Dzień dobry! Standardowo jak tam u Was? Wyobrażacie sobie, że zbliżamy się do końca czerwca? Przeraża mnie to, jak szybko czas ucieka, jak szybko leci i że minęło już pół roku tego roku! Szok, ale mam nadzieję, że ta druga połówka będzie dużo lepsza niż poprzednia ;). Trzymamy kciuki, myślimy pozytywnie i dajemy czadu :) tak ma być! Teraz może być już tylko lepiej. A przechodząc do bardzo lepiej, mam dziś dla Was recenzję kolejnych produktów od Topestetic. Ostatnio pisałam Wam o produktach do twarzy:
A dziś będzie o dwóch produktach do ciała marki Be The Sky Girl, które w teorii idealnie się uzupełniają a jak to jest w praktyce? Myślicie, że w pielęgnacji też tak do siebie pasują? Jak myślicie? Ja na wstępie mogę powiedzieć, że mają takie opakowania, za którymi nie przepadam (i nie wierzę, że dalej nie kupiłam sobie żadnej szpatułki), ale jak działanie okazuje się sztosem, to jestem w stanie je przeżyć ;). Przekonam się do nich i tym razem? :)
Zacznijmy od początku, czyli najpierw pod prysznicem wykonujemy peeling - jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych kroków w pielęgnacji. Uwielbiam mocne cukrowe peelingi, dzięki którym czuję ścieranie naskórka, tak zwane 'mocne zdzieranie'. Peeling staram się wykonywać średnio 2 razy w tygodniu, ale wiadomo, że z tym bywa różnie, czasem jest to raz na tydzień, a czasem pewnie i raz na dwa tygodnie, jak mi nie po drodze z peelingiem. Ale przejdźmy już do rzeczy,
Be The Sky Girl
peeling do ciała - pina colada
* złuszczanie *nawilżanie *uelastycznianie*
94,8% składników naturalnych 98,8% składników pochodzenia naturalnego
Peeling, łącząc w sobie cukier [1], masło shea [2] i mango [6], oczyszcza, nawilża, uelastycznia i delikatnie natłuszcza Twoją skórę. Ma w sobie olej migdałowy [3] i kokosowy [4], dzięki czemu zmiękcza i wygładza skórę oraz łagodzi podrażnienia. Peeling rozpieści Twoje zmysły wakacyjnym zapachem ananasa i kokosem z nutą wiatru znad oceanu, cały czas dbając o Twoją skórę.
Skład: Sucrose [1], Butyrospermum Parkii Butter [2], Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil [3], Cocos Nucifera (Coconut) Oil [4], C10-18 Triglycerides, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter [6], Glyceryl Stearate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lauryl Glucoside, Parfum, Citronellol, Limonene.
Sposób użycia: Należy nałożyć go na wilgotną skórę, wykonać masaż ciała, a następnie spłukać obficie ciepłą wodą. Należy stosować co najmniej raz w tygodniu.
Tak jak wspominałam Be The SKy Girl, peeling cukrowy znajduje się w typowym 'słoiczku', odkręcanym, do którego najlepiej jest używać szpatułki, ale że ja dalej takiej nie kupiłam to muszę wsadzać palce, żeby nabrać produkt, a tego nie znoszę. Konsystencja jest bardzo cukrowa, więc i opakowanie mnie nie dziwi, bo w innym wypadku nie dałoby się pewnie nawet wycisnąć peelingu z np. jakiejś tubki. Opakowanie samo w sobie jest okej, zakrętka działa bardzo dobrze i jest szczelne, więc nawet jak peeling dłuższy czas znajduje się pod prysznicem to woda nie dostaje się do środka.
Po odkręceniu, peeling jest jeszcze dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt tam wcześniej nie gmerał. A i już po odkręceniu czuć cudowny zapach tego peelingu! Matko jak to pięknie, cudownie, pachnie - połączenie świeżych owoców, od razu pobudza, orzeźwia i sprawia, że mi się zaczyna chcieć. Zapach jest świetny!
