Efektima, Masło do ciała, konopia i oliwa z oliwek

05 lutego 2019


Cześć! Co tam, jak tam? U mnie zbliżają się powoli ferie, a to oznacza też dla mnie trochę więcej luzu i odpoczynku, którego mi bardzo brakuje i potrzeba. Potrzeba mi relaksu, odetchnięcia i zajęcia się sobą. Za dużo siedzi mi w i na głowie, co potrafi być przytłaczające, ale! Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła wrócić na odpowiednie tory, tym bardziej, że zbliża się bardzo fajny czas, którego na maksa nie mogę się doczekać. Pogoda też już coraz bardziej wiosenna, co poprawia humor, więc oby zima już nie wróciła!
Za to dzisiaj mam dla Was recenzję masła do ciała, które ostatnio trafiło do mojej łazienki. I pewnie większość z Was wie, że nie przepadam za masłami, głównie ze względu na ich ciężką konsystencję i długą wchłanialność, więc ciekawe czy w końcu zmieniłam zdanie ;).

Efektima,
konopne masło do ciała
z oliwą z oliwek


Łagodząco odżywcze masło do ciała z olejem konopnym ma za zadanie przywrócić blask i gładkość skórze. Poza tym, doskonale pielęgnuje koi suchą skórę, a także utrzymuje ją w dobrej kondycji. Pomaga również utrzymać płaszcz hydrolipidowy naskórka oraz przywrócić prawidłowe nawilżenie. Dzięki oliwie z oliwek masło będzie regenerować, uelastyczniać i poprawiać koloryt skóry. Zapach pobudzi zmysły i uprzyjemni aplikację.
Będzie idealne dla skóry skłonnej do podrażnień

Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cannabis Sativa Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera Oil, PEG-100 Stearate, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Cetearyl Ethylhexanoate, Pehnoxyethanol, Olea Europaea Fruit Oil, Parfum, Xanthan Gum, Olea Europaea Husk Oil, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Limonene, Hydroxycitronellal, lpha-Isomethyl Ionone, Tocopheryl Acetate.

Sposób użycia: masło do ciała należy wmasować w skórę i pozostawić do wchłonięcia.


Ze względu na swoją konsystencję masła zawsze znajdują się w zakręcanych słoiczkach, z których musimy palcami wyciągnąć produkt. Nie za bardzo za tym przepadam, bo nie lubię, jak mam jakieś kremy za paznokciami, ale rozumiem to rozwiązanie, bo nie wyobrażam sobie też innego sposobu na wydobywanie masła z opakowania, za pomocą pompki mogłoby to być bardzo utrudnione. Mimo wszystko brzegi zakrętki nie są gładkie, dzięki czemu nie ważne czy mamy tłuste czy mokre dłonie spokojnie je odkręcimy i zakręcimy. Konsystencja jest zbita, ale nie jest tłusta, za co ogromny plus.
Zapach jest fenomenalny, ja w ogóle bardzo lubię te konopne zapachy, są takie inne niż wszystkie i lekko uzależniające, że aż chce się je wąchać i wąchać.
Jak na masło przystało nie rozsmaruje się super ekstra hiper łatwo. Musimy trochę z nim popracować na skórze. Nie ma co przesadzać z ilością, bo będzie Wam ciężko ją wmasować w skórę i będziecie się męczyć z białą warstwą na skórze. Im mniej tym lepiej. Produkt jest ekstra wydajny i nie potrzeba dużej ilości masła, żeby wsmarować w skórę. Jeśli nie przesadzimy z ilością to masło szybko się wchłania! Nie pozostawia po sobie żadnego filmu ani lepkiej warstwy na skórze, nie przykleja się do ubrań, więc dla mnie - rewelacja.


Działanie! Wiem, że masła to super bomba nawilżająca i odżywcza, ale ja dopiero teraz to odkryłam, zakochałam się w tych w efektach. Skóra po zastosowaniu masła jest super gładka, miękka, miła w dotyku i pachnąca, bo zapach długo się utrzymuje, za co plus. Poza tym, pozostawia po sobie wrażenie mega odżywionej i nawilżonej skóry jakby nic jej nie brakowało, a miała wszystko co potrzeba. Efekty są też długotrwałe, nie ma potrzeby smarowania się codziennie, więc nie panikuję jak czasem rano nie mam kompletnie czasu na używanie masła, skóra nie wysuszy się i nic jej się nie stanie. Idealne rozwiązanie na zimę, czy taką chłodna deszczową pogodę, bo jest tak cudownie otulające, chroniące i ma się wrażenie, że masło działa cały dzień po nałożeniu, Uwielbiam też stosować zaraz po depilacji, kiedy ta skóra może być lekko podrażniona i ściągnięta. A po użyciu masła to uczucie od razu mija, więc ja jestem zachwycona.
Mimo że, masło idealnie mi się wpasowuję w taką pogodę, jaka jest teraz to mam rażenie, że na lato, na oparzenia słoneczne będzie idealne, jak znalazł! Ukoi, załagodzi podrażnienia, a do tego na maksa ją nawilży, odżywi. Jestem pewna, że świetnie zaradzi. Jako, że jestem kiepska w zużywaniu balsamów (a co dopiero maseł, które są mega wydajne!), to nie zdziwię się, jak przetrzymam jakąś końcówkę na lato, żeby to sprawdzić i dam Wam znać! :)


