Yves Rocher duet do demakijażu z wyciągiem z trzech herbat

11 września 2013

Do egzaminu coraz bliżej, uouououo, a poziom stresu coraz wyższy. Ale byleby zachować spokój, uczyć się i być zajebiście przygotowaną ;). Zaczęłam już zarywać nocki, jakoś wtedy w spokoju uczy mi się najlepiej. Chodzę spać około 4-5 nad ranem, ale to i tak nie jest złe. Jakoś nie odczuwam efektów ubocznych, jeszcze ;). Nie mogę się doczekać soboty i spotkania blogerek w Nałęczowie ;). Już od samego początku będzie cudownie, a mianowicie od podróży tam ;D. Uwielbiam <3. Co więcej.. 23 listopada będę miała okazje poznać podkarpackie blogerki w Rzeszowie! Jestem niesamowicie szczęśliwa i podekscytowana, że w końcu poznam dziewczyny 'po fachu' z moich rodzinnych okolic ;).

Przechodząc do recenzji :). Płyn micelarny oraz peelingująca pianka do demakijażu z Yves Rocher, dostałam jako gratis do jakichś zakupów trochę temu. W ogóle jestem zachwycona tym ile czasem gratisów można ugrać zamawiając coś u nich, czy to perfumy, czy zestawy kosmetyków, czy jakieś pakiety niespodziankowe, czy inne rzeczy o.O. Wracając do demakijażu. Na samym początku podchodziłam do tych kosmetyków z ogromnym dystansem. Najbardziej nie byłam przekonana do tej pianki i dopiero po pewnym czasie zaczęłam jej używać, ale przejdźmy do szczegółów ;).

Płyn Micelarny do demakijażu twarzy i oczu z wyciągiem z trzech herbat to kosmetyk z nowatorskiej serii łączącej w sobie działanie oczyszczające i odmładzające, dzięki wyciągom z trzech gatunków herbaty o właściwościach detoksykujących. Płyn dokładnie oczyszcza skórę twarzy, oczu i ust z makijażu i zanieczyszczeń. Oczyszczające działanie kosmetyku uzupełnione jest efektem rewitalizującym, który sprawia, że skóra jest wyraźnie ożywiona i wygląda młodziej. Płyn nadaje się do oczyszczania wszystkich rodzajów cery.
Działanie · oczyszcza twarz i oczy z makijażu i zanieczyszczeń · rewitalizuje skórę
Składniki · wyciąg z zielonej herbaty - detoksykuje dzięki działaniu antyutleniającemu · wyciąg z białej herbaty - detoksykuje dotleniając komórki · wyciąg z herbaty z Madagaskaru - detoksykuje wzmacniając ochronę komórek · woda z rumianku bio, olejek z róży Muscat
Rezultaty SKUTECZNOŚĆ POTWIERDZONA TESTAMI: 93% kobiet uważa, że po zastosowaniu Płynu micelarnego do demakijażu twarzy i oczu skóra jest dokładnie oczyszczona. 85% uważa, że skóra jest zrewitalizowana. 83% uważa, że skóra jest oczyszczona.
Sposób użycia Stosuj Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu z wyciągiem z 3 herbat codziennie rano i wieczorem na twarz i oczy, używając płatka kosmetycznego. Kosmetyk nie wymaga spłukiwania.


 

Moja opinia: Estetyczne opakowanie, z którego się bardzo wygodnie korzysta. bardzo solidne zamknięcie, kilka razy miałam problemy żeby je otworzyć, więc ogromny plus, bo nie ma strachu jeśli się gdzieś go weźmie. Jest przezroczyste, więc widać ile produktu zostało nam jeszcze do końca. Produkt wylewamy na wacik, bardzo łatwo reguluje się odpowiednią ilość płynu. Baaardzo ładny zapach, nie mam pojęcia czemu, ale kojarzy mi się z dzieciństwem i z czymś jeszcze, ale nie mogę dojść do tego, co to takiego. Jednak jest on dosyć delikatny, nienachalny i w żaden sposób nie przeszkadza. Płyn micelarny bardzo dobrze zmywa podstawowy makijaż, jak fluid, podkład, róż, bronzer itd. Jeśli chodzi o demakijaż oka to z tym jest już trochę gorzej. Z mocniejszym, wyjściowym makijażem nie poradzi sobie, trzeba dobrze i kilka razy trzeć, żeby zmyć wszystko, a to powoduje podrażnienia, łzawienie i nawet wysuszenie okolic oczu. Ale ogólnie to całkiem dobrze oczyszcza skórę i przygotowuję ją na wieczorną pielęgnację. Nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, jak długo używałam tego płynu, ale starczył mi na myślę jakieś 2 miesiące ;). 


