Idealna oprawa oczu, dzięki Maybelline

14 lipca 2020



Dzień dobry! Ja wiem, że mało u mnie kolorówki, ale to dlatego, że średnio potrafię się malować. Jako tako wyglądam, ale nie jest to na tyle profesjonalne, żebym mogła w jakimś stopniu się tym chwalić. Ale! Wakacje to idealny czas, żeby popracować nad swoimi skillami, więc mam plan, żeby coś z tym zrobić, bo na naukę nigdy nie jest za późno. Co z tego wyjdzie nie mam bladego pojęcia, ale zaczynamy coś działać! Jakiś czas temu dostałam od Klubu Wizaż trzy produkty marki Maybelline i tak skminiłam, że fajnie będzie opisać je tutaj! MAmy wsyztsko, co sprawi, że oprawa oczu wygląda sztos! Więc zapraszam!


Maybelline, Brow Ultra Slim Defining Pencil
Kredka do brwi

Automatyczna kredka od Maybelline jest ultra-precyzyjna; pomoże dorysować włosy i wypełnić luki tak, by uzyskać pożądany kształt brwi. Precyzyjna końcówka o średnicy 1,5 mm oraz kremowa formuła pozwolą na zrobienie brwi, a końcówka ze szczoteczką na wymodelowanie ich.


Jeśli chodzi o moje brwi to u mnie podstawą jest zawsze regulacja i henna u kosmetyczki. Sama sobie brwi nie reguluję, bo wiem, że coś zawsze zepsuję, więc to jest u mnie podstawa i chodzę na brwi jakoś 1 w miesiącu - przynajmniej się staram. I zawsze uważam, że brwi to podstawa ogólnego wyglądu twarzy, więc to jest mus! Jeśli chodzi o makijaż brwi to ja robię pełne combo, zawsze najpierw używam lekkiego kremu ze szczoteczką, potem pędzelek i cień, a na końcu jeszcze jakiś, nazwijmy to, fixer również z lekkim kolorem. Więc tutaj miałam nie lada wyzwanie, bo taka kredka to coś zupełnie innego dla mnie. Poza tym, na drugim końcu macie super szczoteczkę, którą możecie sobie jeszcze wyczesać za dużą ilość produktu, dzięki czemu efekt będzie łagodniejszy.



Na początku powiem, że kredka sama w sobie dla mnie jest mega wygodna. Bardzo dobrze leży w dłoni i wygodnie się jej używa. Nie ma problemu, że coś się przesadzi, dorysuję tam gdzie nie powinno. Więc tutaj nie ma się co martwić, że wyrządzicie sobie krzywdę. Jak widzicie na powyższym zdjęciu kredka jest rzeczywiście bardzo cienka (na zdjęciu jest dość spore przybliżenie).
Kredką idealnie możecie dorysować sobie włoski, wypełnić jakieś luki, a także zarysować idealnie kształt brwi, który potem możecie też i wypełnić już czymś innym. Na zaprezentowanych zdjęciach użyłam solo kredki, bo chciałam zobaczyć czy tak na chillu też się uda zrobić sobie w miarę spoko brwi. Szczoteczka też idealnie wyczesuje włoski i układa je tak, jak powinny leżeć.
Wiecie, co ja jestem zadowolona! Efekt może nie jest idealny, zależy też jaki efekt kto lubi. Ja na imprezy uwielbiam dokładnie wyrobione brwi, zarysowane, może trochę nawet przerysowane, ale powiem szczerze, że tak na co dzień zależy mi tylko na tym, żeby one były po prostu podkreślone. Wiadomo czasem najbardziej zależy mi na czasie.


Kredka jest brązowa, ale efekt jest bardzo ciemnego brązu, który podchodzi pod czarny, ale też bez przesady. Muszę przyznać, że ta kredka jest dla mnie idealną opcją na wyjazdy, kiedy nie muszę myśleć o wzięciu wielu różnych produktów, tylko wystarczy mi jedna kredka, która ma w sobie jeszcze szczoteczkę. Na takie szybkie podkreślenie brwi opcja jest genialna. Ale jakoś nie jestem przekonana, czy uda mi się zrobić idealny efekt np. na wesele. Może ktoś bardziej wprawiony ogarnie, jak to zrobić, mi jeszcze trzeba wprawy. Ale tak jak mówię są dni, kiedy zależy mi na tym, żeby te brwi były po prostu widoczne a się spieszę, więc wtedy super sprawa.
Ale wydaje mi się, że przy większych wyjściach pozostanę przy moim stałym secie wielu produktów.



Maybelline, Hyper Easy Precise Brush Tip Liner
Eyeliner w pisaku

Eyeliner cechuje się płynną aplikacja, która nie pozostawia luk, dzięki innowacyjnej elastycznej końcówce i ergonomicznemu uchwytowi. Dopasowuje się idealnie do kształtu powieki i wypełnia załamania. Sześciokątny uchwyt zapewnia kontrolę, łatwą i stabilną aplikację. Produkt utrzymuje się na skórze cały dzień, bez ścierania i rozmazywania, a także zostawia wyrazisty i intensywny kolor.