Podsumowując, ja jestem bardzo zadowolona z tego masła. Jest na maksa nawilżające, odżywiające i działające. Poza tym, zapach ma obłędny i tak czarujący, że ciężko się od niego oderwać. I jeżeli ja, przeciwniczka maseł, lubię codziennie go używać to naprawdę musi coś w nim być ;).

Jeżeli również tak, jak ja lubicie konopne kosmetyki to zapraszam Was jeszcze do:


Denko, styczeń 2019r.!

02 lutego 2019



Pierwsze denko tego roku (!), w końcu! Powiem Wam szczerze, że miałam już dość tego stycznia i miałam wrażenie, że jest co najmniej z 50 dzień. No, ale. W tym roku, mam ogromny cel zużywania, zużywania i jeszcze raz zużywania, a i najlepiej bez kupowania. A jakoś tak się w tym styczniu złożyło, że wydałam mnóstwo kasy na kosmetyki, bo a to promocja, a to w sumie coś by mi się przydało, a to ktoś mi coś polecił i stwierdziłam, że muszę to mieć, no życie.
Ale! Przechodzimy do denka:


Standardowo kilka rzeczy udało mi się zużyć, jak co miesiąc. Facelle, chusteczki do higieny intymnej i Be Beauty płatki kosmetyczne to coś, bez czego nie wyobrażam sobie podstawowej pielęgnacji i zastanawiam się, co ja kiedyś używałam, jak ich nie miałam. Poza tym, dezodoranty z Nivea, fresh natural zawsze się sprawdzają, a że mają mnóstwo różnych wersji zapachowych, to i każdy może sobie coś wybrać dla siebie. No i Garnier, 3w1 płyn micelarny to cudo, które przydaje się zawsze, bo zmywa każdy makijaż; twarzy, oczu, a także posłuży nam np. na wyjazdach, jako tonik, czy po prostu odświeżenie naszej cery.

