Versace, woda toaletowa - bright crystal -

19 grudnia 2023


Dzień dobry! Nas pokonało choróbsko i ostatecznie jestem na urlopie i walczę z rsv i zapaleniem ucha u młodego... Nie ma nic gorszego niż chorujące dziecko, tym bardziej kiedy samemu się ledwo funkcjonuje z powodu tak zatkanego nosa i okropnego kaszlu, że szok. No, ale! Parę dni do świąt zostało, wychorujemy się teraz, a na święta będziemy super zdrowi i cali! Będziemy mogli odwiedzać wszystkich ludzi i będzie fajnie.
Ja wracam do zdrowienia, a dzisiaj zapraszam Was na kolejną recenzję produktu z kalendarza adwentowego Pure Beauty. Tym razem, jest to taka perełka, że szok! No ale, mówcie co chcecie, ja perfum Versace się w nim, na pewno nie spodziewałam, więc zaskoczyłam się wspaniale! I od razu przeszłam do używania, tym bardziej, że wiecie - ja lubię pachnieć! I lubię otaczać się pięknym zapachem wokół. I ohhhh.... Czytajcie dalej!

Versace, woda toaletowa
- Bright Crystal - 




Perfumy zamknięte są w przesłodkiej buteleczce z bardzo elegancką i gustowną zakrętką. Chodzi mi o to, że jak na próbkę perfum, bardzo podoba mi się, że wygląda to po prostu jak mini wersja pełnowymiarowych perfum. Brakuje mi tu troszeczkę aerozolu, tej lekkiej idealnej wielkości mgiełki, która jest rozpylana na skórę. Ale tutaj i tak wygodnie nakłada się perfumy na skórę, ja szybko odwracam, przykładam do skóry i delikatnie skóra pokrywana jest tymi perfumami. Poza tym, flakonik jest bardzo elegancki, kobiecy dzięki temu delikatnemu różowemu odcieniowi. Wszystko mi tutaj współgra z nutami zapachowymi. A są tu wspaniałe; lotos, magnolia, piwonia to zdecydowanie coś dla mnie. Tak samo granat, no i piżmo, bursztyn, drzewo, które dodają zapachowi głębi. Możecie sobie tylko wyobrazić.


No i zapach jest tak wspaniały, że szok! Uwielbiam! Jest elegancki, kobiecy, a zarazem kwiatowy i lekko słodki. Zapach jest głęboki, nie jest to zapach, który ulatnia się po chwili, a na pewno nie jest to zapach, o którym się zapomina. Nie ma takiej opcji. Ja się w nim tak zakochałam, że wszystkie inne flakony poszły w kąt i chcę pachnieć tylko tym Bright Crystal. Wiecie, nie jest to też zapach zbyt intensywny, drażniący, czy powodujący kręcenie w nosie, jest tak wyważony i subtelny, ale zarazem jest wyczuwalny. Jest po prostu idealny. Nie mogę przestać zachwycać się tym zapachem, chodzę i każę każdemu się wąchać. 
Tak, jak napisałam wyżej, lotos, piwonia i magnolia to dla mnie tak cudowne połączenie, że wow. Brzmi idealnie. Poza tym, nuta lodu i yuzu brzmią bardzo intrygująco, a sam owoc granatu brzmi smacznie i dodaje tym perfumom owocowości. Nuty podstawowe, które robią tak świetną robotę, jak na bazę, że naprawdę. Baza jest wspaniała i nie ma opcji, żeby te perfumy nie wyszły. No nie wiem, ja jestem zachwycona i już poszło zamówienie do męża, że chyba zasługuję na dodatkowy prezent na święta. A jak nie to sama sobie na pewno sprawię dużą buteleczkę.


W ogóle znacie te zasadę, że jeżeli nie czujecie zapachu, którego użyłyście to oznacza, że są one idealnie do was dopracowane? I chyba jestem tą szczęściara, że ten zapach do mnie pasuje, bo zaraz po użyciu muszę się mocno naniuchać, żeby poczuć tę woń ponownie. Ale nie chodzi o to, że się ulatniają czy znikają, bo wszyscy dookoła dalej je wyczuwają. Więc, jestem zaszczycona. To zdecydowanie mój pachnący ulubieniec!


