Shecell, walka z przebarwieniami, odwodnieniem i przede wszystkim zanieczyszczeniem

11 czerwca 2020


Dzień dobry! Jak tam u Was? Mam wrażenie, że wszędzie jest już coraz normalniej, ale to dobrze ;). Powrót do normalności jest nam wszystkim jak najbardziej potrzebny, więc teraz jedyne co to muszę się wziąć za siebie i zorganizować coś na wakacje! Ale, ale! Najpierw przyszedł czas na recenzję kremów marki Shecell, które otrzymałam w ramach testowania z Twoim Źródłem Urody! Trochę się to wszystko przesunęło w czasie, ale różnie wychodziło przez tego koronawirusa, ale tym bardziej się cieszę, że w końcu mogę się z Wami podzielić moją opinią na ich temat ;)> W takim razie enjoy!

Shecell dermatologic to linia nowatorskich dermokosmetyków, która jest przeznaczona dla osób ze skórą wymagającą specjalistycznej pielęgnacji, ochrony oraz niwelowania oznak starzenia, które pragną jak najdłużej zachować jej młody, piękny i zdrowy wygląd.


Formuły zawierają unikalne połączenie innowacyjnego biopolimeru DIBUSHIELD PRO-HEAL z kompleksem skutecznych składników, które odpowiadają za regenerację, nawilżenie i ochronę przed skutkami upływu czasu, stresem oksydacyjnym, stanami zapalnymi oraz promieniowaniem UVA i UVB.
Oba kremy zawierają:
Glycofilm 1.5P polisacharyd tworzy nieokluzyjny film na powierzchni skóry, chroniąc ją przed zanieczyszczeniami oraz nadaje efekt tzw.: "drugiej skóry".
Kwas hialuronowy intensywnie nawilża i poprawia jędrność skóry.
Olej szafranowy odżywia i wygładza skórę, jak i koi podrażnienia.
Alantoina i pantenol działają przeciwzapalnie, łagodzą podrażnienia i wspomagają procesy regeneracji naskórka. 
Nowoczesny filtry UVA i UVB chronią skórę przed niekorzystnym działaniem promieniowania UV.

Brzmi fantastycznie, więc ciekawe jak wyszło z praktyce używanie obu tych kremów.


Ale na początku mogę Wam powiedzieć, że oba kremy znajdują się w takich samych kartonowych opakowaniach, na których znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje o działaniu i składzie. Poza tym, same kremy znajdują się w wygodnych tubkach, które 'stoją na głowie', więc również i z wyciskaniem kremów nie ma problemu. Bardzo wygodnie trzyma się je w dłoni, obie tubki są też dosyć niewielkie i mają pojemność 40ml.
I byłam zaskoczona, ale na tym etapie podobieństwa się kończą, zapach i konsystencja są inne i trochę też działanie, gdzie zazwyczaj różnice są minimalne albo i niezauważalne. Ale to jest jak najbardziej pozytywne zaskoczenie, bo obawiałam się trochę, że kremy będą takie same, a wiadomo że to nie oto chodzi. Zapraszam do zapoznania się ze szczegółami!

Dermoaktywny krem dla skóry odwodnionej


Krem ma za zadanie intensywnie i długotrwale nawilżyć, wygładzić i uelastycznić skórę, zmniejszyć zaczerwienienia, pozostawić delikatny i aksamitny film ochronny, przywrócić równowagę fizjologiczną skóry, a także przywrócić równowagę fizjologiczną skóry.
Dzięki zawartości składników takich jak: hydromocznik [10] uelastycznia skórę, regeneruje i zmiękcza warstwę rogową naskórka; kompleks substancji nawilżających (gliceryna [3], seryna, trehaloza i mocznik) stopniowo uwalnia się do naskórka i zapewnia długotrwałe nawilżenie; koncentrat lipidów regeneruje, zwiększa nawilżenie i ochronę.

Skład: Aqua, Isostearyl Isostearate, Glycerin [3], Dietylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Dicaprylyl Carbonate, Isopropyl Isostearate, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-6 Stearate, Ethylhexyl Triazone, Hydroxyethyl Urea [10], Pentylene Glycol, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Myristyl Myristate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Hyaluronic Acid, Panthenol, Biosaccharide Gum-4, Trehalose Urea, Sodium Hyaluronate, Pullulan, Ceramide NP, Ceramide AP, Ceramide EOP, Chitin Dibutanoate, Phytosphingosine, Cholesterol, Allantoin, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Glycine Soja Oil, Ascorbyl Palmitate, Polyglyceryl-6 Behenate, Sodium Lauroyl Lactylate, Carbomer Xanthan Gum, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Polyacrylate Crosspolymer-6, Hydroxyacetophenone, Triethyl Citrate, Serin, Algin, Glyceryl Polyacrylate, Caprylyl Glycol, Disodium Phosphate, Potassium Phosphate, Parfum.