  • Balea, Liebestraum, krem do rąk - jestem kieska w zużywaniu kremów do rąk, nie lubię tego uczucia, że po nałożeniu moje dłonie są tłuste i nie można niczego dotknąć, dlatego akurat te kremy od Balea są zdecydowanie najlepsze. Wchłaniają się w moment, przy czym pachną wspaniale i dają wspaniałe rezultaty; nawilżają i odżywiają skórę, więc czego chcieć więcej? No może, żeby były gdzieś dostępne w Pl ;)
  • Rapan Beauty, maska do twarzy; mix pleoidów, 'smocza krew', śluz ślimaka - uwielbiam tę maskę. Wspaniale odżywia, regeneruje i nawilża skórę, co widać od razu po nałożeniu. Wersja różowa u mnie zdecydowanie wygrywa, a są jeszcze żółta i niebieska i niestety reszta się u mnie aż tak nie sprawdza, ale ta różowa - rewelacja  na pewno regularnie będę wracać.
  • La Roche-Posay, ekstremalnie delikatny szampon fizjologiczny - ja myję włosy w dziwny sposób. Najpierw używam szamponu, który ma na celu (w moim mniemaniu) doskonale oczyścić włosy i skórę głowy, a dopiero potem używam, jakiegoś innego szamponu, który ma je pielęgnować. Szampon od La Roche - Posay używałam, żeby oczyścić włosy i skalp i sprawdzał się fantastycznie. Cudownie je oczyszczał, nie wysuszał i trochę pielęgnował. Poza tym, myłam nim pędzle i tak samo - byłam na maksa zadowolona.
  • Selfie Project, łagodny tonik oczyszczający - to jest produkt mega tani, łatwo dostępny i bardzo prostej, 'zwykłej' marki, a mimo wszystko sprawdza się genialnie. Fajnie odświeża cerę, nawilża ją i przy okazji oczyszcza z sebum, zabrudzeń, kurzu itp. Ja mega jestem zadowolona i lubię go używać naprzemiennie z Ziają.
  • Isana, Clean+Care,mleczko do demakijażu oczu zawierające olej - to jest moje ostatnie cudowne odkrycie. Produkt śmiesznie tani, a niezwykle wydajny. Najważniejsze to jego działanie, działa, zmywa każdy makijaż z oczu; cienie, brokat, eyeliner, jak i tusz do rzęs, nic nie ciągnie, nie osłabia rzęs, ani nie podrażnia delikatnej skóry wokół oczu. Jeden wacik i wszystko jest super zmyte, ja go bardzo polecam!
  • Natura Siberica, gruboziarnisty peeling do ciała z rokitnikiem i miodem - kolejne odkrycie, uwielbiam ten zapach, uwielbiam konsystencję, uwielbiam to, że ten peeling jest niesamowicie mocnym zdzierakiem, a skóra po użyciu jest miękka, gładka, a zarazem nawilżona i odżywiona. Ja go bardzo polecam, jeśli jeszcze nikt go nie zna ;). Ja do niego na pewno będę wracać często.
  • Lactacyd, chusteczki do higieny intymnej - z jednej strony chusteczki, jak chusteczki, ale z drugiej bardzo mi podpasowały i nic nie wygra w sumie z tymi od Facelle, ale te są fajnie niewielkiej wielkości, dzięki czemu można łatwiej zmieścić do każdej torebki i mieć przy sobie. Zapach mają bardzo fajny, dobrze też odświeżają delikatną skórę
  • Annayake, żel pod prysznic, 24h Hydration - zazwyczaj próbek nie wrzucam w cuda, ale ten żel jest tak genialny, że nie mogłam się oprzeć. Pierwszy raz miałam aż tak intensywnie pachnący żel pod prysznic, który utrzymuje się później na skórze i na ubraniach. poważnie, cały dzień po basenie go czułam, a że zapach ma piękny to bardzo mi to pasowało. I teraz mi szkoda, że zużyłam próbkę na basen...
  • Miss Sporty, mascara pump up booster - ten tusz do rzęs kupiłam kiedyś w bardzo głupiej sytuacji. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale zdarza mi się zapomnieć o tuszu do rzęs, kiedy wykonuję sobie cały pełny makijaż. Tak też kiedyś się przytrafiło, jechałam mpk'iem do pracy i nagle dotarło do mnie, że zapomniałam o tuszu, więc poszłam do drogerii i kupiłam ten tusz. I o dziwo, okazał się być strzałem w 10! Ma grzebykową szczoteczkę, bardzo specyficzną, ale genialnie rozdziela rzęsy. Bardzo mi się podobał ten efekt.
  • Hean, volume, mascara + conditioner - kolejny tusz do rzęs, który bardzo fajnie mi się sprawdzał. Uwielbiałam go stosować głównie jako drugą warstwę na inny tusz, między innymi ze względu na rewelacyjną szczoteczkę, która rozdziela i rozkleja rzęsy. Przy okazji, szczoteczka jest niewielka, więc idealnie sprawdza się do dolnych rzęs.

  • Yves Rocher, żele do mycia rąk, złota herbata i czerwone jabłuszko - w sumie to dopiero co pisałam o tych żelach do mycia rak. Zapachy dość fajne, ale szkoda, że mało intensywne, dobrze myją, nie wysuszają, ale są niewydajne i bardzo szybko się skończyły. Świątecznego orgazmu też nie zrobiły, a tego się spodziewałam!
  • Synchrocell, krem do pielęgnacji ciała i masażu - oczywiście wiem, że w walce z cellulitem najlepiej sprawdzają się ćwiczenia i picie dużo wody, ale osobiście uważam, że dobry balsam, krem i dodatkowy masaż ciała również może się fajnie przyczynić od szybszej walki z cellulitem. Balsam był spoko, fajnie zadziałał na moje uda, ale zapach był tak specyficzny, że jakoś ciężko było mi się do niego przekonać.
  • Venus, hipoalergiczny żel do higieny intymnej - markę bardzo lubię, tak samo i ich produkty, ale żel do higieny intymnej to jak najbardziej coś takiego, że ciężko, żeby produkt okazał się być cudem. Ten jest fajny, ja go oczywiście polecam, ale zaraz po nim chętnie wypróbuję i kolejne.
  • Indigo, krem do rąk - ja kremy do rąk od Indigo lubię, są mega malutkie, więc mogę je mieć zawsze przy sobie, a poza tym naprawdę mają świetne działanie, zapach i wszystko. Ale opakowanie mi nagle przestało działać. O dziwo jest praktycznie w 3/4 pełne, a ja nie jestem w stanie nic z niego wycisnąć, więc szkoda, dlatego średniak, ale miałam już jedno opakowanie i byłam zadowolona...