Peelingująca pianka do demakijażu twarzy z wyciągiem z trzech herbat to kosmetyk z nowatorskiej serii łączącej w sobie działanie oczyszczające i odmładzające, dzięki wyciągom z trzech gatunków herbaty o właściwościach detoksykujących. Pianka o delikatnej konsystencji z drobinkami peelingującymi z pestek moreli dokładnie oczyszcza skórę twarzy. Efektem jest czysta i wyglądająca młodziej skóra o wygładzonej powierzchni, promieniejąca naturalnym blaskiem. Kosmetyk polecany jest w szczególności do cery mieszanej i tłustej, zapewnia jej dodatkową świeżość w wyniku zmycia pianki wodą. Kosmetyk nie nadaje się do demakijażu oczu.
Działanie · oczyszcza twarz z makijażu i zanieczyszczeń · złuszcza martwe komórki naskórka · odświeża skórę
Składniki · wyciąg z zielonej herbaty - detoksykuje dzięki działaniu antyutleniającemu · wyciąg z białej herbaty - detoksykuje dotleniając komórki · wyciąg z herbaty z Madagaskaru - detoksykuje wzmacniając ochronę komórek  rozdrobnione do postaci pudru pestki moreli
Sposób użycia Stosuj Peelingującą piankę do demakijażu twarzy z wyciągiem z 3 herbat codziennie rano i wieczorem, delikatnie masując skórę okrężnymi ruchami. Następnie obficie opłucz twarz letnią wodą. Kosmetyk nie nadaje się do stosowania do demakijażu oczu.


 


Moja opinia: Pianka znajduje się również w dosyć estetycznym i ładnym opakowaniu. Niestety, ciężko jest zobaczyć zużycie. Produkt znajduje się w tubce, która stoi cały czas 'na głowie', więc łatwo jest wydobyć produkt z opakowania w każdej chwili i na każdym etapie zużycia. Biała, dosyć gęsta konsystencja w formie zwykłego kremu zawiera w sobie drobinki, które do najmniejszych nie należą, ale za to są delikatne. Nie podrażniają, ani nie uczulają, ani nie robią nic złego ze skórą. Zapach jest taki sam, jak w przypadku płynu micelarnego. Bardzo wygodnie się ją rozprowadza na twarzy i 'doczyszcza' skórę. Czasem tylko razem z fajną pianką wylatuje po prostu w formie wody i niestety nie wiem czym to może być spowodowane (tym bardziej, że produkt jest przechowywany prawidłowo i na pewno się już nie popsuł ;o). Pianka bardzo dobrze zmywa makijaż kompletnie nieruszony wcześniej przez jakiekolwiek specyfiki. Jednak ja wolę go użyć jako produktu numer 2. I wtedy jest idealny. Nawet nie podrażnia oczu więc spokojnie rozprowadzam go też na powieki, rzęsy itp. (spokojnie można otworzyć oczy, kiedy się go ma na powiekach :D) Bardzo dobrze się też zmywa ją z twarzy i ma się pewność, że skóra jest dokładnie oczyszczona z makijażu. Bardzo dobrze też współpracuje z innymi płynami micelarnymi. jest okropnie wydajna, mam wrażenie, że w ciągu jakiegoś miesiąca zużyłam z 1/3 opakowania.


Używałam powyższe kosmetyki praktycznie jako jeden. Najpierw płynem micelarnym przeleciałam po twarzy, oczy też (przy delikatniejszym makijażu) za pomocą jednego wacika. A potem kończyłam demakijaż pianką i twarz była bardzo dokładnie oczyszczona. Bardzo się polubiłam z tym duetem ,3. Żałuję tylko, że zwątpiłam na samym początku w piankę i katowałam się tylko micelkiem (jakieś 2-3 waciki) i teraz już mi się skończył. Została mi sama pianka, ale całe szczęście mogę jej używać w dalszym ciągu, jako 2 produkt z innymi płynami do demakijażu ;). Oba produkty można zakupić na stronie internetowej Yves Rocher, Micelek kosztuję 37zł za 200ml, natomiast pianka 34zł za 150ml. Wydaje się to rzeczywiście trochę sporo, ale obecnie jest na promocji (26zł i 25zł, odpowiednio) i często można dostać jakiś zestaw za darmo do zakupów, a ja myślę, że naprawdę warto. Bardzo polubiłam ten duet i jest on moim ideałem. Chętnie do niego powrócę, bo sprawdził się na mojej twarzy znakomicie.



