ważne dla blondynek! Ja nie będę oszukiwać zapominam o tym i jakoś jest mi nie po drodze z takimi produktami, mimo że ostatnio mam ochotę zaszaleć i iść nawet trochę w róże, więc zobaczymy.
Maska spełnia swoje zadanie na 100%. Świetnie pozbywa się żółtych tonów z włosów, wychładza je i sprawi, że wyglądają znowu pięknie, jak zaraz po fryzjerze, a tym samym super wpływa na stan włosów. Włosy po użyciu są miękkie, gładkie i czuć, że są też nawilżone.



Jest to kosmetyk, o którym muszę zdecydowanie pamiętać częściej, ale na szczęście są efekty nawet jeśli się jest dość nieregularnym. Maska świetnie ochładza kolor blond włosów, pozbywając się żółtych nieładnych tonów. Przy okazji, cały czas regeneruje włosy, nawilża je i sprawia, że nie tracą na swojej dobrej kondycji, jak kiedy te szampony tonujące miały w zwyczaju. Tutaj jest wszystko super, włosy są fajnie odżywione, nie są sklejone ani obciążone. maska naprawdę super się sprawdza i spełnia swoje zadanie! Bardzo polecam!



A Wy używacie takich produktów? Pamiętacie o takiej pielęgnacji, macie blond włosy, a może lubicie ostatnio kombinować z kolorowymi tonami i idziecie w coś niestandardowego? Dajcie znać, chyba potrzebuję inspiracji i motywacji do zmian!


Farmona Tutti Frutti Everybody glow - peeling do ciała

14 czerwca 2026

 
Dzień dobry! Mamy to, kolejna niedziela, a zaraz kolejny nowy tydzień, matko powiedzcie mi, że Wam czas też tak ucieka przez palce, jak mi, bo ja nie ogarniam. Żyję od weekendu, do weekendu, a tu kolejny weekend się kończy i co ja mam teraz zrobić? Relaksować się, bo kolejny weekend będzie wymagający dość bardzo, ale nie ma co leżeć i nic nie robić. Ciśniemy dziś na Zawody Strażackie, a przy okazji jakieś lody i plac zabaw, bo dzieciom nic więcej do szczęścia nie trzeba.
A ja dzisiaj za to chciałabym Wam napisać, co nieco o peelingu do ciała od Farmona, Tutti Frutti! Jak u Was z peelingami? Używacie na bieżąco? Przypominam, że na zbliżające się lato warto sobie zrobić mocne oczyszczanie z martwego naskórka przed opalaniem, a skóra będzie i się prezentować dużo lepiej! To już przechodzę do recenzji.


Farmona Tutti Frutti
Everbody glow - peeling do ciała




Peeling znajduje się w różowej tubce dość sporej, ale jednak standardowej. Mamy tutaj fajny design, bardzo podoba mi się połączenie różu z tym tłem, jak i napisami - wszystko nam się tutaj pięknie układa w całość i wygląda bardzo ładnie. Oczywiście na opakowaniu znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje. Tubka zamyka się na zatrzask, które jest w porządku, samo się nie otworzy, ale też nie powiedziałabym, że jest super szczelne, bo znajdując się pod prysznicem zbiera się woda w tym zamknięciu. 
Konsystencja tego peelingu jest dość kremowo-żelowa, drobinek peelingujących w środku jest niewiele, ale konsystencja sprawia, że bardzo wygodnie rozprowadza się nią na skórze. Zapach jest bardzo ładny, energetyzujący i zdecydowanie dodający energii.



Peeling jest dla mnie zdecydowanie żelem peelingującym, nie pieni się jakoś bardzo, ale ze względu na fakt, że drobinek złuszczających jest tu niewiele, nie jest to peeling należący do moich ulubionych. Ogólnie były partie ciała, na których sprawdził się genialnie, jak np. dekolt. Tam poradził sobie bardzo przyjemnie z delikatnymi krostkami i wypryskami i ładnie wygładził tę skórę. Ale jeśli chodzi o całe ciało, ja zdecydowanie preferuję mocne peelingi gruboziarniste. Lubię czuć już w trakcie używania, że rzeczywiście wygładza skórę, a tutaj mam po prostu za słabe to uczucie.
Zdarzyło mi się też używać peelingu do twarzy, bo jest na tyle delikatny, że też się sprawdził całkiem wystarczająco. W dalszym ciągu na skórze twarzy też lubię mocne złuszczanie, ale z braku laku było okej.



Ja Wam powiem tak, że jest to na pewno fajny produkt dla osób, które wolą słabsze odczucia złuszczające, kiedy nie czuć mocnego pocierania i ścierania, za to jest to oczyszczanie i wygładzanie, ale po prostu delikatniejsze. Na pewno są osoby z bardziej wrażliwą skórą niż moją, które nie mogą stosować peelingów gruboziarnistych, więc ten peeling może być dla nich fajną opcją. Dla mnie zdecydowanie nie, ale to bardziej chodzi o uczucia towarzyszące stosowaniu peelingu. 


A jak jest u Was? Jakie peelingi wolicie? Gruboziarniste czy drobnoziarniste? Takie, kiedy czuć mocne oczyszczanie czy jednak wolicie wybierać delikatniejsze produkty? Dajcie znać, czy macie jakieś mocne peelingi do polecenia!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]