  • Marion, chusteczki micelarne do demakijażu - te chusteczki kompletnie u mnie nie nadawały się do niczego. Nie wiem, czy miałam jakiś stary produkt, który już stracił swoje właściwości, ale były zbyt suche i nic się nie dało nimi zmywać. A nawet było to bardzo nieprzyjemne, jak próbowałam przecierać nimi twarz. Były po prostu tępe i nie takie, jak powinny być..
  • L'biotica, ochronny balsam do ust, SPF 30 - znalazłam go na dnie moich koszyczków i pamiętam, że nie chciałam go za bardzo używać ze względu na niefajny smak. Był bardzo niefajny, niesmaczny, a dodatkowo konsystencja była strasznie lepka, więc nie. Przeleżał u mnie dobrych kilka lat, więc czas najwyższy się go pozbyć.
  • Cosnature, Naturkosmetik, maska do twarzy - kolejna rzecz, która przeleżała u mnie w łazience kilka miesięcy. Użyłam jedną połówkę, z którą też się męczyłam bardzo długo i przyszedł czas na kolejną część, ale jakoś nie byłam skora do używania.


Ostatnio pokazywałam Wam lakiery do paznokci, których się pozbyłam, a teraz pozbyłam się niektórych cieni do oczu. Co prawda nie jest tego dużo, w moich pudełkach wciąż jest mnóstwo takich cieni, których nie używam. Czy tylko ja tak mam, że jak się czegoś uczepię, to mogę używać tylko tego na okrągło? Czas to zmienić, a jak coś mi nie podejdzie to sukcesywnie się pozbywać. Nie twierdzę, że powyższe rzeczy są złe, czy beznadziejne, ale niektóre są bardzo stare i nawet nie chce się zastanawiać jak bardzo.

No i to by było moje denko, trochę rzeczy udało mi się pozbyć, a mam nadzieję, że z miesiąca na miesiąc będzie coraz lepiej. Myślałam pokazać Wam również moje zakupy, ale pokazywałam na bieżąco na instagramie na insta story co kupowałam, więc tutaj sobie podaruję, a i tak nie miałam czasu ich wszystkich zebrać i zrobić zdjęć :).


Yves Rocher, świąteczna edycja kosmetyków 2018 pod lupą
było warto?

28 stycznia 2019


Halo, halo! Końcem listopada, jeszcze przed blogmasami, na instagramie pokazywałam kosmetyki, jakie kupiłam sobie specjalnie na grudzień i na ten czas świąteczny. Od kilku lat, robię to regularnie co roku, żeby jakoś tak bardziej się wprowadzić w ten nastrój świąteczny i bardzo mi się to podoba. W poprzednim roku też skorzystałam z oferty Yves Rocher i byłam na maksa zadowolona, zapach owoców leśnych był strzałem w 10, więc i teraz się skusiłam, a do wyboru były dwie opcje zapachowe: czerwone jabłuszko i złota herbata, więc skusiłam się na misz-masz! I czas na moją opinię.


YVES ROCHER, ŻELDO MYCIA RĄK
CZERWONE JABŁUSZO I ZŁOTA HERBATA

Z jednej strony mydła, jak mydła, co może być w nich złego albo bardzo beznadziejnego? W sumie coś się zawsze znajdzie. Żele do mycia rąk są w bardzo małej objętości, a i nie są zbyt wydajne, więc skończyły się u mnie bardzo szybko. Zapachy są świetne, ale średnio wyczuwalne.O dziwo bardziej podoba mi się zapach złotej herbaty czego bym się nie spodziewała, ale nie unoszą się te zapachy w powietrzu,, więc szkoda.
Żele ogólnie całkiem spoko myją, nie pozostawiają po sobie wrażenie suchej skóry, wszystko było tutaj w porządku, nie biegłam od razu używać kremu do rąk, bo nie było takiej potrzeby, ale nie było to świąteczne doznanie. Także mydła mnie nie zachwyciły.

YVES ROCHER, ŻEL POD PRYSZNIC I DO KĄPIELI
CZERWONE JABŁUSZKO

Ten żel pod prysznic akurat sprawdził się u mnie bardzo fajnie. Zapach też nie jest jakiś super intensywny, ale na pewno mocniejszy niż żeli do mycia rąk. Zapach unosi się w łazience, więc jest fajnie. Wydajność jest świetna, używam go już dwa miesiąca i jeszcze go kończę, pieni się też rewelacyjnie i nie mam mu nic do zarzucenia. Nie wysusza skóry ani jej nie podrażnia, więc jest jak najbardziej spoko.