Nakładając peeling na skórę musimy trochę uważać, bo lubi uciekać z dłoni, więc polecam mniejsze ilości. Musimy też pilnować tego, żeby skóra była mokra, bo inaczej zmarnujemy jeszcze więcej peelingu. Ja nakładam peeling na dłoń i od razu pod wodę, żeby było mi łatwiej go rozprowadzić na skórze i wtedy już jest bajka. Peeling cudownie ściera martwy naskórek, nie jest to uczucie nieprzyjemnie, drobinki nie są ostre, nie powodują żadnych podrażnień i nie zauważyłam, żebym mogła czasem przesadzić z tym peelingiem. Tutaj wszystko super działa. Po zmyciu peelingu wodą czuć film na skórze, który nie jest tłusty, jest akceptowalny, ale ja i tak nie wyobrażam sobie nie użyć po peelingu żelu pod prysznic. Mimo wszystko peeling ma od razu działanie cudownie nawilżające i odżywiające, co da się odczuć na skórze.
Skóra po użycia jest cudownie gładka, miła w dotyku, mięciutka, czuć, że jest mega oczyszczona i przy okazji bardziej nawilżona i odżywiona - dla mnie rewelacja! Mimo że zawsze używam po peellingu balsamu czy masła do ciała, to kiedy robię combo peeling+masło to skóra jest w jeszcze lepszym stanie, co mnie szokuje. Skóra jest w mega fantastycznym stanie.
I tutaj działanie jest genialne, zapach jest na maksa cudowny ! I konsystencję uwielbiam, więc jestem mega zadowolona z tego produktu, tak bardzo, że opakowanie mi zupełnie już nie przeszkadza. Żaden problem, mogę używać, bardzo mogę, ale i bardzo chętnie kupię sobie szpatułkę do ułatwienia nakładania ;). Peeling kosztuje ok. 70 zł - nie jest to mało, ale jest nawet wydajny, pojemność też jest większa, więc nie zniknie nam nagle po dwóch tygodniach jak niektóre peelingi. Bardzo polecam, ten peeling gwarantuje Wam skórę w cudownym stanie i rozkoszny zapach unoszący się pod prysznicem, czy w kąpieli. Czad !
A jak już mamy dobrze wypeelingowaną skórę to przyszedł czas na dobre nawilżenie i odżywienie skóry. Co prawda po peelingu z Be The Sky Girl Pina Colada myślę, że można sobie podarować raz na jakiś czas dodatkowy balsam, ale ja już jestem tak do tego przyzwyczajona, że i tak chętnie się smaruję po każdym prysznicu ;).
Po odkręceniu, peeling jest jeszcze dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt tam wcześniej nie gmerał. A i już po odkręceniu czuć cudowny zapach tego peelingu! Matko jak to pięknie, cudownie, pachnie - połączenie świeżych owoców, od razu pobudza, orzeźwia i sprawia, że mi się zaczyna chcieć. Zapach jest świetny!
Nakładając peeling na skórę musimy trochę uważać, bo lubi uciekać z dłoni, więc polecam mniejsze ilości. Musimy też pilnować tego, żeby skóra była mokra, bo inaczej zmarnujemy jeszcze więcej peelingu. Ja nakładam peeling na dłoń i od razu pod wodę, żeby było mi łatwiej go rozprowadzić na skórze i wtedy już jest bajka. Peeling cudownie ściera martwy naskórek, nie jest to uczucie nieprzyjemnie, drobinki nie są ostre, nie powodują żadnych podrażnień i nie zauważyłam, żebym mogła czasem przesadzić z tym peelingiem. Tutaj wszystko super działa. Po zmyciu peelingu wodą czuć film na skórze, który nie jest tłusty, jest akceptowalny, ale ja i tak nie wyobrażam sobie nie użyć po peelingu żelu pod prysznic. Mimo wszystko peeling ma od razu działanie cudownie nawilżające i odżywiające, co da się odczuć na skórze.
