Vianek Essence żel pod prysznic flare

31 stycznia 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie ostatniego dnia stycznia? Ja jestem w szoku, że pierwszy miesiąc Nowego Roku już jest praktycznie za nami, szok i niedowierzanie! Jak to możliwe, że to tak szybko leci to ja nie wiem. Co prawda wiecie, że ja jestem bardzo zadowolona z tego faktu, bardzo się cieszę, że tak jest na chwilę obecną. Najchętniej przeniosłabym się jakieś 2 lata do przodu i myślę, że wtedy mogę zacząć żyć w pełni. Wiadomo, człowiek walczy jak może o to, żeby było fajnie, ale no jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jest to najintensywniejszy mój chwilowo czas. I wow, niech mija ;)
A dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny żel pod prysznic, który zrobił na mnie niemałe wrażenie. Marka Vianek ma to do siebie, że skład jest w większości naturalny, kosmetyki są delikatne, ale skuteczne, a co najważniejsze bezpieczne. Więc fajnie, bardzo się cieszę, że Pure Beauty ma zawsze w swoich boxach tak fajne kosmetyki!


Vianek, Essence
żel pod prysznic - flare





Żel pod prysznic znajduje się w dość sporym opakowaniu, butelka jest nawet wąska i wysoka, ma zamknięcie na zatrzask i jest bardzo wygodna w użytkowaniu, nie miałam nigdy problemu ani z wylewaniem ani z wypadaniem z dłoni. Na opakowaniu znajdują się najważniejsze informacje, ale wiadomo, że przy okazji żelu pod prysznic - nie ma tu zbyt większej filozofii. Butelka jest szczelna, co ułatwia korzystanie pod prysznicem. 
Żel pod prysznic ma typową żelową konsystencję, z wykorzystaniem gąbek czy myjek nie trzeba dużej ilości, żeby się całemu umyć, tym bardziej, że żel pieni się w idealnej ilości. Poza tym, muszę przyznać, że żel jest bardzo przyjemny i ma taką jakby jedwabistą konsystencję, która mega przyjemnie otula skórę, co na pewno przekłada się na dodatkową szybką pielęgnację. Z kolei zapach jest bardzo fajny! Cytrusy i pomarańcze zawsze poprawiają mi humor pod prysznicem, sprawiają, że czuję się lepiej i mam więcej energii, co bardzo lubię!


I tak, jak już wspominałam, żel pod prysznic to nie tylko produkt do mycia, ale mogę śmiało przyznać, że ma on też właściwości pielęgnacyjne, mimo tego, że na skórze znajduje się bardzo krótko! Żel myje skórę świetnie, nie podrażnia jej ani nie uczula, nie wpływa w żaden sposób na golenie czy depilację. Jest delikatny, kojący i przyjemny. Jeśli na ciele znajdują się jakiekolwiek rany nie powoduje on dodatkowego pieczenia, fajnie regeneruje podrażnioną skórę. Żel pod prysznic znajduje się na skórze bardzo krótką chwilę, dlatego dla mnie najważniejsze jest to, żeby nie wysuszał skóry - i na tym etapie ja już jestem zadowolona. Jeśli żel dodatkowo dba o skórę to już jest bomba! Na szczęście ten żel fajnie pielęgnuje skórę, lekko ją pielęgnuję, pomaga odbudować barierę ochronną skóry i ma działanie też nawilżające. Wiadomo, że nie jest to działanie, które można przyrównać do balsamu do ciała, ale jak na żel, który rozcieńczony z wodą znajduje się na skórze parę sekund, to i tak jest super!


No i mogę być jedynie zadowolona z tego żelu, naprawdę jest przyjemny w użytkowaniu, przy okazji jest wydajny, a na dodatek pachnie oszałamiająco. Ja właśnie takich zapachów potrzebuję pod prysznicem, potrzebuję naładowania się dobrą energią, potrzebuję się pobudzić i obudzić w sobie jakiś rodzaj optymizmu. A ten żel mi to daje swoim zapachem. No i oczywiście, pięknie dba o skórę, super ją myje, a na dodatek pamięta też i o pielęgnacji. Mamy tutaj nie tylko fajnie oczyszczoną skórę, ale i delikatnie nawilżoną, zregenerowaną i odżywioną, co jest naprawdę ekstra i ważne!