A Wy macie jakieś swoje idealne kosmetyki do demakijażu ;)?

Fotogeniczny sierpień :)

09 września 2013

Sierpień już za nami ;). I praktycznie ciepłe wakacje się skończyły. Część z Was już pewnie chodzi do szkoły, oj jak ja Wam zazdroszczę <3. Chętnie bym wróciła sobie gdzieś do liceum czy coś, bo bardzo pozytywnie wspominam ten okres ;). Obecnie powoli przygotowuję się do moich poprawek, które mam 16, 17 i 23, więc trzymajcie za mnie kciuki <3. A teraz chciałabym Wam pokazać w jakimś tam stopniu, jak wyglądał mój sierpień ;).

Zakopane !
  • Giewont <3
  • Całkiem spore piwo w Dominium <3
  • Gubałówka ;33
  • Genialny basen na Polanie Szymoszkowej ;)
  • Wchodzimy na Nosal ;)
  • I Krupówki ;)

Weselnie ;)
  • tak tak zostałam zwerbowana do 'oddawania' Pana Młodego ;)
  • bawimy się przez szyberdach ;)
  • najpiękniejsza róża ever <3
  • twarzowa z partnerem ;)

Poprawiny ;)
  • 'Don't forget to smile' ;)
  • Z partnereeem ;D
  • Z cudowną imienniczką x2 ;)


  • Jarania się ciąg dalszy, z Maćkiem Zakościelnym <3
  • Moje cudowne dziecię <3
  • Urodzinowo, ogniskowo ;)!


  • Kamerkowe dałniarskie xD

http://www.instagram.com/indecisee <3
  • Zakupowo ;) w sh <3
  • Widok z balkony, góry <3
  • Karty, karty, karty ;D Nauczyłam się grać w 3-5-8 i w tysiąca w te wakacje ;)
  • Wozimy dupę po krynicy :D
  • Latte z ajerkoniakiem na Jaworzynie ;)
  • nowości iloko.pl ;)
  • i znowu karty i Dragonball
  • Moja cudowna owca <3 Dominik
  • robimy paznokcie ;)
  • Najlepsze wino ever z kochaną Ivo w Nisku <3
  • poprawiamy sobie humor <3 haha
  • I Aśś z piesem :)
I ja wracam do nauki ;) Przy okazji od dziś są całkiem fajne rzeczy domowe w Biedronce ;D. Ja na pewno w przerwie między angielski, a angielskim przejdę się i coś zakupię ;). Trzymajcie się !

YvesRocher, Jardins du Monde, żel pod prysznic lawendowy

07 września 2013

Cześć Kochani ! :) Na pewno się cieszycie, że w końcu weekend ;D. Już widziałam i czytałam przeróżne opinie na temat pierwszego tygodnia szkoły, ale mam nadzieję, że dacie sobie radę ;). Za mną cały czas chodzą już egzaminy poprawkowe, ale jestem dobrej myśli, tym bardziej że w końcu zaczęłam się uczyć ;). Pogoda już na nie rozpieszcza jakoś genialnie. W ciągu dnia może i jest ciepło, ale wieczorami to naprawdę można mega zmarznąć, ale to fajnie, bo nadszedł czas swetrów, kurtek, szalików i w ogóle tego wszystkiego misiowego i ciepłego ;D. Btw. stuknęło mi na blogu ostatnio 100 tysięcy wyświetleń i w ogóle się mega jaram i jestem przeszczęśliwa i dziękuję! <3


Yves Rocher, Jardins du Monde
Żel pod prysznic, Lawenda z Prowansji


Cena: 8,90zł
Pojemność: 200ml

Od producenta: Yves Rocher wybrało lawendę uprawianą w Prowansji ze względu na jej bogactwo olejków eterycznych. Ta szczególna odmiana lawendy o świeżym i aromatycznym zapachu przeniesie Cię do słonecznego, letniego pranka w Prowansji. 