Skóra po użycia jest cudownie gładka, miła w dotyku, mięciutka, czuć, że jest mega oczyszczona i przy okazji bardziej nawilżona i odżywiona - dla mnie rewelacja! Mimo że zawsze używam po peellingu balsamu czy masła do ciała, to kiedy robię combo peeling+masło to skóra jest w jeszcze lepszym stanie, co mnie szokuje. Skóra jest w mega fantastycznym stanie.
I tutaj działanie jest genialne, zapach jest na maksa cudowny ! I konsystencję uwielbiam, więc jestem mega zadowolona z tego produktu, tak bardzo, że opakowanie mi zupełnie już nie przeszkadza. Żaden problem, mogę używać, bardzo mogę, ale i bardzo chętnie kupię sobie szpatułkę do ułatwienia nakładania ;). Peeling kosztuje ok. 70 zł - nie jest to mało, ale jest nawet wydajny, pojemność też jest większa, więc nie zniknie nam nagle po dwóch tygodniach jak niektóre peelingi. Bardzo polecam, ten peeling gwarantuje Wam skórę w cudownym stanie i rozkoszny zapach unoszący się pod prysznicem, czy w kąpieli. Czad !
A jak już mamy dobrze wypeelingowaną skórę to przyszedł czas na dobre nawilżenie i odżywienie skóry. Co prawda po peelingu z Be The Sky Girl Pina Colada myślę, że można sobie podarować raz na jakiś czas dodatkowy balsam, ale ja już jestem tak do tego przyzwyczajona, że i tak chętnie się smaruję po każdym prysznicu ;).
Be The Sky Girl
mus do ciała - sweet life
*nawilżenie *uelastycznienie *szybkie wchłanianie*
85,9% składników naturalnych 97,8% składników pochdzenia naturalnego
Mus do ciała wraz z masłem shea [2] oraz mango [9] rozpieści Twoje ciało, jak i głęboko je nawilży. Bogaty w olej z babassu [5], olej ryżowy [6] oraz olej chia [14] działa zmiękczająco, wygładzająco oraz łagodząco. Kwas hialuronowy [18] sprawi, że mus idealnie się wchłania, pozostawiając Twoją skórę sprężystą i połyskującą drobinkami miki. Pozostawi na Twoim ciele energetyzujący zapach słodkich czerwonych owoców z nutą wanilii i czarnej porzeczki, jako wspomnienie radosnych i beztroskich chwil.
Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter [2], Myristyl Myristate, Tripelargonium, Orbignya Oleifera Seed Oil [5], Oryza Sativa (Rice) Bran Oil [6], Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter [9], Cetyl Ricinoleate, Parfum, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Salvia Hispanica (Chia) Seed Oil [14], Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Sodium Hyaluronate [18], Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxide, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Benzyl Salicylate, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Linalol, Limonene.
Be The Sky Girl, Mus do ciała znajduje się w takim samym opakowaniu co peeling, słoiczku, odkręcane, z dodatkowo zabezpieczającym sreberkiem - niby wszystko okej, ale znowu musimy grzebać w opakowaniu. A ja znowu ubolewam, że nie ogarnęłam tej szpatułki. Konsystencja jest bardzo gęsta, jak masło do ciała, zbita i konkretna, więc znowu zdaję sobie sprawę, że inne opakowanie nie zdałoby tutaj żadnego egzaminu. Zapach jest znowu cudowny! Znowu owocowy, letni, energetyzujący, orzeźwiający - idealny na lato i na poranki. Ale nie przeszkadzałoby mi się otulać tak pięknym zapachem nawet zimą czy wieczorami/ Poza tym, zapach utrzymuje się niesamowicie długo! Nawet wieczorem jak się dobrze wwącham w skórę jestem w stanie wyczuć ten mus, co jest świetne! A za każdym razem jak wychodzę spod prysznica, to mąż mówi, że pachnę pięknie, więc coś w tym jest.