No i jest naprawdę super! Vianek po raz kolejny się super sprawdził, nie tracąc przy tym na jakości, składzie i właściwościach. Naprawdę fajny produkt, który mogę Wam śmiało polecić, bo dam Wam wszystko, czego potrzebujecie!
Jacy są Wasi ulubieńcy jeśli chodzi o prysznic czy kąpiel?

Buźka!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

Sprawdzone podologiczne produkty do paznokci

29 stycznia 2026

Dzień dobry! Na koniec stycznia mam dla Was istną perełkę! Dzisiaj będzie o produktach specjalistycznych, konkretnych, takich, które przydadzą się na konkretne problemy! Sama rok temu szukałam właśnie takich perełek, które mi pomogą i będą po prostu skuteczne. Nie wiedziałam na początku, czego szukam ani co mam robić, więc mam nadzieję, że pomogę tym, którzy tak, jak ja błądzą!
Na wstępie zaznaczę, że ja mimo tego, że szukałam informacji w Internecie, kupiłam coś na własną rękę, to cały czas czekałam na wizytę u podologa. Miałam nawet umówionych dwóch, bo byłam już tak zdesperowana. Wiadomo paznokcie ważna rzecz, piękny manicure super rzuca się w oczy, ale najważniejsze to zdrowe paznokcie, bez chorób, bez problemów. I powiem Wam też, że do braku zrobionego manicure idzie się przyzwyczaić. Jutro mam pierwszą hybrydę po ponad dwóch miesiącach i mega się cieszę, ale też nie było takiego końca świata, jak myślałam, że będzie.


Zacznę od problemów, bo w między czasie pojawiły się dwa. Dwa różne, problemy dotyczą paznokci u dłoni, jak i stóp. 
A zaczęło się od stóp. Wiecie już, że nie przywiązuję ogromnej wagi do pielęgnacji stóp, jeśli chodzi o kremy to używam bardzo sporadycznie, a jeśli chodzi o pedicure, lubię mieć pomalowane paznokcie. Ale robiłam to zawsze sama, byleby było, nie musiało być nigdy idealnie, ja byłam zadowolona. I pewnego dnia, kiedy mój syn był dużo mniejszy niż jest teraz zrzucił mi na stopy coś - nie pamiętam już, co, ale pamiętam ten moment i pamiętam, że bardzo bolało. Ale przeszło i zapomniałam o tym. Okazało się, że ucierpiały paznokcie dużych palców u obu stóp. Zaczął wyglądać dziwnie i domyśliłam się, że paznokcie mi po prostu schodzą. Schodzenie paznokcia u stóp trwa dużo dłużej niż u dłoni, u mnie paznokcie schodziły w tym samym czasie na obu stopach, co było dość problematyczne. Nie przywiązywałam uwagi, ale tutaj już mi temat przeszkadzał i nie do końca wiedziałam, czy odrasta poprawnie, więc zapisałam się do podologa i kupiłam pierwszy krem; Onygen Cream - który polecił mi internet i okazał się naprawdę dobrym wyborem. Od podologa dostałam inna polecajkę, którą też kupiłam, bo jestem narwana i lubię mieć wszystko na już.
Z kolei, na dłoniach w jednego paznokcia wdała się dość obszerna zielona bakteria, taka, że moja stylistka paznokci odmówiła wykonania manicure. Ja niestety mam nawyk naruszania tych paznokci, a że trafiła się dłuższa przerwa między stylizacjami, w tej przerwie byliśmy w hotelu z basenem, w okolicy term, gdzie byliśmy co chwilę. I wszystko razem spowodowało to, że ta zielona bakteria była na połowie paznokcia. Znowu przeszukałam internet i kupiłam produkt polecany przez podologa. 

Zapraszam do zapoznania się z każdym z tych kosmetyków w szczególe.