[wpis reklamowy]

Kosmetyki Anwen, Zestaw odżywek PEH
zielona herbata, bez oraz irys

17 grudnia 2023


Dzień dobry! Choroba rozłożyła mnie na dobre i naprawdę czuje się, jak najsłabsze ogniwo w tym domu. Córka prawdopodobnie przynosi wszystkie choroby z przedszkola, na które nawet, nie choruje jakoś bardzo. Zaraża brata, który wszystkie choroby znosi łaskawie, a na szarym, końcu jestem ja. Mama, która nie może wziąć wolnego  i która ledwo zipie od paru dni. Jeśli znacie cokolwiek na poprawę odporności to poprosiłabym o informację!
A dzisiaj zaczynamy recenzję produktów kalendarza adwentowego od Pure Beauty Box. Podsumowanie całego kalendarza oczywiście będzie, ale dzisiaj mogę Wam powiedzieć, że to nie byle jaki kalendarz. Najlepszy kalendarz, jaki miałam i robi cudowne wrażenie. Bo wyobrażacie sobie, że w jednym okienku był cały zestaw trzech odżywek?! No szał! Ale o tym jeszcze napiszę coś więcej, a teraz zapraszam na recenzję! I to recenzję kosmetyków Anwen!


Kosmetyki Anwen
Odżywki do włosów PEH




Wszystkie odżywki znajdują się w ciekawych tak jakby aluminiowych tubkach. Są zabezpieczone sreberkiem, które musimy przebić, jak leki. Można postawić je na zakrętce. Design mi się bardzo podoba. Jest, prosty, bez zbędnych udziwnień, nie ma tu szału, ale to mi się bardzo podoba. Jest to, co ma być, a i tak myślę, że wyróżniają się na tle innych. Najważniejsze informacje są, wszystko co musimy wiedzieć, wiemy, więc super.
Wszystkie odżywki są do siebie zbliżone pod względem właściwości. Zapachy mają idealnie wyważone, nie są zbyt intensywne, ale też nie są delikatne. Czuć idealnie z czym, się ma do czynienia. Konsystencja jest, tez zadowalająca, nie jest za rzadka ani za gęsta. Jest zdecydowanie w sam raz. Nic się nie rozlewa. Te odżywki idealnie wchodzą we włosy, wnikają w nie dogłębnie, co jest super.


Anwen, odżywka nawilżający bez
To mój bezwzględny faworyt jeśli chodzi o zapach, uwielbiam go. Ale ja też uwielbiam bez, więc nie jestem może zbyt obiektywna. Ale zapach jest naprawdę wspaniały. Ta odżywka cudownie nawilża włosy i odbudowuje je. Sprawia, że wyglądają bardzo zdrowo i ładnie. No ja uwielbiam!



Anwen, odżywka Emolientowy irys
Tutaj mamy emolienty, które pachną bardzo ładnie. Nie jestem w stanie przyrównać tego do irysu, bo nie wiem, jak irys pachnie, ale zapach jest ładny i to jest najważniejsze. Ale fajne jest też to, że mamy tutaj olej np. brokułowy, macadamia itd. Ta odżywka jest głównie odpowiedzialna za wygładzenie i uelastycznienie włosów. Dzięki tej odżywce włosy są super sprężyste co się fajnie przekłada na kręconych włosach. Ja widzę u siebie, że te włoski odrastające tak zaczęły mi się kręcić, że wow!



Anwen, odżywka proteinowa zielona herbata 
I na koniec mamy zieloną herbatę! Która w sumie powinna iść na początek, żeby się zgodziła nam pielęgnacja PEH, ale coś mi tutaj nie wyszło, ale pielęgnacja ma być dopasowana do naszych potrzeb, a niekoniecznie ma być stosowana po kolei, bo tak. Ale ja uwielbiam zieloną herbatę i tak samo uwielbiam tę odżywkę. Ta odżywka zawierając proteiny wypełnia nasze włosy powodując, że te włosy stają się cudownie gładkie i takie lejące się. Uwielbiam to, bo u mnie tych protein zawsze brakuje.