Muszę to powiedzieć, że nie potrafię rysować super ekstra prostych kresek na powiekach. Zawsze z tym walczę i zawsze marzę o tym, żeby coś ładnego zmalować na powiekach, ale jestem tą osobą, która zawsze poprawia te kreski w taki sposób, że stają się one nagle turbo grube i wyglądam jak Amy Winehouse. Ale uczę się cały czas i mam nadzieję, że kiedyś w końcu jakoś to ogarnę, ale będę musiała kupić kolejne opakowanie, bo to mi wyschło... Nie spoko, eyeliner nie wysycha tak szybko, ja po prostu nie domknęłam eyelinera i zawaliłam sprawę.


Początkowo rozkminiałam, że ten kanciasty kształt może sprawić, że aplikacja i trzymanie w dłoniach może być dość niewygodne, ale źle myślałam. Eyeliner bardzo fajnie leży w dłoni i bardzo wygodnie rysuje się nim kreskę na powiece. Jak widzicie końcówka eyelinera jest na maksa precyzyjna, idealnie ścięta i cudownie cienka aż się chce robić nią kreski! Muszę przyznać, że zgodzę się z tym, że dopasowuje się do powieki i pozwala narysować równą kreskę! Na pewno ktoś bardziej wprawiony jest w stanie narysować idealnie cienką kreskę! Ja muszę jeszcze nad tym popracować, ale na pewno dam radę!
Kolor jest idealnie czarny, bardzo intensywny i bardzo ładnie podkreśla oko. Super maluje się nim na czystej powiece, jak i na takiej, na której już są nałożone jakieś cienie. Eyeliner wcale się nie roluje, nie sprawia, że jest mniej intensywny, jest naprawdę super! Nie zmywa się, nie znika z powiek nagle, naprawdę jest mocno trwały i potrafi wytrzymać cały dzień! Przy okazji, eyeliner ma fajną konsystencję, dość mokrą, ale też bardzo szybko zasycha na oku i potem jej nie ruszycie.
Ja polecam! Pisak jest świetny, mega żałuję, że zawaliłam i go nie domknęłam i mi zasechł, ale chętnie kupie nowy żeby ćwiczyć skille.



Maybelline, The Falsies Lash Lift Mascara
Liftingujący tusz do rzęs

Ta mascara to liftingujący tusz do rzęs, który zapewni niezwykłą długość i objętość, czyli efekt liftingu rzęs w tubie. Dzięki temu produktowi uzyskacie natychmiastowy efekt liftingu rzęs. Poza tym zawiera włókna, więc zapewnia doskonałą objętość i długie, uniesione rzęsy, co daje Wam efekt sztucznych rzęs. Szczoteczka jest podwójnie zakrzywiona, więc chwyta je już u nasady żeby unieść, pogrubić i wydłużyć rzęsy. Nie pozostawia grudek, rozmazów ii płatków. A efekt utrzymuje się cały dzień. 


Tusze do rzęs to są produkty, których mam u siebie zdecydowanie najwięcej. mam wrażenie, że mogę ich mieć nawet z kilkadziesiąt, ale co zrobić. Mam już kilka ulubieńców, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieć ich jeszcze więcej, chociaż chwilowo walczę z tym, żeby zużywać to co mam i zdecydowanie zmniejszyć ich ilości. No, ale! Lecimy z tą nowością od Maybelline.


Tusz znajduje się w dość smukłej buteleczce. Bardzo wygodnie się ją trzyma i tuszuje rzęsy nie ma tutaj żadnego problemu. Ta szczoteczka jest rzeczywiście świetnie zakręcona i sprawia, że dociera do zdecydowanie wszystkich rzęs, nawet do tych najkrótszych. Tusz bardzo fajnie pokrywa wszystkie rzęsy tuszem, który nie był początkowo za mokry, więc można go było używać od samego początku.
Nie rozmazuje się, nie plącze włosków i rzeczywiście nie zostawia grudek! Czasem potrafi mi się odbić na górnej powiece albo zamaże gdzieś, gdzie nie powinien być, ale mam wrażenie, ze to wynika z moich 'umiejętności manualnych' (ich braku :D). Ogólnie tusz naprawdę super rozczesuje rzęsy i wydłuża je. Nie powiedziałabym, że jest to efekt sztucznych rzęs, bo nie. Jeśli chodzi o objętość to tego też jakoś za bardzo u siebie na rzęsach nie widzę. Ale ja używam od jakiegoś czasu odżywek do rzęs i one robią tutaj większą robotę, więc tusz w moim przypadku ma zajebiście podkreślić rzęsy, a to ten tusz robi!


No! Mam nadzieję, że uda mi się wrzucać tutaj więcej makijażowych produktów, a może i jakieś makijaże, jeśli mój telefon dałby radę zrobić ładne zdjęcie, które odzwierciedlałoby efekt. Zobaczymy!
Dajcie znać jeśli macie jakieś super produkty makijażowe, bez których ostatnio nie możecie się obejść!