ONYGEN CREAM - krem skuteczny na onycholizę 
Jest to mój pierwszy krem, który kupiłam po przeczytaniu opinii w Internecie. Po wizycie u podologa dowiedziałam się, że kupiłam dobry produkt, na którym jeszcze jakiś czas temu właśnie ten podolog sam pracował. Krem okazał się być naprawdę świetny. Używałam na paznokcie u stóp. Pielęgnował paznokcie, ładnie je nawilżał i wyrównywał płytkę, ale najważniejsze to to, że wspomagał wzrost paznokcia. I to na takim poziomie, że ja byłam w szoku, nigdy tak często nie musiałam obcinać paznokcie, a używałam przy okazji na wszystkich paznokciach. Krem nie był tłusty i się nie kleił. Nie przeszkadzał mi w niczym, bardzo fajnie i wygodnie się go używało, a na dodatek jest turbo wydajny. Mam wrażenie, że on się nie kończy. A używałam go 2-3 razy dziennie, w razie możliwości, ale zawsze używałam na noc.
Gdy miałam zieloną bakterię na paznokci u dłoni, też go używałam zazwyczaj rano przed pracą, czasem w samochodzie i czasem też i w pracy. Było to bardzo wygodne, bo właśnie krem ma fajną formułę, ładnie się wchłania i robi to, co ma robić oczywiście. Sprawia, że paznokieć rośnie dużo szybciej, co dla mnie w obu przypadkach miało kluczowe znaczenie.



ARKADA's Serum TC16 - serum kolagenowe
Jak już poszłam do podologa to polecił mi dodatkowo serum kolagenowe, jest to produkt, na którym pracuje obecnie i powiedział, że jest po prostu lepsze niż poprzedni krem, ma mocniejsze działanie. Nie muszę chyba mówić, że jako narwana osoba kupiłam to serum od razu, ja chcę mieć efekty już i natychmiast, a stwierdziłam, że będę sobie mieszać stosowanie. To serum już ma formułę oleistą, dlatego stwierdziłam, że będzie idealne na noc, a na dzień zostawię sobie krem, o którym pisałam wyżej.
I wow. Rzeczywiście serum kolagenowe robiło jeszcze lepszą robotę, paznokcie rosły jeszcze szybciej, regenerowały się, odbudowywały, paznokcie obcinałam co chwilę, widziałam ten wzrost i byłam zachwycona, bo właśnie o to mi chodziło. A serum przy okazji wzmacnia płytkę paznokcia, paznokcie rosną teraz twardsze i mocniejsze, mniej się łamią, co mnie bardzo cieszy.
Stosowałam głównie przy paznokciach u stóp. Na zieloną bakterię stosowałam raz na jakiś czas, co któryś dzień lubiłam sobie nałożyć, w weekend kiedy miałam wolniejszą chwilę, że nie musiałam za bardzo nic robić dłońmi. Serum wspomagało wzrost paznokcia. Ale na to dostałam też jeszcze lepszą rekomendację. 



PODOPHARM mykobooster - olejek do paznokci
Last but not least, to produkt,. który kupiłam już stricte pod zieloną bakterię. I powiem Wam, że znowu przejrzałam Internet, kupiłam, a potem u podologa zweryfikowałam, że znowu kupiłam dobry produkt. Wydaje mi się, że marka Podopharm po prostu wie, co robi i wie, jak to zrobić, żeby produkty działały i były użyteczne. 
Ten olejek ma bardzo specyficzny zapach, ze względu na to, że jest olejkiem używałam go na noc, chociaż nie miałam aż tak oleistej konsystencji, jak produkt wyżej. Tutaj jest on bardziej wodnisty, taki, że idealnie można wsmarować w paznokcie, a nadmiar ściągnąć; w dalszym ciągu będzie na paznokciu to, co ma być  i działać - co jest najważniejsze. Olejek mykobooster idealnie sprawdza się przy paznokciach z tendencją do grzybicy. Przez to ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwzapalne. Wydaje mi się, że pomagał zatrzymać się rozwojowi zielonej bakterii, dodatkowo wspomagał odbudowę płytki paznokcia i regenerował ją.


Wszystkie produkty sprawdziły mi się fenomenalnie i używam ich dalej! Jeśli chodzi o paznokcie u stóp, to w jednej nodze bardzo szybko się to ładnie ogarnęło, z kolei u drugiej stopy paznokieć zszedł mi aż trzy razy, raz po raz. Nie zdążył się jeden odbudować już zaczął schodzić, ale prawdopodobnie uraz był tam mocny! Na szczęście serum kolagenowe zrobiło ogromną robotę i dzięki temu, paznokieć odrastał co najmniej dwa razy szybciej. I teraz już tylko działamy u podologa z tym, żeby paznokieć się ładnie wyprostował. 
Z kolei, temat zielonej bakterii był u mnie jakoś półtora miesiąca, ale miałam połowę paznokcia zainfekowaną, więc też się musiał paznokieć cały odbudować i po prostu odrosnąć. Na zdjęciach widzicie jeszcze, jak to wyglądało jakiś czas temu, jutro idę w końcu na hybrydę i nie mogę się doczekać nowych i zrobionych paznokci!