Żel o świeżej konsystencji zmienia się na skórze w lekką pianę i otula Cię aromatycznym zapachem lawendy. Jego baza myjąca pochodzenia roślinnego delikatnie myje skórę i pozostawia ją delikatnie pachnącą. 

pH neutralne dla skóry.
Formuła biodegradowalna.
Butelka nadaje się do recyklingu



Plusy:

  • wygodne opakowanie, przez które widać ile produktu zostało do końca
  • bardzo trwałe i solidne zamknięcie (na zatrzask), które na pewno nam się nie otworzy samo
  • dosyć małe jest to opakowanie, jak na 200ml
  • dobrze się nim myje pomimo konsystencji
  • nie uczula, ani nie podrażnia
  • nie wysusza skóry
  • dostępność
  • dużo różnych wersji zapachowych

 

Minusy:

  • zapach.. mocno lawendowy, kojarzy mi się z odświeżaczami do toalet
  • glutowata konsystencja, która 'ucieka' z powrotem do opakowania
  • mega niewydajny, wystarczył na około 2-3 tygodnie
  • cena, w związku z tą (nie)wydajnością

 

Moja opinia: Pamiętam, jak byłam młoda miałam bardzo dużo kosmetyków z YvesRocher i praktycznie zawsze kupowałam lawendowy żel pod prysznic, który uwielbiałam. I teraz jakoś tak mi się zatęskniło i chciałam wrócić do niego przynajmniej na chwilę, ale się totalnie zawiodłam. Beznadziejna konsystencja, niewydajny i ten okropny zapach, którego miałam dość od pierwszego niuchnięcia. Jest masa innych żeli pod prysznic, które są tańsze, ładniej pachną i starczają na dużo dłużej. Z tego co widziałam to jest mnóstwo różnych zapachów, więc może inne są fajne, ale od tej lawendy radzę trzymać się z daleka.

Wakacyjne den(k)o!

05 września 2013

Czas na denko ;). Jak zawsze denko z dwóch miesięcy i tym razem jest ogromne. Śmieję się od rana, że to deno, a nie tam jakieś małe denko, jak zawsze u mnie na blogu ;). Ale no też zasługa tego, że to dwa miesiące, a nie jeden i część rzeczy pomogła mi zużyć moja siostra (a nawet się dołożyła do niego) ;). Byłam mega zadowolona, kiedy wzięłam moją torbę z rogu pokoju i wysypałam zawartość na łóżko - rewelacja. Nie ma, co gadać, wrzucam zdjęcia i opisy i w końcu wyrzucę te wszystkie opakowania, zawsze wtedy czuję mega ulgę i wolność, wiem to już nie od dziś, że jestem dziwna :D!
*Te kosmetyki, których nazwa jest napisana błękitnym napisem odsyła Was do recenzji na moim blogu ;).

  • Wszystkie zdenkowane razem ;)


  • Balsamy do ciała :) W końcu udało się zużyć te dwa największe, które leżały w mojej łazience bardzo długo. Ten z Soraya pewnie był mega przeterminowany, ale i tak musiałam go zużyć do końca ;D.


*Soraya Moisturizing SPA Body Balm, nawilżający balsam do ciała - mega wydajny, o czym świadczy recenzja z końca 2011r (co on w ogóle jeszcze u mnie robi ;o). Bardzo fajny balsam, który nawilża, ładnie pachnie i przynosi ulgę przy poparzeniach słonecznych, poprawił kondycję skóry i przedłużył opaleniznę. Gdyby nie fakt, że mam jeszcze ogromne zapasy balsamów to chętnie bym do niego wróciła ;).
*Safira, Anovia, krem do ciała z masłem Shea i minerałami z Morza Martwego - balsam jest całkiem, całkiem. Pięknie pachnie, ma wygodne opakowanie i coś tam nawilża. najbardziej satysfakcjonował mnie fakt, że wchłania się totalnie w moment! Ale efekty są krótkotrwałe, od użycia do użycia, cena jest trochę zawyżona, mało wydajny i słabo dostępny. Niby coś, ale jednak nic.
*BingoSpa serum czekoladowo miętowe - Jestem jak najbardziej na tak. Zbita konsystencja, ale pod wpływem ciepła bardzo fajnie rozprowadza się na skórze. Efekt mega długotrwały i nie trzeba było używać codziennie, do tego fajny zapach. Szkoda tylko, że nie ma innego opakowania, bo wtedy mógłby być moim ideałem.
*Nivea, mleczko do ciała pure&natural - Warty wypróbowania i sprawdzenia jego efektów na swojej skórze. U mnie jakoś tam się sprawdził, bo bublem nie jest, ale super genialny też nie. 