I muszę przyznać, że dalej po tylu latach w blogosferze nie ogarniam równowagi PEH na włosach. Nie zagłębiałam się w to, jedyne czego się domyślam to to, że warto dostarczać włosom przeróżnych substancji, nie tylko jednego i tego samego cały czas. Różnorodność, zadbanie o proteiny, emolienty i humektanty sprawią, że włosy mając wszystko, odwdzięczają się wspaniałym wyglądem. Dlatego uważam, że taki gotowy komplet w postaci trzech różnych masek to wspaniale rozwiązanie. Możemy je dowolnie mieszać, używać na zmianę, czasem wedle potrzeb, czy zachciewajek możemy używać tego samego co parę myć. 
Więc uwielbiam patrzeć na takie kosmetyki całościowo, jako na jeden. Bo one używane razem mają najlepsze efekty. I to jest genialne! Dlatego Anwen dziękuję za ten set! Warto go mieć w łazience pod ręką! 


[wpis reklamowy]

Stars from the stars pianka do mycia twarzy
- space face magic cloud -

12 grudnia 2023


Cześć! To znowu ja! Znowu nie znowu, bo w sumie przerwa się tutaj trochę trafiła. I dla mnie dość długa ta przerwa, ale tak się złożyło, że jakoś ciężko było mi się ogarnąć po naszej wycieczce w Bieszczady. Ciężko jest, zapanować nad bałaganem, praniem i jeszcze dwójką maluchów. Ale, ale, niedługo święta, więc trzeba się ogarnąć, a ja na ten miesiąc mam zaplanowane parę wpisów, więc czas wziąć się w garść! 
A dzisiaj mam dla Was hit na miarę gwiazdy. Naprawdę. W edycjach Pure Beauty Box jest dość sporo kosmetyków marki Stars from the Stars i muszę przyznać, że jest to moje odkrycie. I cieszę się niezmiernie, że mam możliwość testować te kosmetyki! 


Stars from the Stars
- Space Face Magic Cloud - 
Pianka do oczyszczania twarzy



Pianka do oczyszczania twarzy znajduje się w prostej, ale bardzo wygodnej butelce z pompką. Pompka działa bez zarzutu, po naciśnięciu mamy idealną ilość piany do nałożenia i naprawdę jest to super. Poza tym, wygląd i design, tych kosmetyków to jest zdecydowanie coś, co skrada moje serce. Wygląda jak piękne, gwieździste niebo nocą. No i bardzo mi się to podoba.
Pianka ma idealną konsystencję, wygodnie nakłada się na twarz i nie spływa z niej. Zapach jest cudowny, iście owocowy, smaczny i bardzo ładny. Niesamowicie przyjemnie się używa tej pianki.


Ja tej pianki używam na dwa sposoby. Do oczyszczania twarzy po całym dniu, kiedy nie mam makijażu, tak żeby skórę przygotować właśnie do wieczornej pielęgnacji. I bardzo fajnie oczyszcza, odświeża skórę i jest idealnym pierwszym etapem. No i wygodnym, szybko pod prysznicem, wygodnie zmywam i jest ekstra.
Ale, jako że zazwyczaj mam na twarzy makijaż, to używam tej pianki właśnie do zmywania makijażu razem z gąbeczkami z węglem aktywnym. Do nich wystarczy użyć czegokolwiek i gąbeczka zmywa makijaż. I to combo jest tak genialne, że wow! Naprawdę rewelacja! Makijaż jest zmyty niesamowicie dokładnie, jeszcze szybciej niż normalnie, bez podrażnień, bez mocnego podcierania skóry i ja jestem tym zachwycona. Mi teraz zależy na czasie, szybko chcę zmyć makijaż i spać i ta pianka mi to umożliwia.
Skóra jest w super stanie, ładnie nawilżona i odżywione. Nie zauważyłam żadnych negatywnych efektów.