Gdybyście potrzebowali czegoś to ja Wam bardzo polecam właśnie te trzy produkty. Naprawdę każdy się sprawdza świetnie, każdy sprawdza się idealnie o swojej porze i wszystkie te kosmetyki sprawiły, że paznokcie odrastają szybko i te nowe są na dodatek zregenerowane i mocniejsze, co jest naprawdę genialne!

HIMALAYA głęboko oczyszczający kawowy żel do mycia twarzy

27 stycznia 2026

 
Dzień dobry! Czy do was dociera to, że kończy się styczeń? Pierwszy miesiąc nowego roku dobiega końca. Ja już mam pierwsze wizyty lekarskie poumawiane na marzec, co mnie szokuje. Ale ta wiosna mnie bardzo cieszy, zima była fajna, mieliśmy naprawdę super zimę! Ale teraz czas na wiosnę, czas pochować grube i zimowe ubrania i nie mogę się doczekać już po prostu cieplejszej aury!
A jak na razie zostajemy w kosmetycznym temacie. Mam da Was dzisiaj kolejną recenzję żelu do mycia twarzy marki Himalaya, który znajduje się w najnowszym pudełku od Pure Beauty. Mamy tutaj produkt dla fanów kawy, ale i nie tylko! Ja kawy nie lubię, ale... już Wam piszę, jak ten żel się sprawdza!


Himalaya głęboko oczyszczający
kawowy żel do mycia twarzy






Kawowy żel do mycia twarzy marki Himalaya znajduje się w standardowym opakowaniu. Mamy tutaj fajną i przejrzystą grafikę, od razu wiemy, że produkt jest kawowy. A wiemy też, że kawa jest naturalnym peelingiem, więc żel przy okazji ma działanie peelingujące. Tubka stoi na głowie, dzięki czemu jest wygodna w użytkowaniu. Mamy na opakowaniu też wszystkie najważniejsze informacje.
Żel do mycia twarzy ma bardzo ładny zapach, mocno kawowy. Mimo że nie jestem fanką kawy to zapach mi nie przeszkadza. Żel ma idealną konsystencję, fajnie się nakłada go na twarz, nie spływa z niej i idealnie się myje. 


Żel jest idealny do mycia twarzy rano, jak i wieczorem. Jeśli chodzi o rano, to on genialnie myje twarz, oczyszcza z zabrudzeń, z nadmiaru sebum i przygotowuje twarz na całą poranną pielęgnację. Zapach kawy energetyzuje, pobudza i sprawia, że nawet psychicznie jesteśmy lepiej przygotowani na każdy dzień! Wieczorem nie używam go do zmywania makijażu, ale świetnie się sprawdza, jako drugie oczyszczanie. Tak, żeby dokładnie zmyć z twarzy i wszystkie kosmetyki, jak i resztki makijażu, które gdzieś tam jeszcze zostały. Żel nie tylko pięknie myje twarz, ale też świetnie ją wygładza, delikatne działanie peelingujące jest bardzo skuteczne! Skóra po użyciu jest tak pięknie odświeżona i ukojona, że wow! 


Ten żel do mycia twarzy jest naprawdę świetny! Świetnie myje i oczyszcza twarz, reguluje pracę sebum, genialnie przygotowuje skórę pod dalszą pielęgnację, jest świetny, jako pierwszy produkt, kiedy ogarniamy twarz. Kawowy zapach jest bardzo pobudzający i muszę przyznać, że czasem bardzo potrzebny, tym bardziej mi, osobie, która kawy nie pije. Żel dodatkowo świetnie wygładza twarz, co jest naprawdę mocnym atutem tego produktu. Ten delikatny peeling idealnie się sprawdza przy codziennym użytkowaniu. Ja jestem bardzo zadowolona z tego żelu i bardzo polecam!