YVES ROCHER, PEELINGUJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC I DO KĄPIELI
ZŁOTA HERBATA

Ten produkt uwielbiam! Żałuję, że nie wzięłam sobie żelu pod prysznic o tym zapachu, bo mega mi się podoba. I pod prysznicem zapach jest mega intensywny i mocny, więc powiem Wam, że naprawdę świetnie mi się go używa. Jako, że jest to peelingujący żel, te drobinki peelingujące nie są na pewno jakoś mocno ścierające, ale dla mnie taki produkt jest wystarczający np. dzień po depilacji, kiedy nie chce wywołać jakichś dodatkowych i niepotrzebnych podrażnień. Alb po prostu w dni kiedy mam wrażenie, że mogę wygładzić bardziej skórę, ale peeling gruboziarnisty to by było za dużo. Jest też wydajny, a kiedy wylewamy go na myjkę to już w ogóle. Uwielbiam go i z niego jestem super zadowolona.

YVES ROCHER, ŚWIECZKI ZAPACHOWE
CZERWONE JABŁUSZKO I ZŁOTA HERBATA

Ogólnie nie jestem świeczkową dziewczyną, ale mega mi się podobają te wnętrza, gdzie są zapalone świeczki, bo to robi klimat. A poza tym, zawsze każdy się jara, że tak to pięknie pachnie itd. A mi jakoś to nigdy tak nie pachnie. Może to jest kwestia świeczek i nietrafionych zapachów, ale coś mi tu nigdy nie gra  Te świeczki robią też fajny klimat, ale poza zapachem docelowym jabłka czy herbaty, czuję jeszcze coś duszącego, jakby taką intensywną bazę, która nie jest zbyt przyjemna, a powiem, że aż męcząca. Więc tu niestety nie.
Ale chętnie przejrzę Wasze świeczkowe polecenia :).

YVES ROCHER, POMADKI OCHRONNE DO UST
CZERWONE JABŁUSZKO I ZŁOTA HERBATA

I to jest największy sztos z tej całej kolekcji.. Pomadki są tak fantastyczne że ja nie mogę. A muszę przyznać, że mam dosyć złe wspomnienia z pomadkami tej marki. Miałam kiedyś i były takie mdłe w smaku, zapach był średni i bardziej tworzyły sztuczną warstwę na ustach zamiast wnikać i je nawilżać. Te pachną mega, jabłko i herbata są fajnie wyczuwalne, i świetnie nawilżają usta, a także chronią je na zimnie! Zimą często borykałam się z problemem spierzchniętych ust, zaczerwienianych i podrażnianych dookoła, a w tym roku namiętnie używałam tych pomadek na zmianę i takiego problemu praktycznie nie miałam, a nawet jak gdzieś wyszłam bez pomadki, to obyło się bez dramatu i w domu szybka regeneracja grubszą warstwą cudownie dała radę. Nie było warstwy na ustach, która tylko udawała, że coś robi, ale naprawdę usta były w lepszym stanie niż zazwyczaj. Pomadki są super wydajne i będę ich używać i używać, ale ciesze się, bo to zdecydowanie hit!


Jak widzicie nie było jakiegoś wielkiego szału. Poza pomadkami i żelem peelingującym, cała reszta okazała się być słaba i szybko o nich zapomnę. Zapach pomadek jest idealny, złota herbata tak samo, ale mimo wszystko zapach owoców leśnych z roku wcześniejszego był dużo bardziej trafiony.
Kupujecie tematyczne i klimatyczne kosmetyki, czy używacie tego co zawsze? :)


Obecna pielęgnacja, oczyszczanie twarzy

25 stycznia 2019


Hej! Co tam, jak tam? Jak ostatnio narzekałam na brak pomysłów na wpisy, tak nagle pewnego dnia siadłam i zaczęłam zapisywać swoje pomysły i zapisałam tyle, że teraz się zastanawiam, kiedy ja to wszystko tylko napiszę. Ale damy radę! Cieszę się, że dosyć dużo pomysłów mam niekosmetycznych, więc trochę odpoczniecie sobie od kosmetyków. Najważniejsze, że wszystko idzie do przodu, wszystko jak najbardziej pozytywnie, a ja już się nie mogę doczekać tego, co będzie i co mi przyniesie przyszłość.


Ale, ale! Przechodzimy do dzisiejszego wpisu, stricte kosmetycznego i zbiorczego. Zazwyczaj recenzuję produkty pojedynczo, ale mam takie trzy produkty, których obecnie używam i wydaje mi się, że nie ma sensu poświęcać każdemu całego wpisu, więc czas na recenzję zbiorczą. Możecie dać znać, czy takie formy recenzji np. wolicie ;). No to zaczynamy!