Odżywcze oleo-kremy do włosów, od L'biotica Biovax

11 lipca 2020


Dzień dobry w sobotę! Co tam, jak tam? Jakie plany na ten weekend? Może jakieś grille, jakieś imprezy, jakieś coś? Dawajcie znać i mam nadzieję, że pogoda wam dopisze we wszystkim planach ! Mam nadzieję, że wszystkie wesela zaplanowane się odbywają i wszystko jest tak, jak miało być ;)).
A dzisiaj przechodzimy do tematu włosów! Trochę długo czekałam aż wrzucę moją opinię tych produktów, bo chciałam to jakoś rozdzielić i przemyśleć, ale stwierdziłam, że nie ma na co czekać, bo te produkty są spoko ! A mowa o....:

L'biotica Biovax, oleo kremy


L'biotica wprowadziła innowację w pielęgnacji włosów. Odżywcze oleo-kremy są połączeniem delikatnego kremu z luksusowymi olejkami, które mają za zadanie pielęgnować, odżywiać i upiększać nasze włosy. Taka idealna kompozycja nawilży włosy, wygładzi je, a także ujarzmi, nadając tym samym perfekcyjnego wykończenia, pięknego połysku oraz subtelnego zapachu. Formułą nie obciąży włosów.

Sposób użycia: oleo-krem można używać również w zależności od rodzaju włosów, naszych potrzeb i wymagań, a stosować możemy go na dwa sposoby. Po pierwsze, na umyte i wilgotne włosy: należy delikatnie wmasować w pasma i końcówki, omijając nasadę. Po drugie, na suche włosy: należy nałożyć już niewielką ilość również na pasma jak i na końcówki, omijając ich nasadę w celu ujarzmienia puszenia się, wygładzenia i nabłyszczenia włosów, a także zabezpieczając końcówki przed rozdwajaniem.


Ogólnie mogę powiedzieć, że te oleo-kremy to moje odkrycie ubiegłego roku. Ale zaczynając od początku. Już sam ich wygląd jakoś idealnie wpada mi w oko. Smukła tubka, z fajnym designem i napisami jest czymś co się na maksa wyróżnia. Wszystko, co najważniejsze macie napisane. Tubka zamykana na zatrzask, która wcale się nie zacina, mamy pewność, ze produkt jest idealnie zamknięty, nie otworzy się raczej sam ot tak o przez przypadek gdzieś w walizce, więc warto brać ze sobą.
Konsystencja jest dosyć gęsta i idealnie treściwa, a ja nakładając na każde włosy jestem zawsze zadowolona, nie ma problemu, że obciążają włosy, przetłuszczają je czy z nich spływają itp. Tutaj wszystko dobrze współgra, razem z innymi produktami. Zapachy tych kremów się lekko różnią od siebie, ale nie jestem w stanie tej różnicy wychwycić.

L'biotiva, Biovax
oleo-krem do włosów, CAVIAR

Wersja CAVIAR jest połączeniem czarnego kawioru 
z cenionymi indyjskimi olejkami Moringa i Tamanu.

Skład: Aqua, Glycerin, Dimethicone, Hydroxyethyl Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Phenyl Trimethicone, Oleyl Alcohol, Caviar Extract [8], Moringa Oleifera Seed Oil [9], Calophyllum Inophyllum Seed Oil [10], D-panthenol, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Propylene Glycol, Trimethylsiloxysilicate, Dimethiconol, Tricedeth-6, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, C13-15 Alkane, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Trideceth-12, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Mica, Cl 77891, Cl 77491, Citric Acid.

Ekstrakt z kawioru [8], dzięki przeciwutleniaczom chroni przed utratą koloru i zachowuje młodość włosów, a dzięki witaminom rewitalizuje je i nawilża. Olej Moringa [9] pozyskiwany z Drzewa Cudu działa silnie nawilżająco, jest również przeciwutleniaczem o właściwościach wygładzających oraz zmiękczających. Olej Tamanu [10] skutecznie ujarzmia suche i puszące się włosy, pomoże utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, nada gładkiego i lśniącego wyglądu włosom, a dzięki lipidom pomaga w utrzymaniu ich naturalnego zdrowia i piękna.

L'biotica Biovax, 
ole-krem do włosów, diamond

Wersja DIAMOND jest połączeniem najdroższego wśród klejnotu diamentu 
z olejkiem Babassu i Pequi.

Skład: Aqua, Glycerin, Dimethicone, Hydroxyethyl Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Phenyl Trimethicone, Oleyl Alcohol, Diamond Powder [7], Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil [8], Cariocar Brasilense Fruit Oil [9], D-panthenol, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Trimethylsiloxysilicate, Dimethiconol, Tricedeth-6, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, C13-15 Alkane, Amodimethicone, Catrimonium Chloride, Trideceth-12, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Ehtylhexylglycerin, Parfum, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Cl 77163, Ehtylhexyl Hydroxystearate, Citric Acid.

Pył diamentowy [7], nada włosom blasku. Olej Babassu [8] nawilża, wzmacnia i zmiękcza włosy, wnikając w ich strukturę otacza je ochronną powłoką, nadając gładkość i ułatwiając rozczesywanie, jak i zapobiega dalszym zniszczeniom i zabezpiecza przed rozdwajaniem. Olej Paqui [9] utrzymuje prawidłowy poziom nawilżenia, a dzięki antyoksydantów pomaga w zachowaniu dobrej kondycji włosa, jego koloru, połysku i gładkości, a także przeciwdziała plątaniu utrzymując zdrowy i piękny wygląd włosów.

L'biotica Biovax,
oleo-krem do włosów, pearl

Wersja PEARL to połączeniem kosztownych pereł z olejkami Tsubaki i Perilla.