A Wy jakie macie sposoby na poranną i wieczorną pielęgnację? Macie jakieś sprawdzone sposoby na pobudzenie albo na piękną i nieskazitelną twarz rano? Wieczorem wiadomo, że mocne oczyszczenie jest bardzo potrzebne i gwarantuję Wam, że będziecie zadowoleni z tego żelu.


[wpis reklamowy]

NIUVIU by so!flow SCALP PEELING peeling do skóry głowy

25 stycznia 2026

 
Dzień dobry! Jak się macie, co u Was słychać? Jak miła weekend? Mam nadzieję, że każdy z Was pamiętał o swoich Dziadkach w tym tygodniu! Powiem Wam, że czasem tak niewiele trzeba, żeby sprawić im radość, a tak bardzo ludzie zapominają, żeby zadzwonić, żeby poświęcić 5 minut. Mam nadzieję, że jesteśmy w stanie sprawić, żeby tak właśnie nie było. Ale takie są moje przemyślenia na koniec tego tygodnia.
Dzisiaj mam za to dla Was cudeńko! Dziadkowie są cudni, więc kosmetyk na weekend też musi być cudny. A tym peelingiem jaram się niemiłosiernie. Był w kalendarzu adwentowym od Pure Beauty, który kupiłam i jestem zachwycona. Uwielbiam peelingi do skóry głowy, ale ten to już w ogóle uwielbiam! Niuviu by so!flow i mamy kolejny sztos. Zapraszam do dokładnie recenzji i wielu zdjęć, bo dawno nie miałam aż tak fotogenicznego kosmetyku.


NIUVIU by so!flow - SCALP PEELING
peeling do skóry głowy






Peeling do skóry głowy od Niuviu ma przepiękny design! No tak mi się podoba to połączenie kolorów, niebieskiego i fioletowego, że nie mogę się napatrzeć. Bardzo ładne, na maksa spokojne, relaksujące i jest to zdecydowanie coś nowego. Bardzo mi się podoba! Nasz peeling też znajduje się w kartonowym opakowaniu, na którym są wszystkie informacje, ale na samej tubce tak samo, znajdziemy wszystko, co nam trzeba. Opakowanie posiada aplikator, mamy tutaj precyzyjne nakładanie na skórę głowy i możliwość dostania się idealnie między włosami. 
Peeling w dodatku to świetnego designu ma jeszcze przefantastyczny zapach. Naprawdę, zapach jest tak piękny, lekko słodki, owocowy, pyszny - no tak uzależniający, że ja mogę siedzieć, wąchać i jestem zachwycona. Zapach jest też dość mocny, jest wyczuwalny w trakcie aplikacji, co mi bardzo pasuje, bo jest po prostu ładny. Konsystencja jest idealna, świetnie jest wypełniona drobinkami peelingującymi, które nie są zbyt mocne, ale są wyczuwalne i robią robotę.



Ja peeling nakładam praktycznie co drugie mycie, jeśli mam możliwość. Myje włosy 2-3 razy w tygodniu, więc idealnie mi się układa. Peeling nakładam przed myciem na jakieś 15-20 minut, mam specjalny masażer do skóry głowy, który idealnie się sprawdza do peelingów i wcierek, więc nim rozprowadzam peeling na całej skórze głowy, między włosami - wykonując przy okazji masaż. Nie odczuwałam żadnego pieczenia ani podrażnienia. Peeling też nie spływał, siedział idealnie na skórze głowy między włosami. 
I peeling daje naprawdę świetne efekty. Skóra głowa jest cudownie oczyszczona, wygładzona, ale i ukojona. Nie powoduje przetłuszczania, ani sklejenia się włosów. Za to włosy są super odbite od nasady, mam wrażenie, ze lepiej rosną i jakoś tak są po prostu zdrowsze. Peeling świetnie radzi sobie z odblokowaniem porów. Cudownie wspiera pielęgnację i sprawia, że te nowe włosy są też w supoer stanie, jakby mocniejsze i zdrowsze. 



