Garnier Vitamin C, rozświetlające serum do twarzy na noc

11 października 2025

 
Dzień dobry! Jak się macie? Co u was słychać? U nas październik mimo, że jest spokojniejszym miesiącem, to jakoś teraz dużo się dzieje. Nie mogę się doczekać naszego kolejnego mini wyjazdu, odpoczynku i zresetowania się. Cieszę się, że coś się dzieje, że nasze plany powoli się realizują, że z każdym tygodniem coś idzie do przodu i jesteśmy bliżej naszego głównego na chwilę obecną celu.. Trzeba być cierpliwym, przymknąć oko na niektóre rzeczy i czekać, działać i wytrwać w tym. Dobrze nam idzie, więc mimo wszystko jestem zadowolona.
A dzisiaj chcę Wam pokazać produkt, który również przyczynia się do tego, że jestem zadowolona. A mowa tu o serum, kolejnym serum, a wiecie, że ja serum kocham wszystkie, one dla mnie odmieniają twarz, jak i cała pielęgnację, co jest super. Ja mam skórę skłonną do przebarwień, jestem ciągle zmęczona, niewyspana i niestety odwodniona, więc staram się nie tylko działać od wewnątrz, ale i od zewnątrz. Dlatego chętnie używam Garnier, serum do twarzy na noc!


Garnier Vitamin C
rozświetlające serum do twarzy na noc





Serum znajduje się w tych samych buteleczkach, co wszystkie inne serum z tej marki. Mamy tutaj ciemną buteleczkę, która też korzystnie wpływa na właściwości serum, a na pewno nie skraca jego przydatności i żywotności. Mamy kartonik, na którym znajdują się wszystkie informacji, jak i design, który jest bardzo w porządku. Cały design jest utrzymany w tym samym stylu, opakowanie jest bardzo typowe dla marki, jak i serii Vitamin C. Buteleczka jest bardzo wygodna w użytkowaniu, zakrętka jest bardzo szczelna, a pipetka dozuje idealną ilość produktu.
Konsystencja produktu jest dość wodnista, trzeba pamiętać o tym, żeby nie wylać serum poza dłoń, ale jak już nałoży się na twarzy, to bardzo dobrze współpracuje się z tą formułą. Zapach jest niewyczuwalny, na pewno nie jest irytujący i nie przeszkadza za bardzo, tutaj wszystko gra.


Serum z witaminą C do stosowania na noc robi naprawdę świetną robotę, Serum świetnie wnika w głąb skóry twarzy, działając już na najgłębsze warstwy skóry. Serum sprawia, że skóra jest bardzo ładnie nawilżona i odżywiona. Poza tym, od razu można odczuć, że skóra jest miękka i cudownie gładka w dotyku. Widać też, że serum ma pozytywny wpływ na ujędrnienie oraz napięcie skóry. Serum zdecydowanie wyrównuje koloryt, a także pomaga w walce z przebarwieniami. Nie pozbędziemy się za pomocą tego serum pieprzyków, czy piegów, ale na pewno niweluje zaczerwienienia, jak i podrażnienia. 
Na szczęście nie mam problemów z niedoskonałościami, a i serum nie powoduje ich więcej. Co więcej, serum nie podrażnia, nie uczula ani nie zapycha. Nie ma tutaj opcji o pojawieniu się nagle wielu nadprogramowych niedoskonałości.


Tak, jak pisałam, ja mam wiecznie problem z odwodnioną oraz matową, szarą skórą. To serum sprawia, że skóra momentalnie odżywia, zyskuje jakby kolejne życie, wygląda lepiej, zdrowiej i bardziej promiennie. A do tego, jest oczywiście w dużo lepszym stanie. Serum na noc bardzo świetnie sprawdza się pod kątem pielęgnacyjnym, efekty widać od razu, a regularne stosowanie przyczynia się do całkowitej zmiany stanu naszej cery.
Ja uwielbiam, i bardzo polecam!


Znacie to serum? Dajcie koniecznie znać!