Po ten krem sięgnęłam na samym początku. Jego konsystencja jest bardzo lekka, ale i na maksa przyjemna! Nie jest super rzadka, ale według mnie jest taka idealna w punkt. Chociaż po kremie do skóry odwodnionej spodziewałabym się raczej gęstszej konsystencji, ale ona nie wpłynęła negatywnie na działanie produktu. A zapach jest bardzo delikatny, powiedziałabym, że nawet średnio wyczuwalny, ale cały czas jest ładny.
Na początku mogę powiedzieć, że uwielbiam tę konsystencję, nie mam problemów z nakładaniem, idealnie się rozprowadza, tak delikatnie i gładko, a lekka konsystencja sprawia, że nawet nakładany rano ekstra się sprawdza. Szybko się wchłania, więc i ja szybko mogę przejść do nakładania makijażu.
W kwestii działania to na początku muszę przyznać, że ja nie mam jakiejś mega odwodnionej i wysuszonej skóry, ale bardzo lubię kremy nawadniające i nawilżające, żeby jednak ten dobry poziom nawilżenia utrzymać. Zazwyczaj jest tak, że przy takich kremach widzę niewielką różnicę, a tutaj różnica była dla mnie bardzo widoczna. Mimo tej lekkiej konsystencji, działanie jest naprawdę konkretne i jak najbardziej przyjemne. Zauważyłam, że skóra jest dużo bardziej nawilżona, odżywiona, miękka, gładka i w super stanie! Nie mam mu nic do zarzucenia, skóra była naprawdę w lepszym stanie, dzięki temu kremowi.


Dermoaktywny krem dla skóry z przebarwieniami


Krem ma za zadanie wyraźnie rozjaśnić cerę, wyrównać koloryt skóry, zredukować wielkość przebarwień, zmniejszyć intensywność ich zabarwienia, ochronić przed promieniowaniem UV, a także doskonałe nawilżyć.
Dzięki zawartości składników takich jak: kompleks kwasów AHA niweluje przebarwienia i niedoskonałości, przywracając skórze idealny wygląd; witamina C redukuje przebarwienia, rozjaśnia skórę oraz chroni komórki przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV; złoty pigment rozświetla, dodaje skórze blasku oraz zmniejsza widoczność przebarwień. 

Skład: Aqua, Isostearyl Isostearate, Dietyloamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Dicaprylyl Carbonate, Isopropyl Isostearate, Isopropyl Myristate, Glycerin, Polyglyceryl-6 Stearate, Cl 77891 (Titanium Dioxide), Ethylhexyl Triazone, Ascorbyl Glucoside, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Pentylene Glycol, Mica, Glyceryl Stearate, Myristyl Myristate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Hyaluronic Acid, Panthenol, Biosaccharide Gum-4, Glycolic Acid, Lactic Acid, Citric Acid, Chitin Dibutanoate, Allantoin, Polyglyceryl-6 Behenate, Polyacrylate Crosspolymer-6, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Glycine Soja Oil, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Sodium Magnesium Silicate, Xanthan Gum, DIsodium EDTA, Tin Oxide, Parfum.

A jak już nawilżyłam sobie skórę w idealnym stopniu to przeszłam do testowania kremu, który głównie skupia się na walce z przebarwieniami.
Ten krem ma bardzo treściwą konsystencję, dość gęstą, co czuć już w wyciskaniu go z tubki i jest widoczna różnica z poprzednikiem. Przyrównałabym ją do np. masła do ciała, co utrudniało mi trochę aplikację rano i wieczorem. Kiedy nakładałam za mało, to strasznie jeździłam dłońmi po twarzy, mega ciężko się to rozsmarowywało równomiernie po twarzy, więc najlepszym pomysłem było dokładanie kolejnych ilości kremu. Ale jak już nałożyłam za dużo, miałam wrażenie, że cera jest za tłusta i raczej długo się wchłaniał. Na wieczór mi to nawet nie przeszkadzało, bo wieczorem wolę nakładać takie konkretniejsze kremy, ale rano zdecydowanie wolę stawiać na lekkie kremy. Z kolei zapach w tym kremie jest mocniejszy i tak samo ładny. Ale wiadomo, do wszystkiego można się przyzwyczaić i wyrobić sobie swój działający system ;)
I przechodząc do działania, wcześniej testowałam inne produkty również do walki z przebarwieniami i bardzo mnie to cieszy, że ten krem utrzymał te efekty i nawet trochę je polepszył. Część przebarwień została zredukowana, koloryt skóry nawet wyrównany, w dalszym ciągu moja skóra nie wygląda jak po photoshopie, ale dobrze, że wyglądam przynajmniej naturalnie. Brakuje mi trochę tego rozświetlenia, jakoś tego w swojej skórze nie zauważyłam, żeby odzyskała blask.



Powiem Wam, że mimo odwiecznej walki z przebarwieniami, moje serce skradła wersja do skóry odwodnionej. Jakoś ta konsystencja, ładne nawilżenie i odżywienie mnie bardziej zadowoliło.. Po tym drugim do skóry z przebarwieniami czuję niestety niedosyt. czegoś mi tak brakuje i za każdym razem się denerwuje, że znowu za mało nałożyłam i muszę to robić na raty. Ale coś tam na te przebarwienia działa, więc to trzeba mu przyznać.
Poza tym, oba kremy mają działanie chroniące przed smogiem, zanieczyszczeniami i UV. Co jest super i bardzo ważne teraz, kiedy mamy problem z ogólnym zanieczyszczeniem powietrza, co na pewno wpływa na naszą cerę. Więc bardzo się cieszę, że mamy już produkty, które nie tylko pielęgnują naszą skórę, ale i dbają o nią, żeby nie dostały się tam te gorsze zanieczyszczenia.