BE BEAUTY, NAWILŻAJĄCY PŁYN DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU
Płyn delikatnie oczyści skórę twarzy oraz oczu z zanieczyszczeń i makijażu, nawet wodoodpornego. Może również zastąpić tonik. Nawilża skórę, przywraca skórze komfort, nie pozostawia uczucia ściągnięcia.
Skład: Aqua, Polaxamer 184, Disodium Ccoamphoiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Panthenol, Peat Extract, Halva Sylvestris Flower Extract, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Citric Acid, Parrfum, Phenoxyethanol, Caprrylyl Glycol.

Kupiłam ten płyn w Biedronce, jakoś o przy okazji. Ciekawa byłam jak on działa, bo pamiętam, że swojego czasu był na niego bum i dosyć dużo osób było z niego zadowolone. Płyn znajduje się w smukłej, dosyć wysokiej butelce o pojemności 400 ml. Przez opakowanie idealnie widzimy ile produktu zostało do końca. Konsystencja, bardzo wodnista, a zapach ma dość świeży, jakby lekko ogórkowy, ale wszystko tutaj gra.
Przechodząc do działania, to zmywa każdy makijaż, twarzy, jak i oka (niezależnie od tego, jak bardzo mocny by nie był), ale nie jest to szybki efekt. Wieczorem, kiedy jestem na maksa zmęczona, czy po jakiejś imprezie nie sięgam po niego, bo wiem, że demakijaż będzie trwał wieki. Muszę zużyć mnóstwo wacików, a potem i tak używając tonika, widzę, że coś tam jeszcze zostało. Spoko jest, kiedy używam go jako kolejny etap demakijażu, po produkcie do oczu i olejku na całą twarz, tak na zakończenie i zmycie resztek, ewentualnie do mega delikatnego makijażu, kiedy tam już niewiele zostało. Ale ogólnie szału na mnie nie zrobił.

ISANA, CLEAN+CARE, MLECZKO DO DEMAKIJAŻU CZU ZAWIERAJĄCE OLEJ
Zawiera miłorząb japoński oraz aloes. Do każdego rodzaju skóry. Ma za zadanie usunąć nawet wodoodporny makijaż. Przed użyciem należy dobrze wstrząsnąć.
Skład: Aqua, Isohexadecane, Sodium Chloride, Squalane, Panthenol, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Butylene Glycol, Pantolactone, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Cl 61565.

Wecie, co... kupiłam ten produkt totalnie z braku laku. Na wakacje potrzebowałam produktu do demakijażu oczu w jakiejś mniejszej wersji, żeby wygodniej zabrać ze sobą i tak zobaczyłam ten, standardowo Isana, to i cena była mega niska, no to się skusiłam, bo na wakacjach można sobie próbować czegoś nowego. I się zakochałam. Poważnie, ale do rzeczy!
Nie jest to jakaś miniaturka, po prostu ten produkt ma taką niewielką pojemność, co dla mnie jest super. Opakowanie zwykłe, w sumie bez szału, nie wyróżnia się na tle innych. Jest to dwufazówka, więc jest to tłusty kosmetyk i należy go dobrze wstrząsnąć przed użyciem. Zapach jest całkowicie niewyczuwalny, nie podrażnia też oczu, ani nie powoduje łzawienia czy zamglenia. A  teraz najważniejsze: makijaż zmywa idealnie, jeden wacik wystarczy na większe zmywanie, potem już wystarczy odrobina płynu, żeby domyć to, co się delikatnie rozmazało, albo zostało gdzieś na rzęsach. Ja jestem na maksa zadowolona i nie spodziewałabym się tego po produkcie z Isany Super zmywa i nie zauważyłam, żeby mi negatywnie wpłynął na rzęsy. Na pewno z chęcią do niego powrócę.

AA, WITAMINOWY TONIK REGENERUJĄCY
Tonik ma za zadanie łagodnie oczyścić, odświeżyć i rozjaśnić skórę, redukować uczucie ściągnięcia i przywrócić naturalną równowagę. Poza tym, nawilża, zapobiega utracie wody, poprawia funkcje barierowe, jak i elastyczność skóry, chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi, regeneruje i łagodzi skórę.
Skład: Aqua, Glycerin, Betaine, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Malpighia Punicifolia Fruit Extract,CameiliaSinensis Leaf Etract, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Glyceryl Stearate Citrata, Borage Officinalis Seed Oil, Squalane, Cholesterol, Ceramide NP, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Pentylene Glycol, Sodium Lactate,Citric Acid, Fructosa, Urea, Maltose,Sodium Chloride, Allantoin, Sodium Hydroxide, Sodium PCA, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Glucose, Phenoxyethanol, Ethylheylglycerin.