[produkt otrzymany w ramach współpracy, ale jego recenzja nie była wymagana]

BioElixire serum silikonowe - baobab, biotyna i olejek konopny

09 października 2025

 
Dzień dobry! Jak się macie, co ciekawego słychać? Powoli kończy się kolejny tydzień i to szalony tydzień, a weekend zapowiada się dość spokojnie, więc bardzo się nie mogę doczekać ! Jak zawsze mam tyle rzeczy do zrobienia, że moja lista już na chwilę obecną nie ma miejsca na nowe pozycje, jest masakra. Ale już trochę do tego się przyzwyczaiłam, na chwilę obecną chciałabym mniej narzekać, bo mam wrażenie, że za dużo tego. Jeśli macie jakieś sposoby na to, to bardzo proszę - podajcie mi je!
A żeby nie było aż tak negatywnie, to ja mam dzisiaj dla Was kolejny produkt do włosów, kolejne serum marki BioElixire, które jest tak samo genialne, jak inne wersje. Tym razem zdecydowałam się na serum z olejkiem konopnym, które nie tylko chroni włosy przed wysoką temperaturą, jak i promieniami słonecznymi, ale i regeneruje. Sprawdźmy!

BioElixire, serum silikonowe
baobab, biotyna i olejek konopny





Serum znajduje się w takim samym opakowaniu jak pozostałe serum tej marki. Opakowanie jest identyczne, tylko zmieniona jest lekko szata graficzna, jak i kolorystyka. Opakowanie jest niewielkie, jest odkręcane, duży otwór, przez który dostajemy serum. Na kartoniku znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje, a ta mała buteleczka serum jest bardzo wygodna w użytkowaniu. Zakrętka jest bardzo mocna i szczelna, nie ma opcji, żeby sama się otworzyła, a ja te wszystkie serum zabieram ze sobą wszędzie, dla mnie to jest podstawowa pielęgnacja w każdych warunkach.
Konsystencja jest dość oleista, jak na serum z olejkiem przystało, ale nie klei się, nie brudzi rąk na tyle, żeby nie dało się ich domyć. Konsystencja nie skleja ani nie obciąża włosów. Zapach jest bardzo ładny, pachnie słodko, trochę owocowo, bardzo mi się ten zapach podoba!


Ja serum do włosów używam na kilka różnych sposobów, po myciu na mokre włosy, codziennie wieczorem na spanie na suche włosy, codziennie rano przed wyjściem, a także w ogóle w ciągu dnia, kiedy chcę dać im dodatkową pielęgnację oraz ochronę przed zniszczeniami i czynnikami zewnętrznymi. 
Uwielbiam te serum przede wszystkim za to, że one nie obciążają włosów, nie sklejają ich, ani nie powodują częstszego przetłuszczania się. One idealnie domykają włos, sprawiają, że końcówki wyglądają dwa razy lepiej, dociążają kosmyki, eliminują puszenie się włosów, sprawiają, że włosy są łatwiejsze w ujarzmieniu i w ogóle to serum robi wszystko z tymi włosami. Przede wszystkim chroni przed zniszczeniem się włosów czy rozdwajaniem się końcówek. A i powiem Wam, że to jak to serum nabłyszcza włosy, to ja jeszcze takiego efektu nie uzyskałam za pomocą serum, no włos lśni przepięknie!


Dlatego moja opinia nie może być inna, ja jestem zachwycona. To serum działa, jak należy, a powiedziałabym, że nawet lepiej. Świetnie nawilża, odżywia i regeneruje włosy, zatrzymuje wodę we włosie, pięknie pachnie, fantastycznie ujarzmia włosy, sprawia, że błyszczą i wyglądają dużo lepiej, te fryzury się wydają jakieś takie zdrowsze. I one są zdrowsze, bo serum wspaniale je chroni przed czynnikami zewnętrznymi, przed wysoką temperaturą w trakcie stylizacji, jak i przed promieniowaniem słonecznym. Jestem pewna, że serum też i super wpływa na te włosy teraz, kiedy na zewnątrz jest chłodniej. 
No dla mnie mistrzostwo świata i mimo niewielkich rozmiarów serum jest naprawdę wydajne, a ja używam go czasami nawet i kilka razy dziennie, jestem zawsze w pozytywnym szoku, jak to małe serum może być aż tak efektywnym cudeńkiem, które uwielbiam stosować! Cena jest turbo przystępna, dostępność też jest fajna, więc ja bardzo polecam!