Skład: Aqua, Glycerin, Dimethicone, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Phenyl Trimethicone, Oleyl Alcohol, Hydrolyzed Pearl [8], Camellia Japonica Seed Oil [9], Perilla Ocymoides Seed Oil [10], D-panthenol, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 60, Sorbitan Isostearate, Trimethylsiloxysilicate, Dimethiconol, Trideceth-6, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, C13-15 Alkane, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Trideceth-12, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Cl 77163, Ethylhexyl Hydroxystearate, Citric Acid.

Proteiny perłowe [8] dzięki naśladowaniu keratyny pielęgnują i odbudowują włosy, nadając im przepiękny i perłowy blask. Olej Tsubaki [9] ma działanie ochronne, a dzięki polifenolom oraz kwasom tłuszczowym omega-6 i omega-9 przenikają do wnętrza włosa, nawilżają i regenerują włosy. Olej Perilla [10], dzięki zawartości kwasów omega-3 i antyoksydantom głęboko odnawia, pielęgnuje włosy łamliwe i osłabione z rozdwajającymi się końcówkami.




Jeśli chodzi o działanie, to bardzo ciężko jest mi wyróżnić działanie poszczególnych wersji tak jak pisałam. Nie widzę większej różnicy między nimi. Każdy oleo-krem nakładany na włosy sprawia, że włosy są bardziej ujarzmione, nie puszą się, nie odstają i są bardziej wygładzone. Dodatkowo końcówki są miękkie, gładkie i fajniejsze w dotyku. Na pewno, te oleo-kremy. Używam ich na tysiąc rożnych sposobów i za każdym razem ole-kremy super się sprawdzały.
Najbardziej ujarzmiać i układać nimi mokre włosy, wiecie gdzie przedziałek, który włos na którą stronę, trochę więcej wmasować w końcówki i jest bardzo okej.
Dodatkowo lubię te kremy dodawać też do maski, bo mam wrażenie, że włosy są wtedy jeszcze bardziej ogarnięte, mimo że krem jest zmywany razem z maską. Ale jakoś po takim użyciu włosy są idealnie dociążone i wygładzone, i łatwiej się układają. Więc jeśli zależy mi na lepszym wygładzeniu i ujarzmieniu włosów, np. przed jakąś imprezą, to wtedy zawsze dodaję trochę produktu do maski.
No i ja jestem bardzo zadowolona! Jest to mój kolejny pewniak w pielęgnacji włosów i tak jak pisałam używam ich solo, z maską, z odżywką, na suche włosy, na mokre, na lekko podsuszone i super kremy wnikają we włosy, wypełniają je i pielęgnują.
Dla mnie naprawdę bomba i używam ich na zmianę ;). A Wy znacie te produkty? :)



Balsam i krem pod prysznic | Oillan i La Toche-Posay

08 lipca 2020


Dzień dobry! Co tam słychać? Ja dopiero odżywam po ostatnim weekendzie panieńskim i muszę przyznać, że po tak beznadziejnym czerwcu, taki reset był mi na maksa potrzebny! Poznałam nowe osoby z kompletnie różnych środowisk i jaram się jak dziecko. Zawsze takie spotkania, nowe doświadczenia sprawiają, że się na maksa inspiruję i jakoś odżywam! Poza tym, bawiłam się świetnie, napiłam się, najadłam się i nawet byłam pierwszy raz ever na kajakach i robiłyśmy wianki, więc czad!


A dzisiaj będzie o produktach do kąpieli, ale takich trochę innych niż zwykle. Ja zazwyczaj preferuję zwykłe żele pod prysznic, nawet najtańsze byleby się dobrze pieniły, pięknie pachniały i nie wysuszały mi tragicznie skóry. A dzisiaj są to produkty droższe i bardziej specjalistyczne, więc zobaczymy jak to wyjdzie ;). 
Najpierw polecimy z opisem ;)


La Roche-Posay
krem myjący uzupełniający poziom lipidów

Krem ma za zadanie natychmiastowo ukoić podrażnienia, uspokoić swędzącą skórę. Załagodzi również suchość skóry już od momentu kąpieli. Idealnie sprawdzi się u niemowląt, dzieci i dorosłych, jak i do wrażliwej, bardzo suchej i podrażnionej skóry ze skłonnością do swędzenia, które może prowadzić do zadrapań i uszkodzeń naskórka., także dla skóry z tendencją do atopii. Ultra-delikatna formuła kremu myjącego do ciała, wzbogacona o masło shea i niacynamid w połączeniu z Aqua Posae Filiformia, nowym i opatentowanym składnikiem aktywny, aby działać na czynniki determinujące atopowe zapalenie skóry. Bez mydła, bez zapachu i bez parabenów.

Skład: Aqua, Glycerin, Sodium Laureth Sulfate, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Coco-Betaine, Polydorbate-20, PEG-7 Glyceryl Cocate, Niacinamide, Acrylates Copolymer, Butyrospermum Parkii Butter, Citric Acid, Cocamide MEA, Disodium EDTA, Mannose, Polyquaternium-11, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Styrene/Acrylates Copolymer, Citrescilla Ferment.

Sposób użycia: należy nanieść niewielką ilość kremu na dłoń, a następnie rozprowadzić na zwilżonej skórze. Delikatnie masować, a następnie zmyć wodą. Nie szczypie w oczy. Po umyciu najlepiej będzie nałożyć balsam przeciw podrażnieniom, aby łagodzić skrajną suchość skóry.


Zaczynamy standardowo od opakowania, które jest w porządku, ładne, estetyczne i okej. Ciężko jest znaleźć jedynie jakichś konkretnych informacji, ale wszystko gra Poza tym, zatrzask jest na maksa mocny i solidny! Dosyć ciężko jest zamykać, ale dzięki temu też jest ciężko otwierać, więc przynajmniej można brać wszędzie bez obaw.
Konsystencja jest bardzo kremowa, porównywalna do kremu do twarzy, ewentualnie jakiegoś lżejszego mleczka/balsamu. Zapach nie jest zbyt przyjemny, dla mnie bardzo duszący i jakby zadymiony. Nie pachnie jakkolwiek, więc tu już dla mnie lekki minus.
Jeśli chodzi o działanie, to dla mnie znowu produkt pod prysznic standardowy. Spodziewałam się, że w związku z kremową konsystencją będzie się różnić od typowych żeli, ale o dziwo nie! Krem myjący w dalszym ciągu się nawet fajnie pieni (ja używam zawsze myjki, więc to może pomagać) i spoko myje skórę. Skóra po użyciu jest dobrze oczyszczona, nie jest podrażniona ani wysuszona. Więc ogólnie spoko. Na szczęście ten zapach też się nie utrzymuje na skórze, a ja i tak zawsze nakładam jakiś balsam, więc w razie w jest okej.
W ostatnim czasie mam jakieś szczęście do różnych podrażnień, uczuleń, więc zdarza się, że swędzi mnie skóra i właśnie wtedy sięgam po ten krem myjący, bo wiem, że on da mi idealną ulgę i pomaga w swędzeniom.
Jest to dla mnie spoko produkt używany od czasu do czasu, kiedy moja skóra tego potrzebuje. Codziennie nie ma sensu go używać, tym bardziej, że kosztuje ponad 50zł, więc jest to produkt dość specjalistyczny i drogi. A używany codziennie pod prysznicem mógłby się skończyć po kilku użyciach. Aczkolwiek, jeśli ktoś potrzebuję i ma wymagającą skórę to może być bardzo zadowolony ;).




Oillan, nawilżający balsam pod prysznic

Balsam przeznaczony jest to codziennej pielęgnacji suchej, odwodnionej, wrażliwej i wymagającej skóry skłonnej do podrażnień i reakcji alergicznych. Jest bogaty w witaminy i mikroelementy, olej z awokado intensywnie odżywia, zmiękcza i wygładza skórę.D-panthenol (5%) łagodzi podrażnienia, skutecznie regeneruje i wzmacnia barierę lipidową naskórka. Poza tym, gliceryna zwiększa poziom nawilżenia oraz ogranicza przez-naskórkową utratę wody. Balsam tworzy na powierzchni skóry delikatny film ochronny.

Skład: Aqua, Glycerin, Panthenol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Palmitic Acid, Glyceryl Stearate, Glycereth-7 Caprylate/Caprate, Persea Gratissima Oil, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Allantoin, Parfum.

Sposób użycia: do stosowania bezpośrednio po umyciu na wilgotną skórę. Najpierw należy umyć ciało żelem pod prysznicem i dokładnie spłukać, następnie rozprowadzić balsam na mokrej skórze i spłukać obficie wodą i osuszyć skórę.


Kolejnym produktem jest balsam pod prysznic, czyli kosmetyki, których ja bardzo nie lubię używać, bo nie widzę w nich większego sensu, a i zazwyczaj mam z nimi zawsze jakieś złe wspomnienia. Ale tylko krowa nie zmienia zdania, więc why not?

Balsam znajduje się w zwykłej tubce, estetycznie bardzo mi się wszystko tutaj podoba. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie na opakowaniu (poza składem, ale to jest wszędzie). Mamy dobre i solidne zamknięcie na zatrzask bez obawy, że się gdzieś otworzy, więc tutaj wszystko gra.
Konsystencja jest bardzo kremowa i tutaj już nie ma mowy o używaniu myjki, ale wszystko gra. Nawet lepiej, żeby jednak ten balsam dłużej znajdował się na skórze, żeby jednak miał jakiekolwiek właściwości balsamu. Jeśli chodzi o zapach, to niestety sytuacja wygląda jeszcze gorzej niż w przypadku kremu myjącego od La Roche Posay. Zapach jest jeszcze bardziej intensywny i zadymiony, ale tak bardzo, że aż jest to przeszkadzające. Nie polecam wwąchiwać się w niego, przy użyciu lekko go czuć, ale później na szczęście bardzo prędko się ulatnia.
Muszę przyznać, że zazwyczaj balsamy pod prysznic były dla mnie niewystarczająco nawilżające, więc tak też się nastawiałam i do tego produktu. I wow! Zaskoczyłam się, bo rzeczywiście nie musiałam nakładać balsamu później. Byłam w stanie wyczuć, że skóra jest nawilżona i dobrze odżywiona, dało się odczuć lekki film na niej, ale nie był on w żadnym stopniu przeszkadzający, czy tłusty, tak żebym natychmiast chciała to zmyć, nic z tych rzeczy.
Ogólnie jest pod wrażeniem, bo rzeczywiście ten balsam daje radę, więc sięgam po niego zawsze, kiedy wiem, że kompletnie nie będę miała czasu na balsam, więc dla mnie super, bo są takie poranki, że lecę pędzę na złamanie karku ;). Ten balsam kosztuje około 20zł, co wydaje się dość sporo, ale tak naprawdę używając od czasu do czasu od razu wystarcza na dłużej. Tylko szkoda mi tego zapachu...


Więc jestem pod wrażeniem, pierwszy raz jestem nawet zadowolona z produktów, za którymi zazwyczaj nie przepadałam. Co prawda bardzo żałuję, że te zapachy są beznadziejne, bo gdyby jeszcze to było dopracowane, to byłabym hiper zadowolona. Poza tym, nie są to też dla mnie produkty niezbędne, więc nie jestem pewna czy kiedykolwiek do nich wrócę, ale obecnie fajnie się ich używa w razie w :).
Dajcie znać, czy wy macie takie zamienniki dla zwykłych żeli pod prysznic na różne sytuacje? :)



#46 Kinomaniak, czyli ostatnie filmy, jakie oglądałam

05 lipca 2020


Kolejny kinomaniak! Nawet w miarę idzie ostatnio to oglądanie filmu, mimo że nie ma jak się dostać do kina! Ale co człowiek może zrobić za pomocą internetu to ja uwielbiam! I mega się cieszę, że mamy taką możliwość obecnie, żeby jednak oglądać i oglądać! Dajcie znać, co Wy ostatnio oglądaliście i co mi możecie polecić ;).

Too Hot To Handle (2020) reality show

Kolejne reality-show na Netflixie, które obejrzałam, bo nie miałam co oglądać, a ja uwielbiam, jak mi coś leci w tle, więc nie ma nic lepszego niż głupi program, haha. Ten nawiązuje bardzo do seksu, do pociągu fizycznego i mam wrażenie, że weszły do niego sami seksoholicy, a wyszli odmienieni ludzie na 100%. To jest totalnie niemożliwe, wiadomo. Ale jak na program, który leci mi w tle jest jak najbardziej w porządku, a jeżeli potrzebujecie odmóżdżenia to Too Hot To Handle będzie idealne. Całkiem nieźle się to ogląda!


Bad Boy (2020) sensacyjny

Nie przepadam za takimi filmami, ale mąż włączył to poleciał i jak dla mnie bardzo słaby. Ale wiadomo jeśli ktoś lubi dużo agresji, przemocy, alkoholu  i brutalności, to może jest to film dla Was. Film nie trzymał mnie w napięciu, a momentami nawet zdegustował, ale czego ja się spodziewałam po filmie Vegi? Przynajmniej aktorzy w końcu inni. Chociaż trochę byłam zaciekawiona całą historią, bo ten film sprawił, że  w końcu dowiedziałam się na czym polega bycie pseudo kibicem. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć, po co oni się piorą, a dzięki temu nareszcie to zrozumiałam, więc mam plus całej sytuacji ;).


Kod genetyczny (2020) serial; kryminał, obyczajowy

Jak na polski serial to ja jestem mega zachwycona tym serialem! Bardzo mi się podobał, cała historia trzymała w napięciu i sprawiała, że z odcinka na odcinek czekałam coraz bardziej i nie mogłam się doczekać aż w końcu dowiem się, co tam się rzeczywiście wydarzyło! Za żadnym razem, jakakolwiek moja teoria się nie sprawdziła, zakończenie zaskakujące, straszne, ale bardzo zaskakujące, a ja uwielbiam takie turn of events. Bardzo polecam, bo ekstra sprawa ;)


The Circle (2020) reality show


Czy ja już wspominałam o tym, ze zamierzam obejrzeć wszystkie reality show na naetflix? Jeśli nie to mówię to teraz, ale one są tak odmóżdżające i tak w porządku, że ja lubię. Tym bardziej, że część z nich ma na maksa innowacyjną fabułę, że na maksa nie wciągają, tym bardziej jak ten The Circle. Rewelacja i mega pasuje do obecnych czasów! Ludzie komunikują się ze sobą tylko za pomocą social media i widzą się dopiero na samym końcu. Dla mnie rewelacja i dawno się aż tak w nic nie wkręciłam ;)


Powrót do eks (2018) 'Back with the Ex' reality show

Kolejne reality show, które obejrzałam w moment! Co prawda nie zachwyciło mnie aż tak, jak inne programy na netflixie, ale da się obejrzeć dla totalnego odmóżdżenia. Wiaodmo, nie raz się wchodzi drugi raz do tej samej wody, ale po 3, 6 czy nawet prawie 30 latach? No to mnie trochę zszokowało, ale na wieczór kiedy nie ma kompletnie co oglądać - polecam! Nie obawiajcie się, to nie powoduje jakiejś dziwnej ochoty powrotu do swojego eks, więc nie będziecie mieć potem jakiegoś mindfucka. Jako tako - ja ani nie polecam, ani nie odradzam ;)


Duchy moich byłych (2009) 'Ghosts of Girlfriends Past' komedia romantyczna

I kolejny film, to komedia romantyczna, na którą jakiś czas temu trafiliśmy w telewizji. Pomysł jest wzorowany na Opowieści wigilijnej, nawet spoko pomysł, fajna opcja i nawet fajnie się tę komedię oglądało! Mi takie pasują, nawet jeśli wiem od razu, co i jak się wydarzy to ja bardzo propsuję. Fajnie się to ogląda, mi takie komedie poprawiają humor i zawsze się ciesze, że wszystko super się kończy, więc dla mnie mega fajnie! :)


Co oglądaliście? Co polecacie? :)


Rokitnikowy zawrót głowy, czyli scrub do skóry głowy i spray odżywczy - Natura Siberica

02 lipca 2020



Dzień dobry! Witamy w nowym miesiącu, witamy oficjalnie na wakacjach (dla niektórych oczywiście), ale mam nadzieję, że i tak te wakacje będą dla nas łaskawe ;). Macie jakieś plany, chcecie gdzieś pojechać? Dajcie znać - obecnie poszukuję inspiracji żeby coś podziałać, ale przerażają mnie trochę tłumy ludzi, którzy obecnie są wszędzie, a ja nie lubię tłumów na wakacjach. A wiadomo, że obecnie rejon Zakopanego czy polskiego morza będzie przepełniony, dlatego właśnie możecie polecać mi jakieś fajne miejsca na weekend!
A dzisiaj przejdziemy do włosów i będą to kosmetyki od Natura Siberica. Bardzo lubię tę markę i odkrywam co chwilę jakieś cudeńka od nich, a dzisiaj będzie o produktach do włosów z ich rokitnikowej serii ;) Enjoy!


Natura Siberica
rokitnikowy scrub do skóry głowy


Scrub powinien być pierwszym krokiem właściwej pielęgnacji skóry głowy. Ma za zadanie złuszczać obumarły naskórek, pielęgnować skórę głowy z tendencją do powstawania łupieżu, zmniejszać swędzenie oraz przedłużać świeżość włosów. Ponadto głęboko oczyszcza i zmniejsza produkcję sebum. Zawiera: organiczny olej z rokitnika ałtajskiego [10] i organiczny marokański olej arganowy [12], które odżywiają, więc włosy odzyskają swoją siłę i blask; organiczny ekstrakt z mięty [16], który oczyszcza, odświeża i dodaje włosom energii; witaminy i aminokwasy, które odżywiają, regenerują i nadają włosom gładkość i miękkość, a także olej z nasion sosny syberyjskiej, który naturalnie odżywia i wzmacnia, dzięki zawartości ponad 90 różnych, biologicznie czynnych składników. 

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Siberica Shell Powder, Lauryl Glucoside, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Rubus Idaeus Seed Powder, Hippophae Rhaimnodesamidopropyl Betaine, Hippophae Rhamonides Fruit Oil [10], Menthol, Argania Spinosa Seed Oil [12], Pineamidopropyl Betaine, Glyceryl Undecylenate, Glycolic Acid, Mentha Piperita Leaf Water [16], Calendula Officinalis Flower Extract, Bisabolol, Achillea Asiatica Extract, Arctium Lappa Root Extract, Oxalis Tetraphylla Extract, Citric Acid, Urica Dioica Leaf Extract, Geranium Sibiricum Extract, Juniperus Sibirica Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol, Retinyl Palmitate, Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine, Aspartic Acid PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Parfum, benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Cl 16255, Caramel, Cl 15985.

Sposób użycia: niewielką ilość peelingu należy nałożyć na wilgotną skórę głowy, następnie masować delikatnymi ruchami i pozostawić na ok. 3 minuty, następnie należy zmyć  obficie wodą i umyć włosy normalnie szamponem. Najlepiej stosować 1 w tygodniu.


Scrub znajduje się w dużej tubce, która cały czas 'stoi na głowie' - ułatwia to wydobywanie produktu z opakowania, ale i zdarza się, że coś tam wylatuje, kiedy tego nie chcemy, więc trzeba uważać. Tubka bardzo mi się podoba, standardowa szata graficzna, która jak najbardziej jest w moim guście, mamy dodatkową naklejkę z opisem w języku polskim, która po jakimś czasie na pewno zejdzie pod wpływem wody. Zakrętka też działa bez zarzutu, wiec jest fajnie. Nawet z mokrymi dłońmi nie mam problemu z zakręceniem opakowania.
Konsystencja tego peelingu jest trochę rzadsza niż się spodziewałam, ale nie przelewa się przez palce. Mimo wszystko czuć, że jest na maksa napełniona drobinkami, co bardzo mi odpowiada, bo ja lubię zawsze i wszędzie mocne, gruboziarniste peelingu, lubię czuć to ścieranie i na szczęście mojej skórze to nie szkodzi. Zapach jest genialny. Nie wiem, jak i do czego mogę go przyrównać, ale uwierzcie mi na słowo, że jest sztosem.
Powiem, że zaskoczyłam się już od pierwszej chwili po użyciu. Ten peeling się pieni! Dla mnie to jest genialnie, bo dużo łatwiej jestem w stanie dojść peelingiem do różnych zakamarków na skórze głowy między włosami. Wiecie, czasem z peelingiem jest tak, ze włosy pod wpływem wody nie chcą się rozdzielać, przyklejają się do skóry i wchodzenie tam z peelingiem jest dość ciężkie, a tutaj wszystko przebiega mega łatwo właśnie dzięki tej pianie! Super! Poza tym, peeling ma bardzo dobry wpływ na moją skórę głowy, staram się używać tak 1 na dwa tygodnie i muszę przyznać, że włosy mi za to dziękują. Są takie lżejsze, uniesione u nasady, bardziej sypkie i wszystko mi tutaj gra.
Powiem szczerze, że ta piana robi robotę taką, że chyba znalazłam swój peeling do skóry głowy idealny :)