  • Coś dużo się myłam w te wakacje, w sumie to chyba dobrze hahaha. Powykańczałam w końcu żele pod prysznic, których miałam mnóstwo zaczętych (jeszcze w Lublinie).


*Joanna Naturia, olejek do kąpieli i pod prysznic, kawa i śmieranka - Kompletnie nie nadaje się pod prysznic i tutaj jest mój błąd, że nie przetestowałam go w wannie. Pod prysznicem jest totalnie beznadziejny, lejąca się konsystencja, niewypałowa wydajność i w ogóle NIE. Przynajmniej zapach jest fajny (mocno kawowy.)
*Original Source, orange and ginger - totalny zwyklaczek. Nic specjalnego. Fajny zapach, fajnie się nim myje, ale to opakowanie to mega udręka, aż się odechciewa do niego wracać. Ale wersja zatrzaskowa jest dużo lepsza!
*Ziaja, masło kakowe, kremowe mydło pod prysznic - To jest chyba coś, do czego będę wracać zawsze z uśmiechem na twarzy. Uwielbiam te kremowe mydła pod prysznic. Wspaniale pachną, fajnie nawilżają, są genialnie wydajne i aż śmiesznie tanie, do tego polska firma Ziaja. Zawsze będzie u mnie numerem jeden, idealnym pod każdym względem <3.
*Yves Rocher, Jardins du Monde, lawenda - małe opakowanie, wystarczył mi na niecały miesiąc. Glutowata konsystencja, która wraca do opakowania. Trochę śmiesznie to wygląda xD. W dodatku ten zapach, mocno lawendowy kojarzy mi się z odświeżaczami do toalet. Kiedyś, kiedyś, kiedyś były fajniejsze, teraz coś się zepsuło ;).
*Palmolive, Aroma therapy, Absolute Relax (miniaturka) - w tamtym roku też kupiłam sobie miniaturkę na wakacje. Uwielbiam ten zapach, uwielbiam tą wydajność, mimo iż glutowata konsystencja trochę utrudnia wydobycie z opakowania. Mimo wszystko warto się trochę pomęczyć ;).

  • Włosowy zawrót głowy. Ostatnio moja fryzjerka mi powiedziała, że moje włosy są w coraz lepszej kondycji, niż wtedy, jak przyszłam do niej po raz pierwszy (ojojoj, jakieś 5 lat temu). I była w szoku, kiedy nie chciałam lakieru do włosów, bo przecież on wysusza włosy! Walczę o mega zdrowe włosy, przy okazji zapuszczam ;). I wiem, że wywalczę!


*Hempz, odżywka przeznaczona do nawilżania i prostowania włosów - mam wrażenie, że to coś ma 100 lat xD. Zaginęło mi gdzieś w akcji, ale udało mi się w końcu wykończyć. Co prawda na naszym rynku już nie istnieje, ale dało się wyczuć rzeczywiście zapach konopi indyjskiej! ;D fajnie nawilżał włosy i był idealny przed prostowaniem, bardzo ułatwiał mi zadanie. ;)
*Isana odżywka w spray'u przeznaczona do suchych włosów z rozdwajającymi się końcówkami - muszę w końcu poświęcić dłuższą notkę tym spray'om, bo je uwielbiam. Są tanie, a fajnie mi nawilżają włosy w ciągu dnia, nie obciążając ich. fajna alternatywa dla GlissKur'a.
*Schwarzkopf GlissKur z odżywczym eliksirem - piękny zapach i bardzo fajne działanie. Uwielbiam go i mimo, że jest droższy od Isany (a działanie podobne, może ciut lepsze) to i tak go kupuje, bo często jest na promocjach ;).
*Pantene, szampon do włosów normalnych, intensywna regeneracja - używałam tego szamponu, bo go miałam, a musiałam coś z nim zrobić. Do pierwszego mycia włosów, szkody mi żadnej nie zrobił, jakoś genialnie na nie tez nie wpłynął, ale zły nie jest i dla włosów normalnych, czemu nie?

  • W końcu z sentymentem wyrzucam te tusze do rzęs, a jeszcze miałam żywą nadzieję, że coś z nich wycisnę ;).