Dajcie znać, czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna tych serum do włosów?

The Ritual of Sakura cukrowy peeling do ciała

07 października 2025


Dzień dobry! Jak Wam leci tydzień, jak się czujecie? Coś fajnego, ciekawego się dzieje? A może na coś czekacie, może jakieś fajne wydarzenie się szykuje? Ja, jak co roku mówię sobie, że na pewno następna jesień będzie fajniejsza i łatwiejsza, tak niestety spotykam się ze ścianą. Jednak trzy- i czterolatki w dalszym ciągu są na tyle absorbujące i mają swój styl zabawy, że nie jestem w stanie ich okiełznać i robić z nimi fajne jesienne aktywności. Podziwiam wszystkich pracujących w placówkach dla najmłodszych, kiedy ja nie panuję nad dwójką.
Ale panuję na szczęście nad swoimi kosmetykami i nad swoim ciałem, a regularne używanie peelingu na szczęście weszło mi już tak bardzo w nawyk, że wow! Ostatnio zużywam bardzo dużo peelingów do ciała, co mnie mega cieszy, bo ja uwielbiam ten rodzaj pielęgnacji! A tym razem miałam możliwość sprawdzić, coś bardziej wow, bo Rituals! The Ritual of Sakura brzmi niesamowicie, pachnie fenomenalnie, a jak działanie? Zapraszam do recenji!


The Ritual of Sakura
cukrowy peeling do ciała




Peeling znajduje się w dość niewielkim słoiku, ja posiadam wersję niepełnowymiarową - 125ml, nie jest to zbyt duże opakowanie, ale ogólnie kolorystyka oraz design bardzo mi odpowiadają. Bardzo ładnie się prezentują i jest to coś, co bardzo się wpasowuje w mój gust. Mamy tutaj odkręcany słoiczek, który jest bardzo szczelny, kiedy znajduje się pod prysznicem, nie dostaje się do środka woda, co jest mega. Dodatkowo peeling zabezpieczony jest sreberkiem, co dla mnie jest bardzo ważne!
Konsystencja jest typowa, jak dla peelingów cukrowych, mamy tutaj dość spore drobinki, które świetnie wygładzają skórę. Zapach jest obłędny, cudownie perfumowany, ekskluzywny, dość intensywny, ale podoba mi się bardzo! Mogłabym mieć takie perfumy lub świece, bosko!


Ogólnie peeling świetnie działa, skóra po użyciu jest cudownie wygładzona, zmiękczona, a zarazem wypielęgnowana, w tym odżywiona oraz nawilżona. Nie podrażnia ani nie uczula, drobinki mimo swojej wielkości są całkiem delikatne i miłe dla skóry, a przynajmniej moja skóra jest przyzwyczajona do peelingów cukrowych, więc ja bardzo lubię. Peeling sprawia, że po martwym naskórku nie ma ani śladu. Bardzo podoba mi się też fakt, że peeling nie zostawia na skórze żadnego tłustego filmu, czasem mam problem z użyciem myjki, że żel do mycia nie chce się pienić i robi się taki tępy, tutaj nie ma takiego problemu.
Warto dodać, że przed nałożeniem dodatkowo zwilżałam peeling wodą, żeby łatwiej było nakładać na skórę. 