W porównaniu do poprzednich dwóch produktów ten ma najdłuższy skład, co trochę mnie przeraziło. Nie mam co się odzywać na temat jakości składu, bo się nie znam, ale to już możecie ocenić sami. Ja toników zawsze używam dwóch, jeden z atomizerem do rozpylania, a drugi właśnie taki do wylania na wacik. Mam wrażenie, że ta druga opcja bardziej oczyszcza twarz, więc używam ich głównie rano, a jak się sprawdził?
Opakowanie ma fajne i wygodne w użytkowaniu, łatwe do otwierania, nic się tutaj nie zacina. Zapach jest niewyczuwalny, a konsystencja typowa wodnista jak dla toniku. Nie pozostawia po sobie tłustej warstwy na skórze. Twarz oczyszcza całkiem okej. Kiedy czuję, że micel nie dał sobie rady to sięgam po niego, oczu nie podrażnia, więc i oczy nim też przecieram i nic się nie dzieje, a ładnie zbiera resztki tuszu. Jedyne co mi w nim nie pasuje to fakt, że mam wrażenie, że jest trochę za mocny Czasem po użyciu, trochę piecze mnie skóra, tym bardziej w miejscach już podrażnionych (np. okolice nosa ze względu na katar). Mam wrażenie, że skóra jest lekko ściągnięta, więc natychmiastowo nakładam jakiś krem.
Z całej trójki, z niego jestem najmniej zadowolona i na pewno do niego nie wrócę.


Z powyższych produktów uwielbiam płyn micelarny z olejkiem do demakijażu oczu od Isany, dla mnie odkrycie i rewelacja, reszta jest mi obojętna, ale raczej do nich nie wrócę. Dajcie znać, czy znacie te kosmetyki i możecie polecać mi kolejne ;)!


Urodowy tag 2019!

22 stycznia 2019


Hej! Kiedyś, kiedyś, dawno temu blogosfera była pełna różnych tagów, dotyczyły one dosłownie wszystkiego, prywatnego życia, samych blogów, filmów, muzyki - mogły zahaczać o każdą tematykę. Tak sobie pomyślałam, że można by było zrobić jakiś tag urodowy na temat pielęgnacji. Jest sporo rzeczy, o których mogłabym Wam opowiadać, ale to wszystko jest takie za krótkie, żeby tutaj tworzyć pełne wpisy, więc stwierdziłam, że stworzymy tag, w którym powiem wszystko co chcę - cwana hahaha. Wy się czegoś dowiecie, będzie temat do dyskusji, a i oczywiście możecie robić taki tag u siebie i dodawajcie swoje pytania!