Także ja bardzo polecam tę piankę, nie dość że z zewnątrz to i wewnątrz jest naprawdę godna uwagi. Można zawiesić oko i przy okazji to oko zmyć, bardzo dokładnie, nie zostawiając resztek tuszu do rzęs itp. Świetna sprawa! Dlatego ja bardzo polecam i chcę bardzo poznać całą markę. Polecam!

A jeśli znacie jakieś inne produkty marki godne uwagi to koniecznie mi o nich napiszcie. Chcę je poznać!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana] 

Sylveco WOW
emulsja myjąca do twarzy

05 grudnia 2023


Dzień dobry! Jak się macie? Gotowi na wizytę Świętego Mikołaja? Byliście grzeczni czy jednak w tę drugą stronę i po prostu nie zasłużyliście na prezent? Ja już prezent sobie sama kupiłam i Święty Mikołaj był, więc jedna sprawa załatwiona. Ale ten grudzień jest szalony i bardzo dużo się dzieje, boję się, że się nie wyrobię z wieloma rzeczami, ale muszę się spiąć i wziąć w garść. Ale nie mogę narzekać, tylko trzeba działać, chociaż nie powiem, ta końcówka roku dużo mnie nauczyła, a głównie pokory. Nie powiem, coś nowego, ale dobrze. Biorę na klatę i działam dalej. A na razie przejdę do przyjemniejszych rzeczy, czyli do kosmetyków!
Wiecie, że Pure Beauty Box ma kalendarz adwentowy? Ohh, ja już zaczęłam otwieranie i ohh jaka radość! Sprawdzajcie koniecznie Instagram A dzisiaj kolejny produkt do mycia twarzy, całkiem inny od wszystkich tych, jakie używałam do tej pory i do jakich się przyzwyczaiłam. Tym razem od marki Sylveco WOW, którą bardzo lubię. Ale o szczegółach możecie poczytać w recenzji. Zapraszam!


Sylveco WOW
emulsja myjąca do twarzy




Zacznę od tego, że ten produkt znajduje się w szklanej butelce z pompką. Super sprawa, że jest szklana, bardzo na plus pod wieloma względami. Ja się tylko obawiałam, że moje dzieci się do niej dorwą i ją stłuką (a jest dość ciężka), chociaż szkło jest dość grube, więc może nie byłoby tak źle, ale wiadomo jak jest. Na szczęście już jest w bezpiecznym miejscu pod prysznicem i dzieci nie mają dostępu do niej. Ogólnie mi się  bardzo podoba ta forma, ten design, dość prosty, ale jednak efektywny. No i pompka! Jestem największą fanką pompek, dla mnie to jest mistrzowskie rozwiązanie, które na maksa ułatwia używanie produktu.
Zapach tej emulsji jest niesamowicie apetyczny. Jest słodki, owocowy, zarazem kwiatowy, cukierkowy, no jest tak tajemniczy, że mnie na maksa oczarował. Uwielbiam go, bo jest na pewno inny od pozostałych zapachów kosmetyków, bardzo na plus! Konsystencja jest zdecydowanie rzadka, jak mleczko, emulsja jest bardzo lekka w tej formule i niesamowicie przyjemna.


Ja emulsji używam codziennie. Jako oczyszczanie twarzy, kiedy nie nakładam makijażu, ale i korzystam z tej emulsji wraz z gąbeczką do zmywania makijażu. I od razu powiem, że w obu tych sytuacjach, emulsja daje sobie wspaniale radę.
Kiedy używam jej na niepomalowaną twarz, cudownie oczyszcza i odświeża skórę. Nie podrażnia, nie uczula, nie szczypie w oczy, nie robi nic złego. Ładnie przygotowuje twarz na kolejne etapy pielęgnacji (u mnie głównie wieczornej). Skóra się nie klei, nie lepi, nie jest tłusta, nie jest pokryta żadnym filmem, jest w naprawdę fajnym stanie.
A makijaż zmywa jak ta lala w połączeniu z gąbeczką. Wszystko jest dokładnie zmyte, nieważne czy są to kosmetyki do twarzy, czy produkty kolorowe, czy tusz do rzęs. Nie mam problemu ze zmyciem czegokolwiek, co mnie bardzo cieszy. Wiecie już, że ja lubię szybkie i efektywne rozwiązania, a to jest jednym z nich, kiedy pod prysznicem mogę szybko zmyć makijaż i bez używania tony wacików, czy ręczniczków itp. Super!