Peeling jest niesamowity jeśli chodzi o konsystencję oraz zapach. Te perfumowane nuty naprawdę sprawiają, że ja odpływam, prysznic staje się ekskluzywnym rozpieszczeniem ciała oraz duszy, ja uwielbiam kiedy mi pachnie i tutaj dostaję dokładnie to, co uwielbiam. Przy okazji, peeling ma też oczywiście super działanie, mamy tutaj świetne wygładzenie oraz zmiękczenie skóry, jak i nawilżenie i odżywienie - pielęgnacja jest tutaj zachowana, bo nie ma potrzeby nałożenia balsamu przed.
Jedyne do czego się przyczepię to wydajność, a raczej jej brak. To opakowanie wystarczyło mi chyba na jakieś 3-4 użycia - zdecydowanie za mało, tym bardziej, że jest to produkt z wyższej półki cenowej - szkoda!


I tak o to kończy się moja miłość do tego peeling The Ritual of Sakura, bardzo szkoda, bo ten zapach chodzi za mną cały czas, jest fenomenalny! Jakie jest Wasz ulubiony peeling na chwilę obecną?
 

Denko wrzesień 2025r.!

05 października 2025

 
Dzień dobry! I jak się macie? Co tam u Was ciekawego słychać? U nas dużo się dzieje, jak zawsze, a zarazem jakoś wszystko jest tak rozłożone w czasie, że ja mam wrażenie, że chwilowo jest jakaś taka nuda. Ja żyję od okazji do okazji, pozwala mi to zdecydowanie lepiej ogarniać rzeczywistość i jakoś tak teraz mam poczucie, że jedyne na co czekam to krótki wyjazd dopiero w listopadzie, No, ale.. może coś się jeszcze wydarzy po drodze, a na razie musimy pożegnać miesiąc - wrzesień!


A jak już musimy żegnać konkretny miesiąc, to niech to będzie z denkiem! Bo ja bardzo lubię zamykać sobie pewien okres czasu i rozpoczynać następny z czystą kartą. We wrześniu nie zużyłam jakoś wielu kosmetyków, nawet nie czułam, żebym była w jakimś dobrym flow, ale jednak wrześniowy powrót do przedszkolnej rutyny trochę mnie uderzył. Dlatego, staram się już, żeby następny miesiąc był zdecydowanie lepszy, a na razie zapoznajcie się z wrześniowymi zużyciami!


  • Schwarzkopf, got2be, Volumania, lakier do włosów - który zdecydowanie nie ma sobie równych. Jest najlepszy, bardzo ładnie pachnie, świetnie utrwala włosy, jak i każdą fryzurę, s na dodatek nie skleja włosów, nie obciąża ich i nie wygląda sztucznie. Dla mnie i dla mojego męża bomba! 
  • Garnier PureActive Hydrating Deep Cleanser, nawilżająca emulsja oczyszczająca pojawia się u mnie już któryś raz, bardzo lubię tę emulsję! To jak ona zmywa makijaż z pomocą gąbeczki to ja jestem zachwycona, uwielbiam ten efekt dobrze oczyszczonej twarzy nie tylko z makijażu, ale i ze wszystkich innych zanieczyszczeń, reguluje powstawanie sebum, nie powoduje ściągnięcia skóry dla mnie ideolo! 
  • Alterra Naturkosmetik, szampon do włosów nadający połysk i to są produkty, które pojawiają się u mnie regularnie, te szampony świetnie oczyszczają włosy z zanieczyszczeń, z kosmetyków oraz fantastycznie zmywają oleje. 
  • Queen, nawilżany papier toaletowy to kolejny produkt, bez którego ja nie wyobrażam sobie funkcjonować. Te chusteczki ratują mnie w różnych sytuacjach, używam ich również u dzieci i uważam, że są bardzo przydatne, jak i efektywne. 