Znacie markę Shecell? Marka w swojej linii ma jeszcze trzy pozostałe produkty, 1) do skóry atopowej, suchej i bardzo suchej, 2) do skóry naczynkowej oraz 3) do skóry dojrzałej. ;)


Akcesoria kosmetyczne, które odmieniły moją pielęgnację

08 czerwca 2020



Dzień dobry! Dzisiaj będzie trochę inaczej, ale stwierdziłam, że poza kosmetykami, mogłabym też coś Wam napisać o akcesoriach kosmetycznych, które odmieniły moją pielęgnację pod wieloma względami - jakoś tak idealnie na poniedziałek. Część z nich pomogła mi uzyskać lepsze efekty pielęgnacji, a cześć po prostu ułatwiła mi życie. Też macie takie produkty? Jest kilka takich produktów, o których chciałam Wam napisać już dawno, ale jakoś nigdy nie miało to dla mnie sensu. Teraz akurat stwierdziłam, że kiedy, jak nie teraz! Niektóre będą dosyć proste i zwykłe, a niektóre będą naprawdę moimi odkryciami. I teraz nie wyobrażam sobie mojej łazienki bez tych produktów.. No to lecim!



Po pierwsze: myjka
Tak, jestem świadoma tego, że piszę Wam o myjce do mycia, ale nie wiedzieć czemu ja nie używam myjki od zawsze! I obecnie nie wyobrażam sobie tego, jak wyglądał mój prysznic przed myjką. Chociaż pewnie tak, jak wygląda w podróżach, kiedy nie uśmiecha mi się brać rzeczy, które po prostu nie zdążą wyschnąć ;D. Ale uwielbiam myjki, bo dzięki nim produkty pienią się lepiej, pachną intensywniej i są wydajniejsze! I często było tak, że jakieś produkty pod prysznic bez myjki były mega niewygodne w użyciu, bo np. były rzadkie, jak woda i w ogóle się nie pieniły, a myjka sprawiała, ze wszystko grało!



Po drugie: jajeczko eggbrush do mycia pędzli
Miałam o tym cudzie pisać już dawno, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze i aż żałuję, że tego wcześniej nie zrobiłam. Ale ten eggbrush sprawił, że mycie pędzli idzie dużo sprawniej, szybciej i oczywiście dokładniej niż kiedyś. Mycie pędzli zawsze było dla mnie dramatem, a jak pędzle były niedomyte, czy nawet zdarzało się, że czuć było, że została gdzieś w nich piana, to masakra. A teraz, nic takiego nie ma miejsca, a nawet myślę, że mogę powiedzieć, że eggbrush pomaga umyć te pędzle dokładniej i jakoś wyczyścić włosie, której znajduje się głęboko w środku włosia.
Ktoś jeszcze nie zna eggbrush i narzeka na mycie pędzli? Ja bardzo polecam to małe cudeńko!



Po trzecie: gąbeczka konjac
To jest moje nowe odkrycie! Ostatnio zaczęłam każdemu dookoła kupować te gąbeczki, a to na święta, a to na urodziny - sobie też oczywiście kupiłam i nie używałam dopóki ktoś ich nie użyje - haha. Ale jak już dostałam odpowiedź zwrotną, że są spoko, to.. się zakochałam! Zawsze myślałam, że mam idealnie domytą twarz, jak robię demakijaż. Dopiero Czarszka mi uzmysłowiła, że tak nie jest i dopiero dzięki tej gąbeczce konjac, której używam do drugiego etapu oczyszczania, moja skóra jest idealnie oczyszczona z makijażu, zabrudzeń i wszystkiego. Tak samo, jak i gąbeczka konjac pomaga mi domyć skórę przy linii włosów, szyi i w okolicach uszu, jakoś gąbeczką jest mi wygodniej. No ja uwielbiam! Muszę przyznać, że mokra gąbeczka przypomina mi w dotyku chleb, ale świeży chleb - a to każdy lubi!
Zaczęłam też używać konjaca co rano pod prysznicem na dekolt, szyję, twarz, czasem i plecy, gdzie co jakiś czas pojawiają się zmiany i efekty są naprawdę zaskakujące! I dekolt wygląda ładniej i na plecach się mniej pojawia jakichś wyprysków, więc szok! Ale ja polecam i konjac będzie już ze mną zawsze!



Po czwarte: szczoteczka elektryczna
Proste, nie? Ale w dalszym ciągu nie mogę wyjść z podziwu jak ogromna jest różnica między zwykłą manualną szczoteczką, a tą elektryczną! I bardzo długo zwlekałam ze mianą szczoteczki, jakoś zawsze myślałam, że to jest turbo-drogie, a wcale nie będą lepsze efekty. No i się myliłam. Uwielbiam szczoteczki elektryczne, i ten rok zaczęłam od kupienia sobie nowej, różowej, z etui podróżnym, które widzicie powyżej i to jest naprawdę przydatna rzecz, tym bardziej, że można wziąć sobie dwie końcówki i mąż też może jej używać, mimo że nie przepada za moją różową wersją.
Ale mogę powiedzieć, że zęby nie tylko są czystsze i da się odczuć, że są mega gładkie, tak jakby wypolerowane, to na dodatek ja mam wrażenie, że zęby są bielsze niż kiedyś.



Po piąte: szklany pilnik
Co prawda nie robię sobie paznokci sama, bo jestem całkowicie nieudolna w tym temacie. Ale od czasu do czasu coś mi się złamie, więc muszę podziałać pilnikiem, a teraz w czasach epidemii nie mam wyjścia i muszę się sama ogarniać. Przy okazji, przypomniało mi się właśnie, jakim odkryciem dla mnie był szklany pilnik! On potrafi idealnie spiłować paznokieć, dodatkowo ładnie wygładzając go na końcach. Jest naprawdę spora różnica, zresztą sama sporo czytałam o tym, że szklany pilnik między innymi pomaga w zapobieganiu rozdwojeń się paznokcia i powstawaniu takich zadziorów.



Po szóste: roller jadeitowy
Nie jestem w stanie Wam powiedzieć, czy ten roller ma jakieś cudowne właściwości na moją skórę, bo nie jest zbyt systematyczna w używaniu. Ale mogę Wam zagwarantować, że używają rollera znajdziecie dodatkową chwilę relaksu dla siebie, poczujecie się lepiej i piękniej. Wierzę, że w pewien sposób roller ma wpływ na kosmetyki, które wmasowuje w skórę, pozwala jej lepiej przyjąć substancje i może nawet wzmocnić ich działanie. Ale dla mnie najlepsze jest to uczucie błogiego relaksu tuż przed snem - idealnie!


Znacie moje cudne akcesoria kosmetyczne? Co myślicie, a może macie podobnie? Dajcie znać, co Wy byście uznali za takie zmieniające życie akcesoria ;)


#45 Kinomaniak, czyli ostatnie 6 filmów, jakie oglądałam

05 czerwca 2020



Dzień dobry! No to dzisiaj mam dla Was kolejną część Kinomaniaka! I muszę przyznać, że ostatnio bardzo mi się spodobało wypożyczanie filmów na internecie. Do kina już w sumie można chodzić, ale ja i tak jeszcze nie wiem, jak to będzie wyglądać, a na szczęście jest taka opcja, żeby jedne z najnowszych filmów obejrzeć w necie, nawet jeśli nie ma ich na Netflix! Osobiście polecam Wam stronę Chili (i nie jest to żadna reklama), bo tam są najtańsze filmy, a i dość sporo w ostatnim czasie podostawałam kodów na możliwość wypożyczenia filmu 50% taniej, więc zdarzały się filmy np. za niecałe 4 zł. Dajcie znać, z czego Wy korzystacie! A teraz zapraszam Was do recenzji filmów:

Strzelec (2007) 'Shooter' sensacyjny


Trafiliśmy na ten film przez przypadek w telewizji i jakoś tak średnio byłam przekonana do oglądania, chociaż mąż bardzo zachwalał mimo że pomylił go z innym filmem, ale to sprawiło, że go obejrzałam. I jak ja nie lubię filmów trzymających w napięciu, bo po prostu się stresuję i boję się, że dostanę zawał, ale... ten film jest rewelacyjny! Mega ciekawa historia, fabuła mega wymyślona i ogólnie film tak ciekawy, że człowiek naprawdę się zastanawia, czy może coś takiego ma miejsce w naszym obecnym świecie? I nie będę mówić co, bo nie chcę Wam zaspoilerować, ale koniecznie obejrzyjcie, bo film jest świetny!

Pech to nie grzech (2018) komedia romantyczna


W sumie na netflixie dosyć mnie zaciekawiła ta komedia, mimo że nie przepadam za polskimi filmami, ale dałam szansę. I szczerze? Zawiodłam się na maksa. Film jest dosyć beznadziejny, raczej słaby i totalnie nieporywający. Ja nie wymagam za dużo od komedii romantycznych, ale niektóre są czasem trochę śmieszne, są fragmenty, które mi się podobają. A niestety w kwestii tej komedii nie podobało mi się nic, nie śmiałam się wcale i nawet chciałam, żeby ten film skończył się jak najszybciej. To było bardzo złe.

Pokochaj, poślub, powtórz (2020) 'Love, Wedding, Repeat' komedia romantyczna


Ten film jest na pewno lepszy od poprzedniego, nawet ciekawy, ale też nie jakoś na maks porywający. Tak w sumie spoko, można obejrzeć, ale jednak nie polecałabym go, jako zajebista i genialna komedia. Niby film pokazuje coś więcej niż zwykłe komedie romantyczne, to chyba nie jest to aż takie genialne. Ujdzie, bez szału, tyłka nie urwie, że wohooo.

Smoleńsk (2016) dramat


Nie mam zamiaru wgłębiać się w polityczne zagrania, ani skupiać się na tym, kto jakie powinien mieć poglądy. Oceniając sam film nie oceniałbym go aż tak beznadziejnie, jak ludzie do niego podchodzą, prawdopodobnie ze względu na politykę. Film był w porządku, podobał mi się i przyznam szczerze, że mnie wciągnął - bardzo. Nie wiem, jak było naprawdę, bo nie było mnie tam, bardzo chciałabym się dowiedzieć, bo mnie ciekawią takie rzeczy, na ile film przedstawia prawdę? Nie mam pojęcia, ale film sam w sobie był okej. Mimo że aktorka grająca dziennikarkę strasznie mnie irytowała.

Boże Ciało (2019) obyczajowy


Bardzo długo chciałam obejrzeć ten film i cieszę się, że w końcu to zrobiłam. Uważam, że jest genialny! Co prawda zakończenie mnie zdenerwowało, nie będę mówić jakie, ale ja po prostu nie lubię takich. Aczkolwiek, cały film był genialny i bardzo, bardzo go polecam! Bo wciąga, intryguje, zastanawia i zmusza do lekkich przemyśleń, a ja takie bardzo uwielbiam.

Miłość pod jednym dachem (2019) 'Falling Inn Love' komedia romantyczna


Kolejna komedia romantyczna w dzisiejszym wpisie, Ale ta chyba jest zdecydowanie najfajniejsza z nich wszystkich. Co prawda dość prosta, od początku wiadomo, co się wydarzy i na co się piszemy oglądając ten film. Ale ta komedia jest bardzo przystępna, przyjemna i taka na maksa pozytywna! Ciekawa, bo fabuła rozgrywa się w innym świecie, mi bardzo nieznanym, bo aż w Nowej Zelandii, a ja lubię poznawać wszystko, co mi obce. Fajni aktorzy, których kompletnie nie znam, pozytywni, fajna historia, momentami zabawna i super mi się ją oglądało. Więc polecam! :)


Koniecznie dajcie mi znać, jakie Wy filmy oglądaliście ostatnio! Bo muszę przyznać, że jakoś mniej oglądam niż kiedyś.


Nawilżanie twarzy z Tołpa. seria hydrativ.

02 czerwca 2020


Dzień dobry! Mamy czerwiec! Mam nadzieję, że ten miesiąc będzie dla Was wszystkich cudowny, tym bardziej że powoli zbliżamy się do mniejszej lub większej normalności ;). I ja liczę na to, że już niedługo będzie tak jak było kiedyś, ale jeśli w dalszym ciągu będziemy w miarę uważać to damy radę! Jak się trzymacie? 
Dzisiaj będzie post recenzujący produkty w ramach Klubu Wizaż, z czego mega się cieszę, bo uważam, ze platforma jest genialna jeśli chodzi o recenzje i sprawdzanie produktów, które chcemy zakupić ;). I miałam to szczęście, że miałam możliwość sprawdzenia kosmetyków Tołpa, które wręcz uwielbiam z serii hydrativ. Są to kosmetyki takie, jak serum booster, a także krem-maska, którą możemy stosować albo jako krem co wieczór, albo nakładając grubszą warstwę co parę dni. Zapraszam do mojej opinii! 

Tołpa. dermo face - hydrativ. 
głęboko nawilżające serum-booster


* zwiększa nawilżenie o 65% * głęboko nawilża przez 24h * przywraca odpowiedni pH * zapewnia szybsze i głębsze wnikanie składników aktywnych *

Do skóry wrażliwej, alergicznej, każdego rodzaju, odwodnionej i podrażnionej, z potrzebą silnego nawilżenia. Serum, dzięki płynnej konsystencji, ma za zadanie głęboko wniknąć w skórę i silnie ją nawilżać, jak i łagodzić podrażnienia i wspomagać regenerację mikrouszkodzeń. Poza tym, serum będzie relaksować skórę i eliminować oznaki stresu. Serum zatrzyma nawilżenie w głębi skóry i zapobiegnie jego utracie przez cały dzień i noc. Przywróci odpowiednie pH i wzmocni działanie dalszej pielęgnacji. Pozostawi skórę odświeżoną, gładką i promienną.

Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Steareth-20, Hydroxyethyl Urea, Glycerin, Peat Extract, Saccharide Isomerate, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Citric Acid, Parfum, Methylpropanediol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid.

Sposób użycia: należy nanieść booster na dłoń, a następnie na oczyszczoną i stonizowaną twarz. Należy wklepać opuszkami palców, aż do wchłonięcia. Poza tym, można również dodawać serum-booster jako dodatek do kremu, wtedy należy nanieść krem na dłoń, a następnie dodać porcję serum-boostera, zmieszać i nałożyć na twarz. Zaleca się stosować rano i wieczorem.



Serum znajduje się w fajnej buteleczce, wyposażonej w pompkę, co zawsze mi się podoba. Chociaż pompka czasem wypryskuje mi produkt gdziekolwiek, jak ją za szybko nacisnę, więc warto o tym pamiętać. Wszystkie najważniejsze informacje macie na opakowaniu, jak i kartoniku, w którym znajduje się serum. Buteleczka jest też przeźroczysta, więc widzicie ilość zużycia do końca.
Serum ma bardzo lekką, ale na maksa przyjemną konsystencję, taką orzeźwiającą. Zapach jest też na maksa ładny, bardzo rześki, świeży i taki energetyzujący - uwielbiam. Mi takie zapachy zawsze kojarzą się ze świeżymi ogórkami i muszę przyznać, że coś w tym jest ;).

Ja serum używam na kilka różnych sposobów, zawsze nakładam pod jakiekolwiek maski, czasem wieczorem, czasem na noc pod krem, w zależności od tego, jakie mam widzimisię danego dnia. Ale poza tym, ja oceniam to serum bardzo pozytywnie. Fajnie wnika w skórę, nawet i w te głębsze partie, nawilża ją, odżywia, wzmacnia, regeneruje, pomaga szybciej załagodzić podrażnienia, co bardzo mi się podoba. Nie poczułam żadnego dyskomfortu używając tego produktu, a jestem w stanie zauważyć, że na maksa mojej skórze służy.

I właśnie za to uwielbiam sera. Mają lekką i bardzo przyjemną konsystencję, bardzo pięknie pachną, super szybko się wchłaniają no i działają. Taka dodatkowa dawka nawilżenia dla skóry u mnie jest zawsze w cenie. Ty bardziej, że fajnie współgrają zawsze z innymi produktami ;). Wiadomo, że cenowo Tołpa przedstawia się trochę drożej od pozostałych produktów, więc co kto lubi ;).


Tołpa. dermo face - hydrativ.
nawilżający krem-maska odprężający


* zatrzymuje wodę w naskórku i redukuję jej utratę o 14% po pierwszym użyciu i o 21% * intensywnie nawilża przez 24h * w 7 dni poprawia elastyczność skóry o 14% *

Do skóry wrażliwej alergicznej, każdego rodzaju, odwodnionejj i podrażnionej.Krem-maska wnika głęboko w skórę i z każdą godziną snu stopniowo uzupełnia poziom nawilżenia.Ma również za zadanie odbudować naturalną barierę ochronną, aby skóra w ciągu dnia mogła skuteczniej bronić się przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Poza tym, zapewnia intensywnie nawilżenie przez 24 godziny, nawadniając skórę i chroniąc ją przed utratą wody. Przy okazji, poprawi elastyczność i wygładzi, załagodzi podrażnienia, wspomoże regenerację naskórka i mikrouszkodzeń. Usunie również oznaki zmęczenia i stresu, zapewniając rano efekt gładkiej, zregenerowanej i wypoczętej skóry. 
Krem znajduje się w aluminiowej tubie, ponieważ takie opakowanie nie zasysa powietrza i bakterii, dzięki temu krem-maska dłużej pozostaje bezpieczny.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate, Glycerin, Saccharide Isomerate, Methylpropanediol, Butyrospermum Parkii Butter, Propanediol Glyceryl Stearate CItrate, Peat Extract, Parfum, triticum Vulgare Germ Extract, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Sodium Hyaluronate, Panthenol, Tocopherol, Disodium Cocoamphodiacetate, PVP, Sodium Metabisulfite, Pantolactone, Salvia Sclarea Extract, Carbomer, Disodium EDTA, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Sodium Citrate, Citric Acid, Caprylyl Glycol, Phenylpropanol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid. 

Sposób użycia: krem-maskę należy nanieść na oczyszczoną i stonizowaną twarz i szyję omijając okolice oczu. Wmasować zaczynając od szyi w górę. Można stosować jako maskę na noc, nakładając wtedy grubszą warstwę dwa razy w tygodniu. A w przypadku bardzo odwodnionej skóry zaleca się stosowanie codziennie jako krem. 

Zaczynając jak zawsze od opakowania, to ja bardzo lubię te ich aluminiowe tubki. Czasem mam problem, że kosmetyk sam z nich wychodzi, ale jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Tubka się tutaj naprawdę fajnie sprawdza, znowu wszystkie informacje macie na opakowaniu, jak i na kartoniku, w którym dostajecie ten produkt.
Konsystencja jest znowu raczej lekka, co mnie trochę zdziwiło, bo spodziewałam się czegoś dużo bardziej gęstego i zbitego, ale w sumie spoko. Zapach jest taki sam, jak serum, cudownie rześki, odświeżający i po prostu dla mnie mega spoko.

Tego produktu możemy używać na dwa różne sposoby, albo jako maskę na noc, wtedy nakładamy grubszą warstwę albo po prostu, jako kremu na noc. Tutaj się trochę zdziwiłam, bo w sumie nie zauważyłam jakiejś większej różnicy. Grubsza warstwa dla mnie i tak nie była za bardzo 'gruba', bo jakoś tak średnio. Nie zauważyłam różnicy między używaniem tego produktu, jako maski czy kremu, dla mnie jedno i to samo, co poza tym - dosyć średnio i nijako. Ja na noc zdecydowanie używam czegoś mocniejszego, cięższego, bo w nocy mogę się wyciapać, świecić, a rano mam czuć, że skóra jest w stanie, jak u gwiazdy. Tutaj tego nie mam. Rano skóra jest miła i gładka w dotyku, jest nawet nawilżona, ale nie jest to efekt wow, jakiego ja oczekuję rano. To może być spowodowane dlatego, że moja skóra już jest w dość fajnym stanie, i myślę, że dla bardziej wymagającej skóry taka maska-krem może być jak znalazł ;).

Więc tutaj bardziej bym określiła, jako średni produkt. Myślę, że jak ktoś ma odwodnioną i wysuszoną skórę, może zauważyć efekty genialne, a w moim wypadku, przy zadbanej i fajnej skórze nieproblematycznej, jest tak o (mam nadzieję, że nie napisałam tego w złej godzinie ;D). Cenowo też oczywiście jest droższy od innych produktów, a inne produkty mi są w stanie dać więcej, więc tutaj dla mnie bardzo średnio ;).


Dajcie mi koniecznie znać, czy znacie te produkty i co o nich myślicie ;).

Denko, maj 2020r

30 maja 2020



Dzień dobry! Dzisiaj mam do zaprezentowania kolejne denko! Kolejne denko mnie przeraża, jak sobie uzmysłowię, że już praktycznie pół roku minęło jeśli chodzi o 2020, i to jak on minął. Ale nie ma się co dołować, to nie koniec świata, więc jeszcze wszystko zrealizujemy, co mamy w planach, tym bardziej że coraz więcej rzeczy 'można'. A ja przechodzę do głównego tematu tego wpisu, czyli do denka. Kto tu był miesiąc temu i pamięta moje poprzednie liche denko składające się z zaledwie kilku produktów? Tak się trochę nastawiałam na to, że pewnie maj mnie zaskoczy. I tak było, bo już praktycznie na początku maja zdenkowałam parę produktów, więc potem mogło być tylko lepiej. Enjoy!


Nikogo nie zdziwią tutaj oczywiście moje ulubione Facelle, chusteczki nawilżające do higieny intymnej, które dla mnie są cały czas numerem 1. Nie próbowałam jeszcze tych w nowym opakowaniu, a słyszałam, że jakościowo też się zmieniły, więc w dalszym ciągu chwalę starą wersję. Poza tym, najlepsze zdecydowanie BeBeauty, płatki kosmetyczne - one są po prostu najlepsze. Podobnie, jak i Alterra, Naturkosmetik, szampon do włosów osłabionych i przerzedzających się biotyna & kofeina. Ja uwielbiam te szampony, zawsze i wszędzie i nie ma się co powtarzać. Tak samo jest zresztą z Schwarzkopf Gliss Kur odżywki regeneracyjne; fiber therapy bonding oraz ultimate repair - one są zdecydowanie the best i żadne inne odżywki w sprayu się im nie równają. No i przy okazji, przyjęłam kolejny blister suplementu diety Vitapil, który mi bardzo dobrze służy i zauważyłam po nim szybki wzrost włosów. Nie widzę niestety działania na paznokcie, a szkoda, bo z tym jest u mnie zawsze największy problem. Zużyłam też dwa miniaturowe Batiste, suche szampony w wersji Rose Gold, które bardzo lubię. Wiadomo, że nie powinno się ich nadużywać, dla dobra skóry głowy, ale używając od czasu do czasu nas nie zabiją ;), a że miałam dwa 'napoczęte' to tak wyszło, że na raz się skończyły. Ale ogólnie one są super, ekstra pachną i odświeżają, więc robią to co mają :). I kolejny zestaw od Encanto Brasil, bo znowu zrobiłam sobie keratynowe prostowanie włosów i jak zawsze ja jestem na maksa zadowolona z efektów! Zdaję sobie sprawę, ze to chemia, syf i w ogóle, ale nic na to nie poradzę, że działa cuda. I zapraszam na wpis na bloga, bo w końcu mogłam wrzucić zdjęcie przedstawiające efekty! :) A skoro keratyna to Nizoral, szampon przeciwłupieżowy, jak normalnie z łupieżem problemów nie mam, ale po keratynie mam zawsze na maksa przesuszoną skórę głowy, co powoduje łupież, ale na szczęście kilka saszetek tego szamponu wystarczy, żeby to naprawić ;).


NOU, cherry blossom - miałam swoje ulubione perfumy, ale ostatnio zaczęłam testować kolejne i mega się z tego cieszę. Uwielbiam ten zapach, pachnie tak pięknie kwiatowo, nawet intensywnie, ale w tak wyważony sposób, że nie jest to nachalna i drażniące i zapach utrzymuje się dość długo. Ja jestem zachwycona nimi. Są genialne i bardzo je polecam ;)
Pollena EWA, dermo, przeciwzmarszczkowo normalizujący krem na noc - bardzo mi się spodobał ten krem, bardzo konkretna konsystencja, mega wydajny, ładny zapach i cudowne nawilżenie i odżywienie dla skóry, szczególnie na noc, a to jest dokładnie to czego potrzebuję. Dlatego ja jestem zadowolona ;)
O2 Skin, mocno skoncentrowane serum - to serum jest po prostu genialne, naprawdę super nawilża, odżywia, wygładza i robi wszystko, co ma robić. Niestety przez swoją nieuwagę wywalam większość produktu, bo po prostu o nim zapomniałam, a jakoś obawiam się kłaść na twarz serum otwarte przez kilka lat. Ale produkty są dość często na promocji w drogeriach, więc raczej na pewno się skuszę kiedyś ;).
Isana, pianka do golenia - pianka jak pianka, niby bez szału, ale ja jednak jestem z niej zadowolona. mimo małej pojemności, wystarczyła mi na dość długo (albo to ja po prostu używałam jej za rzadko, haha). Bardzo ładnie pachniała, ułatwiała nawet golenie i ogólnie spoko. Tania, łatwo-dostępna, więc możliwe, że jeszcze kiedyś ją kupię ;).


BingoSPA, serum czekoladowo pomarańczowe do ciała - mimo moich początkowych zachwytów, serum ostatecznie ląduje w średniakach, jak pod kątem działania i zapachu nie mam mu za wiele do zarzucenia i tu fajnie wszystko działa. Ale, bardzo szybko się skończyło, aż zaskakująco, więc jest niewydajne i pod koniec użytkowania miałam na maksa problem z wydobywaniem produktu z opakowania. Niby pompka jest, ta rurka w środku jest bardzo długa, ale sama konsystencja stała się bardzo gęsta i zbita, i przypomina masło, którego ja nie lubię, więc dla mnie ostatecznie średnio.
Soraya, plante, roślinna esencja tonizująca - produkt jest spoko, w sumie fajnie mi się go używało, dość szybko się skończył, ale poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Zapach jest okej, konsystencja standardowo wodnista, oczyszczał skórę i odświeżał ją. Nie zauważyłam, żeby super ekstra nawilżał i odżywiał skórę i mimo wszystko produkt dobry, ale i zarazem zwykły. Nie wiem czy do niego wrócę, bo mimo wszystko wolę większe pojemności, żeby nie latać co chwilę do drogerii, ale wypróbować warto, myślę, że dla niektórych może okazać się cudem ;)


Efektima, Rose Peel-Off, ekstrakt z kwiatów róży & d-panthenol - polecam zobaczyć na recenzji, jak genialnie wygląda ta maska, konsystencja była bardzo fajna, niestety maska miała dość sztuczny i taki niefajny zapach, ale nie jest on wyczuwalny przez większość czasu. Łatwo się ją ściągało nawet, a ja uwielbiam maseczki typu peel-off! Maska nadała mojej twarzy dużo blasku i promienności, także fajna !
Efektima, Gold Peel-Off, złoto i kwas hialuronowy - kolejna rewelacyjna maseczka Peel Off, uwielbiam mimo tego że ten zapach niestety nie powala znowu, to po ściągnięciu poszłam cudowne odświeżenie skóry, miałam wrażenie, jakbym dopiero co się obudziła po kilku zabiegach SPA na twarz, byłam gotowa do działania. Dla mnie czad! I ściągnięcie było mniej bolesne tym razem ;).
Efektima, Diamon Peel-Off, drobinki diamentów i kwas hialuronowy - i kolejna wersja, która była równie zadowalająca. Maseczka nawet nawilżyła i odżywiła skórę, uspokoiła ją i załagodziła jakiekolwiek podrażnienia, więc dla mnie sztos.
Dermacol, maska Detox&Defence - zapach tej maseczki jest fenomenalny, dość mydlany, lekko owocowy, ale po prostu ładny i taki, że się chce go niuchać i niuchać co ja wręcz uwielbiam! Poza tym, maska daje mojej skórze wszystko, co najlepsze; cudownie ją nawilża, odżywia, zmiękcza i wygładza. Ja jestem bardzo zadowolona z niej! Tym bardziej, że taka saszetka starcza spokojnie na 5-6 razy, co mnie cieszy jeszcze bardziej!
Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy - kolejne płatki od Efektimy, która uwielbiam na maksa. Tym bardziej, że przy tej wersji w końcu ogarnęłam i wsadziłam je wcześniej do lodówki, co zrobiło jeszcze większą różnicę! Nie dość, że płatki dużo lepiej trzymały się skóry, to na dodatek ja się czułam tak zrelaksowana mając je na sobie, że myślałam, że odpłynę, dla mnie czad!


BioDermic, krem pod oczy z ekstraktem z kawioru - na początek muszę wychwalić te opakowania próbek, one są genialne, dzięki temu, że można je zakręcić można je wziąć ze sobą dosłownie wszędzie bez żadnych przeszkód - rewelacja. Jeśli chodzi o sam krem byłam bardzo zadowolona, fajnie nawilżał i odżywiał skórę pod oczami, ale od czasu do czasu przy nałożeniu za dużej ilości potrafił podrażniać, ale bez większych dramatów.
Dermacol, hialuronowy krem oczyszczający do twarzy - jedna saszetka wystarczyła mi na raz, ale muszę przyznać, że bardzo fajny jest ten krem, ładnie rozpuszcza i zmywa makijaż. Przy okazji, rewelacyjnie pachnie, tak dosyć w mydlany sposób, ale mi się bardzo podoba. Trochę szczypał mnie w oczy, ale ogólnie fajnie, mogę się zastanowić nad pełnowymiarowym produktem ;).


A jak tam Wasze denka? :)