*Lirene CityMatt, fluid matująco-wygładzający - uwielbiam te fluidy, matujące, jak i rozświetlające. Zbieram się do recenzji i zbieram, mimo, że to moje już 3-4 opakowanie haha. Fajnie wydajne, fajnie kryje, matuje i uwielbiam jego zapach ;). Tylko czasem zdarza mi się nim zrobić efekt maski ;o.
*L'oreal, delikatny płyn do demakijażu oczu (miniaturka) - jak ja się cieszę, że miałam tylko miniaturki, BOŻE. Totalna masakra, ja nie wiem, jak takie coś ma się nadawać do oczu, kiedy w ogóle z demakijażem ich sobie nie radził. Tuszu do rzęs nie rozpuszczał w ogóle, a nawet sprawił, że rzęsy były osłabione i mi wypadały. Aż nie chcę myśleć, co by było gdybym nie używała żadnych odżywek do rzęs ;o. BUBEL.!
*Maybelline, Collosal 100% black, tusz do rzęs - Uwielbiam ten tusz do rzęs. Jak tylko jest na promocji to go kupuje. Ma najbardziej idealną szczoteczkę jak dla mnie ze wszystkich, które do tej pory testowałam. Pięknie rozdziela rzęsy, wydłuża je, pogrubia i są ładnie widoczne ;). Lubię go <3.
*MissSporty, tusz do rzęs - nie wiem, jaki to tusz, nie wiem z jakiej on jest serii, ani nawet ile ma lat i skąd się u mnie wziął na półce, możliwe, że podkradłam go siostrze nawet xD. Ale lubiłam go, jak na stary tusz, który za wszelką cenę chciałam wykończyć. Fajnie wydłużał rzęsy, pogrubiał je i rozdzielał. Czasem ciężko mi się z nim współpracowało, jest trochę wymagający, ale da się nim zrobić coś naprawdę efektywnego.

  • I mini podgrupka, co nie miałam z czym ich połączyć. ;D


*Dove, GoFresh anyperspirant - pamiętam, że kupiłam go tak o na zianie xD. Był na promocji, a wtedy miałam mega fun z niektórych filmików na youtub'ie i pewna dziewczynka bardzo go zachwalała i kurde az mi głupio, ale uwielbiam go. Ma genialny zapach i fajnie działa. Na pewno kupię go jeszcze raz i pewnie nawet nie raz ;).
*D&G, woda toaletowa, włoska podróbka - podróbka kupiona w polskim sklepie gdzieś we Włoszech, albo nawet San Marino. Ale uwielbiam ten zapach i aż mi smutno, że się skończył. Ale tak to jest, jak się coś lubi to się psika tym cały czas ;). Długo się trzyma nawet, jak na podróbkę;).
*Lirene, DermoProgram, RATUNEK - uwielbiam go ten produkt, genialnie działa na mega poparzoną skórę i w moment przynosi ulgę i poprawia kondycję skóry. Poprawiał jej elastyczność i szybko skóra wracała do swojego pierwotnego stanu ;). W tym roku w Zakopanem nawet ciocia z niego korzystała i myślę, że była zadowolona. 
*Nailty, zmywacz do paznokci z Biedronki [*] - Chyba nigdy nie zrozumiem, jak można wycofywać coś uwielbianego przez większość konsumentów. Uwielbiałam go, a właśnie skończyły mi się ostatnie zapasy i końcówki. Lubiłam ten zmywacz, zmywał lakier bardzo dobrze i szybko, nie pachniał jakoś przeraźliwie strasznie, a teraz muszę szukać swojego ulubieńca.. 


  • I teraz czas na trzy kosmetyki wykończone przez moją siostrę;), która już się dorzuca do kolejnego denka (nawet ja jeszcze nic nie wykończyłam, a ona już ;o)



*Nivea, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - płyn takie nie do końca fajny, nie zmywa tuszu dokładnie, mimo iż na opakowaniu producent obiecuje co innego. Płyn jest aż za bardzo dwufazowy, ciężko się ze sobą mieszają i w trybie natychmiastowym rozdzielają, więc na wacik wylewa się tylko jeden. Bubel/
*Garnier, regenerujący krem pod oczy - ładne opakowanie, całkiem wygodnie się go używa, widać ile jeszcze zostało do końca, szybko się wchłania. żadnej regeneracji nie widać, tak samo, jak i efektów.
*Nivea, rozgrzewający żel głęboko oczyszczający - taki trochę dziwny kosmetyk. Rozgrzewa tylko przez sekundę i miejscowe, czyli w tym miejscu, gdzie skóra styka się z dłonią. Nawet ładnie pachnie, trochę tą magnolią. Fajnie, że całkiem dobrze oczyszcza i zwalcza mniejsze wągry i pory. Więc nie jest zły. 