  • Regenerum, trychologiczny peeling enzymatyczny do skóry głowy - peeling enzymatyczny, który zdecydowanie zaskoczył mnie swoim działaniem. Ja ostatnio bardzo polubiłam ten etap w pielęgnacji, uważam że ten peeling świetnie oczyszcza skórę głowy, jak i ją odświeża. Włosy są cudownie odbite u nasady, mam wrażenie że układają się dużo lepiej, ładniej rosną i no po prostu jest sztos! 
  • Oriflame, Opt Optimals, daily glow, ochronny krem rozświetlający SPF 50 - kolejny produkt z serii Optimals, który super się u mnie sprawdził. Kosmetyk nie tylko posiada działanie przeciwsłoneczne, mamy aż SPF50, a do tego mamy super działanie rozświetlające, skóra jest bardzo promienna, wygląda bardzo zdrowo! 
  • BioElixire, serum jedwab, witamina A, koenzym Q10, filtr UV - ja jestem zakochana w tych serum marki BioElixire, one wszystkie pięknie pachną, mają świetną konsystencję, a w dodatku nie obciążają włosów. Serum pięknie nawilża, odżywia i pielęgnuje włosy! Są miękkie, zdrowe i wyglądają pięknie! 
  • Garnier, Hyaluron+, barrier repair, serum ujędrniające do skóry twarzy - kocham, kocham i bardzo kocham te serum. One tak cudownie wpływają na skórę głowy, tak pięknie nawilżają, nawadniają i odżywiają skórę, że wow. Uważam, że serum odmienia pielęgnację, poprawia stan skóry diametralnie i zawsze jest efekt WOW! 



  • Dr Hola, czekoladowa maska - ta maska do twarzy była całkiem okej, ale w dalszym ciągu bez szału, zapach czekoladowy mnie trochę przytłoczył, bo wiadomo, że to jest coś bardziej sztucznego. Skóra była w fajnym stanie, ale no nie są to efekty wow. 
  • Efektima, natural collagen, eye glam, serum pod oczy /nawilżenie + cienie/ - serum pod oczy było w porządku, jak używałam na początku to było wow, ale skóra dość szybko się przyzwyczaiła i efekt już osłabł i nie był aż tak przeze mnie pożądany. Krem może i ładnie nawilżał, wygładzał i pielęgnował cienką skórę pod oczami. Miałam problem z opakowaniem, trochę za dużo kremu się wylewało z tej kulki, nad czym nie mogłam zapanować. Nie był zły, ale raczej nie będę o nim pamiętać w przyszłości. 


I mamy produkty, które niestety zostały wyrzucone, ale w niektórych już dawno skończył się termin przydatności. Babydream, spray do opalania, SPF50, wiem że ten spray jest bardzo polecany! Ja jakoś nie mogłam się do niego przekonać, w między czasie kupiłam parę innych produktów w formie spray i były dużo wygodniejsze w aplikacji, a ja zdecydowanie cenię sobie wygodę i szybkość, więc tutaj coś mi nie podeszło. Ale z kolei, Kobo, makeup primer używałam zawsze na większe wyjścia, uwielbiam tę aksamitną i jedwabną konsystencję. Ale no stwierdziłam, że po kilku latach trzeba wyrzucić, na wszelki wypadek mimo że nic się nie działo. Skin 79, dark panda BB cream  miałam dośc mieszane, co do tego kremu BB albo ja nie do końca umiałam go używać albo używałam go w złym momencie życia, sama nie wiem. ogólnie był w porządku, ale mi coś nie grało. Essence, Glow to go! 10 sunkissed glow ta paletka, która mnie rozkochała swoimi rozświetlaczami, piękne odcienie, szampańskie, różowe złoto, coś co ja bardzo lubię! Te brązowe odcienie też były bardzo ładne, ale nie było mi nigdy po drodze, żeby ich używać. Nie umiałam sobie z nimi poradzić, a szkoda, bo myślę, że tu można było naprawdę wycisnąć z nich maksa!


I tak o to prezentuje się moje denko! Dajie znać, jak u Was się prezentują zużycia?