Natura Siberica, 
rokitnikowy spray - kondycjoner odżywczy do włosów


Rokitnikowy spray ma za zadanie ułatwić rozczesywanie, pozostawić włosy grubsze i bardziej gęste, a także chronić przed termo-stylizacją. Ponadto, odżywia, nawilża włosy, pozostawia powłokę ochronną na nich, a także regeneruje uszkodzoną strukturę włosa. Sprawia, że włosy są zdrowe i gładkie, jak jedwab. Dzięki zawartości witamin i aminokwasów odżywia i regeneruje włosy, oleju rokitnikowego ałtajskiego [8], marokańskiego oleju arganowego [9], a także nasion syberyjskiego, białego lnu [12] przyczyniają się do powstawania keratyny, która zapewnia wytrzymałość włosów i połysk. Poza tym, białka jedwabiu [31] wygładzają wierzchnią warstwę ochronną włosów, nawilżają i regenerują je. 

Skład: Aqua, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Sorbitol, Sucrose Laurate, Sucrose Dilaurate, Sicrose Trilaurate, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil [8], Argania Spinosa Kernel Oil [9], Rosa Canina Fruit Oil, Pinus Siberica Seed Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil [12], Avena Sativa, Kernel, Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Pinus Pumila Needle Extract, Picea Obovata Needle Extract, Aquilegia Siberica Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Biotin, Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacinamide, Pantothenic Acid, Pyridoxine, Riboflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Silk Amino Acids [31], Pinus Siberica Seed Oil Polyglyceryl-6 Esters, Phospholipids, Sphingolipids, Glicine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soja Sterols, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl Betaine HR, Hydrolyzed Vegetable Protein, Polyacrylate-1 Crosspolymer, Polyquaternium-44, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Caprylhydroxamic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Pactic Acid, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool. 

Sposób użycia: spray należy rozpylić z odległości 20-30 cm niewielką ilość sprayu na czyste i lekko podsuszone włosy ręcznikiem, a następnie można przystąpić do układania.


Na wstępie powiem, że do tej odżywki miałam ze 2-3 podejścia, za każdym razem było całkiem, co innego, że trochę mnie to skołowało, ale już opowiadam o co kaman.
Opakowanie i wszystko jest bardzo utrzymane w typowej dla marki szacie graficznej mi się to podoba - dość na bogato, dzieję się, ale jakoś mi to bardzo do niej pasuje. Też jest naklejka z informacją w języku polskim, jak coś. I atomizer, tu już się robi problem. On nie rozpyla pięknej, idealnej mgiełki pokrywającej równomiernie większą powierzchnię moich włosów, on 'sika' mokro w jednym kierunku, a to jest coś, czego ja baaardzo nie lubię w takich produktach, no ale może jakoś damy radę? :)
1 użycie: Postanowiłam spsikać nim włosy, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że sika, ale włosy były mokre to jakoś udało mi się to rozprowadzić równomiernie na włosach. Ale wtedy tak śmierdział, że o mamo. I wyczuwałam ten zapach potem na włosach i mega mi on przeszkadzał, na szczęście pod wpływem innych produktów zapach zniknął, ale drama. Efektów nie zauważyłam żadnych.
2 użycie: stwierdziłam, że skoro zapach jest beznadziejny i mgiełka też, to będę dodawać odżywkę do aloesu jako podkład po olej. Ojeny znowu śmierdział, i znowu nie mogłam wytrzymać, po zmyciu oczywiście nie było go czuć, ale szok. Efekty? Żadne.
3 użycie: stwierdziłam, że muszę go zużyć, nie wyrzucę prawie całego opakowania, bo mi szkoda, więc stwierdziłam, że jakoś przeżyję ten podkład, jako combo z tym sprayem i wiecie co? Przestało mi śmierdzieć, jakoś zaczął mega ładnie pachnieć, że psikałam go jeszcze więcej. A jak już zapach mi się spodobał to postanowiłam i spsikać nim mokre włosy już po umyciu, z daleka, żeby mógł rozprowadzić się, jak najbardziej równomiernie. I wiecie co? Efekty? Sztos!

To był mój jeden z lepszych włosingów od dłuższego czasu i praktykuję to już teraz, co mycie. Nie wiem, co się stało z zapachem, że zaczął mi ładnie pachnieć, nie wiem dlaczego nagle efekty pojawiły się i są na maksa zadowalające, ale włosy stały się sypkie, mięciutkie, odżywione i nawilżone na całej długości, nawet końcówki są mega mięciutkie i takie 'zgrane', ale nie sklejone!
Mega żałuję tego atomizera i braku ładnej mgiełki, bo bardzo bym chciała używać go i na suche włosy, ale to nic. Fajnie, że przynajmniej takie zastosowanie udało mi się znaleźć, które na dodatek mnie bardzo zadowala ;).


Dajcie koniecznie znać, czy znacie te produkty! I co innego jeszcze polecacie do włosów od Natura Siberica! :)