Jeśli chodzi o ten peeling to naprawdę wszystko jest tutaj fantastyczne, nie mam się do czego przyczepić. Konsystencja jest genialna, zapach jest wspaniały, a i efekty są bardzo zadowalające na maksa! Ja musze przyznać, że uzależniłam się od tego produktu i uwielbiam stosować peeling przed myciem. Poza tym, jest łatwo dostępny i w mega korzystnej cenie! No i wygląda.
Mam wrażenie, że włosy wtedy są lepsze, zdrowsze, fajniej i łatwiej się układają, a na dodatek są odbite u nasady i ich pielęgnacja jest zrobiona w 100%. Zaczynamy od skóry głowy, która jest turbo ważna jeśli chodzi o pielęgnację włosów również na długości. Używając peelingu mamy pewność, że dajemy skórze to, co trzeba. Skóra jest też ukojona i czuć przyjemne odświeżenie włosów.


Dajcie znać, czy używacie peelingów do skóry głowy? Jeśli tak to jakich i jak często? Ja jestem zachwycona, muszę sobie zrobić solidny zapas!


BLISTEX Lip Revitalizer balsam do ust

23 stycznia 2026

Dzień dobry! Piątek! Mamy piątek, matko jak cudownie! ja mam długi weekend, bo wzięłam sobie mini urlop i mogę się teraz rozkoszować dłuższym wolnym. Dzisiaj bardzo dużo rzeczy załatwiliśmy, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, ilu rzeczy nie wiem i ile rzeczy mam jeszcze do załatwienia, a o ilu rzeczach nie pomyślałam wcześniej... Szok, a zarazem szkoda. Ale jakoś damy radę. Szukam już alternatyw.
A na razie jeśli chodzi o pielęgnację ust - nie ma alternatyw! Uwielbiam pomadki ochronne do ust, jest to mój najczęstszy wybór na każde wyjście, nawet to bardziej imprezowe. Jakoś jest mi wygodniej, kiedy nie muszę myśleć o tym, czy usta są jeszcze w idealnym stanie, czy już rozmazane albo 'zjedzone'. Dlatego pomadek ochronnych u mnie nigdy dość. Dlatego Blistex mega mnie cieszy! I już Wam piszę, co i jak!


BLISTEX Lip Revitalizer
balsam do ust





Pomadka znajduje się w standardowym opakowaniu, plastikowe, ale dość ładne. Mamy oczywiście jeszcze dodatkowe opakowanie, na którym znalazły się wszystkie inne informacje, aczkolwiek wiadomo - balsam do ust myślę, że każdy używać potrafi. Mamy tutaj naprawdę świetną konsystencję. balsam jest miękki, elastyczny, ale też jest dość trwały i solidny. Nie ma problemu, żeby się balsam łamał tak łatwo, więc jest mega. Dodatkowo balsam ma piękny kokosowo, migdałowy zapach. Jest mega smaczny i przyjemny, więc używanie jest tak komfortowe, że wow!


Ja balsamu używam w każdej chwili. Przed wyjściem, rano, przed snem, w ciągu dnia, kiedy czuję, że jest taka potrzeba. Zimą też bardzo często i łatwo podrażniają mi się usta. Ten balsam od jakichś dwóch trzech tygodni jest u mnie w użyciu codziennie i uwielbiam jego działanie! Balsam pięknie 'siedzi' na ustach, jego część się pięknie wchłania, a reszta zostaje na ustach, jako bariera ochronna ust. Balsam cały czas pachnie pięknie i cały czas pielęgnuje usta. Balsam ni ściera się z ust, ani się nie zjada. Naprawdę pięknie regeneruje usta, szybko łagodzi i daje ulgę, a przy okazji sprawia, że usta wyglądają pięknie!


I ja muszę przyznać, że ten balsam to naprawdę strzał w 10! Jestem nim zachwycona i dawno żaden inny balsam mnie tak pozytywnie nie zaskoczył. Poprzeczka jest stawiana coraz wyżej, a myślałam, że już wyżej się nie da z moim poprzednim ulubieńcem, a tu proszę - jednak się da! Balsam pięknie pachnie i super nawilża i odżywia nasze usta! Nie ściera się, nie znika ust bez żadnych efektów, naprawdę jest to Lip Revitalizer! Ja jestem zachwycona i bardzo polecam1


Znacie ten produkt? Kojarzycie Blistex? Jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji ust? Dajcie koniecznie znać, ale polecam Wam rozejrzeć się i za tym! Mega się cieszę, że w Pure Beauty są zawsze takie fajne kosmetyki! 


[wpis reklamowy]