  • Jaka czynność w pielęgnacji sprawia Ci największą przyjemność?
Zdecydowanie peelingowanie, uwielbiam peelingi cukrowe, mocne zdzieraki, te produkty zazwyczaj wspaniale pachną, a i po nich mam wrażenie, że skóra jest taka czystsza, dobrze oczyszczona, nawilżona, ujędrniona i ukrwiona. Widzę same zalety peelingu i zawsze da się to odczuć w stanie skóry po zastosowaniu.
  • Jakiej czynności z kolei nie lubisz?
Myślę, że jak większość kobiet, nie lubię się golić, zawsze mi z tym baaardzo długo schodzi i po prostu masakra, ale że lubię efekt po, to robię to oczywiście regularnie. Aczkolwiek, czekam na laser - to będzie najlepsze, co mogę dla siebie zrobić  A ostatnio zauważyłam, że mycie zębów strasznie mnie nudzi, haha. Stanie i nic nierobienie, więc zawsze wygląda to tak, że najpierw ogarniam sobie kosmetyki w łazience, układam itd., a potem chodzę po domu i sprzątam, co mogę.
  • O co dbasz najmniej?
Stopy i dłonie. O stopy to w ogóle, raz na ruski rok sobie przypomnę, że może jakiś peeling, czy maskę zastosuję. Z kolei dłonie wołają o pomoc i czuje to, że jest już drama, więc muszę użyć jakiegoś kremu, ale też zdaję sobie sprawę, że robię to za rzadko.
  • Co zabiera Ci najwięcej czasu?
Zdecydowanie mycie włosów. Prysznic mogę wziąć w 5 minut, jak mi się nie chce to nie nakładam kremu na twarz, czy balsamu do ciała, ale jak przychodzi do mycia włosów, to zawsze robię wszystko na maksa; aloes, olej, szampon jeden, a potem drugi, odżywka, maska i na wilgotne już włosy nakładam masę odżywek bez spłukiwania olejków i wcierek i tak praktycznie za każdym razem. Poza tym, rano, przed snem i przed każdym wyjściem z domu też nakładam na włosy olejki, więc szał ciał. Ogólnie na mycie włosów muszę poświęcić dobrych kilka godzin; 2 godziny to nakładanie wszystkiego po kolei, a że nie używam suszarki, to jeszcze musi mi to wyschnąć.
  • Jaki zapach uwielbiasz, a jakiego nie znosisz?
Lubię produkty różane, ale nie mam czegoś takiego, że kupuję wszystko, co różane. Podobna sytuacja wygląda z tym, czego nie lubię. Jak coś mi śmierdzi to śmierdzi i nie zastanawiam się czym. Na pewno kosmetyki muszą mi pachnieć, bo inaczej ciężko będzie z używaniem.
Ale ciekawa jestem Waszych opinii w tej kwestii!
  • Czego myślałaś, że nigdy nie będziesz robić, a jednak robisz?
Jestem ogólnie otwarta na wszystko jeśli chodzi o pielęgnację czy o makijaż, ale zawsze powtarzałam, że nigdy nie przerzucę się na manicure hybrydowy. Byłam tego tak pewna, że szok, jak niczego innego na świecie. Obecnie, co 3 tydzień chodzę do mojej Pauli na paznokcie i nie wyobrażam sobie życia bez hybryd.
  • Co chcesz zmienić w swojej pielęgnacji?
Na pewno chce wprowadzić więcej świadomej pielęgnacji do mojej łazienki. Obecnie wygląda to tak, że zużywam stare zapasy, kosmetyki, które podostawałam na różnych spotkaniach i konferencjach. Wiadomo, że nie używam wszystkiego, jak leci i segreguję to co, co mam. Jeśli coś nie odpowiada moim potrzebom to od razu idzie gdzie indziej, ale wiecie o co mi chodzi. Chcę to wszystko zużyć i zacząć kupować rzeczy, których chcę używać i chcę żeby ta pielęgnacja była bardziej stała.
  • Co robisz, żeby się zrelaksować?
Zazwyczaj nakładam sobie maskę na twarzy, peeling, olejek, maska w płachcie i się kładę i leżę i odpoczywam. Przy okazji nakładam jakieś maski na dłonie i na stopy, bo i tak nie jestem w stanie nic zrobić to korzystam na maksa.
Z kolei, jak mam więcej czasu to wchodzę do wanny, zapalam świeczki, robię pianę, gaszę światło i odpoczywam oglądając jakiś film. Rzadko kiedy tak robię, ale to mnie relaksuje maks.
  • Bez jakiego produktu nie wyobrażasz sobie życia?
W pielęgnacji chyba jakiegoś płynu micelarnego, żeby dobrze oczyścić twarz.
Jeśli chodzi o makijaż to tusz do rzęs, gdybym miała się wcale nie malować, a jeśli chodzi o pełny makijaż to kocham wszelakie rozświetlacze!
  • Jest coś dla Ciebie zbędne w pielęgnacji lub makijażu?
Sama sobie zadaję to pytanie i nie mam pojo  jak odpowiedzieć haha. Wydaje mi się, że wszelkie peelingi do dłoni są takie bezsensu i żele do mycia twarzy. Ja po żelach mam wrażenie, że mam nieodczyszczona twarz i muszę użyć najlepiej jakiegoś płynu micelarnego ewentualnie toniku.
A w makijażu przez długi czas nie używałam w ogóle eyelinera czy kredek, pewnie głownie ze względu na brak umiejętności, ale też i makijaż mi się bardzo podobał bez ciężkich kresek.
  • Jaki kosmetyk, jest Twoim ostatnim odkryciem?
Zdecydowanie seria liście manuka od Ziaja, nie ma produktów, do których wracałabym aż tak często, jak właśnie do nich. Mimo że ostatnio coraz więcej słyszę o ich beznadziejnych składach to mi służą na maksa. No i olejek do włosów od Natura Siberica - cudo, do którego będę wracać zawsze.
  • Co stosujesz poza kosmetykami? (suplementy, medycyna estetyczna, regularne zabiegi w salonie kosmetycznym)
Kiedyś miałam banię na wszystkie możliwe suplementy. Co dostawałam to brałam, na cellulit, na włosy, na paznokcie, na przemianę materii, na samopoczucie - serio. Teraz myślę, że byłam naprawdę głupia.. Szczęście w nieszczęście, że pewnego dnia po solidnej dawce tabletek zrobiło mi się mega niedobrze i dlatego teraz sięgam po niewiele takich rzeczy. Witamina C, Skzypovita, ale bardziej preferuję teraz herbaty ziołowe.
Co do medycyny estetycznej, czy zabiegów u kosmetyczki - jest taki plan, żeby regularnie chodzić na oczyszczanie, nawilżanie itp, ale nie wiem kiedy wcielę go w życie ;).


Dajcie znać w komentarzach, co nas łączy a co nas dzieli! :))