Redblocker koncentrat naprawczy do twarzy

03 października 2025

 
Dzień dobry! I jak się macie? Witamy w październiku! Mamy jesień oficjalnie nie tylko w kalendarzu, ale i na zewnątrz. Oj czuć ten chłód rano, czuć to specyficzne powietrze wieczorami, no i nawet to mocne słoneczko w ciągu dnia nie jest aż tak ciepłe, jak można to sobie wyobrazić. No czuć już ten klimat jesienny, a ja taki klimat lubię - bardzo! I coraz bardziej nie mogę się doczekać tych dni w naszym domu, w naszych czterech ścianach, a jeszcze tyle przed nami, ale na pewno jesteśmy bliżej niż dalej.
A jak mamy jesień, jesteśmy po lecie, mam dla Was i dla mnie świetny produkt do twarzy, koncentrat naprawczy do twarzy - marki Redblocker! Mamy tutaj produkt w formie serum, który idealnie się sprawdzi na cerze wrażliwej i naczynkowej - i jest to moja cera, zaczerwienienia, przebarwienia to też jest moja cera! Także, szykujcie się na fajny produkt i na recenzję! 


Redblocker koncentrat naprawczy do twarzy





Koncentrat naprawczy znajduje się w szklanej buteleczce z precyzyjną pipetką. Początkowo serum znajduje się też w kartonowym opakowaniu, na którym mamy wszystkie najważniejsze i potrzebne informacje. Ten koncentrat idealnie nadaje się do używania dwa razy dziennie, co najważniejsze po wstrząśnięciu! W buteleczce znajduje się pipeta, która jest bardzo precyzyjna. 
Serum bez wstrząśnięcia jest bardzo rzadkie, od razu czuć różnicę w konsystencji, kiedy potrząśniemy wcześniej buteleczką, wtedy formuła zamienia się w trochę bardziej gęstą, bardziej jakby puszystą, ale niesamowicie przyjemną, bo i ciężko jest mi to wytłumaczyć. Zapach jest bardzo słaby wyczuwalny. 


Koncentrat idealnie nakłada się na twarz, nie spływa z niej i idealnie wtapia się w skórę, wnikając głęboko w warstwy skóry. Ja od razu czuję, że koncentrat wchodzi tam, gdzie trzeba nawilżając i odżywiając skórę, sprawiając, że zaczyna świetnie wyglądać. Nie ma znaczenia, czy jest to rano czy wieczór, ale od razu widać, że cera wygląda jakoś tak ładniej i zdrowiej. Wszystkie podrażnienia są załagodzone oraz ukojone. 
Poza tym, ja mam dość spory problem z zaczerwieniami, no i muszę przyznać, że po dłuższym stosowaniu widać zdecydowaną różnicę. Koloryt jest zdecydowanie wyrównany, te wszystkie plamki stają się dużo mniej widoczne, dzięki czemu twarz bez makijażu wygląda całkiem w porządku, a w makijażu to już w ogóle jest dość łatwo uzyskać fajny efekt. 


Koncentrat naprawdę odmienia naszą skórę, sprawia, że skóra jest przyjemniejsza, gładsza i milsza w dotyku. Mimo, że produkt nie wygląda na dwufazowy i nie widać, że posiada dwie różne konsystencje to po wstrząśnięciu do razu widać różnicę w formule, staje się bardziej przyjemna dla skóry i mam też wrażenie, że łatwiej jej wnikać w głąb skóry - nawilżając, odżywiając i łagodząc jakiekolwiek podrażnienia. Koncentrat sprawia, że zaczerwienienia są mniej widoczne, a koloryt skóry bardziej wyrównany. Bardzo podoba mi się ten efekt.
I bardzo podoba mi się ten kosmetyk! Marka mi mało znana, niewiele produktów od nich miałam, ale muszę przyznać, że wow!


I standardowo takie nowości odkrywam dzięki Pure Beauty! Niezastąpione boxy kosmetyczne, w którym znajduj się wszystko, co mi potrzeba w pielęgnacji ciała, twarzy oraz włosów - uwielbiam! A wiecie, co się niedługo szykuje? Kalendarz adwentowy, tak ja już to czuję!

[wpis reklampwy]