#50 świąteczny kinomaniak

13 grudnia 2020


Ho, ho, ho! Dzień dobry! Witam was w niedzielę, w dość spokojny weekend. Dajcie znać, jak Wasz, bo mój weekend teraz jest bardzo spokojny, lezę, odpoczywam, zasypiam, jem, oglądam filmy albo skoki i taki leci. Ale powiem Wam, że przy mega zalatanym tygodniu i dodając do tego jeszcze dość wymagający kurs w soboty potrzebne są mi takie dni, kiedy nic nie robię. 


A skoro już mam taki vibe odpoczywania i nic nierobienia, to zapraszam Was na przegląd filmów świątecznych! Ciesze się, że udało mi się wyrobić z częścią filmów, żeby dać Wam znać jeszcze przed świętami! I koniecznie dajcie znać, co jeszcze warto obejrzeć, bo wiem że na tych filmach się nie skończy.

Randki od święta (2020) 'Holidate' komedia romantyczna, świąteczny


Pierwszy film świąteczny, jaki oglądaliśmy w tym sezonie, i to jeszcze w listopadzie. Ale muszę przyznać, że zaczęliśmy bardzo fajnie! Komedia jest na maksa przyjemna, ciekawa, czasem nieprzewidująca, mimo że od początku filmu wiadomo, co się wydarzy. Mi to nie przeszkadza, a nawet nie oczekuje od komedii romantycznych elementu zaskoczenia w postaci innej pary niż się oczekuje od samego początku. Historia jest dość ciekawa, inna, a przy okazji zabawna. I według mnie warto obejrzeć tę komedię! 

Prezenty z nieba (2020) 'Operation Christmas Drop' komedia romantyczna, świąteczny


Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Puściłam go i tak sobie leciał, żeby już doleciał do końca. W ogóle mnie nie porwał ani nie zainteresował. W związku z tym za wiele też z niego ani nie pamiętam ani nie wiem, bo pewnie większość czasu przesiedziałam na telefonie, no ale niestety - nic ciekawego. Oglądałam jeden z ostatnich momentów tytułowego motywu prezentów z nieba i w sumie za to dostał ode mnie 3/10 a nie 1/10 haha.

Kronika świąteczna (2018) 'The Christmas Chronicles' | Kronika świąteczna: Część 2 (2020) 'The Christmas Chronicles 2' familijny, komedia, przygodowy, świąteczny


Uwielbiam ten film, pierwszą, jak i drugą część bardzo podobnie! Włączyłam go i totalnie nie spodziewałam się tego, co zobaczę. początkowo myślałam, że będzie to kolejny film w stylu disneyowskich komedii, z irytującym dubbingiem i nastawiłam się średnio. Ale tak bardzo spodobała mi się ta seria, że parę dni później obejrzałam go raz jeszcze u teściów (pierwszą i drugą część, jedna po drugiej). Mega przyjemny, bardzo pozytywny, momentami na maksa zabawny, ale i wzruszający. Bardzo polecam, idealnie nadaje się dla wszystkich, dla młodszych i dla starszych. Pierwsza część jest bardziej młodzieżowa i dorosła z motywem dla dzieci, z kolei druga część to będzie istna frajda dla dzieciaków. Ja wolałam pierwszą część, ale i drugą się fajnie oglądało. Więc bardzo polecam, obie!

O północy w Magnolii (2020) 'Midnight at the Magnolia' komedia romantyczna


Nie jest to jakiś turbo świąteczny film, gdzie zobaczycie masę świątecznych motywów, piosenek świątecznych itd. Tutaj te święta są bardziej obok, bardziej skupiamy się na Sylwestrze, ale jest to raczej tylko tło do historii komedii romantycznej, która dla mnie jest dość przyjemna. Nie jest odkryciem roku i czymś zupełnie nowym i niesamowitym, wow oh wow, ale jest fajna na jakiś wieczór, kiedy chce się obejrzeć coś lekkiego. Jest dość wzruszający, w pewnym momencie dzieje się sporo smutnych, przykrych rzeczy, jak to zawsze bywa w tego typu filmach. Nie powiedziałabym, że musicie go koniecznie obejrzeć, ale możecie z braku laku. 

Świąteczny kalendarz (2018) 'The Holiday Calendar' komedia romantyczna, świąteczny


Nie wiem do końca jak opisać i ocenić tej film. Z jednej strony jest w nim magia, którą uwielbiam, jest kalendarz adwentowy, który od paru lat towarzyszy mi co grudzień, jest też dosyć zawiła historia świąteczna. Więc niby powinnam być zachwycona, a z drugiej strony obejrzałam go i kompletnie o nim zapomniałam. Mam wrażenie, że jest trochę niedociągnięty, że czegoś mi w nim brakuje, ale sama nie wiem czego. Ale mógł być sztosem, a jest w sumie taki uoo. Można obejrzeć dla samej magii i kalendarza adwentowego, ale są lepsze filmy ;).

Święta, święta i... znowu święta (2020) 'Tudo Bem No Natal que Vem' komedia, świąteczny


Włączyłam ten film, bo był numer 1 na netflix, myślę sobie, o ekstra - w końcu jakaś głupkowata, ale fajna komedia świąteczna, bez historii miłosnej, tylko tak o żeby się rozluźnić. Pierwsze 15/20 minut było na maksa nudne, aż miałam momenty, że szkoda, że nie wybrałam innego filmu, potem powoli się rozkręcił i mnie ciekawił, chociaż zastanawiałam się, czy na tyle, że będzie wow. I był WOW, nie mogłam się oderwać od tego filmu, stopowałam przy każdym wyjściu do łazienki, tak mnie wciągnął. A ostatnie 20 minut przeryczałam tak mocno, że nie mogłam się uspokoić. Historia trochę jak z Opowieści wigilijnej, ale obiera sporo zwrotów akcji, których ja się nie spodziewałam i dlatego jestem zachwycona. Naprawdę warto przetrwać ten nieciekawy początek i obejrzeć do końca, bo film uświadamia masę rzeczy.


No to czekam też i na Wasze propozycje filmów świątecznych! :)

Podsumowanie Kenii!

10 grudnia 2020

 
Dzień dobry! Co tam, jak tam! Dzisiaj mamy czwartek, jak zawsze w czwartki u nas jest dość beznadziejna pogoda, ale mam nadzieję, że jakoś to przetrwamy i mnie ani nic nie zdmuchnie ani grad ze śniegiem nie zasypią. Ale to się okaże wieczorem, w jakim stanie wrócę do domu.



Dajcie znać co u was, czy czujecie ten świąteczny vibe i czy cieszycie się na nadchodzące święta? Ja już jestem bardzo w tym i obejrzałam sporo filmów świątecznych, więc szykujcie się na świątecznego kinomaniaka już niedługo ;). A dzisiaj będzie dość luźny wpis, bo jeszcze wrócę wspomnieniami do Kenii! Pomyślałam, że spoko będzie zrobić taki zbiorczy wpis, gdzie znajdą się wszystkie wpisy dotyczące Kenii z dodatkowymi krótkimi opisami :). Jak trafi tu ktoś nowy to macie świetny spis treści z odnośnikami do tego, co Was naprawdę interesuje ;)> A może kogoś z Was ominął jakiś wpis? W takim razie enjoy!


Informacje dosyć ważne i przydatne. Sama się nad nimi zastanawiałam i czasem trochę stresowałam zanim nie pojechaliśmy i nie przekonaliśmy się na własnej skórze. Mimo wszystko, Kenia jest w Afryce i Afryka to jest inny świat, inni ludzie, mimo że są turbo otwarci, mili i wspaniali, to jednak wydaje mi się, że zawsze warto jest mieć dystans i po prostu być świadomym, co może się wydarzyć i co może Was spotkać. Kwestia szczepień tutaj jest bardzo sporna, każdy robi jak mu podpowiada i każe sumienie ;).


Druga sprawa ogólnych, ale ważnych informacji. Kwestia napiwków i pieniędzy, w naszym przypadku zdarzyło się tak, że Pani w biurze podróży wprowadziła nas w błąd i przyznam szczerze, że większość osób też. A dopiero kiedy się rozmawiało z lokalsami wychodzi na to, że wcale te 1-dolarówki nie są super pomysłem.. zależy. No i jedzenie, też ważna rzecz, i jakkolwiek to jedzenie było pyszne tak teraz jedyne co mi się kojarzy to te małpy, które sobie podbiegają i kradną żarcie ze stołów - życie!


Czyli opis hotelu! Hotel zrobił na nas ogromne wrażenie, wyglądał jak smerfne domki, cały resort bardzo mi się kojarzył z wioską smerfów i mega mi się podobało to, że mogliśmy tak pobyć w totalnie innym miejscu, w turbo innej rzeczywistości. Inny świat, idealny na podróż poślubną ;). W tym wpisie znajdziecie opis hotelu, pokoi, trochę o recepcji i o obsłudze, o restauracjach, barze i wszystkim innym, jak i opisałam pewną małą dramę z sejfem, o której warto poczytać, bo to akurat pozostawiło lekki niesmak ;).


Story time! Co prawda za dużo przygód nie mieliśmy, ale akurat to jak kupowaliśmy pamiątki w Kenii przeraża mnie do dziś i siedzi mi w głowie cały czas! I jak zazwyczaj z biegiem czasu człowiek śmieje się z takich sytuacji, to powiem Wam szczerze, że to dalej mnie przeraża i nie wiem już sama czy to norma, czy akurat my tak trafiliśmy... nie mam pojo! Jeżeli też byliście w Kenii to dajcie znać, czy Was też spotkała taka sytuacja, bo jestem mega ciekawa ;). 200 dolców nie nasze, ale hej (!) jaka przygoda!


I zaczynają się atrakcje, Pierwszą z nich jest Seasafari czyli możliwość zobaczenia trochę podwodnego świata, bez potrzeby nurkowania, wypływania w morze czy w ogóle jeżdżenia w jakieś konkretne miejsce (chociaż to też się da i wierzę, że wtedy więcej zobaczycie). Nam to w sumie wystarczyło, i tak to było dla nas coś nowego, myślę, że następnym razem bym się skusiła już na jakieś nurkowanie, pływanie z delfinami czy coś innego. Mimo wszystko zobaczyliśmy sporo, a lokalsi opowiedzieli nam jeszcze więcej, więc bomba!


Ta atrakcja przeważyła zdecydowanie na tym, że ostatecznie wybraliśmy Kenię. Nigdy bym się nie domyślała, że coś takiego mnie kiedyś spotka, a tu hej! Widziałam sikającego lwa, ciekawską żyrafę i zawstydzoną pumbę! Dodatkowo bawoły ze śmiesznymi minami, masę sarno-podobnych odmian i polującą lwicę... Czad! I to jest największy plus Kenii, który jest wart każdej złotówki. Spanie na środku parku narodowego, z okna widok na zwierzęta, możliwość podejrzenia zwierząt spod ziemi, no wow! Polecam!

Bardzo opisowy wpis. Miałam na szczęście spis wszystkich możliwych wycieczek fakultatywnych wraz z cenami, więc wszystko macie zawarte we wpisie. My nastawiliśmy się bardzo na safari i jakoś nie myśleliśmy o innych możliwościach, a myślę, że gdybyśmy dostali taką listę wcześniej to pewnie byśmy się skusili i na coś jeszcze ;). Więc szkoda i dla nich, bo zarobiliby na nas więcej.


Jestem mega wdzięczna za to, że w głównej mierze lecieliśmy nocą. Gdyby to było w ciągu dnia, to bym się zanudziła albo tak zaspała, że nic by mi się nie chciało i byłby dramat. Więc głównie spaliśmy i oglądaliśmy filmy. Wiaodmo w każdą stronę inaczej się leci i z innymi emocjami, więc różnie ta podróż przemija, ale i toaleta i korzystanie z niej w samolocie nie jest wcale tak straszne, jak mi się wydawało! A uwierzcie, zastanawiałam się nad tym długo, co i jak haha.


Pisząc to podsumowanie, uświadomiłam sobie jaka szczęśliwa byłam kiedy byliśmy w Kenii i jaka szczęśliwa jestem teraz, że mam takie doświadczenia, że mam takie przeżycie i mam najwspanialsze wspomnienia z naszej podróży poślubnej. Jestem turbo zadowolona i nie żałuję wydanego każdego dolara na miejscu i każdej złotówki przed. Rewelacja, bardzo polecam, będę wspominać to bardzo długo! A jeśli chodzi o pełną kwotę, to zapraszam już do wpisu, gdzie macie podliczenie kosztów ;).




Na koniec mam dla Was jeszcze nasz filmik, żeby podsumować cały nasz wyjazd! I więcej o Kenii nie będzie, bo nie mam już co pisać, wyczerpałam temat i teraz przyszedł czas zanurzyć się w zimowym czasie! Co też mnie cieszy ;).
Trzymajcie się!


Piękne rozświetlenie od Essence, Glow to go!

07 grudnia 2020

 
Dzień dobry! Jak tam? U mnie po weekendzie jak zawsze sporo ogarniania i wracania na moje tory, wracanie do mojej rutyny, która pomaga mi utrzymać w miarę wszystko w ryzach. Ale, przechodząc od razu do tematyki wpisu, dzisiaj dalej będzie kolorówka i w dalszym ciągu rozświetlacz. Uwielbiam rozświetlacze, uwielbiam glow na twarzy w makijażu, więc poza rozświetlaczem w płynie, zawsze miałam rozświetlacze prasowane. I tak o to w moje ręce wpadł ten rozświetlacz i zakochałam się od razu, więc zapraszam do recenzji ;).

Essence, Glow to go!
10 sunkissed glow


Paletka rozświetlaczy, bardzo dobrze napigmentowana, zawiera dwa pudry rozświetlająe i dwa brązujące, które można łączyć lub nakładać oddzielnie. Dzięki pudrom szybko uzyskamy efekt cery muśniętej słońcem, a także połyskującą skórę na ramionach czy dekolcie.

Jak widzicie paletka składa się z 4 różnych rozświetlaczy. Jeden jest idealnie złoty, drugie różowe złoto, taki szampański odcień, natomiast dwa pozostałe brązujące, jeden w cieplejszych i drugi w zimniejszych tonacjach. Nie będę ściemniać, ale prawdopodobnie te dwa najjaśniejsze zostaną zdenkowe na full, a te brązujące tyle użyję tyle o ile. Nie ma obecnie możliwości, opcji ani pogody, żebym mogła dodawać sobie na ramiona czy dekolt brązujący rozświetlacz. Chociaż nie powiem, wyobrażam sobie ten olśniewający efekt, ale niestety nie mam obecnie do tego warunków. Więc może za rok!


Tak, jak pisałam, ja uwielbiam rozświetlacze i nie może ich zabraknąć w moim makijażu dziennym, domowym, a o imprezowym/wieczorowym już nawet nie wspomnę. Nakładam go gdzie się da, ale koniecznie pod łuk brwiowy, na kości policzkowy, nos, czoło, broda i łuk kupidyna. Dodatkowo jak robię makijaż oczu to też się skuszę, żeby nałożyć cokolwiek w wewnętrznych kącikach. Jako największa fanka różowego złota, zazwyczaj idę w ten odcień drugie od lewej, tutaj wygląda dosyć jak pudrowy róż, ale w rzeczywistości jest to delikatne różowe złoto, które bardzo mi pasuje. Do kącików zawsze dodaję ten pierwszy złoty i jest czad. Błysk, tafla i efekt wow!


Mam nadzieję, że na zdjęciach udało mi się chociaż trochę uchwycić ten glow o jaki mi chodzi. Na policzkach jest widoczna ta tafla, ten błysk i efekt jak się to może mienić w zależności od ruchu. Na trzecim zdjęciu udało mi się też uchwycić glow pod łukiem brwiowym, które jest na żywo jest dużo większej! Wiadomo, że ciężko jest mi uchwycić efekt w innych miejscach. Tym bardziej, nos, broda i łuk kupidyna, wystarczy katar i po pierwszej chusteczce wszystko się ściera. Z katarem nawet turbo trwały rozświetlacz nie wygra i nie ma na co tutaj liczysz. Aczkolwiek jeśli chodzi o produkt na policzkach i oczach, to jest trwały, trzyma się i nie schodzi sam z siebie.


Nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy tą paletką i ją uwielbiam! Ja zawsze z paletek zużywam maksymalnie dwa produkty, więc i tutaj nie dziwi mnie to, że te brązujące rozświetkacze schodzą na dalszy plan. Niestety ta paletka jest na razie wycofana i nigdzie nie można jej znaleźć, ale mam nadzieję, że znajdę przynajmniej pojedyncze rozświetlacze w ofercie Essence, bo te dwa jasne są dla mnie ideolo! A muszę przyznać, że nie miałam nigdy za wiele produktów od Essence i aż szkoda ;).


Goodies | Yankee Candle | Autumn Glow | jesienny blask

04 grudnia 2020

 
Dzień dobry! Co tam? Mamy kolejny piątek! Więc weekend i mam nadzieję, że u Was wszystko jak najbardziej w porządku! Plany na weekend są, czy to odpoczywanie, czy działanie, najważniejsze żebyście byli zadowoleni. Ja jutro z samego rana mam kurs do południa i potem jedziemy na mini weekend do rodziców, więc zawsze coś innego. Śnieg topnieje, więc trochę zimowa aura zniknęła, ale na dzisiejszy post akurat jak znalazł.
Dziś powiem Wam o jesiennej świeczce dostępnej na Goodies od Yankee Candle, także idealnie wyrobię się przed zimą, więc let's do it!

Yankee Candle
Autumn Glow


Autumn Glow pochodzi z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o egzotycznym aromacie paczuli, złotego bursztynu, i świeżo ciętych ziół. Wyczuwalne są też delikatne nuty cytrusowe.

Nuty głowy: musujące cytrusy
Nuty serca: świeżo cięte zioła, jesienne kwiaty
Nuty bazy: bursztyn, paczula, fasola tinka

Zapach: rozgrzewający, jesienny, kwiatowy i cytrusowy.


Tym razem jest to średnia świeca i musze przyznać, że dla mnie te średnie są ogromne. Nie wiem, duże to już w ogóle są przeogromne, ale średnie są dla mnie chyba wystraczające. W zależności jeszcze od mojej miłości do zapachu, bo jestem w stanie i wybrać dużą świecę, jak się zakocham. I ogólnie bardzo lubię te opakowania, grube i dobre szkło, wygodne opakowania, tak samo jak i zamknięcie. Mi się bardzo podoba design marki Yankee Candle i te świece zawsze super wyglądają. Knoty są grube i nigdy nie miałam żadnych problemów z tymi świecami pod kątem technicznym.


I przechodząc do zapachu! Najpierw jak otworzyłam słoik i powąchałam wosk to przyszło mi do głowy, że 'Woooow, co to za turbo mocne perfumy'. I to takie dość ciężkie, intensywne i mocne perfumy. Nie każdy przepada za takimi zapachami, więc sama na początku się trochę obawiałam, że m to nie podejdzie, jak już zapalę, ale na szczęście było inaczej. Zapaliłam i ten mocny zapach się tak jakby 'rozwiał', od razu zrobił się słabszy, od razu zelżał i nagle otulił moje mieszkanie pięknym i bardzo przytulnym zapachem. On dalej pachnie dla mnie perfumami, ale już łagodniejszymi i takimi fajnie otulającymi.
Akurat w tej świecy nie jestem w stanie wyczuć nic z podanych nut zapachowych, bo są dla mnie akurat tak inne, że poza cytrusami nie wiem, jak co pachnie ;). Czy jest to jesienny zapach? Jest, na pewno nie jest on świeży, wiosenny i na cieplejsze dni, on się idealnie nadaje na siedzenie w domu pod kocem i z herbatą - na takie okazje jest idealny :).


No! Oczywiście mam już kolejne świąteczne zapachy, które od paru dni palę i na pewno pojawi się tutaj i ich recenzja. Ale jakiekolwiek zapachy lubicie, dajcie mi koniecznie znać, jakie są Wasze ulubione! I może coś mi polecacie na ten świąteczny i domowy czas ;))
Trzymajcie się!


Denko listopad 2020r.

01 grudnia 2020

 
Witamy w grudniu! Szok i niedowierzanie, tym bardziej, że pierwszy śnieg za nami, choinka już stoi od piątki, więc idealnie się wyrobiliśmy w czasie, że ja już zdążyłam poczuć ten zimowy i świąteczny czas. No, ale właśnie świąteczny czas, blogmas, a ja tu denko wrzucam. W tym roku czas na przerwę, może i stałą może i tylko w tym roku, ale jakoś nie mam weny, nie mam sił i wiem, że nie będę w stanie powyrabiać się ze wszystkimi świątecznymi wpisami na czas, więc nie dokładam sobie roboty, bo po co mam się stresować i wkurzać ;). Tym bardziej, że w tym roku sytuacja wygląda całkiem inaczej, a ja nawet nie wiem czy będzie mi dane spróbować chociaż jednego piernika, więc niet! Ale na instagramie będzie świątecznie i tam zapraszam wszystkich świątecznych freaków, od świąt się nie odcinam!


A tym razem zapraszam na denko, dość niewielkie, dość konkretne, ale jest. Mam wrażenie, że w grudniu będę mieć czas, żeby znowu przejrzeć wszystkie swoje kosmetyki i pozbędę się kilku rzeczy, ale to tak żeby na Nowy Rok nie wchodzić ze śmieciami - zawsze tak robię! Ale wybiegam za bardzo do przodu, na razie zapraszam Was na zużycia listopadowe!


Ze stałych ulubieńców pojawiły się dla mnie takie bardzo kultowe i standardowe produkty. Jak np, Schwarzkopf, GlissKur, ultimate repair, ekspresowa odżywka regeneracyjna - one zawsze będą moim numerem jeden, zawsze i wszędzie i na każdą okazję. Tak samo, jak i niezawodne BeBeauty, płatki kosmetyczne, które na dodatek są najtańsze, najłatwiej dostępne i zdecydowanie najlepsze. I po niewypale z Facelle w końcu znalazłam idealny zamiennik, czyli ApteoCare, chusteczki do higieny intymnej, co prawda szkoda, że tylko przez Internet, ale zamawiam większe ilości przy okazji witamin i też jest okej, więc nie ma tego złego. A są naprawdę super i zdają egzamin na takim samym poziomie, co właśnie pierwotna wersja chusteczek od Facelle :) I Alterra, pomadka ochronna, mimo że ja pomadek używam rzadko w okresie nie zimowym to teraz już mi szkoda, że się skończyła akurat tak na początku. Nie chcę jej kupować, bo mam masę innych, których muszę się w końcu pozbyć. Ale jak tylko zużyję to co mam to na pewno kupię dobry zapas pomadek z Alterra. 