Przechodząc do działania, mus jest świetny. Od kiedy go używam jestem w stanie wyczuć znaczącą różnicę w stanie mojej skóry. Teraz jest nawilżona, odżywiona, miękka, gładka i cudowna w dotyku. Naprawdę jest sztos. Po tej całej kwarantannie i ciągłych lekcjach online muszę przyznać, że miałam na maksa wysuszone i podrażnione okolice łokci i przedramion i nie mogłam sobie z tym poradzić... Aż przyszedł ten mus i praktycznie po dwóch, trzech użyciach skóra była 'naprawiona'. Dla mnie czad! I jak zawsze wybieram balsamy do ciała, bo wolę lżejsze konsystencje, ale po nich nigdy nie miałam tak cudownych efektów, jak po tym musie - poważnie. Sztos nad sztosy.
Mus z kolei kosztuje około 80 zł, ale jest maks wydajny! Naprawdę. Ta konsystencja jest gęsta i rozsmarowuje się genialnie, więc niewiele potrzeba, żeby nawilżyć całe ciało. Zdjęcia środka macie po prawie miesięcznym, codziennym stosowaniu, a mam wrażenie, że zużyłam prawie nic.
Pierwszy raz się spotkałam z marką Be The Sky Girl, wcześniej o niej nie słyszałam, ale dzięki topestetic.pl jesteśmy w stanie odkryć nowe produkty i nowe marki, z jakimi jeszcze wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Dla mnie to jest super, bo uwielbiam odkrywanie nowych produktów, a tym bardziej takich cudeniek! Produkty same w sobie są naprawdę świetnie, na tyle że ja zapominam o tych opakowaniach, za którymi nie przepadam. I już kupiłam szpatułki, żeby sobie ułatwić aplikację ;). Działanie, zapachy są dla mnie najważniejsze, a to jest sztos, więc ja bardzo polecam!
Poza tym, muszę to przyznać, że te dwa produkty razem, to jest duet idealny. Moja skóra chyba nigdy nie była w tak super kondycji, jest nawilżona, odżywiona, gładka, mięciutka i jest po prostu mega. Bardzo polecam!
Przechodząc do działania, mus jest świetny. Od kiedy go używam jestem w stanie wyczuć znaczącą różnicę w stanie mojej skóry. Teraz jest nawilżona, odżywiona, miękka, gładka i cudowna w dotyku. Naprawdę jest sztos. Po tej całej kwarantannie i ciągłych lekcjach online muszę przyznać, że miałam na maksa wysuszone i podrażnione okolice łokci i przedramion i nie mogłam sobie z tym poradzić... Aż przyszedł ten mus i praktycznie po dwóch, trzech użyciach skóra była 'naprawiona'. Dla mnie czad! I jak zawsze wybieram balsamy do ciała, bo wolę lżejsze konsystencje, ale po nich nigdy nie miałam tak cudownych efektów, jak po tym musie - poważnie. Sztos nad sztosy.
Mus z kolei kosztuje około 80 zł, ale jest maks wydajny! Naprawdę. Ta konsystencja jest gęsta i rozsmarowuje się genialnie, więc niewiele potrzeba, żeby nawilżyć całe ciało. Zdjęcia środka macie po prawie miesięcznym, codziennym stosowaniu, a mam wrażenie, że zużyłam prawie nic.
Pierwszy raz się spotkałam z marką Be The Sky Girl, wcześniej o niej nie słyszałam, ale dzięki topestetic.pl jesteśmy w stanie odkryć nowe produkty i nowe marki, z jakimi jeszcze wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Dla mnie to jest super, bo uwielbiam odkrywanie nowych produktów, a tym bardziej takich cudeniek! Produkty same w sobie są naprawdę świetnie, na tyle że ja zapominam o tych opakowaniach, za którymi nie przepadam. I już kupiłam szpatułki, żeby sobie ułatwić aplikację ;). Działanie, zapachy są dla mnie najważniejsze, a to jest sztos, więc ja bardzo polecam!
Poza tym, muszę to przyznać, że te dwa produkty razem, to jest duet idealny. Moja skóra chyba nigdy nie była w tak super kondycji, jest nawilżona, odżywiona, gładka, mięciutka i jest po prostu mega. Bardzo polecam!






















