Ciekawe czy osiągnę jeszcze kiedyś taaak pokaźne denko! :))

Safira, Anovia, krem do ciała: Masło Shea i Minerały z Morza Martwego.

03 września 2013

Powiedzmy, że życie sobie mnie wczoraj wystarczająco zdemotywowało, żebym ja miała teraz jakieś swoje złe emocje przelewać tutaj. Dobrze wiem, jak łatwo jest się zarazić niefajnym humorem, więc tym bardziej nie chcę tego robić. Życie zaskakuje w obie strony, więc teraz akurat czas na słońce. Nie jest źle, nie ma się co łamać. Co ma być to będzie, a jak ma się nie wydarzyć to się nie wydarzy. Bo każdego dnia trzeba walczyć o siebie i o to, żeby nie zgasnąć. Ale przechodząc do bardziej optymistycznych rzeczy to miałam genialny en z Zakościelnym i miałam na sobie prześliczną suknię ślubną, haha ;D. tak, tak moja bania ;D.


Safira, Anovia - Krem do ciała
z Masłem Shea i minerałami z Morza Martwego



Cena: 17,50zł
Pojemność: 200ml

Od producenta: Produkty Anovia Bodycare zawierają wyjątkową kombinację Minerałów z Morza Martwego i masło Shea dzięki którym skóra odzyskuje swoje naturalne nawilżenie. Nawilżający krem do ciała codziennie daje skórze przyjemność nawilżenia. Lekki, łatwo się wchłania, skóra pozostaje odżywiona, wygładzona i jedwabiście miękka.

Skład: Aqua(water), Paraffinum Liquidum(Mineral Oil), Glyceryl Stearate SE, Cetyl Alcohol, Glycerin, Stearic Acid, Sodium Chloride(Dead Sea Minerals), Butyrospermum Parkii(Shea) Butter, Parfum, Dimethicone, Carbomer, Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Limonene, Isobutylparaben, Propylparaben, Linalool.


Plusy:
  • poręczne opakowanie, wygodne w użyciu, bardzo elastyczne
  • tubka stoi 'na głowie' więc łatwo wyciskać końcówkę kremu
  • bardzo trwałe zamknięcie, typowy zatrzask, który się nie luzuje
  • przefantastyczny zapach, uwielbiam i mogę go wąchać cały czas
  • fajna lekka konsystencja
  • baaaardzo szybko się wchłania
  • nie podrażnia
  • nie uczula
  • nawet nawilża
  • zostawia skórę w fajnym stanie, gładką i miękką

 

Minusy:
  • nie widać przez tubkę ile produktu zostało do końca
  • przez konsystencję trzeba trochę większą ilość wyciskać na całe ciało
  • wystarczył mi na miesiąc, w porównaniu do innych balsamów to trochę słaby wynik
  • cena, która mogłaby być odrobinę niższa i już by było lepiej
  • dostępność, tylko sklepy Safira
  • efekty są, ale nie są długotrwałe

 

Moja opinia: Polubiłam ten krem najbardziej za zapach, który jest rewelacyjny, a jak wiecie nos mam akurat bardzo wybredny xD. Ogólnie kosmetyk jest w porządku, coś tam nawilża, pozostawia skórę w fajnym stanie i bardzo szybko się wchłania, więc idealny np. po basenie, czy rano kiedy się gdzieś spieszymy i musimy się szybko ubrać. Jeśli ktoś potrzebuję spektakularnego efektu i mega nawilżenia to nie będzie zadowolony i działanie może być zdecydowanie za słabe. Balsam jest fajny i mogłabym go używać od czasu do czasu, kiedy się spieszę, kiedy muszę szybko się ogarnąć, ale z innej strony to cena mnie wystarczająco zniechęca. Bo dać prawie 20zł za coś co miałabym używać z braku laku to tak mi się nie widzi.

Przy zakupach wpisz xhopefulx@gmail.com jako mail polecający ;))