Holika Holika, Pure Essence Mask Sheet, Lemon - zapomniałam o niej totalnie, a że zrobiłam sobie beauty day to z wielką chęcią z niej skorzystałam i efekt był świetny. Sama płachta jest super nasączona produktem, nie spadała mi z twarzy, bardzo fajnie na niej 'siedziała', zapach był lekko cytrynowy, ale był, jak najbardziej w porządku. Skóra po się nie kleiła, za to była super wypielęgnowana, rozjaśniona i nawilżona - dla mnie ekstra!
Natura Siberica, rokitnikowy spray-kondycjoner odżywczy do włosów - miałam problem z atomizerem, który sikał mi tą odżywką na włosy mocnym skoncentrowanym strumieniem, miałam chwilowy mindfuck, ale wystarczyło psikać sobie na dłonie i potem nałożyć delikatnie na włosy, efekt był świetny. A i w ten sposób mam wrażenie, że odżywka była bardzo wydajna i starczyła mi bardzo na długo. Używałam jedynie na mokre włosy zaraz po myciu i da się zauważyć, że teraz od kiedy nie mam tej odżywki, czegoś mi brakuje w pielęgnacji :).
Vianek, odżywczy krem pod oczy z ekstraktem z szyszek chmielu - krem jest bardzo okej, nie mam się do czego przyczepić, ma fajną konsystencję, nienachalny zapach, do tego wygodnie się rozsmarowuje, super aplikacja, opakowanie i widać, że pielęgnuje skórę pod oczami, więc ja jestem jak najbardziej na tak ;).
Dermedic, Hydrain3 Hialuro, płyn micelarny - kolejny super produkt, z którego ja jestem bardzo zadowolony. Genialnie zmywał makijaż, genialnie doczyszczał twarz po zastosowaniu olejku czy mleczka do demakijażu, a i tak samo super oczyszczał twarz rano po nocy. Dodatkowo wydajny, fajnie pachniał, wygodna butelka, która jest spora, ale wygodnie mi się ją używało, więc dla mnie bomba!


Hean, paletka do konturowania - nie mogę się aż tak do niej przyczepić, bo bronzer zużyłam cały, co jakiś czas używałam też róż i rozświetlacz i prawda jest taka, że gdyby nie to, że mam tego teraz za dużo, to pewnie zużyłabym całą paletkę, ale że mam po prostu produkty fajniejsze, które bardziej mi odpowiadają kolorem, opakowaniem, marką itd. to ta paletka poszła w odstawkę. No gdyby była genialna to na bank bym ją zużyła, według mnie jest średnia, jak najbardziej ok.
Zielone Laboratorium, odżywka wygładzająca, olej migdałowy + len - lubiłam tę odżywkę, miała bardzo lekką konsystencję, ale da mnie zdecydowanie za lekką, czegoś mi w niej brakowało, szkoda że nie był treściwsza, troszkę bardziej gęsta i wtedy byłabym super zadowolona. Trochę za bardzo spływała i znikała z włosów, zapach lekko podrażniał moje oczy co było dziwne, ale dało się do tego przyzwyczaić. Mimo wszystko, czegoś mi w niej brakowało jednak.


Noname, pomadka ochronna - ja nawet nie wiem skąd mam tę pomadkę, na opakowaniu jest napisane tylko 'mamanadiecie' i żadnej innej dodatkowej informacji, obstawiam, że leży u mnie już z 10 lat i tak ją przewalam z miejsca w miejsce, ale idzie do bubli, bo wiem że powinnam ją wywalić dużo wcześniej. Jej konsystencja jest taka mdła i roztapiająca się, taka że 'siedzi' na ustach jak wosk i wcale to nie jest przyjemne. Więc dziwię się, że tak długo wierzyłam w to, że się zmieni.
Yves Rocher, woda perfumowana, Tropicale Tentation - co prawda po próbce ciężko mi w 100% się określić, ale zapach mi się bardzo nie podobał! Za bardzo cytrusowy i po prostu brzydki, bleh i nie. A szkoda, bo po samej nazwie wydawałoby się, że będzie czad!


I o! Na denko grudniowe mam duże plany i mam nadzieję, że uda mi się zrobić porządki w kosmetykach do pielęgnacji i w kolorówce, pozużywać masę próbek i wyczyścić szafę na 2021r. Tym bardziej, że w kalendarzu adwentowym liczę na same cudeńka, które chętnie będę używać <3
A jak Wasze denka? :)