No i cóż. Bardzo się polubiłam z tą emulsją myjącą do twarzy od Sylveco. Dla mnie jest bardzo WOW, podpisuję się pod tym rękami i nogami, że naprawdę fajnie działa i daje sobie radę ze wszystkim, czego od niej oczekuję. Oczyszcza skórę, odświeża ją, jest super bazą na każdą kolejną pielęgnację, no i jest nawet tani, a wydajny. Emulsji nie musicie nakładać nie wiadomo, jak szalonej ilości. Mi spokojnie wystarczy jedna pompka, a do zmywania makijażu maks dwie i wszystko gra!

[współpraca reklamowa]

MustHave Company - gold essence - żel złuszczający do twarzy, szyi i dekoltu z 24 karatowym złotem

02 grudnia 2023

Dzień dobry! Zimno, co nie? Ohh taka pogoda, że tylko się schować pod kołderką z herbatą i nie wychodzić stamtąd. Kiedy to nadejdzie mając dwójkę małych dzieci? Ostatnio zawsze jest tak, że jak tylko się położę na łóżku to już wszystkie szkraby są obok mnie i nie ma spokoju. No co zrobić. Trzeba przeczekać, a pewnego dnia sobie poleżę. 
A dzisiaj przychodzę do Was z żelem do twarzy firmy MustHave, jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką. I mamy tutaj żel do oczyszczania twarzy w postaci gommage. Takie nowości i nietypowe kosmetyki znajdziemy w pudełkach Pure Beauty! Fajnie, bo można przetestować, zobaczyć, co nam pasuje, a co nie. 

MustHave - gold essence -
żel złuszczający do twarzy, szyi i dekoltu
z 24 karatowym złotem





Żel znajduje się w typowej tubce dla takich produktów, żel też stoi na głowie, dzięki czemu nie ma problemu z wydobywaniem produktu. Na opakowaniu nie ma co prawda za wielu informacji, ale nie sprawia to raczej problemu w użytkowaniu, czy żeby rozkminić, jak ten żel używać. Nie ma tu dużej filozofii.
Konsystencja żelu jest dość glutkowata, momentami zbita, nie jest zbyt typowa. Trzeba też uważać, żeby nam żel nie uciekł z dłoni, bo to się zdarza. Zapach nie jest intensywny, ale jest specyficzny i mi nie podchodzi. Tak samo niestety po nałożeniu na twarz, jak dostanie się odrobina na usta, to jest to bardzo nieprzyjemne w smaku.


Żel nakładamy na twarz i wmasowujemy do momentu aż poczujemy efekt ścierania, czyli właśnie tak zwany 'gommage*. Efekt jest, zbliżony do ścierania np. ołówka w zeszycie gumką do mazania i te resztki, jak zostają, to tak samo jest właśnie na twarzy. Czujemy, jakbyśmy ścierali sobie naskórek i on odchodzi, ale to po prostu żel zmienia swoją formułę. I zdecydowanie nie jest to coś, co ja lubię. Dla mnie jest to bardzo dziwne uczucie i nie przepadam za tym. A i też nie mam odczucia, że daje mi to jakieś super niesamowite efekty, więc tutaj ta gra dla mnie nie jest warta świeczek.


I mimo, że skóra jest w zadowalającym stanie, bo naprawdę jest gładka, miła w dotyku, jest dobrze nawilżona i odżywiona, ale samo używanie tego żelu mi bardzo nie podchodzi, a takie efekty spokojnie uzyskam przyjemniejszą pielęgnacją dla mnie.
Dajcie znać, co Wy sądzicie o tym gommage? Lubicie czy też jest to dla Was dość dziwna nowość? Jestem przekonana, że na pewno są osoby, które uwielbiają ten efekt ścieranego naskórka :) jest tu ktoś taki?


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana